Historia oszustw - Tadeusz Czerniawski

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (30,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 5: Łysenkizm - Nauka w służbie terroru

I. Chłop, który rzucił wyzwanie nauce

Wyobraźmy sobie scenę: 29 września 1898 roku, w ubogiej chłopskiej rodzinie we wsi Karliwka na Ukrainie przychodzi na świat chłopiec. Otrzymuje imię Trofim. Jego rodzice pracują na roli, jak ich przodkowie od pokoleń. Nikt nie przypuszcza, że ten chłopiec wyrośnie na człowieka, który - jak ujął to później jeden z historyków - "był w pewnym sensie znanym już w Rosji fenomenem - powieleniem Rasputina. Z jednej strony był to człowiek, z którego przebijał prymitywizm niedouczonego chłopa, a z drugiej głębokie przekonanie o swojej racji i misji tak w nauce, jak i w praktyce rolniczej ZSRR".

Kilkadziesiąt lat później, w 1948 roku, ten sam człowiek stanie na mównicy podczas historycznej sesji Wszechzwiązkowej Akademii Nauk Rolniczych im. Lenina (WASCHNIL) i wypowie słowa, które na zawsze zmienią oblicze radzieckiej nauki: "Komitet Centralny partii zapoznał się z moim referatem i zatwierdził go". Sala zamiera. Wszyscy obecni rozumieją, co to znaczy: od tej chwili łysenkizm staje się jedyną obowiązującą teorią biologiczną w Związku Radzieckim. Genetyka zostaje uznana za "burżuazyjną pseudonaukę". Kto się nie podporządkuje, ten straci nie tylko katedrę, ale i wolność - a być może i życie.

Między tymi dwiema datami - 1898 a 1948 - rozgrywa się jeden z najbardziej dramatycznych rozdziałów w dziejach nauki. Rozdział, w którym nauka przestała być poszukiwaniem prawdy, a stała się narzędziem w rękach ideologii i terroru.

II. Marzenie o nowym człowieku

Aby zrozumieć fenomen Łysenki, musimy cofnąć się do lat dwudziestych XX wieku. Związek Radziecki, młode państwo robotników i chłopów, przeżywa okres burzliwych przemian. Rewolucja październikowa miała stworzyć nowy świat, nowego człowieka, nowe społeczeństwo. I to nie tylko w sensie politycznym czy społecznym - ale także biologicznym.

Marksizm, w wydaniu, które stało się obowiązujące w ZSRR, zakładał, że człowiek jest produktem warunków społecznych. Zmień warunki - zmienisz człowieka. Ta optymistyczna wizja doskonale współgrała z lamarckowską teorią dziedziczenia cech nabytych, głoszącą, że organizmy mogą przekazywać potomstwu cechy wykształcone w ciągu życia. Jeśli pokolenie rewolucjonistów wykształci w sobie nowe, socjalistyczne cechy - odwagę, poświęcenie, kolektywizm - to ich dzieci urodzą się już z tymi cechami. Proste, piękne i niezwykle pociągające dla bolszewickiej władzy.

Tymczasem genetyka mendlowska, rozwijana na Zachodzie przez takich badaczy jak August Weismann czy Thomas Hunt Morgan, mówiła coś zupełnie innego. Według niej, cechy dziedziczne są zapisane w genach, które nie zmieniają się pod wpływem środowiska. Owszem, mogą ulec przypadkowym mutacjom, ale nie ma możliwości, by wyćwiczona umiejętność czy nabyta cecha stała się dziedziczna. To była teoria głęboko indywidualistyczna, oparta na przypadku i statystyce - a więc, z punktu widzenia marksistów, "burżuazyjna" i "reakcyjna".

Karl Kautsky, jeden z czołowych teoretyków marksizmu, ujął to wprost: "Dla Marksa to masa jest nośnikiem postępu, dla Darwina jest nim jednostka (...) Dla Darwina główną rolę grał nie równomierny wpływ środowiska na wszystkie osobniki danego gatunku, czyli zjawisko masowe, ale sporadyczne i przypadkowe cechy szczególne konkretnych osobników (...) To dość indywidualistyczna koncepcja, która bardzo dobrze pasowała do myśli liberalnej, silnej w czasach Darwina".

Genetyka była więc z gruntu podejrzana. A jej miejsce miała zająć nowa, radziecka, prawdziwie marksistowska biologia.

III. Człowiek, który miał wszystkie atuty

W tym właśnie kontekście pojawia się Trofim Łysenko. Jego życiorys jest idealny z punktu widzenia nowej władzy. Pochodzi z chłopskiej rodziny - to nie jakiś zniewieściały inteligent, ale człowiek ludu, który własnymi rękami pracował w polu. Wykształcenie zdobywa w trybie korespondencyjnym, kończąc w 1925 roku Kijowski Instytut Agrotechniczny. Nie jest obciążony "burżuazyjnymi" teoriami, nie ma wpojonych zachodnich dogmatów. Jest praktykiem, człowiekiem czynu.

W 1927 roku gazeta "Prawda" ogłasza go "bosym profesorem" i opisuje jego rewelacyjne metody: użyźnianie gleby bez nawozów, siew grochu w zimie, które miały zazielenić jałowe pola Azerbejdżanu. Metody te, jak się później okaże, były całkowicie nieskuteczne, ale propaganda działała. Łysenko stał się bohaterem.

W 1929 roku ogłasza swoje najsłynniejsze osiągnięcie - jarowizację. To metoda polegająca na odpowiednim traktowaniu nasion (nawilżaniu i schładzaniu) przed siewem, która miała zwiększać plony i zmieniać właściwości roślin. Rzecz w tym, że jarowizacja nie była wynalazkiem Łysenki - stosowano ją w Ohio już w połowie XIX wieku i była dobrze opisana w literaturze naukowej. Co więcej, Łysenko zastosował ją nieprawidłowo, co później miało katastrofalne skutki dla radzieckiego rolnictwa.

Ale to nie miało znaczenia. Liczyła się narracja: oto prosty chłopak z Ukrainy dokonuje rzeczy, przed którymi bezradni są uczeni w swoich laboratoriach. Jak pisał Leszek Kuźnicki, polski biolog, który miał okazję spotkać Łysenkę w połowie lat pięćdziesiątych: "Kiedy Łysenko mówił lub krzyczał, można było łatwo ulec wpływowi jego osobowości i uwierzyć w niesprawdzone hipotezy".

IV. Geniusz i jego mentor

Zanim jednak Łysenko stał się wszechwładnym panem radzieckiej biologii, miał swojego mentora. Nazywał się Nikołaj Iwanowicz Wawiłow.

Wawiłow to postać wprost tytaniczna. Urodzony w 1887 roku w Moskwie, w kupieckiej rodzinie, od młodości przejawiał niezwykłą pasję poznawczą. Już jako student nosił w kieszeni żywą jaszczurkę - jakby chciał mieć przy sobie kawałek natury, którą tak bardzo pragnął zrozumieć. Studiował w Instytucie Rolniczym w Moskwie, potem w Europie, gdzie współpracował z Williamem Batesonem, jednym z pionierów genetyki.

Jego wkład w naukę jest trudny do przecenienia. Odkrył centra pochodzenia roślin uprawnych - miejsca na świecie, gdzie po raz pierwszy udomowiono zboża, warzywa, owoce. Sformułował prawo szeregów homologicznych w zmienności, które pozwalało przewidywać występowanie określonych cech u roślin na podstawie obserwacji ich dzikich krewnych. Zgromadził w Leningradzie największą na świecie kolekcję nasion - ponad 250 tysięcy próbek, które stały się podstawą banku genów.

Wawiłow był człowiekiem renesansu - genetykiem, botanikiem, geografem, podróżnikiem, organizatorem nauki. W 1923 roku został członkiem Akademii Nauk ZSRR, w 1926 otrzymał Nagrodę Leninowską. Był dyrektorem Instytutów Genetyki, prezesem Akademii Nauk Rolniczych, członkiem Centralnego Komitetu Wykonawczego ZSRR.

Gdy w latach dwudziestych Łysenko zaczynał swoją karierę, Wawiłow dostrzegł w nim utalentowanego praktyka. Zapraszał go, pomagał, publikował jego prace. Nie zdawał sobie sprawy, że hoduje wilka, który go pożre.

V. Pierwsze starcie

Przełom następuje w połowie lat trzydziestych. Łysenko, wspierany przez Isaaka Prezenta - biologa o wątpliwej reputacji, ale doskonałych kontaktach politycznych - zaczyna atakować genetykę jako "burżuazyjną pseudonaukę". W 1935 roku podczas przemówienia na Kremlu Łysenko porównuje swoich oponentów do kułaków - zamożnych chłopów, którzy opierali się kolektywizacji. Mówi: "Wrogowie klasowi są zawsze wrogami, niezależnie od tego, czy są kułakami, czy też naukowcami, którzy nie akceptują naszych metod pracy".

Na widowni siedzi Józef Stalin. Jako pierwszy wstaje i bije brawo, wołając: "Brawo, towarzyszu Łysenko, brawo!".

To polityczna nominacja. Od tego momentu Łysenko wie, że ma najwyższe poparcie. I zaczyna je wykorzystywać.

W 1936 roku Wawiłow zostaje odwołany ze stanowiska prezesa Akademii Nauk Rolniczych. Jego miejsce zajmuje Łysenko. W 1938 roku Łysenko zostaje dyrektorem Instytutu Genetyki Akademii Nauk ZSRR - tej samej instytucji, którą kierował Wawiłow. Następuje proces, który jeden z historyków nazwie później "łysenkizacją" nauki: stopniowe wypieranie profesjonalnych genetyków, obsadzanie stanowisk ludźmi lojalnymi wobec nowej doktryny, usuwanie z bibliotek i programów nauczania wszystkiego, co pachnie mendelizmem.

VI. Ostatnia walka

Wawiłow nie poddaje się bez walki. W 1939 roku, na konferencji w Moskwie, wygłasza referat, w którym otwarcie krytykuje teorie Łysenki. Mówi o "niekompetencji", o "ignorancji", o tym, że odrzucenie genetyki to odrzucenie całego dorobku światowej nauki.

To akt wielkiej odwagi. Wawiłow wie, że gra va banque. Wie, że Stalin popiera Łysenkę. Wie, że wielu jego kolegów już siedzi w więzieniach lub zostało rozstrzelanych. Ale nie może milczeć. Genetyka jest dla niego nie tylko nauką - jest powołaniem, misją, sensem życia.

6 sierpnia 1940 roku. Wawiłow prowadzi badania na Ukrainie, w okolicach Czerniowiec. Nagle pojawia się samochód, z którego wysiadają funkcjonariusze NKWD. Wawiłow zostaje aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Wielkiej Brytanii i sabotażu w rolnictwie. To absurdalne oskarżenia - ale w ZSRR roku 1940 absurd jest normą.

Przez jedenaście miesięcy Wawiłow jest przesłuchiwany. Bity, głodzony, poniżany. W końcu - jak wielu innych - załamuje się i przyznaje do winy. 9 lipca 1941 roku zostaje skazany na śmierć przez rozstrzelanie.

Wyrok nie zostaje jednak wykonany. W październiku 1941 roku, w obliczu niemieckiej ofensywy, Wawiłowa wraz z innymi więźniami ewakuowano do Saratowa. Tam, 29 października, jego wyrok śmierci zostaje zamieniony na 20 lat łagru. Ale to nie oznacza wolności - to jedynie zmiana formy cierpienia.

Warunki w więzieniu w Saratowie są niewyobrażalne. Głodowe racje żywnościowe, brak ogrzewania, choroby. Wawiłow, niegdyś krzepki mężczyzna o atletycznej budowie, zmienia się w żywy szkielet. W celi panuje taki tłok, że więźniowie muszą spać na stojąco, podtrzymując się nawzajem.

26 stycznia 1943 roku Nikołaj Iwanowicz Wawiłow umiera. Oficjalna przyczyna śmierci: "dystrofia i choroba obrzękowa". Nieoficjalna: głód, zimno, wyczerpanie i złamane serce. Jego brat, Siergiej, wybitny fizyk, dowie się o jego śmierci dopiero po latach. Świat nauki - jeszcze później.

W celi, w której umierał, spędził ostatnie dni. Więźniowie, którzy go widzieli, wspominali, że nawet wtedy, w agonii, próbował uczyć swoich współtowarzyszy niedoli. Opowiadał im o genetyce, o roślinach, o podróżach. Do końca pozostał naukowcem.

VII. Triumf ignorancji

Rok 1948. Stalin wciąż żyje, a Łysenko jest u szczytu potęgi. W dniach 31 lipca - 7 sierpnia odbywa się w Moskwie sesja Wszechzwiązkowej Akademii Nauk Rolniczych im. Lenina. To ma być ostateczne rozstrzygnięcie sporu o genetykę.

Łysenko wygłasza referat "O sytuacji w biologii". Przez wiele godzin referuje swoje teorie: że geny nie istnieją, że cechy nabyte są dziedziczone, że jeden gatunek może przekształcić się w inny pod wpływem środowiska, że między osobnikami tego samego gatunku nie ma walki o byt, tylko wzajemna pomoc.

Naukowcy na sali słuchają w milczeniu. Większość z nich wie, że to bzdury. Ale boją się zaprotestować. Boją się, bo pamiętają, co stało się z Wawiłowem. Boją się, bo w pierwszych rzędach siedzą partyjni dostojnicy.

Pod koniec referatu Łysenko wypowiada słowa, które przechodzą do historii: "Komitet Centralny partii zapoznał się z moim referatem i zatwierdził go".

Sala wybucha oklaskami. Wszyscy wstają. Niektórzy płaczą - z ulgi, że nie muszą już udawać, że wierzą w co innego. Inni płaczą z rozpaczy, bo wiedzą, że to koniec. Koniec prawdziwej nauki w ZSRR.

Następnego dnia genetyka zostaje oficjalnie uznana za "burżuazyjną pseudonaukę". Zakazuje się jej nauczania na uniwersytetach. Z bibliotek usuwa się książki Mendla, Morgana, Weismanna. Zamyka się pracownie genetyczne, a naukowców, którzy nie chcą się podporządkować, wyrzuca się z pracy. Niektórych aresztuje.

Łysenkizm staje się jedyną obowiązującą teorią biologiczną w Związku Radzieckim. I pozostanie nią przez szesnaście lat.

VIII. Teorie, które miały zmienić świat

Czym właściwie był łysenkizm? To zbiór poglądów, które dziś nazwalibyśmy pseudonauką, ale które wówczas - wspierane autorytetem partii i Stalina - uchodziły za najwyższe osiągnięcie radzieckiej myśli biologicznej.

Po pierwsze, odrzucenie genów. Łysenko twierdził, że nie ma żadnych "nieśmiertelnych substancji dziedziczności". To, co przekazują rodzice potomstwu, to nie geny, ale cały organizm - jego metabolizm, jego fizjologia, jego reakcje na środowisko. Zmieniając warunki życia, można więc dowolnie kształtować potomstwo.