Historia Jakuba - Tadeusz Słobodzianek

Reflow text when sidebars are open.
JAKUB
W szkole moimi kolegami byli młodzi ludzie. Niektórzy młodsi od moich studentów. To była męka. Byłem jednym z najgorszych uczniów. Gorszy był tylko jakiś Rosjanin. Czułem się jak ten emeryt u Schulza, który trafił z powrotem do szkoły.
RABIN
A teraz każdy powie, co jadł w domu na śniadanie.
ABRAM
Ja jadłem ciasteczko i piłem kawę z mlekiem. Ciasteczko nazywało się croissant.
RABIN
A co jadła Inez?
INEZ
Ja jadła tortilla.
RABIN
A co to takiego tortilla?
INEZ
Tortilla to placek z kartofli, jajek i cebuli.
RABIN
Bardzo dobrze. A co jadł Sasza?
SASZA
W Rosji ja nie jadł tak, jak Abram czy Inez. Ja pił herbata i jadł chleb z margaryna...
RABIN
A czy w kraju Jakuba też była taka bieda, jak w kraju Saszy?
JAKUB
W Polsce na śniadanie to ja pił kawę z mlekiem i jadł bułkę z masłem i szynką...
RABIN
Spokój. Czy Jakub jadł żydowskie śniadanie w Polsce?
ABRAM
Jakub w Polsce nie jadł żydowskie śniadanie. To nie było koszerne śniadanie.
RABIN
Tak. Czy Jakub wie, co było niekoszerne w jego śniadaniu?
JAKUB
Nie wiem, co było niekoszerne w moim śniadaniu. Czy moglibyście mi powiedzieć?
RABIN
Proszę, kto odpowie Jakubowi?
ABRAM
Czy w śniadaniu Jakuba szynka była wieprzowa?
JAKUB
Tak. W moim śniadaniu szynka była wieprzowa.
ABRAM
Oto odpowiedź. W śniadaniu Jakuba niekoszerne była szynka.
RABIN
Co jeszcze było niekoszerne w śniadaniu Jakuba?
INEZ
W śniadaniu Jakuba niekoszerne była również bułka z masłem i szynka. W koszer nie łączymy masła, które pochodzi od mleka, z mięsem. Bowiem powiedziano jest: nie będziesz spożywał koźlęcia gotowanego w mleku matki swojej.
RABIN
Brawo, Inez! A co jeszcze było niekoszerne w śniadaniu Jakuba?
SASZA
W śniadaniu Jakuba niekoszerne była również kawa z mlekiem.
RABIN
Dobrze. Jak zatem powinno wyglądać śniadanie Jakuba?
SASZA
Prawidłowe śniadanie Jakuba powinno być takie: kawa z mlekiem i chleb z masłem.
RABIN
Chleb z masłem. Albo?
ABRAM
Chleb z szynką wołową i kawa czarna.
RABIN
Oczywiście. Co jeszcze Jakub mógłby jeść na koszerne śniadanie? Może Jakub odpowie?
JAKUB
Chciałem wyjść i mocno trzasnąć drzwiami. Już dość tego pastwienia się. Co musiał czuć Jezus biczowany, opluwany i cierniem koronowany.
Wziąłem się w garść.
Mógłbym jeść wiele owoców i warzyw, ale nigdy nie łączyć ze sobą mięsa i mleka...
RABIN
Brawo, Jakub!
JAKUB
Wszyscy bili mi brawo i gratulowali.
Męką była również nauka wymowy. Wszystko kojarzyło im się z jednym.
RABIN
Król Salomon rozmiłował się...
WSZYSCY
Król Sa-lo-mon roz-mi-ło-wał się...
RABIN
W mnogich niewiastach obcego rodu...
WSZYSCY
W mno-gich nie-wias-tach ob-cego ro-du...
RABIN
Jakie to były niewiasty?
WSZYSCY
Mo-a-bit-ki, A-mo-nit-ki, I-du-mej-ki,
Sy-do-nit-ki i He-tej-ki...
JAKUB
Abram, czy to tak specjalnie? Wiecie, że jestem księdzem. Naśmiewacie się ze mnie?
ABRAM
Coś ty? Kto się naśmiewa? To Żydzi, Jakubie! Kochają życie. Widzę, jak cierpisz. Porozmawiajmy o tym z rabinem.
RABIN
Jakubie, nasza szkoła to wszystko, co możemy ci teraz zaoferować. Może powinieneś spojrzeć na to inaczej? Może powinieneś zacząć być Żydem naprawdę? I przestać być księdzem? Musisz wejść do tej rzeki, a nie stać wciąż na brzegu i patrzeć, jak płynie. Masz jeszcze czas. U nas w Izraelu starsi od ciebie zostają ojcami.
JAKUB
Aha, więc o to chodzi. Wciąż o to. Tak pomyślałem. Powiedziałem jednak: Dajcie mi trochę czasu.
RABIN
Jakubie, jesteśmy cierpliwi. Jesteśmy Żydami. Czterdzieści lat byliśmy na pustyni.
MARIAN
Do seminarium w Olsztynie przyjęto mnie bez problemu. Wystarczył list polecający od proboszcza i świadectwo maturalne.
PROREKTOR
Wylatujecie z seminarium po trzecim przewinieniu. Spóźnieniu albo jakimś innym wygłupie. Regulamin wisi na tablicy. I plan zajęć. Aha, i pamiętajcie o silentium sacrum! Cisza ma być cisza. Bo może ktoś jednak będzie chciał coś poczytać albo pouczyć się, a nie tylko spać, ile się da. Są pytania?
MARIAN
Pytań nie było.
Z chłopakami w pokoju zaprzyjaźniłem się szybko. Dwóch było z mojego roku, Józek z trzeciego, i był naszym szefem, że się tak wyrażę.
Któregoś razu, kiedy byliśmy sami, powiedział:
JÓZEK
Powiem ci, co w seminarium najważniejsze. Możesz wylecieć za wszystko. Za spóźnienie na mszę albo na zajęcia. Za picie, palenie albo pedalstwo. Na terenie seminarium, rzecz jasna. Najczęściej jednak chłopaki wylatują za dupczenie w rodzinnej parafii. Jedziesz na święta, idziesz do kościoła, pomagasz służyć do mszy i wszystkie baby na ciebie lecą. Cholera wie, o co im chodzi. Że jesteś klerykiem, jeszcze nie księdzem? No i spróbuj zadać się z jedną. Od razu inna doniesie. I po ptakach. Na podstawie takiego donosu - zwłaszcza stare baby są tu strażnikami moralności - wylatujesz w czterdzieści osiem godzin. Żadnego odwołania. Nie ma litości. Seminarium to Kościół, a Kościół nigdy się nie myli, bo przez niego mówi Duch Święty. Dlatego, jeżeli chcesz się napić albo zadupczyć, musisz to robić tak, żeby nie wpaść. Najlepiej na mieście. W Olsztynie jest parę miejsc, gdzie nikt cię nie namierzy, akademiki, kluby studenckie, jakieś tancbudy. Najlepiej jednak pojechać do innego miasta. Warszawa, Kraków, a zwłaszcza Łódź dają tu największe możliwości. Musisz tylko dobrze się zamaskować. Oczywiście żadnej sutanny, koloratki, to chyba jasne. No i nie możesz się zakochać, bo wtedy wszystko szlag trafi. Baby są mściwe, a prorektor nie zna litości. Tu zresztą pojawia się druga kwestia. Najważniejsza. Kablowanie. Jeżeli wyprawiasz się na miasto, a zawsze wypuszczają po dwóch, musisz mieć zaufanego kumpla. A jeżeli masz powód, żeby mu nie ufać, musisz być szybszy. Pierwszy - donieść prorektorowi. Inaczej przegrałeś. Pamiętaj, kablowanie to wielka sztuka. Spowiedź jest tu najlepszym narzędziem. I ostatnia kwestia. Czerwoni, esbecja czają się na każdym kroku. Mogą podstawić dziewczynę. Postawić flaszkę. Poczęstować fajką w takim miejscu, że wszyscy zauważą. I wtedy jesteś ich. Oczywiście każdemu może się coś takiego przydarzyć. I jak się przydarzy, spokojnie, nie ma tragedii. Idziesz do prorektora i ze wszystkiego się spowiadasz. Prorektor umie docenić lojalność. Co mówię, prorektor! Kościół Matka Nasza. Za dobre rady odpalisz mi pół paczki. Jak dostaniesz z domu. Aha, i jakby co, tej rozmowy nie było.
MARIAN
Byłem w szoku. Pomyślałem jednak, że nie będę grzeszyć, oszukiwać i donosić. Będę się uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć.
MARIAN
W kwietniu mama zaczęła umierać. Stefa karmiła ją, myła, robiła zastrzyki. Mnie mama wciąż prosiła, żeby się z nią modlić.
MAMA
Marian, modlitwę do Miłosierdzia Bożego...
MARIAN
Miłosierdzie Boże, towarzyszące nam przez całe życie - ufamy Tobie.
Miłosierdzie Boże, ogarniające nas w godzinie śmierci...
Mamo, może już czas na spowiedź i oleje święte?
MAMA
Jutro. Dzisiaj nie mam siły. Jutro Stefa mnie umyje i przygotuje na wszystko, jutro.
Wiesz, Marian, nigdy tego nie mówiłam. Ale teraz powiem. Czasem śni mi się taki sen. Uciekam. Z małym tobą na rękach. Boso. Gonią mnie jacyś z psami. Nie wiem kto. Z daleka widać tylko, że mundury. Biegnę przez ściernisko. Słoma kłuje w stopy. Przez bagno. Zapadam się. Wyłażę na brzeg. Piasek się osypuje. Myślę, co robić? Jak spuszczą te psy? Boże, będę musiała rzucić im dzieciaka. Tak się całe życie bałam...
MARIAN
Zasnęła, trzymając mnie za rękę. Poszedłem do siebie, coś czytałem i też zasnąłem.
STEFA
Chodź, Marian, mama umarła.
MARIAN
I płakała. Ja też. Przytuliliśmy się do siebie i tak staliśmy, i płakaliśmy.
STEFA
Co będzie? Nie miała namaszczenia. Syn ksiądz, a matka umarła bez namaszczenia. Co ludzie powiedzą? Może teraz jakoś da się coś jeszcze załatwić?
MARIAN
Stefa, jak? Mama była święta. Pójdzie do nieba i bez olejów. Będziemy się modlić.
STEFA
Dobrze, idź do siebie. Zajmę się mamą. Czuwanie zorganizuję w kaplicy. W domu za mało miejsca. Na pewno będzie dużo ludzi. Mamę księdza każdy chce zobaczyć. Wiesz, brat, to by było naprawdę ładnie, gdybyś sam odprawił nabożeństwo mamy. Aha, tu jest list do ciebie.
SIOSTRA NELA
Drogi Księże Marianie, cieszę się, że mogę księdzu wreszcie napisać, że oto pojawiło się światełko w jaskini, że tak zażartuję z filozofa.
Ale po kolei.
Napisałam wiele listów do wielu moich żydowskich przyjaciół, ale co do kogo napiszę, czekam i czekam na odpowiedź, a tu nagle ktoś obcy odpowiada, że osoba, do której pisałam, nie żyje. Umarła więc Lila, umarła Hania, Miriam i Basia, umarł Leon Koszycki, który zawsze wszystko wiedział. Z dziesięć takich listów wysłałam i wciąż ta sama odpowiedź. Umarł przed rokiem, umarł miesiąc temu, umarła w zeszłym tygodniu, istna groza. Pisałam do Yad Vashem i nic nie wiedzieli. Mają setki tysięcy dokumentów o Zagładzie w Polsce, ale nie mają pracowników. Trzeba na to sto lat, jak mi napisali. W końcu na Wielkanoc udało mi się pojechać do Jerozolimy i tam od siostry Zofii dostałam adres pani Lubetkin. Po przyjeździe okazało się, że pani Lubetkin jest bardzo ciężko chora i nie uda mi się z nią zobaczyć. Rodzina zgodziła się, żebym napisała jej na karteczce krótką wiadomość, o co chodzi. I stał się cud. Odpisała, żebym zgłosiła się w Tel Awiwie do pani Rozencwajgowej, która ma dużo informacji o wschodnich gminach żydowskich. Żeby już nie przedłużać, udało mi się spotkać z panią Rozencwajgową, która natychmiast spotkała się ze swoimi koleżankami i na podstawie tych informacji, którymi dysponujemy, czyli Wasilków i ostatni krawiec w getcie, przekazała mi, co następuje.
Najprawdopodobniej ojciec Księdza miał na imię Jakub i został zamordowany w którymś z obozów, w Majdanku albo w Sobiborze, gdzie najdłużej trzymano fachowców, natomiast matka i brat najprawdopodobniej zginęli w Treblince.
MARIAN
Najprawdopodobniej...
SIOSTRA NELA
Najprawdopodobniej, wiem, niemądre słowo, daje cień nadziei, ale też jest torturą, zdaję sobie z tego sprawę, ale tak mówią tu wszyscy.
MARIAN
Czyli nigdy się nie dowiem, jak było naprawdę?
SIOSTRA NELA
Drogi Księże Marianie, a teraz dobre nowiny, które również przywożę.
Ma Ksiądz rodzinę w Tel Awiwie. Żyje stryj Księdza, Noam, który wyjechał z Polski w czterdziestym siódmym roku i jest rabinem. Pani Rozencwajgowa zadzwoniła do niego, bardzo się ucieszył i chciałby Księdza zobaczyć, ale trzeba się śpieszyć, gdyż stryj Noam jest wiekowy i zdrowie już nie to. Tyle nowin, Drogi Księże.
Kiedy Ksiądz odwiedzi nasz klasztor? Wszystkie tu dobrze wspominamy Księdza, nasz teatr, mądrość spowiednika, dobry humor i apetyt, chociaż przydzielono już nam nowego kapelana, księdza Andrzeja.
Pozdrawiam Księdza bardzo serdecznie, siostry Anna, Genowefa i Marianna łączą swoje pozdrowienia, z najlepszym Bożym błogosławieństwem, ? s. Nela
MARIAN
Pogrzeb mamy odprawiłem sam.
Mamo, jednym z pierwszych darów, jakie człowiek dostaje od Boga, są jego rodzice. I ten dar Bóg każe szczególnie szanować. Czcij ojca swego i matkę swoją. Dekalog.
Mamo, te dwie kamienne tablice, które Wszechmocny dał Mojżeszowi na górze Synaj, odmieniły świat na zawsze. Ale Mojżesz, nim został przywódcą narodu, był żydowskim chłopcem, którego żydowska matka ze strachu przed faraonem urodziła w ciszy, ukryła w koszu z papirusu i zostawiła w sitowiu nad rzeką. Dziecko znalazła córka faraona, gdyż Najwyższy pisze ludzki los nieznanym pismem i było napisane również to, że żydowska matka jako piastunka mogła dalej zajmować się swoim dzieckiem.
Mamo, innego żydowskiego chłopca ocaliła żydowska matka, kiedy chciał go zabić Herod. W nocy wsiadła z dzieckiem na osiołka i uciekła z nim do Egiptu. Żydowski chłopiec miał na imię Jezus i zbawił świat. I chociaż wiele lat potem trzymała jego ciało zdjęte z krzyża i wypłakała z żalu wszystkie swoje łzy, tych lat, które matka i syn spędzili razem, kiedy trzymali się za ręce, łamali chleb i maczali go w oliwie, nikt im nie odebrał.
Mamo, był jeszcze jeden żydowski chłopiec, którego matka - za czasów zbrodniarzy, przy którym tamci, starożytni, byli karłami - przyniosła innej kobiecie, chrześcijance, i powiedziała: w imię tego Jezusa, tego Żyda, w którego pani wierzy, niech pani uratuje tego żydowskiego chłopca, zobaczy pani, kiedy dorośnie, zostanie księdzem.
Mamo, ten ksiądz stoi tu teraz przed tobą. To ty byłaś tą chrześcijanką, która ocaliła tego żydowskiego chłopca. I ja jestem tym żydowskim chłopcem, który sam wybrał swój los, chociaż to był los, o którym zdecydował Najwyższy i który wybrała jego żydowska matka, której niedane było uciekać ze swym dzieckiem na pustynię i która nie mogła tulić go w przebraniu piastunki.
Mamo, ale ty swoją miłością, poświęceniem i dobrocią wynagrodziłaś mu wszystkie jego cierpienia. Wiem, jak wiele kosztowało cię to wszystko. Opowiadałaś mi o prześladującym cię śnie, w którym wciąż uciekasz z tym chłopcem, bo gonią cię szaleńcy w mundurach, z rozwścieczonymi psami. Wiem, ile wszystko to cię kosztowało i jak byłaś dzielna. Jaką byłaś prawdziwą chrześcijanką, która poświęciła życie, by ratować życie.
Mamo, dziś żegna cię ksiądz, ale i ten żydowski chłopiec, który ci to życie zawdzięcza.
Ja, Marian, któremu dałaś to imię.
I ja, Jakub, które to imię na cześć mojego żydowskiego ojca dziś przyjmuję.
Amen.
WSZYSCY
Bogu niech będą dzięki.
STEFA
Super!
OJCIEC REKTOR
Nie wiedziałem, że tak to wygląda.
ESBEK
Paszport do Izraela?
MARIAN JAKUB
Na lotnisku czekał na mnie stryj Noam i kuzyn Cwi. Stryj od razu mnie poznał!
STRYJ NOAM
To ty?
MARIAN JAKUB
Ja.
STRYJ NOAM
Jesteś księdzem?
MARIAN JAKUB
Tak.
STRYJ NOAM
Polskim księdzem?
MARIAN JAKUB
Tak.
STRYJ NOAM
Jak to się stało?
MARIAN JAKUB
Taka była wola mojej żydowskiej matki. I Polacy, którzy uratowali moje życie, ją spełnili.
STRYJ NOAM
Żydowska matka chciała, żebyś został polskim księdzem? Skąd wiesz, że tego chciała?
MARIAN JAKUB
Od mojej polskiej mamy, która narażała życie, żeby mnie uratować. Czy stryj wie, co się wtedy działo? Za ratowanie Żydów groziła śmierć. A ja byłem obrzezany! Czy stryj zdaje sobie sprawę, jakimi bohaterami byli moi polscy rodzice? Dali mi życie po raz drugi!
STRYJ NOAM
A co złego w obrzezaniu? Dziś na świecie dla higieny obrzezują dzieci wszyscy mądrzy ludzie. Doceniam tych polskich dobrych ludzi, ale dlaczego jesteś księdzem? Wiesz, że przez to tracisz prawo do bycia Żydem?
KUZYN CWI
Stryjek, nie przesadzaj. Marian Jakub ledwie przyjechał, a ty już go chcesz zrobić rabinem? Może wystarczy, że będzie tylko trochę Żydem...
STRYJ NOAM
Albo kaczką jest się, albo gęsią...
MARIAN JAKUB
Pojechaliśmy do cioci Rozy, siostry ciotecznej stryja i mojego ojca.
CIOCIA ROZA
Kochany mój! Żyjesz! Jakie to cudowne! Jakie romantyczne! Odnaleziony po latach. Masz oczy matki. I taki jesteś podobny do ojca. W ogóle nie wiedzieliśmy. Twoja matka ukrywała, że jest w ciąży. Co to wszystko za tragedia. Twojego brata Samuela rodzice oddali Polakowi na przechowanie. Oddali mu wszystko, co mieli. Ślubne perły od babci Fani! Po paru dniach Polak odprowadził Samuela i powiedział, że to zbyt niebezpieczne. Ale pieniędzy i pereł nie oddał. Powiedział, że mógłby Samuela oddać na gestapo, ale tego nie zrobił i za to mu się to wszystko należy.
KUZYN CWI
Mordercza logika.
CIOCIA ROZA
A jak ci się udało? I skąd twoi rodzice wzięli pieniądze, skoro już nic nie mieli?
MARIAN JAKUB
Oddali mnie polskim rodzicom ze starą wagą. Cały majątek.
CIOCIA ROZA
Naprawdę? Niewiarygodne. Poczekaj, zaraz przyjdzie Dina. Wszystko nam opowiesz. Dina zbiera takie historie.
STRYJ NOAM
Im dziwniejsza, tym lepsza.
CIOCIA ROZA
Jakub, Dina jest feministką. A żydowskich feministek boją się nawet palestyńscy terroryści. Musisz też jedno wiedzieć. Dina ma imię po twojej mamusi i jest tak samo uparta...
MARIAN
Jak zginęła moja mamusia?
DINA
Jak miliony innych Żydów. Wszędzie było tak samo. Miejscowi goje kopali pod lasem wielki dół. Przed dołem w kolejce stali nadzy Żydzi. Starcy, dzieci, kobiety i mężczyźni. Nikt nie krzyczał, nie płakał, nie prosił o litość i nie próbował uciekać. Między strzałami panowała cisza. Po wszystkim goje zasypywali dół, kopali następny i dzielili się przebranymi wcześniej przez Niemców rzeczami Żydów. Cześć, jestem Dina.
MARIAN JAKUB
Marian Jakub. Dlaczego nikt nie walczył?
DINA
Może walczył twój ojciec. Jeżeli trafił do Sobiboru. I w tej pracowni krawieckiej, gdzie szyli mundury, razem z innymi krawcami rzucili się z nożycami na esesmanów, a potem z tymi, którym udało się przedrzeć przez druty, uciekł do lasu. I co się z nim potem mogło stać? W tym lesie? Mógł wpaść albo w ręce tropiących esesmanów z psami, albo w ręce chłopów z widłami. Jak myślisz, która śmierć była gorsza? Jest jeszcze trzeci wariant. Jedynemu, który ocalał z Sobiboru, po wojnie strzelili w brzuch polscy patrioci.
MARIAN JAKUB
Przepraszam, Dina, ale to, że Polacy mordowali Żydów i wydawali ich w ręce Niemców, to jest taka sowiecka propaganda. Jasne, w każdym narodzie są szuje, kanalie, ale jednak w Polsce uratowało się podczas wojny najwięcej Żydów, prawda?
CIOCIA ROZA
Nikt nie przeczy, ale było ich najwięcej.
MARIAN JAKUB
A ilu na przykład księży zostało zamordowanych?
DINA
Nie mogę tego słuchać!
MARIAN JAKUB
A na wojnie ilu Polaków zginęło?
KUZYN CWI
Dziadek, opowiedz mu swoją historię!
MARIAN JAKUB
A po wojnie? Ilu Polaków zginęło z rąk Żydów z UB?
STRYJ NOAM
Sza, Żydzi. Spokój. Spotkaliśmy się. Jeszcze żyjemy. I Marian jest z nami. Wieczorem będzie szabat i najlepsza, jaka może być, ryba Rozy, i chałka. A potem, jak skończy się szabat, zabierzemy Mariana na wycieczkę, na jakiej nie był nigdy w życiu. Pokażemy mu różne rzeczy w Tel Awiw, Jeruzalem i co tam będzie jeszcze chciał zobaczyć na tej świętej ziemi. Spędźmy ten czas jak mądrzy Żydzi, a nie głupi.
JAKUB
Na lotnisku czekała Dina.
DINA
Po co to robisz, Jakub? Po co ta koloratka?
JAKUB
Taki jestem. Ksiądz w kipie i koloratce.
RABIN
Drogi i szanowny Jakubie, cieszę się, że jesteś z nami. Witamy cię jak brata w "Tirat Yehuda". Którego celem jest, żeby każdy Żyd mógł wrócić do religii żydowskiej. To jest raz. Dwa to jest, żeby móc na wszystko zarobić. I utrzymać się przy jak najlepszym życiu. W sprawie naszych obyczajów rozpoznasz się zaraz. Wyznaczymy ci pracę, która pozwoli ci się utrzymać. Będziesz pracował przez trzy dni w tygodniu, a przez trzy uczył się. Siódmy dzień, tak jak wszyscy Żydzi, będziesz święcił. Czy masz jakieś pytania?
JAKUB
Gdzie jest najbliższy kościół?
RABIN
Kościół? Chyba w Tyberiadzie. A dlaczego pytasz?
JAKUB
W każdą niedzielę chciałbym jeździć na mszę świętą.
RABIN
Niedziela u nas jest dniem pracy.
JAKUB
Może bym mógł jeździć po pracy?
RABIN
Drogi Jakubie, cieszę się, że jesteś z nami. Zdecydowaliśmy się na twój pobyt tutaj, wiedząc, że jesteś księdzem, ale jednocześnie poruszyła nas głęboko tragedia twojego życia. I mamy nadzieję, że w tym wszystkim zapanuje rozsądek. Dina, dziękuję już. Przyjedziesz do nas za rok. Jak będziemy świętować rocznicę Jakuba w kibucu.
DINA
Ok, mam nadzieję chłopcy, że się nie pozabijacie?
RABIN
Kim jesteś, Jakubie? Po co do nas przyszedłeś w koloratce i czarnej koszuli? Czy przyszedłeś nas nawracać? Czy przypomnieć nam, co my, Żydzi, przez dwa tysiące lat zawdzięczamy chrześcijanom? Przypomnieć o pogromach? Gettach? Ta czarna koszula co ma nam przypominać? Po co ci kościół w Tyberiadzie?
JAKUB
Pisałem o tym Dinie.
RABIN
Owszem, Dina nas o tym poinformowała. Zebrała się w tej sprawie Rada. I była przeciwna temu, żebyś do nas przyjeżdżał. Ale ja powiedziałem Radzie, że Izrael to Ziemia Święta, jak mówią chrześcijanie, i tu zdarzają się cuda. Może więc zdarzy się cud i ksiądz Jakub stanie się Żydem. Wszystko na tym świecie potrzebuje czasu. I ksiądz Jakub potrzebuje czasu. Choć to fakt, że nie zostało mu tak dużo, jak byśmy wszyscy chcieli. Bo człowiek nie jest wieczny. Wieczny jest Bóg. Oto nasze warunki. Kiedy przestąpisz ten próg, Jakubie, zapomnij o słowie "ksiądz". Nie zgadzamy się, żebyś w niedzielę, która u Żydów jest dniem pracy, gdziekolwiek wyjeżdżał. Święta jest sobota. Nie zgadzamy się, żebyś chodził tak ubrany, jak do nas przyszedłeś, i straszył swoim wyglądem młodych Żydów, którzy przyjechali z całego świata, żeby odnaleźć swoje żydostwo. Dajemy ci rok, żebyś zrozumiał, co to jest być Żydem. Jeśli nie zrozumiesz - odejdziesz. Oczywiście, co zrobisz w swoim sumieniu i w swoim pokoju, nas nie dotyczy. Jeśli w swoim pokoju powiesisz krzyż, nigdy nikogo nie zapraszaj. A teraz odpowiedz, czy przyjmujesz nasze warunki?
JAKUB
Chcecie, żebym za trzydzieści srebrników sprzedał mojego Jezusa? Który był Żydem, tak jak my wszyscy, którzy tu stoimy?
Nie powiedziałem tego jednak. Wolno zdjąłem koloratkę i powiedziałem: Tak, zgadzam się.
RABIN
Dziękujemy ci, Jakubie. A teraz Abram zaprowadzi cię do twojego pokoju, gdzie będziesz mógł się odświeżyć po podróży. Zobaczymy się jutro.
ABRAM
Pierzemy w pralni. Jemy w stołówce. Nie ma kelnerów i sprzątaczek. Wszystko robimy sami. Ciężko pracujemy. To jest ten słynny na całym świecie kibucowi styl. Socjalizm. Z tym że nasz kibuc utrzymuje się sam. Hodujemy pomidory, awokado i cytryny. Mamy trzydzieści rodzajów cytryn. Awokado importujemy najwięcej w Izraelu. Znają je na całym świecie. Nawet w Japonii. Nie martw się. Dostaniesz na początek lekką pracę. Będziesz zadowolony.
MARIAN
Znowu miał rację.
Ogłoszono stan wojenny i tylko w Kościele nie czułem strachu. Nikomu nie mówiłem, że jestem Żydem, ale zaczynałem się bać własnego cienia. Odmówiłem współpracy niepokornym studentom, którzy w podziemiu redagowali i wydawali gazetę.
Z drugiej strony z mamą i Stefą w domu nie mogłem wytrzymać. Sytuacja była napięta. Co wzmagała choroba mamy.
STEFA
Ktoś do ciebie.
ESBEK
I co u księdza? Do Paryża ksiądz się nie wybiera? Albo gdzieś za granicę?
MARIAN
Tam dobrze, gdzie nas nie ma.
ESBEK
Chciał ksiądz powiedzieć "was"?
MARIAN
Powiedziałem, co powiedziałem.
ESBEK
Świat jest taki ciekawy. Na przykład Ziemia Święta! Nie ciągnie księdza?
MARIAN
O co panu chodzi?
ESBEK
A Rzym? Nie chce ksiądz pojechać do Rzymu? Paszport dam od ręki.
MARIAN
Proszę pana, stan wojenny jest.
ESBEK
Ludzie wyjeżdżają. Pojedzie ksiądz do Rzymu, powiedzmy, na pół roku, a potem wróci i będzie kapelanem u sióstr pod Warszawą.
MARIAN
A czym sobie zasłużyłem na taką propozycję?
ESBEK
A czemu ksiądz się nie zaprzyjaźni z tym podziemiem lubelskim? Im trzeba pomóc. Przecież to idioci. Co oni myślą? Że my o nich nie wiemy? Że kim są? Że obalą Rosję?
MARIAN
Proszę pana, nie będę z panem dłużej rozmawiał. Jeżeli jestem o coś podejrzany, proszę o wezwanie na milicję. Jeżeli chce pan duszpasterskiej pomocy, zapraszam do konfesjonału.
ESBEK
Niech ksiądz to spokojnie przemyśli. Nie wiedziałem, że ksiądz mieszka z kobietami?
MARIAN
Proszę pana, to moja matka i siostra. Proszę tu więcej nie przychodzić.
ESBEK
Do widzenia księdzu. Do widzenia paniom.
STEFA
Coś zostawił.
MAMA
A co to?
STEFA
Koniak i kawa.
MARIAN
Trzeba oddać.
STEFA
A czemu?
MAMA
Dają, trzeba brać.
BRAT DANIEL
Nazywasz się Jakub, prawda? Witaj we wspólnocie. Myślałem, że jesteś starszy. A tu proszę, mężczyzna jak się patrzy. Jestem Daniel. Kim jesteśmy, my, Żydzi dla Jezusa, wiesz przecież, prawda?
WSZYSCY śpiewają
Baruch Haszem
Hamaszijach Jeszuach
Baruch Haszem Adonai...
BRAT DANIEL
Wielbimy i wysławiamy! W niedzielę pełna msza święta. Codziennie wspólna wieczerza. Rozmawiamy. Modlimy się. Śpiewamy. Czasem tańczymy. W miarę możliwości. Rano msza święta skrócona. Codziennie. Niektórzy z nas pracują na mieście, ale wieczerza i msza poranna są obowiązkowe. Mamy też inne obowiązki. Ja zarządzam i prowadzę rachunki. Dlatego też jestem wyłączony z innych prac. Resztę obowiązków dzielimy między siebie. Gotowanie. Pranie. Sprzątanie. Może zaczniesz w pralni?
JAKUB
Czy jest internet?
BRAT DANIEL
Internet jest tylko w moim biurze. Zawsze można korzystać, jeśli coś pilnego, oczywiście. Internet to największa choroba naszych czasów. Wolimy spędzać czas na rozmowach. Są dla nas najważniejsze. To istota naszej wspólnoty. A oto prezent od nas. Szata.
JAKUB
Dziękuję.
Studiowałem filozofię,
napisałem doktorat,
setki artykułów, kazań
i wylądowałem w pralni.
Położyłem się na łóżku.
Słońce zachodziło,
żółte, złote, krwawe,
światło Jerozolimy,
światło Mahometa,
światło Jezusa,
światło apostołów,
światło królów i proroków,
i Jakuba, który widział Boga
twarzą w twarz,
walczył z Nim i zwyciężył,
i powiedział Bóg:
nie lękaj się,
gdy pójdziesz przez wody,
ja będę z tobą,
i gdy przez rzeki,
nie zatopią ciebie,
gdy pójdziesz przez ogień,
nie spalisz się
i nie strawi cię płomień,
albowiem ja jestem Bóg twój...
MAMA
Marian, znowu nie napisałeś do Stefy!
TATA
Zawsze myślał wyłącznie o sobie!
MAMA
Oczywiście! Wszystko moja wina!
STEFA
A czyja? Poświęciłam życie dla niego.
MAMA
Ty poświęciłaś życie, a ja śmierć!
TATA
Śmierć! Ja honor poświęciłem!
STEFA
I gdzie ta habilitacja rzekoma?
TATA
Dzisiejsza filozofia a tomizm!
MATKA
Przepraszam państwa bardzo!
OJCIEC
Bardzo państwa przepraszamy!
SAMUEL
Przepraszamy i przepraszamy!
JAKUB
Jesteście wszyscy! Nareszcie razem...
OJCIEC
Porozmawiajmy jak ludzie cywilizowani.
MATKA
Proszę pani, a dlaczego został księdzem?
MAMA
Pani żartuje! Przecież sama pani tego chciała. Sama pani powiedziała...
MATKA
A co miałam powiedzieć? W takiej sytuacji, proszę pani? Starszy syn nie do uratowania.
SAMUEL
Mamusia da spokój! Mamusia nie robi hecy! Przed kim mamusia chce się tłumaczyć?
MATKA
Odprowadzili z powrotem. Zabrali pieniądze. Obrączki. I ślubne perły od babci Fani!
STEFA
Proszę! A nam dali starą wagę! Zepsutą!
MAMA
I dlaczego obcięliście mu to... no... na siurku... Wie pani, co przez to miałam? Ile strachu się najadłam? Jak miałam go inaczej uratować? Tylko ksiądz. Kto u księdza zobaczy? Oczywiście! Musiałam dać klapsa, jak się brzydko bawił.
MATKA
Dzieci się nie bije! Pani jest głupia!
MAMA
Pani jest głupia!
TATA
Moczył się w nocy. Do siedmiu lat! Co za życie! Rodzina dalsza albo bliższa? Wyparła się! Byliśmy sami. Całe życie! I baliśmy się! Całe życie się baliśmy!
OJCIEC
Co pan opowiada! To myśmy się całe życie bali!
TATA
A wy czego mieliście się bać, kiedy już umarliście?
STEFA
No i gdzie się podział ten akordeon?
BRAT DANIEL
Bracie Jakubie! Co się stało? Co się dzieje?
JAKUB
Daniel, dlaczego mnie budzisz?
BRAT DANIEL
Nie przyszedłeś na wieczerzę! Czekaliśmy. A ty śpisz? Za kogo się masz?
JAKUB
Daniel, nie krzycz na mnie. Jestem dłużej księdzem, niż ty masz lat.
BRAT DANIEL
I co z tego? Ja odpowiadam za wszystko! I nie będę tolerował...
JAKUB
Daniel, nie rozpakowałem jeszcze walizki! Mogę stąd iść!
BRAT DANIEL
A idź sobie!
JAKUB
Pójdę do archiwum.
Będzie ładny spacer.
Znajdę kafejkę.
Z internetem.
Napiszę do Stefy.
Odpowiem na maile.
Wziąłem walizkę.
Kim jestem?
Nie wiem.
Scalić to wszystko.
Naprawdę chcę.
Było cicho.
Było pusto.
Nie było nikogo.
Wyszedłem na ulicę
i zamknąłem za sobą drzwi.
KONIEC
JAKUB
Dawano mi coraz dziwniejsze prace, które wykonywałem z trudem i niezbyt dokładnie. W końcu kazano mi wycinać z kolorowych papierów trójkąty, kwadraty i koła. Nie wiem, do czego to miało służyć.
Największe kłopoty miałem z praniem bielizny i pościeli w pralni. To było ponad moje siły. Na szczęście pomagała mi Inez. Pochodziła z Ameryki Południowej. Kiedyś opowiedziała mi swoją historię.
INEZ
Banalna historia. Ojca nie znałam. Kiedy miałam osiem lat i moi rówieśnicy szli do pierwszej komunii, zrozumiałam, że coś jest nie tak. Zapytałam matkę, o co chodzi. Wtedy powiedziała, że jestem Żydówką i jak dorosnę, sama sobie wybiorę wiarę. Wtedy poszłam do księdza i powiedziałam, że chcę się ochrzcić i pójść do pierwszej komunii. Matka była wściekła. Ale co mogła zrobić? Kiedy zaczęłam chodzić do kościoła, a ksiądz uśmiechał się do mnie, czułam się jak gwiazda filmowa. Wiesz, dziewczyny w upale szybko dojrzewają. W wieku dziesięciu lat byłam już kobietą. Któregoś razu ksiądz zaprosił mnie do siebie i dał paczkę dla matki i rodzeństwa. Ona dostała szału, że mnie zabije, jeżeli jeszcze pójdę do niego. Kiedy więc znowu mnie zaprosił, poszłam tym bardziej. Zrobił kawę. Miał dobre ciasto, które sam upiekł. Ty będziesz wiedział, jakie to ciasto. On był Polakiem. Takie z jabłkami...
JAKUB
Szarlotka...
INEZ
Szarlotka, tak. I rum. Wtedy to zrobiliśmy. To był mój pierwszy raz. Myślę, że byłam w nim zakochana. Matka się dowiedziała. Nie biła mnie. Płakała. Potem powiedziała, że ten ksiądz jest moim ojcem. I wyrzuciła mnie z domu. Ale byłam twarda. Nigdy już jej nie zobaczyłam. Nie będę ci opowiadała, jak zarobiłam na szkołę rolniczą. I wylądowałam tu.
JAKUB
Milczałem, bo i co mogłem powiedzieć?
INEZ
Wiesz, Jakub, miałam wielu mężczyzn. Byli inni księża. Jeden był ojcem mojej córki. Estera jest teraz ultraortodoksyjną Żydówką. Ma dziewiętnaście lat i trójkę dzieci. Jej mąż uczy się na rabina. Jestem tu, żeby ją zrozumieć. I żeby móc dotknąć wnuków. Jako nieczysta nie mogę się nawet do nich zbliżyć. Takie zasady. Przytul, mnie Jakub.
JAKUB
Przytuliłem ją, ale wiedziałem, że na tym się nie skończy.
INEZ
Chodźmy do ciebie. Mieszkasz sam. Ja mieszkam we trójkę.
JAKUB
Zdrętwiałem. Jakby jakaś niewidzialna ręka złapała mnie za kark. W dodatku przypomniałem sobie, że na stole obok komputera zostawiłem kabanosy. Odsunąłem ją od siebie.
INEZ
Brzydzisz się mną?
JAKUB
Nie, Inez...
INEZ
Nie mam jeszcze czterdziestu lat. Mogłabym urodzić ci syna. Moglibyśmy być rodziną.
JAKUB
Jestem już stary, Inez.
INEZ
Ty stary? Gdzie!
JAKUB
Nie dotykaj mnie!
INEZ
Nosisz krzyż?
JAKUB
Tak.
INEZ
Masz mnie za kurwę, tak? Ale twój Jezus nie gardził kurwami. Kto jest bez grzechu, powiedział, niech pierwszy rzuci kamieniem...
JAKUB
Powiedział: idź i nie grzesz więcej...
INEZ
Tego Jezus nie powiedział. To powiedział twój Kościół. Twój Jezus kochał się z Marią Magdaleną i miał z nią dzieci...
JAKUB
Mam dla ciebie miłość, Inez, ale bez kochania się...
INEZ
Spierdalaj, klecho!
JAKUB
Następnego dnia poszedłem do synagogi.
ABRAM
Mam dla ciebie tałes. Może już pora, żebyś zrobił pierwszy krok?
JAKUB
Nie jestem jeszcze gotowy, Abramie. Czy chcesz, żebym się sprzeniewierzył Haszem?
Zaczęła się modlitwa. Szema, Jisrael. Śpiewałem ze wszystkimi. I płakałem.
Po modlitwie podszedł do mnie rabin.
RABIN
Martwimy się o ciebie, Jakubie.
JAKUB
Dlaczego? Robię, co mogę. Potrzebuję czasu.
RABIN
Nie o to chodzi, Jakubie. Może nie jesteśmy dobrym miejscem dla ciebie?
JAKUB
Dlaczego? Mnie jest dobrze z wami. O co chodzi?
RABIN
Nie dotrzymujesz umowy. Miałeś nie manifestować swoich uczuć księdza. A tymczasem wszyscy wiedzą, że nosisz krzyż...
JAKUB
Inez?
RABIN
Inez... Przykro mi, Jakubie.
JAKUB
Mój Boże!... Dobrze. Odejdę. Tylko dajcie mi trochę czasu. Proszę. Muszę poszukać jakiegoś miejsca do życia. Chcę zostać w Izraelu. Chcę być Żydem. Ile mam czasu?
RABIN
Do Święta Szałasów. Nie ma samotnych szałasów.
JAKUB
Dziękuję.
RABIN
Aha, jeszcze jedno. Czy słyszałeś o Wspólnocie Jakubowej w Jeruzalem? Może to będzie dobre miejsce dla ciebie? Wspólnota Żydów dla Jezusa. Księża. Zakonnicy. Sami mężczyźni. Mógłbym też załatwić ci pracę w archiwum Yad Vashem. Czy chcesz, żebym do nich zadzwonił?
MARIAN
Oprócz talentu muzycznego miałem talent aktorski. Występowałem w szkolnym teatrzyku. W Zemście grałem Papkina, a moja koleżanka Hania grała Klarę.
Dobrze nam się razem grało i odnieśliśmy w szkole sukces.
Hania, podobnie jak ja, dużo czytała. Rozmawialiśmy godzinami. O poezji. Teatrze. Teatr to świat. Aktorami - ludzie. Któregoś razu Hania przyszła do nas do domu. Mama upiekła szarlotkę.
TATA
A co będziecie robić po maturze?
HANIA
Chcę zostać aktorką. I Marian też.
TATA
Aktor? Dobre! Sława. Pieniądze. Trzy żony. W sam raz dla Mariana!
STEFA
A ja? Też chcę być aktorką!
MARIAN
Ty nie masz talentu. Ciebie nikt nie prosi, żebyś występowała.
MAMA
Marian aktorem?
HANIA
Marian ma piękny głos. Wszyscy chwalą. I urodę.
MAMA
Marian ma inne przeznaczenie.
HANIA
Jakie, proszę pani?
MAMA
Jakie Bóg da.
HANIA
Człowiek jest wolny, proszę pani. Ma wolną wolę. Może wybierać. Kształtować swoje przeznaczenie.
STEFA
A co będzie, jak nie zdacie do tej szkoły? Wiadomo, kogo tam przyjmują.
MAMA
Właśnie. Co zrobicie?
HANIA
Jak nie zdam? Będę bibliotekarką. Jak babcia. Cudowne zajęcie. Blisko książek. I jakie ważne dzisiaj, kiedy ludzie tak mało czytają.
TATA
A ty, Marian? Jak się nie dostaniesz na aktorstwo? Co będziesz robił?
MAMA
Marian będzie księdzem.
HANIA
Księdzem, proszę pani?
STEFA
Księdzem, mama?
TATA
Księdzem? Marian?
MARIAN
Ksiądz katecheta mówił, żebym został księdzem. Ty, Marian, zdawaj do seminarium, powiedział. Nadajesz się na księdza. Masz piękny głos.
TATA
Ale z tym głosem nadajesz się na aktora.
HANIA
Marian, mówiłeś, że chcesz być aktorem.
MAMA
Wola boska, Haniu! Przeznaczenie.
STEFA
Kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie.
HANIA
Marian, nie mówiłeś...
MARIAN
Hania, nie pytałaś...
HANIA
Pożegnam się. Dziękuję za szarlotkę. Dobranoc państwu.
Wychodzi.
TATA
Idź za nią!
MAMA
Ciemno!
STEFA
Blisko mieszka!
TATA
Idź za nią! Powiedz, że seminarium to żart. Chłopie, rusz się, bo całe życie będziesz żałował. Sprzedałem krowę na akordeon, sprzedam las koło jeziora. Jedź do Warszawy i zostań tym aktorem. Będziesz sławny - oddasz. Marian! Taka dziewczyna! Rusz się!
MARIAN
Spojrzałem na mamę. Patrzyła na obraz Jezus w Ogrójcu, który wisiał nad tapczanem. Tata był zły. Takiego nigdy go nie widziałem. Powiedziałem twardo: będę księdzem, tata.
STEFA
A jak zostaniesz biskupem, dasz siostrze zarobić?
MARIAN
Weź się, Stefa, lepiej do nauki! Nie musisz być kucharką albo sprzątaczką jak mama.
LEONARD NEUGER
ZROST. KILKA REFLEKSJI NAD "HISTORIĄ JAKUBA" TADEUSZA SŁOBODZIANKA
I
Odwołanie do biblijnego sądu Salomona z I Księgi Królewskiej pojawia się w Historii Jakuba dwukrotnie. Raz jako motto dramatu - we fragmencie mówiącym o reakcji lękowej Izraela na wieść o wyroku króla - i raz jako inscenizacja w scenie u franciszkanek i następującym po niej kazaniu księdza Mariana (epizod XIV). Trzeba więc sąd Salomona wpisać w globalny sens utworu, ale też w symboliczne komentarze do konkretnych wydarzeń. Lokuje się ten wyrok w porządku sakralnym - chrześcijańskim i żydowskim - ale funkcjonuje również w porządku świeckim, nie tylko dlatego, że akurat ten czyn Salomona wszedł do języka potocznego (salomonowy wyrok) i pamięci wspólnej, lecz także dlatego, że lęk Izraela mówi o kondycji ludzkiej w obliczu mądrości Bożej.
II
Znamy tę scenę wszyscy: oto przychodzą do Salomona dwie nierządnice, które powiły dzieci w tym samym miejscu i w tym samym mniej więcej czasie. Tyle że jedno z niemowląt umarło, a o to, która z kobiet jest prawdziwą matką żyjącego, toczy się spór. W tradycji żydowskiej matka jest postacią decydującą o tożsamości dziecka, więc spór ma charakter fundamentalny. Usytuowanie społeczne matki nie ma tu najmniejszego znaczenia, ojciec nie odgrywa żadnej roli, osoby trzecie nie są w spór wmieszane, toteż jakiekolwiek spiski czy machinacje są wykluczone. Scena biblijna jest prawie pusta: są kobiety, niemowlę, Salomon i strażnicy. Później w malarstwie dodawano czasem to drugie, martwe niemowlę. Salomon rozsądza: sprawiedliwie będzie przepołowić dziecko mieczem i każdej z kobiet przydzielić po równo. Matką, wyrokuje ostatecznie Salomon, jest ta, która woli oddać dziecko uzurpatorce, niż skazać je na śmierć. Ksiądz Marian ze sztuki powie, że Salomon oddaje dziecko "tej matce, która się o nie troszczy". Nie ma do końca racji, wskazana przez króla matka musi być prawdziwa. Owszem, Salomon mówi, że matką jest ta z kobiet, która jest gotowa się go wyrzec, by uratować je od śmierci. W tej scenie "prawdziwość" oznacza, że wskazana przez Króla matka jest matką biologiczną (niekoniecznie etniczną!), na co jednoznacznie wskazuje jej postawa etyczna, traktowana tu jako matce przyrodzona. Wszystko to pamiętamy. A jednak w przekazie biblijnym jest coś zaskakującego, czego - przyznaję - wcześniej nie zauważałem, a co konfunduje nawet niektórych tłumaczy Biblii. Otóż gdy o wyroku Salomona dowiedział się cały Izrael, zaczął się go bać1, "bo wiedziano, że rozstrzyga sprawy według mądrości Bożej". To ciekawe: my, czytelnicy Biblii, wiemy, że mądrość króla jest nadprzyrodzona, bo wcześniej, we śnie, traktowanym jako widzenie, właśnie o mądrość Boga prosił i prośba jego została wysłuchana. Ale lud Izraela? On o śnie-widzeniu króla nic nie wie! Czemu więc się Salomona boi? Powinien raczej się radować, uspokojony, że zawsze będzie mógł liczyć na sprawiedliwość. I co w tym wyroku wskazuje na to, że Salomon posiadł mądrość nadprzyrodzoną? Może sama okrutna procedura, z pomysłem przepołowienia niemowlęcia? Może nadprzyrodzona pewność, że matka prawdziwa na taką procedurę nie przystanie? Myślę, że jeśli chcemy ten lęk przed nie-ludzkim wyrokowaniem zrozumieć, czyli odczuć, musimy na chwilę przyjąć perspektywę ludzką:
1. Obie kobiety na przepołowienie dziecka się zgadzają... co wtedy? Albo:
2. Więcej empatii ma uzurpatorka i to ona ocala nie swoje dziecko, o czym zresztą nigdy się nie dowiemy...
Może więc lęk budzi to, że musimy mądrości Salomona zawierzyć, a możemy to uczynić pod warunkiem, że stoi za nią "mądrość Boża". I jeszcze jedno: zdrowe i całe dziecko przypada wskazanej przez króla matce. Porządek został przywrócony. Dziecko ma się dobrze.
III
Ale już na zawsze będzie to dziecko szczególne: fizycznie bez skazy, lecz przepołowione symbolicznie. Będzie tym, kto uniknął fizycznego rozdarcia. Zresztą - wiem, nie pozostanie mu to w pamięci - będzie dzieckiem wydzieranym sobie kiedyś przez dwie kobiety, przytulanym do łona jednej i drugiej, między łóżkiem jednej i drugiej. Będzie kiedyś tym, kto u zarania swego życia został wystawiony na sąd króla, gdzie jego los, jego życie się ważyło. Będzie naznaczony, rozdarty. Ale sąd króla jest także sądem Boga, bo mądrość Salomona nie z tego jest świata. A skoro lud Izraela o tym wie, dziecko dowie się wcześniej czy później. Biblia o tym nie opowiada: we wspaniałym rozbłysku widzimy nie-ludzko mądrego Salomona i... zasłona na zawsze spada: na dziecko, jego ojca, na całe jego życie, które wydarza się w świecie, a zatem także w historii.
IV
Zacząłem od ramy symboliczno-sakralnej sztuki Tadeusza Słobodzianka i jeszcze do niej powrócę.
Ale porządek Historii Jakuba jest inny. Jak bardzo często u autora Naszej klasy, dramat jest mocno osadzony w zdarzeniach rzeczywistych, przeżarty historią w dwóch zasadniczych znaczeniach: opowieścią o czyichś (tu: indywidualnych) losach Mariana-Jakuba (wpisanych w dramat rodzinny) i zdarzeniami historycznymi istotnymi dla danej społeczności. Dopiero nad tymi historiami nadbudowują się sensy symboliczne. W opowieści w sensie pierwszym łatwo dostrzec zbieżności z postacią autentyczną, księdzem Romanem Jakubem Wekslerem--Waszkinelem. Zasadnicze wątki tej opowieści są zbieżne ze znaną i opisywaną biografią księdza: wychowanie w tradycyjnej polskiej rodzinie, powołanie kapłańskie, studia filozoficzne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, magisterium i doktorat u rektora uczelni, pobyt w Paryżu. I punkt zwrotny, kiedy to ksiądz dowiaduje się, że jest Żydem ocalonym przez swoich polskich rodziców, decyduje się na przyjęcie dwojga imion i dwojga nazwisk, aby budować swoją nową tożsamość po jednych i drugich rodzicach, i na wyjazd do Izraela, najpierw, by poznać swoją żydowską rodzinę, potem, już na stałe, by osiąść w Ziemi Świętej i w państwie swoich żydowskich przodków. Żeby być duchownym katolickim i Żydem, a może nawet połączyć te dwie religie. Ten plan ogólny na ogół zgadza się z tym, co o księdzu Romanie skądinąd wiemy. Także historia w sensie istotnych dla danej społeczności zdarzeń pokrywa się mniej lub więcej ze zdarzeniami rzeczywistymi, zwłaszcza kiedy dotyczy oskarżeń niektórych środowisk KUL-u o współpracę z SB, potoków hejtu, jakie na księdza spływały, czasu Solidarności, stanu wojennego i tak dalej. Ale - jak zwykle u Słobodzianka - sztuka nie ma charakteru dokumentalnego: na pewno biografią księdza Romana nie jest, a zdarzenia w niej przedstawione niekoniecznie wszystkie musiały się księdzu Romanowi przytrafić. Nie mówiąc już o słowach w sztuce wypowiadanych. Zresztą Słobodzianek zaznacza to mocno: nie zgadzają się na ogół imiona i nazwiska (od księdza zaczynając), a i zdarzenia napływają nie tylko i nie tyle z biografii postaci występujących w sztuce, ile z doświadczeń Polaków i Żydów, którym przyszło żyć w Polsce w czasie II wojny światowej i w czasach komunizmu. W momencie jednak, gdy akcja sztuki przenosi się do Izraela, pole doświadczeń wykracza poza Polskę. Dotyczy to zwłaszcza przeżyć traumatycznych. I związanego z nimi strachu, trwogi unoszących się nie tylko nad ziemiami Polski i z Polską związanymi. Dopowiedzmy: nie jest to strach wspólny, choć w historii ma swoje źródła. Jakby nawet historia naznaczona była wyrokiem Salomona.
V
Nad sztuką Słobodzianka unoszą się trzy traumy opowiedziane: pierwsza to opowieść Ojca Rektora o rzezi wołyńskiej, druga - opowieść Stryja Noama o bestialskim zamordowaniu jego syna i żony przez Polaków, trzecia - opowieść Inez o kazirodczym wykorzystaniu seksualnym przez katolickiego księdza Polaka. Są to opowieści wstrząsające, domagające się potępienia, niepozwalające na jakąkolwiek taryfę ulgową, jakiej poszukuje zwykle umysł koncyliacyjny. Jest albo-albo! Zamordowanie dziecka, gwałt i zabójstwo żony Noama; wymordowanie przez Ukraińców tysięcy Polaków, w tym rodziny Ojca Rektora - gwałty i okrucieństwa rzezi wołyńskiej; gwałt popełniony na nieletniej przez katolickiego księdza - tego wybaczyć, ba, zrozumieć nie sposób! Jest albo-albo, wszystko jest podzielone na pół, rozpłatane. Ale miejscem rozpłatania jest nie tylko pobojowisko historii, tym miejscem jest przede wszystkim ciało księdza Mariana. Bo ono jest zwornikiem, ale i uchyleniem owego albo-albo. Jego polscy rodzice z narażeniem życia uratowali go przed niechybną śmiercią. I to nie tak, jak się o tym mówi w zacietrzewieniu - oni naprawdę żyli w trwodze przez całe życie, poświęcili dla swojego żydowskiego dziecka wszystko, co mieli, nawet godność, zaniedbywali przy tym trochę własną córkę! Jego żydowskich rodziców i braciszka zamordowali Niemcy, jego bliska żydowska rodzina zginęła z rąk Polaków. A jednak on, jego ciało jest dowodem na to, że albo-albo może, a nawet powinno być uchylone (choć nie unieważnione). Jest polskim księdzem katolickim i zarazem Żydem w religijnym kibucu w Izraelu. Jest swoim-obcym ciałem nawet w klasztorze katolickim w Ziemi Świętej. Owo albo-albo Inez też w nim się znachodzi: zna doskonale nikczemności występujące w Kościele, pokazują to także wcześniejsze sceny z życia księdza Mariana. Ale też wie, że to albo-albo nie musi wykluczać, więcej: nie wyklucza ani Kościoła, ani wiary katolickiej, ani żydowskiej, przynajmniej w nim. Że ostateczne odrzucenie katolicyzmu i wybór żydostwa, jak tego chce Inez, nie musi być terapią na przeżyte przez nią traumy, przywróceniem zakłóconego ładu świata. On nie neguje straszliwych zdarzeń, tylko nie zgadza się na ich uniwersalizację, stawiając przeciw niej coś całkiem błahego, kruchego: swoje ciało. Chce być naraz katolikiem i żydem. Z uporem i samozaparciem uczy się żydostwa, popełnia błędy. Na jeden już wskazałem: ksiądz Marian interpretuje sąd Salomona jako paralelę własnego losu: matką jest ta, która się troszczy. To troska o dziecko, a nie pokrewieństwo (czyli wspólna krew), jest dowodem prawdziwości. Dla żydów, jak już pisałem, wybrana przez Salomona matka musi być prawdziwa, ale niekoniecznie etniczna. Sam Salomon nie był wszak etnicznym Żydem2... Błąd drugi to przyjęcie imienia swojego żydowskiego ojca - w tradycji żydowskiej jest to wykluczone i o tym się w sztuce mówi. Można powiedzieć, że ksiądz Marian swoje żydostwo duka, że wymawia żydostwo z akcentem katolickim. Owszem, pod presją zdejmuje koloratkę, ale z krzyża na piersi nigdy nie zrezygnuje. Cóż, kiedy ten krzyż w oczy kibucu kole. Te błędy, dukania, wykroczenia to właśnie znamiona zrostu. Bo zrost jest zgrubiałym miejscem styku. Tak, łączy dwie rozdarte części, ale do żadnej z nich nie należy. Zrost, blizna są "po" (złamaniu, ranie, rozdzieleniu, rozdarciu), zawsze wskazują na jakąś zaszłość, są przypomnieniem. W planie sakralnym sztuki odnoszą się do sądu Salomona. Dotyczą zatem i żydów, i katolików. Ale i tutaj - może najdobitniej - zaznacza się cięcie, dla Żydów wybrana przez króla jest prawdziwą matką, dla księdza Mariana prawdziwa matka to i ta (polska), która się troszczy, i ta (żydowska) biologiczna, która oddała dziecko, by je ocalić (troska największa, bliska scenie sądu Salomona).
W planie wydarzeń świeckich rozdarcia przychodzą wraz z wielką i małą historią. Bohater sztuki spotyka zakładników historii. Zresztą on sam także nim jest.
VI
W epizodzie I siedmioletni Marian mówi: "Jak ja jestem Żydem, to zobaczycie, co sobie zrobię", zresztą podobną frazę będzie jeszcze stosował. Wszyscy ją rozumieją jako swoisty dziecinny szantaż. Fraza składa się z dwóch części: w pierwszej mówi się o stanie rzeczy, prawdziwym lub nie. Zakłada się jednak możliwość, że jest to prawdziwy stan rzeczy, co w toku akcji sztuki się potwierdza. Część drugą stanowi dziecinna groźba. Dziecko często tak właśnie szantażuje otoczenie. Dramat Słobodzianka ujawnia drugie dno tej frazy: owo "co sobie zrobię" z pogróżki zmienia się w głębokie, fundamentalne pytanie: Co sobie zrobię, jeśli nagle okaże się, że jestem Żydem. Można je także wyrazić pytając: Jak się nazywasz? Kim jesteś? Koniecznie ze znakiem zapytania na końcu. Logika zrostu każe również zmienić znane w literaturze polskiej formuły transgresji. Przypomnę, że polegała ona na wyparciu poprzedniego imienia, by wznieść się do innego, wyższego wymiaru, jak to się dzieje w III części Dziadów Mickiewicza: w celi obłąkany Gustaw-kochanek przepoczwarzy się w więźnia za narodową sprawę, Konrada. Skompromitowany w opinii publicznej Jacek Soplica odkupywać będzie swoje poprzednie wcielenie jako ksiądz Robak, a chuligan Kmicic u Sienkiewicza - jako Babinicz. Można powiedzieć, że forma ludzka doskonali się tam poprzez odrzucenie swej ułomnej postaci. W logice zrostu nie ma mniej czy bardziej doskonałych form, ich miejsce zajmuje samoświadomość. Wtedy imion się nie odrzuca, przeciwnie - imiona (tożsamości) się dorzuca. Marian nie znika w dramacie Słobodzianka, tylko dorzuca do siebie imię Jakuba. Jest jednak między nimi szczelina, miejsce zrostu, głęboka blizna lub niegojąca się rana. Znamię niedoszłego ciosu miecza Salomona.
VII
Krytyka czasem utyskiwała na nadmiar symetrii w dramatach Słobodzianka, zwłaszcza w jego najwybitniejszym dramacie, Naszej klasie. Symetrie miały tam służyć do zarysowania podobieństw - losów, wyborów, czynów postaci - mimo drastycznych różnic. Albo-albo miało być zniesione lub osłabione przez te podobieństwa wyborów (czy zbrodni). W Historii Jakuba symetrie Słobodzianka uzyskują zupełnie nowy wymiar. Oczywiście pojawiają się dwie religie i dwie matki, a także dwie rodziny - o tym już pisałem. Pojawia się jednak również pytanie o ojca, w przekazie biblijnym nieistniejące, bo dla tożsamości dziecka bez znaczenia. U Słobodzianka pytanie to zyskuje wielką wagę. Jeśli problem ojcostwa rozumieć literalnie, to można powiedzieć, że ksiądz Marian właściwie poszukuje figury Ojca, bo ojciec (polski) jest człowiekiem słabym, zalęknionym, właściwie zaszczutym przez ciągłe zagrożenie jego rodziny i syna (Mariana), sparaliżowany nieprzejrzystością losu, jaki ich czeka. Równocześnie jest całkowicie oddany Marianowi, kocha go i podziwia, ale nawet ta miłość podszyta jest lękiem, bo ojciec wie, kim właściwie jest Marian, ale nie wie, kim być powinien. W jakimś sensie jest kopią (symetria) żydowskiego taty bohatera: obdarza syna wszystkim, co może dać, poza poczuciem bezpieczeństwa. Jego dziedzictwem jest miłość i strach. Takiego ojca nie sposób zdetronizować, Freud miałby z niego kiepski pożytek. Marian poszukuje więc figury Ojca i ma szczęście i nieszczęście, bo zawsze napotyka replikę, która daje miłość, no, w każdym razie troskę i pieczę (Ojciec Rektor), i strach. Bo ci ojcowie to zakładnicy historii.
Nie inaczej jest z wątkiem Marii Magdaleny (Nina) i odrzuceniem przez Mariana miłości innych kobiet w sztuce. Z jednej strony odrzuca on miłość dziewczyny (Hania), nie jest w stanie przyjąć na siebie roli ojca, z drugiej - już jako ksiądz - jest jakoś zafascynowany kobietą upadłą (Nina), której gotów jest dać miłość, ale jako caritas. W kibucu odrzuci Inez (znamienne, że w didaskaliach Słobodzianek zaznacza, iż wszystkie trzy role powinna grać ta sama aktorka), tak jak kiedyś Hanię. To pierwsze odrzucenie skieruje go do seminarium duchownego, to drugie spowoduje usunięcie z kibucu religijnego i de facto z ortodoksyjnej wersji żydostwa.
VIII
Ksiądz Marian jest też postacią ze sztuki o rozwoju: poznajemy jego opowieść od czasów chłopięcych do wieku dojrzałego, śledzimy koleje jego losów, poznajemy decyzje, które w nim dojrzewają, i widzimy, jak on w nich dojrzewa. A jednak i ten gatunek dramatu zostaje złamany, widać w nim zasadnicze pęknięcie. Dlaczego? Ponieważ rozwój zakłada pozostawianie za sobą form gorszych i wybór - niechby i momentami chwiejny - form wyższych, lepszych. W sztuce budującej logikę zrostu jest to niemożliwe. Już prędzej możliwy byłby rodzaj moralitetu o bohaterze w drodze... Powiadam: "byłby", ponieważ moralitet także domaga się zniesienia zrostu, domaga się wyboru, więcej - uzasadnia wybór albo-albo.
Dlatego uważam, że Słobodzianek napisał tragedię: o człowieku głębokiej wiary, głębokiej miłości, człowieku uczciwym i prawym, który zostaje radykalnie odrzucony, wyrzucony z opowieści o dojrzewaniu i rozwoju postaci i z moralitetu. Wokół niego toczy się historia, słychać głosy skrzywdzonych i poniżonych, a wszystko podszyte jest podłością i lękiem. Wokół niego? Nieprawda, historia przenika go na wskroś, nieomal go niszczy! Został jednak ocalony, u samego zarania, i nie godzi się na to, żeby traktować to ocalenie jako przypadek. Wyrok Salomona jest świadectwem mądrości danej od Boga, tutaj nie ma miejsca na przypadek. Musi się zatem wyzwolić z przypadkowości historii, musi swoją i nie tylko swoją historię wpisać w porządek sakralny, który ją nie tyle unieważni, ile nada jej wyższy sens: żydowski i katolicki. I to jest moment, w którym staje się postacią tragiczną, bo na taki sens nie ma zgody ani jego bliskich, ani jego adwersarzy, ani Kościoła, ani Żydów. Wielka idea połączenia tego, co w chrześcijańskich Bibliach mieści się między okładkami, Starego (także żydowskiego) i Nowego Testamentu, prowadzi do pogłębienia podziałów, do gniewnych rozłączeń. W dodatku ten sens nie uwalnia jego samego od rozbicia od wewnątrz, zmienia się w ból, rozpacz, gniew, czasem w chłopięcą irytację, których źródeł nie widać, bo lokują się w niewidocznej bliźnie po symbolicznym niedoszłym ciosie miecza Salomona. Szukając ludzi i domu, zostaje sam, bo jego miejsce jest w zroście, w bolesnym miejscu bez miejsca, w utopii.
MARIAN
W Paryżu wstawałem o szóstej rano. O siódmej odprawiałem dla sióstr mszę świętą, podczas której wysłuchiwałem spowiedzi w rodzaju:
ZAKONNICA
Proszę księdza, siostrze Marie Louise zrobiłam przykrość, mówiąc głośno o tym, że kiedy gotuje szparagi, dodaje zbyt wiele cukru, od czego szparagi robią się mdłe i nie pomaga nawet cytryna użyta w dużej ilości...
MARIAN
Następnie jadłem śniadanie, podczas którego siostry szykowały mi pyszne kanapki na cały dzień, żebym nie musiał wydawać pieniędzy na obiady.
O ósmej wyruszałem na uniwersytet. Z Sacre Coeur dojeżdżałem autobusem na Pigalle (co za zbieg okoliczności!) i tam przesiadałem się na metro do Cluny.
Do wieczora czas wypełniały mi wykłady, seminaria, lektury i nauka francuskiego.
Wieczorem wracałem do klasztoru, jadłem ciepłą kolację, coś czytałem i kładłem się spać.
I tak codziennie, z wyjątkiem niedziel.
Jedynym moim grzechem były papierosy, które paliłem rzadko, ale zawsze miałem przy sobie. No i niedzielne spacery bez koloratki! Ulice Paryża! Pewnego wieczoru zaczepiła mnie prostytutka.
NINA
Hej, przystojniaku, chodź się kochać!
MARIAN
Kochasz się bez miłości? Mam dla ciebie miłość bez kochania się.
NINA
Jesteś głupi?
MARIAN
Jestem księdzem.
NINA
Jak się nazywasz?
MARIAN
Marian.
NINA
Jestem Nina. Masz papierosa?
MARIAN
Dałem jej papierosa i sam zapaliłem.
NINA
Skąd jesteś?
MARIAN
Z Polski.
NINA
Co robisz w Paryżu?
MARIAN
Studiuję filozofię.
NINA
Olala! A po co filozofia? Pomaga żyć? Miłość pomaga żyć. Ale co to za miłość bez kochania się? Jesteś pewien, że nie chcesz się kochać? Pięć stów. Nie? Idź już. Widzisz tego faceta? Będzie mój. Dzięki za papierosa.
MARIAN
Wróciłem do klasztoru i długo się modliłem, że tak to wyszło. Czasem ją potem spotykałem. Zawsze machała ręką na mój widok i wołała.
NINA
Cześć, Marian!
MARIAN
Myślałem o niej jako Marii Magdalenie.
Przeczytałem wszystko, co najważniejsze o Bergsonie, i zaczęła mi się krystalizować koncepcja jego metafizyki.
W lipcu przyjechała na tydzień Stefa.
STEFA
Wzięłam tydzień urlopu. Teraz nie trzeba już żadnych zaproszeń. Nic. Jedzie się na paszport. Wiza turystyczna to żaden problem. Dali mi od ręki. Fajna ta wieża Eiffla?
MARIAN
Jeszcze nie byłem.
STEFA
Nie obcyndalasz się.
MARIAN
Postanowiłem poświęcić jej cały tydzień. Byliśmy w muzeach. Pływaliśmy statkiem po Sekwanie. Na Montmartre zamówiłem jej portret u malarza. W restauracji chciałem jej zafundować ślimaki.
STEFA
Nie lubię.
MARIAN
A próbowałaś?
STEFA
Nie, bo nie lubię.
MARIAN
Któregoś dnia natknęliśmy się na Ninę. Uśmiechnęła się i na mój widok zawołała.
NINA
Cześć, Marian! Masz dziewczynę?!
MARIAN
Cześć, Nina. To moja siostra.
STEFA
A kto to?
MARIAN
Prostytutka. Maria Magdalena. Jesteśmy na Pigalle.
STEFA
Najlepsze kasztany są na placu Pigalle? Nie wiedziałam, że masz takie znajomości.
MARIAN
Jakie znajomości? Jestem księdzem. Mam różne znajomości. Pan Jezus też miał.
Stefa wróciła do Lublina, a ja ostro wziąłem się do pisania. Chciałem do końca wakacji napisać pierwszy rozdział, a potem wystąpić o przedłużenie stypendium na następny rok, co pozwoliłoby mi w spokoju dokończyć doktorat, no i spłaciłbym do końca mieszkanie.
Nagle przyszedł telegram.
OJCIEC REKTOR
Proszę wracać do Lublina.
MARIAN
Zgłupiałem. O co chodzi? Co robić? Może biskup Paryża coś poradzi?
BISKUP PARYŻA
Pamiętam księdza. Z wykładów. Zadawał ksiądz ważne pytania. Ksiądz jest nadzieją szkoły lubelskiej. Młodym filozofem, który tchnie w ten skostniały gmach tomizmu nieco personalizmu. Czy ksiądz jest Żydem?
MARIAN
Ja? Dlaczego wasza eminencja pyta?
Nie odpowiedział.
Zasnął.
Wróciłem do klasztoru. Spakowałem się. Było trochę czasu do pociągu.
Poszedłem na plac Pigalle. Chciałem spotkać Ninę. Ale nie spotkałem jej. Ani wtedy, ani nigdy później, mimo że byłem jeszcze kiedyś w Paryżu.
ESBEK
A po co ksiądz chce jechać do Francji?
MARIAN
Pisać doktorat z filozofii.
ESBEK
A o kim?
MARIAN
O Bergsonie.
ESBEK
U ojca rektora ksiądz pisze? Jeżeli ksiądz nie napisze doktoratu, który ojciec rektor księdzu zaplanuje w najmniejszych szczegółach, wyleci ksiądz z uniwersytetu na kopach.
MARIAN
Pan wyleciał.
ESBEK
Tak.
MARIAN
A o czym pan pisał?
ESBEK
O wyższości świąt Wielkanocy nad świętami Bożego Narodzenia.
MARIAN
Serio?
ESBEK
O aprioryzmie Hegla. Jednak aprioryzm dla ojca rektora nie istnieje. Dla niego Hegel to figura Marksa, Lenina i Sartre'a. Wszedłem na minę i wyleciałem w powietrze.
MARIAN
Zdaję się na łaskę boską i oświecenie.
Esbek
Na oświecenie niech ksiądz uważa. Oświecenie jest epoką, kiedy ostatecznie Szatan zwyciężył. Czy będzie ksiądz swoim działaniem godził w dobre imię Polski Ludowej?
Marian
Polska Ludowa dała mi wszystko. Wykształcenie. Pracę. Nie zajmuję się polityką.
ESBEK
Paszport kosztuje tysiąc złotych.
MARIAN
Tysiąc?
ESBEK
Tysiąc. Możemy oczywiście dać księdzu paszport za darmo. Pod jednym warunkiem. W Paryżu na pewno spotka się ksiądz z wrogami Polski Ludowej. Trudno ich nie spotkać. Są wszędzie, gdzie tylko przyjeżdża ktoś z uniwersytetu. Poinformuje nas ksiądz, o czym będzie z nimi rozmawiał. To jest warunek otrzymania paszportu za darmo. Zgadza się ksiądz?
MARIAN
Tak.
ESBEK
Życzę księdzu udanego pobytu. Proszę mi przysłać pocztówkę z Pigalle.
MARIAN
Dlaczego z Pigalle?
ESBEK
Nie pamięta ksiądz?
MARIAN
Opowiedziałem o rozmowie ojcu rektorowi.
OJCIEC REKTOR
Używaj rozumu!
JAKUB
Wśród rozmaitych pseudonimów tajnych współpracowników, obiektów i figurantów najczęściej w papierach pojawiał się tajny współpracownik "Rybka". Znał mnie jak nikt inny. Zacząłem czytać uważnie wszystkie raporty na mój temat. To osaczanie zwierzyny. Szukanie przynęty. Zrozumiałem, dlaczego ojciec rektor odwołał mnie z Paryża. Uratował mi skórę. Ta francuska prostytutka mogła być tą przynętą. I w końcu dotarło do mnie. "Rybką" była Stefa.
STEFA
Jesteś głodny?
JAKUB
Nie, dziękuję.
STEFA
Zrobię ci schabowego. Mam młodą kapustkę ze skwarkami. Szybko odsmażę kartofelki. Schabowy świeżutki. Dopiero co kupiłam. To co? Wiem, że nie jestem taką kucharką jak mama. I nigdy nie będę. O to chodzi?
JAKUB
Nie.
STEFA
A o co? Wróciłeś z tego Izraela i nie będziesz jadł wieprzowiny. Czyli po polsku? To co ci mam gotować? Powiedz? Może się nauczę?
JAKUB
Stefa, nie o to chodzi. Nie jem wieprzowiny i to wszystko.
STEFA
Pójdę po kurczaka.
JAKUB
Nie o to chodzi.
STEFA
A o co?
JAKUB
Wyjeżdżam do Izraela.
STEFA
A po co?
JAKUB
Mam w Izraelu kuzynów. Mam rodzinę, rozumiesz?
STEFA
To ja już nie jestem twoją rodziną?
JAKUB
Jesteś. I zawsze będziesz moją siostrą. Ale zrozum. Jestem teraz podwójny. Mam dwie matki. Dwóch ojców. Siostrę i brata, który został zamordowany jako dziecko. I który wciąż jest ze mną. Jestem Żydem i muszę spróbować być Żydem wśród Żydów.
STEFA
Chcesz zrzucić sutannę?
JAKUB
Nie.
STEFA
Mama by tego nie przeżyła.
JAKUB
Mama nie żyje.
STEFA
Ale nie przestaniesz być księdzem? Nie będę musiała się za ciebie wstydzić? Będę mogła patrzeć ludziom w oczy?
JAKUB
Byłaś kiedyś dziewczyną tego porucznika z SB?
STEFA
A co? Byłam. Świnią się okazał.
JAKUB
Opowiadałaś mu o mnie? O Paryżu? O czym mówiłem w domu?
STEFA
Oj tam. Nic takiego nie mówiłam. Nie powiedziałam, że jesteś Żydem.
JAKUB
Brałaś od niego jakieś pieniądze?
STEFA
Jakie pieniądze? Pieniądze od faceta? Nigdy nie brałam od faceta pieniędzy.
JAKUB
Prezenty?
STEFA
Prezenty. Jak to dziewczyna. Kwiaty. Perfumy. Czekoladki. Kawę mi dawał. Wiesz, mama lubiła kawę. Nie jestem Judaszem. Zwariowałeś? Za pieniądze donosił tata.
JAKUB
Tata?
STEFA
Nie wiedziałeś? Zmusili go. Jeszcze UB. Nie mógł odmówić. Wszystko, żeby ciebie ratować. Wszystko zawsze dla ciebie. Nawet tata donosił. A ty masz do mnie jakieś pretensje?
JAKUB
Nie.
STEFA
Przeniosę się do twojego pokoju, dobrze? A twój pokój zrobię w pokoju mamy. Zgadzasz się? Zawsze będziesz mógł wrócić...
MARIAN JAKUB
Wkrótce wybuchła sprawa Jedwabnego. I innych miejscowości. Zacząłem rozumieć stryja Noama. W ogóle coraz więcej zaczynałem rozumieć. Kim jestem? Gdzie żyję?
W internecie rozpętało się piekło.
INTERNAUCI
Kto ma komu przebaczać?
Ożarli się, opili i poszli się zabawić.
Za współpracę z Sowietami należało im się.
Co robicie z Palestyńczykami, też długo nie potrwa.
Wszystko napędza nowojorska żydowska mafia adwokatów.
Ciekawe, ile to wszystko Polskę będzie kosztowało?
Gówno od Polski dostaniecie, a nie pieniądze.
Trzeba poszukać dla was nowej stodoły.
MARIAN JAKUB
Od Diny przyszedł mail.
DINA
Jakub! Wyobraź sobie, co się stało. Mamie się pogorszyło, stryj Noam tak się zdenerwował, że umarł. A mama dwie godziny po nim. Jakby czekali na Ciebie, żeby Cię zobaczyć, i umówili się, że razem odejdą.Nie mogę się pozbierać.
JAKUB
Musiałem coś zrobić. Ale co?
Zacząłem używać tylko mojego żydowskiego imienia i wygłosiłem kazanie.
Często na murach polskich miast widzimy napisy "Żydzi do gazu!".
Często widzimy wymalowaną gwiazdę Dawida na szubienicy.
Często słyszymy, że Polska to zażydzony kraj. Że Żydzi są wszędzie. Nawet w kościele.
Tak, wszyscy, którzy tak mówią, mają rację.
Przecież jestem Żydem i jestem w Kościele.
Jestem księdzem, a do kapłaństwa powołał mnie Żyd urodzony w Betlejem, Jezus Chrystus, który jest i pozostanie na wieki głową Kościoła.
Jego Matką jest Żydówka z Nazaretu - mówimy o Niej: Najświętsza Maryja Panna.
Tak, to prawda, od samego początku Żydzi byli, są i będą w Kościele.
Jeśli zaś chodzi o ziemię polską, tę ziemię, ona jest i pozostanie zażydzona.
Setki tysięcy polskich Żydów spoczywa na żydowskich cmentarzach polskich miast.
Popioły milionów Żydów z całej Europy rozsypano na tej ziemi w czasie wojny.
Wszyscy oni tu są - i pozostaną aż do dnia Sądu Ostatecznego.
Tak, Polska to szczególnie zażydzony kraj.
Dlatego każdy Polak wypisujący zbrodnicze hasła, czy to na murach miast, czy w internecie, podpisuje się pod zbrodniami nazistowskimi popełnionymi na tej ziemi.
A jeśli ów Polak jest chrześcijaninem, katolikiem, a takich jest zdecydowana większość, powinien sobie uprzytomnić, że poniewierając gwiazdę Dawida, poniewiera również krzyż, na którym zawisł Jezus Chrystus - "Król Żydowski", jak głosił napis umieszczony z rozkazu Piłata nad głową Ukrzyżowanego.
Poniewiera także stojącą pod krzyżem Jego Matkę i wszystkich zgromadzonych w wieczerniku apostołów.
Zastanówmy się więc, czy nie powinniśmy umieścić owej gwiazdy na naszych krzyżach, na obrazach Najświętszej Maryi Panny, czy gwiazdą Dawida nie powinniśmy przyozdobić ikony Jasnogórskiej Pani, którą czcimy jako Królową Polski. Amen.
WSZYSCY
Bogu niech będą dzięki.
JAKUB
Przyjął mnie konsul.
KONSUL
Czym mogę księdzu służyć?
JAKUB
Chciałbym wyjechać do Izraela.
KONSUL
To dla nas wielki zaszczyt. A dlaczego?
JAKUB
Odkryłem swoje żydowskie pochodzenie...
KONSUL
Teraz dopiero ksiądz odkrył?
JAKUB
Niezupełnie teraz. Jakiś czas temu. Ale teraz, po tym, co się stało, chciałbym zostać Żydem.
KONSUL
A co się stało?
JAKUB
Nie wie pan? Ta nagonka w prasie. Odesłano mnie na przedwczesną emeryturę i na mojej kamienicy napisano "Żydzi do gazu". Mam dosyć. Chcę wyjechać do Izraela. Moja żydowska mama była syjonistką i zawsze chciała tam wyjechać. Niestety nie udało się.
KONSUL
A co ksiądz będzie robił w Izraelu?
JAKUB
Będę się uczył języka. Czytał. Pisał.
KONSUL
A gdzie to wszystko będzie się odbywało?
JAKUB
W kibucu "Tirat Yehuda". Będę pracował i uczył się.
KONSUL
A czy w "Tirat Yehuda" wiedzą, że ksiądz jest księdzem?
JAKUB
Wiedzą.
KONSUL
I to im nie przeszkadza?
JAKUB
Nie.
KONSUL
Mogę więc zaproponować księdzu pobyt czasowy, powiedzmy, pięcioletnią wizę, którą zawsze będzie można przedłużyć...
JAKUB
Ale ja chciałbym dostać obywatelstwo. Chcę alii.
KONSUL
Czy zna ksiądz przepisy dotyczące alii?
JAKUB
Nie.
KONSUL
Najważniejszy z nich mówi, że do alii prawo ma każdy Żyd, który w jakiś sposób udokumentuje swoje pochodzenie. Z wyjątkiem tych, którzy są czynnymi wyznawcami innej religii niż żydowska. Jedynie wracając do judaizmu, może ksiądz się ubiegać o obywatelstwo izraelskie. Proszę o tym pomyśleć.
JAKUB
Już pomyślałem. Proszę o wizę.
KONSUL
Dobrze. Proszę o paszport. Życzę miłego pobytu w państwie Izrael.
JAKUB
Wróciłem do siebie i zaskajpowałem do Diny.
DINA
Takie są przepisy. Taki jest Izrael. Żeby zostać jego obywatelem, musisz zrzucić sutannę.
JAKUB
Ale ja nie włożyłem sutanny jako Żyd. Kiedy przyjmowałem święcenia, nie wiedziałem, że jestem Żydem. O co chodzi?
DINA
O to chodzi, że nie wiem, czy w ogóle powinieneś tu przyjeżdżać. Czy ci dadzą żyć.
JAKUB
Czy kto mi da żyć?
DINA
Jedni i drudzy. Czy twój kościół da ci żyć? Da ci spanie, jedzenie, pracę? W kibucu będziesz musiał pracować jak wszyscy i do tego uczyć się. Pamiętaj, że to religijny kibuc.
MAMA
Marian, już wróciłeś?
STEFA
Już wróciłeś? Tak szybko? Zaraz się wyprowadzę z twojego pokoju.
OJCIEC REKTOR
Dobrze, że ksiądz wrócił.
MARIAN
Ojcze rektorze, nie skończyłem doktoratu.
OJCIEC REKTOR
Umie ksiądz francuski? Może czytać po francusku i w Lublinie. A już pisać na pewno.
MARIAN
Poszedłem oddać paszport.
ESBEK
O, wrócił ksiądz. A myśleliśmy, że ksiądz nie wróci.
MARIAN
Dlaczego?
ESBEK
Miał się ksiądz żenić? Najlepsze kasztany...
MARIAN
Jakieś kompletne bzdury. Piszę doktorat. Jak żenić?
ESBEK
A z kim ksiądz oprócz kobiet się spotykał w Paryżu?
MARIAN
Jak pan śmie! Pana zachowanie jest niedopuszczalne.
ESBEK
Poznał ksiądz biskupa Paryża?
MARIAN
Proszę mi oddać dowód osobisty. Tu jest paszport. Nie chcę mieć z wami do czynienia...
ESBEK
Proszę księdza, jeszcze nieraz się spotkamy.
MARIAN
Wyszedłem. O co chodzi? Najlepsze kasztany... Stefa! Wróciłem do domu.
STEFA
Obiad jest.
MARIAN
Dosyć tej obłudy i kłamstwa!
MAMA
Co się stało, synku?
MARIAN
W Paryżu poznałem prostytutkę. Chwilę rozmawialiśmy o Panu Jezusie i Marii Magdalenie. Jestem księdzem. Mam obowiązek pomagać ludziom. Od tego czasu kłaniała mi się!
NINA
Cześć, Marian! Chodź się kochać!
STEFA
Widziałam! Mówiła po francusku i śmiała się!
MARIAN
To ty, Stefa! Ty doniosłaś! Komu powiedziałaś?
STEFA
Nikomu! Mamie...
MARIAN
Mama? Mama doniosła?
MAMA
Ja? Byłam u spowiedzi. Ksiądz pytał o różne rzeczy...
MARIAN
Który ksiądz?
MAMA
Nie wiem. Było ciemno w konfesjonale.
MARIAN
Jakiemuś księdzu wyspowiadała się mama, że jej syn ksiądz zadaje się w Paryżu z prostytutką? Bo ta głupia tak zrozumiała? A on rozpowiedział? A tajemnica spowiedzi? Co za łajdacy! Co za hipokryzja! Dosyć. Nie będę dłużej księdzem. Zrzucam sutannę.
MAMA
Co będziesz robił?
MARIAN
Nie wiem. Wiecie, ile pieniędzy straciliśmy?
STEFA
Tak, przestanie teraz być księdzem, wyjedzie do Paryża i zostawi nas dla jakiejś lafiryndy.
MARIAN
Zamknij się, idiotko! Właśnie tak zrobię!
MAMA
Marian, nie możesz. Twoja matka by tego nie chciała! Twoja prawdziwa matka!
MARIAN
Mama nie jest moją matką?
MAMA
Ja cię tylko uratowałam. Urodziła cię Żydówka. Powiedziała: niech go pani ratuje w imię tego Żyda, w którego pani wierzy, w imię Jezusa, on będzie księdzem i będzie nauczał...
MARIAN
Jestem Żydem?
STEFA
Jest Żydem?
MARIAN
Czemu mama mi nie powiedziała?
STEFA
Czemu mi nie powiedziałaś?
MARIAN
Czemu tata mi nie powiedział?
STEFA
Czemu tata mi nie powiedział?
MARIAN
Co ja mam teraz robić?
STEFA
A co ja mam robić?
MARIAN
Przestań. Dlaczego mi nie powiedzieliście?
MAMA
A pamiętasz, co powiedziałeś, jak miałeś siedem lat? Powiedziałeś: jak jestem Żydem, to zobaczycie, co sobie zrobię. Co mieliśmy robić? Kochaliśmy cię.
STEFA
Tak. Tylko jego kochaliście. Mnie nie kochaliście! A ja? Stefa to, Stefa tamto. A wszystko tylko Marian. Akordeon? Krowę sprzedaliście, bo Marian akordeonu sobie zażyczył. A teraz jest Żydem?
MARIAN
Kim byli moi rodzice?
MAMA
Nie wiem. Twój ojciec był ostatnim krawcem w getcie.
MARIAN
Nie wie mama, jak się nazywali?
MAMA
A po co miałam wiedzieć? Żeby mnie Niemcy męczyli? Jakby złapali?
MARIAN
A jak mnie wzięliście?
MAMA
Przez okno.
STEFA
Jak przez okno?
MAMA
W nocy, żeby nikt nie widział... Starą wagę zostawili. Wszystko.
STEFA
Nie wzięliście pieniędzy?
MAMA
A skąd!
MARIAN
Tylko waga?
STEFA
Nienawidzę was! Zabraliście mi wszystko. Nie chciałam mówić. Ale powiem. Powiem, co miałam powiedzieć, ale nie mówiłam. Wyprowadzam się do Heńka. Obiecał, że się ze mną ożeni. Mogę wziąć twoją walizkę?
MARIAN
Tak.
STEFA
Dziękuję.
MAMA
Boże, zmiłuj się.
BISKUP
Co tam? Jak ci tam? Co u proboszcza? Z wikarym dajesz radę? Trudny charakter, ale dobry kapłan. Wierny sługa Kościoła. Co tam? Dlaczego ci się nie podoba?
MARIAN
Ekscelencjo, chciałbym iść na studia.
BISKUP
Na co?
MARIAN
Na muzykologię.
BISKUP
Nie nadajesz się. Masz słuch, ale nie wybitny.
MARIAN
Na socjologię.
BISKUP
Każdy chce dziś na socjologię. Co to za moda?
MARIAN
Na prawo.
BISKUP
Muzykologia, socjologia, prawo. Duży rozstrzał. Ale wszystkie te kierunki są już przez naszą diecezję zajęte. Filozofia w Lublinie. U ojca rektora. Może cię przyjąć od października. Słyszałeś o ojcu rektorze? Największym filozofie w naszym kościele? No. Żebyś mnie nie zawiódł. A do tego czasu żebyś mi jakiegoś głupstwa nie palnął. Módl się i pracuj. Pasuje?
MARIAN
Tak. Dziękuję, ekscelencjo.
Wróciłem na plebanię rozdarty. Z jednej strony szansa, żeby stąd uciec. Z drugiej - jaki wybór? Filozofia albo nic.
PIJAK
Niech będzie pochwalony...
MARIAN
Pan jest pijany.
PIJAK
Proszę księdza, wypiłem.
MARIAN
A gdyby pan nie wypił, toby pan nie przyszedł?
PIJAK
Proszę księdza, wypiłem, ale przyszedłem.
MARIAN
Przykro mi, nie będę pana spowiadał.
PIJAK
Proszę księdza, ja już nigdy nie przyjdę do spowiedzi.
MARIAN
Pański problem, proszę pana.
PIJAK
A wie ksiądz, jak księdza nazywają? Nie słyszał ksiądz? Żyd!
MAMA
Kochany Synku!
U nas, chwalić Boga, wszystko dobrze.
Stefa znalazła pracę w kuchni szkoły zawodowej, której nie skończyła, a ja haruję jak zawsze w sklepie. Pracy dużo, bo kolejki po wszystko. Ludzie myślą, będzie wojna czy co?
Twoje powodzenie cieszy nas bardzo. Jestem dumna, że wszystko wyszło tak mądrze i że mój Marian zaszedł tak daleko. A już, że jesteś asystentem tak wielkiej postaci, jak Ojciec Rektor, napawa nas dumą, że aż dosłownie pękamy.
Co do Twojej propozycji, ażeby sprzedać dom i za te pieniądze razem z Twoimi kupić mieszkanie w Lublinie, gdzie zamieszkalibyśmy razem, odpowiadamy pozytywnie. Wiem, że nie masz za dużo czasu, więc wszystkimi sprawami się zajmiemy. A Ty w Lublinie znajdź ładne mieszkanie. Jak każdy będzie miał swój pokój, a do tego wspólną jadalnię, miejsce na telewizor, wszystko będzie dobrze. Jako mama i siostra na pewno Ci pomożemy, gdyż taka nasza rola. A jak Stefa wyjdzie za mąż, też przecież jakoś się pomieścimy, chyba że znajdzie na męża jakiegoś bogatego.
Tymczasem życzę Ci zdrowia jak najlepszego i wytrwałości.
Twoja kochająca mama.
STEFA
Cześć Brat!
No, co tam? Ja za dużo czasu nie mam, żeby pisać. Wiesz, zawsze taka byłam, że już raczej do kinka albo przy telewizorku niż do książki, ale jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, jak to mówią.
Wszystko zrobimy, jak mama postanowiła. Na pewno będzie dobrze i nie pozabijamy się. Kochamy cię, Brat, trzymaj się ciepło.
Twoja oddana Stefa
PS. A słyszałeś, że Józek, Twój kolega, pojechał do Rzymu na studia?
MARIAN
Kochana Mamo! Kochana Stefo!
Dziękuję Wam za piękne listy i za takie mądre decyzje, które przecież powinny Was też uszczęśliwić. Nie mówiąc już o mnie. Lublin to piękne miasto. Wiele tu zabytków.
Nie będę Wam też bardzo przeszkadzał na początku, gdyż dostałem ważne dla mnie stypendium doktoranckie w Paryżu, gdzie pogłębię swoją wiedzę, a także godziwie zarobię.
Tymczasem ściskam Was obie i z całej duszy Wam błogosławię w imię Ojca, i Syna, i ? Ducha Świętego, amen.
Wasz kochający ksiądz Marian.
OJCIEC REKTOR
Czy ksiądz zwariował? Idzie ksiądz na wojnę z Kościołem? Nikt jeszcze nie wygrał. Proszę się nie mieszać w sprawy, o których ksiądz nie ma pojęcia. To jest historia i zostawmy ją historykom. Proszę, żeby ksiądz zajął się habilitacją i nie udzielał się w mediach.
JAKUB
Chciałbym napisać habilitację na temat judaizmu u Bergsona. Wydaje mi się, że już wiem, dlaczego odrzucił chrzest.
OJCIEC REKTOR
Dlaczego?
JAKUB
Bo zorientował się u schyłku życia, że chrześcijanie postępują z Żydami jak zwierzęta.
OJCIEC REKTOR
Proszę księdza, jakie znaczenie ma dla filozofii, że człowiek zachowuje się jak zwierzę? Żadne. Znaczenie ma, że człowiek nie zachowuje się jak zwierzę. Że różni się od zwierzęcia. To jest myśl, która rozwija świadomość człowieka. Proszę nie marnować talentu...
JAKUB
A czy ojciec rektor nie marnuje talentu, współpracując z antysemickim radiem? Wygłaszając tam swoje felietony? Gdzie w audycjach obok neguje się Oświęcim? A słyszał ojciec, co opowiada się tam o Jedwabnem? Nawet Episkopat przeprosił za Jedwabne.
OJCIEC REKTOR
A co mi tu ksiądz opowiada? Wie ksiądz, gdzie się urodziłem. Na Wołyniu. Wie ksiądz, co się tam działo? We wsi, w której mieszkała moja rodzina, zabito wszystkich. Ocalałem tylko ja, bo wyjechałem na studia do Krakowa. I co miałem zrobić? Do końca życia szukać zemsty? Oko za oko? Żydowska filozofia! Zapomniałem o tym? Nie zapomniałem. Pamiętam. Ale przestałem rozpamiętywać. Przestałem karmić się żółcią. Wziąłem się do pracy. Coś w życiu zrobiłem. Kosztem wielu wyrzeczeń. Czasem upokorzeń. Katolicka rozgłośnia? Moich felietonów słucha pięć milionów ludzi. Czekają na mnie. Piszą do mnie. Wie ksiądz, kim są? Oszukał ich kapitalizm. Tak jak kiedyś komunizm. Tylko kościół ich nie zawiódł. Ksiądz wie, jak księdza cenię. Na wiele rzeczy przymykałem oczy. Proszę, żeby ksiądz napisał habilitację. Jeżeli ksiądz tego nie zrobi, może być ciężko. Jestem już stary. Nie wiem, jakie porządki zapanują na uniwersytecie po mojej śmierci. Wszystko może się zdarzyć. Jeżeli ksiądz nie będzie miał habilitacji...
JAKUB
Chcę pisać o Bergsonie i judaizmie...
Wyszedł.
MARIAN
Siostry przyjęły mnie gościnnie. Trzeba tu powiedzieć, że nie były to zakonnice, jakie dotąd znałem. Były to osobowości. Samarytanki, które prowadziły szkołę na wysokim poziomie i internat dla niewidomych dzieci. Już podczas spowiedzi przekonałem się, że nie będzie łatwo. Że nie będzie o pluciu przełożonej do kapusty albo o grzesznych myślach na widok milicjanta, ale czekają mnie poważne rozmowy o cierpieniu, na jakie wystawia człowieka Bóg.
Pewnej niedzieli podczas kazania pozwoliłem sobie na mały teatr.
SIOSTRA NELA
Litości, panie mój! Ta oto kobieta i ja mieszkamy pod jednym dachem. Ja, przebywając w pobliżu niej, urodziłam dziecko. W trzy dni po urodzeniu dziecka przeze mnie ta kobieta również wydała na świat dziecko. W całym domu byłyśmy tylko my dwie. Otóż w nocy zmarło dziecko tej kobiety, ponieważ przygniotła je we śnie. Wtedy wstała w środku nocy, wzięła moje dziecko ode mnie i położyła je na własnym łonie, natomiast swoje nieżywe dziecko położyła przy mnie. Kiedy wstałam rano i chciałam nakarmić moje dziecko, zobaczyłam, że jest martwe. Ale potem, przyglądając mu się dokładnie, spostrzegłam, że to nie jest dziecko, które ja urodziłam.
SIOSTRA GENOWEFA
Nie, to moje dziecko żyje, a nieżywe jest twoje.
SIOSTRA NELA
Ależ nigdy, to twoje nie żyje, moje zaś żyje. Dziecko, które żyje, jest moje, natomiast to, które nie żyje, jest twoje.
SIOSTRA GENOWEFA
Żadną miarą! To, które nie żyje, jest twoje; moje dziecko jest to, które żyje.
SIOSTRA ANNA
Przynieście mi tu miecz. Przetnijcie mieczem to żywe dziecko na pół i dajcie jedną połowę jednej kobiecie, a drugą - drugiej.
SIOSTRA NELA
Ach, panie mój! Niech już ona weźmie to żywe dziecko, byleby go nie zabijano.
SIOSTRA GENOWEFA
Niech nie mam ani ja, ani ona! Przecinajcie je!
SIOSTRA ANNA
Nie zabijajcie dziecka! Żyjące dziecko oddajcie tej kobiecie. Ona jest jego matką.
MARIAN
Król Salomon prosi Boga o dar mądrości, która pozwoli mu sądzić i odróżniać dobro od zła. I od razu Bóg wystawia go na próbę. Przychodzą dwie matki z dzieckiem. Jedna jest prawdziwa. Druga kłamie. Ale która jest prawdziwa? A która kłamie? Tego Salomon nie wie. To wiedzą tylko matki. Salomon postanawia rozstrzygnąć spór mieczem. W czym jednak tkwi istota? Czy w tym, która matka jest prawdziwa, a która kłamie? Może prawdziwa matka, czyli ta, która je urodziła, nie chce dziecka? Przypomnijmy, że obie to nierządnice. A nieprawdziwa troszczy się o nie? Nie pozwala mu zginąć? Salomon wydaje wyrok. Dziecko oddaje tej matce, która się o nie troszczy. Najpewniej prawdziwa matka jest tą prawdziwą. Nie jest powiedziane, że nie. Ale tego nie wiemy. Bo nie to jest najważniejsze. W wyroku Salomonowym prawdziwa matka to ta, która dba o dziecko. Oto mądrość Boża, której powinniśmy się bać. Amen.
WSZYSCY
Bogu niech będą dzięki.
SIOSTRA NELA
Wstrząsające kazanie, proszę księdza. Okropność. O co chodzi temu Salomonowi? Żeby przestraszyć lud Izraela? Strach? To ma być mądrość Boża? Chciałabym się wyspowiadać.
MARIAN
Siostra jest Żydówką?
SIOSTRA NELA
Miałam dwie matki.
MARIAN
Siostro, mnie też uratowano za pięć dwunasta. Dowiedziałem się o tym niedawno. Nie wiem, co mam robić. Nie wiem, kim jestem. Nie wiem, jak się nazywam. Wiem tylko, że mój ojciec był ostatnim krawcem w getcie. W Wasilkowie. Nic więcej.
SIOSTRA NELA
Ostatni krawiec w Wasilkowie? Jakiś ślad.
MARIAN
Chciała się siostra wyspowiadać?
SIOSTRA NELA
Może kiedy indziej. Dam znać, jak się czegoś dowiem, dobrze?
MARIAN
Skończyłem pisać doktorat, który ostatecznie zatytułowałem Metafizyka pozytywna Bergsona. Wysłałem ojcu rektorowi. Czekałem na wyrok z duszą na ramieniu.
OJCIEC REKTOR
Proszę wracać do Lublina.
ZAKONNICE
Ojej, wyjeżdża już ksiądz?!
Tak źle księdzu u nas?
Co będzie z naszym teatrem?
A myślałyśmy: nowy kapelan!
OJCIEC REKTOR
Widzę, że pobyt u sióstr dobrze księdzu zrobił. Pełno tam żydo-masonów, ale swój klimat ma. Wielką część Metafizyki tam napisałem. Księdza doktorat mi się podoba! Obronę zorganizujemy raz-dwa i zacznie ksiądz pisać habilitację. Tu, w księdza pracy, jest bardzo ciekawy wątek, cytuję: "Wydawać by się mogło, że filozofia Bergsona ze swym antykantyzmem, antyscjentyzmem i postawą radykalnie realistyczną - nie wspominając już o nawiązaniu do Arystotelesa - powinna być jak najżywiej przyjęta i przeanalizowana przez przedstawicieli tomizmu...". To jest bardzo trafne! W habilitacji udowodni ksiądz, że Bergson, Husserl czy Heidegger nic nowego, czego by nie było u świętego Tomasza, nie wymyślili! Aha, nie napisał ksiądz o tym, dlaczego ten Żyd nie przyjął chrztu?
MARIAN
Była wojna i...
OJCIEC REKTOR
No tak. Proszę to napisać. Bo to jednak ma znaczenie, że cofnął się przed chrztem.
MARIAN
Dobrze.
OJCIEC REKTOR
Od nowego roku weźmie ksiądz katedrę teologii. Nasz Karolek lekceważy nas już zupełnie. Nie przyjeżdża miesiącami. Doktoranci muszą jeździć do Krakowa. I wracają potem jako "personaliści". I chcą mi tu robić rewolucję. Po moim trupie!
MARIAN
Tymczasem "nasz Karolek" został papieżem. Wszyscy szaleli ze szczęścia. Ojciec rektor chodził jak struty.
OJCIEC REKTOR
Nie zapominajmy jednak, że Ojciec Święty wciąż jest naszym profesorem i jego wkład w nasz uniwersytet jest ważny. Co z księdza habilitacją? Jest decyzja?
MARIAN
Chciałbym wyjechać gdzieś i jeszcze pomyśleć...
OJCIEC REKTOR
Teraz nie. Teraz jesteśmy potrzebni Polsce. Widzi ksiądz, co się dzieje? Komunizm upada. Solidarność niszczy Polskę. Uważam ten "spontaniczny protest społeczny" za mocno podejrzany. Cała nadzieja w Kościele! Tylko Kościół może opanować ten bajzel.
MARIAN
Wikarym zostałem w małej parafii, gdzie wszyscy dobrze się znali.
Mieszkaliśmy na plebanii we trzech. W oddzielnych mieszkaniach. Proboszcz, wikary i ja jako drugi zastępca. No i gospodyni, która gotowała, sprzątała, prała i prasowała. Wszystko robiła po mistrzowsku.
Proboszcz miał samochód. Starego opla. Natomiast wikary - telewizor, który był wtedy rzadkością.
To było po pierwszym tygodniu, kiedy już wciągnąłem się w prace kancelaryjne. Po jednej z wieczornych mszy zjedliśmy kolację, następnie poszliśmy do wikarego na telewizję. Leciał popularny program rozrywkowy "Małżeństwo doskonałe". Proboszcz nie poszedł z nami. Poszedł do siebie. Kiedy śmialiśmy się z dowcipów znanych aktorów, zza ściany dobiegł krzyk.
GOSPODYNI
O rany boskie! Rany boskie...!
MARIAN
Co się stało?
WIKARY
Proboszcz puka gospodynię. Tak jest co tydzień. Nie wiedział ksiądz? Wszyscy są tylko ludźmi. Jutro przyjdzie się do księdza wyspowiadać. A ksiądz jak rozwiązuje te rzeczy?
MARIAN
Usiadł obok na kanapie i położył mi rękę na kolanie. Zerwałem się jak oparzony.
WIKARY
Ale dlaczego? Woli ksiądz to robić sam?
MARIAN
Wyszedłem bez słowa i nigdy więcej nie przyjąłem zaproszenia na telewizję.
Nazajutrz proboszcz przyszedł do spowiedzi.
PROBOSZCZ
Proszę księdza, za dużo piję. Milicja zabrała mi prawo jazdy, ale oddała. Nie, nie donoszę na współpracowników. Nie dotrzymuję też celibatu. Jak dotrzymywać coś takiego? Jakiś papież idiota wymyślił kilkaset lat temu. Przecież nie Pan Jezus. Proszę księdza, mam temperament. Sam nie daję rady. Więc co mam robić? Próbowałem z lekkimi niewiastami. Ale nie chciałem narażać imienia Kościoła. Tak. Daję pieniądze na skrobanki. Z tacy, niestety. A co mam robić? Tym niewiastom życie zawiązywać?
MARIAN
Dlaczego ksiądz to mówi wszystko mnie?
PROBOSZCZ
Taki tu mamy zwyczaj, proszę księdza, że powierzamy sobie tajemnice duszy...
MARIAN
Jak ksiądz po tym może być kapłanem? Spowiadać? Przyjmować komunię? Udzielać?
PROBOSZCZ
Pan Jezus może mówić i przez grzeszników. A ja żałuję za grzechy. Szczerze. I obiecuję poprawę. Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa...
MARIAN
Proszę o medytację przez kilka wieczorów na temat Kazania na Górze. Ewangelia według świętego Mateusza. Rozdział 5, 6, 7. I obiecanie Panu Jezusowi poprawy.
PROBOSZCZ
Dobrze.
MARIAN
Ego te absolvo a peccatis tuis in nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti... Amen.
PROBOSZCZ
Amen. Bóg zapłać.
MARIAN
Godzinę później była u mnie gospodyni.
GOSPODYNI
Ostatni raz u spowiedzi świętej byłam w piątek. Od tego czasu Pana Boga obraziłam następującymi grzechami. Miałam jedenaście razy rozproszenie na różańcu. W piątek po spowiedzi zjadłam plasterek salcesonu. Mam też o wiele cięższy grzech, który zataiłam na wiele lat...
MARIAN
Proszę mówić...
GOSPODYNI
Bardzo ciężki, proszę księdza...
MARIAN
Tak?
GOSPODYNI
Na prośbę księdza proboszcza dokonywałam aborcji.
MARIAN
Ile, proszę pani?
GOSPODYNI
Siedem. Proszę księdza, zrobiłam to z miłości. Miałam go kompromitować?
MARIAN
Proszę pani, pani siedem razy zabiła człowieka...
GOSPODYNI
Wiem, proszę księdza. Bardzo żałuję. Więcej grzechów nie pamiętam, za te, które popełniłam, serdecznie żałuję i proszę księdza o rozgrzeszenie, moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
MARIAN
Była w wieku mojej mamy. Boże! Pomyślałem o miłosierdziu i Zbawicielu. Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Co mam zrobić?
Proszę przez siedem wieczorów odmawiać Litanię do Serca Pana Jezusa, przeprosić Go za grzechy i obiecać poprawę. Proszę pani, na litość boską, proszę więcej tego nie robić!
GOSPODYNI
Nie będę.
MARIAN
Ego te absolvo a peccatis tuis in nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti...
GOSPODYNI
Amen.
MARIAN
A więc tak wygląda grzech? Lepi i gotuje pierogi? Dekoruje tort wiśniami? Jak mama?
KSIĘGOWA
Ostatni raz u spowiedzi świętej byłam rok temu, kocham męża i wszystko nam się świetnie układa, mamy dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę, ale wciąż popełniam ten grzech...
MARIAN
Co takiego?
KSIĘGOWA
Jak to powiedzieć... no... bajo bongo... z kolegą z pracy...
MARIAN
Często?
KSIĘGOWA
Raz, dwa razy w tygodniu...
MARIAN
Krzywdzi pani rodzinę.
KSIĘGOWA
Za moje grzechy serdecznie żałuję. I proszę księdza o rozgrzeszenie. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
MARIAN
Za każdą krzywdę rodziny odmówi pani dziesiątkę różańca w pustym kościele przed tabernakulum, czyli zawierzy pani siebie Ukrzyżowanemu i obieca pani, że to się nie powtórzy.
KSIĘGOWA
To będzie około stu dziesiątek, czyli dziesięć całkowitych? Przepraszam, proszę księdza, jestem księgową...
MARIAN
Ego te absolvo a peccatis tuis in nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti...
KSIĘGOWA
Amen.
MARIAN
Pod moim konfesjonałem była coraz większa kolejka...
ŻONA
Proszę księdza, mąż deprawuje nasze dzieci. Córki. Teraz synka. Udaję, że nie wiem. A wiem. Udaję, że śpię. A nie śpię. Dzieci nic nie mówią. I ja nic nie mówię...
MARIAN
Proszę pani, dlaczego nie pójdzie pani do prokuratora?
ŻONA
Dzieci muszą mieć ojca. Za moje grzechy serdecznie żałuję. I proszę księdza o rozgrzeszenie. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina...
MARIAN
Proszę o modlitwę psalmami uwielbiającymi Boga. Przez trzy wieczory - po jednym. Także o zmówienie wszystkich tajemnic bolesnych różańca w intencji o nawrócenie i ratunek dla upadłego męża.
Ego te absolvo a peccatis tuis in nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti...
ŻONA
Amen.
MARIAN
W jakiś czas potem przyszedł mąż.
MĄŻ
Wiem, że była u księdza moja żona. Nie wiem, co księdzu mówiła, ale chciałbym, żeby ksiądz poznał mój punkt widzenia. Zaczęło się od Justynki. Jak miała półtora roku, zacząłem wyręczać żonę w opiece nad nią. Szczególnie lubiłem ją kąpać. I dotykać. Któregoś razu, kiedy żona poszła na mszę wieczorną do kościoła, nie mogłem już dłużej wytrzymać. Wziąłem wazelinę...
MARIAN
Dosyć.
MĄŻ
Proszę księdza, to nie wszystko. Kiedy Justynka skończyła jedenaście lat i dostała swój pierwszy okres, straciłem dla niej zainteresowanie. I zainteresowałem się Martusią. A teraz Jasiek skończył półtora roku. Chcę się powiesić, proszę księdza, ale to grzech największy, tak?
MARIAN
Tak. Jest pan dzieckiem bożym. Pan Jezus i dla pana umarł na krzyżu.
MĄŻ
Dziękuję księdzu. Dziękuję. Wie ksiądz, jak żałuję tego, co zrobiłem?
MARIAN
A czy pan wie, że warunkiem rozgrzeszenia jest mocne postanowienie poprawy?
MĄŻ
To już postanowione, proszę księdza. Poprawię się. Proszę zdjąć ze mnie ten kamień. Głaz, nie kamień.
MARIAN
Pójdzie pan na pielgrzymkę pieszą, do Częstochowy. Dodatkowo codziennie proszę o różaniec i medytację nad kolejnymi stacjami Drogi Krzyżowej. Proszę pomyśleć o Jego cierpieniu. O cierpieniu pana żony i dzieci. O ich dorosłym życiu...
MĄŻ
Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
MARIAN
Ego te absolvo a peccatis tuis in nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti...
MĄŻ
Amen.
MARIAN
Kiedy wychodziłem z kościoła, zobaczyłem go z żoną. Trzymała go pod rękę. Chyba wracali do domu. Boże, pomyślałem, więc to jest życie?
Na plebanii proboszcz, wikary i gospodyni czekali na mnie z kolacją.
PROBOSZCZ
Nie spóźniamy się nigdy na posiłki.
MARIAN
Przepraszam, miałem ciężki dzień. Nie jestem głodny...
PROBOSZCZ
Jak to?
GOSPODYNI
Dziś węgorzyk. Od rybaka. I wędlinki prosto ze świniobicia u Marciniaka. Szyneczka. Baleronik. Kiełbaska. Na ciepło kaszaneczka...
MARIAN
Poczułem, że zwymiotuję...
GOSPODYNI
Na deser pierożki ze śliwkami...
PROBOSZCZ
Kieliszeczek dobrze księdzu zrobi. Orzechówka. Nie wypije ksiądz za swój sukces? Cała parafia o księdzu mówi. Nowy wikary daje wszystkim rozgrzeszenie. Hulaj dusza, piekła nie ma! Niedługo zaczną przyjeżdżać z innych parafii. A potem pielgrzymki. Chce ksiądz zostać świętym za życia? No, sursum corda!
MARIAN
Nie, dziękuję, muszę się położyć...
WIKARY
Może wieczorem na telewizję?
PROBOSZCZ
A co dziś mamy?
WIKARY
Bonanzę!
PROBOSZCZ
Wpadnę.
MARIAN
Poszedłem do siebie i nastawiłem płytę z Mszą h-moll Bacha. Nie wytrzymam. Nie nadaję się do życia na plebanii. Napiszę do biskupa. Muszę iść na studia. Na muzykologię. Specjalność: muzyka kościelna. Zostanę sławnym muzykologiem. Zasnąłem. Przyśnił mi się sen. Proboszcz, gospodyni, wikary, mąż, żona, księgowa. Wszyscy w jakimś dance macabre. Obmacywali się. Całowali. Zgroza!
MARIAN
Dwudziestego października odwiedził mnie tata. Przyjechał pożyczonym od kolegi samochodem. Ubrany w garnitur, białą koszulę i kapelusz. Wyglądał jak typowy wieśniak. Przywiózł z domu paczkę ze świeżo upraną bielizną, wędliny i szarlotkę. Pomógł mi wszystko zanieść do pokoju. Potem poszedł ze mną do kaplicy, zaczął się modlić i nagle się rozpłakał. Z jednej strony przestraszyłem się, z drugiej - było mi wstyd, że może ktoś zobaczy. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Co jest, tata? Co się stało? Co złego zrobiłem?
TATA
Nie, synek. Nic złego.
MARIAN
Dlaczego płaczesz, tata?
TATA
Pomyślałem, że nie da się uniknąć tego, co nam przeznaczył Bóg. Nie w ludzkiej mocy. Jedno mnie boli, że będziesz nieszczęśliwy...
MARIAN
Będzie dobrze, tata...
TATA
Pamiętaj, podziel się paczką z kolegami w pokoju, ale pół szynki zanieś prorektorowi. I powiedz, że z własnej hodowli. Żeby spróbował.
MARIAN
Dobrze, tata.
Odprowadziłem go do samochodu i wróciłem do biblioteki.
Zrobiłem, jak kazał, wszystkim się podzieliłem, ale szarlotkę zjadłem sam.
Dwudziestego drugiego października, pamiętam dokładnie, na wykładzie z Etyki nikomachejskiej wywołał mnie dyżurny do prorektora, który w swoim gabinecie w milczeniu wręczył mi otwartą depeszę: "Tata nie żyje. Pogrzeb w piątek. Mama i Stefa".
Przyszła mi wtedy do głowy myśl: "Zabiłem tatę!".
PROREKTOR
Ile tata miał lat?
MARIAN
Pięćdziesiąt jeden.
PROREKTOR
Młody człowiek. Bądź dzielny. Wola boska.
MARIAN
Tata nie chciał, żebym był księdzem.
PROREKTOR
Tak jest często. Matki chcą, ojcowie różnie. Pojedziesz na pogrzeb. Pomyślisz. Jak wrócisz, wrócisz. Jak nie wrócisz, nie wrócisz. Bez wolnej woli nie byłoby Sądu Ostatecznego.
MARIAN
Kiedy przyjechałem do domu, tata leżał już w trumnie w stołowym, w tym samym garniturze, w którym odwiedził mnie ostatnio.
MAMA
Poszłam na plac Wolności po cukier. Kolejka była do Lenina. Stałam i stałam. Stefa w szkole. Wrócił z warsztatu po papierosy. Mówiłam, żeby tyle nie palił. Nigdy mnie nie słuchał. Zapalił na ganku, przewrócił się i uderzył głową w schody. Przyleciała sąsiadka i mówi: "Z pani mężem coś nie halo!". Pędem do domu. A tam już pogotowie i milicja. Stwierdzili zawał. I wypadek.
STEFA
Boże, co teraz?
MARIAN
Nie wracam do seminarium. Tata nie chciał, żebym został księdzem. Strasznie płakał, jak był w Olsztynie. Modlił się w kaplicy i płakał. Mama, wracam do domu i idę do pracy.
MAMA
Nie, Marian, nie. Tata, jak wrócił z Olsztyna, powiedział, że jest dumny. Że tak sobie poradziłeś. Nie możesz odejść z seminarium.
STEFA
Co ludzie powiedzą?
MAMA
Jak nie dasz rady, trudno. Ale jak dasz?
MARIAN
Po pogrzebie wróciłem do seminarium i zabrałem się ostro do nauki. Postanowiłem, że udowodnię tacie, że zostanę księdzem, i udało się.
MARIAN JAKUB
Dina odwiozła mnie na lotnisko. Na pożegnanie dała mi kopertę.
Nie, Dina, proszę. Nie mogę przyjąć. Za wszystko płaciliście. Nie mogę.
DINA
To nie są pieniądze, Jakub. Przeczytaj. Dowiesz się, dlaczego stryj Noam się nie ożenił.
STRYJ NOAM
Do Instytutu Yad Vashem, Jerozolima, 08.1969 rok
Urodziłem się w 1911 roku. Już przed wojną byłem właścicielem młyna, kaszarni i olejarni w gminie Wasilków. Byłem znany w całej okolicy, prowadziłem skup zboża, udzielałem wielu rolnikom niskoprocentowych pożyczek. W 1939 roku pomagałem uchodźcom, dając im za darmo mąkę na chleb. W 1942 roku zwróciłem się do rodziny Borowskich o przechowanie mnie, mojej żony i dziecka w stodole. Rodzina ta zgodziła się, gdyż mię znała sprzed wojny i wiedziała, com czynił dla okolicznych mieszkańców.
W maju 1943 roku Borowska przyszła do mojej kryjówki i zakomunikowała, że z powodu wyczerpania się naszych zasobów materialnych nie może nas dalej trzymać. Posłałem wtedy wyżej wspomnianego Borowskiego do Kurek Ireny, zamieszkałej w Wasilkowie przy Białostockiej, aby odebrał od niej 1000 zł na konto należnych mi od niej pieniędzy, rzeczy, zboża. Wrócił z niczym, zdziwiony, że go gdzieś wysłałem. Kurek powiedziała mu, że o niczym takowym nie wie. Dnia 18 lipca 1943 r. o 17-19 wieczorem przyszli do stodoły dwaj osobnicy w mundurach. Jeden z nich - granatowy policjant Suchodolski Franciszek, zamieszkały wówczas w Białymstoku. Drugi - cywil o nazwisku Marek, zamieszkały wówczas na kolonii w Sterdyni. Wyżej wspomniany Marek zachodził do córki Kurek, która była winna mi pieniądze. Ci dwaj przyszli do stodoły i szukając mojej kryjówki, krzyczeli na głos: "Wychodźcie z kryjówki, Żydy, bo jak nie, to rzucimy na was granaty". Żona moja postanowiła wyjść z kryjówki i błagać o litość. W tym czasie mój instynkt samozachowawczy podyktował mi uciekać. Rękami i zębami podkopywałem ziemię spod podwalin i rzuciłem się do ucieczki przez pola i łąki do lasu.
Co działo się dalej, wiem z dokumentów procesowych, zeznań oskarżonych i świadków, kiedy brałem udział w śledztwie przeprowadzonym przez Milicję Obywatelską na wiosnę 1946 roku.
Moja żona i ośmioletni synek zostali postrzeleni. Dziecko zginęło na miejscu, żona była ciężko ranna. Marek był pijany, Suchodolski też, chociaż był granatowym policjantem. To Suchodolski zgwałcił ją pierwszy, a Marek drugi, gospodarz Borowski zaś był na podwórku i to on po wszystkim szukał w słomie pieniędzy, ale nie znalazł.
Nie mając więcej naboi, moją żonę i nieżyjącego synka załadowali na furmankę i zawieźli do wykopanego wcześniej dołu. Jeden ze świadków zeznał, że kiedy włożyli żonę na furmankę, Suchodolski powiedział, że może ona ma biżuterię schowaną, i zrewidowali ją, ściągając z niej spódnicę. Żona jeszcze żyła, ponieważ ruszała ręką i nie dawała zdjąć spódnicy, ale nie mówiła nic. Kiedy zdejmowano ją z furmanki, złapała się ręką za kłonicę wozu, pozostawiając na niej krwawy odcisk swojej dłoni. W ten sposób jeszcze żywą żonę wrzucono do dołu, a kiedy zasypywano ją piachem, zgarniała piach z twarzy ręką.
Nie wiem, czy mordercy zostali osądzeni, gdyż w rok po wydarzeniach kieleckich wyjechałem z Polski do Izraela, gdzie obecnie mieszkam i jestem rabinem.
Niech Bóg błogosławi nam wszystkim.
MARIAN JAKUB
Tak zginęła moja ciocia i mój braciszek?
Wylądowałem na Okęciu. Na Dworcu Centralnym wsiadłem w pociąg do Lublina. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Warszawy, zobaczyłem na murze gwiazdę Dawida na szubienicy.
Stefy w Lublinie nie było.
STEFA
Jestem na wczasach. Jedzenie w zamrażarce.
MARIAN JAKUB
Napisałem mail do Diny, że wróciłem i dziękuję jeszcze raz za wszystko.
DINA
Nie ma sprawy, Jakub! Mama czuje się lepiej. Noam i Cwi cię pozdrawiają.
MARIAN JAKUB
Wróciłem na uniwersytet. Studenci. Zakonnice. Ale nic już nie było takie jak przedtem.
CIOCIA ROZA
Chciałabym jechać z wami, bardzo, ale nogi mnie bolą. Nie dam rady tyle chodzić. Wypijcie w Purim jeden kieliszek wina za moje zdrowie. Jeden, Noam.
STRYJ NOAM
Jeden, Roza.
MARIAN JAKUB
Samochód prowadził Cwi albo Dina. Zatrzymywaliśmy się u znajomych. Jadaliśmy różne pyszne rzeczy. W restauracjach płacił stryj.
MARIAN JAKUB
Może ja zapłacę?
STRYJ NOAM
Nawet o tym nie myśl.
MARIAN JAKUB
To nie była podróż. To był wielki sen. Pustynia zamieniona w ogród. Cudowne miasta zbudowane z piaskowca. Cudowny kraj! Nasze korzenie. Jak powiedział wielki wadowiczanin? Kto nie kocha Izraela - nie kocha Pana Jezusa. Raziły tylko te arabskie slumsy z antenami satelitarnymi...
STRYJ NOAM
Widzisz, jak może się różnić człowiek od człowieka?
DINA
Stryjek jest rasistą. Taki paradoks.
STRYJ NOAM
A wiesz, co to pracy Żydów kosztowało? Zbudować państwo Izrael?
DINA
A ile przy tym Palestyńczycy wycierpieli? Niech o tym stryjek opowie. Co im robiono!
KUZYN CWI
Tak wygląda postęp, Winnetou! Kto im bronił własne państwo budować?
DINA
Postęp! Zobaczycie, jak to wszystko się skończy.
MARIAN JAKUB
Na końcu dotarliśmy do Jerozolimy. Poszliśmy pod Ścianę Płaczu. Dina musiała iść z kobietami.
DINA
Żydowski męski szowinizm! Nie idę. Poczekam na was. Albo jednak pójdę.
STRYJ NOAM
Nauczę cię modlitwy Amida. Stój ze złączonymi stopami. Módl się tak, żeby cię inni nie słyszeli, ale żebyś ty słyszał sam siebie.
Baruch Ata Adonai Eloheinu...
MARIAN JAKUB
Baruch Ata Adonai Eloheinu...
STRYJ NOAM
To znaczy: błogosławiony jesteś Ty, Haszem, Bóg nasz...
Na słowo Baruch - ugnij kolana.
Na słowo Ata - rób pokłon.
Na słowo Adonai - prostuj się.
Baruch Ata Adonai Eloheinu...
Miałeś w seminarium hebrajski?
MARIAN JAKUB
Tak. Nauczyłem się: Szmi Marian ani komer...
KUZYN CWI
Nazywam się Marian, jestem księdzem...
STRYJ NOAM
Zrobimy tak. Mamy kibuce religijne, gdzie Żydzi wracają do swojej wiary. Wstąpisz do takiego kibucu. Jesteś młody. Masz przed sobą wiele lat! Nazwiesz się Izaak. Jak twój dziadek. Nie możesz nazywać się jak ojciec. Tego u Żydów nie ma. To przynosi pecha. Znajdziemy ci piękną ciałem i duchem Żydówkę, która urodzi ci córki i synów. Pierwszą córkę nazwiesz Chana. Jak twoja mamusia. Pierwszego syna Jakub. Jak twój tatuś. Drugą córkę nazwiesz Roza. Jak twoja ciotka. Drugiego syna Samuel. Po twoim bracie. A dopiero trzeciemu dasz Noam. Po twoim stryju, czyli po mnie.
MARIAN JAKUB
Czy pójdziemy do Grobu Pańskiego?
STRYJ NOAM
Czemu nie? Chodźmy.
MARIAN JAKUB
Na Drodze Krzyżowej nie mogłem ukryć wzruszenia. Jesteśmy na Drodze Krzyżowej?
KUZYN CWI
Tak. Tu ten twój Jezus dźwigał krzyż od drzwi jednego kościoła do drugiego, żeby księża mogli dziś trzepać kasę, a Arabowie sprzedawać breloczki.
MARIAN JAKUB
Do Grobu Świętego nie weszli ze mną.
STRYJ NOAM
Zaczekamy tu na ciebie.
DINA
Pójdziemy na kawę.
KUZYN CWI
Baw się dobrze.
MARIAN JAKUB
Wszedłem. Kamienna płyta. Tu natarto aloesem i mirrą Jego umęczone ciało. Tu Maryja płakała. Grób był w Złotej Rotundzie. Dużo złota. Wejście. Do środka. Trzeba się zgiąć wpół. Oddać pokłon. Kamienne stopnie. Wyślizgane. Pokolenia pielgrzymów. Papieży. Królów. Cesarzy. Napoleon! Kaplica Anioła. Który powiedział do trzech Marii: "Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał". Wykuty w skale sarkofag. Dotknąłem kamiennej płyty. Tu zmartwychwstał ten Żyd wszech czasów. Dzięki Niemu żyję. Nie zaprę się Ciebie, Jezu. Ani jak Piotr. Ani jak Judasz. Będę Ci wierny do śmierci. Amen.
Kiedy wyszedłem przed bazylikę, stryj, Cwi i Dina czekali na mnie.
STRYJ NOAM
I jak?
MARIAN JAKUB
Wielkie przeżycie.
DINA
Nie wydaje ci się dziwna ta Jerozolima, Jakub? W meczecie góra. W kościele góra. Droga od kaplicy do kaplicy święta. Kawałek ściany święty. A na ulicach wszędzie wojsko i w powietrzu szaleństwo, bo ziemia jest krwawa na sto pokoleń w głąb.
MARIAN JAKUB
Doznałem dziś objawienia. Jestem Żydem od Jezusa...
KUZYN CWI
Chodźmy się napić do Mea Szarim...
MARIAN JAKUB
Purim w Mea Szarim! Nie wiedziałem, że tak się można bawić. Dzika muzyka. Wszyscy pijani. W kolorowych maskach i perukach. Kupiłem sobie uszy osła.
WSZYSCY
Hawa narisza - rasz, rasz, rasz...
MARIAN JAKUB
Upiłem się pierwszy raz w życiu. Jestem Żydem! Jestem Żydem! Jestem Żydem od Jezusa!
OJCIEC REKTOR
Czytałem księdza absolutorium o Janie od Świętego Tomasza. Jak na seminarium dobre. Nawet bardzo. Dobrze ksiądz uchwycił jego potrzebę poznawania świata przez poznawanie Boga. Ale dużo jeszcze musi ksiądz się nauczyć. I przeczytać. Dużo. Ksiądz chce się kształcić na katechetę czy filozofa?
MARIAN
Filozofa.
OJCIEC REKTOR
Słusznie. Jesteśmy uniwersytetem, a nie szkółką teologiczną. Naszym celem jest kształcenie katolickich intelektualistów, a nie misjonarzy. Chyba widzi ksiądz, co się wyprawia na świecie? Komunistyczny totalitaryzm! A po drugiej stronie? Ateistyczny kapitalizm albo odpustowy katolicyzm! Kto ma dać temu odpór, jak nie my, filozofowie? Uzupełni ksiądz wiedzę i zrobi z tego swojego absolutorium magisterkę. Damy księdzu stypendium, pokój, wikt i opierunek u zakonnic. Siostry pomogą księdzu zorganizować się z posługą kapłańską na mieście. Ale nauka przede wszystkim! Wierzę w księdza!
MARIAN
Poczułem, jak rosną mi skrzydła.
Poszedłem do biblioteki, a tam zobaczyłem całą ścianę książek świętego Tomasza i o nim. Postanowiłem, że przeczytam wszystko! Żeby ojca rektora zadziwić! Ojca, który nareszcie wierzy we mnie!
Biblioteka stała się moim światem!
Mijały dni, tygodnie, miesiące.
Msze święte, chrzciny, śluby i pogrzeby.
No i siostry, które dbały o mój wikt i opierunek, a ich spowiedzi nie rozstrajały nerwowo.
ZAKONNICE
Zazdrościłam.
Pyszniłam.
Leniłam.
Gniewałam.
Oszukałam.
Kłamałam.
Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa...
MARIAN
Ego te absolvo a peccatis tuis in nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti...
ZAKONNICE
Amen.
Marian
Prędzej, niż się spodziewałem, moja praca magisterska była gotowa.
OJCIEC REKTOR
Stawiam księdzu cum laude! Dawno nikt mi takiej magisterki nie napisał. Udowodnił ksiądz, że Jan od Świętego Tomasza był wybitnym filozofem, o którym niesłusznie zapomniano. Będzie ksiądz moim asystentem!
MARIAN
Ojcze rektorze, to najpiękniejsza chwila w moim życiu!
OJCIEC REKTOR
Cieszę się. Teraz doktorat. Mamy dwa stypendia. Paryż i Frankfurt. W Paryżu - ten Żyd Bergson. We Frankfurcie - ten faszysta Heidegger. Ten hitlerowiec robi się popularny! Co ksiądz wybiera?
MARIAN
Może Paryż?
OJCIEC REKTOR
Dobry wybór! Tylko proszę wrócić mi z doktoratem. Pokus w Paryżu nie brakuje.