Himmler. Zbrodniarz gotowy na wszystko - Roger Manvell, Heinrich Fraenkel

Kup ebooka

49.99 zł
39.99 zł (22,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wprowadzenie

Ni­niej­sza książ­ka hi­sto­rycz­na o He­in­ri­chu Him­m­le­rze to jed­na z trzech na­szych bio­gra­fii po­świę­co­nych głów­nym po­moc­ni­kom Hi­tle­ra w pro­ce­sie przej­mo­wa­nia i spra­wo­wa­nia nie­po­dziel­nej wła­dzy w III Rze­szy. Po­wszech­ne dą­że­nie do zro­zu­mie­nia praw­dzi­wej na­tu­ry re­żi­mu na­zi­stow­skie­go oraz jego twór­ców wzmo­gło się jesz­cze w ostat­nich la­tach - te­raz, gdy Niem­cy i resz­ta świa­ta otrzą­snę­ły się już w du­żej mie­rze ze wstrzą­su, jaki sta­no­wił dla ludz­ko­ści na­zizm; wstrzą­su, któ­ry za­raz po woj­nie pa­ra­li­żo­wał lub utrud­niał obiek­tyw­ną ana­li­zę tego te­ma­tu. Niem­cy, jako spo­łe­czeń­stwo, po­go­dzi­li się z fak­tem, że nie­gdyś umoż­li­wi­li Hi­tle­ro­wi doj­ście do wła­dzy w swo­im pań­stwie i usta­no­wi­li współ­cze­sną for­my ty­ra­nii, któ­ra z cza­sem opa­no­wa­ła nie­mal całą Eu­ro­pę; z ko­lei inne kra­je eu­ro­pej­skie oraz Sta­ny Zjed­no­czo­ne mu­sia­ły uczci­wie za­sta­no­wić się nad tym, w ja­kim stop­niu one same przy­czy­ni­ły się do skon­so­li­do­wa­nia rzą­dów Hi­tle­ra.

Kie­dy pi­sa­li­śmy te bio­gra­fie, a tak­że inną na­szą książ­kę, The July Plot (wyd. pol­skie: Spi­sek prze­ciw­ko Hi­tle­ro­wi, tłum. T. Ryb­kow­ski, War­sza­wa 1996), po­świę­co­ną nie­miec­kie­mu ru­cho­wi opo­ru, jego sła­bo­ściom i moc­nym stro­nom, przy­świe­cał nam cel od­two­rze­nia praw­dzi­wej na­tu­ry lu­dzi, któ­rzy wy­kre­owa­li na­ro­do­wy so­cja­lizm, oraz prze­ana­li­zo­wa­nia wszyst­kich zna­nych fak­tów na ich te­mat. Prze­ciw­sta­wia­my się "sen­sa­cyj­nym" in­ter­pre­ta­cjom, któ­re uzna­ją Hi­tle­ra, Görin­ga, Go­eb­bel­sa i Him­m­le­ra za "mon­stra" - pra­sa co­dzien­na po­słu­gi­wa­ła się po­dob­ny­mi okre­śle­nia­mi, aby od­se­pa­ro­wać te znie­na­wi­dzo­ne oso­by od resz­ty lu­dzi i nie draż­nić swo­ich czy­tel­ni­ków. Jed­nak­że po­zo­sta­je fak­tem, że owe "mon­stra" i ich współ­pra­cow­ni­cy przez dłu­gi czas dzia­ła­li swo­bod­nie za­rów­no w Niem­czech, jak i w Eu­ro­pie. Lu­bia­no ich lub nie lu­bia­no, po­gar­dza­no nimi albo bano się ich, ak­cep­to­wa­no w ży­ciu to­wa­rzy­skim bądź ich uni­ka­no - po­dob­nie jak in­nych po­li­ty­ków, dy­plo­ma­tów czy woj­sko­wych. Tych na­zi­stow­skich przy­wód­ców nie spo­sób wy­izo­lo­wać z sze­ro­kie­go kon­tek­stu spo­łecz­ne­go tyl­ko dla­te­go, że przy­jem­niej czy też wy­god­niej uzna­wać ich te­raz za "nie­ludz­kich". Te ty­sią­ce ko­biet i męż­czyzn, któ­rzy pra­co­wa­li z nimi lub dla nich, były naj­czę­ściej ich wiel­bi­cie­la­mi albo gor­li­wy­mi po­moc­ni­ka­mi, na­to­miast wpły­wo­wi Eu­ro­pej­czy­cy i Ame­ry­ka­nie, któ­rzy czyn­nie ich po­pie­ra­li lub choć­by to­le­ro­wa­li jako ro­dzaj zła ko­niecz­ne­go w eu­ro­pej­skiej po­li­ty­ce, ja­kie­mu nie na­le­ża­ło się siłą prze­ciw­sta­wiać, nie­wie­le róż­ni­li się od tych, któ­rzy wi­wa­to­wa­li na cześć na­zi­stów na uli­cach.

Par­tia na­zi­stow­ska, jak wy­ka­zał Alan Bul­lock w słyn­nej bio­gra­fii Hi­tle­ra, nie mia­ła swo­jej fi­lo­zo­fii po­li­tycz­nej; wła­dzę trak­to­wa­ła wy­łącz­nie jako coś do zdo­by­cia wszel­ki­mi środ­ka­mi, tak­że do­raź­ny­mi, bez oglą­da­nia się na kwe­stie mo­ral­ne z tym po­wią­za­ne. Skraj­ny brak skru­pu­łów Hi­tle­ra w kon­tak­tach z przy­wód­ca­mi po­li­tycz­ny­mi in­nych kra­jów po­le­gał na że­ro­wa­niu na ich sła­bo­ściach i cy­nicz­nym wy­ko­rzy­sty­wa­niu ich przy­wią­za­nia do tra­dy­cyj­nych za­sad dy­plo­ma­cji. Ta­kie nie­prze­bie­ra­nie w środ­kach by­naj­mniej nie jest nie­ty­po­we w wie­lu sfe­rach ludz­kiej dzia­łal­no­ści. W isto­cie amo­ral­na bły­sko­tli­wość to wła­śnie ta ce­cha cha­rak­te­ru Hi­tle­ra, któ­ra wzbu­dza­ła po­wszech­ny po­dziw i po­klask w la­tach 1933-1938 w Niem­czech i poza nimi.

Na­tu­ra na­zi­stow­skie­go re­żi­mu i re­ak­cja mas na jego po­czy­na­nia wią­za­ły się bez­po­śred­nio z cha­rak­te­rem twór­ców tego sys­te­mu. I choć od­no­si się to do wszyst­kich re­żi­mów, to ża­den z nich w hi­sto­rii współ­cze­snej nie zo­stał tak po­spiesz­nie i do­raź­nie skle­co­ny jak III Rze­sza Hi­tle­ra. Za­rów­no jego po­li­ty­ka, jak i ad­mi­ni­stra­cja w znacz­nym stop­niu były re­zul­ta­tem ka­pry­sów róż­nych na­zi­stow­skich przy­wód­ców, a waż­kie de­cy­zje po­dej­mo­wa­no in­tu­icyj­nie pod wpły­wem chwi­lo­we­go na­stro­ju czy pil­nej po­trze­by wy­ma­new­ro­wa­nia któ­re­goś z prze­ciw­ni­ków i ry­wa­li. Źró­dłem cier­pień Niem­ców i tych za­da­nych in­nym na­ro­dom przed dzie­się­cio­le­cia­mi były głów­nie psy­chi­ka Hi­tle­ra oraz trzech lu­dzi, któ­rych ży­cie chcie­li­śmy zre­kon­stru­ować i zin­ter­pre­to­wać.

W każ­dym z tych przy­pad­ków sta­ra­li­śmy się na­pi­sać bio­gra­fię, w mia­rę moż­li­wo­ści po­zba­wio­ną ja­kich­kol­wiek uprze­dzeń. Opi­sa­li­śmy ko­lej­no losy Go­eb­bel­sa, Görin­ga i Him­m­le­ra w la­tach dzie­ciń­stwa i do­ra­sta­nia; po­ka­za­li­śmy, co ich skło­ni­ło do wstą­pie­nia do par­tii na­zi­stow­skiej, i omó­wi­li­śmy wkład każ­de­go z nich w kształ­to­wa­nie tej for­ma­cji po­li­tycz­nej we wcze­snym okre­sie jej ist­nie­nia. Trud­no wy­szu­kać trzech lu­dzi tak róż­nych pod wzglę­dem tem­pe­ra­men­tu i po­cho­dze­nia spo­łecz­ne­go; bar­dzo od­mien­ną rolę ode­gra­li też we wspie­ra­niu Hi­tle­ra w la­tach jego rzą­dów. Prze­śle­dze­nie i oce­nie­nie na nowo niby to zna­nej nie­miec­kiej hi­sto­rii od 1923 do 1945 roku było do­świad­cze­niem głę­bo­kim, a nie­kie­dy też wstrzą­sa­ją­cym, gdyż w znacz­nej mie­rze hi­sto­rię tę fak­tycz­nie ukształ­to­wa­li ci trzej lu­dzie, z któ­rych każ­dy stwo­rzył wła­sną, mniej­szą lub więk­szą do­me­nę w gra­ni­cach więk­sze­go im­pe­rium zbu­do­wa­ne­go przez Hi­tle­ra.

Uzna­je­my, że dwa­na­ście lat na­zi­stow­skich rzą­dów w Eu­ro­pie sta­no­wi dla nas wy­raź­ne ostrze­że­nie na przy­szłość, w wy­mia­rze ludz­kim rów­nie wy­mow­ne jak eks­plo­zje bomb ato­mo­wych nad Hi­ro­szi­mą i Na­ga­sa­ki. To sami na­zi­ści zmu­si­li nas w koń­cu do zbroj­ne­go wy­stą­pie­nia prze­ciw­ko nim, kie­dy ich dzia­ła­nia sta­ły się tak zbrod­ni­cze, że nie spo­sób było ich już dłu­żej zno­sić. Ale to, że bar­dzo wie­lu lu­dzi w swo­im cza­sie po­pie­ra­ło na­zi­stów albo też na­dal cie­pło ich wspo­mi­na, musi sta­no­wić prze­stro­gę trak­to­wa­ną przez cały świat nie tyl­ko zdaw­ko­wo i po­bież­nie. Z tej przy­czy­ny wy­da­ło nam się ko­niecz­ne przed­sta­wie­nie ży­cia tych trzech czo­ło­wych na­zi­stów bez uprze­dzeń czy nie­obiek­tyw­ne­go kła­dze­nia ak­cen­tu na róż­ne kwe­stie po to, by po­ka­zać tak wier­nie, jak się da, co przy­wio­dło tych przy­wód­ców po­tęż­ne­go kra­ju do czy­nów, któ­rych się do­pu­ści­li, a przede wszyst­kim, aby wy­ka­zać, w czym byli po­dob­ni do nas wszyst­kich, choć te­raz tak gor­li­wie ich po­tę­pia­my.

Dla He­in­ri­cha Fra­en­ke­la ka­tar­tycz­nym do­świad­cze­niem było ba­da­nie w Niem­czech cha­rak­te­ru i dzia­łań - albo czę­sto bier­no­ści - Him­m­le­ra, ra­zem z oso­ba­mi oboj­ga płci, któ­re bli­sko współ­pra­co­wa­ły z Him­m­le­rem. Pra­cu­jąc nad tą bio­gra­fią, tak jak nad książ­ka­mi o Go­eb­bel­sie i Görin­gu, sta­ra­li­śmy się w mia­rę moż­li­wo­ści ko­rzy­stać z ory­gi­nal­nych źró­deł. Wiel­kiej po­mo­cy udzie­li­li nam też cór­ka Him­m­le­ra, Gu­drun, i jego brat Ge­bhard; obo­je wspo­mi­na­li go cie­pło. Wciąż bar­dzo trud­no im było skon­fron­to­wać ob­raz ko­goś, kogo zna­li tak bli­sko, z pu­blicz­nym wi­ze­run­kiem Him­m­le­ra, po­wszech­nie wzbu­dza­ją­cym lęk i nie­na­wiść. Sta­ra­li­śmy się po­go­dzić jed­no z dru­gim i spró­bo­wać zro­zu­mieć, jak ten pro­sty, skrom­ny i bez­pre­ten­sjo­nal­ny czło­wiek stał się zbrod­nia­rzem na ska­lę ma­so­wą, głę­bo­ko prze­świad­czo­nym o słusz­no­ści swo­ich po­czy­nań.

Wkład Him­m­le­ra w teo­rię i prak­ty­kę na­zi­zmu to wkład skru­pu­lat­ne­go pe­dan­ta, któ­ry za­wsze pra­gnął być żoł­nie­rzem, lecz osta­tecz­nie zo­stał po­li­cjan­tem. Jego krót­ka ka­rie­ra w roli woj­sko­we­go wy­so­kiej ran­gi pod ko­niec woj­ny oka­za­ła się cał­ko­wi­cie ka­ta­stro­fal­na, choć on sam uwa­żał ina­czej, gdyż mu­sia­no go skło­nić do ustą­pie­nia z funk­cji fron­to­we­go do­wód­cy. Z ko­lei ka­rie­ra Him­m­le­ra jako sze­fa hi­tle­row­skiej po­li­cji za­słu­gu­je - w pew­nym sen­sie - na mia­no nie­zwy­kle uda­nej, sku­tecz­nej, i trud­no za­prze­czyć, że na­zizm zna­lazł swój naj­peł­niej­szy prak­tycz­ny wy­raz w re­pre­syj­nej dzia­łal­no­ści taj­nych służb Him­m­le­ra. Pod­czas woj­ny SS i Ge­sta­po były nie­wąt­pli­wie naj­pew­niej­szym orę­żem hi­tle­row­skiej ty­ra­nii. To wła­śnie przy­stą­pie­nie do ma­so­wych ak­cji eks­ter­mi­na­cyj­nych z za­mia­rem zisz­cze­nia cho­rych ma­rzeń o czy­sto­ści ra­so­wej, bę­dą­cych ob­se­sją Him­m­le­ra oraz jego mi­strza i zwierzch­ni­ka, do­pro­wa­dził do tego, że sys­tem na­zi­stow­ski wy­mknął się spod kon­tro­li. Uległ znisz­cze­niu za spra­wą ak­tów lu­do­bój­stwa do­ko­ny­wa­nych na bez­po­śred­nie po­le­ce­nie Him­m­le­ra. Na­zizm za­dła­wił się śmier­tel­nie ma­so­wym za­bi­ja­niem in­nych.

W oso­bli­wej grup­ce am­bit­nych ry­wa­li, któ­rzy stop­nio­wo co­raz ści­ślej ota­cza­li i izo­lo­wa­li Hi­tle­ra w ostat­nim, obłą­kań­czym okre­sie jego rzą­dów, wpły­wy Him­m­le­ra mia­ły naj­bar­dziej skry­ty cha­rak­ter, te Görin­ga naj­bar­dziej rzu­ca­ły się w oczy, a Go­eb­bels nada­wał swo­im naj­więk­szy roz­głos. Go­eb­bels dzia­łał jako ha­ła­śli­wy pro­pa­ga­tor, któ­ry chciał zo­stać uzna­ny za je­dy­ne­go za­rząd­cę ży­cia cy­wil­ne­go w Niem­czech, pod­czas gdy Hi­tler sku­piał się na pro­wa­dze­niu woj­ny. Gwał­tow­na i zmien­na, ego­cen­trycz­na na­tu­ra Go­eb­bel­sa wy­ma­ga­ła nie­ustan­nych wy­stę­pów pu­blicz­nych i cią­głe­go słu­cha­nia po­chlebstw; Go­eb­bels uwiel­biał wo­kół sie­bie wir nie­usta­ją­cych dzia­łań. Pra­gnął przede wszyst­kim zo­stać uzna­ny przez Hi­tle­ra i na­ród nie­miec­ki za dru­gie­go czło­wie­ka w III Rze­szy, nie­zbęd­ne­go Hi­tle­ro­wi za­rząd­cę pań­stwa.

Dla Görin­ga krach Luft­waf­fe ozna­czał zmierzch jego oso­bi­stej sła­wy jako naj­po­pu­lar­niej­szej i naj­barw­niej­szej po­sta­ci na­zi­stow­skie­go re­żi­mu, jo­wial­ne­go asa lot­nic­twa. Na­prze­mien­nie po­bu­dzo­ny i ospa­ły z po­wo­du swo­jej nar­ko­ma­nii, tak­że chciał się czuć nie­zbęd­ny i na­pa­wać się ko­lej­ny­mi za­szczyt­ny­mi funk­cja­mi nada­wa­ny­mi mu przez Füh­re­ra, dla któ­re­go ży­wił na­boż­ny po­dziw, w koń­cu gra­ni­czą­cy z pa­nicz­nym lę­kiem. Przy­gnę­bio­ny klę­ską nie­miec­kich sił po­wietrz­nych Göring co­raz bar­dziej szu­kał uko­je­nia w kon­tem­plo­wa­niu swo­jej wiel­kiej ko­lek­cji dzieł sztu­ki, zgro­ma­dzo­nych jako po­da­run­ki lub ku­pio­nych, naj­czę­ściej jed­nak zra­bo­wa­nych, war­tej pod ko­niec woj­ny oko­ło 30 mi­lio­nów fun­tów. Mimo że stop­nio­wo po­pa­dał w nie­ła­skę u Hi­tle­ra, po ostat­nie dni ży­cia Füh­re­ra po­zo­sta­wał jego no­mi­nal­nym na­stęp­cą. Re­al­ne wpły­wy Görin­ga kur­czy­ły się po 1943 roku, choć on sam tego nie do­strze­gał, co­raz bar­dziej sku­pio­ny na so­bie i fol­gu­ją­cy swo­im za­chcian­kom i w co­raz mniej­szym stop­niu uczest­ni­czą­cy w kie­ro­wa­niu woj­ną i za­rzą­dza­niu wo­jen­ną go­spo­dar­ką.

I wła­śnie Him­m­ler, ide­ali­sta bez ide­ałów, za­ra­zem naj­bar­dziej nie­śmia­ły i naj­bar­dziej pe­dan­tycz­ny czło­wiek w na­zi­stow­skiej hie­rar­chii, wciąż nie­pew­ny sie­bie, przy tym jed­nak wo­jow­ni­czy i żąd­ny wła­dzy, po ci­chu i nie­jaw­nie przej­mo­wał kon­tro­lę nad Niem­ca­mi. Z per­spek­ty­wy Him­m­le­ra jego oso­bi­stą tra­ge­dię sta­no­wi­ło to, że choć tak bar­dzo pra­gnął spra­wo­wać rzą­dy, to oka­zał się cał­ko­wi­cie nie­zdol­ny do przy­no­szą­ce­go ja­kie­kol­wiek po­zy­tyw­ne efek­ty wy­ko­rzy­sta­nia po­sia­da­nej wła­dzy. Nie­ustan­nie mu ona cią­ży­ła, bę­dąc sta­łym źró­dłem cho­ro­bli­we­go nie­po­ko­ju. Choć wspo­mnie­nie jego na­zwi­ska bu­dzi­ło prze­strach w ser­cach mi­lio­nów lu­dzi, to on sam po­zo­stał ner­wo­wy, wręcz bo­jaź­li­wy i nie mógł wy­do­być z sie­bie ani sło­wa, kie­dy Hi­tler go kry­ty­ko­wał. Ku­lił się ze stra­chu za oko­pa­mi swo­jej wła­dzy i tra­cił wszel­ką zdol­ność do dzia­ła­nia w kon­fron­ta­cji z sil­niej­szy­mi i bar­dziej wy­trwa­ły­mi oso­bi­sto­ścia­mi, zwłasz­cza tymi ludź­mi, bez któ­rych z bie­giem cza­su nie po­tra­fił się obejść, ta­ki­mi jak Hey­drich, Schel­len­berg czy Fe­lix Ker­sten - jego ma­sa­ży­sta, je­dy­ny czło­wiek, któ­ry umiał przy­no­sić mu ulgę w chro­nicz­nych skur­czach żo­łąd­ka, na­si­lo­nych pod wpły­wem od­czu­wa­ne­go za­nie­po­ko­je­nia i zwąt­pie­nia. A jed­nak to Him­m­ler z koń­cem woj­ny trzy­mał w rę­kach wszyst­kie kar­ty atu­to­we, któ­re jesz­cze po­zo­sta­wa­ły na­zi­stow­skim Niem­com, i przez wie­lu był uwa­ża­ny za pew­ne­go suk­ce­so­ra Hi­tle­ra, je­śli­by ten ostat­ni wy­padł z gry.

Im wię­cej do­wia­du­je­my się o cha­rak­te­rze i po­stę­po­wa­niu tych lu­dzi - Görin­ga, Go­eb­bel­sa i Him­m­le­ra - tym bar­dziej nie­zwy­kłe wy­da­je się, że za­le­d­wie kil­ka­dzie­siąt lat temu wy­ro­śli, pod skrzy­dła­mi Hi­tle­ra, na współ­za­rząd­ców Eu­ro­py i trzy­ma­li w sza­chu więk­szość ów­cze­sne­go świa­ta. A jed­nak, jak wszyst­kim wia­do­mo, tak wła­śnie było. My te­raz po­win­ni­śmy trak­to­wać tę mrocz­ną hi­sto­rię jako prze­stro­gę. W po­wo­jen­nym świe­cie wy­ło­ni­ło się wie­le państw, a licz­nym z tych ist­nie­ją­cych od daw­na kra­jów brak­nie na­tu­ral­nej sa­mo­dy­scy­pli­ny, aby opie­rać się lu­dziom o cha­rak­te­rze po­dob­nym do na­zi­stow­skich przy­wód­ców w dą­że­niach do wła­dzy i pró­bach jej prze­ję­cia, po ci­chu lub z uży­ciem prze­mo­cy. Lu­dzi ta­kich nie za­wsze ła­two roz­po­znać, do­pó­ki nie jest na to za póź­no. Z pew­no­ścią tak było w przy­pad­ku Him­m­le­ra. Hi­tler po­cząt­ko­wo wy­da­wał się sza­lo­nym fa­na­ty­kiem, Go­eb­bels po­zer­skim ora­to­rem znaj­du­ją­cym po­słuch u mo­tło­chu, Göring opty­mi­stycz­nym osłem, a Him­m­ler mier­no­tą, ze­rem. Jed­nak­że w przy­pad­ku każ­de­go z nich po­zo­ry my­li­ły, gdyż w prze­ciw­nym ra­zie żad­ne­mu nie uda­ło­by się prze­jąć peł­ni wła­dzy w po­tęż­nym kra­ju.

Nasz za­miar, jako au­to­rów se­rii bio­gra­fii, spro­wa­dzał się za­tem to prze­ana­li­zo­wa­nia cech szcze­gól­nych owych lu­dzi oraz tych, któ­rzy zde­cy­do­wa­li się im słu­żyć. Po­nad­to przy­czy­ny ich osta­tecz­ne­go fia­ska są rów­nie waż­kie i in­try­gu­ją­ce, jak ob­ja­śnie­nie ich po­cząt­ko­wych suk­ce­sów. W cią­gu za­le­d­wie ośmiu lat wy­ro­śli bo­wiem z osób mało zna­czą­cych i względ­nie ubo­gich na nie­po­dziel­nych pa­nów Nie­miec. A po dwu­na­stu la­tach już nie żyli, po­wszech­nie po­tę­pie­ni. Ich dzie­je są dość nie­zwy­kłe na tle współ­cze­snej hi­sto­rii, choć żyli prze­cież nie w ja­kimś okre­sie prze­szło­ści, gdy pa­no­wa­ło bez­pra­wie, lecz w pierw­szej po­ło­wie XX wie­ku.

He­in­rich Fra­en­kel w cza­sie pra­cy nad tą książ­ką wie­lo­krot­nie od­wie­dzał Niem­cy. Roz­ma­wiał wte­dy z wie­lo­ma oso­ba­mi, w tym z pro­mi­nent­ny­mi es­es­ma­na­mi i by­ły­mi człon­ka­mi szta­bu Him­m­le­ra, któ­rzy wo­le­li po­zo­stać ano­ni­mo­wi. Dzię­ki za­po­bie­gli­wo­ści i skru­pu­lat­no­ści sa­me­go Him­m­le­ra za­cho­wa­ło się mnó­stwo jego pry­wat­nych do­ku­men­tów, ofi­cjal­nych li­stów i taj­nych no­ta­tek znaj­du­ją­cych się obec­nie w pań­stwo­wych ar­chi­wach. Wie­le no­wych fak­tów wy­szło na jaw sto­sun­ko­wo nie­daw­no, po prze­ka­za­niu przez wła­dze ame­ry­kań­skie zdo­bycz­nych do­ku­men­tów z cza­sów woj­ny nie­miec­kim ar­chi­wom fe­de­ral­nym w Ko­blen­cji. Te i inne akta sta­ły się przed­mio­tem na­szych ba­dań, a to, co w nich od­na­leź­li­śmy, po­mo­gło nam w do­peł­nie­niu bio­gra­ficz­ne­go por­tre­tu Him­m­le­ra.

Mimo że ni­niej­sza książ­ka na­le­ży do pierw­szych tak szcze­gó­ło­wych mo­no­gra­fii po­świę­co­nych Him­m­le­ro­wi, to mu­si­my od­dać na­leż­ne dzie­łom Ge­ral­da Re­itlin­ge­ra, któ­re­go ana­li­zy dzia­łal­no­ści SS i eks­ter­mi­na­cji eu­ro­pej­skich Ży­dów, opu­bli­ko­wa­ne w jego książ­kach The Fi­nal So­lu­tion i The S.S., oka­za­ły się dla nas bez­cen­nym źró­dłem, gdyż rzu­ci­ły dużo świa­tła na samą po­stać Him­m­le­ra. Po­świę­co­ne Him­m­le­ro­wi stu­dium Wil­le­go Fri­schau­era tak­że za­wie­ra wie­le cen­nych szcze­gó­ło­wych in­for­ma­cji, choć fak­tycz­nie do­ty­czy ono co naj­mniej w ta­kim sa­mym stop­niu SS i dzie­jów tej or­ga­ni­za­cji, jak Him­m­le­ra - czło­wie­ka.

Cen­ną po­moc uzy­ska­li­śmy od Frau­le­in Gu­drun Him­m­ler, cór­ki Him­m­le­ra, oraz jego star­sze­go bra­ta, Ge­bhar­da, a tak­że od by­łe­go Obe­rgrup­pen­füh­re­ra (ge­ne­ra­ła) SS Kar­la Wolf­fa, są­dzo­ne­go w Mo­na­chium, któ­ry w cza­sie swo­je­go pro­ce­su wie­lo­krot­nie roz­ma­wiał z He­in­ri­chem Fra­en­ke­lem. Do in­nych osób, od któ­rych uzy­ska­li­śmy war­to­ścio­we in­for­ma­cje, na­le­żą mię­dzy in­ny­mi graf Schwe­rin von Kro­sigk, mi­ni­ster fi­nan­sów w rzą­dzie Hi­tle­ra, dr Otto Stras­ser, któ­ry za­trud­nił Him­m­le­ra w roli swo­je­go po­moc­ni­ka w po­cząt­kach swo­jej dzia­łal­no­ści w par­tii na­zi­stow­skiej, dr Wer­ner Best, w la­tach wo­jen­nych peł­no­moc­nik III Rze­szy w oku­po­wa­nej Da­nii, Frau Lina Hey­drich, wdo­wa po by­łym sze­fie SD, ochro­niarz Him­m­le­ra Jo­sef Kier­ma­ier, jed­na z se­kre­ta­rek Him­m­le­ra Frau­le­in Do­ris Mäh­ner, szef sądu po­wia­to­we­go w Er­ding dr Riss oraz puł­kow­nik Sa­ra­deth - po­dob­nie jak Riss ko­le­ga Him­m­le­ra z cza­sów na­uki w Mo­na­chium - dr Otto John, Frau Irm­gard Ker­sten, wdo­wa po ma­sa­ży­ście Him­m­le­ra Fe­lik­sie Ker­ste­nie, a tak­że puł­kow­nik L.M. Mur­phy i ka­pi­tan Tom Se­lve­ster - bry­tyj­scy ofi­ce­ro­wie spra­wu­ją­cy pie­czę nad Him­m­le­rem po jego aresz­to­wa­niu. Mu­si­my rów­nież wy­ra­zić swo­ją wdzięcz­ność per­so­ne­lo­wi The Wie­ner Ho­lo­caust Li­bra­ry w Lon­dy­nie, w szcze­gól­no­ści Ilse Wolff, a tak­że pra­cow­ni­kom na­stę­pu­ją­cych in­sty­tu­cji: Nie­miec­kich Ar­chi­wów Fe­de­ral­nych w Ko­blen­cji (zwłasz­cza dr. Bo­be­ra­cho­wi), In­sty­tu­tu Hi­sto­rycz­ne­go w Mo­na­chium (dr. Ho­cho­wi), Cen­trum Do­ku­men­ta­cyj­ne­go w Ber­li­nie, Rijk­sin­sti­tu­ut vor Oor­log Do­cu­men­ta­tie w Am­ster­da­mie (zwłasz­cza dr. de Jon­go­wi) oraz ośrod­ka po­szu­ki­waw­cze­go Mię­dzy­na­ro­do­we­go Czer­wo­ne­go Krzy­ża w Bad Arol­sen (szcze­gól­nie dr. Burc­khard­to­wi). Na ko­niec chciał­bym po­dzię­ko­wać pani M.H. Pe­ters, któ­ra pod­ję­ła się żmud­ne­go za­da­nia ma­szy­no­we­go prze­pi­sa­nia rę­ko­pi­su ni­niej­szej książ­ki.

Ro­ger Ma­nvell

Roz­dział I

Niewinny młodzian

U pro­gu XX stu­le­cia pro­fe­sor Ge­bhard Him­m­ler miał już trzy­dzie­ści pięć lat i był do­brze sy­tu­owa­nym i sza­no­wa­nym dy­rek­to­rem szko­ły w Mo­na­chium. Ten su­mien­ny, pe­dan­tycz­ny czło­wiek był też w peł­ni świa­do­my tego, że swo­ją po­zy­cję spo­łecz­ną za­wdzię­czał pa­tro­na­to­wi ba­war­skie­go rodu mo­nar­sze­go - Wit­tels­ba­chów. Kie­dy bo­wiem ukoń­czył kształ­ce­nie na Uni­wer­sy­te­cie Mo­na­chij­skim, gdzie stu­dio­wał fi­lo­lo­gię i ję­zy­ko­znaw­stwo, zo­stał ko­re­pe­ty­to­rem ba­war­skie­go księ­cia Hen­ry­ka. I do­pie­ro po okre­sie tej służ­by pod­jął pra­cę na­uczy­ciel­ską w Mo­na­chium.

W swo­im sztyw­nym, bar­dzo miesz­czań­skim śro­do­wi­sku pod­trzy­my­wał pa­mięć o swo­ich po­wią­za­niach z kró­lew­skim ro­dem. Jego do­mo­we oto­cze­nie, por­tre­ty przod­ków, ko­lek­cja sta­rych mo­net i nie­miec­kich an­ty­ków, od­zwier­cie­dla­ły po­waż­ny i kon­ser­wa­tyw­ny spo­sób my­śle­nia oraz po­trze­bę wy­róż­nie­nia się z krę­gów kla­sy śred­niej. Jego oj­ciec był nie­za­moż­nym za­wo­do­wym żoł­nie­rzem, jed­nak żona Anna, któ­ra po­cho­dzi­ła z Ra­ty­zbo­ny, wnio­sła pe­wien ma­ją­tek, gdyż jej oj­ciec trud­nił się han­dlem. I w prze­stron­nym miesz­ka­niu na pię­trze przy Hil­de­gard­stras­se w Mo­na­chium Anna Him­m­ler 7 paź­dzier­ni­ka 1900 roku wy­da­ła na świat swo­je­go dru­gie­go syna[1]. Kie­dy dwa lata wcześ­niej uro­dził się pierw­szy syn, Ge­bhard, otrzy­mał imię po ojcu, ale to na­stęp­ne­mu przy­padł w udzia­le ho­nor no­sze­nia imie­nia sa­me­go księ­cia Hen­ry­ka, któ­ry ła­ska­wie zgo­dził się zo­stać oj­cem chrzest­nym dziec­ka swo­je­go by­łe­go na­uczy­cie­la. Za­cho­wał się brud­no­pis li­stu, opa­trzo­ne­go datą 13 paź­dzier­ni­ka 1900 roku, na­pi­sa­ny nie­na­gan­nym pro­fe­sor­skim cha­rak­te­rem pi­sma, z rów­ny­mi za­wi­ja­sa­mi; w li­ście tym Ge­bhard se­nior wy­ra­ził na­dzie­ję, że ksią­żę za­szczy­ci ro­dzi­nę Him­m­le­rów swo­ją obec­no­ścią i wy­pi­je z nią kie­li­szek szam­pa­na. "Na­sze małe dziec­ko - na­pi­sał pro­fe­sor - w swym dru­gim dniu po­by­tu na tej zie­mi wa­ży­ło sie­dem fun­tów i dwie­ście gra­mów"[2].

Ojciec Himmlera, Gebhard Himmler

Wy­cho­wa­nie bra­ci Him­m­le­rów - trze­ci z sy­nów, Ernst, uro­dził się w grud­niu 1905 roku - prze­bie­ga­ło w spo­sób ty­po­wy dla tam­te­go okre­su. Ze szkol­nym na­uczy­cie­lem jako gło­wą ro­dzi­ny mę­ska do­mi­na­cja, uwa­ża­na za coś na­tu­ral­ne­go w nie­miec­kich do­mach, była szcze­gól­nie od­czu­wal­na, zwłasz­cza kie­dy chłop­cy uczęsz­cza­li do szko­ły swo­je­go ojca w Land­shut, mia­stecz­ku, do któ­re­go Him­m­le­ro­wie prze­pro­wa­dzi­li się w 1913 roku po tym, jak pro­fe­sor zo­stał tam jed­nym z dwóch dy­rek­to­rów miej­sco­wej pla­ców­ki szkol­nej.

Landshut: miasto, w którym Himmler spędził większość lat młodzieńczych

Kamienica przy Amalienstrasse w Monachium, w której rodzina Himmlerów mieszkała w latach 1904-1913

Land­shut to uro­kli­wa miej­sco­wość, po­ło­żo­na oko­ło 80 ki­lo­me­trów na pół­noc­ny wschód od Mo­na­chium, przez któ­rą prze­pły­wa­ją wody Iza­ry. Tam­tej­szy za­mek i dość bo­ga­ta hi­sto­ria tego mia­sta skło­ni­ły mło­de­go He­in­ri­cha do co­raz więk­sze­go za­in­te­re­so­wa­nia na­ro­do­wy­mi tra­dy­cja­mi, a ob­ra­zy z wi­ze­run­ka­mi przod­ków i inne pa­miąt­ki zbie­ra­ne przez ojca do­wo­dzi­ły związ­ków ro­dzi­ny z prze­szło­ścią Nie­miec. Pro­fe­sor Him­m­ler ro­bił, co mógł, by roz­bu­dzić w sy­nach po­waż­ne za­in­te­re­so­wa­nia i zdy­scy­pli­no­wa­nie; zna­lazł gor­li­we­go i wy­trwa­łe­go ucznia w He­in­ri­chu, któ­ry na swój sztyw­ny spo­sób za­wsze był od­da­ny oboj­gu swo­ich ro­dzi­ców i przez całe ży­cie utrzy­my­wał z nimi bli­skie kon­tak­ty.

Pierw­sza za­cho­wa­na no­tat­ka, po­zo­sta­wio­na przez He­in­ri­cha, to frag­ment dzien­ni­ka, któ­ry pro­wa­dził w 1910 roku w Mo­na­chium. Oto ty­po­wy wpis z 22 lip­ca: "Wzią­łem ką­piel. Trzy­na­sta rocz­ni­ca ślu­bu mych dro­gich ro­dzi­ców". W dia­riu­szu po pro­stu za­pi­sy­wał drob­ne ży­cio­we zda­rze­nia, od ką­pie­li po spa­ce­ry, i za­wsze sta­rał się oka­zy­wać sza­cu­nek star­szym, ofi­cjal­nie ich ty­tu­łu­jąc. Już wte­dy za­cho­wy­wał się pru­de­ryj­nie[3].

Oca­la­łe za­pi­ski z wcze­sne­go dzien­ni­ka Him­m­le­ra sta­ją się z upły­wem cza­su, w póź­niej­szych la­tach jego mło­do­ści, co­raz dłuż­sze i bar­dziej roz­bu­do­wa­ne, mó­wiąc wię­cej o jego prze­my­śle­niach i cha­rak­te­rze. Okres, któ­ry obej­mu­ją, to głów­nie pierw­szy rok I woj­ny świa­to­wej, gdy jako czter­na­sto­la­tek uczył się w szko­le Land­shut, oraz lata doj­rze­wa­nia i spę­dzo­ny w Mo­na­chium wcze­sny wiek mło­dzień­czy, od dzie­więt­na­ste­go do dwu­dzie­ste­go dru­gie­go roku ży­cia i nie­co póź­niej­szy, gdy miał dwa­dzie­ścia czte­ry lata. W su­mie dzien­nik ten był pro­wa­dzo­ny w cią­gu dzie­się­ciu waż­nych lat, w któ­rych kształ­to­wa­ła się jego oso­bo­wość, jed­nak wpi­sy w nim są nie­sys­te­ma­tycz­ne, a za­cho­wa­ne ze­szy­ty tyl­ko z rzad­ka za­wie­ra­ją nie­co bar­dziej szcze­gó­ło­we opi­sy z kil­ku­mie­sięcz­nych okre­sów. Mimo wszyst­ko są nad­zwy­czaj in­te­re­su­ją­ce, gdyż mó­wią dużo o ich au­to­rze.

Himmler jako gimnazjalista, drugi od prawej w pierwszym rzędzie

Mimo że woj­na, jak się wy­da­je, po­cząt­ko­wo wy­wie­ra­ła bar­dzo nie­wiel­ki wpływ na ży­cie w Land­shut - za­pi­ski Him­m­le­ra z owe­go cza­su do­ty­czą spo­koj­nych prze­cha­dzek i wi­zyt w ko­ście­le, po­rząd­ko­wa­nia ko­lek­cji znacz­ków i od­ra­bia­nia prac do­mo­wych - to ewi­dent­ne jest, że wo­jen­ne wie­ści eks­cy­to­wa­ły go na tyle, iż opi­sy nie­któ­rych wy­da­rzeń prze­pi­sy­wał z ga­zet do dzien­ni­ka. Nie­kie­dy, bar­dzo rzad­ko, po­słu­gi­wał się uczniow­ski­mi wy­ra­że­nia­mi. 23 wrześ­nia za­no­to­wał, że ksią­żę Hen­ryk na­pi­sał do jego ojca i że ksią­żę ów zo­stał ran­ny. Ale po­cząt­ko­we nie­miec­kie zwy­cię­stwa roz­bu­dzi­ły w nim wo­jen­ny za­pał, a 28 wrze­śnia mło­dy Him­m­ler za­pi­sał, że on i je­den z jego szkol­nych ko­le­gów by­li­by szczę­śli­wi, gdy­by mo­gli wy­ru­szyć i wy­tłuc An­gli­ków oraz Fran­cu­zów. Głów­nie jed­nak wiódł nor­mal­ne uczniow­skie ży­cie - cho­dził na mszę, wraz z brać­mi od­wie­dzał przy­ja­ciół ("her­bat­ka z pa­nią pre­zy­den­to­wą, któ­ra była bar­dzo miła"), uczest­ni­czył w grach i ćwi­czył grę na pia­ni­nie, do cze­go nie prze­ja­wiał zbyt­nich uzdol­nień. Wy­le­wał żale z po­wo­du zrzę­dli­wych i bo­jaź­li­wych lu­dzi z Land­shut, któ­rzy nie­chęt­nie od­no­si­li się do woj­ny - "te wszyst­kie sta­ru­chy i drob­no­miesz­cza­nie w Land­shut [...] roz­pusz­cza­ją idio­tycz­ne po­gło­ski o tym, że bo­imy się Ko­za­ków, któ­rzy, jak im się zda­je, po­wy­ry­wa­ją im ręce i nogi". 29 wrze­śnia za­no­to­wał, że jego mat­ka i oj­ciec uda­li się na dwo­rzec ko­le­jo­wy, aby po­ma­gać w wy­da­wa­niu po­sił­ków i na­po­jów trans­por­tom ran­nych żoł­nie­rzy. "Na ca­łej sta­cji było tłocz­no od cie­kaw­skich miesz­kań­ców Land­shut, któ­rzy za­cho­wy­wa­li się bar­dzo agre­syw­nie i na­wet wsz­czę­li bój­kę, kie­dy po­da­wa­no chleb i wodę ran­nym Fran­cu­zom, choć ci mają się go­rzej od na­szych chło­pa­ków, bo są jeń­ca­mi. Prze­szli­śmy się po mie­ście i strasz­nie się wy­nu­dzi­li­śmy". 2 paź­dzier­ni­ka wzbu­dzi­ły w nim en­tu­zjazm in­for­ma­cje o ro­sną­cej licz­bie jeń­ców ro­syj­skich. "Co­raz ich wię­cej, jak szczu­rów", za­pi­sał. "A co się ty­czy miesz­kań­ców Land­shut, to ci są głu­pi i tchórz­li­wi, jak zwy­kle. [...] Kie­dy tyl­ko mowa o od­wro­cie na­szych wojsk, mo­czą się w ga­cie", do­pi­sał, si­ląc się na wul­gar­ność, a w ko­lej­ną nie­dzie­lę, po ko­ście­le, za­no­to­wał: "Te­raz co­dzien­nie ćwi­czę z cię­żar­ka­mi, żeby na­brać siły". 11 paź­dzier­ni­ka, kil­ka dni po swo­ich czter­na­stych uro­dzi­nach, na­po­mknął o ćwi­cze­niach woj­sko­wych w oko­li­cy i o tym, jak bar­dzo chciał­by wziąć w nich udział.

Z za­pi­sów w dzien­ni­ku z tego wcze­śniej­sze­go okre­su już wy­ni­ka, że po­mi­mo czę­stych spa­ce­rów, pły­wa­nia i in­nych ćwi­czeń fi­zycz­nych Him­mler sta­le na­rze­kał na sil­ne prze­zię­bie­nia, go­rącz­kę i do­le­gli­wo­ści żo­łąd­ko­we. W szko­le był naj­wy­raź­niej pil­nym, choć nie­wy­róż­nia­ją­cym się uczniem; wspo­mi­nał czę­sto, mię­dzy in­ny­mi, o lek­cjach hi­sto­rii, ma­te­ma­ty­ki, ła­ci­ny i gre­ki oraz o za­da­wa­nych pra­cach do­mo­wych. Ćwi­czył wy­trwa­le grę na pia­ni­nie, ale w od­róż­nie­niu od star­sze­go bra­ta nie miał za grosz ta­len­tu mu­zycz­ne­go; jed­nak­że do­pie­ro po la­tach po­pro­sił ro­dzi­ców, żeby po­zwo­li­li mu za­nie­chać tego bez­na­dziej­ne­go za­ję­cia. Szko­lił się rów­nież w ste­no­ty­pii, a po­czy­na­jąc od 1915 roku za­czął się nią po­słu­gi­wać we wpi­sach w dia­riu­szu. Jed­nak po wrze­śniu 1915 roku naj­wy­raź­niej za­rzu­cił pro­wa­dze­nie dzien­ni­ka aż do cza­su już po woj­nie: w sierp­niu 1919 roku znów pod­jął pi­sa­nie.

Moż­na są­dzić, że w la­tach szkol­nych Him­m­ler chciał do­ro­snąć i wstą­pić do woj­ska. Jego star­szy brat skoń­czył sie­dem­na­ście lat 29 lip­ca 1915 roku, a He­in­rich za­no­to­wał, że tego sa­me­go dnia Ge­bhard ju­nior "przy­stą­pił do Land­stur­mu", czy­li te­ry­to­rial­nej ar­mii re­zer­wo­wej. "Och, jak bym pra­gnął mieć tyle lat, co on - pi­sał He­in­rich - i móc wy­ru­szyć na front".

Mu­siał cze­kać do 1917 roku, za­nim mógł się ochot­ni­czo za­cią­gnąć do woj­ska. Za­cho­wa­ny szkic li­stu jego ojca z 7 lip­ca po­ka­zu­je, jak Ge­bhard se­nior wy­ko­rzy­stał swo­ją zna­jo­mość z ba­war­ską ro­dzi­ną kró­lew­ską, żeby się o to wy­sta­rać: choć jego syna moż­na było uwa­żać za przy­szłe­go pod­cho­rą­że­go, to za­ra­zem po­wi­nien on kon­ty­nu­ować na­ukę do cza­su ma­try­ku­la­cji, za­nim zo­stał­by po­wo­ła­ny do woj­ska. Prze­trwał tak­że wy­peł­nio­ny for­mu­larz apli­ka­cyj­ny, opa­trzo­ny datą 26 czerw­ca; było to po­da­nie o przy­ję­cie He­in­ri­cha na szko­le­nie dla kan­dy­da­tów na ofi­ce­rów woj­sko­wych.

W isto­cie Him­m­ler for­mal­nie za­pi­sał się na uczel­nię do­pie­ro 18 paź­dzier­ni­ka 1919 roku, na dwa dni przed tym, jak roz­po­czął stu­dia na wy­dzia­le rol­ni­czym Wyż­szej Szko­ły Tech­nicz­nej na Uni­wer­sy­te­cie Mo­na­chij­skim. Już wcześ­niej, w 1917 roku, otrzy­mał po­wo­ła­nie do woj­ska; słu­żył w 11. Ba­war­skim Puł­ku Pie­cho­ty i prze­szedł szko­le­nie w Ra­ty­zbo­nie, ro­dzin­nym mie­ście swo­jej mat­ki. Dużo póź­niej Him­m­ler miał za­pew­niać, że pro­wa­dził żoł­nie­rzy do wal­ki w la­tach I woj­ny świa­to­wej[4], ale to się nie zga­dza z oca­la­łym for­mu­la­rzem w do­ku­men­ta­cji woj­sko­wej, wy­peł­nio­nym jego cha­rak­te­rem pi­sma; for­mu­larz ten jest opa­trzo­ny datą 18 czerw­ca 1919 roku i wy­ni­ka z nie­go ja­sno, że Him­m­ler zo­stał zwol­nio­ny z woj­ska 18 grud­nia 1918 roku, bez wy­da­nia mu od­po­wied­nich za­świad­czeń ukoń­cze­nia kur­su dla pod­cho­rą­żych we Fre­ising la­tem 1918 roku oraz in­ne­go, na któ­rym uczo­no ob­słu­gi ka­ra­bi­nów ma­szy­no­wych, w Bay­reuth we wrze­śniu. A po­trze­bo­wał tych do­ku­men­tów, jak utrzy­my­wał, po­nie­waż po od­by­ciu służ­by w lo­kal­nym Frei­korp­sie w Land­shut za­mie­rzał wstą­pić do Re­ich­sweh­ry.

A więc Him­m­ler nie mógł zo­stać ofi­ce­rem w cza­sie służ­by na fron­cie za­chod­nim, jed­nak sta­rał się kon­ty­nu­ować mi­li­tar­ną ka­rie­rę po za­koń­cze­niu I woj­ny świa­to­wej w 1918 roku. Oczy­wi­ste jest, że mimo jego sła­be­go zdro­wia wo­jacz­ka go po­cią­ga­ła, tym­cza­sem jed­nak w pierw­szych trud­nych la­tach po­wo­jen­nych - w Ba­wa­rii wła­dza zo­sta­ła prze­ję­ta na krót­ko w 1919 roku przez ko­mu­ni­stów, a nie­ba­wem za­pa­no­wa­ła w Niem­czech in­fla­cja - mu­siał zna­leźć za­trud­nie­nie w cy­wi­lu. Wte­dy wła­śnie po­sta­no­wił pod­jąć stu­dia rol­ni­cze. Zaim za­brał się zno­wu do bar­dziej sys­te­ma­tycz­ne­go pro­wa­dze­nia dzien­ni­ka w sierp­niu 1919 roku, już pra­co­wał w go­spo­dar­stwie rol­nym koło In­glo­stadt, nie­du­że­go mia­sta nad Du­na­jem, do któ­re­go jego ro­dzi­na prze­pro­wa­dzi­ła się we wrze­śniu, gdy pro­fe­sor Him­m­ler ob­jął tam po­sa­dę dy­rek­to­ra szko­ły.

Pra­ca He­in­ri­cha Him­m­le­ra w roli rol­ni­ka prak­ty­kan­ta nie po­trwa­ła dłu­go; 4 wrze­śnia na­gle za­cho­ro­wał. W szpi­ta­lu w In­glo­stadt wy­kry­to u nie­go dur rze­ko­my. Kie­dy wy­zdro­wiał, do­wie­dział się, że przez co naj­mniej rok nie wol­no mu wró­cić na far­mę, gdzie się za­ra­ził, więc 18 paź­dzier­ni­ka zo­stał przy­ję­ty na stu­dia rol­ni­cze na Uni­wer­sy­te­cie Mo­na­chij­skim. Po­nad­to z jego dzien­ni­ka nie­zbi­cie wy­ni­ka, że chwi­lo­wo mu­siał po­rzu­cić swo­je na­dzie­je pod­ję­cia służ­by woj­sko­wej jako re­zer­wi­sta w re­gu­lar­nej ar­mii lą­do­wej czy też we Fre­ikorp­sach. Uda­ło mu się jed­nak wstą­pić do stu­denc­kie­go brac­twa szer­mier­cze­go.

Him­m­ler stu­dio­wał w Mo­na­chium do sierp­nia 1922 roku, kie­dy w wie­ku dwu­dzie­stu je­den lat uzy­skał dy­plom ukoń­cze­nia uczel­ni. Oca­la­łe za­pi­ski z jego dzien­ni­ka z tego trzy­let­nie­go okre­su (1919-1922) wska­zu­ją, że bar­dzo się sta­rał wieść ży­wot ty­po­we­go stu­den­ta, nie­ustan­nie szu­ka­jąc part­ne­rów do upra­wia­nia szer­mier­ki, do­pó­ki nie zra­nio­no go lek­ko w twarz, i gor­li­wie za­wie­ra­jąc zna­jo­mo­ści, dzię­ki któ­rym mógł uczest­ni­czyć w in­te­lek­tu­al­nych dys­ku­sjach. Za­le­ża­ło mu też na roz­ryw­ce, a w mło­dzień­czym za­pa­le od­no­sze­nia suk­ce­sów na polu to­wa­rzy­skim uczył się na­wet tań­czyć. Ale lek­cje tań­ca były dla nie­go uciąż­li­we: "Będę rad, jak już się na­uczę [tań­czyć]", za­pi­sał 25 li­sto­pa­da. "Ten kurs tań­ca wca­le mnie nie wcią­ga i tyl­ko za­bie­ra mi czas".

Miesz­kał w po­ko­jach bez wik­tu, a po­sił­ki ja­dał w domu nie­ja­kiej Frau Lo­ritz, któ­ra mia­ła dwie cór­ki, Maję i Käthe. Choć na so­bo­ty i nie­dzie­le czę­sto wy­jeż­dżał do ro­dzi­ny i po­zo­stał w bli­skich re­la­cjach ze swo­im bra­tem Ge­bhar­dem, to szyb­ko za­ko­chał się w Mai z Mo­na­chium. "Mam wiel­kie szczę­ście na­zy­wać tę wspa­nia­łą dziew­czy­nę swo­ją przy­ja­ciół­ką", na­pi­sał w paź­dzier­ni­ku i wspo­mi­nał o niej zno­wu w na­stęp­nym mie­sią­cu: "Dłu­go z nią roz­ma­wia­łem o re­li­gii. Opo­wia­da­ła mi dużo o swo­im ży­ciu. Są­dzę, że zna­la­złem w niej brat­nią du­szę". Nie­któ­re z jego za­pi­sków są enig­ma­tycz­ne: "Po­roz­ma­wia­li­śmy i po­śpie­wa­li­śmy tro­chę. Dużo roz­my­ślam o tym, co na­dej­dzie". Ale naj­wy­raź­niej ten nie­win­ny ro­mans wkrót­ce prze­obra­ził się w bez­na­mięt­ną przy­jaźń, choć w li­sto­pa­dzie Him­m­ler za­no­to­wał, że roz­ma­wiał "z Mają o sto­sun­kach mię­dzy męż­czy­zną a ko­bie­tą", a po dys­ku­sji o hip­no­zie stwier­dził, że wy­wie­ra na Maję znacz­ny wpływ.

Wy­da­je się, że był to dla nie­go nie­spo­koj­ny okres. Him­m­ler nie­cier­pli­wił się i ma­rzył o opusz­cze­niu w przy­szło­ści Nie­miec i pra­cy za gra­ni­cą. Choć czę­sto mu­siał pra­co­wać wie­czo­ra­mi, za­czął się uczyć ro­syj­skie­go na wy­pa­dek, gdy­by kie­dyś przy­szło mu się wy­brać na Wschód. Jego naj­bliż­szym przy­ja­cie­lem, poza bra­tem Ge­bhar­dem, był pe­wien mło­dzie­niec, Lu­dwig Za­hler, kom­pan z cza­sów w woj­sku, z któ­rym wiódł nie­koń­czą­ce się roz­mo­wy, lecz któ­re­go cha­rak­ter naj­wy­raź­niej go nie­po­ko­ił. "Lu­dwig spra­wia na mnie wra­że­nie co­raz bar­dziej nie­zro­zu­mia­łe­go", za­no­to­wał, a dwa dni póź­niej do­pi­sał: "Wy­zby­łem się wszel­kich wąt­pli­wo­ści do­ty­czą­cych jego cha­rak­te­ru. Żal mi go".

Ale z jego dzien­ni­ka wy­ni­ka, że wąt­pił też w sie­bie. "By­łem bar­dzo po­bu­dzo­ny i zgnę­bio­ny", za­pi­sał w li­sto­pa­dzie, po jed­nym z wie­czo­rów z Mają. "My­ślę, że cze­ka­ją nas trud­ne cza­sy. Chciał­bym zno­wu przy­wdziać mun­dur". Nie­speł­na ty­dzień póź­niej wy­znał na kar­tach dia­riu­sza: "Nie je­stem do koń­ca pe­wien, po co się tru­dzę, przy­naj­mniej na ra­zie. Pra­cu­ję, bo taka moja po­win­ność. Pra­cu­ję, po­nie­waż daje mi to spo­kój umy­słu [...] i po­ma­ga prze­zwy­cię­żać nie­zde­cy­do­wa­nie".

Him­m­ler miał za­le­d­wie dzie­więt­na­ście lat, gdy w wol­nych chwi­lach ro­bił ta­kie za­pi­ski w dzien­ni­ku. Jed­nak już wte­dy zdra­dzał pew­ne ce­chy cha­rak­te­ro­lo­gicz­ne, któ­ry­mi miał się wy­ka­zy­wać przez całe póź­niej­sze ży­cie. Mimo że lu­bił spo­tka­nia w wą­skim gro­nie zna­jo­mych, in­stynk­tow­nie uni­kał wszel­kich mię­dzy­ludz­kich kon­tak­tów, któ­re wy­ma­ga­ły­by więk­sze­go za­an­ga­żo­wa­nia emo­cjo­nal­ne­go. Siłą, któ­ra nim po­wo­do­wa­ła, było to, co uzna­wał za swój obo­wią­zek, przez co wy­trwa­le stu­dio­wał i po­mi­mo swo­je­go cher­lac­twa pró­bo­wał się wy­ka­zać w róż­nych for­mach ak­tyw­no­ści fi­zycz­nej, ta­kich jak pły­wa­nie, nar­ciar­stwo i przede wszyst­kim szer­mier­ka. Jego kon­wen­cjo­na­lizm stał się sam w so­bie ro­dza­jem pa­sji; Him­m­ler był gor­li­wy w wy­ra­cho­wa­ny spo­sób i szu­kał to­wa­rzy­stwa dziew­cząt tyl­ko pod wa­run­kiem, że na­mięt­ność "nie za­kłó­ci" wza­jem­ne­go związ­ku. Na­dal uczęsz­czał na msze, a w wol­nym cza­sie wraz z Ge­bhar­dem i Lu­dwi­giem ćwi­czył się w strze­la­niu, z my­ślą o przy­szło­ści, gdy­by miał po­now­nie "za­ło­żyć mun­dur". W kwe­stiach po­li­ty­ki był za­twar­dzia­łym na­ro­dow­cem, po­waż­nie za­nie­po­ko­jo­nym wy­da­rze­nia­mi na Wscho­dzie.

W jego dzien­ni­kach są znacz­ne luki: mię­dzy lu­tym 1920 roku a li­sto­pa­dem 1921 roku i zno­wu od czerw­ca 1922 roku do lu­te­go 1924 roku. Koń­co­wy etap jego stu­denc­kie­go ży­cia nie róż­nił się zbyt­nio od wcze­śniej­szych, uroz­ma­ico­ny krót­ki­mi ćwi­cze­nia­mi woj­sko­wy­mi, w któ­rych brał udział jako re­zer­wi­sta, i biu­ro­wy­mi obo­wiąz­ka­mi w or­ga­ni­za­cji, zna­nej jako Al­l­ge­me­iner Stu­den­ten Aus­schuss. Jego pla­ny do­ty­czą­ce upra­wy roli na zie­miach wschod­nich zmie­ni­ły się jed­nak; uznał w tym cza­sie, że le­piej się udać do Tur­cji, i po­je­chał do Gmund, gdzie póź­niej miał let­ni dom nad je­zio­rem Te­gern, by tam spo­tkać się z pew­nym czło­wie­kiem, któ­ry wie­dział coś o per­spek­ty­wach po­by­tu w pań­stwie tu­rec­kim. Jed­nak­że Him­m­le­rem na­dal tar­ga­ły wąt­pli­wo­ści do­ty­czą­ce wła­sne­go cha­rak­te­ru. W li­sto­pa­dzie 1921 roku, jako dwu­dzie­sto­dwu­la­tek na­pi­sał: "Wciąż brak mi w znacz­nym stop­niu tej na­tu­ral­nej pew­no­ści sie­bie w za­cho­wa­niu [die vor­ne­he­me Si­cher­he­it des Be­neh­mens], któ­rą bar­dzo chciał­bym się od­zna­czać".

Jego kon­tak­ty z dziew­czę­ta­mi na­dal były pla­to­nicz­ne. Wspo­mniał o po­zna­niu w po­cią­gu pew­nej pan­ny z Ham­bur­ga i za­no­to­wał w dzien­ni­ku, że była ona "prze­mi­ła i oczy­wi­ście nie­win­na oraz wiel­ce za­in­te­re­so­wa­na Ba­wa­rią i kró­lem Lu­dwi­kiem II". Jego druh Lu­dwig, któ­ry pra­co­wał w ban­ku, wy­ja­wił mu, iż Käthe (sio­stra Mai) są­dzi, że on, Him­m­ler, po­gar­dza ko­bie­ta­mi, a Him­m­ler od­po­wie­dział, że to praw­da. I do­pi­sał:

Praw­dzi­wy męż­czy­zna musi wiel­bić ko­bie­tę na trzy spo­so­by: po pierw­sze, jako dro­gie ser­cu dziec­ko, któ­re trze­ba kar­cić, może na­wet ka­rać, gdy jest nie­mą­dre, choć na­le­ży go rów­nież strzec i do­pil­no­wać, po­nie­waż jest wą­tłe; po dru­gie, ma ją ko­chać jako żonę i wier­ną to­wa­rzysz­kę, któ­ra wspo­ma­ga go w wal­ce z ży­cio­wy­mi trud­no­ścia­mi, za­wsze u jego boku, lecz ni­g­dy nie ga­sząc du­cha. Po trze­cie, wi­nien ją ko­chać jako żonę, któ­rej sto­py pra­gnie ca­ło­wać, a któ­ra daje mu siłę, co ni­g­dy nie słab­nie, na­wet pod­czas naj­gor­szej kłót­ni, siłę da­wa­ną mu przez nią za spra­wą jej dzie­cię­cej czy­sto­ści.

Cho­ciaż Him­m­ler wspo­mi­nał w dia­riu­szu o wie­lu dziew­czę­tach, to pi­sał o nich z co­raz więk­szą pru­de­rią i dy­stan­sem. Na­dal cho­dził do ko­ścio­ła i wdał się na kar­tach dzien­ni­ka w roz­wa­ża­nia po po­sił­ku zje­dzo­nym w re­stau­ra­cji na te­mat tego, jak uro­da kel­ner­ki nie­uchron­nie do­pro­wa­dzi ją do mo­ral­ne­go upad­ku, a gdy­by sam mógł, pra­gnął­by dać jej pie­nią­dze, żeby nie ze­szła na ma­now­ce. Na­po­mknął o chło­dzie, a na­wet o ze­rwa­niu kon­tak­tów to­wa­rzy­skich z Frau Lo­ritz i Käthe, nie chcąc trwo­nić swo­je­go cen­ne­go cza­su z po­wo­du "nie­wie­ściej próż­no­ści" tej ostat­niej. W maju 1922 roku za­pi­sał w dzien­ni­ku, jaki wstrząs wy­wo­łał w nim wi­dok trzy­let­niej dziew­czyn­ki, któ­rej ro­dzi­ce po­zwa­la­li na "ska­ka­nie na go­la­sa" przed jego za­wsty­dzo­ny­mi ocza­mi. "W tym wie­ku - uznał - po­win­na już wie­dzieć, co to po­czu­cie przy­zwo­ito­ści".

Wspo­mnie­nia nie­któ­rych jego ko­le­gów ze stu­diów uzu­peł­nia­ją za­war­ty w dzien­ni­kach Him­m­le­ra jego mło­dzień­czy au­to­por­tret[5]. Za­pa­mię­ta­no go jako pil­ne­go w na­uce i skrę­po­wa­ne­go w kon­tak­tach to­wa­rzy­skich. No­sił bi­no­kle bez opra­wek na­wet pod­czas fech­tun­ku, re­cy­to­wał, dość nie­udol­nie, ba­war­ską po­ezję lu­do­wą, uni­kał za­da­wa­nia się z dziew­czę­ta­mi poza tymi, któ­re ocze­ki­wa­ły grzecz­ne­go i ofi­cjal­ne­go trak­to­wa­nia, i ni­g­dy, w od­róż­nie­niu od in­nych stu­den­tów, nie szu­kał mi­ło­ści tam, gdzie moż­na ją było zna­leźć. Oznaj­mił swo­je­mu bra­tu Ge­bhar­do­wi, że nie­za­leż­nie od wszel­kich po­kus zde­cy­do­wał się żyć cno­tli­wie aż do chwi­li za­war­cia mał­żeń­stwa. Przy tym jed­nak nie krył się z am­bi­cja­mi, wy­su­wa­jąc swo­ją kan­dy­da­tu­rę na róż­ne funk­cje w stu­denc­kich or­ga­ni­za­cjach, lecz pod­czas gło­so­wa­nia naj­czę­ściej zdo­by­wał ża­ło­śnie mało gło­sów. Stu­denc­kim sto­wa­rzy­sze­niem, w któ­rym naj­bar­dziej chciał za­bły­snąć, był klub Apol­lo, o cha­rak­te­rze bar­dziej kul­tu­ral­nym ani­że­li spor­to­wym czy też ta­kim, do któ­re­go przy­na­leż­ność wią­za­ła się przede wszyst­kim z pi­ciem piwa. Do klu­bu Apol­lo na­le­że­li głów­nie byli żoł­nie­rze i ab­sol­wen­ci, a w owym cza­sie na cze­le tej or­ga­ni­za­cji stał Żyd, dr Abra­ham Ofner. Choć Him­m­ler, jako młod­szy sta­żem czło­nek klu­bu, od­no­sił się z wy­szu­ka­ną grzecz­no­ścią do Ofne­ra i in­nych ży­dow­skich klu­bo­wi­czów, to już pre­zen­to­wał sil­nie an­ty­se­mic­kie na­sta­wie­nie i brał udział w za­ja­dłych spo­rach, czy nie wy­klu­czyć Ży­dów z tego sto­wa­rzy­sze­nia. Je­śli cho­dzi o po­glą­dy po­li­tycz­ne, za­pa­mię­ta­no Him­m­le­ra jako nie­prze­jed­na­ne­go pra­wi­cow­ca, na­tu­ral­ne­go, choć nie­ko­niecz­nie szcze­gól­ne­go przy­dat­ne­go kan­dy­da­ta do Fre­ikorp­sów, for­mo­wa­nych w celu prze­ciw­sta­wie­nia się prze­ni­ka­niu ko­mu­ni­stów do po­wo­jen­nej ba­war­skiej ad­mi­ni­stra­cji. Z tego wszyst­kie­go wy­ła­nia się ob­raz pro­za­icz­ne­go i ba­nal­ne­go czło­wiecz­ka skry­wa­ją­ce­go nie­śmia­łość pod ma­ską pew­nej aro­gan­cji. Ukry­wał lęk przed od­czu­wa­ną nie­zdol­no­ścią do pro­wa­dze­nia barw­ne­go, stu­denc­kie­go ży­cia, wy­ka­zu­jąc się prze­sad­ną pil­no­ścią i su­mien­no­ścią i da­jąc ja­sno do zro­zu­mie­nia, że za­mie­rza w tych nie­spo­koj­nych cza­sach uczest­ni­czyć w dzia­łal­no­ści róż­nych pra­wi­co­wych, mi­li­ta­ry­stycz­nych ugru­po­wań. Jego na­wy­ko­wa skru­pu­lat­ność zda­wa­ła się gra­ni­czyć z ma­nią, gdyż za­wsze za­pi­sy­wał, kie­dy się ogo­lił, ostrzygł wło­sy, a na­wet wziął ką­piel. Wszyst­kie te co­dzien­ne spra­wy uwa­żał za rów­nie waż­ne, jak po­je­dyn­ko­wa­nie się i udział w ćwi­cze­niach woj­sko­wych oraz po­waż­ne roz­wa­ża­nia o re­li­gii, sek­sie i po­li­ty­ce. W swo­ich za­pi­skach po­rów­ny­wał uro­dę swo­ich part­ne­rek w tań­cu z tą samą bez­na­mięt­ną me­to­dycz­no­ścią, z jaką wspo­mi­nał o strzy­że­niu wło­sów czy zgo­le­niu bro­dy:

Tań­ce. Było dość miło. Moją part­ner­ką była Frau­le­in [pan­na] von Bück, miłe dziew­czę, wy­ra­ża­ją­ce bar­dzo roz­sąd­ne opi­nie, bar­dzo pa­trio­tycz­ne i cał­kiem głę­bo­kie, wca­le nie sa­want­ka. [...] Dziew­czę­ta były na ogół do­syć uro­dzi­we, nie­któ­re nie­omal pięk­ne. [...] Roz­ma­wia­łem z Ma­rie­le R. przez pe­wien czas. [...] Od­pro­wa­dzi­łem Frau­le­in von Bück do domu. Nie wzię­ła mnie za rękę, co w pew­nym sen­sie spodo­ba­ło mi się. [...] Tro­chę ćwi­czeń, a po­tem po­ło­ży­łem się do snu.

Him­m­ler w swo­im dzien­ni­ku su­ro­wo kry­ty­ko­wał sie­bie. Wte­dy, jak mu się zda­wa­ło, był da­le­ki od skrom­nych ide­ałów, któ­re mu przy­świe­ca­ły. Uża­lał się, że za dużo mówi, że jest zbyt ser­decz­ny, że bra­ku­je mu sa­mo­kon­tro­li i "dżen­tel­meń­skiej pew­no­ści ma­nier". Lu­bił po­ma­gać in­nym, od­wie­dzać cho­rych oraz, spo­ra­dycz­nie, wspo­ma­gać i po­cie­szać sta­rych lu­dzi, gdy wy­jeż­dżał do domu, żeby zło­żyć wi­zy­tę ro­dzi­nie: "Mają mnie za we­so­łe­go, za­baw­ne­go chło­pa­ka, któ­ry o wszyst­ko się za­trosz­czy - "He­ini się tym zaj­mie"", za­pi­sał w stycz­niu 1922 roku. Oczy­wi­ste, że po­dob­nie jak wie­lu in­nych szu­kał uzna­nia i ak­cep­ta­cji w krę­gu to­wa­rzy­stwa i ro­dzi­ny, an­ga­żu­jąc się jak mógł w spra­wy bliź­nich. Za­ra­zem trud­no mu od­mó­wić pew­nej ser­decz­no­ści. Ale przede wszyst­kim za­le­ża­ło mu na po­pu­lar­no­ści i ak­cep­ta­cji w gro­nie stu­den­tów, choć jego sztyw­ne obej­ście i fi­zycz­na sła­bo­wi­tość, przez któ­rą nie mógł pić piwa, gdyż na­ba­wiał się wte­dy kło­po­tów żo­łąd­ko­wych, po­wo­do­wa­ła, że jego ko­le­dzy ze stu­diów pa­trzy­li na nie­go z góry i na­igry­wa­li się z jego prze­sad­nej pil­no­ści.

Do ko­ścio­ła cha­dzał re­gu­lar­nie co naj­mniej do 1924 roku, lecz w jego dzien­ni­kach już dużo wcze­śniej za­czę­ły się po­ja­wiać ozna­ki wąt­pli­wo­ści co do kwe­stii re­li­gij­nych. "Uwa­żam, że zna­la­złem się w kon­flik­cie ze swo­ją re­li­gią - pi­sał w grud­niu 1919 roku - ale co­kol­wiek się wy­da­rzy, za­wsze będę wiel­bił Boga i mo­dlił się do Nie­go, po­zo­sta­nę wier­ny Ko­ścio­ło­wi ka­to­lic­kie­mu i będę go bro­nił, na­wet gdy­bym zo­stał z nie­go usu­nię­ty". W lu­tym 1924 roku jesz­cze uczęsz­czał na na­bo­żeń­stwa, jed­nak tak­że na­po­mknął o dys­ku­sjach o "wie­rze w Boga, re­li­gii, wąt­pli­wo­ściach (do­ty­czą­cych nie­po­ka­la­ne­go po­czę­cia itd.), spo­wie­dzi, po­glą­dów na po­je­dyn­ko­wa­nie się, po­kre­wień­stwo, sto­sun­ki płcio­we, spra­wy mię­dzy męż­czy­zną a ko­bie­tą". Te­mat sek­su zaj­mo­wał go jesz­cze bar­dziej niż re­li­gia, nie­wąt­pli­wie z po­wo­du jego prze­ko­na­nia o tym, że na­le­ży się wy­strze­gać sto­sun­ków płcio­wych do cza­su mał­żeń­stwa. Praw­do­po­dob­nie Him­m­ler po­zo­stał w sta­nie dzie­wi­czym przy­naj­mniej do dwu­dzie­ste­go szó­ste­go roku ży­cia i z pew­no­ścią od­czu­wał nie­do­syt z po­wo­du nie­za­spo­ko­jo­ne­go po­żą­da­nia płcio­we­go. Po jed­nej z licz­nych roz­mów o sek­sie, pro­wa­dzo­nych ze swo­im przy­ja­cie­lem Lu­dwi­giem, ka­sje­rem ban­ko­wym, za­pi­sał w lu­tym 1922 roku:

Dys­ku­to­wa­li­śmy o tym, ja­kie to nie­bez­piecz­ne spra­wy. Prze­ko­na­łem się już, jak to jest le­żeć bli­sko w pa­rze, cia­ło przy cie­le, w pod­nie­ce­niu [...]; kie­dy ko­goś opa­no­wu­je na­mięt­ność, musi z całą mocą od­wo­łać się do roz­sąd­ku. Dziew­czę­ta są w ta­kich sy­tu­acjach tak oszo­ło­mio­ne, że nie wie­dzą, co ro­bią. To roz­pa­lo­ne, nie­świa­do­me pra­gnie­nie ca­łej oso­bo­wo­ści do za­spo­ko­je­nia na­praw­dę po­tęż­ne­go po­pę­du na­tu­ral­ne­go. Z tej przy­czy­ny jest groź­ne rów­nież dla męż­czy­zny i dla­te­go tak waż­ne oka­zu­je się po­czu­cie od­po­wie­dzial­no­ści. Ktoś wy­zu­ty z sil­nej woli może zro­bić wszyst­ko z tymi dziew­czę­ta­mi, a rów­no­cze­śnie musi wal­czyć z sa­mym sobą.

Inny pro­blem Him­m­le­ra sta­no­wił brak pie­nię­dzy. Nie­mniej od­po­wia­da­ło mu to, że utrzy­ma­nie za­pew­nia­ła mu ro­dzi­na, choć na­uczył się skrom­ne­go by­to­wa­nia z dat­ków od ojca, bar­dzo za­po­bie­gli­wie wy­da­jąc skrom­ne pie­nią­dze na ubra­nia i je­dze­nie. Za­cho­wa­ły się jego li­sty do ro­dzi­ców, a ich treść do­wo­dzi, że za­pi­sy­wał każ­dy dro­biazg, któ­ry na­pra­wił lub za­osz­czę­dził, oraz nie­wiel­kie po­trze­by wy­ma­ga­ją­ce do­dat­ko­wych wy­dat­ków. Z tre­ści jego li­stów do ro­dzi­ny nie­zmien­nie prze­bi­ja­ją for­mal­ny sza­cu­nek, tkli­wość i eg­zal­ta­cja:

"[Do­sta­łem] wasz pięk­ny list na uro­dzi­ny. [...] Mu­szę za­ce­ro­wać kra­wat na le­wej stro­nie [...] nie­ste­ty, je­stem zmu­szo­ny pro­sić was, dro­dzy ro­dzi­ce, o pie­nią­dze; zo­sta­ło mi tyl­ko dwa­dzie­ścia pięć z ostat­nich stu ma­rek, a mie­sięcz­ne opła­ty wy­no­szą trzy­dzie­ści. [...] Do pra­cy ni­g­dy nie za­kła­dam bia­łych ko­szul, więc moje ubra­nia na­dal są w bar­dzo do­brym sta­nie. [...] Ten kra­wat w grosz­ki, któ­ry do­sta­łem na Boże Na­ro­dze­nie, prze­tarł się w kil­ku miej­scach. [...] Ser­decz­ne ży­cze­nia i uca­ło­wa­nia.

Cha­rak­ter Him­m­le­ra prze­bi­ja we wszyst­kim, co na­pi­sał, a zna­mien­ny jest też fakt, że cy­to­wa­ne li­sty, po­dob­nie jak wie­le in­nych dro­bia­zgów z tam­te­go cza­su - ra­chun­ki, spi­sy, brud­no­pi­sy, wy­ko­rzy­sta­ne bi­le­ty i tak da­lej - prze­trwa­ło, za spra­wą jego skru­pu­lat­no­ści, za­wie­ru­chę wo­jen­ną w Niem­czech.

Naj­bar­dziej li­czy­ła się dla nie­go po­praw­ność. 5 li­sto­pa­da 1921 roku wziął udział, w po­ży­czo­nym gar­ni­tu­rze, w po­grze­bie Lu­dwi­ka III Ba­war­skie­go (Wit­tels­ba­cha). Kil­ka ty­go­dni póź­niej zło­żył ofi­cjal­ną wi­zy­tę wdo­wie po tym kró­lu, czy­li mat­ce swo­je­go ojca chrzest­ne­go. 18 stycz­nia 1922 roku uczest­ni­czył w uro­czy­sto­ści z udzia­łem na­cjo­na­li­stycz­nie zo­rien­to­wa­nych stu­den­tów, upa­mięt­nia­ją­cej po­wsta­nie Ce­sar­stwa Nie­miec­kie­go. Ty­dzień póź­niej, 26 stycz­nia, brał udział w spo­tka­niu klu­bu strze­lec­kie­go z Mo­na­chium z ka­pi­ta­nem Ern­stem Röh­mem, któ­ry, jak Him­m­ler za­no­to­wał w dzien­ni­ku, oka­zał się "bar­dzo przy­ja­ciel­ski. [...] Röhm za­pa­tru­je się pe­sy­mi­stycz­nie na bol­sze­wizm", do­pi­sał la­ko­nicz­nie.

W owym cza­sie Röhm na­dal był czyn­nym ofi­ce­rem w woj­sku. Star­szy o trzy­na­ście lat od Him­m­le­ra, już nie­ba­wem za­czął wy­wie­rać na nie­go prze­moż­ny wpływ i wcią­gał go stop­nio­wo w po­li­ty­kę. Ra­zem ze swo­im star­szym bra­tem Ge­bhar­dem, Him­m­ler miał wstą­pić do lo­kal­ne­go kor­pu­su na­ro­do­we­go, kie­ro­wa­ne­go przez Röh­ma i zna­ne­go jako Re­ich­skriegs­flag­ge - pa­ra­mi­li­tar­nej or­ga­ni­za­cji, któ­ra nie­co póź­niej, w li­sto­pa­dzie 1923 roku, czyn­nie po­par­ła Hi­tle­ra w cza­sie pu­czu mo­na­chij­skie­go.

Wcze­śniej, 5 sierp­nia 1922 roku, Him­m­ler uzy­skał dy­plom ukoń­cze­nia stu­diów. W uczel­nia­nym Ko­le­gium Tech­nicz­nym stu­dio­wał mię­dzy in­ny­mi che­mię i zdo­by­wał wie­dzę o na­wo­zach sztucz­nych oraz no­wych ga­tun­kach ro­ślin upraw­nych. Mu­siał pil­nie zna­leźć pra­cę i zo­stał za­trud­nio­ny jako la­bo­rant w pew­nej fir­mie w Schle­is­sen­he­im, spe­cja­li­zu­ją­cej się w opra­co­wy­wa­niu na­wo­zów. Schle­is­sen­he­im leży za­le­d­wie 80 ki­lo­me­trów na pół­noc od Mo­na­chium, wo­bec cze­go Him­m­ler nie stra­cił kon­tak­tu z mia­stem, w któ­rym Hi­tler roz­wi­jał wła­sną, szcze­gól­ną for­mę na­cjo­na­li­zmu, co już wów­czas za­owo­co­wa­ło utwo­rze­niem par­tii na­zi­stow­skej (NSDAP). Choć Him­m­ler mu­siał coś wie­dzieć o Hi­tle­rze i jego dzia­łal­no­ści po­li­tycz­nej w Mo­na­chium, pierw­sza wzmian­ka o przy­szłym Füh­re­rze w oca­la­łych dzien­ni­kach Him­m­le­ra po­cho­dzi do­pie­ro z lu­te­go 1924 roku, czy­li po­ja­wi­ła się kil­ka mie­się­cy po wspo­mnia­nym pu­czu. Him­m­ler, tak jak Go­eb­bels, po­cząt­ko­wo udzie­lał się w jed­nej z wie­lu ry­wa­li­zu­ją­cych grup na­cjo­na­li­stycz­nych, któ­re nie od razu zna­la­zły się w krę­gu co­raz więk­szych wpły­wów Hi­tle­ra.

Jed­nak­że już wte­dy na­si­lał się an­ty­se­mi­tyzm Him­m­le­ra, dość po­wszech­ny wśród pra­wi­co­wych ka­to­lic­kich na­ro­dow­ców z po­łu­dnia Nie­miec. Od 1922 ro­ku w dia­riu­szu Him­m­le­ra po­brzmie­wa­ją co­raz wy­raź­niej tony an­ty­ży­dow­skie, choć kie­dyś wy­ra­ził się nie­co cie­plej o pew­nej ży­dow­skiej tan­cer­ce z Au­strii, któ­rą po­znał w noc­nym klu­bie wraz ze zna­jo­mym o imie­niu Al­phons; ów zdo­łał go na­kło­nić do od­wie­dze­nia tak nie­zwy­kłe­go, jak na Him­m­le­ra, miej­sca. Him­m­ler za­no­to­wał: "nie było ni­cze­go ży­dow­skie­go w jej za­cho­wa­niu, przy­naj­mniej na ile mo­głem to oce­nić. Po­cząt­ko­wo zro­bi­łem kil­ka uwag na te­mat Ży­dów; w ża­den spo­sób nie po­dej­rze­wa­łem, że ona może być Ży­dów­ką". Uspra­wie­dli­wiał się z jej po­wo­du nie­wąt­pli­wie dla­te­go, że była pięk­na i wpra­wi­ła go w przy­jem­ne pod­eks­cy­to­wa­nie, przy­zna­jąc, że już nie jest "nie­win­na". Go­rzej od­niósł się do ko­le­gi ze stu­diów i wcze­śniej ze szkol­nej ławy, Żyda, któ­ry na­zy­wał się Wol­fgang Hal­l­gar­ten[6], na­zy­wa­jąc go ży­dow­skim chłop­cem (Ju­den­bub) i ży­dow­ską wszą (Ju­den­lau­ser) z po­wo­du le­wi­co­wo-pa­cy­fi­stycz­nych po­glą­dów tego ostat­nie­go. Od tego cza­su Him­m­ler oka­zjo­nal­nie po­ru­szał "kwe­stię ży­dow­ską" w swo­ich dzien­ni­kach.

Było to w lip­cu 1922 roku, na krót­ko przed tym, jak ukoń­czył uczel­nię i za­czął za­ra­biać na ży­cie. We­dle ofi­cjal­nych do­ku­men­tów nie zgło­sił for­mal­ne­go ak­ce­su do par­tii na­zi­stow­skiej aż do sierp­nia 1923 roku, czy­li na czte­ry mie­sią­ce przed nie­uda­nym pu­czem, w któ­rym ode­grał po­mniej­szą rolę jako cho­rą­ży kon­tyn­gen­tu Röh­ma, Re­ich­skriegs­flag­ge[7]. Bo­jów­ka­rze Röh­ma nie wzię­li udzia­łu w nie­sław­nym prze­mar­szu uli­ca­mi Mo­na­chium, pro­wa­dzo­nym przez Hi­tle­ra i Lu­den­dorf­fa; po­wie­rzo­no mu za to za­da­nie za­ję­cia gma­chu ba­war­skie­go Mi­ni­ster­stwa Woj­ny w cen­trum tego mia­sta. Za­cho­wa­ło się zdję­cie, na któ­rym wi­dać Him­m­le­ra, jak stoi obok Röh­ma, trzy­ma­jąc ce­sar­ski sztan­dar i wy­glą­da­jąc z otwar­ty­mi usta­mi zza kru­chej ba­ry­ka­dy z drew­na i dru­tu kol­cza­ste­go. Przy­był wte­dy spe­cjal­nie ze Schle­is­she­im, żeby wziąć udział w tym eks­cy­tu­ją­cym wy­da­rze­niu, a krach pu­czu spo­wo­do­wał, że utra­cił pra­cę, choć po­zo­stał na wol­no­ści.

Dwu­dnio­wy pucz mo­na­chij­ski to pierw­sza wspól­na ak­cja przy­szłych na­zi­stow­skich przy­wód­ców - Hi­tle­ra, Görin­ga, Röh­ma i Him­m­le­ra. Jed­nak o ile Him­m­ler trzy­mał się wte­dy z tyłu, dzier­żąc fla­gę, o tyle Göring, były as lot­nic­twa, ma­sze­ro­wał u boku Hi­tle­ra i Lu­den­dorf­fa, czy­li w dzień po tym, jak Hi­tler usi­ło­wał do­ko­nać za­ma­chu sta­nu w sali Bür­ger­bräu­kel­ler, wiel­kiej pi­wiar­ni w Mo­na­chium, gdzie prze­ma­wiał do czo­ło­wych ba­war­skich mi­ni­strów. Röhm, w tym cza­sie już bli­sko zwią­za­ny z ru­chem na­zi­stow­skim, zgo­dził się wy­ru­szyć ze swo­imi ludź­mi do sie­dzi­by Mi­ni­ster­stwa Woj­ny przy Schön­feld­stras­se, gdzie za­ba­ry­ka­do­wa­li się za za­sie­ka­mi z dru­tu kol­cza­ste­go i usta­wi­li ka­ra­bi­ny ma­szy­no­we. Była to je­dy­na uda­na ak­cja pu­czy­stów. Röhm i jego pod­ko­mend­ni za­ję­li wspo­mnia­ny gmach i po­zo­sta­li tam nocą z 8 na 9 li­sto­pa­da, pod­czas gdy Hi­tler wraz z in­ny­mi bo­jów­ka­rza­mi zmar­no­wa­li go­dzi­ny w ciem­no­ściach koło Bür­ger­bräu­kel­ler, za­nim zde­cy­do­wa­li się po­ma­sze­ro­wać na­za­jutrz ku cen­trum mia­sta i po­łą­czyć siły z Röh­mem, któ­ry jako je­dy­ny spo­śród przy­wód­ców tego pu­czu nie za­cho­wał się wte­dy jak ak­tor w sce­nicz­nym me­lo­dra­ma­cie. Na cze­le wspo­mnia­ne­go mar­szu, któ­ry wy­ru­szył oko­ło go­dzi­ny je­de­na­stej, szli Hi­tler, wy­ma­chu­ją­cy pi­sto­le­tem, i Lu­den­dorff, z mar­so­wą i po­waż­ną miną, a oko­ło trzech ty­się­cy na­zi­stow­skich bo­jów­ka­rzy prze­szło na dru­gi brzeg Iza­ry i prze­by­ło po­nad milę, po­dą­ża­jąc ku ra­tu­szo­wi na Ma­rien­platz. Stam­tąd na­le­ża­ło przejść jesz­cze milę wą­ski­mi ulicz­ka­mi, aby do­trzeć do bu­dyn­ku Mi­ni­ster­stwa Woj­ny. Wte­dy jed­nak uzbro­jo­na po­li­cja za­trzy­ma­ła ten marsz, a w cha­otycz­nej strze­la­ni­nie, któ­ra się wy­wią­za­ła, Hi­tler zo­stał lek­ko ran­ny, a Göring po­waż­nie ran­ny w pa­chwi­nę. Tyl­ko Lu­den­dorff kro­czył da­lej, nie­po­mny la­ta­ją­cych kul i pe­wien, że chro­nił go oso­bi­sty au­to­ry­tet. Jed­nak­że aresz­to­wa­no go, a Röh­ma i jego lu­dzi zmu­szo­no do pod­da­nia się mniej wię­cej dwie go­dzi­ny póź­niej. Od świ­tu po­zo­sta­wa­li ob­lę­że­ni w mi­ni­ster­stwie, gdyż od­dzia­ły pie­cho­ty ar­mii lą­do­wej oto­czy­ły kor­do­nem ten bu­dy­nek.

Himmler ze sztandarem w czasie puczu monachijskiego w listopadzie 1923 roku

Cza­sy były w Niem­czech zbyt nie­pew­ne, by pu­czy­stom wy­mie­rzo­no su­ro­we kary. Zde­le­ga­li­zo­wa­no par­tię na­zi­stow­ską. Him­m­ler stra­cił pra­cę i mu­siał po­tul­nie wró­cić do domu - czy­li do Mo­na­chium, gdzie jego ro­dzi­na miesz­ka­ła od 1922 roku. Röhm, któ­re­go Him­m­ler na­dal da­rzył sza­cun­kiem i po­dzi­wem jako swo­je­go zwierzch­ni­ka, zo­stał uwię­zio­ny, po­dob­nie jak inni przy­wód­cy nie­uda­ne­go pu­czu. 15 lu­te­go 1924 roku wy­sta­rał się w ba­war­skim Mi­ni­ster­stwie Spra­wie­dli­wo­ści o zgo­dę na wi­zy­tę w wię­zie­niu Sta­del­helm, w któ­rym trzy­ma­no Röh­ma. Po­je­chał tam swo­im uko­cha­nym mo­to­cy­klem, wio­ząc kil­ka po­ma­rań­czy i nu­mer ga­ze­ty "Gross­deut­sche Ze­itung". "Po­roz­ma­wia­łem przez dwa­dzie­ścia mi­nut z ka­pi­ta­nem Röh­mem", za­pi­sał po po­wro­cie. "To była wspa­nia­ła i zu­peł­nie nie­skrę­po­wa­na roz­mo­wa". Roz­pra­wia­li o róż­nych oso­bach, a Röhm był wdzięcz­ny za po­ma­rań­cze. "Na­dal ma po­czu­cie hu­mo­ru i po­zo­sta­je do­brym ka­pi­ta­nem Röh­mem", za­uwa­żył Him­m­ler.

Na pro­ce­sie spi­skow­ców, roz­po­czę­tym 26 lu­te­go i trwa­ją­cym po­nad trzy ty­go­dnie, Hi­tler za­cho­wy­wał się tak, jak gdy­by to on wy­stę­po­wał w roli oskar­ży­cie­la, a roz­pra­wa mia­ła cha­rak­ter czy­sto for­mal­ny. Choć Hi­tle­ra uzna­no za win­ne­go i do­stał ła­god­ny wy­rok, to już Röh­ma unie­win­nio­no, mimo że i on sta­nął przed są­dem pod za­rzu­tem zdra­dy sta­nu. Hi­tler zo­stał uwię­zio­ny w twier­dzy Lands­berg. Röhm kon­ty­nu­ował re­ali­za­cję pla­nów sfi­nan­so­wa­nia mi­li­ta­ry­stycz­ne­go ru­chu re­wo­lu­cyj­ne­go, pod­czas gdy Hi­tler, dyk­tu­jąc Mein Kampf, ce­lo­wo do­pro­wa­dził do roz­kła­du swo­jej pod­ziem­nej par­tii w cza­sie, gdy prze­by­wał w wię­zie­niu. Kie­dy wy­szedł na wol­ność, za spra­wą ła­ska­wo­ści ba­war­skie­go mi­ni­stra spra­wie­dli­wo­ści Fran­za Gürt­ne­ra, Röhm nie był już zbyt do­brze wi­dzia­ną oso­bi­sto­ścią w hi­tle­row­skiej par­tii. W kwiet­niu 1925 roku po­czuł się zmu­szo­ny do wy­sła­nia Hi­tle­ro­wi swo­jej pi­sem­nej re­zy­gna­cji z funk­cji do­wód­cy od­dzia­łów sztur­mo­wych.

Tym­cza­sem Him­m­ler też nie próż­no­wał. Ku roz­go­ry­cze­niu swo­jej ro­dzi­ny nie chciał szu­kać pra­cy: pra­gnął, jak mó­wił, za­cho­wać swo­bo­dę, aby za­an­ga­żo­wać się w po­li­ty­kę. Ze zde­le­ga­li­zo­wa­ną par­tią na­zi­stow­ską naj­ści­ślej po­wią­za­ne były na­ro­do­we i an­ty­se­mic­kie ugru­po­wa­nia, zna­ne jako ruch Völ­ki­sche ("lu­do­wy" czy też "na­ro­do­wy"). Do czo­ło­wych po­sta­ci tego ru­chu na­le­że­li Lu­den­dorff, Gre­gor Stras­ser i Al­fred Ro­sen­berg; gru­py Völ­ki­sche two­rzy­ły wspól­nie sil­ną frak­cję w ba­war­skim rzą­dzie, a w 1924 roku uzy­ska­ły na tyle duże po­par­cie w wy­bo­rach do Re­ich­sta­gu, by zdo­być tam trzy­dzie­ści dwa miej­sca. Wśród par­la­men­ta­rzy­stów Re­ich­sta­gu zna­leź­li się mię­dzy in­ny­mi Stras­ser, Röhm i Lu­den­dorff[8].

Po­dob­ne suk­ce­sy na­tu­ral­nie ku­si­ły Him­m­le­ra. A po­nie­waż miał dużo wol­ne­go cza­su, uczest­ni­czył w kam­pa­niach wy­bor­czych na­ro­dow­ców w Dol­nej Ba­wa­rii. Za­czął zdo­by­wać do­świad­cze­nie jako je­den z gro­na mów­ców na mi­tyn­gach po­li­tycz­nych. Ob­jeż­dżał mia­stecz­ka i wsie w oko­li­cach Mo­na­chium i mó­wił o "znie­wo­le­niu ro­bot­ni­ków przez gieł­do­wych ka­pi­ta­li­stów" i "kwe­stii ży­dow­skiej". Po trud­nych spo­tka­niach na pro­win­cji, na któ­re przy­by­wa­li chło­pi i ko­mu­ni­ści, za­pi­sał: "Gorz­ka i cier­ni­sta jest od­po­wie­dzial­ność przed na­ro­dem". Po­dob­nie jak inni ora­to­rzy, wda­wał się w sprzecz­ki z po­szcze­gól­ny­mi oso­ba­mi spo­śród słu­cha­czy. Te po­cząt­ko­we do­świad­cze­nia po­li­tycz­ne sta­no­wi­ły dla nie­go za­tem po­dob­ną twar­dą szko­łę jak ta, któ­rą prze­szedł mło­dy Jo­seph Go­eb­bels, wcią­gnię­ty w tę samą po­li­ty­kę i wy­stę­pu­ją­cy na ana­lo­gicz­nych mi­tyn­gach w prze­my­sło­wym re­gio­nie - Za­głę­biu Ruh­ry.

Na­zwi­sko Hi­tle­ra rzad­ko się po­ja­wia w oca­la­łych dzien­ni­kach Him­mle­ra. 19 lu­te­go 1924 roku Him­m­ler za­no­to­wał, że czy­tał na głos gru­pie zna­jo­mych bro­szu­rę za­ty­tu­ło­wa­ną Hi­tlers Le­ben ("Ży­cie Hi­tle­ra"), ale uznał też, że po odej­ściu Röh­ma musi zna­leźć in­ne­go przy­wód­cę, któ­re­mu mógł­by za­ofe­ro­wać swo­je usłu­gi, i któ­ry w mia­rę moż­li­wo­ści za­pew­nił­by mu płat­ne za­ję­cie.

Po­now­nie wstą­pił do par­tii na­zi­stow­skiej 2 sierp­nia 1925 roku; wła­śnie w tym okre­sie zna­lazł się tak­że w szta­bie Gre­go­ra i Ot­to­na Stras­se­rów, bra­ci z Ba­wa­rii, któ­rzy ode­gra­li ogrom­ną rolę w od­bu­do­wie ru­chu na­ro­do­wo­so­cja­li­stycz­ne­go. Stras­se­ro­wie mie­li ro­dzin­ną ap­te­kę w Land­shut. Bez szcze­gól­ne­go en­tu­zja­zmu współ­pra­co­wa­li z Hi­tle­rem, któ­ry, po zwol­nie­niu z Lands­be­gu 20 grud­nia 1924 roku, w wie­ku trzy­dzie­stu pię­ciu lat, przy­stą­pił do po­now­ne­go przej­mo­wa­nia przy­wódz­twa ru­chu. Je­że­li Stras­se­ro­wie opo­wia­da­li się za kom­pro­mi­so­wym po­ro­zu­mie­niem z in­ny­mi gru­pa­mi na­cjo­na­li­stycz­ny­mi, to Hi­tler był zde­cy­do­wa­ny stwo­rzyć od pod­staw nową, rzut­ką par­tię po­li­tycz­ną, nad któ­rą miał­by cał­ko­wi­tą i nie­po­dziel­ną kon­tro­lę. W tym sa­mym mie­sią­cu, w któ­rym Hi­tler opu­ścił wię­zie­nie, ruch na­zi­stow­sko-na­ro­do­wy utra­cił osiem­na­ście z trzy­dzie­stu dwóch man­da­tów w Re­ich­sta­gu w wy­ni­ku dru­gich wy­bo­rów prze­pro­wa­dzo­nych w owym roku, jed­nak Hi­tler, ku roz­pa­czy Stras­se­rów i Röh­ma, nie wy­da­wał się tym zbyt­nio prze­ję­ty. Kie­dy tyl­ko wy­sta­rał się o za­le­ga­li­zo­wa­nie na nowo NSDAP, go­tów był zre­zy­gno­wać z po­par­cia an­ty­ka­to­lic­kich ugru­po­wań na­ro­do­wych i lu­do­wych. Ob­cho­dził go je­dy­nie nowy start, chciał zre­for­mo­wać par­tię na­zi­stow­ską pod swo­im wy­łącz­nym kie­row­nic­twem. Ogło­sił to pod ko­niec lu­te­go 1925 roku, a jego pro­gram obej­mo­wał pro­wa­dze­nie agre­syw­nej agi­ta­cji prze­ciw­ko mark­si­stom i Ży­dom.

Ofi­cjal­nie Him­m­ler zo­stał se­kre­ta­rzem Stras­se­ra, ale fak­tycz­nie był jego asy­sten­tem, go­to­wym do wy­ko­na­nia wszel­kich przy­dzie­la­nych mu zle­ceń. We­dług Ot­to­na Stras­se­ra jego brat chęt­nie ko­rzy­stał z po­mo­cy Him­m­le­ra, po­nie­waż, jak to ujął, "ten gość jest w dwój­na­sób przy­dat­ny - ma mo­to­cykl i prze­peł­nia­ją go nie­speł­nio­ne am­bi­cje by­cia żoł­nie­rzem[9]". Po­wie­rzo­no mu za­da­nie in­spek­cjo­no­wa­nia po­ta­jem­nych skła­dów bro­ni, roz­miesz­czo­nych w okrę­gach wiej­skich, z dala od oczu człon­ków Mię­dzy­alianc­kiej Ko­mi­sji Kon­tro­li. Him­m­le­ro­wi, któ­ry li­czył wte­dy dwa­dzie­ścia czte­ry lata, spodo­ba­ła się ta pod­ziem­na dzia­łal­ność; na­pa­wa­ła go, jak się wy­ra­ził Otto Him­m­ler, na­ro­do­wą dumą, i wo­lał ją od pra­cy biu­ro­wej, wy­ko­ny­wa­nej dla Gre­go­ra Stras­se­ra, któ­ry oprócz tego, że był de­pu­to­wa­nym do Re­ich­sta­gu, kie­ro­wał par­tią na­zi­stow­ską w Dol­nej Ba­wa­rii, i to już od 1920 roku. Gre­gor Stras­ser oka­zał się po­ry­wa­ją­cym ora­to­rem i nie­stru­dzo­nym or­ga­ni­za­to­rem. W tam­tym okre­sie Hi­tler nie mógł się bez nie­go obejść i po­mi­mo na­ra­sta­ją­cych wza­jem­nych nie­po­ro­zu­mień usta­li­li wspól­nie, że Stras­se­ro­wie prze­nio­są się ze swo­ją dzia­łal­no­ścią na pół­noc kra­ju. Otto Stras­ser, któ­ry pa­sjo­no­wał się pra­cą dzien­ni­kar­ską, prze­niósł się do Ber­li­na, gdzie za­ło­żył par­tyj­ny or­gan pra­so­wy na pół­no­cy Nie­miec Ber­li­ner Ar­be­ite­rze­itung.

W 1925 roku do­szło do spo­tka­nia Go­eb­bel­sa i Him­m­le­ra w Land­shut, gdyż obaj pra­co­wa­li wte­dy dla Stras­se­rów. Szyb­ko wy­szło na jaw, że o ile Go­eb­bels był świet­nym mów­cą i ma­te­ria­łem na pro­pa­gan­dy­stę, o tyle Him­m­ler zdra­dzał więk­szy ta­lent do pra­cy za biur­kiem i in­nych mniej efek­tow­nych za­jęć. Pa­no­wa­ła opi­nia, że pod wpły­wem nie­zo­bo­wią­zu­ją­cych su­ge­stii Ot­to­na Stras­se­ra za­stą­pio­no Him­m­le­ra w służ­bie u Stras­se­rów próż­nym i po­ryw­czym mło­dzia­nem z Za­głę­bia Ruh­ry - Go­eb­bel­sem[10]. W isto­cie wca­le tak nie było. Go­eb­bels pod­czas swo­ich czę­stych wi­zyt w po­łu­dnio­wych Niem­czech ule­gał co­raz więk­szej fa­scy­na­cji Hi­tle­rem, a ów szyb­ko po­znał się na jego uzdol­nie­niach i w 1926 roku za­szczy­cił go ofer­tą trud­nej pra­cy na sta­no­wi­sku gau­lei­tera, czy­li or­ga­ni­za­to­ra par­tyj­nej ro­bo­ty, w Ber­li­nie. Wcze­śniej Go­eb­bels spę­dzał więk­szość cza­su w Za­głę­biu Ruh­ry, gdy nie zaj­mo­wał się urzą­dza­niem kon­fe­ren­cji Him­m­le­ra lub Hi­tle­ra w in­nych czę­ściach kra­ju. Z ko­lei Him­m­ler w 1925 roku skon­so­li­do­wał swo­ją po­zy­cję w Dol­nej Ba­wa­rii do tego stop­nia, że pod ko­niec wspo­mnia­ne­go roku mógł na­pi­sać za­cy­to­wa­ne po­ni­żej sło­wa do Kur­ta Lüdec­ke­go, jed­ne­go z po­plecz­ni­ków Hi­tle­ra, na krót­ko przed wy­jaz­dem tego pierw­sze­go do Ame­ry­ki:

Dro­gi Herr Lüdec­ke,

Pro­szę da­ro­wać, że za­przą­tam pań­ską uwa­gę tym li­stem i po­zwa­lam so­bie zwró­cić się do pana z pew­nym py­ta­niem. Za­pew­ne panu wia­do­mo, że obec­nie pra­cu­ję dla par­tii w za­rzą­dzie okrę­gu Dol­nej Ba­wa­rii. Po­ma­gam tak­że w wy­da­wa­niu miej­sco­we­go "na­ro­do­we­go" cza­so­pi­sma, "Ku­rier für Nie­der-Bay­ern".

Od pew­ne­go cza­su no­szę się z za­mia­rem opu­bli­ko­wa­nia na­zwisk wszyst­kich Ży­dów, po­dob­nie jak chrze­ści­jań­skich przy­ja­ciół tych Ży­dów, za­miesz­ku­ją­cych Dol­ną Ba­wa­rię. Jed­nak­że za­nim to uczy­nię, wo­lał­bym po­znać pań­skie zda­nie w tej spra­wie i usta­lić, czy uzna­je pan taki pro­jekt za per­spek­ty­wicz­ny i wy­ko­nal­ny. Był­bym panu bar­dzo wdzięcz­ny, gdy­by moż­li­wie szyb­ko po­dzie­lił się pan ze mną swo­im zda­niem, któ­re bę­dzie dla mnie wią­żą­ce, ze wzglę­du na pań­skie wiel­kie do­świad­cze­nie w kwe­stii ży­dow­skiej i wie­dzę na te­mat wal­ki z se­mi­ty­zmem na ca­łym świe­cie[11].

We­dług Lüdec­ke­go Gre­gor Stras­ser wy­buch­nął śmie­chem, kie­dy do­wie­dział się o tym li­ście, mó­wiąc coś o tym, że Him­m­ler stał się fa­na­tycz­ny, gdy cho­dzi­ło o Ży­dów. "Jest mi od­da­ny i wy­ko­rzy­stu­ję go jako se­kre­ta­rza", do­dał. "Jest też bar­dzo am­bit­ny, jed­nak nie we­zmę go ze sobą na pół­noc [Nie­miec] - wie pan, on nie ze wszyst­kim naj­le­piej so­bie ra­dzi".

Mimo wszyst­ko za spra­wą swo­jej am­bi­cji i su­mien­no­ści Him­m­ler zdo­był sta­no­wi­sko za­stęp­cy Stras­se­ra w roli or­ga­ni­za­to­ra ru­chu par­tyj­ne­go w Dol­nej Ba­wa­rii, oczy­wi­ście po­zo­sta­jąc w cie­niu dzia­ła­ją­ce­go w Mo­na­chium Hi­tle­ra. Zo­stał też za­stęp­cą do­wód­cy nie­wiel­kiej bo­jów­ki zło­żo­nej z oko­ło dwu­stu lu­dzi i zna­nej jako Schutz­staf­fel, czy­li SS. SS po­wsta­ło w 1922 roku, przed pu­czem mo­na­chij­skim, jako od­dzia­ły sztur­mo­we Adol­fa Hi­tle­ra, spe­cjal­ny od­dział ochron­ny, skła­da­ją­cy się z "twar­dzie­li", któ­rzy ob­sta­wia­li Hi­tle­ra, gdy wy­stę­po­wał pu­blicz­nie, i strze­gli go przed fi­zycz­ną na­pa­ścią. Zgod­nie z tre­ścią ofi­cjal­nych za­pi­sków Him­m­ler wstą­pił do SS w 1925 roku i do­stał w tej or­ga­ni­za­cji nu­mer 168. Zre­or­ga­ni­zo­wa­ne od­dzia­ły SS przede­fi­lo­wa­ły przed Hi­tle­rem na dru­gim zlo­cie par­tyj­nym w We­ima­rze w 1926 roku i otrzy­ma­ły Blut­fah­ne ("sztan­dar krwi") za usłu­gi od­da­ne przy­wód­cy na­zi­stów pod­czas li­sto­pa­do­we­go pu­czu; za­słu­gi te spro­wa­dza­ły się w isto­cie do znisz­cze­nia pra­sy dru­kar­skiej ga­ze­ty so­cjal­de­mo­kra­tów wy­da­wa­nej w Mo­na­chium.

Głów­ne za­da­nie Him­m­le­ra w sie­dzi­bie par­tyj­nej w Land­shut, gdzie Hi­tler zer­kał z por­tre­tu z mar­so­wą miną na jego po­czy­na­nia, po­le­ga­ło na dą­że­niu do zwięk­sze­nia licz­by stron­ni­ków par­tii. Po­cząt­ko­wo za­ra­biał 120 ma­rek mie­sięcz­nie, a lo­kal­ni es­es­ma­ni zaj­mo­wa­li się zbie­ra­niem pie­nię­dzy od sub­skry­ben­tów i ogło­sze­nio­daw­ców par­tyj­ne­go or­ga­nu pra­so­we­go, "Völ­ki­scher Be­oba­cher". W 1926 roku zo­stał wi­ce­sze­fem od­dzia­łu pro­pa­gan­dy NSDAP w Rze­szy, a stop­nio­we obej­mo­wa­nie róż­nych sta­no­wisk przy­czy­ni­ło się do nie­znacz­ne­go zwięk­sze­nia jego za­rob­ków. Jed­nak wy­da­je się, że w tym cza­sie zna­czył jesz­cze nie­wie­le, poza tym, że wy­róż­niał się jako gor­li­wy i pra­co­wi­ty ad­mi­ni­stra­tor. Po­je­dyn­cze wzmian­ki o nim po­ja­wia­ją się w dzien­ni­ku Go­eb­bel­sa w okre­sie roz­bu­do­wy struk­tur par­tyj­nych, za­nim Go­eb­bels wy­je­chał do Ber­li­na - na przy­kład 13 kwiet­nia 1926 roku, pod­czas ob­jaz­du z prze­mó­wie­nia­mi, za­pi­sał: "Z Him­m­le­rem w Land­shut; Him­m­ler to po­czci­wy człek i bar­dzo in­te­li­gent­ny, lu­bię go"; 6 lip­ca: "Prze­je­cha­łem się mo­to­cy­klem z Him­m­le­rem", a 30 paź­dzier­ni­ka: "Zwic­kau; Him­m­ler, plot­ki, sen[12]". Go­eb­bels, wów­czas dwu­dzie­sto­ośmio­let­ni i zże­ra­ny przez próż­ność, trak­to­wał Him­mle­ra jako lo­kal­ne­go apa­rat­czy­ka or­ga­ni­zu­ją­ce­go jego wspa­nia­łe to­ur­née.

Jed­nak­że Him­m­ler wy­jeż­dżał do Ber­li­na, a w cza­sie jed­nej z wi­zyt w sto­li­cy w 1927 roku wresz­cie po­znał ko­bie­tę, z któ­rą miał się póź­niej oże­nić. Była pie­lę­gniar­ką, star­szą od nie­go o sie­dem lat, Po­lką z po­cho­dze­nia, mia­ła na imię Mar­ga­re­te i po­cho­dzi­ła z Gon­ca­rze­wa (koło Byd­gosz­czy). Mar­ga, jak ją na­zy­wa­no, pro­wa­dzi­ła nie­du­ży dom opie­ki w Ber­li­nie i wy­ra­ża­ła nie­orto­dok­syj­ne opi­nie na te­ma­ty me­dycz­ne, co spodo­ba­ło się Him­m­le­ro­wi i po­bu­dzi­ło go na nowo do dys­ku­sji, ja­kie pro­wa­dził w cza­sach stu­denc­kich. In­te­re­so­wa­ła się zio­ło­lecz­nic­twem i ho­me­opa­tią, a pod wpły­wem roz­mów z nią Him­m­ler znów za­tę­sk­nił za pra­cą na świe­żym po­wie­trzu. Wte­dy wy­da­wa­ło się, że byli dla sie­bie stwo­rze­ni, po­mi­mo róż­ni­cy wie­ku: obo­je szcze­gól­nie ce­ni­li pra­co­wi­tość, go­spo­dar­ność i oszczęd­ne ży­cie. Obo­je tę­sk­ni­li za wy­go­da­mi za­pew­nia­ny­mi przez mał­żeń­stwo i wspól­ny dom i uzna­li, że łą­czą­ce ich za­in­te­re­so­wa­nie spra­wa­mi ta­ki­mi jak me­dy­cy­na i zio­ła jest rów­no­znacz­ne z mi­ło­ścią. Mar­ga sprze­da­ła swój dom opie­ki, a za pie­nią­dze uzy­ska­ne w ten spo­sób po­sta­no­wi­ła ku­pić nie­ru­cho­mość na pro­win­cji.

Wzię­li ślub na po­cząt­ku lip­ca 1928 roku. W sta­ran­nie pro­wa­dzo­nej do­ku­men­ta­cji Him­m­le­ra za­cho­wał się je­den z fał­szy­wie skrom­nych i emo­cjo­nal­nych li­stów od Mar­gi, na­pi­sa­ny osiem dni przed ce­re­mo­nią ślub­ną; mowa w nim o domu i nie­wiel­kim go­spo­dar­stwie rol­nym na­by­tym za jej pie­nią­dze w Wald­tru­de­ring, kil­ka­na­ście ki­lo­me­trów od Mo­na­chium. Ra­du­jąc się na myśl o mał­żeń­stwie, li­czy­ła z grub­sza, ile na to przyj­dzie im wy­dać i czy uda im się nie wziąć kre­dy­tu hi­po­tecz­ne­go. Na mar­gi­ne­sie tego li­stu Him­mler bez­na­mięt­nie od­no­to­wał, że w jej ra­chun­kach bra­ko­wa­ło 60 ma­rek. Da­lej Mar­go przy­po­mi­na­ła Him­m­le­ro­wi, że on, jej "nie­grzecz­ny ko­chaś", wkrót­ce bę­dzie jej mę­żem[13].

Go­spo­dar­stwo w Wald­tru­de­ring było skrom­ną po­se­sją, któ­rą zaj­mo­wa­ła się głów­nie Mar­ga Him­m­ler. Him­m­le­ro­wie ho­do­wa­li tam oko­ło pięć­dzie­się­ciu kur i sprze­da­wa­li pło­dy rol­ne i na­rzę­dzia rol­ni­cze. Przy­no­si­ło to pew­ne do­cho­dy, uzu­peł­nia­ją­ce za­rob­ki Him­m­le­ra, któ­re w tym cza­sie prze­kra­cza­ły nie­co 200 ma­rek mie­sięcz­nie. W na­stęp­nym roku Mar­ga uro­dzi­ła ich je­dy­ne dziec­ko, cór­kę Gu­drun.

Ten­że rok, 1929, był w ży­ciu Him­m­le­ra prze­ło­mo­wy, bo 6 stycz­nia Hi­tler mia­no­wał go ofi­cjal­nie Re­ichs­füh­re­rem SS w miej­sce po­przed­nie­go sze­fa SS, Er­har­da He­ide­na, któ­re­go za­stęp­cą Him­m­ler był do tego cza­su. No­mi­na­cja ta oka­za­ła się da­le­ko­wzrocz­nym po­su­nię­ciem. Coś w Him­m­le­rze, tym czło­wie­ku o wy­glą­dzie urzęd­ni­ka, jego woj­sko­wych am­bi­cjach i skru­pu­lat­nie prze­strze­ga­nej sa­mo­dy­scy­pli­nie, za­pew­ne pod­po­wie­dzia­ło Hi­tle­ro­wi, że zna­lazł w jego oso­bie per­fek­cjo­ni­stę nie­zbęd­ne­go do stwo­rze­nia nie­za­wod­nej prze­ciw­wa­gi dla nie­sfor­ne­go mo­tło­chu bo­jów­ka­rzy, któ­rzy włó­czy­li się po uli­cach, uwa­ża­jąc się za na­ro­do­wych so­cja­li­stów[14].

Przypisy

Głów­ne opu­bli­ko­wa­ne źró­dła, z któ­rych wie­lo­krot­nie ko­rzy­sta­li­śmy w trak­cie prac nad ni­niej­szą książ­ką, to The Fi­nal So­lu­tion oraz The S.S.; Ali­bi of a Na­tion, 1922-1945 (wyd. pol­skie: Hi­sto­ria SS) Ge­ral­da Re­itlin­ge­ra, The Ker­sten Me­mo­irs i Wspo­mnie­nia Schel­len­ber­ga, a tak­że ste­no­gra­my pro­ce­sów głów­nych hi­tle­row­skich zbrod­nia­rzy wo­jen­nych w No­rym­ber­dze, opu­bli­ko­wa­ne przez H.M.S.O. w Lon­dy­nie w dwu­dzie­stu dwóch to­mach (w przy­pi­sach okre­śla­my je skró­tem I.M.T.). Wie­le in­for­ma­cji za­czerp­nę­li­śmy tak­że z do­ku­men­tów wy­ko­rzy­sta­nych na wspo­mnia­nych pro­ce­sach jako ma­te­riał do­wo­do­wy, opu­bli­ko­wa­nych po nie­miec­ku w No­rym­ber­dze, a w edy­cji an­glo­ję­zycz­nej zna­nej pt. Nazi Con­spi­ra­cy and Ag­gres­sion (da­lej jako N.C.A.). Do in­nych waż­niej­szych źró­deł na­le­ża­ły książ­ki Him­m­ler Wil­le­go Fri­schau­era, Hey­drich Char­le­sa Wi­gh­to­na, The Last Days of Hi­tler (wyd. pol­skie: Ostat­nie dni Hi­tle­ra) H.R. Tre­vo­ra-Ro­pe­ra, Au­to­bio­gra­fia Ru­dol­fa Hös­sa, ko­men­dan­ta obo­zu oświę­cim­skie­go, a tak­że The Ge­sta­po: In­stru­ment of Ty­ran­ny (wyd. pol­skie: Ge­sta­po) Edwar­da Crank­sha­wa oraz The De­ath Do­ctors Mit­scher­li­cha i Miel­ke­go.

W ca­łej książ­ce cy­to­wa­li­śmy ma­te­ria­ły z ob­szer­nych akt szta­bów i kwa­ter głów­nych Him­m­le­ra, obec­nie znaj­du­ją­cych się w zbio­rach Bun­de­sar­chiv w Ko­blen­cji, In­sty­tu­tu Hi­sto­rycz­ne­go w Mo­na­chium, ber­liń­skie­go Ośrod­ka Do­ku­men­ta­cyj­ne­go, Mię­dzy­na­ro­do­wej Służ­by Po­szu­ki­wań w Bad Arol­sen, Rijk­sin­sti­tu­ut voor Oor­log Do­cu­men­ta­tie w Am­ster­da­mie oraz Wie­ner Li­bra­ry w Lon­dy­nie.

W przy­pi­sach au­to­rzy ni­niej­szej książ­ki są ozna­cze­ni ini­cja­ła­mi: R.M. (Ro­ger Ma­nvell) i H.F. (He­in­rich Fra­en­kel).

Rozdział I

Au­to­rzy skła­da­ją po­dzię­ko­wa­nia Ge­bhar­do­wi Him­m­le­ro­wi, star­sze­mu bra­tu He­in­ri­cha, któ­ry był głów­nym źró­dłem in­for­ma­cji o la­tach dzie­ciń­stwa i mło­do­ści Him­m­le­ra. Prze­stu­dio­wa­li­śmy tak­że mi­kro­film z za­cho­wa­ny­mi frag­men­ta­mi wcze­snych dzien­ni­ków Him­m­le­ra, udo­stęp­nio­ny nam przez bi­blio­te­kę In­sty­tu­tu Ho­ove­ra w Stan­ford w Ka­li­for­nii, oraz sko­rzy­sta­li­śmy z bar­dzo cen­nej ana­li­zy tych­że dzien­ni­ków, prze­pro­wa­dzo­nej przez Wer­ne­ra T. An­gres­sa i Bra­dleya F. Smi­tha, opu­bli­ko­wa­nej w "Jo­ur­nal of Mo­dern Hi­sto­ry", t. XXXI, nr 3 (wrze­sień 1959). Cy­ta­ty z tych dzien­ni­ków są spo­ra­dycz­nie za­czerp­nię­te z ich an­giel­skie­go prze­kła­du, naj­czę­ściej jed­nak są ory­gi­nal­ne.

Do in­nych źró­deł wia­do­mo­ści o mło­do­ści Him­m­le­ra na­le­żą re­la­cje czte­rech lu­dzi, któ­rzy zna­li go w cza­sach uczniow­skich, a w szcze­gól­no­ści dok­to­ra Ris­sa, prze­wod­ni­czą­ce­go sądu w Er­ding, oraz puł­kow­ni­ka Sa­ra­de­tha z Mo­na­chium.

[1] W pierw­szych la­tach ży­cia He­in­ri­cha Him­m­le­ro­wie czę­sto się prze­pro­wa­dza­li. Him­m­ler uro­dził się w miesz­ka­niu na dru­giej kon­dy­gna­cji przy Hil­de­stras­se 2 w Mo­na­chium. W mar­cu na­stęp­ne­go roku jego ro­dzi­na prze­nio­sła się do wy­god­ne­go miesz­ka­nia nad ap­te­ką przy Lie­big­stras­se, w uro­czym za­kąt­ku mia­sta. Od mar­ca 1902 do 1904 roku Him­m­le­ro­wie miesz­ka­li w Pas­sau, mia­stecz­ku koło Mo­na­chium, po czym wró­ci­li do Mo­na­chium i tam żyli zno­wu do 1913 roku przy Ama­lien­stras­se 86. Tam wła­śnie Him­m­ler spę­dził więk­szość swo­je­go dzie­ciń­stwa. W la­tach 1913-1919 jego ro­dzi­na miesz­ka­ła w Land­shut, w la­tach 1919-1922 w In­gol­stadt, na­stęp­nie zno­wu w Mo­na­chium w la­tach 1922-1930, gdzie oj­ciec Him­m­le­ra od­szedł na eme­ry­tu­rę w wie­ku 65 lat. Zmarł pięć lat póź­niej, w 1935 roku; mat­ka Him­m­le­ra umar­ła w 1941 roku.

[2] Tj. oko­ło 3,5 kg.

[3] Pro­wa­dze­nie dzien­ni­ka nie było zbyt roz­po­wszech­nio­ne wśród chłop­ców w tam­tym okre­sie, ale Him­m­le­ra nie­wąt­pli­wie na­mó­wił do tego jego oj­ciec, skru­pu­lat­nie za­pi­su­ją­cy wszyst­ko w swo­im dia­riu­szu. Do prze­czy­ta­nych przez Him­m­le­ra ksią­żek, o któ­rych wspo­mi­nał w dzien­ni­ku w swo­ich ostat­nich la­tach szkol­nych, na­le­ża­ły Cza­ro­dziej­ska góra To­ma­sza Man­na oraz utwo­ry Din­te­ra i Bier­bau­ma, za­rów­no kry­tycz­nie, jak i afir­mu­ją­co trak­tu­ją­ce ger­mań­skie ide­ały. O dzi­wo, Him­m­ler nie sko­men­to­wał w ogó­le tre­ści tych lek­tur - za­pi­sał tyl­ko ich ty­tu­ły.

[4] Tak po­wie­dział w roz­mo­wie z hra­bią Ber­na­dot­te'em; por. The Cur­ta­in Falls,s. 57.

[5] Na pod­sta­wie wspo­mnień dra Ris­sa i płka Sa­ra­de­tha. Dr Riss był człon­kiem klu­bu Apol­lo.

[6] Dr Geo­r­ge W.F. Hal­l­gar­ten miał póź­niej wy­emi­gro­wać z Nie­miec do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, gdzie pra­co­wał jako hi­sto­ryk i so­cjo­log. Opu­bli­ko­wał bro­szu­rę w ję­zy­ku nie­miec­kim ze wspo­mnie­nia­mi o Him­m­le­rze w szko­le w Mo­na­chium, gdzie uczył jego oj­ciec. Na­pi­sał, że Him­m­ler był pil­ny, pru­de­ryj­ny z na­tu­ry i roz­pacz­li­wie pró­bo­wał osią­gać suk­ce­sy w spo­rcie i gim­na­sty­ce, mimo swo­jej fi­zycz­nej sła­bo­wi­to­ści: nie po­tra­fił na przy­kład ani razu pod­cią­gnąć się na drąż­ku. Ze wspo­mnia­nej szko­ły na ogół prze­cho­dzi­ło się do Pa­ge­rie - pla­ców­ki szkol­nej, prze­zna­czo­nej dla sy­nów ba­war­skiej ary­sto­kra­cji, upraw­nio­nych do służ­by w roli pa­ziów na ba­war­skim dwo­rze mo­nar­szym. Hal­l­gar­ten twier­dzi, że Him­m­ler był bar­dzo roz­ża­lo­ny, iż z po­wo­du po­cho­dze­nia nie kwa­li­fi­ko­wał się do Pa­ge­rie - cze­mu jed­nak za­prze­czy­li w roz­mo­wie z H.F. Herr von Manz i ba­ron Wal­den­fels, któ­rzy zna­li ro­dzi­nę Him­m­le­rów i uczęsz­cza­li do Pa­ge­rie. Na te­mat in­nych wspo­mnień prof. Hal­l­gar­te­na, por. Mein Mit­schüler Him­m­ler (ze zbio­rów Wie­ner Li­bra­ry).

[7] Por. przy­pis 22, An­gress i Smith, op. cit.

[8] Każ­dy z kra­jów w Niem­czech miał wła­sny, pro­win­cjo­nal­ny par­la­ment, zaj­mu­ją­cy się miej­sco­wy­mi spra­wa­mi, a w jego skład wcho­dzi­li de­pu­to­wa­ni z po­szcze­gól­nych par­tii, wy­bie­ra­ni w lo­kal­nych wy­bo­rach. Re­ich­stag (a po woj­nie, w Niem­czech Za­chod­nich, Bun­de­stag) to par­la­ment fe­de­ral­ny, ob­ra­du­ją­cy w spra­wach ogól­no­kra­jo­wej po­li­ty­ki i le­gi­sla­cyj­nych. De­pu­to­wa­ni byli wy­bie­ra­ni do Re­ich­sta­gu jako re­pre­zen­ta­cja par­tii, a ich licz­ba pro­por­cjo­nal­nie od­po­wia­da­ła gło­som uzy­ska­nym w wy­bo­rach. Każ­da z par­tii sama wy­zna­cza­ła swo­ich przed­sta­wi­cie­li na de­pu­to­wa­nych i po­wie­rza­ła im uzy­ska­ne na pod­sta­wie wy­bo­rów man­daty.

[9] Ge­bhard Him­m­ler wspo­mi­nał, że był to uży­wa­ny szwedz­ki mo­to­cykl, z któ­re­go Him­m­ler był nie­zwy­kle dum­ny.

[10] Do­szli­śmy do tego wnio­sku na pod­sta­wie roz­mo­wy prze­pro­wa­dzo­nej przez H.F. z Ot­to­nem Stras­se­rem do na­szej książ­ki o Go­eb­bel­sie.

[11] Por. Kurt G.W. Lüdec­ke, I Knew Hi­tler, s. 267.

[12] Por. J. Go­eb­bels, Dzien­ni­ki, t. I.

[13] Otto Stras­ser opo­wie­dział H.F. o tym, że Him­m­ler zja­wił się w jego ga­bi­ne­cie na krót­ko przed swo­im mał­żeń­stwem i uro­czy­ście ujaw­nił, że stra­cił dzie­wic­two. Stras­ser mu po­gra­tu­lo­wał. We­dług Ge­bhar­da u Mar­gi szcze­gól­nie po­cią­ga­ły Him­m­le­ra jej ja­sne wło­sy. Him­m­ler po­znał się z nią dość przy­pad­ko­wo w Berch­tes­ga­den, nie­zdar­nie ob­sy­pu­jąc jej suk­nię top­nie­ją­cym śnie­giem ze swo­je­go ty­rol­skie­go ka­pe­lu­sza, któ­rym mach­nął za­ma­szy­ście, wcho­dząc do ho­te­lo­we­go holu. Za­czął ją prze­pra­szać, za­warł z nią zna­jo­mość, a po­tem przy­szła pora na dłu­gie wspól­ne spa­ce­ry i jesz­cze dłuż­sze roz­mo­wy.

[14] Skrót SS (ści­ślej S.S.) ozna­cza po nie­miec­ku tak­że Saal-Schutz ("ochro­nę sali") - po­cząt­ko­wo es­es­ma­ni dzia­ła­li jako ob­sta­wa na po­li­tycz­nych wie­cach.

Przy­pis do­dat­ko­wy: Po­śród mnó­stwa oso­bi­stych pa­pie­rów, skru­pu­lat­nie gro­ma­dzo­nych przez Him­m­le­ra, a obec­nie prze­cho­wy­wa­nych w zbio­rach Bun­de­sar­chiv, znaj­du­je się ro­dzaj ese­ju na­pi­sa­ne­go przez Him­m­le­ra za mło­du, za­wie­ra­ją­cy jego po­glą­dy na eko­no­micz­ne i ide­olo­gicz­ne aspek­ty rol­nic­twa. Do­kład­nej daty po­wsta­nia tej roz­praw­ki nie spo­sób usta­lić, ale jej styl i treść świad­czą, że naj­praw­do­po­dob­niej Him­m­ler na­pi­sał ją w cza­sie na­uki w Mo­na­chium, co po­twier­dził jego brat, Ge­bhard. Esej ten ce­chu­je się na­iw­nym ide­ali­zmem i za­wie­ra opis tego, co Him­m­ler uwa­żał wów­czas za wzor­co­wą spo­łecz­ność rol­ni­czą, cał­ko­wi­cie sa­mo­wy­star­czal­ną, tj. ży­ją­cą wy­łącz­nie z tego, co ro­dzi zie­mia, i z wła­snej pra­cy fi­zycz­nej, bez ko­rzy­sta­nia z pie­nię­dzy. Pie­nią­dze mia­ły słu­żyć wy­łącz­nie na za­kup ma­szyn rol­ni­czych i inne po­cząt­ko­we in­we­sty­cje, a uzy­ski­wać je mia­no ze sprze­da­ży nad­wy­żek pło­dów rol­nych. W tek­ście tym Him­m­ler roz­myśl­nie uży­wa ar­cha­izmów w ro­dza­ju Me­ister, Ge­sel­le czy Lehr­ling w opi­sach hie­rar­chii obo­wią­zu­ją­cej w tej spo­łecz­no­ści. Za­le­cał ży­cie w ce­li­ba­cie i roz­wi­ja­nie sil­ne­go przy­wią­za­nia do zie­mi oraz od­ro­dze­nie daw­ne­go folk­lo­ru, tań­ców lu­do­wych, tra­dy­cyj­nej mu­zy­ki itd. Cie­ka­we jest po­rów­na­nie ta­kie­go mo­de­lu spo­łecz­no­ści rol­ni­czej ze współ­cze­sny­mi ki­bu­ca­mi w Izra­elu.