Prolog. Neapol czy Nowy Jork?
Prolog
Neapol czy Nowy Jork?
W każdej włoskiej rodzinie jest jakaś stara ciotka, która w dzieciństwie
wyjechała do Stanów Zjednoczonych, a teraz wpada w odwiedziny. Po wielu
latach spędzonych za granicą ledwie posługuje się ojczystym językiem:
Amerykanie odbierają jej akcent jako obcy, ale rodzina nazywa ją "ciocią
z Ameryki", bo mówi, ubiera się i zachowuje jak obywatelka USA. Miłość
włoskich krewnych do niej pozostaje niezmienna: to wciąż ta sama osoba,
tylko nieco inna niż wtedy, gdy pierwszy raz przekraczała ocean.
Pizzy przydarzyło się coś podobnego. Wyjechała z Neapolu, kiedy była
jeszcze lokalną potrawą, i przez pół wieku dobrze radziła sobie w Ameryce. Dopiero po II wojnie światowej podbiła resztę świata, stając
się na przestrzeni kilkudziesięciu lat jedną z najpopularniejszych
potraw na planecie. Od Berlina po Singapur, od Kapsztadu po Svalbard,
wszyscy znają i kochają pizzę. Jej ekspansja mogłaby postępować powoli i w równym tempie, utrzymując środek ciężkości w Neapolu, ale tak się nie
stało. Zarówno w południowych Włoszech, jak i w pozostałej części Europy
pizzerie pojawiły się z chronometryczną precyzją - i nielicznymi
wyjątkami - dopiero po 1945 roku, kiedy zachodni świat szukał nowego
porządku politycznego i ekonomicznego.
Tymczasem to Stany Zjednoczone stały się wielkim inkubatorem pizzy - w pierwszej połowie XX wieku znalazła ona uznanie we wszystkich miastach
USA, zwłaszcza tych licznie zamieszkanych przez Włochów. Kultura
amerykańska wyrosła na wartościach oraz wspomnieniach imigrantów i w owym ogromnym kulturowym tyglu wymieszały się kuchnie licznych
narodowości zamieszkujących ten kraj. Pizza nie była tu wyjątkiem.
Spotkanie z Nowym Światem bez wątpienia ją przeobraziło, zwłaszcza za
sprawą większej dostępności pewnych składników, ale także dostosowało ją
do miejscowych gustów. Przydarzyło się to zresztą także daniom
makaronowym i innym kulinarnym specjałom. Tyle że w niektórych
przypadkach było to bardziej oczywiste: spaghetti meatballs czy różne
wersje fettuccine Alfredo to bez wątpienia produkty kultury
włosko-amerykańskiej, w których rozpoznajemy włoskie pochodzenie, ale
które pozostają efektem wpływów kulinarnych Stanów Zjednoczonych.
Czemu w przypadku pizzy Włosi nie dostrzegają podobnej dwoistości?
Odpowiedź jest prosta: rozpowszechniona dzisiaj na świecie pizza,
łącznie z pizzą włoską i neapolitańską, jest w gruncie rzeczy
amerykańska. Wyznacznikami pierwotnego stylu neapolitańskiego były:
stosunkowo grube ciasto, niewielkie rozmiary placka, a przede wszystkim
specyficzne dodatki, których dziś już nie uświadczymy. Owszem, można
było spotkać także pewne rodzaje pizzy podobne do współczesnych, były
one jednak znacznie uboższe.
Pizza z pomidorami i serem - nazwijmy ją protomargheritą - istniała w Neapolu, zanim trafiła do Ameryki, ale była tylko jedną z wielu wersji
tej potrawy, bynajmniej nie najbardziej popularną. Kiedy pizza ta
przekroczyła ocean, zrobiła zawrotną karierę - została uznana za
najważniejszą i zdominowała niemal wszystkie pozostałe. Mamy tu do
czynienia z czymś w rodzaju genetycznego "wąskiego gardła" wywołanego
kontaktem z produktami już dostępnymi w Stanach Zjednoczonych i powszechnie używanymi przez lokalne społeczności włoskie, takimi jak
pomidory w puszce, oliwa z oliwek i ciągnący się ser. Kiedy ten typ
pizzy rozpowszechnił się następnie na Starym Kontynencie i w pozostałej
części świata, wpłynął także na pizzę wypiekaną we Włoszech, w Neapolu,
stając się tym, co mamy dziś na myśli, gdy mówimy "pizza".
Nie ma w tym nic dziwnego, wręcz przeciwnie: częściowa metamorfoza pizzy
jest znacznie skromniejsza niż w przypadku innych dań, które nam
codziennie towarzyszą. Kto podałby w wątpliwość amerykański rodowód
hamburgera? Tymczasem było to narodowe danie niemieckich imigrantów,
które - jak wskazuje jego nazwa - szybko zasymilowało się w kulturze
amerykańskiej. Podobnie jak pizza, także ten płaski kotlet z mielonego
mięsa musiał zdefiniować się na nowo, żeby odnieść sukces: wylądował w bułce i zyskał miano street foodu. Nikt już nie pamięta, że narodził
się w ponurych spelunach pełnych niemieckich robotników, a wszelkie
potencjalne roszczenia ze strony Niemiec całkowicie ucichły.
Różnica polega na tym, że włoska kuchnia już w XIX wieku była dla
imigrantów silnym nośnikiem tożsamości kulturowej i jako taka była
chroniona przez społeczności za granicą. Wewnętrzna spójność włoskich
enklaw i ich odporność na zagraniczne wpływy stanowiły przeszkodę w procesie integracji, ale jednocześnie pomogły zachować gastronomiczne
bogactwo, które nigdy w pełni nie wtopiło się w kuchnię gospodarzy.
Dlatego dzisiaj postrzegamy pizzę jako danie włoskie, hamburgera zaś -
jako amerykańskie, mimo że to tylko kwestia punktu widzenia.
Jak bardzo zatem zmieniła się pizza? Jeśli spojrzymy na jej
neapolitańskie początki, okaże się, że dość znacząco, ale nie na tyle,
by nie dało się jej rozpoznać. Danie to ma ogromne szczęście: cokolwiek
położyć na mączny placek, zawsze powstanie pizza. Nawet jeśli wielu
ludzi uważa, że pizza z ananasem nie zasługuje na to szlachetne miano, w rzeczywistości siła tego specjału tkwi właśnie w tym, że niezależnie od
tego, co się na nim kładzie, pozostaje on sobą. Niewiele innych dań
równie dobrze znosi wariacje - jednym z nich jest oczywiście makaron.
Pizza przeszła wiele etapów: dała początek odmianom, w których dzisiaj
nie rozpoznalibyśmy pizzy (przyjrzymy się im w części drugiej), a amerykańskie wcielenie to tylko ostatni etap jej wieloletniej podróży.
Czy to problem? W żadnym razie, dziwne, gdyby było inaczej. Ewolucja
jest wpisana w dzieje kuchni, a wszystko, co jej się opiera, prędzej czy
później zanika. Zmiana to mechanizm gwarantujący przepisom przetrwanie,
tyle że często nie zdajemy sobie z niej sprawy, bo to szalenie powolny
proces. W kolejnych rozdziałach znajdziemy przepisy na pizzę
neapolitańską bardzo odmienne od tych współczesnych, niektóre
praktycznie nie do rozpoznania, a także takie, które dziś zanikają - jak
pizza ze świeżymi rybkami, którą leciwi Neapolitańczycy do dziś
wspominają z nostalgią.
Czy pizza jest zatem neapolitańska czy amerykańska? Trudno powiedzieć, a w pewnym sensie nawet nie warto zadawać sobie tego pytania. Czy Rocky
Marciano był Włochem czy Amerykaninem? W jego żyłach płynęła krew z Abruzji i Kampanii, ale gdyby nie kariera w Stanach Zjednoczonych, nie
stałby się najwybitniejszym bokserem wagi ciężkiej w historii. Być może
zostałby sprawnym robotnikiem albo szewcem, tak jak ojciec, ale na ringu
zapewne nie odniósłby wielkich sukcesów. Dla Włochów to lokalny
celebryta: w miasteczku pochodzenia jego ojca, Ripa Teatina, stoi nawet
jego pomnik. Z pewnością był dumą wszystkich imigrantów, którzy przed
nim i po nim zeszli na ląd na Ellis Island, jednak bez cienia
wątpliwości był również Amerykaninem: gdy zdobywał mistrzostwo świata,
na jego piersi widniał gwiaździsty sztandar, a nie
zielono-biało-czerwona flaga. Ci, którzy przepływali ocean, by szukać
szczęścia w Nowym Świecie, właśnie o takim losie marzyli.
Pizzy przydarzyło się w zasadzie to samo. Kiedy dotarła do
amerykańskiego wybrzeża, odniosła niespodziewany sukces, który uczynił
ją jednym z dań najbardziej ukochanych przez Amerykanów. Podczas gdy we
Włoszech trudno jej było przekroczyć granice Neapolu, to Stany
Zjednoczone zdobyła przebojem. Wystarczyło kilka drobnych zabiegów, by
wszyscy pokochali chlebowy placek z dodatkami wynaleziony w Neapolu dla
wykarmienia prostego ludu. Gdyby nie ta podróż, pizza nigdy nie stałaby
się światowym fenomenem, a pozostałaby lokalnym przysmakiem, jakich we
włoskiej gastronomii pełno. Żartem można by powiedzieć, że pizza to
piadina, której się udało.
Do końca XIX wieku można mówić o ewolucji dość linearnej, zamkniętej w murach Neapolu, ale później pizza zaczęła otwierać się na resztę świata,
tworząc krzyżówki i hybrydy, które powstają do dzisiaj. Oczywiście także
w miejscu jej pochodzenia bogatsze, bardziej wyrafinowane wersje
współegzystowały z uboższymi. Te ostatnie zniknęły jednak bez śladu.
Nieważne, jak głęboko sięgały ich korzenie: gdy osiągnięto pewien poziom
zamożności, przeszły do historii, najpierw w USA, potem zaś we Włoszech.
Ewolucja ta nigdy się nie zatrzymała: trwa do dzisiaj. Zmianę widać
gołym okiem i nie trzeba jej szukać w tysiącach stylów i dodatków z całego świata - wystarczy przyjrzeć się tradycyjnej pizzy z Neapolu.
Skromna, niewyrośnięta schiacciata, opisywana w dawnych tekstach, już
nie istnieje. Zastąpiła ją wyrafinowana potrawa, którą przygotowuje się
z wykorzystaniem najwyższej jakości składników, czego dowodem jest
choćby unijny regulamin wytwarzania gwarantowanej tradycyjnej
specjalności "pizza napoletana STG", wprowadzony w 2010 roku. Nie ma nic
złego w tej zmianie, wręcz przeciwnie: podobną drogę przebyło wiele
tradycyjnych potraw, które narodziły się jako antidotum na głód. Dlatego
też nie należy dawać wiary, że danie ze śledzia i polenty, które
znajdziecie w Wenecji Euganejskiej (o ile je znajdziecie), jest
dokładnie takie samo jak to, które jadano w chłopskich domach w połowie
XIX wieku. To powszechne przekonanie, że potrawy, które uważamy za
"tradycyjne", nie podlegają zmianom, niezależnie od mijającego czasu i szerokości geograficznej, należy uznać za błędne. Zmianę najłatwiej
dostrzec w wymiarze terytorialnym (co często prowadzi do lokalnych
animozji): danie zachowuje tę samą nazwę, ale w wiosce oddalonej
zaledwie o kilka kilometrów jego składniki są już nieco inne. Potrawy
zmieniają się także z biegiem czasu: w książce sprzed stu lat możemy
znaleźć danie o tej samej nazwie, lecz zupełnie innej recepturze.
Pozostaje nam ustalić znaczenie słowa "tradycja". Czy pizza jest
tradycyjnym daniem neapolitańskim? Oczywiście! Czy zawsze wyglądała tak
samo? Absolutnie nie. Czy bardziej tradycyjna jest pizza dzisiejsza czy
ta sprzed dwóch stuleci? Obie są tradycyjne w swoich epokach, z jednym
zastrzeżeniem: gdyby dzisiaj podano nam pizzę z początków XIX wieku, to
bez wątpienia odesłalibyśmy ją z powrotem do kuchni. Jeszcze półtora
stulecia temu kuchnia Włoch owiana była złą sławą, podczas gdy dzisiaj
postrzegamy ten kraj jako ojczyznę smacznego jedzenia i zdrowej diety.
Pizza podążyła tą samą drogą, aż stała się najbardziej rozpowszechnionym
i najbardziej ukochanym daniem na świecie. Jej historia pomoże nam
zrozumieć przyczyny, dla których ta tendencja się odwróciła.
Ruszajmy więc w podróż do Neapolu, gdzie rozpoczęła się historia pizzy,
żeby wysłuchać głosu naszych bohaterów - jedynych naocznych świadków
zdolnych nam opowiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło.
Narodziny legendy. Głód w Neapolu
Narodziny legendy
Głód w Neapolu
Ta historia zaczyna się w Neapolu, mieście, które ze sprzeczności
uczyniło swój znak rozpoznawczy. Z jednej strony bogata stolica
królestwa rozświetlona blaskiem swoich pałaców. Z drugiej zaś miejsce
życia setek tysięcy biedaków, w których domach szaleje cholera. To tutaj
rodzi się pizza.
A dokładniej rodzi się ona w tym drugim Neapolu: nie w kuchniach
arystokratycznych pałaców, ale w labiryncie zaułków, piwnic i gospód.
Jest odpowiedzią na potrzeby tłumów, które spędzają większość czasu na
ulicy i z trudem wiążą koniec z końcem. Stanowi odpowiedź na
atawistyczny, dojmujący głód, który od zawsze towarzyszył
neapolitańskiemu ludowi. Zanim pizza stała się daniem docenianym także
przez mieszczaństwo - co było koniecznym przystankiem na jej drodze do
ogólnoświatowej popularności - była jedzeniem biedoty. Oczywiście bieda
i problemy demograficzne nie ograniczały się do Neapolu, dlatego musimy
zadać sobie pytanie, czemu pizza narodziła się właśnie tam, a nie w jakiejś innej metropolii takiej jak Londyn, Paryż czy Rzym.
Historyczne przesłanki
Próba przedstawienia na kilku stronach gospodarczej i społecznej
historii miasta jest zadaniem karkołomnym, musimy jednak rzucić nieco
światła na problemy włoskiego południa, a w szczególności samego
Neapolu. W przeciwnym razie nie sposób będzie zrozumieć, jakie
okoliczności doprowadziły do narodzin pizzy i przyniosły jej szczęście
na przestrzeni kilku dekad.
Cofnijmy się w czasie aż do tzw. kryzysu wieku XVII, kiedy to w Europie
panowała stagnacja ekonomiczna i demograficzna, a warunki życia
pogarszały się lub - w najlepszym przypadku - nie poprawiały.
Niesprzyjające warunki klimatyczne i zła sytuacja sanitarna były
głównymi przyczynami następujących po sobie klęsk głodu i epidemii,
które w mniejszym lub większym stopniu dotknęły cały kontynent. Do tego
dochodziły częste konflikty między państwami, tylko pogarszające i tak
już trudną sytuację: w uprawie i hodowli stosowano przestarzałe metody,
co doprowadziło do zmniejszenia ilości plonów rolnych, przemysł i rzemiosło zaś korzystały z anachronicznych systemów produkcji. Kryzys
nie oszczędził nawet modeli politycznych i fiskalnych, co wywołało
krwawe starcia między poszczególnymi klasami społecznymi.
Niektóre tereny ucierpiały na tej sytuacji w mniejszym stopniu niż
pozostałe - dotyczyło to zwłaszcza krajów północnej Europy, które
ustanawiały hegemonię handlową i kulturalną na całym kontynencie.
Południe nie miało w tej kwestii szczęścia. Na początku kolejnego
stulecia tamtejsza sytuacja się jednak poprawiła i wiele miast wróciło
do liczebności z przełomu XVI i XVII wieku. Gwałtownego wzrostu
demograficznego doświadczyły zwłaszcza południowe tereny Włoch, dużo
mniejszego zaś regiony północne1. Na południu impulsem do
wzrostu liczebności populacji były zmiany w rolnictwie, dzięki którym
możliwa stała się uprawa dawnych terenów leśnych i pastwisk. W konsekwencji na rynek trafiało więcej żywności. Chociaż przez cały ten
czas śmiertelność pozostawała wysoka, a sytuacja higieniczno-sanitarna
się nie poprawiała2, to wskaźniki urodzeń wzrosły. Było to
również wynikiem polepszenia warunków pracy zarówno w rolnictwie, jak i w rzemiośle i w rodzącym się przemyśle.
Głód nie atakował tak jak wcześniej: od końca XVII wieku nastąpiły
jedynie cztery klęski głodu (w latach 1697, 1709, 1728-1730 i 1732,
jednak głód dotknął tylko niektórych obszarów włoskiego południa).
Jednocześnie stabilniejsza sytuacja polityczna sprzyjała łagodzeniu
konfliktów i ani zajęcie przez Austrię południa Włoch w 1707 roku, ani
podbój Neapolu przez Burbonów w roku 1734 nie odcisnęły trwałych
negatywnych śladów na populacji. Na horyzoncie malował się dostatniejszy
okres: zwiększyła się dostępność jedzenia, wzrosła aktywność
ekonomiczna, nastąpił także wzrost demograficzny.
Demografia i populacja Neapolu
Od początku XVIII wieku w Neapolu następował stopniowy przyrost
populacji, która w spisie ludności z 1742 roku za panowania Karola III
liczyła 294 241 osób. Później liczba ta dynamicznie się zwiększała: w 1759 roku wynosiła już ponad 350 tysięcy, w 1797 zaś - 438 269, i to
mimo dotkliwego głodu w połowie lat sześćdziesiątych, po którym
nastąpiła równie śmiercionośna epidemia3. W tym okresie
populacja Mediolanu skurczyła się do 135 tysięcy mieszkańców. Podobnie
stało się z populacją Wenecji, która w 1766 roku wynosiła 140 tysięcy
osób. To samo dotyczyło Turynu, który zatrzymał się na 61 tysiącach
ludzi, a nawet Rzymu, którego populacja wprawdzie wciąż rosła, ale na
początku XIX wieku wynosiła nie więcej niż 153 tysiące
mieszkańców4. Pod koniec XVIII wieku Neapol był jednym z największych miast w Europie, wyprzedzany jedynie przez Londyn i Paryż -
liczące odpowiednio 959 tysięcy i 632 tysiące mieszkańców - i pozostał
najludniejszą włoską aglomeracją aż do 1901 roku, kiedy to jego
populacja wynosiła 632 tysiące osób. Jego prymat zakończył się dopiero
po kilku kolejnych dekadach: najpierw, w 1921 roku, prześcignął go Rzym,
a dziesięć lat później - Mediolan. Nie zmienia to faktu, że w interesującym nas okresie Neapol był prawdziwym megalopolis - ogromnym
centrum wymiany i handlu dla całego basenu Morza Śródziemnego,
utrzymującym ścisłe związki z hiszpańską dynastią Burbonów.
Aż do kryzysu - który nastąpił po klęsce głodowej 1764 roku i odcisnął
piętno nie tylko na Królestwie Neapolu, lecz także na innych krajach
basenu Morza Śródziemnego - Neapol zdawał się godnie dźwigać ciężar
wielkiego miasta. Sytuacja była jednak niestabilna, a wykarmienie takiej
rzeszy ludzi wymagało nie lada wysiłków, którym ledwie mogło sprostać
wciąż zacofane rolnictwo. Presja demograficzna doprowadziła do
wyczerpania zasobów żywności na okolicznych obszarach wiejskich.
Zagrożeni widmem głodu chłopi zjeżdżali do miasta, zasilając
nieprzebrane rzesze jego mieszkańców, które wszyscy kronikarze uznają za
charakterystyczną cechę ówczesnego Neapolu. Wielu dziejopisarzy tamtego
okresu dostrzegało romantyczną stronę tego zaradnego ludu, który mimo
trudnych okoliczności potrafił cieszyć się życiem, pracując tylko tyle,
by zarobić na chleb. Opowiada o tym francuski prawnik i pasjonat
literatury Charles Dupaty, który przebywał w Neapolu w 1785 roku. Nie
pisze jeszcze o pizzy, ale pokazuje, w jakich warunkach żyli najubożsi.
Większość ludzi pracuje tu tylko tyle, ile trzeba, by uniknąć śmierci
głodowej. Nazywa się ich lazzaroni. Lazzaroni nie stanowią osobnej
grupy, można ich spotkać w każdej klasie społecznej: to po prostu ludzie
leniwi. Jeśli pracują mało, to dlatego, że tyle im wystarczy do
przetrwania. Nie jest to kwestia słabości, ale temperamentu. Czy
istnieje na ziemi człowiek, który pracowałby wciąż, gdyby już nie
musiał? Jeśli lazzarone uda się w kilka godzin zarobić tyle, żeby
przetrwać kilka dni bez pracy, odpoczywa, idzie na spacer, bierze
kąpiel, słowem: żyje5.
I dalej:
[...] zjada się kęs na rogu ulicy, a kiedy brzuch jest pełen, nago
kładzie się do łóżka. Na godzinę przed zmierzchem się wstaje, ubiera i pije kawę albo wsiada do powozu i udaje na przejażdżkę. To w tym
momencie miasto wypełnia rój woźniców. Zawodem piętnastu tysięcy ludzi
jest bieganie na przedzie powozu, zawodem drugich piętnastu tysięcy -
bieganie za nim"6.
Kilka lat później do Neapolu przyjeżdża podczas swojego Grand Tour także
Goethe, któremu zawdzięczamy bardziej precyzyjny opis ludu parającego
się drobnymi zajęciami pozwalającymi zarobić parę groszy, by przeżyć do
następnego dnia. W jego opisie nie jest to banda leni, ale ludzie
zaradni, którzy podejmują choćby najskromniejsze prace, byle nie umrzeć
z głodu. Nielicznym próżnującym na ulicach lazzaroni Goethe
przeciwstawia rój mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy w tej gigantycznej
metropolii transportują i sprzedają niemal bezwartościowe rzeczy, nie
mając innych możliwości zapewniania sobie utrzymania.
Widziałem też różnych ludzi krążących tam i z powrotem, ale prawie
wszyscy mieli przy sobie jakieś atrybuty swoich zawodów. Żebraków nie
widziałem, poza ludźmi bardzo starymi, całkowicie niedołężnymi i kalekami. Im więcej się rozglądałem, im uważniej się przypatrywałem, tym
mniej dostrzegałem prawdziwych nierobów jakiegokolwiek stanu, wieku czy
płci i to nie tylko przed południem, ale również w późniejszych
godzinach dnia7.
Określanie Neapolitańczyków przez wielu ówczesnych obserwatorów jako
leniwych i sennych ujawnia strukturalne problemy gospodarcze ośrodka
zamieszkałego przez ogromne masy lumpenproletariatu, który musiał na co
dzień radzić sobie z widmem głodu.
Warunki mieszkaniowe i bytowe
Nieproporcjonalnemu rozrastaniu się Neapolu towarzyszyły ogromne
problemy lokalowe: w najbiedniejszych dzielnicach każdą wnękę zamieniano
w izbę, w której musiała się zmieścić cała rodzina. Pomieszczeń
sanitarnych i kanalizacji właściwie nie było, gotowano jedynie w małych,
opalanych drewnem piecykach ustawionych przed drzwiami, a całe życie
toczyło się na ulicy.
Wraz ze wzrostem liczby mieszkańców warunki bytowe miejskiego plebsu
dodatkowo się pogorszyły, a gdy zwiększył się popyt na mieszkania,
wzrosły także ceny8. Wynajmowano nawet rudery i najgorsze nory w suterenach. Jak donosi Jessie White9, jedna z najważniejszych
dziennikarek okresu odrodzenia, która opisywała warunki, w jakich żyli
neapolitańscy plebejusze, były to duszne izby bez dostępu powietrza i światła.
Odwiedziłam liczne sutereny. Kiedy krążyłam po zaułkach, by dotrzeć do
jednej z nich, z trudem powstrzymywałam wszechogarniającą odrazę [...].
Sufit był popękany, a w wielu izbach panowała ciemność, bo światło
wpadało do nich jedynie z sąsiedniego pokoju przez drzwi albo pozbawione
szyb dziury, nazywane tu oknami. W każdym pomieszczeniu tego
szczególnego lokalu (wyróżniającego się jednak na tle innych, do których
zaglądałam, pozbawionych nawet toalety) była dziura w ścianie. A wszystkie te dziury odprowadzały ścieki w dół do kloaki, która - rzecz
jasna - sąsiadowała ze studnią. Gdy uświadomimy sobie, że w większości
takich izb mieszkają dwie, a nawet trzy rodziny, łatwo pojmiemy, jak
bardzo nikczemne są to warunki. Niektóre rodziny mają dość mebli, inne -
ledwie jedno łóżko. W pewnej mansardzie widziałam stertę słomy, która
dosłownie sama się poruszała: myślałam, że to mrowisko. Były to jednak
całkiem inne insekty10.
Wzrastającym kosztom wynajmu towarzyszyły rosnące ceny podstawowych
produktów żywnościowych takich jak zboża, rośliny strączkowe, oliwa,
mięso i tak dalej, podczas gdy pensje utrzymywały się na tym samym
poziomie lub tylko nieznacznie rosły11. Zasadniczo od pierwszej
połowy XVIII wieku aż do kolejnego stulecia widać było stopniowe
ubożenie klas niższych. Podczas gdy plebs stawał się coraz biedniejszy,
instytucje kościelne i właściciele ziemscy konsolidowali majątki i gromadzili bogactwa. W innych częściach Europy stanie się to podstawą
rewolucji przemysłowej.
Pożywienie
Wzrost cen produktów spożywczych doprowadził do zmiany stylu życia także
pod względem konsumpcji. Okresów największego niedożywienia czy złej
diety nie wyznaczały już klęski głodu, ponieważ najbiedniejsze klasy
społeczne braku pożywienia doświadczały na co dzień, zmuszone do
stosowania coraz uboższego i coraz bardziej monotonnego jadłospisu. W południowych Włoszech podstawę diety stanowiły warzywa, zwłaszcza różne
rodzaje kapusty, a także rośliny strączkowe12, ale taki typ
upraw nie pozwoliłby utrzymać ciężaru XVIII-wiecznego wzrostu
demograficznego.
Dzięki temu, że nastąpił postęp w rolnictwie i ekspansja uprawy zbóż, na
rynku pojawiło się więcej mąki, co doprowadziło do żywnościowej
rewolucji w całej Europie. Chleb i produkty mączne stały się podstawą
diety, zwłaszcza w klasach niższych. Szacuje się, że stanowiły w ich
jadłospisie źródło około 80 procent wszystkich kalorii13. Z neapolitańskich rejestrów administracyjnych Libri di Citta z 1758 roku
jasno wynika, że chleb i mąka były produktami, po które mieszkańcy
sięgali najczęściej, ze średnim spożyciem wynoszącym ponad 190
kilogramów na osobę - podczas gdy średnia dla mięsa wynosiła 30 kilo,
dla ryb zaś nieco ponad 5014. Statystyka przydaje się do
odczytywania pewnych zjawisk, ale może nas też wprowadzić w błąd: nie
wszyscy mieli bowiem taki sam dostęp do tych produktów. Oczywiście,
czego dowodzą przepiśniki z epoki, najzamożniejsze warstwy społeczne
mogły sobie pozwolić na bogatszy jadłospis oparty na mięsie i rybach,
podczas gdy pożywienie dla uboższych stanowiły warzywa czy generalnie
rośliny. Sytuacja ta utrzymywała się przez długi czas, a żywo opisuje ją
francuski dziennikarz, polityk i dyplomata Marcellin Pellet, w pochodzącym z 1894 roku raporcie zatytułowanym Naples contemporaine
(Współczesny Neapol):
Jak żywi się ten lud? Tak tanio, jak tylko się da. Prawie nikt nie jada
mięsa; wołowina i cielęcina są droższe niż w Paryżu. Pija się tu mało
wina, ponieważ podczas gdy w okolicznych wsiach świeże wino, dzięki
ulgom podatkowym i pomocy finansowej, da się kupić już za 5 do 10
franków za hektolitr, w mieście podrobione wino sprzedaje się nawet za
50 centów za litr. Na szczęście chleb, chociaż bardzo drogi, odznacza
się wysoką jakością, a od 1885 roku woda jest znakomita, zdrowa i świeża. Pożywienie jest zasadniczo roślinne. Ze ścian domów, przy
oknach, zwieszają się długie sznury pomidorów, cebuli, opuncji figowej
albo melony i arbuzy owinięte roślinnymi linkami niczym piłka siatką. Te
zapasy przechowuje się na dworze niemal przez całą zimę, jako że
temperatura prawie nigdy nie spada poniżej zera.
Najważniejszym posiłkiem, który zajmuje miejsce pieczeni, są
maccheroni15, z dodatkami lub bez. Po ulicach jeżdżą wozy
pełne dorodnych warzyw. Po niedostępnych zaułkach krążą osły niosące po
dwa wielkie worki ze słomy. Verdummaro16 kładzie dłoń u nasady ogona i uciskiem kciuka kieruje zwierzę w lewo lub w prawo.
Gospodynie domowe dokładnie ważą kapusty i sałaty. Lokatorzy górnych
pięter spuszczają na sznurze kosz, który sprzedawca warzyw wypełnia w zamian za kilka monet. Przed drzwiami mieszkań na parterze kobiety
obierają warzywa i gotują je z odrobiną pancetty albo baraniny (jedyne
niedrogie mięso) w garnkach ustawionych na puszkach po amerykańskiej
benzynie przekształconych w piece17.
Sprzedaż owoców, warzyw i innych produktów rolnych pozostawała zresztą
nieopodatkowana nawet w okresach największego zaostrzenia polityki
fiskalnej18.
Nasuwa się tu oczywiste pytanie: skoro miasto było tak odrażającym,
cuchnącym i brudnym siedliskiem osób żyjących w ekstremalnie trudnych
warunkach, czemu przyciągało coraz więcej ludzi, którzy powiększali i tak już ogromną rzeszę jego mieszkańców? Odpowiedź jest prosta: na wsi
było jeszcze gorzej.
Miasto nie oferowało też przybyszom pracy, jak to będzie robiło na
początku XX wieku, kiedy w wielu włoskich miastach wzrośnie
zapotrzebowanie na robotników pracujących w fabrykach. Neapol XVIII i XIX wieku reprezentował rzeczywistość przedkapitalistyczną i nie
starczało w nim pracy dla wszystkich tych, którzy chcieli zamieszkać w jego murach - nawet jeśli wziąć pod uwagę roboty publiczne przy budowie
nowych pałaców i pomników. Prawda jest taka, że chwiejna równowaga
pomiędzy miastem a wsią załamała się i sytuacja chłopów z południa stała
się nieznośna. Rolnictwo poczyniło pewne postępy, zwłaszcza jeśli chodzi
o uprawę zbóż, nie wystarczało to jednak, by wykarmić wszystkich.
Płacili za to chłopi, którym miasto zabierało większość zasobów. Ten
exodus do wielkiej metropolii był pierwszym krokiem w procesie, którego
kulminacja nadejdzie kilka dekad później pod postacią dobrze nam znanej,
masowej emigracji za granicę, przede wszystkim za ocean. Może nas dziwić
powszechne u chłopów przekonanie, że prędzej umrą z głodu na swojej wsi
niż w mieście. Prawda jest jednak taka, że Neapol wchłaniał całą
produkcję rolną, a zwłaszcza zboże: chleb był tylko tam.
Polityka annony
Nie była to tylko kwestia wolnego rynku, na którym wielkiemu popytowi
odpowiada równie wielka podaż, lecz także systemu, który zapewniał stały
dopływ zboża, tak by zapobiegać możliwym niedoborom i gwałtownemu
wzrostowi cen podstawowych produktów żywnościowych. Musimy pamiętać, że
w tym okresie państwami rządziły monarchie absolutne, a do ich zadań
należało zapewnienie poddanym możliwości zaspokojenia głodu. Nie
kierowały nimi bynajmniej szlachetne pobudki - od tego były instytucje
religijne - ale niebezpodstawne przekonanie, że wygłodniały lud może
zwrócić się przeciwko władzy i ją obalić. A nawet jeśli do tego nie
dojdzie, istnieje ryzyko, że w miastach wybuchną zamieszki, na ulicach
pojawią się trupy, a straszne czasy nadejdą także dla możnych i arystokratów, którzy będą musieli zabarykadować się w domach. Dlatego
wszyscy ówcześni rządzący starali się stosować strategie pozwalające
uniknąć podobnych wydarzeń.
Najprostszą metodą było zaopatrywanie kontrolowanych przez państwo
magazynów: przechowywano w nich pewną ilość zboża, która w razie klęski
głodu miała zostać uwolniona, by uniknąć nagłego wzrostu cen.
Jednocześnie zabraniano handlarzom gromadzić zbyt duże zapasy, ponieważ
mogliby zacząć spekulować, celowo nie wpuszczając zboża na rynek, żeby
sztucznie zawyżyć jego wartość i finalnie zarobić więcej. W świecie
przedindustrialnym niemal wszystkie kraje i wielkie miasta powszechnie
stosowały te praktyki, które zresztą w wypadku niezbyt długotrwałych
klęsk głodu istotnie okazywały się skuteczne.
W Neapolu działał jednak bardziej skomplikowany system pod nazwą
"annona"19: specjalnie powołana do tego celu instytucja
polityczna kupowała zboże w imieniu Korony20, by następnie
wprowadzić je na rynek po regulowanej cenie. Realizację tego modelu
zaopatrzenia powierzano tzw. partiom, czyli wielkim handlarzom z Królestwa Neapolu, którzy skupowali zboże i zwozili je do miasta. Był to
system niesprzyjający konkurencji, ponieważ w interesie wszystkich
partii leżało ustalenie wspólnego stanowiska, by uzyskać wyższą cenę od
Korony, która kupowała zboże przeznaczone do wprowadzenia na lokalny
rynek. W interesie pośredników leżało równocześnie maksymalne obniżenie
wartości pierwotnej, tak by jak najmniej zapłacić rolnikom. To
wykorzystywanie dominującej pozycji na rynku prowadziło do ubożenia
chłopstwa, jako że kapitał nie wracał do obiegu produkcyjnego.
Poza rolnikami płaciła za to również Korona, która kupowała zboże od
partii za zawyżoną cenę, by potem zapewniać regulowaną cenę mąki i chleba. Deficytem obciążano mieszkańców, nakładając podatki na różne
produkty, takie jak świeże i konserwowe mięso, sery i wędliny. Najubożsi
musieli więc odżywiać się chlebem, oliwą (ona również podlegała polityce
annony) i warzywami, których ceny utrzymywały się na niskim poziomie.
W innych wielkich miastach, takich jak Londyn i Paryż, dużo wcześniej
niż w Neapolu wprowadzono reformy, które ograniczyły do minimum
interwencje państwa w politykę aprowizacyjną, sprowadzając ją jedynie do
zakazu gromadzenia zapasów przez prywatnych właścicieli oraz zakazu
eksportu zboża, gdy jego cena przekraczała pewien próg kosztów. Te
liberalne decyzje pozwoliły na uwolnienie wymiany na rynku, co
przełożyło się na większą dynamikę gospodarczą sektora. Tymczasem
Królestwo Neapolu pozostawało przywiązane do starej logiki
protekcjonizmu, zgodnie z którą należało w miarę możliwości
powstrzymywać handel zbożem z zagranicą, ograniczając się do importu w okresach klęski głodowej. A chociaż w 1794 roku zrezygnowano z tego
systemu wskutek nacisków na wprowadzenie wolnorynkowych reform, to w drugiej połowie XIX wieku udział zbóż w diecie mieszkańców Neapolu
pozostawał niezmieniony. Współcześni autorzy dostrzegali różnice między
tym miastem a innymi europejskimi stolicami, gdzie sposób odżywiania się
był wyraźnie odmienny.
Jeśli chodzi o chleb, gdy porówna się nasze miasto do Paryża i Londynu,
jawi nam się ono jako wrogie mięsu: o ile Londyn i Paryż przewyższają
Neapol pod względem spożycia mięsa, o tyle w przypadku chleba zachodzi
sytuacja odwrotna. Nie winno nas to zaskakiwać, jako że wiadomo, iż mamy
w Neapolu dużą liczbę ludzi, którzy niczym się innym nie żywią jak tylko
chlebem i z trudem tylko zdobyć mogą kawałek mięsa na Wielkanoc czy Boże
Narodzenie21.
W kolejnych latach, pomijając okresy głodu, dzięki otwarciu na
zagraniczne rynki i wzmocnieniu floty handlowej Korona utrwaliła swój
rolniczo-handlowy profil, skupiając się na wymianie
wewnętrznej22. Jeszcze po zjednoczeniu Włoch, które
nastąpiło w 1861 roku, żywność i surowce były głównymi produktami
eksportowymi, choć w wypadku zboża bilans handlowy okazywał się zawsze
ujemny, ponieważ zwiększano import z zagranicy, by zaopatrywać miasto w mąkę, z której produkowano chleb i makaron23.
Narodziny pizzy
Spróbujmy teraz umiejscowić narodziny pizzy w relacji do opisanych dotąd
warunków społecznych, ekonomicznych, mieszkaniowych i żywnościowych. Jak
już wiemy, Neapol był gigantyczną metropolią o niewystarczającej liczbie
budynków mieszkalnych, co oznaczało, że bardzo wielu ludzi nie mogło
gotować albo musiało to robić w prowizorycznych warunkach, na ulicy
przed drzwiami budynku. Te same osoby były często bezrobotne lub
zarabiały na tyle mało, że zmuszone były odżywiać się wyłącznie
roślinami, a podstawę ich jadłospisu stanowiły produkty mączne.
Chcąc wyjść naprzeciw potrzebom niższych warstw społecznych, władza
wprowadziła politykę, która zapewniała ciągły napływ zboża i oliwy do
miasta po regulowanych cenach, podczas gdy inne produkty roślinne
również pozostawały tanie - między innymi za sprawą braku ceł. Jeśli
zestawić te informacje, stanie się oczywiste, że w takich
okolicznościach musiały powstać dania mączne z dodatkiem oliwy, warzyw i niewymagające wielu innych składników, które dało się przygotować i zjeść na ulicy gdzie spędzano przecież większość czasu. I tak się stało.
Nie bez powodu w tym okresie pojawiły się dwa specjały - makaron i pizza
- które miały z czasem odnieść międzynarodowy sukces. Oba te mączne
przysmaki sprzedawano przechodniom jako swoisty street food. Oba są
typowo miejskie: narodziły się i rozwinęły w murach Neapolu, gdzie
istniał duży rynek, a zatem łatwiej było zdobyć zarówno składniki, jak i klientelę. Gdyby nie te dwa czynniki, pizza i pasta, podobnie zresztą
jak wiele innych dań należących do tradycji gastronomicznej Włoch,
zapewne by się nie narodziły. W analizowanym przez nas okresie,
obejmującym XVIII i XIX wiek, także w innych częściach Włoch zasiano
ziarno, z którego miały wyrosnąć najważniejsze regionalne specjały, by
rozkwitać potem w wielkich miastach, dokąd napływały produkty z okolicznych wsi. Był to warunek konieczny, by nowe dania mogły się
najpierw narodzić, a potem zadomowić na tyle, żeby wpisać się w kulinarną panoramę regionu.
Od czasów średniowiecznych miasta były nie tylko centrami władzy
ekonomicznej, politycznej i religijnej, lecz także, dzięki ciągłej
wymianie z okolicznymi wioskami - ośrodkami kultury, także
gastronomicznej. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie było dań, które
wywodziłyby się z tradycji wiejskiej, ale zazwyczaj wyraźnie się one
różniły od naszych wyobrażeń. Nie licząc pojedynczych przypadków,
ówczesna wieś była miejscem dalekim od wymarzonego, bliższym koszmarom,
rządziły w niej bowiem wieczna bieda i głód24. Jeśli już, jej rolą
było podtrzymywanie pewnych tradycji, które narodziły się w mieście i na
wsi znalazły dla siebie przestrzeń. Rolnicy, mniej skłonni do zmian w okresie społecznych transformacji, zachowali niektóre dania, podczas gdy
miejskie mody przemijały stosunkowo szybko.
W ostatnim stuleciu przemiany obyczajów postępowały szybciej niż
kiedykolwiek wcześniej, więc by odzyskać najstarsze praktyki kulinarne,
które w ośrodkach zurbanizowanych szybko zanikały, zerkano w stronę wsi,
niemniej głównym miejscem ich narodzin i rozwoju pozostawały miasta. Nie
powinno nas to jednak doprowadzić do przekonania, że Neapol był cudownym
miejscem, pełnym bystrych kucharzy, którzy wyciągali nowe przepisy
niczym królika z kapelusza: również makaron i pizza musiały odczekać
całe stulecia, nim zadomowiły się w panoramie gastronomicznej miasta.
Gdybyśmy chcieli porównać przemiany dań do darwinowskiej teorii ewolucji
drogą doboru naturalnego, moglibyśmy powiedzieć, że tak jak jedne
gatunki zwierząt znajdują swoją ekologiczną niszę i podlegają ewolucji,
podczas gdy inne po prostu wymierają, tak makaron i pizza znalazły swoją
"gastronomiczną niszę", rozwinęły się i rozprzestrzeniły, tymczasem
wiele innych potraw znajdziemy dziś tylko na kartach książek
kucharskich, bo nikt ich już nie przygotowuje, co czyni z nich niemalże
skamieniałości z dawnych epok.
Czasy się zmieniają, a wraz z nimi dania: makaron i pizza wyszły ze
swojej początkowej fazy i w toku ewolucji wzbogaciły się o wyrafinowane
dodatki, stając się czymś więcej niż tylko jedzeniem ulicy. Potrawy te
miały się cieszyć wielkim powodzeniem z kilku powodów: były z natury
proste i dało się je przyrządzić z tanich produktów, a przy tym
potrafiły dostosować się do gustów kolejnych epok. Ta gastronomiczna
elastyczność bez wątpienia w dłuższej perspektywie wywarła na nie
przemożny wpływ.
Weźmy na przykład maccheroni alla napoletana, które wyraźnie
ucieleśniają tę tendencję: przez wieki podawano makaron wyłącznie z masłem i parmezanem. Dopiero w drugiej połowie XVIII wieku dorzucono do
niego jeszcze sugo di stufato25 (przodek dzisiejszego rag?), a następnie także inne dodatki, takie jak pomidory i małże26, co
otworzyło drzwi tysiącom sosów do makaronu, jakie znamy dzisiaj.
Wszystko to mogło się wydarzyć, ponieważ makaron wynaleziono w miejscu
stwarzającym mu doskonałe warunki rozwoju. Na tych terenach uprawiano
pszenicę durum, stale dostępna była więc mąka wysokiej jakości; rozwijał
się przemysł młynarski i maszyny służące do formowania makaronu, a także
utrzymywał się popyt - wpierw wewnętrzny, a następnie również zewnętrzny
- który wprawiał rynek w ruch. Kiedy pierwsza faza rozwoju dobiegła
końca i gdy nastały odpowiednie warunki, makaron zaczęto eksportować do
innych regionów Włoch, a następnie za granicę, co przesądziło o jego
dzisiejszym sukcesie.
Z pizzą było podobnie, z tą tylko różnicą, że do jej wyrobu niepotrzebne
były ani tak konkretne produkty, ani równie ściśle określone metody jak
w przypadku makaronu. Można ją było wypiekać z taniej, powszechnie
dostępnej na rynku mąki, rękami licznych neapolitańskich rzemieślników
wyspecjalizowanych w piekarnictwie. O jakości surowców prócz
przytaczanych już fragmentów zaświadcza tak znana postać jak Giacomo
Casanova, który odwiedził Sorrento w 1770 roku. Tak opisywał swój pobyt
w mieście: "Wszystko jest tu pyszne: zielenina, nabiał, mięsa, a nawet
mąka, nadająca pieczywu i wszystkim makaronom delikatny smak, jakiego
nie sposób znaleźć nigdzie indziej"27.
Nie powinniśmy ulegać wrażeniu, że moda na pizzę wybuchła nagle ani że
było to danie bardzo rozpowszechnione - w wielu zapiskach z podróży, w tym u Goethego, nie znajdziemy o nim żadnej wzmianki, w odróżnieniu od
znacznie częściej wspominanego makaronu. Popularność pizzy zwiększała
się powoli, co wynikało również z konieczności wypiekania jej w opalanych drewnem piecach przez profesjonalistów, odpowiedzialnych
zarówno za jej produkcję, jak i za sprzedaż.
Neapolitańscy pizzaioli i pizzerie. Bohaterowie i ich piece
Neapolitańscy pizzaioli i pizzerie
Bohaterowie i ich piece
Pierwsi pizzaioli
Z powodu swoich skromnych początków pizza pozostawała anonimowa przez
ponad wiek, a może nawet dłużej. Uwagę gości odwiedzających
Partenope28, zwłaszcza obcokrajowców, przyciągnęła dopiero,
kiedy jako danie nabrała już kształtów. Nie wiemy właściwie nic o jej
powstaniu, a jeszcze pod koniec XIX wieku pozostawała praktycznie
niezauważona - co można wnioskować z lektury Bedekera, poprzednika
współczesnych przewodników turystycznych. W wydaniach z lat 1867 i 1893
nie ma ani słowa o pizzy, wspomina się natomiast o makaronie, zupie z małży, langustach i innych daniach29. Można założyć, że
wskazówki zawarte w przewodniku skierowane były do zamożnych turystów,
nieszczególnie zainteresowanych tańszym, ulicznym jedzeniem, chociaż,
jak się niebawem przekonamy, pizza zdążyła już wzbudzić pewne
zaciekawienie wśród arystokratów.
Na szczęście Neapol przyciągnął wielu innych obserwatorów ówczesnego
życia, zarówno z Włoch, jak i z innych rejonów, którzy opisywali pizzę
jako danie stale obecne na tamtejszych pełnych zgiełku ulicach. Pierwsze
dostępne nam świadectwo nie pochodzi jednak z opisu zaułków
przemierzanych przez głośnych pizzaioli, mistrzów pizzy, ale z dzieła
teatralnego. Mowa o przedstawieniu misteryjnym o narodzinach Jezusa
zatytułowanym Il riscatto del mondo, autorstwa Neapolitańczyka
Baldassare Pisaniego30. Ten istniejący od średniowiecza
szczególny gatunek teatralny i muzyczny zazwyczaj wystawiano z okazji
Wielkanocy, utwór Pisaniego miał jednak za temat narodziny Chrystusa i uświetniał obchody Bożego Narodzenia.
Oprócz bohaterów takich jak Maria i Józef, anioł, demon, pasterze i myśliwi, ważne role odgrywają w tej historii trzy postaci: Nardocchia,
Smerillo i Sguarrone Gobbo, "neapolitańscy służący", jak mówi o nich
prolog i na co wskazuje język, którym posługują się w całym utworze.
Biorąc pod uwagę, że na malarskich przedstawieniach narodzin Chrystusa
ukazywani byli ludzie w ubraniach z epoki współczesnej artyście, nie
powinno nas dziwić, że wspomniana trójka prostaczków ożywia scenę
ludowym dowcipem. Demon stara się ich nakłonić do udziału w swoich
intrygach: w przebraniu starego pasterza przepytuje Sguarrone, który,
wygnany przez pana, włóczy się półnagi po wsiach.
Demon: [...] Nieszczęsny włóczęgo, dokąd zmierzasz tak skąpo odziany?
Sguarrone: Szukam mego pana.
Demon: Czyż nie byłeś tym wieśniakiem z Pastora Elcidoro?
Sguarrone: (Niechby go tam na kawałki porąbali!) Tak jest, z Arciglioli.
Demon: A teraz?
Sguarrone: Pizzaiolo, jednym trzaskiem miotły, odebrał mi pierwszą część
wypłaty - i zapłatę za dobrą służbę.
Demon: Chcesz zostać moim sługą?
Sguarrone: Niebo cię zesyła!31
Spytany, co mu się przydarzyło, Sguarrone odpowiada metaforycznie,
porównując zwolnienie z pracy do przegranej w karty (w grę
"Primera"32) z pewnym pizzaiuolo. Z pozoru nie ma w tym nic
dziwnego - tyle, że w ten oto sposób po raz pierwszy pojawia się w dziele literackim słowo "pizzaiolo", co zbiega się w czasie z publikacją
pierwszych wskazówek dotyczących neapolitańskiej pizzy w znanej nam
postaci. Pytanie o to, czy najpierw narodziła się pizza czy pizzaiolo,
nie jest bezpodstawne, ponieważ istniało wiele odmian pizzy, a ona sama
była jednym z licznych produktów wytwarzanych w piecu (jak przekonamy
się w drugiej części książki). Nasza historia rozpoczyna się zaś dzięki
sukcesowi jednego konkretnego rodzaju tego wypieku, co sugeruje, że
musiała istnieć osoba, która go regularnie wytwarzała.
Na stronie tytułowej sztuki Pisaniego czytamy: "Neapol, 1693. I znów
1717", co oznacza, że akcja toczy się na sto lat przed jakąkolwiek inną
wzmianką o tym szczególnym zawodzie. Wskazuje się ten okres jako czas
powstania pierwszych lokali wyspecjalizowanych w produkcji pizzy,
których nie nazywano jeszcze "pizzeriami"33 i które
funkcjonowały obok mnóstwa innych piekarni i tawern serwujących ciepłe
posiłki w niskich cenach. Musiała jednak istnieć już pewna
specjalizacja, skoro ktoś definiował się jako pizzaiolo: oznacza to
uznanie istnienia takiego zawodu, a co za tym idzie - samej pizzy. Jak
zobaczymy, pizzaiolo mógł także oznaczać nie tyle piekarza, co ulicznego
sprzedawcę, którego liczne wizerunki przetrwały do dzisiaj. Nie jest to
zresztą odosobniony przypadek: także słowo maccaronaro oznaczało
zarówno wytwórcę makaronu, jak i człowieka, który sprzedawał to danie na
ulicy. Prawdopodobnie pizza nie zaczęła być rozpoznawana jako produkt
odrębny za sprawą przygotowującego ją piekarza, ale raczej tego, który
ją sprzedawał za parę monet, kręcąc się po zaułkach i przyciągając
klientów swoim krzykiem. Biorąc pod uwagę, że przez ponad wiek nie
słyszymy nic więcej o pizzaioli, możemy zakładać, że zawód ten jest
jeszcze w powijakach, a wykonujące go osoby stanowią grupę bardzo
nieliczną i wywodzącą się z ludu. Świadczy o tym przywołany cytat, gdzie
postać pizzaiola to służący, prostaczek, z którym gra się w karty. To
oczywiście temat zbyt odległy od naszych zainteresowań, ale mamy do
czynienia z zakrojoną na szerszą skalę ewolucją zawodów związanych z jedzeniem, które dzisiaj cieszą się uznaniem, jakiego nie dostąpiły
nigdy wcześniej w historii.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Dino Carpanetto, Giuseppe Ricuperati, L'Italia del Settecento. Crisi, trasformazioni, lumi, Laterza, Bari 1986. [wróć]
John A. Davis, Tra espansione e sviluppo economico nell'Europa del xviii secolo, w: Antonio Di Vittorio, Dall'espansione allo sviluppo. Una storia economica d'Europa, Giappichelli, Torino 2002, s. 141-201. [wróć]
Giovanni Aliberti, Economia e societa a Napoli dal Settecento al Novecento, Editori meridionali riuniti, 1974. Liczby zawarte w spisach przednowoczesnych nie zawsze są wiarygodne, ale dają nam wskazówki wystarczające, by zorientować się w ogólnych procesach demograficznych. [wróć]
Paolo Malanima, L'economia italiana. Dalla crescita medievale alla crescita contemporanea, Il Mulino, Bologna 2002. [wróć]
C.M.J.B. Mercier Dupaty, "Lettre cii. A Naples", w: Lettres sur l'Italie écrites en 1785, Chez Aimé Payen, Paris 1796, s. 156. [wróć]
Tamże, s. 155. [wróć]
Johann Wolfgang Goethe, Podróż włoska, przeł. Henryk Krzeczkowski, PIW, Warszawa 1980, s. 292. [wróć]
Ogólny obraz cen i płac za: Nunzio Federico Faraglia, Storia dei prezzi in Napoli dal 1131 al 1860, drukarnia Commendatore G. Nobile, Napoli 1878. [wróć]
Jessie White była żoną Włocha, Alberta Maria, i miała ścisłe relacje z Garibaldim i Mazzinim. Działała na wielu płaszczyznach: przede wszystkim zwróciła uwagę na poważne problemy społeczne, takie jak epidemia pelagry wśród robotników rolnych z północy Włoch i warunki życia neapolitańskich biedaków i górników w sycylijskich solfatarach, z których wydobywały się wyziewy wulkaniczne. Giosu? Carducci w 1879 roku napisał o niej: "Demokracja ma tylko jednego pisarza zajmującego się sprawami społecznymi: i jest to kobieta, i jest to Angielka. Pani Jessy Mario, która jest zawsze obecna tam, gdzie trzeba odwagi, by wystąpić w szlachetnej sprawie". [wróć]
Jessie White Mario, La miseria in Napoli, Successori di Le Monnier, Firenze 1877, s. 23-24. Autorka szczegółowo przedstawia sytuację biedoty, dlatego odsyłam do całości tekstu. [wróć]
Nunzio Federico Faraglia, Storia dei prezzi in Napoli dal 1131 al 1860, dz. cyt.; Giovanni Aliberti, Economia e societa a Napoli dal Settecento al Novecento, dz. cyt. [wróć]
Emilio Sereni, I napoletani da "mangiafoglia" a "mangiamaccheroni": note di storia dell'alimentazione nel Mezzogiorno, w: "Cronache Meridionali" 1958, t. 5, nr 4 (s. 272-295), 5 (s. 353-377), 6 (s. 398-422), s. 284 i nast. [wróć]
Jean Louis Flandrin, L'alimentazione contadina in un'economia di sostentamento, w: Jean Louis Flandrin, Massimo Montanari, Storia dell'alimentazione, Laterza, Bari 1996, s. 465-489; Piero Bevilacqua, Agricoltura e storia delle campagne nel Mezzogiorno d'Italia, w: "Studi Storici" lipiec-wrzesień 1982, rocznik 23, nr 3, s. 671-682. [wróć]
Enrica Alifano, Il grano, il pane e la politica annonaria a Napoli nel Settecento, Edizioni scientifiche italiane, Napoli 1996, s. 31. Interesujący jest także opis kondycji fizycznej ubogiej klasy pracującej w Neapolu w okresie późniejszym, jaki znajdujemy w: Giovanni Vecchi, In ricchezza e poverta, il benessere degli italiani dall'Unita a oggi, Il Mulino, Bologna 2011, rozdz. 5.1 Il popolo minuto di Napoli, s. 25-26. [wróć]
Makaron, zwłaszcza długi, z ciasta z pszenicy durum. Słowo maccheroni bywało też przezwiskiem Neapolitańczyków - "makaroniarze" (przyp. tłum.). [wróć]
W dialekcie neapolitańskim - sprzedawca warzyw (przyp. tłum.). [wróć]
Marcellin Pellet, Naples contemporaine, G. Charpentier et E. Fasquelle, Paris 1894, s. 11. [wróć]
Pietro Tino, Napoli e i suoi dintorni. Consumi alimentari e sistemi colturali nell'Ottocento, w: "Meridiana" 1993, nr 18, s. 47-98. Nie znamy rzeczywistej skali zaopatrzenia miasta w owoce i warzywa, ponieważ nie zostały one uwzględnione w statystykach celnych. Według badaczy ówczesnego neapolitańskiego sposobu odżywiania były one jednak spożywane przez ubogą ludność w bardzo dużych ilościach: Achille Spatuzzi, Luigi Somma, Saggi igienici e medici sull'alimentazione del popolo minuto di Napoli, w: Sull'alimentazione del popolo minuto in Napoli lavori due, Stamperia della R. Universita, Napoli 1863. [wróć]
Wyczerpujące wyjaśnienie zjawiska annony znajdujemy w: Enrica Alifano, Il grano, il pane e la politica annonaria a Napoli nel Settecento, Edizioni scientifiche italiane, Napoli 1996. [wróć]
Mowa o Królestwie Neapolu, państwie istniejącym w latach 1282-1816 na południu Włoch, ze stolicą w Neapolu (przyp. red.). [wróć]
Errico de Renzi, Sull'alimentazione del popolo minuto di Napoli, w: Sull'alimentazione del popolo minuto in Napoli lavori due, Stamperia della R. Universita, Napoli 1865, s. 30. [wróć]
Należy odnotować, że nieodpowiednia polityka przemysłowa narażała lokalną produkcję na konkurencję z zagranicą. W połowie XIX wieku najbardziej pożądanymi za granicą neapolitańskimi produktami były słomkowe kapelusze, pędzle i rękawiczki, czyli wyroby, do których produkcji potrzeba było dużego nakładu siły roboczej, ale minimalnych inwestycji technologicznych. [wróć]
Jeśli pominiemy rok 1869, w którym panuje równowaga importu i eksportu zbóż, mąk i makaronów, w latach 1864-1873 import tych produktów spożywczych jest od dwóch do dwudziestu razy większy niż eksport (Giovanni Aliberti, Economia e societa a Napoli dal Settecento al Novecento, dz. cyt., tabele na s. 308 i 318-321). [wróć]
Na ten temat zob. Adriano Prosperi, Un volgo disperso, Einaudi, Torino 2019. [wróć]
Najstarsze świadectwo tego połączenia opisano w artykule An account of Maccaroni opublikowanym w "The London Magazine" w kwietniu 1772 roku, s. 193, a pierwszy przepis znaleźć można u Francesca Leonardiego w L'Apicio moderno, t. 3, Roma 1790, s. 284. Pełna historia ewolucji maccheroni alla napoletana została przedstawiona w: Luca Cesari, Historia makaronu w dziesięciu daniach, przeł. Mateusz Kłodecki, Znak Koncept, Kraków 2022. [wróć]
Ippolito Cavalcanti, Cucina teorico-pratica, Tipografia di G. Palma, Napoli 1837, s. 279. [wróć]
Giacomo Casanova, Storia della mia vita, Piero Chiara (red.), t. 6 Mondadori, Milano 1965, s. 385. [wróć]
Historyczna i symboliczna nazwa Neapolu (przyp. red.). [wróć]
Karl Baedeker, Handbook for Travellers, Italy, cz. III: Southern Italy, Sicily, the Lipari Island, Williams & Norgate, London 1867; Karl Baedeker, Handbook for Travellers, Italy, cz. III: Southern Italy, Sicily, Karl Baedeker, Leipsic 1893. [wróć]
Baldassare Pisani (Neapol 1650-XVIII wiek) był włoskim poetą barokowym. Dzieło Il riscatto del mondo to część trylogii, pozostałe to Il decembre fiorito i La cascata degl'idoli. [wróć]
Baldassare Pisani, Il riscatto del mondo. Rappresentatione drammatica per la nascita del redentore, Napoli 1717 (1693), akt 2, scena VIII. [wróć]
Ferdinando Galiani, Vocabolario delle parole del dialetto napoletano, che piú si discostano dal dialetto toscano, Presso Giuseppe Maria Porcelli, Napoli 1789. Primera lub primiera była grą hazardową zbliżoną do dzisiejszego pokera. [wróć]
Słowo "pizzeria" zaczyna się rozpowszechniać w połowie XIX wieku: pierwszy raz znajdujemy je w tekście Carla de Ferrarisa Il pizzaiuolo w "Omnibus Pittoresco" 15 maja 1852, rocznik IX, nr 44, s. 302, a następnie w palermitańskim tygodniku "L'Umanitario" z 18 sierpnia 1867, w którym wspomniana zostaje "pizzeria nieopodal vico Puragatorio". Później pojawia się ono w komedii Antonia Petita, Pulcinella creduto D.a Dorotea pezza a ll'uocchio commedia in due atti, Stabilimento tipografico dei fratelli de Angelis, Napoli 1868, akt I, scena VII, podczas gdy we florenckim periodyku "La Unita della lingua" 15 kwietnia 1873, s. 125, w "liście do jednego z autorów słownika" pada pytanie, czy dialektalnego słowa "pizzeria" można używać we współczesnym włoskim języku. [wróć]