Historia niepełnosprawności - Marcin Garbat

Kup ebooka

41.00 zł
32.80 zł (19,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

WSTĘP

NIM ZACZĘŁA SIĘ HISTORIA

ROZDZIAŁ I. POSTRZEGANIE OSÓB Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI

1.1. Starożytność

1.2. Średniowiecze

1.3. Nowożytność

1.4. Czasy współczesne

1.5. Podsumowanie

ROZDZIAŁ II. POJĘCIE NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI

2.1. Ogólne pojęcie niepełnosprawności

2.2. Upośledzenie umysłowe

2.3. Osoby z niepełnosprawnościami narządu słuchu

2.4. Osoby z niepełnosprawnościami narządu ruchu

2.5. Osoby z niepełnosprawnościami wzroku

2.6. Podsumowanie

ROZDZIAŁ III. ROZWÓJ REHABILITACJI MEDYCZNEJ

3.1. Starożytność

3.2. Średniowiecze

3.3. Wiek XVI–XVIII

3.4. Wiek XIX i XX

3.5. Podsumowanie

ROZDZIAŁ IV. ZAOPATRZENIE PROTETYCZNE I TECHNICZNE

4.1. Protezy kończyn

4.2. Protezy szczękowe

4.3. Protezy oczne

4.4. Implanty rogówki i wewnątrzgałkowe

4.5. Protezy uszne

4.6. Wózek inwalidzki

4.7. Kule łokciowe, pachowe i ramieniowe

4.8. Balkonik

4.9. Pies przewodnik

4.10. Biała laska

4.11. Okulary

4.12. Szkła kontaktowe

4.13. Sztuczne serce

4.14. Sztuczna nerka

4.15. Sztuczne płuco

4.16. Podsumowanie

ROZDZIAŁ V. ROZWÓJ REHABILITACJI SPOŁECZNEJ

5.1. Starożytność i średniowiecze

5.2. Wiek XV–XVI

5.3. Wiek XVII–XVIII

5.4. Wiek XIX

5.5. Wiek XX

5.6. Podsumowanie

ROZDZIAŁ VI. LIKWIDOWANIE BARIER W KOMUNIKOWANIU SIĘ

6.1. Likwidowanie barier w komunikowaniu się osób niesłyszących

6.2. Likwidowanie barier w komunikowaniu się osób niewidomych

6.3. Likwidowanie barier w komunikowaniu się osób głuchoniewidomych

6.4. Likwidowanie barier w komunikowaniu się u osób z dysfunkcją narządu mowy

6.5. Podsumowanie

ROZDZIAŁ VII. LIKWIDOWANIE BARIER FIZYCZNYCH

7.1. Likwidowanie barier architektonicznych w budynkach

7.2. Likwidowanie barier urbanistycznych

7.3. Likwidowanie barier transportowych

7.4. Projektowanie uniwersalne

7.5. Podsumowanie

ROZDZIAŁ VIII. ROZWÓJ REHABILITACJI ZAWODOWEJ I ZATRUDNIENIA CHRONIONEGO

8.1. Okres przedindustrialny

8.2. Lata 1829–1914

8.3. Lata 1915–1943

8.4. Lata 1944–1966

8.5. Lata 1967–1989

8.6. Lata 1990–2010

8.7. Podsumowanie

ROZDZIAŁ IX. SPORT OSÓB Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI

9.1. Geneza i początki sportu osób z niepełnosprawnościami na świecie

9.2. Geneza i początki sportu osób z niepełnosprawnościami w Polsce

9.3. Podsumowanie

ZAKOŃCZENIE

BIBLIOGRAFIA

SUMMARY

WSTĘP

Przyrodzoną cechą ludzkości jest nieustanne dążenie do zdobywania i pogłębiania wiedzy. Człowiek od początków swego istnienia zmaga się z nieznanym, które pragnie ogarnąć umysłem, zapamiętać i wykorzystać na przyszły swój pożytek. Wiedza jest zatem czymś, co ludzkość gromadzi od pierwszych pokoleń. My, ludzie, wciąż odkrywamy to, co ukryte, przyswajamy nieznane, łączymy z tym, co znamy i przekazujemy młodszym generacjom. Człowiek nie rodzi się przecież z umiejętnością pisania lub czytania – musi się tego nauczyć. Pewne gatunki zwierząt potrzebują czasem tysięcy lub milionów lat, żeby w drodze ewolucji przyswoić sobie nową umiejętność. A człowiek w swej wyjątkowości każdego dnia uczy się czegoś nowego.

Ludzie stworzyli bezpośrednie formy przekazywania wiedzy kolejnym pokoleniom. Należą do nich między innymi pismo i malarstwo. Słowo pisane obejmuje sięgającą tysięcy lat wiedzę z najróżnorodniejszych dziedzin i każdy może z tego bogactwa zaczerpnąć. Trzeba jednak umieć to robić. Na przykład tekst pisany po angielsku będzie zrozumiały dla Anglika, ale trudniejszy – lub wręcz niemożliwy do odcyfrowania – dla kogoś, kto nie zna tego języka.

Podobnie jest z niepełnosprawnością. Jeżeli ktoś nie zna jej istoty, nigdy nie będzie wiedział, na czym ona polega.

Przez stulecia różne społeczeństwa postrzegały osoby z niepełnosprawnościami przez pryzmat typowego kalectwa, niedostosowania, wady anatomicznej, urazów, szczególnie tych widocznych. Ludzie sprawni uczyli się żyć z osobami dotkniętymi niepełnosprawnością lub obok nich. Osobom z niepełnosprawnościami pomagano, tolerowano je albo eliminowano. W różnych okresach osoby dotknięte dysfunkcją ciała lub umysłu mogły liczyć na współczucie, wsparcie bądź pogardę. Powstało też wiele stereotypów dotyczących niepełnosprawności, zarówno tych o zabarwieniu pozytywnym, jak i pejoratywnym. Niektóre stereotypy, przesądy i szablonowe myślenie o osobach z niepełnosprawnościami powszechne są do dnia dzisiejszego. Inne w wyniku rozwoju społecznego zostały zatarte i zapomniane.

Czym zatem jest niepełnosprawność? Władysław Dykcik twierdzi, że pojęcie niepełnosprawności obejmuje różne ograniczenia funkcjonalne jednostek ludzkich w każdym społeczeństwie, wynikające z uszkodzenia zdolności wykonywania jakiejś czynności w sposób uważany za normalny, typowy dla życia ludzkiego. Ograniczenia te mogą mieć charakter stały lub przejściowy, całkowity lub częściowy, mogą dotyczyć sfery sensorycznej, fizycznej i psychicznej[1]. Chociaż pojęcie niepełnosprawności jest krytykowane, nadal ogromnie wpływa na teorię i praktykę nauk społecznych, podkreślając nie tylko realne braki, których doświadcza człowiek w swoim biologicznym wymiarze, ale w równej mierze wskazując na realne możliwości kompensacji i korekty, rozwijane dzięki adekwatnej reakcji pomocowej.

Uszkodzenie organizmu oraz ograniczona sprawność fizyczna lub psychiczna stały się motorem działań człowieka w celu jej przywrócenia. W odzyskaniu zdolności pełnienia funkcji, najpierw rodzinnych, a następnie społecznych i zawodowych, wykorzystywano dokonania nauk medycznych, społecznych, a także technicznych – łącząc przy tym wynalazki, technologie i rozwiązania techniczne z likwidowaniem barier, usprawnianiem i rehabilitacją.

Działalność rehabilitacyjna, aczkolwiek nie zawsze prowadzi do pełnych efektów, zapewnia jednak osobom z niepełnosprawnościami lepsze samopoczucie, ułatwia życie codzienne, aktywizuje umysłowo i fizycznie. Rehabilitacja ma szczególnie znaczenie dla tych osób, których choroba, upośledzenie lub wypadek doprowadziły do stanu rozgoryczenia, zobojętnienia i wyizolowania ze środowiska oraz dla osób, które boleśnie odczuwają swoją zależność od otoczenia w najprostszych czynnościach życiowych i pragnęłyby zmniejszyć swą nieporadność.

Długa była droga ludzkości do stworzenia i realizacji idei rehabilitacji osób z niepełnosprawnościami oraz do przyznania im prawa do zatrudnienia na równi z osobami pełnosprawnymi. Jeszcze kilka stuleci temu osoby o naruszonej sprawności organizmu traktowane były na ogół w sposób nieludzki. Ludzie ci byli często przedmiotem złośliwości i drwin. W czasach współczesnych, w których podziwiamy wspaniałe osiągnięcia naukowe, zwłaszcza w dziedzinie techniki, często zapomina się o tym, że na całokształt tych osiągnięć składa się doświadczenie lat, a nawet wieków. Rehabilitacja w swym obecnym ujęciu i formie organizacyjnej stanowi niewątpliwie nowy kierunek działania i postępowania w dziedzinie nie tylko ochrony zdrowia lub rozwijania i utrzymywania jak najlepszej sprawności fizycznej człowieka, ale także w obrębie funkcjonowania oraz rozwoju społecznego i zawodowego.

W swoim historycznym rozwoju rehabilitacja objęła najpierw weteranów wojennych i wojskowych, następnie dzieci i młodzież, a później osoby dorosłe i ludzi starszych.

Każde społeczeństwo odczuwa dług wdzięczności wobec swoich weteranów wojennych i wojskowych za poniesione przez nich ofiary na rzecz ogółu – ich dysfunkcje, rany i powstała w wyniku walki niepełnosprawność stają się przedmiotem czci i szacunku. Zostają oni bohaterami narodowymi.

Rehabilitacja dzieci i młodzieży, a także jej rozwój ma nieco inne podłoże. Ważna jest tu instynktowna miłość do dzieci, która zaciera różnice między warstwami społecznymi i jest powszechna. Niemały wpływ wywarła tu również kalkulacja ekonomiczna czynników odpowiedzialnych za opiekę nad dziećmi, czyli refleksja na tym, co jest bardziej opłacalne – kształcenie i usprawnianie dzieci, czy też udzielanie im biernej pomocy przez całe życie. Usługi rehabilitacyjne dla dzieci, świadczone przez państwo lub sektor non-profit, rozwijały się także z inicjatywy rodziców dzieci z niepełnosprawnościami, którzy dokładali wszelkich starań, żeby dobrodziejstwa postępów medycyny i nauk społecznych wykorzystywane były w sposób maksymalny dla ulżenia ich doli.

Jeżeli chodzi o rozwój usług rehabilitacyjnych dla osób pracujących, to odegrały tu rolę zarówno względy społeczne, jak i ekonomiczne. Chodziło na przykład o dalsze wykorzystanie – mimo niepełnosprawności – wysokich kwalifikacji pracownika, umożliwienie mu utrzymania rodziny itp.

Rozwój rehabilitacji osób w starszym wieku napotykał różnego rodzaju problemy, gdyż poprawa stanu ich zdrowia jest trudniejsza do osiągnięcia, a wartość ekonomiczna ich pracy – nie zawsze doceniana przez młodszych i sprawniejszych, którzy kierują odpowiedzialnymi instytucjami. Ma tu również znaczenie fakt, że szczyt ich aktywności jest już właśnie poza nimi. Ale i w tych przypadkach bierze się pod uwagę humanitarne (zasłużyli lub zapracowali sobie na to), a także ekonomiczne aspekty. Im większa bowiem będzie ich samowystarczalność, tym mniejsza zajdzie potrzeba roztaczania nad nimi opieki, większa korzyść z ich doświadczenia, często bardzo dużego.

Poważne bodźce rozwoju rehabilitacji tkwią w wielu czynnikach. Profesor Aleksander Hulek za jeden z najważniejszych uważał wzrost poziomu humanitaryzmu. W dobie wyzwolenia narodów spod ucisku społecznego i ekonomicznego oraz politycznego, w czasach dążenia do równych praw dla wszystkich ludzi, zwrócono również uwagę na osoby trwale poszkodowane na zdrowiu. Wzrósł szacunek dla osobowości człowieka, jego wartości duchowej, a nie tylko walorów fizycznych. W ubiegłym stuleciu wysunięto wiele nowych wartości moralnych, a jedną z nich jest społeczna gotowość służenia osobom chwilowo i trwale słabszym lub mniej sprawnym.

Obecnie do rozwoju rehabilitacji przyczynia się też postęp techniczny w poszczególnych dyscyplinach naukowych zajmujących się człowiekiem i jego działaniem oraz rozwój tych nauk, które działanie to ułatwiają.

Prezentowana praca ma na celu przedstawienie historii ludzi z niepełnosprawnościami, ich rehabilitacji, długiej drogi do integracji i normalizacji ich życia. Zamiarem autora było przedstawienie historii zmagań osób nie całkiem sprawnych w zamierzchłych czasach, które niewiele się różnią od dzisiejszych potyczek ludzi z niepełnosprawnościami z brutalną rzeczywistością. Oczywiście, gdy ktoś jest bogaty i sławny, jest mu znacznie łatwiej, ale i tak przede wszystkim musi polegać na swej inteligencji, zaradności i umiejętnościach przystosowania się do zaistniałej sytuacji.

Historia zna wiele osób z niepełnosprawnością. Jej karty odsłaniają przed nami ciekawe losy takich osób, którym nigdy nie było łatwo żyć, a niektórym przyszło się bohatersko zmagać z wyjątkowymi wyzwaniami. Aby osoba z niepełnosprawnością osiągnęła sukces w jakiejś dziedzinie, musi być znacznie lepsza od człowieka zdrowego, bardziej cierpliwa i wytrwała, a i to nie gwarantuje powodzenia. Czasem po prostu należy mieć szczęście.

Wielu historyków ostrzega przed niebezpieczeństwem, jakie grozi zawsze, ilekroć coś uznaje się za pierwsze. Nie jest to pozbawione racji. Bardzo wielu wynalazkom niesłusznie przypisano pierwszeństwo tylko dlatego, że wzbudziły one większe zainteresowanie niż wcześniejsze odkrycia z tej samej dziedziny. Autor starał się wyjść poza popularną mitologię i podważyć twierdzenia wątpliwej natury, ale nie uważa, iż praca ma charakter rozstrzygający. Rzadko ma się niezachwianą pewność co do tego, czy jakieś konkretne przedsięwzięcie jest całkowicie oryginalne, toteż w niniejszej książce jest mowa o najwcześniejszych odkryciach, które udało się pozytywnie potwierdzić. Dlatego przy kreśleniu historycznych opisów autor nie dał się ponieść historycznej fikcji. Wszystkie podane tutaj fakty opierają się na materiale źródłowym, chociaż oczywiście są to źródła różnej proweniencji. Obok roczników, kronik, relacji z podróży, wspomnień i pamiętników, znajdują się także osobiste, czasami nawet intymne listy. Zawierają one olbrzymi zasób informacji, które – nie wiadomo dlaczego – pomijano w naukowych opracowaniach. Z całą pewnością wiele spośród tych informacji ma charakter bardzo subiektywny, ale nie można przecież obiektywizować ludzkich biografii. Nawet tam, gdzie informacja wyraźnie trąci plotką, należy szukać prawdy, bo każda plotka ziarno prawdy posiada. Nie bez powodu jeden z wybitnych polskich historyków, żyjący na przełomie XIX i XX wieku, podkreślał, że legenda stoi u wrót każdej historii i nie można jej absolutnie lekceważyć[2].

Publikacja Historia niepełnosprawności. Geneza i rozwój rehabilitacji, pomocy technicznych oraz wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami nie aspiruje do roli podręcznika historii, chociaż od początku do końca opiera się na historycznych realiach. Są to jednak realia, które oficjalna historiografia na ogół bagatelizuje i pomija, ponieważ nie pasują one do uformowanego przed laty modelu historii powszechnej, który, z małymi tylko modyfikacjami, obowiązuje do dzisiaj. Rynek księgarski zasypany jest nieróżniącymi się od siebie opracowaniami, a każde z nich powtarza obiegowe teorie. Występujące w nich różnice są tak dalece nieuchwytne, że zauważa je jedynie profesjonalista, podczas gdy przeciętny Czytelnik przechodzi nad nimi do porządku dziennego. Czytelnikowi jest bowiem absolutnie obojętne, czy rehabilitacja została wprowadzona w średniowieczu, czy też w czasach nowożytnych, skoro i tak sięgamy po nią, gdy coś nam dolega.

Zasób wiedzy historycznej przeciętnego Czytelnika opiera się na standardach wyniesionych jeszcze ze szkoły i zawiera szczątkowe informacje na temat genezy leczenia, usprawniania czy rehabilitacji. Większość opracowań powiela standardy, poszerzając je niekiedy o pojęcie niepełnosprawności lub inwalidztwa, które niewielu tylko potrafi zrozumieć. Powtarzane do znudzenia wciąż te same fakty odbierają historii całą jej atrakcyjność i nauka, o której Jan Długosz pisał, że jest bodźcem do wielkich przedsięwzięć i czynów, traktowana bywa najczęściej jako tzw. dopust boży[3].

Niniejsza książka pragnie przełamać te uprzedzenia i proponuje nowe, odmienne spojrzenie na niepełnosprawność. Rezygnuje ona całkowicie z tasiemcowych opisów uwarunkowań społeczno-ekonomicznych, koncentrując się na faktach, wynalazkach i biografiach ludzi, którzy tworzyli historię rehabilitacji i przełamywania barier. Autor nie jest w swym założeniu bardzo odkrywczy, gdyż już niemal 150 lat temu wybitny, choć zapomniany, filozof angielski Tomasz Carlyle (1795–1881) pisał, że historia jest sumą ludzkich biografii[4].

Praca składa się z dziewięciu rozdziałów. Rozdział pierwszy i drugi wprowadzają Czytelnika w podstawowe zagadnienia – pedagogiczne, socjologiczne, somatyczne i psychologiczne. Pierwszy z nich poświecono postrzeganiu osób z niepełnosprawnościami w społeczeństwie. Ukazano, jak w miarę upływu czasu i postępu społecznego następowała zmiana społecznego wizerunku ludzi z niepełnosprawnościami. Od postawy integracji plemiennej właściwej ludom pierwotnym, przez izolację w czasach starożytnych, średniowieczną dyskryminację, późniejszą segregację, na integracji w czasach nam współczesnych skończywszy. W drugim rozdziale przedstawiono definicje niepełnosprawności na tle historycznym. Starano się dowieść, iż termin niepełnosprawność ma zabarwienie nie tylko medyczne, ale przede wszystkim jest terminem społecznym i, jak każde zjawisko społeczne, podlega ewolucyjnym zmianom.

Kolejne rozdziały – trzeci i czwarty – omawiają genezę i rozwój rehabilitacji medycznej oraz zaopatrzenia ortopedycznego. Dzieje rehabilitacji wiążą się jak najściślej z ogólnym rozwojem myśli ludzkiej i są jednym z ważniejszych ogniw w łańcuchu dziejów społeczeństwa. Toteż badania rozwoju wiedzy na ten temat muszą pozostawać w łączności z rozwojem i zmianą formacji społeczno-ekonomicznych oraz w ścisłym związku z ogólną historią kultury narodów. Świadczy o tym fakt, że w całym biegu historii ludzkości – w poszczególnych epokach rozwoju społeczeństwa – epoki postępu społecznego są jednocześnie erą rozwoju oraz wzrostu medycyny i rehabilitacji, a zastoje i regresje są okresami słabości i upadku tej dziedziny. Zarówno dzieje prawdziwych odkryć, jak też błędów i pomyłek, wiele mogą nauczyć badacza znającego je i umiejącego wyprowadzać z nich praktyczne wnioski.

Rozdziały piąty, szósty i siódmy dotyczą rozwoju rehabilitacji społecznej oraz likwidowania barier komunikacyjnych i technicznych. Likwidacja barier powinna powodować sprawniejsze działanie w społeczeństwie osoby z niepełnosprawnością, a także umożliwiać jej funkcjonowanie. W niektórych przypadkach działania te powinny zapewnić lub znacznie ułatwić opiekę nad osobą z niepełnosprawnością, w celu stworzenia jej możliwości przebywania lub funkcjonowania we własnym środowisku.

Ósmy rozdział poświęcono rehabilitacji zawodowej i zatrudnianiu osób z niepełnosprawnościami. Rys historyczny w tej dziedzinie jest nierozerwalnie związany z ukazaniem całego rozwoju społecznego. Historia ilustruje działalność osób trudniących się rehabilitacją zawodową ludzi z niepełnosprawnościami w czasach najdawniejszych i współcześnie, wśród ludów pierwotnych i w okresie starożytnego niewolnictwa, w epoce średniowiecza, feudalizmu i nowożytnego kapitalizmu. Ten sposób ukazania związków pomiędzy poszczególnymi etapami historii rehabilitacji zawodowej pozwala Czytelnikowi lepiej rozumieć, jakie siły napędowe kształtują współczesne podejście do zatrudniania osób z niepełnosprawnościami oraz to, co będzie je kształtować w przyszłości.

Ostatni, dziewiąty rozdział książki opisuje genezę oraz rozwój sportu i ruchu paraolimpijskiego na świecie i w Polsce.

Reasumując, można stwierdzić, że historia niepełnosprawności rozszerza i pogłębia wiedzę, uczy myślenia historycznego, chroni przed pomyłkami i bezkrytycznym podjęciem błędnej teorii lub metody terapeutycznej, ułatwia rozpoznanie przesądów, irracjonalnego podejścia oraz wybranie właściwej drogi postępowania. Przeciwstawia się jednostronnemu sposobowi myślenia, kształtuje humanitaryzm w uprawianiu zawodu terapeuty, przygotowuje do aktualnej działalności i codziennych trudów oraz wpływa na umacnianie pozytywnego wizerunku osób z niepełnosprawnościami w społeczeństwie. Autor zdaje sobie sprawę, iż jego książka zapewne spotka się z bardzo różnym przyjęciem. Część ludzi przywiązuje się bowiem do obiegowych stereotypów, a próbę ich obalenia traktuje jako obrazoburstwo i kradzież przyswojonych już przez nich wartości. Będą jednak z pewnością i tacy, którzy zaakceptują historyczny rewizjonizm autora, w myśl zasady nova, sed non nova – sposób inny, ale rzecz ta sama.

[1] W. Dykcik, Pedagogika specjalna, WN, Poznań 2001, s. 18.

[2] A. Oppman, Legendy Warszawskie, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1982, s. 27; Cz. Miłosz, Legendy nowoczesności, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010, s. 14.

[3] W. Szafrański, Pradzieje religii w Polsce, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1979, s. 355–386.

[4] C. Hall, Civilising Subjects: Metropole and Colony in the English Imagination, 1830–1867, University of Chicago Press, Chicago 2002, s. 25.

NIM ZACZĘŁA SIĘ HISTORIA

Prehistoria, prahistoria (łac. pr? – przedrostek oznaczający uprzedniość, przed lub wcześniej) to najdłuższy okres dziejów ludzkości – od pojawienia się na Ziemi pierwszych człowiekowatych lub człowieka rozumnego do powstania pisma. Badanie tego okresu możliwe jest jedynie metodami archeologicznymi. Na terenach Afryki zaczyna się około pięć mln lat temu, razem z pojawieniem się pierwszych człowiekowatych. Na terenie Europy około miliona lat temu, natomiast na innych obszarach – wraz z momentem pojawienia się tam człowieka[1].

Dzieli się na sześć podstawowych epok[2]:

a. epoka kamienia – (ok. 2 mln lat – 3400/2000 p.n.e.),

- paleolit - (ok. 2 mln lat – ok. 11000 p.n.e.),

- mezolit – (ok. 10000 – ok. 5000 p.n.e.),

- neolit – (ok. 9000 – ok. 3400/2000 p.n.e.);

b. eneloit/chalkolit/epoka miedzi – (ok. 6000 – ok. 3400/2000 p.n.e.);

c. epoka brązu – (ok. 3400 – ok. 1200/750 p.n.e.);

d. epoka żelaza – (ok. 1200 p.n.e. do starożytności).

Prehistoria jest badana na podstawie materiału źródłowego niepisanego, a historia – pisanego. Przejście z prehistorii do historii nastąpiło, gdy pojawiło się pismo (ok. 3–4000 lat p.n.e.).

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż jedną z największych tajemnic współczesnej nauki jest odpowiedź na pytanie: Skąd w istocie na Ziemi pojawił się człowiek? W rozwiązaniu wspomnianej zagadki może przyjść z pomocą nauka historyczna oraz archeologiczna. Z punktu widzenia historii oraz archeologii pierwszorzędnym zadaniem w celu uzyskania ostatecznej odpowiedzi na powyższe pytanie, jest wskazanie na korzenie ludzkiej kultury.

Początki dziejów toną w mrokach przeszłości, najwcześniejsze pisane kroniki powstały bowiem ponad 5500 lat temu. Upływ czasu, jaki oddziela nas od autorów owych zapisków, jest jak mgnienie oka w porównaniu z bezmiarem prehistorii sięgającej pojawienia się najwcześniejszych przedstawicieli naszego gatunku – Homo habilis – żyjących w państwach Afryki Wschodniej około 2,5 mln lat temu[3].

Praludzie, utrzymujący się początkowo z polowań i zbieractwa, wraz z powiększaniem się ich mózgów zdobywali coraz to nowe umiejętności, które w ciągu tysięcy lat doskonaliły się i wzbogacały. Przed około milionem lat Homo erectus – istota ludzka o mózgu nieco większym od mózgu jej przodków – nauczyła się panować nad ogniem, sporządzała odzież i prymitywne schroniska, co pozwoliło jej wyjść poza Afrykę i zasiedlić mniej przyjazne, chłodniejsze obszary. Na podstawie prowadzonych przez archeologów badań stwierdza się, że już blisko półtora miliona względnie milion lat temu przodkowie współczesnego człowieka produkowali pierwsze prymitywne narzędzia. Z prac archeologicznych dowiadujemy się również o życiu codziennym pierwszych ludzi, o ich sposobie funkcjonowania, odżywiania się, o konstruowaniu broni oraz codziennych przedmiotów[4].

Ewolucja człowieka trwa nieprzerwanie bez mała od 20 mln lat. Takim, jakim jest dziś, człowiek stał się mniej więcej około 40–30 tys. lat temu. W tym czasie Europę zamieszkiwały dwa zupełnie różne gatunki istot praludzkich: Homo neanderthalensis oraz Homo sapiens, silnie skorelowany z Homo habilis i Homo erectus. Jak wykazały badania genetyczne DNA przeprowadzone na szczątkach kopalnych znalezionych w licznych jaskiniach, istoty z gatunku Homo genetycznie nie wykazywały żadnych cech wspólnych z wcześniejszym gatunkiem neandertalskim. Choć przez jakiś czas oba gatunki zamieszkiwały te same terytoria Europy, brakuje jakichkolwiek danych empirycznych na to, aby się nawzajem krzyżowały.

Praludzie żyli na różnych kontynentach, w zróżnicowanych warunkach klimatycznych oraz geograficznych. Człowiek wytwarzał odmienne narzędzia i przedmioty życia codziennego, odmienną broń oraz kształtował swój, również często bardzo odmienny, byt duchowy. Należy wziąć pod uwagę węższy obszar występowania człowieka oraz charakterystyczne dla tego obszaru właściwości życia ludzkiego, cechy kultowo-religijne, społeczne, asymilacyjne.

Czy zatem w tamtych odległych czasach żyły osoby z niepełnosprawnościami? Bez wątpienia tak, przy czym nie wiadomo, jaki był ich status społeczny. Ludzie nie żyli w pokoju – toczyli wojny czy potyczki z sąsiadami. O terytorium, o dobra czy pożywienie. Można przypuszczać, że w ich wyniku zawsze jakaś część ludności, która przeżyła, doznała ran lub urazów powodujących obniżenie się sprawności organizmu. Zdarzały się również wypadki przy pracy w polu lub podczas używania prymitywnych urządzeń. Także porody nie zawsze przebiegały pomyślne. Ostatecznie ludzie starzeli się i ulegali chorobom. Wszystko to, podobnie jak dzisiaj, bywało przyczyną niepełnosprawności. Paradoksalnie o życiu w tamtych czasach oraz o losach ludzi możemy znacznie więcej powiedzieć na podstawie ich śmierci, a zwłaszcza zróżnicowanych sposobów odnoszenia się do niej tych, którzy pozostali przy życiu – szczególnie wtedy, gdy pochówek odbywał się przez złożenie ciała zmarłego lub zabitego w ziemi.

Ludzie pierwotni troszczyli się o swych zmarłych. Grzebali nie tylko osoby postawne i sprawne, ale również zdeformowane, wyraźnie kalekie i niepełnosprawne, ciężko i dotkliwie chorujące za życia. Wskazują na to ich kości: można z nich odczytać, na co osoby te chorowały lub co było prawdopodobną przyczyną ich kalectwa. Wiadomo jednak (z liczby ozdób noszonych za życia i po śmierci), że zwykle najwięcej ozdób posiadały osoby starsze (bardziej cenione i szanowane), a najmniej – dzieci i osoby z niepełnosprawnościami. Świadczy to o ich niższej pozycji w hierarchii społecznej. Ludzie pierwotni grzebali również osoby poddane wcześniej poważnym operacjom chirurgicznym. Dowodzą tego odkryte czaszki ze śladami wywierconych w nich otworów.

Okazuje się, że neandertalczycy w swoich intencjonalnych pochówkach nie pomijali osób z niepełnosprawnościami. O ich wrażliwości na cierpienie innych współplemieńców przekonuje nas znalezisko szczątków kostnych starszego niedołężnego mężczyzny w jaskini Shanidar, prawdopodobnie także niewidomego na skutek uszkodzenia lewego oczodołu, który nie mógłby przeżyć bez pomocy i opieki innych członków grupy[5]. Christopher Stringer i Robin McKie dopełniają tę wypowiedź informacją, że: (...) niektóre ciała wykazywały ciężkie, ale zaleczone rany – w jednym przypadku było to pęknięcie oczodołu, które zapewne spowodowało częściową ślepotę, a ponadto zmiażdżona prawa ręka oraz uszkodzona prawa stopa i noga. Okaleczenia te nie spowodowały jednak śmierci osobnika. Przeżył on, a to wskazywało, że neandertalczycy byli zdolni do współczucia i opiekuńczości wobec chorych[6]. Neandertalczycy żyli w Europie i zdecydowanie nie zjadali swoich pobratymców ani wrogów.

Nasi praprzodkowie przychodzili na świat w prymitywnych warunkach, przeważnie wprost na ziemi – w naturalnym środowisku. Czasem, w bardziej rozwiniętych kulturach, poród odbywał się na liściach, na trawie, na skórach zwierzęcych, w jaskiniach. Wszędzie tam były grzyby, pleśń, wilgotność i bakterie. O zakażenie nie było trudno. Wszystkie te czynniki bywały zatem zapewne przyczynami zgonów lub powstawania niepełnosprawności. Przyczyny tkwiły w zwykłych infekcjach, obrażeniach i powikłaniach okołoporodowych. Niepełnosprawność powodowały również typowe choroby wieku dziecięcego: nieprawidłowe wygięcie kręgosłupa, opóźnienie wyrzynania się zębów i rozmiękczenie szkliwa, podatność na złamania kości. W starszym wieku dochodziły do tego otwarte złamania kości, choroby odzwierzęce, surowa dieta, brak podstawowej higieny, a także choroby zakaźne roznoszone przez insekty (pchły, wszy, kleszcze). Wskazują na to poniższe, liczne wypowiedzi badaczy.

Dziesięć tysięcy lat temu ludzie żyli w niewielkich grupach. Choroby zakaźne mogły zatem prawie nie istnieć. Bez wątpienia było wtedy mnóstwo wszy i tasiemców, ponieważ ich długi żywot i skłonność do powtórnego zarażania swych nosicieli sprawia, że nie potrzebują wielu ludzi, aby przeżyć[7].

Oznaki gruźlicy, która może trwać kilkadziesiąt lat, widać w kościach ludzi zmarłych dziesiątki tysięcy lat temu[8]. Posocznica i zakażenie krwi zabijały dzieci, którym wypadały mleczne zęby.

Zanim zaczęto uprawiać ziemię, ludzie jedli dziesiątki rodzajów pożywienia. Wykopaliska w Syrii pokazują, że rosło wówczas pond sto pięćdziesiąt gatunków roślin jadalnych, ale gdy pojawiły się farmy, pozostało zaledwie kilka rodzajów zbóż i roślin strączkowych. Jeszcze w XIX wieku Aborygeni z północnego Queenslandu spożywali dwieście czterdzieści gatunków różnych roślin[9].

Skamieniałe kości sugerują, że zdrowie farmerów, zamiast się polepszyć, w rzeczywistości stawało się coraz gorsze. Pojawiły się choroby wynikłe z niedoboru składników odżywczych, ponieważ ilość białka w diecie spadła[10].

W tysiącleciu, w którym zaczęto uprawiać rolę, przeciętny wzrost mężczyzn w południowo-wschodniej Europie spadł o osiemnaście centymetrów. Kości mieszkańców Ameryki Północnej wykazują rozległe uszkodzenia, zwłaszcza w rejonie oczodołów, gdy głównym pożywieniem stała się kukurydza. Zawiera ona bardzo mało żelaza i białka, a co gorsza, ogranicza wchłanianie żelaza z innych źródeł, takich jak mięso. Doprowadziło to do gwałtownego rozwoju anemii. Jej ślady zachowały się w czaszkach ludzi, którzy przestawili się na uprawę kukurydzy[11].

 

W jaskini Szanidar w górach Zagros na terenie Iraku odnaleziono szkielet neandertalczyka z okresu paleolitu. Odkrycia dokonał Ralph Solecki i jego zespół z Columbia University w trakcie prac wykopaliskowych prowadzonych tam pod koniec lat 50. XX wieku. Oględziny szkieletu tego osobnika dowiodły, że uległ wypadkowi w młodym wieku. Stracił wtedy jedną rękę i oko, o czym świadczą pozarastane pęknięcia czaszki. Można przypuszczać, iż ten osobnik nie został wykluczony przez swoją grupę. Fakt, że dożył sędziwego, jak na owe czasy, wieku, może świadczyć o tym, iż wraz z członkami swojego plemienia uczestniczył w życiu społecznym na równych prawach. Musiał przecież jakoś zaspokajać swoje podstawowe potrzeby związane z głodem i egzystencją. Prawdopodobnie pod koniec swojego życia był na utrzymaniu wspólnoty. Jak się przypuszcza, utrzymanie to nie było jednak całkiem bezinteresowne. Być może był kimś ważnym dla wspólnoty, gdyż jego pochówek świadczy o wielkim szacunku do jego osoby. Zginął śmiercią tragiczną. Został przysypany złomem skalnym spadającym ze stropu jaskini podczas trzęsienia ziemi. Po tragicznej śmierci członkowie grupy, do której należał, obsypali go co najmniej ośmioma gatunkami kwiatów, które musieli specjalnie zebrać poza obrębem jaskini[12]. W wyniku penetracji tej samej jaskini znaleziono również osiem innych szkieletów, pochodzących od osób pochowanych intencjonalnie. Wszystkie te pochówki tworzyły rodzaj cmentarzyska, choć zaznaczyć należy, że poszczególne groby zakładane były w znacznych odstępach czasowych. Przyjmuje się, że mogą one być datowane ogólnie na okres 60–40 tys. lat temu, choć nie można wykluczyć datowania części z nich nawet 120 tys. lat wstecz[13].

Wielu informacji na temat niepełnosprawności dostarczają znaleziska pochodzące ze środkowej fazy górnej części paleolitu, czyli z okresu około 30–20 tys. lat temu. Rozwijała się wtedy, między innymi na Morawach, tzw. kultura pawłowska, której twórcami byli już ludzie współcześni (Homo sapiens). Swą nazwę zawdzięcza ona stanowisku Pavlov w Czechach. Ludność zaliczana do tej kultury praktykowała pochówki swoich bliskich. Odnaleziono sporo grobów, a w nich szczątki osób z widocznymi anatomicznymi zmianami patologicznymi. Odnajdywano je w grobach zbiorowych, gdzie aż połowa wszystkich szkieletów zachowanych w dobrym stanie wykazuje oznaki deformacji. Jednym z ciekawszych jest grób odkryty w Brnie, w którym pochowano masywnego mężczyznę w średnim wieku, mającego zdeformowane kości goleniowe, co najprawdopodobniej łączyło się z ciągłymi infekcjami i zaburzeniami metabolizmu. Przypuszcza się, iż zajmował wysoką pozycję w swojej społeczności, o czym świadczy bardzo bogate zdobienie jego stroju pogrzebowego, z którego zachowało się ponad 600 skorupek jednego z mięczaków, krążek z kości słoniowej i dwa pierścienie wycięte z margla[14].

Dowody na życie ludzi z niepełnosprawnościami w czasach prehistorycznych pochodzą również ze środkowej fazy epoki kamienia – mezolitu. Świadczą o tym szczątki ludzkie odkryte w miejscowości Afalou bou Rhummel w Algierii. Znaleziono tam grób mężczyzny, który cierpiał na chroniczne sztywnienie kolan. Przy takim schorzeniu mógł przeżyć i funkcjonować jedynie dzięki wsparciu swoich najbliższych. Trudno dzisiaj określić, na czym konkretnie wsparcie to polegało, z pewnością jednak bez niego osoba ta nie mogłaby funkcjonować[15].

W miarę zbliżania się do współcześniejszych nam okresów życia na Ziemi, znajdujemy w odkopywanych szkieletach coraz więcej zmian nowotworowych – zapalnych, wrodzonych, pourazowych i innych. Dla przykładu, wykopaliska archeologiczne w Wielkopolsce (w dolinie Warty i Baryczy) ujawniły szkielety ze śladami działania rozwiniętej sztuki chirurgicznej. Na ich podstawie ustalono, że już w okresie neolitu na tym terenie potrafiono nastawiać złamania kości i uzyskiwać ich zrost. Ludy zamieszkujące te ziemie z pewnością musiały wydać doświadczonych chirurgów, o czym świadczą trepanacje czaszki wykonywane najbardziej prymitywnymi narzędziami kamiennymi[16].

Młodsza część epoki kamienia, neolit, rozpoczęła się około 10 tys. lat temu na Bliskim Wschodzie. Jej wyróżnienie związane jest między innymi z początkami uprawy roślin i hodowli zwierząt, a także wytwarzania naczyń ceramicznych oraz narzędzi z kamienia gładzonego. Z Bliskiego Wschodu gospodarka rolnicza rozprzestrzeniła się w następnych wiekach na kontynent europejski, by w VI tysiącleciu przed Chrystusem dotrzeć na tereny dzisiejszej Polski[17]. Dowodem na obecność osób z niepełnosprawnościami w kulturze neolitu są odkrycia dokonane miejscowości Corconne (południowa Francja, region Langwedocja–Roussillon). Znaleziono wówczas szczątki osoby karłowatej, cierpiącej na achondroplazję. Jest to genetycznie uwarunkowana dysplazja kostna, powodująca (przy prawidłowej długości tułowia) skrócenie długości kończyn i dysmorfię twarzoczaszki. Rozwój intelektualny osób dotkniętych tą chorobą jest prawidłowy[18]. Na kości ramieniowej tego osobnika znaleziono ślady, które zinterpretowano jako pozostałość po nekroskopii wykonanej po jego śmierci. Zrobiono ją najprawdopodobniej w celu oceny, dlaczego jego kość ramieniowa była patologicznie ukształtowana[19].

Jeszcze inne ślady świadczące o wspieraniu osób z niepełnosprawnościami odkryto u Gotów zamieszkujących w III–IV wieku Kotlinę Hrubieszowską na Lubelszczyźnie. Szkielety znajdowane na cmentarzyskach tej kultury we wspomnianym rejonie wykazują liczne zmiany patologiczne w postaci nierównych kończyn oraz krzywicy kręgosłupa[20]. Sądzi się, iż tego typu zmiany były wynikiem złej diety, powszechnej awitaminozy oraz niedożywienia. Bardzo liczne są też źle zrośnięte złamania kończyn, będące wynikiem wypadków lub ran doznanych w potyczkach. Na podstawie przeprowadzonych badań archeolodzy wysunęli wniosek, iż osoby takie nie były pozbawiane pomocy i wsparcia. W przypadku osób dotkniętych tym rodzajem niepełnosprawności stosowano dwa rodzaje wsparcia: interwencje chirurgiczne oraz leczenie i kuracje. O interwencjach chirurgicznych świadczy lancet odkryty w jednym z grobów w miejscowości Masłomęcz. Goci u ludzi dotkniętych urazem lub uległych wypadkowi stosowali składanie kości, zszywanie ran oraz kuracje lecznicze. W okolicach źle zrośniętych złamań zawieszano niewielkie pojemniczki z brązu, zawierające najprawdopodobniej preparaty mające uśmierzać ból, szczególnie o charakterze reumatycznym. Przypuszcza się, że zabieg ten miał charakter bardziej magiczno-zapobiegawczy niż typowo leczniczy[21]. Wiadomo o tym dzięki znaleziskom w grobie odkrytym w miejscowości Gródek nad Bugiem.

Pierwotnie jedynymi barierami ograniczającymi swobodę przemieszczania się osób nie w pełni sprawnych były przeszkody naturalne: strome zbocza, zwalone w poprzek drogi drzewa, zapadliska, rzeki. Osoby z dysfunkcjami narządu ruchu mogły pokonywać przestrzeń przenoszone na barkach innych osób, w nosidłach czy lektykach, a po udomowieniu zwierząt (osłów, koni) – przemieszczały się na ich grzbiecie bądź w pojazdach przez nie ciągnionych. Zapewne gdy osoba z niepełnosprawnością była kimś ważnym, zajmowała wysoką pozycję społeczną, mogła liczyć na taką pomoc. W przeciwnym razie musiała radzić sobie sama.

Co do innych niepełnosprawności, możemy jedynie przypuszczać, jak było. Niemniej jednak osoby z niepełnosprawnościami były obecne w kulturach pierwotnych i uczestniczyły w ich życiu. Nie ma natomiast zgody wśród naukowców, jak te osoby były traktowane i jaką rolę odgrywały w owych kulturach. Wszystko opiera się głównie na domysłach i teoriach[22]. Uważa się, iż w niektórych plemionach ludzi z niepełnosprawnościami traktowano jak równych sobie, w innych wręcz przeciwnie – jak niepotrzebnych członków plemienia, którzy podczas koczowniczych wędrówek stanowili zbędny balast i dlatego często byli zostawiani samym sobie na pewną śmierć.

W ciągu tysięcy lat na Bliskim Wchodzie, w północnych Chinach, w Meksyku i w Peru powstały małe wsie. Wkrótce ta nowa gospodarka i towarzyszący jej styl życia przyjęły się także w sąsiednich rejonach. Od tamtej pory już nie myślistwo i zbieractwo, ale uprawa roli stała się źródłem utrzymania ludzi. Była to zmiana zasadnicza, która pociągnęła za sobą nieodwracalne skutki: rozwój miast, wynalezienie pisma i narodziny kultury.

[1] P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Najdawniejsze dzieje ziem polskich (do VII w.), Oficyna Wydawnicza Fogra, Kraków 1998, s. 40–46.

[2] Daty w nawiasach nakładają się na siebie, ze względu na to, że na różnych terenach epoki te zaczynały się i kończyły w różnym czasie.

[3] F. Mallegni, Zarys ewolucji biologicznej człowieka – od najstarszych hominidów do człowieka współczesnego, [w:] Wielka historia świata, Świat przed "rewolucją" neolityczną, (red.) J.A. Gierowski, S. Grodziski, J. Wyrozumski, J.K. Kozłowski, Świat Książki, Oficyna Wydawnicza Fogra, Warszawa, Kraków 2004, s. 103; J.K. Kozłowski, Dolny paleolit, [w:] Wielka historia świata..., s. 135.

[4] P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Najdawniejsze dzieje ziem polskich..., s. 50–58.

[5] W. Nowaczewska, A. Hałuszko, Pochówek neandertalczyka, [w:] Problemy współczesnej tanatologii, Medycyna – antropologia kultury – humanistyka, (red.) J. Kolbuszowski, Wrocławskie Towarzystwo Naukowe, Wrocław 2005, s. 266; autorki podają tę informację za: I. Tattersall, I stał się człowiek. Ewolucja i wyjątkowość człowieka, CiS, Warszawa 2001, s. 184–187.

[6] C. Stringer, R. McKie, Afrykański exodus. Pochodzenie człowieka współczesnego, (tłum.) A.J. Tomaszewski, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, s. 97.

[7] Tamże, s. 214.

[8] G. Clark, Przestrzeń, czas i człowiek, (tłum.) H. Turczyn-Zalewska, PIW, Warszawa 1998, s. 55.

[9] J.K. Kozłowski, Świat przed "rewolucją" neolityczną..., s. 344.

[10] C. Stringer, R. McKie, Afrykański exodus. Pochodzenie człowieka..., s. 172.

[11] Tamże.

[12] W. Chmielewski, Paleolit środkowy i górny, [w:] Prahistoria ziem polskich, Paleolit i mezolit, (red.) W. Chmielewski, W. Hensel, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1975, t. 1, s. 108; G. Clark, Przestrzeń, czas i człowiek..., s. 55; J.K. Kozłowski, Środkowy paleolit, [w:] Wielka historia świata..., s. 344.

[13] J.K. Kozłowski, Środkowy paleolit..., s. 345; G. Borowski, Sposoby wspierania osób niepełnosprawnych na przestrzeni dziejów – wybrane przykłady, "Niepełnosprawność – Zagadnienie, problemy, rozwiązania", 2012, nr 4 (5), s. 91.

[14] M. Oliva, Civilizace moravského paleolitu a mezolitu, Moravské Zemské Muzeum, Brno 2005, s. 65–68.

[15] V. Delattre, R. Sallem, Décrypter la différence. L'archéologie du handicap, "Archéologia", 2007, nr 448, s. 32.

[16] J. Forysiak, R.K. Bogrówka, M. Obremska, D. Pawłowski, P. Kittel, J. Twardy, Zapis gospodarki człowieka (od 1000 p.n.e. do 500 n.e.) w osadach wybranych torfowisk regionu łódzkiego, [w:] Środowisko przyrodnicze, gospodarka, osadnictwo i kultura symboliczna w V w. p.n.e. – VII w. n.e. w dorzeczach Odry, Wisły i Niemna, (red.) M. Karczewski, M. Karczewska, M. Makohonienko, D. Makowiecki, E. Smolska, P. Szwarczewski, Ośrodek Badań Europy Środkowo-Wschodniej, Wydział Historyczno-Socjologiczny Uniwersytetu w Białymstoku, Stowarzyszenie Archeologii Środowiskowej SAS, Wydział Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego, Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2010, s. 44.

[17] T. Wiślański, Podstawy gospodarcze plemion neolitycznych w Polsce północno-zachodniej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław–Warszawa–Kraków 1969, s. 289.

[18] M. Connor, M. Ferguson-Smith, Podstawy genetyki klinicznej, (tłum.) T. Mazurczak, Polski Związek Wydawnictw Lekarskich, Warszawa 1998, s. 158.

[19] V. Delattre, R. Sallem, Décrypter la différence..., s. 27.

[20] G. Borowski, Sposoby wspierania osób niepełnosprawnych..., s. 91.

[21] A. Kokowski, Archeologia Gotów. Goci w Kotlinie Hrubieszowskiej, ideaMEDIA, Lublin 1999, s. 79–80.

[22] W. Chmielewski, Paleolit środkowy..., s. 108; G. Clark, Przestrzeń..., s. 55; J.K. Kozłowski, Środkowy paleolit..., s. 344.; A. Wierciński, Magia i religia. Szkice z antropologii religii, Nomos, Kraków 1994, s. 134–135; J. Wolf, Z. Burian, Pradzieje człowieka, (tłum.) E. i J. Kaźmierczakowie, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1982, s. 40.

ROZDZIAŁ IPOSTRZEGANIE OSÓB Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI

Przyglądając się historii ludzkości, łatwo zauważyć, iż niewiele można w niej znaleźć zapisów na temat niepełnosprawności. Na próżno szukać szczegółowych lub nawet szczątkowych procesów rehabilitacji, leczenia czy też wsparcia osób z niepełnosprawnościami. Ludzie albo się ich wstydzili, chowali, albo nawet w skrajnych wypadkach unicestwiali. Działo się tak, ponieważ przez całe stulecia osoby z niepełnosprawnościami nie miały żadnych praw. Stosunkowo lepiej wiodło się tym, które mieszkały z bliskimi lub pochodziły z bogatych czy szlacheckich rodzin. Pozostałe osoby, które nie miały takiego szczęścia, żyły samotnie, pozbawione jakiegokolwiek zainteresowania zarówno ze strony ówczesnego społeczeństwa, jak i państwa. Sytuacja taka trwała niezmiennie aż do XVII wieku, kiedy to zaczęto stopniowo zmieniać zdanie na temat ludzi z niepełnosprawnościami. Zaczęto postrzegać ich jako osoby pełnowartościowe, niezwykle wrażliwe, z ogromnym potencjałem intelektualnym. Zaczęto zastanawiać się nie tylko nad przyczynami przychodzenia na świat ludzi o odmiennym poziomie intelektualnym, posiadającymi inną budowę ciała lub pozbawionymi pewnych cech, charakterystycznych dla przeciętnego człowieka, jak wzrok czy słuch. Z wielkim oporem rozpoczęto proces przełamywania niezliczonej liczby barier rozdzielających ludzi sprawnych i niepełnosprawnych. Proces ten trwa nieprzerwanie do dnia dzisiejszego i zapewne nie zakończy się prędko.

Postrzeganie oraz stosunek do osób z niepełnosprawnościami zmieniał się wraz z rozwojem cywilizacji. Było to następstwem lub wynikiem postępu technicznego i społecznego. Wyznaczały go dominujące na danym etapie rozwoju historycznego poglądy filozoficzne, społeczne, wierzenia religijne, moralność, systemy wartości, a także zwyczaje i obyczaje. Na przestrzeni dziejów naszej cywilizacji postawy wobec osób z niepełnosprawnościami zatoczyły wielkie koło – począwszy od postawy integracji plemiennej u ludzi pierwotnych, izolacji w czasach starożytnych, średniowiecznej dyskryminacji, późniejszej segregacji, na integracji w czasach nam współczesnych skończywszy.

 

1.1. STAROŻYTNOŚĆ

O traktowaniu osób z niepełnosprawnościami w czasach starożytnych także wiemy bardzo mało. Wiadomo jednak, iż była to przeważnie postawa dyskryminująca. Niepełnosprawność traktowano wówczas jako przejaw działania sił nadprzyrodzonych, a dotknięte nią osoby zazwyczaj skazywano na śmierć. Dla przykładu, Inkowie wierzyli, iż zniekształcenie ciała ludzkiego jest wynikiem działania nieprzychylnych duchów bądź karą bogów, dlatego izolowali chorych lub odmiennych od reszty swojego społeczeństwa. Osoby niesłyszące, niemówiące, ociemniałe, upośledzone, garbate i kulawe były skupione w oddzielnej kaście, która mogła zamieszkiwać tylko wybrane budynki i przebywać w ściśle określonych miejscach. Segregacja u tych Indian była posunięta do tego stopnia, że dla członków tej kasty przeznaczano płody ziemi z odpowiednio wyznaczonych pól i sadów. Ponadto osoby z niepełnosprawnościami mogły wchodzić w związki małżeńskie jedynie z osobami dotkniętymi tą samą dysfunkcją, na przykład niewidomi z niewidomymi.

Na podstawie badań etnologicznych Jana Koty, ogłoszonych w książce Obchodzenie się ze starcami i chorymi u narodów pierwotnych, stwierdza się, że w plemionach Australii i Nowej Gwinei niewidomych porzucano, ale nie uśmiercano, chyba że na ich własne życzenie. Prawo wspólnoty stawiano nad prawem jednostki – nie zajmowano się nią, gdy zagrażało to bezpieczeństwu wspólnoty. W Polinezji niewidomi byli wyszydzani[1].

Starożytne mity mezopotamskie odzwierciedlają pewien stosunek ówczesnego społeczeństwa do niepełnosprawności. Wiele z nich zawiera przekonanie, że człowiek, zarówno pełnosprawny, jak i z niepełnosprawnościami, został stworzony przez bogów, aby dla nich pracował. Dowodem na to jest sumeryjski mit o Enki i Ninmah – dwóch bogach odpowiedzialnych za tworzenie ludzi. Enki stworzył człowieka, aby był sługą króla, ale nie mógł zginać i podnosić rąk[2]. Drugiego człowieka, który był niewidomy, stworzył muzykiem. Trzeci mężczyzna, o sparaliżowanych nogach, otrzymał umiejętności złotnika, a czwarty, który był upośledzony intelektualnie albo głuchy, został kurierem lub posłańcem[3]. W starożytnej Mezopotamii świątynie zapewniały wsparcie dla wdów, sierot, starców, kobiet (zwłaszcza starszych), osób z niepełnosprawnościami (szczególnie niewidomych i głuchych). Ludzie tacy mieli możliwość pracy w świątyni, począwszy do sprzątania, na zarządzaniu majątkiem świątyni skończywszy. Była to praca na chwałę i świetność bogów. Osoby, których niepełnosprawność powstała z powodu lub na skutek umyślnego zranienia przez innego człowieka, otrzymywała rekompensatę w postaci finansowej albo w naturze (na przykład żywność), której celem było wyrównanie strat oraz potencjalnie utraconych zarobków bądź kosztów rehabilitacji. Na tym jednak kończyła się tolerancja starożytnych mieszkańców Mezopotamii. Mniej wyrozumiali byli dla osób z bardzo widoczną niepełnosprawnością. Ludzie tacy byli uważani za niebezpiecznych dla społeczeństwa – szczególnie cierpiący na nieuleczalne wówczas choroby, takie jak trąd. Osoby uznane za niebezpieczne dla społeczeństwa były zazwyczaj skazywane na śmierć[4]. Okrutnie obchodzono się również z osobami mającymi problemy z komunikowaniem się. Jąkających się, głuchych czy niewidomych uważano za zbędnych dla społeczeństwa, więc pozbywano się ich poprzez wypędzenie na pustynię i zostawieniu samym sobie[5].

Jako ciekawostkę można podać, iż w starożytnej Mezopotamia narodziny potworka traktowane były jako wróżba. Wynikało to między innymi z faktu, że ludy zamieszkujące ówcześnie Mezopotamię uprawiały wróżbiarstwo, a ono samo w sobie stanowiło wówczas ważną dyscyplinę naukową. W efekcie powstała astrologia – stworzona przez późniejszych Babilończyków[6]. Trudno określić jednak, jak poza tym traktowano osoby z niepełnosprawnością w Mezopotamii – już po ich narodzinach i po wykorzystaniu ich w charakterze wróżby.

W ruinach świątyni Memfis, w starożytnym Egipcie, zbudowanej około XV wieku p.n.e., odnaleźć można uwiecznioną postać kapłana, którego noga nosi znamiona deformacji, wskazując na przebytą chorobę Heinego-Medina. Mimo tego zniekształcenia, pełnił on ważną i zaszczytną funkcję, co może świadczyć o tym, iż w tym państwie nie wszystkie osoby chore były dyskryminowane i izolowane od reszty zdrowego społeczeństwa. Niemniej osoby kalekie i odmienne traktowano gorzej, a dzieci takie uśmiercano.

Karły były szczególnie dobrze traktowane w starożytnym Egipcie. Osoby karłowate osiągały bardzo wysoką pozycję w hierarchii społecznej. Wskazują na to liczne hieroglify w grobowcach i piramidach faraonów. Bardzo popularnym bóstwem zagrody domowej był Bes. Był to karzeł, któremu przypisywano zdolność ochrony ciężarnej kobiety lub przyszłej matki w wieku rozrodczym, a następnie urodzonego dziecka. Wyobrażano sobie, iż Bes podczas snu domowników wykonuje taniec po domostwie, odstraszając tym samym złe duchy, które mogły rzucić klątwę na dziecko lub matkę. Po porodzie Bes był zawsze w pobliżu dziecka. Kiedy dziecko się śmiało albo uśmiechnęło się bez wyraźnego powodu, wierzono, że Bes był gdzieś w pobliżu. Figurę Besa trzymano blisko drzwi, często w progu, aby chronić domowników.

Inaczej podchodzono do problemu niepełnosprawności w Sparcie, gdzie kult walecznego, pięknego, silnego wojownika determinował poczynania wobec ludzi z jakąkolwiek ułomnością. Zatem los osób z niepełnosprawnościami był z góry przesądzony. Nadzór państwa nad obywatelem rozpoczynał się zaraz po jego narodzinach. Noworodek był przedstawiony przez ojca eforowi, czyli urzędnikowi państwowemu. Chore, słabe lub w jakiś sposób inne dzieci były pozbawiane życia[7].

W Sparcie dzieci były własnością państwa, nie rodziców, a rezygnacja z niepełnosprawnego potomstwa było wymogiem prawnym. Nowo narodzonym niemowlętom pozwalano żyć tylko i wyłącznie wówczas, gdy były sprawne fizycznie i umysłowo. Musiały być prawidłowo rozwinięte, bez żadnych anomalii i deformacji fizycznych. Jeżeli występowały jakieś odstępstwa od przyjętego wzorca, to bez skrupułów zalecano usunięcie dziecka ze spartańskiej społeczności. Takie praktyki były obecne we wszystkich państwach greckich. W Sparcie o tym, czy dziecko pozostanie przy życiu, czy też umrze, decydowali urzędnicy państwowi. Prawo decydowania o losie dziecka przysługiwało nie ojcu, lecz starszyźnie społecznej – członkom fyli[8]. Każda jednostka, niezależnie od statusu społecznego, od urodzenia podporządkowana była nieubłaganym prawom państwowym[9].

Według Plutarcha, każde dziecko było kontrolowane przez starszych społeczności od razu po porodzie; jeśli wyglądało zdrowo, mogło żyć. Decydentem była więc swego rodzaju Rada Starszych. Ojciec przynosił niemowlę do drobiazgowego przeglądu sprawności psychofizycznej eforom – wysokim urzędnikom państwowym. Ci kierowali się przede wszystkim względami społecznymi, gdyż tężyzna fizyczna, obok karności, była podstawą spartańskiego wychowania. Najlepsze jednostki gwarantowały ciągłość i wysoką jakość całej wojskowej społeczności, najgorsze zaś były zbędne i nieprzydatne. Egzekucje słabych i niedorozwiniętych dzieci odbywały się poprzez porzucenie ich na wzgórzach Tajgetu[10], gdzie było skazane na śmierć głodową. Mógł je stamtąd zabrać jedynie litościwy helot[11] i wychować na niewolnika[12]. Życie jednostki w spartańskim społeczeństwie miało wyłącznie wartość instrumentalną i użytkową. Według prawa (...) życie Spartan było całkowicie podporządkowane interesom i rozkazom państwa. Sprawy prywatne poszczególnych obywateli, ich poglądy i dążenia nie były w spartańskiej organizacji państwowej brane pod uwagę. Każdy Spartanin rodził się i żył całkowicie dla wspólnego dobra reprezentowanego przez państwo. Dla jego bezpieczeństwa żył w stałym pogotowiu bojowym, wykonywał ofiarnie wszystkie jego rozkazy, a w razie potrzeby ginął mężnie na polu bitwy[13]. Takie prawo wprowadził Lykourgos, legendarny przywódca Spartan, w celu stworzenia rasy panów. Łatwo jest znaleźć paralele pomiędzy społeczeństwem Spartan, zbudowanym na idei czystości rasowej, militaryzmu, i nazistami, którzy również działali w celu wyeliminowania niepełnosprawnych poprzez wymuszenie sterylizacji osób z upośledzeniem i dali lekarzom prawo do przeprowadzania przymusowych aborcji. Naród Spartan miał być silny i zdrowy, pozbawiony wszelakich ułomności i deformacji. Trudno jednak powiedzieć, w jaki sposób odnoszono się do niepełnosprawności nabytej, nie ma bowiem informacji na ten temat[14].

Spartanie dbali przede wszystkim o wysoką sprawność fizyczną oraz o siłę mięśni. Miały się do niej przyczyniać dobrze dobrane pod względem tężyzny związki małżeńskie i pozamałżeńskie, o których kojarzeniu decydowały względy eugeniczne[15]. Wszystko było pod tym względem starannie przemyślane. Zalecano, a pewnie i stosowano w praktyce, eugenikę społeczną (eu genos – z gr. – dobrego pochodzenia, z dobrego rodu, rasowy)[16]. Polegało to na łączeniu w pary skrupulatnie wyselekcjonowanych kobiet i mężczyzn. Ich połączenie dawało prawdopodobieństwo, że potomstwo będzie posiadało jak najlepsze, preferowane cechy fizyczne i psychiczne, będące wypadkową cech obojga rodziców.

Inną praktyką, wymienianą czasami w źródłach wtórnych w odniesieniu do osób z niepełnosprawnościami, jest Pharmakos[17] lub kozioł ofiarny. W czasach wielkiego kryzysu, kiedy wspólnota była zagrożona, zinstytucjonalizowaną praktyką był wybór kogoś, aby uspokoić i zaspokoić bogów oraz oddalić zagrażające niebezpieczeństwo czy plagę[18]. Chociaż praktyka taka jest opisana w legendzie o Perseuszu, gdzie piękna Andromeda jest przykuta do skały i pozostawiona na pożarcie przez morskiego potwora, w rzeczywistości wybierano osoby najsłabsze, najmniejsze z całej wspólnoty: często kogoś biednego, brzydkiego lub z deformacją ciała[19]. Istnieją również spekulacje, że kozłem ofiarnym była osoba skazana na śmierć. Johannes Tzetzes w XII wieku n.e. pisze, że taką ofiarę przywiązywano do murów miejskich z żywnością umieszczoną w dłoniach i pozostawiono na łaskę zwierząt i ptactwa. Tzetzes oparł swoją pracę na dziełach poety Hipponaksa (VI wiek p.n.e.), który opisał tego typu przypadek. Praktyka ta jest przedstawiana również przez Lizjasza i Philostratusa, którzy opisują nieoficjalną pharmakos i (jak nazwalibyśmy to dzisiaj) przemoc wobec mężczyzny z niepełnosprawnością, jaka miała miejsce w mieście Apollonia, dotkniętym plagą[20].

U starożytnych Greków istniały wyraźne różnice w stosunku do niepełnosprawności. Niepełnosprawność uznawana była za słabość ludzkiego ciała (na przykład kulawizna, ślepota, głuchota itd.), a w odniesieniu do wrodzonych lub nabytych dysfunkcji za teratę, od greckiego słowa Teras, czyli potwory (na przykład gdy osoba nie posiadała kończyny lub posiadała dodatkowe kończyny, palce, ewentualnie gdy brakowało jakiejś części ciała lub wyglądała ona inaczej). Stosunek do osób z niepełnosprawnościami różnił się w zależności od przyczyny jej nabycia: jeżeli było wiadomo, że ktoś był niewidomy od urodzenia, okazywano takiej osobie dużo współczucia, ale jeśli został niewidomym w wyniku nadmiernego używania alkoholu, to do osoby takiej najczęściej odnoszono się z obrzydzeniem[21]. Podobnie osoby, które nabyły niepełnosprawność w wyniku ran wojennych lub wypadków (zwłaszcza przy budowie budowli publicznych), były traktowane lepiej od tych, które miały wrodzone niepełnosprawności[22].

Aby zrozumieć kulturę, historycy zajmujący się starożytnością często muszą spojrzeć na nią z punktu widzenia mitologii. W przypadku starożytnej Grecji jest to szczególnie istotne, ponieważ ówcześni Grecy sami uznawali swoją mitologię jako pewnego rodzaju źródło swojej kultury i historii. W literaturze greckiej było trzech bogów opisanych (mitologii greckiej) jako niepełnosprawnych: Hefajstos, Thersites i Tejrezjasz. Hefajstos był mitycznym greckim bogiem ognia i rzemieślników. Był synem Hery i Zeusa. Hefajstos był kulawy, ponieważ został zrzucony przez Zeusa z Olimpu na wyspę Lemnos, gdy wstawił się za matką wiszącą na tej górze. W wyniku upadku złamał nogę. Zaopiekowała się nim bogini morska Tetyda. Po dziewięciu latach sprowadził go na Olimp Dionizos – bóg wina. Jego kalectwo było źródłem humoru w tekstach Homera, choć praca Hefajstosa była bardzo szanowana. Thersites był fikcyjną postacią opisaną przez Homera w Iliadzie (księga 2). Był to bezczelny, złośliwy, najtchórzliwszy i najbrzydszy uczestnik wojny trojańskiej Odznaczał się rzadkimi włosami, przygarbionymi ramionami i krzywymi nogami. Wiele razy wszczynał kłótnię z dowódcami wojsk achajskich podczas wieców, w czasie których obrażał ich i buntował się przeciw nim. Kiedy się odgrażał, że postara się obniżyć morale armii, Odyseusz wychłostał go swym berłem lub kijem. Trzeci z nich, Tejrezjasz, był niewidomym prorokiem, afiliowanym przez Zeusa. Istnieje wiele opowieści o tym, w jaki sposób stał się niewidomy – podobno była to kara bogów za to, że ujawnił ich tajemnice.

Starożytna kultura grecka była pod każdym względem kulturą agonistyczną (od gr. słowa agon – zawody)[23]. Rywalizowano ze sobą nie tylko w sporcie, ale także w filozofii (zawody na argumenty), w teatrze, muzyce, tańcu, poezji, przemowach publicznych, śpiewach, szczodrości, liczbie znanych cytatów klasycznych pisarzy itp.[24]. Grecy byli skorzy do rywalizacji, do konkurowania ze sobą, do zabawy, zmagań, walki. Jak donosi starożytny historyk Plutarch z Cheronei, Spartanie kłócili się z Ateńczykami nawet o miejsce, które chcieli zająć w szyku bojowym podczas walki ze wspólnym wrogiem, np. Persami. Ciągle się przy tym przechwalali swymi sławnymi i mężnymi poprzednikami[25].

Z kulturą agonistyczną wiąże się ideał kalokagatii (kalós kai agathós – piękny i szlachetny, wysportowany i wykształcony, wygimnastykowany i dbający o intelekt)[26], zawierający w sobie posiadanie proporcjonalnie i harmonijnie zbudowanego ciała i dbałość o nie[27]. W starożytnej Grecji o ciało dbano w najprzeróżniejszy sposób, także poprzez stosowanie zabiegów, jak na przykład: odpowiednia dieta, szczególna higiena, kąpiel przed ćwiczeniami i po ćwiczeniach gimnastycznych, nacieranie oliwą, mycie rąk przed jedzeniem, ablucje przed ceremoniami religijnymi oraz gimnastyka. Grecy za barbarzyńców uważali tych, którzy nie uprawiają sportu, nie gimnastykują się oraz nie potrafią mówić i pisać po grecku. Sport był dla nich czymś elitarnym. Ten charakter sportu podkreśla informacja Arystotelesa: Kreteńczycy (...) przyznali bowiem niewolnikom wszelkie inne prawa takie same, a tylko zabronili im dostępu do gimnazjów i posiadania broni[28]. O sprawność fizyczną dbano od wczesnego dzieciństwa aż po starość. Trzeba tutaj podkreślić, że każdy mężczyzna musiał uprawiać sport. Mężczyźni w miejscach do uprawiania sportu występowali zupełnie nago (zarówno podczas treningów, jak i podczas oficjalnych zawodów sportowych), wysmarowani oliwką. Ponieważ kobiety nie uczestniczyły w ogóle w życiu publicznym, nie obserwowały również walk. Niemal nadzy mężczyźni walczyli także na wojnie podczas licznych bitew (Sokrates i Platon uczestniczyli w kilku ważnych bitwach). Ochrona ich ciała przed ciosami była doprawdy znikoma, zważywszy na broń, której używali. Chronieni byli jedynie napierśnikami, nagolennikami, hełmem i tarczą. Walczyli mieczami i oszczepami – twarzą w twarz, bezpośrednio siekąc przeciwnika, strzelali do siebie z łuków, atakowali ciężkimi wozami bojowymi, zdobywali twierdze, gdy lał się na nich z góry ukrop: gorący olej lub smoła. Jednakże wojenne kalectwo było w Grecji szanowane, a weteranami wojennymi (lub w przypadku śmierci – ich dziećmi) opiekowało się państwo na swój koszt[29].

Ciekawe światło na sposób odnoszenia się do osób z niepełnosprawnościami rzuca pewien incydent dotyczący dwóch znakomitych i znanych w Atenach filozofów. Jeden z nich nie chciał podać ręki sparaliżowanemu koledze. Speuzyp z Aten – po założycielu Akademii (Platonie) jej następca i dyrektor – został sparaliżowany. (...) Pewnego razu wieziony na małym wózku do Akademii spotkał po drodze Diogenesa i pozdrowił go, ten odparł: Ale ja nie pozdrawiam ciebie, który godzisz się na życie w takim stanie. W końcu, w podeszłym wieku, będąc w stanie depresji, odebrał sobie życie[30]. Plutarch z Cheronei zostawił przekaz o podobnym przypadku, kiedy to kulawy konstruktor machin wojennych noszony był w lektyce[31]. Tomasz Sahaj twierdzi, że zasługi, zdolności i użyteczność tego typu postaci rekompensowały ich kalectwo[32]. Wiele osób w starożytnej, cywilizowanej Grecji, zwłaszcza z niższych warstw społecznych, mniej wykształconych oraz niewolników, odczuwało prymitywny i zabobonny lęk przed ludźmi poważnie chorymi, zdeformowanymi oraz odstającymi od psychofizycznej normy. Szczególnie widoczne to było, gdy nie znano danej osoby, etiologii i charakteru dysfunkcji, a symptomy choroby lub niepełnosprawności były nagłe, gwałtowne, straszne i niepokojące, jak przy padaczce i innych tego typu chorobach[33].

Aleksander Krawczuk opisuje historię, w której chory na padaczkę przerażał innych: Jeden z niewolników, chłopiec imieniem Tallus, dostawał ataków trzy lub cztery razy dziennie. Rzucało go na ziemię; pieniąc się tłukł głową na wszystkie strony, wyglądał okropnie. (...) Nikt ze służby za żadne skarby nie jadłby z nim ze wspólnej miski, nikt nie wypiłby z garnka, który on pierwszy przytknął do ust. A gdy tylko wchodził do izby, wszyscy spluwali, żeby odwrócić od siebie złego ducha[34].

Bardziej okrutną relację o traktowaniu osób z niepełnosprawnością fizyczną podaje Plutarch z Cheronei. Co ciekawe, działo się to w świcie Aleksandra Macedońskiego, a ich postępowanie było wynikiem czystej ignorancji. I raz po kąpieli, gdy koło Aleksandra stał młody służący bardzo upośledzony i o śmiesznej powierzchowności, ale umiejący pięknie śpiewać[35] – sprawdzono na nim działanie ropy naftowej, którą Grecy zobaczyli po raz pierwszy w Babilonii. Z ciekawości podpalili kalekę żywcem. Choć szybko go ugasili, ciężko poparzony chłopiec bardzo cierpiał[36].

W starożytnym Rzymie do osób z niepełnosprawnościami podchodzono bardziej humanitarnie niż w Sparcie. Dzieci z widoczną niepełnosprawnością zabijano dopiero po trzecim roku życia, sądząc, iż po tym okresie może zostaną uzdrowione. Ponadto w Imperium Rzymskim wyznacznikiem stosunku do człowieka była zajmowana przez niego pozycja społeczna. Bogaci, w przeciwieństwie do biednych, mogli liczyć na pomoc medyczną. Osoby z niższych klas, które z powodu niepełnosprawności nie były w stanie utrzymać się z pracy, początkowo wyrzucano na bruk, z czasem zaczęto ich wywozić na jedną z wysp Tybru, gdzie znajdowała się świątynia Eskulapa, by w spokoju mogli zakończyć swe życie. W Rzymie po raz pierwszy zwrócono uwagę, iż umysłowo chorych można leczyć, stosując różne terapie i środki. Prawnie usankcjonowano kuratelę krewnych oraz terapię składającą się z wina i łagodnej muzyki. Było to znaczący postęp, zważywszy na fakt, iż wcześniej po prostu zamykano ich w lochach, twierdząc, że światło wzmaga u nich halucynacje i urojenia.

Religia rzymska również zachęcała rodziców do pokazania swojego potomstwa. Sprawność fizyczna i zdrowie były uważane za znaki łaski bogów, a niepełnosprawność – za objaw ich niezadowolenia. Z tego powodu dziecko z niepełnosprawnościami często postrzegano jako formę kary boskiej, nałożonej na jej rodziców. Rzymianie byli bardzo przesądni, więc interpretowali niezwykłe naturalne zjawiska jako oznaki nadciągającej katastrofy, a to zwiększało podejrzenia względem osób z niepełnosprawnościami. Nieprawidłowe porody były wskazówką, że katastrofa może być tuż "za rogiem". Już sam rzeczownik monstrum jest podobny do czasownika monere oznaczającego aby ostrzec[37].

Ojciec posiadał całkowitą władzę nad swoją rodziną, wraz z jej całym żywym inwentarzem: żoną, dziećmi, niewolnikami i sługami. Władza ojca (patria potestas, manus) rozciągała się na wszystkich członków rodziny. W czasach najdawniejszych miał on wobec dzieci prawo życia i śmierci (ius vitae ac necis): mógł dziecko uznać i przyjąć do rodziny, mógł je też kazać porzucić, co często równało się śmierci[38]. Rzymski prawodawca oddał ojcu absolutną władzę nad synem, władzę, która trwała całe życie. Mógł go uwięzić, ochłostać, wysłać na wieś, by tam pracował jak więzień, a nawet zabić – pisał Dionizjos z Halikarnasu[39]. Rzymianin posiada więc straszną władzę, która zostanie mu odjęta dopiero w 374 roku n.e.: (...) prawo porzucania nowo narodzonych dzieci na śmietniskach publicznych, gdzie ginęły one z głodu i zimna, o ile nie zlitował się nad nimi przechodzień (...); niewątpliwie, o ile Rzymianin jest biedny, ucieka się tak samo chętnie jak niegdyś do tej swoistej formy legalnego dzieciobójstwa i (...) ojcowie stale porzucają bez wyrzutów sumienia zwłaszcza dzieci nieślubne i dziewczynki[40]. Takie postępowanie było powszechne. Nie zabraniały go ówczesne religie, tolerowała moralność. Jednakże, na co zwraca uwagę Elżbieta Żak, chociaż zjawisko porzucania dzieci występowało w całej historii państwa rzymskiego i na całym jego obszarze, nie można z niego wnioskować, że miało charakter masowy[41].

Dionizjos z Halikarnasu, retor i historyk z I wieku p.n.e., przedstawił treść ustawy królewskiej wydanej przez Romulusa, która nakładała na ojca obowiązek wychowania męskiego potomka i pierworodnej córki oraz zabraniała mu zabijania i porzucania dzieci do lat trzech. Ponadto ustawa nakazywała ojcu uśmiercać przez porzucenie natychmiast po urodzeniu dzieci potworki i kaleki. Niepełnosprawność dziecka musiała być potwierdzona przez pięciu świadków. Niepodporządkowanie się postanowieniom ustawy zagrożone było karą[42]. To stare prawo było powszechnie obowiązujące w Rzymie. Także następne nowelizacje prawa podtrzymały owe procedery. Ustawa XII Tablic zasadniczo powstała przez kodyfikację prawa już obowiązującego. Nic też dziwnego, że powtarzała postanowienie ustawy Romulusa na temat obowiązku niszczenia dziecka z niepełnosprawnościami lub potworka[43]. Monstrum vel prodigium przez prawo rzymskie traktowane były tak jak dzieci, które przyszły na świat nieżywe. W konsekwencji oznaczało to, że według prawa nie miały osobowości prawnej[44]. Podkreślić należy, że prawo rzymskie nie znało osobnego przestępstwa porzucenia dziecka. Sprawca podlegał więc karze, o ile jego czyn został uznany za zabójstwo[45]. Kompetentnymi i wystarczającymi świadkami tego, że kondycja dzieci jest niezadowalająca i trzeba się ich pozbyć, najczęściej byli najbliżsi sąsiedzi. Można sobie wyobrazić, ile mogło być pod tym względem nadużyć. Należało się jednak szybko decydować – w ciągu tygodnia – bo ósmego dnia w Rzymie obchodzono uroczyście urodziny dziecka i jego symboliczne wejście do rodziny (ojciec podnosił je w symbolicznym geście z ziemi)[46].

Z drugiej strony Ulpian (Gnaeus Domitius Annius Ulpianus), rzymski jurysta i pisarz (II wiek n.e.), oświadczył, że rodzice powinni mieć prawo do ubiegania się o posiadanie potomstwa, nawet jeśli ich dziecko mogło być wyłączone ze społeczeństwa.

Chociaż większość osób z niepełnosprawnościami mieszkających w Rzymie umierało poprzez zaniechanie lub brak leczenia, istnieje kilka przykładów dzieci, które były pielęgnowane i otoczone opieką. Pliniusz Młodszy daje przykład Quintusa Pediusa, wnuka konsula, którego Juliusz Cezar uczynił swoim wspólnym dziedzicem. Quintus Pedius nie mówił. Kiedy czołowy orator Messala Corvinus zalecił Quintusowi lekcje malarstwa, sugestia uzyskała aprobatę Octavii, siostry cesarza Augusta, która również wykazywała duże zainteresowanie postępami dziecka. Podobnie, przyszły cesarz Klaudiusz, który mógł cierpieć na porażenie mózgowe, otrzymał porządną edukację, właściwą szlachetnie urodzonym, oraz był szanowanym historykiem. Zarówno Quintus Pedius, jak i Klaudiusz czerpali korzyści z przynależności do rzymskich klas wyższych, co niewątpliwie uchroniło ich od losu przeciętnego Rzymianina z niepełnosprawnością.

W czasach starożytnych los większości osób z niepełnosprawnościami, w tym szczególnie niewidomych, sprowadzał się jednak do żebractwa. Mówca Cassius Severus zwracał uwagę na przedsiębiorstwa żebracze, w których pracowali niewidomi niewolnicy, żebrząc dla swego właściciela. Często niewidome dzieci były sprzedawane przez rodziny do takich przedsiębiorstw. Osoby ociemniałe w późniejszym wieku prowadziły wolne życie żebracze. We wszystkich państwach antycznych ślepotę uznawano za najcięższe kalectwo, a niewidomy żebrak miał pozycję uprzywilejowaną wśród proszących o jałmużnę. Ponad ten szeroko zorganizowany stan żebraczy mogli wybić się niewidomi, którzy wyróżniali się szczególnymi zdolnościami[47].

Jeden z filozofów powiedział: Kto był przyjacielem Muz, dysponował talentem śpiewaczym, potęgą słowa lub opanował sztukę gry na lirze czy harfie, ten cieszył się poważaniem jako pieśniarz ludowy lub bard. Kto miał dobrą pamięć, bogatą fantazję lub poetyckie zdolności, przekazywał potomności tradycje religijne i historyczne. A kto potrafił te talenty ubrać w szaty mistyki, otaczany był czcią, jako jasnowidz i prorok[48].

Zaczęto wierzyć, że ślepota sprzyja pogłębieniu ludzkiego poznania, który to pogląd przetrwał stulecia. Demokryt miał podobno odebrać sobie wzrok w nadziei głębszej medytacji filozoficznej.

Najgorszy był los niewolników, ponieważ ci cierpieli najbardziej. Niewolnictwo niosło za sobą wysokie ryzyko niepełnosprawności, ze względu na wytężoną i niebezpieczną pracę. Jeśli niewolnik stał się niezdolny do ciężkiej pracy fizycznej, wyrozumiały pan mógł przenieść go do wykonywania lżejszych obowiązków. Perykles, widząc niewolnika ze złamaną nogą, powiedział, że może on zostać opiekunem dziecięcia[49]. Ale tacy nieliczni niewolnicy byli szczęściarzami. Swetoniusz mówił, iż Cesarz Klaudiusz byłą autorem edyktu, w którym zakazał niewolnictwa osób z niepełnosprawnością. Uważał, iż ludzie ci nie powinni być zabijani – co wydaje się wskazywać na to, że wielu niewolników z niepełnosprawnościami było skazywanych na śmierć. Niektórzy Rzymianie nawet celowo okaleczali swoich niewolników z powodów czysto sadystycznych. Uważali też, że niepełnosprawny niewolnik działał jak talizman, trzymając zło z dala od swego właściciela. Za panowania cesarza Augusta wierzono, że dusza człowieka wędruje w czasie. Karły wskazywały żywemu człowiekowi najkrótszą drogę do niebios, zatem zbliżały ludzi do bogów. Żona Seneki posiadała karłowatego niewolnika o imieniu Harpaste[50].

Rzymianie lubili zbierać różnych "dziwaków" i byli gotowi płacić wygórowane ceny za "ciekawe okazy". Dom, w którym nie było paru karłów, niemot, głupków, eunuchów czy garbusów, których głównym zadaniem zdawało się być uleganie poniżeniom i bolesnym upokorzeniom, by zapewnić rozrywkę w czasie obiadów czy innych uczt, był postrzegany za nienadążający za modą. Osoby takie były oglądane jak zwierzęta egzotyczne, które w ówczesnym czasie były bardzo popularne. Kwintylian (35–96 rok) – rzymski retor i pedagog w dziedzinie teorii wymowy – posunął się do stwierdzenia, że Rzymianie byli skłonni zapłacić więcej za samo posiadanie niepełnosprawnych niewolników, niż za to, co oni potrafili. Pewien człowiek zapłacił ogromne pieniądze za "zrobienie" z niewolnika osoby niepełnosprawnej tylko po to, by odkryć, że osoba ta pomimo ułomności fizycznych pozostała inteligentna. Po tym "eksperymencie" zażądał zwrotu pieniędzy, zdegustowany wynikiem[51].

 

Rysunek 1.1. Antyczna rzeźba karła z marmuru, Villa Albani, Rzym

Źródło: L. Trentin, What's in a hump? Re-examining the Hunchback in THE Villa Albani-Torlonia, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.academia.edu/905269/Whats_in_a_Hump_Re-examining_the_Hunchback_in_the_Villa_Albani-Torlonia [dostęp: 4.10.2012].

 

Cesarze rzymscy szczególnie lubili karłów, często powierzając im poufne i odpowiedzialne stanowiska w sądzie (praktyka pochodząca z Egiptu). Tyberiusz, Klaudiusz, Neron i Domicjan są znani z tego, iż zatrudnili niewolników z niepełnosprawnościami jako bliskich powierników. W zapiskach pozostawionych przez Swetoniusza możemy przeczytać, że karzeł Tyberiusza otrzymał dozwoloną wolność słowa w wielu drażliwych kwestiach. Znany jest przypadek, gdy ten niewolnik podczas uczty zapytał publicznie cesarza o los Paconiusa, który został oskarżony o zdradę. Cesarz zbeształ go za hardość, ale kilka dni później napisał do senatu, aby ten jak najszybciej zdecydował o losie Paconiusa. Tyberiusz dzięki temu przyspieszył proces mężczyzny. Podobno cesarz Elegabalus posiadał tak wielu niezwykłych ludzi, że jego następca obawiał się o ich utrzymanie, które było na tyle kosztowne, iż mogłoby opróżnić skarbiec. Pozbył się zatem całej "kolekcji" bardzo szybko[52].

Jako ciekawostkę można dodać, iż w starożytnym Rzymie, w odróżnieniu od Greków i innych ludów indoeuropejskich, stosowano trójczłonowe nazwiska. Pierwszym z członów było imię (na przykład Gaius), drugim zaś – imię rodowe (na przykład Julius), natomiast trzeci człon to przydomek (na przykład Caesar – o bujnych włosach). Przydomków tych było zresztą mnóstwo, na przykład: Cicero (groszek), Brutus (głupek), Cato (surowych obyczajów) lub Pulcher (piękny). Były także przydomki, które zwracały uwagę na cechy anatomiczne, na przykład: Flaccus (o wielkich uszach) lub Mancinus (ułomny). Ten system nazwisk właściwy był dla całego społeczeństwa – zarówno dla warstw wyższych, jak i niższych[53]. Według Grzegorza Borowskiego ostatni ze wspomnianych przydomków może wskazywać, że w społeczeństwie rzymskim żyły osoby z niepełnosprawnościami i w jakiś sposób, przynajmniej częściowo, były akceptowane. Nadanie im przydomku "ułomny" mogło być oczywiście pewnym rodzajem stygmatyzacji, bardziej jednak świadczyło o włączeniu ich w strukturę społeczną starożytnego Rzymu, co samo w sobie było niewątpliwie wielkim wsparciem[54].

W społecznościach bliskowschodnich niechęć do osób z niepełnosprawnościami miała często podłoże religijne. W starożytnym Izraelu osoby niewidome, chrome, o zniekształconej twarzy, kalekie, ze złamaną ręką lub nogą, z bielmem na oku, liszajami, chore na świerzb i niedorozwinięte były wykluczone ze wspólnoty religijnej, gdyż te ułomności uniemożliwiały im składanie ofiar[55]. Jawnej dyskryminacji doświadczały również osoby z niepełnosprawnościami słuchu. Głuchym nie dawano takich samych praw jak pozostałym ludziom, ponieważ uznawano ich za podludzi. Według Tory i Talmudu osoby głuche nie mogły posiadać nieruchomości oraz innego majątku trwałego, brać udziału w duchowych obrzędach oraz występować w sądzie w roli świadka. Istniały również specjalne przepisy prawa dotyczące zawierania małżeństwa przez osoby głuche i z osobami głuchymi. Jeśli chodzi o niewidomych, to Żydzi wprawdzie nie uśmiercali dzieci dotkniętych ślepotą, ale sprzedawali je możnym, którzy zmuszali chłopców do żebractwa, a dziewczęta – do prostytucji. Dorośli niewidomi wykorzystywani byli do ciężkich prac w kopalniach, kamieniołomach, na galerach – gdzie przykuwano ich na całe życie. Zabijanie czy porzucanie dzieci niewidomych zabronione było również w Tybecie. U ludów germańskich, afrykańskich, azjatyckich oślepiano jeńców wojennych i przestępców, a następnie kierowano ich do ciężkich prac[56].

Biblia w Księdze Kapłańskiej opisuje, jak ludziom z niepełnosprawnościami zakazano bycia kapłanami lub uczestniczenia w mszy. W Księdze Kapłańskiej można przeczytać: Dalej Pan powiedział do Mojżesza: Tak mów do Aarona: Ktokolwiek z potomków twoich według ich przyszłych pokoleń będzie miał jakąś skazę, nie będzie mógł się zbliżyć, aby ofiarować pokarm swego Boga. Żaden człowiek, który ma skazę, nie może się zbliżać – ani niewidomy, ani chromy, ani mający zniekształconą twarz, ani kaleka, ani ten, który ma złamaną nogę albo rękę, ani garbaty, ani niedorozwinięty, ani ten, kto ma bielmo na oku, ani chory na świerzb, ani okryty liszajami, ani ten, kto ma zgniecione jądra. Żaden z potomków kapłana Aarona, mający jakąś skazę, nie będzie się zbliżał, aby złożyć spalaną ofiarę Panu. On ma skazę – nie będzie się zbliżał, aby ofiarować pokarm swego Boga. Jednakże wolno mu jeść pokarm swego Boga, zarówno święty, jak i najświętszy. Tylko nie będzie podchodził do zasłony i nie będzie się zbliżał do ołtarza, bo ma skazę. Nie będzie bezcześcił moich świętości, bo Ja, Pan, jestem tym, który je uświęca! Mojżesz powiedział to Aaronowi, jego synom i wszystkim Izraelitom[57].

Jednak chociaż osobom z niepełnosprawnościami odmówiono kapłaństwa i pewnych praw, prawo żydowskie podkreślało obowiązek ochrony bezbronnych sierot i wdów, kalek i ubogich. Niektóre części Talmudu określały niepełnosprawność jako święty stan, a podobne uczucia były wyrażane wobec tych, którzy pomagali ludziom z niepełnosprawnościami. W sercu prawa żydowskiego funkcjonowała idea, że każda istota ludzka – noworodek lub dorosły, zdeformowany bądź zdrowy, niewolnik czy wolny – został stworzony na obraz Boga. Zatem aborcja i dzieciobójstwo uznawano za praktyki pogańskie. Zakazano zabijania niemowląt, które były zniekształcone[58].

W państwie Izraelitów funkcjonował system szkolny dla dzieci pełnosprawnych, jednak na postawie zapisu w Księdze Chagiga, który brzmi: W sąsiedztwie rabina mieszkało dwoje dzieci głuchych, które codziennie udawały się razem z nim do szkoły, siadały naprzeciw nauczyciela, potakiwały głową w czasie lekcji i poruszały ustami[59]. Można więc przypuszczać, że do tych szkół uczęszczały nie tylko dzieci głuche, ale też z innymi niepełnosprawnościami.

Różny stosunek do osób z niepełnosprawnościami wynikał z rożnego rozumienia genezy dysfunkcji, szczególnie upośledzenia umysłowego, choroby psychicznej, ślepoty czy niemoty, jako rodzaju opętania i kary za grzechy (Izrael) bądź formy związków kultowo-mistycznych z bóstwem (Grecja, Indie). Z czasem stosunek osób sprawnych do niepełnosprawnych zaczęły normować sankcje religijne, np. buddyzm nakazywał zorganizowaną opiekę społeczną. Talmud dla przykładu traktował i traktuje wprawdzie ślepotę jako wielkie nieszczęście, nakazuje pomoc niewidomym, lecz jednocześnie uważa ich za podobnych zmarłym. Stosunek ten znalazł adekwatne odzwierciedlenie w ustawach pozbawiających niewidomego czynnych i biernych uprawnień obywatelskich, oślepienie zaś było jedną z najsurowszych sankcji karnych. Jedynie prawo rzymskie dopuszczało bogatego niewidomego do piastowania niższych stanowisk publicznych[60].

Tymczasem Celtowie wykazywali znacznie bardziej oświeconą postawę. Porządek społeczny opierał się na społeczności, demokracji i prawach jednostki. Każdy klan lub plemię w ramach własnego terytorium, było podzielone na trzy części (w zależności od stanu społecznego), które otrzymywały dochody ze wspólnej pracy lub łupów. Lider klanu i jego rodziny posiadał jedną część, kolejną odkładano do użytku dla biednych, chorych i niepełnosprawnych, a największa część była wspólna dla całego plemienia. Każdy członek plemienia pracował na własnej działce i płacił również podatki, które były częściowo wykorzystywane do utrzymania społeczności i wspierania potrzebujących. Celtowie mieli schroniska, sierocińce i szpitale. Najwcześniejsze znane było w Armagh w Irlandii 300 lat przed narodzinami Chrystusa. Starożytne prawo celtyckie ukazuje dobrze rozwiniętą służbę zdrowia. Każdy szczep był odpowiedzialny za opiekę nad chorymi, rannymi i niepełnosprawnymi. Obszar zamieszkiwania Celtów rozciągał się wówczas od Irlandii po Węgry, od Szwecji do Hiszpanię[61].

Wyjątkowa, jak na czasy starożytne, informacja na temat wspierania osób z niepełnosprawnością intelektualną pochodzi z Indii, gdzie w V wieku n.e. powstała książka nieznanego autora pod tytułem Pańczatantra (w wolnym tłumaczeniu: Przyjaciel wiedzy i lecznictwa). Pańczatantra to zbiór bajek i opowieści, gdzie znajduje się jeden z najstarszych opisów choroby umysłowej i wskazania świadczące o możliwości kształcenia dziecka upośledzonego. W książce tej najprawdopodobniej po raz pierwszy wyodrębniono upośledzenie umysłowe spośród ogółu chorób psychicznych. Poza tym wskazano pewne możliwości kształcenia osób z tym rodzajem niepełnosprawności[62]. Hinduskie święte księgi Wedy zawierają opisy porażenia mózgowego, epilepsji, otępienia i psychozy.

Z antycznej Babilonii znane są opisy epilepsji, zwanej tam świętą chorobą. Z zachowanych zbiorów prawa (między innymi z Kodeksu Hammurabiego) wynika, że osoby głuche, upośledzone bądź chore psychicznie zajmowały niską pozycję społeczną.

W starożytności istniało także kilka naukowych hipotez na temat niepełnosprawności. Dominującym przejawem stosunku do osób z niepełnosprawnościami było bezwzględne prawo selekcji naturalnej. Nawet Arystoteles, którego starania o to, by prawo określało surowe sankcje za nieprzestrzeganie zasad profilaktyki społecznej, a szczególnie za gorszący sposób postępowania, jednocześnie postulował wprowadzenie przepisów prawnych, które zakazywałyby wychowywania dzieci z niepełnosprawnościami. Te jego poglądy miały wpływ na kształtowanie się opinii publicznej. Znane są również sposoby pozbywania się dzieci dotkniętych niepełnosprawnościami w Sparcie. Król Likurg stworzył bezlitosne przepisy w stosunku do tych osób. Nakazywały one jak niepotrzebne chwasty usuwać je ze społeczeństwa, topiąc, zrzucając z gór i oddając dzikim zwierzętom na pożarcie[63]. Hipokrates wyrażał pogląd, że choroba psychiczna jest cierpieniem podobnym do innych schorzeń i odrzucał przekonanie jakoby psychicznie chory był opętany przez demony. Wedle prawa rzymskiego w epoce klasycznej nie podlegali karze szaleni i umysłowo upośledzeni. Te osoby uważane były za pozbawione woli i niezdolne do podjęcia zamiaru popełnienia przestępstwa. W okresie cesarstwa rozszerzono kryteria niepoczytalności. Rozporządzenie cesarzy Marka Aureliusza i Kommodusa postanawiało, że chory umysłowo dostatecznie szalony sam się karze. Zasadę tę przejęło następnie prawo justyniańskie. Nie podlegali karze oskarżeni dotknięci szaleństwem, otępieniem, obłąkaniem, niedołęstwem umysłu i bezmyślni[64]. Hipokrates twierdził również, że brak mowy u ludzi z głuchotą od urodzenia jest spowodowany niską aktywnością ruchową języka, co sprawia, iż mowa jest niewyraźna. Kilka wieków później inny, wielki lekarz rzymski, Klaudiusz Galen (170 rok), doszedł do wniosku, iż mowa i słuch mają wspólny ośrodek w mózgu, a uszkodzenie tego ośrodka powoduje głuchotę, niemotę lub obydwie dolegliwości równocześnie.

Platon zalecał w swojej rozprawie Państwo, aby lepsze dzieci oddawać do ochronki, do mamek, a noworodki gorsze porzucać albo zabijać. Według Platona choroby psychiczne są pochodzenia nadprzyrodzonego, choroby zaś umysłowe to wynik rozluźnienia więzi emocjonalnych między duszą rozumną i nierozumną. Można też przypuszczać, że również w starożytnym Rzymie, pomimo poniekąd odmiennych warunków, osoby z upośledzeniem umysłowym także pozbawiano życia. Seneka Młodszy pisał, że zabija się jednostki upośledzone, aby oddzielić niezdatność od zdrowia[65]. Platon stwierdził również, że kobiety, które zaszły w ciążę w wieku powyżej czterdziestu lat powinny mieć aborcję, a Arystoteles zalecał i dzieciobójstwo, i aborcję, jeżeli istniało ryzyko, że urodzi się zdeformowane dziecko. Poparł prawo obowiązkowej ekspozycji wszystkich zdeformowanych dzieci. Narodziny upośledzonego dziecka były interpretowane przez Greków jako kara zadana rodzicom przez bogów. Dziecko z niepełnosprawnościami w starożytnej Grecji i Rzymie było ekonomicznie uciążliwe i nieopłacalne[66].

Starożytny świat hellenistyczny nie był jedynym miejscem, gdzie żyły i funkcjonowały osoby z niepełnosprawnościami. W innych kulturach były one, jeśli niekoniecznie czczone, to przynajmniej, jak twierdzi wielu historyków, niepoddawane wykluczeniu. Inne kultury wręcz odwrotnie – eliminowały takie jednostki ze swoich szeregów.

Meksykańskie plemię Olmeków – kultura, która istniała od 1500 roku p.n.e. do 300 roku n.e. – stworzyło figurki i rzeźby przedstawiające osoby z niepełnosprawnościami, szczególnie z zespołem Downa. Ich płaskorzeźby ścienne często to rodzaj świętego totemu. Z tego, co udało się ustalić naukowcom zajmującym się tą kulturą, można wnioskować, iż kobiety, które urodziły takie dzieci, jak i samo dziecko, były czczone jak bóstwo Jaguara, otaczane opieką i szanowane. Te dzieci przez współczesnych zostały zdiagnozowane jako cierpiące na zespół Downa[67].

Inne plemiona indiańskie, zamieszkałe w dorzeczu Amazonki, uśmiercały dzieci, które urodziły się z niepełnosprawnościami. Motywy uśmiercania dzieci różniły się w zależności od plemienia. Na śmierć skazywane były noworodki nie tylko niezamężnych kobiet, lecz także z niepełnosprawnością fizyczną i upośledzeniem umysłowym. Niekiedy poświęcano bliźniaki, bo w niektórych plemionach panowało przekonanie, że jedno z bliźniąt reprezentuje dobro, a drugie zło, a ponieważ nie wiedziano, które jest dobre, a które złe – więc poświęcano oboje. Inne plemiona wierzyły, że tylko zwierzęta mogą wydać na świat więcej osobników niż jednego. Były także inne motywy, nawet bardziej błahe, na przykład to, że zabija się dzieci, które urodziły się z jakimiś znamionami, ponieważ sądzono, iż mogły one ściągnąć nieszczęście na całe plemię[68].

Rytuały uśmiercania polegały na zakopywaniu żywcem, na duszeniu, a nawet wieszaniu dzieci. To matka musiała dokonać egzekucji. W niektórych wypadkach mógł jej pomóc ojciec. U starożytnych Azteków istniał specyficzny ogród, w którym w klatkach umieszczano osoby zdeformowane i z niepełnosprawnościami, a potem wystawiano je na widok publiczny. Ludzie ci mogli jeść tylko to, co do klatek rzucała im publiczność[69].

 

1.2. ŚREDNIOWIECZE

Po upadku państwa rzymskiego starożytne zasady na ogół odchodziły w niepamięć. Dla średniowiecznego sposobu myślenia znamienne było postrzeganie niepełnosprawności jako kary za grzechy i upatrywanie w niej widomego znaku związków z szatanem (opętanie). Trudno jednak mówić o jakimś jednolitym traktowaniu niepełnosprawności w średniowieczu. Nawet u dawnych Germanów spotyka się różne ujęcia. Jak podaje Eberhardt Schmidt[70]: Wedle starszego prawa germańskiego obłąkany zabójca był obowiązany po swym wyzdrowieniu opuścić kraj; wedle edyktu longobardzkiego, czyn jego wprawdzie nie podlegał karze, jednak pokrzywdzony mógł go bezkarnie zabić[71].

W wiekach średnich przesądy i głupota przyczyniły się do powstania przekonania, iż osoby chore umysłowo to ludzie opętani przez siły nieczyste. Sytuacja taka nie omijała także ludzi z innymi niepełnosprawnościami, ze zdeformowanym ciałem, karłów czy pozbawionych kończyn. Jeszcze w XVIII wieku byli umieszczani w żelaznych klatkach, aby w niedziele i święta wystawiać ich na widok publiczny, gdzie widzowie za niewielką opłatą mogli drażnić nieszczęśników, których obronne i nieudolne ruchy wywoływały ogólny śmiech. Podobnie rzecz się miała z osobami chorymi psychicznie, zamkniętymi w szpitalach. W pewnym okresie, w dobrym tonie było zorganizowanie wycieczki do takiego przytułku, aby dobrze urodzone sfery miały rozrywkę. Należy jednak zaznaczyć, że równocześnie została wówczas zapoczątkowana opieka społeczna nad osobami z niepełnosprawnościami. To właśnie w średniowieczu powstały pierwsze przytułki. W relacjach między społeczeństwem a ludźmi z niepełnosprawnościami zaczęła dominować postawa izolacji i opieki. Osoby takie były umieszczane w zakładach, usytuowanych zwykle z dala od miast i osiedli. Stosunek społeczeństwa do osób z niepełnosprawnościami w tym okresie był zdeterminowany powszechnie panującym przekonaniem, że upośledzenie lub deformacja ciała jest karą za grzechy popełnione przez rodziców. Rodzina stawała się obiektem potępienia i pogardy. Uważało się, że niepełnosprawność jest dopustem Bożym, zatem ani upośledzonemu dziecku, ani jego rodzicom nie należy się nic ponad to, co dał im Bóg[72].

Średniowieczni Grecy i Rzymianie, z IV wieku po narodzinach Chrystusa, porzucali lub zabijali chorych i niepełnosprawnych. Dla przykładu, reakcją Cesarza Konstantyna na powstałe ogniska trądu było: Utopić wszystkich, aby chronić zdrowie i ograniczyć rozprzestrzenianie się choroby. Święty Zofio (Zotikos), przyjaciel i urzędnik Konstantyna, sprzeciwił się woli cesarza i założył kolonię trędowatych. Czyniąc tak, pokazał nowe spojrzenie na osoby z niepełnosprawnościami[73].

Zotikos, męczennik wczesnego chrześcijaństwa, żył w początkach IV wieku, za panowania Konstantyna i jego syna Konstancjusza II (337–361). Zoticos był Głównym Sędzią w sądzie Konstantyna w 330 roku. Gdy Konstantyn postanowił przenieść stolicę Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego do Konstantynopola, Zotikos podążył za nim. Tuż po przeprowadzce do Konstantynopola w 331 roku wybuchła plaga trądu, która spustoszyła miasto. Konstantyn i jego administracja postanowili przeciwdziałać epidemii poprzez utopienie osób dotkniętych trądem w Morzu Bosphorus. Zotikos sprzeciwił się decyzji i woli cesarza. Zamiast unicestwić setki ludzi, założył leprozorium w Pera (naprzeciw Konstantynopola). Sfinansował to z funduszy nadanych mu przez Konstantyna do innych celów. Chociaż Zotikos uratował swoją głowę przed toporem, Konstancjusz, który objął tron po śmierci Konstantyna w 337 roku, nie był przychylny ani jemu, ani jego pracy na rzecz trędowatych. Zlikwidował leprozorium w Pera, a jego samego wygnał w góry, gdzie przebywał on aż do śmierci w 361 roku.

Trzeba tutaj nadmienić, iż trędowaci już od czasów biblijnych nie mieli łatwego życia, chociażby dlatego, że nie istniały żadne nowoczesne leki. Trąd w Starym Testamencie oznaczał zarówno choroby skórne u ludzi, jak i różnego rodzaju pleśnie na przedmiotach. Trąd u ludzi był uważany za największą nieczystość, która wykluczała trędowatych nie tylko z kultu, ale także ze społeczności ludzkiej. W tym względzie religia Starego Testamentu i starożytny judaizm nie różniły się bardzo od innych religii i ludów.

W późniejszym okresie prawo dotyczące trędowatych złagodzono i pod pewnymi warunkami dopuszczano ich do uczestnictwa w liturgii synagogalnej. W czasach Jezusa na terenie Palestyny obowiązywały jednak surowe zasady, wyprowadzone z przepisów zawartych w rozdziałach 13–14 Księgi Kapłańskiej. Trędowaci musieli przebywać w miejscach odosobnionych, w celu ostrzeżenia i uniknięcia przypadkowego spotkania ze zdrowymi, chodzić w podartym ubraniu, z włosami rozpuszczonymi i z zasłoniętą brodą oraz wołać: Uciekać! Nieczysty! Uciekać! Nie dotykać![74].

W latach 541–542 w Konstantynopolu wybuchła następna epidemia dżumy. Przyczyną pandemii mogła być dżuma dymienicza, która najprawdopodobniej wywołała również "czarną śmierć" w XIV wieku. Według ówczesnych historyków dżuma Justyniana miała niemal ogólnoświatowy zasięg, docierając do centralnej i południowej Azji, Afryki Północnej i Arabii, a w Europie – aż do Danii na północy i Irlandii na zachodzie. Dżuma powracała w basenie Morza Śródziemnego z każdym pokoleniem, aż do ok. 750 roku. Współcześni historycy nazwali ją od imienia ówcześnie panującego władcy Bizancjum, Justyniana I, który sam zapadł na tę chorobę.

Pierwsze ogniska zarazy pojawiły się w Etiopii bądź w Egipcie i postępowały na północ, aż dotarły do Konstantynopola. Miasto sprowadzało duże ilości zbóż, głównie z Egiptu; właśnie tą drogą mogły dotrzeć pierwsze źródła zakażenia, wraz ze szczurami i pchłami żyjącymi w miejskich spichlerzach. Ludność Konstantynopola i całej Europy mogła być wówczas bardziej podatna na choroby po okresie głodu związanym z występującymi kilka lat wcześniej anomaliami klimatycznymi lat 535–536. Niedobór zboża, będący wynikiem klęski żywiołowej o szerokim zasięgu, mógł też odbić się na populacji szczurów, zwiększając w konsekwencji migracje pcheł[75].

Bizantyjski historyk Prokopiusz z Cezarei odnotował, że w szczytowym okresie zaraza zabijała 10 tys. mieszkańców Konstantynopola dziennie, chociaż dokładność tej liczby jest podawana w wątpliwość. Wiadomo natomiast, że brakowało miejsca na pochówek zmarłych i ciała pozostawiano niepogrzebane. Cesarz Justynian I wprowadził nowe prawo, aby sprawniej uporać się z zalewem spraw spadkowych, będących rezultatem licznych zgonów. W 527 roku stworzył zbiór praw zwany Institutiones sive Elementa, które ustanowiły system opieki dla osób z niepełnosprawnościami. Ustawodawstwo wprowadziło między innymi instytucję kuratora wyznaczonego dla osób głuchych lub niemych, mających słaby umysł, cierpiących na nieuleczalną chorobę lub niebędących w stanie zająć się własnymi sprawami[76]. Ponadto osobom z niepełnosprawnościami zapewniono leczenie. W ówczesnych czasach odwoływano się do kompetencji świętych, niektórzy z nich byli często wiązani z leczeniem medycznym. Najbardziej znanymi patronami w tej dziedzinie byli święty Kosma i święty Damian[77].

W przypadku świętych Kosmy i Damiana – patronów aptekarzy i lekarzy – jest wiele trudności z ustaleniem, o których świętych braci tak naprawdę chodzi. W hagiografii kościelnej występują trzy pary świętych braci o tych imionach. Wszyscy oni byli lekarzami-anargytami i żyli mniej więcej w tym samym czasie – w III wieku. Nie ma zbyt wielu publikacji na temat życia i działalności świętych braci, natomiast te, które istnieją, często powstały na podstawie opisów wizerunków świętych na ikonach lub obrazach i stwarzają często mylny wizerunek rzeczywistości. Wraz z powstaniem i rozwojem Kościoła Chrystusowego wielu jego członków diametralnie zmieniło swoje życie po przyjęciu chrztu. Wszędzie stało się wiadomym niebywałe męstwo męczenników Chrystusowych, poprzez których ukazywana była zwycięska moc i siła Zbawiciela. Drugi typ pojmowania świętości i naśladowania Chrystusa realizowany był poprzez chęć bezinteresownego służenia drugiemu człowiekowi. Dotyczyło to różnych dziedzin życia, między innymi niesienia pomocy medycznej, leczenia bez zapłaty, stąd zrodziło się pojęcie anargytów. Do nich należeli święci bracia Kosma i Damian. Kościół zna i czci trzy pary świętych[78].

Kult wokół tych dwóch męczenników powstał w Bizancjum. Rozprzestrzenił się na Sycylię i resztę Włoch w V wieku, by ostatecznie osiągnąć inne regiony Europy Zachodniej. W XIII wieku Ludwik IX Święty (1214–1270), król Francuzów, założył kolegium chirurgiczne imienia świętych Kosmy i Damiana w Paryżu. Odegrało ono wielką rolę w rozwoju medycyny, w tym leczenia i rehabilitacji osób z niepełnosprawnościami. Król Ludwik wspierał zakony, zwłaszcza żebraczy zakon franciszkanów, utworzony przez Franciszka z Asyżu, który głosił ideały ubóstwa i ascezy, oraz Zakon Rycerzy św. Łazarza opiekujący się trędowatymi. Dzięki takim ludziom poglądy na temat osób z niepełnosprawnościami ulegały zmianie. Najbardziej uwidoczniło się to w dobie odrodzenia, kiedy to pojawiły się koncepcje rzucające nowe światło na problematykę budzącą dotąd małe zainteresowanie – na sprawę nowego podejścia do zakresu i możliwości działań opiekuńczych nad ludźmi z niepełnosprawnościami. Takie podejście zainspirował jeden z największych pedagogów czasów nowożytnych – Jan Amos Komeński (1592–1670)[79]. W swym wielkim dziele Didaktika Magna/Opera didactica omnia (Wielka dydaktyka) opowiadał się za szeroko zakrojoną ideą powszechnego kształcenia, które miało w jego przekonaniu obejmować wszystkich, całą młodzież, bez jakiegokolwiek wyjątku. Uważał, iż nauczaniem należy objąć również tych młodych ludzi, którzy z racji swego upośledzenia umysłowego lub fizycznego znajdowali się poza nawiasem zwykłego życia społecznego[80].

 

Rysunek 1.2. Jan Amos Komeński

Źródło: Jan Amos Komeński, ulotka turystyczna miasta Leszno, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.leszno.pl/DATA/pliki/multimedia/broszury/jan_amos_komenski_pl.pdf [dostęp: 6.12.2012].

 

Średniowieczni chrześcijanie uważali wady wrodzone za produkt ludzkiej omylności, wynikający z grzechu pierworodnego Adama i Ewy. Święty Augustyn (354–430) twierdził, że dzieci, które urodziły się z niepełnosprawnościami, są wynikiem grzeszności człowieka. Według niego Bóg nigdy nie chciał, aby cnotliwe dziecię urodziło się z niepełnosprawnością. Uważał, że potworne, wadliwe lub zdeformowane noworodki zostaną przywrócone do normalnego kształtu człowieka po zmartwychwstaniu[81]. Oznacza to, że troska świętego Augustyna o osoby z niepełnosprawnościami nie wynikała z empatii, ale służyła poparciu argumentu, iż osoby te – ich byt, jestestwo i istnienie – są częścią planu Bożego[82]. Średniowieczną odpowiedzią na potrzeby osób z niepełnosprawnościami była filozofia świętego Augustyna i świętego Benedykta przejawiająca się w zapewnieniu jałmużny i miłości do osób ubogich i marginalizowanych, zamiast porzucania ich lub zabijania[83].

W zupełnie innym duchu jawi się filozofia świętego Franciszka z Asyżu (1181–1226). Ten patron ubogich, chorych i niepełnosprawnych, modelował swoją filozofię w oparciu o prostą naukę Pana Jezusa. Uczniowie świętego Franciszka musieli wyzbyć się z dóbr doczesnych, żyć wśród biednych, chorych i niepełnosprawnych. Musieli również poświęcić swoje życie służbie na rzecz tych, którzy nie byli w stanie troszczyć się o siebie[84].

Wczesnośredniowieczni pisarze europejscy, w tym również Beda, postrzegali głuchotę i niemotę bardziej w sferze psychologicznej, a nie jako funkcję cielesną. Mowa była uważana za produkt działania duszy na umysł i ciało.

Wedle islandzkiego kodeksu Graugans (vel Gragans) z 1117 roku, nie uważano psychicznie chorych za niepoczytalnych. Choroba ta stanowiła jednak okoliczność łagodzącą, gdyż chory sprawca mógł uwolnić się od ciężkiej odpowiedzialności przez zapłacenie odszkodowania pokrzywdzonej rodzinie w wypadku zabójstwa jej członka. Rozpoznanie choroby psychicznej nie należało do lekarzy, ustalano je na podstawie zeznań świadków, mężów zaufania godnych. Chorobę psychiczną identyfikowano z podnieceniem szałowym, żądano bowiem dowodu, że sprawca przed zabójstwem kiedykolwiek usiłował się zranić lub też wyrwał się z pęt, które mu, jako szalonemu, musiano nałożyć[85].

Wraz z rozwojem chrześcijaństwa w krajach, gdzie Kościół odgrywał ważną rolę, nastąpił przełom w spojrzeniu na niepełnosprawność i ludzi nią dotkniętych. Niestety, w średniowieczu nie skorzystano z nauk starożytnego Rzymu. Kościół, wymuszając tym samym większe posłuszeństwo, tłumaczył chorobę jako karę za grzechy, doświadczenie dla wybrańców lub działanie sił nieczystych. Szczególnie psychozy, paraliż, zaniki pamięci i epilepsja uznane zostały za znak obecności złego ducha. Posądzonych o czary i kontakty z diabłem palono na stosach, a opętanych leczono egzorcyzmami. Niestety: Nic innego nie mogło wnieść leczenie upośledzonych umysłowo i psychicznie chorych przez palenie ich na stosach, egzorcyzmy czy inne podobne obrzędy wypędzania diabła oraz skazywanie na tortury w ciemnościach i celach zamkniętych zwykle do końca ich życia[86]. Obiektem prześladowań najczęściej stawali się schizofrenicy i histerycy, często izolowani w domach dla obłąkanych. Ich sytuacja zmieniła się dopiero pod koniec XVIII wieku.

Zaznaczyć należy, iż w tym okresie upośledzonych umysłowo nie odróżniano od chorych psychicznie. U podstaw złego traktowania tych osób leżała chęć ratowania nieśmiertelnej duszy opętanego i uchronienia innych ludzi przed zgubnym wpływem diabła. Osoby takie zamykane były w specjalnych miejscach. W pobliżu bram miasta ustawiano niekiedy klatki, w których trzymano obłąkanych, narażając ich na pośmiewisko. W późnym średniowieczu zaczęły pojawiać się wypadki palenia ich na stosie, po bezskutecznych egzorcyzmach, święceniach i modlitwach. Jednocześnie w tym samym czasie epileptyków wpadających w ekstazę uważano za nawiedzonych przez Ducha Świętego i zalecano ich czcić, a samą chorobę nazwano chorobą świętego Walentego. Znaleźć można również zapisy, iż ludzi ślepych i częściowo kalekich uważano za szczególnie miłych Bogu. Zrodziło to przekonanie o większej skuteczności ich modłów u Boga, co dało tym ludziom szanse na lepsze warunki egzystencji[87].

Współczucie lub strach przed złymi duchami w ciele obłąkanego nie były jednakże jedynymi reakcjami na kalectwo. Często stawało się ono przedmiotem żartów, śmiechu i poniżania. Ludzi bawiły wszelkie deformacje ciała, brzydota, niemożność chodzenia czy nawet ślepota. Takie podejście nie było niczym niezwykłym dla Europejczyków. Oto opis zabawy urządzonej dla paryskiej publiczności w 1425 roku: Sprowadzono czterech ślepców w pełnym uzbrojeniu do parku, każdy miał kij w ręku, a w miejscu tym był i tęgi wieprz, na którego mieli zapolować. Tak też uczyniono i stoczyli bitwę bardzo osobliwą, gdyż zadawali wiele mocnych ciosów tymi kijami, a najgorsze im samym się dostały: bo kiedy w najlepsze starali się godzić w wieprza, godzili jeden w drugiego; gdyby byli uzbrojeni naprawdę, byliby się wzajemnie pozabijali[88]. Tak bawiła się gawiedź. Na dworach natomiast zamożnym i ponoć światłym ich mieszkańcom humor poprawiali ludzie obłąkani. Błaźnice, ludzie głupkowaci lub wręcz szaleńcy mieli przydać dworowi oryginalności, stanowili magnes dla dostojnych przyjaciół domu[89]. Moda ta dotarła również na polskie dwory. Pisano o obłąkanym chłopcu przebranym za kobietę usługującym wielkiemu kanclerzowi. Bogaczy, niestety, pociągała każda niemal odmienność, niektórzy byli nawet swoistymi kolekcjonerami, jak żyjący w XVI wieku kardynał Ippolito de' Medici, który znajdował przyjemność w gromadzeniu ludzi różnych ras z różnymi defektami. Natomiast najczęściej spotykanymi i cieszącymi się przez wiele wieków największą renomą paziami były karły[90]. Powszechną praktyką wobec osób z widocznymi zniekształceniami ciała było także pokazywanie ich na wiejskich jarmarkach. Również sami chłopi objeżdżali okoliczne wsie, pokazując za pieniądze swoje nowo narodzone dzieci obciążone wrodzonymi wadami. Publicznie pokazywanie pacjentów domów wariatów i zakładów psychiatrycznych miało miejsce jeszcze w XVII i XVIII wieku.

W średniowieczu poszczególne klasy i stany troszczyły się o zapewnienie opieki swoim dzieciom, organizując dla nich odpowiednie szkoły i instytucje, wyręczając rodzinę w wykonywaniu przez nią swych funkcji opiekuńczo-wychowawczych. W tragicznej sytuacji były jednak dzieci upośledzone umysłowo, kalekie, chore. Spośród dzieci z małżeństw niekościelnych, kalek i upośledzonych umysłowo rekrutowali się najczęściej włóczędzy, przestępcy i żebracy.

W związku z tym, iż chrześcijaństwo nawoływało do miłości bliźniego i wiązało zbawienie z wymogiem spełniania dobrych uczynków, zaczęły się organizować zręby opieki społecznej. Zakładano przytułki i schroniska nazywane zakładami charytatywnymi. Do nich z upływem czasu zaczęto również przyjmować upośledzonych umysłowo i chorych psychicznie. Trzymano się jednak w tym zakresie podstawowego założenia, że osobom tym nie należy dawać więcej aniżeli dał im sam Bóg. Niestety, w tym okresie Kościół nie podejmował ważnych kwestii dotyczących potrzeb osób z niepełnosprawnościami, ich leczenia, wychowania czy przygotowania do życia społecznego[91].

W średniowieczu również sytuacja niesłyszących nie uległa poprawie. Rozwój chrześcijaństwa w tym okresie spowodował ich odsunięcie poza nawias społeczeństwa, ponieważ zgodnie z przyjętym i utrwalonym poglądem świętego Augustyna, głuchoniemi byli niezdolni do przyjęcia i zrozumienia wiary chrześcijańskiej. Nie umiano powiązać utraty lub braku słuchu z niemożnością mówienia, co doprowadzało do absurdalnych sytuacji. Najczęściej takich ludzi posądzano o posiadanie siły nieczystej, o pochodzenie od samego diabła, szatana. Poglądy takie wynikały głównie z niewiedzy i strachu. W owym okresie społeczeństwo charakteryzowało się raczej niskim poziomem wiedzy i kultury, co stanowiło podatny grunt do rozwoju przesądów religijnych. Prowadziło to również do oddawania osób niesłyszących i niemówiących pod sąd Inkwizycji, a w konsekwencji – nawet skazywania na śmierć.

Poglądy i stereotypy dotyczące niesłyszących skutecznie separowały tę grupę społeczną. Wywodzący się jeszcze od Arystotelesa pogląd, że myślenie bez mówienia jest niemożliwe, skutecznie odcinał osoby niesłyszące od możliwości kształcenia, pracy, a nawet zakładania własnej rodziny. Prawodawstwo Karola V i Maksymiliana I nakazywało uważać osobę, która nie może mówić lub pisać, za umarłą. Dopiero pod koniec XVI wieku zaczął się stopniowo rozwijać system opieki charytatywnej, prowadzonej przede wszystkim przez klasztory, a obejmujący ubogich, starców i dzieci. System ten częściowo objął opieką także osoby głuchonieme[92].

Niepełnosprawność w średniowiecznym społeczeństwie muzułmańskim była traktowana jako problem medyczny i społeczny. Na przykład Awicenna, zgodnie z teorią nastrojów, przedstawiał jąkanie jako stan wywołany przez zmiękczanie i wilgotność[93] – problemy głosowe spowodowane przez wilgoć (chrypkę) zimno (słabość), suchość (zirytowanie) i ciepłotę (głośność)[94]. Postawy społeczne wobec osób z niepełnosprawnościami były również bardziej postępowe niż w ówczesnych społeczeństwach chrześcijańskich. Koran, święta księga muzułmanów, zawiera następujący werset: I nie dawajcie nierozumnym waszych dóbr, które wam dał Bóg jako utrzymanie; lecz dajcie im zaopatrzenie z niego i ubierajcie ich, i przemawiajcie do nich życzliwie (sura 4, 5)[95]. To przykład, że społeczeństwo muzułmańskie było bardziej tolerancyjne wobec osób z niepełnosprawnościami niż społeczności greckiego Wschodu i łacińskiego Zachodu. Al-Jahiz, wpływowy pisarz muzułmański, w swoim dziele Katib al Bursan sugerował, że fizyczne ułomności nie powinny powstrzymywać jednostki od możliwości bycia aktywnym w społeczności muzułmańskiej. Twierdził, iż takie dolegliwości to nie przekleństwo, ale oznaki Bożego błogosławieństwa i łaski. Jako przykład można podać postać wielkiego władcy i wodza Tamerlana (1336–1405), przed którym drżały narody Azji i Europy. Jego imię wywodzi się od przezwiska opisującego jego ułomność: T?m?r-e Lang (lub lenk), czyli Timur Kulawy. Ten wielki zdobywca i wódz był urodzonym wojownikiem. We wczesnej młodości trudnił się rozbojem i odniósł w walkach poważne rany: stracił władzę w jednej ręce i doznał poważnej kontuzji biodra. Według dzisiejszych kryteriów Tamerlan był więc osobą o znacznym stopniu niepełnosprawności. Nie przeszkodziło mu to jednak w utworzeniu imperium rozciągającego się od Anatolii do pogranicza Chin, od Syberii do Indii. W 1370 roku został wielkim emirem Mawarannahru (tereny położone nad Amu-darią). Od tego czasu systematycznie opanowywał obszary Azji Mniejszej i tereny dzisiejszego Iraku: w 1373 roku podbił Chorezm, w 1381 roku państewka leżące na terenie dzisiejszego Iranu, w 1388 roku pokonał chana Złotej Ordy Tochtamysza, w 1398 roku opanował większość terenów Indii, w 1401 roku najechał ze swą armią Syrię i spustoszył Damaszek, a w 1402 roku zadał klęskę Turkom osmańskim w bitwie pod Ankarą. Chciał jeszcze najechać na Chiny, ale zmarł w trakcie przygotowań do tej wyprawy w 1405 roku. Bezwzględnie karał wszelkie przejawy buntu, nakazując swoim żołnierzom budować piramidy... z ludzkich głów. Dbał o rozwój swojej stolicy – Samarkandy. Popierał rozwój handlu i rzemiosła. Był analfabetą, ale sprowadzał na dwór artystów, uczonych i lekarzy oraz otaczał ich opieką. Jak widać, pomimo niepełnosprawności dokonał wielkich rzeczy i stworzył imperium[96].

Karty historii odsłaniają przed nami ciekawe losy osób z niepełnosprawnościami, którym nigdy nie było łatwo żyć, a niekiedy wręcz zmagać się z wyjątkowymi wyzwaniami. Wśród nich był Prusjasz I (gr. ????????). Prousias (255–182 p.n.e.) to król Bitynii, który nosił przydomek Kulawy (gr. ?????, Ch?lós). Według Chronica Polonorum oraz Kroniki mistrzów pruskich władca ten panował nad Prusami, jak można szacować, od ok. 195 roku p.n.e. Według części kronikarzy (Aeneas Silvius Piccolomini, Sebastian Franek) król o imieniu Prusjasz miał ponieść klęskę w walkach z Rzymem, po czym przeniósł się nad Bałtyk i swój nowy kraj nazwał Prusy.

Inny władca wart wymienienia to Ludwik III Ślepy (880–928) – król Prowansji od 887 roku, król Włoch w latach 900–905, a także cesarz rzymski w latach 901–905.

Do niepełnosprawnych zaliczał się również Bela II Ślepy (węgr. Vak Béla, serb. Бела II; 1110–1141) – król Węgier od 1131 roku z dynastii Arpadów. Był synem Almosa i jego żony Przedsławy Światopełkówny, córki Światopełka II Michała, wielkiego księcia kijowskiego. Wraz z ojcem został oślepiony na polecenie swojego stryja Kolomana Uczonego, a następnie uwięziony w Dömös. W 1131 roku po śmierci Stefana II, króla Węgier, został jego następcą. Koronowany 28 kwietnia tego samego roku, zwołał zjazd do Aradu, gdzie stracono 68 możnowładców odpowiedzialnych za oślepienie króla i jego ojca. Bela musiał walczyć z Borysem Kolomanowicem, przyrodnim bratem zmarłego Stefana II. Belę wspierali między innymi Leopold III, margrabia austriacki, z kolei Borysa – Bolesław III Krzywousty, książę polski. Dnia 22 czerwca 1132 roku Bela II odniósł zwycięstwo nad rzeką Sajó, w praktyce rozstrzygające kwestię sukcesji po Stefanie II. W 1136 roku zajął Spoleto, a w 1137 roku część Bośni. Zmarł 13 lutego 1141 roku i został pochowany w katedrze w Székesfehérvár.

Znany jest również Henryk IV Ślepy (1112–1196) – hrabia Luksemburga od 1136 roku, hrabia Namur w latach 1139–1183 jako król Henryk I, a także inny władca – Magnus IV Ślepy (norw. Magnus Blinde; 1115–1139) – król Norwegii w latach 1130–1135 oraz 1137–1139, pochodzący z dynastii Yngling.

Najsłynniejszym władcą z niepełnosprawnością, który panował w okresie średniowiecza, był Baldwin IV Trędowaty (1161–1185), król Jerozolimy. Baldwin IV na tron Królestwa Jerozolimskiego wstąpił po śmierci ojca w 1174 roku. Biskup Wilhelm z Tyru, jego wychowawca, w swoich Dziejach spraw zamorskich opisuje moment, w którym zaczął podejrzewać, że jego wychowanek może być chory na trąd. Pewnego dnia Baldwin bawił się wraz z innymi dziećmi na placu pałacu, szczypiąc się w ramiona. Chłopcy, z wyjątkiem Baldwina, wydawali okrzyki bólu. Wilhelm sprawdził wtedy jego ramiona i rozpoznał objawy trądu. Diagnozę potwierdzili później lekarze. W tamtych czasach choroba ta była nieuleczalna. Początkowo miała przebieg łagodny, ale po objęciu tronu jego stan się pogarszał, cierpiał na niedowład kończyn, miał mocno zdeformowany nos. Z powodu trądu nie mógł mieć potomstwa; nie spodziewano się też, że długo pożyje. Do cierpień fizycznych dochodziły psychiczne, ale król nie poddawał się do końca. Kiedy ze względu na postępy choroby nie był w stanie sprawować rządów bezpośrednio, wyznaczał regentów, musiał też zmagać się z waśniami rywalizujących o wpływy na dworze stronnictw. I wbrew legendzie, nie nosił maski mającej ukrywać zdeformowaną trądem twarz. Gdy tylko pozwalał mu na to stan zdrowia, osobiście stawał na czele armii, odpierając kolejne najazdy Saladyna dążącego do odwetu za klęskę pod Montgisard. Kilkakrotnie znajdował się o krok od śmierci na polu bitwy. Wiosną 1179 roku, kiedy z niewielkim oddziałem przeprowadzał rozpoznanie na terenie wroga, spłoszył się jego koń. Uratowało go bohaterstwo Humphreya z Toronu. Sam Humphrey, jeden z najdzielniejszych rycerzy królestwa, został śmiertelnie ranny i zmarł kilka dni później. W czerwcu tego samego roku Saladyn pokonał siły króla pod Mardż Ujun. W trakcie bitwy Baldwina, który spadł z konia, uratował jeden z rycerzy, wynosząc go w bezpieczne miejsce. Król w czasie swoich krótkich rządów ponosił porażki w walce z ogarniętym obsesją dżihadu Kurdem, ale za każdym razem udawało mu się zmusić go do odwrotu. Zmarł w 1185 roku, w wieku 23 lat. Śmierć Baldwina IV stała się początkiem końca, z trudem wywalczonego przez uczestników I krucjaty, Królestwa Jerozolimskiego, które mimo rozlicznych zagrożeń za życia króla przeżywało okres prosperity. Nic dziwnego, że jego postać stała się inspiracją dla pisarzy, poetów i filmowców.

Karol II Andegaweński (1254–1309) – król Sycylii i Neapolu, tytularny król Jerozolimy – ze względu na swoją niepełnosprawność był zwany Kulawym. W dzieciństwie przeżył wypadek i z tego powodu do końca życia kulał. W 1268 roku otrzymał od ojca we władanie księstwo Salerno. Pomagał mu też w rządach, sprawując trzykrotnie w jego imieniu regencję.

Niewidomym władcą był Wasyl II Ślepy, zwany Ciemnym; (ros. Василий II Васильевич Тёмный; 1415– 1462) – wielki książę moskiewski w latach 1425–1462 (z kilkoma przerwami) z dynastii Rurykowiczów. Wnuk Dymitra Dońskiego, syn Wasyla I Rurykowicza i Zofii Witoldówny, córki wielkiego księcia Litwy, Witolda. Ojciec Iwana III Srogiego. Od 1425 roku, kiedy zmarł jego ojciec, musiał toczyć walki o tron moskiewski, najpierw ze stryjem Jerzym Rurykowiczem, a po jego śmierci w 1434 roku z jego synami: Wasylem Kosookim i Dymitrem Szemiaką. W roku 1432 roku poproszony o rozstrzygnięcie sporu chan Złotej Ordy Uług Mehmed (zm. 1446 roku) przyznał tytuł wielkiego księcia Wasylowi Ślepemu, ale pomimo to ten cztery razy tracił Moskwę: w latach 1433 i 1434 na rzecz Jerzego, ponownie w 1434 roku na rzecz Wasyla Kosookiego, a w 1446 roku na rzecz Dymitra Szemiaki. Wówczas, 16 lutego 1446 roku, został oślepiony przez spiskowców. Tron moskiewski odzyskał po roku, lecz walki o niego trwały aż do śmierci ostatniego z wrogich mu kuzynów – Dymitra Szemiaki, tj. do 1453 roku (Wasyl Kosooki zmarł w 1448 roku). Wojna domowa wyniszczyła państwo, ale poprzez konfiskatę majątków przeciwników także je scentralizowała. W 1449 roku Wasyl II Ślepy zawarł z królem Polski i wielkim księciem Litwy Kazimierzem IV Jagiellończykiem traktat pokojowy, który zakończył ekspansywną politykę Litwy na wschód.

Stefan V Ślepy (1417–1476) – ostatni władca (despota) niepodległej Serbii w latach 1458–1459 – jak wskazuje jego przydomek, również był osobą niewidomą. Był młodszym synem Jerzego I. Po śmierci brata Łazarza II 20 stycznia 1458 objął władzę, lecz już w marcu 1459 roku musiał opuścić Serbię.

Na koniec wymienić należy jeszcze Joannę Burgundzką, zwaną także Joanną Kulawą. Urodziła się w 1293 lub 1294 roku jako córka księcia Burgundii Roberta II i księżnej Agnieszki Francuskiej, najmłodszej córki króla Francji Ludwika IX i królowej Małgorzaty Prowansalskiej. W lipcu 1313 roku poślubiła Filipa Walezjusza, pana de Courtenay oraz hrabiego Andegawenii, Valois i Maine, kuzyna monarchów francuskich. Z tego związku pochodzili: Filip, Joanna, Jan II Dobry (przyszły król Francji), Maria, Ludwik, Ludwik, Jan i Filip.

Jeśli chodzi o nasze polskie podwórko, to o osobach z niepełnosprawnościami w średniowieczu nie wiadomo zbyt wiele. O schorzeniach Piastów trudno jest cokolwiek bliższego powiedzieć, ponieważ wzmianki kronikarskie są w tym wypadku nadzwyczaj lakoniczne. Chrobry na przykład popadł w ciężką chorobę, która nękała go przez kilka miesięcy ustawicznymi cierpieniami, Krzywousty tracąc ciągle siły i słabnąc, popadał w ciężką niemoc, a Kędzierzawego złożyła nagle choroba, a książę zauważył jej powolne wzmaganie się[97]. Tego rodzaju relacja nie stanowi oczywiście żadnej wskazówki diagnostycznej. Bardziej szczegółowo komentowano jedynie przypadki śmierci gwałtownej.

Średniowiecze wytworzyło także charakterystyczny typ somatyczny człowieka. Na podstawie szczątków kostnych można szacować, iż średni wzrost ówczesnych mężczyzn wynosił 165 centymetrów, a kobiet – 150 centymetrów. Na obniżenie wzrostu, oprócz uwarunkowań genetycznych, wpłynęła przede wszystkim mnogość klęsk głodowych, które wyniszczały głównie osobniki najwyższe, u pozostałych zaś hamowały procesy wzrostowe. Utrwalał się zatem genetyczny model człowieka niskiego, charakterystyczny dla średniowiecza aż po wiek XV. Czynniki hamujące wzrost w znacznie mniejszym stopniu oddziaływały na linie książęce, wśród których nie występowało przecież zjawisko niedożywienia. Spotykamy zatem wśród Piastów jednostki nader wysokie. Do najwyższych zaliczyć należy: Kazimierza Odnowiciela, Bolesława Wysokiego, Władysława Laskonogiego, Kazimierza Wielkiego, Henryka Rumpolda, Bernarda Zwinnego. Wyjątkowo niskim wzrostem odznaczali się natomiast Władysław Łokietek i, spokrewniony z nim poprzez swoją matkę, Bolko Świdnicki[98].

Ludzie żyjący w średniowieczu, pomimo niezbyt pokaźnego wzrostu, mieli dość znaczną nadwagę, co szczególnie mocno uwidoczniało się w populacji kobiecej. Jednakże nadwaga nie wynikała naturalnie z nadmiernej ilości spożywanych pokarmów, lecz z charakterystycznej budowy ciała, o znacznym przeroście układu kostno-mięśniowego, co wiązać należy z ciężką pracą fizyczną. Na przykład nadmierna otyłość u Piastów miała oczywiście swoje źródło w spożywaniu przez nich olbrzymich ilości tłustego mięsiwa – przydomki Gruby, Otyły lub Brzuchaty nie należały zatem wśród nich do rzadkości.

Dynastia piastowska charakteryzowała się także pewnymi wadami rozwojowymi o podłożu genetycznym. Był to przede wszystkim nadmierny przerost kości goleniowych, który sprawiał, że niektórzy książęta wyglądali dość groteskowo. Wymienić tu można Konrada Laskonogiego, Władysława Laskonogiego, Mieszka Plątonogiego. Stosunkowo częste były także wśród nich skrzywienia kręgosłupa uwidocznione w przydomku Garbaty[99].

W czasach rozbicia dzielnicowego żył śląski książę Mieszko IV Plątonogi. Był on drugim synem Władysława II Wygnańca i niewątpliwie musiał mieć kłopoty z chodzeniem. Pewnie dlatego nie zdobył takiej sławy jak jego brat Bolesław Wysoki, który uczestniczył w turniejach rycerskich i był ulubieńcem płci niewieściej. Bolesław, w przeciwieństwie do Mieszka, nie grzeszył mądrością i pozwolił, by ten zajął dzielnicę raciborską oraz kasztelanię bytomską i oświęcimską. Mieszko Plątonogi ożenił się z czeską księżniczką Ludmiłą i miał z nią pięcioro dzieci. Związek ten był początkiem nowej linii Piastów śląskich, która przetrwała aż do XVII wieku. Źródła niewiele mówią o jego niepełnosprawności, ale chyba jakoś sobie z nią radził, skoro potrafił nie tylko przetrwać, ale nawet osiągnąć szczyty władzy. Mieszko Plątonogi przez całe życie dążył do tego, by zasiąść na tronie krakowskim. Udało mu się to w 1210 roku, na rok przed śmiercią[100].

Wśród innych władców średniowiecznej Polski należy wymienić jeszcze Wacława II, który cierpiał na przeróżne fobie związane z miauczeniem kotów i odgłosami burzy, a zmarł – według kronikarza – na suchoty. Objawy nie są jednak w tym przypadku nazbyt precyzyjne i równie dobrze charakteryzować one mogą chorobę nowotworową[101].

Dynastia Jagiellonów także była obarczona pewnymi wada fizycznymi i psychicznymi. Władysław Jagiełło był na ogół człowiekiem zdrowym, chociaż przeszedł malarię i zapalenie płuc, a na starość miał kłopoty ze wzrokiem. Był wszakże alergikiem uczulonym na zapach jabłek. Jagiełło słynął z tego, że miał wrodzoną wadę w postaci dolnej wargi wywiniętej na zewnątrz. Widać to nawet na jego sarkofagu. Przekazał tę cechę synowi, Kazimierzowi Jagiellończykowi. A poprzez córki Kazimierza dostali ją w spadku Habsburgowie, łącznie ze słynnym cesarzem Franciszkiem Józefem[102]. O niepełnosprawności starszego syna Jagiełły, Władysława, nie można nic powiedzieć, ponieważ w wieku 20 lat poległ pod Warną. Natomiast młodszy syn, Kazimierz posiadał wrodzoną wadę wymowy, dlatego rzadko przemawiał publicznie. Nabawił się również reumatyzmu i zwyrodnienia kręgosłupa. Jego synowie – Jan Olbracht i Aleksander – umarli na syfilityczny paraliż. Aleksander cierpiał ponadto na kamicę nerkową. Był także człowiekiem ociężałym umysłowo i również miał wadę wymowy[103]. Najmłodszy syn Kazimierza, Zygmunt Stary, mimo iż dożył sędziwego wieku, nie cieszył się najlepszym zdrowiem i kondycją fizyczną. Cierpiał między innymi na bakteryjne zapalenie szpiku kostnego, a choroba ujawniona na prawym przedramieniu miała bardzo ciężki przebieg. Zwyrodnienie stawu skokowego doprowadziło także do wytworzenia się bolesnego guza na stopie. Chorował oprócz tego na podagrę, kamicę nerkową, reumatyzm, rwę kulszową, a na starość ujawniła się zaawansowana miażdżyca. Niepełnosprawnym był także ostatni z Jagiellonów, Zygmunt August, u którego ciężka malaria poczyniła spustoszenia w organizmie. Ponadto odkryto u niego kiłę oraz chorobę nowotworową, a późniejszym wieku cierpiał także na zaawansowaną podagrę.

Królowie elekcyjni również chorowali przewlekle, co miało wyraźny wpływ na ich sprawność. Dla przykładu, król Stefan Batory był epileptykiem. Chorował na padaczkę rozpowszechnioną w jego rodzinie. Tej choroby nie umiano skutecznie leczyć. Żona Stefana Batorego, Anna Jagiellonka, zwłaszcza pod koniec życia, miała wyraźnie objawy depresji połączonej z napadami histerii. W młodości skarżyła się na reumatyzm i próchnicę zębów. Była też nieprzesadnie urodziwa. Król wyraźnie jej unikał i podobno spędził w jej sypialni ledwo dwie lub trzy noce. Jedni posądzali go o impotencję, inni mówili złośliwie, że woli polowania, a nawet wojny o Inflanty z Iwanem IV Groźnym od intymnych kontaktów z małżonką. Na padaczkę chorowała także pierwsza żona Zygmunta Augusta, Elżbieta.

Jak pisze Jerzy Jankowski, społeczeństwo średniowieczne było w znacznym stopniu zdominowane przez więzy pokrewieństwa. Chociaż, jak wiadomo z historii, więzy takie były dość częste również w czasach nowożytnych. Dobitnym przykładem są Habsburgowie, którzy w okresie 1516–1700 dziewięć spośród jedenastu małżeństw zawarli między kuzynostwem lub wujów z siostrzenicami. Wracając zaś do czasów piastowskich, to włościanie kojarzyli się w obrębie jednej wsi, mieszczanie w granicach jednego miasta, a książęta zawierali związki małżeńskie w ramach własnej dynastii. Tego rodzaju praktyka stała oczywiście w kolizji z zasadami głoszonymi przez Kościół, który do początków XIII wieku zakazywał kojarzenia się rodzinnego aż do siódmego pokolenia włącznie. Zakazy te miały niewątpliwie bardziej doktrynalny niż biologiczny charakter, ponieważ na równi z pokrewieństwem traktowane było powinowactwo duchowe i nie zezwalano na małżeństwa pomiędzy rodzicami chrzestnymi, a także między chrzestnymi i chrześniakami. Wydaje się zresztą, iż ten drugi zakaz traktowany był nawet bardziej rygorystycznie, ponieważ poza książętami i feudałami nikt nie potrafił odtworzyć własnej genealogii do siódmego pokolenia; znajomość rodzinnych realiów kończyła się zwykle na trzecim pokoleniu. W tej sytuacji zakazy kościelne pozostawały wyłącznie w sferze abstrakcji. Włościanie ich nie przestrzegali, książęta zaś omijali je za pomocą odpowiedniej dyspensy[104].

Małżeństwa rodzinne były dość często praktykowane wśród rodów monarszych. Pojawiły się już u progu naszej państwowości. Ryksa, prawnuczka Mieszka I, poślubiła jego wnuka, księcia węgierskiego Belę. Bolesław Krzywousty, prawnuk Mieszka II, poślubił jego prawnuczkę, księżniczkę ruską, Zbysławę. Elżbieta, prawnuczka Kazimierza Odnowiciela, poślubiła jego prawnuka, księcia czeskiego Sobiesława II, a Salomea, córka Mieszka III – księcia pomorskiego Racibora, którego ojciec, Bogusław I, ożenił się jednocześnie z jej siostrą Anastazją.

Krewniacze związki małżeńskie zawierano, aby utrzymać władzę na tronie i tym samym nie dopuszczać do rozpraszania się majątku. Preferowano tworzenie się związków w obrębie własnej rodziny. O ile pojedyncze przypadki narodzin potomstwa spłodzonego przez bliskich kuzynów nie były groźne, to powtarzanie tej strategii okazało się dla całej rodziny tragiczne. Prowadziło to do rozpowszechniania się schorzeń uwarunkowanych genetycznie. Mogły to być zarówno choroby spowodowane wadami chromosomowymi (na przykład fenyloketonuria i schizofrenia), schorzenia o podłożu dziedzicznym, na które oddziałują wszakże czynniki środowiskowe (na przykład: cukrzyca, padaczka, alergia, podagra, schorzenia nowotworowe), jak też choroby o etiologii środowiskowej, których częstość zależy jednak od predyspozycji genetycznych (na przykład: gruźlica, choroba wrzodowa, kamica)[105]. Wszystkiemu "winien jest" współczynnik inbredu, zdefiniowany przez Sewalla Wrighta w 1922 roku, oznacza prawdopodobieństwo wzrostu homozygotyczności osobnika na skutek kojarzeń krewniaczych jego rodziców[106].

Fenyloketonuria jest chyba najbardziej typowym schorzeniem o podłożu dziedzicznym. Charakteryzuje się niedorozwojem fizycznym i umysłowym. Nie można wykluczyć, iż na chorobę tę cierpiała Jadwiga, córka Henryka Pobożnego, którą ze względu na ograniczenie umysłowe oddano do klasztoru, oraz Wacław, syn Jana żagańskiego, który z tego samego powodu pozbawiony został dziedzictwa i wiódł życie jako zwykły mieszczanin wrocławski. Pewnych ułomności psychicznych dopatrywać się także można u córek książęcych, których mimo ich starszeństwa nie wydawano za mąż, lecz kierowano do klasztoru. Wymienić tu można na przykład Kunegundę i Agnieszkę, córki Bolka II opolskiego, Elżbietę, córkę Mikołaja I opolskiego, i wiele innych. Ograniczeniem umysłowym charakteryzować się także mogły księżniczki, które nie pełniły zwyczajowej funkcji przeoryszy, na przykład: Anna, córka Siemowita III, Adelajda, córka Kazimierza I kujawskiego, Helena, córka Henryka Grubego, Wieńczysława, córka Kazimierza opolskiego.

Wśród schorzeń dziedzicznych niepoślednie miejsce zajmuje także schizofrenia. Słowo "schizofrenia" dosłownie oznacza "rozszczepienie umysłu", ale pomimo swojej etymologii, nazwa ta nie oznacza posiadania więcej niż jednej osobowości (tzw. osobowość mnoga, "rozdwojenie jaźni"); według obowiązujących w psychiatrii kryteriów diagnostycznych podstawowym objawem schizofrenii jest rozszczepienie (gr. schisis) pomiędzy myśleniem, zachowaniem, emocjami, sferą motywacyjną, ekspresją emocji, przejawiające się między innymi w niedostosowaniu zachowania, emocji pacjenta do sytuacji i treści jego wypowiedzi[107]. Diagnozy średniowieczne są w tym wypadku nadzwyczaj nieprecyzyjne, chociaż częste pojęcie obłędu należy odnosić zapewne do schizofrenii. Kronikarze wspominają o obłędzie Mieszka II, Bolesława Śmiałego, Władysława legnickiego i Janusza mazowieckiego. Pewne cechy schizofreniczne wykazywali także Bolesław II Rogatka, zwany czasem Dziwacznym, oraz Jan II żagański – zwany Szalonym. Pierwsze objawy schizofrenii występują zwykle pomiędzy 15. a 40. rokiem życia; mogło zdarzyć się, iż książęta i księżniczki piastowskie, wobec skróconej wówczas przeżywalności, umierali wcześniej, przed pojawieniem się pierwszych symptomów chorobowych.

Podłoże dziedziczne posiadała także podagra, stosunkowo częsta w rodzinie piastowskiej. Dolegliwość, znana dziś jako dna moczanowa, jest przewlekłą chorobą wywołaną zaburzeniem metabolizmu. Paraliżuje stawy, najczęściej wielkiego palucha u stopy, który nabrzmiewa i rwie nie do wytrzymania. Współczesna medycyna potrafi dnę leczyć, ale w średniowieczu lekarze próbowali tylko przystawiać choremu pijawki. Nieszczęsny podagryk, by ulżyć mękom, najczęściej zalewał się w trupa. Chorowali na nią Władysław Herman i Henryk VII Rumpold, a księciu cieszyńskiemu Przemysłowi, który z powodu tego schorzenia nie mógł w ogóle chodzić i noszono go w lektyce, nadano przydomek Noszak. Na podagrę chorował ostatni z Jagiellonów – Zygmunt August. Antonio Maria Gratiani, sekretarz legacji i zastępca kardynała Commendoniego w Polsce, pozostawił sugestywny obraz króla z lat 60. XVI wieku: Król August na pedogrę chorował wtenczas, a lubo ledwie na nogach mógł się utrzymać, przecież wsparty na lasce wyszedł na spotkanie kardynała[108]. Podobnie było z Władysławem IV Wazą, dla którego zbudowano specjalne krzesło, aby mógł się poruszać. Na podagrę cierpiał również Jan III Sobieski oraz władcy z dynastii saskiej.

Częste były również przypadki gruźlicy. O występowaniu tej choroby dowiadujemy się przede wszystkim z historii Piastów mazowieckich. W Kalendarzu Płockim czytamy o zgonie Władysława mazowieckiego, iż zmarł on na suchoty, które miały w jego rodzinie charakter dziedziczny. Na gruźlicę chorowali między innymi książęta Janusz i Stanisław.

Można ostrożnie powiedzieć, że syfilis stał się rodzinnym schorzeniem Jagiellonów[109]. Nie był on wprawdzie w tej dynastii chorobą dziedziczną, ponieważ pojawił się dopiero w trzecim pokoleniu, wśród synów Kazimierza Jagiellończyka. Jako pierwszy zaraził się Jan Olbracht. Nastąpiło to prawdopodobnie w 1497 roku w Krakowie[110]. Olbracht prędko zdał sobie sprawę ze swojej choroby, ponieważ ustatkował się i przystąpił do porządkowania spraw państwowych. Śmierć dosięgła go jednak w 41. roku życia. W dwa lata później na kiłę zmarł w wieku 35 lat jego młodszy brat Fryderyk, arcybiskup gnieźnieński i kardynał. Świadczy to o tym, iż książę biskup nie był człowiekiem nazbyt świątobliwym i lubił sobie folgować w towarzystwie wesołych niewiast. Na przymiot zachorował także następca Olbrachta, Aleksander. Umarł bezpotomnie w wieku 45 lat. Młodo, bo zaledwie w wieku 26 lat, zmarł także czwarty Jagiellończyk, Kazimierz, uznany później za świętego. Śmierć Kazimierza nastąpiła jeszcze przed wielką epidemią kiły i za przyczynę jego zgonu uważa się gruźlicę. Jerzy Jankowski twierdzi jednak, iż jest to teza dość problematyczna, ponieważ nikt z Jagiellonów na gruźlicę nie chorował. Przymiot odżył także w czwartym pokoleniu, a stało się to prawdopodobnie za sprawą Barbary Radziwiłłówny, żony Zygmunta Augusta[111]. Zresztą król Zygmunt August miał kompletnie zrujnowane zdrowie, które nawet w części nie mogło się równać z krzepkością ojca Zygmunta I Starego ani pradziada Władysława Jagiełły.

Kiła widoczna była jeszcze w szwedzkiej linii Jagiellonów, którzy pod nazwiskiem Wazów zasiadali na tronie polskim. Obaj synowie Zygmunta III nie pozostawili po sobie potomstwa, ponieważ syn Władysława IV, Zygmunt Kazimierz, zmarł w dzieciństwie, a pozostałe jego dzieci, jak również dzieci jego brata, Jana Kazimierza, umierały w niemowlęctwie. Nie można wykluczyć, iż Władysława IV i Jana Kazimierza zaraziła Maria Ludwika Gonzaga, która była żoną obu braci. Królowa miała mocno urozmaiconą przeszłość i któryś z jej licznych kochanków podarował jej zapewne francuską chorobę. Zgony Władysława, Marii Ludwiki i Jana Kazimierza były zresztą nader do siebie podobne, a ich symptomy przypominały śmierć Jana Olbrachta i Aleksandra[112].

Władysław IV i Jan II Kazimierz cierpieli na przodozgryz, czyli prognatyzm żuchwy. Zaburzenie objawiało się tym, że dolna warga przerastała górną, a żuchwa nadmiernie się rozwijała. Według Marii Pośpieszyńskiej z Kliniki Ortodoncji Katedry Stomatologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu to jedna z najcięższych nieprawidłowości twarzy tego typu: oszpeca i prawie uniemożliwia żucie. Wada zgryzu upodobniła obu polskich królów do Habsburgów[113], potężnego rodu panującego wówczas w wielu krajach Europy. Władysław IV Waza odziedziczył progenię (przerost żuchwy) po matce Annie Habsburżance. Małżeństwo króla Zygmunta III z Anną, córką arcyksięcia Karola Habsburga, było jednym z wielu politycznych mariaży zawieranych w tamtych czasach pomiędzy dworem królewskim w Polsce i w Austrii[114].

Władysławowi IV również dano za żonę naznaczoną prognatyzmem Cecylię Renatę – córkę cesarza Ferdynanda. Ich dzieci zmarły wcześnie i trudno stwierdzić, czy miały przodozgryz. Z kolei Jan II Kazimierz był synem Zygmunta III i Konstancji z Habsburgów. Nic dziwnego, że przerośnięta dolna warga była u niego aż nadto widoczna. Wystarczy zresztą porównać portret króla z wizerunkami cesarzy Świętego Cesarstwa Narodu Niemieckiego, które powstały pomiędzy 1438 a 1740 rokiem, aby dostrzec to specyficzne rodowe piętno. W tym okresie na tronie zasiadało 14 koronowanych cesarzy lub królów niemieckich z rodziny Habsburgów. Według historyków wszyscy wykazywali cechy charakterystyczne dla progenii.

Precyzyjne diagnozowanie średniowiecznych niepełnosprawności i dysfunkcji, zwłaszcza zaś tych, które mają charakter dziedziczny, jest oczywiście rzeczą niezmiernie trudną i traktować je należy wyłącznie w kategoriach hipotezy naukowej. Nie ulega wszakże żadnej wątpliwości, iż tak zwana wsobność populacyjna musiała odgrywać w tym wypadku znaczącą rolę. Dochodziło zatem do paradoksalnych sytuacji, kiedy małżeństwa podyktowane troską o dobro dynastii prowadziły w konsekwencji do coraz większego jej zdeformowania.

Podsumowując epokę, należy stwierdzić, iż średniowiecze w Europie to także okres, w którym podejmowano starania o duchową stronę człowieka dla osiągnięcia celu pozaziemskiego. W ogólnym obrazie wychowania chrześcijańskiego w omawianym okresie zauważa się zwrócenie uwagi na troskę o kształtowanie wiary i edukacji moralnej. Każda, nawet upośledzona jednostka miała prawo do zbawienia i w tym kierunku należało pracę kierować. Religia chrześcijańska oparła kwestię pomocy osobom z niepełnosprawnościami na zasadzie litości i miłosierdzia.

 

1.3. NOWOŻYTNOŚĆ

Do starań podejmowanych w średniowieczu, ukierunkowanych na cel pozaziemski, pod wpływem humanistycznych idei odrodzenia, dołączono troskę o doczesną stronę życia. Część ludzi oświeconych z kręgu kultury chrześcijańskiej podjęło, w myśl hasła miłości bliźniego, akcję pomocy i opieki nad upośledzonymi. Humanistyczne idee odrodzenia aktywizowały działania opiekuńcze, przyczyniając się przede wszystkim do poszerzania i intensyfikowania tego rodzaju czynności. Według Elżbiety Bednarz wiele miejsca poświęcono problematyce poszanowania ludzkiej godności, w tym także potrzeb osób z niepełnosprawnościami i upośledzonych. To właśnie pod wpływem tych inspiracji ideowych i intelektualnych następowały stopniowo od XVI wieku pewne pozytywne zmiany w dziedzinie opieki nad niepełnosprawnymi[115]. Przykładem w tym względzie jest życie i działalność Jana Bożego, założyciela Zakonu Bonifratrów. Punktem zwrotnym w życiu tego świętego był 1539 rok. Pod wpływem kazań pokutnych św. Jana z Ávili zaczął publicznie wyznawać swoje grzechy. Poczytano go za obłąkanego i zamknięto w szpitalu, gdzie na własnej skórze doświadczył drakońskich metod leczenia. Po wyjściu ze szpitala założył pierwszy szpital w Granadzie. Po kilku latach przeniósł się do opuszczonego klasztoru, gdzie mogło się pomieścić około 100 chorych. Do tej dobroczynnej działalności przyłączyło się kilku współpracowników. Aby utrzymać szpital, prosił zamożnych o jałmużnę dla swoich chorych. Zmarł 8 marca 1550 roku. Po 22 latach od śmierci Jana Bożego papież Pius V w 1572 roku zezwolił na utworzenie zgromadzenia zakonnego i nadał mu regułę świętego Augustyna, a Sykstus V w 1586 roku zatwierdził Zakon Braci Miłosierdzia. W 1690 roku odbyła się kanonizacja Jana Bożego. W 1886 roku Papież Leon XIII ogłosił św. Jana Bożego patronem chorych i szpitalnictwa[116].

W Europie zaczęły powstawać liczne przytułki organizowane przy klasztorach. Jeden z pierwszych tego typu przytułków założyli Aleksjanie w klasztorze w Kolonii. Pierwsze próby zorganizowania opieki psychiatrycznej w Europie polegały na przygotowaniu pomieszczeń w klasztorach, w których znajdowali się razem upośledzeni umysłowo, jak również chorzy psychicznie[117]. Przytułki takie powstały w Akwizgranie, Pforzheim i w Norymberdze. W Rosji tak zwani jurodliwieje zorganizowali pomoc psychicznie chorym już w X wieku. Opieka szpitalna, czy też opieka rozwijana przez zakony, objęła jednak bardzo małą liczbę chorych, niepełnosprawnych i upośledzonych w stosunku do istniejących potrzeb.

Ogromną zasługę w zakładaniu przytułków dla osób z niepełnosprawnościami mieli Bracia Miłosierdzia znani jako bonifratrzy. Założycielem tego zakonu był wspomniany wcześniej św. Jan Boży. Do Polski, a ściślej – do Krakowa, bonifratrzy zostali sprowadzeni w 1609 roku, kiedy to zamożny kupiec Valerian Montelupi zapisał im kamienicę u zbiegu ulic św. Jana i św. Marka, w której znalazły się pomieszczenia konwentu, szpital na 12 łóżek i kościół pod wezwaniem św. Urszuli. Pierwszym przeorem został brat Melchior Bonawentura. W 1615 roku biskup krakowski Piotr Tylicki zatwierdził krakowski konwent jako macierzysty dla polskich Braci Miłosierdzia. Niedługo potem biskupi-magnaci i zamożna szlachta fundowali im klasztory i szpitale, czynili na ich rzecz hojne zapisy. Wśród fundatorów znalazły się tak wybitne osoby, jak: Mikołaj Zebrzydowski, marszałek wielki koronny, który sprowadził Bonifratrów do Zebrzydowic (1611), biskup Abraham Woyna – do Wilna (1635), biskup Tomasz Ujejski – do Warszawy (1649), marszałek wielki koronny Stanisław Lubomirski – do Podegrodzia na Spiszu (1650), król Jan III Sobieski – do Lwowa (1659)[118].

 

Rysunek 1.3. Magdalena Rudolfs Thuinbwuj, Wolfgang Kilian, 1651 rok

Źródło: Royal College of Psysicians, London, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.rcplondon.ac.uk/museum-and-garden/whats/re-framing-disability-portraits--royal-college-physicians/matthew-buchinger-b [dostęp: 13.11.2013].

 

Poważną rolę w rozwoju opieki nad osobami chorymi i z niepełnosprawnościami w okresie odrodzenia odegrał zakon założony w 1633 roku przez świętego Wincentego á Paulo – twórcy Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia (tzw. szarytek). Zgromadzenie rozwinęło akcję opieki nad niepełnosprawnymi i upośledzonymi przede wszystkim na terenie Francji. Do Polski szarytki przybyły w 1652 roku, gdy sam święty Wincenty na prośbę królowej Polski Marii Ludwiki Gonzagi, żony Jana Kazimierza, wysłał Siostry Miłosierdzia do Warszawy, gdzie odwiedzały ubogich, chorych i opuszczonych, służąc najbiedniejszym. Zgromadzenie, podobnie jak Bracia Miłosierdzia, odegrało poważną rolę w pracy na rzecz niepełnosprawnych[119].

Chociaż zostały podjęte próby organizowania opieki nad osobami z niepełnosprawnościami, to ze względu na trudności, głównie finansowe i organizacyjne, nie podjęto do końca XVIII wieku zorganizowanych form edukacji niepełnosprawnych. Dużą aktywność na polu działań wykazali duchowni Kościoła katolickiego. Problematyka opiekuńcza, z uwzględnieniem dziecka z niepełnosprawnością, została ujęta w ówczesnych dekretach, które zobowiązywały biskupów do sprawowania opieki i nadzoru nad wszystkimi szpitalami. Do powyższych decyzji nawiązywały posoborowe rozporządzenia wykonawcze, które podawały szczegółowe wskazania.

W państwach, które przyjęły protestantyzm, opiekę nad osobami z niepełnosprawnościami przeważnie sprawowały związki religijne, stowarzyszenia charytatywne, a także osoby prywatne, pod nadrzędnym nadzorem i kontrolą państwa. Rozwój instytucji szpitalnych dla niepełnosprawnych i upośledzonych następował w Niemczech, Szwecji, Niderlandach oraz niektórych kantonach Szwajcarii. Istotne znaczenie w tej dziedzinie miała działalność Jana Amosa Komeńskiego, pioniera nowoczesnej pedagogiki, a zarazem duchownego ewangelickiego Jednoty Braci Czeskich. W swym podstawowym dziele pt. Wielka dydaktyka podjął Komeński problem powszechnego nauczania, które miało w jego przekonaniu objąć wszystkie dzieci i młodzież, bez jakiegokolwiek wyjątku. W IX rozdziale Wielkiej dydaktyki Jan Amos Komeński pisał: Nie przemawia przeciwko nam to, że niektórzy ludzie wydają się z natury tępi i głupi. Ten stan rzeczy, bowiem tym bardziej zaleca i domaga się takiego właśnie powszechnego kształcenia ducha. A nie znajdziesz takiego ubóstwa umysłu, by wykształcenie nie przyniosło mu żadnej w ogóle poprawy [120]. Przytoczone fragmenty poglądów Komeńskiego na temat konieczności nauczania także upośledzonych fizycznie i umysłowo, w połączeniu z całokształtem praktyki opiekuńczo-wychowawczej organizowanej przez księży, organizacje kościelne i zakonne stanowiły pod wpływem idei humanistycznych odrodzenia i oświecenia nowy i ważny etap w rozwoju opieki chrześcijańskiej nad dzieckiem z niepełnosprawnością.

Tomasz Morus (1478–1535) w swojej Utopii pisał wiele na temat sposobu traktowania chorych i niedołężnych. Jego celem było stworzenie podstaw do osiągnięcia zdrowego, silnego i sprawnego społeczeństwa, poczynając od chwili narodzin obywatela (a nawet jeszcze wcześniej), poprzez całą jego egzystencję, aż do śmierci. Utopianie przykładali bardzo dużą wagę do zdrowia. Starannie dbali o swoją naturalną urodę, kondycję fizyczną, ogólną sprawność. Takie zachowanie uważane było za naturalne i pożądane, skutki były bowiem korzystne dla wszystkich, także dla państwa. Byli silni, zwinni i żwawi. Jeżeli ktoś był szpetny lub niepełnosprawny, absolutnie niedopuszczalne było krzywdzenie go w jakikolwiek sposób. Hańbą okrywał się szyderca naigrywający się z niepełnosprawnego, który nie mógł przecież w żaden sposób wpłynąć na swój los[121]. Można powiedzieć, że (...) w żadnym kraju medycyna nie jest mniej potrzebna niż u nich, nigdzie nie cieszy się ona większym poważaniem, gdyż tę naukę uważają oni za najpiękniejszy i najpotężniejszy dział wiedzy[122].

Francis Bacon (1561–1626) – jeden z najwybitniejszych przedstawicieli filozofii epoki odrodzenia i baroku, eseista, polityk oraz prawnik, mający wręcz nieograniczone zaufanie do nauki i jej metod (umarł, przeziębiwszy się podczas eksperymentów z zamrażaniem) – postulował konieczność stworzenia takich dyscyplin naukowych, które bezpośrednio polepszałyby jakość i kondycję psychofizyczną ludzi. W pracy Of the Proficience and Advancement of Learning Divine and Humane z 1605 roku posłużył się pojęciem eutanazja, wprowadzając je tym sposobem do nowożytnego języka. Zmieniło ono perspektywę patrzenia na śmierć nieuleczalnie chorych z punktu widzenia opinii publicznej, będącej w zainteresowaniu kapłanów i urzędników, na problem etyki medycznej – traktując ją jako obowiązek lekarza wobec pacjenta. W De dignitate et augmentis scientiarum, wydanej w 1623 roku, Bacon tak definiuje pojęcie eutanazji: Obowiązkiem lekarza jest nie tylko dążenie do wyleczenia pacjentów, ale także łagodzenie bólu i cierpień związanych z chorobą; i to nie tylko po to, aby łagodzenie bólu przyczyniało się i prowadziło do wyzdrowienia, lecz też wtedy, gdy nie ma już nadziei – aby dało pacjentowi łagodną i spokojną śmierć, gdyż nie ma nic szczęśliwszego niż ta eutanazja[123]. Bacon rozróżnił eutanazję zewnętrzną i eutanazję wewnętrzną. Pierwsza oznaczała dla niego świadczenie wszelkiej dostępnej opieki medycznej i pielęgniarskiej, która mogłaby przynieść człowiekowi ulgę w agonii, pomogłaby mu odejść z tego świata łatwo i łagodnie. Z kolei przez pojęcie eutanazji wewnętrznej rozumiał on duchowe przygotowanie duszy na śmierć, przy czym według Bacona umierający powinien otrzymać wsparcie również w tym zakresie. Przyjmując takie holistyczne stanowisko, Bacon stał się prekursorem opieki paliatywnej – nastawionej na leczenie objawowe, a przede wszystkim na walkę z bólem oraz fizyczne i psychiczne ułatwienie momentu przejścia, bez dążenia do jego przyśpieszenia, które było tak wyraźne w Utopii Tomasza Morusa[124].

W czasach nowożytnych prawo różnie traktowało osoby z niepełnosprawnościami. Dotyczyło to dwóch kwestii: niepoczytalności (głównie osób upośledzonych umysłowo oraz chorych psychicznie) oraz ograniczonej możliwości wyrażenia woli (osób niewidomych i niesłyszących).

Szczególną grupę stanowiły osoby chore psychicznie. Dla przykładu, do XIV stulecia choroba psychiczna na ogół nie uwalniała od kary i tylko panujący mógł ułaskawić sprawcę wykazującego objawy szału. Jednak na przykład w Anglii za rządów Edwarda III (1327–1377) szaleństwo traktowane było jako okoliczność wyłączająca odpowiedzialność karną. W późniejszym okresie spotyka się, zwłaszcza w prawie miejskim, wypadki bardziej humanitarnego podejścia do oskarżonych chorych psychicznie. Na przykład w 1480 roku w Sztokholmie Sąd Miejski uwolnił oskarżonego z powodu choroby psychicznej. W Strassburgu w XVI stuleciu kilku lekarzy starało się dowieść, że kobiety oskarżone o czary są psychicznie chore[125].

Okres odrodzenia mimo rozkwitu nauki nie przyniósł w zasadzie poprawy losu osób upośledzonych umysłowo lub chorych psychicznie, które popełniły przestępstwo. Dopiero z początkiem XVII stulecia pojawiły się pierwsze podręczniki medycyny sądowej. Pierwszym autorem był Sycylijczyk Fortunato Fedeli, który w swoim dziele z roku 1602 zamieścił wzmianki z zakresu psychiatrii sądowej. Obszerniej na ten temat wypowiedział się przyboczny lekarz papieża, Paweł Zacchia, w książce opublikowanej w 1620 roku. U obu autorów, oprócz poglądów lekarskich, możemy spotkać przesądy o treści demonologicznej[126]. Jeszcze 100 lat później sądy angielskie uwalniały od kary tylko chorych oskarżonych zupełnie pozbawionych rozumu i pamięci. Oskarżony musiał być tak otępiały, by nie wiedział więcej niż dziecko albo dzikie zwierzę.

Również osoby głuche, nazywane wówczas głuchoniemymi, uważano za niepoczytalne i pozbawione praw określanych dzisiaj jako prawa obywatelskie. W systemie prawnym Hiszpanii, Francji i księstw włoskich osoba, która nie była w stanie wyrazić swojej woli poprzez mowę lub pismo, nie mogła odziedziczyć majątku po swoich rodzicach. Wielu arystokratów ratowało swoje dzieci, posyłając je do specjalnych szkół dla osób głuchych, aby nauczyć je mowy. Posuwano się również do aktów niedozwolonych – przekupywano dostojników kościelnych, przepisując lub darując Kościołowi czy klasztorom odpowiednią sumę pieniędzy lub część majątku[127], aby zapewnić swoim głuchym dzieciom możliwość odziedziczenia majątku. Alternatywę stanowiło oddanie takich osób pod opiekę zakonnic lub zakonników, umieszczenie w klasztorze lub w instytucji prowadzonej przez Kościół. Oczywiście wiązało się to z kosztami, niemniej gwarantowało pewną egzystencję.

 

 

Rysunek 1.4 Drzeworyt – By veele zit de kei in't Hooft om dat men in de Wind gelooft

Źródło: Medical Viewpoint – Moral Management: Philip Pinel (1745–1826) from Harvard University Library's South Sea Bubble Collection. informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.hss.state.ak.us/gcdse/history/HTML_Content_Main.htm [dostęp: 10.10.2012].

 

Osobom niewidomym, w porównaniu do osób głuchych, wiodło się trochę lepiej. Jednakże egzystencja osoby niewidomej również zależała od pochodzenia i zasobności sakiewki rodziców. Osoba ta mogła dziedziczyć prawa i nieruchomości oraz sprawować pewnie stanowiska w administracji. Nie były to jednak pozycje zbyt eksponowane. Wyjątek od reguły stanowili weterani wojenni, którzy przysłużyli się swojemu władcy. Osoby, które w wyniku walk stały się niewidome (lub doznały innych uszczerbków na swoim zdrowiu), a przyczyniły się do zwycięstwa, mogły liczyć na pewne przywileje i względy. Często otrzymywały hojną rekompensatę w postaci nieruchomości, dożywotniej renty lub pieniężnego zadośćuczynienia.

W dawnym prawie polskim zasady traktowania niepoczytalności z tytułu niepełnosprawności różniły się, w zależności od tego, czy chodziło o prawo miejskie, czy też ziemskie. Wedle autorytatywnych źródeł w poznańskim prawie miejskim, którego przepisy – podobnie jak prawo innych miast polskich – kształtowały się pod wpływem "Zwierciadła saskiego" i prawa magdeburskiego, czyny przestępcze popełnione przez umysłowo chorych lub niedorozwiniętych traktowane były identycznie jak czyny nieletnich, tzn. nie pociągały za sobą odpowiedzialności karnej. Bartłomiej Groicki jednak uznawał możliwość ukarania umysłowo chorego za czyn popełniony przed wystąpieniem choroby. Praktyka sądowa w miastach polskich była w tej materii niejednolita i zdarzały się wypadki skazania osób psychicznie chorych nawet na karę śmierci[128].

Praktyka prawa ziemskiego była w tej mierze dość podobna, jeśli nie wręcz łagodniejsza, chociaż brakuje tutaj jednolitego obrazu. Ogólnie można powiedzieć, że choroba umysłowa (szaleństwo, otępienie) była przyczyną wyłączającą odpowiedzialność karną, z wyjątkiem przestępstw najcięższych. Sytuacja była tu podobna do wypadku przestępstwa popełnionego przez nieletniego[129].

III Statut Wielkiego Księstwa Litewskiego (z 1588 roku) uznawał w zasadzie bezkarność przestępców obłąkanych i szalonych oraz nakazywał prewencyjne trzymanie ich pod strażą. Jednak szalony, który, wyrwawszy się spod straży, dopuścił się uszkodzenia ciała lub zabójstwa, karany był pozbawieniem wolności (za zabójstwo – rok i sześć niedziel wieży, za zranienie – pół roku lżejszego więzienia). Natomiast szaleniec uprzednio ozdrowiały, który w przystępie odnowionego następnie ataku szału zabił kogoś, ponosił karę jak zdrowy.

W Polsce procesy przeciw czarownikom i czarownicom, wśród których było wiele osób psychicznie chorych, zdarzały się znacznie rzadziej niż w Europie Zachodniej. Przykładowo, w 1629 roku Krystyna Poniatowska, której groził proces o czary, została uznana za psychicznie chorą na podstawie opinii lekarskiej. Sto pięćdziesiąt lat po tym wydarzeniu, w 1776 roku król Stanisław Poniatowski zniósł stosowanie tortur w procesach o czary, a uchwalona przez Sejm Czteroletni konstytucja zakazała nie tylko torturowania, lecz również kary śmierci w takich procesach[130].

Nowoczesna nauka o poczytalności sprawcy, zapoczątkowana przez doktrynę włoską (glosatorzy i postglosatorzy) pod silnym wpływem kanonistyki, rozwinięta została przez praktyków niemieckich okresu tzw. powszechnego niemieckiego prawa karnego (XVII–XVIII wiek). Szaleni i otępiali według nauki niemieckiej od XVII wieku nie podlegali odpowiedzialności. Działanie w okresie remisji objawów nie uwalniało od kary, jednak jej wykonanie na chorym było niedopuszczalne[131]. Podobnie traktowani byli wariaci, szaleni, umysłowo chorzy. Sprawa melancholii i depresji traktowana była niejednolicie, przeważnie jednak uważano ją za okoliczność łagodzącą, zmniejszającą odpowiedzialność.

Odrębną kategorię osób z niepełnosprawnościami stanowiły osoby karłowate. Na dworach królewskich czy też pańskich karzeł stanowił cząstkę gromady ludzi umysłowo chorych, błaznów i zwierząt. Ten zespół świadczył o wspaniałości dworu, o jego wyrafinowanym smaku i guście możnowładcy. Taki dwór stanowił wielki magnes przyciągający do zwiedzenia go, poznania jego właściciela. Uwagę ludzką przykuwały wówczas fenomeny przyrody, anomalie różnego rodzaju. Karły znakomicie korespondowały z tym, co rozumiano pod pojęciem barocco w odniesieniu do asymetrii, nieregularności form i kształtów. Zainteresowanie karłami zainicjowały dwory włoskie, w tym dwór Medyceuszy we Florencji, Gonzagów w Mantui i Estów w Ferrarze. Potem za sprawą Katarzyny Medycejskiej karły znalazły się w Paryżu, gdzie dość szybko rozkwitła na nie moda[132]. Epoka odrodzenia, a potem baroku, wytworzyła w arystokracji nie tylko chęć posiadania pięknych ogrodów czy rezydencji, ale też kolekcjonerstwa porcelany, numizmatów, biżuterii. Obok tych materialnych przedmiotów, istniała również chęć posiadania ludzkiej menażerii. Widać w tym, jak przedmiotowo traktowano karły, ale dotyczyło to również Maurów czy Murzynów.

 

Rysunek 1.5. Człowiek wielkolud – Henry Blacker (1724), nieznany artysta i data

Źródło: Royal College of Psysicians, London, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.rcplondon.ac.uk/museum-andgarden/whats/re-framing-disability-portraitsroyal-college-physicians/matthew-buchinger-b [dostęp: 13.11.2013].

 

Jarosław Pietrzak twierdzi, iż w przypadku fenomenu małych ludzi istnieje trudność na płaszczyźnie nomenklatury. Ogólnie taką grupę literatura określano mianem sabandijas de Palacio, co oznacza pokojowców pałacowych[133]. W tej szerokiej grupie znajdowały się karły obu płci, zwane dla potrzeb rozróżnienia, los enanos. Obok nich występowali też: błaźni (las bufones), wyrostkowie (las simples), olbrzymy (los gigantes), Murzyni i Maurowie (los Negros y Moros), dzieci pałacowe (los niňos palacios), obłąkani (los locos), akrobaci (las truhanes). Jak widać, kategorie są różne. Już na podstawie samych obrazów da się wyróżnić 15–20 karłów. Dopiero uwzględniając rachunki dworskie tak zwanego Cuentas del Maestro de la Cámara, en las Mercedes, badacz problemu José Morreno Villa wyselekcjonował aż 123 typy karłów. Doszedł on do wniosku, że na dworze corocznie zatrudniani byli nowi obłąkańcy lub karły[134].

Karły służyły arystokracji do zabawy. Nie była to jednak jedyna funkcja, do której zmuszano osoby karłowate na dworze hiszpańskim. Zmiana ich roli nastąpiła dopiero na przestrzeni XVI–XVII wieku. Zatrudnieni byli oni początkowo, nazywając to ogólnie, w administracji dworu jako służebni, fizyczni pracownicy: szewcy, krawcy, czapnicy, włókiennicy etc. Tak to miało miejsce na wstępie kariery Nicolasa Bodsona. Za pracę otrzymywali zapłatę w postaci annat, gratyfikacji, nadzwyczajnych wynagrodzeń[135].

Karły zazwyczaj przebywały stale obok swego pana lub pani, służąc im, choćby w noszeniu broni czy trenu sukni. Można to zaobserwować na obrazie Alonsa Sáncheza Coello przedstawiającym donnę Juanę de Mendoza, księżnę de Ebola, późniejszą namiestniczkę Portugalii i księżnę Bejar z karłem podającym jej wodę oraz w wizerunku uzbrojonego Filipa IV z karłem podtrzymującym jego hełm pędzla Gaspara de Crayera. Często też do ich zadań zaliczała się opieka nad dziećmi. Zadania te wypełniała na przykład Eugenia Martínez Vallejo, słynna La Monstrua, zwana tak ze względu na dość korpulentną sylwetkę. Opiekowała się ona dziećmi Filipa II i sprawowała nadzór nad dopuszczanymi do królewiąt rówieśnikami. Po śmierci władcy oddano ją na dwór Izabeli Klary Eugenii do Brukseli. Juan Careňo de Miranda uwiecznił ją nagą oraz ubraną w czerwoną suknię. Zadania karłów rozciągały się na służbę pomocniczą przy polowaniu, opiece nad psami i sokołami. Niejednokrotnie karły podróżowały za dworem i swym właścicielem. W ten sposób swe podróże w orszaku odbył Francisco Basconselos karzeł dworu infanta i Jej Królewskiej Mości, który w 1648 roku udał się do Malagi na powitanie swojej królowej. W sposób identyczny peregrynował Bonami, który towarzysząc królowi Filipowi III[136].

Najsłynniejszym polskim karłem był Józef Boruwłaski, znany w Europie pod przezwiskiem Joujou; należał do kategorii karłów szlacheckich. Urodził się na Pokuciu w 1739 roku. Jego rodzice osiągnęli średni wzrost; mieli sześcioro dzieci, pięciu chłopców i jedną dziewczynkę, z których troje było karłami, a pozostała trójka odznaczała się normalną budową ciała. Joujou, pisząc o tym fakcie w swoich pamiętnikach, uznał go za fenomen natury. Zwłaszcza zdumiewać może ilościowa równowaga pomiędzy potomstwem o karłowatej i normalnej wysokości. Wśród tego tercetu karzełków, jaki wydała na świat pani Boruwłaska, znalazła się również jedyna latorośl płci żeńskiej, siostra Joujou, Nasiusia. Napisał o niej w swoich pamiętnikach, że miała najpiękniejszą figurę i była cudownie proporcjonalna.

 

Rysunek 1.6. Portret Infantki Izabeli Klary Eugenii z Magdaleną Ruiz autorstwa Fransa Pourbusa z 1600 roku

Źródło: Famous draft paintings, informacja dostępna na stronie internetowej: http://framingpainting.com/famous-paintings/famous_dwarf_paintings.html [dostęp: 13.11.2013].

 

Jak pisze Hanna Widacka, Józef Boruwłaski był wychowankiem miecznikowej Anny Humieckiej i był bardzo inteligentny. W wieku lat 18 mówił już pięcioma językami, słynął dowcipem i dojrzałością umysłu, grał też na gitarze. W charakterze swoistej sensacji odwiedzał czołowe dwory europejskie (Wiedeń, Wersal, Lunéville), wzbudzając ciekawość, podziw i zazdrość. Sam o sobie pisał potem w swoich niezmiernie poczytnych pamiętnikach: Byłem modny, jak nowe suknie właśnie sprowadzane dla dam. Po powrocie do Polski zakochał się w pannie respektowej swojej chlebodawczyni, niejakiej Izalinie Barboutan, o której względy długo się starał, pisząc płomienne listy. O tak, Izalinko, będziemy szczęśliwi, jeżeli tylko tego zechcesz (...) ludzie myślą, że Ty się zgadzasz – snuł wygodne dla siebie marzenia. Izalina, ładna kobieta normalnego wzrostu, młodsza od swego adoratora o 15 lat, nie odwzajemniała jego uczuć; najprawdopodobniej czuła doń zwyczajny wstręt. O amorach Joujou plotkowała zawzięcie cała Warszawa, wmieszał się też w konkury sam król Stanisław August, wyznaczając Boruwłaskiemu roczną pensję w wysokości 120 dukatów[137].

Do początku XIX wieku przedstawienia z udziałem osób z niepełnosprawnościami rozwinęły się w całe pokazy osobliwości, które oferowały zorganizowane wystawy ludzi z rzekomymi wadami fizycznymi, psychicznymi lub behawioralnymi w cyrkach, na jarmarkach, festynach lub innych miejscach zabaw[138]. Takie praktyki kwitły w Europie i w Ameryce Północnej w XIX wieku i na początku wieku XX, a w Stanach Zjednoczonych były dopełniane tzw. Prawem o brzydocie (Ugly Laws)[139], nakładającym społeczne ograniczenia na osoby, których wygląd fizyczny był rażący lub mógł wystraszyć "normalnych" ludzi. Zabraniały one publicznego pojawiania się osób, które były chore, okaleczone lub w inny sposób zdeformowane, że mogły stanowić mało przyjemny czy odrażający widok[140]. Szerzej na ten temat pisze Susan Szweik w The Ugly Laws: Disability In Public (Prawo o brzydocie: niepełnosprawność w sferze publicznej). Autorka przytacza przykłady amerykańskich sposobów dyskryminacji i identyfikowania niepełnosprawności, w kontekście unsightly beggar (brzydkiego żebraka). Opisuje historię, politykę oraz konsekwencje ustaw o brzydocie, uchwalonych w wielu amerykańskich miastach w końcu XIX i na początku XX wieku. Przepisy te były ściśle przestrzegane, co w praktyce oznaczało wykluczenie osób z niepełnosprawnościami ze społeczności miejskich. Ich przebywanie w miejscach publicznych, szczególnie ludzi z widoczną dysfunkcją, uznano za przestępstwo, uzasadniając to dbałością o estetykę i nienarażaniem społeczności na widok chorych, ułomnych, okaleczonych, lub (...) zdeformowanych ciał publicznie[141]. Robert Burgdorf – ekspert historii prawa – przytacza, iż pojawienie się osoby ze zdeformowanym ciałem publicznie było uważane za pospolite przestępstwo, podobnie jak żebranie lub kradzież mienia[142].

Rozporządzenie miasta San Francisco z 1867 roku wprowadziło zakaz żebrania w ogóle. Osoba, która jest chora, okaleczona, uszkodzona lub w jakikolwiek sposób zdeformowana, w taki sposób, że wygląda brzydko i obrzydliwie lub zachowuje się w sposób niewłaściwy, ma zakaz przebywania w obiektach publicznych, na ulicach, autostradach, drogach publicznych lub innych miejscach publicznych w mieście lub hrabstwie San Francisco; nie może sama wystawiać się na widok publiczny; w przeciwnym razie zostanie uznana za winną wykroczenia oraz podlega karze grzywny lub pozbawienia wolności w więzieniu[143]. W kolejnych latach inne miasta na terenie Stanów Zjednoczonych, a nawet niektóre terytoria amerykańskie za granicą, wprowadziły zbliżone ustawodawstwo. Stan Pensylwania przyjął podobne prawo na początku 1890 roku. Również nowojorczycy, zainspirowani tym wydarzeniem, w 1890 roku podjęli nieudaną próbę wprowadzenia podobnego zarządzenia. Niestety, do sprawy powracano kilkakrotnie, aż w 1895 roku uchwalono New York Ugly Laws. W Chicago i w całym stanie Illinois podobne zakazy wprowadzono w 1911 roku. Co ciekawe, prawa te obowiązywały aż do 1974 roku. Ostatecznie sprawę rozwiązało wprowadzenie The Americans with Disabilities Act w 1990 roku.

Efektem takiej polityki było postrzeganie osób z niepełnosprawnościami jako bezużytecznych. Ponadto osoby takie nie mogły angażować się w działalność należącą do głównego nurtu ekonomicznego. Konsekwencją nieudanego dostosowania się niepełnosprawnych do normalności – czy to ze względu na wygląd, czy też zdolność panowania nad ciałem i umysłem – jest odsunięcie ich jako odmiennych.

Nasilenie oraz forma uprzedzeń związanych z osobami z niepełnosprawnościami sprawiły, że mały one charakter opresji. Wskazywała na to powszechna dyskryminacja przejawiająca się w sposobie zabudowy przestrzeni publicznej, zatrudnieniu, wypoczynku i relacjach osobistych. W tamtym okresie ludzie z niepełnosprawnościami wpisywali się w system wartości pełnosprawnych jako cierpiący i chorzy. Ukazywało to wszystkie lęki normalnego świata – tragedię, stratę, ciemność, nieznane[144].

W omawianym okresie próbowano również pomagać ludziom z niepełnosprawnościami, aby odzyskali swoją godność i prawa społeczne. Już na początku XVII wieku zakładano różnego rodzaju zakłady opiekuńcze lub świadczące całodobową opiekę. Przyczynił się do tego, przynajmniej w znacznym stopniu, pietyzm – ruch odrodzenia pobożnościowego w ramach protestantyzmu. Ważną rolę w tym względzie odegrał niemiecki pastor z Frankfurtu Filip Jakub Spener. Postępowe w swej strukturze organizacyjnej zakłady powstały w tym czasie z inspiracji innego duchownego ewangelickiego Augusta Hermanna Franckego, który prowadził także działalność charytatywną i opiekuńczą. Podejście Franckego opierało się na dwóch fundamentalnych zasadach: życzliwości i indywidualnym traktowaniu każdego człowieka.

Również sami niepełnosprawni i zrzeszające ich organizacje przejęły inicjatywę w przełamywaniu tej tyranii pełnosprawnych założeń, na których opierał się główny nurt kultury. Jak twierdził Paul Hunt, osoby z niepełnosprawnościami są wykluczone ze zwyczajności, jako takie, których obecność podważa powszechnie uznawane wartości. Ten pogląd w społeczeństwach kapitalizmu przemysłowego określał niepełnosprawność jako osobistą tragedię. Zgodnie z tym stanowiskiem, szok spowodowany u osób pełnosprawnych oczywistą odmiennością pobudzał u nich najgłębsze lęki i problemy, powodował niemożność zaakceptowania ich takimi, jakimi są w rzeczywistości, a innych osób – po prostu jako innych[145].

W tym momencie należy przywołać postać Charles'a Michela de l'Épée, który opiece pedagogiczno-wychowawczej dzieci głuchych poświęcił niemal 30 lat swego życia. W nauczaniu wykorzystał nową, wypracowaną przez siebie metodę migową, opartą na systemie znaków metodycznych. Opanowanie mowy migowej pozwalało przejść do następnego etapu kształcenia, to jest do tłumaczenia migów na mowę wyrażaną pismem. Co więcej, podejmował on także próby nauczenia dzieci głuchych mowy ustnej. Po jego śmierci nauczanie dzieci głuchych kontynuował jego uczeń, współpracownik i następca ksiądz – Ambroise Sicard. W pracy dydaktycznej rozwijał on metodę migową i upowszechnił ją w świecie[146].

Odpowiednikiem Charles'a Michela de l'Épée w zakresie pomocy osobom niewidomym był Valentin Haüy, który w 1784 roku założył zakład dla osób niewidomych. W zakładzie nie tylko prowadził naukę czytania i pisania według autorskich metod, ale również uczył osoby niewidome zawodu. Do swoich metod podchodził zdroworozsądkowo. Opierał się na zasadzie: pomagaj, a nie wyręczaj[147].

Całkowitym zaprzeczeniem jego podejścia była działalność Sébastiena Guillié'a. Guillié w 1817 roku napisał i opublikował książkę o edukacji niewidomych. Książka okazała się tak popularna, że wydano ją ponownie w 1819 i 1820 roku oraz przetłumaczono na język angielski i niemiecki[148]. Guillié był człowiekiem niskiego stanu społecznego i lubił robić dobre wrażenie, toteż piękne grawiury przedstawiające jego uczniów są wyidealizowane. Celem tego rodzaju publikacji było zdobycie publicznego wsparcia. Grawiury przedstawiają uczniów dobrze ubranych, uczesanych i zdrowych. W rzeczywistości wiele dzieci było słabego zdrowia, a niektóre nosiły blizny po wietrznej ospie. Chociaż ślepotę przedstawiano na tych rycinach w konwencji zamkniętych oczu, jest bardziej prawdopodobne, że oczy uczniów były otwarte i uszkodzone lub zdeformowane, jak w przypadku Louisa Braille'a. Zazwyczaj podczas publicznych pokazów zakrywano oczy uczniów opaskami, by oszczędzić takiego widoku wrażliwym damom.

Niepełnosprawność była również polem do prowadzenia okrutnych eksperymentów naukowych. Ludzie pozbawieni swoich praw nie mogli liczyć na obronę. Ich skargi i prośby były lekceważone, a próby przeciwstawienia się – okrutnie dławione[149]. Dla przykładu, w średniowieczu podejmowano próby leczenia głuchoty, często pod nadzorem oligarchów Kościoła. Praktykowano podcinanie języka i inne, często brutalne, metody lub okrutne zabiegi. Jeszcze w początkach XIX wieku Francuz Jean Gaspard Itard próbował leczyć głuchotę poprzez bolesną stymulację prądem elektrycznym (legła ona być może u podstaw dzisiejszych implantów ślimakowych), przystawianie pijawek do szyi i przekłuwanie błon bębenkowych. Próby te nie dawały jednak pozytywnego efektu niesłyszącym, niemniej przynosiły sławę i pieniądze lekarzowi.

Pacjenci w szpitalach publicznych byli często wykorzystywani do eksperymentów medycznych i nawet niewidome dzieci w XIX wieku cierpiały z rąk rzekomych opiekunów. Wspomniany wcześniej Sébastien Guillié wykonywał okrutne doświadczenia na swoich niewidomych podopiecznych, aby podnieść swoją reputację lekarza. Uzyskał pozwolenie Szpitala dla Chorych Dzieci na pobranie ropy z oczu dzieci cierpiących na ropne zapalenia powiek i umieszczenie jej w oczach czterech biednych niewidomych dzieci znajdujących się pod jego opieką w Instytucie Royale des Jeunes Aveugles. Miał on nadzieję wykazać, że choroba ta była zakaźna, a nie epidemiczna. Jego okrutne rozumowanie było takie, że byłoby nieludzkie zrobić to dzieciom widzącym, które mogłyby stracić wzrok, lecz niewiele złego mogło stać się tym, które już były niewidome. Choroba trwała 40 dni; w tym czasie dzieci cierpiały na pieczenie oczu, gwałtowny ból powiek i takie ciśnienie, że zdawało się, iż ich oczy były zaciśnięte bardzo mocno, więc otwierano je na siłę, wyrywając rzęsy[150].

Pod koniec XIX wieku sir Francis Galton, angielski podróżnik, antropolog, pisarz i wynalazca, kuzyn Karola Darwina, na nowo wprowadził do nauki pojęcie eugeniki, oznaczające dobre urodzenie. Celem teorii sztucznego doboru, którą zresztą stosowano już w pewnym stopniu w starożytnej Sparcie, było tworzenie ludzi bez wad. Rozwinął on później swą teorię, wprowadzając rozróżnienie na eugenikę pozytywną, która polegała na dobieraniu rodziców do prokreacji pod kątem ich przydatności, oraz negatywną, przejawiającą się zakazem rozmnażania dla tych, którzy określani byli mianem gorszych. Właśnie ta druga, groźniejsza koncepcja została wdrożona. Zakazano mieszanych małżeństw dla zachowania czystości rasy, wprowadzono przymusowe sterylizacje, a także odbierano dzieci, które nie spełniały wyznaczonego kryterium[151]. Kulminacja zjawiska miała miejsce w hitlerowskich Niemczech, gdzie osoby z niepełnosprawnościami umieszczano w specjalnych zamkniętych ośrodkach, w których dokonywano eksperymentów medycznych oraz uśmiercano osoby zagrażające czystości rasy. Podczas II wojny światowej chorych oraz upośledzonych umysłowo i fizycznie wywożono do obozów zagłady. Nie w Niemczech się to jednak zaczęło. Przymusowe sterylizacje pierwsze wprowadziły Stany Zjednoczone, a potem Szwecja, w której do lat 60. XX wieku przymusowo sterylizowano osoby z niepełnosprawnością intelektualną.

Jednym z najsławniejszych szpitali dla osób z chorobami psychicznymi był Szpital Broadmoor w Anglii. Pierwszych osiem lokatorek nowo otwartego przybytku stanowiły kobiety, ponieważ oddział dla nich ukończono najszybciej, jeszcze w 1863 roku. Jedna była drobną złodziejką, inna zadźgała męża podczas kłusowania, a pozostałych sześć zabiło lub zraniło własne dzieci – dusząc je, topiąc lub też podcinając im gardło brzytwą[152].

 

Rysunek 1.7. The Interior of Bedlam, from A Rake's Progress by William Hogarth, 1763

Źródło: McCormick Library, Northwestern University, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.sos.mo.gov/archives/exhibits/quest/treatment/1840.asp [dostęp: 10.10.2012].

 

Pierwszą pacjentką wpisaną do rejestru przyjęć była Mary Ann Parr, trzydziestopięcioletnia robotnica z Nottingham. Od urodzenia żyła w nędzy, cierpiała na kiłę wrodzoną oraz upośledzenie umysłowe. W wieku 25 lat wydała na świat nieślubne dziecko, które potem udusiła, przyciskając do piersi. Uznano ją winną morderstwa i skazano na śmierć, ale po badaniu lekarskim wyrok zmieniono i kobietę odesłano do szpitala Bethlem Royal w Southwark w południowym Londynie[153].

Fakt, że ją i jej podobnych przenoszono później do Broadmoor, gdzie pacjenci mieli dostęp do najlepszych terapii znanych ówczesnej medycynie, zawdzięczamy po części niedoszłemu zamachowcowi Jamesowi Hadfieldowi – młodemu ojcu i fanatykowi religijnemu z Londynu. Mężczyzna był przekonany, że jeśli zostałby stracony przez państwo, na podobieństwo Jezusa, jego poświęcenie doprowadziłoby do drugiego przyjścia Chrystusa i dnia sądu ostatecznego. Dlatego też w wiosenny wieczór w maju 1800 roku, kiedy król Jerzy III oglądał przestawienie w Theatre Royal, Hadfield wystrzelił dwukrotnie z widowni w kierunku loży monarchy. Kule minęły Jego Wysokość tylko o włos[154]. Podczas procesu sprawcy skuteczna okazała się – rewolucyjna jak na owe czasy – linia obrony opierająca się na niepoczytalności, co z kolei postawiło ówczesny rząd przed skomplikowanym problemem. Hadfield nie był winny, ponieważ nie odpowiadał za swoje czyny. Był jednak zbyt niebezpieczny, by skierować go do zwykłego szpitala albo powierzyć opiece lokalnej społeczności, jak robiono dotąd z innymi szaleńcami.

Trzeba jednak odnotować pokutujący w świadomości społeczeństwa długo, bo aż do początków XIX wieku, pogląd, w myśl którego obłąkany nie odpowiada wprawdzie za popełnione przestępstwo, lecz ponosi niejako winę za samą chorobę umysłową, w której dopatrywano się rezultatów jakiegoś zdrożnego trybu życia. Dlatego też zakłady dla obłąkanych urządzano na ogół na wzór więzień karnych. Szczególnie "łaskawa" dla tych przedsięwzięć była angielska ustawa o obłąkanych przestępcach z 1800 roku. Dawała ona podstawę prawną dla zatrzymania ludzi, jak długo spodoba się Jego Królewskiej Mości (prawne określenie dla wyroku dożywocia)[155]. Ponieważ społeczeństwo i sądy dostarczały coraz więcej takich przypadków, kilka dekad późnej zamknięte oddziały państwowego zakładu dla obłąkanych Bethlem były wypełnione po brzegi. Dlatego pod koniec lat 50. XIX wieku rząd podjął decyzję o budowie specjalnego szpitala – Broadmoor[156]. Do jego sławnych – czy raczej cieszących się złą sławą – pacjentów zaliczali się: Edward Oxford, Richard Dadd, William Chester Minor i Christiana Edmunds.

Pod koniec XVIII wieku w Europie zaczęły powstawać stowarzyszenia na rzecz bardziej humanitarnych metod leczenia osób z niepełnosprawnościami, zwane moralnym leczeniem. W szczególności były to przedsięwzięcia koncentrujące się na poszczególnych prawach człowieka i metodach polegających na moralnym leczeniu. Do liderów tego ruchu należy zaliczyć: Vincenza Chiarugi (1759–1820) we Włoszech, Jeana Baptiste'a Pussina (1746–1811) i Philippe'a Pinela (1745–1826) we Francji, Williama Tuke'a w Anglii, a później w USA, Benjamina Rush'a (1745 –1813) w USA, a znacznie później Dorothe Dix (1802–1887)[157].

Twórcom tego ruchu zależało na zaprzestaniu stosowania łańcuchów, kar fizycznych oraz całkowitego zamknięcia i odizolowania od społeczeństwa. Walczyli również o poprawę warunków higienicznych i zmianę podejścia personelu, szczególnie niższego, do pacjentów. Sprzeciwiali się wprowadzaniu szarlatańskich i okrutnych metod medycznych, które na niespotykaną kiedykolwiek skalę stosowano u osób z niepełnosprawnościami. W efekcie w XIX wieku oraz w pierwszej połowie XX wieku wobec tej grupy pacjentów zaczęła dominować postawa segregacji. Ukształtowała się ona w wyniku naukowego wyodrębnienia wielu typów dysfunkcji, ich specyfiki rozwojowej oraz dostrzeżenia społecznej potrzeby organizowania odpowiednich warunków wychowania i nauczania. Postawa segregacji opierała się na założeniu, że rehabilitacja powinna być prowadzona w specjalnych instytucjach, ponieważ wtedy można zagwarantować i zapewnić najwłaściwsze metody oraz środki oddziaływań wychowawczych, dydaktycznych, a także odpowiednią kadrę. Natomiast pozostawienie osoby z niepełnosprawnością w otwartym społeczeństwie oznaczało skazanie jej na niepowodzenia. Praktyczna realizacja koncepcji segregacyjnych nie tylko chroniła osoby z niepełnosprawnościami przed trudami życia w otwartym społeczeństwie, ale także "chroniła" społeczeństwo przed życiem z niepełnosprawnymi.

 

Rysunek 1.8. Illustration of Bedlam from "A Tale of a Tub" by Jonathan Swift, fifth edition published 1710

Źródło: The Bridgeman Art Library, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.bridgemanart.com/asset/465162/Lens-Bernard-III-1682-1740/Illustrationof-Bedlam-from-'A-Tale-of-a-Tub' [dostęp: 10.10.2012].

 

W tym momencie nie sposób pominąć postaci, jaką niewątpliwie był Jean Marc Gaspard Itard (1774–1838). Itard uznawany jest za jednego z ojców założycieli szkolnictwa specjalnego. Był pierwszą osobą, która opracowała podejście skoncentrowane na indywidulanym programie nauczania dziecka. Jego praca z małoletnim Victorem, znanym jako The Wild Boy of Aveyron, przysporzyła Itardowi międzynarodowej reputacji. Opis przypadku Victora jest jednym z najsłynniejszych w literaturze psychologicznej[158].

Itard urodził się w 1774 roku w małym miasteczku Oraison w Prowansji, prowincji południowo-wschodniej Francji. Kształcił się na kupca, ale podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej wstąpił do wojska i został asystentem chirurga w szpitalu wojskowym w Tulonie. Nie posiadał wykształcenia medycznego – nauczył się tego w praktyce[159]. Wykazał ogromny talent do medycyny i już w 1796 roku rozpoczął formalną praktykę chirurgiczną w Paryżu. W 1800 roku został mianowany głównym lekarzem w Państwowym Zakładzie dla Głuchoniemych w Paryżu. Jego osiągnięcia w tym charakterze były liczne: w Paryżu Itard był uczniem wybitnego lekarza René Laenneca, wynalazcy stetoskopu (w 1816 roku). Laennec był kilka lat młodszy od Itarda, ale posiadał wykształcenie medyczne, zdobyte na uniwersytecie w Nantes; był również wykładowcą i profesorem medycyny w Coll?ge de France. Dzięki wspólnej pracy z doktorem Laennec, w 1803 roku Itard opisał odmę. W 1821 roku opublikował Otology, w której przedstawił wyniki swoich badań medycznych na podstawie doświadczeń z ponad 170 przypadkami. Przypisuje mu się wynalezienie cewnika Eustachisza, który jest nazywany cewnikiem Itarda. Drętwienie w błonie bębenkowej podczas otosklerozy również nazywa się od jego imienia – "symptomem Itarda-Cholewa"[160]. W 1825 roku, jako główny lekarz w L'Institution Royale Des Sourds-Muets, opisał pierwszy przypadek syndromu Tourette'a u markizy de Dampierre, paryskiej arystokratki[161]. Itard znany był z prowadzenia kontrowersyjnych eksperymentów medycznych, polegających na próbach przywrócenia słuchu u głuchych uczniów szkoły Saint-Jacques w Paryżu.

Itard jest również znany jako pedagog osób głuchoniemych. Swoje teorie edukacyjne oparł na słynnym przypadku Victora Aveyrona. Był jednak rozczarowany postępami w pracy[162]. Zaangażowanie w pracę z Victorem, zwanym dzikim chłopcem z Aveyronu, doprowadziło do nowych odkryć w dziedzinie rozwoju dziecka i edukacji. Victora odkryto w 1799 roku w lesie w południowej Francji. Wyglądało na to, że został porzucony przez swoich rodziców. Wychowywał się w całkowitej izolacji od świata ludzi. Spożywał posiłki bez użycia rąk, poruszał się na czterech kończynach, przebywał w ciemnych miejscach, nie potrafił ani płakać ani się uśmiechać. Miał około 12 lat. Został przygarnięty przez mieszkańców pobliskiej wsi. Mniemano, iż wcześniej żył samotnie w lesie, jedząc to, co mógł znaleźć. Lokalne władze zasugerowały, aby przewieźć go do Paryża, gdzie mógł być poddany badaniom, jako przykład ludzkiego umysłu w jego stanie pierwotnym[163]. W rzeczywistości okazał się normalnym dzieckiem. Itard wierzył, że upośledzenie umysłowe chłopca było spowodowane brakiem ludzkiej interakcji i że można je przezwyciężyć. Przeniósł chłopca, którego nazwał Victor, do krajowej instytucji dla głuchych; kolejne pięć lat poświęcił intensywnej pracy – budowie zindywidualizowanego programu edukacyjnego. Był to pierwszy przykład i początek nowoczesnej edukacji specjalnej.

Itard pozostawał pod wpływem filozofa Johna Locke'a, który utrzymywał, że umysł jest pusty i jak statek czeka na załadunek[164]. Uważał, że wszelka wiedza pochodzi z umysłu[165]. Wzrok i słuch Victora były normalne, ale chłopiec nie reagował na bodźce zmysłowe lub reagował na nie bardzo słabo. Nie był w stanie mówić. Itard uważał, że systematyczna praca przyczyni się do adaptacji społecznej chłopca, dla którego ułożył specjalny program wychowawczy (kształcenie funkcji intelektualnych, motoryki, sfery uczuć, ćwiczenie zmysłów). Itard uznał jednocześnie, że Victor nie będzie mógł uczyć się efektywnie, dopóki nie zostanie bardziej wyczulony na swoje środowisko. W rezultacie pozbawił swe podejście edukacyjne treningu i stymulacji sensorycznej. Celem Itarda było, aby Victor uczestniczył w życiu społecznym, poprawiał swoją świadomość i intensywność odczuwania bodźców środowiskowych. Chciał nauczyć chłopca obcowania w kulturze, mówienia, a także komunikowania się poprzez zdjęcia i słowo pisane. Itard był bardzo zaangażowany w rozwój języka Victora – uważał to za klucz do stania się cywilizowanym człowiekiem. Postępy Victora były widoczne, ale nigdy nie zbliżył się normalności. Po kilku latach ćwiczeń chłopiec potrafił chodzić w pozycji wyprostowanej, ubierać się, wypowiadać proste słowa, zademonstrować przywiązanie do swoich opiekunów i wykonywać proste polecenia. Nie zmieniało to jednak faktu, że pozostał osobą głęboko upośledzoną umysłowo (idiotyzm). Stanowisko takie od początku prezentował oponent Itarda – Pinel. Jednakże nie to było najważniejsze. Istotne było to, iż Itard faktycznie próbował pomóc Victorowi w czasie, gdy uważano, że dzieci z problemami "psychicznymi" nie były w stanie niczego się nauczyć. W wyniku pracy Itarda stało się jasne, że istnieją krytyczne okresy w rozwoju dziecka i edukacja powinna je uwzględniać. Socjalizacja Victora, jaką otrzymał przez te lata, nie była imponująca. Nie był w stanie nauczyć się poprawnie mówić, choć jego komunikacja niewerbalna poprawiła się znacznie. Itard uważał, iż przyczyna tkwiła w braku doświadczenia we wczesnych fazach rozwojowych, co ograniczyło postępy Victora w późniejszym dzieciństwie. Itard był pierwszym lekarzem twierdzącym, że wzbogacone środowisko może zrównoważyć opóźnienia rozwojowe spowodowane dziedzicznością lub zaniedbaniem. Wpływy metod edukacyjnych Itarda można obserwować w pracach jego ucznia Eduarda Seguina. Seguin udoskonalił i rozwinął metody swego nauczyciela o podejście czuciowo-szkoleniowe.

Eksperyment z dzikim z Aveyronu śledziła prasa i pomimo znikomych sukcesów pedagogicznych, praca z chłopcem stanowiła krok naprzód w poznaniu potrzeb dzieci głęboko upośledzonych umysłowo[166].

Na pracę J.M. Gasparda Itarda i jego ucznia Edwarda Sequina natrafiła Maria Montessori (1870–1952)[167]. Dzięki pedagogice specjalnej tych dwóch panów, praktyce medycznej oraz doświadczeniom w pracy z dziećmi upośledzonymi umysłowo doszła do wniosku, że problem ich rozwoju i kształcenia jest raczej natury pedagogicznej niż medycznej. Dzieci takie wymagają jedynie odpowiednich warunków wychowawczych, czyli specjalnej metody pracy nad ich rozwojem[168].

Również na ziemiach polskich podejmowano działania na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Twórcą pierwszej szkoły dla dzieci głuchoniemych, założonej w Warszawie, był pijar Jakub Franciszek Falkowski (1775–1848). Instytut Głuchoniemych rozpoczął swoją działalność w Warszawie w 1817 roku. Jego pierwszym rektorem został ks. Falkowski, wykonując wiele znaczących prac dla funkcjonowania i rozwoju tej instytucji. Ksiądz Falkowski dał się poznać nie tylko jako dobry organizator i teoretyk kształcenia, lecz również jako filantrop. Przyjmował bowiem do instytutu osoby źle usytuowane, bez konieczności wnoszenia opłat[169].

W 1910 roku z inicjatywy Róży Czackiej, zwanej też Matką Elżbietą (1876–1961), powstało Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, a w latach kolejnych – placówki opieki zamkniętej. W 1918 roku założyła w tym celu zgromadzenie zakonne pod nazwą Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. W 1921 roku Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi otrzymało w darze pięć morgów ziemi na skraju Puszczy Kampinoskiej, w miejscowości Laski, dokąd przeniosły się wszystkie placówki wychowawcze i opiekuńcze[170].

Z osobistego doświadczenia Róży Czackiej płynęło przekonanie, że kalectwo jest powołaniem, wezwaniem, szczególnym zadaniem postawionym człowiekowi przez Boga. Cały system wychowawczy Lasek, mający na celu w wymiarze ludzkim i społecznym doprowadzenie niewidomych do maksimum samodzielności, opiera się równocześnie na głębokim przekonaniu, iż tylko wtedy niewidomy może stać się szczęśliwym człowiekiem, gdy weźmie na siebie ciężar kalectwa w duchu wiary, z miłości do Boga[171].

Uzyskanie przez Polskę niepodległości wzbudziło nadzieję na zbudowanie nowoczesnego systemu pomocy dla weteranów wojen wyzwoleńczych oraz dla dzieci i dorosłych osób cywilnych, które w wyniku doznanych ran stały się niepełnosprawne. Dekret o obowiązku szkolnym z 7 lutego 1919 roku wprowadził do szkolnictwa siedmioletni okres kształcenia wszystkich dzieci. W dekrecie tym jednak stwierdzono, iż od obowiązku mogą być zwolnione dzieci chore fizycznie lub umysłowo oraz dzieci niedorozwinięte, o ile ułomności ich wyłączają je z pobierania nauki w szkole powszechnej. Start w dziedzinie opieki nad dzieckiem upośledzonym był więc utrudniony. Według danych w pierwszych latach istnienia państwa polskiego było około 75 tys. dzieci upośledzonych umysłowo w wieku szkolnym, z czego tylko dwa tysiące znajdowały się w szkołach i zakładach wychowawczych. Rozwój opieki nad dzieckiem w okresie II Rzeczypospolitej stanowi studium różnorodnych doświadczeń i tendencji, które kształtowały się pod naciskiem wyraźnie występujących potrzeb społecznych. Reprezentanci postępowych nurtów społecznych postulowali zerwanie z formami opieki filantropijnej na rzecz publiczno-prawnej[172].

O potrzebie rozwoju opieki nad dziećmi z niepełnosprawnościami przekonywała Maria Grzegorzewska (1888–1967), która zapoczątkowała i rozwinęła pedagogikę specjalną. Otwarta na potrzeby dziecka, zwłaszcza specjalnej troski, utworzyła cenioną w Polsce i poza jej granicami polską szkołę pedagogiki specjalnej oraz system szkół służących realizacji jej zadań. W imię hasła: Nie ma kaleki, jest człowiek, które głosiła w swoim życiu, chciała przekonać otoczenie, że każde dziecko należy traktować jako członka społeczeństwa i przyznawać mu prawo godności ludzkiej. Uczyła stawania po stronie zagrożonego człowieczeństwa, wskazywała postawę praktycznego chrześcijaństwa[173].

W latach 30. na terenie Polski znacznie wzrosła liczba stowarzyszeń i instytucji charytatywnych i filantropijnych. Było to spowodowane zahamowaniem rozwoju działalności opiekuńczo-wychowawczej państwa. W 1934 roku założono ponad 1145 różnych instytucji i organizacji społecznych zajmujących się opieką i wsparciem, a olbrzymią ich większość stanowiły stowarzyszenia dobroczynne[174]. Należy zwrócić jednak uwagę na fakt, iż zawsze, gdy zainteresowanie niepełnosprawnością ze strony państwa było nikłe, Kościół, bądź stowarzyszenia chrześcijańskie, organizował pomoc i wzmacniał swoją aktywność w działaniach na rzecz tych osób.

Świeckie światopoglądy, które wywarły ogromny wpływ na sposób widzenia osób z niepełnosprawnością w XIX oraz XX wieku to: ewolucjonizm Karola Darwina (1809–1882), eugenika jego kuzyna Francisa Galtona (1822–1911) i idea nadczłowieka Fryderyka Nietzschego (1844–1900). Wszyscy trzej mówili to samo, tylko innymi słowami i w innych dyscyplinach: Darwin w przyrodoznawstwie, Galton w antropologii, Nietzsche w filozofii. Ważny wkład, szczególnie w ideę eugeniki społecznej, wniósł również Herbert Spencer (1820–1903), myśliciel klasycznego liberalizmu i utylitarysta w etyce, oraz Thomas Robert Malthus (1766–1834), który jako pierwszy uznał, że nadmiar ludzi na świecie jest najważniejszym problemem społecznym; twórca teorii ludnościowej, zwanej maltuzjanizmem[175].

Poglądy Darwina – ewolucjonizm, doskonalenie się gatunków, eliminacja słabszych jako zjawisko naturalne – to samo sedno, jądro praw przyrodniczych. Jednostki najsilniejsze, najlepiej przystosowane do otaczających warunków, mają lepsze zdolności adaptacyjne, a tym samym – większe szanse przetrwania. Walka o byt wszelkimi sposobami to podstawowe prawo rządzące rzeczywistością. Fakt, że najsłabsze (niepełnosprawne, niedołężne, chore) osobniki odpadają, jest w świetle tej teorii najzupełniej naturalny i zrozumiały.

Francis Galton dał początek naukowej eugenice i rozwinął ją jako dyscyplinę akademicką. Był również podróżnikiem i twórcą daktyloskopii (badania linii papilarnych). Dokonywał mnogich pomiarów antropologicznych i na ich podstawie porównywał według inteligencji, kształtu i budowy ciała, koloru skóry, sprawności psychofizycznej wybrane rasy (nacje) ludzkie, udowadniając, że z naukowego (lub może bardziej pseudonaukowego) punktu widzenia można je podzielić na lepsze i gorsze, inteligentniejsze i mniej inteligentne[176].

Badaniom tym Galton starał się dać naukowe podstawy – stworzył nawet własny instytut naukowy nazwany jego imieniem. Jego sposób myślenia zaciążył w bardzo istotny sposób na nauce oraz podejściu do osób innych ras i narodowości. Na przykład testy inteligencji mierzące poziom IQ w USA segregują i automatycznie przeznaczają do odpowiednich szkół (na przykład niskie IQ powoduje pójście dziecka do szkoły specjalnej, choć nie wszystkie dzieci z niskim IQ są niepełnosprawne umysłowo). Inteligencja jest tylko jedną z wielu składowych psychiki człowieka. Amerykanie bardzo zaufali pomysłom eugenicznym Galtona, (zwłaszcza że były naukowo/pseudonaukowo udowadniane), które wywarły ogromny wpływ na amerykańską politykę społeczną. Wiele osób rasowo podejrzanych po prostu nie wpuszczono na terytorium USA.

Fryderyk Nietzszche (1844–1900) stworzył ideę nadczłowieka (Übermensch), istoty doskonałej fizycznie i umysłowo, nadrzędnej w stosunku do innych istot. Według Nietschego takich nadludzi jeszcze nie ma, ale w przyszłości będą, nadejdą, pojawią się i on z utęsknieniem na nich czeka. Gdy tylko się pojawią, powinni rządzić słabszymi, gorszymi od nich rasami. W stosunku do osób z niepełnosprawnościami używał obrazowej metafory: są jak robaczywe jabłka. Powinno się gwałtownie i mocno potrząsnąć jabłonią, aby pospadały najgorsze, a zostały tylko zdrowe i silne[177]. Ideę nadczłowieka Fryderyka Nietzschego oraz ideę eugeniki społecznej – za sprawą Adolfa Hitlera – podchwycił faszyzm, który stał się oficjalną ideologią i upowszechnił się w Niemczech po dojściu Hitlera do władzy. Usprawiedliwiając rasizm, odwoływano się do poglądów Nietzschego (na co nie miał wpływu, bo już dawno nie żył) już w latach 30. XX wieku. Ideologia i propaganda nazistowska wypromowała aryjczyków jako przedstawicieli szczególnej rasy: istoty wyjątkowe, nadrzędne w stosunku do innych ras ludzkich. Aryjczycy w ramach tej ideologii traktowani byli jako rasa nadludzi, panów. Naziści wprowadzili prawo zakazujące mieszania ras (by uniknąć degradacji rasy lepszej), separowanie się od ras gorszych gatunkowo, zakaz małżeństw i stosunków seksualnych Niemców z osobami ras pośledniejszych.

Niepełnosprawni, których uznano za przydatnych do pełnienia jakichkolwiek obowiązków, uniknęli zagłady. Jeśli jednak stwierdzono, że upośledzenie jest dziedziczne i może mieć wpływ na dalsze pokolenia, poddawano ich sterylizacji lub zagładzie. Do ludzi, których rozmnożenie z punktu widzenia interesu społecznego nie jest pożądane, zaliczono: osoby obarczone upośledzeniem umysłowym, chorych psychicznie, epileptyków, niewidomych, głuchych oraz fizycznie słabych. Był to program eutanazji, czyli śmierci z łaski (zwany pod nazwą Hadamar), którego ofiarą padali zarówno Niemcy, jak i osoby innych narodowości. Do lata 1941 roku zginęło w ten sposób 70–80 tys. Niemców, w tym znaczna część dzieci. Przerwano te praktyki na polecenie Hitlera w lipcu 1941 roku, ze względu na protesty Kościoła[178].

Okres II wojny światowej w Europie to mroczny czas dla osób z niepełnosprawnościami. Ich zagłada, w tym szczególnie chorych psychicznie, jest wciąż faktem mało znanym. W powszechnej świadomości osoby te nie są uważane za ofiary prześladowań, traktuje się je czasem wyłącznie jako marginalną grupę ofiar nazizmu. Tymczasem ich eksterminacja była początkiem masowego ludobójstwa; tutaj zdobywano doświadczenia i wypracowywano rozwiązania, które później pozwoliły na masowe mordowanie ludzi w obozach zagłady. W latach 1939–1944 realizowany był przez nazistów program Aktion T4 (Akcja T4), której celem była fizyczna eliminacja ludzi niedorozwiniętych psychicznie i fizycznie, przewlekle chorych czy niepoczytalnych. Program ten nazwano kryptonimem T4 – od adresu placówki kierującej akcją zagłady, mieszczącej się w Berlinie przy Triergartenstrasse 4[179].

Właściwa Akcja T4 trwała od 1 września 1939 roku do 24 sierpnia 1941 roku i w kołach badaczy pod tym kryptonimem rozumie się pierwszy masowy mord ludności dokonany przez państwo nazistowskie, w czasie którego opracowano i wykorzystano technologię grupowego zabijania, którą przeniesiono następnie do obozów natychmiastowej zagłady. Metodą tą było tzw. gazowanie, czyli mordowanie ludzi za pomocą trujących gazów w pomieszczeniach do tego przeznaczonych (komory gazowe). Wykorzystano w tym celu komory gazowe dwojakiego typu: a) stacjonarne – w zaadaptowanych do tego celu pomieszczeniach; oraz b) przenośne – zainstalowane na nadwoziach samochodów ciężarowych (tzw. gasvan). Stacjonarne komory gazowe imitowały łaźnie kąpielowe, dzięki czemu można było w łatwy sposób przekonać przyszłe ofiary do wejścia do wnętrza pod pretekstem kąpieli. W samochodach komorach gazowych (z wyjątkiem tych użytych w obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem) imitacji instalacji łaziebnych nie stosowano, a przyszłe ofiary zachęcano do wejścia pod pozorem konieczności przewiezienia ich do innego zakładu psychiatrycznego[180].

 

Rysunek 1.9. Plakat wydany w 1938 przez Biuro Polityki Rasowej NSDP

Źródło: Nazi Euthanasia Propaganda (Aktion T4) – 1938, informacja dostępna na stronie internetowej: http://imgur.com/r/PropagandaPosters/yk0BY [dostęp: 5.04.2012].

 

W związku z tym klasyczną akcję eutanazyjną z założenia determinują dwa czynniki: a) okres działania obejmujący czasowo rozkazy Hitlera o rozpoczęciu i odwołaniu akcji; oraz b) zastosowanie komór gazowych.

Akcja została zaplanowana niezwykle racjonalnie. Naukowym uzasadnieniem unicestwiania chorych psychicznie miały być opracowania psychiatry Alfreda Hoche i prawnika Karla Bindinga, którzy w swojej pracy wydanej w 1922 roku pt. Wydanie zniszczeniu istot nie wartych życia twierdzili, że śmierć takich osób może być uznana przez nie same i przez społeczeństwo za wyzwolenie, a dla państwa będzie oznaczać pozbycie się ciężaru utrzymania osób nieprzedstawiających najmniejszej nawet użyteczności. Odpowiednie przepisy nałożyły na pielęgniarki i akuszerki asystujące przy porodach obowiązek informowania o narodzinach dziecka z ciężkimi wadami wrodzonymi. Rozwinęły się także specjalne ośrodki, do których transportowano na śmierć dzieci i dorosłych. Chorych zabijano śmiertelną dawką morfiny lub – w późniejszym okresie – w komorach gazowych, które instalowano w samochodach albo budowano przy specjalnie do tego celu powołanych ośrodkach[181].

Początek Akcji T4 miał miejsce 20 lub 21 września 1939 roku w Grand Hotelu w Sopocie, gdzie odbyła się narada z udziałem Hitlera, w której uczestniczyli między innymi doktor Karl Brandt, Philip Bouhler i doktor Leonardo Conti. Podczas narady Hitler przedstawił plany dotyczące likwidacji na terenie Niemiec osób umysłowo chorych, wychodząc z założenia, że wpłynie to na utrzymanie czystości niemieckiej krwi. Conti wątpił wprawdzie, że jest to metoda mogąca wpłynąć na udoskonalenie rasy, ale mimo to na naradzie tej podjęto założenia dotyczące wprowadzenia akcji bezbolesnego zabijania chorych psychicznie i niedorozwiniętych dzieci[182]. Podjęte decyzje przyjęły formę dyrektywy Hitlera z października 1939 roku, antydatowanej na 1 września 1939 roku, w myśl której: Reichsleiter Bouhler i dr med. Brandt są z mojego polecenia odpowiedzialni za rozszerzenie kompetencji lekarzy, którzy zostaną wymienieni z nazwiska, tak żeby osobom według wszelkiego prawdopodobieństwa nieuleczalnie chorym wobec zupełnie krytycznej oceny stanu ich zdrowia można było zapewnić łaskawą śmierć. podpis /-/ A. Hitler[183].

Początkowo dzieci, które uznawano za niegodne życia, zabijano poprzez wstrzyknięcie śmiertelnej dawki barbituranów lub morfiny, pod pozorem kierowania ich na szczepienie do specjalnych ośrodków, z których najwcześniej zaczął działać ośrodek w Aplerbeck.

W miarę rozszerzania Akcji T4 zabijanie zastrzykami uznano za nieefektywne i rozpoczęto eksperymenty z zabijaniem trującym gazami (tlenkiem węgla, spalinami samochodowymi, później także cyjanowodorem). Stacjonarne komory gazowe do zabijania osób w ramach Akcji T4 umiejscowiono w piwnicach dawnych zamków. Miejscami, w których po raz pierwszy wybudowano prymitywne komory gazowe i zastosowano zabijanie gazem, były szpitale psychiatryczne na okupowanych terenach polskich: w Owińskach koło Poznania, w Świeciu, w Kocborowie oraz w Forcie VII w Poznaniu (do końca 1939 roku zgładzono tam około 4,5 tys. osób)[184]. Niewykluczone, że eksperymentowano tam także z komorami gazowymi na samochodach, zewnętrznie wyglądających jak wozy meblowe, a także stosowano inne sposoby zabijania, na przykład masowe rozstrzeliwania i zastrzyki.

Miejscem, gdzie po raz pierwszy na pewno zastosowano takie ruchome komory, był szpital psychiatryczny w Owińskach koło Poznania. Druga tura pacjentów z Owińsk została zamordowana za pomocą samochodu-komory gazowej najprawdopodobniej w listopadzie 1939 roku. W szpitalach uśmiercano głównie pacjentów narodowości polskiej, choć na przykład do Piaśnicy przewożono także pacjentów niemieckich[185].

W lutym 1940 roku ustalono listę sześciu oficjalnych ośrodków zagłady osób z niepełnosprawnościami, głównie dorosłych, oznaczonych literami "A", "B", "Be", "C", "D", "E". Pierwszym działającym ośrodkiem zagłady osób chorych psychicznie i niepełnosprawnych na terenie przedwojennej Rzeszy, był zamek w Grafeneck, a następnie Brandemburg, Hartheim, Sonnenstein koło Pirny, Bernburg oraz Hadmar. Poza nimi działały nieoficjalne ośrodki zagłady (czasem nazywanej w literaturze przedmiotu dziką eutanazją), głównie na terenie Kraju Warty, w których zabijano także dzieci[186]. Po przedostaniu się informacji o Akcji T4 do publicznej wiadomości i protestach kół kościelnych (zwłaszcza po publicznym kazaniu, wygłoszonym 3 sierpnia 1941 roku przez katolickiego biskupa Clemensa Augusta hrabiego von Galena), oficjalnie wstrzymano jej realizację od 24 sierpnia 1941 roku. Niemniej w niektórych ośrodkach [na przykład w Hartheim, Bernburg (Saale), Sonnenstein] nadal zabijano więźniów obozów koncentracyjnych, a personel i urządzenia komór gazowych z pozostałych wysłano do obozów zagłady w Treblince, Bełżcu i Sobiborze.

 

1.4. CZASY WSPÓŁCZESNE

Przez większą część XX wieku w społeczeństwach Zachodu niepełnosprawność utożsamiana była z wadą ciała lub umysłu, a ludzi klasyfikowanych w ten sposób kojarzono przede wszystkim z osobami przykutymi do wózków inwalidzkich, ofiarami takich chorób, jak porażenie mózgowe, pozbawionymi słuchu lub wzroku, a także chorymi umysłowo. Upośledzenie oraz nieprawidłowość budowy lub funkcji ciała w sposób oczywisty powoduje uzależnienie od rodziny, przyjaciół i usług opiekuńczych, co często powodowało izolowanie osób z niepełnosprawnościami w wyspecjalizowanych zakładach. Takie postrzeganie sprowadzało niepełnosprawność na płaszczyźnie indywidualnej do tragedii osobistej[187], a w kontekście społecznym do obciążenia dla reszty społeczeństwa. Jednakże polityka względem osób z niepełnosprawnościami ewoluowała: od elementarnej opieki w zakładach zamkniętych do edukacji dla dzieci i rehabilitacji dla osób, których niepełnosprawność nastąpiła w dorosłym życiu. Dzięki edukacji i rehabilitacji, osoby z niepełnosprawnościami uaktywniają się, stając się siłą napędową dalszego rozwoju. Powstały organizacje zrzeszające osoby z niepełnosprawnościami, ich rodziny oraz obrońców ich praw, walczące o lepsze warunki życia. Po II wojnie światowej pojawiły się koncepcje integracji i normalizacji, odzwierciedlające narastającą świadomość możliwości, jakimi dysponują osoby z niepełnosprawnościami.

Pod koniec lat 60. XX wieku organizacje osób z niepełnosprawnościami w niektórych krajach zaczęły formułować nową koncepcję niepełnosprawności. W koncepcji tej zwraca się uwagę na ścisłe powiązania pomiędzy ograniczeniami doświadczanymi przez osoby z niepełnosprawnościami, kształtem i strukturą środowiska, w którym żyją, oraz postawami społeczeństwa. Równocześnie coraz więcej uwagi zaczęto poświęcać problemom niepełnosprawności w krajach rozwijających się. Zauważono, iż w niektórych spośród tych państw odsetek populacji dotkniętej niepełnosprawnością był bardzo wysoki, a ich sytuacja materialna – na ogół niezwykle ciężka. Zaczęto domagać się zmiany polityki, co miało szczególne znaczenie dla niepełnosprawnych, często całe życie izolowanych w domach opieki i w innych zakładach. W żądaniach zwracano uwagę na konieczność zwiększenia możliwości samodzielnego życia w takim stopniu, w jakim pozwoli na to schorzenie. W Stanach Zjednoczonych postulowano dodatkowo o pełne prawa obywatelskie, niepełnosprawni bowiem traktowani byli tam jako obywatele drugiej kategorii oraz dyskryminowani.

W Polsce w tym okresie patrzono na ludzi z niepełnosprawnościami przez pryzmat ich choroby lub kalectwa. Z tego powodu uważano, iż największym dobrodziejstwem dla takich osób było tworzenie placówek oświatowych, w których proces kształcenia był całkowicie dostosowany do danego rodzaju dysfunkcji i wiążących się z nią specyficznych potrzeb dziecka. Zaowocowało to wypracowaniem specyficznych metod nauczania, wykształceniem wysoko kwalifikowanej kadry, rozwojem pedagogiki specjalnej, w różnych jej działach. Przede wszystkim jednak wykształcono na poziomie szkoły podstawowej i zawodowej wiele osób z niepełnosprawnościami, przygotowano je do pracy. Praca ta zorganizowana była też w odrębny system. W Polsce, w czasach PRL, był to system spółdzielni inwalidów, gdzie rzeczywiście absolwenci szkół specjalnych znajdowali zatrudnienie, głównie przy prostych pracach. Ten system ściśle współpracował z systemem edukacji specjalnej. I tak po szkole dla niewidomych pracowało się w spółdzielni dla niewidomych, po szkole dla głuchych – w spółdzielni dla głuchych itd. Utworzono więc swoiste rezerwaty. Pokolenia tzw. zdrowych dorastały, nie mając świadomości istnienia rówieśników z różnymi trudnościami w rozwoju; dla nich normalnym światem był ten bez ludzi niepełnosprawnych. Natomiast osoby z niepełnosprawnościami, pozbawione w dzieciństwie treningu społecznego, nienauczone jak żyć w świecie zdrowych, wycofywały się z niego, często z etykietką gorszego[188].

Talcott Parsons w pracy z 1951 roku pt. System społeczny[189] porównuje powyższy system do dewiacji społecznej, gdyż stanowi ona zagrożenie dla uznanego, to znaczy normalnego, funkcjonowania i większej wydajności oraz sprawności ekonomicznej[190]. Podejście to doprowadziło do wykreowania społecznej roli chorego, która pod pewnymi warunkami i czasowo przyznawała choremu status społecznie aprobowany. Ten model postrzegania został również skrytykowany, gdyż statusu chorego nie można było przypisać osobom przewlekle chorym i niepełnosprawnym, ich stan bowiem był trwały i w dużej mierze nieodwracalny. Rozwiązaniem miało być ustanowienie odrębnej roli osoby z niepełnosprawnością, polegającej na zaakceptowaniu przez nią zależności od innych, zdrowych ludzi. Zaczęto wymagać współpracy ze specjalistami od rehabilitacji, w celu osiągnięcia pewnego stopnia normalności. Narzucano ustalone przez pełnosprawnych wzorce zachowań, nie biorąc pod uwagę indywidualnych potrzeb oraz możliwości osoby z niepełnosprawnością. Był to mechanizm, który gwarantował w pewnym stopniu powrót do społeczeństwa, jednocześnie jednakże ograniczając swobodę takiej osoby poprzez wymaganie bezwzględnego poddaństwa, łącznie z nagradzaniem za spełnianie oczekiwań personelu. Organizacje i instytucje zajmujące się pomocą do tej pory często z premedytacją przekształcają osobowość osoby z niepełnosprawnościami, by stała się uległą, zależną od innych i podatną na wpływ, nie ucząc natomiast asertywności oraz samodzielności.

W większości państw cywilizacji zachodniej aż do XX wieku osoby z niepełnosprawnościami były poniżane i wykluczane z aktywnego życia w społeczeństwie. Dopiero w XX wieku nastąpił przełom w myśleniu o niepełnosprawności. Duże zasługi w przełamywaniu stereotypów dotyczących ludzi z niepełnosprawnościami miała Wielka Brytania. To właśnie tam w latach 80. ubiegłego stulecia doszło do znaczącej transformacji w rozumieniu niepełnosprawności. Między innymi za sprawą Deklaracji Równych Praw Człowieka i Obywatela (1975 rok), osoby z ograniczoną sprawnością zyskały możliwość pełniejszej integracji społecznej i zawodowej. Zmiana ta pociągnęła za sobą powstanie wielu organizacji pracujących na rzecz osób z niepełnosprawnościami, w tym także stowarzyszeń samych niepełnosprawnych. Pełnosprawna część społeczeństwa zyskała możliwość obserwacji, z jaką pasją i determinacją potrafią pracować ludzie nie w pełni sprawni, do tej pory uważani za biernych i niesamodzielnych. Powstała też nowa koncepcja pomocy polegająca na tym, że osoby z niepełnosprawnościami zaczęto traktować jak zwykłych obywateli – zamiast przyznawać im kolejne przywileje, dokładano starań, aby wyrównać ich szanse. Takie myślenie znalazło swoje odzwierciedlenie w podstawowych regulacjach prawa międzynarodowego poświęconych tematyce niepełnosprawności.

W 1974 roku na zlecenie WHO zespół specjalistów z dziedziny medycyny i niepełnosprawności opracował klasyfikacje dotyczące upośledzeń i utrudnień wynikających z niepełnosprawności, których wyniki przedstawiono w 1975 roku na Międzynarodowej Konferencji do Spraw IX Rewizji Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (International Classification of Diseases, ICD). Następnie w 1976 roku na XXIX Światowym Zgromadzeniu Zdrowia przyjęto rezolucję WHA 29.35 zalecającą opublikowanie uzupełniającej klasyfikacji upośledzeń i inwalidztwa jako suplementu do Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób[191]. Nie były to jednak klasyfikacje, które zadowalały zarówno same osoby z niepełnosprawnościami, jak i inne środowiska (lekarzy, pracowników socjalnych, terapeutów). W odpowiedzi na krytykę podejścia nieuwzględniającego czynników społecznych, czyli niedogodności doświadczanych z powodu niepełnosprawności, w 1980 roku Światowa Organizacja Zdrowia opracowała International Classification of Impairments, Disabilities and Handicaps (ICIDH) (Międzynarodowa Klasyfikacja Ograniczeń, Niepełnosprawności i Upośledzeń), gdzie zaproponowano nowe podejście do niepełnosprawności, odrzucając typowo jednostkowe odnoszenie upośledzenia do części systemu psychosomatycznego, które nie funkcjonują normalnie. Nacisk położono na funkcjonalne ograniczenia w wykonywaniu podstawowych czynności w codziennym życiu, takich jak poruszanie się, dosięganie rożnych rzeczy, sprawność fizyczna, widzenie, słyszenie, konieczność korzystania z opieki osobistej, komunikowanie się, zachowywanie funkcji poznawczych i behawioralnych.

W efekcie zaczęto patrzeć na niepełnosprawność znacznie szerzej – nie tylko z punktu widzenia jednostki, ale całego społeczeństwa. Zaczęto również zwracać uwagę na relacje osób z niepełnosprawnościami z otoczeniem. Postawiono granicę pomiędzy życiem społecznym osób pełnosprawnych i niepełnosprawnych. Jednakże w takim ujęciu osoby z niepełnosprawnościami postrzegano jako nieszczęśliwe, gdyż nie mogły one w pełni korzystać ze społecznych i materialnych dobrodziejstw współczesnego świata. W konsekwencji osoby te były wykluczone przez resztę społeczeństwa, które tworzy bariery i ogranicza role społeczne.

Koncepcja ICIDH uwypukla trzy aspekty: uszkodzenie (impairment), niepełnosprawność funkcjonalną (disability), upośledzenie (handicap). Ta typologia zakłada istnienie fizycznej i psychicznej normalności. Niepełnosprawność jest tutaj odstępstwem od obowiązujących norm dotyczących fizycznego i psychicznego funkcjonowania człowieka[192]. Definicji WHO zarzucano, że sprowadzała problemy tej grupy osób do zagadnień medycznych i nie zawierała aspektów społecznych oraz kulturowych związanych z niepełnosprawnością.

Upośledzenie w preferowanej obecnie orientacji psychospołecznej jest przede wszystkim faktem społeczno-kulturowym, w którym najistotniejsze dla jego rozpoznania są zachowania społeczne odbiegające od normy kulturowej, określane jako nieadekwatne. Upośledzenie może przyjąć różny stopień i dotyczyć różnorakich sfer życia człowieka.

Stopień upośledzenia może przyjąć niżej wymienione formy:

utrudnienie – oznacza, że osoba może odgrywać określoną rolę społeczną, lecz przychodzi jej to z trudem i nie bez przeszkód, które jednak można pokonać; są to sytuacje w psychologii określane jako sytuacje utrudnienia;

ograniczenie – oznacza, że dana osoba może swą funkcję wypełniać, lecz w niepełnym lub częściowym zakresie;

uniemożliwienie – oznacza, że osoba nie może odgrywać swojej roli w ogóle (sytuacje pozbawienia – deprywacji).

 

Protesty organizacji zrzeszających osoby z niepełnosprawnościami oraz samych niepełnosprawnych, a także niektórych naukowców wywodzących się ze środowisk medycznych, doprowadziły do rewizji systemu klasyfikacji. W 1999 roku Światowa Organizacja Zdrowia wydała International Classification of Functioning and Disability (Międzynarodowa Klasyfikacja Funkcjonowania i Niepełnosprawności, ICIDH-2, Beta 2)[193]. W tej koncepcji upośledzenie postrzegano jako utrudnienie, ograniczenie lub uniemożliwienie, które mogło dotyczyć różnych sfer życia. W klasyfikacji tej wyodrębniono sześć głównych sfer życia, które mogą być upośledzone na skutek niepełnosprawności, takich jak[194]:

orientacja w otoczeniu – obejmuje również uzyskiwanie i wymianę informacji oraz zdobywanie wiedzy;

czynności życia codziennego – niezdolność do ich wykonywania;

poruszanie się w przestrzeni;

praca zawodowa – wykonywanie różnych prac i zawodów;

integracja społeczna – aktywny udział w różnych formach życia społecznego;

niezależność ekonomiczna – możliwość uzyskania środków na własne utrzymanie.

 

W dniu 22 maja 2001 roku, podczas 54. Światowego Zgromadzenia Zdrowia WHA (World Health Assembly), została przyjęta International Classification of Functioning Disability and Health (Międzynarodowa Klasyfikacja Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia, ICF) Klasyfikacja ta została oficjalnie zatwierdzona przez 191 państw członkowskich (uchwała WHA 54.21). Połączono w niej ujęcie medyczne i społeczne, tworząc biopsychologiczne podejście do problemu niepełnosprawności. Stworzono wielofunkcyjny system klasyfikacji, w którym zachowano kategorię upośledzenia funkcji i struktury organizmu, niepełnosprawność natomiast zastąpiono kategorią działania, a pojęcie upośledzenia (handicap) – kategorią uczestnictwa. Uznano za istotne zarówno materialne, jak i społeczne czynniki środowiskowe wpływające na funkcjonowanie, działanie i uczestnictwo człowieka w społeczeństwie. Nowe spojrzenie zaproponowane przez WHA dało początek socjomedycznym badaniom nad problemem niepełnosprawności, umożliwiając tym samym ciągły rozwój podejścia do niego. Ta koncepcja odzwierciedla zmianę nastawienia społecznego w stosunku do niepełnosprawności[195], a samo pojęcie oparto na założeniu, że człowiek funkcjonuje na trzech poziomach: biologicznym (organizm człowieka o określonej strukturze), jednostkowym (jednostka, mająca określone obowiązki) oraz społecznym (element określonej grupy społecznej, do której jednostka należy)[196].

Na poprawę sytuacji życiowej osób z niepełnosprawnościami miała również wpływ nauka. Pod koniec ubiegłego stulecia w ramach studiów nad niepełnosprawnością (Disability Studies) – podejmowanych przez socjologów, pedagogów, psychologów, politologów i wielu innych przedstawicieli nauki – powstała holistyczna koncepcja niepełnosprawności. Wskazywała na potrzebę większego udziału osób z niepełnosprawnościami w życiu społecznym i otwarcia się sprawnej części społeczeństwa na współpracę. Zwiększeniu wiedzy o niepełnosprawności towarzyszył wzrost świadomości i wrażliwości społecznej w odniesieniu do sytuacji życiowej osób z niepełnosprawnościami.

Zmiany w sposobie myślenia o niepełnosprawności i osobach z niepełnosprawnościami doprowadziły do tego, iż używane powszechnie przez wieki słowa, takie jak "paralityk", "kaleka", "ślepy", "głuchy" czy "idiota", straciły zupełnie swój techniczny charakter, stając się po prostu obelgami. Kwestia alternatywnego słownictwa pozostaje tematem ciągłych dyskusji i sporów. Określenie niepełnosprawność czy osoba z niepełnosprawnościami lub nawet sprawna inaczej zwraca uwagę na bariery społeczne ograniczające pełne i sprawne funkcjonowanie w społeczeństwie, łącznie z pełnieniem funkcji naturalnie przypisanych osobom nieposiadającym ograniczeń natury zdrowotnej. Problem stanowi jeszcze pokutujące w społeczeństwach przeświadczenie o tym, że niepełnosprawność jest formą kary i należy się tego wstydzić, a co za tym idzie – izolować takie osoby.

 

1.5. PODSUMOWANIE

Kryteria wyznaczające pojęcia niepełnosprawności zależą od treści i znaczeń, jakie przypisane są przez społeczeństwo fizycznym i intelektualnym dysfunkcjom ludzi. Pewną ilustracją tego mechanizmu są zróżnicowane określenia i kryteria niepełnosprawności, jakimi posługiwali się ludzie w poszczególnych okresach historyczno-kulturowych. Już nawet pobieżna analiza postaw społecznych wobec osób z niepełnosprawnościami w kontekście historycznym, pozwala zauważyć, że wraz z rozwojem cywilizacji następowały pewne zmiany w pojmowaniu istoty niepełnosprawności. Jednakże, pomimo rozwoju społecznego, jaki osiągnięto, w starożytności dominowały dwie postawy wobec niepełnosprawności: bezwzględne prawo selekcji naturalnej oraz dyskryminacja społeczna.

Selekcja naturalna oraz niechęć społeczeństwa tamtych czasów do osób z niepełnosprawnościami wynikały głównie z przyjętych norm oraz zasad dążących do stworzenia zdrowego i silnego społeczeństwa, a było to możliwe, zdaniem ówczesnych ludzi, tylko drogą eliminacji jednostek słabych. W tym celu osoby słabe i chore porzucano na pustyni (Mezopotamia), wyrzucano do lasów (Grecja) lub zrzucano z gór (Sparta – Góra Tajgetos)[197]. Dyskryminacja natomiast miała swe źródło w przekonaniu o konieczności podporządkowania się ludzi niepełnosprawnych z powodu posiadanej ułomności. Wynikała też z różnego rozumienia genezy dysfunkcji, szczególnie upośledzenia umysłowego, choroby psychicznej, ślepoty czy niemoty, rozumianych wówczas jako swego rodzaju opętanie i kara za grzechy (Rzym, Izrael) bądź formy związków kultowo-mistycznych z bóstwem (Mezopotamia, Grecja, Indie). Osoby zdefiniowane w ten sposób postrzegane były jako nieprzydatne i nienormalne, a przez to – naznaczone jako odrębna grupa społeczna i traktowane w inny sposób. Ludzie się ich wstydzili, a w skrajnych wypadkach nawet unicestwiali. Osoby z niepełnosprawnością nie posiadały żadnych praw. Stosunkowo lepiej wiodło się tym, którzy mieszkali z rodziną lub pochodzili z bogatych czy szlacheckich rodzin. Pozostali żyli samotnie, pozbawieni jakiegokolwiek zainteresowania zarówno ze strony ówczesnego społeczeństwa, jak i państwa.

Z czasem stosunek osób sprawnych do niepełnosprawnych zaczęły normować sankcje religijne, na przykład w buddyzmie, który nakazywał zorganizowaną opiekę społeczną. Talmud natomiast traktuje ślepotę jako wielkie nieszczęście, nakazuje pomoc niewidomym, lecz jednocześnie uważa ich za podobnych zmarłym. Stosunek ten znalazł adekwatne odzwierciedlenie w prawach pozbawiających niewidomego czynnych i biernych uprawnień obywatelskich, trwałe okaleczenie lub oślepienie zaś było jedną z najsurowszych sankcji karnych. Jedynie prawo rzymskie dopuszczało bogatego niepełnosprawnego do piastowania niższych stanowisk publicznych. W rezultacie osoby o różnym charakterze niepełnosprawności i statusie społecznym w majestacie prawa były wykluczane z czynnego życia społecznego i zawodowego. Poza nielicznymi wyjątkami, nie mogły one prowadzić aktywnego życia publicznego. Posiadana dysfunkcja, a nie umiejętności czy wiedza, wskazywała na ich pozycję społeczną – najczęściej margines danego społeczeństwa. Źródeł negatywnych postaw należy szukać w braku wiedzy i doświadczeń ówczesnych ludzi w kontaktach z osobami z niepełnosprawnościami. W efekcie osoby sprawne, w celu zachowania spoistości konstrukcji swojej wiedzy o świecie, zmuszone były do posługiwania się przekazywanymi kulturowo stereotypami na temat niepełnosprawności. Częstokroć były to praktyki dyskryminacyjne i izolacyjne, jak też działania stygmatyzujące. Wydaje się jednak, że pomimo generalnie wrogiego lub obojętnego podejścia do osób z niepełnosprawnościami, również w dawnych czasach odnaleźć można przykłady ich wspierania. Przykładem, który się od razu nasuwa, jest opieka nad osobami, które nabyły niepełnosprawność w wyniku wojen. Osoby te mogły liczyć na pomoc, podobnie jak niepełnosprawni kapłani czy wróżbici.

Utarte stereotypy miały swoje dalsze konsekwencje. Poglądy starożytnych filozofów, szczególnie Arystotelesa, pokutowały w Europie i Azji, a następnie na innych kontynentach, przez następne stulecia, wyznaczając stosunek społeczeństw średniowiecznych i nowożytnych do osób z niepełnosprawnościami. Wywarły silny wpływ na literaturę pedagogiczną późniejszych czasów.

Największa zmiana w zakresie postrzegania osób z niepełnosprawnościami dokonała się po I wojnie światowej. Wielu specjalistów twierdzi, że zmiany te były głębokie i dotyczyły podstawowych pryncypiów określających cele i zasady działalności na rzecz tych osób. Ich zdaniem, pierwotnie osoby z niepełnosprawnościami były postrzegane w ramach tzw. modelu medycznego. Oznacza to, że były one w polu zainteresowań jedynie kręgów lekarskich. Pomoc szpitalna nie ograniczała się jedynie do ratowania życia, ale miała również szerszy zasięg – usprawniający organizm. Mówiąc inaczej, lekarze likwidowali lub ograniczali występujące dysfunkcje organizmu, wynikające z konkretnego uszkodzenia kończyn (zabiegi fizjoterapeutyczne, zaopatrzenie w protezy), utraty wzroku albo słuchu (zabiegi operacyjne, ćwiczenie orientacji przestrzennej języka migowego, pisma brajla), urazów ośrodkowego układu nerwowego (nauka porozumiewania się osób, ćwiczenia kinezyterapeutyczne). Jednakże gdy rehabilitacja medyczna nie gwarantowała przywrócenia utraconej sprawności, osoby z niepełnosprawnościami były przenoszone ze szpitali do innych instytucji opiekuńczych – specjalnie organizowanych, w których osoby te miały zapewnioną odpowiednią opieką do końca życia. Z instytucji opiekuńczych korzystały też osoby z niepełnosprawnością umysłową. W niektórych przypadkach otrzymywały zaopatrzenie rentowe, które umożliwiało utrzymywanie się przy rodzinie. Nie przewidywano dla nich możliwości prowadzenia dalszego usprawniania.

Po II wojnie światowej pod wpływem wzrostu liczby osób z niepełnosprawnościami, okaleczonych ofiar działań wojennych, pod naciskiem opinii publicznej, stopniowo zaczęto zmieniać poglądy na temat kalectwa, inwalidztwa i niepełnosprawności. Różne stowarzyszenia zaczynały domagać się powrotu do normalnego życia społecznego, a przede wszystkim możliwości zatrudnienia. Przekonano się, że instytucje opiekuńcze nie stwarzają jakichkolwiek szans na dalszą rehabilitację. Rehabilitacja medyczna nie przynosiła daleko idących efektów społecznych, gdyż izolowanie nie pozwalało osobom z niepełnosprawnościami wykorzystać w praktyce zdobytych umiejętności samoobsługowych, nie mówiąc już o odgrywaniu ról społecznych, uzyskaniu lub wykonywaniu pracy, a nawet założeniu własnej rodziny. Co więcej, przedłużająca się instytucjonalizacja prowadziła często do regresu w rozwoju psychicznym i społecznym osób z niepełnosprawnościami. W takiej sytuacji został stworzony środowiskowy model rehabilitacji, który miał usunąć braki modelu medycznego.

[1] M. Schöffler, Der Blinde im Leben des Volkes. Eine Soziologie der Blindheit, Urania, Leipzig 1956, s. 12.

[2] N. Walls, The origins of the disabled body: Disability in ancient Mesopotamia, [w:] This abled body: Rethinking disabilities in biblical studies, (red.) H. Avalos, S. Melcher, Society of Biblical Literature, Atlanta 2007, s. 17–18.

[3] Tamże, s. 18.

[4] Tamże, s. 21–23.

[5] R. Prins, R. Bastiaanse, History of aphasia: The early history of aphasiology, From the Egyptian surgeons (c. 1700BC) to Broca (1861), "Aphasiology", 2000, nr 20, s. 762–791.

[6] G. Clark, Przestrzeń, czas i człowiek..., s. 120.

[7] M. Garbat, Postawy społeczne wobec osób z niepełnosprawnością w epoce starożytnej, "Rozprawy Społeczne", 2013, nr 1 (7), s. 21.

[8] Fyla była podstawową komórką plemienną Dorów i Jonów, występującą we wszystkich doryckich i wielu jońskich ośrodkach osadnictwa. Początkowo skupiała grupę rodów (genos). Dorowie (na przykład Sparta i Syrakuzy) byli podzieleni na trzy fyle (Hylleis, Dymanes i Pamfyloj), Jonowie zaś (na przykład Ateny i Milet) na cztery (Geleonci, Hopleci, Argadejczycy i Aigikorejczycy). G. Rachet, Słownik cywilizacji greckiej, (tłum.) E. Papuci-Władyka, Wydawnictwo Książnica, Katowice 2006, s. 141–142.

[9] J. Wolski, Historia powszechna. Starożytność, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1992, s. 148.

[10] E. Żak, Elementy sakralne i karne w uregulowaniach prawa rzymskiego..., s. 89.

[11] Heloci (gr. heilotes – jeniec), jedna z warstw ludności Sparty, składająca się z mieszkańców podbitej Mesenii i Lakonii. Przywiązani do ziemi niewolnicy, byli podstawową siłą roboczą na spartańskiej wsi, pracującą na utrzymanie Spartan. Nie mieli żadnych praw, nie posiadali wolności osobistej, jednak nie można było ich sprzedać, ponieważ byli własnością państwa. Ł. Kurdybacha, Historia wychowania, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1965, s. 60.

[12] Ł. Kurdybacha (red.), Historia wychowania..., s. 60.

[13] Tamże, s. 58.

[14] F. Haj, Disability in antiquity, Philosophical Library, New York 1970, s. 39

[15] M. Ossowska, Ethos rycerski i jego odmiany, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1986, s. 53.

[16] Eu genos – z gr. – dobrego pochodzenia, z dobrego rodu, rasowy. Zob.: T. Sahaj, Problem niepełnosprawności w starożytnej kulturze greckiej. Rozważania filozoficzno-społeczne, "Roczniki Naukowe AWF" 2003, nr 52, s. 127. T. Sahaj, Problem niepełnosprawności..., s. 127–141.

[17] Pharmakós (gr. ????????) w starożytnej religii greckiej była to rytualna ofiara lub wygnanie. W Atenach, na przykład, do tego celu co roku wybierano zdeformowanego mężczyznę i kobietę. Na festiwalu w Thargelia w maju lub czerwcu wyprowadzano takiego człowieka poza mury miejskie, tam bito zielonymi gałązkami, a na koniec wypędzano lub kamienowano. Rytuał ten praktykowano również w Colophonie, mieście u wybrzeży Azji Mniejszej (część współczesnej Turcji, która leży w Azji). Został on opisany przez poetę VI wieku, Hipponaksa. Według autora wybierano szczególnie brzydkiego mężczyznę. Był on następnie podejmowany przez miejscową społeczność sytą ucztą. Po niej był rozbierany do naga i bity gałązkami figowymi, z nadzieją, że zostanie siedem razy trafiony w fallusa, zanim zostanie wypędzony z miasta. Tym sposobem chciano odwrócić zły los i zapewnić płodność. W V wieku ateńska praktyka ostracyzmu została opisana jako racjonalny i demokratyczny zwyczaj. Biblijna praktyka kozła ofiarnego jest opisana w Księdze Kapłańskiej. Od niej przyjęto nazwę tego powszechnego wówczas zwyczaju.

[18] R. Garland, The Eye of the Beholder: Deformity and Disability in the Graeco-Roman World, Gerald Duckworth & Co, London 1995, s. 69.

[19] Tamże, s. 70.

[20] Tamże.

[21] M.L. Rose, Deaf and Dumb in Ancient Greece, [w:] The Disability Studies Reader, (red.) L.J. Davis, Routledge, London 2006, s. 89.

[22] R. Garland, The Eye of the Beholder..., s. 71.

[23] Agon – w starożytnej Grecji zawody, których uczestnicy popisywali się swoimi umiejętnościami gimnicznymi (tj. w zakresie zbliżonym do dzisiejszej lekkiej atletyki), jazdy konnej, muzyki lub dramatu scenicznego. H. Haag, G. Haag, Dictionary. Sport, Physical Education, Sport Science, Institut für Sport und Sportwissenschaften, Kiel 2003, s. 19.

[24] T. Sahaj, Problem niepełnosprawności..., s. 127–141; T. Sahaj, Związki filozofii ze sportem w agonistyce greckiej, AWF Poznań, Seria Monografie 2001, nr 333, s. 155–201.

[25] Plutarch z Cheronei, Żywoty sławnych mężów, Ossolineum i DeAgostini, Wrocław 2004, t. 1, s. 28–29, s. 33.

[26] Kalos kai agathos – piękny i szlachetny, wysportowany i wykształcony, wygimnastykowany i dbający o intelekt, zawierał w sobie posiadanie proporcjonalnie i harmonijnie zbudowanego ciała i dbałość o nie. H. Haag, G. Haag, Dictionary. Sport, Physical Education..., s. 19.

[27] W. Jaeger, Paideia. Formowanie człowieka greckiego, Fundacja Aletheia, Warszawa 2001, s. 14.

[28] Arystoteles, Polityka, (tłum.) L. Piotrowicz, PWN, Warszawa 2006, II 1264 a, s. 51.

[29] A. Krawczuk, Pan i jego filozof. Rzecz o Platonie, PIW, Warszawa 1970, s. 64.

[30] Tamże, s. 216.

[31] Plutarch z Cheronei, Żywoty sławnych mężów..., s. 102.

[32] T. Sahaj, Jak założyć rodzinę i mieć zdrowe dzieci. Recepty życiowe Platona i Arystotelesa, "Archiwum Historii i Filozofii Medycyny", 2003, z. 2, t. 66, s. 151–159.

[33] T. Sahaj, Związki filozofii ze sportem..., s. 155–201.

[34] A. Krawczuk, Pan i jego filozof..., s. 47.

[35] Plutarch z Cheronei, Żywoty sławnych mężów..., s. 182.

[36] T. Sahaj, Jak założyć rodzinę..., s. 151–159.

[37] V. Brignel, Ancient world. Smeared in mustard, paraded naked – the curious and often cruel treatment of disabled people in Anci, "NewStatesman", 7.04.2008, s. 8–9.

[38] O. Jurewicz, L. Winniczuk, Starożytni Grecy i Rzymianie w życiu prywatnym i państwowym, PWN, Warszawa 1970, s. 11.

[39] M. Grant, Gladiatorzy, (tłum.) T. Rybwski, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1987, s. 135–136.

[40] J. Carcopino, Życie codzienne w Rzymie w okresie rozkwitu Cesarstwa, (tłum.) M. Pąkcińska. PIW, Warszawa 1960, s. 96; O. Jurewicz i L. Winniczuk, Starożytni i Rzymianie w życiu prywatnym i państwowym, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1968, s. 45–46.

[41] E. Żak, Elementy sakralne i karne w uregulowaniach prawa rzymskiego..., s. 90.

[42] Tamże, s. 93.

[43] Tamże, s. 94. Prawo XII tablic uchwalono w Rzymie w 450 roku p.n.e. i było ono kanonem wychowania moralnego i obywatelskiego.

[44] Tamże, s. 93–94.

[45] Tamże, s. 95.

[46] T. Sahaj, Problem niepełnosprawności w starożytnej kulturze greckiej..., s. 130.

[47] M. Czerwińska, Słowem potrafię wszystko. O piśmienniczości osób z niepełnosprawnością wzroku. Studium bibliologiczno-tyflologiczne, Uniwersytet Zielonogórski, Zielona Góra 2012, s. 26.

[48] M. Schöffler, Der Blinde im Leben..., s. 119.

[49] R. Garland, The Eye of the Beholder..., s. 13.

[50] Tamże.

[51] M.L. Rose, Deaf and Dumb in Ancient Greece..., s. 44.

[52] A. Borsay, History, Power and Identity, [w:] Disability Studies Today, (red.) C. Barnes, M. Oliver, L. Barton, Blackwell Publishers Ltd., Cambridge 2002, s. 19.

[53] J.A. Ostrowski, Rozwój i upadek Imperium Romanum, [w:] Wielka historia świata, (red.) A. Krawczuk, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2005, s. 191–446; J.A. Gierowski, S. Grodziski, J. Wyrozumski, Świat okresu cywilizacji klasycznych, (red.) A. Krawczuk, Świat Książki, Oficyna Wydawnicza Fogra, Warszawa–Kraków 2005, s. 219.

[54] G. Borowski, Sposoby wspierania osób niepełnosprawnych..., s. 104.

[55] A. Tronina, Panie, abym przejrzał, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin, 1997, s. 41–91; J. Kulbaka, Z dziejów opieki i kształcenia upośledzonych umysłowo, "Człowiek – Niepełnosprawność – Społeczeństwo", 2009, nr 1 (9), s. 39.

[56] M. Schöffler, Der Blinde im Leben..., s. 14.

[57] Stary Testament, Księga Kapłańska, Świętość Kapłanów, Kto jest nie zdolny do kapłaństwa, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2003.

[58] C. Slater, M.A. Cantab, Idiots, imbeciles and intellectual impairment, A History of Mental Handicap/Learning Difficulties from 1000AD to 2000AD, informacja dostępna na stronie internetowej: http://caslater.freeservers.com/ancient.htm [dostęp: 14.04.2012].

[59] K.W. Hodgson, The Deaf and Their Problems: A Study in Special Education, Philosophical Library, New York 1954, s. 69.

[60] M. Czerwińska, Słowem potrafię wszystko..., s. 25.

[61] C. Slater, M.A. Cantab, Idiots, imbeciles and intellectual impairment...

[62] M. Balcerek, Rozwój wychowania i kształcenia dzieci upośledzonych umysłowo. Zarys historyczny, WSiP, Warszawa 1981, s. 23.

[63] Tamże, s. 24.

[64] C. Slater, Idiots, imbeciles and intellectual impairment by Catherine Slater, [w:] History of Mental Handicap/Learning, informacja dostępna na stronie internetowej: http://caslater.freeservers.com/ancient.htm [dostęp: 10.10.2012].

[65] Tamże.

[66] Tamże.

[67] C. Savona-Ventura, Historical Perspective Congenital Malformations: a historical perspective in a Mediterranean community, Cassell, London 1996, s. 4–5; B. Stratford, P. Gun, New Approaches to Down Syndrome, Cassell, London 1996, s. 10.

[68] T. Somerset-How, A brief history of Disability through the ages, Royal College of Physicians, London 2003, s. 14.

[69] Tamże, s. 14.

[70] K.W. Hodgson, The Deaf and Their Problems..., s. 21

[71] E. Schmidt-Aßmann, Ogólne prawo administracyjne jako idea porządku, (tłum.) A. Wasilewski, Wydawnictwo C.H. Beck, Warszawa 2011, s. 52.

[72] Tamże, s. 53.

[73] H.J. Stiker, A history of disability, Tr William Sayers, University of Michigan Press, Ann Arbor 1997, s. 118.

[74] Trąd, "Gość Niedzielny", 2003, nr 7, s. 5.

[75] T. Stainton, Reason grace and charity: Augustine and the impact of church doctrine on the construction of intellectual disability, "Disability and Society", 2008, nr 23, s. 485–496.

[76] R.W. Lee, The elements of Roman law, "Journal of the History of Neurosciences", 1956, nr 7, s. 174–85.

[77] J. Gardner, Being a Roman citizen, Routledge, London 1993, s. 44.

[78] I. Metzler, Disability in Medieval Europe: Thinking about physical impairment during the high Middle Ages, Routledge, London 2006, s. 128.

[79] D.S. Larangé, La Parole de Dieu en Boh?me et Moravie. La tradition de la prédication dans l'Unité des Fr?res de Jan Hus a Jan Amos Comenius, L'Harmattan, Paris 2008, s. 88.

[80] V.J. Dietrich, Johann Amos Comenius. Mit Selbstzeugnissen und Bilddokumenten, Rowohlt, Reinbek 2005, s. 32.

[81] H.J. Stiker, A history of disability..., s. 52.

[82] S. DeGregorio, Innovation and tradition in the writings of the Venerable Bede, West Virginia University Press, Morgantown 2006, s. 44.

[83] F. Sawicki, U źródeł chrześcijańskiej myśli, Św. Augustyn, Św. Tomasz z Akwinu, mistrz Eckhart, Wydawnictwo Antyk Marcin Dybowski, Komorów 2013, s. 20.

[84] L. Floey, J. Weigel, P. Normile, Podążając za Świętym Franciszkiem, (tłum.) Ł. Malczak, Wydawnictwo M, Kraków 2013, s. 24.

[85] H. Covey, Social perceptions of people with disabilities in history, Charles C. Thomas, Springfield 1988, s. 150.

[86] B. Seyda, Dzieje medycyny w zarysie, wyd. II, PZWL, Warszawa 1977, s. 327.

[87] E. Bednarz, Prawo do opieki i kształcenia dzieci niepełnosprawnych jako zadania Kościoła na przestrzeni wieków, informacja dostępna na stronie internetowej: Służba katechetyczna Kościoła Zielonoświątkowego w Polsce: http://katechetyka.pl/Publikacje/Artykuly/Prawo-do-zycia-opieki-i-ksztalcenia-osob-niepelnosprawnych-jako-zadania-kosciola-na-przestrzeni-wiekow [dostęp: 13.11.2012].

[88] P. Michaelson, Reading Pride and Prejudice, "Eighteenth-Century Fiction", 1990, nr 3, s. 65–76.

[89] J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania króla Augusta III, PIW, Warszawa 1985, s. 194.

[90] B.R. Hergenhahn, An introduction to the history of psychology, Wadsworth-Thomson Learning, Belmont 2001, s. 44.

[91] E. Bednarz, Prawo do opieki i kształcenia...

[92] M. Dols, Insanity in Byzantium and Islamic Medicine, Dumbarton Oaks Papers, Washington 1984, 38, s. 145–148.

[93] J. Wollock, The noblest animate motion: Speech physiology and medicine in pre-Cartesian linguistic thought, John Benjamins Publishing Company, Philadelphia 1997, s. 208.

[94] Y.V. O'Neill, Speech and speech disorders in Western thought before 1600, Greenwood Press, Westport 1980, s. 110.

[95] M. Dols, The leper in medieval Islamic society, "Speculum", 1983, nr 4 (58), s. 891–916.

[96] J. Marozzi, Tamerlan, miecz islamu, zdobywca świata, (tłum.) A. Weseli, Amber, Warszawa 2006, s. 44.

[97] J. Jankowski, Monarsze sekrety, TOPORZEŁ, Wrocław 1995, s. 19.

[98] Tamże, s. 20.

[99] Tamże.

[100] W. Korta, Historia Śląska do 1763 roku, Wydawnictwo DiG, Warszawa 2003, s. 63; J. Horwat, Książęta górnośląscy z dynastii Piastów, Drukarnia Archidiecezjalna w Katowicach, Katowice 1985, s. 19–22; J. Horwat, Książęta górnośląscy z dynastii Piastów, Muzeum Górnośląskie, Bytom 2007, s. 20; R. Żerelik, Dzieje Śląska do 1526 roku, [w:] Historia Śląska, (red.) M. Czapliński, E. Kaszuba, G. Wąs, R. Żerelik, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2002, s. 20.

[101] J. Jankowski, Monarsze przypadłości, [w:] Ruiny i zamki w Polsce i na kresach i w Europie, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.ruinyizamki.pl/spisy%20tresci/artykuly/monarsze-przypadlosci.html / [dostęp: 4.01.2014].

[102] Tamże.

[103] Tamże.

[104] J. Jankowski, Monarsze sekrety..., s. 45.

[105] Tamże, s. 47.

[106] J.S. Crow, Sewall Wright (1889–1988), "Genetics Society of America", 1988, nr 119, s. 1–4.

[107] G. Schomerus, D. Kenzin, J. Borsche, H. Matschinger, M.C. Angermeyer, The association of schizophrenia with split personality is not an ubiquitous phenomenon, "Social Psychiatry and Psychiatric Epidemiology", 2007, nr 42 (10), s. 780–786.

[108] H. Widacka, Przypadłości króla Zygmunta Augusta, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.wilanow-palac.pl/przypadlosci_krola_zygmunta_augusta.html [dostęp: 6.12.2013].

[109] Kiła występowała dawniej pod wieloma różnymi nazwami: syfilis, choroba francuska (łac. Morbus gallicus), franca, choroba dworska, przydomek dworski, choroba sekretna, choroba hiszpańska, przymiot, pudendagra, pani franca, świerzba, dziki świerzb, syf, weneria, katar kanalicowy, ospa miłosna, niemoc kurewników i cudzołożników. Nazwa choroby francuskiej, morbus gallicus, wywodzi się od wybuchu epidemii w armii francuskiej. Nazwa "syphilis" zostawała ukuta przez włoskiego lekarza i poetę Giorolamo Fracastro w jego epickim poemacie napisanym po łacinie o tytule Syphilis sive morbus gallicus (łac. Syfilis albo choroba francuska) z 1530 roku. Protagonistą poematu był pasterz zwany Syfilusem (być może odpowiednik postaci z Metamorfoz Owidiusza, Sipylusa). Syfilus jest przedstawiony jako pierwszy człowiek, który zapadł na tę chorobę, którą zesłał bóg Apollo jako karę za nieposłuszeństwo, jakie okazał mu Syfilus i jego stronnicy. Poprzez dodanie przyrostka -is do tematu Syfilus, Fracastoro utworzył nową nazwę choroby, która została także użyta w medycznym tekście De Contagionibus (O chorobach zaraźliwych). Do tego czasu, jak podaje Fracastoro, kiłę nazywano "chorobą francuską" we Włoszech i Niemczech, a "chorobą włoską" we Francji. Dodatkowo Holendrzy nazywali ją "chorobą hiszpańską", Rosjanie "chorobą polską", Turcy "chorobą chrześcijan", a Taitańczycy "chorobą brytyjską". Druga łacińska nazwa kiły lues pochodzi od łacińskiego czasownika luere – "pokutować". B. Seyda, Dzieje medycyny..., s. 150 i dalsze.

[110] J. Jankowski, Monarsze sekrety..., s. 56; B. Seyda, Dzieje medycyny..., s. 219; M. Żukow-Karczewski, Jak w Krakowie chorowano, "Gazeta Krakowska", 4.06.1993, s. 5.

[111] B. Seyda, Dzieje medycyny..., s. 220; J. Jankowski, Monarsze sekrety..., s. 56.

[112] J. Jankowski, Monarsze sekrety..., s. 56.

[113] Historycy i antropolodzy są zgodni, że choroba Habsburgów miała charakter dziedziczny, ale spierają się co do pochodzenia tej rodowej cechy. W 1898 roku Ottokar Lorenz wysunął teorię, że habsburska szczęka wzięła się od Jagiellonów. Austriacki historyk i genealog opierał swoje przekonanie na opisie z roku 1555 autorstwa Johanna Jacoba Fuggera. Ten dworzanin i pisarz książąt bawarskich zanotował uwagę na temat Cymbarki, zmarłej 126 lat wcześniej księżniczki mazowieckiej. Córka Siemowita z rodu Piastów i Aleksandry, siostra króla Władysława Jagiełły, wyszła w 1412 roku za habsburskiego arcyksięcia Ernesta Żelaznego. Przypisuje się jej posiadanie dużych, pełnych ust, które przekazała swoim potomkom. Syn Cymbarki, cesarz Fryderyk III, a także jego następca, Maksymilian, mieli już cechy charakterystyczne dla progenii.

[114] M. Rogoziński, Choroby tronowe, "Focus historia", 6.11.2013, informacja dostępna na stronie internetowej: http://historia.focus.pl/swiat/choroby-tronowe-1370?strona=1 [dostęp: 10.12.2013].

[115] E. Bednarz, Prawo do opieki i kształcenia...

[116] Historia Zakonu Bonifratrów, Zakon Szpitalny św. Jana Bożego, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.bonifratrzy.pl/index.php?option=18&action=articles_show&art_id=92&menu_id=113&page=2 [dostęp: 2.05.2012].

[117] E. Bednarz, Rozwój struktur opiekuńczo-wychowawczych w trosce o niepełnosprawnych, rys historyczny, "Katecheta", 2012, nr 1, s. 9–16.

[118] P. Nitecki, Biskupi Kościoła w Polsce w latach 965–1999, Wydawnictwo Pax, Warszawa 2000, s. 401; T. Oracki, Słownik biograficzny Warmii, Prus Książęcych i Ziemi Malborskiej od połowy XV do końca XVIII wieku, Ośrodek Badań Naukowych, Olsztyn 1988, s. 56.

[119] J. Szymański, Stosunek Kościoła katolickiego do osób niepełnosprawnych, informacja dostępna na stronie internetowej: http://archiwum.zs3z.pl/images/stories/publikacje/kosiol.pdf [dostęp: 7.10.2012].

[120] J. Piaget, John Amos Comenius, "History", 1999, nr 2, s. 12–15.

[121] T. Sahaj, Nowy, lepszy świat. Analiza trzech utopii filozoficznych, "Edukacja Filozoficzna", 2003, nr 36, s. 85–102.

[122] T. More, Utopia, (tłum.) K. Abgarowicz, PAX, Warszawa 1954, s. 150.

[123] M. Szeroczyńska, Eutanazja i wspomagane samobójstwo na świecie. Studium prawnoporównawcze, Wydawnictwo "Universitas", Kraków 2004, s. 25–26. Autorka posiłkowała się tekstem U. Benzehöfera, Der gute Tod? Euthanasie und Sterbehilfe in Geschichte und Gegenwart, Wydawnictwo "C. K. Beck", München 1999; M. Szymański, Determinanty opinii studentów na temat eutanazji, Wydawnictwo Booker, Gryfice 2012, s. 9.

[124] M. Szeroczyńska, Eutanazja i wspomagane..., s. 26.

[125] P. Chmolewski, Historia psychiatrii sądowej, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.rops.mifo.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=38 [dostęp: 20.12.2012].

[126] Tamże.

[127] R. Lewis, Language, mind and nature: Artificial languages in England from Bacon to Locke, Cambridge University Press, New York 2007, s. 32.

[128] P. Chmolewski, Historia psychiatrii sądowej...

[129] Tamże.

[130] A. Głowacka, Opowieści czarownic – zeznania oskarżonych o czary, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.wilanow-palac.pl/opowiesci_czarownic_zeznania_oskarzonych_o_czary.html [dostęp: 5.10.2012].

[131] P. Chmolewski, Historia psychiatrii sądowej...

[132] B. Fabiani, Niziołki, łokietki, karlikowie. Z dziejów karłów nadwornych w Europie, PIW, Warszawa 1980, s. 68–69.

[133] J. Pietrzak, Karły na hiszpańskim dworze królewskim w epoce nowożytnej, informacja dostępna na stronie internetowej: http://histmag.org/Karly-na-hiszpanskim-dworze-krolewskim-w-epoce-nowozytnej-3210 [dostęp: 4.12.2012].

[134] J. Villa Moreno, Locos, enanos,negros y ninos palaciegos. Gente de placer que tuvieron los Austrias en la Corte Espanola desde 1563 a 1700, Biblioteca Virtual Miguel de Cervantes, Madryt 2003, s. 16.

[135] J. Pietrzak, Karły na hiszpańskim dworze królewskim...

[136] J. Villa Moreno, Locos, enanos,negros y ninos palaciegos..., s. 16.

[137] H. Widacka, Joujou Boruwłaski – najsłynniejszy polski karzeł, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.wilanow-palac.pl/joujou_boruwlaski_najslynniejszy_polski_karzel.html [dostęp: 4.12.2012].

[138] R. Bogdan, The social construction of freaks, [w:] Freakery: Culture Spectacles of the Extraordinary Body, (red.) R.G. Thomson, New York University Press, New York 1996, s. 25

[139] S.M. Schweik, The Ugly Laws: Disability in Public, New York University Press, York–London 2009, s. 10.

[140] Centre for Independent Living, Independent Living: the right to choose, [w:] Disabled People as Second-class Citizens, (red.) M. Einsberg, Springer Publishing Company, New York 1982, s. 249.

[141] S.M. Schweik, The Ugly Laws: Disability..., s. 27.

[142] Tamże.

[143] P. Hunt, A critical condition, [w:] Stigma: The Experience of Disability, (red.) P. Hunt, Geoffrey Chapman, London 1966, s. 152.

[144] Tamże, s. 155.

[145] Tamże, s. 149.

[146] C. Luzzatti, Johann August Philipp Gesner (1738–1801), A review of his essay "The language amnesia" in the bicentennial anniversary of his death, "Journal of the History of Neuroscience", 2002, nr 1, s. 29–34.

[147] Tamże, s. 34.

[148] S. Kar, Valentin Haüy, The Predecessor of Louis Braille, Blind Persons' Association, Kolkata 2009, s. 2.

[149] N. Yousef, Savage or solitary? The wild child and Rousseau's man of nature, "Journal of the History of Ideas", 2001, nr 2, s. 245–263.

[150] Z. Weygand, Histoire des Medicales, Des gestes en histoire. Formes et significations des gestualités médicale, guerri?re et politique, sous la direction de Anne-Claude Ambroise-Rendu, Fabrice d'Almeida et Nicole Edelman, Editions Seli Arslan (collection Histoires, cultures et sociétés), Paris 2006, s. 295–304.

[151] G.V. Caprara, D. Cervone, Personality: Determinants, Dynamics, and Potentials, Cambridge University Press, New York 2000, s. 68.

[152] M. Stevens, Broadmoor Revealed, Victorian Crime And Lunatic Asylum, Berkshire Record Office, London 2011, s. 33.

[153] Tamże, s. 34.

[154] M. Philips, Inside Victorian Broadmoor, "The Sun", 3.12.2011, s. 7–8.

[155] Tamże, s. 8.

[156] Tamże, s. 8.

[157] L. Witmer, Clinical Psychology [w:] Classics in the History of Psychology, (red.) Ch.D. Greek, York University, Toronto 2000, s. 45–48.

[158] J.E. French, Itard, Jean-Marie-Gaspard, [w:] Encyclopedia of psychology, (red.) A.E. Kazdin, Oxford University Press, Oxford 2000, s. 164.

[159] Tamże, s. 169.

[160] Tamże, s. 320.

[161] L. Kanner, Medicine in the history of mental retardation, "American Journal of Mental Deficiency", 1967, nr 72 (2), s 165–170.

[162] J.F. Gaynor, The "failure" of J.M.G. Itard, "Journal of Special Education", 1973, nr 7 (4), s. 439–445.

[163] Tamże.

[164] J. Tully, An Approach to Political Philosophy: Locke in Contexts, Cambridge University Press, Cambridge 2007, s. 128.

[165] J. Waldron, God, Locke, and Equality, Christian Foundations in Locke's Political Thought, Cambridge University Press, New York 2002, s. 74.

[166] J. Wyczesany, Oligofrenopedagogika, Oficyna Wydawnicza IMPULS, Kraków 1998, s. 175–181.

[167] S. Guz, Metoda Marii Montessori w opiniach i badaniach współczesnych uczonych amerykańskich, [w:] Pedagogika wobec przemian i reform oświatowych, (red.) G. Milkowska-Olejniczak, K. Uździcki, Uniwersytet Zielonogórski, Zielona Góra 2000, s. 423–431.

[168] B. Stein, Teoria i praktyka pedagogiki Marii Montessori w szkole podstawowej, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2003, s. 40.

[169] L. Grochowski, Ksiądz Jakub Falkowski (1775–1848) – pionier nauczania dzieci głuchych na ziemiach polskich, [w:] Wkład pijarów do nauki i kultury w Polsce XVII–XIX wieku, (red.) I. Stasiewicz-Jasiukowa, Wydawnictwo Zakonu Polskiej Prowincji Pijaro?w, Warszawa–Kraków 1993, s. 501–527.

[170] M. Żóltowski, Blask prawdziwego światła – Matka Elżbieta Róża Czacka i jej Dzieło, Wydawnictwo Er-Art, Lublin 1999, s. 41.

[171] Tamże, s. 46.

[172] E. Juśko, Wdrażanie powszechności nauczania w II Rzeczypospolitej w pierwszych latach istnienia szkół powszechnych, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.kul.pl/files/326/aktualny/biblioteczka_cyfrowa/jusko_wdrazanie_powszechnosci.pdf [dostęp: 8.01.2013].

[173] W. Okoń, Wizerunki sławnych pedagogów polskich, WSiP, Warszawa 1993, s. 62.

[174] E. Juśko, Wdrażanie powszechności nauczania...

[175] T. Sahaj, Dziecko – przedmiot metafizyczny. Od historii do genetyki, "Etyka", 2002, nr 35, s. 227–241.

[176] Tamże.

[177] F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Wydawnictwo BIS, (tłum.) W. Berent, Warszawa 1991, s. 83–86.

[178] Śmierć z łaski, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.denkzeichen.de/content/denkzeichen/gnadentod/index_pl.php [dostęp: 8.01.2013].

[179] T. Nasierowski, Zagłada osób z zaburzeniami psychicznymi w okupowanej Polsce. Początek ludobójstwa, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2008, s. 39.

[180] C.M. Hojan, Typologia nazistowskich akcji eutanazyjnych na terenie okupowanej Polski, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.dwr.org.pl/godenkortt4/index.php?option=com_content&view=article&id=98&Itemid=91&lang=pl [dostęp: 5.04.2012].

[181] T. Nasierowski, Zagłada osób z zaburzeniami psychicznymi..., s. 40.

[182] Tamże, s. 42.

[183] Tamże, s. 42.

[184] A. Hojan, Komora gazowa w Forcie VII w Poznaniu (początek nazistowskiego ludobójstwa), [w]: Studia nad dziejami obozów koncentracyjnych w okupowanej Polsce, praca zbiorowa, Wydawnictwo Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkanau, Oświęcim 2011, s. 167–176.

[185] Tamże.

[186] J. Bottger, Review of Friedlander, Henry, The Origins of Nazi Genocide: From Euthanasia to the Final Solution. H-Holocaust, H-Net Reviews, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.h-net.org/reviews/showrev.php?id=4067 [dostęp: 5.04.2012].

[187] C. Barnes, G. Mercer, Niepełnosprawność, (tłum.) P. Morawski, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2008, s. 7.

[188] A. Żarnecka, Psychospołeczne aspekty edukacji niepełnosprawnych: dzieci oraz młodzieży, informacja dostępna na stronie internetowej: http://www.abcd.edu.pl/index.php/edukacja-wlaczajaca/26-psychospoleczne-aspekty-edukacji-niepelnosprawnych-dzieci-oraz-mlodziezy- [dostęp: 8.01.2012].

[189] T. Parsons, The Social System, Routledge, London 1951, s. 141.

[190] C. Barnes, G. Mercer, Niepełnosprawność..., s. 15.

[191] Obecnie występuje już 10. rewizja International Classification of Diseases (ICD-10), zatwierdzona na XXX Światowym Zgromadzeniu Zdrowia (WHO), trwają jednocześnie prace nad 11. rewizją, która ma być ogłoszona w 2015 roku, wraz z nową definicją niepełnosprawności.

[192] J. Martin, H. Meltzer, D. Elliot, The prevalence of disability among adults, HMSO, London 1988, s. 7.

[193] ICIDH-2: International Classification of Functioning and Disability, Beta-2 draft, World Health Organization, Geneva 1999, s. 9.

[194] Tamże, s. 16.

[195] A. Kabsch, Współczesne poglądy na rehabilitację kompleksową w świetle Karty 2000 WHO, "Postępy Rehabilitacji" 2000, nr 4, s. 73.

[196] Więcej modeli niepełnosprawności zaproponowano w pracach: M. Garbat, Zatrudnianie i rehabilitacja zawodowa osób z niepełnosprawnością w Europie, Uniwersytet Zielonogórski, Zielona Góra 2012, s. 35–40; M.A. Paszkowicz, Wybrane aspekty funkcjonowania osób z niepełnosprawnościami, Uniwersytet Zielonogórski, Zielona Góra 2009, s. 71–111.

[197] M. Garbat, Postawy społeczne..., s. 19–35.

Historia niepełnosprawności

Wydanie pierwsze, ISBN 978-83-7942-649-2

 

? Marcin Garbat i Novae Res s.c. 2015

 

Na okładce wykorzystano fragment obrazu Michaela Lancza z Kitzingen, Retabulum ołtarzowe Zaśnięcia Panny Marii z kaplicy grobowej biskupa Jana Konarskiego w katedrze na Wawelu, 1521, przedstawiający św. Ambrożego czytającego brewiarz w okularach, drewno, tempera, złoto.

Źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie, Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie.

Stosowana w cytatach ortografia odzwierciedla zapis widniejący w źródłach.

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

 

REDAKCJA: Wioletta Cyrulik

KOREKTA: Michał Mikołajczak

RECENZJA NAUKOWA: Maria Agnieszka Paszkowicz

OKŁADKA: Magdalena Zawadzka

SKŁAD: Anita Sznejder

KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl

 

NOVAE RES – WYDAWNICTWO INNOWACYJNE

al. Zwycięstwa 96 / 98, 81-451 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl

 

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

 

Wydawnictwo Novae Res jest partnerem

Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.