Pod koniec XIV wieku aptekarze krakowscy zaczęli wyrabiać specjalne cukierki z prawdziwego cukru trzcinowego z dodatkiem aromatycznych przypraw - anyżu, cynamonu, goździków i innych korzeni. Przypisywano im działanie lecznicze, podobnie jak złotu, którym owe karmelki często oblekano, i mimo że były słodkie, jadano przed obiadem. Nie był to tani specyfik, sam cukier kosztował majątek, za kilogram opłata wynosiła więcej niż za dwa woły, więc cukierki w aptece kupowali jedynie król, zamożna szlachta i bogaci mieszczanie. Dopiero w XVI wieku ceny cukru i produkowanych z niego słodyczy zaczęły stopniowo spadać. W codziennej kuchni cukier zastępowano łatwo dostępnym miodem, w nieco wykwintniejszej także rodzynkami, które już wówczas dodawano nie tylko do ciast i pszennych bułek, ale również do sosów i mięsa.
Zakazu gorliwie przestrzegano w obawie przed boską, ale także ziemską karą - Bolesław Chrobry rycerzom łamiącym posty kazał wybijać zęby.
Wróćmy jednak do produktów stanowiących podstawę ówczesnej kuchni. Podczas postów były nią ryby, zastępujące ulubione, lecz przez tyle dni w roku wzbraniane przez Kościół mięso. Zakazu gorliwie przestrzegano w obawie przed boską, ale także ziemską karą - Bolesław Chrobry rycerzom łamiącym posty kazał wybijać zęby. Na polskim stole mięso i ryby nie pojawiały się razem, jak to miało miejsce w Europie Zachodniej. Jeszcze w XVII wieku Jan Chryzostom Pasek, podróżując po Danii, dziwił się tamtejszym zwyczajom i pisał w Pamiętnikach, że "tam dają na stół i mięso, i ryby zawsze jednakowo". Najpopularniejsze były śledzie, przyrządzane zarówno w zamożnych, jak i ubogich kuchniach. Śledzie solone sprzedawano w beczkach, wędzone nadziewano na drewniane rożny, zwykle po trzydzieści sztuk na jeden. Za śledzie solone płacono więcej niż za moczone. Jak tłumaczyła mediewistka Anna Rutkowska-Płachcińska, to, że były słone, uważano za ich istotną zaletę, pozwalającą na oszczędzanie soli podczas przygotowywania potraw. Dokładnie wymoczone, zupełnie pozbawione słonego smaku uchodziły za pokarm ascetów. W beczkach solono też inne ryby, często kilka gatunków naraz, na przykład karpie, liny, szczupaki, leszcze. Rachunki dworu Władysława i Jadwigi podają, że w 1394 roku na zamówienie królowej, podejmującej gości postnym obiadem, zakupiono soloną "jesiotrzynę". Jesiotry i łososie wiślane należały wówczas do luksusowych gatunków, choć jeszcze do XIII wieku łowiono je dość masowo. Bardzo cenione i tańsze były szczupaki i sandacze, sielawy i węgorze, okonie, kiełbie, lipienie, wyże (czyli bieługi) i wiele innych ryb odławianych w ogromnych ilościach w rzekach, jeziorach, a od połowy XIII wieku w coraz częściej zakładanych stawach i sadzawkach. Ryby bałtyckie, suszone, solone i świeże, już w XI wieku transportowano Wisłą na Kujawy i Mazowsze, Odrą na Śląsk, Wartą do Wielkopolski. Wraz z rozwojem gospodarki feudalnej rybołówstwo, podobnie jak myślistwo, zaczęło podlegać skomplikowanemu systemowi zakazów i przywilejów.
Ważne miejsce w średniowiecznym jadłospisie zajmowały jarzyny. Co dzień na każdym stole musiał znaleźć się groch. Jadano go na dworze królewskim (choć podobno Jadwiga wolała delikatniejszy zielony groszek), w domach mieszczan, zakonnych celach i kmiecych chatach. Suchy, prażony groch zastępował chleb, ale najczęściej ziarna rozgotowywano na gęstą papkę, "dla tłustości" okraszaną słoniną, masłem, a w poście olejem. "Jagły i groch są potrawą pospolicie jadaną najczęściej i słusznie do narodowych naszych załączane być powinny" - pisał wspominany już Peszke. Także kapusta, w dawnej polszczyźnie nazywana po prostu "zielem", gotowana oraz kiszona, może pretendować do miana typowo polskiego jedzenia. Pojawiła się u nas zapewne na przełomie X i XI wieku. Mieszano ją z kaszą, kawałkami ryby lub okrawkami mięsa i słoniny. Jeśli wierzyć słowom Syreniusza, który zapisał w Zielniku, że "kapusta przed innemi potrawami używana", to co najmniej od XVI wieku kapustę, jak później staropolskim zwyczajem bigos, podawano na rozpoczęcie obiadu. Trzecią w kolejności ważną dla średniowiecznej kuchni jarzyną była rzepa. Kwaszono ją, wędzono, pieczono, a także duszono z solą, tłuszczem lub najchętniej z mięsem. Zresztą w podobny sposób przyrządzano wiele innych jarzyn uprawianych w ogrodach i kupowanych na targach. Znane i cenione w kuchni były marchew, buraki, chrzan, czosnek, cebula, pasternak. Na wiosnę, "póki w kłącze nie wyrośnie", jadano gir, korzeń przypominający pietruszkę. Innym zapomnianym dziś przysmakiem była popularna zwłaszcza w Małopolsce kucmerka, nazywana też cukrowymi korzonkami. "Żołądkowi jest przyjemną i użyteczną potrawą, zwłaszcza warzona" - chwalił Syreniusz. Kosztowne dodatki, z którymi miała być przyrządzana, czyniły z niej jednak niedostępne dla wszystkich eleganckie danie. "Pospolicie bywa z ryżem warzona, z rozynkami. Bywa także miasto ryb smażona w maśle albo oliwie, pierwej ją uwarzywszy, potym w mące pszenicznej albo w cieście do tego uczynionym z jajcy obwarzana, na masło, albo oliwę gorącą kładziona, trochą soli a pieprzem potrzązszy. Drudzy nie warzą jej naprzód, ale surową smażą aż przyrumienieje dobrze, potym na mięso kładą i warzą ją tak dobrze, aż do zmiękczenia, trochę mąki pszennej rozkłóciwszy dla gęstszej polewki albo chleba białego z cukrem na tarło utartego, pieprzu tartego trochę, to wespół przywarzywszy będzie potrawa barzo osobliwa". Na surowo jadano rzodkiew przyprawianą solą i octem oraz podawane po obiedzie świeże ogórki, którym zapewne nie tylko na stole Jagiełły litewskim zwyczajem towarzyszył gęsty, słodki miód. Korzystano też obficie z dziko rosnących roślin. Zbierano dziką marchew, koper, kłącza i liście komosy białej, czyli lebiody, z których gotowano polewki nazywane szpinakami, a także owoce i łodygi barszczu zwyczajnego - przygotowywano z nich aromatyczną zupę o lekko odurzającym działaniu. Najstarszy przepis na barszcz z buraków pochodzi dopiero z końca XVI wieku, ale z pewnością ta "ulubiona w Polsce kwaskowata polewka", jak pisał Gloger, była znana i wcześniej. Zbierano też oczywiście "bedłki", czyli grzyby. Szesnastowieczne zielniki wymieniały wiele ich rodzajów, lecz najwyżej ceniono prawdziwki, smardze i rydze. Grzybobranie, tak jak wyprawy po jagody, poziomki i inne leśne owoce, w które obfitowały ówczesne "nieprzebyte puszcze", było zajęciem dzieci i młodych dziewcząt. Nie pozwalano im jednak robić tego w pojedynkę. "Jeśli czyjaś córka idzie na pole lub do lasu po jabłka lub inne rzeczy i zostanie zgwałcona, wówczas płaci się karę [zaledwie] trzysta, gdyż nie wolno, by ona tak się wybierała" - głosiło ówczesne prawo, znane ze spisanego w końcu XIII wieku zbioru przepisów Najstarszy zwód prawa polskiego. Owe "trzysta", mające zadośćuczynić ofierze, stanowiło równowartość dwóch kur...
Na średniowiecznych stołach pojawiało się sporo owoców. Świeże jabłka i gruszki podawano znaczniejszym biesiadnikom, pozostałym musiały wystarczyć suszone. Władysław Jagiełło szczególnie lubił gruszki, Jadwiga śliwki, Anna Cylejska, druga żona króla, czereśnie. Sady zakładano głównie w dobrach rycerskich, królewskich i klasztornych, gospodarstwa kmiece zaopatrywały się w mniej smaczne owoce dziko rosnące w lasach. Ówcześni kronikarze sławili sady klasztorne i biskupie, w których szczepiono nowe, przywożone z zagranicy gatunki. Jan Długosz, przywołując początki klasztoru Cystersów w Lubiążu, opowiadał: "Pierwszym opatem klasztoru był Florentyn. Od tego opata i jego braci z Porty [Pforta - miasto w Turyngii] do Polski przybyłych i w rzeczonym klasztorze osadzonych, pochodzi i nazwisko swoje bierze gatunek jabłek, które oni ze sobą do Polski przywieźli, a które od klasztoru Porty, skąd pochodziły, nazwane Daport rozmnożyły się u nas i dotąd [XV wiek] jeszcze je hodują". Oprócz owych sławnych daportów (nazywanych także deportami, lapurtami i oportami!) znano wiele innych gatunków - balsamki, renetki, szczecinki, wanatki, winniczki. Późnośredniowieczne zapiski na rękopisach ksiąg, tak zwane glosy, potwierdzają też różnorodność odmian śliwek, wymieniając damasceny, czyli śliwki "czyrwone", węgierki i szwestki.
Na potrzeby królewskiego dworu już pod koniec XIV wieku sprowadzano suszone owoce: rodzynki, migdały i figi. Część zużywano do przygotowywania ciast, mięsa i ryb, ale też stawiano na stole do jedzenia razem z innymi słodkimi rzeczami. Cytryny i pomarańcze (pojawiły się w rachunkach królewskich w XV wieku) służyły wyłącznie jako dodatki do potraw. Po rybach podawano często orzechy laskowe. Uważano, że taki kulinarny zestaw doskonale służy zdrowiu.