Historia Polski do 1572 - Tomasz Jurek, Edmund Kizik

Kup ebooka

114.00 zł
91.20 zł (70,68 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Prezentowany tom, poświęcony najdawniejszym dziejom Polski do roku 1572, ukazuje się jako ostatni w serii wydawniczej "Historia Polski" Wydawnictwa Naukowego PWN. Jego autorom przyszło wpasować się w wyznaczone już z góry ramy chronologiczne i dlatego zastosowana cezura może się wydawać nieco nietypowa. Zwykle bowiem początkowy tom syntez czy podręczników polskiej historii obejmuje średniowiecze, którego koniec wyznacza się na połowę lub schyłek XV czy początek XVI w. - z konwencjonalnymi datami wydarzeń politycznych, wojny i pokoju, śmierci władców czy ogłoszenia norm ustrojowych (1454, 1466, 1492 lub 1505, ewentualnie 1506). To tradycyjne podejście jest jednak ostatnio coraz częściej kwestionowane. Wątpliwości wynikają nie tylko ze specyfiki dziejów polskich. Warto bowiem przyjrzeć się sytuacji w całym regionie środkowej i północnej Europy. Samo pojęcie średniowiecza - które kiedyś wprowadzili humaniści na określenie epoki upadku między gloryfikowanym antykiem a nadchodzącym jego odrodzeniem - ulega w ostatnich dziesięcioleciach stopniowej dekonstrukcji. Niemiecki historyk Hartmut Boockmann (1934-1998) stwierdzał nawet, że "średniowiecze nie odpowiada już współczesnemu stanowi wiedzy". Efektem sceptycyzmu jest rozmywanie tradycyjnych, sztywnych granic chronologicznych, z których końcowa oscyluje z grubsza ok. 1500 r. Większość zastanawiających się nad tym historyków podąża śladami francuskiego klasyka Jacques'a Le Goffa i optuje obecnie za koncepcją "długiego średniowiecza", sięgającego głęboko w czasy, które zwykliśmy już nazywać nowożytnymi. Inni z kolei mogą w 2 połowie XV w. poszukiwać nie długiej "jesieni średniowiecza", lecz raczej przedwiośnia czasów nowożytnych - genezy tego, co swój dojrzały owoc wydało dopiero 100 lat później.

Sprawdza się to także w odniesieniu do historii Polski, szczególnie jeśli przy próbie konstrukcji syntezy dziejowej uwzględnimy "długie trwanie" architektury i sztuki gotyckiej na terytorium Rzeczypospolitej, która w zasadzie zostanie wyparta dopiero przez stylistykę baroku. Podobnie wyglądają dzieje języka polskiego. W XVI w. polszczyzna wchodzi pełna jeszcze niedoskonałości jako język, w którym nie sposób było wypowiedzieć się nawet biegłym w piórze literatom. Nie dziwi zatem bujny w Polsce rozwój neołacińskiej poezji renesansowej. Lecz u schyłku stulecia ta chropowata do niedawna polszczyzna dzięki geniuszowi szlacheckich autorów awansuje nagle do pozycji jednego z najważniejszych języków literackich Europy. Schyłek XV i niemalże większa część XVI w. jawi się jako okres długiego przechodzenia z jednej epoki w drugą - społeczeństwo traci powoli cechy typowe dla średniowiecza, stopniowo przekształcając się, a lepiej powiedziawszy - przepoczwarzając się w całkiem nową już formację. Widać to również w podejściu do kwestii religijnych. Początek reformacji jest jeszcze procesem, którego przyczyny i charakter tkwią w ideologii i mentalności średniowiecza. Z kolei kontrreformacyjna dynamika zmian prowadziła do konfesjonalizacji i dyscyplinowania społeczeństw w sposób typowy dla nowego już nowożytnego programu ideowego epoki oraz związanych z tym postaw.

Dlatego nie bez przyczyny w dyskusjach nad periodyzacją dziejów Polski rok 1572 jest w ostatnich czasach coraz częściej przywoływany. Wprawdzie samemu wymarciu Jagiellonów trudno przypisywać przełomowe znaczenie, ale przecież zmiana i panującego, i dynastii zbiega się z niewiele wcześniejszą unią lubelską (1569), która oznaczała zasadnicze przekształcenie formy państwowości polskiej i litewskiej, zarówno pod względem terytorialnym, jak i ustrojowym oraz społecznym. Ściślejszy niż wcześniej polsko-litewski związek państwowy wyznaczał nowe priorytety polityczne, przenosząc ciężar polityki (wraz ze stolicą) z południa ku północy i przede wszystkim ku wschodowi. Kraków i jego wpływowy patrycjat utracił swoją funkcję najważniejszego miasta w państwie. Jego miejsce przejmie pod względem finansowo-gospodarczym Gdańsk, a miastem rezydencjonalnym i miejscem kreowania trendów kulturowych stanie się z czasem Warszawa. I chociaż wydarzenia polityczne stanowią dziedzinę najlepiej nadającą się do wyznaczania cezur chronologicznych, przecież najważniejsze pozostają zmiany społeczne i kulturowe, które mają zawsze charakter długotrwałych procesów.

Dlatego autorzy tego tomu opowiadają się za odejściem od tradycyjnego podziału na średniowiecze i czasy nowożytne. Zerwania z utrwalonym w systemie kształcenia i praktyce badawczej historyków podziału można było dokonać dzięki dyskusji dwóch historyków - jednego specjalizującego się w politycznych dziejach średniowiecznych, drugiego - poświęcającego się badaniom epoki nowożytnej, przede wszystkim społecznych dziejów kultury. Obaj autorzy, wychodząc od skrajnych cezur swoich specjalizacji, poszukiwali zbliżenia różnych perspektyw badawczych postaw, m.in. w określeniu charakteru owego długiego przekształcania się Polski średniowiecznej w nowożytną, czyli w ostatniej ćwierci XV i w XVI w. Równocześnie trzeba poczynić pewne zastrzeżenie: mimo iż starano się respektować końcową cezurę 1572 r., jednak niejednokrotnie trzeba było nawiązać do wydarzeń późniejszych, już to w celach porównawczych, już to postrzegając trwanie pewnych zjawisk przynajmniej do początków XVII w. Autorom chodziło o zaprezentowanie możliwie szerokiego ujęcia, wskazanie najnowszego stanu badań oraz o łączenie zjawisk rozgrywających się zarówno w polityce, społeczeństwie, jak i kulturze. Dlatego wiele miejsca poświęcili zagadnieniom gospodarczym, prawnym oraz zachodzącym w kulturze umysłowej. Równocześnie jednak, nawiązując bardziej do starszych prac i na przekór upowszechnionej ostatnio tendencji do hasłowego zestawiania niewielkich cząstek, starali się o zachowanie potoczystej narracji.

Wydawało się, że dzielenie wykładu na zminiaturyzowane całostki, podobno najłatwiejsze dla strawienia przez czytelnika, może jednak prowadzić do izolacji opisywanych problemów, które należy raczej umieszczać w możliwie szerokim kontekście. Jako autorom tego tomu od początku zależało nam na zaprezentowaniu zjawisk będących wynikiem przeplatania różnych form aktywności społecznej. Przy tym zawsze dążyliśmy do znalezienia rozwiązania najlepszego z punktu widzenia wyjaśniania danego fragmentu dziejów (nie da się np. zrozumieć kryzysu monarchii piastowskiej bez przedstawienia zasad jej funkcjonowania ani procesu zjednoczeniowego bez ukazania napięć związanych z przemianami gospodarczymi i społecznymi XIII w.; nie da się również zrozumieć awansu języka polskiego i roli szlacheckich literatów w XVI w., gdy nie poznamy podstaw finansowych działalności Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego). Zachowując układ dużych rozdziałów, stanowiących organiczne całości narracyjne, i mniejszych podrozdziałów, wprowadziliśmy w ramach tych ostatnich podziały znaczone hasłami marginalnymi. Żywimy nadzieję, że taka segmentowa budowa umożliwi czytelnikom odnalezienie i śledzenie pewnych wątków (np. kwestii świadomości narodowej) i ułożenie tych fragmentów w ciągłą narrację.

Książce nadaliśmy układ, w którym dla poszczególnych epok oddzielono kwestie polityczne od "strukturalnych". Staraliśmy się, aby części średniowieczną oraz przejściową lub wczesnonowożytną skonstruować według w miarę porównywalnego kwestionariusza i nadawać im możliwie koherentny kształt, mniemając, że ułatwi to czytelnikom śledzenie pewnych wątków z zakresu dziejów gospodarki, społeczeństwa, ustroju czy kultury, podzielonych na kilka odcinków chronologicznych. Równocześnie szybko stało się dla nas jasne, że wzajemny stosunek podstawowych części pracy nie mógł być przedstawiony w ściśle schematyczny sposób. Dlatego zastosowane w każdej epoce rozwiązanie odpowiada specyfice danego okresu. Nasze nierzadko odmienne interpretacje wycisnęły osobiste piętno na poszczególnych częściach tomu. Nie zamierzaliśmy tych różnic za wszelką cenę ukrywać.

Celem autorów nie było napisanie zarysów dziejów narodu, jak czynili to dawni historycy. Staraliśmy się zaprezentować panoramę dziejów państwa i kształtującego się w jego ramach organizacyjnych społeczeństwa, z którego z czasem wyłania się dopiero zarys wielce delikatnej tkanki społecznej, jaką jest naród jako byt odrębny. Proces wyłaniania się odrębności oraz tożsamości narodowej Polski i Polaków stał się wprawdzie głównym przedmiotem syntezy, lecz mamy do czynienia z procesem niezwykle dynamicznym. Obszar państwa polskiego był miejscem życia i stawał się ojczyzną także innych grup i społeczności etnicznych: Rusinów, Litwinów, Niemców, Żydów i innych. Wszyscy oni współtworzyli społeczeństwo polskie, wiążąc się na dobre i złe z terytorium Polski, stając się często Polakami. Ale zachodziły również i procesy, które z wielu Polaków uczyniły Rusinów, Litwinów czy Niemców (np. Prusaków). Dlatego dostrzegamy i doceniamy różnice, opór oraz zastrzeżenia wobec kształtów państwowości polskiej, jakie były wysuwane zarówno przez Litwinów, jak i Prusaków-Niemców z Prus Królewskich, którzy zachowali własne tradycje historyczne i silną świadomość odrębności regionalnej czy etnicznej. Nasze ujęcie państwocentryczne determinuje zakres terytorialny narracji. Za w pełni uzasadnione uważamy uwzględnienie od XIV w. Rusi, a pominięcie już Pomorza Zachodniego czy Śląska, wchodzących wówczas trwale w skład innych państw.

Obok państwa szczególny nacisk został położony na opisanie społeczeństwa. Wzięliśmy pod uwagę w szerokim zakresie czynniki strukturalne: struktury społeczne, gospodarkę, warunki życia, kulturę, równocześnie jednak nie starając się pisać właściwej historii gospodarki, kultury, sztuki bądź literatury. Zagadnienia te uwzględniono o tyle, o ile wydawało się to istotne dla całości procesu dziejowego. Dlatego poświęciliśmy im w sumie połowę tekstu. Niemniej historia polityczna pozostaje i tak kośćcem narracji. Staraliśmy się dawać historię wyjaśniającą (stąd rola omówienia rozmaitych czynników strukturalnych), nie unikając również i wątków oceniających. Tego zapewne oczekują od nas czytelnicy. Staraliśmy się docenić rolę władców, którzy byli głównymi i najlepiej rozpoznanymi aktorami dziejów, choć z pewnością nie o wszystkim decydowali zupełnie sami, a od schyłku średniowiecza już na dobre musieli się podzielić władzą z reprezentantami narodu szlacheckiego. I tak często byli targani własnymi ambicjami, niemocą, niechęcią, strachem, niekiedy miłością, i podejmowali decyzje trudne do jednoznacznego zrozumienia.

Książka jest, jak była już mowa, dziełem dwóch autorów, mediewisty (Tomasza Jurka) i historyka czasów nowożytnych (Edmunda Kizika). Cezurę między przygotowanymi przez nich częściami tekstu stanowi koniec wojny trzynastoletniej i przyłączenie Prus do Polski (1466). W przypadku rozdziałów początkowych, wykraczających poza właściwy porządek chronologiczny, podział wynikał z proporcji epok. Tomasz Jurek napisał trzon rozdziałów poświęconych źródłom (1.1) oraz środowisku naturalnemu (2), w każdym przypadku ze stosownym udziałem Edmunda Kizika. Efektem współpracy obu autorów jest rozdział dotyczący historiografii (1.2). Drugi z autorów wniósł też sporo do wszystkich ustępów poświęconych kulturze i sztuce w średniowieczu.

Na zakończenie kilka uwag redakcyjnych. Imion dynastycznych używamy zasadniczo według ustaleń Jacka Hertla. Na ogół stosujemy formy z końcówką -ek (Przemek, Leszek itp.), wobec niejasności zostajemy jednak przy zapisie Mieszko (wbrew modzie na formę Mieszek) oraz Bolko (aby uniknąć wątpliwości co do polskiej czy niemieckiej postaci, Bolek czy Bolke). Wyjaśnienia wymaga sprawa numerowania władców. Zgodnie ze staropolską jeszcze tradycją, królów numerujemy osobno od wcześniejszych książąt. Przykład Władysława IV Wazy pokazuje bowiem wyraźnie, że Władysław I to Łokietek (bez nawiązania do Władysława Hermana i Władysława Wygnańca). Nie można w takim razie, wbrew częstej obecnie praktyce, pisać o Kazimierzu III Wielkim czy Kazimierzu IV Jagiellończyku (licząc ich w nawiązaniu do Kazimierza Odnowiciela i Kazimierza Sprawiedliwego). Nazwiska obce spolszczamy według tradycji przyjętej w literaturze rodzimej. Nazwy geograficzne podajemy według przyjętej w historiografii nomenklatury, starając się używać nazw historycznych właściwych dla danej epoki. Fragmenty źródłowe są cytowane w pisowni zmodernizowanej.

Poznań-Gdańsk, 2012

3.3. Narodziny władzy Piastów

3.3.1. Polska plemienna

Słowianie na ziemiach polskich

Co działo się w tym czasie na ziemiach polskich? Prawdopodobnie i one dostały się pod zwierzchność Awarów, wiemy bowiem, że ściągali oni na swe wyprawy wojska aż znad Bałtyku. Wyobrazić sobie można, że na tych oddalonych obszarach wpływy awarskie były słabsze, a więc ich likwidacja przebiegała pewnie bezproblemowo. Później skazani jesteśmy wyłącznie na dane archeologiczne. Rytm przemian wydaje się u nas dużo słabszy niż na terenach bliższych ówczesnym centrom cywilizacyjnym. Następowała stabilizacja osadnictwa. Uchwytne archeologicznie osady i cmentarzyska ukazują skromne społeczności trudniące się rolnictwem i prostym rzemiosłem, żyjące w niezróżnicowanych domostwach i w niezróżnicowany sposób chowające swoich zmarłych, a więc bardzo długo jeszcze zachowujące egalitaryzm. O przemianach w organizacji życia społecznego świadczy pojawienie się grodów. W świetle najnowszych badań i ustaleń okazują się one późne, pochodzą bowiem najwcześniej z VIII, a liczniej dopiero z IX w. Grody te nie były intensywnie zasiedlane: najstarsze były małe i słabo umocnione, późniejsze - duże, potężne, niekiedy nawet tak wielkie, że mało realna wydaje się możliwość ich skutecznej obrony. Czemu służyły? Może celom kultowym lub symbolicznym (manifestacja potęgi?), może też jako miejsca schronienia dla członków lokalnych społeczności. Nie ulega w każdym razie wątpliwości ich zasadnicza rola w organizacji osadnictwa. Jest charakterystyczne, że powstała w połowie IX w. w państwie wschodniofrankijskim lista plemion słowiańskich (tzw. Geograf Bawarski) podaje przy ich nazwach liczbę grodów (civitates), najwyraźniej mierząc w ten sposób ich wielkość. Grody służą tu więc jako pewne jednostki osadnicze. Musiały być punktami skupiającymi wokół siebie lokalne wspólnoty. Samo przeprowadzanie tego typu inwestycji dobrze świadczy o sprawności owych wspólnot. Z późniejszych przekazów pisanych znane są potem przez długie wieki wspólnoty sąsiedzkie zwane opolami, wykonujące wiele funkcji policyjnych, porządkowych czy informacyjnych. Najpewniej funkcjonowały one podobnie już w czasach plemiennych. Właściwą formę organizacji społecznej stanowiły jednak plemiona. Ich wielkość była bardzo zróżnicowana, sięgając od kilku do kilkuset grodów. Wewnętrzna organizacja plemion nie jest bliżej znana. Żyły one najpewniej, jak wskazuje wspomniany egalitaryzm kultury materialnej, wciąż w warunkach demokracji. Najwyższą instancję tworzyło (jak uczą analogie) zgromadzenie wolnej ludności, czyli wiec. Nie ulega jednak wątpliwości, że nieuchronną tendencją rozwojową było rozwarstwienie majątkowe, za którym musiało iść zróżnicowanie społecznej rangi pewnych jednostek. Niewiele wiadomo także o religii słowiańskiej tego czasu. Dotyczące jej przekazy pisane, opisujące rozwinięte formy, są na ogół późniejsze i pochodzą z Połabia, gdzie liczyć się trzeba z silnym oddziaływaniem wzorców kultu chrześcijańskiego. W świetle ustaleń archeologicznych zdaje się nie ulegać wątpliwości istnienie także na ziemiach polskich miejsc kultowych, w których składano bogom ofiary z płodów rolnych i zwierząt. Składu słowiańskiego panteonu jednak nie znamy. Głównym bóstwem był Perun (może tożsamy ze Swarożycem), ale czczono też chyba wiele pomniejszych istot.

geografia plemienna

Struktury plemienne nie musiały być trwałe. Spośród ok. 30 nazw przekazanych przez Geografa Bawarskiego, które odnieść można do ziem polskich, zaledwie kilka jest poświadczonych później innymi źródłami. Reszta zanikła bez śladu. Znamy też skądinąd nazwy w zapisce tej niewystępujące. Liczyć się więc trzeba z możliwością rozpadu czy łączenia się plemion (co tłumaczyłoby także ogromne różnice w ich wielkości). Nie mamy również pewności, czy plemiona się nie przemieszczały lub nie dochodziło do przenoszenia ich nazw. W tych warunkach trudno ściśle przedstawić geografię plemienną Polski przedpiastowskiej. Można to zrobić tylko w ogólnych zarysach. Nad Odrą żyło kilka mniejszych plemion (Gołęszyce, Głupie Głowy, Opolanie, Ślężanie, Dziadoszanie, Milczanie, Bieżuńczanie), nad górną Wisłą siedzieli zapewne Wiślanie i Chorwaci, na wschód (lub północny wschód) od nich - Lędzianie vel Lędzice, na Kujawach - może Goplanie, w środku Wielkopolski - być może Polanie, a na południowy zachód od nich, nad Obrą, równie hipotetyczni Poobrzanie. Nie znamy nazw kilku plemion, których należy się domyślać w skupiskach osadniczych nad środkową Wisłą, na późniejszym Mazowszu. Na wybrzeżu znamy Wolinian i Pyrzyczan, blisko spokrewnionych z Wieletami, ale plemion pomorskich musiało być więcej. Na wschód od dolnej Wisły rozciągały się już siedziby bałtyjskich Prusów.

wpływy z północy i południa

Ziemie polskie we wczesnym średniowieczu można podzielić na kilka stref o zróżnicowanych warunkach rozwojowych. Obszary nad górną Odrą i Wisłą miały ułatwiony kontakt z wyżej rozwiniętą strefą naddunajską, a przez nią zarówno z państwami frankijskim, niemieckim, jak i, sięgając dalej, Bizancjum. Przebiegał przez nie ważny szlak kupiecki, prowadzący z Europy Zachodniej przez Pragę, Bramę Morawską, Kraków wzdłuż Wisły na wschód, do Kijowa i jeszcze dalej, do Chazarów. Położenie takie umożliwiało partycypowanie w zyskach z handlu. Warunki te sprzyjały przyspieszeniu procesów zróżnicowania społecznego i wykształcania się grup przywódczych. Z procesami tymi można wiązać nasilenie budowy w Małopolsce potężnych grodów, a być może także specyficzne dla tej ziemi występowanie imponujących kopców o bliżej niewyjaśnionej wymowie symbolicznej (nie mają one jednak, o ile wiadomo, charakteru pochówków kurhanowych). Na rozwój obszarów południowych wpływał jednak hamująco fakt, że w IX-X w. znalazły się one w sferze politycznego oddziaływania Moraw, a potem Czech. Wiemy, że ok. 885 r. Świętopełk morawski pobił jakiegoś "potężnego księcia siedzącego w Wiślech" (w Wiślicy?), a ślady tej ekspansji są uchwytne archeologicznie (w zniszczeniach niektórych grodów górnośląskich i małopolskich). W połowie X w. Kraków znalazł się pod rządami czeskich Przemyślidów, którzy rozbudowali swe władztwo wzdłuż wspomnianego szlaku handlowego. Sięgały tu już zarazem wpływy Rusi, której opłacali trybut Lędzianie. Mniej jasne są losy Śląska, ale i on politycznie został wtedy związany z Czechami, choć chyba w luźniejszej niż Kraków formie. Śląskie plemiona wymienia się w każdym razie później w opisach najdawniejszego zasięgu wpływów Kościoła czeskiego. Na Śląsk oddziaływały też silnie wpływy kulturowe z południa, widoczne w importach luksusowych wyrobów. Widać tu wreszcie nasilenie budownictwa licznych gródków, w których można upatrywać siedziby lokalnych książąt. Zjawiska te sięgają aż po ziemie nad Obrą, zaliczane potem do historycznej Wielkopolski. Pas nadmorski z kolei znalazł się w kręgu oddziaływania Normanów, przez co został włączony w intensywnie przez nich uprawianą działalność handlową. Już od schyłku VIII w. wokół głównych grodów portowych (Wolin i Szczecin u ujścia Odry, przy ujściu Wisły natomiast Truso, leżące obok dzisiejszego Elbląga, a także Kołobrzeg czy Puck) rozwijały się tam w duże ośrodki handlu i rzemiosła o wieloetnicznym charakterze. Nie ulega wątpliwości, że przybysze skandynawscy odegrali istotną rolę w ich rozwoju. Obok emporiów portowych wyrastały i tam małe gródki możnych.

peryferia w środku ziem polskich

Między ciążącym ku Morawom i Czechom południem a zwróconą ku morzu północą, rozciągał się w środku ziem polskich obszar pośredni, z kulturowego punktu widzenia wówczas wyraźnie peryferyjny. Słabszemu rozwojowi było winne przede wszystkim większe oddalenie od centrów cywilizacyjnych i zapewniających kontakt z nimi szlaków handlowych. Oddalenie zapewniało jednak zarazem komfort pozostawania na uboczu i brak zainteresowania ze strony silniejszych militarnie sąsiadów. Położenie centralne miało swoje niezaprzeczalne walory. Umożliwiało potencjalnie łatwe nawiązanie kontaktów, czy to z południem, czy to z północą (z którymi zresztą ziemie środkowopolskie utrzymywały stale pewną wymianę). Korzystny układ połączeń wodnych zapewniał możliwości otwarcia się w każdym kierunku. Owa kulturowa peryferia w centralnej Polsce składała się z wielu skupisk osadniczych, którym odpowiadały zapewne odrębne plemiona. Najważniejsze z nich było to położone w sercu późniejszej Wielkopolski, na wschód i północ od łuku Warty. To tu bowiem właśnie miała wyrosnąć władza piastowska, która stworzyła następnie państwo polskie. Ta poprzecinana licznymi jeziorami wysoczyzna wyróżniała się sporymi płatami dobrej gleby, zachęcającymi do osadnictwa. Żyjące tam plemię nosiło być może nazwę Polan (o sporach wokół tej sprawy zob. podrozdz. 3.6), podkreślającą otwarty charakter krajobrazu. W centrum tego obszaru leży Gniezno. Wymowna wydaje się sama nazwa, pierwotnie Gniezdno, czyli gniazdo. Tak wykładał tę nazwę już nasz pierwszy kronikarz Anonim Gall, podkreślając jednocześnie rolę tego miejsca jako kolebki dynastii i państwa. Archeologicznie uchwytne w czasach plemiennych jest tu jednak tylko miejsce kultowe, z konstrukcjami kamiennymi do składania ofiar, nie zaś gród, który mógłby stanowić siedzibę jakiejkolwiek władzy. Gniezno było więc tylko symbolicznym ośrodkiem życia plemienia. Władza musiała tam przyjść z zewnątrz.

3.3.2. Początki władzy państwowej

początki Piastów

Od początku X w. nasilają się oznaki przyspieszonego rozwoju ziem wokół Gniezna. Istotny impuls, podobnie jak w innych stronach, mogli dać docierający i tutaj uchodźcy z upadających właśnie wtedy Moraw. Na ich obecność wskazują charakterystyczne ozdoby wielkomorawskie, znajdowane na cmentarzyskach wielkopolskich. Upowszechnienie się wśród znalezisk archeologicznych różnych importowanych przedmiotów luksusowych, także reprezentacyjnej broni, wskazuje na wykształcenie się elity plemiennej. Kultura tej elity czerpie jednak głównie ze wzorów północnych, czym różni się mocno od tego, co można obserwować na Śląsku czy w Małopolsce. Na gnieźnieńskiej wysoczyźnie zaczynają wyrastać grody, wcześniej tu prawie nieobecne, stanowiące niewątpliwie siedziby rywalizujących o wpływy w plemieniu książąt. Każdy z tych obiektów mógł stanowić kolebkę Piastów. Może było to Moraczewo, może Grzybowo, może Ląd, ale szczególną uwagę przykuwa najstarszy z nich wszystkich (bo powstały już wkrótce po połowie IX w.) Giecz, który także i później odgrywał długo jeszcze trudną (wobec bliskiego sąsiedztwa innych grodów) do racjonalnego wyjaśnienia rolę ważnego punktu w systemie władzy piastowskiej.

władztwo piastowskie

Wbrew wizjom utrwalanym w dawniejszej literaturze, podkreślającej długotrwałe i ewolucyjne narastanie rozmaitych tendencji państwotwórczych, proces powstania władzy piastowskiej jawi się obecnie jako krótki, gwałtowny, wręcz rewolucyjny. Przełomowe wydarzenia rozegrały się w latach 40. X w. Około 935 r. na interesujący nas obszar zaczęły napływać srebrne monety arabskie. Świadczy to o włączeniu się w nurt handlu dalekosiężnego. Nieprzypadkowa wydaje się zbieżność tej datacji z wybuchem w 936 r. powstania Słowian połabskich przeciw niemieckiemu zwierzchnictwu. Wywołany nim zamęt polityczny na Połabiu, przez które biegły dotąd szlaki kupców podróżujących znad Bałtyku do Pragi, spowodował przesunięcie tych szlaków. Miejscowi przywódcy potrafili błyskawicznie wykorzystać sprzyjające okoliczności. Mogli nie tylko kontrolować handel, lecz także włączyć się w jego obieg. Podstawowy towar, jaki można było zaoferować obcym kupcom, stanowili z pewnością niewolnicy. Zdobywane w ten sposób środki lokalni możni mogli obracać na wzmocnienie własnej pozycji, przede wszystkim przez zaciąg zbrojnych drużyn, którym trzeba było hojnie płacić. Ich posiadanie pozwalało także na pozyskiwanie kolejnych niewolników. Proces umacniania się władzy uległ wyraźnemu przyspieszeniu. Na ok. 940 r. jest datowany (metodą dendrochronologiczną) początek wielkiej aktywności budowlanej w ziemi gnieźnieńskiej. W ciągu najbliższych kilkunastu lat wybudowano tam aż 18 dużych, potężnie ufortyfikowanych i wznoszonych według jednolitego wzoru grodów. Większość z nich stanęła na surowym korzeniu (np. Poznań, Ostrów Lednicki, samo Gniezno), przebudowywano też stare grody (Giecz czy Ląd), a w Moraczewie nowy gród został postawiony na zgliszczach poprzedniego. Grody wznoszono zarówno w sercu interesującego nas obszaru, jak i na jego obrzeżach, z wyraźnym zamysłem osłaniania kierunków ewentualnych zagrożeń zewnętrznych (Poznań na zachodzie, Ląd na południowym wschodzie). Ta potężna, prowadzona jednocześnie w wielu miejscach, ściśle zaplanowana inwestycja, wymagająca ogromnych ilości budulca, a więc i skoordynowanego wysiłku dużych mas ludzkich, świadczy o funkcjonującej już władzy, która potrafiła taki wysiłek wymusić i należycie zorganizować. Szczególne znaczenie ma fakt, że jeden z tych grodów postawiono na kultowym wzgórzu gnieźnieńskim. To widomy znak, że nowi władcy zawłaszczyli sobie symboliczne dla całej wspólnoty miejsce.

Mapa 3. Narodziny władztwa Piastów

podbój czy umowa społeczna

Nie wiemy, jak dokonał się przełom związany z ustanowieniem w plemieniu władzy Piastów. Dawniejsi historycy wyobrażali sobie powstanie państwa jako swego rodzaju "umowę społeczną" między wolnymi członkami plemion a przywódcami. W nowszej historiografii dominuje wizja "podboju wewnętrznego", czyli narzucenia plemieniu władzy brutalną siłą. Element siły lub co najmniej groźby jej użycia wydaje się rzeczywiście niezbędny. Piastowie z pewnością bezwzględnie łamali opór oponentów lub choćby konkurentów w wyścigu do władzy, jak pokazuje los wspomnianego grodu w Moraczewie. Jest jednak zastanawiające, że podobne zniszczenia nie są w okolicach Gniezna powszechne. Zdaje się to wskazywać, że ustanowienie władzy piastowskiej odbyło się spokojnie. Wolno chyba przypuszczać, że znów nie jest przypadkowa zbieżność z wypadkami na Połabiu, gdzie właśnie ok. 940 r. dogasało nieudane powstanie słowiańskie. Groźne wieści z zachodu ułatwiały pewnie Piastom przekonanie współplemieńców o konieczności poddania się ich władzy i podjęcia obronnych inicjatyw.

pierwsi Piastowie

Ustanowioną w Gnieźnie władzę wiąże się z Piastami. Imiona najdawniejszych władców z tego rodu, przodków Mieszka I, przekazał dopiero w swej kronice Anonim Gall w początku XII w. W Gnieźnie miał rządzić książę Popiel, ale gdy zjadły go myszy, władzę objął Siemowit, syn prostego oracza Piasta. Synem Siemowita był Lestek, wnukiem - Siemomysł, a prawnukiem - Mieszko (imię to wymawiano wówczas zapewne jako Mież'ka). Wiarogodność tych informacji o poprzednikach Mieszka bywa w nowszych badaniach kwestionowana. Sam kronikarz jednak wyraźnie rozróżnia prostą narrację o trzech przodkach Mieszka od "niepewnej", sfabularyzowanej opowieści o Piaście i Popielu. Ponieważ w niepiśmiennych społeczeństwach tego typu listy dynastyczne bywały ściśle przekazywane, wydaje się, że zaufać można przynajmniej przekazanemu przez Galla ciągowi imion. Wątpliwe jednak, aby był to rzeczywiście ciąg trzech panujących pokoleń (nie ma na nie dość miejsca w krótkim okresie między wskazanym ustanowieniem władzy piastowskiej a dobrze poświadczonymi skądinąd rządami Mieszka od co najmniej 963). Raczej mamy przed sobą trzech poprzedników Mieszka (niekoniecznie z różnych pokoleń) albo też jego trzech przodków (z których pierwsi nie panowali jeszcze nad całym plemieniem). Wydaje się, że w gronie tym szczególnie wybitną rolę musiał odegrać Lestek. Jego imię posłużyło bowiem do urobienia nazwy używanej na określenie całego poddanego ludu, zapisanej przez współczesnego kronikarza saskiego Widukinda w formie Licicaviki (co rozwiązuje się jako Lestkowice), a w postaci Lesar (od Lesir = Lestek) używanej też w sagach skandynawskich. Jest przy tym rzeczą ciekawą, że zarówno w tradycji sag, jak i w kronice Wincentego Kadłubka, Lestek był kojarzony ze złotem.

3.8. Kryzys i upadek monarchii piastowskiej

3.8.1. Mieszko II

początki rządów Mieszka II

Po śmierci Bolesława Chrobrego władzę objął jego ukochany syn Mieszko II (ochrzczony też drugim imieniem Lamberta). Ten najstarszy syn Bolesława i Emnildy (ur. ok. 990), noszący imię dziada, od dzieciństwa był przeznaczony do roli władcy. Ojciec zadbał o jego wykształcenie (Mieszko znał łacinę, a nawet grekę), potem zaś zaprawiał w doświadczeniach militarnych i dyplomatycznych. W końcowej fazie wojen z Niemcami Mieszko był prawą ręką Bolesława. W związku ze swą aktywnością spędził, jako honorowy więzień, wiele miesięcy na dworze cesarskim. Ojciec ożenił go z Rychezą, córką palatyna reńskiego Ezzona, rodzoną siostrzenicą Ottona III. Mariaż, oznaczający spowinowacenie się z domem cesarskim, podnosił prestiż Mieszka i całej dynastii. Być może młodzi małżonkowie otrzymali w zarząd własną dzielnicę z ośrodkiem w Krakowie. Mieszko miał status współregensa, o czym świadczy bicie jego imienia na ojcowskich monetach. Wyróżnienie to oznaczało odsunięcie najstarszego syna Bolesława, którym był zrodzony z Węgierki Bezprzem (Bezprym). Z niewyjaśnionych przyczyn został on zamknięty w klasztorze w odległej Italii i w ten sposób wykluczony z sukcesji. W cieniu Mieszka znajdował się też młodszy brat Otto. Nic nie stało w każdym razie na przeszkodzie w spokojnym przejęciu następstwa przez Mieszka. Umocnieniu jego pozycji jedynowładcy służyło odbycie koronacji królewskiej. Przyjmuje się zawsze, że Mieszko został koronowany zaraz po śmierci ojca, ale być może koronacji syna dokonano już wcześniej, jednocześnie z ojcowską. Ukoronowanie Mieszka stanowiło w każdym razie manifestację kontynuacji wielkiej polityki Bolesława Chrobrego. Wzorem ojca Mieszko II rozpoczął rządy od pozbycia się brata. Otto, któremu ojciec wyznaczył pewnie osobną dzielnicę, został wygnany na Ruś.

Piastowskie koronacje wzbudziły wielkie oburzenie oficjalnej opinii w Niemczech. Były też jednak w tym kraju środowiska myślące odmiennie. Księżna lotaryńska Matylda przesłała "niezwyciężonemu królowi" Mieszkowi księgę liturgiczną z pełnym superlatyw listem dedykacyjnym. Stanowi on dobre świadectwo szerokich kontaktów Piastów wśród arystokracji Rzeszy, które budował już Chrobry. O ile jednak ten ostatni potrafił je znakomicie wykorzystywać do swych własnych celów, o tyle Mieszko dał się wciągnąć w wiry wewnętrznych konfliktów niemieckich.

wojna z Niemcami

klęska

Wybrany po śmierci Henryka II (1024) na króla Konrad II spotkał się z oporem różnych środowisk. Ważną postacią opozycji okazał się królewski pasierb, książę szwabski Ernest; był on siostrzeńcem Matyldy lotaryńskiej, co wyjaśnia jej zabiegi o przychylność Mieszka. Wydaje się, że to właśnie kolejny bunt Ernesta latem 1027 r. sprowokował Mieszka do wystąpienia przeciwko Konradowi (który został już cesarzem). W styczniu 1028 r. Mieszko uderzył na wschodnie kresy Saksonii. W odpowiedzi cesarz przeprowadził nieudaną wyprawę, która utknęła pod Budziszynem (1029). Zaangażowanie głównych sił piastowskich na Milsku wykorzystali jednak Czesi, którzy zajęli w tym czasie Morawy. Rok następny minął pod znakiem walk między Niemcami a Węgrami, których wspierał z pewnością Mieszko. Pokój z Węgrami (początek 1031) rozwiązał jednak wkrótce Konradowi ręce. Kolejna ekspedycja przeciwko Polsce skończyła się już pełnym sukcesem. Mieszko musiał poprosić o pokój, oddać Milsko i Łużyce oraz wydać łupy ze swej ostatniej wyprawy. Powodzenie zapewniło dobre przygotowanie dyplomatyczne. Cesarz wydobył z klasztoru zapomnianego Bezprzema, pomógł mu przedostać się na Ruś, gdzie wygnaniec zapewnił sobie poparcie księcia Jarosława Mądrego, pozostającego na nieprzyjaznej stopie z Piastami. Jarosław najpierw zdobył Bełz (1030), a następnie w 1031 r. uderzył z wielkim wojskiem, zajął całe terytorium Grodów Czerwieńskich i zapuścił się w głąb "ziemi lackiej". Idący za ruskimi hufcami Bezprzem dotarł aż do Gniezna i przejął władzę, pobity zaś Mieszko musiał uchodzić z kraju. Uciekł do wrogich mu Czechów, co samo w sobie dowodzi, jak bardzo musiał być zdesperowany. Czeski książę Oldrzych uwięził go i - mszcząc się za stare krzywdy i zniewagi wyrządzone przez Piastów - dokonał na nim hańbiącej kastracji.

Nagła katastrofa Mieszka wydaje się zastanawiająca. Zmowa wrogich sąsiadów była prostą konsekwencją prowadzonej przez Chrobrego polityki atakowania wszystkich dookoła, wpisanej zresztą w logikę funkcjonowania "monarchii wojennej". Porażki w konfrontacji z wrogami zewnętrznymi, choć bolesne, miały jednak ograniczone znaczenie. Utrata Milska, Łużyc czy Czerwienia nie uzasadnia załamania się całego systemu politycznego. Porażki te nie stały się wprawdzie bezpośrednią przyczyną ogólnej klęski, ale podkopały autorytet władcy w oczach własnej drużyny i uruchomiły spiralę sprzeczności wewnętrznych.

rządy Bezprzema

Rządy objął teraz Bezprzem. Własną dzielnicę otrzymał także Otto. Nowy książę manifestacyjnie odesłał cesarzowi królewskie insygnia ojca i brata. Wydaje się, że gest ten był obliczony bardziej na uspokojenie opinii wewnętrznej niż przypodobanie się cesarzowi (z którym pokój został zawarty już wcześniej). Świadczy to, że koronacja nie spotkała się bynajmniej z entuzjastycznym przyjęciem własnych poddanych, naruszała bowiem tradycyjne zwyczaje w zakresie następstwa tronu. Koronę odwiozła cesarzowi królowa Rycheza, zabierając ze sobą Mieszkowego syna i dziedzica, Kazimierza. Rycheza zachowała tytuł królewski i została w Niemczech, żyjąc tam w swych dziedzicznych dobrach (zm. 1063). Bezprzemowi było to na rękę, bo pozbywał się przy okazji żony i syna rywala. Nowemu księciu nie udało się jednak zyskać szerszego poparcia. Splamił się za to krwawymi represjami, ale ich skutek był taki, że sam zginął wiosną 1032 r. z rąk swego "towarzysza", acz "nie bez poduszczenia ze strony braci".

powrót Mieszka II

Na wieść o tym zabójstwie wrócił pospiesznie do kraju nieszczęsny Mieszko i udało mu się odzyskać władzę. Zaczął od ukorzenia się przed cesarzem. Zrzekł się korony. Konrad II na zjeździe w Merseburgu w lipcu 1032 r. zdecydował o podziale władzy między trójkę żyjących Piastów - Mieszka, Ottona i ich brata stryjecznego Dytryka (żyjącego pewnie dotąd na wygnaniu wnuka Mieszka I i Ody). Cesarskie rozstrzygnięcie nie uspokoiło sytuacji. Wkrótce Otto zmarł (1033), może zabity, co wskazywałoby na trwanie napięć między dynastią a drużynniczą elitą, natomiast Dytryk został ponownie wygnany. Mieszko scalił w ten sposób szybko całe państwo. Nie doczekał już skutków gniewu cesarskiego z powodu naruszenia merseburskiego wyroku. Znękany nieszczęściami, popadł podobno w obłęd i niebawem zmarł 10 V 1034 r. Jego rządy były znaczone klęskami, ale niesłusznie późniejsza tradycja przypisała mu przydomek Gnuśnego. Podziwiać w nim raczej trzeba męża wyjątkowej energii i wytrwałości, niezłamanego żadnymi klęskami politycznymi czy osobistymi.

3.8.2. Rozpad monarchii

najazd czeski

załamanie się państwa

Okres następujący po śmierci Mieszka II jest wyjątkowo słabo znany. Wszelkie rekonstrukcje wydarzeń kilku następnych lat są mocno hipotetyczne. Bardzo późna, bo co najmniej XIII-wieczna tradycja, plącząc tu jakieś mętne wspomnienie o złych rządach Bezprzema, opowiadała o panującym po Mieszku jego pierworodnym synu Bolesławie. Historycy nazwali go Zapomnianym, ale krytyczna historiografia wykazała bezspornie legendarny charakter tej postaci. Po Mieszku II pozostał na pewno tylko jeden syn, Kazimierz, ochrzczony też, ku uczczeniu cesarskiej paranteli matki, imieniem Karol (ur. 1016). Nie mamy jednak pewności, czy przebywał on jeszcze w kraju. Wywieziony kiedyś przez Rychezę do Niemiec, wrócił zapewne po odzyskaniu władzy przez ojca i teraz objął po nim dziedzictwo. Wątpliwe w każdym razie, aby przez kilka lat państwo pozostawało bez władcy. Niebawem jednak (przed latem 1038) Kazimierz, ścigany niechęcią "niegodziwców" z własnego otoczenia, musiał ponownie uchodzić z kraju i udał się na Węgry (co zdaje się wskazywać, że rezydował w Krakowie). Okazję tę wykorzystał czeski książę Brzetysław. Latem 1039 r. z wielkim wojskiem uderzył wprost w serce piastowskiego państwa. Spotkał wprawdzie opór, ale zbyt słaby, aby powstrzymać najeźdźców. Giecz i Kruszwica poddały się bez walki, padły Gniezno, Poznań i Ostrów (gdzie archeologicznie mamy uchwytne ślady zaciekłej obrony piastowskiej drużyny). W Poznaniu zbezczeszczono groby Piastów, z Gniezna wywieziono ciała św. Wojciecha, Radzima-Gaudentego i Pięciu Braci, a także ogromne skarby. Znalezienie ich w nienaruszonym stanie pokazuje, że aż do tego momentu utrzymywała się jeszcze jakaś sprawnie funkcjonująca w sercu piastowskiego państwa władza. Najazd Brzetysława stanowił cios straszliwy. Gdy zabrakło władcy, rozbita została drużyna, a grody złupione, załamał się społeczny ład i doszło do buntu poddanych. Historycy dyskutowali, czy był on raczej rewolucją społeczną, czy reakcją pogańską, ale łączył zapewne obie te cechy. "Był bunt w ziemi lackiej; ludzie powstawszy pozabijali biskupów i popów, i bojarów swoich, i był u nich bunt" - notował ruski latopisiec, niemiecki zaś rocznikarz krótko podsumował: "W Polsce upadło chrześcijaństwo". Rebelia miała największe natężenie w obszarze centralnym monarchii, gdzie spędzano najwięcej brańców i gdzie nagromadziło się też największe niezadowolenie. Bunt prostej ludności wydaje się logicznym uzupełnieniem wcześniejszych wydarzeń. Gdy skończyły się sukcesy militarne, wybuchały konflikty między dynastią a drużynniczą elitą; ich ofiarą padali kolejni książęta. Te gorszące spory załamały jeden z filarów władzy monarszej, jaką była wiara w charyzmę i niezwyciężoność Piastów. Załamanie to oznaczało zwichnięcie równowagi między nienawiścią a lękiem i podziwem ze strony poddanych, na jakiej opierała się monarchia. Gdy zaś jeszcze władza okazała się po prostu nieskuteczna w zapewnianiu bezpieczeństwa, wybuchł otwarty bunt. Zwracał się on przeciwko wszystkiemu, co kojarzyło się z państwowym porządkiem. Zabijano dygnitarzy, drużynników i księży, palono grody i kościoły. Państwo, które z takim trudem budowało sześć pokoleń piastowskich władców, rozpadło się.

1.2. Wizje historiografii

dziedzictwo średniowiecza

Najstarszy uchwytny przekaz historiograficzny, w postaci tradycji dynastycznej, utrwalał przede wszystkim czyny władców. W tym duchu pisał pierwszy kronikarz Anonim Gall, ale już dla Mistrza Wincentego podmiotem dziejów była cała wspólnota Lechitów, czyli Polaków. Całościowe ujęcie dziejów narodowych, jakie u schyłku średniowiecza dał Jan Długosz, na długo zaciążyło nad obrazem najstarszych czasów. Rozmiary tego dzieła oraz fakt funkcjonowania przez 250 lat w obiegu rękopiśmiennym sprawiały jednak, że powszechnie sięgano też do skrótów i wyciągów, z których największą rolę odegrał spisany piękną łaciną wykład Marcina Kromera (1555). Rangę podstawowego źródła wiedzy przywróciło Długoszowi dopiero pełne wydanie drukiem jego Roczników w początku XVIII w.

początki historiografii naukowej

paradygmat państwowy i narodowy

Rodząca się w tym stuleciu historiografia oświeceniowa, dążąca do krytycyzmu, starała się weryfikować narrację Długoszową, opierając się na innych przekazach. Takie ambicje miał gdański historyk Gotfryd Lengnich (1689-1774), a przede wszystkim Adam Naruszewicz (1733-1796), uważany za ojca naukowej historiografii polskiej. Postulowane poszerzenie podstawy materiałowej pociągało za sobą pilne gromadzenie wszelkich źródeł, zarówno narracyjnych, jak i dokumentowych, które zaczęto nawet publikować drukiem. Mimo tych wysiłków, w praktyce długo jeszcze, poprawiając to i owo w szczegółach, trzon narracji opierano wciąż na niezastąpionym Długoszu. Długo też dominował opis wydarzeń politycznych. W historii szukano przede wszystkim nauk dla współczesności, zajętej wówczas beznadziejną naprawą rozkładającej się Rzeczypospolitej - Naruszewicz pisał więc w duchu monarchicznym. Od samego początku rozwoju nowoczesnej historiografii polskiej podstawową kategorią dla historyków stawało się zatem państwo, traktowane jako najważniejsza wartość i probierz oceny całych dziejów. Swoistej fetyszyzacji państwa sprzyjały następne dziesięciolecia. Ostateczny upadek Rzeczypospolitej spowodował, że wszelkie rozważania historyczne zdominowało pytanie o przyczyny rozbiorowej katastrofy, których chciano poszukiwać w całych dziejach Polski, sięgając nawet do czasów najdawniejszych. Dociekanie przyczyn upadku państwa rodziło w naturalny sposób pytanie o kondycję narodu polskiego. To była kolejna zasadnicza kategoria, wokół której miało się obracać zainteresowanie badaczy. Joachim Lelewel (1786-1861) postrzegał dzieje Polski jako konflikt pierwotnej zasady "gminowładztwa" słowiańskiego z wzorami obcymi, niesionymi przez arystokrację, triumfującą od schyłku średniowiecza.

Podobnie zresztą w całej XIX-wiecznej Europie historiografie nabierały narodowego charakteru. Ponieważ dzieje każdego narodu, zwłaszcza w odległym średniowieczu, najsilniej działającym na wyobraźnię romantyków, miały wyrażać jego własnego "ducha", badania szły w kierunku uchwycenia odrębności rozwojowych. Intensyfikacja studiów pociągała ich profesjonalizację. Polska, choć pozbawiona własnej państwowości i państwowego mecenatu nad badaniami, uczestniczyła w tym procesie, głównie za sprawą swobodnej atmosfery autonomicznej Galicji. Większość polskich historyków przechodziła przez dobre niemieckie i austriackie seminaria, czerpiąc z dorobku tamtejszej nauki, uchodzącej za przodującą w świecie. W ślad za najlepszymi wzorami zwracano uwagę na rozbudowę krytycznego warsztatu, rozwijano studium nauk pomocniczych, a przede wszystkim wydawano źródła.

Ostatnie dziesięciolecia XIX i początek XX w. to wielka epoka polskiego edytorstwa, która przyniosła opublikowanie podstawowego korpusu źródłowego, zarówno w zakresie przekazów narracyjnych, jak i dokumentów. Korpus ten służy dobrze do dziś. Dostarczany materiał stał się podstawą do nowego spojrzenia na dzieje. Szkoła krakowska, zrywając z demokratyczną tradycją romantyków, krytykowała narodowe wady z brakiem poszanowania dla władzy na czele. Potępiano rozbicie dzielnicowe, pochwalano władców-jednoczycieli i reformatorów. Tradycyjna historia polityczna została oparta na krytycznie ocenianej bazie źródłowej, co umożliwiło ustalenie kanonu wydarzeń aktualnego zasadniczo do dziś. Historia polityczna ustępowała jednak raczej pola badaniom nad historią prawa, ustroju i społeczeństwa, z wyraźną tendencją do ujmowania jej w całościowy model (wielu historyków było z wykształcenia prawnikami). Wciąż szukano własnej specyfiki, znajdując ją w teorii o rodowym pierwotnie ustroju ludów słowiańskich, który zaciążył na całym rozwoju społeczeństwa polskiego, co można było przeciwstawić zachodnioeuropejskiemu feudalizmowi. Historycy chętnie szukali inspiracji w innych, formujących się dopiero naukach społecznych, socjologii, etnografii czy ekonomii. Rodziły się zainteresowania historią gospodarczą (zwłaszcza dziejami osadnictwa). Osobno rozwijały się badania nad historią literatury i sztuki.

w Polsce niepodległej

Ważną cezurę w rozwoju polskiej historiografii wyznaczało odzyskanie własnej państwowości w 1918 r. Poprawiła się baza logistyczna i kadrowa (na naukowej mapie kraju pojawiły się, obok galicyjskiego Lwowa i Krakowa, kolejne ośrodki, jak Warszawa, Poznań i Wilno), a nowa sytuacja przynosiła nowe wyzwania, bo na gruncie historii należało dawać odpór niechętnym sąsiadom. Najważniejsza była zmiana pokoleniowa i wejście generacji badaczy, którzy kariery zaczynali wprawdzie u progu stulecia, ale szczyt swych możliwości twórczych osiągnęli w dwudziestoleciu międzywojennym (jak Władysław Semkowicz, Kazimierz Tymieniecki, Jan Rutkowski czy Oskar Halecki). Kontynuowano badania nad prawem i ustrojem społecznym, przy czym nowością stało się szerokie sięgnięcie po masowy materiał źródeł późnośredniowiecznych, co nadało dyskusji szerszy rozmach chronologiczny. Nadal jednak celem było szukanie w ustroju społecznym elementów rodzimych, redukowanie zaś znaczenia wpływów obcych (zwłaszcza niemieckich). Nadal też trzymano się wiary w fundamentalne znaczenie ustroju rodowego. Niespotykanego dotąd rozmachu nabrały badania nad historią gospodarczą (nad folwarkiem, dochodami, obrotem pieniężnym, skarbowością, handlem - głównie w okresie wczesnonowożytnym, do którego istniały już odpowiednie źródła). Odzyskiwała pozycję historia polityczna, co było zrozumiałe wobec palących wyzwań współczesności. Podjęto rozległe badania nad dawną polityką wschodnią, dziejami Litwy i unią polsko-litewską. Niejako dla przeciwwagi rozwinęły się studia nad początkami państwa oraz losami ziem zachodnich, przybierające wyraźne ostrze antyniemieckie. Te dwa nurty odpowiadały aktualnym sporom publicystycznym wokół idei jagiellońskiej (ekspansja wschodnia) i piastowskiej (obrona kresów zachodnich). W atmosferze konfrontacji z nauką niemiecką dochodziło do osłabienia jej tradycyjnego wpływu na polskich historyków. Potrzeba dotrzymania kroku niemieckim adwersarzom wymuszała jednak dbałość o odpowiedni poziom warsztatowy i merytoryczny własnych prac. Istotny głos w tej konfrontacji zyskiwała rozwijająca się archeologia, dostarczająca materiału do dziejów najdawniejszych. Starano się, ale jeszcze niezbyt zręcznie, integrować wyniki rozmaitych dziedzin nauk o przeszłości, w tym historii kultury, sztuki czy literatury.

komunizm i recepcja marksizmu

Wszystkie rozwijane w latach 20. i 30. prace przerwała II wojna światowa i okupacja, która zniszczyła biblioteki i archiwa, przetrzebiła i rozproszyła badaczy. Większość tendencji znalazła jednak kontynuację w pierwszych latach powojennych. Szybko jednak z racji geopolitycznych osłabł nurt badań wschodnich. Rządzącym Polską komunistom historiografia jawiła się jako narzędzie propagandy, dlatego próbowali całkowicie ją podporządkować celom politycznym. Okres brutalnego nacisku ideologicznego i gwałtownego potępiania całego dorobku "nauki burżuazyjnej", obfitujący w prace pisane pod tezy wysnuwane z obowiązkowo cytowanych pism klasyków marksizmu-leninizmu, okazał się na szczęście krótkim (1949-1956), choć przykrym, epizodem. Marksizm, niezależnie od wszystkich nadużyć, stanowił jednak dla historiografii polskiej ważną inspirację. Gdy po październikowej odwilży 1956 r. otwarły się znów kontakty ze światem zachodnim, wyjeżdżano głównie do Paryża, chłonąc tam najnowsze impulsy wychodzące ze szkoły Annales, nieodległe od marksizmu w swym zwrocie ku procesom "długiego trwania", ekonomii i ujęciom integralnym. Kontynuowano więc w Polsce podjęte na dużą skalę już w latach stalinowskich studia nad historią gospodarczą, zwłaszcza nad produkcją rolniczą i rzemieślniczą (podstawowy zrąb ustaleń z tej dziedziny pochodzi do dziś z lat 50. i 60.). Aktualność zachowywała dyrektywa integralnego traktowania wszystkich sfer procesu dziejowego (co w praktyce realizowano choćby w wielkim programie badań nad początkami państwa, w których wielką rolę odgrywała historia sztuki i archeologia, podejmująca prace wykopaliskowe z niespotykanym dotąd rozmachem). Wyostrzeniu ulegały tradycyjne i oczywiste po niedawnej wojnie akcenty antyniemieckie. Z ducha konfrontacji z nauką niemiecką rodziły się studia nad Ziemiami Odzyskanymi, Śląskiem i Pomorzem. Dawało to impuls do ożywienia badań regionalnych, niemających głębszej tradycji w naszej historiografii, kładącej zawsze nacisk na jedność państwa.

nowe trendy

Otwarcie na kontakty zagraniczne i sama atmosfera poszukiwań zmienionej formuły nauki historycznej sprzyjały powstawaniu zupełnie nowych rozwiązań, rodzących się także w reakcji na nacisk oficjalnej ideologii (który stawał się zresztą coraz mniej groźny). Dla wszystkich dziedzin badań znaczenie podstawowe miało pogłębienie refleksji źródłoznawczej, wyczulenie na konieczność wnikliwego traktowania wszystkich wykorzystywanych źródeł. Ich stary korpus został wzbogacony nowymi przedsięwzięciami edytorskimi, podjętymi na skalę niespotykaną od XIX w. (z uwzględnieniem zaniedbywanych kiedyś źródeł gospodarczych). W badaniach nad historią społeczną odrzucono sztywny schemat klasowy na rzecz śledzenia bardziej złożonej struktury stanów, warstw, grup i rozmaitych układów stratyfikacyjnych. W starej dyskusji wokół najdawniejszego ustroju społecznego starano się skonstruować model właściwy dla wszystkich krajów środkowoeuropejskich. Wielkie znaczenie miało podjęcie, zwłaszcza w środowisku toruńskim, programu badań genealogicznych, pozwalających bliżej rozpoznać dawne społeczeństwa, a tym samym przełamać jego anonimowość. Uwarunkowania źródłowe powodowały, że badania te musiały się skupiać na kręgach elitarnych oraz na późnym średniowieczu czy czasach nowożytnych. Wyznaczało to zarazem nowy nurt w historii politycznej, która coraz głębiej wnikała w mechanizmy podejmowania decyzji. W historii gospodarczej zwracano się raczej ku ujęciom makroekonomicznym, ze szkodą dla porzuconych studiów nad kwestiami szczegółowymi. Historię kultury zaczęto uprawiać według nowej formuły, integrującej w tym pojęciu wiele sfer aktywności ludzkiej. Objęła ona oczywiście także dziedzinę kultury materialnej, dla której materiału dostarczała pracująca coraz intensywniej archeologia. Nowością było rozwinięcie badań nad sprawami kształtowania się świadomości narodowej. Materia ta dotykała drażliwych kwestii z zakresu stosunków polsko-niemieckich. Od schyłku lat 60. zaczęto powoli przezwyciężać dziedzictwo uprzedzeń, a tak zażarte niegdyś na każdym kroku spory z historykami niemieckimi stopniowo gasły.

tendencje ostatniego ćwierćwiecza

Gorset ograniczeń ideologicznych rozluźniał się więc i kruszał stopniowo już od schyłku lat 50. Wielki przełom polityczny 1989 r. nie miał już wobec tego zasadniczego znaczenia. Istotne wydaje się przede wszystkim kilka spraw: ułatwione kontakty z nauką zagraniczną (przy czym znów zaczęło rosnąć znaczenie Niemiec jako kraju z natury najbardziej zainteresowanego Europą Środkową i Wschodnią), łatwość publikacji na nieregulowanym już rynku wydawniczym, a także znaczący wzrost liczebny kadr naukowych. Choć skończyły się bezpośrednie naciski władz, aktualne pozostają przecież nadal inne, często nawet nieuświadamiane presje, w rodzaju wszechogarniającej poprawności politycznej. W odniesieniu do czasów dawniejszych znikają uzasadnione względami narodowymi kontrowersje między historykami polskimi i niemieckimi. Problemem staje się natomiast dyskurs z odradzającymi się narodowymi historiografiami sąsiadów wschodnich, Litwy, Ukrainy czy Białorusi.

Prowadzone aktualnie badania trudno podsumowywać. Przy ogromnym wzroście liczby publikacji panuje tendencja do ujęć mikrograficznych, niechęć zaś do ogarniania większych zjawisk i procesów. Ukazujące się, co prawda, zarysy ogólne nie są przeważnie poparte dokładniejszymi badaniami i nie zasługują na miano właściwych syntez. Kontynuowane są w zasadzie wszystkie nurty wyznaczone jeszcze w poprzedniej epoce. Słabnie znaczenie historii zdarzeniowej, gaśnie historia prawa i ustroju. Najpopularniejsze wydają się badania nad środowiskami elitarnymi oraz związane z tym studia genealogiczne, zapewniające pogłębioną znajomość mechanizmów życia społecznego i politycznego. Historia społeczna sięga też po metody właściwe socjologii (przez prozopograficzne i statystyczne analizy wybranych grup, głównie z kręgu elity). Z wielkim trudem odradzają się badania z zakresu historii gospodarczej, choć wciąż jest to dziedzina mało popularna. Wracają dyskusje wokół klasycznych tematów z pogranicza dziejów gospodarczych, społecznych i ustrojowych, jak początki folwarku czy rozwój skarbowości. Zwiększone zainteresowanie budzą różne aspekty życia codziennego, w których śledzeniu konieczne jest łączenie rożnych dyscyplin, zwłaszcza archeologii. Ta ostatnia poszerza stale swe zainteresowania, wkraczając coraz aktywniej w późne średniowiecze i czasy nowożytne, a dzięki nowym metodom datacyjnym ściślej potrafi wiązać swe znaleziska z kontekstem historycznym. Nowy jest nurt, który można objąć wspólną nazwą historii mentalności, korzystający z bardzo rozmaitych inspiracji. Analiza struktur narracyjnych tekstów pozwala lepiej poznać sposób myślenia dawnych autorów. Badania nad rytuałami pokazują je za podstawowy instrument komunikacji w niepiśmiennym społeczeństwie. Duże znaczenia ma ikonografia, w odróżnieniu od historii sztuki analizująca dawne wyobrażenia nie jako dzieła sztuki, ale znaki i komunikaty służące jako elementy propagandy określonych wartości. Powoli przebijają się badania nad "pamięcią", tradycją dynastyczną i wyobraźnią zbiorową, a także rozmaitymi aspektami komunikacji społecznej. Istotne, acz mocno dyskusyjne, są wreszcie inspiracje ze strony antropologii kulturowej, która miałaby być płaszczyzną łączenia wyników obserwacji różnych nauk na temat wczesnych społeczeństw, choć płonne są raczej nadzieje, że dostarczy ona gotowych modeli ich rozwoju.

We wszystkich właściwie obszarach badawczych coraz większego znaczenia nabywają ujęcia porównawcze, do których historycy sięgają w przekonaniu o zasadniczej łączności zjawisk obserwowanych w Polsce i innych krajach. Zaciera się w związku z tym kultywowane niegdyś poczucie odrębności, zarówno polskiej, jak i słowiańskiej. Szuka się dziś nie tyle własnej specyfiki, ile raczej elementów łączących z ogólnymi tendencjami rozwojowymi w całym europejskim kręgu cywilizacyjnym. Oznacza to odchodzenie od tradycyjnego paradygmatu, w którym kategorią podstawową było państwo, a cały obraz dziejów traci swój narodowy profil. W podobnym kierunku wydaje się zmierzać rozwój całej historiografii Zachodu. Wobec trudności z pisaniem historii globalnej czy kontynentalnej ostaje się jednak sam gatunek historii narodowej, choć podkreśla się, że nie należy jej absolutyzować, koniecznie zaś wmontowywać ją w szersze układy ponadnarodowe.

1.1. Źródła

Nie ma historii bez źródeł. To one określają granice poznania przeszłej rzeczywistości przez współczesnego badacza. Różnice w posiadanym zasobie źródeł czy stanie ich zachowania decydują zatem o różnym poziomie naszej znajomości poszczególnych epok. Pamiętając o tym, warto rozpocząć od prezentacji źródeł, jakimi dysponujemy. Pozwoli to uświadomić sobie możliwości i ograniczenia historyków w poznaniu dziejów.

źródła archeologiczne

Czasy najstarsze - niegdyś nazywane nawet przedhistorycznymi lub prehistorycznymi, obecnie zaś ściślej pradziejami - poznajemy głównie za pośrednictwem źródeł archeologicznych, pozyskiwanych w trakcie wykopalisk. Jednym z podstawowych problemów, jakie nasuwa ich interpretacja, jest datowanie. Sposoby datowania znalezisk przez obserwację ich kontekstu i typologię najbardziej masowo znajdowanego materiału, zwłaszcza ceramiki, są niezbyt dokładne. Uzupełniają je nowe sposoby, oparte na zdobyczach nauk ścisłych, jak metoda radiowęglowa (badanie stopnia rozpadu izotopu węgla 14C, co okazuje się mało precyzyjne), metody paleobotaniczne (badanie pyłków roślinnych zachowanych w warstwach archeologicznych) czy szczególnie cenna metoda dendrochronologiczna (pozwalająca datować próbki drewna na podstawie niepowtarzalnych sekwencji narastania słojów). Źródła odkrywane archeologicznie pokazują jednak przede wszystkim kulturę materialną. Pozostają z zasady anonimowe, nie przekazując żadnych imion, nazw czy faktów językowych. To na podstawie zespołu najbardziej charakterystycznych cech znalezisk materialnych wyróżnia się kultury archeologiczne. Pozwalają one porządkować materiał pod względem terytorialnym czy chronologicznym. Istniała zawsze pokusa, aby za kulturami archeologicznymi dostrzegać konkretne ludy. Dziś zasadniczo panuje zgoda, że, wbrew starszym poglądom, nie ma znaku równości między kulturą a etnosem. Choć zmienność kultur może być skutkiem wymiany ludności, a pewne kultury niewątpliwie wiążą się z grupami etnicznymi o określonej odrębności, wyników obserwacji kultur archeologicznych nie należy w prosty sposób przekładać na wnioski w sprawie odtwarzania stosunków etnicznych i ruchów migracyjnych. Dlatego kwestie etniczne epoki pradziejowej należą do najbardziej spornych. Istotne znaczenie mają w tych dyskusjach informacje pisarzy antycznych (greckich i rzymskich, od ojca historiografii, Herodota, począwszy), dotyczące stosunków na późniejszych ziemiach polskich. Przynoszą one choćby nazwy żyjących tu prawdopodobnie ludów. Dane są jednak przygodne i ułamkowe, niekiedy fantastyczne, a nawet ich związek z naszymi ziemiami nie zawsze jest całkiem pewny. Obszary, na których miało się wykształcić w przyszłości państwo polskie, należały do odległych peryferii z punktu widzenia antycznych cywilizacji śródziemnomorskich.

teksty obce o początkach Polski

We wczesnym średniowieczu, od V-VI w. po Chr., stale rośnie liczba i miarodajność wzmianek o tych terenach w obcych źródłach pisanych, ale podstawowe znaczenie zachowują źródła archeologiczne. Dotyczy to także czasów powstawania państwa piastowskiego i najwcześniejszych jego dziejów (X-XI w.). Archeologii zawdzięczamy najpewniejszą wiedzę o początkowych fazach budowy państwa, organizacji terytorialnej, osadnictwie, gospodarce, całej kulturze materialnej mieszkańców. Rośnie zarazem zasób znanych źródeł pisanych. Są to wciąż przede wszystkim utwory obce, powstające głównie w Niemczech. Wymienić tu należy dzieła kronikarzy saskich: Widukinda z Korwei (zm. po 973), podającego pierwsze informacje o księciu Mieszku, oraz zwłaszcza biskupa merseburskiego Thietmara (który doprowadził swe dzieło do własnej śmierci w 1018). Właśnie Thietmarowi zawdzięczamy zrąb wiedzy o dziejach politycznych czasów Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Mniejsze znaczenie mają niemieckie roczniki, parę innych kronik obcych, a także egzotyczna relacja Ibrahima ibn Jakuba, podróżnika pochodzenia żydowskiego z muzułmańskiej Hiszpanii.

dziejopisarstwo rodzime

Chrzest Mieszka i jego otoczenia oznaczał włączenie naszego kraju w krąg łacińskiej kultury pisma. Najstarsze przekazy pisane powstające na naszych ziemiach pochodzą już z końca X w. (znany tylko z późniejszego regestu dokument Dagome iudex z ok. 990 r., najstarsze zapiski rocznikarskie, teksty hagiograficzne pisane na dworze Chrobrego przez św. Brunona z Kwerfurtu, zm. 1008). Są one początkowo bardzo skąpe. Dopiero z początku XII w. pochodzi pierwsza powstała w kraju kronika, autorstwa obcego mnicha, tradycyjnie zwanego Anonimem Gallem, opisująca czyny książąt, a zwłaszcza współczesnego kronikarzowi Bolesława Krzywoustego, do 1113 r. Kronika daje dokładny obraz polityki czasów współczesnych, ale pokazuje także tradycję dynastyczną, sięgającą czasów przedchrześcijańskich. Narasta liczba zachowanych wprawdzie w późniejszych redakcjach, ale notowanych chyba na bieżąco, zapisów rocznikarskich. Z XII w. pochodzą pierwsze nekrologi klasztorne. Na przełomie XII i XIII w. powstawała pierwsza kronika napisana przez Polaka, mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem, biskupa krakowskiego w latach 1208-1218, zmarłego w 1223 r. Dzieło Wincentego stanowiło erudycyjny traktat - pełen refleksji nad historią ojczystą - i nie miało na celu ścisłego relacjonowania faktów. Przez krytycznych historyków XIX i XX w. długo niedoceniane, a wręcz odsądzane od czci i wiary (głównie dla licznych wątków bajecznych), dziś służy znakomicie jako podstawowe źródło do dziejów XII w. i jest pomnikiem ideologii polskiej elity tego czasu. Wywarło też ogromny wpływ na późniejszą historiografię polską. W XIII w. musiało być powszechnie czytane, skoro znajdowało licznych kontynuatorów. Wszystkie kroniki powstające wówczas w różnych dzielnicach streszczają starsze dzieje zasadniczo za dziełem mistrza Wincentego, od siebie dodając ciąg dalszy, przy czym horyzont tych kontynuacji jest przeważnie ograniczony do spraw danej ziemi. Taki charakter mają Kronika polsko-śląska (powstała najpewniej w klasztorze w Lubiążu ok. 1285), Kronika wielkopolska (powstała w swym zasadniczym zrębie zapewne w Poznaniu ok. 1295) czy Kronika Dzierzwy (powstała we franciszkańskim środowisku krakowskim w początkach XIV w.).

Obok tych większych dzieł historiograficznych w XIII w. przy klasztorach i katedrach powstawały licznie roczniki, osiągające niekiedy znaczne rozmiary i nabierające cech narracji kronikarskiej (zwłaszcza Rocznik kapituły krakowskiej, przeredagowany w 1266 r., a kontynuujący tradycje annalistyki dworu piastowskiego). Charakter wyjątkowy ma Księga henrykowska, spisana w dwóch częściach ok. 1273 i ok. 1310 r. Jest to kronika dziejów posiadłości klasztoru w Henrykowie na Śląsku, stanowiąca bezcenne źródło informacji o przemianach wsi w dobie XIII-wiecznej kolonizacji. Po zjednoczeniu Królestwa w XIV w. twórczość historiograficzna przygasła. W wielu miejscach kontynuowano zapisy rocznikarskie. W rozbudowanej postaci narracyjnej prowadzili je w 1 połowie XIV w. bliscy dworowi monarszemu franciszkanie krakowscy. Nigdzie jednak te annalistyczne inicjatywy nie przyjęły formy większego i systematycznego zamysłu kronikarskiego. Powstawały one natomiast na ziemiach pozostających już poza granicami odnowionego państwa (np. na Pomorzu cysterska Kronika oliwska z ok. 1350 czy śląska Kronika książąt polskich Piotra z Byczyny z ok. 1385).

Cała ta twórczość historiograficzna ma znaczenie przede wszystkim dla rekonstrukcji dziejów politycznych. Stanowi też cenny materiał do obserwacji wszelkich kwestii ideologicznych, a więc rozwoju ideologii władzy, budowania tradycji historycznej, kształtowania się wszelkich form świadomości społecznej (narodowej, regionalnej, grupowej itp.). Przekazy te w ograniczonym stopniu pozwalają również na śledzenie rozmaitych form praktyki życia społecznego, zwłaszcza w wymiarze publicznym, ale częściowo także i rodzinnym. Śledzenie to odbywa się głównie przez wyławianie z kronikarskich narracji pewnych charakterystycznych epizodów, co do których trudno jednak przeważnie o pewność, czy opisują rzeczywistość, czy tylko odpowiadają pewnym wzorcom literackim.

początki literatury pięknej

Historiograficzne sprofilowanie okazywała też literatura piękna. Większość znanych z XII-XIV w. utworów poetyckich powstawała na kanwie wydarzeń historycznych, począwszy od zagadkowej, zachowanej tylko we fragmentach Pieśni Maura z XII w. (opowiadającej o losach wojewody Piotra Włostowica), przez wiele epitafiów monarszych (z których najbardziej znane jest to z grobowca Bolesława Chrobrego, którego datowanie waha się od XI po XIV w.), po Pieśń o wójcie krakowskim Albercie z ok. 1320 r. Mimo literackiej formy teksty te są przeważnie bogate w cenne szczegóły faktograficzne.

hagiografia

W XII, a zwłaszcza w XIII w. ożywiła się twórczość hagiograficzna. Powstające wówczas żywoty narodowych patronów św. Wojciecha i św. Stanisława mają oczywiście bardzo ograniczone znaczenie dla rekonstrukcji biografii bohaterów, ale stanowią wyraz ideologii tamtych czasów. Szczególnie interesujące są żywoty św. Stanisława pióra dominikanina Wincentego (powstałe ok. 1255), w których została zawarta oryginalna wykładnia sensu dziejów Polski. Inny wymiar mają utwory poświęcone nowym świętym, żyjącym w XIII w., zwłaszcza św. Jadwidze śląskiej. Specyficzny charakter mają wreszcie zawarte w żywotach (lub zestawiane osobno) katalogi cudów danego świętego. Dotykają one realiów życia, i to często codziennego życia niższych warstw ludności. Na przykład opisy chorób, w których interweniowali święci, stanowią interesujący dla historyka medycyny materiał do badania stanu zdrowia.

kroniki obce

Wobec znacznego rozwoju piśmiennictwa w kraju, mniejszego relatywnie znaczenia nabierają w tym czasie przekazy obce. Uzupełniają one przede wszystkim faktografię dziejów politycznych. Najważniejsze są oczywiście te powstające w krajach sąsiednich. Najstarsza kronika czeska pióra dziekana praskiego Kosmasa (zm. 1125) ma wartość nie tylko dla poznania czasów współczesnych autorowi, zbiera bowiem również, podobnie jak nasz Gall, starszą tradycję czeską, acz mocno przepracowaną. Późniejsze utwory "kontynuatorów Kosmasa" (tzw. Kanonik wyszehradzki z ok. 1140, Mnich sazawski z ok. 1170) oraz kroniki XIII-wieczne zawierają już tylko nieliczne wiadomości dotyczące Polski. Wiele wnosi dopiero kronika cysterskiego klasztoru w Zbrasławiu, w swej pierwszej części (powstałej ok. 1310) poświęcona głównie czasom fundatora, króla Wacława II, który był także polskim władcą. W aspekcie wzajemnych stosunków znaczenie mają również późniejsze kroniki czeskie (Przybka Pulkawy i Franciszka z Pragi z XIV w.). Ważne informacje przechowały czeskie roczniki, znane obecnie w redakcjach co najmniej XIII-wiecznych (być może wchłonęły one także najstarsze zapisy roczników prowadzonych w Gnieźnie).

Annalistycznego charakteru twórczość uprawiano też wcześnie na Rusi (tzw. latopisy). Kraj ten znajdował się w kręgu oddziaływania kultury bizantyńskiej, bardziej sprzyjającym twórczości w języku rodzimym. Najdawniejszą tradycję ruskiego rocznikarstwa zebrał zwód kronikarski zwany "Powieścią minionych lat" (Powiest wriemiennych let), powstały ok. 1113 r. Dysponujemy także dużą liczbą zabytków latopisarskich, z których szczególnego znaczenia nabiera obszerne dzieło powstające najpewniej w XIII w. na dworze sąsiadujących z Polską książąt halicko-włodzimierskich, zwane Latopisem hipackim lub Kroniką wołyńską.

Niewielkie zainteresowanie sprawami polskimi można zauważyć w historiografii węgierskiej (pewnym wyjątkiem okazuje się tzw. Kronika węgiersko-polska, powstała ok. 1220-1240 na Węgrzech, ale potem sprowadzona do Krakowa i znana dziś wyłącznie z polskich rękopisów).

Szczególnego znaczenia nabiera oczywiście powstająca od XIII w. historiografia krzyżacka (relacje o postępach podboju Prus, niewielkie przeważnie roczniki, zwłaszcza zaś kroniki Piotra z Duisburga z ok. 1330, a później Wiganda z Marburga z ok. 1390). Dużo mniejszą niż w czasach wcześniejszych wartość mają natomiast dla XII-XIV w. teksty z pozostałych krajów niemieckich i w ogóle źródła zachodnioeuropejskie, chociaż gdy przypadkowo zdarza się im zainteresować sprawami dotyczącymi Polski, wtedy ich informacje bywają bardzo cenne. Rzadko który autor zajmował się szerzej polskimi sprawami (do wyjątków takich należał styryjski kronikarz Ottokar aus der Gaal, piszący ok. 1320, który nabył w Czechach sporej wiedzy o książętach śląskich). Wartość obcych źródeł rośnie głównie w odniesieniu do pewnych zagadnień, które budziły powszechne zainteresowanie - jak mongolskie najazdy na Polskę w XIII w. Powstające w XIII-wiecznej Europie relacje o Tatarach dotykają często także spraw polskich.

dokumenty

Od schyłku XI w. mamy w Polsce do czynienia z dokumentami. Wcześniej wystawiano je zapewne zupełnie sporadycznie. Najstarsze z zachowanych były wydawane na życzenie odbiorców zagranicznych. Dopiero później, od połowy XII w., zaczynają przeważać te dla odbiorców miejscowych. Początkowo o dokumenty zabiegały tylko instytucje kościelne, potem zaś także osoby świeckie. O ile z XII w. znamy nieco ponad 30 wystawionych w kraju dokumentów, o tyle z XIII w. jest ich już ponad 3000. Do tego dochodzą jeszcze dokumenty papieskie. Ich liczba rośnie gwałtownie od początku XIII w. w związku z zacieśnieniem kontaktów Polski ze Stolicą Apostolską i wzrostem centralizmu papieskiego. Dokumenty stają się źródłem o charakterze masowym. Odnoszą się przeważnie do drobnych spraw majątkowych czy administracyjnych. W swej masie składają się jednak na obraz rozmaitych sfer życia społecznego, gospodarczego czy ustrojowego. Na ich podstawie można odtworzyć stosunki majątkowe (głównie co prawda dotyczące własności kościelnej) i analizować osadnictwo (choć trzeba sobie zdawać sprawę, że materiał jest wciąż bardzo wybiórczy, a większość istniejących osad nie miała po prostu okazji znaleźć się w świetle zachowanego fragmentarycznie materiału dokumentowego). Poznajemy dokładnie urzędy, zaglądamy za kulisy sprawowania władzy. Ujawniają też setki i tysiące ludzi, co pozwala na przełamanie anonimowości społeczeństwa. Co prawda poznajemy przeważnie same imiona, ale w przypadku wielu rodzin możnowładczych możliwe staje już śledzenie karier poszczególnych osobistości, a także układanie całych ciągów genealogicznych. Począwszy od XIII w. dokumenty stają się podstawowym gatunkiem źródłowym, niezastąpionym przy konstruowaniu obrazu jakiejkolwiek dziedziny życia w Polsce.

W późnym średniowieczu liczba dokumentów stale rośnie i w XV w. jest już trudna do ogarnięcia. Z prawie półwiekowego panowania (1386-1434) króla Władysława Jagiełły znamy ok. 2000 dokumentów, po krótkich rządach jego wnuka Aleksandra (1501-1506) zostało ich co najmniej o połowę więcej, a liczba znanych dokumentów Zygmunta Starego (1507-1548) jest trudna nawet do oszacowania. Do tego dochodzi ogromny wzrost liczby dokumentów wydawanych przez papieży, ingerujących we wszelkie sprawy Kościoła, zwłaszcza personalia. Dokumenty z 2 połowy XV w. nie są już systematycznie obejmowane wydawnictwami źródłowymi (sięgającymi przeważnie do 1450). Obok masowo występujących dokumentów majątkowych i administracyjnych, rośnie też liczba dokumentów dotyczących spraw międzypaństwowych (w tym traktatów), pozwalających na śledzenie polityki zagranicznej i sposobów jej realizacji.

księgi urzędowe i gospodarcze

Wraz z poszerzaniem się praktyki utrwalania na piśmie czynności prawnych i administracyjnych pojawia się wtedy nowy gatunek źródłowy: księgi urzędowe. Były one różnego rodzaju. Jedne służyły rejestracji wystawianych przez daną kancelarię dokumentów. Taki charakter ma Metryka Koronna (zachowana od połowy XV w.), zbierająca kopie dokumentów królewskich. Osobne księgi prowadzono z czasem dla spraw polityki zagranicznej. Analogiczne znaczenie miała Metryka Mazowiecka (służąca kancelarii książąt samodzielnego Mazowsza do 1526) czy potem Metryka Litewska w kancelarii Wielkiego Księstwa Litewskiego. Chociaż rejestracja nigdy nie była w Polsce zbyt staranna i kompletna, istnienie tych ksiąg ma zasadnicze znaczenie dla stanu znajomości tekstów dokumentów oraz wyobrażenia o skali produkcji głównych kancelarii państwowych. Naczelne urzędy państwa prowadziły też innego rodzaju zapisy, zwłaszcza rozliczenia finansowe, zarówno od strony dochodów, jak i wydatków. Staranniej przechowywano dane o dochodach. Mamy więc zachowane (w XV w. sporadycznie, w stuleciu następnym już powszechnie i masowo) spisy podatkowe, tzw. rejestry poborowe, a więc listy osad z podaniem obiektów podlegających opodatkowaniu (łany, młyny, różne kategorie ludności chłopskiej itp.). Przy wszystkich wątpliwościach co do ścisłości danych, zestawienia te mają oczywiście wielką wartość informacyjną. Bardziej wiarogodne są szczegółowe inwentarze królewszczyzn (wykonywane z okazji przejmowania dóbr przez nowych dzierżawców). Osobne znaczenie mają dokonywane w celach fiskalnych lustracje dóbr królewskich, które decyzją sejmu warszawskiego (1564/1565) miały być wykonywane przez specjalne komisje powoływane dla każdej dzielnicy kraju. Opisy te, rozpoczęte w związku z egzekucją dóbr, prowadzono potem regularnie. Stanowią jedno z podstawowych źródeł do poznania osadnictwa aż do epoki rozbiorów.

Własne spisy majątkowe prowadził Kościół (większość biskupstw ma szczegółowe księgi uposażenia z XV-XVI w.) oraz miasta (różne wykazy czynszów, prowadzone niekiedy na tabliczkach woskowych). Rozmaite instancje sporządzały zarazem dokładne wykazy wydatków. Wykazów tych jednak z zasady chyba nie przechowywano, co powoduje, że zachowały się tylko przypadkowo. Najlepiej zachowane i najważniejsze są oczywiście rachunki królewskie (od schyłku XIV w.), obok których wymienić trzeba rachunki z większych miast oraz z niektórych instytucji kościelnych. Materiał ten pozwala bardzo dokładnie wnikać w szczegóły życia codziennego (dając np. podstawowe informacje o cenach). Osobne znaczenie mają prowadzone przez różne instytucje kościelne wykazy osobowe, takie jak wykazy święconych (w Polsce zachowane dopiero od końca XV w.), wykazy profesów w klasztorach (znane tylko ułamkowo) czy metryki uniwersyteckie. W każdej diecezji spisywano też dokumentację odbywanych regularnie przez władzę biskupią wizytacji parafii. Zwyczaj ten istniał na pewno już w średniowieczu, ale protokoły wizytacyjne zachowały się dopiero od okresu odnowy potrydenckiej z 2 połowy XVI w. Zawierają one przebogate informacje nie tylko na temat majątku Kościoła, w tym wyposażenia poszczególnych świątyń, lecz także życia religijnego i stosunków międzywyznaniowych. Niestety nie są znane analogiczne wizytacje kościołów luterańskich, choć już w połowie XVI w. zachowały się z obszarów sąsiednich (w Księstwie Pomorskim i w Prusach Książęcych).

akta sądowe

Najważniejsze znaczenie mają protokoły sądowe. W sądach państwowych (służących wtedy głównie szlachcie) wprowadzono je najpewniej w ostatniej ćwierci XIV w., od początku XV stulecia występują powszechnie w sądach kościelnych, równolegle zaś pojawiają się akta sądów miejskich, najwcześniej w dużych miastach (i to już od początku XIV w.), później także w mniejszych i całkiem małych. Najrzadsze są księgi sądów wiejskich (znane od XV w.), ale przyczyna tego tkwi chyba tylko w stanie zachowania, wynikającym z różnego stopnia dbałości o te zabytki (nie jest na pewno przypadkiem, że najwięcej znamy ich z obszaru XIX-wiecznej Galicji, gdzie najstaranniej zadbano o ich zabezpieczenie). Już w XV w. wpis do odpowiednich ksiąg sądowych (zgodnie z podległością danemu prawu) stał się podstawowym sposobem utwierdzania wszelkich czynności prawnych i podstawowym dowodem w sprawach spornych. Same księgi zaś stały się nośnikiem pamięci o stosunkach prawnych i własnościowych. Zachowany zasób kilkuset ksiąg sądowych (ziemskich, grodzkich, konsystorskich, miejskich i wiejskich) jest dziś bezcenną skarbnicą wiedzy o życiu całego społeczeństwa. Przynosi trudny wręcz do ogarnięcia ogrom informacji pozwalających na rozpoznanie wielu niedostępnych wcześniej sfer życia. Po raz pierwszy możliwe staje się uchwycenie kompletnej sieci osadniczej (stąd najstarsze wzmianki pisane o większości osad w Polsce pochodzą właśnie z przełomu XIV i XV w.), a tym samym rekonstrukcja kompletnego obrazu stosunków własnościowych. W sposób w zasadzie pełen można rozpoznać cały stan szlachecki, w nieco mniejszym stopniu - duchowieństwo oraz mieszczaństwo (uwadze akt miejskich mogą umykać mieszkańcy miast niebędący posesjonatami nieruchomości), w najsłabszym zaś - chłopstwo. W aktach sądów kościelnych wyjątkowo cenne i ciekawe są dokładne protokoły zeznań świadków, które stanowią żywy głos ludzi z dawnych epok, wraz z ich emocjami i poglądami na najróżniejsze kwestie, często odległe od właściwego przedmiotu sprawy sądowej. Znaczenie szczególne mają oczywiście należące formalnie do tej samej kategorii akta wielkich procesów kanonicznych wytaczanych przez królów polskich przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu (1320, 1339, 1414, 1422).

prawodawstwo

Księgi sądowe odzwierciedlają praktykę życia prawnego, ale spisywano też normy prawne. Za pierwszy tekst tego typu uznać trzeba zwód zwyczajowego prawa polskiego, który powstał ok. 1300 r. najpewniej w Prusach na zapotrzebowanie tamtejszych władz krzyżackich (tzw. Księga elbląska). Znane są obszerne Statuty Kazimierza Wielkiego wraz z narastającymi dodatkami i uzupełnieniami, potem zaś wiele tekstów ustawodawstwa, zarówno obszernych statutów ogólnopolskich, jak i rozmaitych uchwał lokalnych (tzw. lauda). O ile jednak konstytucje sejmów walnych są kompletnie zebrane w krytycznych wydawnictwach, o tyle całe ustawodawstwo prowincjonalne, niezwykle ważne dla kształtowania systemu prawnego, jest trudniejsze do ogarnięcia i wymaga dopiero systematycznego rozpoznania. Osobną dziedzinę stanowią zbiory norm lokalnego prawa kościelnego, uchwalanego na synodach i gromadzonego w zbiorach statutów diecezjalnych bądź też odnoszących się do poszczególnych instytucji, zakonów lub kapituł. W instytucjach kolegialnych Kościoła panował zwyczaj protokołowania wszystkich ustaleń uchwalanych na odbywanych zebraniach. Mamy więc spisane uchwały posiedzeń kapituł katedralnych, kapituł zakonnych (słabo zachowane), a także ciał uniwersyteckich. Swoje znaczenie mają także fachowe traktaty prawnicze. W zakresie prawa kanonicznego i miejskiego (magdeburskiego, wraz z lokalnymi odmianami, jak np. pruskim prawem chełmińskim), choć stanowiły recepcję prawa obcego, to jednak podlegały w XVI w. dostosowaniu do bieżących potrzeb miejscowych. Oryginalny wykład prawa magdeburskiego, pokazujący rzeczywistą praktykę stosowaną w polskich miastach, dał w połowie XVI w. krakowski mieszczanin Bartłomiej Groicki.

dziejopisarstwo późnośredniowieczne

Wobec narastającego zasobu dokumentów i akt urzędowych, mniejsze znaczenie ma historiografia. W aktywnym intelektualnie środowisku katedry krakowskiej powstawały różne drobniejsze teksty, z których najpoważniejszym była nieduża kronika (ok. 1370-1380). Na przełomie epok piastowskiej i jagiellońskiej stoi kronika Janka z Czarnkowa, traktująca w zaangażowany sposób o wypadkach współczesnych (1370-1384), co nadaje jej w dużej mierze charakter pamiętnikarski. Jeszcze silniej charakter taki widać w niedużym dziełku o wyprawie grunwaldzkiej z 1410 r., spisanym przez naocznego świadka (Cronica conflictus). W dziejopisarstwie XV-wiecznym najważniejszą postacią jest oczywiście Jan Długosz (zm. 1480). Jego Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego (powstałe w pierwszej redakcji ok. 1458-1461, ale uzupełniane i kontynuowane aż do 1480) stanowią przede wszystkim znakomitą podstawę badania dziejów politycznych czasów współczesnych, które autor lub przynajmniej jego informatorzy czy mocodawcy znali z autopsji. Jako wielka panorama dziejów ojczystych są też znakomitym pomnikiem świadomości historycznej. Duże znaczenie mają również inne, monograficzne prace Długosza: Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis (Księga uposażenia diecezji krakowskiej) - dająca bogaty obraz osadnictwa, stosunków kościelnych i majątkowych, z uwzględnieniem wielkiego materiału historycznego, Banderia Prutenorum (Chorągwie pruskie) - ilustrowany zbiór chorągwi zdobytych na Krzyżakach, nadto żywoty biskupów czy Insignia seu clenodia incliti Regni Poloniae (tzw. Klejnoty) - pierwszy polski traktat heraldyczny, ciekawy jako świadectwo świadomości zbiorowej szlachty. Ponieważ Długosz starał się krytycznie wykorzystać cały pisany dorobek wcześniejszych wieków, popularne jest szukanie w jego dziełach śladów zaginionych dziś kronik czy utworów. Próby te nie dały dotąd pozytywnych rezultatów, poza wskazaniem wielu pojedynczych dokumentów czy zapisek. Długosz nie znalazł godnego siebie kontynuatora, ale (choć aż do początków XVIII w. nie został wydany drukiem) jego dzieło stało się podstawą drukowanych zwykle po łacinie prac historycznych takich autorów, jak Filip Kallimach, Maciej Miechowita, Justus Decjusz, Bernard Wapowski, Marcin Bielski (po polsku), Marcin Kromer (opis kraju i społeczeństwa), Jan Herburt, Łukasz Górnicki i inni. Ten wysyp twórczości historiograficznej w XVI w. jest istotny jako świadectwo aktywizacji życia politycznego szlachty oraz kształtowania się jej mentalności i świadomości historycznej. Dzieła te, wydawane również za granicą, stały się podstawą europejskiej wiedzy o Polsce. Wysyp nastąpił w niespokojnym okresie bezkrólewia, a dziełom historycznym towarzyszyła bieżąca, namiętna publicystyka. Powoli rodziło się natomiast pamiętnikarstwo. Najstarsze zabytki (z przełomu XV i XVI w.) mają charakter suchych zapisków (trochę na kształt dawnych roczników), z czasem rozrastają się do znaczniejszych rozmiarów, zawierając nie tylko rejestrację faktów, lecz także wartościujące opinie o ludziach i wydarzeniach. Specjalny rodzaj stanowią pojawiające się od połowy XVI w. diariusze sejmowe (np. diariusz sejmu piotrkowskiego z 1548), o prywatnym wówczas charakterze, pozwalające wniknąć w szczegóły gry politycznej. Historiograficzny w znacznej mierze charakter mają traktaty polityczno-prawne (pisane pod hasłem "naprawy państwa"), z których najważniejsze są memoriał przypisywany Janowi Ostrorogowi (z końca XV w.?) oraz pisma Andrzeja Frycza Modrzewskiego z wielkim dziełem De re publica emendanda (1551-1554) na czele.

dziejopisarstwo pruskie

Należy wspomnieć również o dziejopisarstwie pruskim, ukształtowanym w odmiennej od polskiej tradycji historycznej. Było to konsekwencją inkorporacji części państwa zakonnego (jako Prus Królewskich) wraz z silnymi i bogatymi miastami, jak Gdańsk, Elbląg czy Toruń. Miejscowi kronikarze tworzyli nie tylko w ojczystym języku niemieckim, lecz także często z głęboką świadomością odrębności kulturowej i etnicznej Prus Królewskich. Świadectwem tych postaw są np. gdańskie kroniki Ferberów, twórczość Simona Grunaua, Stenzla (Stanisława) Bornbacha i przede wszystkim Kaspra Schütza, który w dziele Historia rerum Prussicarum (1592) przedstawił wykład świadomości historycznej mieszkańców Prus Królewskich. Próby ściślejszego związania Prus Królewskich z Koroną i ograniczanie swobód gospodarczych, począwszy od sejmu lubelskiego 1569 r., skutkowały też obfitą publicystyką, w której starano się podkreślić odrębność tej dzielnicy. Nie bez znaczenia jest również twórczość związana z królewieckim dworem książąt pruskich. Ze względu jednak na opóźniony o kilka dziesięcioleci w stosunku do Krakowa rozwój drukarstwa wiele tych prac pozostawało początkowo w rękopisach i w cieniu prac autorów polskich; dopiero w 2 połowie XVI w. nastąpiło wyraźniejsze ożywienie miejscowego ruchu wydawniczego. Kronikarze pruscy recypowali obficie autorów polskich, odpowiednio jednak komentując ich dzieła. Obraz spraw polskich obserwowanych z perspektywy pruskiej często nabiera innych wymiarów.

dzieła obce

Cały czas swoją znaczącą rolę dla odtwarzania stosunków zagranicznych odgrywają kroniki obce, do których należy również i dziejopisarstwo śląskie. Ich krąg poszerza się wraz z poszerzeniem kontaktów państwa polskiego (istotne stają się np. przekazy proweniencji mołdawskiej, wołoskiej, a także tureckiej). Najważniejsze pozostają jednak dzieła powstające w Czechach, na Węgrzech czy w sąsiednich państwach niemieckich. Duże znaczenie mają, wobec braku analogicznych dzieł rodzimych, obce herbarze, w których dość licznie występują polskie herby. Zasób zachodnich dzieł tego typu nie został zresztą w pełni rozpoznany pod kątem poszukiwania poloników.

korespondencja

Zupełnie nowe możliwości analizowania życia politycznego, tak w wymiarze stosunków zagranicznych, jak i wewnętrznych, oferuje pojawiająca się licznie od późnego średniowiecza korespondencja. Zachowana jest niestety w stanie szczątkowym - w Polsce nie było chyba zwyczaju trwałego przechowywania przychodzących listów. Oficjalną korespondencję polskich władców i dygnitarzy można znaleźć przede wszystkim w archiwach odbiorców. Chodzi zarówno o archiwa wielkich miast śląskich i pruskich (Wrocław, Gdańsk, Toruń), jak i dalszych (jak np. Norymberga czy Wenecja), przede wszystkim zaś o znakomicie zachowane archiwum Zakonu Krzyżackiego w Prusach. Znajdują się w nim setki listów od polskich nadawców. Nie tylko ilustrują szczegółowo stosunki między państwami, lecz także pozwalają na analizowanie mechanizmów polityki wewnętrznej, do czego ważne są też raporty wywiadu krzyżackiego. Liczba zachowanej korespondencji stale rośnie w XVI w. Wielkie znaczenie ma pochodzący z czasów Zygmunta Starego zbiór Acta Tomiciana, zawierający gromadzone przez Stanisława Górskiego materiały związane z działalnością w kancelarii królewskiej w czasach podkanclerzego Piotra Tomickiego. Narastająca korespondencja oficjalna staje się podstawowym źródłem do badania polityki zagranicznej. W zakresie poznawania wewnętrznego życia politycznego w kraju nie mniejsze znaczenie ma korespondencja prywatna, odsłaniająca często sekretne kulisy podejmowania decyzji, wzajemne sympatie i antypatie, poufne opinie i poglądy aktorów sceny politycznej itp. Liczba zachowanych listów prywatnych z XV w. jest szczątkowa, więcej ich znamy dopiero ze stulecia następnego. Wtedy też pisane bywają często po polsku.

literatura jako źródło historyczne

Świadectwem czasów jest również oczywiście literatura piękna. Liczba jej zachowanych zabytków wzrosła niezwykle zwłaszcza w XVI w. (na co ma wpływ oczywiście upowszechnienie wynalazku druku), kiedy literacki język polski wypierał łacinę, chociaż doskonałe dzieła Andrzeja Krzyckiego i Josta Ludwika Decjusza powstawały jeszcze wyłącznie w języku Owidiusza. Często literatura ta bierze sobie za temat ważne wypadki dziejowe (np. wiersze o bitwie pod Grunwaldem). Trudno wyobrazić sobie należyte zrozumienie epoki bez sięgnięcia po dzieła Mikołaja Reja, Jana Kochanowskiego, Łukasza Górnickiego czy po polskie wydania Sowiźrzała. Nie tylko stanowią one świadectwo ziemiańskiej i stoickiej mentalności ich twórców, lecz także dowód na poziom renesansowych elit ówczesnej Polski. Zawsze zaś literatura jest przydatna do śledzenia opinii, nastrojów czy stanu świadomości oraz realiów obyczajowych. Istotny dział stanowi literatura religijna, ważna dla poznania pobożności (modlitewniki) oraz sporów konfesyjnych (polemiki za i przeciw reformacji).

archeologia późnego średniowiecza i czasów nowożytnych

Mimo oczywistej już od pełnego średniowiecza dominacji źródeł pisanych wciąż swe znaczenie zachowują zabytki materialne. W rozpoznaniu wielu kwestii pomagają wykopaliska archeologiczne. Szczególnie istotne znaczenie ma młoda, ale prężnie się rozwijająca archeologia miejska. Intensywnie prowadzi się też badania architektury rezydencjonalnej (zamków i dworów). Słabiej wypadają badania otwartych osad wiejskich (trudnych do objęcia systematycznymi wykopaliskami), niewiele dały też próby badań pól bitewnych. Na wynikach badań archeologicznych opiera się w znacznej mierze wiedza na temat kultury materialnej (ubioru, uzbrojenia, sprzętów domowych, konsumpcji), głównie jednak w miastach i na dworach szlacheckich. Badania cmentarzy pozwalają na pewne ustalenia statystyczne w kwestii zdrowotności i jej społecznego wymiaru (konfrontacja miasta i przedmieść).

zabytki architektury i sztuki

Wielkie znaczenie mają zachowane zabytki architektury i sztuki. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że większość pomników architektury znamy dziś w kształcie będącym wynikiem dokonywanych w różnych momentach dziejów rekonstrukcji. Oryginalne są w nich tylko większe bądź mniejsze fragmenty. Element najtrwalszy stanowi sam rzut budowli, utrwalony fundamentami (uchwytnymi archeologicznie nawet w razie zupełnej ruiny ścian). Zdawać sobie trzeba sprawę z wielkiego niebezpieczeństwa wszystkich rekonstrukcji dokonywanych na tak niepewnej podstawie; istnienie kamiennych fundamentów nie musi przecież świadczyć nawet o tym, że cała budowla była z kamienia. Zachowane zabytki architektury murowanej (kościoły, zamki, domy miejskie) pochodzą sporadycznie już z XII w. (ślady wcześniejszych są znane tylko z wykopalisk), głównie jednak dopiero z wieku XV i XVI. Do wyjątków należą zachowane pomniki XV- i XVI-wiecznej architektury drewnianej (przede wszystkim gotyckie kościoły w południowej Małopolsce i na Podhalu). Również zabytki ruchome, przeważnie ołtarze, ich części, nagrobki, produkty sztuki złotniczej, są znane liczniej dopiero z późnego średniowiecza. Zachowane zabytki malarstwa (w tym również ilustracje książkowe) stanowią trudne do zastąpienia źródło ikonograficzne służące do studiów nad ubiorem, uzbrojeniem, dziejami prawa itd. Najdawniejsza ikonografia daje jednak bardzo niewielkie możliwości odtworzenia wyglądu głównych bohaterów naszych dziejów. Najstarsze wizerunki władców, biskupów czy możnych panów operują przeważnie szablonami, a pierwsze przedstawienia o charakterze realistycznych portretów pojawiają się dopiero w XIV w. (nagrobki, później także malarstwo). Pierwszym władcą polskim, którego wygląd możemy dość pewnie ustalić (postawny mężczyzna z brodą), był dopiero Kazimierz Wielki. W dziele Georga Brauna i Fransa Hogenberga Civitates orbis terrarum (1572-1617) publikowano pierwsze widoki miast polskich; w XVI w. działał również Bernard Wapowski, jeden z twórców nowożytnej kartografii polskiej.

monety

Kategorię osobną stanowią licznie znajdowane w czasie badań archeologicznych monety, zarówno obce, jak i rodzime (od XI w.), zapewniające ogromne możliwości badań nad kontaktami handlowymi, własną polityką gospodarczą, a także propagandą i ideologią władzy.

źródła a możliwości poznania historycznego

Przedstawiony przegląd źródeł uświadamia, że mamy do czynienia ze stale poszerzającą się bazą materiałową, warunkującą możliwości coraz dokładniejszego badania dziejów. W tym ciągłym procesie można wskazać kilka zasadniczych etapów. Pierwszy przełom to pojawienie się przekazów pisanych dotyczących naszych ziem w połowie X w. To one umożliwiają w ogóle podjęcie opisu historii. Są to jednak niemal bez wyjątku teksty obce, z natury swej przypadkowe, co sprawia liczne luki w dającym się rekonstruować obrazie. W początku XII w. pojawiają się wreszcie przekazy powstające w kraju, w tym pierwsze kroniki, zapewniające w miarę ciągłą (choć nierównomiernie dokładną) narrację o najważniejszych wydarzeniach politycznych. Jednocześnie od połowy XII w. pojawiają się, a upowszechniają w stuleciu następnym, dokumenty. Umożliwiają one wreszcie szerszą analizę struktur społecznych. Kolejny przełom wyznacza pojawienie się na przełomie XIV i XV w. nowych gatunków dokumentacji w postaci ksiąg urzędowych i korespondencji. Zapewniają one możliwość dokładnej obserwacji społeczeństwa i pogłębionej analizy mechanizmów życia politycznego (wychodzącej poza ustalanie ich podstawowej faktografii), pełniejsze stają się też możliwości badania kultury. Wszystkie te tendencje pogłębiają się tylko, wraz z narastaniem materiału, z upływem XVI w.

3.2. Europa wczesnośredniowieczna i powstawanie państw słowiańskich

cesarstwo Karolingów

cesarstwo Ottonów

Gdy upadło Imperium Rzymskie na Zachodzie, na Wschodzie władza rzymska przetrwała, skutecznie, choć nie bez poważnych strat, opierając się kolejnym falom perskich, słowiańskich, bułgarskich i arabskich najeźdźców. Ograniczone terytorialnie Cesarstwo Wschodnie utwierdziło się w swym greckim charakterze (stąd określane jest w średniowieczu jako Bizancjum) i żyło dalej nurtem odrębnym od Europy Zachodniej. Na ruinach Cesarstwa Zachodniego wyrosły natomiast królestwa "sukcesyjne" największych plemion germańskich. Najważniejszą rolę przyszło odegrać osiadłym w Galii Frankom, którzy pod władzą królów z dynastii Merowingów i Karolingów zjednoczyli z czasem całą prawie Europę Zachodnią, a ich król Karol Wielki (768-814) sięgnął w Rzymie po koronę cesarską (800). Także jednak i cesarstwo karolińskie w ciągu najbliższych dziesięcioleci uległo rozpadowi z powodu podziałów dynastycznych i tendencji odśrodkowych, nasilających się wobec groźnych najazdów normańskich, których władza centralna nie była w stanie skutecznie odpierać. W połowie IX w. karolińskie imperium rozpadło się na część zachodnią, wschodnią oraz Italię. Ponieważ podziały polityczne odpowiadały zróżnicowaniu językowemu i kulturowemu, okazały się bardzo trwałe i dały początek rozwojowi osobnych państw narodowych - z części zachodniej wyrosła Francja, ze wschodniej zaś Niemcy. O ile Francja i Italia ulegały w IX i X w. daleko idącej dezintegracji politycznej, związanej z upowszechnieniem się stosunków lennych (w których podległość wobec władzy publicznej została zastąpiona zależnością osobistą od bezpośredniego zwierzchnika), o tyle Niemcy zachowały zwartość i spoistość. Pod rządami nowej dynastii saskiej Ludolfingów (od 919) rozwinęły szeroką ekspansję: zwycięsko rywalizując z królestwem zachodnim o centralne obszary dawnego imperium karolińskiego (czyli Lotaryngię), odpierając groźne najazdy koczowniczych Węgrów (bitwa nad rzeką Lech w 955) i sięgając po Italię. Król Otto I Wielki koronował się najpierw na króla Italii (951), a następnie na cesarza rzymskiego (962). Związanie godności cesarskiej z władcami Niemiec okazało się trwałe na prawie 850 lat (do 1806). Otto zadbał też o uznanie swego awansu ze strony Konstantynopola, żeniąc syna, Ottona II, z bizantyńską księżniczką Teofano. Ich syn, Otto III, łączył tradycje Wschodu i Zachodu. Idea "odnowienia Cesarstwa Rzymskiego" (renovatio Imperii Romani), przyświecająca odtąd kolejnym królom niemieckim, oznaczała dążenie do władzy uniwersalnej na skalę całej chrześcijańskiej Europy. Dzięki królom niemieckim autorytet cesarski stanął ponownie bardzo wysoko, jako że pod ich przemożnym wpływem znalazło się również papiestwo, słabe wtedy i targane gorszącymi sporami rzymskich koterii. Cechą charakterystyczną politycznego systemu Ottonów stało się w ogóle ścisłe poddanie Kościoła władzy monarszej. Powinnością cesarską była też dbałość o szerzenie chrześcijaństwa. Władcy niemieccy dążyli więc do nawrócenia ludów na północy i wschodzie, a więc Węgrów, skandynawskich Normanów i Słowian, za czym kryła się zresztą także ekspansja polityczna.

ekspansja Słowian

pierwsze organizacje polityczne

"Wielkie Morawy"

Czechy

Słowianie zasiedlali we wczesnym średniowieczu całe niemal wschodnie przedpole państwa frankijskiego, a potem niemieckiego, od Bałtyku po podnóże Alp i Adriatyk. Obraz postępów słowiańskiego osadnictwa, które sięgało aż po Men i Wezerę w głębi obecnych Niemiec, nie jest całkiem jasny. Dostrzegane w różnych miejscach opóźnienia w występowaniu pewnych, charakterystycznych cech kultury wczesnosłowiańskiej nie muszą wynikać z późniejszego dotarcia tam Słowian, ale mogą być tłumaczone silniejszymi i trwającymi dłużej interakcjami kulturowymi z zastaną ludnością. Wyłom w zwartym osadnictwie słowiańskim stanowiła stepowa Nizina Pannońska, którą zajmowały kolejne ludy koczownicze. W 562 r. pojawili się tam tureccy Awarowie. Wkrótce podporządkowali oni sobie wszystkich osiadłych wokół Słowian. Drastyczne opisy jarzma awarskiego, jakie dają współcześni i późniejsi kronikarze, wydają się co prawda przesadzone, ale faktem jest, że Awarowie zostawili po sobie budzące grozę wspomnienie, utrwalone obecnym we wszystkich językach słowiańskich pojęciem "obrzyń" (olbrzym). Słowianie uczestniczyli w podejmowanych przez Awarów łupieskich wyprawach na Bizancjum i Zachód. Kiedy w 626 r. siły awarskie poniosły wielką klęskę pod murami Konstantynopola, wybuchł powszechny bunt Słowian przeciwko ciemiężycielom. Długotrwałe walki z nimi sprzyjały wewnętrznej konsolidacji i wyłanianiu własnych przywódców. Mogli oni być obcego pochodzenia, jak frankijski kupiec imieniem Samo, którego "państwo", trwające kilkadziesiąt lat, lokalizuje się na południowych Morawach. Potrafiło ono obronić swą niezależność zarówno od Awarów, jak i od samych Franków. Ci ostatni zdołali jednak w następnych dziesięcioleciach podporządkować sobie, choć w luźny raczej sposób, wszystkich bliżej osiadłych Słowian nad Łabą i w Kotlinie Czeskiej, a także rozgromić Awarów (którzy w początku IX w. ostatecznie znikają z areny dziejów). Źródła frankijskie (a potem niemieckie) odnotowują raz po raz "królów" lub "książąt" słowiańskich. Pokazuje to, że wśród Słowian, o których jeszcze niedawno autorzy bizantyńscy pisali, że nie znają nad sobą jakiejkolwiek władzy, trwał cały czas proces społecznego rozwarstwiania i kształtowania się elity, zdolnej narzucić swą wolę pozostałym członkom plemienia. Sama mnogość tych wzmianek (w 845 aż 14 książąt czeskich przyjęło chrzest w Ratyzbonie) świadczy jednak o ograniczonym zasięgu wpływów tych "władców" i kruchości ich pozycji (zależnej od indywidualnych predyspozycji i charyzmy). Na Morawach w końcu VIII w. udało się jednak lokalnym przywódcom zbu dować trwałe władztwo. Nie znamy dokładnie jego granic, ale na pewno podporządkowało ono sobie stopniowo wiele okolicznych plemion. W historiografii utarła się na jego określenie nazwa Wielkich Moraw. Władcy morawscy przyjęli chrzest i sprowadzili z Bizancjum misjonarzy, braci Cyryla i Metodego, którzy wprowadzili rodzimy język słowiański do liturgii i stworzyli system jego zapisu (na zasadzie alfabetu greckiego). Państwo wielkomorawskie upadło jednak ok. 900 r. pod naporem wdzierających się do Pannonii koczowniczych Węgrów. Upadek Moraw ułatwił z kolei kariery różnym zdominowanym dotąd pomniejszym książętom. Największe wpływy spośród nich uzyskał wkrótce ród Przemyślidów, władający, zapewne już od kilku pokoleń, osiadłym wokół Pragi plemieniem Czechów. W najbliższych dziesięcioleciach podporządkowali oni sobie całą Kotlinę Czeską i Morawy, sięgając też na północ, poza Sudety. Ponieważ wcześnie przyjęli chrześcijaństwo - tradycja przypisywała przełomowe znaczenie chrztowi księcia Borzywoja (870?, 885?), przyjętemu podobno z rąk św. Metodego - ułatwiło im to ułożenie dobrych, choć oczywiście nierównoprawnych, stosunków z państwem niemieckim. Książę Wacław poddał mu się (929) i zobowiązał płacić trybut, a zwierzchnictwo to ostatecznie utwierdził Otto Wielki (950).

Połabie

Dalej na północ rozciągały się liczne plemiona połabskie. I tam słychać o "książętach", ale nie zdołali oni zbudować trwałych i rozleglejszych władztw. U plemion północnych, nadmorskich (Wieleci, Obodryci) uformowały się sprawnie działające związki plemienne. Słowiańszczyzna połabska była wystawiona jednak na stały nacisk polityczny i militarny ze strony Niemiec. W pierwszych dziesięcioleciach X w. królom niemieckim w trakcie zaciekłych walk udało się narzucić swe zwierzchnictwo wszystkim plemionom słowiańskim aż po środkową i dolną Odrę, mimo kilkakrotnych powstań słowiańskich (936, 954). Kolejne, wielkie powstanie (983) doprowadziło jednak do upadku niemieckiego panowania w całym regionie na wschód od Łaby i północ od Sprewy. Nie jest przypadkiem, że najskuteczniej broniły się plemiona nadmorskie, ciągnące zyski z handlu prowadzonego w swych portach i pozostające w wielorakich związkach z Normanami. O ile jednak u Obodrytów formowała się stopniowo władza książęca, o tyle u Wieletów utrzymywały się tradycyjne, demokratyczne rządy zgromadzenia wolnej ludności (wiecu) i dlatego zapewne trwałe okazywało się przywiązanie do pogaństwa (które przyjmowało zresztą formy nawiązujące do wzorów chrześcijańskich, ze świątyniami, posągami, kapłanami i rozbudowanym rytuałem).

Ruś

W odrębnych warunkach kształtowały się struktury władzy na rozległych przestrzeniach Europy Wschodniej. Wielką rolę odegrali tam Normanowie (zwani też Waregami), zainteresowani tymi obszarami, przez których rzeki można było dotrzeć do Bizancjum (szlak rzeczny "od Waregów do Greków"). Skandynawscy wodzowie, przybywając ze swymi drużynami, włączali się w rywalizację miejscowych czynników o wpływy i władzę. Gdzieś u schyłku IX w. normańskiego pochodzenia Ruryk zdobył władzę w leżącym na północy Nowogrodzie, skąd on i jego następcy rozszerzali swe panowanie. Zdołali podporządkować sobie wszystkie plemiona wschodniosłowiańskie, a ośrodek swej władzy umieścili w Kijowie nad Dnieprem, który już wówczas był ważnym punktem dalekosiężnego handlu. Tak powstała Ruś (słowo to oznaczało chyba pierwotnie wikingów ze Szwecji). Walcząc i handlując z Bizancjum, książęta ruscy ulegali bizantyńskim wpływom, ale docierali do nich także misjonarze z łacińskiego Zachodu. To jednak z Bizancjum książę Włodzimierz przyjął chrzest (988). W misji na Rusi wykorzystano doświadczenia zdobyte na Morawach i w Bułgarii (w tym udoskonalone teraz pismo słowiańskie, które stworzył św. Cyryl).

mechanizmy formowania się władzy u Słowian

Przedstawione procesy kształtowania się państw słowiańskich wykazują wiele podobieństw. Wszędzie ich zaczynem jest pojawienie się grupy "książąt", a więc możnych, narzucających swą władzę plemieniu. Wśród tych przywódców sporą rolę odgrywali ludzie obcego pochodzenia, których autorytet i doświadczenia wyniesione z innego kręgu kulturowego mogły silnie oddziaływać na miejscową ludność. Wpływy owych wodzów opierały się na odpowiedniej sile. Zapewniały ją wszędzie zbrojne drużyny, związane silnie osobistą więzią z utrzymującym je przywódcą. Wiedza o tego typu grupach w różnych czasach i kulturach podpowiada, że były rekrutowane przeważnie z elementów obcych, czy to etnicznie, czy to przynajmniej społecznie (wyrzutki z miejscowej społeczności). Założeniom tym odpowiada wiele ułamkowych danych o obecności wojowników normańskich w drużynach słowiańskich. Odpowiednio silna drużyna wydaje się najważniejszym czynnikiem budowy i utrwalania władzy w plemionach słowiańskich. Podkreślić wreszcie trzeba podstawową rolę przyjęcia chrztu, do którego impuls dawali zawsze utrwalający swą władzę przywódcy. Przyjęcie chrześcijaństwa było warunkiem koniecznym ułożenia normalnych stosunków z wyżej rozwiniętymi krajami ościennymi, a tym samym intensyfikacji transferu kulturowego, na którym szczególnie zależało lokalnym elitom.

kształtowanie się Europy w X w.

Powstawanie państw słowiańskich i ich chrystianizacja współgrały z dokonującymi się w tym samym czasie analogicznymi procesami u sąsiednich ludów. Węgrzy po klęsce nad Lechem przeszli do osiadłego trybu życia, przyjęli chrzest i pod wodzą dynastii Arpadów tworzyli na Równinie Pannońskiej silne państwo. Na północy zamierały powoli łupieskie wyprawy normańskich wikingów, terroryzujących przez dwa poprzednie stulecia całą Europę; ich lokalni wodzowie coraz bardziej dbali o umacnianie swej władzy, przyjmowali chrzest, sięgali po korony - i tak krzepły królestwa Danii, Szwecji oraz Norwegii. Wiek X stał się epoką wielkiej ekspansji cywilizacji europejskiej, której zasięg wyznaczało chrześcijaństwo. Około 1000 r. Europa i sieć składających się na nią ludów i państw przybrała kształt, w którym trwa zasadniczo aż do naszych czasów.

3.4. Budowa podstaw terytorialnych monarchii: Mieszko I

3.4.1. Rozwój władztwa piastowskiego

ekspansja piastowska

ku szlakom handlowym

Po podporządkowaniu sobie ziemi gnieźnieńskiej Piastowie natychmiast przystąpili do ekspansji zewnętrznej. Pierwszą jej ofiarą padły ziemie nad Obrą, kuszące sąsiadów spod Gniezna swą względną zamożnością. Wkrótce po połowie X w. uległy zniszczeniu licznie istniejące tam wcześniej gródki. Zastąpiły je nowe grody, pobudowane na wzór tych spod Gniezna, niekontynuujące jednak lokalizacji obiektów plemiennych i rozmieszczone dużo rzadziej. W ogóle zresztą nastąpiło odtąd rozrzedzenie osadnictwa na tym obszarze. To niewątpliwe ślady piastowskiego podboju. Cała sieć nowych grodów powstała też w ziemi kaliskiej, ale tam z kolei nie widać śladów gwałtownych zniszczeń, a sam Kalisz został przejęty przez Piastów w stanie nienaruszonym. Ten obszar musiał więc poddać się dobrowolnie. Podobnie musiało dokonać się opanowanie Kujaw, gdzie również nie widać zniszczeń, a piastowski gród w Kruszwicy został zbudowany dopiero później. Przykład ten pokazuje chyba zarazem, że możliwości inwestycyjne zaczęły się już wyczerpywać. Nie wstrzymywało to jednak samej ekspansji, która rozwijała się wciąż błyskawicznie we wszystkich kierunkach. Na kolejnych, coraz dalej położonych obszarach ograniczano się już jednak do budowy pojedynczych grodów obsadzanych silną załogą z własnych ludzi ściąganych spod Gniezna (co zdradzają charakterystyczne zabytki kultury materialnej pojawiające się nagle w różnych punktach). Wystarczało to widocznie do zapewnienia sprawnej kontroli podporządkowywanych terenów. Taka była właśnie geneza Włocławka, Chełmna (leżącego już za Wisłą) czy Sandomierza. Cała ta polityka zdaje się zdradzać pewien pośpiech. Jak na dłoni widać też jej cel nadrzędny, jakim miało być szybkie uchwycenie punktów umożliwiających sprawowanie kontroli nad ważnymi szlakami handlowymi: w Chełmnie czy Włocławku przecinano ruch idący znad Bałtyku w górę Wisły i Bugu ku Rusi, w Sandomierzu natomiast sięgano już do najważniejszej drogi z Pragi do Kijowa. Oczywistą konsekwencją tej polityki musiało być zwrócenie się ku morzu, gdzie znajdowały się najważniejsze ośrodki handlowe. Przyjmuje się, że Piastowie najpierw posuwali się wzdłuż Wisły, u której ujścia zbudowali - po zniszczeniu okolicznych grodów plemiennych - Gdańsk. Potem dopiero skierowali się ku wybrzeżu zachodniemu, które okazało się o wiele trudniejsze do opanowania. Tam bowiem czekali znaczący przeciwnicy w postaci potężnych plemion wieleckich, kontrolujących ujście Odry. Włączając się do rywalizacji o te ziemie, Piastowie wkraczali już w sferę interesów niemieckich. Oznaczało to, że rozwijające się dotąd poza kręgiem zainteresowania okolicznych potęg władztwo piastowskie zaczną nagle dostrzegać zagraniczni obserwatorzy. Piastowie wychodzą tym samym z historycznego niebytu, a w naszych dziejach otwiera się nowa epoka, której poznanie będziemy mogli opierać w coraz większym stopniu na źródłach pisanych.

3.4.2. Kontakty z sąsiednimi potęgami

Mieszko wychodzi z cienia

chrzest Mieszka

Różne przekazy zaczynają odnotowywać potężnego władcę słowiańskiego o imieniu Mieszko. Współczesny mu saski kronikarz Widukind z Korwei zapisał pod 963 r., że "król" Mieszko, "pod którego władzą znajdowali się Słowianie zwani Licicaviki", poniósł dwukrotnie klęskę z rąk dowodzącego Wieletami saskiego banity Wichmana i stracił w tych walkach brata. Także podróżujący kilka lat później przez Europę Środkową żydowski kupiec z Hiszpanii, Ibrahim ibn Jakub, wspomina wojny z Wieletami jako główną troskę "króla Północy" Mieszka. Trudności te zmusiły piastowskiego "króla" do szukania sojuszników. Zdołał porozumieć się z Czechami, tradycyjnymi sprzymierzeńcami Wieletów. Umocnieniem nowego sojuszu było małżeństwo Mieszka z Dobrawą, córką czeskiego księcia Bolesława Srogiego. Prawdopodobnie w tym samym czasie Mieszko zawarł jakiś układ z Niemcami (nie samym cesarzem Ottonem, bawiącym wtedy w Italii, lecz którymś z jego margrabiów rządzących na pograniczu). Również bowiem dla Niemców Wieleci i wichrzący od dawna Wichman byli wtedy bardzo kłopotliwym problemem. Mieszko musiał oczywiście poddać się zwierzchnictwu cesarskiemu i zobowiązać do płacenia rocznego trybutu (najpewniej z wszystkich swych posiadłości), w zamian za co został uznany za "przyjaciela cesarza". Konsekwencją (a może nawet jednym z warunków) nawiązania tych stosunków z chrześcijańskimi władcami było przyjęcie chrztu przez samego Mieszka. Dokonało się to najpewniej w 966 r. Data ta, znana tylko z polskich roczników, nie jest jednak absolutnie pewna, pochodzi bowiem z ciągu ułożonego z zamysłem wykazania, że syn Mieszka, Bolesław Chrobry, urodził się już po chrzcie ojca. Jeżeli jednak zaufamy tej dacie rocznej, można przypuszczać, że uroczystość odbyła się, zgodnie z ówczesną praktyką liturgiczną, około Wielkanocy, przypadającej w tym roku 15 kwietnia. Obrzęd odprawiono najpewniej w kraju (może w Poznaniu, gdzie odkryto ślady specjalnego baptysterium).

"przyjaciel cesarza"

Pomoc nowych sprzymierzeńców umożliwiła odwrócenie karty w wojnie z Wieletami. Dzięki czeskim posiłkom udało się Mieszkowi pobić wreszcie Wichmana, który padł w boju (967). Wiadomość o tym tak ucieszyła w Rzymie cesarza Ottona, że zgodził się na założenie w kraju Mieszka osobnego biskupstwa, niezależnego od tworzonej właśnie dla ziem wschodnich metropolii w Magdeburgu (968). Był to wielki sukces prestiżowy (własnego biskupstwa nie miały nawet Czechy). Otto zapewne zaakceptował też piastowskie postępy u ujścia Odry. Kiedy kilka lat później próbował na Pomorze zbrojnie wkroczyć saski margrabia Hodo, a Mieszko z bratem Zdzieborem (Czciborem?) pobili go w bitwie pod Cedynią (24 VI 972), zatroskany tym cesarz spacyfikował zatarg, starając się na zjeździe w Kwedlinburgu traktować słowiańskiego księcia na równi ze swym wiernym margrabią. Wszystko to wskazuje, że w oczach Ottona, zajętego wówczas głównie polityką włoską, piastowskie władztwo stało się ważnym elementem stabilizacji porządku politycznego na wschodnich rubieżach cesarstwa.

Mieszko pozostawał wierny budzącemu respekt cesarzowi, ale po jego śmierci (7 V 973), wraz ze swym czeskim szwagrem Bolesławem II poparł księcia bawarskiego Henryka Kłótnika, buntującego się przeciwko cesarskiemu synowi i następcy, Ottonowi II. Nie znamy szczegółów udziału piastowskiego księcia w tym nieudanym ostatecznie przedsięwzięciu i nie wiemy, kiedy powrócił do obozu cesarskiego. Wiadomość o nieudanej wyprawie Ottona II przeciwko bliżej nieokreślonym Słowianom (koniec 979) chyba nie dotyczy naszego kraju. Wydaje się, że udział w opozycji antyottońskiej, do której został pewnie wciągnięty przez Czechów, przyniósł Mieszkowi tylko rozczarowanie. W tym samym czasie (977) zmarła księżna Dobrawa, stanowiąca ważne ogniwo wiążące dotąd Piastów z Przemyślidami. Wkrótce (978/980) Mieszko pojął za żonę saską margrabiankę Odę, spokrewnioną z domem cesarskim (trzeba ją było zresztą wydobyć z klasztoru, ale nawet kronikarz Thietmar był gotów pochwalić ten krok, podjęty w imię zachowania pokoju). Mariaż ten przypieczętował pojednanie z dworem cesarskim, dokonane przy życzliwym pośrednictwie panów saskich. Piastowski książę pozostawał odtąd bezwzględnie wierny opcji ottońskiej. Nie wziął już (jak Bolesław czeski) udziału w kolejnej intrydze Henryka Kłótnika po śmierci Ottona II (983) i nie poparł wielkiego powstania Słowian połabskich, które wybuchło zaraz potem. Zachował za to dobre kontakty z dworem cesarzowej-regentki Teofano, osobiście ukorzył się przed małoletnim Ottonem III (986), któremu ofiarował przy tej okazji wielbłąda (wyraźny to znak kontaktów z arabskimi kupcami) i pomagał regularnie Sasom w wyprawach na Połabie.

W latach tych, gdy książę piastowski zaangażował się w wielką politykę na zachodzie, nastąpiło zatrzymanie dotychczasowego rozmachu ekspansji terytorialnej. Cały czas postępowała jednak wewnętrzna konsolidacja państwa. Umocnieniu wpływów na Pomorzu służyło nawiązanie stosunków z Danią (ok. 980 córka Mieszka, Gunhilda, wyszła za duńskiego królewicza Swena Widłobrodego). Na lata 70. i zwłaszcza 80. przypada kolejna fala inwestycji grodowych, w ramach których budowano nowe i rozbudowywano stare obiekty. Wydaje się, że w tym właśnie czasie mogło zostać podporządkowane Mazowsze, ale chyba na dość luźnej zasadzie. Nie mamy bowiem stamtąd śladów podboju czy budowy nowych grodów. Być może stało to w związku z zajęciem przez Ruś w 981 r. należących do Lędzian Grodów Czerwieńskich nad górnym Bugiem i Sanem. Wobec ruskiej ekspansji Piastowie potrzebowali na wschodzie strefy bezpieczeństwa na własnej rubieży. Można zresztą odnieść wrażenie, że Mieszko podbił już wszystko, co było do podbicia w granicach wyznaczonych przez wpływy innych sąsiednich potęg. Szykował się jednak do wielkiego przedsięwzięcia na południu.

konflikt z Czechami

Przejście do obozu cesarskiego oznaczało ostateczne zerwanie z Bolesławem czeskim. W 990 r. Mieszko był już z nim w stanie otwartej wojny, toczonej nad Odrą. Bolesław domagał się oddania mu jakiegoś "zagarniętego kraju" (regnum ablatum), ale musiał ustąpić wobec przewagi sił piastowskich wspieranych przez Sasów. Chodziło zapewne o terytoria plemion śląskich, które podlegały dotąd Czechom, a które stopniowo zaczął zagarniać Mieszko (budowę pierwszych grodów piastowskich na linii Odry, w Głogowie, Wrocławiu czy Opolu, datuje się już na ok. 985). Wynikiem wojny było opanowanie większości Śląska przez Piastów. Niejasny pozostaje natomiast los najcenniejszego w tej rozgrywce Krakowa.

3.4.3. Osiągnięcia Mieszka I

dorobek terytorialny Mieszka I

Zasięg władzy Mieszka z tego okresu (ok. 990) opisuje dokument książęcy w sprawie oddania całego kraju św. Piotrowi. Poddanie papieskiej opiece całego państwa, w związku z czym piastowscy władcy mieli odtąd płacić specjalną daninę papiestwu (świętopietrze), było inicjatywą w tym czasie oryginalną, a sam pomysł zrodził się chyba nie bez wpływu dworu cesarskiego. Mieszko (nie wiedzieć czemu określany w tym tekście jako "sędzia Dagome", Dagome iudex, co być może nawiązuje do jego drugiego imienia, ale raczej wynika tylko z pomyłki pisarza) starzał się już i wydaje się, że pragnął w ten sposób zabezpieczyć przyszłość swych młodszych synów zrodzonych z Ody. Dokument wymienia bowiem ją i jej synów, ale nie wspomina ni słowem o najstarszym Bolesławie, którego matką była Dobrawa. Przedmiotem darowizny było całe "państwo gnieźnieńskie", sięgające morza, Prus, Rusi, Krakowa, Moraw, Milczan (terytorium plemienne nad Nysą Łużycką) i rzeki Odry. Ponieważ punkty te są wymieniane jako obiekty zewnętrzne, wynika stąd, że Kraków do Mieszka nie należał. Powszechnie przyjmuje się, że pozostawał wtedy pod rządami Bolesława Mieszkowica (Chrobrego). Nie wiadomo tylko, czy wydzielił mu tę ziemię ojciec, czy też wuj, Bolesław czeski. Bardziej prawdopodobne wydaje się to drugie rozwiązanie, za którym przemawiają też kolejne małżeństwa Chrobrego z córką margrabiego miśnieńskiego Rykdaga (które wyswatał w 984 najpewniej dwór praski), księżniczką węgierską i Emnildą z kraju Milczan. Rozwiązanie takie oznaczałoby, że młody Bolesław poróżnił się z Mieszkiem i uciekł do wrogich mu Czechów.

Mapa 4. Władztwo Mieszka I

bilans dokonań Mieszka

Pod koniec rządów Mieszka jego władza sięgała od gór do Bałtyku. Nie potrafimy dokładnie określić, co odziedziczył po poprzednikach, jaki zaś był jego własny udział w budowaniu terytorialnych zrębów piastowskiego władztwa. Niezaprzeczalną zasługą Mieszka pozostaje jednak dokonane z wielką zręcznością, ostrożnością, ale i rozmachem, wprowadzenie tego państwa na arenę wielkiej polityki chrześcijańskiej Europy.

Mieszko zmarł 25 maja 992 r. Piastowskie władztwo podzielili między siebie jego synowie; nie wiemy, czy był wśród nich przewidziany także najstarszy Bolesław. To on jednak wkrótce (chyba jeszcze w tym samym roku) wygnał macochę z przyrodnimi braćmi i został jedynym władcą. W związku z tym zamachem oślepiono Przybywoja i Odylena, dostojników, którzy wspierali sprawę Ody. Na znak triumfu Bolesław kazał wybić monety z napisem Gnezdun civitas - gród Gniezno.

3.5. Mocarstwowa polityka Bolesława Chrobrego (992-1025)

3.5.1. Współpraca z cesarzem Ottonem III

początki rządów Bolesława Chrobrego

sprawa św. Wojciecha

Bolesław Chrobry zaczynał rządy od zamachu stanu, ale jego wyniki zyskały od razu akceptację ze strony dworu cesarskiego, skoro tylko zwycięski władca zagwarantował kontynuację ojcowskiej polityki i jeszcze w 992 r. przysłał cesarzowi znaczne posiłki na wyprawę przeciwko Połabiu. Podobnie postępował w następnych latach, a w 995 r. sam poprowadził posiłkowy kontyngent i spotkał się wtedy osobiście z Ottonem III. Nie wiemy natomiast, jak ułożyły się zrazu stosunki młodego księcia z Czechami. Niewykluczone, że zdobywszy Gniezno, musiał oddać im Kraków (o ile uznać za poprawną wiadomość czeskiego kronikarza Kosmasa o zajęciu tego grodu przez piastowskiego księcia dopiero w 999). Wkrótce jednak w stosunkach między Gnieznem a Pragą widać otwartą wrogość. Chrobry nawiązał bowiem przyjazne kontakty z rywalizującym z praskimi Przemyślidami rodem Sławnikowiców, których władztwo rozciągało się wokół Libic w północnych Czechach. Kiedy Bolesław II czeski uderzył na Libice i wymordował rywali (995), ich niedobitki uszły pod opiekę Chrobrego. Sławnikowicem był także Wojciech, biskup praski, który nie potrafił współpracować z wrogim sobie księciem i opuścił diecezję, po czym żył jako mnich w Rzymie, gdzie nawiązał bliskie stosunki z duchową elitą Italii i samym cesarzem Ottonem III. Pod wrażeniem śmierci całej niemal rodziny Wojciech postanowił poświęcić się misji wśród pogan i podążył do Bolesława Chrobrego. Ten wyprawił go do Prusów, gdzie Wojciech szybko zginął z rąk tubylców (23 IV 997). Męczeńska śmierć misjonarza wywarła duże wrażenie w chrześcijańskim świecie, a Chrobry potrafił tę sytuację znakomicie wyzyskać. Od razu wykazał się w tej sprawie wielkim wyczuciem, wykupując od Prusów ciało zabitego i sprowadzając je uroczyście do Gniezna. Zapewne dzięki jego zabiegom szybko uznano męczennika za świętego, a papież powołał specjalną godność "arcybiskupa św. Wojciecha", powierzoną bratu i towarzyszowi zmarłego, Radzimowi (Gaudentemu).

zjazd gnieźnieński

Miarą zaangażowania się samego cesarza w uczczenie pamięci nowego świętego jest fakt, że zdecydował się osobiście udać z pielgrzymką do jego grobu "w celu modlitwy". Zagraniczna podróż cesarza była faktem bez precedensu. W marcu 1000 r. Otto III zjawił się w Gnieźnie, podejmowany z wielką pompą przez Bolesława Chrobrego. Z udziałem legata papieskiego dokonano ustanowienia arcybiskupstwa gnieźnieńskiego. Poddano mu biskupstwa w Krakowie (który niewątpliwie należał już zatem do Chrobrego), Wrocławiu i Kołobrzegu; nie jest wykluczone, że biskupstwa te istniały już wcześniej. Arcybiskupem został Radzim (chyba bardziej kandydat cesarza niż Chrobrego). Dotychczasowy biskup Unger, który próbował protestować, został zaspokojony niezależną od nowego arcybiskupstwa diecezją z siedzibą w Poznaniu. Zapadły też wtedy wielkiej wagi decyzje polityczne. Niechętny Thietmar wspominał z wyrzutem, że cesarz uczynił Bolesława "z trybutariusza panem". Polska tradycja zachowała pamięć o tym, że podczas gnieźnieńskich uroczystości Otto III wywyższył Bolesława godnością "współpracownika cesarstwa", włożył mu nawet na głowę swój diadem i przekazał królewskie prawa zwierzchności nad Kościołem (a więc przede wszystkim prawo mianowania biskupów). Już Anonim Gall i wszyscy późniejsi kronikarze upatrywali w tych wydarzeniach genezy instytucji królestwa w Polsce. Materialną tego pamiątką była kopia cesarskiej "świętej włóczni" (przypisywanej św. Maurycemu), przekazana wtedy Chrobremu i odgrywająca rolę insygnium monarszego, a dziś przechowywana w skarbcu katedry krakowskiej. Dla historyków wymowa gnieźnieńskiego aktu nie jest już tak jasna, ale wydaje się, że rzeczywiście oznaczał on przynajmniej zapowiedź podniesienia gnieźnieńskiego księcia do rangi królewskiej. Faktem pozostaje, co prawda, że przekazy z następnych lat nie nazywają Bolesława królem, a właściwe pomazanie królewskie przyjął on dopiero ćwierć wieku później. Gnieźnieńskie dokonania mieściły się znakomicie w całokształcie polityki Ottona III. Około tego czasu dał on koronę także węgierskiemu księciu Stefanowi. Pokazuje to zamysł kreowania na kresach chrześcijaństwa nowych królestw, wbudowywanych w system państw, które razem miały tworzyć odrodzone Cesarstwo Rzymskie. Nie wiemy, ile Chrobry rozumiał ze snutych przez egzaltowanego cesarza wizji Renovatio Imperii, ale potrafił w każdym razie czerpać z nich zupełnie wymierne korzyści polityczne. Zdaje się, że znalazł znakomite porozumienie z Ottonem. Z Gniezna udał się z nim do Magdeburga, a najpewniej i dalej, do Akwizgranu, gdzie cesarz złożył relikwie św. Wojciecha i dokonał otwarcia grobu Karola Wielkiego.

3.5.2. Wojna z Niemcami

wobec zawirowań w Niemczech

Cały zbudowany wiosną roku 1000 system polityczny stanął pod znakiem zapytania, gdy w styczniu 1002 r. zmarł nagle w odległej Italii młody cesarz Otto III, do końca ścigający swe rzymskie miraże. W Niemczech do rywalizacji o tron stanęli książę bawarski Henryk oraz margrabia miśnieński Ekkehard. Chrobry był wprawdzie przyjacielem i powinowatym (przez żonę Emnildę?) tego drugiego, ale chyba zawarł sekretne porozumienie z pierwszym. Gdy bowiem Ekkehard zginął w zorganizowanym przez stronników rywala zamachu, Bolesław miał się z tego faktu ucieszyć i natychmiast zajął zbrojnie Milsko (ziemię Milczan), Łużyce i samą Miśnię, bez sprzeciwu ze strony Henryka i jego stronnictwa. Chrobry brał następnie udział w uroczystej elekcji Henryka w Merseburgu i złożył mu tam hołd oraz przysięgę wierności. Bolesławowi pozostawiono Milsko i Łużyce, musiał natomiast oddać Miśnię (przekazaną jednak jego krewnemu, margrabiemu Guncelinowi). Natychmiast doszło jednak do zerwania, Bolesław bowiem, jak się okazało, znosił się z wrogami króla, a ten odpowiedział zorganizowaniem zamachu (na szczęście nieudanego) na życie piastowskiego księcia.

zajęcie Czech

Wydaje się, że prawdziwą kością niezgody była kwestia Czech. Kraj ten od dłuższego czasu popadał w kryzys, który pogłębił się gwałtownie po śmierci Bolesława II (999). Rządy jego syna Bolesława III Rudego były tak chwiejne, że wkrótce obaliła je rewolta miejscowych możnych (1002). Bunt został zainspirowany niewątpliwie przez Chrobrego, władzę bowiem objął przywołany z Gniezna Władywoj, spokrewniony, jak mówi Thietmar, z Przemyślidami (może więc to nieznany skądinąd syn Mieszka I i Dobrawy?). Gdy Władywoj wkrótce zmarł (1003), Chrobry siłą przywrócił rządy Bolesława III. Ten jednak krwawymi represjami wobec miejscowych przeciwników doprowadził do takiego zamętu, że Chrobry zdecydował się w końcu na bezpośrednią interwencję. Podstępnie zwabił, pojmał i oślepił swego rudego kuzyna i imiennika, po czym sam zasiadł w marcu 1003 r. na praskim tronie. Jego władza objęła całe Czechy i Morawy, sięgając na południu niemal aż po Dunaj (zupełnie nieznany jest natomiast jej zasięg na dzisiejszej Słowacji). Oznaczało to całkowite złamanie równowagi politycznej w regionie i musiało wywołać zdecydowaną reakcję niemiecką. Król Henryk II proponował wprawdzie uznanie dokonanych faktów za cenę potwierdzenia tradycyjnej zależności Czech od Niemiec, ale spotkał się z odmową.

początek wojny z Niemcami

O powadze sytuacji świadczy dokonane wówczas odwrócenie sojuszy. Król Henryk II zdecydował się szukać przeciwko Chrobremu pomocy w przymierzu z pogańskimi Wieletami. Ten "sojusz św. Maurycego ze Swarożycem" - jak określał go Bruno z Kwerfurtu, niemiecki mnich i biskup, który związał się z dworem Bolesława - wywołał oburzenie wielu panów saskich i przyczynił się do wybuchu antykrólewskich zamieszek w Niemczech. Wspierał je Bolesław, urządzając wyprawę na Miśnię. Król otoczony zewsząd kłopotami, zdołał jednak zapanować nad trudnościami. Jego wyprawa na Milsko w początkach 1004 r. była wprawdzie nieudana, ale podjęta latem wielka ekspedycja do Czech zakończyła się sukcesem. Chrobry musiał pospiesznie uchodzić z Pragi, do której Niemcy wprowadzili księcia Jaromira (brata Bolesława III). Jeszcze tej samej jesieni król odzyskał Milsko. Latem następnego roku ruszyła kolejna wyprawa, a królewskie wojska doszły aż na przedpola Poznania (1005). Zagrożony w sercu swego władztwa Chrobry musiał pójść na ugodę. Warunków pokoju nie znamy. Zapewne był kompromisowy, skoro niemiecki rocznikarz oceniał go jako "niedobry". Chrobry musiał na pewno pogodzić się z utratą zarówno Czech, jak i Milska z Łużycami. Pod jego władzą pozostały za to Morawy. Być może w tym samym czasie nastąpiło też załamanie się panowania piastowskiego na Pomorzu, ale o sytuacji w tym regionie nie wiadomo niemal nic pewnego.

dalsze koleje konfliktu

Król Henryk mógł po pokoju poznańskim uznać, że porządek na wschodnich rubieżach został przywrócony. Był tak przekonany o swej sile, że gdy tylko dowiedział się o niebezpiecznych knowaniach Bolesława z Jaromirem czeskim i Wieletami, zdecydował się wiosną 1007 r. na wypowiedzenie pokoju. Decyzja była pochopna, to bowiem Chrobry, uprzedzony widocznie przez swych przyjaciół na dworze niemieckim, uderzył pierwszy i opanował Łużyce z Milskiem. Zajęty wciąż w innych rejonach Rzeszy król dopiero w 1010 r. zdołał przeprowadzić wyprawę odwetową, która jednak nic nie wskórała, gdyż nie udało mu się tym razem przekroczyć Odry. Kolejna wyprawa, zwołana latem 1012 r., nawet nie wyruszyła, wstrzymana wobec wiadomości z Czech, gdzie Jaromir został wygnany przez swego brata Oldrzycha (Udalryka). Wobec militarnego klinczu obie strony zdecydowały się na negocjacje (zima 1012/1013). Ze strony Chrobrego prowadził je jego dorosły już syn Mieszko, który złożył wtedy w Magdeburgu osobisty hołd królowi. Zapewne wtedy właśnie młody Piastowic został ożeniony z Rychezą, córką palatyna reńskiego Ezzona. Pokój stanął w Merseburgu na osobistym spotkaniu Henryka z Bolesławem, którego bezpieczeństwo gwarantowali oddani wcześniej niemieccy zakładnicy. W zamian za ukorzenie się, na znak czego musiał nosić za królem miecz w czasie dworskich uroczystości, Chrobry zachował Milsko i Łużyce.

pokój w Budziszynie

Pacyfikacja stosunków na wschodzie umożliwiła wreszcie Henrykowi odbycie wyprawy do Italii i koronacji cesarskiej (1014). Bolesław odmówił udziału w wyprawie, sam bowiem urządził wtedy ekspedycję przeciw Rusi (w obronie swego zięcia Światopełka, wygnanego przez własnego ojca). Snuł natomiast nowe plany i rozpoczął knowania z Czechami, proponując Oldrzychowi sojusz przeciw cesarzowi. Prowadzone znów przez młodego Mieszka rozmowy skończyły się jednak jego uwięzieniem przez Czechów. Został on na żądanie wydany cesarzowi. Henryk długo zastanawiał się, jak wykorzystać nadarzającą się okazję, w końcu jednak, pod naciskiem przekupionych podobno doradców, oddał jeńca w ręce panów saskich, a ci odesłali go do domu. Stosunki pogorszyły się, gdy Bolesław zlekceważył wiosną 1015 r. cesarskie wezwanie na sąd w sprawie swych sporów z Czechami. Negocjacje o formę rekompensaty za tę "krnąbrność", uznaną za złamanie pokoju, były toczone przez posłów (z naszej strony jeździł na dwór cesarski pewien Stoigniew) i nie doprowadziły do niczego. Latem 1015 r. ruszyła więc kolejna wyprawa niemiecka, ale mimo sforsowania Odry nie posunęła się wiele, a w czasie odwrotu poniosła ciężką klęskę w kraju Dziadoszan (na Dolnym Śląsku). Pościg urządzony przez Chrobrego dotarł aż pod Miśnię. Potem toczyła się znów gra dyplomatyczna. Cesarz zmontował wielką sieć sojuszy (z Wieletami, Rusią i Węgrami) i w 1017 r. ruszyła kolejna wielka wyprawa. Na skutek urządzonej przez Chrobrego dywersji z Moraw na Czechy cesarskie siły zrezygnowały z przekraczania Odry i utknęły pod obleganą długo Niemczą, po czym wycofały się do Czech. "Na usilne prośby książąt", jak pisze Thietmar, cesarz podjął znów rozmowy, które doprowadziły do zawarcia pokoju w Budziszynie 30 stycznia 1018 r. Pokój był, jak oględnie oceniał Thietmar, "nie taki, jak być powinien, ale taki, jaki można było wtedy zawrzeć". Bolesław utrzymał Milsko i Łużyce, a cesarz musiał chyba uznać suwerenność piastowskiego władcy. Ugodę przypieczętował ślub Bolesława z Odą, córką margrabiego miśnieńskiego Ekkeharda.

Mapa 5. Władztwo Bolesława Chrobrego

ocena wojny z Niemcami

Pokój budziszyński kończył prawie dwa dziesięciolecia wojen z Niemcami. Nie chodziło w nich na pewno o realizację wielkich idei narodowych czy wręcz pansłowiańskich (które są konstruktem nowoczesnych historyków) ani nawet jakichkolwiek szerszych planów politycznych. Przedmiotem sporu, pomijając pierwsze lata, było niewielkie pograniczne terytorium, niegodne tak wielkiego wysiłku. Podstawową rolę odgrywały więc pewnie z obu stron urażone ambicje władców (do czego sprowadzić trzeba sławioną przez wielu historyków obronę przez Chrobrego "narodowej suwerenności"). Osobistą motywację miał nawet upór w walce o Milsko, stanowiące bodaj ojcowiznę Emnildy Bolesławowej. W walce z cesarzem Bolesław Chrobry pokazał się jednak jako znakomity wódz i polityk, mistrz wyszukanej intrygi, doskonale zorientowany we wszystkich arkanach politycznych Rzeszy i dysponujący stale rozgałęzionymi kontaktami w niemieckiej elicie władzy.

3.5.3. Schyłkowe lata

wyprawa kijowska

Uspokojenie rubieży zachodniej pozwalało Bolesławowi wrócić do zaniedbywanych dotąd spraw wschodnich. Wpływy piastowskie na Rusi miało umocnić małżeństwo córki Chrobrego ze Światopełkiem, synem Włodzimierza Wielkiego kijowskiego. Światopełk został jednak wygnany przez ojca. Odwetowa wyprawa Bolesława (1013) nic nie dała. Nie poszczęściło się Światopełkowi także po śmierci Włodzimierza (1015), przegrał bowiem wtedy rozgrywkę o władzę z przyrodnim bratem Jarosławem Mądrym. Bolesław próbował dojść do porozumienia ze zwycięskim Jarosławem, prosił nawet (przed ślubem z Odą) o rękę jego siostry Przedsławy, ale spotkał się z odmową. W 1018 r., gdy została uspokojona granica zachodnia, przyszedł czas na wyrównanie rachunków ruskich. Bolesław z potężnym wojskiem (w którym były posiłki niemieckie i węgierskie) ruszył przeciw Rusi, pobił siły ruskie w walnej bitwie nad Bugiem i w pościgu doszedł aż do Kijowa. Zdobycie tego wielkiego i bogatego grodu odbiło się szerokim echem w świecie, a Bolesław wysłał nawet dumne poselstwo do Bizancjum z propozycją przyjaźni. Symboliczne znaczenie miało też chyba uczynienie z pojmanej Przedsławy nałożnicy zwycięzcy. W Kijowie został osadzony Światopełk, a Bolesław obciążony łupami wrócił do siebie. Po drodze obsadził Grody Czerwieńskie nad górnym Bugiem. Polityczne wyniki wyprawy były jednak nikłe, Światopełk bowiem wkrótce został znów wygnany, a do władzy powrócił wrogi Bolesławowi Jarosław.

koronacja Bolesława

O ostatnich latach Bolesława Chrobrego, odkąd śmierć wytrąciła pióro z ręki nieocenionego dotąd Thietmara (1018), wiemy bardzo niewiele. Być może starzejący się władca ograniczył swą gorączkową wcześniej aktywność. Zrobił się podobno (jak twierdzi ruski latopisiec) tak gruby, że koń nie był go w stanie utrzymać. Mamy tylko ułamkowe wiadomości o zagadkowych konfliktach wewnętrznych. Anonim Gall zachował niejasną tradycję o klątwie, jaką miał obłożyć kraj arcybiskup Radzim. Tło tej sprawy jest całkowicie nieznane. Ostatnim akordem polityki Bolesława była koronacja królewska w 1025 r. Kulis tego ważnego aktu nie znamy. Nie wiemy, kiedy i gdzie go dokonano; może na Wielkanoc (18 IV), raczej nie w Gnieźnie (gdzie katedrę niedawno strawił pożar). Nie wiemy, czy obrzęd odbył się za zgodą papieża; cesarskiej na pewno nie było, skoro kronikarze niemieccy wypowiadają się o kroku Bolesława jednomyślnie z naganą. Nieprzypadkowe jest też na pewno, że krótko przedtem zmarł cesarz Henryk II (13 VII 1024); wygląda na to, że Chrobry czekał na tę śmierć. Nie wiemy też, w jakim związku stała ta koronacja z obrzędem dokonanym kiedyś podczas zjazdu gnieźnieńskiego. Sięgnięcie przez Bolesława po koronę stanowiło w każdym razie godne zwieńczenie jego ambitnych rządów. Wkrótce potem zmarł 17 czerwca 1025 r. Jego rozliczne wojny nie przyniosły wprawdzie wielkich i trwałych zdobyczy czy osiągnięć, ale pozostawiał po sobie niezaprzeczoną tradycję wielkości - Wielkim zwały Bolesława już najstarsze zabytki historiografii polskiej i ruskiej, a wspomnienia jego zwycięstw ulegały mitologizacji, aby później przez długie wieki budzić dumę potomnych współziomków.

3.7. Władza i społeczeństwo w monarchii pierwszych Piastów

3.7.1. Obszar i ludność państwa

zaludnienie

dynamika osadnictwa

Niezależnie od podniesionej płynności kształtu terytorialnego kraju, przyjmuje się zawsze, że ludność w państwie Mieszka I i Bolesława Chrobrego wynosiła ok. 1 mln mieszkańców. Proponowane przez różnych badaczy szacunki, wszystkie bardzo niepewne, wahają się od 700 tys. do 1 250 tys. Oznacza to gęstość zaludnienia ok. 4-5 osób na 1 km2. To niewiele (w Niemczech współczynnik ten sięgał wówczas 10, a we Francji nawet 17 osób na 1 km2). Rozmieszczenie ludności było przy tym bardzo nierównomierne. Większość kraju pokrywały puszcze, a osadnictwo skupiało się w pewnych rejonach, na ogół związanych z ważniejszymi ośrodkami politycznymi. Największe skupiska znajdowały się nad górną Wisłą (wokół Krakowa), na południe od środkowej Odry (wokół Wrocławia), na Kujawach, a przede wszystkim w sercu państwa, wokół Gniezna. W struk- turach osadniczych zachodziły dynamiczne procesy. Pewne okolice pustoszały, w innych osadnictwo się intensyfikowało. Wzrost zaludnienia widać szczególnie na obszarze wokół Gniezna, gdzie gęstość zaludnienia mogła sięgać, jak się szacuje, nawet 9 osób na 1 km2. Stawała się to rzeczywiście kraina pól. Rozwojowi tego skupiska towarzyszył jednoczesny spadek zaludnienia na ziemiach nadobrzańskich oraz w strefie na zachód od Warty, a więc na obszarach stanowiących najwcześniejsze zdobycze Piastów. Kryją się za tym niewątpliwie systematycznie prowadzone przesiedlenia całych grup mieszkańców. Przypisać im można różne cele. Z pewnością chodziło o koncentrację ludności w gnieźnieńskim centrum monarchii, aby podnieść jego potencjał. Przesiedlenia te (na pewno nie dobrowolne) musiały zarazem mieć charakter represji wobec pokonanych. W grę wchodziły wreszcie istotne racje strategiczne. Zamiarem Piastów było najwyraźniej tworzenie szerokiego niezasiedlonego pasa na rubieży zachodniej, osłaniającego centrum państwa przed najazdami z tego kierunku (uznawanego widocznie za najbardziej zagrożony). Strefa taka miała na pewno nie tylko znaczenie praktyczno-militarne, lecz także prestiżowe. Później, w miarę rozwoju ekspansji piastowskiej i zajmowania kolejnych obszarów, podobne pasy puszcz utrzymywano na wszystkich granicach. Wzmacniano je zapewne rozmaitego rodzaju umocnieniami sztucznymi, czy to w formie długich wałów (zachowanych do dziś nad Kwisą i Bobrem na zachodniej krawędzi Dolnego Śląska), czy to specjalnie tworzonej i utrzymywanej plątaniny zwalonych drzew. Wydaje się, że już w czasach Chrobrego, wobec słabnącej powoli dynamiki ekspansji terytorialnej, owa graniczna "przesieka" przyjmowała powoli postać systemu okalającego cały kraj.

3.7.2. Gospodarka

rolnictwo

Podstawę gospodarki stanowiło rolnictwo. Wymowny jest fakt, że tym samym słowem "zboże" określano zarówno podstawowe uprawy, jak i bogactwo czy dobytek w ogóle. Praca rolnika cieszyła się społecznym szacunkiem, co pokazuje choćby legenda dynastyczna, która czyniła protoplastę panującego rodu, Piasta, prostym oraczem. Na polach uprawiano przede wszystkim zboża. Najpopularniejsze z nich było żyto i pszenica, wypierające szeroko rozpowszechnione we wcześniejszym okresie proso. Na Mazowszu i Pomorzu dominował natomiast jęczmień. Ogólnie małą rolę odgrywał owies, ważny jednak jako pasza. Osobne znaczenie miały przydomowe, opłotowane ogrody, w których uprawiano groch (siany także niekiedy na polach), bób, marchew, a także chmiel, mak, len i konopie. Prace na roli wykonywano za pomocą dość prostych narzędzi: okutego radła do orki oraz sierpa do żniw. Efektywność upraw zbożowych nie była wielka - przyjmuje się, że z 1 wysianego ziarna zbierano zaledwie 2-3 (więcej tylko w przypadku prosa, ale wagowo jego plon i tak nie różnił się wiele od innych zbóż). W tych warunkach konieczność stanowiło branie pod uprawę dużego areału. Ziemię użytkowano przeważnie w systemie nieregularnego odłogowania - gdy uprawiane dotychczas pole uległo wyjałowieniu, przeznaczano je na pastwisko, a obsiewano sąsiedni kawał gruntu. Ponieważ jednak wyjałowienie następuje po 6-7 latach, a czas regeneracji jest znacznie dłuższy (15-20 lat), stosowanie takiego systemu wymagało dysponowania obszarem 3-4 razy większym niż obsiewany w każdym roku areał. Wciąż też prowadzono wymagającą jeszcze rozleglejszych przestrzeni gospodarkę wypaleniskową. Polegała ona na wypalaniu kawału lasu i sianiu ziarna wprost w urodzajny popiół, a po szybkim wyjałowieniu podłoża przenoszeniu się dalej. Przy rzadkim zaludnieniu ziemi nie brakowało. Rolnictwu towarzyszyła hodowla. Hodowano przede wszystkim bydło, trzodę, owce i kozy. Średniowieczne krowy i świnie (te ostatnie wypasane też luzem, głównie w lasach, ale także między ludzkimi siedzibami) były dużo mniejsze i chudsze niż obecnie, a więc dawały dużo mniej mięsa. Niezbyt ceniony był drób. Wyniki produkcji rolnej i hodowlanej uzupełniano łowiectwem i zbieractwem. Widać z tego, że las nie był strefą bezużyteczną, ale odgrywał istotną rolę w ogólnym bilansie gospodarczym. On też dostarczał drewna i jego przetworów, jak smoła czy węgiel drzewny, a także miodu i wosku (pszczoły hodowano przede wszystkim w barciach nadrzewnych).

struktury osadnicze

Prowadzenie dość prymitywnej gospodarki rolno-hodowlano-zbierackiej wymagało współpracy wieloosobowej grupy ludzkiej. Podstawową jednostkę życia gospodarczego tworzyła kilkupokoleniowa rodzina, uprawiająca sporych rozmiarów kawał ziemi. Warunki te sprawiały, że osadnictwo przybierało postać rozproszoną. Poszczególne gospodarstwa rodzinne (źrebia) stanowiły często zgoła odrębne osady, a nawet jeśli kilka z nich grupowało się wyraźnie w osadę wielodworczą, to wszystkie stały w pewnym oddaleniu od siebie. Własne nazwy nosiły z pewnością zarówno poszczególne źrebia, jak i całe osady, a niekiedy pewnie także ich większe zespoły sąsiedzkie. Źródła wymieniające nazwy miejscowe przeważnie nie dostrzegają tej gradacji, co może powodować różne wątpliwości. Archeologia potwierdza wprawdzie przypadki użytkowania tych samych siedlisk przez wiele pokoleń, ale sytuacje takie należały do wyjątków (ponad połowa odkrywanych stanowisk to osady krótkotrwałe). Ogólnie osadnictwo nie było zbyt stabilne. Zarówno opisane warunki użytkowania ziemi, jak i zdarzające się klęski żywiołowe wymuszały częste przenoszenie się z miejsca na miejsce. Osady nie miały zresztą ściśle wyznaczonych granic. Ziemi starczało wciąż dla każdego. Sprzyjały temu dodatkowo proste formy budownictwa mieszkalnego. Dominującą postać ówczesnego domu stanowiła lekka lepianka o konstrukcji plecionkowej, obok niej zaś występowały często ziemianki i półziemianki (najlepiej chroniące zimą przed chłodem), a także solidniejsze domy z belek wiązanych w systemie zrębowym. Wszystkie te konstrukcje były nietrwałe, ich prostota zaś ułatwiała ewentualne przenosiny, a do tego nie zachęcała do konserwacji czy remontowania domostw, które łatwiej było postawić od nowa w innym miejscu. Przy niestabilności samych siedlisk w miarę stabilna musiała być natomiast grupa ludzka tworząca wspólnotę sąsiedzką, spojona ze sobą na pewno wieloma zależnościami, w tym związkami rodzinnymi. Nieprzypadkowo jedną z najczęściej występujących na ziemiach polskich (i uważaną przeważnie za bardzo starą) odmian nazw miejscowych są nazwy patronimiczne, w rodzaju Racławice czy Wojsławice, urobione od imienia eponima (zapewne wspólnego przodka). Druga niezwykle popularna odmiana to nazwy dzierżawcze, urabiane od imienia posiadacza, jak Pacanów czy Kosów (w domyśle - źreb). Grupy bliżej położonych osad tworzyły wspólnoty sąsiedzkie, zwane opolami. Występowały one na pewno już w czasach plemiennych, a władza państwowa nie miała interesu, aby ingerować w ich działanie. Odgrywały bowiem fundamentalną rolę dla współżycia społecznego, utrzymania porządku i zapewnienia komunikacji społecznej na najniższym szczeblu.

warunki życia

rzemiosło

targi

Warunki życia były surowe i proste. Żywiono się co prawda dość zdrowo. Dieta była urozmaicona, jej podstawę stanowiły pieczywo, mączne polewki, warzywa (wśród których najważniejszą rolę odgrywała rzepa), ale nawet ludzie ubodzy jadali nierzadko mięso. Podstawowym napitkiem było piwo, warstwy wyższe raczyły się miodem, wino należało do rzadkości. Ilość i jakość pokarmu zależały od rytmu pór roku i związanego z nim cyklu prac rolniczych, do czego dochodził wpływ kalendarza liturgicznego, wymuszającego posty. Ludzie pracowali ponad miarę, mieszkali w prostych, ciemnych, zadymionych i zawilgoconych domach, dbałość o higienę pozostawiała wiele do życzenia. Wszystko to sprawiało, że przeciętna długość życia była bardzo krótka. Nawet po odliczeniu śmiertelności małych dzieci, sięgającej 50%, kształtowała się na poziomie 30-32 lat dla kobiet i 33-36 lat dla mężczyzn. Prości ludzie ubierali się niewyszukanie. Ubranie zszywano z płatów lnianych. Większość rzeczy potrzebnych do życia wytwarzano w ramach rodzinnego gospodarstwa. Nie wszystko jednak dawało się wyprodukować domowym sposobem. Specjalnych umiejętności i przyrządów wymagały zwłaszcza wytwarzanie i obróbka metali, produkcja powszechnie wykorzystywanych kamieni do żaren, a nawet wypalanie glinianych garnków (masowo zużywanych we wszystkich gospodarstwach domowych). Istnienie profesjonalnego rzemiosła nie ulega wątpliwości, ale jego organizacja pozostaje nieznana. Przypuszczalnie większość rzemieślników żyła na wsi i obsługiwała najbliższą okolicę, ale mogli też skupiać się przy ważniejszych grodach - aczkolwiek w świetle najnowszych badań twierdzi się, że grody były zamieszkiwane tylko przez zbrojne załogi. Istniał w każdym razie rynek wymiany pewnych towarów i usług, którego obsłudze służyły targi. Nie wiemy, czy były związane z grodami, czy stanowiły niezależne od nich osady. Dzięki wzmiance Thietmara o "pomostach targowych", przy których egzekwowano w państwie Chrobrego publicznie kary, a najpewniej też dokonywano obwieszczeń, wiadomo, że targi te musiały być powszechne.

handel dalekosiężny

eksport niewolników

Żydzi

Istniało też wysoko wyspecjalizowane rzemiosło, pracujące dla kręgów władzy (na grodzie poznańskim działała nawet pracownia złotnicza). Z pewnością jednak nie zaspokajało ono potrzeb monarchii i elity w zakresie towarów luksusowych. Trzeba je było sprowadzać. Owo zapotrzebowanie na import towarów luksusowych, w tym przede wszystkim zużywanej w dużych ilościach broni, stanowiło jeden z głównych impulsów do rozwoju handlu zewnętrznego. Jego śladem jest też znaczny od 2 ćwierci X w. napływ srebra (głównie w postaci monet arabskich). Bogactwa te były potrzebne władcom do opłacania drużyny i prowadzenia polityki, a całej elicie do ostentacji zamożności i potęgi. Cóż zaś uboga kraina mogła zaoferować obcym kupcom w zamian za przywożone ekskluzywne wyroby, broń i srebro? Zainteresowanie budziły na pewno futra, cenione przez Arabów. Podstawowym towarem eksportowym byli jednak niewolnicy, poszukiwani w krajach islamskich. Skala handlu niewolnikami z krajów słowiańskich musiała być bardzo znaczna. W X w. łacińskie określenie Słowianina (Sclavus) staje się synonimem niewolnika. Niewolników dostarczały przede wszystkim wojny; wyprawy zbrojne przyjmowały zawsze postać polowań na brańców, których częścią sprzedawano, częścią zaś osadzano we własnym kraju. W niewolę można też było popaść z powodu długów, a znane są przypadki dobrowolnego sprzedawania się wraz z dziećmi w niewolę w obliczu nędzy i groźby śmierci głodowej. Wydaje się, że to właśnie eksport niewolników stanowił podstawowe źródło bogactw, które władcom słowiańskim pozwalały na utrzymywanie sił zbrojnych gwarantujących stabilność ich panowania i wpływów. Handel niewolnikami był niezwykle dochodowy. Szacuje się, że niewolnika nabytego w Pradze sprzedawano w Konstantynopolu z zyskiem prawie trzykrotnym, w hiszpańskiej zaś Kordobie - aż kilkunastokrotnym. Procederem tym trudnili się przede wszystkim kupcy żydowscy. Właśnie w związku z tym ich grupy zaczęły osiedlać się w głównych emporiach Słowiańszczyzny, jak Praga czy Kijów. Istnienie gminy żydowskiej jest też w początku XI w. poświadczone w Krakowie. Obecność Żydów świadczy niewątpliwie o funkcjonowaniu tam znacznego centrum handlowo-rzemieślniczego. Wydaje się, że był to jedyny wówczas tego typu ośrodek w całym władztwie Piastów.

3.7.3. Społeczeństwo

trudności rekonstrukcji najdawniejszego ustroju społecznego

Ustrój i struktura społeczeństwa najdawniejszej monarchii piastowskiej są słabo znane. Winę za to ponosi wielkie ubóstwo informacji źródłowych. Pewniejszy obraz stosunków społecznych można zarysować dopiero dla XII-XIII w., z którego to czasu dysponujemy już nieco liczniejszymi tekstami, w tym dokumentami. Wiele opisanych w nich instytucji i zjawisk życia społecznego miało na pewno dużo wcześniejszą genezę. Historycy stanowczo nadużywają jednak metody retrogresywnej, wykazując tendencję, aby niemal wszystko, co w XIII w. uchodziło za stare, przenosić od razu w epokę początków państwowości. Obraz najdawniejszego społeczeństwa trzeba budować ze współczesnych, choćby ułamkowych danych źródłowych, posiłkując się raczej analogiami, a do retrogresji odwoływać się bardzo ostrożnie - i pogodzić się z faktem, że tak konstruowany obraz nie będzie kompletny.

wolni dziedzice

Społeczeństwo czasów wczesnopiastowskich wydaje się mało zróżnicowane, co odpowiada zresztą małemu zróżnicowaniu ówczesnej gospodarki. Trzon ludności stanowiła z pewnością masa "dziedziców", niegdyś wolnych członków plemienia, siedzących na swych źrebiach, teraz zaś zobowiązanych z tego tytułu do rozmaitych danin i powinności na rzecz władcy. Nie sposób określić dokładnie, co z obszernej listy tego typu obciążeń, wymienianych w źródłach późniejszych, wolno odnosić do czasów najdawniejszych. Trudno też powiedzieć, jak dużym ciężarem wymagania władzy państwowej kładły się na barkach szeregowych rolników. Pewne wydaje się jednak, że rosły one stale wraz z rozwojem państwa, postępami jego ekspansji i rozbudową jego struktur.

Do podstawowych praw i powinności wolnej ludności należał obowiązek uczestniczenia na wezwanie władcy w wyprawach zbrojnych. Książę zwoływał je, rozsyłając po kraju "wici", czyli witki czy sznury splecione w pętlę, na znak, że każdego, kto nie posłucha rozkazu, czeka stryczek. To pospolite ruszenie wolnej ludności stanowiło z pewnością podstawowy rezerwuar sił zbrojnych monarchii, ale w skali całego państwa było trudne do zwołania. Skrzykiwano je chyba tylko w razie podejmowania największych wypraw albo wobec konieczności obrony ziemi.

specjalne kategorie ludności

niewolni

Nie wiemy, czy istniała już wówczas osobna warstwa uprzywilejowanych wojowników ("rycerstwo"). Nie znamy w każdym razie żadnych jej śladów. Istniały natomiast na pewno stałe załogi grodowe (ludźmi spod Gniezna obsadzano grody w różnych punktach piastowskiego władztwa, nawet na Morawach). Musiała to być specjalna kategoria ludności, przypisana na stałe do służby wojskowej. Utrzymanie jej zapewniała płacona przez resztę ludności specjalna danina zwana stróżą. Już średniowieczni kronikarze uważali ją za prastarą. Nie wiemy natomiast, czy już na czasy pierwszej monarchii kłaść można organizowanie innych grup ludności, którym zwyczajowe powinności ograniczano w zamian za zobowiązanie do specjalnych danin lub posług. Geneza i funkcjonowanie tego systemu osad służebnych jest jednak bardzo słabo rozpoznana. Jego istnienie wyprowadza się bowiem głównie z obserwacji specyficznych nazw miejscowych o charakterze zawodowym. Na pewno zaś osobną kategorię ludności stanowili osadzani na ziemi niewolni. Byli to głównie brańcy pojmani podczas łupieskich wojen. Pamiątkę po tym osadnictwie jenieckim stanowią zapewne nazwy miejscowe urobione od określeń etnicznych (jak Niemcza, Prusy, Węgry itp.).

drużyna

Na szczycie hierarchii społecznej stała książęca drużyna. Była to grupa dobrze uzbrojonych, zawodowych wojowników, związana z władcą szczególnymi więzami osobistej wierności i pozostających na jego całkowitym utrzymaniu. To on zapewniał im nie tylko żywność, ubiór, lecz także broń, konie, a nawet dbał o posagi dla córek. Tak zdefiniowana drużyna nie mogła być zbyt wielka i liczyła pewnie kilkuset ludzi; spotykany często pogląd o "wielkiej drużynie", liczącej tysiące zbrojnych, wydaje się mało prawdopodobny. Niewielka, ale sprawna, znakomicie wyposażona i całkowicie dyspozycyjna drużyna stanowiła trzon sił zbrojnych, decydujący zarówno o sukcesach militarnych Piastów, jak i w ogóle o istnieniu ich władzy. To ona zapewniała posłuch wśród poddanych. Skład drużyny pierwszych Piastów nie jest dokładnie znany, ale nie ulega wątpliwości, że znaczną rolę odgrywały w niej elementy obce, co było zresztą regułą we wszystkich ówczesnych państwach słowiańskich. Wymowne są zwłaszcza odkrywane przez archeologów pochówki wojowników z wyposażeniem i bronią typowymi dla Normanów. Nawet jeśli nie musiały to być groby ludzi normańskiego pochodzenia, to wskazują przynajmniej na hołdowanie przez piastowskich drużynników obcym obyczajom, za czym musiała stać obecność w ich gronie czy to wikingów ze Skandynawii, czy to Waregów z Rusi. Analogie ruskie pokazują, że normańscy przybysze szybko ulegali językowej przynajmniej asymilacji (synom nadawali bowiem słowiańskie imiona). Drużyna żyła stale u boku księcia, skoncentrowana w głównych grodach państwa. Raczej nie rozpraszano jej na obsadzanie grodów pomniejszych. Ponieważ pochówki drużynników spotykane są w znacznej odległości od grodów, musieli oni dysponować własnymi majątkami ziemskimi, w których mieszkali, ale nie znamy ich rozmiarów. Przypuszczać można, że uprawiali je niewolni. Podstawą bogactwa i potęgi drużynników była jednak służba władcy i związany z tym udział w dochodach państwowych. Właściwą służbę wojskową w drużynie pełnili ludzie młodzi. Wysłużeni drużynnicy stawali się natomiast (co mamy wyraźnie poświadczone na Rusi) zaufanymi doradcami książęcymi. Oni też obsadzali na pewno główne stanowiska w zarządzie terytorialnym (zarządcy grodów) i na dworze. Istniała na pewno wzorowana na ottońskiej hierarchia dostojników dworskich z palatynem na czele. Istniała też na pewno powszechna w całej Słowiańszczyźnie godność wojewody, zastępującego księcia w funkcjach militarnych i dysponującego własną drużyną zbrojną. Nie wiemy, czy już wówczas godności palatyna i wojewody były połączone (co mamy poświadczone w czasach późniejszych). Drużyna stanowiła prawdziwą elitę społeczną monarchii i z biegiem czasu rola ta musiała się umacniać (skoro synowie dygnitarzy również służyli księciu w drużynie). Nie ulega jednak wątpliwości, że monarchia musiała współpracować także z dawnymi elitami rodzimego pochodzenia. Ginęły one co prawda na pewno masowo podczas walk o władzę, ale nie wszędzie przecież nową władzę narzucano siłą. Tam gdzie nie ma śladu podboju, Piastowie musieli dojść do porozumienia z naczelnikami plemiennymi. Trudno sobie zresztą wyobrazić funkcjonowanie na dłuższą metę władzy państwowej, dysponującej przecież bardzo ograniczonym aparatem, bez współdziałania z ludźmi cieszącymi się autorytetem na miejscu.

3.7.4. Struktury władzy

władca i dynastia

Państwo pierwszych Piastów było monarchią wojenną. Oznaczało to nastawienie przede wszystkim na ekspansję zewnętrzną i związane z nią zyski z łupieskich wypraw. Wojna stanowiła podstawowe zajęcie księcia i jego drużyny. Istotne stawało się też jednak zorganizowanie systemu eksploatacji własnych poddanych. Stojący na czele państwa władca nosił tytuł księcia (knędz, od gockiego kunigas - król) lub króla (od imienia Karola Wielkiego). Władca był wodzem, sędzią i prawodawcą. Sprawowanie rządów polegało na stałym objeżdżaniu kraju. To zjawisko typowe dla całej ówczesnej Europy. Władza była skuteczna tam, gdzie panujący docierał osobiście, aby rozwiązywać problemy, łagodzić i rozstrzygać konflikty, a w razie potrzeby wymuszać posłuszeństwo. Panujący był centrum i źródłem wszelkiej władzy. Jego pozycja opierała się na sile, ale także na charyzmie przywódczej; źródło tej charyzmy stanowiła zapewne przewaga militarna, pamięć o sławnych przodkach, a niemałe znaczenie miały też elementy sakralne, to władca bowiem był pośrednikiem między ludem a nowym, chrześcijańskim Bogiem. Czynniki te wyróżniały cały panujący ród, który starał się narzucać ogółowi przekonanie, że jako jedyny jest powołany i zdolny do sprawowania władzy. Przekonanie to przekładało się na zwyczaj wydzielania każdemu z członków dynastii cząstki wspólnego dziedzictwa, ograniczany zresztą zawsze realnymi układami sił politycznych. Dynastia odgrywała szczególną rolę, ale używane często pojęcie "państwa patrymonialnego", którego cechą miałoby być traktowanie go jako prywatnej własności panującego rodu, wydaje się sztuczną konstrukcją, opartą na obcych tamtej epoce pojęciach prawnych.

rola elity

wiece

Pierwsi Piastowie nie byli autokratami. Ich władzę można określić, podobnie jak czynią to historycy niemieccy w stosunku do swych królów, jako konsensualną. Wymagała bowiem porozumienia i współpracy z drużynniczą elitą, co oznaczało konieczność liczenia się z jej głosem i opinią. Książę był dla drużynników nie tylko panem, lecz także towarzyszem broni. Naruszenie takiego konsensusu groziło niebezpiecznymi konsekwencjami. Pokazują to losy kryzysu czeskiego ok. 1000 r., kiedy to kolejni książęta uciekali się do krwawych represji i szybko tracili z tego powodu tron. O liczeniu się władców piastowskich z własnymi ludźmi świadczy nawet sytuacja z 992 r., gdy po dokonanym przez Bolesława Chrobrego zamachu stanu przeciwni mu dostojnicy, Przybywój i Odylen (nieprzypadkowo mamy tu imię słowiańskie i germańskie), nie zostali zgładzeni, a tylko oślepieni, co traktowano wówczas jako przejaw łaski wobec pokonanych. Thietmar opisuje też epizod, jak to Chrobry odmówił akceptacji przedłożonych mu przez króla Henryka propozycji bez naradzenia się ze swymi "optymatami" (tym samym słowem kronikarz określał poza tym książąt Rzeszy). Istniał z pewnością nadal wiec, zgromadzenie całej wolnej ludności, pełniące chyba przede wszystkim funkcję forum sądowego. Nie miał na pewno większego znaczenia w procesie podejmowania decyzji politycznych, ale odgrywał ważną rolę w komunikacji władcy z poddanymi. Na wiecach dokonywano najpewniej rytualnej inauguracji każdego panowania. Na podstawie analogii przyjmować wolno, że wiec dokonywał symbolicznego wyboru nowego władcy, który następnie zasiadał uroczyście na tronie. W Czechach istotne znaczenie miał kamienny tron na grodzie praskim: kto na nim zasiadał, był uznawany za pana wszystkich Czechów. W państwie Piastów, dużo rozleglejszym, odkryto pozostałości kilku podobnych tronów; musiało to mieć oczywiście znaczenie dla obrzędów inauguracji władcy (ponawianych w kilku miejscach?).

zarząd terytorialny

Struktura terytorialna monarchii znana jest tylko w ogólnych zarysach. Przypuszczać można, że zarząd pewnych terytoriów władcy powierzali swym krewnym (braciom albo dorastającym synom). System taki usprawniał rządy i prowadzenie polityki zagranicznej, a zarazem zapewniał uposażenie młodszych członków dynastii. Mamy wzmianki o aktywności braci Mieszka I. Bolesław Chrobry wygnał wprawdzie swoich braci (choć nie wiemy nawet, czy wszystkich i czy na trwałe), ale potem dopuścił do współpracy syna, Mieszka II.

grody

Zarząd terytorialny opierał się na grodach. Miały one różną wielkość i pełniły różne funkcje. Podstawowe znaczenie miała sieć dużych grodów, pokrywająca cały obszar piastowskiego władztwa i zapewniająca nie tylko obronę przed wrogiem zewnętrznym, lecz przede wszystkim trzymanie w posłuchu własnych poddanych. Obsadzone stałymi załogami grody stanowiły punkty obronne i administracyjne, może też ośrodki organizowanych przez państwo targów lokalnych. Wyjątek stanowił Kraków, a także grody pomorskie (słabiej lub wcale niepoddane władzy piastowskiej), przy których rozwinęły się duże ośrodki handlu i rzemiosła.

obszar centralny monarchii

Szczególne zagęszczenie dużych grodów występowało w gnieźnieńskim mateczniku państwa. Na niewielkiej przestrzeni koncentrowała się tu cała grupa wielkich grodów. Gniezno stanowiło symboliczne centrum władzy i całego państwa, kontynuując w tym zakresie tradycję jeszcze plemienną i pogańską. Wydaje się, że dopiero Bolesław Chrobry odważył się dokonać chrystianizacji tego miejsca, składając tu ciało św. Wojciecha i budując katedrę, będącą ośrodkiem arcybiskupstwa. Później ściągał do Gniezna także inne relikwie, dążąc wyraźnie do stworzenia w tym miejscu szczególnej koncentracji sakralnych mocy. Mieszko I popierał wyraźnie położony bardziej ku zachodowi Poznań. Zbudował tam, być może na miejscu własnego chrztu, pierwszą katedrę biskupią. Mniej jasno rysuje się rola Ostrowa Lednickiego i Giecza. Wszystkie te punkty odgrywały rolę rezydencjonalną. W każdym istniały bowiem murowane pałace władców (palacja). W Poznaniu i na Ostrowie odkryto wspomniane przed chwilą kamienne trony, służące może inauguracji władzy. Wymienione grody razem tworzyły "obszar centralny" państwa, gdzie władca najczęściej przebywał, gdzie była skoncentrowana drużyna i zasoby materialne monarchii. Poza nim istniało jeszcze kilka ważniejszych ośrodków: Kraków, Przemyśl, dysponujące również palacjami, a także Wrocław. Szczególną funkcję pełnił na pewno bogaty Kraków, mający starą tradycję ośrodka politycznego, a i teraz wciąż rozwijany (jak świadczy kilka kościołów zbudowanych na wzgórzu wawelskim). Podział na intensywnie rządzony obszar centralny i słabiej kontrolowane "pertynencje" był typowy dla wielu ówczesnych państw, których rozległych terytoriów nie dało się przy istniejących środkach technicznych i komunikacyjnych ogarnąć w równomierny sposób.

eksploatacja poddanych

Do zadań grodów należało m.in. gromadzenie danin płynących od poddanej ludności. Ponieważ chodziło o towary łatwo ulegające zepsuciu (zboże, mięso, miód itp.), nie było możliwości transportowania ich do obszaru centralnego i musiały być zużywane na miejscu, czy to przez wędrujący po kraju dwór, czy to przez miejscową załogę grodową. Wydaje się, że daniny (których listy i wysokości dokładnie nie znamy) wybierano najpewniej w sposób uregulowany. Możliwe jednak, że zwłaszcza na bardziej oddalonych od centrum peryferiach stosowano prymitywniejsze metody eksploatacji na wzór znanego z Rusi "poludja". Jego istotę stanowiło posyłanie na dany obszar na leża zimowe zbrojnego oddziału, który wybierał (niewątpliwie w sposób rabunkowy) od ludności to wszystko, co było mu potrzebne. Najpewniej z czasem doszło do zamiany tego obowiązku na regularną daninę, zwaną stanem, którą płacono potem w zbożu w całej Polsce (z wyjątkiem Wielkopolski!).

3.7.5. Początki Kościoła

organizacja kościelna: biskupstwa

Istotny element aparatu monarchii stanowił Kościół. Pierwsze biskupstwo w państwie Mieszka I powstało w 968 r., a biskupem został Jordan, zapewne przysłany z Niemiec. Jordan, który osiadł w Poznaniu, był właściwym biskupem diecezjalnym (nie zaś misyjnym, posłanym do pogan). Nowa diecezja nie podlegała organizowanemu jednocześnie arcybiskupstwu w Magdeburgu, lecz została wyjęta z normalnej organizacji metropolitalnej (egzymowana). Przyjęte wtedy rozwiązanie przetrwało kilkadziesiąt lat. Po śmierci Jordana (984?) biskupem został Unger, opat cesarskiego klasztoru w turyngskim Memleben, który cesarzowa Teofano promowała jako nowy ośrodek misji wśród Słowian; wydaje się, że zasoby tego opactwa miały wspierać misję w kraju Piastów. Nie mamy pewności, czy było to jedyne biskupstwo na ziemiach polskich. Możliwe że własnego biskupa miał już należący wtedy do Czechów Kraków. Zasadniczą zmianę organizacji kościelnej przyniósł zjazd gnieźnieński w 1000 r. Otto III powołał wtedy arcybiskupstwo w Gnieźnie (powierzone bratu św. Wojciecha, Radzimowi-Gaudentemu) i poddał mu biskupstwa z siedzibami w Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu. Wyjęta spod władzy nowego metropolity pozostawała poznańska diecezja Ungera. Nie wiadomo, czy przyjęte wtedy rozwiązania okazały się trwałe. Unger być może został niebawem skłoniony do uznania zwierzchności Magdeburga, co stało się przyczyną trwających długo pretensji magdeburskich (umacnianych produkcją fałszywych przywilejów papieskich). Biskupstwo w Kołobrzegu zapewne szybko upadło. Nie ma nawet pewności, czy arcybiskupstwo normalnie funkcjonowało. Przybyły w 1002 r. biskup misyjny Bruno z Kwerfurtu został wyposażony przez papieża w uprawnienia arcybiskupie, Radzim zaś popadł (ale chyba dopiero później) w ostry konflikt z władcą.

klasztory

Obok biskupstw powstawały także klasztory. Najstarszy nam znany założył św. Wojciech w Międzyrzeczu, położonym na zachodnich kresach Wielkopolski (997). Później powstawały chyba następne, ale ślady źródłowe większości z nich są bardzo nikłe. Lepiej znany jest tylko erem przybyłych z Italii (1001) mnichów, którzy pragnęli pójść w ślady św. Wojciecha, ale wraz ze swymi miejscowymi towarzyszami zostali zamordowani (1003). Tych Pięciu Braci Męczenników zostało otoczonych od razu kultem, a Bolesław Chrobry zadbał, aby ich ciała złożono w Gnieźnie.

kościoły

Powstawały wreszcie kościoły na grodach. Ich liczba nie da się jednak odtworzyć, gdyż - jako że były przeważnie drewniane - nie zostawiły wyraźnych śladów. Kościoły grodowe służyły posłudze religijnej dla załogi. Niekiedy ich funkcje są niejasne. Nie wiemy, dlaczego w Kałdusie (opodal Chełmna) zaczęto budować duży, murowany kościół rozmiarami przypominający katedrę.

chrystianizacja

Utrzymanie Kościoła zapewniał monarcha. Wydzielał on biskupom określoną (pewnie dziesiątą) część dochodów gromadzonych w grodach danej diecezji. On też decydował o obsadzie stanowisk biskupich; pierwszych biskupów mianował, co prawda, cesarz, ale prawo to Otto III przekazał w 1000 r. władcom polskim. Kler tworzyli zrazu mnisi przybywający z Niemiec czy Italii; byli wśród nich gorliwi zapaleńcy, czynni w różnych krajach środkowoeuropejskich (jak św. Bruno czy Astryk-Anastazy, organizator klasztorów na ziemiach piastowskich i węgierskich, a potem arcybiskup Węgier). Kadry te starano się jednak uzupełniać na miejscu. Charakterystyczne, że Pięciu Braci to dwójka Włochów, do których przyłączyło się trzech miejscowych. Wykształcenie duchownych trwało jednak długo. W episkopacie ludzie słowiańskiego pochodzenia (arcybiskupi Radzim i Bożęta) należą do rzadkości, dominują zaś imiona niemieckie i ogólnochrześcijańskie (Jordan, Unger, Poppo krakowski, Reinbern kołobrzeski, Jan wrocławski, arcybiskupi Hipolit i Szczepan). Misję w Polsce prowadzili przede wszystkim obcy duchowni. Niewyjaśniona pozostaje rola, jaką w dziele tym odegrały Czechy. Gruntownego zbadania wymaga dopiero sygnalizowana często sprawa podobieństwa polskiej i czeskiej terminologii kościelnej; wpływy te nie muszą się wcale odnosić do X w. Niejasna pozostaje też kwestia, czy z Czech mogły przeniknąć utrzymujące się tam wciąż tradycje obrządku słowiańskiego (późniejsze i mało wiarogodne przekazy napomykają, że miał go u nas zwalczać św. Wojciech). Misję wewnętrzną prowadzili duchowni, ale zasadnicze znaczenie miało dla niej usilne poparcie ze strony władzy świeckiej. Thietmar, skądinąd niechętny Chrobremu, chwali go jednak za surowe egzekwowanie wymogów nowej wiary: okrutnie karano cudzołożników, a za nieprzestrzeganie postu wybijano zęby (co skazywało delikwentów na żywienie się polewkami). Mimo uciekania się do tak drastycznych metod, chrystianizacja czyniła ograniczone postępy. Pokazują to wyniki badań archeologicznych, ujawniających, że orientowane pochówki szkieletowe (zgodne z normami chrześcijańskimi) skupiały się wokół głównych grodów, nawet zaś w ich bliskim sąsiedztwie utrzymywał się wciąż pogański zwyczaj palenia zwłok. Wydaje się, że książę tolerował pogańskie zwyczaje nawet w kręgu własnej drużyny, w stosunku do której nie mógł sobie pozwolić na zbyt silne naciski.

3.7.6. Początki tożsamości państwowej

manifestacja władzy

Dużo szybciej i wyraźniej wpływy Kościoła odciskały się na kulturze elitarnej. Wiążą się z nim początki monumentalnej architektury murowanej. Oprócz katedr i innych kościołów władcy wznosili też kamienne palacja w głównych grodach (najstarsze w Poznaniu). Te świeckie i religijne budowle nawiązywały wyraźnie do wzorów ottońskich. Stanowiły wprawdzie tylko ich dalekie i ubogie naśladownictwo, ale w miejscowym krajobrazie, zdominowanym przez ziemianki i plecionkowe chatki, robiły na pewno imponujące wrażenie (ściany palacjum na Ostrowie Lednickim miały przypuszczalnie 9 m wysokości, a wieże katedr sięgały ponad 20 m). Pamiętać jednak trzeba, że wszelkie rekonstrukcje tych zabytków, znanych dziś z fundamentów lub partii przyziemnych, są obarczone znacznym marginesem niepewności. Podstawową funkcją tych budowli była manifestacja potęgi władców i sprzyjającego im chrześcijańskiego Boga. Temu samemu celowi służyły elementy wystroju wnętrz: rzeźba architektoniczna, mozaiki ścienne czy posadzki z barwnych płytek.

Funkcję propagandową pełniło też (przy słabości handlu pieniężnego) mennictwo. Pierwsze monety bił Bolesław Chrobry, umieszczając na nich treści związane z manifestacją władzy: przede wszystkim własny wizerunek z odpowiednimi akcesoriami; to dzięki analizie tych elementów przypuszcza się, że reprezentacyjnym nakryciem głowy władców piastowskich mógł być futrzany kołpak, a Chrobry jako władca morawski nosił rodzaj pióropusza (korona pierzasta). Niestaranność w wykonaniu monet świadczy jednak, że niedoceniano tego medium, mającego zresztą małą siłę oddziaływania (skupienie wszystkich znalezisk w obszarze centralnym pozwala przypuszczać, że chodziło o znakowanie srebra, którym wynagradzano drużynę). Jeszcze przed śmiercią Bolesława zarzucono (ok. 1020) bicie własnej monety.

początki piśmiennictwa

Propagandzie na wyższym poziomie, adresowanym do kręgów elitarnych, służyło też pismo. W Gnieźnie i Krakowie prowadzono roczniki, kontynuując wpisy w księgach przywiezionych z Niemiec. Upamiętnianie w ten sposób najważniejszych dla państwa i dynastii wydarzeń tworzyło zalążek własnej, pisanej, tradycji historycznej. Reprezentacyjny charakter miały też utwory hagiograficzne (żywoty św. Wojciecha czy napisany przez Brunona z Kwerfurtu żywot Pięciu Braci), przeznaczone do rozpowszechniania także poza granicami kraju. Z inspiracji Bolesława Chrobrego powstał na pewno list Brunona do króla Henryka, prezentujący punkt widzenia piastowskiego władcy w jego sporze z Niemcami. Chrobry jest tam przedstawiany jako prawdziwy władca chrześcijański. Był to świadomie i konsekwentnie lansowany wizerunek. Wskazuje na to inspirowanie i popieranie kolejnych misji do jeszcze bardziej odległych ludów (św. Wojciech, Pięciu Braci, którzy pragnęli nawracać groźnych Wieletów, wreszcie Bruno z Kwerfurtu, który jeździł na Węgry, Ruś i do naddnieprzańskich Pieczyngów, a w 1008 r. zginął gdzieś na pograniczu Prus i Jaćwieży).

polityka integracyjna

W polityce Bolesława Chrobrego widać wiele rysów wskazujących na planowe budowanie więzi mentalnych łączących całość jego władztwa. Taki wymiar miało na pewno upowszechnienie nazwy państwa i ludu. Temu służyło szerzenie kultu św. Wojciecha, potem zaś Pięciu Braci i Brunona z Kwerfurtu. Mieli oni odgrywać rolę niebiańskich orędowników pomyślności władcy i kraju. Materialnym tego wyrazem było zgromadzenie relikwii wszystkich tych patronów w Gnieźnie, którego tradycyjna stołeczność zyskiwała w ten sposób nowy, nadprzyrodzony wyraz. Istotne znaczenie należy przypisać także wprowadzaniu pewnych norm religijnych, jak np. 70-dniowego postu przed Wielkanocą, dłuższego niż praktykowany na ogół w chrześcijańskiej Europie i utrwalony do dziś post 40-dniowy. Normy takie miały kształtować odrębność obyczajową całego podległego Bolesławowi ludu. Bardzo praktyczną stroną procesów integracyjnych były przesiedlenia (spędzanie pobitych i brańców do obszaru centralnego oraz osadzanie własnych załóg w kresowych grodach), a także uczestnictwo całej ludności we wspólnych wyprawach wojennych. Zwłaszcza to ostatnie musiało kształtować poczucie wspólnoty ludzi podległych jednemu panu.

początki tożsamości państwowej

Wydaje się pewne, że ośrodkiem integracji były przede wszystkim środowiska elitarne, a więc drużyna i wywodzący się z niej dwór. Ludzie z tych kręgów, uczestniczący czynnie w polityce władcy, w najpełniejszy sposób musieli przeżywać i doceniać zarówno poczucie własnej wspólnoty, jak i jej odrębność od sąsiadów, Sasów, Rusi czy Czechów. W kręgach tych najżywsza musiała być tradycja bohaterska kształtującej się wspólnoty. Obracali się w nich wreszcie duchowni, zapewniający rodzącemu się poczuciu wspólnoty wsparcie intelektualne. Podstawowa rola środowisk elitarnych nie ulega wątpliwości, niezależnie od faktu, że miały one przeważnie obce korzenie i stale były uzupełniane obcymi przybyszami.

3.7.7. Koszty budowy państwa

konflikty społeczne

Budowa monarchii piastowskiej, dokonująca się między początkiem X w. a ok. 1030 r., była procesem pociągającym za sobą znaczne koszta społeczne. Powstanie państwa przynosiło naruszenie tradycyjnych zasad równości członków plemienia, później zaś ekspansja wiązała się z podbojami i narzucaniem władzy kolejnym plemionom. Do tego dochodziło wprowadzanie nowej wiary. Wszystko to oznaczało brutalną ingerencję w porządek społeczny i światopoglądowy. Procesy te przebiegały gwałtownie, pod presją przemocy, i miały bardzo szeroki społecznie zasięg, dotykały bowiem wszystkich - od książąt i możnych plemiennych, pozbawianych teraz wpływów i na ogół chyba fizycznie eliminowanych, po prostych oraczy, od których wymagano danin, posług i posłuszeństwa, a w razie potrzeby bezwzględnie przesiedlano. Wymagania władzy wobec poddanych stawały się coraz większe, bo rosły też stale koszty prowadzonych bez przerwy wojen, uprawianej z rozmachem dyplomacji (polegającej na wymianie hojnych darów), budowy grodów i katedr z całym ich bogatym wyposażeniem. Gromadzić się musiał wielki ładunek niezadowolenia we wszystkich warstwach społeczeństwa. Póki co niezadowolenie to było równoważone strachem. Strach ten wynikał zarówno z wiszącej stale groźby użycia siły fizycznej, jak i z poczucia potęgi duchowej, jaką reprezentowała władza - jej istotny element stanowiła charyzma przywódcza władcy, korzystającego ze wsparcia nowego, chrześcijańskiego Boga, który okazywał się silniejszy od dawnych bóstw plemiennych. Równowaga niezadowolenia i strachu była jednak bardzo chwiejna. Młode państwa środkowoeuropejskie po fazie rozwoju i potęgi przechodziły następnie przez fazę kryzysu, objawiającego się klęskami w polityce zewnętrznej i krwawymi walkami domowymi o władzę, do czego niekiedy dołączała się gwałtowna reakcja ludności przeciwko nowym porządkom społecznym i kulturowym. Czechy miały swój kryzys spokojny, ale długotrwały, kryzysy gwałtowne przechodziły natomiast Ruś po śmierci Włodzimierza Wielkiego (1015), a Węgry po śmierci św. Stefana (1038). Prawidłowość ta nie ominęła także monarchii Piastów.

3.1. W pradziejach

ludy i kultury najdawniejsze

Najdawniejsze, bardzo nikłe ślady obecności przodków człowieka na naszych ziemiach pochodzą sprzed około pół miliona lat i przypadają jeszcze na epokę lodowcową. Za najstarsze stanowisko archeologiczne uchodzi obecnie obozowisko odkryte w Trzebnicy (na północ od Wrocławia). Na południu, na obszarach wolnych od zlodowacenia, przemykały nieduże, ruchliwe grupy najpierw gatunku człowieka wyprostowanego (homo erectus), później zaś neandertalczyków (homo neandertalensis). Kryły się po jaskiniach (m.in. w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej) i używały prymitywnych narzędzi kamiennych, od których pochodzi określenie tej epoki jako paleolitu (czyli starszej epoki kamienia). Zanim jeszcze wymarli neandertalczycy, zaczęli się pojawiać przedstawiciele gatunku człowieka myślącego (homo sapiens). Znajdowane na związanych z tymi ludźmi stanowiskach bogato zdobione przedmioty świadczą już o ich wysokiej kulturze duchowej. Zasadnicze znaczenie dla zasiedlenia naszych ziem miało ostateczne ustąpienie z nich lodowców oraz ustalenie się środowiska naturalnego, co nastąpiło ok. 12 tys. lat przed Chr. Zachęcało to łowców, przybywających zza gór bądź z zachodu, do ekspansji w krainie kuszącej bogatą szatą leśną i fauną. Grupy przybyszów znajdowały się w ciągłym ruchu, typowym dla ludzi żyjących z łowiectwa. Stabilizacja nastąpiła dopiero ok. 5500 lat przed Chr., gdy za sprawą kolejnych przybyszów z południa, znad Dunaju, wkraczających przez Bramę Morawską i Kotlinę Kłodzką, dotarła do nas "rewolucja neolityczna", zapoczątkowana kilka tysięcy lat wcześniej na Bliskim Wschodzie. Przybysze ci to pierwsi rolnicy i hodowcy, preferujący osiadły tryb życia, choć stosowana przez nich gospodarka wypaleniskowa sprzyjała jeszcze znacznej mobilności. Ludzie ci zaczęli zasiedlać żyzne obszary na południu, ale docierali także na Kujawy i do ujścia Odry. Długi czas egzystowali obok grup dawnych łowców, dla których nie stanowili ekonomicznej konkurencji, a których z czasem stopniowo nauczyli swoich nowych obyczajów. Żyli w niedużych skupiskach o rodowym zapewne charakterze, często umacniali swoje osady (co wskazuje na rozwinięte stosunki społeczne i rywalizację między poszczególnymi grupami), a cechy obrządku pogrzebowego (w tym stawianie monumentalnych grobowców o charakterze megalitycznym) świadczą o rozbudowanych wierzeniach w życie pozagrobowe i strachu przed powracającymi zmarłymi. Wprowadzali z czasem sprzężaj, potrafili wypalać glinę, a więc wytwarzać naczynia ceramiczne (to od ich charakterystycznych cech pochodzą nazwy kultur ceramiki wstęgowej, pucharów lejkowatych, amfor kulistych czy, najbardziej rozprzestrzenionej, ceramiki sznurowej), i na szeroką skalę produkowali coraz to doskonalsze narzędzia kamienne. Produkty z kamieniołomów w Górach Świętokrzyskich są znajdowane w promieniu wieluset kilometrów, na Morawach i nad morzem.

Indoeuropejczycy

kultura łużycka

Już neolityczni rolnicy znali pierwsze importowane wyroby z miedzi, ale prawdziwą rewolucją okazało się dopiero wprowadzenie brązu (stopu miedzi z cyną). Był on surowcem o wiele twardszym, nadającym się zatem dobrze do wytwarzania narzędzi i skutecznej broni. Brąz na nasze ziemie zaczął docierać masowo od przełomu III i II tysiąclecia przed Chr. Importy te, pochodzące z odległych nawet krain, pojawiają się najpewniej nie tylko dzięki wymianie handlowej, lecz także migracji całych ludów. Wpisują się one w fale wędrówek Indoeuropejczyków, wychodzących, może pod wpływem załamania klimatycznego ok. 2000 r. przed Chr., ze stepów nad Morzem Czarnym i prących w różnych kierunkach. Napór ten znajduje najwyraźniejsze odbicie we wschodnim basenie Morza Śródziemnego, gdzie jego wynikiem było powstanie państwa Hetytów w Azji Mniejszej (ok. 1580 przed Chr.) czy zniszczenie cywilizacji minojskiej na Krecie (ok. 1450 przed Chr.). Kolejne grupy przybyszów znad Dunaju, jakie wkraczały na nasze ziemie ok. 1500 r. przed Chr., to nosiciele kultury, która, przyjmowana stopniowo przez zastaną ludność, zaczęła obejmować całość obszaru od Łaby po Wołyń i od gór po Bałtyk. Tak ukształtowała się dominująca przez następnych kilkaset lat kultura, nazwana, od miejsca szczególnie charakterystycznych znalezisk, łużycką. Jej najbardziej znanym obiektem jest osada obronna w Biskupinie (założona zimą 738/737 przed Chr.), która w stu chatach mogła sobie liczyć prawie 1000 mieszkańców, co daje wyobrażenie o skali skupisk ludności i znacznym zaludnieniu. Ludność ta z czasem nauczyła się posługiwać poznanym od sąsiadów zza południowych gór żelazem, ale nie oznaczało to zasadniczej zmiany w jej życiu. Nie wiemy, czy jednolitej kulturze łużyckiej mógł odpowiadać jeden lud. Być może, jak przypuszczało wielu badaczy, chodzi o tajemniczych Wenedów, uważanych za zaginiony odłam ludów indoeuropejskich. Ich imię pisarze antyczni wymieniają w różnych miejscach Europy, ale w szczególniejszy sposób byli oni kojarzeni potem ze środkowoeuropejskimi obszarami zajmowanymi później przez Słowian, których w wielu językach germańskich określano mianem Wenden lub jego pochodnymi. Wskazywałoby to, że na tych właśnie obszarach musiał kiedyś żyć znaczący lud o takiej nazwie. Całe jednak zagadnienie Wenedów jest tak zawiłe, a wzmianki o nich tak niejasne, że nie sposób przyjąć na ich podstawie jakiegokolwiek rozwiązania. Przy wyraźnej konsolidacji kulturowej całego objętego przez kulturę łużycką obszaru można dostrzec też regionalne cechy specyficzne, za którymi może się kryć zróżnicowanie etniczne (odrębności w strefie północno-wschodniej wiąże się niekiedy z ludnością protobałtyjską). Około 500 r. przed Chr. kultura łużycka gaśnie i zamiera. Złożyło się na to wiele czynników. Dużo osad łużyckich zniszczyły najazdy koczowniczych Scytów. Jednocześnie jednak ochłodzenie klimatu podcięło pomyślność rolnictwa.

migracje przełomu er

kultura przeworska

kultura wielbarska

Podstawowe znaczenie miały chyba kolejne migracje ludności, których śladem jest zapewne rozprzestrzenianie się od brzegów Bałtyku ku południowi i wschodowi nowej kultury, zwanej pomorską, która wkrótce ogarnęła większość obszarów objętych do niedawna przez kulturę łużycką (acz trudno wykluczyć, że chodzi tu tylko o szerzenie się nowych obyczajów wśród tej samej, łużyckiej, ludności). Ostatnie wieki przed Chrystusem były jednak rzeczywiście okresem aktywnych przemieszczeń. Z północy napierali Germanowie, których u rzymskich granic powstrzymają w końcu Mariusz i Cezar w I w. przed Chr., a przez całą Europę ciągnęły plemiona celtyckie, zdobywając Rzym (390 przed Chr.), siejąc popłoch w hellenistycznym Pergamonie, ale osiadając też w Kotlinie Czeskiej i docierając za Sudety i Karpaty. Na południowych ziemiach polskich osady Celtów spotykamy wyspowo na Śląsku i, słabiej, w Małopolsce, a nawet na Kujawach. Żyli oni początkowo w izolacji od zastanej ludności. Z czasem jednak i ona zaczęła przejmować niesione przez Celtów zdobycze techniki i kultury. W ten sposób na podstawie dawnej kultury pomorskiej wykształciła się kontynuująca zasadniczo jej zasięg i niewątpliwie oparta na tej samej ludności kultura przeworska, nasycona elementami celtyckimi. Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że z kulturą tą trzeba łączyć wielki, dzielący się na wiele mniejszych plemion, lud Lugiów, których na naszych ziemiach lokowali od przełomu er pisarze greccy i łacińscy. Kultura przeworska objęła większość ziem polskich. U ujścia Wisły pojawiła się natomiast w pierwszych wiekach po Chrystusie nowa kultura, nazwana wielbarską, ekspandująca następnie stopniowo wzdłuż linii Wisły i Bugu ku południowemu wschodowi. Nie ulega wątpliwości, że kulturę tę należy wiązać z ekspansją idących takim właśnie szlakiem Gotów. Na kresach północno-wschodnich krzepła odrębna kultura, wiążąca się na pewno z ludnością bałtyjską, a na kresach zachodnich - osobne, małe grupy kulturowe.

Mapa 2. Ziemie polskie w okresie wpływów rzymskich

epoka wpływów rzymskich

Tak wyglądała mapa naszych ziem w okresie, kiedy Imperium Rzymskie osiągało szczyt swej potęgi i tym samym nasilało swe wielostronne oddziaływanie na obszary rozciągające się za limesem. Sam limes, utrwalony ostatecznie na linii Renu i Dunaju, nie był zresztą długo pojęciem absolutnie stałym. Zdarzały się momenty, w których granice rzymskiej władzy dochodziły, choć na krótko, do Łaby (na przełomie er) i Sudetów (po wojnach markomańskich Marka Aureliusza ok. 180), a więc sięgały już niemal bezpośrednio do ziem polskich. Zbliżający się świat rzymski oddziaływał na nasze tereny. Świadczą o tym znajdowane u nas importy z obszarów Imperium (broń, ozdoby, naczynia metalowe, ceramiczne i szklane), a także mniej czy bardziej udatne naśladownictwa w produkcji miejscowego rzemiosła, która znacznie się wtedy ożywiła. Obecność importów i licznych monet rzymskich może świadczyć o wymianie handlowej. Wiadomo, że Rzymianie jeździli nad Bałtyk w poszukiwaniu bursztynu. Znaleziska rzymskich zabytków skupiają się wzdłuż linii łączącej naddunajską Pannonię z ujściem Wisły. Zwykło się ją nazywać szlakiem bursztynowym (to na nim leży Kalisz, kryjący się zapewne pod nazwą Kalisia zapisaną ok. 200 r. przez aleksandryjskiego geografa Klaudiusza Ptolemeusza). Nie wszystko jednak musieli przywozić rzymscy kupcy. Niejedno mogło pochodzić z darów przekazywanych przez posłów miejscowym naczelnikom (zwłaszcza rozpowszechnione złote plakietki z podobizną cesarską). Pamiętać wreszcie trzeba, że wielu ludzi zza limesu służyło w armii rzymskiej (której barbaryzacja stale postępowała) i po odbytej służbie mogło wracać w rodzinne strony z zarobionymi pieniędzmi i zakupionymi dobrami. Szlak bursztynowy to więc nie tyle droga handlowa, ile pewien ogólny kierunek idących z Imperium wpływów. Wpływy te przyspieszały procesy społecznego zróżnicowania. Świadczą o nim groby "książęce", których luksusowe wyposażenie w broń i ozdoby coraz bardziej różniło się od przeciętnych pochówków. Ludność, jak wskazuje obserwacja cmentarzysk, żyła w niedużych, kilkudziesięcioosobowych grupach, łączących się w bliżej nierozpoznane struktury plemienne. Niewątpliwie wyrastały też jednak jakieś większe organizmy polityczne, skupione wokół indywidualnych przywódców, ale chwiejne - jak pokazują losy leżącego bliżej rzymskich granic "państwa" Marboda w celtyckich podówczas Czechach w I w. po Chr.

wędrówka ludów

spory o etnogenezę Słowian

Spokojny w miarę, choć niepozbawiony napięć i dynamiki, świat na północnym zapleczu rzymskiego limesu rozpadł się nagle w 2 połowie IV w., kiedy to wtargnięcie Hunów na stepy czarnomorskie spowodowało wielki ruch zwany wędrówką ludów, która pociągnęła znaczne masy ludności środkowej Europy do marszu na południe, w rzymskie granice, i doprowadziła do upadku Imperium na Zachodzie. Znajduje ona odbicie także na naszych ziemiach. Począwszy od schyłku IV w., gwałtownie spada liczba zabytków, co świadczy o odpływie ludności. W 2 połowie V w. zamierają ostatnie ślady kultury przeworskiej. Od początku VI w. szerzy się już natomiast nowa kultura. Jej nosiciele byli rolnikami, palili ciała swych zmarłych, używali nadzwyczaj prostej ceramiki (pozbawionej jakichkolwiek zdobień, lepionej ręcznie bez użycia koła garncarskiego), nie znali bogatych ozdób. Cała ich kultura robi wrażenie bardzo prymitywnej. To już na pewno Słowianie. Od tego czasu można bowiem obserwować nieprzerwaną ciągłość kultury i osadnictwa. Najstarsze znane stanowiska słowiańskie, pochodzące z końca V w., odkryto na zachodnich obszarach obecnej Ukrainy (kultura prasko-korczakowska i pokrewna jej kultura pieńkowska). W ocenie wielu badaczy wskazuje to kierunek, skąd wychodziła migracja nowego ludu. Idąc dalej, wskazują oni, że najstarsze kultury słowiańskie nawiązują do kultury kijowskiej, obserwowanej wcześniej (II-V w.) nad środkowym Dnieprem. Za pierwotny matecznik Słowian uznają w ten sposób pogranicze dzisiejszej Ukrainy i Białorusi. Teza ta znajduje wsparcie w argumentach językowych, wskazujących na obecność w najdawniejszym języku słowiańskim szczególnego nasilenia elementów bałtyjskich, germańskich i irańskich. Ich mieszanie się najłatwiej sobie wyobrazić w wielkim tyglu, jakim stały się obszary wschodnioeuropejskie po najeździe Hunów. Małe zróżnicowanie języków słowiańskich (jeszcze w średniowieczu uchodzących często za jeden język) wskazuje też, że Słowianie musieli powstać późno i na niewielkim obszarze. Ta "allochtoniczna" (czyli zewnętrzna, z punktu widzenia ziem polskich) teoria etnogenezy Słowian wciąż spotyka się jednak z oporem zwolenników teorii "autochtonicznej" (czyli rodzimej), zakładającej wykształcenie się Słowian właśnie na ziemiach polskich. Wizja autochtonistów (najpełniej sformułowana niegdyś przez archeologa Józefa Kostrzewskiego) długo uchodziła za obowiązującą. Genezę Słowian wiązali oni z kulturą łużycką (stąd Biskupin przedstawiano przez dziesięciolecia jako osadę prasłowiańską), a jej prostej kontynuacji upatrywali w kulturach pomorskiej i przeworskiej. Słowiański charakter miały zatem wspomniane starożytne ludy Wenedów i Lugiów (ta ostatnia nazwa rzeczywiście brzmi słowiańsko, bo lug = łęg, miejsce podmokłe, ale może też być celtycka, por. choćby nazwę Lugdunum, dzisiejszy Lyon). Także autochtoniści sięgają do językoznawstwa, wspierając się z kolei argumentem o pokrewieństwach języków słowiańskich z bałtyjskimi, germańskimi i italskimi (co wskazuje na kolebkę w środku Europy). Mają też argument kulturowy: wielki rolniczy lud, który w VI-VII w. zalał ogromne obszary kontynentu, nie mógł, ich zdaniem, wykształcić się zaledwie sto czy dwieście lat wcześniej w lesistych okolicach Ukrainy czy w błotach Polesia. Najtrudniejszy problem dla autochtonistów stanowi - kiedyś niedostrzegana - przerwa kulturowa i osadnicza na ziemiach polskich w V-VI w., każąca sceptycznie patrzyć na wszelkie nawiązania z kulturami wcześniejszymi. Zwolennicy tej teorii wskazują jednak na niejednolitość wczesnej kultury słowiańskiej, podkreślając z jednej strony jej odmienności od domniemanych poprzedniczek na wschodzie, z drugiej zaś eksponując istniejące pewne podobieństwa z kulturą przeworską (sięgają one nawet cech antropologicznych osobników z cmentarzysk obu kultur). Przerwy owej, dowodzą autochtoniści, nie należy absolutyzować, a widzieć w niej raczej tylko załamanie związane z zamętem wywołanym wędrówkami i odejściem znacznej części najaktywniejszej ludności. Kultura wczesnosłowiańska to zatem formacja czasów kryzysu. Spór autochtonistów z allochtonistami trwa. Jest prowadzony z wielką zajadłością z obu stron i uwikłany w rozmaite konteksty pozanaukowe. Autochtoniści, kiedyś (w czasach poszukiwania praw historycznych do zajmowanych obecnie ziem) broniący polskiej racji stanu, teraz bywają oskarżani o pobudki nacjonalistyczne, sami odpowiadając z kolei nie raz kierowanymi pod adresem allochtonistów zarzutami o nawiązywanie do ponurych tradycji nazizmu. Szala w tej dyskusji zdaje się ostatnio przechylać na niekorzyść autochtonistów, ale nie składają oni broni, znajdując oparcie w wynikach najnowszych badań (które sugerują długie i powolne zanikanie kultury przeworskiej).

Rozdział 2Środowisko naturalne i klimat

w dorzeczu Odry i Wisły

lasy

Ziemie, na których ukształtowało się w średniowieczu państwo polskie, tworzą pewną zwartą całość geograficzną. Stanowią wycinek wielkiego niżu europejskiego ograniczonego z jednej strony wybrzeżem morskim, z drugiej zaś pasmami górskimi, a ciągnącego się od Atlantyku przez Francję, Niderlandy, Niemcy i otwierającego się dalej na rozległe równiny rosyjskie. Granice owego polskiego wycinka wyznaczają orientacyjnie na zachodzie Odra z dopływami (Bóbr i Kwisa), na wschodzie zaś prawobrzeżne dopływy Wisły (San, Wieprz i Bugo-Narew). Nie jest to obszar wyodrębniony pod względem geologicznym, krajobrazowym czy klimatycznym. Leży wszak na styku trzech wielkich jednostek tektonicznych, charakteryzuje się zmiennością form ukształtowania powierzchni, oczywistą dla terenu przechodzącego między górami a morzem, stanowi wreszcie strefę przejściową między klimatami oceanicznym a kontynentalnym, z narastającymi od zachodu ku wschodowi cechami tego ostatniego. O geograficznej jedności interesującego nas obszaru decyduje inny czynnik: położenie w dorzeczach dwóch wielkich rzek, Odry i Wisły. Zasięg tych dorzeczy pokrywa się - z pewnymi przesunięciami - z zasięgiem najdawniejszego państwa polskiego. Zbieżność ta nie jest kwestią przypadku. Rzeki stanowiły zawsze - obok gór czy brzegów morskich - jeden z podstawowych czynników geograficznych, determinujących zakres ludzkiej aktywności. W szczególny sposób dotyczy to warunków wczesnośredniowiecznych. Przy słabym zaludnieniu cały niemal kraj był pokryty lasem. Szczegółowe badania potwierdzają zasadniczo wizję najdawniejszej Polski jako jednej wielkiej puszczy, w której sporadycznie tylko przeświecały wykarczowane polany ludzkich siedzib. Na przełomie I i II tysiąclecia zwarty obszar puszczański obejmował ok. 75-80% ziem polskich. Niewłaściwe byłoby jednak przeciwstawianie sobie puszczy i obszarów zasiedlonych. Nawet tam, gdzie występowało gęste osadnictwo, nie można mówić o obszarach całkowicie odlesionych. Były to w najlepszym razie pewne formy przejściowe, leśno-polne czy polno-leśne, a las stanowił element wszechobecny w ludzkiej egzystencji. O jego znaczeniu świadczy też bogactwo terminologii języka staropolskiego, który rozróżniał lasy (mieszane), bory (z przewagą drzew iglastych), dąbrowy (z przewagą drzew liściastych, zwłaszcza dębów), olszyny, łozy (na terenach podmokłych z przewagą odpowiednio olch lub wierzb), zapusty (z młodym drzewostanem) itd. W naszych warunkach klimatycznych przeważał mieszany las sosnowo-dębowy (w pasie pomorskim ze znacznym udziałem buka), a więc las wysoki i gęsty. Trudno go było zatem forsować. W niektórych miejscach ludzka przemyślność wybiła w gęstwinie przejścia, ale dróg takich nie było wiele - ich budowa wymagała bowiem ogromu pracy, a nie tworzono ich też zbyt pochopnie, aby nie ułatwiać nadejścia obcym. Puszcza stanowiła zarazem istotną barierę bezpieczeństwa. Choć więc kraj był z natury otwarty, bo nawet linia gór na południu miała łatwe do pokonania odcinki (z Bramą Morawską na czele), jego dostępność okazywała się ograniczona. Nawet współczesnych przybyszów z Zachodu, przyzwyczajonych przecież do obcowania z lasem, dziwił i przerażał ogrom puszcz na polskich rubieżach, przez które brnęło się wiele dni, nie napotykając nigdzie ludzkich siedzib. Potężne lasy sprzyjały utrzymywaniu się bogatej i różnorodnej fauny. W Polsce żyły licznie gatunki zwierząt rzadkie już w Europie Zachodniej lub nawet zgoła tam nieznane (jak popularny u nas wciąż tur czy tarpan).

hydrografia

Rozległość płaszcza leśnego miała też wpływ na stosunki wodne. Puszcze i lasy sprzyjały zwiększeniu wilgotności podłoża, a pośrednio obfitszym opadom. Kraj był na pewno dużo wilgotniejszy niż obecnie. Zarazem jednak leśne gęstwiny zatrzymywały wodę, która nie spływała do rzek i strug. Jest bowiem stwierdzone obserwacjami stanowisk osadniczych znajdujących się na brzegach akwenów, że poziom wód gruntowych i powierzchniowych był ok. 1000 r. nawet niższy (o ok. 1,5-2 m) niż obecnie. Dopiero później, od XII-XIII w., w miarę postępów karczunków, powoli się podnosił. Rzeki nie były przy tym regulowane i niosły swe wody dużo szerzej niż obecnie, w licznych odnogach o zmieniających się układach. Wpływ na ich kształtowanie miała nie tylko sama natura, lecz także działania ludzkie. Budowa zapór czy grobli (związanych zwłaszcza z młynami, obecnymi w Polsce od schyłku XII w.) powodowała spiętrzanie wody i mogła doprowadzić do zmiany koryta powyżej takiego punktu. Dużo większa musiała być też liczba drobniejszych akwenów (strug, jezior, oczek wodnych), a także rozległość bagien i obszarów podmokłych - odbierających nadmiar wilgoci z lasów i zapewniających, przez wzmożone parowanie, szybszą cyrkulację pary wodnej. Zwłaszcza w podmokłych pradolinach wzdłuż Noteci (od Nakła po ujście pod Santokiem), nad Obrą (od Kościana po Zbąszyń), nad Nerem i Bzurą (w okolicach Łęczycy) oraz w dolinach Baryczy czy Narwi i Biebrzy tworzyły się rozległe i trudne do przebycia moczary. Takie bagna oraz wielkie, szerokie rzeki, jak choćby Wisła i Odra w swych dolnych odcinkach, tworzyły oczywiście ważne bariery. Wody nie stanowiły jednak wyłącznie przeszkody, ale przede wszystkim czynnik łączący ludzkie siedliska. Także i dziś jeszcze tam, gdzie utrzymują się wciąż rozległe obszary leśne, a więc na Syberii czy w Amazonii, z braku innych możliwości, to rzeki odgrywają rolę podstawowych szlaków komunikacyjnych. Nie inaczej musiało być na ziemiach polskich w okresie wczesnopiastowskim. Wzdłuż rzek posuwało się też osadnictwo. Skupiało się ono nad brzegami rzek i jezior także ze względu na łatwość zaopatrzenia w wodę oraz żyzną glebę. Jest więc zrozumiałe, że to sieć rzeczna wyznaczała zasięg siedzib grup ludzkich, a tym samym kształt terytorialny rodzących się organizmów społecznych.

Mapa 1. Ziemie polskie ok. 1000 r. (według K. Buczka)

gleby

Osadnictwo było silnie uzależnione od warunków glebowych. Na ziemiach polskich przeważają mało urodzajne gleby piaszczyste. Te żyzne, np. lessy, skupiają się głównie na południu, na Śląsku, od środkowej Odry ku pogórzu Sudetów oraz w Małopolsce, gdzie na południe od Wisły sięgają szerokim pasem aż do Sanu, a na północy po Góry Świętokrzyskie. Mniejsze płaty urodzajnych ziem, np. czarnoziemy, są rozproszone po całym kraju, z większymi skupieniami w środkowej i zachodniej Wielkopolsce oraz na Kujawach. Rozłożenie tych dobrych gleb odpowiada przeważnie większym skupiskom średniowiecznego osadnictwa. Ziemia, dająca wyżywienie ludziom i zwierzętom, była najważniejszym bogactwem naturalnym.

surowce naturalne

Powszechnie występowały rudy darniowe, z której potrafiono wytapiać żelazo. Dość często spotykało się też źródła solankowe, z których można było uzyskiwać sól. Polska miała też nieco zasobów kopalin (złoto na Dolnym Śląsku nad Kaczawą, srebro i ołów na pograniczu Śląska Górnego i Małopolski, wreszcie sól na południe od Krakowa). Były one jednak długo nieznane i niedostępne. Ich wykorzystywanie na szerszą skalę mamy poświadczone dopiero od XIII w. Kraj nie kusił więc szczególnie przyrodzonymi bogactwami.

klimat i jego zmiany

Panujący w dawnych czasach klimat różnił się od obecnego, ale dokładne ustalenia w tym względzie nie są łatwe. Skazani jesteśmy na przygodne informacje źródeł pisanych (dotyczące przeważnie ekstremów) oraz wyniki badań paleobotanicznych (głównie na podstawie obserwacji pyłków roślin). Udało się jednak odtworzyć ogólne przynajmniej etapy rozwoju klimatu w Europie. W epoce sięgającej od połowy X po schyłek XIV w. zostało osiągnięte optimum klimatyczne. Charakteryzowało się ono suchymi i ciepłymi latami oraz łagodnymi i wilgotnymi zimami. Około 1300 r. nastąpił okres huśtawek pogodowych i seria zjawisk ekstremalnych (zdarzało się nawet, że zamarzał Bałtyk). Skutkowały one nieurodzajami oraz plagami dla ludzi i zwierząt. Potem przyszła klimatyczna zmiana z mroźnymi zimami oraz przemiennie wilgotnymi i suchymi latami. Faza ta, z różnymi okresowymi wahaniami, trwała aż do połowy XVI w., aby następnie ok. 1560 r. przejść w klimatyczne pessimum, trwające aż do połowy XIX w. Zmienność tych faz zdaje się dobrze odpowiadać pewnym wzlotom i upadkom europejskiej gospodarki i cywilizacji. Trudno jednak stwierdzić, czy odtworzony ogólnikowo rytm faz musi być miarodajny dla wszystkich okolic, liczyć się bowiem trzeba z istnieniem i utrzymywaniem ściśle lokalnych mikroklimatów. Rzeczywisty wpływ zmian klimatycznych na życie ówczesnych ludzi trudno w ogóle dokładniej ocenić. Odchylenia przeciętnych temperatur epok ciepłych i chłodnych od obecnych średnich były w sumie niewielkie (rzędu zaledwie 1° C) i nie powinny znacząco oddziaływać na warunki życia oraz wegetację roślin, zwłaszcza w przejściowych warunkach Europy Środkowej. Wymogi wegetacyjne roślin bywały zresztą inne niż obecnie. Inne były też standardy konsumpcji. Ludzie średniowiecza używali produktów roślinnych o bardzo niskiej jakości, w świetle dzisiejszych pojęć nienadających się do spożycia. Tak wyjaśnić chyba trzeba poświadczony choćby nazwami miejscowymi (typu Winiary) daleko szerszy niż obecnie zasięg północnej granicy uprawy winnej latorośli. Nie musi to wcale oznaczać wyraźnie cieplejszego klimatu, pozwalającego hodować na północy dobre winogrona. Uzyskiwane tam wino miało zapewne obrzydliwy smak, ale winorośl uprawiano z twardej konieczności, wino było bowiem niezbędne do obrzędów liturgicznych (na co dzień raczono się innymi trunkami, miodem lub piwem). Wpływ zmian klimatycznych stawał się istotniejszy w pewnych szczególnych okolicznościach terenowych - nawet drobny wzrost przeciętnej temperatury ułatwiał życie i gospodarowanie w górach. Wahania temperatur i wilgotności mogły też wpływać na szerzenie się pewnych chorób (np. malarii, która sięgała w średniowieczu aż do Skandynawii), ale znaczenia tych zjawisk nie sposób wymierzyć.

zmiany środowiska i krajobrazu

Krajobraz ulegał oczywiście z biegiem czasu zmianom. Polska późnośredniowieczna różniła się na pewno znacznie od tej z przełomu tysiącleci. Naturalny charakter miały przemiany linii brzegowej. Dzięki nanoszonym przez prądy morskim piaskom kształtowały się mierzeje Helska i Wiślana, a materiał niesiony z Wisłą powodował cofanie się morza u jej ujścia; tak powstały Żuławy Wiślane. Podstawowe znaczenie dla środowiska miały jednak skutki działalności człowieka. Cały czas poszerzało się bowiem osadnictwo, a wzrost ten przyjął skokową postać zwłaszcza w XIII i XIV w. w związku z wielką falą kolonizacji na prawie niemieckim. Liczba ludności wzrosła wtedy w skali całego kraju niemal dwukrotnie, a w niektórych, szczególnie silnie kolonizowanych rejonach, wzrost ten był jeszcze wyższy. Potem sieć osadnicza zasadniczo się ustabilizowała, choć w pewnych rejonach (zwłaszcza na wschodnim Mazowszu, Podlasiu, Rusi, ale także np. na północnych kresach Wielkopolski) nowe osady zakładano jeszcze i w XVI w. Kolonizacja oznaczała oczywiście karczowanie lasów. Ich zasięg musiał się skurczyć, co było zwłaszcza widoczne w intensywnie zasiedlanych puszczach pogórza sudeckiego, Podkarpacia, północnej Wielkopolski czy kresowego Mazowsza. Puszcze nigdzie nie zniknęły co prawda zupełnie, a użytkom rolniczym wciąż towarzyszyły leśne kompleksy. W wielu stronach zdecydowanie dominowały już jednak otwarte pola. Tak wyglądały gęsto zaludnione okolice Krakowa, a w niektórych rejonach Kujaw lasu nie było już wcale w XV w. Dokładniejszy zasięg lasów ujawniają dopiero mapy z końca XVIII w., ale pokazywany na nich stan nie jest miarodajny dla początków czasów nowożytnych. Wprawdzie w większości ziem polskich nie prowadzono już od schyłku średniowiecza poważniejszych przedsięwzięć kolonizacyjnych, ale uprawiany stale rabunkowy wręcz wyręb (drewno było podstawowym surowcem budowlanym i opałowym, a do tego cennym towarem eksportowym) musiał powodować cofanie się powierzchni lasów. Przyjąć jednak można, że już pod koniec średniowiecza przeważał krajobraz otwarty. Miało to oczywiście daleko idące konsekwencje. Kurczenie się lasów oznaczało zmniejszenie ogólnej wilgotności, ale pociągało też za sobą, jak już wspomniano, wzrost poziomu wód do wartości podobnych do dzisiejszych. Występowały zresztą w tym zakresie duże różnice regionalne, źródła z XV i XVI w. często bowiem wspominają o wysychających jeziorach. Rzeki zachowywały jednak swe znaczenie komunikacyjne. Choć budowa młynów i związanych z nimi grobli czy jazów utrudniała swobodne korzystanie z wód, już w XV w. wprowadzano ustawodawcze ograniczenia w tym zakresie. Świadczy to o przywiązywaniu dużej wagi do komunikacji wodnej, przynajmniej na głównych rzekach (nie tylko Wiśle, lecz także Warcie, Noteci czy Narwi). W stosunkach lokalnych przemieszczano się natomiast głównie po suchym lądzie. Już w XIV-wiecznych dokumentach mowa jest często o wodzie jako istotnej przeszkodzie w komunikowaniu się sąsiednich wsi. Wspomina się też stale rozmaitej rangi drogi, dróżki i ścieżki, które skomplikowanym systemem oplatały całą przestrzeń i łączyły ze sobą wszystkie wsie i miasta. Wraz ze zmianami w strukturze osadnictwa, które od XIII w. skupiało się w zwartych wsiach, sprawiało to, że świat późnośredniowieczny stawał się dla człowieka, w porównaniu z tym sprzed kilkuset lat, o wiele bardziej otwarty.

otwarcie na wschód

Zdawać sobie jednak trzeba sprawę z głębokiego zróżnicowania regionalnego w krajobrazie historycznej Polski. Nawet na wspomnianych przed chwilą niewielkich Kujawach okolice zupełnie bezleśne sąsiadowały z dużymi kompleksami lasów. W wielu miejscach kraju utrzymywały się też wciąż rozległe puszcze. Wrażenie owego zróżnicowania krajobrazu pogłębi się, gdy uświadomimy sobie zmiany w kształcie terytorialnym późnośredniowiecznej Polski. W połowie XIV w. nastąpiło wszak istotne przesunięcie: z jednej strony, utrata ziem na zachodzie (Pomorza i Śląska), oznaczająca odsunięcie się od rubieży Odry, z drugiej zaś - pobój Rusi, a następnie związek z Litwą, który oznaczał ogarnięcie polskimi wpływami i zainteresowaniami ogromnych obszarów na wschodzie, aż po Dźwinę, górną Wołgę, Okę, Don i stepy nadczarnomorskie. Dla późnego średniowiecza traci więc sens pojęcie ziem polskich między Odrą a Wieprzem, areną zaś polskich dziejów staje się odtąd cała prawie środkowo-wschodnia Europa. Na tak wielkiej przestrzeni spotykamy oczywiście kolosalne zróżnicowanie - od wysoce zagospodarowanych stron w zachodniej i centralnej Polsce, po słabiej wciąż zasiedloną Ruś i dotykające już nadczarnomorskich stepów Podole, a także lesistą Litwę (z kilkusetkilometrowym pasem Wielkiej Puszczy oddzielającej ją od krzyżackich Prus) i bagienne Polesie. Trudno tu byłoby znaleźć wspólny mianownik geograficzny, jaki mogliśmy wskazać dla obszaru, na którym Polska się rodziła.

przestrzeń i jej opanowanie

Średniowieczne i wczesnonowożytne dzieje Polski rozgrywały się na znacznych przestrzeniach. Z Gniezna do Krakowa - wskażmy przykłady miarodajne dla monarchii pierwszych Piastów - jest w linii powietrznej ok. 300 km, a do Przemyśla ok. 475 km, z Krakowa do Gdańska natomiast ponad 500 km. W praktyce podróżnej odległości te musiały się jeszcze znacznie wydłużać. Dziś te same odległości drogami wynoszą odpowiednio 389, 561 i 570 km, a Wisłą (stanowiącą kiedyś jeden z najważniejszych szlaków komunikacyjnych) z Krakowa nad morze jest ponad 1000 km. Z jeszcze większymi przestrzeniami mamy do czynienia w czasach jagiellońskich. Z Krakowa do Wilna jest ponad 630 km, podobnie do Kijowa, do Smoleńska zaś prawie 1000, a do Nowogrodu prawie 1200 km. Techniczne możliwości ogarnięcia tych przestrzeni nie zmieniały się wiele w ciągu całej interesującej nas epoki, choć widoczny był oczywiście stały, acz powolny postęp. Wynikał on przede wszystkim z coraz większej dbałości o drogi, budowę mostów czy promów. Człowiekowi pozostawały jednak do dyspozycji te same środki komunikacji i transportu - marsz pieszy, podróż konna lub wozem na lądzie, a łodzią czy statkiem na wodzie. Wskazane przemiany krajobrazu sprawiały, że z biegiem czasu coraz większą rolę odgrywała komunikacja lądowa, ale wciąż korzystano chętnie z głównych rzek, i to zarówno w transporcie towarowym (spławianie drewna czy zboża), jak i w indywidualnych podróżach.

Pokonywanie przestrzeni zajmowało wiele czasu. Szacuje się, że piechur mógł przejść dziennie do 40 km, niewiele więcej przeciętnie przemieszczający się wóz konny, spieszący się zaś jeździec do 50-60 km. Szybszy był transport wodny. Łódź płynąca z prądem rzeki pokonywała nawet 150 km na dobę (ale idąc w górę rzeki najwyżej 25 km). Wiele zależało oczywiście od rozmaitych czynników zmiennych i przypadkowych, jak pora roku, warunki pogody, napotkane przeszkody, wytrzymałość podróżnych, a także wymogi sprawy. Przy palącym pośpiechu wszystkie średnie wartości mogły się znacznie zmieniać. Normalna podróż między głównymi ośrodkami państwa Piastów zajmowała w każdym razie około półtora tygodnia, a w monarchii jagiellońskiej nawet i kilka tygodni. Również przekazywanie pilnych informacji trwało wiele dni. Nie wiemy nic o stosowaniu specjalnych technik komunikacyjnych, jak sygnały ogniem lub dymem albo gołębie. Alarmy wymagające natychmiastowej reakcji (choćby wieść o wtargnięciu nieprzyjaciół) przekazywano zapewne nie przez posłów, ale z ust do ust, co było drogą najszybszą. Późną jesienią i zimą ruch na drogach i rzekach w znacznym stopniu zamierał. Miało to szczególne znaczenie przy kontaktach dalekosiężnych. Podróże zagraniczne to zresztą osobny problem. Wyprawy do Rzymu (które podejmowano wszak regularnie ze względu na znaczenie papiestwa) trwały ok. 2 miesięcy. W ich trakcie trzeba było w dodatku przekroczyć Alpy, co na wielu przybyszach, także Polakach, znających przecież góry w swym własnym kraju, robiło ogromne wrażenie. Niechętnie decydowano się na forsowanie gór w miesiącach zimowych.

Odległości i warunki podróży wyznaczały rytm życia, zarówno prywatnego, jak i przede wszystkim publicznego. Przestrzeń pochłaniała ludzką energię, sprawiała, że na każde działanie potrzeba było czasu, a pośpiech rzadko był wskazany.

3.6. Od kiedy Polska?

początki nazwy

Do niedawna nie było najmniejszych wątpliwości, że państwo pierwszych Piastów było już Polską, a jego poddani tak właśnie nazywali swój kraj. Równie niewątpliwie rysowała się sprawa genezy tej nazwy. Ponieważ państwo zostało zbudowane przez plemię Polan, cały kraj w naturalny sposób przybrał szybko od ich imienia nazwę Polski. Rozwiązanie to przez pokolenia wydawało się wszystkim tak oczywiste, że nie zastanawiano się w ogóle nad jego uzasadnieniem źródłowym. Dopiero niedawno sprawa początków nazwy naszego kraju stała się przedmiotem krytycznej refleksji. Zwrócono uwagę na kilka faktów. Polanie jako nazwa plemienna nie pojawiają się nigdy w żadnym źródle. Wszyscy autorzy piszący w X w. o najstarszym państwie piastowskim używali różnych form (Licicaviki, czyli chyba Lestkowice u Widukinda, Mieszko jako "król Północy" u Ibrahima ibn Jakuba czy "król Wandalów" w pewnym tekście bawarskim, "państwo gnieźnieńskie" w dokumencie Dagome iudex i na monetach Chrobrego); są one urobione bądź od ludu, bądź od centralnego punktu, a żadna nie jest jednak właściwą nazwą geograficzną kraju. Nomenklatura Polska, oczywiście w formie łacińskiej (Polania, Pulania, Polonia itp.), pojawia się dopiero ok. 1000 r., aczkolwiek od razu w licznych przekazach, powstających zarówno w kraju, jak i za granicą. Znajdowała się więc już i odtąd na trwałe pozostała w powszechnym obiegu. Jednocześnie zauważyć trzeba, że sąsiedzi wschodni przyjęli na określenie państwa Piastów zgoła inne nazwy, urobione od nazwy plemiennej Lędzian - stąd ruskie Lachy, węgierskie Lengyel, także pruskie Lenkas, a potem również tureckie Lechistan.

spory o genezę

Nagłe pojawienie się nazwy Polska sugeruje, że została ona wprowadzona w jakiś odgórny sposób. Zastanawiające jest zarazem jej błyskawiczne szerzenie się ok. 1000 r. Być może nazwę tę wprowadził Bolesław Chrobry; nie do przyjęcia wydaje się natomiast pomysł niemieckiego historyka Johannesa Frieda, że nazwę tę wymyślił Otto III podczas zjazdu gnieźnieńskiego. Nawet gdyby przyjąć hipotezę o odgórnym oktrojowaniu nazwy kraju, nie wyklucza to oczywiście, że nie mogła ona nawiązywać do jakiejś wcześniejszej nazwy plemiennej - a jeśli nawiązywała, to na pewno do nazwy centralnego plemienia spod Gniezna. Niezwykle wymowna jest w tym kontekście okoliczność, że jeszcze przez bardzo długi czas, przynajmniej do XV w., tej samej nazwy Polska (Polonia) używano powszechnie zarówno na określenie całego kraju, jak i jednej z jego ziem, dla której przyjęło się ostatecznie miano Wielkopolski (które samo w sobie podkreśla fakt, że chodzi o najważniejszą część Polski). Nie ulega natomiast wątpliwości sam związek etymologiczny Polski z rzeczownikiem "pole", co miało wyraźnie pozytywne przesłanie: kraj pól to ziemia cywilizowana, przyjazna ludziom.

Zagadkę genezy i początków nazwy Polska bardzo trudno rozstrzygnąć. Ostrożnie przypuszczać można, że wywodziła się ona rzeczywiście od nazwy nadwarciańskiego plemienia Polan. Nazwa ta, jako że miała ściśle plemienny charakter, długo uchodziła jednak zapewne za niewłaściwą do opisywania nią także całego władztwa piastowskiego, które ogarniało już różne plemiona i terytoria. Wymyślano więc dla niego nowe miana o jednoznacznie politycznej wymowie - jak Lestkowice, czyli ludzie (poddani) Lestka, albo państwo gnieźnieńskie. Najpewniej dopiero Bolesław Chrobry u progu swych rządów zaczął lansować nazwę Polska, a wobec wzrastającego zainteresowania dokonaniami tego władcy jej użycie szybko się rozprzestrzeniało w Niemczech, Italii i na całym Zachodzie.

płynność terytorialna państwa

Problem kształtowania się nazwy kraju miał też inny, geograficzny, wymiar. Mimo trwałości wskazanego przed chwilą dualizmu znaczeniowego, nie ulega wątpliwości, że już począwszy od najstarszych wzmianek nazwa Polska była używana w odniesieniu do całego władztwa piastowskiego. Taka integracyjna funkcja stanowiła chyba istotę zamysłu propagującego tę nazwę władcy. Zdawać sobie jednak trzeba sprawę, że kształt terytorialny piastowskiego władztwa był wciąż bardzo płynny, bo zależał od zmiennej koniunktury politycznej czy militarnej. Mieszko I rządził obszarami od Bałtyku po góry na południu, ale nie posiadał jeszcze Krakowa. Z kolei Bolesław Chrobry nie tylko miał Kraków, do tego zaś przekroczył góry, sięgnął po Milsko, Łużyce i Czerwień, lecz stracił za to chyba większość Pomorza. Polska stała się już pojęciem politycznym, ale wciąż nie była zdefiniowana geograficznie - i wcale nie było jeszcze przesądzone, czy obdarzany tą nazwą, znajdujący się in statu nascendi, kraj będzie sięgać raczej Bałtyku czy raczej Dunaju.