Historia nowoczesnych stosunków międzynarodowych - Wojciech Rojek

Kup ebooka

104.00 zł
83.20 zł (67,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

CZĘŚĆ I Schyłek starego świata: "La belle epoque" 1871-1914

I. Powojenne przetasowania

Konsekwencje wojny francusko-pruskiej

Najistotniejszą konsekwencją wojny francusko-pruskiej z lat 1870-1871 było proklamowanie 18 stycznia 1871 r. w galerii lustrzanej pałacu wersalskiego Cesarstwa Niemieckiego (Deutsches Kaiserreich). Układ sił w Europie, a zatem i na świecie bardzo się wówczas zmienił. Trudno się zgodzić z  Józefem Feldmanem, że "rok 1871 nie oznacza w dziejach Europy tak zasadniczego przeobrażenia w całokształcie stosunków, jak rok 1815 lub 1919". Przeciwnie, powstanie cesarstwa, zwłaszcza w dłuższej perspektywie czasowej, jest porównywalne z rokiem 1815, ale już rok 1919 ma niewątpliwie mniejsze znaczenie. Zastąpić go w tej roli mógłby bez wątpienia rok 1945.

Drugim aspektem tego starcia, o którym warto pamiętać, było otwarcie "kwestii rzymskiej". Otóż 20 września 1870 r. korpus włoski pod gen. Raffaele Cardoną wkroczył do tak bardzo pożądanego przez Królestwo Włoch Rzymu. Siły papieskie ograniczyły się do symbolicznego oporu. Włosi rozbili mur Aureliana koło Porta Pia i bez walki opanowali Wieczne Miasto. Następnie 2 października ludność Państwa Kościelnego opowiedziała się za połączeniem z królestwem. Wymazane zatem zostało z mapy Europy patrimonium Sancti Petri. Kres świeckiej władzy biskupa Rzymu zbiegł się z ogłoszeniem przez Sobór Watykański I dogmatu o nieomylności papieża. Włożyło to w jego ręce znakomity oręż do trwających przez kilka dekad gorących sporów z Królestwem Włoskim. Nie powiodły się natomiast zabiegi papieża o interwencję zewnętrzną w celu usunięcia Włochów. Odtąd jednak przy jego osobie rezydował korpus dyplomatyczny odrębny od tego przy dworze włoskim. Parlament włoski 13 maja 1871 r. w specjalnej uchwale zapewnił papieżowi pełną swobodę w jego funkcjach religijnych, eksterytorialność pałacu watykańskiego,

Lateranu oraz Castel Gandolfo. Ponadto Królestwo Włoch miało pokrywać koszty utrzymania dworu papieskiego w dotychczasowej wysokości. Papież Pius IX (Giovanni Maria Mastai Ferretti) odrzucił tę ofertę w encyklice z 15 maja, a sam ogłosił się więźniem Watykanu. Na wyniki plebiscytu odpowiedział ekskomuniką dynastii sabaudzkiej i rządu włoskiego. W lipcu 1871 r. Rzym stał się stolicą Włoch.

Należy wreszcie zwrócić uwagę na dwa kolejne elementy o bardziej długofalowym charakterze. Po pierwsze, nastąpiło otwarcie nowego etapu tzw. kwestii wschodniej, to jest międzynarodowej pozycji Imperium Osmańskiego. Po drugie zaś - w dalszym rozwoju wypadków - Berlin i Paryż stały się ośrodkami, wokół których krystalizowały się dwa konkurencyjne bloki polityczno-militarne.

Sojusz trzech cesarzy

Porozumieniu trzech dworów, niemieckiego, austriackiego i rosyjskiego, przypisywano różne cele. Dla kanclerza Rzeszy Ottona von Bismarcka miało ono być sposobem na poskromienie Francji. Natomiast dwóm pozostałym partnerom przyświecały zgoła odmienne oczekiwania. W czasie zjazdu berlińskiego we wrześniu 1872 r. Rosjanie nie taili, że w ich interesie leży Francja, która zachowuje na arenie międzynarodowej pierwszoplanową pozycję. Austriacy zachowywali w tej mierze znaczącą powściągliwość, dając tym samym do zrozumienia, że dalszy wzrost potęgi Rzeszy nie za bardzo im dogadza. De facto jednak kwestia losów Francji została odsunięta w przyszłość, podobnie jak sprawa wschodnia. Stało się tak tym bardziej że zarówno Austro-Węgry, jak i Rosja przechodziły przez okres poważnych reform wojskowych. Warto przypomnieć że - w wypadku Petersburga - dopiero w marcu roku 1871 anulowano klauzule traktatu paryskiego z 1856 r. mówiące o demilitaryzacji Morza Czarnego. Odbudowa floty tego akwenu czyniła zatem możliwą ekspansję w kierunku Bałkanów. Warto przypomnieć, że po wojnie krymskiej Rosjanie bynajmniej nie zasypiali gruszek w popiele, prowadząc energiczną ekspansję w Azji Środkowej. Rzecz jasna było to zdecydowanie nie w smak Brytyjczykom. Pojawiały się jednak już wówczas pierwsze oznaki, że - za sprawą przekopania Kanału Sueskiego - szlak wiodący przez cieśniny tureckie traci na znaczeniu.

Tymczasem pierwsza połowa lat 70. upływała w atmosferze czupurnych posunięć dyplomatycznych Berlina. Bismarck uwikłany w następstwa zapoczątkowanego przez siebie Kulturkampfu starał się zrekompensować wynikające stąd niedogodności znaczącą aktywnością na arenie międzynarodowej. W pierwszej połowie dekady lat 70. kanclerz powtórnie apelował do solidarności europejskich monarchów, przestrzegał przed odrodzeniem się groźby rewolucji, a także sprawy polskiej. Jego apele trafiały jednak w próżnię. Działo się tak, ponieważ kwestie niemiecka, włoska i węgierska zostały już rozwiązane. Poza tym nastąpiło ustabilizowanie sytuacji Rumunii (pod koniec 1861 r. mocarstwa zaakceptowały połączenie Mołdawii i Wołoszczyzny, chociaż zarazem utrzymano nad nimi formalną, lenną zwierzchność turecką), stłumienie powstania styczniowego i rozwianie wszelkich iluzji co do rozwiązania austro-polskiego.

Początkowo Bismarck chciał osłabienia niemieckiego katolicyzmu w zgodzie z papiestwem. Wydawało mu się możliwe pogodzenie ultramontanizmu z ochroną zasad monarchistycznych i konserwatywnych. Koncepcja ta okazała się jednak chybiona i do zerwania rządu pruskiego z kurią rzymską doszło w grudniu 1874 r. Tymczasem nastąpiła znacząca poprawa relacji między papiestwem a Petersburgiem. Pierwsze oznaki ocieplenia pojawiły się już na  początku 1872 r. Potem doszło do pewnych perturbacji, ale wiosną 1875 r. zawarto połowiczną ugodę. Rozwiało to nadzieje Bismarcka na współpracę z Petersburgiem w tej sprawie. Było to z jego punktu widzenia tym bardziej dojmujące, że w zachodnich guberniach cesarstwa katolicyzm splatał się z polskością. Dodatkowe niepowodzenia spotkały kanclerza ze strony Królestwa Włoch i Cesarstwa Austriackiego, które - mimo że pozostawały w złych stosunkach z papiestwem - nie zdecydowały się na żaden krok na arenie międzynarodowej świadczący o poparciu dla Kulturkampfu.

Wypełnienie finansowych postanowień traktatu frankfurckiego

Jak wiadomo, pokonana Francja na mocy traktatu frankfurckiego z 10 maja 1871 r. miała - prócz oddania Niemcom Alzacji (wyjąwszy Belfort) i 1/3 Lotaryngii - wypłacić im reparacje w wysokości 5 mld franków w złocie w terminie do 2 marca 1874 r., a ponadto utrzymywać na swoim terytorium okupacyjne siły niemieckie do momentu uregulowania tej należności. Bismarck powątpiewał w gotowość i zarazem możność Paryża do wywiązania się z tego ciężkiego zobowiązania. Francuzi dali jednak dowody zarówno ogromnego patriotyzmu, jak i zamożności. Pierwsza rozpisana w 1871 r. przez rząd pożyczka na rzecz spłaty kontrybucji przyniosła aż 5 mld franków zamiast potrzebnych dwóch. Następna z 1872 r. - niespełna 4 mld franków. W rezultacie już 15 marca 1873 r. zawarto układ w sprawie uwolnienia wszystkich okupowanych do tej pory terytoriów republiki. Ostatnią ratę wypłacono Niemcom 5 września 1873 r.

Pierwsza faza nowego etapu sprawy wschodniej

Wydatne osłabienie dotychczasowej pozycji Francji na arenie międzynarodowej przyniosło ze sobą także otwarcie nowego etapu kwestii wschodniej. Wyzyskując wojnę francusko-pruską, minister spraw zagranicznych Rosji ks. Aleksander Gorczakow w cyrkularzu z 31 października 1870 r. oznajmił, że Petersburg nie czuje się związany postanowieniami traktatu paryskiego z roku 1856, jeśli ogranicza on suwerenność Rosji na Morzu Czarnym. Słusznie zakładał, że Prusy nie będą oponować, a Austro-Węgry i Wielka Brytania poprzestaną na gołosłownych protestach. W rezultacie zebrała się konferencja w Londynie, na której 13 marca 1871 r. podpisano protokół, mówiący o zniesieniu artykułów 11, 13 i 14 rzeczonego traktatu paryskiego. W ten sposób Rosja wracała na arenę czynnej polityki na Bałkanach i stawała się z powrotem potencjalnym zagrożeniem dla integralności Turcji.

Gorczakow uznawał, że Francja ma w Europie kluczową rolę do odegrania. Głosił wręcz, że trwałe wyeliminowanie Francji jako wielkiego mocarstwa mogłoby zarazem grozić Rosji utratą jej mocarstwowej pozycji. Jedynym bowiem mocarstwem poza Rosją byłyby Niemcy, a osamotnioną potęgą morską - Wielka Brytania. W tym stanie rzeczy Rosja, pozostająca w długoletnim sporze z Anglią, byłaby jednoznacznie uzależniona od Rzeszy. W tym świetle należy spojrzeć na sprawę wschodnią. Gorczakow dążył do tego, by w czasie kolejnej wojny Niemiec z Francją doprowadzić tę kwestię do ostatecznego rozstrzygnięcia bądź drogą dyplomatyczną, bądź poprzez akcję zbrojną. Dowiódł słuszności tej tezy protokół londyński z 13 marca 1871 r., a więc z okresu, kiedy wojna francusko-pruska jeszcze formalnie trwała.

Próba odrodzenia "stosunku" trzech cesarzy

Bismarck był zdecydowanym rzecznikiem wyważonej polityki międzynarodowej. Zasadniczym jej celem było według niego niedopuszczenie do wojny na dwa fronty: przeciw Francji i Rosji jednocześnie. Uznał on, że najdogodniejszym środkiem wiodącym do tego celu będzie dalsze utrzymywanie politycznej i militarnej izolacji Francji. Należało wobec tego pozyskać dla Rzeszy dwa państwa: Rosję i Austro-Węgry. Bismarck zręcznie podszedł do rzeczy. Wstępem było spotkanie dwóch cesarzy: niemieckiego i austriackiego w 1871 r. w Ischl i Salzburgu. Obaj władcy okazali w ich trakcie życzliwe zrozumienie położenia drugiej strony. Wzmocnieniem zarysowanego wówczas trendu było nominowanie w listopadzie 1871 r. na wspólnego ministra spraw zagranicznych hr. Gyuli Andrássyego. Magnat ów przeciwstawił się wypowiedzeniu w 1870 r. wojny Prusom, dlatego aby zablokować Habsburgom możliwość odzyskania głównego stanowiska w Niemczech, a w konsekwencji przeszkodzić powrotowi do polityki centralistycznej.

Porozumienie z Rosją było wszakże zagadnieniem trudniejszym, tym bardziej że Petersburg znalazł się w odmiennym położeniu. Zjednoczenie Niemiec wywołało w społeczeństwie rosyjskim wrażenie zdecydowanie nieprzychylne. Nad Newą szybko dostrzeżono niekorzystne dla Petersburga przesunięcie w układzie sił. Bismarck zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że urażona Rosja będzie ponownie ciążyć ku Francji. Zasadniczym więc problemem dla było dla niego utrzymanie dobrych stosunków zarówno z Austro-Węgrami, jak i z Rosją, a także niedopuszczenie, by ta ostatnia - w jakiejkolwiek formie - związała się z Francją. Zamysłowi temu sprzyjała pojednawcza postawa Andrássyego także w kwestiach polskiej i bałkańskiej. W rezultacie Galicja - jako polski Piemont - przestała spędzać sen z oczu politykom rosyjskim. Przestano się również obawiać nadmiernej aktywności Austro-Węgier na Bałkanach. Ostatecznie 7 września 1872 r. - w stulecie pierwszego rozbioru Polski - doszło w Berlinie do spotkania trzech cesarzy. Było ono wyrazem formalnej aprobaty dla zjednoczenia Niemiec pod berłem Hohenzollernów. Jednocześnie jednak cieniem na rozmowach kładła się, podkreślana zarówno przez Austriaków, jak i Rosjan, a zwłaszcza tych ostatnich, konieczność istnienia silnej i rozwijającej się Francji. Berlińskie spotkanie ograniczyło się do wymiany poglądów, dlatego określano je mianem stosunku (Verhältnis), a nie sojuszu. Dopiero w trakcie rewizyty Wilhelma I w Petersburgu podpisano 6 maja 1873 r. niemiecko-rosyjską konwencję wojskową, w której każda ze stron przyrzekała drugiej, że w razie niesprowokowanej napaści trzeciego mocarstwa wesprze ją 200 tys. żołnierzy. Zarazem jednak obie strony zastrzegły, że konwencja ta ma jedynie charakter odporny, co pozbawiało ją antyfrancuskiego ostrza. Torowało to drogę do porozumienia o charakterze politycznym. Już 6 czerwca 1873 r. - w trakcie wystawy powszechnej w Wiedniu - cesarze Austrii i Rosji podpisali konwencję polityczną, natomiast 22 października przystąpił do niej cesarz niemiecki. Strony miały odbywać konsultacje w razie zagrożenia pokoju. Spotkania trzech władców kontynuowano w Petersburgu w 1874 r. oraz w Ischl, Salzburgu i w Czechach w latach 1874-1876. Na zjeździe berlińskim nie doszło wszakże jak wspomniano do podpisania żadnego formalnego układu. Zarazem i Austriacy, i Rosjanie wspominali o konieczności zapewnienia Francji możliwości dalszego rozwoju. Akcentowali to zwłaszcza Rosjanie. Aleksander II zapewniał ambasadora Anne Gontaut-Birona, że w Berlinie nie powzięto żadnych decyzji, których konsekwencje byłyby wymierzone w interesy Francji. Z kolei minister Gorczakow podkreślał - z wyraźnym sentymentem - zbliżenie między oboma państwami, do którego doszło po wojnie krymskiej. Utyskiwał w tym kontekście na rozłam, którego przyczyną stała się w 1863 r. kwestia polska. Tak więc Republika Francuska była co prawda osamotniona dyplomatycznie, ale bynajmniej nie izolowano jej moralnie. Europa nie zamierzała pozwolić na dalsze podważanie jej pozycji.

"Alarm wojenny" 1875 roku

W lutym 1875 r. Bismarck wyprawił do Petersburga - pod nieobecność ambasadora ks. Henryka Reussa - ambasadora nadzwyczajnego Josefa M. Radowitza. Kanclerz zmierzał do rozluźnienia sojuszu austriacko-rosyjskiego poprzez pobudzenie sprawy wschodniej. Zbliżenie między Petersburgiem a Wiedniem było dla Rzeszy tym groźniejsze, że już w kwietniu 1874 r. pojawiły się sygnały świadczące o tym, iż Francuzi szukają porozumienia z Rosją na terenie Turcji. Jednocześnie Bismarck stwarzał wrażenie, że Rosjanie, wbrew sojuszowi trzech cesarzy, także skłonni są do poszukiwania kontaktów z Paryżem. W tym stanie rzeczy ambasador Radowitz proponował Rosji wolną rękę na wschodzie, czyli na Bałkanach. W zamian za to Niemcy domagały się dla siebie swobody działania na Zachodzie, a więc de facto przede wszystkim w stosunkach z Francją. Była to misterna intryga, stanowiąca dowód nielojalności Rzeszy wobec Austro-Węgier, albowiem w myśl sojuszu trzech cesarzy propozycja tego rodzaju powinna być wysunięta na forum trójstronnym. Było to zarazem nakłanianie Cesarstwa Rosyjskiego do nierzetelności względem Austro-Węgier. Rosja nie mogła tej propozycji przyjąć, wyeliminowanie bowiem Francji z grona wielkich mocarstw zagrażałoby jej żywotnym interesom. Sam Radowitz komentował swoje niepowodzenie i powstałą w związku z tym sytuację w ten sposób, że Bismarck traktował sojusz trzech jako instrument dyplomatycznej izolacji Francji, podczas gdy minister Gorczakow dążył do trzymania na dystans Wielkiej Brytanii.

W postępowaniu Berlina objawiała się pozorna sprzeczność. Z jednej bowiem strony podkreślano po wielekroć, że istnienie Monarchii Austro-Węgierskiej leży w żywotnym interesie Rzeszy, z drugiej zdawano się pozostawiać ją własnemu losowi, skazując tym samym na konflikt z Rosją. W rzeczywistości niemieckie przyzwolenie na rosyjskie zaangażowanie na Bałkanach nie musiało oznaczać narażania na szwank interesów Austro-Węgier. Zgodnie z XIX-wieczną tradycją Wiedeń, popadając w konflikt z Petersburgiem w Europie Południowo-Wschodniej, mógł liczyć na wsparcie Londynu, a wówczas jego sytuacja byłaby lepsza niż Petersburga. Dla Bismarcka zasadnicze znaczenie miało niedopuszczenie do sojuszu francusko-rosyjskiego. W zamian za zgodę na działania rosyjskie na Bałkanach oczekiwał neutralności w stosunkach niemiecko-francuskich, która byłaby de facto gwarantowana właśnie uwikłaniem Petersburga w konflikty bałkańskie.

Wiosna 1875 r. przyniosła pierwsze po przegranej przez Francję wojnie z Prusami poważniejsze napięcia w stosunkach francusko-niemieckich. W marcu tego roku parlament niemiecki uchwalił ustawę o septenacie, która określała siedmioletni budżet wojska, a zarazem zwiększyła jego stan na czas pokoju do 400 tys. ludzi. W odpowiedzi francuskie Zgromadzenie Narodowe przegłosowało reformę armii sprowadzającą się do wprowadzenia w pułkach czwartych batalionów, co nie podnosiło ich etatów, ale wydatnie ułatwiało szkolenie kadry i mobilizację. W odpowiedzi Bismarck zabronił wywozu z Rzeszy koni już kupionych przez francuskie Ministerstwo Wojny. Jednocześnie prasa niemiecka spekulowała na temat możliwości wybuchu konfliktu zbrojnego. W dniu 21 kwietnia 1875 r. von Radowitz oznajmił prywatnie ambasadorowi Francji w Berlinie Gontaut-Bironowi, że być może strona niemiecka rozważa możliwość stoczenia z Francją wojny prewencyjnej. Podobne zapowiedzi, tym razem z ust samego Bismarcka, a potem także Helmutha von Moltkego, usłyszał poseł Belgii w Paryżu Jean-Baptiste Nothomb.

Francuzi nie dali się jednak wówczas zastraszyć. Minister spraw zagranicznych republiki ks. Louis Charles Decazes udzielił wywiadu szacownemu dziennikowi "The Times", w którym ujawnił wynurzenia von Radowitza. Wywiad pióra Henry'ego Blowitza ukazał się 6 maja. Decazes nie poprzestał na tym. Udało mu się nakłonić zarówno Londyn, jak i Petersburg do formalnej interwencji dyplomatycznej. W rezultacie Wielka Brytania i Rosja wystosowały do Niemiec - odpowiednio 9 i 10 maja - stanowcze oświadczenia przestrzegające Berlin przed zgubnymi konsekwencjami pomysłów wojny prewencyjnej. Car osobiście zjawił się 10 maja w Berlinie, gdzie Wilhelm I udzielił mu uspokajających wyjaśnień. W rezultacie Bismarck nie tylko zaprzeczył, jakoby zamierzał wypowiedzieć Francji wojnę, ale de facto zaprzestał antyfrancuskiej kampanii. Ostatecznie 18 maja minister Decazes oznajmił, że Europa zaakceptowała prawo Francji do budowy armii podług jej oczekiwań.

Wnioski płynące z tego incydentu okazały się jednoznaczne. Francja wyszła z fatalnej dla niej izolacji dyplomatycznej. Wypowiedzi Petersburga zostały bardzo ciepło przyjęte w Paryżu. Okazało się również, że Rosjanom absolutnie nie odpowiada sytuacja, w której Niemcy grają w systemie trójcesarskim główną rolę. Bismarck nie zapomniał wszakże o stanowisku zajętym przez Gorczakowa. Powstała sytuacja nie tylko położyła się cieniem na wynikach kongresu berlińskiego, ale także okazała się przyczyną rozpadu "stosunku" trzech cesarzy, a wreszcie stanowiła, odległe co prawda, preludium do trójporozumienia.

Szczytowym momentem kryzysu dyplomatycznego związanego z koncepcją wojny prewencyjnej była pierwsza dekada maja 1875 r. Dyplomaci francuscy podejmowali wówczas wielotorowe wysiłki, by nakłonić mocarstwa do interwencji w duchu zachowania spokoju. Najpierw 9 maja ambasador brytyjski w Rzeszy Odo Russell złożył w Auswärtiges Amt (Urzędzie Spraw Zagranicznych - AA) notę utrzymaną w pojednawczym tonie, ale zarazem przestrzegającą przed wojną z Francją. Następnego dnia przybył do Berlina udający się do wód car Aleksander II wraz z Gorczakowem. Prowadzone wówczas ze stroną niemiecką rozmowy doprowadziły do zażegnania kryzysu. Bismarck tłumaczył, że zwrócenie uwagi na rzekome zapowiedzi Niemiec dotyczące wojny prewencyjnej mają na celu zdyskredytowanie Berlina. Europa jednoznacznie dawała do zrozumienia, że nie pogodzi się z dalszym deprecjonowaniem pozycji Francji.

Bismarck uświadomił sobie, że w ramach sojuszu trzech cesarzy Austro-Węgry są partnerem w o wiele większym stopniu respektującym zamierzenia Niemiec niż Rosja. Rosjanie ostrzegli Bismarcka, że gdyby rząd Niemiec nie kierował się chęcią utrzymania pokoju, tak jak zakładał sojusz, to Rosjanie zastrzegają sobie swobodę działania. Równocześnie minister Andrássy nie podjął żadnej akcji antyniemieckiej, odrzucił sugestie brytyjskie, by przyłączył się do wystąpienia Wielkiej Brytanii i Rosji. Zyskał sobie tym samym wdzięczność kanclerza. Uczynił w ten sposób kolejny krok na drodze ku realizacji jednego z ważniejszych celów swojej polityki - sojuszu z Niemcami, co miało jego zdaniem mieć kluczowe znaczenie dla bałkańskiej polityki Habsburgów. Tymczasem i Petersburg, i Londyn upatrywały w interwencji korzyści. Wielka Brytania była izolowana dyplomatycznie przez sojusz trzech cesarzy i wobec tego premier Benjamin Disraeli szukał okazji do podkreślenia międzynarodowej roli swojego kraju, a minister Gorczakow chciał wystąpić w roli chorążego pokoju.

Powstanie Słowian w 1875 roku i jego następstwa

W czerwcu 1875 r. w Hercegowinie wybuchło powstanie, które po miesiącu objęło również Bośnię. Próba wywołania we wrześniu insurekcji w Bułgarii przybrała charakter sporadycznych starć i rychło została stłumiona przez władze tureckie. Walki w Bułgarii rozgorzały dopiero 20 kwietnia 1876 r. Ludność Księstwa Serbskiego domagała się od swojego rządu pomocy dla powstańców. Nie zawahał się jej udzielić władca Czarnogóry ks. Nikita I Petrović Njegoš. Popierali go zarówno konsul rosyjski w Raguzie (Dubrowniku) Aleksander Jonin, jak i władze austro-węgierskie w Dalmacji. Sytuacja Bismarcka była niełatwa, gdyby bowiem w pełni opowiedział się po stronie Petersburga, oznaczałoby to narażenie Habsburgów na poważne niebezpieczeństwo, a nawet na dezintegrację ich monarchii. Po stronie Rosji stanęłyby najpewniej wówczas wszystkie słowiańskie narody Austro-Węgier poza Polakami. Gdyby natomiast wziął stronę Austro-Węgier, to mogło oznaczać rozbicie sojuszu trzech cesarzy i szukanie przez Rosjan poparcia w Paryżu. Jedynym więc wyjściem było dążenie do kompromisu, za który mieli zapłacić najsłabsi, czyli Turcja i narody słowiańskie. Tymczasem również Rosjanie nie chcieli bezpośrednio angażować się w tę kwestię. Andrássyemu nie udało się jednak zakresu "dobrych usług" ograniczyć do kręgu członków trójstronnego sojuszu. Ambasador Francji w Petersburgu Adolphe Le Flô oznajmił carowi, że sprawa ta powinna być rozwiązania przez europejski koncert mocarstw. W  rezultacie 6 października 1875 r. mocarstwa wspólnie zażądały od  Belgradu unikania wszelkich posunięć, które dałyby Turkom pretekst do działań militarnych.

Gra dyplomatyczna w przeddzień kongresu berlińskiego

Wiosną 1876 r. doszło do wznowienia przez powstańców działań zbrojnych. W tych okolicznościach zarówno Wiedeń, jak i Petersburg opowiedziały się za wyjaśnieniem sytuacji podczas bezpośrednich negocjacji. Dokonało się to w dwóch rundach: w maju w Berlinie, gdzie Bismarck podejmował cara i ks. Gorczakowa oraz hr. Andrássyego, a następnie w lipcu w Reichstadt (Zákupy). W trakcie narad berlińskich pomiędzy Bismarckiem a Andrássym ustalono, że Austria otrzyma niektóre terytoria tureckie, a Rosja - Besarabię i pewne nabytki w Azji Mniejszej. Węgier zachowywał się podczas tego spotkania pasywnie. Gorczakow sugerował zwołanie konferencji sześciu mocarstw, która egzekwowałaby obietnice tureckie. Bismarck i Andrássy zgodnie oponowali. Wówczas stanowisko Gorczakowa zostało istotnie zmodyfikowane. Otworzyło to drogę do uzgadniania między Rosją a Austro-Węgrami konkretnych nabytków terytorialnych. Gorczakow umożliwiał w ten sposób Wiedniowi ekspansję na Bałkanach. W rozmowach Gorczakowa z Andrássym ustalono z kolei, że Wiedeń może anektować Chorwację turecką (niewielką część Bośni) w zamian za kompensaty dla Petersburga. Rosja rezygnowała więc z wyodrębnienia Bośni i Hercegowiny, a Austro-Węgry pogodziły się z tym, że status quo nie może być zachowane. Sprawa wschodnia stała się zatem kwestią międzynarodową. W dniu 13 maja rządy trzech mocarstw domagały się oficjalnie, by porozumienie akceptowali Brytyjczycy, Francuzi i Włosi. Oponował tylko Londyn. W związku z tym, że poczynione ustalenia prezentowano - zgodnie z życzeniem Gorczakowa - jako koncepcję rosyjską, prasa brytyjska wyraźnie wystąpiła przeciw Rosji. Faktycznym zwycięzcą okazał się Bismarck, który zdołał utrzymać porozumienie austriacko-rosyjskie.

Tymczasem narody bałkańskie nie próżnowały. Dnia 15 czerwca 1876 r. Czarnogórcy zawarli przymierze z Serbami, a 2 lipca Serbia wypowiedziała wojnę Turcji. Belgrad wkroczył do Bośni, a Cetinje - do Hercegowiny. Austriacy zręcznie sprawili, że Czarnogórcy nie próbowali połączyć swych sił z serbskimi i tym sposobem nie zablokowano armii tureckiej w Bośni, co przyczyniło się do klęski sił serbskich w tej prowincji.

W drodze powrotnej do Rosji Aleksander II i Gorczakow spotkali się 8 lipca 1876 r. z Franciszkiem Józefem I i Andrássym w Reichstadt. Ustalono, że oba mocarstwa pozostaną neutralne wobec toczącej się wojny, ale gdyby oba kraje bałkańskie doznały militarnej porażki, nie dopuszczą do krwawego odwetu tureckiego, przeciwstawią się tureckiej ekspansji terytorialnej, a ponadto wymuszą na Stambule przeprowadzenie reform w Bośni i Hercegowinie. Gdyby wydarzenia potoczyły się odwrotnie, obie stolice zablokują powstanie wielkiego państwa słowiańskiego, a Serbia i Czarnogóra terytorialnie zyskają niewiele: Serbia jedynie część Bośni, a Czarnogóra - skrawki Hercegowiny oraz port nad Adriatykiem. Resztę Bośni i Hercegowiny anektowałaby Monarchia Austro-Węgierska, a rekompensatą dla Rosji byłaby Besarabia i terytoria tureckie w Azji Mniejszej. Konstantynopol ogłoszono by wolnym miastem, Tesalię i Epir otrzymałaby Grecja. Bułgaria, Rumelia i Albania pozyskałyby niepodległość.

W opinii carskiego ambasadora w Wiedniu Eugeniusza P. Nowikowa zarówno Rosja, jak i Austro-Węgry były tak samo zainteresowane usunięciem Imperium Osmańskiego z Europy. Rysowały się przed nimi dwie drogi postępowania: albo czynić to w porozumieniu, albo działać niezależnie, narażając się zarazem na ryzyko konfliktu. Zdaniem Rosjanina zarówno interesy pokoju światowego, jak i samej Rosji przemawiały za pierwszym z tych rozwiązań. W tym świetle układ z Reichstadt jawił się jako rozsądny kompromis. Podział Półwyspu Bałkańskiego na małe państwa sprawiał, że mogły one co prawda funkcjonować, ale zarazem byłyby za słabe na to, aby uniezależnić się od wpływów Petersburga. Dostrzegał ponadto, że proponowane aneksje wzmocnią żywioł słowiański w Monarchii Austro-Węgierskiej, a tym samym podminują dualizm niemiecko-węgierski. Zarazem jednak nadmierne wzmocnienie słowiańszczyzny w Austro-Węgrzech mogło doprowadzić do otwartej rywalizacji ruchów słowiańskich w Monachii Austro-Węgierskiej i Rosji. Ustalenia z Reichstadt zapobiegały takiemu rozwojowi sytuacji.

U schyłku 1876 r., gdy okazało się, że w konflikcie austriacko-rosyjskim Niemcy nie zrezygnują z neutralności, nieodzowne okazało się porozumienie między Wiedniem a Petersburgiem. Do opracowania stosownej konwencji doszło pod koniec grudnia 1876 r., a formalnie datowano ją na 15 stycznia 1877 r. Zapewniała ona Rosji życzliwą neutralność w wypadku wojny z Turcją. Austro-Węgry oznajmiały, że nie wezmą udziału w żadnej antyrosyjskiej akcji innych mocarstw. Popierały ponadto rosyjską akcję na Dunaju. Ponadto konwencja zawierała zgodę na transport kolejami austro-węgierskimi materiałów sanitarnych i ewakuację rannych. Wiedeń oświadczył w tym punkcie, że nie może być mowy o przewozie materiałów, które można by uznać za kontrabandę wojenną. Austriacy zastrzegli sobie prawo wkroczenia do Bośni i Hercegowiny, a w zamian dali Rosjanom prawo do Bułgarii. Terytoria Serbii i Czarnogóry oraz te obszary Hercegowiny, które dzieliły obydwa księstwa, uznano za wolne od wojsk austro-węgierskich i rosyjskich. Rosja nie miała prawa prowadzić tam działań wojennych, a Austro-Węgry - w Rumunii, Serbii, Bułgarii i Czarnogórze. Wreszcie art. IX zapowiadał zawarcie osobnego porozumienia w sprawie podziału terytorialnego w razie dezintegracji Imperium Osmańskiego. Dokument ten został podpisany dopiero 18 marca 1877 r., ale fikcyjnie opatrzono go jak wspomniano datą 15 stycznia. Ewentualne aneksje Rosji w Europie zawężono do Besarabii w granicach sprzed traktatu paryskiego z 1856 r., a Austro-Węgier - do Bośni i Hercegowiny, wyjąwszy Sandżak Nowopazarski, to jest terytorium hercegowińskie, które oddzielało Serbię od Czarnogóry. W tej sprawie planowano późniejszą ugodę. Następnie oba mocarstwa przyrzekały sobie poparcie dyplomatyczne w sytuacji, w której ewentualny podział Turcji stałby się przedmiotem deliberacji ze strony innych mocarstw. Rosjanie dawali tym samym do zrozumienia, że terytorialne losy Turcji nie będą zależały wyłącznie od ich ustaleń z Austro-Węgrami. W art. III, powołując się na układ z Reichstadt, Rosja przyznawała, że na Bałkanach nie powstanie żadne duże państwo słowiańskie, chociażby Bułgaria, Rumelia i Albania uzyskały niepodległość, a Tesalię i Kretę przyłączono do Grecji.

Tymczasem do gry dyplomatycznej ponownie usiłował włączyć się Bismarck. Jesienią 1876 r. powtórzył on - w złagodzonej formie - propozycję sformułowaną po raz pierwszy w trakcie misji von Radowitza. Tym razem kanclerz oferował Gorczakowowi pełne poparcie dla Rosji w zamian za uznanie przez nią niemieckiej aneksji Alzacji i wschodniej Lotaryngii. Rosjanie i tym razem sugestię tę odrzucili. Po pierwsze, układ z Austro-Węgrami był już de facto wynegocjowany. Po drugie, trafnie założyli, że Francja nie zgłosi sprzeciwu. Po trzecie, osamotniona Wielka Brytania również nie mogła - zdaniem ks. Gorczakowa - być realnym zagrożeniem. Gorczakow wyciągał trafne wnioski z polityki Mikołaja I, gdy ten dwukrotnie próbował rozstrzygnąć po swojej myśli sprawę wschodnią. Po raz pierwszy stało się tak w 1828 r. Uzgodniwszy wówczas swoje poczynania z mocarstwami zachodnimi, zlekceważył niechęć Austrii. Nie udało się natomiast tej kwestii rozwiązać w 1853 r., kiedy car naraził się na wojnę z mocarstwami zachodnimi, nie zapewniwszy sobie uprzednio poparcia ani Austrii, ani Prus.

Warto jeszcze wspomnieć o ociepleniu stosunków niemiecko-austriackich. Wiosną 1878 r. zawarto umowę anulującą art. V traktatu zawartego w Pradze 23 sierpnia 1866 r. Artykuł ów przewidywał przeprowadzenie plebiscytu w północnym Szlezwiku. Postulat włączenia go do traktatu kończącego wojnę prusko-austriacką zgłosił Napoleon III. Sytuacja ukształtowała się w ten sposób, że spowinowacony z  dworem duńskim dwór carski parokrotnie dopominał się zrealizowania tego zapisu. W Petersburgu miano świadomość, że przyniesie on korzyści Danii. Prusy robiły wszystko, by się z tego obowiązku nie wywiązać, zwłaszcza po roku 1871. Z kolei dla Austrii, a następnie Austro-Węgier sprawa była zgoła obojętna. Bismarck, w kontaktach z Andrássym, nalegał na utrzymanie umowy w sekrecie, jej ujawnienie bowiem podważałoby pozycję "uczciwego maklera", którą kanclerz zamierzał zająć na zbliżającym się kongresie berlińskim.

W dniu 20 stycznia 1877 r. rozwiązano konferencję ambasadorów w Konstantynopolu, Turcja bowiem odmówiła zastosowania się do ich sugestii. Tymczasem Rosjanie, zarówno czynniki cywilne, jak i wojskowe, odnosili się do perspektywy wojny z Turcją bez entuzjazmu.

Wojna rosyjsko-turecka 1877-1878 i jej bezpośrednie następstwa

Wyjście z  tej niekorzystnej sytuacji ułatwiło Berlinowi kolejne zaostrzenie kwestii wschodniej. Otóż w czerwcu 1875 r. wybuchło wspomniane już antytureckie powstanie w Hercegowinie, a w maju 1876 r. zbrojnie wystąpili Bułgarzy. Turcy - jak zwykle - krwawo tłumili protesty, co wywołało oburzenie całej Europy. W rezultacie 30 czerwca 1876 r. Serbia i Czarnogóra wypowiedziały Porcie wojnę w obroniepowstańców. Żywe zainteresowanie rozwojem sytuacji na Bałkanach wykazały zwłaszcza trzy mocarstwa: Rosja, Austro-Węgry i Wielka Brytania. Petersburg dostrzegał kolejną szansę dalszego osłabienia Turcji i rozwiązania po swojej myśli kwestii Cieśnin. Austro-Węgry liczyły na  opanowanie tak przez nie pożądanej Bośni i Hercegowiny i zabezpieczenie sobie dostępu do Salonik. Wielka Brytania natomiast pragnęła zachowania Imperium Osmańskiego w niezmienionym kształcie terytorialnym. Niemcy stawiały sobie cel pośredni. Jesienią 1876 r. Bismarck wyjaśnił carowi Aleksandrowi II, że Rzesza pragnie zachowania równowagi między Austro-Węgrami a Rosją.

W tym stanie rzeczy Petersburg dążył do porozumienia z Wiedniem. W dniu 15 stycznia 1877 r. podpisano w Budapeszcie tajną konwencję austriacko-rosyjską. Wiedeń gwarantował swoją neutralność w wypadku wojny Rosji i Turcją, a ta pierwsza w rewanżu miała nie zgłaszać zastrzeżeń w razie aneksji Bośni i Hercegowiny. Ponadto obiecała nie prowadzić działań wojennych na zachodnich obszarach Półwyspu Bałkańskiego. Ustaliwszy jeszcze w kwietniu 1877 r. warunki z Rumunią, Rosjanie wypowiedzieli wojnę Turcji. W czerwcu tego roku pod Swisztowem (Ziştor) i Gałaczem Rosjanie przekroczyli Dunaj. Tymczasem 21 maja Rumuni ogłosili niezależność od Turcji i współdziałali militarnie z Rosjanami. Na zachodzie natomiast na Turków uderzyli Serbowie i Czarnogórcy. Walki koncentrowały się wokół Plewny, którą Rosjanie zdobyli dopiero 10 grudnia 1877 r. Na przełomie 1877 i 1878 r. Rosjanie przekroczyli łańcuch Bałkanów i w styczniu zajęli Edirne (Adrianopol). Tym samym stanęli niemal u bram Stambułu. Wzbudziło to żywe zaniepokojenie zarówno Londynu, jak i Wiednia, które oponowały przeciw temu. Poza tym na Morze Marmara wpłynęła eskadra Royal Navy. Rosjanie zatrzymali się na linii fortyfikacji Czataldży i 31 stycznia 1878 r. zawarto rozejm.

Ostatecznie 3 marca 1878 r. osiągnięto w leżącym nad morzem Marmara San Stefano (Yeşilko?) pokój preliminaryjny. W ramach jego postanowień utworzono księstwo Bułgarii rozciągające się od Dunaju na północy po Morze Egejskie na południu oraz od Jeziora Ochrydzkiego na zachodzie do Morza Czarnego na wschodzie. Rumunia otrzymywała Dobrudżę, a w zamian przekazywała Rosji tę część Besarabii, w której posiadanie weszła na mocy traktatu paryskiego z 1856 r. Powiększyły się też terytoria Serbii i Czarnogóry. W rezultacie europejskie posiadłości Porty zostały podzielone na dwie części: Trację Wschodnią oraz nieposiadające łączności terytorialnej z resztą Turcji Albanię oraz Bośnię i Hercegowinę. Ponadto na Kaukazie Stambuł tracił na rzecz Rosji północną część Armenii (Ardahan, Kars) i Adżarię (Batumi).

Kongres berliński

Znaczące zwycięstwo Rosji nad Turcją skłoniło mocarstwa do przeciwdziałania uzyskaniu przez Petersburg nadmiernych, zdaniem Zachodu, korzyści. Pośrednictwa podjął się Bismarck. Kongres poprzedziło jednak kilka niejawnych porozumień. Wysłannik Petersburga w Londynie Piotr A. Szuwałow 30 maja 1878 r. zawarł z Edwardem H. Salisburym układ, w którym Rosja odstępowała od zamysłu tworzenia wielkiej Bułgarii. Godziła się na podział tego kraju na dwie prowincje. Południowa miała nadal być częścią Turcji. Rosja rezygnowała ponadto z armeńskich dolin, stanowiących dogodne drogi ku Mezopotamii i Persji. Rząd jej królewskiej mości zobowiązał się nie kwestionować tych klauzul pokoju z San Stefano, które zostały uzgodnione w tym porozumieniu.

Następnie 4 czerwca w Stambule Wielka Brytania zawarła przymierze z Turcją. Pierwsza zobowiązywała się do ochrony azjatyckich posiadłości drugiej. W zamian okupowała i administrowała Cyprem, który odtąd stał się jedną z istotniejszych baz na głównym szlaku imperialnym wiodącym ku Indiom. Angielska administracja miała pozostać na Cyprze dopóty, dopóki Rosjanie będą zajmować dwie strategiczne twierdze na Zakaukaziu: Kars i Ardahan. Nominalnym suwerenem Cypru pozostał jednak, aż do 1914 r., sułtan. Salisbury popierał więc na Bałkanach te czynniki, które dawały nadzieję na zablokowanie postępów Rosji w regionie.

Z kolei 6 czerwca Wielka Brytania zawarła w Wiedniu konwencję z Austro-Węgrami. Obie strony zobowiązały się do zgodnego popierania swoich stanowisk na nadchodzącym kongresie. Wielka Brytania miała przede wszystkim wesprzeć Austro-Węgry w ich zabiegach o otrzymanie Bośni. W rewanżu Wiedeń miał udzielić Londynowi dyplomatycznej pomocy w  realizacji jego azjatyckich planów. Należy podkreślić, że mówiąc o Bośni, nie wspomniano o Hercegowinie. Oba mocarstwa zamierzały doprowadzić do podziału Bułgarii na dwie części i ograniczyć obecność wojsk rosyjskich na jej terytorium do pół roku od momentu podpisania traktatu pokoju.

Kongres obradował w Berlinie od 13 czerwca do 13 lipca 1878 r. Brało w nim udział sześć mocarstw europejskich oraz Turcja. Delegaci Rumunii i Grecji mieli jedynie prawo przedstawienia własnych postulatów. Zasadniczą rolę odegrało współdziałanie Wielkiej Brytanii i Austro-Węgier; mocarstwa te konsekwentnie forsowały zasadę rewizji traktatu z San Stefano. Cenę zwycięstw Rosji płaciła Porta. Prócz Cypru w traktacie z 13 lipca godziła się ona na bezterminową okupację Bośni i Hercegowiny przez Austro-Węgry. Rzeczywiście doszło do podziału Bułgarii. Macedonię i Trację zwrócono Turcji. Powstało księstwo Bułgarii położone pomiędzy łańcuchem Bałkanów (Starą Płaniną) na południu a Dunajem na północy, ze stolicą w Sofii. Stanowiło ono około 1/3 ziem z San Stefano i de facto odpowiadało dawnej Prowincji Naddunajskiej w ramach Imperium Osmańskiego. Pozostawało ono w lennej zależności od Stambułu. Miał w nim panować książę wybrany przez przedstawicielstwo narodowe, a jego osobę - oczywiście za zgodą mocarstw - zatwierdzał formalnie sułtan. Natomiast na terenach leżących na południe powołano do życia niewielką prowincję Rumelię Wschodnią. Zarządzał nią gubernator wyznania chrześcijańskiego. Wyznaczał go, także za zgodą mocarstw, sułtan.

Rumunii przyznano jedynie północną Dobrudżę, utrzymując warunek przekazania w zamian Rosji naddunajskiej Besarabii. Serbii zagwarantowano Uranje, Nisz (Niš), Pirot i  ziemie nad Toplicą, Czarnogórze jedynie skrawki Hercegowiny, Podgoricę z okolicą oraz wąski pas ziem dający dostęp do morza z portem Antivari (Bar). Dyplomacja austro-węgierska nie zgodziła się na powiększenie terytorium Serbii i Czarnogóry w kierunku na Nowy Pazar, sandżak ten miał bowiem rozdzielać terytoria tych dwu państw i zarazem zapewnić Wiedniowi dostęp do Salonik. Należy jednak nadmienić, że Rumunia, Serbia i Czarnogóra uzyskały zupełną, formalną niezależność od Turcji. Austro-Węgrom powierzono policję portową i kolejową w Czarnogórze. Porta zaakceptowała protektorat mocarstw nad miejscami świętymi w Palestynie. W sprawie Cieśnin miały nadal obowiązywać konwencje z lat 1856 i 1871. Rosja co prawda zwracała Turcji leżący w Armenii Bajazed, ale zatrzymywała Kars, Ardahan i Batumi.

Mapa 1. Postanowienia kongresu berlińskiego 1878 r.

II. Powstanie trójprzymierza

Dwustronny sojusz Berlina z Wiedniem

Po kongresie berlińskim nasiliła się walka frakcyjna na dworze carskim. Jedna z nich, pod przewodnictwem barona Aleksandra H. Jominiego, przypominała, że na przełomie 1874 i 1875 r. Bismarck dążył do ściślejszych związków z Petersburgiem, by w ten sposób móc samodzielnie kształtować politykę wobec Francji, czyli nadal ją izolować. Książę Aleksander Gorczakow jednoznacznie deklarował natomiast, że Francja musi zachować swoją dotychczasową mocarstwową rolę. W konsekwencji Bismarck włożył sporo wysiłku w nakłonienie Rosji do wojny z Turcją, co miałoby wydatnie ograniczyć Petersburgowi możliwości działania w Europie. Rząd carski z kolei dążył do odzyskania na Bałkanach pozycji z czasów wojny krymskiej. Ponadto należy mieć na  uwadze zamiary cara Aleksandra II i jego wojskowego otoczenia dorównania armii pruskiej, która okryła się chwałą w niedawnej wojnie z Francją. Musiało to rzecz jasna prowadzić do starć z Austro-Węgrami.

Stanowisko Rzeszy wobec tego sporu było złożone. Bismarck mniemał, że zdecydowane zwycięstwo Monarchii Austro-Węgierskiej mogłoby postawić na porządku dziennym kwestię odbudowy Polski. Równie niekorzystne byłoby jednak pokonanie monarchii. Po kongresie berlińskim Bismarck miał do Petersburga pretensje o zwlekanie z wypełnieniem postanowień traktatu, to jest ewakuacji Rumelii Wschodniej. Nie oznaczało to wszakże, że na przełomie 1878 i 1879 r. Bismarck jednoznacznie stawiał na  Austro-Węgry. Sugerował Wiedniowi, by ten - zważywszy na politykę brytyjską na Bałkanach - dążył do porozumienia z Londynem. Kanclerz nie do końca zdawał sobie jednak sprawę z tego, że bliskowschodnia polityka Londynu wyraźnie ewoluowała. Działo się tak za sprawą otwarcia w 1869 r. Kanału Sueskiego. W konsekwencji stopniowo, ale wyraźnie spadało znaczenie drogi do Indii wiodącej przez Cieśniny. Wskutek tego ochrona integralności terytorialnej Turcji, a tym samym pozycji Austro-Węgier na Bałkanach, wydatnie traciła na znaczeniu. Dowodnie przemawiało za tym stanowisko Salisbury'ego zajęte na konferencji w Konstantynopolu u schyłku 1876 r. Bliższe były jego kontakty z ambasadą carską i ambasadorem Nikołajem P. Ignatiewem niż z austriacką.

Tymczasem monarchia habsburska sama zresztą - bez sugestii ze strony Bismarcka - podejmowała tego rodzaju próby. Czynił tak hr. Gyula Andrássy zaraz na początku swojego ministerium. Brytyjczycy jednak nie wyrażali zainteresowania nawiązaniem bliższych kontaktów z Wiedniem. Tymczasem narastało napięcie w stosunkach między Berlinem a Petersburgiem. Najpierw Bismarck publicznie zaatakował Gorczakowa. Następnie w pierwszej dekadzie stycznia 1879 r. do Niemiec dotarły wiadomości o przypadkach dżumy nad dolną Wołgą, co sprawiło, że Niemcy zablokowali import płodów rolnych z Rosji. W takich okolicznościach Bismarck doprowadził do znaczącego incydentu dyplomatycznego. W dniu 4 lutego ujawnił art. V  wspomnianego wcześniej traktatu praskiego. Napięcie jeszcze wzrosło, gdy wiosną 1879 r. postanowiono zwiększyć liczbę batalionów piechoty w  pułkach carskich. Wypada nadmienić, że pruscy oficerowie różnie oceniali jej znaczenie.

Część z nich nie upatrywała w tym zagrożenia dla bezpieczeństwa Rzeszy.

Należy wyjaśnić, że międzynarodowe położenie Rosji po kongresie berlińskim nie było szczególnie dobre. Po pierwsze, poprawiły się relacje między Berlinem a Londynem. Było tak w niemałym stopniu za sprawą osobistego spotkania Bismarcka i Disraelego. Należy w tym kontekście pamiętać, że wówczas Rosja postrzegała Wielką Brytanię jako swojego głównego wroga. Po drugie, wyraźnie zmniejszyły się obawy Francji przed Rzeszą. W czasie kongresu kanclerz rozproszył obawy Paryża przed hipotetyczną agresją. Zmieniła się również sytuacja wewnętrzna Francji. Tendencje republikańskie zyskiwały aprobatę społeczną. Republikanie stawali się ugrupowaniem nastawionym na utrzymanie pokoju w Europie. Rekompensat za straty z traktatu frankfurckiego upatrywano poza Europą, w ekspansji kolonialnej. Bismarck uczynił sporo, aby umożliwić Francji objęcie w 1881 r. protektoratu nad Tunisem. W jego ocenie kolonialne ambicje republiki narażały ją na konflikt zarówno z Wielką Brytanią (bardziej fundamentalny), jak i z Włochami (raczej sytuacyjny). Osłabiało to zarówno Francję, jak i Włochy. Ta pierwsza mogłaby szukać oparcia przeciw Rzymowi jedynie w  Wiedniu. Rosja - ze  zrozumiałych względów - nie wchodziła w tym przypadku w grę. Stosunki francusko-brytyjskie układały się nieźle, ale trudno było przewidzieć dalszy ich rozwój w wypadku prób rozszerzenia ekspansji Francji poza zachodnią część basenu Morza Śródziemnego. Jedną z istotnych konsekwencji kongresu berlińskiego był rozpad sojuszu trzech cesarzy. W tym stanie rzeczy Bismarck uznał, że należy związać się z jednym z dwu niedawnych sprzymierzeńców. W poprzedzających rokowaniach ułożono tekst traktatu o charakterze defensywnym. Do podpisania dokumentu doszło 7 października 1879 r. Skierowany on był wyłącznie przeciw Rosji. Gdyby doszło do ataku na jednego z sygnatariuszy, druga strona miała go wesprzeć całą swoją siłą i wspólnie zawierać pokój. Gdyby natomiast jedna ze stron została zaatakowana przez inne mocarstwo, a  więc w  praktyce Niemcy przez Francję, a  Austro-Węgry przez Włochy, to druga miała zachować życzliwą neutralność, a w wypadku przyłączenia się do napastnika Rosji wchodził w życie mechanizm podstawowy. Zdaniem Józefa Feldmana, oznaczało to, że tym samym Habsburgowie definitywnie porzucili aspiracje przewodzenia Niemcom.

Odnowienie układu trójcesarskiego

Jak pamiętamy, u schyłku lat 70. Monarchia Austro-Węgierska poparła dyplomatycznie Rosję, umożliwiając jej prowadzenie wojny z Imperium Osmańskim, bez obawy, że tymczasem - wzorem wojny krymskiej - powstanie antyrosyjska koalicja. W 1880 r. sytuacja była już jednak zgoła odmienna. Austro-Węgry pozostawały w formalnym sojuszu z Rzeszą. W Wiedniu z pewnymi oporami zyskiwano świadomość, że zobowiązania Niemiec ograniczają się do wspomożenia przed niesprowokowaną agresją Rosji, a nie do popierania woluntarystycznej polityki na Bałkanach. W ramach wstępnych rokowań dotyczących poprawy stosunków niemiecko-rosyjskich kwestią o węzłowym znaczeniu było uzyskanie zgody Austro-Węgier na odnowienie układu trójcesarskiego, a więc na ich zgodę na zobowiązanie, że nie będą na własną rękę dążyły do zyskania poparcia Wielkiej Brytanii w nieskonsultowanych z Rosją poczynaniach na Bałkanach. Wówczas było to szczególnie ważne, realizowano bowiem postanowienia traktatu berlińskiego. Najistotniejszą kwestią dla bilateralnych stosunków między Wiedniem a Petersburgiem było niesformalizowane ustalenie, że Serbia przechodzi pod faktyczną protekcję Wiednia, a Bułgaria - Petersburga. Odnowienie sojuszu trzech cesarzy pociągałoby za sobą powrót do koncepcji podziału Półwyspu Bałkańskiego na część zachodnią - austriacką i wschodnią - rosyjską. Nie było to jednak do końca konsekwentnie realizowane, Czarnogóra bowiem była tradycyjnie silnie związana z Rosją, a z kolei Rumunia zbyt pragnęła niezależności, by mogła zostać podporządkowana Rosji.

Rosjanie podnieśli sprawę Cieśnin 5 lutego 1880 r. Powodem stało się stanowisko Anglii wyrażone na kongresie berlińskim. Otóż Anglicy oznajmili wówczas, że zastrzegają sobie prawo do wprowadzenia do Cieśnin jednostek Royal Navy, jeśli jednostronnie uznają, iż swoboda działalności sułtana została ograniczona, to znaczy - w domyśle - że znajduje się on pod naciskiem Rosji. Rosjanie domagali się wówczas z kolei, by klucz do Cieśnin znalazł się w ich ręku, a ostatecznie w ręku tureckim. Było to o tyle bezzasadne, że Brytyjczycy nie mieli wówczas wobec Europy żadnych agresywnych zamiarów. Ich interesy imperialne nie były narażone na szwank. Jedynym istotnym obszarem tarć była Azja Środkowa. Brytyjczycy cierpliwie godzili się z rozprzestrzenianiem na tych terenach władztwa rosyjskiego, nie zagrażało ono bowiem bezpośrednio Indiom. Natomiast opanowanie przez Rosjan Cieśnin, co rzecz jasna mogło stać się podstawą do sięgnięcia po dominację we wschodniej części Morza Śródziemnego, było mało realne. Warto o tym pamiętać w kontekście bezustannie rosnącej roli Kanału Sueskiego w brytyjskiej polityce imperialnej.

Henryk Wereszycki ujmuje tę kwestię następująco: "Patrząc na tę sprawę z szerszej perspektywy, można stwierdzić, że był to tylko jeden z tych mitów, tych niejako "natrętnych idei" dyplomacji rosyjskiej; ale w takich sprawach zawsze ważniejsze jest to, co kierownicy polityki danego mocarstwa sądzą, niż to, co odpowiada realnym faktom".

Potem rozmowy pozostawały w zawieszeniu (sprowadzały się do sporadycznej wymiany poglądów) aż do wizyty 4 i 5 listopada 1880 r. złożonej przez wspólnego ministra spraw zagranicznych Heinricha Haymerlego u Bismarcka w jego wiejskiej rezydencji Friedrichsruch. Jakkolwiek tekst nowej wersji układu trójcesarskiego był już gotów w pierwszej dekadzie marca 1881 r., to całą sprawę odroczył zamach na  życie cara Aleksandra II  dokonany 13 marca. Ostatecznie układ podpisano 18 czerwca 1880 r. We wstępie wspomniano, że trzy dwory kierują się obroną pozycji swoich państw. W art. I zaznaczono, że gdyby jedna ze stron znalazła się w stanie wojny, to  dwie pozostałe zachowają życzliwą neutralność i  będą zabiegały o nadanie konfliktowi lokalnego charakteru. Warto zwrócić w tym kontekście uwagę na to, że brak w tym artykule zastrzeżenia, iż sytuacja odnosi się jedynie do niesprowokowanej agresji. Zarazem jednak trudno było sobie wyobrazić, by wojna zaczepna wszczęta przez Rzeszę przeciw Francji spotkała się z "życzliwą neutralnością" Petersburga. Ową niejasną z pozoru sytuację precyzował ustęp drugi art. I.

Otóż opisana w ustępie pierwszym sytuacja odnosiła się jedynie do wojny którejś ze stron układu z Turcją, jednak pod warunkiem że jej konsekwencje nie przekroczą uzgodnionych wcześniej celów. Tak więc w praktyce to Rosja, ewentualnie Austro-Węgry, uzgodniwszy zamierzone rezultaty, mogły wystąpić agresywnie przeciw Porcie. Henryk Wereszycki konkludował: "W tym niepełnym zdaniu mieści się istotny sens całego układu. Szło najwyraźniej przede wszystkim o ułożenie stosunków między obu rywalizującymi na  Bałkanach mocarstwami".

Przystąpienie Włoch do dwuprzymierza

Bismarck nie cenił Włoch. Traktował je ze słabo skrywaną pogardą. Zarazem jednak miał świadomość, że ewentualne przystąpienie Włoch oznaczałoby wzmocnienie monarchii Habsburgów, osłabiłoby bowiem irredentę w południowych prowincjach Austro-Węgier. Włosi nie czuli się dostatecznie pewnie w gronie mocarstw, do którego nominalnie należeli. Przede wszystkim Królestwo Włoch nie dysponowało wystarczającymi do odgrywania tej roli zasobami finansowymi. Ponadto - na arenie wewnętrznej - ujawniały się raz po raz republikańskie ciągoty lewicy oraz opozycja "więźnia Watykanu" - papieża. Stosunki Londynu z Rzymem układały się poprawnie, ale de facto Wielka Brytania traktowała Włochy instrumentalnie, jako przeciwwagę dla pozycji Francji nad Morzem Śródziemnym. Jednocześnie narastały antagonizmy francusko-włoskie, które osiągnęły szczyt pod koniec lat 80. XIX w. Tymczasem konsekwencją tego stanu rzeczy było dążenie Rzymu do osłabienia napięć w relacjach z Wiedniem. Czynnikiem wspomagającym stała się widoczna poprawa stosunków austriacko-niemieckich.

W tej sytuacji w Rzymie zaczęto realizować linię współpracy z Berlinem i Wiedniem. Czyniono tak mimo niezbyt zachęcających doświadczeń z wojny 1866 r. Nad Tybrem liczono na to, że współpraca z Berlinem zneutralizuje Austrię, którą papieże, zarówno Pius IX, jak i Leon XIII (Vincenzo Gioacchino Perci), wzywali do interwencji w swojej obronie. Do pierwszej wizyty króla Włoch Wiktora Emanuela II w Berlinie doszło już w  1873 r. Dwa lata później cesarz Wilhelm I  rewizytował go w Mediolanie, a Franciszek Józef I-w Wenecji. Bismarck zmierzał do całkowitej izolacji Francji w Europie. Włosi ostrzyli sobie zęby na Tunis, który postrzegany był przez Rzym jako pierwsza potencjalna kolonia włoska. Kongres berliński przyniósł Włochom dyplomatyczne rozczarowanie. Nie ziściły się ich nadzieje, że w zamian za zgodę na okupację przez Austro-Węgry Bośni i Hercegowiny Włochy dostaną Trydent. W Rzymie wahano się wobec tego między Wiedniem a Paryżem, ale rozciągnięcie przez Francję protektoratu nad Tunisem w 1881 r. przesądziło sprawę na rzecz dwuprzymierza. Już w październiku tego roku król Humbert I złożył wizytę w Wiedniu. Włosi znaleźli się na początku lat 80. w trudnej sytuacji. Przymierze niemiecko-austriackie, a następnie ogłoszenie przez Francję protektoratu nad Tunisem wskazywało, że krok ów musiał być podjęty za przyzwoleniem Bismarcka, co z kolei mówiło o politycznym osamotnieniu Włoch. Dwór obawiał się sporu z papiestwem. Mniemano, że Francuzi będą skłonni odzyskać dla Kurii Rzymskiej świecką władzę nad Rzymem. Wreszcie Humbert I obawiał się przewrotu republikańskiego.

Dlatego też wejście do dwuprzymierza postrzegano nad Tybrem jako istotny element trwałości Włoch. Bismarck nie cenił militarnych zalet Włochów. Miał jednak świadomość, że w czasie wojny 1866 r. o zwycięstwie Prus pod Sadową zadecydował fakt, że część sił austriackich nie brała udziału w bitwie, gdyż była uwikłana na froncie włoskim. Co więcej, podobną rolę mogły Włochy odegrać w czasie wojny austriacko-rosyjskiej. Tak więc zarówno dla dwuprzymierza, jak i dla sprzymierzonych z sobą Francji i Rosji pozycja Włoch miała kluczowe znaczenie. Geopolityka dawała o sobie znać.

W rezultacie 20 maja 1882 r. doszło do zawarcia w stolicy Austrii traktatu przymierza między Niemcami i Austro-Węgrami z jednej a Włochami z drugiej strony. Dokument ów miał charakter defensywny. Przeobrażał on istniejące dotychczas dwuprzymierze w trójprzymierze. Włosi zostali zobligowani do czynnego wystąpienia po stronie Rzeszy w razie niesprowokowanej agresji francuskiej. Natomiast w wypadku zaatakowania Austro-Węgier przez Rosję mieli jedynie zachować życzliwą neutralność. W rewanżu przyobiecano im militarne wsparcie Niemiec i monarchii habsburskiej, gdyby stały się one ofiarą niesprowokowanej napaści ze strony Francji. Ponadto dyplomacja włoska doprowadziła do wprowadzenia do tekstu traktatu zastrzeżenia, że przymierze nie może być skierowane przeciwko Wielkiej Brytanii.

Należy pamiętać o jeszcze jednym elemencie. Otóż wojny toczone w drugiej połowie XIX w. rozstrzygano w krótkich, prowadzonych energicznie kampaniach, a w tym wypadku początkowy układ sił nabierał decydującego znaczenia. Bismarck, zręcznie grając, stwarzał dodatkowe szanse dla Prus. Włosi poszukiwali antypapieskich gwarancji, Bismarck - antyfrancuskich i jakkolwiek nikt ani w Berlinie, ani w Wiedniu nie sądził, że atak francuski na Włochy jest prawdopodobny, to należało doprowadzić do zespolenia tych tendencji. Dla Włochów ogromne znaczenie miała preambuła, w której była mowa o przestrzeganiu zasadach monarchistycznych i zapewnieniu tym sposobem politycznej i społecznej struktury państw. W art. II zapewniano Włochom pomoc obu sprzymierzeńców w razie niesprowokowanego ataku Francji. Włochy miały obowiązek wspomóc Rzeszę, gdyby ta padła ofiarą agresji. W art. III stwierdzono, że gdyby jedna ze stron układu stała się ofiarą napaści dwu innych mocarstw, to wówczas miała ona otrzymać wsparcie sprzymierzeńców. Z kolei art. IV obligował każdą ze stron do życzliwej neutralności, gdyby pozostały lub pozostali sygnatariusze znaleźli się w stanie wojny z mocarstwem lub mocarstwami spoza przymierza. Miało to kluczowe znaczenie dla Austro-Węgier, zapewniało im bowiem neutralność Włoch w razie konfliktu z Rosją. Wreszcie art. V zobowiązywał wszystkie strony, w razie groźby wojny, do konsultacji. Stał się on na przełomie 1914 i 1915 r. dogodnym pretekstem dla Rzymu do niewywiązania się ze zobowiązań.

Do tekstu traktatu dołączono też oświadczenie, w którym stwierdzono, że traktat w żadnym wypadku nie może być zwrócony przeciw Wielkiej Brytanii. W momencie zawierania traktatu miano wszakże na uwadze jedynie wojnę austro-węgiersko-rosyjską, a Anglia mogłaby opowiedzieć się przeciw Rzeszy jedynie w wypadku jej niesprowokowanej agresji na Francję, czego wówczas w Berlinie nie przewidywano. Obydwa te  układy, zarówno austro-węgiersko-niemiecki, poszerzony następnie o Włochy, jak i trójcesarski - miały charakter defensywny.

Bismarckowski system sojuszy

Zdaniem Bismarcka, zawarcie dwuprzymierza w żadnym razie nie oznaczało zerwania z Petersburgiem. W dniu 18 czerwca 1881 r. doszło - jak pamiętamy - do podpisania tajnego układu trójcesarskiego, mającego trwać przez trzy lata. Wszystkie strony zobowiązywały się do życzliwej neutralności, gdyby jeden z sygnatariuszy znalazł się w stanie wojny z mocarstwem spoza układu: Rzesza z Francją, Austro-Węgry z Włochami, a Rosja z Wielką Brytanią. Drugim elementem były ustalenia dotyczące Półwyspu Bałkańskiego. Otóż Petersburg przyzwalał na aneksję Bośni i Hercegowiny przez Austro-Węgry, w stosownym dla Wiednia momencie. W rewanżu Wiedeń przyrzekł nie oponować przeciw przyłączeniu Rumelii Wschodniej do Bułgarii, jeśli dokona się ono "siłą rzeczy". Traktat dzielił więc Bałkany ponownie na dwie sfery wpływów: zachodnią - austriacką i wschodnią - rosyjską. Owo formalne odrodzenie trójcesarskiego przymierza przypieczętowało w październiku 1881 r. spotkanie Wilhelma I i Aleksandra III w Gdańsku. W 1884 r. układ ów bez oporów przedłużono, a propagandową dla niego oprawę stanowiło wrześniowe spotkanie trzech władców w Skierniewicach. W zamyśle twórcy traktatu, Bismarcka, miał on nie tylko tonować austriacko-rosyjskie antagonizmy, ale przede wszystkim nie dopuścić do jakiegokolwiek porozumienia między Petersburgiem a Paryżem.

Na przeszkodzie ponownemu prolongowaniu układu trójcesarskiego stanął kryzys bułgarski. Władający krajem ks. Aleksander Hessen-Battenberg popadł w konflikt z carem Aleksandrem III. W konsekwencji w sierpniu 1886 r. grupa młodych oficerów - za wiedzą i wolą przedstawiciela Rosji - zdjęła księcia z tronu i usunęła z kraju. Powrócił on do Bułgarii co prawda w pierwszych dniach września, ale rychło zdał sobie sprawę, że bez przyzwolenia Rosjan nie utrzyma się u władzy, i już 7 września 1886 r. abdykował. Formalne następstwo miało odpowiedzieć na pytanie o utrzymanie bądź obalenie dotychczasowych wpływów rosyjskich. Nad ich eliminacją energicznie pracowały Wiedeń i Londyn. W rezultacie 7 lipca 1887 r. zebrane w Tyrnowie Wielkie Zgromadzenie Narodowe obrało władcą Ferdynanda z dynastii sasko-kobursko-gotajskiej. Był on poddanym Habsburgów a zarazem oficerem wojsk węgierskich. Wypadki w Bułgarii zablokowały możliwość przedłużenia układu trójcesarskiego. Wygasł on 18 czerwca 1887 r. Bismarck za wszelką cenę jednak - zwłaszcza w obliczu ponownego wzrostu napięcia w stosunkach z Francją - dążył do utrzymania ścisłych więzi z Petersburgiem. W konsekwencji, w tajemnicy przed swoim austro-węgierskim sprzymierzeńcem, kanclerz doprowadził - właśnie 18 czerwca - do podpisania w Berlinie niemiecko-rosyjskiego układu reasekuracyjnego, który miał pozostawać w mocy przez trzy lata. Każda ze stron została zobligowana do życzliwej neutralności w sytuacji, gdyby druga znalazła się w wojnie z mocarstwem trzecim. Przyrzeczenie to nie odnosiło się jednak do sytuacji, w której jedna ze stron dopuściłaby się agresji: Rosja wobec Monarchii Austro-Węgierskiej lub Niemcy wobec Francji. Poza tym Rzesza uznawała historyczne prawa Rosji na Półwyspie Bałkańskim, a zwłaszcza rolę, którą odgrywała ona dotąd w Bułgarii i Rumelii Wschodniej. Obie stolice przyrzekały, że nie dopuszczą - bez uprzedniego porozumienia - do zmian terytorialnych w tym rejonie. Ponadto Niemcy wyraziły gotowość udzielenia Bułgarii wsparcia w dziele przywrócenia "prawowitego rządu". Berlin gwarantował również swoją życzliwą neutralność, a nawet udzielenie dyplomatycznego wsparcia w sytuacji, w której Petersburg byłby zmuszony do samodzielnej obrony wejścia na Morze Czarne, to jest do zajęcia Cieśnin. Cel, który w tym wypadku stawiał sobie Bismarck, sprowadzał się, oprócz wspomnianego zapobieżenia zbliżeniu między Francją a Rosją, do odgrywania roli arbitra w stosunkach między Austro-Węgrami a Rosją.

W styczniu 1887 r. - w trakcie rokowań z Rosją - Bismarck rozpoczął grę dyplomatyczną o  powiązanie z  sobą Wielkiej Brytanii, Włoch i  Austro-Węgier. Porozumienie brytyjsko-włoskie, w formie wymiany not, osiągnięto w Londynie 12 lutego tego samego roku. Początkowo owa "ententa śródziemnomorska" miała krępować możliwości działania Francji. Już 24 marca 1887 r. doszło do porozumienia brytyjsko-austriackiego. Przystąpienie Wiednia sprawiło, że ententa ta objęła zasięgiem również Morze Czarne. Oznaczało to wsparcie brytyjskie w razie wojny austriacko-rosyjskiej, a co za tym idzie - faktyczne odstąpienie przez Austro-Węgry od sojuszu trzech cesarzy, albowiem w myśl postanowień tego drugiego aktu Wiedeń był zobligowany do wsparcia w rejonie Cieśnin Petersburga, a nie Londynu.

Znaczące są w tym kontekście wywody Bismarcka z 17 marca - a więc nieco wcześniejsze niż podpisanie układu - w  rozmowie z  arcyksięciem Rudolfem Habsburgiem, który przybył do Berlina formalnie z okazji 90. urodzin cesarza Wilhelma I, faktycznie z wyraźną instrukcją do rozmów w kwestiach politycznych i wojskowych. Kanclerz podkreślał potencjał militarny Francji. Mówił, że dlatego, zwłaszcza w sytuacji wojny na dwa fronty, monarchia nie może liczyć na zbyt wydatną pomoc Rzeszy i wobec tego musi poszukać możliwości zawarcia właściwych koalicji. Zakładał, że w wypadku przewagi Niemiec nad Francją Rosja może bezzwłocznie uderzyć na Rzeszę, ale bardziej prawdopodobne wydaje się podjęcie przez Petersburg próby sięgnięcia po dominację na Bałkanach: zajęcia Bułgarii, a może nawet Konstantynopola. Bismarck radził swojemu rozmówcy, by przyglądać się biernie starciu Rosjan z Rumunami, Bułgarami, a nawet Turkami, gdyż to najpewniej skłoni Wielką Brytanię do interwencji. Dopiero wówczas Austro-Węgry powinny zaangażować się w konflikt. W razie wojny francusko-niemieckiej Austro-Węgry powinny być dobrze przygotowane, tak by w wybranym przez siebie momencie dokonać wyprzedzającego uderzenia na Rosję, ponieważ w pierwszej fazie konfliktu to one będą stroną silniejszą. Potem przewaga ta zostanie zniwelowana.

W historiografii europejskiej, zwłaszcza międzywojnia, ale także później, przeważał pogląd, że sytuacja, do której doszło w 1887 r., była kulminacją osiągnięć "żelaznego kanclerza" na arenie międzynarodowej. Zwolennicy tej tezy głosili pogląd, że wprzęgła ona - poprzez różnorodne zarówno w treści, jak i w formie umowy wszystkie mocarstwa w system zależności od Berlina, a tym samym przedłużała osamotnienie Francji. Dawała więc nadzieję na pokój w myśl założeń Berlina. Zdaniem Henryka Wereszyckiego, "[...] ten skomplikowany, pełen wewnętrznych sprzeczności układ przymierzy i porozumień nadzorowanych i stworzonych przez Bismarcka był tylko dowodem, że hegemonia Rzeszy w Europie zbliżała się ku końcowi. Potwierdza to niemożność przedłużenia sojuszu trzech cesarzy, który był najdoskonalszym instrumentem tej hegemonii, uzależniał bowiem największe potęgi militarne kontynentu od arbitrażu niemieckiego. Na morzach zaś rywalizacja francusko-angielska dawała pewnego rodzaju równowagę sił, co także ułatwiało naczelną rolę jeszcze na morzach niezaangażowanej Rzeszy".

W 1887 r. Bismarck przekonał Roberta A. Salisbury'ego, że pozostawanie Wielkiej Brytanii w izolacji przyniesie jej więcej szkody niż pożytku. Kanclerz doprowadził do zbliżenia stanowisk Londynu i Rzymu. W wymianie not z 12 lutego 1887 r. obie strony zobowiązywały się strzec status quo nad morzami: Śródziemnym, Adriatyckim, Egejskim i Czarnym, a także oponować przeciw wszelkim aneksjom, okupacjom lub protektoratom. Włochy miały jednak wspierać pozycję Wielkiej Brytanii w Egipcie, a w rewanżu ta ostatnia - zamiary Rzymu wobec Trypolitanii i Cyrenajki. Następnie do układu przystąpiły Austro-Węgry. W maju 1887 r. Hiszpania zawarła porozumienia w członkami trójprzymierza. Zobowiązała się nie wiązać z Francją przeciw żadnemu z tych państw i także zabiegać o utrzymanie status quo nad Morzem Śródziemnym. Dopełnieniem ówczesnej sytuacji było porozumienie śródziemnomorskie podpisane 12 grudnia 1887 r. Jego stronami były Wielka Brytania, Włochy i Austro-Węgry. Nadrzędnym celem układu było zachowanie status quo na Wschodzie, w tym zwłaszcza ochrona niezależności Turcji przed przeważającym wpływem zagranicznym (w domyśle rosyjskim). Niemcy pozostały co prawda formalnie poza tym układem, ale faktycznie zawarto go pod auspicjami Bismarcka. Cały ten splot porozumień zwykło się określać mianem bismarckowskiego systemu sojuszy.

Tymczasem w łonie trójprzymierza pojawiły się pierwsze poważne napięcia. Ponieważ pozycja Habsburgów uległa osłabieniu w wyniku kłopotów w Bułgarii, Włosi postanowili wykorzystać ten moment do zaznaczenia własnych aspiracji na Bliskim Wschodzie. Doprowadziło to do poważnego napięcia między Wiedniem a Rzymem, Bismarck zaś rozważał wręcz zawarcie z Włochami odrębnego porozumienia na wzór traktatu reasekuracyjnego. Ostatecznie jednak do odprężenia przyczyniły się obawy, że odtrącone Włochy zwrócą się ku Francji i Rosji. W rezultacie 20 lutego 1887 r. sojusz został prolongowany na kolejne pięć lat. Dołączono do niego jednak dwie noty, które w znaczącej mierze modyfikowały jego istotę. W pierwszej z nich Austro-Węgry i Włochy zobowiązały się, że w wypadku zmiany status quo na Bałkanach, na morzach: Adriatyckim i Egejskim oraz na wybrzeżach i wyspach pod władzą osmańską żadna ze stron nie zwiększy swojego stanu posiadania bez porozumienia się z drugą, a zwłaszcza bez zapewnienia jej stosownej rekompensaty. W drugiej nocie Rzesza przyrzekała Włochom wsparcie, gdyby te ostatnie starały się zablokować nowe zdobycze Francji w Afryce Północnej. Przeobraziło to trójprzymierze z defensywnego w ofensywne. Ponadto - wbrew intencjom Bismarcka - usankcjonowano aspiracje Rzymu do przejęcia w przyszłości części spadku po Imperium Osmańskim.

Konflikt rosyjsko-angielski

Po zjeździe w Skierniewicach doszło do ostrego konfliktu między Rosją a Wielką Brytanią. Rosjanie zdecydowanie wówczas opanowywali Azję Środkową. Na przełomie 1884 i 1885 r. dość prawdopodobne wydawało się rosyjsko-brytyjskie starcie zbrojne na tym obszarze. Terenem zapalnym było zwłaszcza pogranicze Afganistanu. W geopolitycznych koncepcjach Londynu było to państwo buforowe, mające chronić Indie przed bezpośrednią ekspansją rosyjską. Do walk oddziałów rosyjskich z armią emira doszło w marcu 1885 r. Dyplomaci brytyjscy próbowali wówczas pozyskać Bismarcka. Sam kanclerz zajął postawę wyczekującą. Nie zamierzał ani nakłaniać stron konfliktu do orężnej rozprawy, ani ingerować w politykę prowadzoną przez Petersburg na tym obszarze. Uczynił natomiast wiele, aby sprostać zobowiązaniom powziętym swego czasu w układzie trójcesarskim. Niemcy interweniowali w Stambule, nalegając, aby zachował on neutralność, co oznaczało zablokowanie Cieśnin dla Royal Navy, gdyby ta chciała wejść na Morze Czarne. Co więcej, Bismarck pozyskał dla tego rodzaju interwencji dwa inne rządy: Austro-Węgier i Francji. Tak więc wszystkie mocarstwa kontynentalne stanęły w tym sporze po jednej stronie barykady.

Bismarck, oceniając realistycznie układ sił, oparł się pokusie wejścia w rolę międzynarodowego arbitra. Zdawał sobie zapewne doskonale sprawę z tego, że wojna między dwoma czołowymi mocarstwami byłaby starciem trudnym do zawężenia do lokalnych ram i mogłaby się przeobrazić w konflikt o wymiarze światowym. W tym kontekście wiele wskazuje na to, że to właśnie zlecone przez kanclerza działania dyplomatyczne w znaczącej mierze przyczyniły się do spadku wojowniczych nastrojów po obu stronach. Już w maju 1885 r. napięcie znacznie zmalało. Ostatecznie we wrześniu tego roku rząd Roberta Salisbury'ego zawarł z Rosjanami ugodę, która definitywnie załagodziła spór brytyjsko-rosyjski.

Kryzys bułgarski

Na rozwoju wypadków w Bułgarii zaważyły dwie kwestie: budowa linii kolejowych i Rumelia Wschodnia. W pierwszej z nich starły się dwie koncepcje. Austriacy chcieli, aby najpierw powstał odcinek łączący linie bałkańskie z terytorium Austro-Węgier. Rosjanom zależało z kolei na odcinku od Ruszczuku (Rusçuk; Ruse) do Sofii. Dla samych Bułgarów sprawą zasadniczą były natomiast dalsze losy Rumelii Wschodniej. Na kongresie berlińskim dyplomacja rosyjska energicznie zabiegała o złączenie tej prowincji z resztą Bułgarii. Stanowczo sprzeciwiły się temu Wielka Brytania i Austro-Węgry i w rezultacie w traktacie berlińskim nie włączono jej do powstającej wówczas Bułgarii. Dalszy rozwój wypadków szybko przyniósł jednak zmiany. W 1881 r. w układzie trójcesarskim zawarto klauzulę przewidującą takie zjednoczenie za cenę aneksji przez Austro-Węgry Bośni i Hercegowiny. Ponieważ jednak Wiedniowi aneksja ta była nie na rękę, nie spieszył się z wyrażeniem zgody na zjednoczenie Bułgarii.

Za panowania Aleksandra III wpływy rosyjskie w Bułgarii wyraźnie jednak zmalały. W związku z tym na Ballhausplatz w Wiedniu uznano, że warto opowiedzieć się za jednością Bułgarii, upatrywano w tym bowiem jej niezależności od Rosji. W 1885 r. z kolei Rosji nie zależało na zjednoczeniu kraju, ponieważ jej bezpośrednie rządy w tym państwie były już nierealne. W tym samym roku, za sprawą Bismarcka, udało się skłonić pierwszego władcę Bułgarii ks. Aleksandra Battenberga do respektowania, zwłaszcza w polityce wewnętrznej, inspiracji rosyjskich. Szczegóły uzgodniono w sierpniu podczas spotkania Aleksandra z ministrem spraw zagranicznych Nikołajem Giersem w Franzenbadzie (czes. Františkovy Lázn? ). Pierwszy z nich zobowiązał się do niewystępowania przeciw interesom rosyjskim. Książę nie wiedział wszakże, że wówczas przewrót w Rumelii Wschodniej był już przygotowany. W dniu 18 września usunięto sułtańskiego gubernatora i proklamowano zjednoczenie z Bułgarią. Okoliczności zmusiły Aleksandra do aprobowania tego kroku. Turcy zachowali się wówczas biernie, car natomiast odwołał wszystkich oficerów rosyjskich z armii bułgarskiej. W praktyce okazało się, że przeciwniczką zmian stała się Serbia. Miała przy tym ograniczony wybór, gdyż ekspansja na zachód ku Bośni i Hercegowinie była niemożliwa. Pozostały zatem kierunki wschodni i południowy. Oznaczało to zapoczątkowanie sporu o Macedonię. Tymczasem w Konstantynopolu trwały na konferencji ambasadorów negocjacje nad kwestią unii. Brytyjczycy proponowali unię personalną między Bułgarią a Rumelią Wschodnią, co było do pogodzenia z traktatem berlińskim. Rosjanie nie oponowali, pod warunkiem że szczegółowe rozwiązania nie wzmocnią Battenberga. Serbia 13 listopada 1885 r. wypowiedziała jednak wojnę Bułgarii, a została pobita już sześć dni po rozpoczęciu działań. W tej sytuacji interweniował agent dyplomatyczny Austro-Węgier w Belgradzie hr. Rudolf Khevenhüller-Metsch i Battenberg poszedł na ustępstwa. Pojawiła się wówczas w Wiedniu, w kręgu arcyksięcia Rudolfa, idea wojny z Rosją. Pokój ugruntowało stanowisko Bismarcka, który dał do zrozumienia, że z jednej strony nie chce zrywać z Rosją, z drugiej zaś w interesie Rzeszy nie leży dezintegracja Austro-Węgier. Przyhamowało to dążenia Wielkiej Brytanii do konfliktu z Rosją, aby tym sposobem zapewnić sobie dostęp do Azji Środkowej, i zwiększyło gotowość do respektowania na Bałkanach interesów Wiednia.

Wojnę bułgarsko-serbską toczoną w 1885 r. zakończono w lutym roku następnego pokojem podpisanym w Bukareszcie, opartym na zasadzie status quo ante. W lutym 1886 r. do władzy w Londynie doszli liberałowie, co przyczyniło się do polubownego załatwienia sprawy bułgarskiej. Władca Bułgarii został na pięć lat generał-gubernatorem Rumelii. Psuły się jednak stosunki niemiecko-rosyjskie. W atmosferze nieprzyjaznych polemik prasowych car jednostronne anulował, zawarowany w traktacie berlińskim, status wolnego portu w Batumi, co mogło oznaczać, że miasto stanie się bazą marynarki rosyjskiej na Morzu Czarnym. Tymczasem 20 sierpnia 1886 r. doszło w Bułgarii do zamachu stanu i złożenia Battenberga z tronu. Po tygodniu jak już wspomniano powrócił co prawda do Sofii, ale wkrótce zmuszono go do abdykacji i opuszczenia kraju na zawsze. Bułgarzy obrali księciem spokrewnionego z domem Romanowów Waldemara Duńskiego, ale ten wyboru nie przyjął. Spodziewano się, że następnym krokiem będzie okupacja rosyjska. Kryzys ogólnoeuropejski wyraźnie się pogłębiał. Zarówno brytyjska, jak i węgierska opinia publiczna podzielały pogląd, że Rosja nie może mieszać się w sprawy Bułgarii. Wspólny minister spraw zagranicznych Gustaw Kálnoky pod wpływem Bismarcka uważał, że należy zachować pokój do momentu, gdy wojska rosyjskie znajdą się na Bałkanach. Wcześniejsze działania mogłyby sprowokować Rosjan do uderzenia na Galicję, a wówczas pomoc brytyjska byłaby praktycznie bez znaczenia. Wielka Brytania interesowała się Cieśninami, a nie Bułgarią. Ostatecznie - wbrew Petersburgowi - 14 (2) sierpnia 1887 r. na tronie bułgarskim zasiadł Ferdynand Coburg-Gotha-Kohary.

III. Formowanie trójporozumienia

Przymierze francusko-rosyjskie

Pierwsze próby doprowadzenia do zbliżenia podjęto już w 1887 r. Wówczas to minister spraw zagranicznych Francji Émile Flourens poszukał porozumienia z Petersburgiem. Okazję do tego stworzyła wizyta w Paryżu delegatów Bułgarii zabiegających o poparcie dla ks. Ferdynanda Coburga. Minister nie zajął konkretnego stanowiska i odesłał ich do Petersburga. Rok później Bismarck zakazał lombardowania rosyjskich papierów wartościowych. Wykorzystali to finansiści francuscy, którzy w 1888 r. za pośrednictwem duńskiego bankiera Emile'a Hoskiera - zaoferowali Rosji pierwszą pożyczkę na dozbrojenie armii w wysokości 500 mln franków. U schyłku 1889 r. zadłużenie Rosji z tego tytułu sięgało już 2,6 mld franków. Zdaniem Józefa Feldmana, jednak to ewolucja polityki Cesarstwa Niemieckiego po dymisji Bismarcka przesądziła ostatecznie o  poszukiwaniu porozumienia. Nowy kanclerz Rzeszy hr. Georg Leo Caprivi doprowadził najpierw 6 maja 1891 r. - z wielką pompą - do przedterminowego przedłużenia układu o trójprzymierzu. Zbiegło się to z wizytą eskadry Royal Navy w Fiume. Witali ją tam cesarz Franciszek Józef I i król Humbert I. Nieco później Wilhelm II składał wizytę królowej Wiktorii.

Na rewanż nie trzeba było długo czekać. Już w lipcu tego roku do Kronsztadu wpłynęła dowodzona przez adm. Alfreda Gervais'go eskadra floty francuskiej. Wkrótce okazało się, że sojusz z Cesarstwem Niemieckim był tworem części sfer dworskich, podczas gdy rosyjska opinia publiczna ciążyła ku  Francji. Droga do przymierza była jednak jeszcze wyjątkowo długa. Car Aleksander III i dwór z wyraźną abominacją myśleli o tym kroku. Petersburg z ogromnymi oporami psychicznymi wyłamywał się z  kręgu monarszej solidarności. Rosyjski minister spraw zagranicznych Nikołaj Giers przez dłuższy czas usilnie próbował wrócić do porozumienia z Rzeszą. Ta jednak podejmowała wówczas kroki sprzeczne z rosyjskimi interesami: znacznie złagodziła kurs wobec Polaków, wzmacniała handlowe więzy z Austro-Węgrami, a także - nieco demonstracyjnie - skłaniała się ku ściślejszej współpracy z Wielką Brytanią. Ponadto niemiecki rynek papierów wartościowych wciąż pozostawał dla Petersburga niedostępny, a tymczasem na Rosję spadły dwie plagi: głodu i zarazy. W tym stanie rzeczy jesienią 1891 r. konsorcjum banków francuskich rozpisało ostrożnie pożyczkę dla Rosji w kwocie kolejnych 500 mln franków. Emisja przyniosła przeszło siedmiokrotnie więcej.

Niechęć cara i jego otoczenia to jedynie część trudności. Drugą rodziły rozbieżności w kwestii celu porozumienia. Paryż zabiegał przede wszystkim o wsparcie w wypadku ewentualnego konfliktu z Rzeszą. Petersburg natomiast nie godził się na sformułowania jawnie wymierzone w niedawnego sojusznika, czyli Niemcy. Rosja mniemała, że w przyszłej wojnie główne uderzenie skieruje przeciw Austro-Węgrom.

Paryż z kolei pragnął, by w sytuacji, gdy jedno z mocarstw trójprzymierza ogłosi mobilizację, obydwie strony odpowiedziały analogicznym posunięciem. Poza tym Petersburg zmierzał do tego, aby postanowienia nie ograniczały się do Europy. Przyczyna leżała w zadrażnieniach rosyjsko-angielskich w Azji Środkowej. Ostatecznie Francuzi zgodzili się z tym stanowiskiem, otrzymując w zamian jedynie ogólnikowe zapewnienie, że w razie zagrożenia pokoju obie strony będą się porozumiewały w sprawie przedsięwzięcia stosownych środków. W rezultacie 27 sierpnia 1891 r. doszło do wymiany not w tej materii na warunkach proponowanych przez Rosjan. Forma ta spowodowana była tym, że z jednej strony międzynarodowe zobowiązania Republiki Francuskiej wymagały aprobaty parlamentu, a więc forma sojuszu odpadała, z drugiej zaś car życzył sobie zachowania ścisłej tajemnicy. W tekście not nie użyto słowa przymierze, a jedynie sformułowania entente cordiale.

Rokowania dotyczące konwencji wojskowej ciągnęły się dwa i pół roku. Dopiero w sierpniu 1892 r. osiągnęły one takie stadium, że do Petersburga mógł przybyć zastępca szefa francuskiego sztabu generalnego gen. Raoul de Boisdeffre. Pojawiły się stare kontrowersje. Szef sztabu gen. Nikołaj Obruczew i minister wojny Piotr S. Wannowskij ponownie obstawali, by za głównego wroga w wypadku Rosji uznać monarchię habsburską, Francuzi z kolei nastawali, aby było to Cesarstwo Niemieckie. Jeśli chodzi o mobilizację, Rosjanie uważali, że należy ją ogłosić, gdyby krok taki podjęły Austro-Węgry, natomiast Francuzi - gdyby uczyniła to Rzesza lub całe trójprzymierze. Ostatecznie jednak 17 sierpnia podpisano konwencję wojskową. Zatwierdzenie tych kroków się przeciągnęło. W listopadzie 1892 r. wybuchła tzw. afera panamska, czyli doszło do bankructwa Towarzystwa dla Budowy Kanału Międzyoceanicznego. W styczniu 1893 r. upadł gabinet Josepha Ribota, a ofiarą tego posunięcia padł minister wojny Charles de Saulces de Freycinet, a następnie 30 marca sam premier Alexandre Ribot, który po pierwszym kryzysie powtórnie objął to stanowisko. Obaj politycy byli wpływowymi orędownikami porozumienia z Rosją. Aleksander III w dalszym ciągu z wyraźną niechęcią myślał o współpracy z Francją. W Berlinie błędnie odczytano jednak te sygnały. Sekretarz stanu w AA Friedrich von Holstein uznał, że  są  to  intrygi Capriviego. W  rezultacie misja Giersa w  Berlinie się nie powiodła. Reichstag, także głosami posłów polskich, uchwalił 15 lipca 1893 r. ustawę zwiększającą efektywną siłę armii. Przywódca Koła Polskiego Józef Kościelski podkreślał antyrosyjskie stanowisko, a po głosowaniu doczekał się podziękowań cesarza Wilhelma II. Francuzi zręcznie wyzyskali tę sytuację. W dniu 13 października nastąpiła rewizyta rosyjskiej marynarki wojennej w Tulonie. Dowodzący nią adm. Theodor K. d'Avelane został niezwykle ciepło przyjęty. W rezultacie Francja i Rosja dokonały - w formie wymiany listów z 27 grudnia 1893 i 4 stycznia 1894 r.- ratyfikacji konwencji wojskowej.

Wyrównanie stosunków francusko-włoskich

Konflikt włosko-francuski miał dwojakie podłoże. Jedną z przyczyn była wieloletnia wojna celna, drugą zaś - względy wielkiej polityki, skłaniające Rzym do współpracy z państwami dwuprzymierza. Koncepcje te zmieniły się na przełomie XIX i XX w. Wojna handlowa przynosiła zbyt dojmujące straty. Jednocześnie klęska pod Aduą, doznana przez Włochy w roku 1896, sprawiła, że w Rzymie przeważyło przekonanie, iż ekspansja kolonialna możliwa jest jedynie w północnej Afryce. Równocześnie dzierżący ster francuskiej polityki zagranicznej Théophile Delcassé utrzymywał, że jednym z zasadniczych celów Francji powinno być oderwanie Włoch od Niemiec. Politykę na gruncie włoskim zręcznie realizował ambasador Francji Camille Barr?re. W rezultacie w 1896 r., zyskując pewne ustępstwa polityczne i ekonomiczne, Włosi zaakceptowali protektorat Francji nad Tunisem. Dwa lata później doszło do zawarcia bilateralnego traktatu, który zamknął wojnę celną. Umożliwiło to osiągnięcie zbliżenia na polu stricte politycznym. W dniu 14 grudnia 1900 r. podpisano tajne porozumienie w kwestiach kolonialnych. Wówczas Francja uznała Trypolitanię za włoską sferę wpływów, a Włosi z kolei zobowiązali się do nieprzeciwdziałania ekspansji francuskiej w Maroku. Formalnym wyrazem zmian w stosunkach między oboma krajami była złożona w kwietniu 1901 r. wizyta eskadry floty włoskiej w Tulonie. Tymczasem sugestie Rzymu pod adresem Berlina, aby trójprzymierze zatraciło swoją antyfrancuską wymowę, nie spotkały się ze zrozumieniem. Udało się jedynie uzyskać deklarację Austro-Węgier o uznaniu roli Włoch w Trypolisie. Zwieńczeniem tego procesu był ściśle tajny układ polityczny z 10 lipca 1902 r. Rzym precyzował w nim swoje stanowisko wobec hipotetycznego konfliktu francusko-niemieckiego. Zobowiązał się, że nie wystąpi zbrojnie przeciw Francji nie tylko wtedy, gdy ta byłaby przez Niemcy zaatakowana, ale również wówczas, gdyby rozpoczęła ona wojnę z Niemcami bezpośrednio do niej sprowokowana.

Polityczne konsekwencje niemieckich zbrojeń morskich

U schyłku XIX stulecia niemiecka flota wojenna była nieproporcjonalnie słaba w zestawieniu z rozwojem gospodarczym kraju, w tym poziomem eksportu, i polityczną rolą Rzeszy. Było to tym bardziej widoczne, że mocarstwa europejskie w szybkim tempie podporządkowywały sobie coraz to nowe terytoria. Najaktywniej za pchnięciem Niemiec na nowe szlaki opowiadali się: kontradmirał Alfred von Tirpitz, który w 1897 r. objął urząd sekretarza stanu dla spraw marynarki, i Bernhard von Bülow, najpierw minister spraw zagranicznych, a od 17 października 1900 r. kanclerz Rzeszy. Sam siebie uważał za kontynuatora polityki Bismarcka, przy czym o ile jego poprzednik dbał o miejsce Niemiec w Europie, o tyle Bülow marzył o zamorskiej ekspansji, o zapewnieniu Niemcom "miejsca pod słońcem". W związku z tym w 1898 r. Reichstag uchwalił znaczące kredyty na budowę marynarki. W myśl przyjętych wówczas założeń do 1904 r. miano zwodować m.in. 17 okrętów liniowych, 8 pancerników obrony wybrzeża, a także 9 ciężkich i 6 lekkich krążowników. W  1900 r. ten ambitny program został poszerzony. Ukoronowaniem wysiłków adm. von Tirpitza w tej dziedzinie przed wybuchem "wielkiej wojny" stał się nowy trzyletni plan przyjęty w latach 1906-1907. Kluczowym elementem tej koncepcji stało się zwodowanie 12 pancerników nowego typu ("Dreadnought"). Było to wyraźne wyzwanie dla brytyjskiej czołowej pozycji na morzach. Kolejną ustawę o kredytach na flotę Reichstag uchwalił 14 maja 1912 r.

Entente cordiale

Zarówno w Petersburgu, jak i w Paryżu początkowo nie wykraczano poza formalne zapisy konwencji wojskowej. Rosja nie chciała drażnić Niemiec. Nieobce wręcz było jej przekonanie, że sojusz można by wyzyskać przeciw Anglii. Tym bardziej że zarówno Francja, jak i Rosja napotykały na drodze swojej ekspansji kolonialnej właśnie Wielką Brytanię. Nad Sekwaną dawano upust antyangielskm emocjom w okresie incydentu w Faszodzie (1898), a także w dobie wojny burskiej. Tymczasem na przełomie wieków Brytyjczycy zaproponowali Niemcom unormowanie wzajemnych stosunków. Berlin był rozdzierany między dwie koncepcje. Cesarz Wilhelm II ofertę brytyjską przyjął z zadowoleniem, mniemając, że Rzesza powinna się zdecydować na sojusz bądź z Wielką Brytanią, bądź z Rosją. Odpowiadała mu Wielka Brytania. Kanclerz von Bülow nie wierzył natomiast w możliwość zawarcia sojuszu Londynu z Paryżem bądź Petersburgiem. Jego zdaniem, Anglia była już przebrzmiałą potęgą. W tej sytuacji rozpoczęto w Niemczech forsowną rozbudowę floty.

Nad Tamizą posunięcia te obserwowano bardzo uważnie i szybko górę wzięła konstatacja, zwłaszcza za sprawą Edwarda VII, że porozumienie z Francją jest nieodzowne. Fortunnie zbiegło się to z ewolucją poglądów Paryża. Tam zaznaczała się koncepcja Delcasségo. Pragnął on pozbawić Niemcy roli rozgrywającego w polityce kontynentalnej. Dążył do tego uporczywie trzema drogami: umocnienia sojuszu z  Rosją, unormowania stosunków z  Wielką Brytanią, a  wreszcie - wciągnięcia w orbitę polityki francuskiej Włoch i Hiszpanii. Pierwszym etapem było odnowienie w 1899 r. przymierza z Petersburgiem. W sierpniu tego roku, z inicjatywy Delcasségo, dotychczasową formułę "utrzymania pokoju" zastąpiono w jego tekście określeniem "zachowanie równowagi". Na krótką metę Francuz kierował się obawami przed rozpadem Monarchii Austro-Węgierskiej. W rezultacie jednak przymierze z Petersburgiem z biernego stawało się bardziej czynne na europejskiej scenie politycznej.

Pierwsze próby porozumienia z Londynem pojawiły się ze strony Delcasségo już latem 1902 r. Od 3 do 5 maja 1903 r. Edward VII bawił w Paryżu. Szybko przełamał lody. W czasie rewizyty prezydenta Émile'a Louberta i Delcasségo (6-9 lipca 1903 r.) wyraził nadzieję, że zbliżenie nabierze trwałego charakteru. Ostatecznie negocjacje dyplomatyczne doprowadziły do uregulowania wszystkich spornych kwestii kolonialnych i podpisania 8 kwietnia 1904 r. traktatu. Jego głównymi założeniami były: rozgraniczenie wpływów Francji i Wielkiej Brytanii w Syjamie (dzisiejsza Tajlandia), regulacja mniej istotnych kwestii (dotyczących Nowej Fundlandii, Senegambii (konfederacja Senegalu i Gambii), Madagaskaru, dorzecza Nigru i Morza Południowochińskiego). Główną kwestią były jednak Maroko i Egipt. Francja rezygnowała ze swoich praw do tego ostatniego, w zamian za co zyskała de facto wolną rękę w Maroku. Sprecyzowanie to znalazło się w niejawnej części umowy, która zakładała ponadto, że nadbrzeżna część Maroka znajdzie się w zależności od Hiszpanii. Madryt kilka miesięcy później zgłosił swój formalny akces do układu z 8 kwietnia. Podpisano w tej sprawie 3 października 1904 r. szczegółowe porozumienie między Francją a Hiszpanią.

Porozumienie obejmowało następujące kwestie: dług egipski, zasady wolności handlu w Maroku i Egipcie, ułatwienia tranzytowe na obszarze afrykańskich posiadłości stron, uprawnienia funkcjonariuszy francuskich w Egipcie i brytyjskich w Maroku, wolne przejście przez Kanał Sueski (zgodnie z traktatem z 1888 r.). W celu zapewnienia wolnego przejścia przez Cieśninę Gibraltarską zakazano wznoszenia fortyfikacji na części wybrzeża marokańskiego od Melilli do Sebu włącznie. Poszanowanie interesów hiszpańskich w Maroku, przy czym w kwestiach szczegółowych odsyłano strony do bilateralnego porozumienia między Paryżem a Madrytem. Oba rządy przyrzekły sobie wzajemną pomoc dyplomatyczną w wykonywaniu postanowień deklaracji odnośnie do Maroka i Egiptu. W dniu 8 kwietnia podpisano deklarację tajną, mówiącą o postępowaniu, gdyby pod naciskiem okoliczności oba rządy musiały zmienić swoją politykę w stosunku do Maroka lub Egiptu. W odniesieniu do pierwszego z tych krajów postanowiono, że w wypadku znacznego osłabienia władzy sułtana północna część kraju zostanie uznana za strefę wpływów i w konsekwencji odpowiedzialności Hiszpanii, natomiast w pozostałej Francja zachowałaby swobodę działań polityczno-militarnych.

Porozumienie angielsko-rosyjskie

Pomysł załagodzenia angielsko-rosyjskich sporów kolonialnych pojawił się w połowie lat 90. XIX w. Dotąd nad Tamizą uważano, że gdyby doszło do poważnych nieporozumień z Francją lub Rosją, które to kraje traktowano jako głównych oponentów polityki kolonialnej, będzie można łatwo zrównoważyć ich potencjał poprzez wynegocjowanie ad hoc porozumień z Niemcami lub Austro-Węgrami. Koncepcję tę podważył sojusz francusko-rosyjski. Założenia polityki "wspaniałego odosobnienia" zaczęły się załamywać. Poza tym nie powiodła się próba wzmocnienia ententy śródziemnomorskiej. Jednocześnie narastały poważne sprzeczności w stosunkach brytyjsko-niemieckich. Doszło też do wielu lokalnych kłopotów kolonialnych, do których można zaliczyć konflikty w Pusztu i Sudanie, wojnę burską, a także osłabienie pozycji w Chinach. W 1898 r. wicekrólem Indii został lord George N. Curzon. Mniemał on, że należy uczynić wszystko, aby powstrzymać ekspansję Rosji na Bliskim i Środkowym Wschodzie, a gdyby ten zamysł się nie powiódł, to doprowadzić do wytyczenia stref wpływów. Koncepcja ta narodziła się za jego sprawą. Tymczasem we Francji za ideą zbliżenia angielsko-rosyjskiego opowiadał się zdecydowanie Delcassé. Usilnie pracował nad zmontowaniem antyniemieckiego sojuszu Francji z Rosją i Wielką Brytanią. Wymagało to jego zdaniem unormowania stosunków angielsko-rosyjskich.

Rząd brytyjski zdawał sobie z tego sprawę i już na przełomie XIX i XX w. podjął stosowne działania. W styczniu 1898 r. pojawiła się sugestia o podziale stref wpływów w Chinach i na Bliskim Wschodzie. Petersburg odpowiedział odmownie. Niezrażeni tym Anglicy dwukrotnie sugerowali - pod koniec 1899 oraz w październiku 1901 r. - podział stref wpływów w Persji, jednak bez efektu. Jedyną ugodą było podpisane 28 kwietnia 1899 r. porozumienie w sprawie budowy linii kolejowych w Chinach. Anglicy mieli nie przejawiać inicjatyw w tej dziedzinie na północ od Wielkiego Muru, a Rosjanie - w dolinie rzeki Jangcy. Wkrótce jednak doszło do poważnego konfliktu interesów w Mandżurii, którą w trakcie walk z bokserami zajęli Rosjanie. Gdy nie powiodły się brytyjskie próby skłonienia ich do opuszczenia tego terytorium (kwiecień-październik 1901 r.), Wielka Brytania zdecydowała się na sojusz z Tokio, który zawarto 30 stycznia 1902 r.

W Londynie wiązano z tym układem specyficzne nadzieje. Liczono, że sprawi on, iż Petersburg stanie się bardziej skłonny do porozumienia. Sugestie tego rodzaju wysuwał "The Times". Wbrew nadziejom Brytyjczyków Rosjanie usztywnili jednak swoje stanowisko. Zarazem jednak zawarli porozumienie z Chinami 8 kwietnia 1902 r. Tymczasem Delcassé w dalszym ciągu pracował nad zbliżeniem trójstronnym. Dał temu wyraz w trakcie wizyty w Petersburgu w dniach 22-27 kwietnia 1901 r. Rosjanie cenili sobie sojusz z Francją, ale równocześnie pragnęli zachować poprawne stosunki z Niemcami. Delcassé zdawał sobie sprawę, że ewentualne porozumienie blokują również złe stosunki między Paryżem a Londynem.

Latem 1903 r. doszło do wspólnych angielsko-francuskich starań o porozumienie Londynu z Petersburgiem. Prowadzono je równolegle z rokowaniami między Anglią a Francją. Atmosfera polityczna była szczególna. Wiosną załamały się rokowania między bankami brytyjskimi i niemieckimi w sprawie współfinansowania kolei bagdadzkiej. Sprawę tę zamknęło oświadczenie ministra markiza Henry'ego Lansdowne'a w parlamencie 23 kwietnia 1903 r. W rezultacie 23 października 1903 r. analogiczną decyzję powzięła również francuska Rada Ministrów. Na to wszystko nakładała się napięta sytuacja na Dalekim Wschodzie, zwłaszcza za sprawą Rosji, która nie realizowała postanowień wspomnianego wyżej układu w sprawie Mandżurii. Gdyby doszło do konfliktu Rosji z Japonią, to istniało realne niebezpieczeństwo, że będą w nim musiały wziąć udział również Francja i Wielka Brytania.

Niebagatelnie znaczenie dla rokowań angielsko-francuskich miało oświadczenie dworu petersburskiego z końca października 1903 r., że Rosja nie zgłasza zastrzeżeń wobec planów zbliżenia między Paryżem a Londynem. W tym stanie rzeczy Francuzi zaczęli działać na rzecz porozumienia anglo-rosyjskiego. W trakcie wspomnianej rewizyty prezydenta Louberta w Londynie ustalono, że Wielka Brytania byłaby gotowa uznać wpływy Rosjan w Mandżurii w zamian za wyłączność w dolinie Jangcy. Rosjanie nie wykazali jednak gotowości do rozmów. Nie zależało im na tym, aby Anglicy w jakikolwiek sposób aprobowali ich wpływy w Mandżurii. Postępu nie przyniosła również wizyta ministra spraw zagranicznych Rosji Władimira Lamsdorfa w Paryżu w dniach 28-31 października 1903 r. Delcassé nalegał na uregulowanie kwestii Mandżurii, ale Lamsdorf nie miał żadnych konkretnych propozycji. Niezrażony Lansdowne przedłożył jednak 25 listopada 1903 r. projekt ugody z Rosją, w którym zakładano przyznanie Afganistanu i Tybetu Wielkiej Brytanii, a także podział stref wpływów w Persji. Rosjanie zwlekali z odpowiedzią.

Pewna możliwość zacieśnienia więzów pojawiła się po zawarciu entente cordiale. Obu stronom zależało na tym, aby Rosja akceptowała postanowienia dekretu kedywa, z mocy którego zarządzanie Kasą Długu Egipskiego miałoby znaleźć się w gestii dwustronnej komisji brytyjsko-egipskiej. Osiągnięcie tego stanu rzeczy wymagało jednak zgody państw stron konwencji sueskiej z 29 października 1888 r. Francuzi uznali, że Rosjanie byliby gotowi to akceptować, gdyby działania rządu anglo-indyjskiego w Tybecie zostały wstrzymane. Ostatecznie akcja płk. Francisa Edwarda Younghusbanda została przerwana a Rosjanie zaakceptowali dekret kedywa z 10 maja 1904 r. Poza tym 2 czerwca Anglicy wręczyli stronie rosyjskiej memorandum zawierające ich zobowiązanie do niepodejmowania prób naruszania status quo w Tybecie. Brytyjczycy - wyzyskując niepowodzenia Rosjan w wojnie z Japonią - starali się wzmocnić własne wpływy na spornych terytoriach. W Persji podważali rosyjską po-zycję finansową. Żądali od szacha Mozaffara ad-Dina, by usunął z północnych regionów kraju rosyjskich przedstawicieli handlowych i instruktorów wojskowych. Co prawda Rosjanie zdołali w marcu 1904 r. pokrzyżować te plany, Brytyjczycy dążyli jednak do finansowego uzależnienia kraju. W sierpniu 1904 r. pożyczyli Persji 100 tys. funtów, a w 1905 r. - w dwóch ratach aż 1 mln funtów. Anglicy uporządkowali swoje wpływy w Afganistanie. W grudniu 1904 r. do Kabulu przybyła misja Louisa W. Dane'a. W efekcie czteromiesięcznych rokowań doszło do zawarcia 21 marca 1905 r. układu, który utrzymywał w mocy postanowienia z lat 1880 i 1893. Nie przyznawał jednak Anglikom żadnych nowych przywilejów. Znaczące sukcesy uzyskali natomiast Anglicy w Tybecie. W dniu 7 września 1904 r. doszło do zawarcia układu, który uzależniał ten kraj od Wielkiej Brytanii. Jednakże nie zaaprobował go rząd jej królewskiej mości i 3 listopada zmienił wiele jego postanowień. W rezultacie odpowiedzialność spadła na lorda George'a N. Curzona, którego odwołano z Indii. Zarazem rozpoczęto negocjacje z Chińczykami. Ostatecznie 27 kwietnia 1906 r. zawarto w Pekinie konwencję, w myśl której Wielka Brytania przyrzekła nie anektować Tybetu i nie ingerować w stosunki wewnętrzne.

Co więcej, Lansdowne próbował zmienić układ sił na Bałkanach, a zwłaszcza w Macedonii. Pierwszy program w tej mierze opracowały w Mürzsteg - z jego inspiracji - Rosja i  Austro-Węgry, a  następnie 23 października 1903 r. przedłożyły go Porcie. Oba państwa miały sprawować w Macedonii wspólną kontrolę i  zapobiegać rozszerzaniu tam wpływów innych krajów. Lansdowne natomiast proponował w styczniu 1905 r., aby wyjąć Macedonię spod jurysdykcji Turcji i by w konsekwencji krainą tą zarządzał koncert mocarstw. Obszar pozostający pod jego zarządem poszerzał o Adrianopol, czego we wcześniejszym projekcie nie było. W  odpowiedzi Rosja i  Austro-Węgry zaproponowały dokonanie w  Macedonii reform finansowych. Propozycja ta opierała się nie tylko na porozumieniu podpisanym w Mürzsteg, lecz także na późniejszej tajnej deklaracji przyjętej w Petersburgu 15 października 1904 r. Do tego wmieszali się Niemcy, którzy nakłonili sułtana do zaprezentowania własnego projektu. Ten sugerował, aby budżet dla Macedonii był wydzielony, ale pozostawał w gestii rządu tureckiego. Wobec tego Anglicy zaakceptowali projekt rosyjsko-austriacki i w maju 1905 r. sześć mocarstw przedłożyło go sułtanowi. W rezultacie okazało się więc, że Niemcy są zbyt liczącym się graczem, aby można kontrować ich posunięcia bez porozumienia z Petersburgiem. Klęska w wojnie z Japonią sprawiła, że w Petersburgu zdecydowano się na wznowienie ekspansji na Bałkanach. Krok ów zaostrzył rzecz jasna spory z Wiedniem i Berlinem.

Koncepcja sojuszu kontynentalnego i pierwszy kryzys marokański

W dobie wojny rosyjsko-japońskiej odżyły przejściowo tradycje dobrych stosunków między dworami w Berlinie, Wiedniu i Petersburgu. Pozytywna postawa Austro-Węgier sprawiła, że  Rosja zdecydowała się niemal całkowicie odsłonić swoje zachodnie granice, przerzucając przeważającą część sił na front japoński. Z kolei w czasie długiego rejsu floty adm. Zinowija P. Rożdżestwieńskiego cesarz Wilhelm II polecił ostentacyjnie zaopatrywać Rosjan w węgiel. Po przegranej przez Petersburg wojnie w Berlinie powrócono do koncepcji całkowitego podporządkowania Rosji celom polityki niemieckiej. Wilhelm II snuł marzenia o zmontowaniu sojuszu mocarstw kontynentalnych, skierowanego głównie przeciw Wielkiej Brytanii, w dalszej perspektywie zaś przeciw Stanom Zjednoczonym, a nawet Japonii. Natomiast najbliżsi współpracownicy cesarza prezentowali mniej ambitną, ale bardziej realistyczną koncepcję, zakładającą wyzyskanie izolacji Francji. Osamotniony Paryż musiałby być bardziej powolny zamysłom niemieckim.

Tak czy inaczej dogodnym terenem realizacji tej antyfrancuskiej linii politycznej miało stać się Maroko. Było on formalnie niezawisłe, rządzone przez własnego sułtana, ale de facto panowała w nim anarchia. Francja zdołała doprowadzić do zawarcia 26 lipca 1901 r. układu, który otworzył ten kraj dla wpływów francuskich. Niemcy początkowo odnieśli się do tego wydarzenia obojętnie. Dopiero klęski ponoszone przez Rosjan na Dalekim Wschodzie sprawiły, że w Berlinie postanowiono skorzystać z nadarzającej się okazji. Pretekstem ingerencji Niemiec miała być obrona niezawisłości Maroka, a bezpośrednim powodem stały się działania, które podjęła Francja, by wyegzekwować korzyści wynikające z porozumienia z Wielką Brytanią z kwietnia 1904 r. Już w listopadzie tego roku do Maroka przybyła misja finansistów, która przedłożyła sułtanowi Abdul Azizowi program reorganizacji finansów i sił zbrojnych. Władca, zdając sobie sprawę, że przyjęcie żądań byłoby pierwszym krokiem na drodze do wyzbycia się suwerenności, zgłosił sprzeciw. Wsparło go zgromadzenie notabli.

W tej sytuacji 31 marca 1905 r. Wilhelm II złożył wizytę w Tangerze, gdzie w dwóch wystąpieniach zdecydowanie zanegował poczynania Francji, podkreślając zarazem dobitnie niezależność władzy sułtana. Domagał się równości w Maroku dla wszystkich mocarstw. Francuzi potraktowali tę sprawę poważnie. W kwietniu 1905 r. minister Delcassé trzy razy zwracał się do Berlina z propozycją rokowań. Oferowano wówczas Niemcom koncesje terytorialne w Maroku oraz udział we wszystkich inwestycjach rządowych do wysokości 45%. Otwierało to przed Rzeszą perspektywę otrzymania w Maroku własnej strefy wpływów. Kanclerz Bülow jednak konsekwentnie uważał, że należy bronić niezawisłości sułtana, a faktycznie liczył, że swoim uporem doprowadzi do rozłamu we francusko-niemieckim aliansie. Kierując się sugestiami Abdul Aziza, wysunął zasadę "otwartych drzwi" i rozwiązania kwestii Maroka na forum konferencji mocarstw. Przeciw ustępstwom wobec Rzeszy był Delcassé, a premier Maurice Rouvier skłaniał ku porozumieniu z Berlinem. Popierała go zdecydowana większość członków rządu.

W związku z  tym 6 czerwca 1905 r. Delcassé podał się do  dymisji. Zawiodły jednak rachuby premiera Rouviera na to, że Niemcy będą dążyć do bilateralnego porozumienia. Berlin konsekwentnie parł ku  międzynarodowemu spotkaniu. Jego zwołania domagał się kanclerz von Bülow na podstawie traktatu madryckiego z 1880 r.

Premier Rouvier godził się z tym stanowiskiem, jednak pod warunkiem wcześniejszego uzgodnienia porządku obrad spotkania. Niemcy z kolei, licząc na to, że w wyniku wolnej gry zyskają więcej, nie przystały na tę koncepcję. Jednakże już w lipcu 1905 r. kanclerz zajął bardziej ugodowe stanowisko, nie udało się bowiem poróżnić Paryża i Londynu. Berlin nie zdołał także przeciągnąć na swoją stronę Petersburga. W rezultacie zapowiadaną konferencję otwarto 16 stycznia 1906 r. w południowohiszpańskim Algeciras. Uczestniczyło w niej 12 sygnatariuszy traktatu madryckiego oraz Rosja. Wbrew nadziejom Berlina Rzesza była na konferencji praktycznie osamotniona. Paryż wsparły nie tylko Londyn i Petersburg oraz Madryt, ale także Włochy i Stany Zjednoczone, zaniepokojone zarówno niemieckimi zbrojeniami morskimi, jak i planami ekspansji kolonialnej. Za kursem obranym przez Berlin opowiedział się jedynie austro-węgierski minister spraw zagranicznych Agenor Gołuchowski. Zarazem jednak Franciszek Józef I nieoficjalnie nakłaniał Wilhelma II do kompromisu. W rezultacie Niemcy zyskały tyle, że formalnie potwierdzono suwerenność sułtana, ale kwestia marokańska stała się problemem międzynarodowym. Szczegółowe ustalenia w większości nie odpowiadały ich oczekiwaniom. Ostateczne rozwiązania zawarto w akcie z 7 kwietnia 1906 r. Pierwszym postanowieniem było zorganizowanie w ośmiu marokańskich portach policji europejskiej. W jej rękach, oprócz spraw bezpieczeństwa, znalazła się de facto realna władza nad krajem. Formację tę mieli tworzyć funkcjonariusze francuscy i hiszpańscy pozostający pod nominalnym jedynie nadzorem szwajcarskiego inspektora generalnego. Drugim postanowieniem było powołanie do życia państwowego banku marokańskiego kontrolowanego przez Francję, Wielką Brytanią, Hiszpanię i Niemcy. Instytucja ta miała podlegać prawu francuskiemu. Zakładano, że wszystkie strony konferencji będą miały w tym banku równe udziały. Po trzecie, utworzono komisję nadzorującą pobieranie ceł. Na granicy z Algierią tworzyć ją mieli wyłącznie Francuzi i Hiszpanie, a w okręgu Rif - Hiszpanie i Marokańczycy.

Te kompromisowe rozstrzygnięcia nie zaspokajały, rzecz jasna, aspiracji Berlina. Równie dojmujące było generalne niepowodzenie, którego doznała Rzesza. Po pierwsze, skonstatowano, że Francja szybko wyszła z przejściowego osamotnienia, poparła ją jednoznacznie zdecydowana większość mocarstw. Po drugie, jej stosunki z Wielką Brytanią nie tylko nie uległy rozluźnieniu, ale zostały wręcz de facto zacieśnione. Po trzecie, również Rosja wsparła francuskiego sojusznika. Miraże sojuszu kontynentalnego nie zyskały posłuchu w Petersburgu. Z punktu widzenia Berlina jedynym pozytywnym rezultatem był międzynarodowy charakter układów. Stwarzało to Niemcom możliwość rozgrywania kwestii marokańskiej w przyszłości, a tym samym prowadzenia destrukcyjnych działań wobec kursu politycznego obranego przez Paryż.

Przesilenie związane z aneksją Bośni i Hercegowiny

W Wiedniu nie bez racji uznano, że osłabienie caratu oznacza możliwość podjęcia bardziej aktywnej polityki na Bałkanach. W tym samym czasie psuły się stosunki z Serbią rządzoną od 1903 r. przez Piotra Karadziordziewicia. Sam monarcha zamierzał początkowo utrzymywać dobre stosunki z Austro-Węgrami, ale w otoczeniu króla rychło doszła do głosu partia radykalna z Nikolą Pašiciem na czele. Zamyślano wówczas o sojuszu z Czarnogórą, porozumieniu z Bułgarią, a wreszcie o zacieśnieniu więzów z żyjącymi pod berłem Habsburgów południowymi Słowianami. Następnym krokiem miałoby być uwolnienie się spod zależności ekonomicznej od Austrii i popieranie interesów mocarstw trójporozumienia. Wszystko to miało prowadzić ku stworzeniu "Wielkiej Serbii". Wymienione koncepcje stały w  jaskrawej sprzeczności pomysłami austriackiego następcy tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, który głównych wrogów dynastii upatrywał - oprócz socjalistów, masonów i Żydów - w Węgrach. Poglądy te leżały u podłoża zamysłu przeobrażenia monarchii dualistycznej w trialistyczną poprzez uformowanie trzeciego jej członu ze Słowian południowych żyjących pod berłem Habsburgów.

Dlatego w Wiedniu zrodziła się idea zdławienia w zarodku prób uczynienia z Serbii Piemontu Bałkanów. W narastaniu wzajemnej wrogości niemały udział miały także sprzeczności gospodarcze. Należy w tym kontekście nadmienić, że Serbowie 90% eksportu kierowali do Austro-Węgier. Stamtąd pochodziło 60% importowanych towarów. Król Piotr, dążąc do zmiany tego niekorzystnego z punktu widzenia Belgradu stanu rzeczy, wszczął rokowania o unię celną z Bułgarią oraz wynegocjował traktat handlowy z Rzeszą; zakupów zbrojeniowych dokonywano we francuskich zakładach Schneider-Creusot, zamiast - jak dotąd -w czeskiej Škodzie. Wiedeń zareagował w 1906 r. nieprzedłużeniem traktatu handlowego, a ponadto zamknięciem swoich granic dla eksportu serbskiego bydła i trzody chlewnej. Zapoczątkowało to konflikt celny zwany świńską wojną, która zakończyła się po czterech latach jednoznacznym wzmocnieniem pozycji Serbii.

Tymczasem zaostrzyła się kwestia bośniacko-hercegowińska. W Turcji doszło do rewolucji. Pod presją zbuntowanego korpusu oficerskiego sułtan Abdul-Hamid przywrócił 23 lipca 1908 r. liberalną konstytucję z  roku 1876. Oznaczało to m.in. wybory parlamentarne. W Wiedniu pojawiły się w związku z tym obawy, że mieszkańcy okupowanej Bośni i Hercegowiny wybiorą swoich reprezentantów do parlamentu w Stambule. Austro-Węgry zdecydowały się na aneksję. Minister spraw zagranicznych Alyos Aehrenthal-Lexa chciał wzmocnić pozycję monarchii na Bałkanach, a zarazem doprowadzić do wydatnego osłabienia "serbskiego Piemontu". Zamierzano pchnąć Ferdynanda I ku realizacji idei "Wielkiej Bułgarii" poprzez przyłączenie do niej Macedonii. Poza tym chciano doprowadzić do zwasalizowania reszty Serbii, stworzenia niepodległej Albanii, która miała być punktem oparcia dla wpływów germańskich, a także do utrzymania w zależności Czarnogóry.

Najistotniejszą sprawą było pozyskanie przychylności Rosji. Kwestia ta była już przedmiotem umów zawartych w Reichstadzie w 1876 r., a potem w latach 1881 i 1884. W tej sytuacji 16 września 1908 r. doszło do spotkania Aehrenthal-Lexy i rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Aleksandra P. Izwolskiego w Buchlau na Morawach. Relacje dotyczące rezultatów rozmów są rozbieżne. Strona austriacka utrzymywała, że Rosjanin wyraził zgodę na zagarnięcie przez Austro-Węgry Bośni i Hercegowiny w zamian za poparcie aspiracji rosyjskich w Cieśninach. Strona rosyjska głosiła natomiast, że opowiadała się w tej materii za zwołaniem międzynarodowej konferencji. Ostatecznie 5 października 1908 r. Wiedeń proklamował aneksję Bośni i Hercegowiny.

Urażona poczuła się Turcja, a także mocarstwa zachodnie, ale nie stanowiło to dostatecznego powodu do burzenia pokoju. Niejasne było stanowisko Rosji. Początkowo jej reakcja była wstrzemięźliwa, w Petersburgu bowiem liczono na rozwiązanie po jego myśli sprawy Cieśnin. Wkrótce jednak politycy nad Newą poczuli się rozczarowani wynikami narad w Paryżu i Londynie, a nade wszystko konferencji w Berlinie. Rosjanie poparli więc gwałtowne protesty Serbii, która oburzała się na złamanie traktatu berlińskiego i domagała się dla siebie odszkodowania terytorialnego. Wiedeń został w tym momencie wsparty przez Berlin, który stanowczo odrzucał możliwość arbitrażu międzynarodowego. Poza tym Rosja była wówczas zbyt osłabiona, by można było oczekiwać po niej czegoś więcej niż werbalne protesty. Ostatecznie osamotniona Serbia zdecydowała się 31 marca 1909 r. wystosować do Wiednia notę, w której cofnięto poprzednie protesty, a zarazem oświadczono, że aneksja w niczym nie naruszyła praw Belgradu.

Kryzys aneksyjny był kolejnym przejawem próby sił między mocarstwami, z której zwycięsko wyszły państwa trójprzymierza. Józef Feldman uznał, że "Rosja, po  klęskach militarnych, poniosła "Cuszimę dyplomatyczną", która znów podważyła jej autorytet w stosunkach międzynarodowych". Monarchia Austro-Węgierska okazała się żywotnym organizmem. Zarazem jednak - w  dalszej perspektywie - Austro-Węgry i Niemcy nie odniosły żadnych realnych korzyści. Otaczający je pierścień wrogo nastawionych mocarstw nie został rozerwany, co więcej - Rosja niezaprzeczalnie chciała wziąć odwet za doznane właśnie upokorzenie. Niebezpieczeństwo serbskie, czy raczej południowosłowiańskie, bynajmniej nie przestało zagrażać monarchii. Było ono tym groźniejsze, że dokonana aneksja nie zmieniła kursu polityki Wiednia wobec południowych Słowian na mniej represyjny.

Drugi kryzys marokański

Po konferencji w Algeciras można było uważać, że stosunki między Francją a Niemcami ułożą się poprawnie. W Berlinie uznano, iż przynajmniej na razie próby rozbicia spoistości trójporozumienia są skazane na niepowodzenie. Nie dostrzegano możliwości zahamowania stopniowego opanowywania Maroka przez Francję. W rezultacie 9 lutego 1909 r. - w szczytowym momencie przesilenia aneksyjnego - stanął między Francją a  Rzeszą układ potwierdzający suwerenność i  integralność Maroka, a  zarazem ekonomiczne równouprawnienie wszystkich zaangażowanych stron. Niemcy uznały specjalne interesy Francji w  Maroku. W  zamian Paryż zobowiązał się do  poszanowania praw Berlina w  tym kraju.

Miało to być więc gospodarcze kondominium z jednoczesnym politycznym prymatem Francji.

Niemcy dążyły również do unormowania stosunków z Wielką Brytanią. W kwietniu 1909 r. do Londynu wyprawiono misję Stumma. Nie przyniosła ona co prawda formalnych rezultatów, ale napięcie między obiema stolicami zelżało. Rokowania z Wielką Brytanią w kwestii floty sabotował jednak nieustępliwy adm. Alfred von Tirpitz. Ocieplała się również atmosfera między Petersburgiem a Berlinem. Minister spraw zagranicznych Aleksander P. Izwolski, wciąż żywiąc niechęć do Austro-Węgier, sugerował wręcz chęć zawarcia traktatu przyjaźni z Rzeszą. Pojednawczy kurs kontynuował jego następca Siergiej D. Sazonow. Podczas zjazdu monarchów w Poczdamie w listopadzie 1910 r. zgodzono się co do konieczności porozumienia się w  sprawie Persji. Ukoronowaniem tego kursu było podpisanie 10 sierpnia 1911 r. dwustronnego układu określającego wzajemne ustępstwa w sprawie Persji, a także budowy kolei berlińsko-bagdadzkiej.

Tę przyjazną atmosferę zakłóciła kolejna faza kryzysu marokańskiego. Wspomniany bilateralny układ z 1909 r. okazał się w praktyce trudny do realizacji. Koegzystencja gospodarcza wywoływała ustawiczne spory, a Berlin wciąż w praktyce nie pogodził się z próbami zawładnięcia Marokiem przez Paryż. Tymczasem w marcu 1911 r. doszło do rewolty skierowanej przeciw sułtanowi Mulaj Hafidowi. Już 11 maja Francuzi wyprawili do Maroka zbrojną ekspedycję w celu ochrony życia i mienia przebywających tam Europejczyków. Tym samym, formalnie rzecz ujmując, Francja jednoznacznie przekroczyła uprawnienia przyznane jej na konferencji w Algeciras. W Berlinie skonstatowano, że nie ma sensu przedłużanie dotychczasowej sytuacji w Maroku. Godzono się na oddanie pełni praw w tym kraju Paryżowi za stosowne rekompensaty terytorialne. Aby dobitniej zaakcentować niemieckie aspiracje, 1 lipca 1911 r. do Agadiru przybyła kanonierka "Panther", formalnie w celu ochraniania przebywających tam Niemców.

Przed podjęciem decyzji Paryż spoglądał na Londyn, który zajął w tej sytuacji koncyliacyjną postawę. Odpowiedział negatywnie na francuską sugestię wysłania w rejon konfliktu jednostki Royal Navy. Jedynym wyjściem były układy. Francuska opinia publiczna podzieliła się, ale ostatecznie przeważyło zdanie premiera Josepha Caillaux. Negocjacje rozpoczęły się 9 lipca. Niemcy postawili jednak tak twarde warunki, że  zwrócili przeciwko sobie wszystkich uczestników rozmów. Już 21 lipca ówczesny brytyjski kanclerz skarbu David Lloyd George, z reguły nastawiony ugodowo i  proniemiecki, odrzucił możliwość ratowania pokoju za wszelką cenę. Ponadto kroki przedsięwzięte w sierpniu i wrześniu przez czynniki francuskie wpłynęły negatywnie na niemiecki rynek finansowy. Sytuację Niemiec pogarszało ich osamotnienie. Monarchia Austro-Węgierska nie wsparła tym razem swojego sojusznika, a Rosja miała Rzeszy za złe jej wstrzemięźliwą postawę podczas niedawnego kryzysu aneksyjnego.

Ostatecznie ugodę likwidującą kolejny kryzys podpisano 4 listopada 1911 r. Zgodnie z nią Francja zyskała pełną swobodę w sprawie ustanowienia - w dogodnym dla niej momencie - protektoratu nad Marokiem, Niemcy zaś ochronę własnych interesów gospodarczych. W rewanżu Paryż przekazywał Berlinowi co prawda większą, ale mniej cenną część dotychczasowego Konga Francuskiego o powierzchni 275 tys. km2. Zaokrąglono w ten sposób terytorium niemieckiego Kamerunu. W następstwie tej ugody 30 maja 1912 r. Francja ogłosiła formalnie protektorat nad Marokiem.

Wstęp

Niniejszy podręcznik stanowi próbę przybliżenia czytelnikowi złożonej problematyki historii stosunków międzynarodowych w schyłkowym okresie wieku XIX oraz w XX stuleciu. Jest on skierowany przede wszystkim do studentów tak dziś popularnego kierunku, jakim są stosunki międzynarodowe, ale także słuchaczy historii. Wolno wszakże mieć nadzieję, że sięgną poń wszystkie osoby zainteresowane powszechnymi aspektami nieodległej przeszłości, w której szczególnie mocno tkwią przecież korzenie otaczającego nas świata.

Poszczególne, nieraz bardzo złożone zagadnienia starano się prezentować w miarę ogólnie, tak by czytelnik mógł sobie po lekturze wypracować syntetyczny obraz wydarzeń międzynarodowych, by nadmiar szczegółów nie powodował zagubienia czy wręcz niemożności spojrzenia na  zachodzące w  przeszłości procesy z szerszej perspektywy. W rezultacie, przyjmując takie założenie, pomijano szereg wątków lub też ich aspektów, mając przede wszystkim na uwadze konieczność ogarnięcia całości analizowanych kwestii i nieprzytłaczania odbiorcy nadmiarem faktografii.

Całość obszernego materiału została podzielona na trzy zasadnicze części. Punktem wyjściowym pierwszej z nich, a zarazem całości rozważań, stały się następstwa wojny francusko-pruskiej z lat 1870-1871, które zasadniczo zmieniły układ sił w ówczesnej Europie, a w konsekwencji również w świecie. W okresie tym "stary kontynent" w sposób bezdyskusyjny - wyjąwszy obie Ameryki, a zwłaszcza północną część tego kontynentu - władał jeszcze światem.

Druga partia materiału obejmuje lata począwszy od I wojny światowej, zwanej nie bez racji przez jej uczestników "wielką wojną", poprzez międzywojenne interludium, a  na  okresie II  wojny światowej skończywszy. Mieliśmy wówczas do czynienia ze światem stojącym w obliczu braku równowagi. Stary, dobrze znany porządek legł był w gruzach, a nowy jeszcze się nie narodził. W rezultacie rozliczne, wielokierunkowe starania o  stworzenie stabilnych podstaw międzynarodowego ładu nie przynosiły początkowo pozytywnych rezultatów. Kwestię tę uregulowano ostatecznie dopiero po drugiej ze światowych wojen.

Część trzecia rozpoczyna się z chwilą zakończenia II wojny światowej, a kończy zjednoczeniem Niemiec i rozpadem ZSRR. Są to niewątpliwie wydarzenia o kluczowym znaczeniu dla rozwoju współczesnego świata. Stosunki międzynarodowe zostały w owym okresie zdominowane przez układ bipolarny, w którym czołową rolę odgrywały Waszyngton z jednej strony i Moskwa z drugiej. Nie znaczy to, oczywiście, że w relacjach międzypaństwowych nie zachodziły wówczas istotne procesy niemieszczące się w tym dychotomicznym podziale.

Należy poczynić parę uwag natury warsztatowej. Po pierwsze, sprecyzowania wymaga w tym kontekście często pojawiający się termin "koniec wojny". Otóż, jak wiadomo, z prawnego punktu widzenia oznacza on likwidację skutków wojny w formie traktatu pokojowego lub innego rodzaju prawno-międzynarodowego uregulowania. Na kartach niniejszej pracy posłużono się jednak bardziej powszechnym odbiorem tego wyrażenia, sprowadzającym się do zakończenia działań wojennych.

Po drugie, mówiąc o licznych organizacjach i strukturach międzynarodowych, starano się podawać w nawiasach ich nazwy w językach europejskich, a zwłaszcza w języku angielskim. Skrótowce tych nazw tworzono - zależnie od stopnia ich przyswojenia - bądź od nazwy polskojęzycznej, bądź też obcej. Po trzecie nazwy geograficzne podawano z reguły w wersji funkcjonującej w języku polskim. Po czwarte nazwiska chińskie, jak również chińskie nazwy geograficzne starano się zapisywać w obowiązującej współcześnie transkrypcji pinyin, podając zarazem w nawiasach wersję starą, często lepiej przyswojoną w języku polskim, a utworzoną w XIX-wiecznym systemie Wade-Gilesa. Nazwiska i nazwy w innych nieeuropejskich językach zapisywano według zasad przyjętych w wydawnictwach encyklopedycznych PWN. Po piąte, zgodnie z zasadą preferowaną przez kultury wschodnie, a zwłaszcza chińską i japońską, mówiąc o postaciach z tego rejonu świata podawano najpierw nazwisko, a następnie imię. Po szóste wreszcie zadaniem rozbudowanego spisu treści jest maksymalne ułatwienie czytelnikowi sprawnego docierania do interesujących go w danym momencie wydarzeń. Analogiczną rolę pełni indeks nazwisk.

Wybór literatury nazwano "bibliografią selektywną", gdyż - wobec ogromu piśmiennictwa - próba zaprezentowania czytelnikowi całości dorobku w tym zakresie wydaje się niemożliwa, wręcz bezzasadna. Skoncentrowano uwagę odbiorcy na pozycjach polskojęzycznych, zwłaszcza na książkach, pomieszczając w zestawieniu jedynie kluczowe dla poruszanych w pracy zagadnień opracowania obcojęzyczne, w większości wypadków anglojęzyczne.

Autor zdaje sobie sprawę ze złożoności i wielowątkowości materii, z którą dane mu było się zmierzyć. Ma świadomość, że na wiele z poruszanych kwestii można by spojrzeć dogłębniej lub odmiennie. W związku z tym autor prosi czytelników o przekazywanie wszelkiego rodzaju uwag i sugestii pod adresem Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego.