Historia dwóch miłości - Magda Rysa

Kup ebooka

45.90 zł
36.72 zł (25,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pałac w Henrykowie jest miejscem akcji niezwykle interesującej powieści Magdy Rysy. Autorka zabiera nas w podróż sentymentalną do epoki, gdzie kobiety niewiele miały do powiedzenia, a o ich losie stanowili mężczyźnie. Ta opowieść przenika się ze współczesnością. Obie bohaterki kochają i na swój sposób starają się funkcjonować w otaczającej je rzeczywistości. Czy osiągną szczęście i zadowolenie? Przekonajcie się sami.

Polecam, Barbara Mikulska

To bogata w detale, niesamowicie wciągająca opowieść, która chwyta Cię w objęcia od pierwszych stron i pochłania tak, że masz wrażenie, jakbyś znała i przyjaźniła się z bohaterami od kilku lat.

"Historia dwóch miłości" to próba pokazania, że miłość potrafi być niezwykle piękna, ale równie trudna bez względu na epokę. Polecam z czystym sumieniem.

Wasza madziara.malfoy, Magdalena Spirydowicz

Spis treści

Historia pałacu w Siemczynie

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Epilog

Historia pałacu w Siemczynie

Autorka użyła nazwy Henrykowo. Tak nazywała się w latach 1945 - 1947 wieś położona w gminie Czaplinek w przesmyku między jeziorami Drawsko i Wilczkowo, nosząca obecnie nazwę Siemczyno. Używana przez krótki czas w okresie powojennym nazwa Henrykowo powstała jako tłumaczenie wcześniejszej niemieckiej nazwy Heinrichsdorf upamiętniającej imię tajemniczego założyciela wsi - Heinricha (Henryka).

Tytułowa wieś wyróżnia się malowniczym położeniem oraz niezwykle interesującą i burzliwą historią. O pięknie krajobrazu otaczającego Siemczyno decyduje bogata rzeźba terenu z licznymi wzgórzami i dolinami, urocze jeziora oraz rozległe obszary leśne. Nieznana jest dokładna data powstania tej wsi. Według jednej wersji założona została przed rokiem 1292; inna wersja mówi, że dopiero w pierwszej połowie XIV stulecia. Po licznych perypetiach właścicielami siemczyńskiej posiadłości w XVI wieku stał się ród Goltzów (Golczów). Zachodnia granica tej posiadłości pokrywała się z granicą polsko-brandenburską.

To właśnie tu w 1655 roku rozpoczął się potop szwedzki. Wojska szwedzkie przekroczyły granicę, przeszły przez wieś i pomaszerowały w głąb Rzeczypospolitej. Splot niekorzystnych wydarzeń sprawił, że od 1668 roku aż do I rozbioru Polski posiadłość Goltzów (Golczów) była niewielką polską enklawą otoczoną ziemiami opanowanymi przez Brandenburgię.

W tym czasie (w latach 1722 - 1726) powstał zachowany do dziś okazały barokowy pałac. Aż do 1793 roku był siedzibą rodu Goltzów (Golczów). Później siemczyńska posiadłość kilkakrotnie zmieniała właścicieli. W sąsiedztwie pałacu funkcjonował folwark, gdzie w 1900 roku powstał zachowany do dziś kompleks budynków gospodarczych wzniesionych wzdłuż głównej drogi prowadzącej przez wieś.

Po II wojnie światowej folwark należał do miejscowej spółdzielni rolniczej, natomiast w pałacu znalazła swą siedzibę szkoła podstawowa. Dzięki temu cały zespół pałacowo-folwarczny przetrwał do dziś w niezłym stanie. Niewątpliwą ozdobą tego zespołu jest przypałacowy park z aleją grabową. Aktualni właściciele poddali renowacji znajdujące się tu obiekty, przekształcając je w prężny ośrodek życia kulturalnego. Przybywający tu goście są pod wrażeniem tej niezwykłej okolicy. Miejsce to z pewnością zrobiło również ogromne wrażenie na Autorce, skoro tu toczy się akcja jej powieści o dwóch miłościach.

Zbigniew Januszaniec Historyk Regionalny

Rozdział 1

Nowa historia

Lato w mieście już z samego założenia to koszmar. Emilia była wykończona upałami, suche powietrze, nagrzane mury - czyste wariactwo. Ledwo człowiek wyszedł z domu, a już ubranie kleiło się do ciała. Waldek, jej osobisty, długoletni małżonek, jakoś lepiej to znosił, więc częściej siedział w siedzibie przedsiębiorstwa. Wspólnie prowadzili niemałą firmę "Usługi Czystościowe" w centrum Poznania. Skupili się na sprzątaniu dużych przestrzeni biurowych, czasami tylko angażowali się w porządki po eventach. Emilia podpisała kilka lukratywnych kontraktów w dużych korporacjach, co pozwalało im na stabilne życie.

Miała czterdzieści cztery lata, w miarę zgrabną sylwetkę i zwykle niewyczerpaną energię, ale tym upałem była już zmęczona. Wykorzystując więc swoją pozycję szefa i zastępstwo w postaci męża, uznała, że może pracować zdalnie. To ona zamawiała środki czystości dla ich czterech ekip sprzątających. Waldemar podpisywał wszystkie faktury i pilnował księgowości. Dogadywali się świetnie i nigdy nie zdarzały się im jakieś poważne starcia czy problemy. Emilia była wdzięczna losowi, że tak dobrze jej się poukładało w życiu.

Ich dom był nieduży, ale porządnie izolowany, a w większości pomieszczeń została założona klimatyzacja. Emilia kochała to studwudziestometrowe królestwo z tarasem i niewielkim trawnikiem. Przez wiele lat wykańczała i dopieszczała każdy kącik. W ciepłe letnie wieczory oboje lubili siadać na tarasie i rozmawiać - o spędzonym dniu, o filmach, książkach. Czasami obgadywali sąsiadkę mieszkającą dwa domy dalej, która namiętnie zmieniała partnerów na coraz to młodszych. Nigdy się ze sobą nie nudzili.

Siedzieli teraz na tarasie. Słońce chyliło się ku zachodowi, czyli gdzieś za blok na pobliskim osiedlu. Wieczór już schłodził nieco powietrze. Waldek z ulubioną wysoką szklanką piwa w ręku czytał wiadomości sportowe na tablecie. Emilia, siedząc obok przy stoliku, przeglądała wiadomości na laptopie. Leniwy wieczór.

- Waldek, bardzo byłbyś zły, gdybym się urwała na kilka dni do Bożenki, do Polic? Zapowiedzieli ochłodzenie, może dojechałabym w całości i nie roztopiła się po drodze.

Zamyślił się.

- Nie, bardzo nie, tylko troszeczkę. Ale jedź, tu w mieście można się wściec. Potem ja się urwę, może na ryby z Pawłem?

- A może wybralibyśmy się gdzieś razem? Jak za dawnych lat. Pomyślisz o tym, dobrze? Jesteś najukochańszym mężem na świecie. Wiesz o tym, prawda?

Waldek pokiwał głową, ale nic nie powiedział.

Emilia z przyjemnością szykowała się na wyjazd. Odwiedziny w Policach to zawsze była przygoda. Bożena, jej starsza siostra, miała urodziny w połowie lipca, a Emilka potrzebowała paru chwil wytchnienia. Więc wszystko dobrze się składało. Wieczorem spakowana, siadła do laptopa, żeby poszukać alternatywnej trasy, którą można dojechać do Szczecina. Lubiła poznawać nowe okolice. Tym razem postanowiła pojechać przez krainę jezior i lasów. Piła, Wałcz, Czaplinek, Stargard. Przez Kalisz Pomorski już kiedyś jechała, teraz będzie inna wersja tej trasy. Nie lubiła ekspresowej trójki, bo była szybka i bezpłciowa. Jeżdżenie z punktu A do punktu B zupełnie jej nie pasowało, więc zawsze wybierała mniej oczywiste trasy.

Powiększyła mapę Pojezierza Drawskiego. Już wcześniej słyszała o tej leśno-jeziornej krainie zadziwiające historie. Parę razy nawet tamtędy jechała nad morze, jak wielu poznaniaków, ale nigdy nie zatrzymywała się po drodze. Zawsze urzekały ją lasy na trasie przed Połczynem.

Słyszała, że jest tam sto zakrętów na dwudziestu kilometrach, ale nigdy nie chciało się jej tego policzyć. Współczuła tym, którzy mieli chorobę lokomocyjną, z pewnością była to dla nich droga przez mękę.

Swoją ulubioną walizeczkę i nieodłączny laptop zapakowała do bagażnika i ruszyła w trasę. Waldek cmoknął ją w policzek, życząc szerokiej drogi i wyszedł do pracy. Nie zdarzały się już nim romantyczne porywy, ale Emilia się przyzwyczaiła. Uśmiechnęła się łagodnie do siebie, patrząc za oddalającym się autem Waldka.

Jak tylko wyjechała z Poznania, włączyła płytę ze swoimi ulubionymi balladami i jak zawsze śpiewała na głos. Bardzo lubiła takie samotne wyjazdy. Kochała prowadzić samochód, ale nie szalała, wolała jechać wolniej, by móc podziwiać otoczenie, małe wioski czy niewielkie miasteczka. Miała czas na reset, na przemyślenia, na puszczanie wodzy fantazji. Po niecałych trzech godzinach dotarła do Czaplinka i skręciła na Szczecin.

Przez wieś Siemczyno przejeżdżała, zastanawiając się, jakich kolorów użyłaby, malując szafki w piwnicy. Już dawno nie odświeżała tej części ich domu. Nagle kątem oka zauważyła pomiędzy budynkami piękny pałac z odnowionym frontem. Tego nie mogła odpuścić. Dobrze, że akurat nie miała nikogo na ogonie. Zaraz za wsią na podjeździe czyjegoś domu zawróciła i wjechała na dość spory plac, podwórzec i parking w jednym. Zatrzymała samochód i wysiadła, rozglądając się wokoło. Zachwycona zapomniała o wszystkich dotychczasowych przemyśleniach, po prostu stała i chłonęła widok. Za plecami miała pałac, piękny, dwukondygnacyjny budynek, częściowo już odrestaurowany, z wysokim dachem. Z boku dostrzegła mały staw. Przed sobą kawiarnię po lewej i hotel po prawej. Wszystko z czerwonej cegły. O właśnie! Hotel! Już wiedziała, że nie dojedzie dzisiaj do Bożeny, dzisiaj zostanie tutaj na noc. To było silniejsze od niej. Uwielbiała pałace, atmosferę minionych epok, blichtr starej arystokracji, zagłębianie się w historię mieszkańców. Szperanie, szukanie w bibliotekach, w Internecie.

Wciągnęła do płuc nagrzane powietrze, niby też upalne i suche, jednak zupełnie inne niż w Poznaniu.

Całą Polskę w tym roku objęła fala niemal tropikalnych upałów. Upiornie gorące powietrze nie zachęcało do zwiedzania, ale tutaj mimo wszystko wszędzie kręcili się turyści, a dzieci biegały szczęśliwe. One nigdy się nie męczyły.

Kawiarnia tętniła życiem.

Na początek wybrała właśnie to miejsce, wzięła z auta ulubioną torebkę od Gucciego i raźno, na ile mogła w obcasach po nawierzchni z kamieni polnych, ruszyła w stronę szerokich szklanych drzwi. Wypatrzyła nawet malutki stolik z boku, taki dwuosobowy, więc skręciła w jego stronę. Siadła przodem do pałacu i poczekała na kelnerkę. Zamówiła kawę i lody. Wyjeżdżając z miasta, nie spodziewała się takiej zmiany planów.

- Przepraszam, czy macie tutaj jakieś foldery dotyczące tego pałacu i jego historii? Chciałabym poczytać, a jutro go zwiedzić - zagadnęła miłą kelnerkę.

- Ależ oczywiście, za chwilę coś podrzucę.

Po chwili na stole miała i kawę, i lody, i kilka folderów. To była woda na młyn jej wyobraźni. Pijąc kawę i czytając przewodnik, już przenosiła się wyobraźnią w czasy dziewiętnastego wieku. Dla niej? Pełnia szczęścia.

I oczywiście stało się to, co było w jej przypadku całkiem normalne. Przymknęła oczy, wyobrażając sobie, że na dziedziniec wjeżdża powóz zaprzężony w parę rączych koni. Z czarnej kolaski wysiada panicz, przystojny brunet ubrany w nienaganny frak i ... Nagle jakiś trzask wyrwał ją z zamyślenia. Otworzyła oczy niezadowolona, że ktoś jej przeszkadza w tworzeniu historii. Ten moment skupienia, kiedy wpływała na kompletnie nieznane wody i dawała się ponieść nurtowi, był niesamowity. Pierwsze momenty powstawania nowej historii. A tu nagle ktoś jej przerywa jakimś łomotem. Spojrzała karcąco w stronę, skąd dobiegł odgłos, który przywołał ją ze świata wyobraźni do rzeczywistości.

Niedaleko jej stolika zatrzymał się czarny jaguar i wysiadł z niego nieziemsko przystojny ciemny blondyn, ubrany na biało, aż jakaś jasność biła od niego. Jedynie okulary odbiegały kolorystycznie; były czarne, lustrzane, zasłaniające oczy. Emilia poczuła ucisk w dołku.

Wciągnęła powietrze i zmrużyła oczy.

- No, ewentualnie może być blondyn.

Zdecydowała i w tej chwili ów blondyn spojrzał na nią zaciekawiony. Po krzyżu Emilii przebiegł dreszcz. Czyżby powiedziała to na głos? Na wszelki wypadek szybko odwróciła spojrzenie, udając, że z zainteresowaniem czyta folder.

Nie, nie podnoś wzroku, głupia kobieto, strofowała się w myślach, starając się zrozumieć, co czyta. Zastanawiała się, co musiał pomyśleć o niej ten mężczyzna, kiedy usłyszał taki tekst. Pewnie stwierdził, że kolejna mało inteligentna baba podjarała się jego widokiem. Usłyszała kroki, ale nie podnosiła głowy. Blondyn ominął ją i udał się w głąb kawiarni.

Wypuściła powietrze, nawet nie zauważyła, że na chwilę przestała oddychać. Facet naprawdę zrobił na niej niesamowite wrażenie. Rany Julek, ale przystojniak. Wypiła ostatni łyczek kawy i poprosiła jeszcze o sok pomarańczowy. Zrobiło się już popołudnie, więc rodziny z małymi dziećmi powoli opuszczały gościnny podwórzec, na parkingu też zrobiło się przestronniej. Za plecami Emilia miała zwyczajny szum kawiarniany, trochę cichych rozmów, stukanie naczyń, a przed sobą widok na dwa wielkie drzewa i szerokie schody wiodące do pałacowych wierzei.

Założyła nogę na nogę, jej dość odważna spódniczka odsłoniła zgrabne udo. Mimo czterdziestu czterech lat utrzymała zgrabną sylwetkę. Była szczupła, dość wysoka, z idealnie płaskim brzuchem. Zawsze dziękowała za to dobrym genom po rodzicach i świetnej przemianie materii. Kasztanowe włosy z jaśniejszymi refleksami, modnie obcięte na boba, do ramion, otaczały łagodny owal twarzy i pięknie podkreślały piwny kolor jej oczu.

Emilia westchnęła, przymknęła powieki i wróciła do czasów panicza, powiedzmy Lucjana, który wysiada z powozu i ...

- To co z tym blondynem? Może być? - Usłyszała za plecami. Wystraszona i nieco zła, że znowu jej ktoś przeszkadza, odwróciła się. Kierowca jaguara stał tuż za nią, trzymając w jednej ręce szklankę z jakimś napojem, a w drugiej papierosa.

- Nie wiem. Gdyby ten blondyn był dżentelmenem, to by nie zaczepiał nieznajomych kobiet i nie przeszkadzał.

- A jeśli nie jest? Bo jest niegrzecznym chłopcem?

- To kobieta powinna uciekać, bo nic dobrego nie wyjdzie z takiej znajomości.

Zamilkła, obserwując mężczyznę, a on spokojnie obszedł jej stolik i usiadł naprzeciw. Zdjął czarne okulary. Jego oczy miały piękny jasnoniebieski kolor. Bezczelnie się rozsiał i wpatrywał się w jej twarz. Nie wytrzymała jego wzroku, bawiła się szklanką z sokiem i popijając małymi łyczkami, próbowała zamaskować swoją nieśmiałość. Nie, to było coś innego, może zawstydzenie, niewiara w siebie. Cholerka, Emila, opanuj się, upominała się w myślach. Nie za bardzo wiedziała, jak się zachować. Żeby chociaż ten facet nie był tak obłędnie przystojny, a tak...?

- Czyżby? - Uśmiechnął się, wypowiadając to słowo powoli. - Kobiety lubią niegrzecznych chłopców, a dżentelmeni to podobno gatunek na wymarciu.

- To zależy. Czy może mnie pan poczęstować papierosem? - Tak, to był dobry wybieg, żeby zmienić temat. Była prawie pewna, że to jakiś podrywacz.

- Taka niby grzeczna, a pali?

- Nie jestem grzeczna.

- To dobrze, to bardzo dobrze. A co z tym "ewentualnie może być blondyn"? To bardzo intrygujące zdanie. Jakby co, pomogę. Chętnie zadowolę...

- Słucham? - Emilia aż się zachłysnęła powietrzem. - Nie... ja... To nie tak! Ju...

Rozśmiał się i wszedł jej w słowo: - Już dawno żadnej kobiety nie wprawiłem w taką konsternację.

Emilia miała ochotę uciec, ale on chyba to zauważył, bo szybko wstał. Stanął tuż przy niej i wyciągnął rękę z paczką papierosów. Był tak blisko, że nie miała szans na ucieczkę, nie robiąc zamieszania. Jedną rękę oparł o oparcie krzesła za jej plecami, a drugą podsunął paczkę Chesterfieldów.

Po szybkim zastanowieniu wygrała chęć zapalenia. Swoich oczywiście nie miała, żeby nie kusiły.

- Dziękuję.

Wyjęła jednego, wsunęła do ust, a on przybliżył się tak, że poczuła jego lniane spodnie na swoim udzie. Podał jej ogień z oryginalnej zapalniczki Zippo. Ma facet klasę, stwierdziła w myślach. Biło od niego ciepło i fenomenalny zapach, taki klasyczny, prawdziwie męski. Miała ochotę przymknąć oczy i zrobić głęboki wdech, ale dopiero wtedy by się pogrążyła. Musiała trzymać fason i nie pokazywać, jakie zrobił na niej wrażenie.

Emka, opanuj się babo, to tylko facet, pomyślała. Zaciągając się dymem, spojrzała do góry na jego twarz, w jego błękitne oczy, które wpatrywały się w nią z uwagą. Poczuła moc jego wzroku, a po jej kręgosłupie znowu przeszedł dreszcz. Zacisnęła wargi, a potem postanowiła przejść na neutralny temat:

- Pan tutejszy? - zapytała szybko, aby nie miał czasu na jakikolwiek flirciarski tekst.

- Można tak powiedzieć, ale bardzo ogólnie. Często, ale tak nie do końca.

- Trochę to pogmatwane. Właśnie przeczytałam historię pałacu i bardzo chciałabym go zwiedzić.

- Teraz?

- Nie, chyba jutro. Tam jest hotel, prześpię się i rano zapytam, czy można zwiedzić, może ktoś mi otworzy.

- O dziewiątej?

- Co o dziewiątej?

- Tutaj, wspólne śniadanie i załatwię zwiedzanie.

- Nie chciałabym... - Emilka opuściła oczy na folder.

- No to jesteśmy umówieni. Jutro, dziewiąta. - A potem lekko się pochylił i zniżył głos. - Będę czekał. - Zgasił papierosa, założył swoje czarne lustrzanki i odszedł do samochodu.

Emilia patrzyła na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał samochód.

Czy to mi się śniło?

Przystojny facet, blondyn z pięknymi niebieskimi oczami, ubrany na biało, w czarnym jaguarze. Seksowny, nieco bezczelny. Musiał mieć mniej więcej tyle lat, co Emilka i umówił się z nią na dziewiątą.

O rany, Waldkowi o tym nie wspomnę. W żadnym wypadku! Przecież taki flirt można by podciągnąć nawet pod zdradę. Kompletnie zgłupiałam. Kocham Waldka i nie mam zamiaru go zdradzić. No ale przecież nic nie robię, zjem z tym przystojniakiem śniadanie, a potem obejrzę pałac i koniec.

Emilka rozliczyła się z kelnerką i ruszyła w stronę hotelu wybrukowanym traktem. Chodzenie po tych kamulcach to była prawdziwa droga przez mękę, ale pewnie ta nawierzchnia to też zabytek. Spotkała się już kiedyś z tym, że uliczka wyłożona brukiem została uznana za zabytek.

Na szczęście nie było problemu z wynajęciem pokoju, choć był to szczyt sezonu. Pokój nie był za duży, ale umeblowany bardzo gustownie. Ściana za łóżkiem wyłożona tapetą w duże geometryczne wzory nadawała styl całemu pomieszczeniu.

Zeszła na dół jeszcze raz i zabrała z bagażnika małą walizeczkę. Chwilę posiedziała na ławce obok wejścia, przyglądając się dziedzińcowi z niezwykłym oświetleniem. Była piękna, ciepła noc, a na niebie mnóstwo gwiazd. Romantycznie, spokojnie, a ona sama. Teraz żałowała, że Waldek nie chciał się wybrać razem z nią. Brakowało jej ciepła drugiej osoby. Męskiego ramienia, na którym mogłaby się oprzeć i dryfować po krainie marzeń. Wyobraźnia jednak przywołała wizerunek blondyna, a nie męża. Wstrząśnięta tym odkryciem zerwała się z ławki i szybko weszła do budynku.

W pokoju wzięła prysznic, po czym zasnęła otulona miękką kołdrą i ciszą wokół.