Obrońca smoków
jabłko upada przy jabłoni
w łańcuch gatunków spięte ciało
Zbigniew Herbert, Pan Cogito obserwuje
w lustrze swoją twarz (WZ, 364)
"Nazwisko Herbert ma walijskie korzenie"[42] - dowiadywali się czytelnicy londyńskiego magazynu "Modern Poetry in Translation" w połowie lat sześćdziesiątych i niewątpliwie przychodziła im do głowy myśl o ewentualnym pokrewieństwie autora Trenu Fortynbrasa z George'em Herbertem, wybitnym siedemnastowiecznym poetą angielskim. Kilka lat później sam Zbigniew Herbert, przygotowując życiorys do zachodniego wydania swoich wierszy, pisał: "moi męscy przodkowie wywodzili się z Anglii i byli emigrantami religijnymi, którzy w swoich licznych "ojczyznach z wyboru" żenili się z Niemkami, Austriaczkami, Czeszkami i Ormiankami. Podkreślam ten fakt, ponieważ czując się pisarzem polskim - a nawet niemodnym patriotą - nie potrafię uzasadnić tego żadną genealogią"[43]. Opowieść uzupełniał w wywiadach dla polskiej wolnej już prasy: "w czasach wojen domowych siedemnastego wieku w Anglii (...) moi przodkowie wybrali katolicyzm i musieli emigrować"[44], jego siostra zaś wspominała, że ich ojciec "nie bardzo lubił Niemców i preferował angielską wersję pochodzenia rodziny"[45]. Zbadawszy archiwa, Rafał Żebrowski konstatuje jednak, że wersja ta jest najprawdopodobniej tylko legendą, w którą wygodnie było wierzyć, bo pomagała odciąć się od przodków-zaborców.
Jak wspomnieliśmy, zająwszy Lwów w 1772 roku, Austriacy tworzą w nim własną administrację i od tej właśnie chwili z historią miasta łączy się kameralna historia rodziny Herbertów. Zaufaniem władz cieszyli się naturalnie nie Polacy, lecz ludzie przybywający z innych części cesarstwa, przede wszystkim z Czech, gdyż znając już jeden język słowiański, łatwiej mogli porozumieć się z mieszkańcami nowej prowincji. Zdaniem Rafała Żebrowskiego takie zapewne były koleje losu Franciscusa Herberta, zwanego Franzem, a później Franciszkiem, który w poszukiwaniu zawodowej kariery pojawił się w Lembergu na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego stulecia i tutaj umarł w 1870 roku, wcześniej zaś pracował na kolejnych urzędniczych stanowiskach średniego szczebla, a także poślubił Polkę Eufrozynę Sobańską. Wśród ich dzieci znalazł się Friedrich, urzędnik lwowskiego magistratu, z jego zaś małżeństwa z Niemką Ernestyną Wurzinger rodzi się w 1848 roku Josephus Franciscus, ochrzczony tak oczywiście na cześć nowego cesarza. Józef, student prawa i sekretarz magistratu, trzecie już pokolenie odzianych w szare surduty pracowników habsburskich kancelarii, w 1889 roku bierze sobie za żonę młodszą o czternaście lat Marię Bałłabanównę - ową ormiańską babcię, na której kolanach będzie się wychowywał autor Struny światła. I tak Herbertowie stopniowo - podsumowuje Żebrowski - "w ciągu kilku generacji stali się Polakami"[46].
"Przodkami jego byli oficerowie, sędziowie, funkcjonariusze administracji, mężowie, którzy w służbie króla, państwa wiedli swój surowy, przystojnie skąpy żywot. Bogatsze życie duchowe ucieleśniło się raz wśród nich w postaci kaznodziei; żywszej, bardziej zmysłowej krwi zastrzyknęła rodzinie w poprzednim pokoleniu matka pisarza, córka czeskiego kapelmistrza. Od niej pochodziły cechy obcej rasy w jego powierzchowności. Połączenie służbowo trzeźwej sumienności z ciemniejszymi, ognistszymi popędami pozwoliło powstać artyście, i to osobliwemu artyście"[47]. Choć genealogii stworzonej przez Tomasza Manna dla bohatera Śmierci w Wenecji pisarza Gustawa von Aschenbacha nie możemy bezpośrednio przypisać Zbigniewowi Herbertowi, to jednak podobne zdaje się następstwo męskich pokoleń, których przedstawiciele ze zmiennym szczęściem wiedli urzędniczy żywot, będąc przy tym zapewne ludźmi solidnymi i zacnymi, acz niewykraczającymi poza przeciętność. Udokumentowana historia rodziny nie przynosi w każdym razie opowieści o dramatycznych mezaliansach, traconych fortunach, wojennej brawurze... Zresztą także w samym Herbercie był pewien rys mieszczański (w dobrym znaczeniu tego słowa), objawiający się nie tylko w kolejnych podejmowanych już po wojnie studiach (ekonomia, prawo), ale również w nader poważnie traktującym swoją pracę eseiście (gromadzącym olbrzymie notatki i nigdy nie pozwalającym sobie na powierzchowne impresje) albo w zdaniach, jakie możemy odnaleźć choćby w liście do niemieckiego tłumacza i przyjaciela, Karla Dedeciusa: "obym był urzędnikiem bankowym, jak mi radziłeś. Lubię spokój, papiery, teczki, sekretarki - słowem ład, a nie wieczory autorskie, nocne bełkoty i całą tę literacką hochsztaplerkę"[48].
Z pewnością podobało się autorowi Hermesa, psa i gwiazdy ironiczne westchnienie Ezry Pounda: "O Boże, o Wenero i ty, Merkury, patronie / złodziei, / Błagam cię, daj mi we właściwym czasie / sklepik z tytoniem (...) lub w jakiejkolwiek urządź mnie profesji, / Byle nie w tym cholernym pisarstwie, / gdzie trzeba wciąż ruszać mózgownicą"[49]. Na innym zaś poziomie można zapytać, czy zamiłowanie do teczek, foliowych koszulek, fiszek, a zatem opanowywania chaosu, nie było rewersem kryzysów duchowych, które autor Studium przedmiotu przechodził przynajmniej od połowy lat sześćdziesiątych. Tak czy inaczej, żegnając się z męską linią austriackiego rodu, podkreślmy, że jego spadkobierca nie stanie się nigdy artystą "przeklętym", członkiem takiej czy innej bohemy, wysoko zaś cenić będzie dobre rzemiosło, rygor i samodyscyplinę.
Czy zastrzyk "bardziej zmysłowej krwi" wniosła rodzinie w posagu Maria z Bałłabanów? W każdym razie jej postać, a nawet samo nazwisko, w którym pobrzmiewa echo Pana Tadeusza, wprowadza do tej genealogicznej opowieści powiew przygody. Maria urodziła się w Zaleszczykach nad Dniestrem, kurorcie położonym tuż przy granicy z Rumunią, przez co we wrześniu 1939 roku miejscowość zapisała się w polskiej historii - to wszak przez tamtejszy most odbywała się ucieczka polskich elit i masowy exodus społeczeństwa. Na razie jednak, na przełomie stuleci, ta nazwa kojarzyła się z plażami, letnimi wywczasami, winnicami, nieledwie śródziemnomorską czy dionizyjską radością życia, której lwowianie zażywali jeśli nie przez cały rok, to przynajmniej w czasie owych "białych od żaru i oszałamiających dni letnich", będących niczym - jak to później opisze rodzący się właśnie Bruno Schulz - "wielka księga wakacyj, której wszystkie karty pałały od blasku i miały na dnie słodki do omdlenia miąższ złotych gruszek"[50].
Sam Herbert w przyjacielskich żartach przybierze kiedyś miano Ober-Dionizosa, tymczasem krewny Marii Karol produkuje wódkę ochrzczoną rodowym nazwiskiem i choć nie odnosi sukcesu na miarę Baczewskiego, to w każdym razie nie zbywa mu na fantazji w reklamowaniu produktu: "Bałłabanówka! Jest rzeczą dowiedzioną, że ośmioletnia żytnia wódka: przed obiadem pobudza apetyt, przed kolacją pomaga trawieniu. Koniak (...) to farsa! Bańka mydlana! Pieniądz wyrzucony! Tylko stara żytnia wódka odpowiada ustrojowi ludzkiemu. Tysiące osób się o tym przekonało! Doktorowie polecają! Chemia stwierdza! (...) ośmioletnia żytnia wódka bez cukru i bez anyżu w skutkach zastępuje zupełnie koniak"[51].
Trwała la belle epoque, zdrowe było pobudzanie apetytu, ustrój zażywnych panów w tużurkach domagał się leczniczej żytniówki, a doświadczony, mający już za sobą jedno małżeństwo Józef[52] oraz jego młoda, zapewne ponętna wybranka zamieszkali w lwowskiej kamienicy, złączeni nie tylko ślubem, ale i namiętnością, której owocem byli dwaj szybko zrodzeni synowie. Najbliższe lata upłyną im jednak pod znakiem opowieści o Hiobie: paroletnie dzieci umierają bowiem jednocześnie na dyfteryt, będący wtedy jedną z najgroźniejszych dziecięcych chorób. Trudno opisać uczucia, jakie musiały towarzyszyć tej rodzinnej tragedii. Jedną z jej konsekwencji mogła być żarliwa religijność, którą przez resztę życia będzie przejawiać Maria, w oczach swojego wnuka nosząca wręcz znamiona świętości. Wkrótce jednak przychodzą na świat kolejni synowie - w lipcu 1892 roku Bolesław, przyszły ojciec poety, trzy lata później Mieczysław - których imiona w rzeczy samej potwierdzają tezę o jednoznacznym wyborze polskiej narodowości. By jednak pasmo nieszczęść się dopełniło, w 1899 roku Maria zostaje wdową i samotnie wychowuje dwoje dzieci[53].
"Moja przenajświętsza babcia / w długiej obcisłej sukni / zapinanej / na niezliczoną ilość / guzików" - pisał Zbigniew Herbert w późnym wierszu, budując obraz siedzącego na babcinych kolanach, wsłuchanego w opowieści wnuka, obraz, którego kodą jest wiedza o złu, szczęśliwie obca jeszcze chłopczykowi: "nie zdradza mi tylko / swego pochodzenia / babcia Maria z Bałabanów / Maria Doświadczona // nic nie mówi / o masakrze / Armenii - / masakrze Turków // chce mi oszczędzić / kilku lat złudzenia" (WZ, 635 n.). Poeta zawsze podkreślał ormiańskie korzenie swej babci, w jednym z listów pisał nawet, że "urodziła się w Armenii"[54]. W rzeczywistości był to daleko posunięty skrót myślowy - zdaniem historyka ormiańska genealogia była co najwyżej "legendarnym echem. Prawdopodobnie cała rodzina Marii była głęboko spolonizowana, być może nawet od wielu generacji"[55], samo zaś nazwisko równie dobrze mogło być pochodzenia żydowskiego. Ale od braku historycznej precyzji ciekawsze jest pytanie, dlaczego tak właśnie Herbert widział - czy chciał widzieć - swoją babkę, a w konsekwencji przecież i samego siebie. W wierszu pada nacisk na zło, do którego zdolny jest człowiek, na świadomość nieustannego odradzania się ludzkiej bestii. W innych wypowiedziach, które przywołamy później, "Maria Doświadczona" staje się ucieleśnieniem dobra, wiary, świętości możliwej do osiągnięcia w codziennym życiu. Jakby u początków swej świadomości poeta stawiał te dwa oblicza człowieczego świata, znaki rozpaczy, ale także nadziei.
***
Starannie upozowana fotografia z lwowskiego atelier pokazuje poważną twarz Marii, świadczącą o tym, że radości młodego wieku, zakochania, małżeństwa pozostawiła już za sobą[56]. Obok matki widać dwóch drobnych chłopców w odświętnych strojach z szerokimi kołnierzami i w kapeluszach. Jeden siedzi na siodełku trójkołowego roweru, dłonie położywszy na kierownicy. Drugi, o bardziej dziecinnej, bezbronnej twarzy stoi za nim, nieco niepewnie balansując na tylnej osi i opierając się na barkach starszego brata. Jeśli szukamy symbolicznych opowieści, które pozwalają nam oswoić skomplikowane życie bliźnich, to w pokoleniu ojca Zbigniewa Herberta taką pomocą byłaby historia o dwóch braciach, jeśli nie mądrym i głupim czy dobrym i złym, to w każdym razie o starszym - odpowiedzialnym, poświęcającym się, odnoszącym sukcesy, i o młodszym - słabszym, może rozpieszczonym, rozmieniającym życie na pasmo małych klęsk i rozczarowań, nieraz - jak na owym zdjęciu - muszącym polegać na pomocy brata. Wychowywani przez borykającą się z trudną sytuacją materialną i nie biorącą pod uwagę ponownego związku matkę, "byli odmienni, jak ogień i woda (...) Bolesław, niezwykle serio brał wszystkie obowiązki szkolne i o ile był w stanie, starał się matce pomagać. (...) Mieczysław był ciągłym utrapieniem dla swej rodzicielki (...). Wyglądało na to, że nie wyrośnie z niego nic dobrego, a sukcesem będzie, jeśli bodaj z największym wysiłkiem ukończy gimnazjum i zda maturę"[57]. Dla dopełnienia kontrastu dodajmy, że kolejne, wykonane właśnie w czasach gimnazjalnych zdjęcie świadczy o tym, że ten, który może miał nie tyle zejść na złą drogę, ile zagubić się na wielu ścieżkach, wyrósł na młodzieńca przystojniejszego, zapewne bardziej przyciągającego uwagę kobiet[58]. Wkrótce trafi do wojska, po perypetiach czasu wojny, ranny, osiądzie w Poznaniu, nie skończy studiów, rozpije się, życie urzędnika urzędu skarbowego zakończy, mając lat niespełna pięćdziesiąt. W rodzinnych opowieściach czy bodaj napomknieniach Zbigniewa Herberta nigdy się nie pojawia.
Obaj bracia należeli do pokolenia, które miało wywalczyć wolną Polskę, wyrwać się z poczucia marazmu, beznadziejności, powtarzalności klęsk, które u progu stulecia Wyspiański zamknął w słynnej figurze chocholego tańca. W gimnazjum angażują się w działalność niepodległościową, Bolesław współorganizuje tajny skauting, a także - przyjmując pseudonim, a jakże, "Gryf" - trafia do PET-u, czyli Organizacji Młodzieży Narodowej Szkół Średnich "Przyszłość". Jeśli początki działań konspiracyjnych wiążą go ze środowiskiem endecji, to po zdaniu w 1912 roku matury i rozpoczęciu studiów prawniczych szybko trafia do Lwowskiego Związku Strzeleckiego, gdzie kończy kurs podoficerski, by dwa lata później wstąpić do Legionów Piłsudskiego i jako komendant plutonu wyruszyć do Krakowa. Na wysłanej wkrótce do matki kartce donosi, że tymczasem stacjonują na Oleandrach, gdzie "wikt dobry", i że kupił mundur, "wobec tego pieniędzy straszliwy brak"[59].
W I Brygadzie służy do marca 1915 roku, ale nie jest mu pisana kariera wojskowa. Drobny, słabego zdrowia, choruje na czerwonkę i zapalenie płuc, większość czasu spędza w austriackich szpitalach, by ostatecznie zostać uznanym za niezdolnego do służby na froncie i zwolnionym z armii. Jeśli fakt ten przyniósł mu rozczarowanie, a może i kazał wątpić we własną zdolność do spełniania tych zadań, które przed mężczyzną stawiała polska tradycja romantyczna, to trzeba przyznać, że nie pozbawił go zdecydowania w walce o dalsze życie. Wykorzystuje okoliczności najlepiej, jak to możliwe - w Wiedniu kontynuuje studia, do Lwowa wraca po odbiciu go z rąk Rosjan, i nie tylko zdobywa tytuł magistra, ale nawet szybko pisze doktorat, by ukończyć go jesienią 1918 roku. Rzec można, akurat na czas, by znów na ochotnika zgłosić się do wojska i wziąć udział w walkach z Ukraińcami. Kolejny raz okaże się jednak, że żołnierski los mu nie sprzyja: legionowa szarża podporucznika nie zostaje zatwierdzona przez polską, regularną już armię, Bolesław musi się odnaleźć jako... szeregowy, pełnić funkcję referenta oświatowego, a nawet magazyniera, kiepskie zdrowie trzyma go z dala od pól bitewnych wojny polsko-bolszewickiej. Z wojska odchodzi w październiku 1920 roku, dopiero kilka lat później, zapewne po wielu napisanych podaniach, otrzymując stopień porucznika rezerwy. Jest w tych wojennych perypetiach, najwyraźniej żadną miarą nie wynikających z jego winy, tajemnicza konsekwencja. Jakby autor scenariusza nie przewidywał dla Bolesława żadnych wojennych przewag, kazał mu rozmijać się z bitewnymi możliwościami. Przyjdzie nam jeszcze zadać pytanie, czy podobna rola nie przypadnie z czasem także jego synowi.
Nie wiemy, czy w żołnierskim plecaku miał Bolesław - jak wielu innych legionistów - Króla-Ducha lub pisma Stanisława Brzozowskiego ani też jak wiele (raczej mało) jest prawdy w opowieści jego syna, w której - tak naprawdę dorabiający jako guwerner student prawa - staje się poetą, emisariuszem i spiskowcem, piszącym "utwory bardzo gwałtowne w swoich uczuciach patriotycznych, a jeszcze przed Legionami, gdy był socjalistą (...), był nazywany czerwonym Herbertem i chodził buntować wioski dziedziców, których córki, głupie, ciemne jak noc, uczył matematyki i łaciny"[60]. Bez wątpienia natomiast możemy stwierdzić, że zapiski Bolesława, rozpoczęte w 1911 roku i kontynuowane przez kolejne pięć lat, świadczą o intelektualnej chłonności autora. Na początku grubego kajetu gimnazjalista wpisuje niezaskakujące motto: "Niech żywi nie tracą nadziei / i przed narodem niosą oświaty / kaganiec", kolejne strony ciasno zapisane drobnym pismem przynoszą jednak o wiele większe zróżnicowanie tonacji[61]. Jako dojrzewający inteligent początku dwudziestego stulecia Bolesław zgłębiał między innymi Płeć i charakter Ottona Weiningera, Maeterlincka, Przybyszewskiego i Brzozowskiego, Staffa i Micińskiego, Tołstoja i Dostojewskiego, Flauberta, interesował się Konfucjuszem i buddyzmem. Czytał dużo, wykazując przy tym konsekwencję w prowadzeniu notatek. Czasem pojawiają się trudne do odczytania zdania mogące być zaczątkami własnych wierszy, łatwiej odczytać prostsze, choć niepozbawione aforystycznych ambicji uwagi: "Gardzę zwyciężonym, daj mi możność zmienić widzenie ciebie, bo nienawiść niszczy bezcelowo siły, wycieńcza jak nieuleczalna choroba", "Jedynie racjonalną dziś formą religii jest monoteizm jako odpowiednik i symbol tajemnic życia pozagrobowego. Zagadka była zawsze dla człowieka bogiem". Czesto zmierzają one ku tonacji jeśli nie mizoginicznej, to w każdym razie stereotypowo męskiej: "Kobieta woli mówić o swych walorach moralnych niż fizycznych. Czyżby odczuwała intuicyjnie, że władza jej (...) leży jedynie w walorze piękna (a ani cnoty, ani mądrości, ani dobroci)", "Najwięcej prawdy o sobie mówi kobieta w kłamstwach o sobie" czy wreszcie "Nie znam drugiej duszy artysty, w której by tyle było kobiecości co w Słowackim". Ciekawe, że trzydzieści lat później Zbigniew Herbert, jako młodzieniec podobnie może udręczony samotnością, w swoich notatnikach również spróbuje rozwikłać tajemnicę kobiecości. I że pisząc o malarstwie, nader chętnie będzie wskazywał walory "męskie" i "kobiece", a dokładnie "zniewieściałe", dobre oceny rezerwując naturalnie dla tych pierwszych.
W rodzinnym albumie Herbert nieraz oglądał zdjęcie ojca w szarym mundurze i maciejówce[62]. Jego własny świat był na razie bezpieczny, nie wymagał męstwa i poświęceń, miast konspiracyjnego kółka czekała nań w gimnazjum jedynie łacińska gramatyka, wkrótce, w czasie następnej, tym razem przegranej przez Polaków wojny Herbertowi juniorowi przypadnie rola cywila, podrostka muszącego schodzić z drogi najeźdźcom. O latach dziecinnych powie z czasem: "ojciec był pozytywistą, organizatorem, gniewał go brud i nieporządek. Ojca się bałem. Wiedział, że jestem labilny i w końcu przystanę do artystów. On skrywał w sobie artystę, poetę. Wiedział, że ja zniszczę to, o co on walczył, i zrobię z tego karykaturę" (HNR, 58). Jest w tej, skądinąd nieautoryzowanej i może jedynie naszkicowanej wypowiedzi pewna przesada, zaczątek mitu pisarza, który nieodmiennie kryje w sobie chorobę, ale bez nadmiernego ryzyka można przyjąć, że dla dorastającego syna ojciec był figurą imponującą, spełnioną, otoczoną legendą żołnierskiej przeszłości, a zarazem człowiekiem odnoszącym zawodowe sukcesy i cieszącym się statusem rzeczywistej głowy rodziny. Zdobyć wszystkie te elementy męskiego wizerunku przyjdzie Zbigniewowi o wiele trudniej.
***
Na zdjęciach z czasów gimnazjalnych i legionowych Bolesław Herbert wydaje się blady i kruchy, ma szczupłą twarz, z czasem nieco wzmocnioną wąsikiem. Jego syn, przeciwnie, w dzieciństwie będzie chłopcem, by tak rzec, solidnym, później mężczyzną krępym, w listach do rodziców czy kochanek zdradzającym, że właśnie udało mu się trochę zeszczupleć lub też że przykuty do biurka niestety na nowo się zaokrąglił. Jak wspominała Halina Misiołek, jedna z towarzyszek życia Herberta, miał też boleć nad tym, że fizycznie wdał się nie w linię herbertowską, bardziej eteryczną, lecz w rodzinę matki, cięższą, cielesną, jeśli zdradzającą cechy angeliczne, to w sposób taki, w jaki portretował anioły ukochany malarz Zbigniewa Piero della Francesca - przypominające krzepkich toskańskich chłopów[63].
"po kim mam podwójny podbródek / po jakim żarłoku gdy cała moja dusza / wzdychała do ascezy" (WZ, 365) - zastanawiał się Pan Cogito. Czy jego twórca rzeczywiście bolał nad swą sylwetką, pozostanie tajemnicą poety, któremu brak aparycji amanta filmowego nie przeszkadzał skądinąd w podbojach miłosnych, my natomiast bez trudu możemy stwierdzić, że wykonane jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny zdjęcie rodziny Kaniaków, z Józefem, dziadkiem autora Napisu w środku, robi spore wrażenie[64]. Ośmioro dzieci, mała drużyna, w której zdecydowaną przewagę mają dziewczynki, otacza rodziców, na ramionach matki wspiera się potomek dziewiąty, ubrany w niemowlęcą sukienkę, wszyscy wpatrują się w obiektyw ze śmiertelną powagą, a może lekkim przestrachem. Ojciec tego zastępu ma oblicze zażywne, na solidnym brzuszku widać srebrny łańcuch od zegarka, wypiętą pierś w surducie zdobi szereg odznaczeń.
Józef pochodził z jednej z podlwowskich wsi, w dzieciństwie - tak wnioskuje z wypełnionych kaligraficznym pismem habsburskich metryk jego potomek - mógł stracić rodziców i wychowywać się w przytułku. Trafiając z czasem do Lwowa, nie zrobił tu aż amerykańskiej kariery od pucybuta do milionera, niemniej jednak zdobył własną pracą solidną pozycję. Z początku zwykły goniec w namiestnikostwie, stopniowo awansuje do roli - ile galicyjskiego ducha jest w melodii tej frazy - woźnego prezydialnego. Zakłada i potrafi utrzymać rodzinę, jego żona, Niemka, urodzi jedenaścioro dzieci. Jedna z córek stanie się matką poety, a w znacznie skromniejszą pod tym względem rodzinę Herbertów wniesie bogactwo ciotek, do których jej syn, w kolejnych rozdziałach życia zazwyczaj otoczony adorującymi go kobietami, adresować będzie w listach ukłony i ucałowania rączek.
Powracają w tej opowieści te same imiona i oto na scenie pojawia się kolejna Maria, która przykuje uwagę niedawnego legionisty. Panna Kaniak nie była obdarzona ani zapierającą dech w piersiach urodą, ani romantycznie brzmiącym nazwiskiem, cechowała się za to lekko awanturniczym i artystycznym temperamentem, skłonnością do zabawy, improwizacji, szczodrego gestu[65], ale też odwagą, której wymagało - mówi o tym rodzinna opowieść - szmuglowanie przez ukraińskie posterunki w 1918 roku pistoletu, ukrytego w... koku upiętym z bujnych włosów[66]. Wiele lat później te cechy wyrodzą się w pasmo chorobliwych euforii, następujących po depresjach, pod koniec drugiej dekady dwudziestego stulecia musiały jednak tworzyć miłą, musującą aurę radosnej dziewczęcości.
Ukończywszy seminarium nauczycielskie, córka Józefa nie odnalazła się w roli Siłaczki edukującej wiejską młodzież, zapewne z pomocą ojca zdobywa więc kolejne skromne urzędnicze posady. W czasie wojny 1920 roku pracuje w biurze lwowskiej Miejskiej Straży Obywatelskiej i tu dochodzi do wydarzeń, w których splatają się reminiscencje mitologicznego sądu Parysa, dla ówczesnych absolwentów gimnazjów będącego odwołaniem nie aż tak odległym od rzeczywistości, oraz sentymentalne i nieśmiałe, acz niepozbawione determinacji porywy:
w jednym z pokoi pracowały trzy młode niewiasty. Pewnego razu otrzymały one dziwną przesyłkę. Było to dorodne jabłko (...), do którego dołączono bilecik: "Dla najpiękniejszej". Nie wiedziały, która z nich jest adresatką przesyłki, mogły jedynie poprosić nieznanego wielbiciela o wyjaśnienie. Nadeszło ono wraz z kolejnym jabłkiem i bilecikiem opatrzonym inskrypcją: "Dla Przetowłosej". (...) "przetowłosa" to tyle, co "mająca rozpuszczone włosy i nienakrytą głowę". (...) panna mogła w tamtym okresie pojawiać się publicznie bez nakrycia głowy, choć nie należało to do najlepszego tonu; rozpuszczone zaś, nieupięte włosy były już czymś wyraźnie wyjątkowym. Można więc sobie wyobrazić, że właśnie widok dziewczyny z niesfornymi lokami zwrócił uwagę młodego żołnierza[67].
Czy sprawiła to tradycyjnie wiążąca się z jabłkiem pokusa, czy raczej osobowość nie aż tak młodego, bo zbliżającego się do trzydziestki żołnierza, dość że Maria chętnie przyjęła kolejne owoce oraz awanse Bolesława, by wkrótce oddać mu w zamian swą rękę. Pobierają się 5 lipca 1921 roku, a jednym ze świadków na ich ślubie jest gimnazjalny przyjaciel Bolesława Stanisław Baczyński, szczęśliwy ojciec kilkumiesięcznego Krzysztofa[68].
***
"Wojskowym chciałbym być, ale generałem, od razu generałem, nic innego mnie nie interesowało" (HNR, 209) - opowiadał autor Raportu z oblężonego Miasta ze swadą, może wynikającą z tego, że jego interlokutorką w 1996 roku była młoda śliczna tłumaczka i dziennikarka radiowa. Ale generalskie dystynkcje nie były do końca przypadkowe, bo na hipotetycznej zbiorowej fotografii rodziny Herbertów łatwo dostrzeglibyśmy - wystającą ponad głowy innych krewnych - imponującą kitę oficerskiego pióropusza i galowy mundur z równym niczym żołnierze w czasie musztry rzędem orderów.
Marian Herbert był wnukiem Franciszka i stryjecznym bratem Bolesława, że jednak urodził się blisko trzydzieści lat wcześniej od tego ostatniego, zazwyczaj w rodzinie przyszłego pisarza nazywano go stryjem. Wcześnie wybrał karierę wojskową, w armii austro-węgierskiej dosługując się stopnia pułkownika. Gdy było już to możliwe, zgłasza się do Wojska Polskiego, by w roku 1919 jako dowódca jednego z pułków wziąć udział w ofensywie przeciwko Ukraińcom. Jego oddziałowi udaje się zająć schulzowski Drohobycz, jednak z powodu jakichś nieporządków dzieje się to później, niż planowano, innymi słowy, pułkownik Herbert - niczym Tukidydes - "spóźnił się z odsieczą" (WZ, 359), za co "najpierw otrzymał naganę, a potem został pozbawiony dowództwa"[69]. Po zakończeniu działań wojennych odsunięty na boczny tor, nie zrobił kariery w siłach zbrojnych II Rzeczypospolitej, by ostatecznie trafić na emeryturę w stopniu generała brygady. Osiedliwszy się we Lwowie, był częstym gościem w domu Marii i Bolesława, w kilkuletnim Zbyszku budząc chłopięce marzenia o szamerunkach i buławie, później zaś - jako "austriacki generał" - współtworząc cokolwiek zmitologizowaną opowieść poety o jego przodkach.
Bardziej jednak frapujące są losy generalskich synów, podczas drugiej wojny światowej tworzące symboliczną opozycję, różne warianty polskich, a raczej polsko-niemieckich losów. Edward podobnie jak ojciec wybierze drogę zawodowego żołnierza i dosłuży się stopnia kapitana; ranny, internowany, w 1940 roku strzałem w tył głowy zostaje zamordowany w Katyniu. To właśnie jego pamięci są poświęcone Guziki, wiersz z tomu Rovigo.
Roman Herbert, żołnierz w latach 1919-1920, zdecydował się na inną życiową ścieżkę. Przeniesiony do rezerwy, żeni się ze znacznie starszą od siebie bogatą Niemką Rosą von Tauberg. Gdy w 1939 roku jej dobra w Galicji zajmują Sowieci, Roman podpisuje folkslistę, dzięki czemu otrzymuje jako odszkodowanie majątek w Wielkopolsce. Pod koniec wojny ucieka stamtąd do Drezna, by ostatecznie razem z żoną osiąść i wieść całkiem dostatnie życie w Wiedniu. Z polskiej, przynajmniej tej oficjalnej perspektywy narzucającym się dopełnieniem opowieści o czarnej owcy w rodzinie winno być oczywiście potępienie. Sprawa nie przedstawiała się przecież tak łatwo. Kiedy Roman "zaczął bywać w Polsce po II wojnie światowej, (...) Ojciec Poety kategorycznie odmówił przyjęcia go we własnym domu. Także Poeta najwyraźniej nie dążył do fraternizacji z wiedeńskim krewnym, choć zdawkowe jakieś kontakty między obu panami się zdarzały"[70] - pisze siostrzeniec Zbigniewa Herberta. Nie były chyba one aż tak zdawkowe, skoro to u Romana zatrzyma się Maria Herbert, gdy w 1958 roku będzie mogła wyjechać na chwilę z komunistycznej Polski, jej syn zaś dekadę później poleci stryja udającemu się do Europy amerykańskiemu przyjacielowi[71] i jeszcze w 1975 roku doniesie matce w wielkanocnym liście: "Do Romana dzwoniłem z życzeniami z Salzburga. Wpadnę do niego na pewno. (...) Był bardzo wzruszony i kazał Cię pozdrowić"[72].
Nie chodzi tu naturalnie o rozliczanie autora Przesłania Pana Cogito z wierności patriotycznym kodeksom, które niejednokrotnie boleśnie się krzyżują z rodzinnymi więzami czy zwykłą międzyludzką sympatią, ale o wzbogacenie palety odcieni, uniknięcie podręcznikowych czarno-białych podziałów, bardziej prawdziwą opowieść o polskiej historii. W tym spektrum mieszczą się losy jeszcze jednego syna Mariana Herberta, Ludwika, który kończy studia medyczne w Poznaniu, osiedla się tam, a w 1939 roku zostaje folksdojczem. Trafia następnie do okupowanej Warszawy, gdzie - zapewne jako niekłopotliwą synekurę - otrzymuje stanowisko zarządcy laboratorium fotograficzno-filmowego. Tak się składa, że w firmie tej działa komórka Armii Krajowej zajmująca się produkcją materiałów wybuchowych. W 1943 roku, czy to na skutek donosu Ludwika, czy jedynie w jego obecności, Gestapo odkrywa i morduje AK-owców. Podziemny sąd skazuje Herberta na karę śmierci, wyrok wykonuje oddział pod dowództwem Tadeusza Zawadzkiego, słynnego "Zośki", jednego z bohaterów Kamieni na szaniec.
O całej tej wyjątkowo bolesnej historii autor Pana Cogito dowiedział się zapewne znacznie później, trudno sobie wyobrazić, by jeśli w ogóle sami znali szczegóły, rodzice opowiadali o nich w okupowanym przez Niemców Lwowie kilkunastolatkowi, któremu Ludwik pozostał w pamięci jako wujek parę lat wcześniej uczący go pływać kraulem w podlwowskich Brzuchowicach. My jednak przynajmniej zauważmy wachlarz możliwości, które realizowali potomkowie przybyłego do Lwowa pierwszego ze znanych Herbertów. Austriacka lojalność wobec Najjaśniejszego Pana, zaplecze kultury niemieckiej, nieraz ukonkretnione w związkach małżeńskich, polskie konspiracje pełnych patriotyzmu młodzików, zmienne koleje wojen, a czasem też niejako powrót do początku, do pamiętającego cesarzy Wiednia. Jakkolwiek w takich deklaracjach Herbert może nieco przerysowywał swoją sytuację, niemniej jednak wielokrotnie mówił, że - tym cenniejsza w tej perspektywie - polskość jest dla niego nie tyle rodzinnym spadkiem, ile świadomym wyborem. "Co myślę o Polsce? Myślę podobnie jak Ty, bo nie jestem z tym krajem (jeszcze mniej niż Ty) związany wspólnotą krwi - pisał do podkreślającego swe litewskie korzenie Czesława Miłosza. - Ale ta Erde (ohne Blut) [ziemia (choć nie krew)] jest moja, jak zaraza albo choroba weneryczna i żebym nie wiem jak podskakiwał, nie wyzwolę się od tego"[73]. W wierszu Odpowiedź czytamy zaś:
helleńska rzymska średniowieczna
indyjska elżbietańska włoska
francuska nade wszystko chyba
trochę weimarska i wersalska
tyle dźwigamy naszych ojczyzn
na jednym grzbiecie jednej ziemi
lecz ta jedyna której strzeże
liczba najbardziej pojedyncza
jest tutaj gdzie cię wdepczą w grunt
lub szpadlem który hardo dzwoni
tęsknocie zrobią spory dół.
(WZ, 162)
***
Na początku lat dwudziestych Maria i Bolesław Herbertowie wynajmują pierwsze wspólne mieszkanie przy ulicy Łyczakowskiej 55, w nieco peryferyjnej, tańszej niż centrum i cieszącej się opinią bastionu lwowskich batiarów dzielnicy miasta, które tu właśnie gubiło swój metropolitalny sznyt, rozluźniało gorset zabudowy, zasypiało na sennych przedmieściach. Zamieszkują razem z matką pana młodego; jak się wydaje, między teściową a synową relacje układały się dobrze, w każdym razie pozostaną razem aż do śmierci Marii z Bałłabanów. Nie zachowały się z tamtych czasów żadne listy ani wspomnienia, które pozwoliłyby nam orzec, czy druga z Marii z żalem rezygnowała z perspektywy własnej pracy, takiej lub innej samodzielności. Prawdopodobnie nie, jej dalsze życie wskazuje bowiem, że - skądinąd energiczna i zaradna - dobrze odnajdywała się w roli przede wszystkim matki i żony. W każdym razie zgodnie z dominującym społecznym modelem wychowanie dzieci i domowe zajęcia miały spocząć na barkach wspomaganej przez teściową pani Herbertowej, zarabianie zaś na ten dom należało do Bolesława.
Radzi on sobie z tym dobrze, o czym świadczą kolejne zmiany mieszkań, letniskowa willa w Brzuchowicach, w której upłynie spora część dzieciństwa przyszłego poety, a nawet kupno parceli i plany budowy kamienicy we Lwowie. Po paru dorywczych posadach w 1924 roku Bolesław dostaje stanowisko dyrektora Małopolskiego Banku Kupieckiego, firmy niewielkiej, ale właśnie przeżywającej etap rozwoju, a więc idealnej dla początkującego i ambitnego - mówiąc współczesnym językiem - menedżera, który bank reformuje, rozszerza jego działalność, zdobywa dlań własną siedzibę przy ulicy Wałowej, a przede wszystkim szczęśliwą ręką przeprowadza przez wielki kryzys przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Dyrektor Herbert znajduje przy tym czas i siły na udzielanie się także w innych organizacjach - szefuje Stowarzyszeniu Kupców i Przemysłowców Polskich Województw Południowo-Wschodnich, wykłada też na wyższych kursach spółdzielczych organizowanych przez lwowską Akademię Handlu Zagranicznego. Echem tych zainteresowań i działań będą powojenne studia syna, mającego przez krótki czas nadzieję, że wydział konsularny krakowskiej Akademii Handlowej pozwoli mu zdobyć jakąś zagraniczną posadę. W 1937 roku sytuacja banku jest najwyraźniej na tyle stabilna, by Bolesław mógł się ubiegać o drugą posadę - szefa lwowskiego oddziału poznańskiego towarzystwa ubezpieczeniowego Vesta. Ostatnie lata dwudziestolecia międzywojennego upłyną więc rodzinie Herbertów jeśli nie w zbytku, do którego najwyraźniej nie przejawiano skłonności, to w dobrobycie i poczuciu bezpieczeństwa. A rodzina ta, zgodnie z tradycją poprzednich pokoleń, rozwijała się szybko.
Szkicując pod koniec życia wiersz "Dzieci" i nieco sceptycznie napomykając o tak zwanej współczesnej młodzieży, przed którą świat seksualności nie ma tajemnic, Herbert konstatował: "Co do mnie to przyniósł mnie klasyczny bocian / dobrze pamiętam tę cudowną podróż / trzymał mocno w dziobie zawiniątko kraciastą chustę". Długi lot wiódł nad morzem (chciałoby się dopowiedzieć: Śródziemnym), aż w końcu cokolwiek zmęczony ptak "zaczął kołować nad Lwowem stolicą Galicji / i Lodomerii", gdzie "w otwartym oknie na I piętrze przy ulicy Łyczakowskiej 55 / stał Pan szczupły kruczowłosy dystyngowany miał / czerwone uszy a przy nim Pani cała w pąsach doprawdy / nie wiedzieli co robi się z sexem / bocian położył mnie delikatnie na parapecie okiennym / oboje Pan i Pani chwycili niebieski podarek"[74]. Dodajmy, że zapewne Bolesław i Maria nie pąsowieli tak łatwo, o czym może świadczyć to, że niebieski podarek był już drugim z kolei.
Niespełna dwa lata po ich ślubie, 17 marca 1923 roku, na świat przychodzi córka Halina, półtora roku później, 29 października 1924 roku, pod znakiem Skorpiona, rodzi się ważące ponad cztery kilogramy krzepkie niemowlę, któremu podczas chrztu w kościele Świętego Antoniego nadano imiona Zbigniew Bolesław Ryszard[75]. Na fotografii opisanej rodzicielską ręką: "Zbych - jeden rok życia"[76], widać - czy jednak nie starszego? - chłopczyka w krótkiej białej koszulinie, spod której wystają pulchne nóżki. Przyszły autor Pana Cogito prawą ręką obejmuje dodającego mu odwagi pluszowego misia, który może na sesję przywędrował razem z chłopcem, gdyż siostra poety wspominała, że z takim właśnie misiem sypiał on w dzieciństwie, przed snem starannie otulając przyjaciela...[77] Lwowski fotograf namawiał Zbysia do uważnego patrzenia w obiektyw, a chłopiec z zadania wywiązał się doskonale. Z grzywką równo przyciętą nad czołem, spogląda przed siebie, jak się zdaje - emanując spokojem. Upozowane w atelier dziecięce fotografie, zwłaszcza te wykonane przed stuleciem, raczej nie epatują dramatyzmem, a jednak odnosi się wrażenie, że mały Zbigniew Herbert ma w sobie wyjątkowo dużo pogody, że oparty na misiu, obserwowany zapewne przez stojącą obok fotografa matkę, przygląda się światu z niezachwianą ufnością.
Nieco więcej dynamiki przynosi zdjęcie z podobnego okresu[78], ale wykonane w plenerze, gdzie widzimy całą rodzinę, a także stojącą w tle służącą, która jakby z anielską cierpliwością osłania szerokimi ramionami siedzących Herbertów. Wszyscy mają ponure twarze, może stoczono właśnie batalię, której celem miało być unieruchomienie dzieci w kadrze, nadąsana Halinka odwraca głowę w bok, Bolesław i Maria zdają się znużeni. Zabawniejszy szczegół odnajdujemy jednak w dolnym rogu, gdzie znów odziany w kusą koszulkę Zbigniew siedzi w... zabawkowym wózeczku, zastępując w nim lalkę siostry i mieszcząc się tam nie bez trudu. W zgoła innym wcieleniu spotkamy go na kolejnej, późniejszej o rok i nieco prześwietlonej, wykonanej przez ojca fotografii: chłopiec opuścił bezpieczne łóżko o wysokich ścianach z siatki i obiema rękami uchwycił, szczęśliwie tkwiącą w pochwie, szablę, wpatrując się w górę, poza kadr, może na twarz trzymającego tę broń stryja generała[79].
W marcu 1931 roku do grona Herbertów dołączy jeszcze jedno dziecko, Januszek. Jak zapamiętała to najstarsza z rodzeństwa Halina, życie toczyło się idyllicznie, rodzina była "szczęśliwa. Ciepła. (...) Rodzice się kochali. Kiedyś obliczyłam (...), że byli ze sobą czterdzieści dwa lata, trzy miesiące i dwadzieścia pięć dni - do śmierci taty"[80].
***
Kamienica przy Łyczakowskiej miała tylko dwa piętra, ale była dość rozłożysta, stateczna, od tyłu otaczały ją galeryjki, z których można było wchodzić do mieszkań i - mając parę lat - wpatrywać się w niewielkie podwórze. Tuż obok znajdował się targ, na który z wiklinowym koszem musiała codziennie chadzać służąca Herbertów, obok kościoły - w jednym z nich Zbyś został ochrzczony, w innym będzie ministrantem, i jeszcze szkoła podstawowa, mająca go zapamiętać jako ucznia cichego, nieaspirującego do pierwszych lokat. Dziesięciominutowy spacer można było zakończyć u bramy cmentarza Łyczakowskiego, nieco dalej, do pagórkowatego, lesistego Kajzerwaldu wędrowały młode matki, by poplotkować z przyjaciółkami, podczas gdy ich dzieci stawiały babki z piasku[81]. W pobliżu, choć Herbertowie z pewnością o tym nie wiedzieli, mieszkała Debora Vogel, pisarka i przyjaciółka Brunona Schulza, w 1945 roku zdąży się też tutaj, na Łyczakowie, urodzić Adam Zagajewski. Przez blisko stulecie nie zmieniło się zbyt wiele - i dziś jest cicho, kamienice mają fasady w odcieniach austriackiej kanarkowej żółci, szeroka ulica, którą przejeżdżają tramwaje, jest wyłożona kocimi łbami.
Trzypokojowe mieszkanie pękało w szwach. Babcia kładła się spać za zasłonką w salonie, w sypialni rodziców znaleziono miejsce na dziecinne łóżeczka. Było jednak coraz ciaśniej, więc po przyjściu na świat Januszka Herbertowie przeprowadzają się na ulicę Tarnowskiego, cztery lata później na położoną znacznie bliżej centrum, zwieńczoną hotelami Bristol i Krakowskim, Piekarską. Latem 1937 roku metą tych peregrynacji stanie się kamienica przy ulicy Obozowej 5, dostatniejsza, bardziej nowoczesna, w której prowadzące na wysoki parter wahadłowe drzwi były ozdobione szkłem w kolorze butelkowej zieleni, podłogi wyłożone biało-czarnymi kaflami z motywem morskich fal, a u szczytu klatki schodowej znajdował się duży świetlik, w oczach dzieci przybierający nobliwą postać kopuły. Blisko stąd do wspaniałego parku Stryjskiego, gdzie "po wyjściu z Panoramy Racławickiej szło się wypocząć na ławce, zjeść precle. Dla dzieci był koloru kości słoniowej miód turecki, który sprzedawca odłupywał z dużej bryły maleńką siekierką i wręczał na skrawku papieru. Można się było też napić smakowitego napoju, wyciągu z różnych owoców z dodatkiem skórek pomarańczowych i cytrynowych"[82].
Pod koniec lat siedemdziesiątych Zbigniew Herbert zapisze pomysł na cykl wierszy o tytule "Przedmioty", z którego co prawda powstały prawie jedynie tytuły, da się w nich przecież odnaleźć zaczątek mapy wspomnień. Towarzyszące uczniowi "kałamarz" i "atrament" sąsiadują z "żelazkiem", które może przykuwało uwagę sykiem, obłokiem unoszącej się pary. Obok z pewnością przysparzających kłopotów "sznurowadeł" znajdziemy - czy mówiący o dziecięcej skłonności do dewocji? - "klęcznik". Dający przedsmak podróży "fotoplastikon" otacza przyziemny aromat "krochmalu", zapach, którego "nic nie mogło zabić", "był mocny jak bryza morska", a od bulgoczącej "muzyki rur wodociągowych" wędrujemy do okien, które naprawia szklarz - "wędrowny filozof oświecenia". Dodajmy tu jeszcze zaczerpnięte z innych notesów zdania o chłopcu, który "zbiera staniole by wykupić murzynka z niewoli"[83], oraz o fascynującej go "małej dziewczynce córce mistrza ognia który na naszym podwórzu naprawiał / rondle garnki patelnie w łunie zielonej fioletowej"[84], by w końcu odkryć, że cały ten świat domyka "przyjście wroga", z którym wiąże się "zabójstwo zapachów / nędza - karbol - strach"[85].
Jest w tym spisie pieczołowitość obserwacji, pamięć spojrzenia dziecka, które nie jest jeszcze znudzone światem, patrzy nieszablonowo, intensywnie. "Odkrywałem tajemniczość szklanki wypełnionej wodą, dwie przejrzystości. Podziwiałem łóżko z dziwnego, rzadkiego drewna, które było rodzajem kosmologii; przypominało jakieś mgławice" (HNR, 113) - opowiadał Herbert w wywiadzie, dokumentując doświadczenia, które wielu z nas pamięta, ale które też stały się podstawą niejednej z olśniewających stronic prozy Brunona Schulza. Jeśli jednak dla autora Sklepów cynamonowych najbardziej zmitologizowanym obrazem dzieciństwa była wędrówka ojca z synem przez chcącą ich zagarnąć ciemność, autor Martwej natury z wędzidłem stawia nam przed oczyma jedynie z pozoru minimalistyczny widok omywanego ciepłym światłem muru:
moim podstawowym przeżyciem malarskim był (...) widok z okna kamienicy (...) na mur, który był najpiękniejszy, kiedy słońce zachodziło. (...) tu mi się zaczęła jakaś sprawa niewyrażalności świata. Wiedziałem, że ten mur jest najpiękniejszy tylko przez parę minut - w słońcu. Zwykle nieefektowny, szarawy - w słońcu nabierał koloru gorącej ochry. Można było podróżować wzrokiem (...), odkrywając to, co jest istotą malarstwa: uwrażliwienie na półtony. Tu jakaś rysa, tu coś zielonego, jakaś zielona plama, której właściwie nie ma, ale która powinna być.
Dając dowód zdolności do tworzenia improwizowanego eseju, zaraz wzbogaci dziecięce wspomnienie o vermeerowski pejzaż i słynną scenę z W poszukiwaniu straconego czasu: "u Vermeera jest ten cudowny podział na cień i na światło. (...) Gdzieś tam i chmury, i gdzieś tam padają promienie słońca - i ja sobie myślę, że to, co widziałem w dzieciństwie, to było coś takiego. Nie wiem, czy ja nie mitologizuję, bo jest przecież u Prousta historia pana, który idzie, żeby obejrzeć ten widok Delft, i umiera przed nim. Ale ten załomek muru we Lwowie, to światło na murze... (...) nie można mnie było od tego odpędzić" (HNR, 113 n.). Jeśli nawet chwile zapatrzenia urosły w pamięci, to i tak dotykamy tu sedna wrażliwości artysty odsłaniającego intensywność istnienia najmniejszych strzępów świata, próbującego nieledwie opuścić granice samego siebie, współodczuć z innym człowiekiem, zwierzęciem, przedmiotem. Kilkakrotnie starał się Herbert opisać taki stan, jakby właśnie w empatii szukając najwcześniejszych źródeł własnej twórczości.
Podczas wizyty w Budapeszcie, jak zapamiętali słuchacze, mówił o dziecięcym odczuciu, że "mógłby być kimś całkiem innym. (...) wyglądał (...) przez okno (...) ujrzał przechodzącego staruszka i pomyślał, że sam mógłby być tym staruszkiem albo tym widzianym w dole pieskiem"[86]. Indagowany przez polskiego dziennikarza powie: "widziałem przechodzących ludzi, mur i zachodzące słońce i wyobrażałem sobie, że jestem tymi ludźmi na ulicy, a nawet murem z cegieł, nagrzewanym przez promienie" (HNR, 108). Renacie Gorczyńskiej, która namówiła go na długą rozmowę w Paryżu w latach osiemdziesiątych, zrelacjonuje "przeżycie z dzieciństwa. Napisałem w związku z tym taki wiersz o siostrze, w którym uświadomiłem sobie, że właściwie mógłbym być każdym. Mógłbym być panem z brzuszkiem, który idzie w śmiesznym meloniku, mógłbym być pieskiem albo murem. (...) Miałem uczucie, że moja indywidualność nie jest absolutna, pewna, skończona, że ja przez przypadek urodziłem się w rodzinie ojca Herberta. Przecież mogłem być tym dzieckiem na podwórzu, z którym się bawiłem, tą córką żydowskiego sklepikarza, w której bardzo się kochałem (...). Tu wracamy do empatii, która dla mnie jest rzeczą zupełnie naturalną, a nawet, powiedzmy, warunkiem pisania" (HNR, 177).
Z tej perspektywy znaczenia nabiera tych kilka z pozoru jedynie ironicznych słów: "cecha młodego Herberta - zagapienie", które znajdziemy w notatniku opatrzonym przez autora Rovigo datą "Boże Ciało, 15 czerwca 1995"[87]. Chłopiec cichy, nieco może rozmarzony, w kolejnych szkołach trzymający się zawsze na uboczu. Zagłębiony w książkach jak dziecko naszkicowane przez Waltera Benjamina, które "wdycha powietrze zdarzeń i wszystkie postacie darzą je swym tchnieniem. (...) Niesłychanie poruszają je zdarzenia i dialogi, a gdy wstaje, jest całe ośnieżone tym, co przeczytało"[88]. Dziecko zapatrzone. Empatia, jak będzie to nazywał Herbert: próba uniwersalnego współczucia, niejednokrotnie jeszcze pojawi się w tej książce, fragment zaś przywołanego przez poetę wiersza Siostra brzmi tak: "Dzięki nieznacznej różnicy wieku zażyłościom dziecinnym / wspólna kąpiel tajemnicy puszystych włosów i miękkiej skóry / mały Cogito odkrył - że mógł być siostrą / (było to tak proste jak zamienienie miejsca przy stole / gdy rodzice wyszli i babka pozwalała na wszystko)" (WZ, 371).
***
Pozwalała na wszystko, bo taka przecież jest rola babć, zwłaszcza podczas wieczornej nieobecności rodziców, którzy często szli do teatru czy choćby na kolację do restauracji U Atlasa. Dzieciństwo Herberta upływało w zapomnianej przez współczesną kulturę rodzinie wielopokoleniowej, a ze wspomnień siostry wyłaniają się kadry przypominające ilustracje ze starego elementarza, na których babcia siedziała "w starym fotelu, dużym, zielonawym, z deseniem w róże, a obok niej leżał stos skarpetek i pończoch do cerowania. Opowiadała bajki albo czytała wnukom książki aż do zachrypnięcia"[89]. W podobnej tonacji jest utrzymany utwór Mój ojciec, który Herbert naszkicuje z początkiem lat pięćdziesiątych, już po wojennej apokalipsie i wygnaniu:
Mój ojciec bardzo lubił France'a
i palił Przedni Macedoński
w niebieskich chmurach aromatu
smakował uśmiech w wargach wąskich
i wtedy w tych odległych czasach
gdy pochylony siedział z książką
mówiłem: ojciec jest Sindbadem
i jest mu z nami czasem gorzko
przeto odjeżdżał Na dywanie
na czterech wiatrach Po atlasach
biegliśmy za nim zatroskani
a on się gubił W końcu wracał
zdejmował zapach kładł pantofle
znów chrobot kluczy po kieszeniach
i dni jak krople ciężkie krople
i czas przemija lecz nie zmienia
na święta raz firanki zdjęto
przez szybę wyszedł i nie wrócił
nie wiem czy oczy przymknął z żalu
czy głowy ku nam nie odwrócił
raz w zagranicznych ilustracjach
widziałem jego fotografię
gubernatorem jest na wyspie
gdzie palmy są i liberalizm.
(WZ, 19)
W tym nostalgicznym, nieco baśniowym obrazie znajdziemy więcej biograficznych szczegółów, niżby nam chciała pozwolić szkolna polonistyka. Bolesław rzeczywiście sporo palił, wybierając tytoń jednej z lepszych ówczesnych marek, a zabierane do pracy papierosy codziennie rano własnoręcznie zwijała mu żona. Czytywał Anatola France'a, w jego bibliotece, gdy zacznie na nowo gromadzić ją po wojnie, właśnie autor Gospody pod Królową Gęsią Nóżką będzie reprezentowany najliczniej, dowodząc pogodnej, sceptycznej, delikatnie wolteriańskiej postawy jej właściciela. Dyrektor lwowskiego banku był człowiekiem niewątpliwie inteligentnym, obdarzonym szlachetną lekkością poczucia humoru, bardzo też "lubił sobie stroić różne "hece""[90]. Wspominając tę cechę dziadka, Rafał Żebrowski odnajduje w archiwum swojej matki fotografię z lat trzydziestych, na której zza grupy nieco ponurych letników, mrużących oczy w promieniach słońca, wyłania się rozfiglowany Bolesław, najwyraźniej zamierzając dorobić rogi stojącemu przed nim mężczyźnie, na twarzy zaś ma uśmiech szelmowski, jak ładnie pisze wnuk: mefistofeliczny[91]. Grymas i opadająca grzywka sprawiają też, że w ramach improwizowanych zabaw mógłby z powodzeniem parodiować Adolfa Hitlera, czemu wtedy jeszcze towarzyszyłby niepodbarwiony grozą śmiech widzów.
Posiadł też Bolesław umiejętność szarmanckiej adoracji kobiet - cechę tę jego syn nie tylko odziedziczy, ale z upływem lat rozwinie w znakomitym stylu. Na razie dla małego chłopca najważniejsze było to, że - w przeciwieństwie do zawsze bliskich matki i babci - ojciec był oddalony, tajemniczy, nieraz zamykał się w gabinecie, czasem samotnie podróżował. Gdy czytał przesłany mu przez syna wiersz albo którąś z licznie posiadanych książek podróżniczych, na przykład niemieckie dzieło Das neue Asien, gwiazdkowy prezent z 1954 roku opatrzony dedykacją: "Ojcu / Sindbadowi - / Syn / Zbigniew"[92], w bierutowskiej Polsce, w sopockim mieszkaniu, do którego urząd miasta dokwaterowywał kolejnych lokatorów, Bolesław musiał uśmiechać się nieco gorzko, być może wspominając dawne eskapady, dokonywane jeśli nie na latającym dywanie, to wieloma innymi ówczesnymi środkami lokomocji.
"Potrzebę podróży odziedziczyliśmy po ojcu"[93] - mówiła siostra poety, my zaś możemy dodać, że o ile dla ojca wędrówki były wyłomem w codziennej ustabilizowanej egzystencji, o tyle synowi przez wiele lat właściwie zastępowały ową stabilizację. Podróże syna będą też niepomiernie bardziej ryzykanckie, często podejmowane prawie bez pieniędzy, autostopem, nie kończące się katastrofą jedynie dzięki życzliwości przypadkowo poznawanych ludzi. Bolesław podróżował tak, jak w latach trzydziestych wypadało mężczyźnie w średnim wieku, z dobrego towarzystwa. Niemniej jednak, gdyby prowadził dziennik, na jego stronach znalazłby się Paryż z przyciągającą uwagę całej Europy wielką wystawą kolonialną, kilkakrotnie odwiedzane Bałkany, morski rejs z przystankami w Neapolu, Palermo czy Trypolisie, spływy Dniestrem oraz automobilowe rajdy ze Lwowa do Zakopanego lub Gdyni. W większości z tych wypraw nie towarzyszyła mu żona, bodaj w żadnej dzieci, i trudno nie zauważyć, że za turystycznym modus operandi kryje się także rodzinna hierarchia, matkę i potomstwo wiążąca z domem, ojcu zaś pozostawiająca daleko większy margines swobody.
Wydaje się, jakkolwiek łatwo w takich ocenach o niesprawiedliwość, że w jakimś stopniu odzwierciadlała ona również predyspozycje rodziców Zbigniewa Herberta. Z późniejszej korespondencji jasno wynika, że matka była przede wszystkim oddaną, czułą opiekunką, reperującą ubrania, wysyłającą wiktuały, natomiast partnerem intelektualnym dla dorosłego już syna pozostawał ojciec. Wśród gromadzonych przez niego książek na półkach mieszkania przy Obozowej znaleźlibyśmy nie tylko klasyków dziewiętnastowiecznej powieści, ale też sporo poezji, przy czym - relacjonuje Rafał Żebrowski - wybory Bolesława były pod tym względem "dość tradycyjne - Asnyk, Staff i żadnej awangardy"[94]. Jak się przekonamy, w bardzo podobnym kręgu artystycznych inspiracji rodzić się będą wkrótce pierwsze wiersze Zbigniewa. Kronikarz rodziny ukazuje nam też ojca przyszłego poety jako kolekcjonera obrazów, w którego zbiorach dominują płótna akademicko realistyczne, czasem batalistyczne, choć znalazło się też miejsce dla z pewnością ciekawszego Hofmana. Dziecięce lata przyszłego autora szkiców o Terborchu czy Vermeerze upłynęły zatem w obecności obrazów ukazujących na przykład scenę "pościgu polskich ułanów za kawalerzystami Konarmii Budionnego"[95], on sam, szkicując portret rodzącego się artysty, wspominał: "u nas wisiały takie obrazy w dobrym mieszczańskim guście: Wygrzywalski, Rychter-Janowska. To były bardzo dobrze malowane obrazy. Jeszcze Vlastimil Hofman. A ja byłem, oczywiście, furiatem awangardystą. (...) w ten sposób zaznaczałem bojowość wobec rodziny"[96].
Sądząc z wielu śladów, ta młodzieńcza rebelia, zarówno na planie estetycznym, jak i innych, będzie miała miejsce jednak znacznie później, po wojnie, podczas studiów w Toruniu. W latach lwowskich był Herbert najwyraźniej dzieckiem czy młodzieńcem niesprawiającym rodzicom kłopotów, dobrze ułożonym, rozpieszczanym przez ciotki, deklamującym w szkole wiersze Kasprowicza i przekonanym, przynajmniej z początku, że największym malarzem jest oczywiście Jan Matejko[97]. Ale lata nieśpiesznego dojrzewania przyszłego pisarza oraz samotnych podróży jego ojca przynoszą inny zwyczaj, który w wizerunku autora Barbarzyńcy w ogrodzie pozostanie już na zawsze stałym elementem.
"Prosiłem, żeby mi przywoził reprodukcje wielkich obrazów. I ojciec je przywoził. Założyłem sobie album. Wielki album malarstwa światowego. I tam był Rembrandt, osobno. (...) A reprodukcje były takie włochate. Rozkoszne. I wiesz, jak przyjeżdżałem do muzeów, to przecież te obrazy znałem, bo miałem je w albumie"[98] - opowiadał Herbert Krzysztofowi Karaskowi, w notatkach zaś do eseju o Rembrandcie napomykał: "zbierałem kartki pocztowe z widokami miast, krajobrazów, dzieł sztuki. Po każdej podróży mego ojca kolekcja powiększała się"[99]. Ten głód obrazów będzie mu już zawsze towarzyszył. W latach własnych podróży, nie bacząc na wydatki, kupuje albumy malarstwa, przenosi się z miasta do miasta objuczony plecakiem i walizą, w której - jak sprawdził - mogło się zmieścić trzydzieści kilogramów książek. Długie minuty spędza przed witrynami urzędów pocztowych, "tabaków" czy trafik, gdzie wybiera pocztówki[100], doprowadzając do mistrzostwa i sztukę ich doboru, adekwatnego do adresata, i najpełniejszego wykorzystania dającej się zapisać powierzchni. W ciągu życia wysłał tysiące widokówek, zgromadził też archiwum reprodukcji, a podczas jednej z greckich wypraw zapisał: "mania zbierania kartek pocztowych doprowadzi mnie do ruiny. Dzisiaj wydałem na nie przeszło trzydzieści pięć drachm. Postępuję jak tyran", który łoży hojnie na kulturę, "zaniedbując potrzeby ludu", przy czym ludem tym było głównie jego własne ciało domagające się posiłków i wygodnego łóżka. W następnym akapicie właściciel także setek szkicowników, w których ołówkiem, piórkiem i długopisem własnoręcznie próbował uchwycić świat, dodaje nieuniknioną, znaną wszystkim świadomym podróżnikom konstatację: "oglądam te moje ubogie skarby w łóżku i porównuję ze skruszonym sercem "prawdę" soczewki z wizją oka. (...) Kłamstwo mechanicznego widzenia doprowadza mnie do rozpaczy (...) Fotografia oddziela nas od rzeczywistości"[101].
***
"Tata prawnik, dyrektor banku, liberał, silny człowiek tępił we mnie miękkość. Babka piękna, wysoka gruźliczka, wcielenie dobroci, najbardziej chrześcijański człowiek, jakiego znałem, ciągnęła mnie w stronę kruchty. Tata widział we mnie przyszłego kapitana żeglugi wielkiej, babka - księdza. W środku mama - bóstwo pośredniczące" - opowiadał Herbert w liście do innego poety, Czesława Miłosza[102]. Dzieciństwo artysty przyciąga naszą uwagę, bo nawet zdając sobie sprawę z iluzoryczności tych prób, chcielibyśmy zobaczyć, jakie warunki, spotkania genów, wychowawcze wpływy go ukształtowały, by nie powiedzieć: pozwoliły mu się narodzić. Szkicując krajobraz wczesnych lat autora Napisu, szybko zauważamy, że pomiędzy silnymi osobowościami dwóch pokoleń rodziny Herbertów - Marią z Bałłabanów i jej synem Bolesławem - postać Marii z Kaniaków rysuje się mniej wyraziście. Jest raczej dopełnieniem, lepiszczem domowego świata, postacią, której obecność wydaje się nie wymagać komentarza.
"Mama była pogodna, nawet trochę śmieszka" - wspomina Halina Herbert[103]. Ze znacznie większą dozą wzruszenia, z innej też perspektywy, odda postać swej babci Rafał Żebrowski: "w jej spokojnej, dobrej twarzy niebywałym blaskiem lśniły zupełnie nieprawdopodobne oczy. Były niebieskie, raczej jasne. Przezierała z nich dobroć, tkliwość, może nawet nostalgia i (...) także jakaś żywość, wesołość - zdawałoby się nie do ugaszenia"[104].
W wierszu Mama, powstałym w tym samym czasie co cytowany przed chwilą utwór Mój ojciec, obok zasadniczego tematu rozchodzenia się światów matki i syna, znajdziemy ułamki wizerunku - "ubrana w białą suknię / i niebieskie oczy", ozdobiona naszyjnikiem - podkreślającego przede wszystkim statykę, niezmienność matczynej postaci: "mama lubi kawę / ciepły kafel / spokój". Podczas gdy ojciec wyrusza w kolejny rejs, ona "siedzi / poprawia okulary / na szpiczastym nosie" (WZ, 43). Oczywiście nie sposób traktować tych wierszy jako wspomnieniowego dokumentu, choć możemy też zauważyć, że rodzice najwyraźniej w jakiejś mierze akceptowali swoje wizerunki, skoro w listach do syna odnajdziemy podpisy "Mama ze spiczastym nosem" czy "Gubernator wysp południowych"[105]. Nawet jednak pamiętając o sztuczności portretów, zauważymy aż zaskakująco stereotypową opozycję: działanie, zmiana, przemierzanie świata jest tu domeną ojca, mężczyzny, dla matki i kobiety przeznacza się trwanie, oczekiwanie, otoczenie mężczyzny opieką. We własnym dorosłym życiu Herbert będzie wyznaczał związanym z nim kobietom głównie role opiekunek, kochanek, cierpliwych penelop, nieporównywalnie rzadziej - w pełni równouprawnionych partnerek. Po części mógł powtarzać obraz wyniesiony z własnej rodziny, w której matka chętnie co prawda brała udział w różnych sportowych eskapadach, poza tym jednak oczom syna jawiła się głównie jako elegancko ubrana towarzyszka ojca, jeszcze częściej zaś - jako nadzorczyni domowego królestwa.
I jeszcze: bóstwo opiekuńcze, bliskie, ciepłe, dotykalne. Ojciec, jak w większości ówczesnych rodzin, pozostawał nieco w tle, nawet fizycznie, bo zgodnie ze zwyczajem o wiele rzadziej na przykład przytulał dzieci, co ułatwiało mu odgrywanie roli rodzica groźniejszego, ostatecznej instancji[106]. "Za przewinienia ojciec karał (...) odsuwając nas od siebie. W trakcie kary nie rozmawiał z nami, nie zapraszał do swego gabinetu na czytanie, nie jadaliśmy przy wspólnym stole" - opowiadała Halina, przywołując też sceny zdecydowanie już teatralne. Jak wtedy gdy wraz z kilkuletnim bratem została przyłapana na próbie palenia papierosów, ojciec zaś "powiedział: Nie chcę mieć dzieci, które kłamią i kradną. Na to babcia krzyknęła: Jezus Maria! On tę patetyczną scenę odegrał, bo na pewno w duchu się mocno podśmiechiwał"[107], czy gdy kilka lat później po awanturze o zbyt późne powroty na Obozową Bolesław oświadczył córce: "musimy się rozstać, ale to ja odejdę z domu, bo ty zmarnowałabyś się bez opieki mamy"[108]. Zdaniem jej syna, po części wychowującego się pod kuratelą dziadka, Bolesław był opiekunem liberalnym i zaangażowanym, ale też nad wyraz konsekwentnie egzekwującym wszystkie reguły. Prawdę powiedziawszy, owa konsekwencja może budzić co najmniej niepokój, tak bowiem wyglądała zabawa w wojnę dziadka z czterolatkiem: "zostały ustalone ścisłe zasady jej prowadzenia (...) wkrótce nazbyt się rozbawiłem i złamałem zawarty układ. (...) kara była straszna. Dziadek wycofał się do swego gabinetu (...). Przestał ze mną jadać przy jednym stole i zapraszać na (...) wieczorne lektury. Stało się to bodaj bez jednego słowa. To Babcia uświadomiła mi, jaką zbrodnię popełniłem. Nie pamiętam, jak długo trwała ta kara, ale wiem, że płakałem pod drzwiami jego pokoju (...). Skrobałem w tą nieszczęsną rajską bramę, błagałem o wpuszczenie"[109].
Opisać dzieciństwo Zbigniewa Herberta jako jeszcze jedno wcielenie sytuacji znanej z Listu do ojca Franza Kafki byłoby olbrzymią przesadą, zapewne zresztą dzisiejszy, o wiele bardziej partnerski i zacierający pokoleniową hierarchię model rodziny uwrażliwia nas na tego rodzaju metody wychowawcze, każąc osądzać je jako okrutne. Przed blisko stu laty były czymś zwyczajniejszym, trudno orzec, czy w rzeczy samej - czego z pewnością oczekiwano - hartującym osobowość i wszczepiającym dzieciom kodeks moralny. Istotny jest tutaj przede wszystkim kolejny rys umożliwiający zrozumienie wspominanej już relacji syna i ojca. Jeśli dla na przykład dojrzewającego Czesława Miłosza ojciec stał się właściwie antywzorem, w życiu Herberta dostrzegamy sytuację odwrotną. Bodaj do swej śmierci pozostanie Bolesław autorytetem, figurą, wobec której syn będzie musiał się opowiedzieć, zazwyczaj postrzegając samego siebie jako gorsze wcielenie męskich ideałów. Idąc o krok lub dwa dalej, można zapytać, czy w tej silnej ojcowskiej pozycji nie kryje się cząstka odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego - w przeciwieństwie do wielu rówieśników - autor Struny światła nigdy nie odrzucił wartości symbolicznie reprezentowanych przez rodziców, w pewien sposób zawsze pozostając wiernym światu przedwojennemu, w dobrym tego słowa znaczeniu: mieszczańskiemu.
***
"Moja ormiańska babcia, największa i trwająca do dzisiaj miłość mego życia, choć nie ma jej już dawno pośród żywych" (MD, 179) - zapisał poeta w nieukończonym wspomnieniu. "Mówił mi wiele razy, że jedyną kobietą, którą w życiu kochał, była jego babcia"[110] - opowiadała Katarzyna Herbert i trzeba przyznać, że w uszach żony mogło to wyznanie brzmieć dość druzgocząco. Ale tonacja, w jakiej pisarz przywoływał postać "ormiańskiej babci", była tak wyjątkowa, że musiała przekraczać granice zazdrości. Jeśli w poezji Herberta co krok napotykamy zmarłych, którzy domagają się pamięci, a nawet formułują moralne nakazy, to w życiu autora tych utworów przykładem przekonania o "świętych obcowaniu", o więzi przezwyciężającej śmierć jest właśnie powracający obraz Marii z Bałłabanów. Wystarczy zacytować fragmenty dwóch listów, które ponadsześćdziesięcioletni pisarz wysłał do żony w grudniu 1986 roku, w czasie podróży do Niemiec. W pierwszym z nich, pisanym - jak zaznacza - w niebie (a dokładnie: podczas lotu z Berlina do Hanoweru), napomyka, że kupił już świąteczne podarunki dla berlińskich przyjaciół, i dodaje: "ach te prezenty. Moja Babunia patrzy z góry i chyba uśmiecha się do mnie", w drugim - zapewniając o tym, że ma się dobrze, nie pije, czuje towarzyszącą mu duchową opiekę - wyjaśnia: "Ty i Babcia jesteście ze mną"[111].
Wspominaliśmy, że ormiańska genealogia Marii Bałłaban może być w dużej mierze raczej zapisem życzenia Herberta niż udokumentowanych faktów. Nie ulega natomiast wątpliwości, że to właśnie jej obecność zasadniczo określiła życie religijne dorastającego chłopca, choć nie było to życie tak synkretyczne, jak widział je po latach sam Herbert, którego słowa zapisał amerykański dziennikarz: "jego babka - "święta kobieta" - pochodziła z Armenii, a ojciec był prawnikiem, dyrektorem banku (...). "Stąd mój synkretyzm religijny, po babce jestem prawosławny, po ojcu - katolik, a przy tym jeszcze kształtowały mnie wpływy kultury chasydzkiej""[112]. W rzeczywistości przyszły poeta pozostawał zdecydowanie w obrębie katolicyzmu, domowe zaś religijne napięcia pojawiały się raczej na styku sceptycyzmu czy agnostycyzmu ojca i żarliwej pobożności babki.
Szkolne zajęcia rozpoczynano wtedy jeszcze głośną modlitwą, w niedzielę uczniowie szkoły podstawowej wspólnie maszerowali na mszę. W maju 1934 roku Zbyś przyjmuje Pierwszą Komunię, jest też ministrantem - jak zapewne większość jego rówieśników katolików, na co wskazuje zachowane zdjęcie, na którym szkolnego katechetę otacza frapująco liczny hufiec chłopców w komeżkach. Nie wiemy, jakie emocje wiązały się dlań z trzymaniem pateny, gaszeniem świec, a zwłaszcza potrząsaniem dzwonkami, nieco ironiczna pamięć rodziny przechowała jedynie wspomnienie o tym, że podczas jednej z procesji na Boże Ciało Zbyś został uznany za tak drobnego, że powierzono mu typowo dziewczęcą funkcję sypania kwiatków[113]. Sam pisarz okres ten opatrzył anegdotą o tym, jak to rodzice kazali mu zdecydować, czy pierwszokomunijnym prezentem będzie rower czy Pismo Święte, on zaś - choć naturalnie wolał rower - chcąc sprawić im przyjemność lub dla swego rodzaju duchowego ćwiczenia, zdecydował się na Biblię[114]. Podobnie zresztą zapamiętała tę opowieść żona poety, opowiadając, iż wybrał on "heroicznie, pewnie ze względu na przygotowującą go do komunii babcię (...). Ale to był wybór okrutny (...). Ciągłe ćwiczenie w wyborze zasad, wartości. Docenił to dopiero w dorosłym życiu"[115].
Przyszły poeta wybierający już w dzieciństwie nie beztroską zabawę, lecz Pismo - ta scena sprawia wrażenie zbyt symbolicznej, wydaje się też, że Maria i Bolesław, kochający rodzice, nie zmuszali swoich dzieci do tego rodzaju wyrzeczeń. Niewątpliwie pamięć ich syna przywołała pewien rygor wychowania czy też własną dziecięcą potrzebę jeśli nie umartwiania się, to jednak odmawiania sobie przyjemności. Wspomniany wcześniej klęcznik, fascynacja praktykującą ubóstwo babcią, emocje związane z Pierwszą Komunią - być może poprzez te drobne znaki dotykamy etapu dziecięcej pobożności. Ciekawa jest również opinia autora Pana Cogito na temat katechety, księdza Jana Sokołowskiego, o którym mówił, że był to "taki sierżant Kościoła katolickiego. Ja mu służyłem do mszy świętej. Jego ulubionym powiedzeniem było: "Milcz, jak do mnie mówisz"" (HNR, 61). W twórczości Herberta nie znajdziemy wielu wizerunków księży, ale typ przekonanego o swej bezwzględnej racji sługi Bożego przywoła on w późnej Homilii, gdzie uczestnictwo w nabożeństwie nie odpowiada na wątpliwości tego, kto poszukuje wiary, chwilowa wspólnota opiera się na niezadawaniu pytań, milczącym słuchaniu kazania.
"Mój ojciec nie był wierzący - Bóg oznaczał u niego figurę retoryczną, równoznacznik losu"[116] - wspomni po latach autor Modlitwy Pana Cogito - podróżnika. Jego babcia natomiast była tercjarką, członkinią przeznaczonego dla świeckich tak zwanego trzeciego zakonu franciszkańskiego, co wiązało się z nakazem ubóstwa, noszonym pod odzieżą szkaplerzem, wieszanymi na ścianach lwowskich mieszkań świętymi obrazami, na przykład wizerunkiem świętego Antoniego Padewskiego, przed którymi paliła się, z pewnością przyciągająca uwagę dzieci, oliwna lampka[117], czy wreszcie codziennym uczestnictwem w porannej mszy. Anegdotą wielokrotnie powtarzaną w rodzinie Herbertów była opowieść o tym, jak to któregoś razu Bolesław, obawiając się o zdrowie słabującej matki, zamyka ją w domu, ta zaś bez wahania wymyka się przez okno na tylny balkon, by już bez przeszkód dotrzeć do kościoła. Ale nieporównanie ważniejsza od rytuałów była obecna w Marii chęć niesienia pomocy, prowadzona na własną rękę działalność, którą nazwalibyśmy charytatywną, gdyby nie to, że przymiotnik ten niesie z sobą pewną dwuznaczność, kojarzy się z dziewiętnastowieczną jeszcze kwestą (na której - niczym w Lalce Prusa - obowiązkowo zjawiały się damy z najlepszego towarzystwa), z niejasnym poczuciem wyższości wobec tych, którym się pomaga. Tu zaś, tak to przynajmniej zapamiętał i opisał Zbigniew Herbert, liczyła się skrajna dyskrecja. Babcia
prowadziła (...) plan Marshalla obejmujący wszystkich ubogich, którzy znaleźli się w zasięgu jej królewskiego serca. (...) miała podopieczną, którą w skrócie nazywaliśmy Garbateńka, bo rzeczywiście była to zasuszona garbata kobieta bez określonego wieku, zawodu i pochodzenia. Mieszkała w suterynie wilgotnej o betonowej posadzce (...) więc babcia kupowała oczywiście u Żydów (...) futerko, chyba z kotów, pod łóżko dla Garbateńkiej. Babcia nie była sentymentalna (tylko źli ludzie są sentymentalni) i zawsze starała się zracjonalizować swoje czyny miłosierdzia, choćby jej to słabo wychodziło. Więc jak w końcu wytargowaliśmy tę skórę z paru zabitych bestialsko kotów, babcia mówiła: Zaniesiemy to do Garbateńki, niech sobie podścieli pod łóżkiem, bo jak rano spuści te swoje gołe nogi z łóżka, to może się przeziębić i dostanie gruźlicy. Gruźlica i garb to stanowczo a dużo.
No więc idziemy do Garbateńki, babcia po drodze kupuje cukierki ślazowe (oczywiście u Żydów). Cukierki ślazowe kupiec odcinał nożem z ogromnego bloku, który wyglądał jak płynny brązowy kamień, głęboko brązowy jak woda w stawie o torfowym dnie. Te cukierki to manewr obronny, bo babcia jest Ormianką, a mówiono u nas, że Ormianie są bardzo sprytni.
U Garbateńki. Babcia: No i jak tam, droga, jak zdrowie i co słychać. Garbateńka odwija cukierki ślazowe z papieru, częstuje nas, jedne są duże, inne małe, mają ostre brzegi i ranią dziąsła. Garbateńka coś tam snuje, jęczy, narzeka, babcia po chwili wstaje energicznie. Ja jeszcze do pani zajrzę, a tam pod drzwiami jest jakiś pakunek dla pani. Ktoś nam dał to na schodach. Do widzenia. I w nogi. Z suteryny na parter, z parteru na ulicę, potem w bok albo na lewo, albo na prawo, żeby uniknąć ewentualnego pościgu wdzięczności.
Przystajemy zdyszani. Babcia trzyma mnie za ręce. Lubię jej ciepłe, trochę wilgotne i mocne dłonie. Zanosimy się śmiechem. Jeszcze raz udała się sztuczka. Nigdy w życiu tak się lekko i radośnie nie śmiałem (MD, 179 n.).
Trudno nie zauważyć znaczenia i bogactwa tej opowieści. Zmysłowość zapamiętanych szczegółów, zwyczaj kupowania "u Żydów", bynajmniej przecież nie neutralny w Polsce tamtego czasu, a przede wszystkim przekonanie, że należy pomagać, natomiast żadną miarą nie można zmuszać obdarowywanych do okazywania wdzięczności. I jeszcze chwila dziecięcego szczęścia, na tyle ważna, że wróciła po dziesięcioleciach, ba, nakłoniła Herberta, który tego rodzaju wspomnieniowe próby podejmował szalenie rzadko, do opowiedzenia o własnym życiu wprost, bez jakiegokolwiek kostiumu.
Jak istotne były to przeżycia, pokazuje też list, który w połowie lat sześćdziesiątych wysłał do autora Struny światła Tymoteusz Karpowicz, wtedy kolega z redakcji miesięcznika "Poezja", twórca, który - dodajmy istotny szczegół - utracił w dzieciństwie lewą rękę. Wróciwszy do Wrocławia z Warszawy, gdzie spotkał się z Herbertem, Karpowicz pisze: "odkryłem, po zapachu, prawie tydzień noszone w kieszeni - cytryny, Twój serdeczny podarunek na moje zaziębienie. (...) Okradłeś siebie z witamin. Teraz cytryny są marzeniem. Przez kilka dni chodząc po Warszawie, a potem Wrocławiu nie mogłem zrozumieć, dlaczego mam taki ciężki płaszcz. Do lewej kieszeni nigdy nie zaglądam - jak nie ma lewej ręki, to i nie ma kieszeni. Dopiero zapach (...) zdradził je"[118]. Dopowiedzenie jest chyba zbędne, ale na wszelki wypadek zauważmy ten sam sposób zachowania, dar, którego się nie wręcza, ale dyskretnie podrzuca.
***
Domowy krąg, w którym wychowywał się Zbigniew Herbert, był zdecydowanie kobiecy - ojciec (skądinąd, jak to nieraz bywa, bardziej wpatrzony w pierworodną córkę[119]) wychodził do pracy, on zaś zostawał wraz z babką, mamą i siostrą: starszą, a także - co miało oczywiście znaczenie - przez długi czas wyższą od niego i silniejszą. I również najwyraźniej obdarzoną mocniejszym organizmem, bo to młodszy brat będzie częściej chorował, przeziębiał się, raz zaś zmagał się z niebezpieczną wirusową mononukleozą, gdy - jak zapamiętała Halina - "wszyscy straszliwie się denerwowali, ojciec wzywał po kolei wszystkich pediatrów we Lwowie (...), mama płakała, babcia modliła się (...). A ja czułam wielki niepokój, nie wiedziałam, co się stanie, i siedziałam tak między piecem a szafą, skulona, nieszczęśliwa (...) i czekałam, żeby Zbysio wyzdrowiał. Miałam pięć lat, a on cztery"[120]. Ta mniejsza niż u większości rówieśników odporność będzie zresztą Herbertowi utrudniała życie i później, w listach często natkniemy się na informacje o rozkładających go anginach czy grypach, do których z czasem dołączą groźniejsze choroby.
Gdy około 1926 roku zostaje zrobiona jedna z najwcześniejszych wspólnych fotografii rodzeństwa, siedzą razem w dziecięcym łóżku, on uważnie wpatruje się w trzymaną w ręce piłeczkę, ona opiekuńczo obejmuje go za szyję[121]. "Moje pierwsze spotkanie z bratem było niefortunne - podobno włożyłam mu palec do oka. Chciałam prawdopodobnie sprawdzić, czy oko się zamknie, tak jak mojej lalce - opowiadała Halina. - Potem wzajemne stosunki ułożyły się bardziej harmonijnie, choć długo miałam nad bratem pewną przewagę. (...) W wierszu Siostra Zbyszek nie narzeka jednak na moją dominację, lecz na kłopoty ze swoją chłopięcą tożsamością. Był skazany na towarzystwo dziewczynki, w dodatku ubierano nas podobnie, więc nic dziwnego"[122]. Ów pochodzący z tomu Pan Cogito wiersz już przytaczaliśmy, a wspomnienia siostry poety przywołują też drobne szczegóły, jak ten, że w mieszkaniu przy Łyczakowskiej nie było łazienki, "stała tylko marmurowa umywalnia z wielką miednicą. Nas, dzieci, kąpano często razem w kuchni, w metalowej balii. Było przy tym wiele radości", do ulubionych zaś wspólnych zabaw należało zamienianie dużego, przykrytego obrusem stołu w jadalni w indiański namiot, z którego pewnego razu "zaczęły wydobywać się kłęby dymu", gdyż "Indianie zapalili fajkę pokoju"[123]. Aż wreszcie plemię Apaczów czy Siuksów mogło przyjąć do swego grona jeszcze jednego wojownika, bo
urodził się nam braciszek, obiekt adoracji. Byliśmy mu oboje bardzo radzi. Przez pierwsze lata życia był dla nas najmilszą zabawką, kimś do całowania, wożenia w wózku, prowadzania za rączkę, gdy uczył się chodzić. On sam był bezgranicznie zachwycony nami, naszymi sposobami zabawiania go i naszą wspaniałą - jak mu się wydawało - sprawnością. Jako kilkuletni chłopaczek, niechodzący jeszcze do szkoły, zaczął nam, poważnym gimnazjalistom, trochę przeszkadzać. Zamykaliśmy się przed nim w naszym pokoju, a on pukał do drzwi i, usiłując zmienić głos, mówił: "Otwórzcie, dzieci, to ja, babcia". Odpowiadała mu salwa śmiechu, a drzwi były nadal zamknięte[124].
***
Nim wraz z naszym bohaterem zaczniemy coraz częściej opuszczać wigwam pod stołem, wędrując do szkoły podstawowej, a zwłaszcza - gimnazjum, spróbujmy jeszcze przez chwilę przyjrzeć się temu światu, zwracającemu uwagę stabilnością i bezpieczeństwem, co uderza tym silniej, gdy uzmysłowimy sobie, jak inne pod tym względem będą późniejsze dekady w życiu Zbigniewa Herberta.
Wieczorem dzieci zasypiały, słuchając opowiadanych przez babcię bajek, czasem może śpiewanych przez ukraińską nianię lub gosposię kołysanek. Pisząc o tych chwilach, autor Króla mrówek będzie miał poczucie, że należą one do dawno już zapomnianego, nieledwie mitycznego obyczaju: "jestem bardzo stary. Być starym to nie tylko cierpieć na artretyzm, ale przede wszystkim należeć do świata pojęć, których współczesność nie rozumie, tak jakby się miało inny, dawno wydany i wyczerpany, stary słownik, inny, stary atlas, inną księgę świata. Nikt, na przykład, nie chce wierzyć, że miałem piastunkę, tak jak Odyseusz. Ja i król Itaki mieliśmy piastunki. Była to ongiś wcale potężna instytucja" (KM, 112). W wierszu Pana Cogito przygody z muzyką znajdziemy zaś, wolno wierzyć, że biorące się z własnych wspomnień, zdanie: "przez bory niemowlęctwa / niósł go śpiewny głos matki // ukraińskie niańki / nuciły mu do snu / rozlewną jak Dniepr kołysankę" (WZ, 559). Dzięki zaczątkowi innego utworu dowiadujemy się wreszcie, że dziecinne łóżko było "metalowe (...) pomalowane białym lakierem, z białą bawełnianą siatką zarzucaną na noc. Wiem to zupełnie na pewno. Kiedy miałem sześć lat, zostałem przekwaterowany do takiego samego metalowego łóżka (...) tylko już większego, dużego, w którym mógłby spać dorosły mężczyzna. Było to już łóżko normalne, bez siatki. Widocznie rodzina doszła do wniosku, że jestem już jako-tako oswojony i jeśli nawet zdobędę się na ucieczkę - powrócę"[125].
Rano zaś wokół Haliny, nazywanej też Halą czy Halką, oraz Zbyszka, w domowym języku: Bena czy Benka, który i tej nocy nie uciekł z domu wraz z Piotrusiem Panem, krzątały się dwie Marie, których imiona, dla odróżnienia, inaczej zdrabniano - Marysia i babcia Mania. Wybierano się na spacery, najczęściej do wspomnianego już Kajzerwaldu, później zaś, gdy Bolesław wracał z pracy, jedzono razem obiad. Zwyczaj ten utrzyma się i wiele lat później, gdy Ben będzie przeżywał pierwszą wielką miłość, a konieczność regularnego uczestnictwa we wspólnych posiłkach z rodzicami boleśnie skróci spacery z ukochaną po plażach i nadbałtyckich laskach w Sopocie.
Codzienne zabawy nieco już starszych dzieci często były związane z aktualnymi przeżyciami: "Po wizycie w teatrze urządzaliśmy przedstawienia dla domowników. Zwiedzanie galerii obrazów owocowało zapałem do malowania własnych arcydzieł, które "wystawialiśmy" potem, przypinając szpilkami do zasłon. Tata zabierał nas na mecze sportowe (lubił zwłaszcza lekkoatletykę), więc potem rywalizowaliśmy ze sobą w różnych konkurencjach: biegach, skokach i rzutach"[126]. W przeciwieństwie do swojego kolegi, cytowanego tu już Pawła Heintscha, dziecka z bogatej lwowskiej rodziny, który we wspomnieniach nie bez przyjemności wylicza zastępy ołowianych żołnierzy czy nakręcaną kluczykiem kolejkę[127], rosnący Zbyś nie był rozpieszczany podczas wizyt w sklepie z zabawkami, co zresztą, jeśli nawet budziło chłopięcą zazdrość, mogło znakomicie rozwijać wyobraźnię. Próbowano natomiast dopełnić jego wykształcenie nauką gry na pianinie, na liczne próby podejmowane przez przychodzącą do domu nauczycielkę okazał się jednak zdecydowanie odporny, tak więc otrzymał jedynie "podstawowe / wykształcenie muzyczne", a i to "niepełne / Szkoła Gry na Fortepianie / (zeszyt pierwszy)" (WZ, 559).
Edukację teatralną przyszły autor Jaskini filozofów rozpoczynał od Jasia i Małgosi czy Kopciuszka, wystawianych jako tak zwane poranki w Teatrze Wielkim, gdzie "kolejno podnosiły się w górę trzy kurtyny. Pierwsza, zewnętrzna, osłaniająca tę najpiękniejszą, malowaną przez Siemiradzkiego, którą inspicjenci pozwalali dłużej podziwiać, wreszcie pluszowa jak obicia foteli koloru bordo. Za tą ostatnią czuło się już nerwowy szmer przygotowań do ukazania samej sceny"[128]. Podczas któregoś z przedstawień Zbyś sceniczne perypetie przeżywał dostatecznie intensywnie, by - jak relacjonuje jego siostrzeniec - głośno się rozpłakać: "nie było sposobu, by go uspokoić, więc rodzicielka musiała go wyprowadzić na zalaną słońcem ulicę. Dopiero w cukierni mógł znaleźć - co się zowie - słodkie ukojenie"[129]. Później przyszły sztuki poważniejsze - Jasełka w reżyserii Leona Schillera czy Kapitan z Köpenick Carla Zuckmayera ze Stefanem Jaraczem w roli tytułowej[130]. Maria Herbert uwielbiała też chodzić do kina, zabierała więc dzieci na kreskówki Disneya, kostiumowe opowieści historyczne, komedie czy filmy z Shirley Temple[131], nieco starszy Zbigniew chadzał wraz z kolegami do Uciechy czy Kopernika, na ekranach królowali Gary Cooper i Errol Flynn[132]. Sentyment do westernowych opowieści zostanie mu do końca życia, choć po raz kolejny napawać się nimi będzie mógł dopiero po czterdziestce, dzięki licznym kanałom amerykańskiej telewizji.
Kojące dziecięce smutki najlepsze lody wyrabiano wtedy - gdzieżby indziej - w lodziarni Gelateria Veneziana, wystawy innych cukierni przyciągały wzrok dekoracjami, zwłaszcza w okresie wielkanocnym, gdy ustawiano na nich wyrabiane z marcepanu pisanki czy zajączki, miniaturowe marcepanowe szynki i kiełbasy, jeśli zaś brawura oraz umiejętności cukiernika na to pozwoliły, nawet "scenkę z disnejowskiej Królewny Śnieżki"[133]. Tańsze od marcepanu, dostępne dla uczniowskiej kieszeni, były precle, prażone pestki dyni, kasztany, hałaśliwie reklamowe przez ulicznych sprzedawców: "Precli, świży precli, pestki palony!... Marony, goroncy marony!"[134]. Cały ten świat, skryty nie w Proustowskiej magdalence, lecz w smaku kasztanów, powróci do poety na chwilę paryską jesienią 1958 roku, co w nostalgicznym tonie zrelacjonuje rodzicom: "chodzę teraz więcej do teatru niż do kina, ale szczególnie wzruszył mnie (...) film Nibelungi (...), na który zaprowadził mnie Tata, kiedy miałem sześć lat. Właściwie cały film pamiętałem dość dokładnie i po seansie ze wzruszenia poszedłem na duże wino i kupiłem dużą torbę heise maronów. Paryż jest miastem, w którym można spotkać na ulicy przeszłość dla nas już niepowrotną"[135].
"Ojciec nigdy nie interesował się dziećmi, ale od czasu do czasu urządzał nam takie seminaria humanistyczne" (HNR, 209) - napisze po latach autor Labiryntu nad morzem, może nieco przesadnie, bo właśnie razem z ojcem dzieci oglądały zawody lekkoatletyczne i mecze tenisa, Panoramę Racławicką oraz liczne lwowskie muzea, w tym muzeum przyrodnicze, a w jego zbiorach "kolekcje motyli, wypchane ptaki i ssaki wszelkich gatunków, nawet dobrze zachowany szkielet mamuta". Odbywający te same edukacyjne wycieczki Heintsch pisał: "muzeum to założył hrabia Dzieduszycki. Ojciec, wracając z wizyt lekarskich w tym domu, był pełen podziwu dla metod wychowawczych, które tam były stosowane, gdyż była to wielodzietna rodzina, podporządkowana regułom wewnętrznej dyscypliny i karności"[136]. O zaletach owych metod będzie z czasem miał okazję przekonać się Zbigniew Herbert bardzo szczegółowo, biorąc za żonę Katarzynę Dzieduszycką, jedną z potomkiń hrabiego.
Niemniej jednak mali Herbertowie najczęściej spotykali tatę podczas głośnych lektur. Pisarz wspominał, że gdy liczył sobie ledwie trzy lata, ojciec czytał mu czy raczej streszczał Odyseję, dzięki czemu nie musiał później "szukać w słowniku, kto to był Polifem" (HNR, 100), jego siostra zapamiętała z kolei "fragmenty z Pana Tadeusza albo Trylogii - opowieść o Domeyce czy o tym, jak Kmicic wysadza kolubrynę - ciekawe i zabawne, żeby dzieci chwyciły haczyk"[137]. Przynęta w rzeczy samej została połknięta, a miejsce owych lektur - ojcowski gabinet, gdzie na biurku świeciła lampa z zielonym abażurem - musiał mieć dla kilkulatków aurę prawdziwie magiczną. Z głębi spędzonych w nim chwil wyłania się ten piękny fragment Herbertowskiej prozy:
Biedny Minotaur! Miałem dla niego, od zamierzchłego dzieciństwa, więcej czułości niż dla Tezeusza, Dedala czy innych spryciarzy. Kiedy pierwszy raz ojciec opowiadał mi tę bajkę, uczułem bolesny skurcz serca i współczucie dla pół zwierza, pół człowieka, spętanego labiryntem i obcą sobie ludzką historią, pełną podstępów i toporów. Przyczynił się zapewne do tego Maciuś, mój prywatny Minotaur, mieszkający pod schodami wiodącymi do piwnicy, któremu składałem ofiary (...) z mego poskromionego łakomstwa - czekolady i cukierki (...). Dla niego musiałem przekroczyć surowe rodzicielskie tabu, zakaz zadawania się ze zwierzętami - nosicielami zarazków, choć przecież większą chorobą, ba, kalectwem jest zatamowanie zakorzenionego w nas, od paleolitu, uczucia czci i poddania się woli nieznanego. Maciusiowi zawdzięczam, że późniejsza lektura mistyków nie była dla mnie całkiem niezrozumiała; był dla mnie niedostępny, wypełniony obcym życiem, rzadko odpowiadał pomrukiwaniem na moje litanie miłosne, na moje strzeliste akty uwielbienia, patrząc obojętnie z wyżyn swojej kociej boskości (LM, 42 n.).
Trudno dziś nie pomyśleć, że dzieci wychowywane w dostatnim domu przed stuleciem zaskakująco dużo czasu spędzały w najbliższym rodzinnym gronie, szczęśliwy zaś brak telewizji czy internetu pozwalał na celebrowanie świąt i uroczystości. "Panował zwyczaj składania życzeń wierszem. U mnie zawsze zaczynało się to od: "chociaż brak natchnienia, składam ci życzenia""[138] - ironizował Herbert po latach, a jego pieczołowitość w przechowywaniu wszelkiego rodzaju zapisków pozwala nam dokładniej poznać owe rymowanki. W archiwum poety znajdziemy bowiem "wierszyk imieninowy" autorstwa zapewne już nastoletniego Zbysia:
Kochany Tatusiu
W dzień Twego Imienia
Wznosim z podarkami, toasty, życzenia
Czerstwości i mienia
Zdrowia, pieniężności
Wiecznej radości
I rozległych włości
Miłych upominków
Długich wypoczynków
I dwóch grzecznych synków
Kończę... życzenia, reasumuję
Bo za rozwlekle piszę, czuję,
Wierszyk na czysto przepisuję
Skończyłem
"Utwór" do książki przezornie włożyłem
Ach!!! Jeszcze jeden toast ułożyłem
Niech żyją wszyscy cni Bolesławowie
we Lwowie
Dziś spełnisz kieliszek za Ich zdrowie[139].
Wyplątawszy się z sieci dobitnych rymów i zauważywszy także ślady romantycznych lektur poetyckich, wyobrażamy sobie, jak na tle ciężkich szaf i kredensów bogatego salonu dwójka, a raczej już trójka odświętnie ubranych dzieci (dziewczynka z kokardami we włosach, chłopcy w ubrankach z marynarskimi kołnierzami) recytuje ten utwór przed siedzącym na kanapie ojcem. Poznając rodzinne wspomnienia opowiadane przez Halinę Herbert i spisane przez Rafała Żebrowskiego, czujemy się nieledwie tak, jakbyśmy oglądali początkowe sceny filmu Fanny i Aleksander Bergmana.
Na początku grudnia w domu zjawiał się święty mikołaj, czasem odgrywany przez Bolesława Herberta, czasem - gdy okoliczności pozwalały na dramaturgiczny rozmach - przez Stefana Heintscha, lekarza, przyjaciela domu, ojca Pawła. Wtedy to orszak, obok odgrywanego przez którąś z ciotek Anioła, "uzupełniała postać Diabła, w którą oczywiście wcielał się Ojciec Zbysia i Halinki. Odziany w obcisłe trykoty, szatańską maskę i wywijając wspaniałym ogonem, sporządzonym z pończochy nafaszerowanej watą, z diabolicznym uśmiechem straszył dziatwę, ile wlezie, w czym niemałą rolę odgrywał atrybut tej postaci, tj. widły wypożyczone od stróża"[140]. Przed Wigilią w mieszkaniu pojawiała się sięgająca wysokiego sufitu choinka, przemycona przez dorosłych tak, by dzieci wierzyły w jej cudowne zjawienie się w zamkniętym dotąd pokoju. Po otwarciu drzwi ukazywała się ich oczom "pięknie i smakowicie ubrana, jako że zwyczajowo zawieszano na niej rozmaite łakocie, oprócz baniek (...), łańcuchów i lichtarzyków z małymi świeczkami. To była bardzo dobrze wyreżyserowana scena: najpierw z zamkniętego pokoju dochodził jakiś dźwięk i na ów sygnał dzieci wpadały do pomieszczenia, które tonęło w nieziemskim blasku, poświacie i oparach - do ich wywołania służyły między innymi ognie bengalskie"[141]. Łatwo się domyślić, że samą Wigilię obchodzono hucznie, a przede wszystkim licznie, zastępy krewnych gwarantowały, że do stołu siadano w piętnaście czy dwadzieścia osób, atmosfery Bożego Narodzenia dopełniali zaś kolędnicy, opowiadający historię o Herodzie i śpiewający "Gloryja" mniej lub bardziej czystymi głosami synowie rzemieślników, robotników i stróżów.
Przed Wielkanocą malowano pisanki i dekorowano mazurki, zapełniano stół pokarmami, które święcił przychodzący do domu ksiądz. Ostatnie dni wiązały się z wizytą u Bernardynów, gdzie wystawiano olbrzymie płótno przedstawiające Golgotę, podziwianiem Grobów Pańskich, i oczywiście uroczystą rezurekcją, na którą szła cała rodzina, razem z ojcem, zwykle omijającym nabożeństwa. Żołnierze oddawali salwę honorową, batiarzy na ulicach strzelali "z gwoździa", radowano się - Jezus raz jeszcze zmartwychwstawał.
***
Wśród wierszy amerykańskiego poety W.S. Merwina znajdziemy utwór o frapującym polskiego czytelnika tytule Dedykowane rowerowi Zbigniewa Herberta, rozpoczynający się od nieco podniosłej apostrofy: "Ponieważ nigdy / naprawdę cię nie miał / choć tak bardzo pragnął / w skrytości // więc poznał w marzeniach / każdy twój zakamarek i szczegół / blask szprych i chromu / zapach smaru i gumy"[142].
Merwin poznał Herberta w 1968 roku w Stanach Zjednoczonych[143], być może usłyszał też od niego opowieść o dokonanym przez chłopca wyborze między bicyklem a Biblią. Nie podważając prawdziwości tej sceny, zwróćmy jednak uwagę, że dla dzieci Bolesława i Marii rowery nie były przedmiotami utkanymi z marzeń, co widać na zdjęciach, choćby tym pochodzącym zapewne z połowy lat trzydziestych, na którym Januszkowi przypadł pojazd jeszcze trójkołowy, jego starszemu rodzeństwu - może nie wyścigowe kolarki, ale jednak zdatne do dalekich wędrówek solidne rowery o dużych kołach. Zimą chętnie jeżdżono na nartach, przede wszystkim na biegówkach, i po opanowaniu podstaw można było - pod przewodnictwem mamy - ruszać na wycieczki. Spod domu na pętlę tramwajową, na przykład na Pohulance, gdzie "nakładało się deski. Trasa bardzo urozmaiconego terenu wiodła do Winnik. Tu - upragniony odpoczynek w (...) restauracji (...). Gorąca herbata, grzane piwo, kanapki ze znakomitą sałatką śledziową, kiełbasa na gorąco z musztardą"[144]. Wracać można było pociągiem lub też trzymając się długiego sznura przywiązanego do zaprzężonych w parę koni sań.
Sportowym aktywnościom sprzyjało to, że pod sam koniec lat dwudziestych Herbertowie zbudowali dom w modnej podlwowskiej miejscowości Brzuchowice, do której dojeżdżało się koleją i gdzie - jak mówi fragment nieukończonego wiersza - "las I w lesie biały dom I pagórki / Zielone wody źródło i znów las / Taki był w skrócie krajobraz dzieciństwa"[145]. Jeśli w początkowym zamyśle miało powstać skromne weekendowe schronienie, to ostatecznie - ponosząc niemałe koszty i wykłócając się z niesolidną ekipą budowlaną - z eleganckiej białej cegły wzniesiono obszerną, sześciopokojową willę, ze stromym dachem pokrytym czerwoną dachówką oraz zadaszonym tarasem - idealnym miejscem do spożywania wspólnych śniadań czy kolacji. Willa Leśna stała na dużej działce otoczonej - nomen omen - lasami i łąkami. Na schodkach wejściowych do domu chętnie przesiadywały dzieci i czekając na zbliżającego się od stacji kolejowej ojca, mogły na przykład, jak na zdjęciu z 1933 roku, puszczać bańki mydlane[146]. Na innej fotografii zobaczymy chłopczyka zaopatrzonego w większą od niego łopatę, którą usiłuje wykopać dół, co w albumie skomentował ojciec: "Zbych od siódmego roku życia ciężko pracuje"[147].
Po zakończeniu roku szkolnego ze Lwowa wyprawiano się także dalej - na wywczasy w Rymanowie czy Piwnicznej, na kilkudniową wycieczkę do Krakowa, gdzie Maria z dziećmi - przynajmniej symbolicznie - brała udział w sypaniu kopca Józefa Piłsudskiego[148]. Ale to właśnie w dogodnie położonych Brzuchowicach dzieci wraz z matką i babką spędzały główną część wakacji, Bolesław zaś, zamknąwszy starannie gabinet w siedzibie banku, dołączał do rodziny sobotnimi wieczorami. "Mieszkaliśmy tam zwykle od maja do końca września, żyjąc w cudownej komitywie z naturą. Na rowerach bądź pieszo przemierzaliśmy leśnymi ścieżkami najbliższe okolice i wszystko tam było "nasze": poziomkowa polana na jednym z roztoczańskich wzgórz, leśne zakątki leszczynowe bądź malinowe, zagajnik sosnowy pełen maślaków, rzeczka Rokitna, płynąca w głębokim jarze" - wspominała Halina[149]. Pokoje na piętrze czasem wynajmowano letnikom, częściej zajmowali je dojeżdżający ze Lwowa goście, których częstowano łatwo uderzającą do głowy, z pewnością zachęcającą do pozostania dłużej herbertówką, skomponowaną z "czystej wódki, ratafii i gorzkiej żołądkowej, a może i jeszcze jakichś innych ingrediencji"[150].
Przy domu ustawiono urządzenia sportowe, piaskownicę służącą także do skoków w dal, tchnącą atmosferą lunaparku prostą karuzelę, a nawet urządzono boisko do gry w krykieta. Intensywnie też grano w tenisa stołowego, w którym Zbyszek osiągał tak dobre rezultaty, że jeszcze z początkiem lat sześćdziesiątych donosił z Londynu: "w ping-ponga rozgoniłem Włochów, Anglików i Hiszpanów, nie licząc pomniejszych narodowości. Szkoła brzuchowicka miała swój wielki międzynarodowy dzień"[151]. Chętnie pływano, dzięki czemu w późniejszym wieku w żelaznym repertuarze różnych hec, ochoczo płatanych przez autora Napisu, znajdzie się przekonywanie nowo poznanych dziewczyn czy przyjaciół o tym, że nie umie pływać: po takim ostrzeżeniu następowało wypadanie z łódki, spektakularne tonięcie i wreszcie cudowne wypłynięcie na powierzchnię suwalskiego jeziora lub Atlantyku. Szczęśliwie znacznie rzadziej zdarzało się strzelanie do ptaków z floweru, który do Brzuchowic przywiózł kiedyś Paweł Heintsch[152]. Przyszły poeta, ksiądz i pamiętnikarz należał do skądinąd wąskiego grona przyjaciół Zbyszka i Haliny, którzy jako dzieci z tak zwanej dobrej rodziny długo nie wymykali się do parku, nie włóczyli samotnie po Kajzerwaldzie, a nawet nie bawili się bez opieki babci na podwórku domu przy Łyczakowskiej[153]. Komitywie sprzyjała przyjaźń między oboma ojcami, a poza tym "najstarsza córka Herbertów, Halinka, była nieomal rówieśniczką mojego starszego braciszka, z kolei Zbyszek był o parę miesięcy młodszy ode mnie, a najmłodszy Januszek był rówieśnikiem naszego najmłodszego Janka. Rodziny były tak zaprzyjaźnione, że gdy w pierwszy dzień świąt Heintschowie byli u Herbertów, na drugi dzień Herbertowie byli u Heintschów"[154].
Prawdziwy dom rodzinny Herberta znajdował się w lesie (...). Niezapomniane królestwo z własnoręcznie skleconym przez małego Zbigniewa "obserwatorium astronomicznym" na strychu, z gniazdami (...) os i kryjówkami nietoperzy. Stąd wyruszało się na fantastyczne samotne wyprawy. Na włóczęgi w wysokiej trawie i na wycieczki do lasu, do "tureckich mogił", gdzie wspaniale straszyło i skąd można było obserwować i podziwiać sosnę, szczególnie piękną o zachodzie słońca, gdy jej pokryta delikatnymi łuskami kora płonęła blaskiem. Na wychowanie chłopca pewien wpływ miały, wypominane mu przez rodziców, przyjaźnie z "dziewkami kuchennymi", które uczyły go ludowych obyczajów świątecznych i tych codziennych[155]
- relacjonuje rozmowy z poetą Karl Dedecius, raz jeszcze, nie po raz ostatni w tej książce, każąc nam zastanowić się, na ile Herbert upiększał swe opowieści o dzieciństwie i młodości, podążając za duchem literatury, zamieniał je w improwizowane fragmenty prozy, gdzie tradycyjnie było miejsce i dla dorastającego panicza, przekradającego się nocą do pokoju służącej. Obserwatorium astronomiczne pojawia się także w cytowanym już wywiadzie z Karaskiem: "wybiłem dziurę w dachu specjalnie ułożonym na podstawie rysunku mojego ojca, który w czasie swoich podróży gdzieś to podpatrzył, prawie chiński dach, wybiłem ordynarnie dziurę. Lorneta znajdowała się na dachu. Jak obserwowałem gwiazdy, pozostanie tajemnicą. Bo to do lornetki, za każdym razem, trzeba było podchodzić. Miałem drabinę, to pamiętam"[156]. W linii dachu wieńczącego Willę Leśną można - przy pewnej dozie wyobraźni - ujrzeć podobieństwo do pagody, jego solidna konstrukcja wydaje się jednak przekreślać możliwość szukania w nim miejsca dla teleskopu, nie kończącego się olbrzymią awanturą. Znów jednak powiedzmy: jeśli w rzeczywistości u początków tej legendy jest po prostu chłopiec z lornetką, wychylający się przez okienko na strychu, nie traci ona swego uroku i nie przestaje podpowiadać, jak Zbigniew Herbert chciał nam opowiedzieć swoje dzieciństwo.
Chwile spędzane w Brzuchowicach, gdzie "ach to powietrze. Łyżkami można jeść" (WG I, 28), stały się także kanwą opowiadania Początek powieści, opublikowanego przez Herberta w 1951 roku. Dedykowana rodzicom proza rozpoczyna się od obrazu, który przed chwilą przemówił do nas z archiwalnej fotografii: "siedzę na kamiennych schodkach wiodących do domu, do naszego białego domu zatopionego w lesie" (WG I, 27), później wzrok bohatera i zarazem narratora unosi się, pokazuje czytelnikowi zagubioną pomiędzy sosnami stacyjkę kolejową, na której wysiada jedyny pasażer. Bolesław Herbert raz jeszcze, w pełnym delikatnej, ciepłej ironii opisie, zda się wyruszającym na spotkanie nieznanego Sindbadem: "ma na sobie popielate flanelowe spodnie, kolorową koszulę i marynarkę w wielką kratę. Marynarki tej nie lubi żona owego pasażera - mówi, że wygląda w niej jak "komiwojażer"". Natomiast w oczach syna ojciec, który "podąża ścieżką prosto w las", choć "nie ma na głowie białego hełmu, ale i tak podobny jest do Stanleya" (WG I, 27 n.). Wśród autobiograficznych szczegółów znajdziemy jeszcze kolejowego kasjera, a zarazem "cyrulika", który "strzygł nasz cały dom", chorego na gruźlicę nieznanego chłopca, którego twarz pojawia się, do czasu, w oknie sąsiedniego domu, zbieranie jagód i grzybów, a wreszcie oglądanie zachodów słońca, gdy
wiatr cichnie, kwiaty zaczynają mocno pachnieć, powietrze łagodnieje, rzednieje, jakby na przyjęcie kolorów i z rozświetlonego szczytu sosny spływa wąziutka strużka rozcieńczonej purpury. Wtedy we trójkę, to znaczy siostra, braciszek i ja, biegniemy ścieżką przez las, aż na skraj wielkiej łąki, skąd widać to, co dzieje się codziennie, a zawsze piękniej niż wczoraj. Bardzo żałuję, że nie mogę opisać ani pienistych obłoków na górze, ani złotej arki płynącej dołem przez kolory, ani delfinów, ani koni, ani bogów - niczego z tej mitologii zachodniego nieba. Nie umiem też wyrazić ostatniego zenitu, kiedy wszystko staje się niemożliwie cienkie i piękne (WG I, 32).
***
Do tej idyllicznej opowieści wprowadźmy wreszcie, dzięki wspomnieniu Haliny Herbert, nieco inny ton:
brat był chłopaczkiem z pomysłami. Jako czterolatek, pozostawiony na chwilę przed domem, zniknął, udawszy się na samotny spacerek. Było to w czasie wakacji w Rymanowie. Po nerwowych poszukiwaniach (...) odnaleziono go w końcu w parku zdrojowym, przy pijalni wód, gdzie siedział na ławce i pełen godności popijał wodę (...). Od czasu do czasu mój braciszek uznawał za stosowne sprawdzić, czy jest dla mnie kimś ważnym. Mówił wtedy: "Idę się zgubić". Wychodził poza ogrodzenie naszego domu w Brzuchowicach i zdecydowanym krokiem pięciolatka zmierzał w kierunku lasu. Gdy się oddalił, wypadałam za nim z wielkim krzykiem. Ten hałas wywoływał z domu mamę, babcię i gosposię, które sprowadzały uciekiniera - zadowolonego, że test na ważność jego osoby wypadł dodatnio[157].
Nie można nadawać anegdotom z życia kilkulatka przesadnego znaczenia, a jednak uderza metaforyczny wymiar odgrywanych na użytek rodziny "ucieczek". Przychodzi do głowy myśl o podobieństwach w zachowaniu syna i ojca, Bolesław przecież karał dzieci za nieposłuszeństwo właśnie odsunięciem się, odgrywał sceny mające być początkiem opuszczenia domu. A także fakt (tu może kreślimy obraz bardzo mocną kreską), że przez długie dekady dorosły już Zbigniew będzie tym, kto właśnie odchodzi, wyrusza na samotne wędrówki, każe na siebie czekać, czasem zaś gubi się gdzieś, poszukiwany przez żonę, przyjaciół, organizatorów spotkań literackich.
Z tych pierwszych lat wyłania się także bodaj najważniejsze wspomnienie dzieciństwa, moment, który autor Rovigo będzie później wielokrotnie opowiadał, dostrzegając w nim symboliczny wymiar. Oto więc mały chłopiec opuszcza bezpieczne ramiona matki, wędruje samotnie ścieżką przez las, gdzie czeka na niego martwe zwierzę. W jednej z prób przywołania przeszłości chwila ta wygląda tak: "miałem niecałe dwa lata (...). Do Kosowa pojechaliśmy, do tak zwanych chłopów. Szliśmy nad strumień. Jaszczurka martwa na ścieżce. Byłem tym zszokowany. Pierwszy widok śmierci. Teraz tak interpretuję. Przedtem - nie wiem, co myślałem... Prawdopodobnie było zadziwienie. (...) Smutek straszliwy. Bałem się tej jaszczurki. Nie chciałem jej pochować. Potem przyszedłem, na drugi dzień. Jaszczurki już nie było. Sądziłem, że ona poszła do jakiegoś raju jaszczurek" (HNR, 113).
Zapewne ma rację Rafał Żebrowski, wskazując, że mowa tu nie o roku 1926, lecz o dwa lata późniejszych wakacjach spędzanych przez Herbertów w chłopskiej chacie w miejscowości Kosów nad rzeką Rybnicą[158], znacznie łatwiej bowiem uwierzyć, że chwilę taką przechowała pamięć nie dwu-, ale czterolatka. Nie ma to jednak większego znaczenia, podobnie jak fakt, czy zobaczonym wtedy zwierzęciem była właśnie jaszczurka, czy - jak mówił Herbert przy innych okazjach - kret[159]. Porusza natomiast siła wspomnienia, do którego pamięć poety uporczywie powracała. Zaczątek opisu znajdziemy na przykład w pochodzącym z początku lat siedemdziesiątych szkicu do wiersza mającego nosić tytuł "Topografia" lub "Miejsce", gdzie czytamy, że "teren był raczej płaski łagodne wzniesienia / lesisty", "przeważały sosny / ptaki pospolite wrona dzięcioł i drozdy", "wieczór gęsty od nietoperzy", "dużo kretów" i wreszcie - "trup na ścieżce zalanej słońcem"[160]. Przywołanie najpełniejsze, przede wszystkim zaś zobaczenie tego spotkania jako odsłonięcia mechanizmu rządzącego światem, w szkicu, który Herbert zapisał, a może już tylko podyktował, parę miesięcy przed śmiercią. "Pierwsze spotkanie ze złem. (...) Lato, wczesnym rankiem wybrałem się samotnie (uciekłem z domu) do ogrodu dr. Tarnawskiego. W czasie powrotu na ścieżce (jasny ugier) czarne futerko kreta. Zdaję sobie sprawę, że kret jest martwy, choć nie zdaję sobie z tego dobrze sprawy i co to znaczy - martwy. Martwy, a więc zły. Tyle pierwsze spotkanie, które opiera się na obrazie, a więc na widzeniu, które nie podlega zabiegom intelektualnym" (WG II, 395).
W bardzo znamienny dla siebie sposób autor Pana Cogito rozwija ów obraz, odrzucając te filozoficzne czy religijne przekonania, które zło traktują jako siłę niezależną od człowieka, działającą samoistnie, by tak rzec - konkurującą z Bogiem: "żyłem dalej, bez metafizycznego rozdarcia, że na świecie istnieje równoległe zło i dobro, w walce z sobą", "zło jawiło mi się zawsze jako zło ucieleśnione - zawsze z ludzką twarzą". Obcy manichejskim fascynacjom, Herbert przekonuje, że mimo najbardziej skomplikowanych czy bolesnych okoliczności zło jest czymś, za co to my jesteśmy odpowiedzialni, co nie wydarza się bez naszego udziału, czemu wreszcie mamy obowiązek się przeciwstawić. Mówi zatem, że tak traktowane zło jest "łatwo rozpoznawalne", "to znaczy łatwo wskazać i, co za tym idzie, wybrać to, co dobre, a odrzucić to, co złe. Życie moralne to problemy praktyczne, a nie teoretyczne". Ten zaś, kto "utyskuje nad trudnościami wyboru, symuluje i udaje chorobę intelektualną, a w rzeczywistości brak mu charakteru - zdolności dokonania wyboru zgodnie z naszą osobą jako istotą moralną" (WG II, 395). Dodaje wreszcie, że co do materii zła "Bogiem a prawdą, nie ma nad czym się rozwodzić, pisać grubych książek, należy ćwiczyć dobrą wolę, bo w ten sposób oszczędzimy wiele cierpień sobie i bliźnim" (WG II, 396).
Formułując swą wypowiedź, Herbert niewątpliwie odwoływał się w duchu do kwestii oceny nader konkretnego zła czasów komunizmu w Polsce, postępków żyjących w PRL-u artystów i intelektualistów, która to ocena w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych poróżni go z wieloma wcześniejszymi przyjaciółmi. Ta kwestia wróci do nas jednak znacznie później. Chwila, gdy kilkulatek wpatrywał się w leżący na ścieżce ciemny kształt, może nas tymczasem poprowadzić w jeszcze jednym, nie bardzo zresztą odmiennym kierunku: do podkreślanej przez Herberta miłości wobec tego, co skazane na przegraną, cierpiące, ale też: niepoddające się zniewoleniu, czy będzie to wytępiony przez silniejszych najeźdźców naród, czy choćby obolałe, koniecznie przy tym nieoswojone zwierzę. W zapiskach, które prowadził w połowie lat osiemdziesiątych w paryskim szpitalu, znajdziemy opatrzony nagłówkiem "zwierzę ofiarne" urywek: "od dzieciństwa kochałem zwierzęta dzikie, bezpańskie, cierpiące"[161], znacznie pełniejszy obraz przynosi proza o tytule "Smok", nieukończona, a mająca trafić do książki Król mrówek.
Dopełniając swą wiedzę o dzieciństwie poety, znajdziemy tu opis długiego wieczornego zasypiania, kiedy - mimo wysiłków niani czy babci, wytrwale opowiadających kolejne bajki - oczy nie chciały się kleić. Z ironicznym poczuciem humoru, naturalnie prezentując czytelnikowi obraz literacki, a nie dokumentalny, pisze Herbert, że po opowieściach o "różyczkach, konwalijkach, stokrotkach, pracowitych karzełkach (perfidny obraz klasy robotniczej pozbawionej świadomości klasowej)", o "dobrych królewnach i pięknych królewiczach (miało to zapewne zaszczepić dzieciom ślepe przywiązanie do monarchii)" następowały historie pełne grozy, "kościotrupów, zatęchłych piwnic, sów, wisielców, obciętych głów, cmentarzy, diabłów" (KM, 112). I wreszcie "szczyt horroru", czyli "opowieści o smokach": "walczyłem ze snem, aby doczekać tego ukochanego finału. Bardzo lubiłem smoki. Budziły we mnie uczucie czułości i braterstwa. Zupełnie nie rozumiałem, dlaczego zabija się je tak okrutnie. Marzyłem, że kiedy dorosnę, będę wyzwalał smoki od ludzi" (KM, 113).
Podobnie jak w wielu innych krótkich utworach prozatorskich Herberta, tak i tu żartobliwie potraktowane anegdoty lub perypetie fabularne prowadzą ostatecznie do puenty przynoszącej perspektywę zgoła inną, deklarację sformułowaną całkowicie serio: "smok stał się symbolem wszystkich ludzkich zbrodni i nieprawości. A ponieważ był to symbol żywy - zabijano go. Jest rzeczą nieprawdopodobną, że przetrwał tak długo. Tępiony jak sekty heretyków, jak Żydzi, jak wszyscy odmieńcy, jak ci, którzy myślą inaczej" (KM, 113 n.). Tak oto domyka się węzeł wierności łączący chłopca z Brzuchowic oraz dorosłego mężczyznę piszącego o zmiecionych przez historię Etruskach, fałszywie oskarżonych templariuszach, palonych żywcem albigensach. O wygnańcach, a wśród nich o nienazywanych wprost, ale też obecnych lwowianach, którym przyszło utracić ich małą, najbliższą ojczyznę.
[42] Nota biograficzna o Zbigniewie Herbercie, "Modern Poetry in Translation" 1966, nr 1.
[44] Nie zapowiadałem się na poetę. Ze Zbigniewem Herbertem rozmawia Janusz Maciejewski, "Odra" 2008, nr 9.
[45] Wypowiedź H. Herbert-Żebrowskiej w filmie Potęga smaku, scen. i reż. A. Pawłowicz, Telewizja Polska, 1995.
[46] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 35.
[47] T. Mann, Śmierć w Wenecji, przeł. L. Staff, w: tenże, Wybór nowel i esejów, opr. N. Honsza, Wrocław 1975, s. 197.
[48] Kartka Z. Herberta do K. Dedeciusa, Knoppen, 6 kwietnia 1975, ZHKD.
[49] E. Pound, Wyspa na jeziorze, przeł. L. Engelking, w: W.B. Yeats, E. Pound, T.S. Eliot, Wyspy na jeziorze, Kraków 1988, s. 37.
[50] B. Schulz, Sierpień, w: tenże, Opowiadania. Wybór esejów i listów, opr. J. Jarzębski, Wrocław 1989, s. 3.
[51] Cyt. za: R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 38.
[52] Z dokumentów zachowanych w archiwum Zbigniewa Herberta wynika, że Józef Herbert ożenił się po raz pierwszy w 1886 roku z Herminą Marią Turek - AZH, Akc. 18021, t. 1.
[53] "Miała szesnaście lat, gdy poślubiła mojego dziadka, wybitnego adwokata, który przybył z Anglii i popełnił samobójstwo, pozostawiając dwudziestodwuletnią wdowę" (HNR, 58) - opowiadał o swojej babci Zbigniew Herbert, jednak wspomniane samobójstwo (a z pewnością i inne podane tu szczegóły dotyczące dziadka) wydają się konfabulacją poety.
[54] List Z. Herberta do R. Gimes, Berlin, 12 grudnia 1978, dz. cyt.
[55] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 40.
[59] AZH, Akc. 18021, t. 2.
[60] Powieści, wiersze, czeki, dz. cyt.
[61] Zob. AZH, Akc. 18021, t. 5.
[62] Zob. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 60.
[63] Do podobnego wniosku doszła z czasem siostra poety: "Zbysio nie był podobny ani do mamy, ani do ojca. Ale gdy się zrobił stary, to nagle pomyślałam: chyba dziadek Kaniak?" - H. Herbert-Żebrowska, "Brat", zapis rozmowy udostępniony autorowi przez Annę Romaniuk.
[64] Zob. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 129.
[65] "Pewnego razu, z okazji Nowego Roku, kiedy miała około dziesięciu lat, ojciec (...) postanowił obdarować swe pociechy pieniędzmi. W ten sposób Maria, podobnie jak całe rodzeństwo, stała się szczęśliwą właścicielką monety o nominale jednej korony. (...) siostry mej Babci nakupowały sobie rozmaitych smakołyków. (...) Marysia nie bardzo mogła się zdecydować. Wkrótce cała rodzina (...) udała się na uroczyste nabożeństwo. (...) podniosły charakter obrzędów udzielił się dziewczęciu na tyle, iż kiedy (...) pojawił się wreszcie kościelny z tacą, bez namysłu rzuciła na nią cały swój "majątek"" - opowiada R. Żebrowski (tamże, s. 147 n.). Podobna szczodrość impulsywnego gestu cechować będzie po latach także syna Marii z Kaniaków.
[68] AZH, Akc. 18021, t. 2.
[69] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 83.
[71] "Drogi Marku (...) przysyłam Ci list do mego stryja we Wiedniu (Roman Herbert, Elisabethstrasse 8, tuż koło Opery)" - list Z. Herberta do M. Walickiego, Berkeley, 3 lipca 1968, OSS, Akc. 77/13.
[72] List Z. Herberta do Matki, Wiedeń, 3 marca 1975, ZHKR, 314.
[73] List Z. Herberta do Cz. Miłosza, Paryż, 28 września 1967, ZHCM, 93.
[74] AZH, Akc. 17849, t. 5.
[75] "Był wyjątkowo silnym niemowlęciem, podanie więc głosi, że ochrzczono go tak na cześć słynnego zapaśnika, Stanisława Cyganiewicza", noszącego pseudonim "Zbyszko" - pisze J. Łukasiewicz w książce Herbert (Wrocław 2001, s. 6).
[76] O ile nie podano inaczej, przywoływane fotografie można znaleźć w Archiwum Zbigniewa Herberta w Bibliotece Narodowej (Akc. 18036, t. 1-50).
[77] Wypowiedź H. Herbert-Żebrowskiej udostępniona autorowi przez Rafaela Lewandowskiego.
[78] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 180.
[80] Lubił szukać guza. Z Haliną Herbert-Żebrowską rozmawia Andrzej Franaszek, "Tygodnik Powszechny" 2008, nr 31.
[81] "Jako rówieśnicy bawiliśmy się razem w piasku kolorowymi foremkami, gdy mamy nasze na ogrodowej ławeczce miały sobie tak wiele do powiedzenia" - P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 35.
[82] S. Machowski, Bernardyński mijam..., dz. cyt., s. 45.
[83] AZH, Akc. 17955, t. 157.
[84] AZH, Akc. 17849, t. 4.
[85] AZH, Akc. 17955, t. 105.
[86] R. Gimes, Zbigniew Herbert i Węgrzy, w: Strażnik pamięci..., dz. cyt., s. 46.
[87] AZH, Akc. 17955, t. 153.
[88] W. Benjamin, Ulica jednokierunkowa, przeł. B. Baran, Warszawa 2011, s. 102.
[89] A. Dziurda, Nie lubił opowiadać o Lwowie, "Życie" 1999, nr 174.
[90] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 205.
[93] Lubił szukać guza, dz. cyt.
[94] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 194.
[96] Powieści, wiersze, czeki, dz. cyt.
[97] Por. film dokumentalny Zbigniew Herbert o swoim życiu, twórczości, polityce, realizacja K. Rutkowski, A. Wolski, P. Wejchert, Paryż 1991, Archiwum Telewizji Polskiej.
[98] Powieści, wiersze, czeki, dz. cyt.
[99] AZH, Akc. 17857, t. 1.
[100] "Bardzo lubił kupować widokówki i długie chwile spędzał przed sklepami z wystawionymi kartkami, gdziekolwiek byliśmy razem na wakacjach. "No, już dosyć, no, chodźmy" - mówiliśmy, a Zbyszek wciąż stał i stał, i wybierał" - wspomina Magdalena Czajkowska (ZHKZ, 50).
[101] AZH, Akc. 17955, t. 96.
[102] List Z. Herberta do Cz. Miłosza, Wiedeń, 10 grudnia 1965, ACMBL.
[103] H. Herbert-Żebrowska, "Brat", dz. cyt.
[104] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 214.
[105] Por. list M. Herbert do Syna, Sopot, 7 lipca 1955, ZHKR, 38, oraz list B. Herberta do Syna, Sopot, 13 lipca 1956, ZHKR, 45.
[106] Por.: "To są oczywiście moje wspomnienia, ale wiem z przekazów rodzinnych, że dokładnie tak samo traktował swoje dzieci. (...) był bardzo powściągliwy w udzielaniu tzw. pieszczot, czym wyraźnie odróżniał się od swej żony (...) nie pamiętam, by mnie tulił, całował, głaskał; widać od tego miały być kobiety. Jednak bynajmniej nie brakło mi jego ciepła, a nawet kontaktu fizycznego" - R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 204.
[107] Lubił szukać guza, dz. cyt.
[108] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, "Rzeczpospolita", 17 maja 2007.
[109] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 201.
[110] Pani Herbert. Katarzyna Herbert w rozmowie z Jackiem Żakowskim, "Gazeta Wyborcza", 30 grudnia 2000 - 1 stycznia 2001.
[111] List Z. Herberta do K. Herbert, niebo [lot z Berlina do Hanoweru], 19 grudnia 1986, oraz list Z. Herberta do K. Herbert, Brunszwik, 20-21 grudnia 1986, GH, 54 i 56.
[112] You have little time you must give testimony, ze Zbigniewem Herbertem rozmawia W.L. Webb, "The Guardian", 23 lipca 1981.
[113] Por. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 297.
[114] Por.: "mój pierwszy duchowy wybór: całkowicie nieetycznie zaoferowano mu rower lub Biblię - chciał rower, wybrał Biblię. "Byłem nieznośnym chłopakiem"" - You have little time..., dz. cyt.
[115] A. Dziurda, Nie lubił opowiadać..., dz. cyt.
[116] AZH, Akc. 17955, t. 143.
[117] "Babcia w sklepie Fasslicha (...) kupowała knotki do lampki oliwnej, która stale paliła się w jej pokoju przed małym obrazkiem św. Antoniego z Padwy" (MD, 179).
[118] List T. Karpowicza do Z. Herberta, Wrocław, 2 lutego 1965, AZH, Akc. 18005, t. 35.
[119] "Halusia była ojca, Januszek mamy, a Zbyszek babci" - opowiada Halina Herbert w artykule A. Dziurdy Nie lubił opowiadać..., dz. cyt.
[120] H. Herbert-Żebrowska, "Brat", dz. cyt.
[121] Zob. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 246.
[122] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.
[123] A. Dziurda, Nie lubił opowiadać..., dz. cyt.
[124] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.
[125] AZH, Akc. 17956, t. 2.
[126] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.
[127] Por. P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 36.
[129] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 256.
[130] Por. P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 45.
[131] Por. H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.
[132] Por. P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 14.
[135] List Z. Herberta do Rodziców, Paryż, 7 listopada 1958, ZHKR, 80.
[136] P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 37.
[137] Lubił szukać guza, dz. cyt.
[138] List Z. Herberta do H. Elzenberga, Brwinów, 18 stycznia 1952, ZHHE, 23.
[139] AZH, Akc. 18021, t. 3.
[140] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 261.
[142] W.S. Merwin, Dedykowane rowerowi Zbigniewa Herberta, przeł. P. Marcinkiewicz, w: tenże, Imię powietrza. Wiersze wybrane, Kraków 2013, s. 96 n.
[143] W 2013 roku zaś został laureatem przyznawanej przez Fundację im. Zbigniewa Herberta Międzynarodowej Nagrody Literackiej upamiętniającej autora Pana Cogito.
[144] P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 13.
[145] AZH, Akc. 17955, t. 157.
[146] Zob. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 269.
[147] Zob. tamże, s. 361.
[148] Por. tamże, s. 379. Może zresztą wyjazd ten był częścią wycieczki zorganizowanej przez szkołę Świętego Antoniego, której dyrektorem był Adam Ligęza, znajomy Stefana Heintscha. Wskazywałoby na to wspomnienie jego syna: "ojciec kupił także nam takie małe aparaty fotograficzne. Swojego użyłem pierwszy raz podczas wycieczki szkolnej do Krakowa. Byłem w VI klasie, wycieczkę zorganizował dyrektor Ligęza. Pojechała też moja mama; nocowaliśmy w hotelu Pod Różą (...). Oficjalną okazję do tej wycieczki stanowiła budowa kopca im. Marszałka Piłsudskiego. Przywieźliśmy do domu różne pamiątkowe plakietki i łopatki mosiężne z wytłoczonym okolicznościowym napisem" - P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 41.
[149] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.
[150] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 374.
[151] List Z. Herberta do Rodziców, Londyn, 13 sierpnia 1963, ZHKR, 200.
[152] "Dostaliśmy od ojca flower. (...) Wokół willi Herbertów rosły drzewa wiśniowe i gromadziły się na nich ptaki (...). Nazywano je pestkojady. Zastrzeliłem jednego takiego ptaszka, ale ojciec spojrzał na mnie z takim wyrzutem, że zmroził całkowicie moje ambicje myśliwskie" - P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 35.
[153] Por. J. Siedlecka, Pan od poezji, dz. cyt., s. 40.
[154] P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 34.
[155] K. Dedecius, Europejczyk z Łodzi. Wspomnienia, przeł. S. Lisiecka, Kraków 2008, s. 276.
[156] Powieści, wiersze, czeki, dz. cyt.
[157] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.
[158] Por. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 356.
[159] Por. np.: "Opowiedział, że mając trzy latka, znalazł na ścieżce zadeptanego kreta. Pod wpływem tego przeżycia ułożył wierszyk, którego już nie pamięta, bo przecież wtedy nie umiał jeszcze pisać, aby go zanotować. W każdym razie w wierszu tym była mowa o śmierci, o piasku i czerni" - R. Gimes, Zbigniew Herbert i Węgrzy, dz. cyt., s. 46.
[160] AZH, Akc. 17845, t. 2.
[161] AZH, Akc. 17877, t. 1.
Bibliografia
Bibliografia podmiotowa
Książki Zbigniewa Herberta
Wiersze zebrane, opr. R. Krynicki, Kraków 2008
Utwory rozproszone. (Rekonesans), opr. R. Krynicki, Kraków 2010
Bajki, opr. R. Krynicki, Kraków 2009
Dramaty, opr. J. Kopciński, Warszawa 2008
Barbarzyńca w ogrodzie, opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2004
Martwa natura z wędzidłem, Warszawa 2003
Labirynt nad morzem, Warszawa 2000
Król mrówek. Prywatna mitologia, opr. R. Krynicki, Kraków 2008
Węzeł gordyjski oraz inne pisma rozproszone 1948-1998, t. 1-2, opr. P. Kądziela, Warszawa 2008
Głosy Herberta, opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2008
"Mistrz z Delft" i inne utwory odnalezione, opr. B. Toruńczyk, H. Citko, Warszawa 2008
Zbigniew Herbert. Wieczór poetycki, 25 maja 1998 roku, Teatr Narodowy, opr. P. Kłoczowski, Warszawa 1999
Herbert nieznany. Rozmowy, opr. H. Citko, Warszawa 2008
Herbert - studia i dokumenty, opr. P. Kłoczowski, Warszawa 2008
Herbert. Znaki na papierze. Utwory literackie, rysunki i szkice, opr. M. Buszewicz, H. Citko, Lesko 2008
Zbigniew Herbert, Ludzie. People, katalog wystawy w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, opr. A. Franaszek, Kraków 2015
Wybrane rozproszone utwory
i wypowiedzi Zbigniewa Herberta
Wiersze opublikowane w antologii "...każdej chwili wybierać muszę" (almanach poetycki), Warszawa 1954
Do Michaela Krügera, "Kwartalnik Artystyczny" 2014, nr 4
Ein Brief, statt eines Nachtworks, w: Bienek lesen. Materialien zu seinem Werk, München 1980, s. 217-219
François Bondy, "Zeszyty Literackie" 2008, nr 102
Heinrich H. Kunstmann, "Tygodnik Powszechny" 1961, nr 16
Hommage a Rilke, "Zeszyty Literackie" 2008, nr 104
List do Redakcji ["The New Leader"], przeł. M. Heydel, "Zeszyty Literackie" 2006, nr 95
Litania do Ironii, "Kwartalnik Artystyczny" 2015, nr 3
Los w naszych rękach, "Tygodnik Solidarność" 1995, nr 46
Ludzie i diabły z Loudun, "Zeszyty Literackie" 2013, nr 122
Łowcy ptaków, "Mazury i Warmia" 1955, nr 7/8, przedruk: Z. Chojnowski, Od biografii do recepcji. Ernst Wiechert, Konstanty I. Gałczyński, Zbigniew Herbert na Warmii i Mazurach, Olsztyn 2011, s. 275-277
Marek Oberländer, w: Marek Oberländer. Malarstwo, grafika, rysunek, Warszawa 1999
Poetyckie spotkanie z Kazimierzem Hoffmanem, "Kwartalnik Artystyczny" 2008, nr 4
Rede zum Lenau-Preis, w: Program przedstawienia "Drugi pokój", reż. P. Mundorf, Stadttheater Aachen, 1966/1967
Rozważania hagiograficzno-zwierzęce Pana Cogito, "Kwartalnik Artystyczny" 2015, nr 1
Ryszard albo logika młodości, opr. R. Krynicki, "Kwartalnik Artystyczny" 2015, nr 4
Saturnin, opr. R. Krynicki, "Kwartalnik Artystyczny" 2016, nr 2
Spazm artyleryjski, "Zeszyty Literackie" 2010, nr 111
Sprawa słonia, "Polska. The Times" 2008, nr 174
Ślepi przechodnie, "Zeszyty Literackie" 2009, nr 106
Toni albo formalista, opr. R. Krynicki, "Kwartalnik Artystyczny" 2006, nr 1
Wyprawa pod Jonaszem, w: Z. Fałtynowicz, Podróże bliskie. Zbigniew Herbert i Suwalszczyzna, Suwałki 2008, s. 75-91
Arsenał 10 lat. Dyskusja z udziałem: M. Czerwińskiego, J. Dziędziory, E. Grabskiej, Z. Herberta, W. Juszczaka, T. Mellerowicz, J. Sempolińskiego, J. Sienickiego, J. Stajudy, A. Wallisa, "Współczesność" 1965, nr 14
Nie zapowiadałem się na poetę. Ze Zbigniewem Herbertem rozmawia Janusz Maciejewski, "Odra" 2008, nr 9
Objects Don't Lie. Talk with a Polish Poet, by S. Stepanchev, "The New Leader", August 26, 1968
Powieści, wiersze, czeki. Ze Zbigniewem Herbertem rozmawia Krzysztof Karasek, "Rzeczpospolita", 26-27 lipca 2008
Ten, który mówi nie. Ze Zbigniewem Herbertem rozmawia Krzysztof Karasek, "Rzeczpospolita", 5 września 2008
Twarzą w twarz z historią. Wyznanie Zbigniewa Herberta (w rozmowie z Csabą Gy Kissem), w: Strażnik pamięci w czasach amnezji. Węgrzy o Herbercie, opr. C.Gy. Kiss, J. Snopek, Warszawa 2008, s. 165-167
You have little time you must give testimony, rozmawia W.L. Webb, "The Guardian", July 23, 1981
Wybrane przekłady autorstwa
Zbigniewa Herberta
Przekłady poetyckie opublikowane w tomie Głosy Herberta
Joseph Conrad, Jutro, "Dialog" 1958, nr 7
André Frenaud, Nie ma raju, wybrał Z. Herbert, Warszawa 1968
Max Frisch, Tryptyk. Trzy obrazy sceniczne, "Dialog" 1980, nr 3
Tomy korespondencji
Herbert i "Kochane Zwierzątka". Listy zebrała i komentarzem opatrzyła Magdalena Czajkowska, Warszawa 2006
Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, Krystyna i Zbigniew Herbertowie, Korespondencja, opr. M. Zagańczyk, Warszawa 2012
Zbigniew Herbert, Korespondencja rodzinna, opr. H. Herbert-Żebrowska, A. Kramkowska-Dąbrowska, Lublin 2008
Zbigniew Herbert, Listy do Muzy, opr. M. Marchlewska, Gdynia 2000
Zbigniew Herbert, Stanisław Barańczak, Korespondencja (1972-1996), opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2005
Zbigniew Herbert, Tadeusz Chrzanowski, "Mój bliźni, mój bracie". Listy 1950-1998, opr. Z. Baran, Kraków 2016
Zbigniew Herbert, Henryk Elzenberg, Korespondencja, opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2002
Zbigniew Herbert, Czesław Miłosz, Korespondencja, opr. B. Toruńczyk i M. Tabor, Warszawa 2006
Zbigniew Herbert, Jerzy Turowicz, Korespondencja, opr. T. Fiałkowski, Kraków 2005
Zbigniew Herbert, David Weinfeld, Listy, opr. R. Krynicki, Kraków 2008
Zbigniew Herbert, Jerzy Zawieyski, Korespondencja 1949-1967, opr. P. Kądziela, Warszawa 2002
Korespondencja rozproszona
Ewa Bartnikowska, Przebywam wśród słów. Listy Zbigniewa Herberta do Hieronima Skurpskiego, "Gazeta Olsztyńska" 1998, 14-16 sierpnia 1998
Józef Czapski, Zbigniew Herbert, Listy, "Zeszyty Literackie" 2009, nr 105
Zbigniew Herbert, Błąkam się po świecie. List do Aleksandra Janty-Połczyńskiego, "Więź" 2008, nr 7/8
Zbigniew Herbert do Lecha Bądkowskiego. Korespondencja, opr. P. Zbierski, "Przegląd Polityczny" 1998, nr 37/38
Zbigniew Herbert: dwa listy, opr. R. Kalicki, "Twórczość" 1999, nr 5
Zbigniew Herbert, Korespondencja do przyjaciół z Gostynina, opr. A. Majchrzak, "Rocznik Gostyniński" 2008, t. 2, s. 343-356
Zbigniew Herbert, List do Andrzeja Nowaka, "Arcana" 1998, nr 4
Zbigniew Herbert, Listy do Edwina Jędrkiewicza, "Więź" 2004, nr 12
Zbigniew Herbert, Listy do Francesco M. Cataluccia, w: Herbert - studia i dokumenty, opr. P. Kłoczowski, Warszawa 2008, s. 131-156
Zbigniew Herbert, Listy do Heinricha Kunstmanna (1958-1964), "Odra" 2012, nr 7-8
Zbigniew Herbert, Listy do Zdzisława Ruziewicza, 1944-1996, "Zeszyty Literackie" 2014, nr 127
Zbigniew Herbert, Listy do Tomasa Venclovy, "Zeszyty Literackie" 2000, nr 70
Zbigniew Herbert, Jan Brzękowski, Korespondencja, "Znak" 2013, nr 7/8
Zbigniew Herbert, Izydora Dąmbska, Listy, "Zeszyty Literackie" 1999, nr 68
Zbigniew Herbert, Jarosław Iwaszkiewicz, Listy, "Zeszyty Literackie" 2003, nr 84
Zbigniew Herbert, Tomasz Gluziński, Korespondencja, opr. K. Gluziński, "Czasopismo Zakładu Narodowego im. Ossolińskich", Wrocław 2004, z. 15
Zbigniew Herbert, Konstanty A. Jeleński, Kilka listów, "Zeszyty Literackie" 2004, nr 85
Zbigniew Herbert, Józef Życiński, Korespondencja, opr. P. Krasny, J. Maj, "Teka Lubelska", t. 1, Warszawa-Lublin-Kraków 2013, s. 81-97
List Zbigniewa Herberta do Redakcji "Współczesności", "Latarnia Morska" 2006, nr 4
List Zbigniewa Herberta do Romany Gimes, Berlin, 12 grudnia 1978, "Zeszyty Literackie" 2005, nr 89
List Zbigniewa Herberta do Stanisława Remuszki, Warszawa, 1 stycznia 1992, "Życie" 2000, nr 273
List Zbigniewa Herberta do Zbigniewa Bieńkowskiego, "Twórczość" 2015, nr 8
Listy Zbigniewa Herberta do Bolesława Taborskiego (w relacji adresata), "Więź" 2000, nr 11
Listy Zbigniewa Herberta do Włodzimierza Odojewskiego, "Rzeczpospolita" 2007, nr 104
Dariusz Pachocki, "Nie chciałem być emigrantem". Korespondencja Zbigniewa Herberta z Janem Brzękowskim, "Znak" 2013, nr 7/8
Kolekcje archiwalne
Archiwum Zbigniewa Herberta, Biblioteka Narodowa, Zakład Rękopisów, Warszawa
Zbigniew Herbert Papers, Beinecke Library, Yale University, USA
Kartki od Zbigniewa Herberta do Haliny Herbert-Żebrowskiej - w posiadaniu Moniki Ekert
Korespondencja Zbigniewa Herberta ze Zdzisławem Najderem - Archiwum Zdzisława Najdera, Warszawa
Listy Zbigniewa Herberta do Czesława Bednarczyka - Archiwum Oficyny Poetów i Malarzy, Uniwersytet Jagielloński, Kraków
Listy Zbigniewa Herberta do Ewy Thompson - Archiwum Ewy Thompson, Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń
Listy Zbigniewa Herberta do Henriego Coulette'a - Henri Coulette Papers, The Huntington Library, Pasadena, USA
Listy Zbigniewa Herberta do Ireny i Tadeusza Byrskich - Archiwum Ireny i Tadeusza Byrskich, Akademia im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim
Listy Zbigniewa Herberta do Jana Błońskiego - Archiwum Jana Błońskiego, Biblioteka Jagiellońska, Kraków
Listy Zbigniewa Herberta do Jerzego Lisowskiego - Muzeum Literatury, Warszawa
Listy Zbigniewa Herberta do Juliana Przybosia - Korespondencja Juliana Przybosia, Biblioteka Jagiellońska, Kraków
Listy Zbigniewa Herberta do Karla Dedeciusa - Karl Dedecius Archiv der Europa-Universität Viadrina Frankfurt (Oder) / Archiwum Karla Dedeciusa przy Collegium Polonicum w Słubicach; Nachlass Karl Dedecius / Spuścizna po Karlu Dedeciusie
Listy Zbigniewa Herberta do Konstantego A. Jeleńskiego - Muzeum Literatury, Warszawa
Listy Zbigniewa Herberta do Krystyny Podgóreckiej - Biblioteka Narodowa, Zakład Rękopisów, Warszawa
Listy Zbigniewa Herberta do Lesława Bartelskiego - Muzeum Literatury, Warszawa
Listy Zbigniewa Herberta do Petara Vujičicia, kopie udostępnione autorowi książki przez Biserkę Rajčić
Listy Zbigniewa Herberta do Renate Vollmer - Muzeum Literatury, Warszawa
List Zbigniewa Herberta do Romana Brandstaettera - Archiwum Romana Brandstaettera, Biblioteka Kórnicka
Listy Zbigniewa Herberta do Stanisława Strzetelskiego - Archiwum Christiny i Pawła Chądzyńskich, Boston, USA
Listy Zbigniewa Herberta do Waldemara Voisé - Muzeum Literatury, Warszawa
Listy Zbigniewa Herberta do Wiktora Weintrauba - Korespondencja Wiktora Weintrauba, Biblioteka Jagiellońska, Kraków
Listy Zbigniewa i Katarzyny Herbertów do Marii i Józefa Czapskich - Archiwum Józefa Czapskiego, Muzeum Narodowe, Kraków
Listy Zbigniewa i Katarzyny Herbertów do Zdzisława i Jadwigi Ruziewiczów - Biblioteka Narodowa, Oddział Rękopisów, Warszawa
Listy Katarzyny i Zbigniewa Herbertów do Klausa Staemmlera - Muzeum Literatury, Warszawa
Filmy dokumentalne i audycje radiowe
Herbert. Fresk w kościele, reż. P. Załuski, Telewizja Polska Wrocław, 2005-2006
Obywatel poeta, scen. i realizacja J. Zalewski, Telewizja Polska, 2000
Pan X przedstawia, audycja J. Bienieckiego, emisja: 27 czerwca 1972, Archiwum Polskiego Radia
Potęga smaku, scen. i realizacja A. Pawłowicz, Telewizja Polska, 1995
Rozmowa Aleksandra Małachowskiego ze Zbigniewem Herbertem, magazyn Pegaz, 1972, Archiwum Telewizji Polskiej
Rozmowa Henriego Coulette'a ze Zbigniewem Herbertem przeprowadzona na potrzeby audycji w rozgłośni KPFK, Los Angeles, 1970
Rozmowa Romany Bobrowskiej ze Zbigniewem Herbertem, Warszawa 1998, Archiwum Polskiego Radia
Zapis spotkania ze Zbigniewem Herbertem w Poznaniu, 11 grudnia 1984, płyta CD dołączona do tomu: Z. Herbert, Wiersze wybrane, Kraków 2017
Zbigniew Herbert czyta swoje wiersze, płyta CD, wybór i układ wierszy - Z. Herbert, redakcja i opieka reżyserska - R. Bobrowska, Radio Kraków, 1998
Zbigniew Herbert o swoim życiu, twórczości, polityce, realizacja K. Rutkowski, A. Wolski, P. Wejchert, Paryż 1991, Archiwum Telewizji Polskiej
Zbigniew Herbert w Berlinie, reż. L. Ditzen, Republika Federalna Niemiec, 1969
Bibliografia przedmiotowa
Kolekcje archiwalne
Alfred Alvarez Papers, Add MS 88597, British Library, Londyn, Wielka Brytania
Aleksander Wat Papers, GEN MSS 705, Beinecke Library, Yale University, USA
Archiwum Aleksandra Schenkera, Biblioteka Narodowa, Warszawa
Archiwum Berthe Burko, Paryż
Archiwum Czesława Miłosza, Biblioteka Narodowa, Warszawa
Archiwum Elżbiety Grucy, Garbatka
Archiwum Ewy Thompson - Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń
Archiwum Instytutu Literackiego "Kultura", Maisons-Laffitte, Francja
Archiwum Ireny i Tadeusza Byrskich, Akademia im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim
Archiwum Jana Józefa Szczepańskiego, Biblioteka Narodowa, Warszawa
Archiwum Jerzego Andrzejewskiego, Muzeum Literatury, Warszawa
Archiwum Jerzego Krzysztonia, Biblioteka Narodowa, Warszawa
Archiwum Jerzego Kwiatkowskiego i Marii Podrazy-Kwiatkowskiej, Kraków
Archiwum Jerzego Turowicza, Biblioteka Narodowa, Warszawa
Archiwum Joanny Olczak-Ronikier, Kraków
Archiwum Józefa Czapskiego, Muzeum Narodowe, Kraków
Archiwum Kazimierza Brandysa, Biblioteka Narodowa, Warszawa.
Archiwum Kazimierza Wierzyńskiego, The Polish Library POSK, Londyn, Wielka Brytania
Archiwum Konstantego Jeleńskiego - Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń
Archiwum Książnicy Pomorskiej w Szczecinie
Archiwum Magdaleny Czajkowskiej, Londyn, Wielka Brytania
Archiwum Marka Walickiego, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław
Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych - Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa
Archiwum Oddziału Gdańskiego Związku Literatów Polskich, Biblioteka Gdańska Polskiej Akademii Nauk
Archiwum Oficyny Poetów i Malarzy, Uniwersytet Jagielloński, Kraków
Archiwum Ośrodka Dokumentacji Wielkopolskiego Środowiska Literackiego, Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu
Archiwum Olgi Scherer - Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń
Archiwum Romana Brandstaettera, Biblioteka Kórnicka
Archiwum Ryszarda Matuszewskiego, Biblioteka Narodowa, Warszawa
Archiwum Ryszarda Przybylskiego, Warszawa
Archiwum Urszuli Kozioł, Wrocław
Archiwum Wacława Iwaniuka - Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń
Archiwum Wisławy Szymborskiej, Biblioteka Jagiellońska, Kraków
Archiwum Wojciecha Karpińskiego, Paryż
Archiwum Związku Kompozytorów Polskich, Warszawa
Archiwum Związku Literatów Polskich, Warszawa, teczka osobowa: Zbigniew Herbert, nr inw. 548
Archiwum Związku Literatów Polskich, Biblioteka Narodowa, Akc. 22398, t. 1, 2
Archiwum Zygmunta Mycielskiego, Biblioteka Narodowa, Warszawa
Auden Archive, The New York Public Library, USA
Czeslaw Milosz Papers, GEN MSS 661, Beinecke Library, Yale University, USA
Fonds Andre? Fre?naud de la Bibliothe?que litte?raire Jacques-Doucet, Paryż
Henri Coulette Papers, The Huntington Library, Pasadena, USA
Konstanty Jeleński Papers, GEN MSS 676, Beinecke Library, Yale University, USA
Leopold Tyrmand Papers, Acc. 86015, Hoover Institution, Stanford University, USA
Olga Scherer-Virski Papers, GEN MSS 526, Beinecke Library, Yale University, USA
Susan Sontag Papers, UCLA Library Special Collections, Collection 612, University of California Los Angeles, USA
Zdzisław Najder Papers, Acc. 95042-16, Hoover Institution, Stanford University, USA
Rozmowy przeprowadzone przez autora książki z:
Yvesem Bonnefoy (Paryż, 4 sierpnia 2014); Bogdaną i Johnem Carpenterami (Ann Arbor, 17 października 2015); Jacqueline Coulette (Pasadena, 25 października 2015); Anatolem i Danutą Gotfrydami (Berlin, marzec 2016); Elżbietą Grucą (Kozienice, 28 czerwca 2016); Anką Grupińską (Warszawa, 31 marca 2017); Justyną Guze (Warszawa, 26 maja 2016); Julią Hartwig (Warszawa, 14 listopada 2013); Katarzyną Herbert (Warszawa, 3 lipca 2013); Krzysztofem Karaskiem (Warszawa, 30 marca 2016); Ryszardem Krynickim (Kraków, 8 czerwca 2013); Romą Ligocką (Kraków, 18 lipca 2016); Hanną Lisowską-Zaleską (Warszawa, 19 września 2014); Jackiem Łukasiewiczem (Wrocław, 22 czerwca 2016); Tadeuszem Malakiem (Kraków, 29 maja 2014); Ludmiłą Murawską (Warszawa, 13 lipca 2016); Zdzisławem Najderem (Warszawa, 21 listopada 2013); Zdzisławem Nałęcz-Sobieszczańskim (Gdańsk, 19 marca 2016); Krystyną Podgórecką (Warszawa, 11 kwietnia 2015); Krzysztofem Pomianem (Paryż, 3 sierpnia 2014); Biserką Rajčić (Kraków, 4 marca 2015); Haliną i Jerzym Rowińskimi (Augustów, 29 sierpnia 2013); Aleksandrem Schenkerem (Hamden, 3 listopada 2011); Charlesem Simiciem (Warszawa, 15 maja 2014); Danutą Szumską (Paryż, 6 sierpnia 2014); Barbarą Toruńczyk (Warszawa, 5 marca 2015); Teresą Zabżą (Sopot, 19 marca 2016) oraz Martą Zielińską (Laski pod Warszawą, 8 marca 2015).
Monografie
Kądziela Paweł, Twórczość Zbigniewa Herberta. Monografia bibliograficzna, t. I, II, Warszawa 2009
Łukasiewicz Jacek, Herbert, Wrocław 2001
Siedlecka Joanna, Pan od poezji. O Zbigniewie Herbercie, Warszawa 2002
Żebrowski Rafał, Zbigniew Herbert. "Kamień na którym mnie urodzono", Warszawa 2011
Książki
50 lat Związku Kompozytorów Polskich, opr. L. Erhardt, Warszawa 1995
Adamiec Marek, "... Pomnik trochę niezupełny...". Rzecz o apokryfach i poezji Zbigniewa Herberta", Gdańsk 1996
Alliston Susan, Poems and Journals 1960-1969, red. T. Hughes, Nottingham 2010
Alvarez Al, Where Did it Go All Go Right?, London 1999
Andrzejewski Jerzy, Z dnia na dzień. Dziennik literacki 1972-1979, t. 1, Warszawa 1988
Andrzejewski Jerzy, Miłosz Czesław, Listy 1944-1981, opr. B. Riss, Warszawa 2011
Antoniuk Mateusz, Otwieranie głosu. Studium o wczesnej twórczości Zbigniewa Herberta (do 1957 roku), Kraków 2009
Auden Wystan Hugh, Morze i zwierciadło. Komentarz do "Burzy" Szekspira", przeł. S. Barańczak, Kraków 2003
Auster Paul, J.M. Coetzee, Tu i teraz. Listy (2008-2011), przeł. K. Janusik, Kraków 2014
Axer Erwin, Czwarte ćwiczenia pamięci, Kraków 2003
Barańczak Stanisław, Uciekinier z Utopii. O poezji Zbigniewa Herberta, wyd. II, Wrocław 1994
Barthes Roland, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, przeł. J. Trznadel, Warszawa 1995
Bate Jonathan, Ted Hughes: The Unauthorised Life, London 2015
Białoszewski Miron, Tajny dziennik, opr. M. Sokołowska, Kraków 2012
Bibliografia filozofii polskiej 1750-1830, opr. A. Kadler, Warszawa 1955
Bikont Anna, Szczęsna Joanna, Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu, Warszawa 2006
Bikont Anna, Szczęsna Joanna, Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej, Kraków 2012
Błoński Jan, Mrożek Sławomir, Listy 1963-1996, opr. T. Nyczek, Kraków 2004
Brandys Kazimierz, Miesiące 1978-1981, Warszawa 1997
Brandys Kazimierz, Miesiące 1982-1987, Warszawa 1998
Brończyk Kazimierz, "Okruchy wspomnień", cz. I: "Morze odpływa, morze przypływa", cz. II: "Światła w ciemnościach", maszynopis, Akc. 8715, cz. 1, 2, Biblioteka Narodowa, Warszawa
Burska Lidia, Awangarda i inne złudzenia. O Pokoleniu '68 w Polsce, Gdańsk 2012
Chojnowski Zbigniew, Od biografii do recepcji. Ernst Wiechert, Konstanty I. Gałczyński, Zbigniew Herbert na Warmii i Mazurach, Olsztyn 2011
Chruślińska Iza, Była raz "Kultura". Rozmowy z Zofią Hertz, Lublin 2003
Chrzanowski Tadeusz, Wędrówki pięknoducha, Warszawa 1951
Chwin Stefan, Hanemann, Gdańsk 1997
Ciechanowicz Jerzy, Cień Minotaura, Warszawa 1996
Cisło Maciej, Błędnik, Bezrzecze 2012
Coulette Henri, The Collected Poems, red. D. Justice, R. Mezey, Fayetteville 1990
Chwalba Andrzej, Dzieje Krakowa. Kraków w latach 1939-1945, Kraków 2002
Cybis Jan, Notatki malarskie. Dzienniki 1954-1966, opr. D. Horodyński, Warszawa 1980
Czajkowski-Dębczyński Zbigniew, Dziennik powstańca, Warszawa 2014
Dąbrowska Maria, Dzienniki powojenne, t. 1, opr. T. Drewnowski, Warszawa 1996
Dedecius Karl, Europejczyk z Łodzi. Wspomnienia, przeł. S. Lisiecka, Kraków 2008
Dedecius Karl, Miłosz Czesław, Listy 1958-2000, opr. P. Chojnowski, Łódź 2011
Dobies Cezary, Herbert w Toruniu. Przewodnik po latach 1947-1951 dla turystów poezjojęzycznych, Toruń 2008
Draus Jan, Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie 1918-1946. Portret kresowej uczelni, Kraków 2007
Drzewucki Janusz, Akropol i cebula. O Zbigniewie Herbercie, Warszawa 2004
Dudek Antoni, Pytel Grzegorz, Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej, Londyn 1990
Elzenberg Henryk, Kłopot z istnieniem. Aforyzmy w porządku czasu, Kraków 1994
Enquist Per Olov, Ett annat liv, Stockholm 2008
"Europa. Miesięcznik Literacki", reedycja numeru ze wstępem M. Króla, Warszawa 2007
Fałtynowicz Zbigniew, Podróże bliskie. Zbigniew Herbert i Suwalszczyzna, Suwałki 2008
Feinstein Elaine, Ted Hughes. The Life of a Poet, London 2001
Fijas Grzegorz, Korespondencja Czesława Miłosza z Oficyną Poetów i Malarzy 1963-1973. Edycja krytyczna, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. J. Gruchały, Uniwersytet Jagielloński, Wydział Polonistyki, Kraków 2016
Fik Marta, Kultura polska po Jałcie. Kronika lat 1944-1981, t. 1-2, Warszawa 1991
Filar Tadeusz, 90 lat dziejów Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i jego społeczności akademickiej (1925-2015), Kraków 2016
Flaszen Ludwik, Grotowski & Company. Źródła i wariacje, Wrocław 2014
Friszke Andrzej, Między wojną a więzieniem 1945-1953. Młoda inteligencja katolicka, Warszawa 2015
Friszke Andrzej, Przystosowanie i opór. Studia z dziejów PRL, Warszawa 2007
Fromentin Eug?ne, Mistrzowie dawni, przeł. J. Cybis, Wrocław 1956
Garbol Tomasz, "Chrzest ziemi". Sacrum w poezji Zbigniewa Herberta, Lublin 2006
Giedroyc Jerzy, Autobiografia na cztery ręce, opr. K. Pomian, Warszawa 1999
Giedroyc Jerzy, Jeleński Konstanty Aleksander, Listy 1950-1987, opr. W. Karpiński, Warszawa 1995
Giedroyc Jerzy, Lipski Jan Józef, Listy 1957-1991, opr. Ł. Garbal, Warszawa 2015
Giedroyc Jerzy, Miłosz Czesław, Listy 1952-1963, opr. M. Kornat, Warszawa 2008
Giedroyc Jerzy, Miłosz Czesław, Listy 1964-1972, opr. M. Kornat, Warszawa 2011
Giedroyc Jerzy, Miłosz Czesław, Listy 1973-2000, opr. M. Kornat, Warszawa 2012
Gimpel Jean, Jak budowano w średniowieczu, przeł. J. Aleksandrowicz, Warszawa 1968
Głąb Anna, Ostryga i łaska. Rzecz o Hannie Malewskiej, Kraków 2009
Gombrowicz. Walka o sławę, cz. II, opr. J. Jarzębski, Kraków 1998
Gombrowicz Witold, Miłosz Czesław, Konfrontacje, opr. M. Szymański, B. Toruńczyk, Warszawa 2015
Gorczyńska Renata, Skandale minionego życia, Kraków 2001
Grémion Pierre, Konspiracja wolności. Kongres Wolności Kultury w Paryżu (1950-1975), przeł. J.M. Kłoczowski, Warszawa 2004
Grochowska Magdalena, Wytrąceni z milczenia, Wołowiec 2013
Grudzińska-Gross Irena, Miłosz i Brodski. Pole magnetyczne, Kraków 2007
Gruza Jerzy, 40 lat minęło jak jeden dzień, Warszawa 1998
Hartwig Julia, Dziennik, t. 1, Kraków 2011
Heintsch Paweł, Wilki, owce i pasterze (reportaż z pamięci), Warka 2000
Herling-Grudziński Gustaw, Dziennik pisany nocą 1971-1972, Warszawa 1995
Herling-Grudziński Gustaw, Dziennik pisany nocą 1973-1979, Warszawa 1995
Herling-Grudziński Gustaw, Dziennik pisany nocą 1984-1988, Warszawa 1996
Hertz Paweł, Iwaszkiewiczowie Anna i Jarosław, Korespondencja, t. II: 1949-1980, opr. A. i R. Papiescy, Warszawa 2015
Hertz Zygmunt, Listy do Czesława Miłosza 1952-1979, opr. R. Gorczyńska, Paryż 1992
Hłasko Marek, Piękni dwudziestoletni, Warszawa 1989
Hnatiuk Ola, Odwaga i strach, Wrocław 2015
Hryciuk Grzegorz, Polacy we Lwowie 1939-1944. Życie codzienne, Warszawa 2000
Illg Jerzy, Mój Znak. O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, Kraków 2009
Ilustrowany przewodnik miasta Lwowa z planem, Lwów 1935
Iwaszkiewicz Jarosław, Dzienniki 1964-1980, opr. A. i R. Papiescy, R. Romaniuk, Warszawa 2011
Iwaszkiewicz Jarosław, Jeleńska Teresa, Jeleński Konstanty Aleksander, Korespondencja, opr. R. Romaniuk, Warszawa 2008
Iwaszkiewicz Jarosław, Wajda Andrzej, Korespondencja, opr. J. Strzałka, Warszawa 2013
Janion Maria, Szczuka Kazimiera, Janion. Transe - trauma - transgresje. 1: Niedobre dziecię, Warszawa 2013
Jastrun Mieczysław, Dziennik 1955-1981, Kraków 2002
Kaliszewski Andrzej, Gry Pana Cogito, wyd. II rozszerzone, Łódź 1990
Kamińska Krystyna, Szmidt Ireneusz Krzysztof, Byliśmy w teatrze. 60 lat Teatru im. J. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim, Gorzów 2006
Kapuściński Ryszard, Imperium, Warszawa 2016
Kępiński Antoni, Melancholia, Kraków 2001
Kijowski Andrzej, Dziennik 1955-1969, opr. K. Kijowska i J. Błoński, Kraków 1998
Kijowski Andrzej, Dziennik 1970-1977, opr. K. Kijowska i J. Błoński, Kraków 1998
Kijowski Andrzej, Dziennik 1978-1985, opr. K. Kijowska i J. Błoński, Kraków 1999
Kisielewski Stefan, Abecadło Kisiela, Warszawa 1997
Kisielewski Stefan, Dzienniki, Warszawa 2001
Klas Wojciech, Zieliński Jan, Kościelscy. Ród, fundacja, nagroda, Kraków 2011
Klub Logofagów. Wspomnienia, opr. A. Rozmarynowicz, Kraków 1996
Kochanowska Eugenia, Odeszli w cień, Gdańsk 1981
Kopciński Jacek, Nasłuchiwanie. Sztuki na głosy Zbigniewa Herberta, Warszawa 2008
Kornhauser Julian, Uśmiech Sfinksa. O poezji Zbigniewa Herberta, Kraków 2001
Kornhauser Julian, Zagajewski Adam, Świat nie przedstawiony, Kraków 1974
Kosińska Agnieszka, Miłosz w Krakowie, Kraków 2015
Kowalska Anka, Folklor tamtych lat, Warszawa 2011
Kramkowska-Dąbrowska Agnieszka, Gabinet luster. Śmiech w twórczości Zbigniewa Herberta, Warszawa 2015
Krasoń Katarzyna, W zwierciadle obcej literatury. Recepcja Zbigniewa Herberta i Tymoteusza Karpowicza w Niemczech, Szczecin 2007
Kunstmann Heinrich, Pisma wybrane, przeł. D. Wojtaszyn, E. Herden i in., opr. M. Zybura, Kraków 2009
Lem Stanisław, Mrożek Sławomir, Listy 1956-1978, opr. J. Jarzębski, Kraków 2011
Ligocka Roma, Dziewczynka w czerwonym płaszczyku, przeł. K. Zimmerer, Kraków 2010
Lipski Jan Józef, Dzienniki 1954-1957, opr. Ł. Garbal, Warszawa 2010
Lukács György, Od Goethego do Balzaka. Studia z historii literatury XVIII i XIX wieku, wybór M. Żurowski, przeł. Z. Herbert i in., Warszawa 1958
Łukasiewicz Jacek, Poezja Zbigniewa Herberta, Warszawa 1995
Machowski Stanisław, Bernardyński mijam plac, Wrocław 1989
Matuszewski Ryszard, Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka, Warszawa 2004
Matywiecki Piotr, Stary gmach, Warszawa 2016
Mellerowicz-Gella Teresa, Malarstwo, Gorzów Wielkopolski 2014
Merton Thomas, Miłosz Czesław, Listy, przeł. M. Tarnowska, Kraków 1991
Mętrak Krzysztof, Dziennik 1969-1979, opr. W. Holewiński, Warszawa 1997
Michnik Adam, Z dziejów honoru w Polsce. Wypisy więzienne, Warszawa 1991
Michotek Jerzy, Tylko we Lwowie, Warszawa 1990
Międzyrzecki Artur, Z dzienników i wspomnień, Warszawa 1999
Międzyrzecki Artur i Hartwig Julia, Miłosz Czesław, Korespondencja, Kraków 2012
Mikołajczak Małgorzata, Pomiędzy końcem i apokalipsą. O wyobraźni poetyckiej Zbigniewa Herberta, Wrocław 2007
Miłosz Czesław, Rodzinna Europa, Kraków 2001
Miłosz Czesław, Zniewolony umysł, Kraków 1999
Miłosz Czesław, Jeleński Konstanty Aleksander, Korespondencja, opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2011
Miłosz Czesław, Watowa Ola, Listy o tym, co najważniejsze (I), opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2009
Moskwa Jacek, Antoni Marylski i Laski, Kraków 1987
Mrożek Sławomir, Skalmowski Wojciech, Listy 1970-2003, opr. A. Borowski, Kraków 2007
Mycielski Zygmunt, Dziennik 1960-1969, Warszawa 2001
Mycielski Zygmunt, Niby-dziennik ostatni, Warszawa 2012
Nachman z Bracławia, Puste krzesło, przeł. J. Moderski, Poznań 1996
Nowakowski Marek, Kryptonim "Nowy". Tajemnice mojej esbeckiej teczki, Warszawa 2007
Nowakowski Marek, Tak zapamiętałem, Warszawa 2014
Od Herberta do Herberta. Nagroda "Wiadomości" 1958-1990, opr. St. Kossowska, Londyn 1993
Odrowąż-Pieniążek Janusz, Błagam, tylko nie profesor. Wspomnienia i anegdoty, Warszawa 2015
Olczak-Ronikier Joanna, Wtedy. O powojennym Krakowie, Kraków 2015
Osiński Zbigniew, Nazywał nas bratnim teatrem. Przyjaźń artystyczna Ireny i Tadeusza Byrskich z Jerzym Grotowskim, Gdańsk 2005
Pawelec Jan, Szeliga Paweł, Nadgonić czas. Wywiad rzeka ze Zdzisławem Najderem, Warszawa 2009
Pieńkowska Maria Dorota, Zbigniew Herbert - Epilog burzy. Zbigniew Herbert - Epilogue of the Storm, katalog wystawy w Muzeum Literatury, Warszawa 2001
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, opr. Zespół Biblistów Polskich z inicjatywy Towarzystwa Świętego Pawła, Częstochowa 2008
Poeci czytają Herberta, opr. A. Franaszek, Kraków 2009
Pracownia Herberta. Studia nad procesem tekstotwórczym, opr. M. Antoniuk, Kraków 2017
Pro memoria. Róża Ostrowska (1926-1975), opr. J. Borzyszkowski, Gdańsk 2003
Prorok Leszek, Dziennik 1949-1984, Kraków 1998
Przybylski Ryszard, Baśń zimowa. Esej o starości, Warszawa 1998
Raszewski Zbigniew, Raptularz, t. II, Londyn 2004
Radziwon Marek, Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie, Warszawa 2010
Riedl Tadeusz, We Lwowie. Relacje, Wrocław 1996
Różewicz Tadeusz, Margines, ale..., Wrocław 2010
Rusinek Michał, Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej, Kraków 2016
Ruszar Józef Maria, Stróż brata swego. Zasada odpowiedzialności w liryce Zbigniewa Herberta, Lublin 2004
Shakespeare William, Burza, przeł. S. Barańczak, Kraków 1999
Siedlecka Joanna, Jaśnie panicz, Gdańsk 1992
Siedlecka Joanna, Kryptonim liryka. Bezpieka wobec literatów, Warszawa 2008
Siedlecka Joanna, Obława. Losy pisarzy represjonowanych, Warszawa 2005
Sławińska Irena, Szlakami moich wód..., Lublin 2004
Stevenson Anne, Bitter Fame. A Life of Sylvia Plath, Boston 1989
Stomma Ludwik, Stommowisko. O mojej rodzinie i o mnie, Warszawa 2013
Strzyżewski Tomasz, Wielka księga cenzury PRL w dokumentach, Warszawa 2015
Styron William, Ciemność widoma. Esej o depresji, przeł. J. Korpanty, Warszawa 2012
Szarota Piotr, Londyn 1967, Warszawa 2016
Szczepański Jan Józef, Dziennik, tom I: 1945-1956, Kraków 2009
Szczepański Jan Józef, Dziennik, tom II: 1957-1963, Kraków 2011
Szczepański Jan Józef, Dziennik, tom III: 1964-1972, Kraków 2013
Szczepański Jan Józef, Dziennik, tom IV: 1973-1980, Kraków 2015
Szczepański Jan Józef, Dziennik, tom V: 1981-1989, Kraków 2017
Szczepański Jan Józef, Kadencja, Kraków 1989
Szczepkowska Joanna, Kto ty jesteś. Początek sagi rodowej, Warszawa 2014
Szymańska Irena, Miałam dar zachwytu. Wspomnienia wydawcy, opr. R. Matuszewski, Warszawa 2001
Szymański Michał, Spór Zbigniewa Herberta z Czesławem Miłoszem: postawy, recepcja, interpretacja, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. dr. hab. M. Prejsa, Uniwersytet Warszawski, Warszawa 2010
Szymański Wiesław Paweł, Ogród plewiony. Opowieść autobiograficzna, Kraków 2003
Szymborska Wisława, Filipowicz Kornel, Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy, Kraków 2016
Śniedziewska Magdalena, Siedemnastowieczne malarstwo holenderskie w literaturze polskiej po roku 1918, Toruń 2014
Śniedziewska Magdalena, Wierność rzeczywistości. Zbigniew Herbert o postawie wobec świata i problemach jego reprezentacji, Kraków 2013
Tejchma Józef, Kulisy dymisji. Z dzienników ministra kultury 1974-1977, Kraków 1991
Tejchma Józef, Odszedł Gomułka, przyszedł Gierek. Notatki z lat 1971-1973, Toruń 2006
Terlecki Tymon, Ludzie, książki i kulisy, Londyn 1960
Tukidydes, Wojna peloponeska, przeł. K. Kumaniecki, Warszawa 2003
Tyrmand Leopold, Dziennik 1954. Wersja oryginalna, Kraków 2011
Urbankowski Bohdan, Poeta, czyli człowiek zwielokrotniony. Szkice o Zbigniewie Herbercie, Radom 2004
Walicki Andrzej, Idee i ludzie, Warszawa 2010
Walicki Andrzej, Zniewolony umysł po latach, Warszawa 1993
Wasylewski Stanisław, Lwów, Poznań 1931
Wat Aleksander, Korespondencja, cz. I, II, opr. A. Kowalczykowa, Warszawa 2005
Wat Aleksander, Notatniki, transkrypcja i opr. A. Dziadek i J. Zieliński, Warszawa 2015
Węgierski Jerzy, Lwów pod okupacją sowiecką 1939-1941, Warszawa 1991
Winczakiewicz Jan, Z szuflady emigranta, Toruń 2001
Wirpsza Witold, Kunstmann Henri, "Salut Henri! Don Witoldo!" Witold Wirpsza - Heinrich Kunstmann. Listy 1960-1983, opr. D. Cygan i M. Zybura, Kraków 2015
Wittlin Józef, Mój Lwów, Warszawa 1991
Woroszylski Wiktor, Dzienniki, t. 1: 1953-1982, opr. A. Dębska, Warszawa 2017
Wspólna obecność. Korespondencja Julii Hartwig i Artura Międzyrzeckiego z Anną i Jerzym Turowiczami, opr. J. Strzałka, Kraków 2012
Wyka Kazimierz, Życie na niby. Pamiętnik po klęsce, Kraków 1984
Zachwyt i rozpacz. Wspomnienia o Wisławie Szymborskiej, opr. A. Papieska, Warszawa 2014
Zagajewski Adam, Lekka przesada, Kraków 2011
Zawieyski Jerzy, Brzegiem cienia. Kartki z dziennika, Kraków 1960
Zawieyski Jerzy, Dzienniki, t. 1, wybór z lat 1955-1959, Warszawa 2011
Zawieyski Jerzy, Dzienniki, t. 2, wybór z lat 1960-1969, Warszawa 2011
Zawistowska-Toczek Dagmara, Stary Poeta. Ars moriendi w późnej twórczości Zbigniewa Herberta, Lublin 2008
Zawodniak Mariusz, Herbert parokrotnie, Toruń 2011
Zbyszewski Wacław Alfred, Zagubieni romantycy i inni, Paryż 1992
Żakowski Jacek, Anatomia smaku, czyli rozmowy o losach zespołu "Tygodnika Powszechnego" w latach 1953-1956, Warszawa 1988
Żakowski Jacek, Pół wieku pod włos, czyli życie codzienne "Tygodnika Powszechnego" w czasach heroicznych, Kraków 1999
Żakowski Jacek, Trzy ćwiartki wieku. Rozmowy z Jerzym Turowiczem, Kraków 1990
Antologie, prace zbiorowe
Poznawanie Herberta 1, opr. A. Franaszek, Kraków 1998
(tu prace: Baranowska M., Radio jako osoba dramatu; Barańczak S., O czym myśli Pan Cogito; Błoński J., Zbigniew Herbert; Błoński J., Tradycja, ironia i głębsze znaczenie; Burek T., Herbert - linia wierności; Czapliński P., Śmierć, czyli o niedoskonałości; Dedecius K., Uprawa filozofii. Zbigniew Herbert w poszukiwaniu tożsamości; Dziewulska M., Przypomnienie "Barbarzyńcy w ogrodzie"; Fiut A., Język wiary i niewiary; Kwiatkowski J., Imiona prostoty; Lipski J.J., Między historią i Arkadią wyobraźni; Lisicki P., Puste niebo Pana Cogito; Piwińska M., Zbigniew Herbert i jego dramaty; Przybylski R., Między cierpieniem a formą; Stala M., Rok 1983: głos poety; Sławiński J., Zbigniew Herbert. "Tren Fortynbrasa"; Werner M., "Rovigo": portret na pożegnanie; Wyka K., Składniki świetlnej struny; Wyka M., Herbert - poeta metafizyczny)
Poznawanie Herberta 2, opr. A. Franaszek, Kraków 2000
(tu prace: Carpenter B., Zbigniewa Herberta lekcja sztuki; Fiut A., Dwa spojrzenia na antyk: Kawafis i Herbert; Hirsch E., Wierność rzeczy; Łukasiewicz J., Ostatnie książki Herberta; Śliwiński P., Poezja, czyli bunt, oraz wypowiedzi: Alvarez A., "Nie walczysz, to umierasz"; Barańczak S., Protokół procesu; Dziewulska M., Ćwiczenia warsztatowe; Głodowska Z., Wspomnienie o Zbigniewie Herbercie; Heaney S., Hiperborejczyk; Najder Z., Pierwsze wspomnienie; Toruńczyk B., Dukt pisania, dukt pamięci)
Upór i trwanie. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie, opr. K. Szczypka, Wrocław 2000
(tu wypowiedzi: Elektorowicz L., Wspomnienie o przyjacielu; Rasch G., Kruche piękno; Skwarnicki M., Poza granicami trzeźwego rozumu)
Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie, opr. A. Romaniuk, Warszawa 2014
(tu wypowiedzi: Abramow-Newerly J., Grałem na trąbce z orkiestrą Armstronga; Adamski J., Wspomnienie o Wielkim...; Adamus A., Wspomnienie wydawcy; Balcerzan E., Pan Cogito a pamiętanie słów; Baran J., Rzeźbiarz metafor; Biernacki A., "Cierpliwe odróżnianie prawdy od kłamstwa"; Bieszczadowski M., ***; Cataluccio F. M., Il Signor Cogito; Chrzanowski T., Zbyszek, jakim go widziałem; Czajkowska M., "Kochane Zwierzątka..."; Dominik T., Na styku malarstwa i literatury; Drzewucki J., Szanowny Panie, no, no; Elektorowicz L., Zaczęło się od Kajzerwaldu; Ficowska E., Dwaj poeci; Gebhardt St.M., Historia, polityka, Polska; Gelberg A., Pułkownik Huzarów Śmierci; Gielbert A., Brat Zbigniew; Gömöri G., Spotkania i korespondencja ze Zbigniewem Herbertem; Grupińska A., Spotkanie nasycone; Grynberg H., Tylko ocean; Grześczak M., Słowa w żałobie; Hartwig J., Pakiet listów; Hennelowa J., Zbyszek; Herbertowa K., Ze Zbigniewem Herbertem mój życiorys; Herbert-Żebrowska H., Mój brat Zbyszek; Herling-Grudziński G., Był wierny; Jastrun T., Herbert; Kalicki R., Zbigniew Herbert: dwa listy; Karasek K., Co ty pieprzysz, Zbyszek; Kieżun W., Herbert był moim recenzentem; Kisielewski S., Zbigniew Herbert; Kłoczowski P., Pomiar Swillensa; Latawiec B., Lotniska Zbigniewa Herberta; Lebenstein J., Życie na walizkach; Libera A., Zbigniew Herbert jakim Go pamiętam; Madajczyk-Krasowska B., Spotkania z Panem Cogito; Michnik A., ***; Miłosz Cz., ***; Marjańska L., Herbert uśmiechnięty; Matuszewski R., ***; Misiołkowa H.,
W cieniu Twojej dobroci; Najder K., Nieśmiały poeta i chłopiec; Najder Z., W krzywo ustawionym zwierciadle; Nowakowski M., O Zbyszku Herbercie; Odrowąż-Pieniążek J., Wspomnienie z czasów jakby heroicznych; Pendereccy E. i K., Nocne Polaków rozmowy; Roman A., ***; Rutkowski K., Śmierć Lwa; Ruziewiczowa J., Zbigniew Herbert - wspomnienie o przyjacielu mojego męża; Siwiec J., Wyznawca; Sielicka-Baryłka K., Aż kręci się w głowie; Skutnik T., Z pamięci; Szuber J., 1996-1998. Laury, awanse i futerkowate zwierzątka; Szymański Z., Parę słów o Zbigniewie Herbercie; Śmieja F., "Umrzeć przed obrazem Goi". Wspomnienie o Zbigniewie Herbercie; Toruńczyk B., Bez tytułu albo Zapiski redaktora; Trznadel J., Zapamiętałem Herberta uśmiechniętego; Walicki M., Zbyszek jakim Go znałem; Weinfeld D., Rozproszone wspomnienia o Herbercie w Izraelu; Zagajewski A., Początek wspominania; Zapasiewicz Z., Mój Herbert; Ziemianin A., Życie moje powinno zatoczyć koło; Żakiewicz Z., Herbertowe odpryski; Żebrowski R., Mój wuj Herbert)
Artykuły
Alvarez A., East is East, "The New York Review of Books", November 11, 1965
Alvarez A., Introduction to the poetry of Zbigniew Herbert, w: Z.Herbert, Selected Poems, translated by Cz. Miłosz and P.D. Scott, Penguin Books 1968, s. 9-15
Alvarez A., Noble Poet, "The New York Review of Books", July 18, 1985
Andrzejewski J., Ciemna gwiazda, w: tegoż Nowe opowiadania, Warszawa 1980, s. 51-92
Andrzejewski J., Msza za poetę. (Ustęp początkowy), w tegoż: Nowe opowiadania, Warszawa 1980, s. 35-50
Andrzejewski J., Wielki lament papierowej głowy, w tegoż: Intermezzo i inne opowiadania, Warszawa 1986, s. 252-265
Aniszczenko E., Kulturalizm Henryka Elzenberga, "Zeszyty Literackie" 1996, nr 56
Antoniuk M., Filologia, ekshumacja, animacja. O poemacie Zbigniewa Herberta pt. "Jesień warszawska 1954", w: Tożsamość tekstu, tożsamość literatury, red. P. Bem, Ł. Cybulski, M. Prussak, Warszawa 2016, s. 39-82.
Antoniuk M., Rozmowa z Rilkem (i Lewinem). Kilka uwag o nieznanych próbach translatorskich Zbigniewa Herberta, w: Język dalekosiężny. Przekłady i międzynarodowa recepcja twórczości Zbigniewa Her-
berta, red. M. Heydel, E. Wójcik-Leese, M. Woźniak, Kraków 2010, s. 161-166
Armed with Irony, "Times Literary Supplement", May 9, 1968
Auden W.H., Pisanie, przeł. J. Zieliński, w tegoż: Ręka farbiarza i inne eseje, opr. M. Sprusiński, J. Zieliński, Warszawa 1988, s. 28-46
Auden W.H., Poeta a społeczeństwo, przeł. A.T. Baranowska, w tegoż: Ręka farbiarza i inne eseje, opr. M. Sprusiński, J. Zieliński, Warszawa 1988, s. 61-83
Balcerzan E., Pan Cogito a pamiętanie słów, "Arkusz" 1998, nr 9
Baranowska M., Dziwna codzienność Holendrów, "Res Publica Nowa" 1993, nr 10
Barańczak S., Pot na marmurze, w tegoż: Ironia i harmonia. Szkice o najnowszej literaturze polskiej, Warszawa 1973, s. 124-128
Barańczak S., Przybory człowieka myślącego, "Gazeta Wyborcza", 23-26 grudnia 2000
Barańczak S., Z podnóża schodów, "Zeszyty Literackie" 1984, nr 6
Bądkowska S. [S.B.], Rekonstrukcja poety, "Radio i Telewizja" 1960, nr 40
Bednarczyk Cz., O "Guciu zaczarowanym" Czesława Miłosza, "Kontynenty" (Londyn) 1965, nr 84
Besançon A., Odczuwanie zła w XX wieku, przeł. A. Olędzka-Frybesowa, "Kwartalnik Artystyczny" 1992, nr 2
Beylin M., Pan Cogito ma kłopot z demokracją, "Gazeta Wyborcza", 4 marca 1995
Bielawska D., Jak został wyciosany "Kamień z katedry" Zbigniewa Herberta, "Twórczość" 2004, nr 2-3
Bieńkowski Z. [z.b.], VI Kłodzka Wiosna Poetycka, "Twórczość" 1967, nr 6
Bieńkowski Z., Dowód na istnienie piękna, "Więź" 1963, nr 6
Bieńkowski Z., W obronie gliny ludzkiej, "Nowe Książki" 1972, nr 5
Bierezin J., List pisany nocą, "NaGłos" 1991, nr 4
Bierezin J., Świadomy i mężny, "Więź" 1971, nr 1
Biorę pod uwagę powrót do kraju. Pułkownik Ryszard Kukliński dla "Rzeczpospolitej", rozmawiał K. Masłoń, "Rzeczpospolita" 2002, nr 200
Bocheński J., Poeta. Zbigniew Herbert (1924-1998), w tegoż: Zapamiętani, Warszawa 2013, s. 161-190
Boniecki A., Zamknięcie konferencji o Jerzym Turowiczu. Spotkanie prowadził Andrzej Sulikowski, w: Stulecie urodzin Jerzego Turowicza, red. J. i A. Sulikowscy, Szczecin 2015, s. 315-364
Borowski T., Nie gawędzić z wściekłym psem, w: "Kartografowie dziwnych podróży". Wypisy z polskiej krytyki literackiej XX wieku, Kraków 2004, s. 251-253
Bratkowski P., Cień ogromnego drzewa, "Gazeta Wyborcza", 29 października 1994
Brodski J., O Zbigniewie Herbercie, przeł. E. Kulik-Bielińska, "Zeszyty Literackie" 1999, nr 68
Brodski J., Sprawić przyjemność cieniowi, przeł. S. Barańczak, w tegoż: Mniej niż ktoś. Eseje, Kraków 2006, s. 245-270
Brodski J., Zbigniew Herbert, przeł. M. Godyń, "Zeszyty Literackie" 1994, nr 45
Bryll E., Podróż manifestacyjna, "Współczesność" 1963, nr 7
Busza A. Kohelet, "Kultura" (Paryż) 1975, nr 12
Carpenter B., "Hiperborejczyk" Seamusa Heaneya. Szkic do portretu Zbigniewa Herberta, w: Herbert na językach. Współczesna recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w Polsce i na świecie, red. A. Grabowski, J. Kopciński, J. Snopek, Warszawa 2010, s. 221-231
Carpenter B., Poezja Zbigniewa Herberta w krytyce anglosaskiej. Zarys recepcji, w: Niepewna jasność tekstu. Szkice o twórczości Zbigniewa Herberta 1998-2008, red. J.M. Ruszar, Kraków 2009, s. 264-281
Chachlowska A., Materiały związane ze Zbigniewem Herbertem w Archiwum Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, "Krakowski Rocznik Archiwalny" 2009, t. 15, s. 199-202
Chojnowski P., Herbert i jego tłumacz, "Postscriptum Polonistyczne" 2012, nr 1
Chrzanowski T., Towar - poeta, "Tygodnik Powszechny" 2001, nr 6
Chwin S., Czas Biblii i czas Pana Cogito. O istocie sporu Herberta z Miłoszem, w tegoż: Miłosz. Interpretacje i świadectwa, Gdańsk 2012, s. 84-102
Chwin S., Między pięknem a okrucieństwem świata, "Rzeczpospolita", 21-22 sierpnia 2004
Chwin S., Złote runo Zbigniewa Herberta, "Kwartalnik Artystyczny" 2008, nr 2
Cicha M., Barbarzyńca i Aleksandryjczyk. Zbigniew Herbert i Konstanty A. Jeleński, w: Dialog i spór. Zbigniew Herbert a inni poeci i eseiści, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 487-504
Citko H., "Źródła do badań nad obecnością Zbigniewa Herberta w obszarze kultury niemieckojęzycznej", maszynopis udostępniony autorowi książki.
Coetzee J.M., Zbigniew Herbert i figura cenzora, w tegoż: Obraza. Eseje o cenzurze, przeł. M. Król, Kraków 2011
Czajkowski Z., Śmierć Krzysztofa Baczyńskiego, "Tygodnik Powszechny" 1948, nr 23
Czapliński P., Herbert kontra Herbert, w: Dialog i spór. Zbigniew Herbert a inni poeci i eseiści, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 15-45
Czapliński P., Martwa natura z narodem, w: Herbert na językach. Współczesna recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w Polsce i na świecie, red. A. Grabowski, J. Kopciński, J. Snopek, Warszawa 2010, s. 38-64
Czapski J., Czarny kamień, w tegoż: Rozproszone. Teksty z lat 1925-1988, opr. P. Kądziela, Warszawa 2005, s. 309-313
Czapski J., Hojność błyskawiczna, w: Jeleński K.A., Listy z Korsyki do Józefa Czapskiego, opr. W. Karpiński, Warszawa 2003, s. 61 n.
Czapski J., Nad grobem poety - przemówienie na pogrzebie Aleksandra Wata, w: Miłosz Cz., Watowa O., Listy o tym, co najważniejsze (I), opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2009, s. 168
Czapski J., Tumult i widma, w tegoż: Czytając, opr. J. Zieliński, Kraków 2015, s. 182-206
Czesław Miłosz na Uniwersytecie w Gdańsku, w: Miłosz. Gdańsk i okolice. Relacje, dokumenty, głosy, red. K. Chwin i S. Chwin, Gdańsk 2012, s. 240-264
Danilewiczowa M., Herling-Grudziński G., Nowakowski T., Palester R., Terlecki T., Najlepsza książka krajowa roku 1963, "Na Antenie" 1964, nr 1
Dąmbska I., W sprawie artykułu prof. Sandauera pt. "Głos dzielony na czworo", "Tygodnik Powszechny" 1976, nr 19
Dedecius K., Recepcja współczesnej poezji polskiej w NRF, w tegoż: Polacy i Niemcy. Posłannictwo książek, przeł. I. i E. Naganowscy, Kraków 1973, s. 121-134
Dimitrowa B., Tajemnica Wisławy, przeł. H. Karpińska, w: Zachwyt i rozpacz. Wspomnienia o Wisławie Szymborskiej, opr. A. Papieska, Warszawa 2014, s. 62-75
Dreczka J., "Czuję się Byrszczaninem". Listy Herberta do Byrskich, "Ziemia Gorzowska", 20 sierpnia 1998
Dziurda A., Nie lubił opowiadać o Lwowie, "Życie" 1999, nr 174
Eliot T.S., Hamlet, przeł. H. Pręczkowska, w tegoż: Kto to jest klasyk i inne eseje, Kraków 1998, s. 114-120
Eliot T.S., Tradycja i talent indywidualny, przeł. H. Pręczkowska, w tegoż: Kto to jest klasyk i inne eseje, Kraków 1998, s. 24-33
Elzenberg H., Brutus, czyli przekleństwo cnoty, w tegoż: Z filozofii kultury, Kraków 1991, s. 159-169
Elzenberg H., Gandhi w perspektywie dziejowej, w tegoż: Z filozofii kultury, Kraków 1991, s. 177-194
Elzenberg H., Marek Aureliusz. Z historii i psychologii etyki, w tegoż: Z historii filozofii. Pisma, t. 3, Kraków 1995, s. 97-213
Filip M., Czas powrotu nadziei. O próbie naprawy stosunków władza-literaci na przykładzie XVIII Walnego Zjazdu Delegatów Związku Literatów Polskich (4-5 lutego 1972 r.), "Biuletyn IPN" 2008, nr 8-9
Fiut A., Ukryty dialog, w tegoż: W stronę Miłosza, Kraków 2004, s. 225-247
Fornari F., Przygoda z nieskończonością. O brulionach Herberta, w: Nagła wyspa. Studia i szkice o pisarstwie Zbigniewa Herberta, opr. P. Próchniak, Lublin 2015, s. 151-168
Friszke A., Jerzy Zawieyski, szkic do portretu, w: Zawieyski J., Dziennik, t. 1, wybór z lat 1955-1959, Warszawa 2011, s. 7-54
Gawlik J.P., Legenda i prawda, w: Teatr Byrskich. Refleksje, dokumenty, wspomnienia (wybór), opr. M. Iskra, M. Rzepka, Kielce 1992, s. 23-32
Gdybym musiał "uczyć poezji". Z W.H. Audenem rozmawia Michael Newman, przeł. A. Zdrodowski, "Literatura na Świecie" 2007, nr 5-6
Gilroy H., Five Foreign Poets Give Readings at Festival '68, "The New York Times", June 25, 1968
Gimes R., Zbigniew Herbert i Węgrzy, w: Strażnik pamięci w czasach amnezji. Węgrzy o Herbercie, opr. C.Gy. Kiss, J. Snopek, Warszawa 2008, s. 35-56
Gniazdem Orląt jest tylko Lwów. Z Haliną Herbert-Żebrowską rozmawia Zbigniew Kresowaty, http://www.24ikp.pl/skarby/ludzie/przyjaciele/herbert_zbigniew/art3.php
Go?mo?ri G., Spotkania i korespondencja ze Zbigniewem Herbertem, "Twórczość" 2006, nr 4
Gömöri G., Węgierska recepcja Herberta, przeł. P. Mierzwa, w: Język dalekosiężny. Przekłady i międzynarodowa recepcja twórczości Zbigniewa Herberta, red. M. Heydel, E. Wójcik-Leese, M. Wójcik, Kraków 2010, s. 141-145
Grabowski A., Poeta osobisty, w: Roszak J., W cztery strony naraz. Portrety Karpowicza, Wrocław 2010, s. 147-155
Grochowiak S., Karabela zostanie na strychu, "Współczesność" 1959, nr 4
Grochowiak S., Przeciw pozorom, "Życie Warszawy" 1963, nr 36
Grochowiak S., Turpizm - realizm - mistycyzm, "Współczesność" 1963, nr 2
Grochowiak S., Rutkiewicz W., Hermes idzie przez świat, "Tygodnik Kulturalny" 1969, nr 49
Grudzińska-Gross I., Kwestia smaku, kwestia imperium, w tejże: Honor, horror i klasycy. Eseje, Sejny 2012, s. 142-160
Grześczak M., Kiosk, "Twórczość" 2000, nr 6
Grześczak M., Tymoteusz Dąb, w: Roszak J., W cztery strony naraz. Portrety Karpowicza, Wrocław 2010, s. 156-163
Guze J.[ustyna], Altichiero Zbigniewa Herberta, "Zeszyty Literackie" 2013, nr 122
Guze J.[oanna], Lwów i od Lwowa na wschód, "Zeszyty Literackie" 2006, nr 93
Guze J.[ustyna], Z Herbertem w muzeum, "Zeszyty Literackie" 2014, nr 128
Hass R., The Austere Artistry of Zbigniew Herbert, "The Washington Post", July 21, 1985
Heaney S., Atlas cywilizacji, przeł. S. Barańczak, w tegoż: Zawierzyć poezji, Kraków 1996, s. 116-133
Herbert laureatem Nagrody Eliota, "Tygodnik Solidarność" 1995, nr 43
Herbert K., Wprowadzenie, "Zeszyty Historyczne" (Paryż), 2005, nr 153
Herbert K., Trudna przyjaźń, w: Obecność. Wspomnienia o Czesławie Miłoszu, red. A. Romaniuk, Warszawa 2013, s. 140-150
Herbert-Żebrowska H., Byliśmy dziećmi II Rzeczypospolitej, "Życie", 30 października - 1 listopada 2004
Herbert-Żebrowska H., Dostałam rolę Kritona, "Rzeczpospolita", 17 maja 2007
Herling-Grudziński G., "Barbarzyńca w ogrodzie" Zbigniewa Herberta, w tegoż: Wyjście z milczenia. Szkice, Warszawa 1998, s. 332-336
Herling-Grudziński G., Szkielet w szafie. List do Jacka Bierezina, w tegoż: Dzieła zebrane, t. 3, Kraków 2013, s. 460-466
Hertz P., Z dziennika lektury, "Nowa Kultura" 1963, nr 14
Horosz H., Spotkanie z przeszkodami, "Panorama Północy" 1962, nr 46
Hostyński L., Mistrz i uczeń, "Tygodnik Powszechny" 1999, nr 16
Hughes T., Weissbort D., Editors' Note, "Modern Poetry in Translation" 1966, nr 1
Ihnatowicz H., Przyjaciel moich przyjaciół, w: "Dusza czyśćcowa". Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku, zebrała i opr. A. Romaniuk, Warszawa 2010, s. 477-482
Illg J., "Potwór Pana Cogito", maszynopis udostępniony przez autora
Iwaszkiewicz J., Co papuga wyciągnęła, w tegoż: Rozmowy o książkach, Warszawa 1983, s. 54-57
Iwaszkiewicz J., Czy barbarzyńca?, "Życie Warszawy" 1963, nr 41
Iwaszkiewicz J., Guziki żołnierskiego płaszcza, "Życie Warszawy" 1970, nr 39
Iwaszkiewicz J., *** (Świat się rządzi...), w tegoż: Wiersze, t. 2, Warszawa 1977, s. 303
Iwaszkiewicz M., Zbigniew Herbert, nagrała i opr. A. Papieska; wypowiedź udostępniona autorowi książki
Jaki był stosunek Herberta do ludzi? Z Katarzyną Herbert rozmawia Maria Anna Potocka, w: Zbigniew Herbert, Ludzie. People, katalog wystawy w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, opr. A. Franaszek, Kraków 2015, s. 56-81
Jarosińska-Buriak K., "Obrona niepotrzebności". Zbigniew Herbert na łamach "TP" (1950-53), w: Stulecie urodzin Jerzego Turowicza, red. J. i A. Sulikowscy, Szczecin 2015, s. 99-131
Jeleński K.A., Odpowiedź na partyzantkę krytyków, "Kontynenty" (Londyn) 1966, nr 88
Jeleński K.A., Zbigniew Herbert, przeł. M. Ochab, "Zeszyty Literackie" 1999, nr 68
Jordan F., Dwa dni poezji, "Kurier Szczeciński", 1 listopada 1961
Jurasz W., Krakowskim szlakiem Pana Cogito, "Dziennik Polski", 25 lipca 2008
Jurczak A., Bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem..., "Gazeta Wyborcza", 1-2 sierpnia 1998
Jurewicz A., Zapiski ze stróżówki (3), "Kwartalnik Artystyczny" 1992, nr 2
Justice D., Mezey R., Introduction, w: Coulette H., The Collected Poems, red. D. Justice, R. Mezey, Fayetteville 1990, s. XII
Kalendarium zdarzeń i ustaleń dotyczących umieszczenia na Pomniku Poległych Stoczniowców wiersza Czesława Miłosza "Który skrzywdziłeś człowieka prostego", w: Chwin S., Miłosz. Interpretacje i świadectwa, Gdańsk 2012, s. 152-173
Kalota-Szymańska M., Spotkania z Herbertem, "Kwartalnik Artystyczny" 2008, nr 2
Kamienny posąg Komandora (dyskusja z udziałem M. Barana, T. Komendanta, M. Stali, R. Tekielego), "bruLion" 1989, nr 10
Kamieńska A., Niewierny Tomasz i świat, "Twórczość" 1957, nr 10
Karpiński W., Uśmiech Kota, "Zeszyty Literackie" 1988, nr 21
Karasek K., Rok darowany, "Życie", 17-18 stycznia 2004
Karasek K., Testament Herberta, "Kwartalnik Artystyczny" 1992, nr 2
Karcz A., Zbigniew Herbert w Ameryce. Obecność i podstawy recepcji, w: Herbert na językach. Współczesna recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w Polsce i na świecie, red. A. Grabowski, J. Kopciński, J. Snopek, Warszawa 2010, s. 191-211
Kardyni-Pelikánová K., Tajemnicza pomyłka poety, "Twórczość" 2006, nr 4
Karpiński W., Spotkania z Herbertem, "Zeszyty Literackie" 1999, nr 68
Karst R. [rk], Egzystencjalizm, ale nie dla laików, "Nowiny Literackie" 1948, nr 40
Karst R. [rk], Przekłady poezji Herberta, "Twórczość" 1968, nr 1
Katz J., Jechuda Amichai, "Znak" 1997, nr 3
Kijowski A., Pielgrzym, w tegoż: Arcydzieło nieznane, Kraków 1964, s. 139-144
Kijowski A., Próby czytane: bohater Herberta, "Dialog" 1972, nr 11
Kilar W., [Zbigniew Herbert], "Życie Warszawy", 29 lipca 1998
Kisielewski S., Jazzowe naszczekiwania, "Tygodnik Powszechny" 1951, nr 11
Kłoczowski P., Nad grobem Zbigniewa Herberta, "Zeszyty Literackie" 2000, nr 69
Komendant T., Między wieszczami, "Polityka" 1995, nr 3
Komendant T., Mimo-śród, "Obecność" 1987, nr 17
Kopciński J., Radio, maska i oko wewnętrzne. "Rekonstrukcja poety" Zbigniewa Herberta, w: Portret z początku wieku. Twórczość Zbigniewa Herberta - kontynuacje i rewizje, red. W. Ligęza, Lublin 2005, s. 305-348
Kowalczyk A.S., Giedroyc - Czapski, w: Jerzy Giedroyc: kultura, polityka, wiek XX. Debaty i rozprawy, Warszawa 2009, s. 305-314
Kozicka D., Mój przyjaciel malarz, czyli parę słów o przyjaźni Zbigniewa Herberta z Józefem Czapskim, w: Dialog i spór. Zbigniew Herbert a inni poeci i eseiści, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 474-486
Krajewski A., Chcieli go otruć?, "Newsweek", 5 sierpnia 2007
Krasuski K., Recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w języku czeskim i słowackim, w: Herbert na językach. Współczesna recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w Polsce i na świecie, red. A. Grabowski, J. Kopciński, J. Snopek, Warszawa 2010, s. 132-142
Kronhold J., O "morskich rozruchach" i falowaniu, "Student" 1972, nr 12
Krüger M., Ostatni Europejczyk, przeł. R. Sioma, "Przegląd Artystyczno-Literacki" 1998, nr 9
Kruk S., Teatr Byrskich i dramat Herberta, "Więź" 1968, nr 9
Krynicki R., Dedykacja Wisławy Szymborskiej dla Zbigniewa Herberta, "Kwartalnik Artystyczny" 2013, nr 1
Krynicki R., Gołębie, w tegoż: Wiersze wybrane, Kraków 2009, s. 340
Krynicki R., Wspomnienie o Zbigniewie Herbercie, "Tygodnik Powszechny" 1998, nr 32
Krytycy amerykańscy o "Antologii" Miłosza, "Kultura" (Paryż) 1965, nr 7-8
Kubiak Z., Hamlet, czyli o wielkości kultury, "Tygodnik Powszechny" 1952, nr 19
Kuczyński K.A., Klaus Staemmler. Tłumacz i popularyzator literatury polskiej w Republice Federalnej Niemiec, "Acta Universitatis Lodziensis", Folia Litteraria nr 001/1981
Kudyba W., Twórczość Zbigniewa Herberta w niemieckim systemie literackim w świetle korespondencji z Karlem Dedeciusem, "Rocznik Karla Dedeciusa", t. IV, Łódź 2011, s. 95-107
Kunda B.S., Pan Cogito, czyli pułapki moralistyki, "Życie Literackie" 1974, nr 33
Kwiatkowski J., Herbert niezawodny, w tegoż: Notatki o poezji i krytyce, Kraków 1975, s. 125-128
Kwiatkowski J., Klerk mężny, "Życie Literackie" 1957, nr 40
Kwiatkowski J., Niezrównany Pan Cogito, w tegoż: Felietony poetyckie, Kraków 1982, s. 100-105
Kwiatkowski J., Po platońsku, w tegoż: Felietony poetyckie, Kraków 1982, s. 180-183
Kwiatkowski J., Symbol trwałości, "Życie Literackie" 1963, nr 9
Kwiatkowski J., Świeczka o świcie, "Życie Literackie" 1956, nr 3
Kwiatkowski J., Wizja przeciw równaniu. Nowa walka romantyków z klasykami, "Życie Literackie" 1958, nr 3
Lam A., Na przykładzie jednego wiersza, "Latarnia Morska" 2006, nr 4
Lam A., Zbigniew Herbert przed debiutem książkowym, w: Twórczość Zbigniewa Herberta. Studia, red. M. Woźniak-Łabieniec, J. Wiśniewski, Kraków 2001, s. 11-26
Lem S., [O Zbigniewie Herbercie], "Kwartalnik Artystyczny" 1992, nr 2
Levine Ph., wypowiedź w: Debata poetów, przeł. M. Bardel, "Tygodnik Powszechny" 2011, nr 44
Levis L., Strange Days: Zbigniew Herbert in Los Angeles, "The Antioch Review" 1987, nr 45
Libera A., Trzy wiersze trzech mistrzów Herberta, "Kwartalnik Artystyczny" 2008, nr 2
Lichański S., O wierszach i o poezji, "Dziś i Jutro" 1955, nr 4
Lichniak Z., O sprawach ważnych, "Dziś i Jutro" 1953, nr 25
Lichniak Z., "Trzymając się faktów", czyli Zbigniewowi Herbertowi (i nie tylko) kilka uwag ku przypomnieniu (i nie tylko), "Słowo Powszechne", 21-23 września 1990
Lilpop-Krance F., Fundacja im. Alfreda Jurzykowskiego, w tejże: Powroty, Warszawa 2013, s. 306-308
Lipiński J., Trzy sylwetki, "Tygodnik Powszechny" 1955, nr 4
Listy Józefa Czapskiego do Zygmunta Mycielskiego, opr. A. Romaniuk, "Kamerton" 2013, nr 57
Lubił szukać guza. Z Haliną Herbert-Żebrowską rozmawia Andrzej Franaszek, "Tygodnik Powszechny" 2008, nr 31
Łapiński Z., Nagrobek, w tegoż: Jak współżyć z socrealizmem. Szkice nie na temat, Londyn 1988, s. 97-101
Łapiński Z., Próba współczesności, "Tygodnik Powszechny" 1961, nr 45
Łubieński T., Porządek świata, "Kultura" (Warszawa) 1972, nr 14
Łukasiewicz J., "Ów chłopiec niezwykły", w: Dusza czyśćcowa. Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku, zebrała i opr. A. Romaniuk, Warszawa 2010, s. 27-84
Łukasiewicz J., Zbigniew Herbert i rok 1956, w: Herbert (nie)oswojony, red. W. Browarny, J. Orska, A. Poprawa, Wrocław 2008, s. 31-41
Machejek W., Atakować i współtworzyć, "Życie Literackie" 1956, nr 2
Maciąg W., Opowiedzieć morze, "Życie Literackie" 1956, nr 1
Majchrzak G., "Rozmowy z Panem Cogito. Zbigniew Herbert "na celowniku" peerelowskiego wywiadu", maszynopis udostępniony autorowi książki
Majchrzak G., Sprawa kryptonim "Herb". Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Zbigniewa Herberta w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, "Biuletyn IPN" 2008, nr 8-9, s. 44-54
Malcer-Zakrzacka A., Książę Poetów był wykładowcą na UG, "Gazeta Uniwersytecka. Pismo Społeczności Akademickiej Uniwersytetu Gdańskiego" 1998, nr 3
Maliszewski A., O konkursie na słuchowisko radiowe, "Radio i Świat", 23 marca 1958
Mamoń B., Teatr Herberta, "Tygodnik Powszechny" 1971, nr 35
Mańkowski Z., "Uwierzyliśmy zbyt łatwo, że piękno nie ocala". Zbigniewa Herberta obrazy sztuki współczesnej w: Zmysł wzroku, zmysł sztuki. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, cz. I, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 185-211
Matuszewski R., Wiersze piękne i rozumne, "Nowa Kultura" 1957, nr 48
Mazur D., Herbert nieznany, czyli Światło Iony, "Zeszyty Literackie" 2002, nr 77
Melkowski S., "Pan Myślę" wobec "myśli czystej", w tegoż: Rówieśnicy i bracia starsi, Warszawa 1980, s. 36-49
Merdas A., Studia z Herbertem, "Tygodnik Powszechny" 2002, nr 36
Merton T., Zaczątek spełnienia, przeł. A. Gomola, "W Drodze" 1996, nr 8
W.S. Merwin, Dedykowane rowerowi Zbigniewa Herberta, przeł. P. Marcinkiewicz, w: tegoż, Imię powietrza. Wiersze wybrane, Kraków 2013, s. 96 n.
Merwin W.S., Kilka słów o zaszczytach i wspomnieniach, przeł. K. Kopczyńska, w tegoż: Imię powietrza. Wiersze wybrane, Kraków 2013, s. 6
Micewski A., Herbert w gazecie. Biedny poeta pierze swoje prawie czyste sumienie, "Wokanda" 1991, nr 10
Michalski K., Nadczłowiek, "Zeszyty Literackie" 2006, nr 96
Michnik A., Pożegnanie Herberta, "Gazeta Wyborcza", 29 lipca 1998
Międzylisty. Z Krzysztofem Karaskiem rozmawia Stanisław Dłuski, "Nowa Okolica Poetów" 1999, nr 3
Międzyrzecki A., Fragmenty "Dziennika", "Kwartalnik Artystyczny" 2007, nr 3
Miłosz Cz., Dwustronne porachunki, "Kultura" (Paryż) 1964, nr 6
Miłosz Cz., Szlachetność, niestety, "Kultura" (Paryż) 1984, nr 9
Miłosz Cz., To the Editors, "The New York Review of Books", November 7, 1968
Miłosz Cz., wprowadzenie do wierszy Zbigniewa Herberta w antologii Postwar Polish Poetry, selected and translated by Cz. Miłosz, Garden City, New York 1965
Miłosz Cz., Scott P.D., Nota tłumaczy, w: Z. Herbert, Selected Poems, translated by Cz. Miłosz and P.D. Scott, with an introduction by A. Alvarez, Hammonsworth 1968
Moroz R., Dzieliłam mieszkanie z Herbertem, "Wieczór Wybrzeża", 7 sierpnia 1998
"Może zamieszkałby w Gdańsku..." Z Renatą Gorczyńską rozmawiają K. i St. Chwinowie, w: Miłosz. Gdańsk i okolice. Relacje, dokumenty, głosy, red. K. Chwin i S. Chwin, Gdańsk 2012, s. 9-45
Mój Zbyszek. Z Katarzyną Herbert rozmawia Andrzej Gelberg, "Tygodnik Solidarność" 1999, nr 6
Mój Zbyszek. Z Katarzyną Herbert rozmawia Andrzej Gelberg, cz. II, "Tygodnik Solidarność" 1999, nr 7
Mrożek S., Słoń, w tegoż: Opowiadania 1953-1959, Warszawa 1998, s. 125-128
Muzy zamilkły, "Życie", 1-2 sierpnia 1998
Najder Z. [zn], Herbert u Anglików, "Twórczość" 1962, nr 9
Najder Z., O poezji Zbigniewa Herberta, "Twórczość" 1956, nr 9
Najder Z., Opowieść o ślicznej Hali i dwu panach Z, "Rzeczpospolita", 23 grudnia 2015
Najder Z., Poezja jako obowiązek. Do czego Herbertowi służyła literatura, "Fakt" (dodatek "Europa"), 24 listopada 2004
Najder Z., T.S. Eliot, "Twórczość" 1965, nr 3
Najlepsze są opowieści przyniesione z targu... Z Charlesem Simiciem rozmawia Jarosław Mikołajewski, "Gazeta Wyborcza", 15 maja 2014
Nasiłowska A., Zbigniew Herbert: Pan Cogito ma kłopoty, w: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Kontynuacje, red. A. Brodzka i L. Burska, Warszawa 1996, s. 23-40
Nieukerken A. van, Zawiłe dzieje tematów niebohaterskich, "Nowe Książki" 1993, nr 10
Nooteboom C., Bluten des Ambrosius, "Die Woche" (Hamburg), 30 marca 1994
Nowak A., Pożegnanie Zbigniewa Herberta, "Arcana" 1998, nr 4
Nowakowski T., Melancholia poety intelektualnego. Z okazji niemieckiego wydania wierszy Zbigniewa Herberta, "Wiadomości" (Londyn) 1964, nr 47
Nowakowski Z., Miłosz pod sztandarami, "Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza Polskiego" 1957, nr 236
Nycz R., "Niepewna jasność" tekstu i "wierność" interpretacji. Wokół wiersza Zbigniewa Herberta "Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy", w: Niepewna jasność tekstu. Szkice o twórczości Zbigniewa Herberta 1998-2008, red. J.M. Ruszar, Kraków 2009, s. 36-55
O "Antologii poezji polskiej": Julian Przyboś, Artur Sandauer, Maciej Żurowski i Janusz Wilhelmi, "Kultura" (Warszawa) 1966, nr 3
Odzyskać Herberta. Z Ryszardem Krynickim rozmawia Justyna Sobolewska, w: Gdybym wiedział. Rozmowy z Ryszardem Krynickim, opr. A. Krzywania, Wrocław 2014, s. 177-186
O milczeniu. Z Ryszardem Krynickim rozmawiają Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski, w: Gdybym wiedział. Rozmowy z Ryszardem Krynickim, opr. A. Krzywania, Wrocław 2014, s. 91-104
Ordan J.L., Herbert, "Przegląd Artystyczno-Literacki" 1998, nr 9
Orski M., Ryszard Przybylski (1928-2016). Mędrzec, który kochał truskawki, "Gazeta Wyborcza", 27-28 sierpnia 2016
Pan Cogito zawsze wolny. Z Katarzyną Herbert rozmawia Andrzej Franaszek, "Gazeta Wyborcza", 22-23 września 2012
Pankowski M., Klasycy i cudotwórcy, "Kultura" (Paryż) 1958, nr 12
Pankowski M., Krajowe nowości poetyckie, "Kultura" (Paryż) 1956,
nr 12
Parker M., Hughes and the poets of Eastern Europe, w: The Achievement of Ted Hughes, red. K. Sagar, Manchester 1983, s. 37-51
Perzanowski J., Izydora Dąmbska - filozof niezłomny, w: Izydora Dąmbska 1904-1983. Materiały z sympozjum "Non est necesse vivere, necesse est philosophari", Kraków, 18-19 grudnia 1998, red. J. Perzanowski, Kraków 2001, s. 11-112.
Piasecki B., O roli kontekstu: Poezja Zbigniewa Herberta po angielsku, "Przekładaniec" 2007, nr 17
Pietrych K., Herbert w strefie lirycznej, w: Nagła wyspa. Studia i szkice o pisarstwie Zbigniewa Herberta, opr. P. Próchniak, Lublin 2015, s. 169-194
Pilch J., Cień Miłosza, "Polityka" 2005, nr 30
Pilch J., Musztarda po Herbercie, "Polityka" 2001, nr 6
Poeta wobec współczesności, "Odra" 1972, nr 11
Poet Power, "The New York Review of Books", August 22, 1968
Potocka M.A., Poeta, artysta, krytyk, w: Zbigniew Herbert, Ludzie. People, katalog wystawy w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, opr. A. Franaszek, Kraków 2015, s. 22-55
Prokop J., Wiosenne porządki, "Dziś i Jutro" 1951, nr 14
Przyboś J. [J.P.], Nowy zbiór Zbigniewa Herberta, "Przegląd Kulturalny" 1957, nr 42
Przyjaźń. Z Janem Lebensteinem rozmawia Marek Wittbrot, "Nasza Rodzina" 1995, nr 7-8
Ptasińska-Wójcik M., Majchrzak G., Kryptonim "Bem", sprawa operacyjnego rozpracowania Zbigniewa Herberta 1967-1970, "Zeszyty Historyczne" (Paryż), 2005, nr 153
Rabizo-Birek M., Zbigniew Herbert jako bohater liryczny, w: Herbert (nie)oswojony, red. W. Browarny, J. Orska, A. Poprawa, Wrocław 2008, s. 131-148
Raina P., List do Redakcji, "Zeszyty Historyczne" (Paryż), 2005, nr 154
Rajčić B., Herbert w Serbii i byłej Jugosławii, przeł. J. Maciejewska-Pavkovic, "Zeszyty Literackie" 2014, nr 128
Rosinek V., O recepcji w Niemczech, w: Czytanie Herberta, red. P. Czapliński, P. Śliwiński, E. Wiegandt, Poznań 1995, s. 247-254
Rostworowski M., O sytuacji w młodej poezji katolików, "Dziś i Jutro" 1953, nr 25
Różewicz T., Tożsamość (wspomnienie o Karolu Kuryluku), w tegoż: Proza, t. 3, Wrocław 2004, s. 78-89
Ruszar J.M., W poszukiwaniu Curatii Dionisii, w: Niepewna jasność tekstu. Szkice o twórczości Zbigniewa Herberta 1998-2008, red. J.M. Ruszar, Kraków 2009, s. 160-167
Rymkiewicz J.M., Poeta i barbarzyńcy, w tegoż: Czym jest klasycyzm. Manifesty poetyckie, Warszawa 1967, s. 59-70
Sadkowski W., Wśród poetyckich debiutów, "Trybuna Ludu", 26 października 1956
Sandauer A., Głos dzielony na czworo. (Rzecz o Zbigniewie Herbercie), w tegoż: Poeci czterech pokoleń, Kraków 1977, s. 313-341
Sandauer A., Jak fałszować teksty, czyli Moralność Pani Dąmbskiej, "Kultura" (Warszawa) 1976, nr 22
Sawicka E., Jak Zbigniew Herbert, "Rzeczpospolita" 2006, nr 269
S.B., Rekonstrukcja poety, "Radio i Telewizja" 1960, nr 40
Scott P.D., Translations from Zbigniew Herbert, "The Hudson Review" 1963, vol. XVI, nr 1
Sierchuła R., Misja Andersa Österlinga, "Actum" 2010, nr 2
Simic Ch., The Great Poets' Brawl of '68, "The New York Review of Books", April 23, 2014
Simic Ch., The Philosophy of 3 AM, "The New York Review of Books", April 26, 2007
Simonyi Z., Krzyż miejsca i czasu - myśli o poezji Herberta i Pilinszky'ego, w: Strażnik pamięci w czasach amnezji. Węgrzy o Herbercie, opr. C.Gy. Kiss, J. Snopek, Warszawa 2008, s. 144-166
Sioma R., "Aż runą świata ściany cztery". Epikurejskie źródła sensualizmu poezji Zbigniewa Herberta, w: Zmysł wzroku, zmysł sztuki. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, cz. II, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 80-105
Skórzyński J., "List 59" i narodziny opozycji demokratycznej w Polsce, "Zeszyty Historyczne" (Paryż), 2008, nr 163
Skutnik T., Ogołocenie, "Dziennik Bałtycki", 16 października 1992
Smolińska-Byczuk M., Życie martwej natury. Malarze holenderscy XVII wieku w oczach Zbigniewa Herberta, w: Zmysł wzroku, zmysł sztuki. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, cz. I, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 42-154
Skwarnicki M., Smutek Pan Cogito, "Tygodnik Powszechny" 1974, nr 15
Skwarnicki M. [Spodek], Tajemnica poloneza, "Tygodnik Powszechny" 1975, nr 9
Skwarnicki M., Wygnany Arkadyjczyk, "Tygodnik Powszechny" 1957, nr 44
Sławińska I., [Zbigniew Herbert], "Tygodnik Solidarność" 1998, nr 44
Słonimski A., Sandaueryzm, "Tygodnik Powszechny" 1976, nr 26
Słonimski A., Wiek dojrzały, "Tygodnik Powszechny" 1976, nr 19
Sm., Kandidaten des Literatur-Nobelpreises, "Frankfurter Algemeine Zeitung", 19 października 1966
Sołtyk-Koc M., "Jakbym znalazł drzewo...", w: Dusza czyśćcowa. Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku, zebrała i opr. A. Romaniuk, Warszawa 2010, s. 219-265
Spotkałem fantastyczne osoby. Z Anatolem Gotfrydem rozmawia Agnieszka Drotkiewicz, http://www.dwutygodnik.com/artykul/2148-spotkalem-fantastyczne-osoby.html
Spór o nową sztukę. Dyskusja na IX Kłodzkiej Wiośnie Poetyckiej 1972, "Nowy Wyraz" 1973, nr 1-2
Stala M., Współczesność i rzeczywistość. Glosy do lektury Herberta przez twórców "pokolenia 68", "NaGłos", nr 4
Stala M., Zwykły cud głosu, "Tygodnik Powszechny" 1999, nr 16
Stanuch S., Poeci spraw dozwolonych, "Życie Literackie" 1956, nr 4
Strumiłło-Miłosz G., Przy stole z Miłoszem, w: Obecność. Wspomnienia o Czesławie Miłoszu, red. A. Romaniuk, Warszawa 2013, s. 173-186
Szczepański J.A. [Jaszcz], Sokrates wezwany nadaremno, "Trybuna Ludu" 1961, nr 39
Szczepański J.A., Z bliska i z daleka, "Trybuna Ludu" 1963, nr 222
Szczepański J.J., Poeta w akcji, w tegoż: Historyjki, Warszawa 1990, s. 190-193
Szczepański J.J., W służbie Wielkiego Armatora, w tegoż: Przed Nieznanym Trybunałem, Kraków 1997, s. 5-25
Szczepański J.J., [Zbigniew Herbert], "Kwartalnik Artystyczny" 1999, nr 2
Szczepuła B., Nieskończona miłość, "Dziennik Bałtycki", 15 października 1999
Szewc P., Czyste światło, "Kwartalnik Artystyczny" 2008, nr 2
Szirtes G., Powitanie Fortynbrasa, przeł. P. Mierzwa, w: Język dalekosiężny. Przekłady i międzynarodowa recepcja twórczości Zbigniewa Herberta, red. M. Heydel, E. Wójcik-Leese, M. Wójcik, Kraków 2010, s. 23-31
Szuber J., Wspominki plutonowego, "Kwartalnik Artystyczny" 1999, nr 2
Szymańska A., Zbigniew Herbert i japońska miniatura, "Kwartalnik Artystyczny" 1992, nr 2
Szymański W., Suchy poemat moralisty?, "Znak" 1958, nr 1
Szymborska W., [o Zbigniewie Herbercie], "Gazeta Wyborcza", 29 lipca 1998
Śpiewak P., Przygody człowieczka myślącego, "Twórczość" 1974, nr 7
Świat utrwalany w ludzkiej pamięci. Zbigniewa Herberta wspominają przyjaciele, pisarze i krytycy, "Rzeczpospolita", 29 lipca 1998
Święcicki J.M., "Hamlet" Szekspira i "Hamlet" Oliviera, "Tygodnik Powszechny" 1952, nr 16
Święcicki J.M., Hamlet uchrześcijaniony, "Tygodnik Powszechny" 1951, nr 27
Święcicki J.M., Hamlet uspołeczniony, "Tygodnik Powszechny" 1951, nr 23
Tabor M., Tradycja poezji europejskiej w wykładach Zbigniewa Herberta w California State College, w: Dialog i spór. Zbigniew Herbert a inni poeci i eseiści, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 423-439
Tadeusz Różewicz w rozmowie z Adamem Czerniawskim, w: Wbrew sobie. Rozmowy z Tadeuszem Różewiczem, opr. J. Stolarczyk, Wrocław 2011, s. 97-116
"Tak się dla mnie szczęśliwie złożyło..." Z Janem Błońskim rozmawiają Krystyna i Stefan Chwinowie, w: Błoński przekorny. Dziennik. Wywiady, Kraków 2011, s. 447-470
Tarka K., Działalność Karola Lewkowicza - przyczynek do powstania orientacji prokrajowej na emigracji, "Pamięć i Sprawiedliwość" 2010, nr 1
Tatarowski K.W., Praca magisterska, "Tygiel Kultury" 1998, nr 9-10
Toczyski P., Z poetą na świętej wyspie, "Gazeta Wyborcza", 15-17 kwietnia 2006
Toeplitz K.T., Europa barbarzyńcy, "Przegląd Kulturalny" 1963, nr 14
Toeplitz K.T., Potrzeba protestu, "Przegląd Kulturalny" 1962, nr 34
Toruńczyk B., "Zapis" i gen wolności, w tejże: Żywe cienie, Warszawa 2012, s. 5-32
Trojanowski A., VIII Gimnazjum i Liceum im. Króla Kazimierza Wielkiego we Lwowie. Refleksja na sześćdziesięciolecie, http://www.lwow.home.pl/cracovia/osma-buda.html
Trznadel J., Kamienowanie mądrości, w tegoż: "Płomień obdarzony rozumem". Poezja w poezji i poza poezją. Eseje, Warszawa 1978, s. 134-143
Turowicz J., Giedroyc, Miłosz, Herbert, "Tygodnik Powszechny" 1995, nr 9
Tyrmand L., Porachunki osobiste, "Kultura" (Paryż) 1967, nr 4
Tyrmand L., Zatoka dobrych kąpieli, w tegoż: Pokój ludziom dobrej woli... Teksty niewydane, Kraków 2010, s. 47-57
Une rencontre de po?tes polonais a Paris, "La Quinzaine Littéraire" (Paris), 1-31 marca 1967
Urban J., Trochę niemenozofii, "Szpilki", 26 marca 1972
Urbanowski M., Polityka Hamleta? Zbigniew Herbert i III RP, w: Herbert na językach. Współczesna recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w Polsce i na świecie, red. A. Grabowski, J. Kopciński, J. Snopek, Warszawa 2010, s. 13-37
Vendler H, Long Live Mr. Cogito!, "The New Republic", August 27, 2007
Voisé W., Wspomnienie o człowieku który myślał inaczej. (W pierwszą rocznicę śmierci Henryka Elzenberga), "Twórczość" 1969, nr 1
Waleńczyk J., Liryka spraw nieoczywistych, "Kronika" 1956, nr 21
Wat A., Kartki na wietrze, w tegoż: Dziennik bez samogłosek, opr. K. i P. Pietrychowie, Warszawa 2001, s. 257-338
Wat A., O nieprzekładalności utworów poetyckich, w tegoż: Publicystyka, opr. P. Pietrych, Warszawa 2008, s. 619-639
Wieczorkowski A.J., Obsypany liryką i popiołem smutku, w: Dusza czyśćcowa. Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku, zebrała i opr. A. Romaniuk, Warszawa 2010, s. 195-210
Wierzyński K., Sztuka i suka, w tegoż: Poezje zebrane, t. 2, Białystok 1994, s. 271
Wilson E., Books, "The New Yorker", November 15, 1958
Winczakiewicz J., Audycje polskie z Paryża, "Archiwum Emigracji", Toruń 2000, z. 3, s. 269-277
Wirpsza W., Nie ma biletów dla sztuki, "Tygodnik Wybrzeża" 1948, nr 49-50
Workowski A., Wzrok i obecność. Spór historyków sztuki z historykami literatury. Uwagi filozofa, w: Zmysł wzroku, zmysł sztuki. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, cz. I, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 225-245
Woroszylski W., Jak zlustrować umarłego pisarza, "Więź" 1994, nr 1
Woźniakowski J., Ping-pong, "Tygodnik Powszechny" 1998, nr 32
Wójcik M., Polowanie na Pana Cogito, "Przekrój", 23 lutego 2006
Wnuk W., Zbigniew Herbert z tamtych lat, "Arka" 1992, nr 41
Wnuk W., Życie literackie Wybrzeża, "Słowo Powszechne" 1949, nr 96
W siodle z "Bhagawadgitą". Rozmowa z Janem Józefem Szczepańskim, "Znak" 2003, nr 4
Wstrętna żona szlachetnego poety. Z Katarzyną Herbert rozmawia Barbara Madajczyk-Krasowska, "Dziennik Bałtycki" 2005, nr 187
Wśród radiowych laureatów, "Radio i Świat", 23 marca 1958
Wyka K., Echo katastroficzne, "Życie Literackie" 1957, nr 39
Zabża T., relacja, http://www.sopocianie.muzeumsopotu.pl/relacja/teresa-zabża-relacja
Zagajewski A., Anglosaskie biografie, w tegoż: Poeta rozmawia z filozofem, Warszawa 2007, s. 30-47
Zagajewski A., Dwa miasta, w tegoż: Dwa miasta, Warszawa 2007, s. 7-60
Zagajewski A., Herbert dla Amerykanów, w tegoż: Poeta rozmawia z filozofem, Warszawa 2007, s. 102-108
Zagajewski A., Poeta rozmawia z filozofem, w tegoż: Poeta rozmawia z filozofem, Warszawa 2007, s. 16-26
Zagajewski A., Pożegnanie Zbigniewa Herberta, w tegoż: Wiersze wybrane, Kraków 2010, s. 198
Zagajewski A., Uwagi o wysokim stylu, w tegoż: Obrona żarliwości, Kraków 2002, s. 29-51
Zajas P., "Barbarzyńca w ogrodzie Suhrkampa. Zbigniew Herbert i jego niemiecki wydawca, "Teksty Drugie" 2015, nr 5
"Zawsze z tymi, których biją". Ze Zdzisławem Najderem i Krzysztofem Karaskiem rozmawiają Cezary Michalski i Marta Stremecka, "Życie", 20-21 stycznia 2001
Zielińska M., Herbert - Różewicz jako dwugłos "polskiej fali". Przebieg niemieckojęzycznej recepcji Herberta i Różewicza w latach 60., "Rocznik Karla Dedeciusa", t. II, Łódź 2009, s. 75-93
Zieliński J.A., Pejzaż drogi Teresy Mellerowicz, w: T. Mellerowicz-Gella, Malarstwo, Gorzów Wielkopolski 2014, s. 6-15
Z Januszem Szpotańskim rozmawiają Cezary Michalski i Maciej Nowicki, "Życie", 15 października 2001
Żebrowski R., Niespodziewany koniec lata. O ostatniej woli Zbigniewa Herberta, "Życie" 1998, nr 182
Żebrowski R., Zbigniew Herbert - Dowódca Królewskiej Samodzielnej Brygady Huzarów Śmierci, "Tygodnik Solidarność" 2001, nr 51-52
Żuchowski T.J., Ukryta w oku cząstka dotyku. Rysunki Zbigniewa Herberta w: Zmysł wzroku, zmysł sztuki. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, cz. I, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 15-41
Życiński J., [Zbigniew Herbert], "Tygodnik Solidarność" 1996, nr 44