Historia niewolnictwa - Tadeusz Czerniawski

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (30,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 7: Słowiańszczyzna i Europa Północna

Zapomniane szlaki handlu

I. Kraina, z której pochodzi towar

Wyobraźmy sobie podróżnika z X wieku, który przemierza szlaki handlowe ówczesnej Europy. Gdyby zapytać go, skąd pochodzą najlepsi niewolnicy, odpowiedź byłaby zaskakująco jednobrzmiąca: z północy i wschodu. Z krain, które dopiero raczkują na mapie chrześcijańskiego świata. Z ziem Słowian.

W języku łacińskim słowo Sclavus znaczyło jednocześnie "Słowianin" i "niewolnik". To nie był przypadek ani lingwistyczny zbieg okoliczności. Przez kilka stuleci, od VIII do XI wieku, Słowianie byli głównym "towarem eksportowym" Europy Środkowo-Wschodniej. Ich ciała napędzały gospodarki trzech wielkich cywilizacji: bizantyńskiej, arabskiej i karolińskiej. Ich pot i krew były walutą, za którą książęta kupowali sobie pozycję, a kupcy - złoto.

Ta historia jest dziś zapomniana. Gdy myślimy o handlu niewolnikami, przed oczyma stają nam statki płynące z Afryki do Ameryki, plantacje bawełny, łańcuchy i baty. Nie przychodzi nam do głowy, że nasz własny region, nasza własna ziemia, była przez stulecia źródłem "żywego towaru". Że nasi przodkowie byli nie tylko ofiarami, ale i - choć to bolesne - beneficjentami tego systemu. Że bez handlu ludźmi nie powstałoby państwo polskie.

II. Śladami etymologii - skąd się wzięło słowo "niewolnik"

Zatrzymajmy się na chwilę przy słowach. To one często przechowują prawdę, którą kronikarze woleli przemilczeć.

W językach zachodnioeuropejskich podstawowe określenie niewolnika wywodzi się od nazwy etnicznej Słowian. Angielskie slave, francuskie esclave, niemieckie Sklave, holenderskie slaaf - wszystkie one pochodzą od średniowiecznołacińskiego sclavus, które z kolei jest zlatynizowaną formą greckiego Sklabos - Słowianin.

Jak do tego doszło? W VIII i IX wieku, gdy handel niewolnikami kwitł na niespotykaną skalę, to właśnie Słowianie stanowili główny "towar" na targowiskach Europy. Byli tak liczni, tak powszechni w ładowniach statków i na karawanowych szlakach, że ich imię stało się synonimem ich losu. Podobnie jak niegdyś w starożytności, gdy greckie słowo barbaros - barbarzyńca - nabrało znaczenia "obcy, gorszy", tak teraz słowiańskie pochodzenie stało się stygmatem, piętnem, które nosiło się na skórze jak kajdany.

Ibrahim ibn Jakub, żydowski kupiec z arabskiej Hiszpanii, który w 965 roku odbył podróż po Europie Środkowej, zostawił bezcenne świadectwo. Opisując ziemie słowiańskie, notował: "Kraj Słowian rozciąga się od Morza Syryjskiego (Śródziemnego) aż do Oceanu (Bałtyckiego) na północy... Jest to kraj obfitujący we wszelkie dobra, ale oni sami są najbiedniejszymi z ludzi, ponieważ są ujarzmieni i wzięci w niewolę przez sąsiednie narody".

To ostatnie zdanie jest kluczowe: "ujarzmieni i wzięci w niewolę przez sąsiednie narody". Słowianie byli nie tylko przedmiotem handlu, ale także jego ofiarą. Porywani, sprzedawani, przewożeni na krańce świata - stawali się własnością innych, często nie mając pojęcia, dokąd płyną i jaki los ich czeka.

III. Wikingowie - mistrzowie handlu ludźmi

Gdybyśmy mieli wskazać głównych aktorów tego procederu, pierwsze miejsce bezsprzecznie należałoby się wikingom. Ci skandynawscy wojownicy, których popkultura uczyniła symbolem brutalności i grabieży, byli przede wszystkim genialnymi handlarzami. A najcenniejszym towarem, jaki mieli do zaoferowania, byli ludzie.

Wbrew powszechnym wyobrażeniom, wikingowie nie nosili rogatych hełmów - to XIX-wieczny mit. Ale ich prawdziwy wygląd był wystarczająco przerażający. Arabski podróżnik Ibn Fadlan, który w X wieku spotkał wikingów nad Wołgą, zostawił wstrząsający opis: "Widziałem Rusów, gdy przybyli w swej handlowej podróży i rozbili obóz nad Wołgą. Nie widziałem ludzi o doskonalszych ciach, jakby byli palmami. Są wysocy, mają jasną cerę i rumiane policzki. Każdy nosi siekierę, miecz i nóż i nigdy nie rozstaje się z tym, co ma. Ich kobiety noszą na piersiach kabłączki z żelaza, srebra lub miedzi, w zależności od zamożności męża, a na szyjach naszyjniki z zielonych szklanych paciorków".

Ci "Rusowie" - bo tak nazywano wikingów na wschodzie - przemierzali rozległe szlaki wodne Europy Wschodniej. Zatrzymywali się w osadach handlowych takich jak Stara Ładoga, Nowogród, Kijów, by w końcu dotrzeć nad Morze Kaspijskie i Czarne, gdzie czekali na nich arabscy kupcy z workami pełnymi srebrnych monet.

Ibrahim ibn Jakub, nasz żydowski podróżnik, tak pisał o Pradze, jednym z największych targowisk niewolników w Europie: "Miasto Praga zbudowane jest z kamienia i wapna, jest najbogatszym z miast co do handlu. Przybywają do niego z Kijowa i z ziem Bułgarów Rusowie i Słowianie z towarami. A z krajów muzułmańskich przybywają kupcy z towarami, a także kupcy żydowscy i tureccy, i przywożą im dirhemy i towary, i wykupują od nich niewolników, i futra, i skóry".

Praganie nie byli biernymi obserwatorami tego handlu. Sami aktywnie w nim uczestniczyli, porywając ludzi z okolicznych ziem słowiańskich i sprzedając ich dalej na wschód. To był biznes, który napędzał lokalną gospodarkę i przynosił ogromne zyski.

IV. Szlaki, którymi płynęli ludzie

Handel niewolnikami w Europie Środkowo-Wschodniej opierał się na sieci rzecznych szlaków, które łączyły Bałtyk z Morzem Czarnym i Kaspijskim. To one umożliwiały transport "żywego towaru" na ogromne odległości.

Najważniejszy był szlak "od Waregów do Greków", wiodący z Bałtyku przez Newę, jezioro Ładoga, Wołchow, Dźwinę i Dniepr do Morza Czarnego, a stamtąd do Konstantynopola. Drugi, równie istotny, prowadził na wschód - Wołgą do Morza Kaspijskiego i dalej do Bagdadu i innych miast kalifatu Abbasydów.

Wzdłuż tych szlaków powstawały osady handlowe - emporia, które były jednocześnie miejscami wymiany, noclegu i targowiskami. Na terenie dzisiejszej Polski były to Truso (koło Elbląga), Wolin, Szczecin, Kołobrzeg. Na terenie Niemiec - Gro? Strömkendorf, Menzlin nad Pianą, Ralswiek. Na Rusi - Stara Ładoga, Nowogród, Kijów.

Jak wyglądało takie emporium? Wyobraźmy sobie miejsce, w którym płaci się walutą wspólną dla ogromnego obszaru świata, gdzie można kupić różnego rodzaju usługi i wyroby obcego pochodzenia: narzędzia ze Skandynawii, wina z Nadrenii, arabskie srebro czy bałtycki bursztyn. Na ulicach słyszy się języki z różnych stron świata i spotyka rozmawiających ze sobą chrześcijan, muzułmanów i wyznawców innych religii. To nie jest opis współczesnej metropolii, ale rzeczywistość wczesnośredniowiecznych ośrodków handlowych.

W takich miejscach dokonywano transakcji. Wikingowie przywozili niewolników z głębi Słowiańszczyzny - zdobytych podczas wypraw łupieżczych, kupionych od lokalnych wodzów, wziętych jako danina od podbitych plemion. Arabscy kupcy czekali z workami dirhemów - srebrnych monet, które archeolodzy do dziś znajdują w skarbach na terenie całej Europy Północnej. Ilość tych monet jest oszałamiająca - setki tysięcy, może miliony. To dowód skali handlu, który je tu sprowadził.

V. Ibn Fadlan i pogrzeb ruski

Najbardziej wstrząsające świadectwo tego, jak wyglądał handel wikingów z Arabami, zostawił Ahmad ibn Fadlan, sekretarz poselstwa kalifa Bagdadu wysłanego w 921 roku do władcy Bułgarów Nadwołżańskich. Jego relacja to jedno z najważniejszych źródeł do dziejów Europy Wschodniej.

Ibn Fadlan opisuje Rusów, którzy przybyli nad Wołgę ze swoimi towarami - głównie niewolnikami i futrami. Byli to mężczyźni o potężnych ciałach, uzbrojeni po zęby, ale jednocześnie - paradoksalnie - brudni i niechlujni. "Są to najnieczystsi ze stworzeń Bożych" - pisze Arab z obrzydzeniem - "nie myją się po defekacji ani po stosunku płciowym, nie obmywają rąk po jedzeniu".

Najsłynniejszy fragment jego relacji dotyczy pogrzebu wodza Rusów. Gdy jeden z ich przywódców umiera, składają go w łodzi wraz z całym dobytkiem. Aby towarzyszyła mu w zaświatach, wybierają jedną z jego niewolnic - ochotniczkę, która zgadza się umrzeć z panem. Przed śmiercią dziewczyna przechodzi serię rytuałów, pije alkohol, śpiewa, a w końcu zostaje wprowadzona do namiotu na łodzi, gdzie czeka już sześciu mężczyzn. "Wtedy mężczyźni zaczęli obcować z dziewczyną" - pisze Ibn Fadlan - "potem położyli ją obok jej pana. Dwaj trzymali jej ręce, dwaj nogi, a stara, którą nazywali Aniołem Śmierci, owinęła jej szyję sznurem i zaczęła dusić, a w tym czasie dwaj pozostali uderzali ją nożami w żebra".

Ta scena - jednocześnie przerażająca i fascynująca - pokazuje, jaką wartość mieli niewolnicy w oczach wikingów. Byli nie tylko siłą roboczą, ale także ofiarami, towarzyszami wędrówki w zaświaty, gwarantami statusu społecznego.

VI. Słowiańscy niewolnicy na arańskich targowiskach

Gdzie trafiali Słowianie sprzedani przez wikingów? Głównie do świata islamu. Kalifat Abbasydów, a później inne państwa muzułmańskie, miał ogromne zapotrzebowanie na niewolników. Wykorzystywano ich do pracy, do wojska, do haremów. A Słowianie - saqaliba w arabskiej terminologii - byli szczególnie cenieni.

Dlaczego? Po pierwsze - uroda. Słowiańskie kobiety, z jasnymi włosami i niebieskimi oczami, były pożądanym towarem w haremach Bagdadu, Kairu, Kordoby. Po drugie - wytrzymałość. Słowiańscy mężczyźni, przyzwyczajeni do surowego klimatu, doskonale nadawali się do ciężkiej pracy i do służby wojskowej. Po trzecie - neutralność religijna. Jako poganie, nie podlegali ochronie prawa islamskiego, które zabraniało zniewalania muzułmanów.

Ibrahim ibn Jakub, podróżując po Europie, notował, że kupcy żydowscy i muzułmańscy przybywają do Pragi, by kupować niewolników. Inne źródła arabskie mówią o targowiskach w Kordobie, gdzie sprzedawano Słowian po wysokich cenach. Niektórzy z nich robili zawrotne kariery - jak eunuchowie na dworze kalifów Kordoby, którzy pochodzili właśnie z Europy Środkowej.