Herbert. Biografia - Andrzej Franaszek

Kup ebooka

99.99 zł
89.99 zł (83,11 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

***

Pewnego dnia w marcu 2014 roku w Warszawie

wolno mi było usiąść na krześle Zbigniewa.

Michael Krüger, Krzesło Zbigniewa Herberta[1]

Osiągnięcie prawdy nie jest możliwe bez pewnej dozy niedyskrecji.

Zbigniew Herbert (WG II, 161*)

Na środku pracowni Zbigniewa Herberta stoi biurko, a właściwie ustawiony na koziołkach jasnobrązowy blat, podarunek od niemieckiej reżyserki filmów dokumentalnych, który przyjechał tu z Berlina pojemnym volkswagenem na początku lat siedemdziesiątych wraz z kartonami pełnymi książek. Furgonetka wkrótce została sprzedana, bardziej bowiem pasowała do pokolenia dzieci kwiatów niż do polskiego poety tak chętnie przez krytyków i nauczycieli nazywanego klasykiem, a przede wszystkim pomogła spłacić mieszkanie na Mokotowie, cztery jasne pokoje w międzywojennej willi, z widokiem na ogród oraz park Morskie Oko. Autor Barbarzyńcy w ogrodzie - tłumaczony, wydawany w Niemczech, Anglii, Stanach Zjednoczonych, zapraszany na międzynarodowe festiwale, uznawany za jednego z najwybitniejszych twórców europejskich swego pokolenia, kandydat do Nagrody Nobla - nigdy właściwie nie osiągnął stanu dostatniej mieszczańskiej stabilizacji. Co prawda, po części był to jego własny wybór. "Poeta potrzebuje biblioteki, wygodnego krzesła, sypialni, wanny z gorącą wodą i może kilku drzew za oknem - przekonywał londyńskiego przyjaciela. - Te wygody wystarczą, żeby zorganizować sobie pracę"[2].

Za oknem rosły więc drzewa, woda w kranie zazwyczaj była gorąca, książki zapełniały kolejne półki - w gabinecie, w sypialni, na korytarzach. Duży blat, na którym można było wygodnie rozłożyć długopisy, albumy, kartki i notesy, a także maszynę do pisania Olympia, model o symbolicznej nazwie Traveller de luxe, nie zmienił położenia od paru dekad. Dziś czasem siadają przy nim na chwilę poeci i historycy literatury, patrzą na grzbiety tomów oraz rozstawione na półkach pocztówki z reprodukcjami obrazów. W półokrągłym fotelu o jasnobrązowej ramie i tapicerce w kolorze butelkowej zieleni siedzi się wygodnie, ale jakby w stanie mobilizacji, bez pozwolenia sobie na rozleniwienie, i trudno nie pomyśleć, że kryje się w tej pozycji zachęta do pracy. Krzesło to dostał Herbert od Jerzego Zawieyskiego w 1957 roku jako pierwszy mebel do kawalerki, którą socjalistyczne państwo - łaskawsze po Październiku dla niepokornych - przydzieliło poecie w dużym bloku przy ulicy noszącej wówczas nazwę Karola Świerczewskiego. Atmosfera empire'u i nieco spłowiały plusz kontrastowały ze straszącym za oknem Pałacem Kultury.

Dookoła biurka - biblioteka, która jest jak opowieść o życiu i duszy właściciela, o wyborach estetycznych i moralnych, o podróżach, o przyjaźniach i o klęskach. Pod wysokim sufitem eseje Camusa, Tomasz Mann, Tołstoj, ale już półkę niżej, obok Przypadków Robinsona Crusoe, solidne tomy Medycyny sądowejKryminalistyki, od których niedaleko do Smutku tropików. Kilka centymetrów dalej czarno-żółta Chemia fizyczna Zdzisława Ruziewicza z dedykacją dla Herberta "około czterdziestej rocznicy naszej niezapomnianej matury". Autor Pana Cogito grubego tomu z pewnością nie przeczytał, ale na pierwszej stronie wpisał odręcznie ekslibris. Obok półka książek o fizyce, astronomii i strukturze wszechświata, dalej podręczniki botaniki i zoologii - nie przypadkiem Herbert radził młodym poetom, by interesowali się wszystkim, czytali filozofów, historyków i codzienne gazety, nie zamykali się w getcie rozważań o rodzaju metafor i tajemnicy rymu.

Szary Leksykon psychiatrii, a w środku zakładka przy haśle "depresja egzystencjalna", która jest owocem "doświadczeń płynących z całego życia człowieka, jego światopoglądu i stawianych sobie celów". Jaspers, dużo książek Antoniego Kępińskiego. W Melancholii ukryta farmaceutyczna ulotka z dawkowaniem mających stabilizować umysł pastylek Lithium-Duriles. Jakby dla równowagi zaraz obok Dzieła wszystkie Arystotelesa, Platon, Karl Popper. Bardziej w prawo tomy Conrada, nieprzypadkowo ramię w ramię, niczym w żołnierskiej tyralierze, z Janem Józefem Szczepańskim. Szekspir, Auden, Goethe, Cervantes, Milton, Ariosto, Petrarka, Winckelmann, Burckhardt, Gregorovius, słowniki, atlas biblijny, Grecy, Rzymianie, Celtowie, historia sztuki, szeregi ciasno upchniętych albumów, katalogi z muzeów.

Kamienie. Krzemienie i otoczaki podnoszone z ziemi, przywożone z podróży, inne kupowane, opatrzone etykietkami - kwarc, selenit, więc w pamięci rozbłyskują na chwilę linie wiersza: "Jeśli miał poczucie tożsamości to chyba z kamieniem / z piaskowcem niezbyt sypkim jasnym jasnoszarym" (WZ, 373). Na wysokości oczu pocztówka wysłana z Delf przez profesor Izydorę Dąmbską, której Herbert poświęcił Potęgę smaku, obok reprodukcja Młodej kobiety siedzącej przy wirginale Vermeera, nieco wyżej małe zdjęcie Piłsudskiego. Kreteńska figurka, ułamek greckiej wazy, okruch terakotowej stopy, ale też drewniane kolorowe ptaszki i kupiony w Berlinie cynowy "cienki jak opłatek" chłopiec z bańkami mleka. Buteleczki z farbkami firmy Ecoline, wśród nich "Terra di Siena".

Róg myśliwski, ikona włodzimierska z miłosierną Matką, żeliwny orzeł z okresu powstania listopadowego, szczątek dziewiętnastowiecznego pistoletu - rękojeść dobrze leży w dłoni i każe wyciągnąć rękę przed siebie, jak do pojedynku. Reprodukcja portretu świętego Franciszka z modlitwą na odwrocie: "łagodziłeś, jak Jezus, każdy rodzaj bólu ludzkiego i umiałeś pomagać tak wielu duszom, które znalazły się w potrzebie". Już blisko podłogi granitowa popielnica z figurką psa oddziedziczona po Antonim Słonimskim i majolikowy dosiadający rumaka święty Jerzy, który - w przeciwieństwie do Pana Cogito - z łatwością przebija włócznią nieco bezradnego smoka.

W gorzkim czasie stanu wojennego, gdy przy ulicy Promenada parkował fiat z obserwującymi mieszkanie pracownikami Służby Bezpieczeństwa, Zbigniew Herbert kończył pracować nad tomem Raport z oblężonego Miasta. Wiersze z tego zbioru, przemycanego z Francji, odbijanego na powielaczach podziemnych wydawnictw, Polacy będą przepisywać, przywoływać w rozmowach, uczyć się ich na pamięć. Ale w Raporcie..., obok słów o wierności, męstwie, oporze, znalazło się też miejsce na ton bardziej prywatny. Jak tutaj, w Fotografii:

Z tym chłopcem nieruchomym jak strzała Eleaty

chłopcem wśród traw wysokich nie mam nic wspólnego

poza datą narodzin linią papilarną

to zdjęcie robił mój ojciec przed drugą wojną perską

z listowia i obłoków wnioskuję że był sierpień

ptaki dzwoniły świerszcze zapach zbóż zapach pełni

w dole rzeka na rzymskich mapach nazwana Hypanis

dział wód i bliski grom doradzał by schronić się u Greków

ich nadmorskie kolonie nie były zbyt daleko

chłopiec uśmiecha się ufnie jedyny cień jaki zna

to cień słomkowego kapelusza cień sosny cień domu

a jeśli łuna to łuna zachodu

mój mały mój Izaaku pochyl głowę

to tylko chwila bólu a potem będziesz

czym tylko chcesz - jaskółką lilią polną

więc muszę przelać twoją krew mój mały

abyś pozostał niewinny w letniej błyskawicy

już na zawsze bezpieczny jak owad w bursztynie

piękny jak ocalała w węglu katedra paproci.

(WZ, 479)

Historyczny szyfr nie jest trudny do zrozumienia. Hypanis to przecież ukraiński Boh uchodzący do Morza Czarnego, "druga wojna perska" kryje w sobie apokalipsę roku 1939, przypomina pokusę, by ze Lwowa uciekać na południe, jak tysiące Polaków, do Rumunii. W archiwach rodzinnych zachowały się zdjęcia z tego czasu, nieco nieostre kadry autorstwa Bolesława Herberta, fotografika amatora. Koniec ostatnich przedwojennych wakacji, trójka rodzeństwa - Halina, piętnastoletni Zbyś i najmłodszy, donaszający krótkie spodenki Januszek. W tle willa na podlwowskim letnisku, trawy są rzeczywiście wysokie, jeszcze nie wybuchły pożary, nie zaległ cień. Zbigniew wpatruje się prosto w obiektyw, na jednym z czarno-białych zdjęć biegnie w jego stronę w rozpiętej koszuli, roześmiany, najwyraźniej szczęśliwy. Nic nie wskazuje na to, by przeczuwał, że świat właśnie nachyla się ku przepaści.

Czy po blisko pół wieku poeta rzeczywiście oglądał stare fotografie, czy tylko przywołał z pamięci ocalałą chwilę? A może ten wiersz powstał znacznie wcześniej, w innym mieście, przy innym biurku, na stoliku w wagonie kolejowym, w kawiarni na lotnisku, teraz zaś odnalazł swój czas, by opuścić szufladę lub notatnik? Na pewno jego autor chciał zapisać uczucie niepewnej bliskości, które wiąże nas z własną przeszłością, idealizujące spojrzenie z oddali, krzepiący mit dzieciństwa, które zwykle jawi się nam jako jeśli nie "anielskie", to chociaż "sielskie", zwłaszcza gdy wspominamy je w "wieku klęski". Przez lata doświadczeń, wędrówek i lektur Herbert zgromadził dogłębną wiedzę o złu, któremu gorliwie oddaje się człowiek - w starożytnym Rzymie i dwudziestowiecznej Polsce. W smudze cienia, w okolicy sześćdziesiątych urodzin, w paryskich szpitalach w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, obolały, chory na ciele i duszy, będzie próbował odkryć wzór swojej biografii, dostrzegając w niej przede wszystkim poświęcenie, los tego, który jest przeznaczony na ofiarę.

[1] M. Krüger, Krzesło Zbigniewa Herberta, przeł. R. Krynicki, "Kwartalnik Artystyczny" 2016, nr 4.

[2] A. Alvarez, Nie walczysz, to umierasz, przeł. A. Szostkiewicz, w: Poznawanie Herberta 2, opr. A. Franaszek, Kraków 2000, s. 27.

*Wykaz skrótów znajduje się tu.

Ostatnia Aleksandria

Moim jedynym i prawdziwym miastem jest oczywiście Lwów.

Wszystkie inne (...) przyszły daleko później. (...)

Lwów, Florencja, Ateny, Jerozolima, Rzym, Ravenna, Bayonne, Monachium, Siena, Piza...

Zbigniew Herbert (AZH, Akc. 17877, t. 1)

Nie pisał o sobie w taki sposób, ale był przecież emigrantem, a dokładnie rzecz biorąc - wygnańcem, który od domów i drzew dzieciństwa został szczelnie odgrodzony wolą Stalina i układem jałtańskim. Nawet w rozmowach z przyjaciółmi Herbert rzadko wspominał o Lwowie, nie należał do stowarzyszeń przesiedleńców, nie odbył nostalgicznej podróży ani w czasach PRL-u, ani po upadku sowieckiego imperium, nie spisał dykcjonarza lwowskich ulic. Zmuszony do tego ograniczeniami cenzury, może kierując się także literacką strategią, niechętny stawianiu własnego "ja" na pierwszym planie, jeśli szkicował utracony świat, to w kostiumie nadającym osobistemu doświadczeniu wyraz uniwersalny, podobnie jak wtedy, gdy przywoływał postać anioła, aby ukazać torturowanego człowieka, może więźnia Urzędu Bezpieczeństwa, w postaciach antycznych bogów zaś ukrywał stojących wobec problemu powojennego ujawnienia się żołnierzy Armii Krajowej. W Polsce dopiero pod koniec życia będzie mówił o rodzinnym mieście wprost, w wierszu umieści lwowski Wysoki Zamek, w wywiadach opisze, co wyniósł z tamtego czasu, w rozmowie z siostrą wspomni, że chciałby być pochowany na cmentarzu Łyczakowskim, pod listami będzie się podpisywać "Zbigniew Leopolensis". Wcześniej co najwyżej dyskretnie napomykał - jak w utworze Dlaczego klasycy - o Tukidydesie wygnanym z rodzinnego miasta i o tym, że "egzulowie wszystkich czasów / wiedzą jaka to cena" (WZ, 359).

Opublikowany w tomie Hermes, pies i gwiazda wiersz Moje miasto zawiera opis odbywanej we śnie wędrówki ulicami - oczywiście nie nazwanego wprost - Lwowa: "śniło mi się że idę / z domu rodziców do szkoły / wiem przecież którędy idę // po lewej sklep Paszandy / trzecie gimnazjum księgarnie / widać nawet przez szybę / głowę starego Bodeka". Droga przynosi nie pocieszenie, lecz lęk, znana jak własna kieszeń siatka ulic zamienia się w labirynt: "chcę skręcić do katedry / widok się nagle urywa / nie ma dalszego ciągu / po prostu nie można iść dalej / a przecież dobrze wiem / to nie jest ślepa ulica". Nie tylko historia i politycy kreślący granice, zdradza także własna pamięć, zachowuje coraz mniej, coraz mgliściej, wygnaniec budzi się z poczuciem ogołocenia: "co noc / staję boso / przed zatrzaśniętą bramą / mego miasta" (WZ, 136).

Pierwszy, zapisany w Warszawie szkic tego wiersza nosi tytuł "Lwów", a w notatniku z początku lat pięćdziesiątych towarzyszy mu nieco patetyczna dedykacja "memu miastu, w którym nie umrę"[1]. W kolejnych wersjach słowo "Lwów" znika, za to z 28 na 29 października 1954 roku, czyli w noc poprzedzającą dzień swoich trzydziestych urodzin, Herbert opracował krótkie przypisy, poświęcając je: tym, "którzy się domyślili, że (...) nie chodzi mi o Zieloną Górę ani o Szczecin, ale o coś wręcz przeciwnego", i wyjaśniając, że sklep Paszandy to "towary żelazne" i "autor ma do tej firmy przywiązanie byłego jej subiekta", że potem "jest mowa o ulicy Batorego, która w snach autora zjawia się najczęściej" i na której znajdowały się liczne księgarnie "wraz ze słynnym Bodekiem, zasłużonym wydawcą bryków z łaciny", by wreszcie skonkludować: "czy z wylotu ulicy Batorego było widać wieżę katedry, tego w żaden sposób Autor nie może sobie uprzytomnić: kto wie, czy ten kompleks nie jest tu genezą utworu"[2]. Pobrzmiewa w tym zdaniu silna więź emocji i wspomnień, ból straty, o której zabrania się sobie mówić na co dzień i która tym silniej odzywa się we śnie. Ostatecznie jednak wiersz, nie tracąc indywidualnego wyrazu, przybrał postać wielkiej metafory. W niej odnaleźć się mogło wielu "emigrantów w złamanych kaszkietach", choćby tak chętnie czytający Herberta Niemcy, którzy pozostawili za sobą Wrocław, Zieloną Górę lub Szczecin.

"Wszystko, co najważniejsze w moim życiu, zdarzyło się w domu babki pomiędzy pierwszym a siódmym rokiem życia" - wspominał gdzieś Gabriel García Márquez. Herbert z pewnością nie powtórzyłby tej zręcznej formuły, zbyt ważne były dlań późniejsze, splecione z historią losy, choć akurat postać babki pozostała na zawsze najważniejszą figurą jego religijnego świata. Ale dwie dekady spędzone we Lwowie w wielkim stopniu ukształtowały i osobowość poety, i jego zainteresowania kulturowe.

"Urodziłem się w mieście leżącym na wielkim dziale wód, w połowie drogi między Morzem Bałtyckim a Morzem Czarnym. (...) Opuściłem je przeszło ćwierć wieku temu, aby tam nigdy nie wrócić. Był to exodus raczej niż duchowy wyjazd i chociaż pogodziłem się z historyczną koniecznością, pamiętam jednak dobrze moje rodzinne miasto i nade wszystko lekcję, jakiej mi udzieliło. (...) Ona ukształtowała moją pierwszą wizję Europy" (MD, 127) - opowiadał radiosłuchaczom we Frankfurcie nad Menem na początku lat siedemdziesiątych. Obraz był nieco wyidealizowany, ale zarazem ujmujący i wyrazisty. Miasto bowiem "leżało na wielkim skrzyżowaniu dróg z zachodu na wschód i z południa na północ. Średniowieczne mury obronne, gotycka katedra, piękne renesansowe kamienice na rynku, barokowe kościoły tworzyły zaskakująco harmonijną całość, która uderzała każdego przybysza. A przybyszów było wielu i często zostawali tutaj na zawsze. Tak w ciągu długich wieków powstała mozaika wielu kultur i narodów". Z obcowania z takim miastem można wynieść lekcję pokory, tolerancji wobec tego, co różne od nas. Można, dodajmy, jeśli jest nam też dana wrażliwość, żywa inteligencja, ciekawość, cechy tak istotne dla twórczości autora Labiryntu nad morzem. Kiedy "podróżowałem po Europie Zachodniej - mówił dalej Herbert - poszukiwałem instynktownie takich miast i krajów, w których można było śledzić obecność wielu sprzecznych (...) z sobą warstw kulturowych. Pociągała mnie Sycylia ze śladami Greków, Arabów i Normanów, przeczuwałem bowiem, że to, co ważne, nie tylko w sztuce, ale i w życiu powstaje w pokojowym starciu idei i myśli. Dlatego obce mi było zawsze sztuczne i służące często brudnym celom politycznym wyszukiwanie tego, co nazywamy charakterem narodowym, wszystkie owe szaleńcze próby ustalenia tego, co "czysto romańskie", "rdzennie germańskie" czy "prawdziwie słowiańskie"".

Niemało można w tych zdaniach odnaleźć. Ślad nieukończonej nigdy książki o Normanach, nad którą Herbert pracował przez dziesięciolecia. Jednoznaczny ideowy wybór, odżegnanie się od wszelkiej maści nacjonalizmów, które współtworzyły krwawą historię nowoczesnego świata. Biograficzny trop w jakiejś mierze tłumaczący kierunki i intensywność Herbertowych podróży. Wreszcie meandry dwudziestowiecznej historii, z powodu których polski poeta mógł o utraconym rodzinnym mieście mówić z większą otwartością w Niemczech czy Anglii niż we własnej ojczyźnie. Ilustracją tej sytuacji, w której topografia stapia się z polityką, ale też - tęsknotą, może być jeszcze jeden fragment, tym razem z listu wysłanego przez Herberta z Londynu do niemieckiego tłumacza Heinricha Kunstmanna, który właśnie wrócił z podróży do Polski: "cieszę się bardzo, że jakoś przypadła Panu do gustu moja Ojczyzna. Teraz może Pan lepiej zrozumie, dlaczego, mimo że miłośnik Zachodu, wracam do swego gniazda. Chociaż prawdę mówiąc, moje gniazdo [to] Lwów"[3].

***

Gdy w 1924 roku urodził się w nim Zbigniew Herbert, gniazdo to liczyło już sobie siedem stuleci. Gród założony w trzynastym wieku przez ruskiego księcia Daniela Romanowicza, nazwany - jak zwykło się uważać - na cześć jego syna Lwa, u początków istnienia zostaje stolicą księstwa halicko-włodzimierskiego. Położony na wspomnianym przez poetę skrzyżowaniu szlaków, którymi kupcy ciągnęli z Norymbergi i Krakowa na wschód - do Kijowa i nad Morze Czarne, z północy zaś do Mołdawii i na Bałkany, szybko się bogaci i przyciąga nowych mieszkańców - Rusinów, Polaków, Ormian, Żydów, Tatarów, Wołochów, Niemców. Sto lat później Kazimierz Wielki rozciąga swoje panowanie na Ruś Halicką, a o Gród Lwa walczy z Litwinami. Doszczętnie zniszczony Lwów powstaje wtedy właściwie od podstaw, wzorem urbanistycznego założenia staje się rzymski obóz warowny, z rynkiem i odchodzącymi od niego głównymi ulicami; rzec można, że pasuje to do roli, jaką miasto będzie odgrywać w przyszłości - warownej flanki Zachodu. Podobnie zresztą jak wizerunek lwa w herbie, kojarzonego z królewskością, męstwem, szlachetnością i siłą. Usytuowanie geograficzne, dział wód o skądinąd łatwym do dostrzeżenia metaforycznym potencjale, sprawia również, że choć nieraz będziemy pisać o "mieście nad Pełtwią", to w rzeczywistości Lwów nie może się pochwalić wielką rzeką, która jak Sekwana, Dunaj czy Wisła wyznaczałaby oś miasta. Józef Wittlin, podobnie jak Herbert lwowski gimnazjalista, wspominał: "uczono mnie, że na tak zwanej Kortumówce (...) dzieją się dziwne rzeczy. Stoi tam sobie domek maleńki, ale bardzo a bardzo ważneńki. Bo gdy lunie deszcz, to para rynien na jednym rogu domku odprowadza wodę do strumyka, co wpada do potoku, co wpada do rzeczułki, co wpada do Bugu, co wpada do Wisły, co wpada do Morza Bałtyckiego. Deszcz natomiast, spływający z rynien na drugim końcu domku, podobną kombinacją zasila rzekę Dniestr, co wpada do Morza Czarnego. Tym sposobem Lwów leży jednocześnie nad Morzem Czarnym i Bałtyckim"[4].

Po okresie przynależności do Królestwa Węgier miasto za czasów Jagiełły wraca do Rzeczypospolitej, stając się stolicą województwa ruskiego. Liczy sobie wtedy około ośmiu tysięcy mieszkańców, wśród których z początku dominują Niemcy i Ormianie, czego ślady jeszcze po stuleciach będzie można odnaleźć wśród nazwisk żyjących tu rodzin: "Bałabany, Korniakty, Mohyły, Boimy, Kampiany - cóż to za pstrokata zbieranina? To jest właśnie Lwów. Różnolity, wzorzysty, olśniewający jak wschodni kobierzec. Grecy, Ormianie, Włosi, Saraceni, Niemcy lwowieją przy tubylcach polskich, ruskich i żydowskich, a lwowieją "na fest""[5]. Ormianie, potomkowie chrześcijańskich uchodźców z Armenii, którzy przez Krym trafiają na ziemie polskie, zajmują się przede wszystkim handlem i rzemiosłem. Ich polonizacja nasili się w siedemnastym i osiemnastym wieku, wcześniej będą współtworzyć oblicze miasta, w którym i na jarmarku, gdzie towary wystawiają też Grecy i Wołosi handlujący przyprawami, jedwabiem, kobiercami, bogato zdobioną bronią czy węgierskim winem, i w architekturze świątyń, i w codziennym gwarze wielu języków Wschód będzie spotykał się z Zachodem. Pierwszym lwowskim biskupstwem jest metropolia ormiańska, później zostaje tu przeniesiona z Halicza siedziba biskupstwa rzymskokatolickiego. Do tego religijnego pejzażu dodajmy metropolię prawosławną, a także duże skupisko Żydów, którzy aż do osiemnastego wieku cieszyć się będą względnym bezpieczeństwem i autonomią. O ormiańskim pochodzeniu swojej babki mówić i pisać będzie Herbert wielokrotnie, po części może budując prywatną mitologię, w której orientalna, egzotyczna domieszka przypomina genealogię Juliusza Słowackiego. W końcu to właśnie we lwowskim Ossolineum przechowywano rękopisy autora Króla-Ducha i pamiątki po nim.

Lwów średniowieczny i renesansowy to rządzone przez rody patrycjuszy miasto przede wszystkim rzemieślników i handlu, apogeum świetności osiągające w drugiej połowie szesnastego wieku. A zarazem - w czasach ekspansji tureckiej po upadku Konstantynopola - przedmurze chrześcijaństwa, Leopolis, warownia położona "in faucibus infidelium", czyli "w paszczy niewiernych", o czym przypominał też herb grodu, któremu w szesnastym wieku jeden z papieży "darowuje" trzy watykańskie pagórki, sto lat później inny obdarza go dewizą "Semper fidelis", czyli "zawsze wierny". Wielokrotnie oblegany przez Tatarów, Lwów nigdy nie zostaje zdobyty, pustoszą go za to pożary, a w siedemnastym stuleciu, gdy dla miasta, tak jak dla całej Rzeczypospolitej, rozpoczyna się okres zmierzchu - głód oraz epidemia dżumy. W czasie oblężenia przez wojska Bohdana Chmielnickiego obrońcy zasłyną pięknym gestem - odmawiają wydania Kozakom żydowskich obywateli. W czasie potopu szwedzkiego jako jedyne niezajęte przez najeźdźców duże miasto pełnić będzie Lwów funkcję stolicy. To tutaj w 1656 roku król Jan Kazimierz powierzy kraj i poddanych opiece Matki Boskiej Królowej Polski, dwa lata później Sejm nada miastu tytuł szlachecki, dotychczasowe zaś kolegium jezuickie zostanie przekształcone w akademię.

Później trudno już będzie o tego rodzaju wydarzenia. Z początkiem wieku osiemnastego Lwów zdobywają i łupią armie szwedzkie popierające Stanisława Leszczyńskiego, później jest krótko okupowany przez wojska rosyjskie. Mieszczanie biednieją, płacąc kontrybucje, kończy się też tradycja tolerancji religijnej - dochodzi do rozruchów antyżydowskich, w wyniku których większość starozakonnej ludności zostaje z miasta wygnana; ośrodkami żydowskiego życia religijnego i intelektualnego staną się odtąd podlwowskie miasteczka, przede wszystkim Brody. Po pierwszym rozbiorze Lwów przypada w udziale Austrii, a Habsburgowie - uważający się za spadkobierców władców węgierskich, noszących niegdyś tytuł "rex Galiciae et Lodomeriae", czyli królów Halicza i Włodzimierza, ustanawiają noszące teraz nazwę Lemberg miasto stolicą prowincji Galicji i Lodomerii. Odłączenie od Polski przynosi również korzystne zmiany - reformy prawne i administracyjne, a także umożliwiające rozwój urbanistyczny zburzenie większości murów obronnych, na których miejscu powstają reprezentacyjne promenady - Wały Hetmańskie i Gubernatorskie. Cesarska biurokracja wymaga zaufanych pracowników, do miasta napływają zatem austriaccy urzędnicy - wśród tej jeszcze jednej w historii Lwowa fali przybyszów znajdzie się także Franciszek Herbert, przodek przyszłego poety.

Nowy okres świetności przypada na drugą połowę dziewiętnastego wieku, gdy liczba mieszkańców sięgnie stu pięćdziesięciu tysięcy (w tym mniej więcej połowa Polaków, jedna trzecia Żydów i piętnaście procent Ukraińców). Po Wiośnie Ludów (kiedy Lwów był przez Austriaków bombardowany) i po przegranych wojnach habsburska monarchia, chcąc nie chcąc, przekształci się w Austro-Węgry i dopuści większą swobodę tworzących ją nacji, rozwinie się też autonomia galicyjska, czego widomym znakiem będzie wprowadzenie języka polskiego jako obowiązującego w urzędach. W tradycjach rodzin mieszkających we Lwowie czy w Krakowie przez następne półtora stulecia zachowa się legenda "dobrego cesarza Franciszka Józefa". Nie inaczej było w rodzinie Herbertów: siostrzeniec poety wspomina, że w kolejnych mieszkaniach jego wuja "zawsze znajdował się jakiś akcent związany z galicyjską autonomią. Z zasady był to niewielki konterfekt cesarza w formie zdjęcia"[6]. Lekko ironicznym śladem tego sentymentu jest proza Pana Cogito przyczynek do tragedii Mayerlingu, za życia poety drukowana zresztą jedynie po niemiecku, w przełożonej i przygotowanej przez Karla Dedeciusa edycji tomu Herr Cogito.

Nim jednak cesarstwo znalazło się - jak ująłby to poeta bardziej od Herberta melancholijny - u "schyłku wielkiego konania"[7], we Lwowie powstaje Sejm Krajowy (jego okazały gmach po odzyskaniu niepodległości stanie się siedzibą uniwersytetu), a kolejnymi namiestnikami prowincji będą Polacy - Agenor Gołuchowski, Kazimierz Badeni i Antoni Potocki. Lwowianin Franciszek Smolka zostanie przewodniczącym wiedeńskiego parlamentu, a zarazem inicjatorem usypania we Lwowie (w miejscu ruin pochodzącego jeszcze z czasów Kazimierza Wielkiego Wysokiego Zamku) kopca upamiętniającego trzechsetną rocznicę podpisania unii lubelskiej, która dała podwaliny Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Tego rodzaju manifestacje nie były oczywiście możliwe na tych polskich terenach, które po rozbiorach przypadły Prusom i Rosji.

Stopniowo zmieniać się będzie architektura miasta, w którego pejzaż wpisane zostaną nowe budynki i pomniki, modernizujące oblicze Lwowa. Sejm Galicyjski i Namiestnictwo, imponujący dworzec kolei żelaznych, wzorowany na paryskiej Operze Teatr Miejski, w którym zawiśnie kurtyna pędzla Siemiradzkiego, kremowo-różowy hotel George, delikatnością sztukaterii kojarzący się nieco ze słynnym weneckim hotelem Danieli, neorenesansowy pałac Potockich, który z łatwością wpasowałby się w którąś z bogatych dzielnic Paryża, secesyjne kamienice, których klatki schodowe wykładano porcelanowymi kafelkami. Koryto płytkiej i - jak wspominali lwowianie - nieco smrodliwej Pełtwi w centrum miasta zostaje przykryte brukiem, co znajdzie z czasem echo w zaczątku wiersza Herberta: "nie godna ody lecz godna czułości rzeka mego / dzieciństwa zatajona dla oczu kryła się bowiem / jak pierwsi chrześcijanie w katakumbach kanałów / rzeka uwięziona która nie znała drzew ani obłoków"[8].

Dzięki prywatnym darowiznom powstają Fundacja i Biblioteka Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich oraz Lwowska Galeria Obrazów, w której można było oglądać płótna Tiepola, Guardiego, Georges'a de la Tour, Tycjana i Goi. A także wzmacniające poczucie polskiej tożsamości - Panorama Racławicka, pomniki Jana Kilińskiego oraz Adama Mickiewicza, ten ostatni odsłonięty w 1904 roku w obecności syna poety, Władysława. Tłumnie zgromadzeni lwowianie i Polacy przybyli z innych zaborów po raz pierwszy oglądali wtedy wysoką granitową kolumnę, u której podnóża autor Dziadów wpatruje się w uskrzydloną postać artystycznego geniusza. Z czasem obok wzruszenia i patriotycznego patosu pojawi się również ciepła ironia, a Wittlin będzie pisać, że oto na pomniku "jakaś skrzydlata, przystojna, na pół rozebrana kobieta sfrunęła z dachu kamienicy (...) i, przylepiwszy się w locie do kolumny, podaje zdumionemu wieszczowi ów antyczny instrument, na którym ani on, ani żaden inny literat nigdy nie grywał, a który to instrument nawet ludzie z wyższym wykształceniem fałszywie nazywają lirą"[9].

Rozwijało się życie artystyczne, ze Lwowem związani byli Aleksander Fredro, Seweryn Goszczyński, Kornel Ujejski i Artur Grottger. Gdy na przełomie stuleci większość z nich spocznie na cmentarzu Łyczakowskim, obok Rossy, Powązek i cmentarza Rakowickiego najważniejszej z polskich nekropolii, zastąpieni zostaną przez nowe pokolenie twórców, wśród których znaleźli się Jan Kasprowicz, Leopold Staff, Gabriela Zapolska, Karol Irzykowski czy Ostap Ortwin. Miasto przeżywało okres prosperity i stało się jedną z metropolii Austro-Węgier, pozostając wprawdzie w tyle za Budapesztem, tym Nowym Jorkiem ówczesnej Europy, ale dystansując na przykład prowincjonalny Kraków, nadal "malutki jak jajko w listowiu / Wyjęte z rondla farby na Wielkanoc"[10]. Dotyczyło to również atmosfery intelektualnej, gdyż - jak pisał Tymon Terlecki - "nie było we Lwowie na przełomie dwu stuleci ucisku rzeczywistości historycznej, nie było Wawelu, jak w Krakowie. Nie było ucisku rzeczywistości politycznej, nie było Ochrany, jak w Warszawie. (...) Lwów mógł być miastem bardziej zachodnim, bardziej europejskim, bardziej stołecznym niż Kraków i oczywiście niż Warszawa"[11]. Wśród uroczystego obchodzenia narodowych rocznic, fundowania pomników Lwów stał się ośrodkiem działalności niepodległościowej, siedzibą zarówno legalnych, jak i konspiracyjnych organizacji polskich, choćby Związku Walki Czynnej, którym kierował Józef Piłsudski. Jednocześnie, choć większość Polaków zapewne długo nie zdawała lub nie chciała sobie zdawać z tego sprawy, w drugiej połowie dziewiętnastego wieku tworzy się narodowa świadomość Ukraińców, co wkrótce stanie się zarzewiem nieuchronnych, coraz bardziej krwawych konfliktów.

Wielka Wojna rozpoczyna się dla lwowian w 1914 roku werbunkiem do Legionów Polskich, a wśród odjeżdżających wtedy do Krakowa ochotników znajdzie się ojciec Zbigniewa Herberta - Bolesław. Finał przypada na listopad roku 1918, kiedy to za cichym przyzwoleniem Austriaków walczące o własny kraj oddziały ukraińskie niespodziewanie opanowują miasto. W rękach Polaków pozostaje jego skrawek, jednak obrońcom, wśród których przeważają studenci i uczniowie, niejednokrotnie jeszcze dzieci, ochrzczeni później "Orlętami", nie tylko udaje się go utrzymać, ale też odnosić militarne sukcesy. Sytuację przesądza odsiecz pod dowództwem Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego oraz przerzucone z Francji kilka miesięcy później oddziały generała Józefa Hallera: w lipcu 1919 roku wojska ukraińskie wycofują się za Zbrucz. Akord ostatni to wojna polsko-bolszewicka oraz jeszcze jedna dramatyczna chwila budująca mit miasta: chcąca zdobyć Lwów 1. Armia Konna Budionnego zostaje zatrzymana pod polskimi Termopilami, czyli wsią Zadwórze, przez kilkusetosobowy oddział; obrońców wymordowano, ale ich poświęcenie - podobnie jak odwaga trzystu Spartan pod wodzą Leonidasa - daje czas polskim siłom na przegrupowanie, a wrogowie - już po raz ostatni w lwowskiej historii - odstępują od oblężenia.

***

"Czymże się pochwalić zdołasz, miasto jedyne? Zegarem bernardyńskim, kopcem Unii Lubelskiej, ślubowaniem Jana-Kaźmierzowym u stóp Panienki (...). Czy może najsampierwej tym cmentarzem chłopiąt, który jest Twoją Skałką i Wawelem, biedaku, Westminsterem i Termopilami"[12] - tak u progu lat trzydziestych, choć w stylistyce jeszcze dość młodopolskiej, zwracał się do Lwowa Stanisław Wasylewski, pisarz i dziennikarz. Nietrudno w historii miasta nad Pełtwią odnaleźć pasmo kluczowe dla narodowej mitologii, trwające od czasu ślubów Jana Kazimierza, opisanych później przez prawodawcę wyobraźni pokoleń Polaków - Henryka Sienkiewicza, aż po białe szeregi krzyży na grobach Orląt. Z właściwą sobie romantyczną siłą mówił o tym Piłsudski: "gdy mroki naszej doli narodowej stawały się najbardziej gęste, ciężkie, Lwowowi przypadło być sercem Polski". Nic dziwnego zatem, że gdy w odrodzonej Polsce lat dwudziestych, a zwłaszcza trzydziestych, celebrowano patriotyczne manifestacje i obrządki, Lwów, w którym dorastał przyszły autor Raportu z oblężonego Miasta, przodował w tego rodzaju krzepiących serca gestach. Jego polscy mieszkańcy mieli wszak głębokie poczucie, że swą niepodległość wywalczyli, że lwowskie dzieci, harcerze, a wśród nich czternastoletni gimnazjalista Jurek Bitschan, który uciekł z domu prosto na pole bitewne, zgodnie z nakazem Słowackiego szli na śmierć "jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec". Głęboko polska tradycja więzi ze zmarłymi, podtrzymywanej zaduszkowymi wędrówkami na cmentarze, tutaj nabierała dodatkowego odcienia - kultu ofiary złożonej na ołtarzu ojczyzny.

"Odwiedzaliśmy często mauzoleum Obrońców Lwowa (...), a napis na pomniku "Mortui sunt ut liberi vivamus" [Umarli, byśmy mogli żyć jako ludzie wolni] zapadł nam głęboko w serce"[13] - wspominała siostra poety. Oglądali też z młodzieńczym zapałem i ufnością w siłę swojego państwa defilady organizowane w święto Konstytucji 3 maja. W pochodzie widać było siwe głowy jadących dorożkami weteranów powstania styczniowego, ale uwagę stojących na chodnikach lwowian i lwowianek przykuwał przede wszystkim 14. Pułk Ułanów Jazłowieckich, który tak zapamiętał kolega Herberta Paweł Heintsch: "las biało-żółtych chorągiewek widać już z daleka. (...) Jadą szwadrony. Sama kadra. Żółte otoki na rogatywkach, na lewej piersi u każdego czerwony sznur wyborowego strzelca, na plecach karabinki z lunetami. Snajperzy. Co kilka czwórek lekkie karabiny maszynowe, za każdym szwadronem - cekaemy i lekkie działa polowe. Klatki z gołębiami pocztowymi i krótkofalówki. Z balkonów lecą bukiety kwiatów. Prawie żaden nie spada na ziemię. Oficerowie zdążą podjechać, chwycić i jeszcze zasalutować w kierunku balkonu dziewczętom rzucającym kwiaty"[14].

"Moja młodość upłynęła w uwielbieniu dla Marszałka Piłsudskiego. Był bohaterem, przy którym nie miał szans ani Skrzetuski, ani Old Shatterhand"[15] - wspominał jeszcze inny lwowianin. Oczywiście nie sposób tu niczego przesądzić, podporządkować jednostkę emocjom zbiorowym, ale wydaje się, że podobne uczucia towarzyszyły dorastającemu Herbertowi, którego państwowotwórcza szkoła lat trzydziestych wychowywała w kulcie Marszałka, Orląt, męczeństwa, przekonywała o potędze, ba, o mocarstwowych ambicjach II Rzeczypospolitej. Jako już dojrzały intelektualnie człowiek, przygotowując się zapewne do odczytu w Berlinie, zapisze zdanie "zbrodnie kolonializmu polskiego: Ukraina", by jednak wspomnieć też swoje chłopięce dni, działającą ówcześnie Ligę Morską i Kolonialną, na którą płacił składki, zamiast kupować "fiołki dla ukochanej"[16].

"Lwów wywarł szalony wpływ na mnie. Teraz dopiero to doceniam - mówił pod koniec dwudziestego wieku. - Przede wszystkim jako miasto wielonarodowościowe. Od urodzenia niemal zaszczepiony byłem przeciwko wszelkiej ksenofobii. Antysemityzm jest dla mnie czymś niezrozumiałym. Ja się bawiłem z Żydami, to byli moi najlepsi koledzy: z piaskownicy, z boiska, ze szkoły. (...) Miasto to nie zbiór budynków, pomników, placów i mostów - o mieście stanowi atmosfera międzyludzka... I wydaje mi się, że w tym moim mieście była dobra atmosfera międzyludzka, bo polatywał nad nim duch tolerancji" (HNR, 208 n.). W późnych latach życia, już w Polsce niepodległej, związał się Herbert z kręgami prawicowymi, a i wcześniej obcy był mu częsty w środowisku literackim wzór biografii, na którą składa się młodzieńcza lewicowość, powojenna, przynajmniej częściowa akceptacja nowego państwa, jego ideologii i władz, późniejsza ich krytyka, współtworzenie ruchu dysydenckiego i wreszcie demokratycznej opozycji. Dobry to jednak moment, by podkreślić, że - umownie mówiąc - konserwatywna orientacja poety bardzo daleka była od postaw, które stereotypowo zwykło się nazywać "endeckimi", naturalnie w złym sensie tego przymiotnika, gdy staje się on właściwie synonimem nacjonalizmu.

"Zbyszek miał od początku (...) taki prawicowy zgryz. (...) On wyszedł z rodziny nie całkiem endeckiej, ale endekoidalnej"[17] - oceniał Zdzisław Najder, niewątpliwie jeden z najbliższych przyjaciół Herberta. Siostrzeniec pisarza Rafał Żebrowski, autor wnikliwej historii rodziny Herbertów, jest skłonny uważać raczej, że choć pierwsze sympatie polityczne ojca poety były w rzeczy samej endeckie, później i jako legionista Piłsudskiego, i jako po prostu świadomy obywatel II Rzeczypospolitej nie prezentował dzieciom poglądów jaskrawo prawicowych, lecz jedynie dystansował się wobec wspomnianego, narastającego w latach trzydziestych kultu Marszałka, podkreślał "zasługi i Hallera, i Dmowskiego, co mogłoby prowadzić nas do przekonania, iż był po prostu endekiem. Rzeczywiście, miał przyjaciół, i to nawet bardzo bliskich, mocno zaangażowanych w działalność tego ugrupowania, ale z pewnością on sam zachowywał rezerwę wobec fundamentalnych jego założeń programowych"[18].

Najważniejsze jednak są deklaracje samego Zbigniewa Herberta, choćby ta rozmowa, której fragment cytowaliśmy przed chwilą, a w której znajdziemy również kolejne jednoznaczne stwierdzenia: "bogactwem każdej kultury jest wielonarodowościowość. Dla mnie Polska bez mniejszości, zwłaszcza bez ruchliwej, inteligentnej, żywej mniejszości żydowskiej, jest czymś zubożałym. Polska dzisiejsza, w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach etnicznie polska, nie jest już tą Polską, którą ja pamiętam, którą lubiłem i z której czerpałem soki" (HNR, 208 n.). Dobrze z nimi współgra także już przywoływana wcześniej wypowiedź poety dla niemieckiego radia: "jednym z przeoczonych wyników drugiej wojny światowej jest (...) powstanie państw etnicznie czystych. Granice polityczne jak chyba nigdy jeszcze w historii pokrywają się z granicami narodów. (...) Z politycznego punktu widzenia państwo etnicznie czyste jest być może ideałem, ale wątpię, czy jest ono ideałem w świecie kultury" (MD, 128). Lecz najpiękniejsze ujęcie tego tematu znajdziemy w audycji poświęconej Paulowi Celanowi, którą Herbert nagrał pod koniec życia. Przywołuje tu Czerniowce, miejsce urodzenia tego poety, ukazując je jako pomniejszone wcielenie Lwowa, dzięki spotykającym się z sobą wielu narodowościom mogące być "wylęgarnią geniuszy", gdyż "tam nie było miejsca na ksenofobię i z tego środowiska, z tej Aleksandrii, to była Aleksandria, ostatnia Aleksandria Europy, powstali ludzie, których ja notowałem. Spotykałem i mówię: - A, to z Czerniowiec? - pytam. - Tak, tak. A to wybitny matematyk, a to Canetti - z Czerniowiec. Dan Pagis, najlepszy poeta hebrajski (...) rzucił mi się na szyję, a nic nie wiedzieliśmy o sobie - z Czerniowiec"[19].

Dla ścisłości dodajmy, że w 1939 roku wśród trzystu trzydziestu trzech tysięcy mieszkańców najbliższej Herbertowi Aleksandrii, czyli Lwowa, Polaków było niespełna sto siedemdziesiąt tysięcy, Żydów - sto cztery tysiące, Ukraińców - pięćdziesiąt trzy[20], a geniusz miejsca odmienne oblicze odsłaniał z perspektywy nie Polaków, lecz pozostałych żyjących tu nacji. W latach trzydziestych bowiem "od Uniwersytetu i Politechniki rozlewały się zajścia antyżydowskie, organizowane przez nacjonalistyczną młodzież polską, połączone z biciem kolegów i koleżanek, a także z zamachami pociągającymi za sobą również ofiary śmiertelne"[21]. Te historyczne fakty warto ukonkretnić, odnaleźć pojedynczych ludzi i wydarzenia, by w pełni odczuć atmosferę tamtych czasów. Sięgnijmy zatem do opowieści o profesorze medycyny Franciszku Grörze, szefie lwowskiej kliniki pediatrycznej, który "pomagał swoim asystentom żydowskiego pochodzenia, dając im pracę, a nawet chroniąc ich osobiście przed napaściami":

Fryda Lille wspomina Dzień Zaduszny 1935 roku, kiedy pałkarze pobili kilku żydowskich studentów Politechniki (...). Gdy następnego dnia (...) przybyła do kliniki, by dokończyć w laboratorium rozpoczęty eksperyment, kilku studentów obecnych na wykładzie profesora zażądało, by żydowscy asystenci opuścili salę wykładową. (...) "Wstaliśmy i chcieliśmy wyjść z sali, lecz profesor się temu przeciwstawił, uderzył pięścią w stół i krzyknął: "Tu jest klinika, tu są chore dzieci, tu nie ma miejsca na burdy, komu się moi asystenci nie podobają, może opuścić salę!". Zapanowała w sali cisza, część studentów z ostatnich ławek opuściła salę. Po skończeniu wykładu profesor wyprowadził nas tylnymi drzwiami do laboratorium, obawiając się jakiegoś napadu na nas"[22].

Obok studenckich ruchawek, upokarzającego getta ławkowego, endeckiego namawiania do bojkotu sklepów żydowskich czy groźnych rojeń na temat wysiedlenia Żydów na Madagaskar, by polski sklepikarz mógł się pozbyć konkurencji, równolegle funkcjonowała polska polityka wobec Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, na Kresach niejednokrotnie przybierająca postać działań właśnie - jak w przywołanym Herbertowskim zapisie - kolonialnych. Naturalnie, ich areną był także Lwów, z ukraińskiego punktu widzenia miasto zagarnięte, w którym Ukraińcy nie mogli na przykład założyć własnego uniwersytetu. Polacy doskonale pamiętali o ukraińskich okrucieństwach z lat 1918-1920, mniej chętnie mówiono o tym, że prawosławne wsie bywały pacyfikowane, płonęły cerkwie, zamykano gazety, osadzano w więzieniach działaczy politycznych. Z drugiej strony rozwijał się i ukraiński nacjonalizm, marzenie o suwerennym państwie, dla którego nie było miejsca ani po stronie polskiej, ani w "ojczyźnie proletariatu", i trwała antypolska agitacja działaczy Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy: konflikty narodowościowe i religijne nakładały się na konflikt między polską racją stanu a politycznymi dążeniami Rosji sowieckiej. Na tych samych ulicach, którymi galopowali ułani z żółtymi proporczykami, spotykali się lewicowi intelektualiści jak Karol Kuryluk, redaktor naczelny "Sygnałów", a w 1936 roku współorganizator mającego być komunistyczną, antyfaszystowską manifestacją Zjazdu Pracowników Kultury we Lwowie, w którym brali udział między innymi Władysław Broniewski i Tadeusz Kotarbiński. Czasem zaś toczyły się demonstracje, do "spektakularnego wybuchu" doszło na przykład w kwietniu roku 1936, gdy "od kul policji (...) zginął bezrobotny (...), co w dniach 14-16 kwietnia wywołało zamieszki, w których (...) zginęło czternaście osób, a przeszło sto odniosło rany"[23].

"Na Krakowskiem i Żółkiewskiem gnieździ się i rozradza coraz obficiej żyd lwowski. Z wejrzenia poznasz go łatwo. Chałat, aksamitny kapelusz i "grajcarki", czyli pejsy odróżniają go od mieszkańca Nalewek (...). W tradycyjnym brudzie i niechlujstwie pleni się, oddalony od życia miasta w atmosferze "neutralności", którą zademonstrował w czasie obrony Lwowa"[24] - czytał nie prenumerator prawicowej gazety, na przykład "Małego Dziennika", lecz turysta, który w podróż do Grodu Lwa zabrał cytowany już przewodnik Stanisława Wasylewskiego. Nie zauważał może przy tym, iż pod piórem dziennikarza dochodzą do głosu nie tylko spory polityczne, ale też nieledwie faszystowski sposób opisu, zbliżający tego, który "gnieździ się i rozradza", do zwierzęcia czy robactwa. Nic nie wskazuje na to, by takie myślenie przenikało do rodzinnego kręgu Herberta, warto jednak uświadomić sobie, że sposób odczuwania lwowskiej ulicy lat trzydziestych musiał być bliższy temu językowi niż pięknej opowieści o mieście spotkań wielu religii.

I nie tylko ulicy. Endeccy bojówkarze, z pałkami i kastetami goniący za żydowskim studentem, sprowadzali do najniższego poziomu węzły myślowe, których nie mogła rozwikłać ówczesna inteligencja, także zresztą inteligencja pochodzenia żydowskiego. Polska zrośnięta z trzech zaborów, wykonująca olbrzymią pracę dla stworzenia struktur państwowych, gospodarczo zapóźniona, nie umiejąca rozwiązać problemów chłopów, biedoty miejskiej, mniejszości - pozostawała polem konfliktów, które w części były, obiektywnie rzecz biorąc, nierozstrzygalne. Chcąc przedstawić tę sytuację, współczesny historyk opisuje wakacje roku 1939, podczas których szef katedry matematyki lwowskiego uniwersytetu Hugo Steinhaus spotykał się z mieszkającym w Warszawie wybitnym matematykiem Wacławem Sierpińskim, ze Stanisławem Ruziewiczem, wówczas rektorem lwowskiej Akademii Handlu Zagranicznego, prywatnie zaś - ojcem najbliższego gimnazjalnego przyjaciela Zbigniewa Herberta, a wreszcie - z intelektualistami ukraińskimi. Próba rekonstrukcji ich rozmów

pokazuje ukryte pod powierzchnią ogłady animozje, wynikające nie tyle z różnych orientacji politycznych, ile z kultywowanych uprzedzeń narodowych. Z jednej strony były to uprzedzenia polskich kolegów ze środowiska uniwersyteckiego wobec zasymilowanego Żyda, Hugona Steinhausa; z drugiej - nieskrywana niechęć polskiego Żyda do Ukraińców, dzielona z wieloma przedstawicielami polskiej elity; z trzeciej wreszcie - głęboka nieufność części ukraińskiej inteligencji do osób innej narodowości (...). Ten wzajemny brak zaufania przedstawicieli elit stanie się wkrótce jedną z przyczyn przyspieszonego rozpadu więzi społecznych w Galicji Wschodniej[25].

Czesław Miłosz, który w Wilnie oglądał podobny splot: polsko-litewsko-żydowski, symboliczny dla ducha czasu obraz odnalazł podczas podróży do Włoch, na ścianach katedry w Orvieto, na fresku przedstawiającym przyjście Antychrysta, który "występuje tam w postaci Chrystusa. Pokazuje ręką na serce, z którego buchają płomienie. (...) Ale to, co odbywa się na krawędziach obrazu, świadczy, kim jest: oprawcy klęczą na piersiach swoich ofiar, duszą je związanym w pętlę powrozem albo podnoszą noże do ciosu"[26]. Tę scenę uczynił metaforą tragicznej sytuacji, kiedy posłuch mas zdobywają fałszywi prorocy, głoszący zbawcze recepty będące w istocie jednako wrogimi jednostce, faszystowskimi lub komunistycznymi ideologiami, artysta zaś wydaje się skazany na rolę jeśli nie ich poplecznika, to w najlepszym razie - bezsilnego świadka. Oczywiście tego rodzaju wiedzy nie mógł wtedy zdobyć młodszy od Miłosza Herbert, przedstawiciel pierwszego dorastającego w wolnej Polsce pokolenia, które wkrótce wykrwawi się w partyzantce, obozach i łagrach, powstaniu warszawskim i ubeckich więzieniach. Mimo późniejszego podkreślania wielonarodowego bogactwa Lwowa jego perspektywa była bliższa większości zamieszkującej miasto polskiej inteligencji: jeśli nawet nie przejawiającej niechęci, to w codziennym życiu, pomijając urok targowego folkloru, najzwyczajniej odgrodzonej od ukraińskiej lub żydowskiej społeczności oraz ich problemów.

Co więcej, historia i współczesność miasta, którego obrońcy w 1918 i 1920 roku czuli się spadkobiercami Sienkiewiczowskich rycerzy ze Zbaraża, a może i Spartan Leonidasa, kształtowały wyraźne poczucie granicy, przebiegającej niedaleko za murami Lwowa i mającej oddzielać Europę od Azji. Symbolicznym obrazem dla tego przeświadczenia stanie się z czasem u Herberta odwołanie do historii Rzymu i do gimnazjalnych lekcji łaciny.

***

Do wizerunku miasta, w którym dojrzewał autor Barbarzyńcy w ogrodzie, dodajmy jeszcze kilka bardziej radosnych szczegółów. W okresie międzywojennym Lwów staje się trzecim pod względem liczebności miastem Rzeczypospolitej, wśród jego ludności wyjątkowo dużą rolę odgrywa właśnie inteligencja - lekarze, prawnicy, wykładowcy związani z Uniwersytetem Jana Kazimierza i Politechniką. W słynącej z niepowtarzalnych wódek restauracji U Atlasa bywali Stefan Jaracz i Ludwik Solski, Józef Wittlin czy Bruno Schulz, kawiarnia Szkocka była punktem spotkań światowej klasy matematyków, choćby Stefana Banacha i wspomnianego przed chwilą Hugona Steinhausa, z którymi dyskutowali Kazimierz Ajdukiewicz czy Leon Chwistek. Choć filozoficzny minimalizm, skupienie się na logice stworzonej przez Kazimierza Twardowskiego tak zwanej szkoły lwowsko-warszawskiej nie był Herbertowi bliski, to jeszcze w 1990 roku, może po części z powodów nostalgicznych, wygłosi on w Bibliotece Polskiej w Paryżu odczyt o Janie Łukasiewiczu i Lwowskiej Szkole Filozoficznej.

W innej zgoła tonacji na reprezentacyjnej ulicy Akademickiej, czyli zwieńczonym gmachem George'a lwowskim corso, w cieniu topoli odbywano obowiązkową mieszczańską "passeggiatę", w czasie której kobiety lustrowały wzajem nowe suknie, oczy zaś, a czasem może i dłonie młodych się spotykały. I jeśli nawet Wasylewski zgryźliwie narzeka, że przeciętna lwowianka "nie otrzymałaby (...) nagrody na żadnym konkursie światowym. Grube nogi, biust obfity, jak się patrzy, rosła, koniecznie blondyna i koniecznie z buzią piękną jak malina"[27], to dla równowagi dodajmy, że w 1930 roku właśnie mieszkanka Lwowa, Zofia Batycka, została zwyciężczynią pierwszego konkursu Miss Polonia.

O tradycjach handlowych przypominają Międzynarodowe Targi Wschodnie, liczne banki i instytucje finansowe. Opublikowany nakładem księgarni Gubrynowicz i Syn Ilustrowany przewodnik miasta Lwowa informuje o kilku hotelach "pierwszorzędnych" (z których Krakowski reklamuje się jako hotel z "wszelkimi nowoczesnymi udogodnieniami"), licznych bibliotekach, teatrach i kinach, sześciu redakcjach gazet codziennych, o trasach linii tramwajowych i taryfie dorożek konnych, ale też o szlaku linii lotniczych łączącym Saloniki, Sofię i Bukareszt z Warszawą i Gdańskiem oraz o czternastu konsulatach, wśród których są placówki Argentyny, Brazylii i Peru[28].

Lwów lat trzydziestych, który przemierzał gimnazjalista Herbert, był więc miejscem wielu konfliktów, ale także miastem otwartym na świat, a zarazem - by użyć cokolwiek wyświechtanego wyrażenia - zapisaną w kamieniu wielobarwną opowieścią o historii i kulturze ukazującą w pigułce złożoność Europy, zwłaszcza Środkowej, w której osiedlali się przybysze z bliższego i dalszego Wschodu. Jako pięćdziesięciolatek poeta napisze do węgierskiej przyjaciółki: "urodziłem się nieźle i niedaleko Lwowa (...) rosły winogrona. (...) Kiedy drugi raz będę musiał zjawić się na świecie, przyczepię się do basenu Morza Śródziemnego i żaden diabeł, żaden tyran mnie stamtąd nie ruszy"[29], lecz już jako młodzieniec musiał mieć silne, choć wtedy zapewne niewypowiadane, poczucie własnej europejskości, w tym także bycia spadkobiercą kultury śródziemnomorskiej i antycznej. Jego wyrazem było choćby częste wśród lwowskiej inteligencji zainteresowanie filologią klasyczną. Po dekadach doskonale opisał to włoski kompan Herberta Francesco Cataluccio, przekonany, że polski pisarz

zabiera ze sobą Lwów w każdą podróż (...). Bardzo często mówił mi o Lwowie i nieraz w swoich wędrówkach po Włoszech, stając przed jakimś domem, (...) stwierdzał: "taki jak we Lwowie". Chociaż dzisiejszy Lwów zmienił się, jego okazałe budowle, parki, kościoły i cmentarze wciąż przypominają, że to miasto ma w sobie coś władczego i wspaniałego (...). Wyczuwa się w nim ducha klasyczności, do którego Herbert stale się odwoływał. (...) Klasyczność może stać się kompasem, miernikiem wartości i wsparciem w życiu - tego Herbert uczył się we Lwowie i zawsze o tym pamiętał. A ja najmilej wspominam nasze dyskusje, dotyczące właśnie świata klasycznego. Herbert, mówiąc o nim, zawsze się rozpogadzał, a pewnego razu wygłosił opinię (...): "Obcowanie z Grekami i Rzymianami to jedyna rzecz, która nas ratuje i pozwala iść przed siebie z głową w chmurach"[30].

"Architektura Wilna nauczyła mnie uprawiać poezję" - wyznał niegdyś mieszkaniec innego miasta położonego na przecięciu wielu kulturowych dopływów, Tomas Venclova. Młody Herbert zaś, zajadając sprzedawane w parkach swojskie precle "z solą zakrzepłą na chrupkiej glazurze"[31], ale i włoskie pieczone kasztany, oglądał katolicką gotycką katedrę wznoszoną od 1360 roku przez blisko sto lat, później zaś przebudowaną w tak podobającym się Sarmatom stylu barokowym, oraz zdumiewającą bogactwem fasady siedemnastowieczną grobową kaplicę Boimów, o której Józef Wittlin pisał, że wprost kapie "od kamiennych ludzi, aniołów i świętych, od inkrustacyj i sztukateryj, i to nie tylko wewnątrz, bo i cała fasada wygląda jak czarny kamienny tort lub szkatuła maharadży. (...) Kto by jednak chciał nadwerężyć szyję, nie pożałuje tego, bo przy oglądaniu wnętrza kopuły i latarni naprawdę przypomni mu się Florencja i majoliki delia Robbiów"[32].

Mijał łączącą inspiracje renesansowe i bizantyńskie wielką cerkiew Uspieńską, nazywaną też wołoską, i jej dzwonnicę, przypominającą niektórym "wieżę kościoła Madonna del Orto w Wenecji, innym San Spirito w Rzymie. (...) Ale że jest to Italia we Lwowie, więc na wieży wisi największy w kraju dzwon rusiński: Kiryło"[33]. Katedrę ormiańską, której wnętrze dopiero co pokryto imponującą, przypominającą obrazy prerafaelitów polichromią, i dzielnicę żydowską z synagogą zwaną imieniem Złotej Róży, za kilka lat doszczętnie zniszczoną przez Niemców. Niezliczone kościoły, choćby barokowy Bernardynów i rokokową świątynię Dominikanów, nawiązującą do kościoła Świętego Karola Boromeusza w Wiedniu, ale też imponujący greckokatolicki sobór Świętego Jura. Na rynku widział zbudowany przez Austriaków prosty, cokolwiek koszarowy ratusz, fantazyjne fontanny z posągami Neptuna, Diany, Adonisa oraz bogini morza - Amfitryty, a także domy projektowane przez włoskich architektów dla patrycjuszowskich ormiańskich, niemieckich czy polskich rodzin, takie jak Kamienica Królewska, której arkadowy dziedziniec wydaje się częścią oświetlanego słońcem Południa palazzo. Na fasadzie jednej z nich odnajdywał uskrzydlonego lwa Świętego Marka, tu bowiem mieściła się jedyna w polskich dziejach siedziba konsula Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Weneckiej. Podobieństwo lwich postaci z herbów dwóch miast musiało fascynować podrostka kolekcjonującego pocztówki, oglądającego albumy malarstwa i rozczytującego się w rzymskich autorach. A wszystko to łączyło się z muzyką orkiestr grających w parkach, stukotem kół na kocich łbach, gwarem żydowskiej biedoty i ukraińskich chłopów, którzy z okolicznych wsi przywozili na targ sery, jaja, kury czy warzywa. "Mój Lwów - wspominał poeta - był miastem polskim, żydowskim, ukraińskim, ale także włoskim tą swoją niepowtarzalną słodyczą" (MD, 179). I czymś jeszcze bardziej eterycznym, czym jest uśmiech, poczucie humoru, lekkość codziennego życia.

"Poza atlasem anatomicznym moim natchnieniem poetyckim, już bliżej literatury, była atmosfera (...) Lwowa. To było miasto, które (...) zasypiało i budziło się w śpiewie. Ja mam taki duży (...) zasób form muzycznych i poetyckich, ponieważ tam były ballady, sztajerki, walce, były poezje imieninowe, deklamowane, specjalnie dowcipne, powtarzało się toasty. Więc było to miasto, które żyło poezją"[34] - opowiadał. O ile zainteresowania medyczne czy biologiczne porzucił wcześnie, o tyle ambicje wokalne realizował przez długie dziesięciolecia podczas rozmaitych imienin i prywatek - z powodzeniem, a w każdym razie ku radości ich uczestników. Nie stylizował się na lwowskiego batiara, nie używał melodyjnego bałaku, czyli lwowskiej gwary miejskiej, ale pamiętał, że - jak opisuje to jeden z pamiętnikarzy - "mówiono tam zawsze "chlib i mliko", jadło się jajecznicę z "trymbulką", nosiło się "meszty, pikulety i sztyblety". Zamiast do domu - "hulało si do chawiry" albo "do pomieszkania", które było na którymś tam "piątrze""[35]. A przede wszystkim, jeśli tylko chciał, ujmował poznawanych ludzi poczuciem humoru, improwizowanymi żartami, nieraz brawurowymi scenkami aktorskimi. "Pamiętam jego uśmiech. Jakby nigdy nie znikał z twarzy. (...) Z tym uśmiechem wyglądał niekiedy jak mały urwis"[36] - wspominał węgierski naukowiec, który zetknął się z Herbertem pod koniec lat siedemdziesiątych, Julia Hartwig zaś, blisko z nim zaprzyjaźniona, oceniała, że w wykonaniu poety żart "był zawsze pierwszej próby, a znał żartu odcieni tysiące, od lekkich jak piórko do boleśnie kąśliwych, kiedy Mu coś nie przypadło do gustu; żart swobodny, żart ironiczny, żart sarkastyczny"[37].

"Lwów był miastem bardzo wesołym. Żart rodził się na ulicy, na każdym rogu. Gdy przechodzień przyznał się, że kręci mu się w głowie, drugi natychmiast pytał troskliwie: "A w którą stronę?""[38] - czytamy w jeszcze jednym wspomnieniu. Znanym w całej Polsce wcieleniem tej atmosfery stała się Wesoła Lwowska Fala, czyli kabaretowa audycja, której głównymi bohaterami byli dwaj batiarzy - Szczepcio i Tońcio. Jak opisywał Paweł Heintsch: "najpierw kupił ojciec detektor z kryształkiem i słuchawkami, potem lampowy aparat z akumulatorem (...), wreszcie, już przed wojną, aparat Philipsa, włączany do sieci elektrycznej. Cieszyły nas dialogi Szczepcia i Tońcia. (...) Aprikosenkranza i Untenbauma, radcy Strońcia i jego synka, Marcelka"[39]. Także i przyszły autor Pana Cogito tkwił w niedzielę z uchem przy radioodbiorniku, ba, wzbudzając salwy śmiechu swoich ciotek, chętnie się wcielał w postacie z tych audycji[40]. Kresowa serdeczność, której ślady odnajdziemy w listach wysyłanych do rodziców, oraz właśnie potrzeba żartu, bezinteresownego uśmiechu towarzyszyły mu do końca życia. Gdy wiosną 1944 roku opuści Lwów i trafi do Krakowa, jednym z pierwszych jego wrażeń będzie odmienność tego miasta: "tu panny (skądinąd nawet ładne, choć do naszych się nie umyły), nawet panny śmieją się sztucznie i wymuszenie. Nie widziałem nikogo, kto by szedł przez ulicę i nucił sobie, kto by uśmiechał się do nieba, czy choćby idąc przez ulicę kopał (o tak, dla sportu) kamień. W krakowskich tramwajach (...) nie ma nikogo, kto by się tak zabawnie kłócił jak u nas. Jest zatem jakoś smutno"[41].

[1] AZH, Akc. 17955, t. 51.

[2] AZH, Akc. 17955, t. 52. Dodajmy, że członkowie żydowskiej rodziny Bodeków mieli kilka antykwariatów przy ulicy Batorego, w wierszu zaś najprawdopodobniej jest mowa o zmarłym w 1933 roku Maksymilianie Bodeku, prowadzącym antykwariat oraz wydawnictwo Vita publikujące pomoce szkolne. O topografii utrwalonej w tym wierszu pisze Rafał Żebrowski, siostrzeniec Herberta oraz autor książki Zbigniew Herbert. "Kamień na którym mnie urodzono" (Warszawa 2011, s. 288).

[3] List Z. Herberta do H. Kunstmanna, Londyn, 23 listopada 1963, w: Z. Herbert, Listy do Heinricha Kunstmanna (1958-1964), "Odra" 2012, nr 7-8.

[4] J. Wittlin, Mój Lwów, Warszawa 1991, s. 41.

[5] Tamże, s. 51.

[6] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 36.

[7] P. Verlaine, Niemoc, przeł. Z. Przesmycki, w: tenże, Wybór poezji, opr. A. Drzewiecka, Wrocław 1980, s. 140.

[8] AZH, Akc. 17851, t. 5.

[9] J. Wittlin, Mój Lwów, dz. cyt., s. 57.

[10] Cz. Miłosz, Traktat poetycki, w: tenże, Wiersze wszystkie, Kraków 2015, s. 398.

[11] T. Terlecki, Ludzie, książki i kulisy, Londyn 1960, s. 13, cyt. za: R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 50.

[12] S. Wasylewski, Lwów, Poznań 1931, s. 7.

[13] H. Herbert-Żebrowska, Mój brat Zbyszek, w: Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie, opr. A. Romaniuk, Warszawa 2014, s. 10 n.

[14] P. Heintsch, Wilki, owce i pasterze (Reportaż z pamięci), Warka 2000, s. 43.

[15] J. Michotek, Tylko we Lwowie, Warszawa 1990, s. 143.

[16] AZH, Akc. 17955, t. 89.

[17] J. Pawelec, P. Szeliga, Nadgonić czas. Wywiad rzeka ze Zdzisławem Najderem, Warszawa 2009, s. 216.

[18] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 208.

[19] Z. Herbert, Nieprzemijające światło. O Paulu Celanie, w: Herbert - studia i dokumenty, opr. P. Kłoczowski, Warszawa 2008, s. 282.

[20] Por. G. Hryciuk, Polacy we Lwowie 1939-1944. Życie codzienne, Warszawa 2000, s. 50.

[21] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 336.

[22] O. Hnatiuk, Odwaga i strach, Wrocław 2015, s. 64.

[23] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 336.

[24] S. Wasylewski, Lwów, dz. cyt., s. 135 n.

[25] O. Hnatiuk, Odwaga i strach, dz. cyt., s. 154.

[26] Cz. Miłosz, Rodzinna Europa, Kraków 2001, s. 223.

[27] S. Wasylewski, Lwów, dz. cyt., s. 23.

[28] Ilustrowany przewodnik miasta Lwowa z planem, Lwów 1935.

[29] List Z. Herberta do R. Gimes, Berlin, 12 grudnia 1978, "Zeszyty Literackie" 2005, nr 89.

[30] F.M. Cataluccio, Herbert we Włoszech, przeł. S. Kasprzysiak, w: Herbert - studia i dokumenty, dz. cyt., s. 123.

[31] J. Wittlin, Mój Lwów, dz. cyt., s. 11.

[32] Tamże, s. 46.

[33] S. Wasylewski, Lwów, dz. cyt., s. 58.

[34] Powieści, wiersze, czeki. Ze Zbigniewem Herbertem rozmawia Krzysztof Karasek, "Rzeczpospolita", 26-27 lipca 2008.

[35] S. Machowski, Bernardyński mijam plac, Wrocław 1989, s. 53.

[36] C.Gy. Kiss, Zbigniew Herbert - trzy migawki, w: Strażnik pamięci w czasach amnezji. Węgrzy o Herbercie, opr. C.Gy. Kiss, J. Snopek, Warszawa 2008, s. 63.

[37] J. Hartwig, Pakiet listów, w: Wierność, dz. cyt., s. 181.

[38] J. Michotek, Tylko we Lwowie, dz. cyt., s. 84.

[39] P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 17.

[40] Krewne "prosiły ciągle Zbysia, żeby "zrobił radcę Strońcia z Wesołej Lwowskiej Fali" - jego numer popisowy" - J. Siedlecka, Pan od poezji. O Zbigniewie Herbercie, Warszawa 2002, s. 13.

[41] List Z. Herberta do Z. Ruziewicza, Kraków, 29 marca 1944, ZHZR.

Obrońca smoków

jabłko upada przy jabłoni

w łańcuch gatunków spięte ciało

Zbigniew Herbert, Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz (WZ, 364)

"Nazwisko Herbert ma walijskie korzenie"[42] - dowiadywali się czytelnicy londyńskiego magazynu "Modern Poetry in Translation" w połowie lat sześćdziesiątych i niewątpliwie przychodziła im do głowy myśl o ewentualnym pokrewieństwie autora Trenu Fortynbrasa z George'em Herbertem, wybitnym siedemnastowiecznym poetą angielskim. Kilka lat później sam Zbigniew Herbert, przygotowując życiorys do zachodniego wydania swoich wierszy, pisał: "moi męscy przodkowie wywodzili się z Anglii i byli emigrantami religijnymi, którzy w swoich licznych "ojczyznach z wyboru" żenili się z Niemkami, Austriaczkami, Czeszkami i Ormiankami. Podkreślam ten fakt, ponieważ czując się pisarzem polskim - a nawet niemodnym patriotą - nie potrafię uzasadnić tego żadną genealogią"[43]. Opowieść uzupełniał w wywiadach dla polskiej wolnej już prasy: "w czasach wojen domowych siedemnastego wieku w Anglii (...) moi przodkowie wybrali katolicyzm i musieli emigrować"[44], jego siostra zaś wspominała, że ich ojciec "nie bardzo lubił Niemców i preferował angielską wersję pochodzenia rodziny"[45]. Zbadawszy archiwa, Rafał Żebrowski konstatuje jednak, że wersja ta jest najprawdopodobniej tylko legendą, w którą wygodnie było wierzyć, bo pomagała odciąć się od przodków-zaborców.

Jak wspomnieliśmy, zająwszy Lwów w 1772 roku, Austriacy tworzą w nim własną administrację i od tej właśnie chwili z historią miasta łączy się kameralna historia rodziny Herbertów. Zaufaniem władz cieszyli się naturalnie nie Polacy, lecz ludzie przybywający z innych części cesarstwa, przede wszystkim z Czech, gdyż znając już jeden język słowiański, łatwiej mogli porozumieć się z mieszkańcami nowej prowincji. Zdaniem Rafała Żebrowskiego takie zapewne były koleje losu Franciscusa Herberta, zwanego Franzem, a później Franciszkiem, który w poszukiwaniu zawodowej kariery pojawił się w Lembergu na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego stulecia i tutaj umarł w 1870 roku, wcześniej zaś pracował na kolejnych urzędniczych stanowiskach średniego szczebla, a także poślubił Polkę Eufrozynę Sobańską. Wśród ich dzieci znalazł się Friedrich, urzędnik lwowskiego magistratu, z jego zaś małżeństwa z Niemką Ernestyną Wurzinger rodzi się w 1848 roku Josephus Franciscus, ochrzczony tak oczywiście na cześć nowego cesarza. Józef, student prawa i sekretarz magistratu, trzecie już pokolenie odzianych w szare surduty pracowników habsburskich kancelarii, w 1889 roku bierze sobie za żonę młodszą o czternaście lat Marię Bałłabanównę - ową ormiańską babcię, na której kolanach będzie się wychowywał autor Struny światła. I tak Herbertowie stopniowo - podsumowuje Żebrowski - "w ciągu kilku generacji stali się Polakami"[46].

"Przodkami jego byli oficerowie, sędziowie, funkcjonariusze administracji, mężowie, którzy w służbie króla, państwa wiedli swój surowy, przystojnie skąpy żywot. Bogatsze życie duchowe ucieleśniło się raz wśród nich w postaci kaznodziei; żywszej, bardziej zmysłowej krwi zastrzyknęła rodzinie w poprzednim pokoleniu matka pisarza, córka czeskiego kapelmistrza. Od niej pochodziły cechy obcej rasy w jego powierzchowności. Połączenie służbowo trzeźwej sumienności z ciemniejszymi, ognistszymi popędami pozwoliło powstać artyście, i to osobliwemu artyście"[47]. Choć genealogii stworzonej przez Tomasza Manna dla bohatera Śmierci w Wenecji pisarza Gustawa von Aschenbacha nie możemy bezpośrednio przypisać Zbigniewowi Herbertowi, to jednak podobne zdaje się następstwo męskich pokoleń, których przedstawiciele ze zmiennym szczęściem wiedli urzędniczy żywot, będąc przy tym zapewne ludźmi solidnymi i zacnymi, acz niewykraczającymi poza przeciętność. Udokumentowana historia rodziny nie przynosi w każdym razie opowieści o dramatycznych mezaliansach, traconych fortunach, wojennej brawurze... Zresztą także w samym Herbercie był pewien rys mieszczański (w dobrym znaczeniu tego słowa), objawiający się nie tylko w kolejnych podejmowanych już po wojnie studiach (ekonomia, prawo), ale również w nader poważnie traktującym swoją pracę eseiście (gromadzącym olbrzymie notatki i nigdy nie pozwalającym sobie na powierzchowne impresje) albo w zdaniach, jakie możemy odnaleźć choćby w liście do niemieckiego tłumacza i przyjaciela, Karla Dedeciusa: "obym był urzędnikiem bankowym, jak mi radziłeś. Lubię spokój, papiery, teczki, sekretarki - słowem ład, a nie wieczory autorskie, nocne bełkoty i całą tę literacką hochsztaplerkę"[48].

Z pewnością podobało się autorowi Hermesa, psa i gwiazdy ironiczne westchnienie Ezry Pounda: "O Boże, o Wenero i ty, Merkury, patronie / złodziei, / Błagam cię, daj mi we właściwym czasie / sklepik z tytoniem (...) lub w jakiejkolwiek urządź mnie profesji, / Byle nie w tym cholernym pisarstwie, / gdzie trzeba wciąż ruszać mózgownicą"[49]. Na innym zaś poziomie można zapytać, czy zamiłowanie do teczek, foliowych koszulek, fiszek, a zatem opanowywania chaosu, nie było rewersem kryzysów duchowych, które autor Studium przedmiotu przechodził przynajmniej od połowy lat sześćdziesiątych. Tak czy inaczej, żegnając się z męską linią austriackiego rodu, podkreślmy, że jego spadkobierca nie stanie się nigdy artystą "przeklętym", członkiem takiej czy innej bohemy, wysoko zaś cenić będzie dobre rzemiosło, rygor i samodyscyplinę.

Czy zastrzyk "bardziej zmysłowej krwi" wniosła rodzinie w posagu Maria z Bałłabanów? W każdym razie jej postać, a nawet samo nazwisko, w którym pobrzmiewa echo Pana Tadeusza, wprowadza do tej genealogicznej opowieści powiew przygody. Maria urodziła się w Zaleszczykach nad Dniestrem, kurorcie położonym tuż przy granicy z Rumunią, przez co we wrześniu 1939 roku miejscowość zapisała się w polskiej historii - to wszak przez tamtejszy most odbywała się ucieczka polskich elit i masowy exodus społeczeństwa. Na razie jednak, na przełomie stuleci, ta nazwa kojarzyła się z plażami, letnimi wywczasami, winnicami, nieledwie śródziemnomorską czy dionizyjską radością życia, której lwowianie zażywali jeśli nie przez cały rok, to przynajmniej w czasie owych "białych od żaru i oszałamiających dni letnich", będących niczym - jak to później opisze rodzący się właśnie Bruno Schulz - "wielka księga wakacyj, której wszystkie karty pałały od blasku i miały na dnie słodki do omdlenia miąższ złotych gruszek"[50].

Sam Herbert w przyjacielskich żartach przybierze kiedyś miano Ober-Dionizosa, tymczasem krewny Marii Karol produkuje wódkę ochrzczoną rodowym nazwiskiem i choć nie odnosi sukcesu na miarę Baczewskiego, to w każdym razie nie zbywa mu na fantazji w reklamowaniu produktu: "Bałłabanówka! Jest rzeczą dowiedzioną, że ośmioletnia żytnia wódka: przed obiadem pobudza apetyt, przed kolacją pomaga trawieniu. Koniak (...) to farsa! Bańka mydlana! Pieniądz wyrzucony! Tylko stara żytnia wódka odpowiada ustrojowi ludzkiemu. Tysiące osób się o tym przekonało! Doktorowie polecają! Chemia stwierdza! (...) ośmioletnia żytnia wódka bez cukru i bez anyżu w skutkach zastępuje zupełnie koniak"[51].

Trwała la belle epoque, zdrowe było pobudzanie apetytu, ustrój zażywnych panów w tużurkach domagał się leczniczej żytniówki, a doświadczony, mający już za sobą jedno małżeństwo Józef[52] oraz jego młoda, zapewne ponętna wybranka zamieszkali w lwowskiej kamienicy, złączeni nie tylko ślubem, ale i namiętnością, której owocem byli dwaj szybko zrodzeni synowie. Najbliższe lata upłyną im jednak pod znakiem opowieści o Hiobie: paroletnie dzieci umierają bowiem jednocześnie na dyfteryt, będący wtedy jedną z najgroźniejszych dziecięcych chorób. Trudno opisać uczucia, jakie musiały towarzyszyć tej rodzinnej tragedii. Jedną z jej konsekwencji mogła być żarliwa religijność, którą przez resztę życia będzie przejawiać Maria, w oczach swojego wnuka nosząca wręcz znamiona świętości. Wkrótce jednak przychodzą na świat kolejni synowie - w lipcu 1892 roku Bolesław, przyszły ojciec poety, trzy lata później Mieczysław - których imiona w rzeczy samej potwierdzają tezę o jednoznacznym wyborze polskiej narodowości. By jednak pasmo nieszczęść się dopełniło, w 1899 roku Maria zostaje wdową i samotnie wychowuje dwoje dzieci[53].

"Moja przenajświętsza babcia / w długiej obcisłej sukni / zapinanej / na niezliczoną ilość / guzików" - pisał Zbigniew Herbert w późnym wierszu, budując obraz siedzącego na babcinych kolanach, wsłuchanego w opowieści wnuka, obraz, którego kodą jest wiedza o złu, szczęśliwie obca jeszcze chłopczykowi: "nie zdradza mi tylko / swego pochodzenia / babcia Maria z Bałabanów / Maria Doświadczona // nic nie mówi / o masakrze / Armenii - / masakrze Turków // chce mi oszczędzić / kilku lat złudzenia" (WZ, 635 n.). Poeta zawsze podkreślał ormiańskie korzenie swej babci, w jednym z listów pisał nawet, że "urodziła się w Armenii"[54]. W rzeczywistości był to daleko posunięty skrót myślowy - zdaniem historyka ormiańska genealogia była co najwyżej "legendarnym echem. Prawdopodobnie cała rodzina Marii była głęboko spolonizowana, być może nawet od wielu generacji"[55], samo zaś nazwisko równie dobrze mogło być pochodzenia żydowskiego. Ale od braku historycznej precyzji ciekawsze jest pytanie, dlaczego tak właśnie Herbert widział - czy chciał widzieć - swoją babkę, a w konsekwencji przecież i samego siebie. W wierszu pada nacisk na zło, do którego zdolny jest człowiek, na świadomość nieustannego odradzania się ludzkiej bestii. W innych wypowiedziach, które przywołamy później, "Maria Doświadczona" staje się ucieleśnieniem dobra, wiary, świętości możliwej do osiągnięcia w codziennym życiu. Jakby u początków swej świadomości poeta stawiał te dwa oblicza człowieczego świata, znaki rozpaczy, ale także nadziei.

***

Starannie upozowana fotografia z lwowskiego atelier pokazuje poważną twarz Marii, świadczącą o tym, że radości młodego wieku, zakochania, małżeństwa pozostawiła już za sobą[56]. Obok matki widać dwóch drobnych chłopców w odświętnych strojach z szerokimi kołnierzami i w kapeluszach. Jeden siedzi na siodełku trójkołowego roweru, dłonie położywszy na kierownicy. Drugi, o bardziej dziecinnej, bezbronnej twarzy stoi za nim, nieco niepewnie balansując na tylnej osi i opierając się na barkach starszego brata. Jeśli szukamy symbolicznych opowieści, które pozwalają nam oswoić skomplikowane życie bliźnich, to w pokoleniu ojca Zbigniewa Herberta taką pomocą byłaby historia o dwóch braciach, jeśli nie mądrym i głupim czy dobrym i złym, to w każdym razie o starszym - odpowiedzialnym, poświęcającym się, odnoszącym sukcesy, i o młodszym - słabszym, może rozpieszczonym, rozmieniającym życie na pasmo małych klęsk i rozczarowań, nieraz - jak na owym zdjęciu - muszącym polegać na pomocy brata. Wychowywani przez borykającą się z trudną sytuacją materialną i nie biorącą pod uwagę ponownego związku matkę, "byli odmienni, jak ogień i woda (...) Bolesław, niezwykle serio brał wszystkie obowiązki szkolne i o ile był w stanie, starał się matce pomagać. (...) Mieczysław był ciągłym utrapieniem dla swej rodzicielki (...). Wyglądało na to, że nie wyrośnie z niego nic dobrego, a sukcesem będzie, jeśli bodaj z największym wysiłkiem ukończy gimnazjum i zda maturę"[57]. Dla dopełnienia kontrastu dodajmy, że kolejne, wykonane właśnie w czasach gimnazjalnych zdjęcie świadczy o tym, że ten, który może miał nie tyle zejść na złą drogę, ile zagubić się na wielu ścieżkach, wyrósł na młodzieńca przystojniejszego, zapewne bardziej przyciągającego uwagę kobiet[58]. Wkrótce trafi do wojska, po perypetiach czasu wojny, ranny, osiądzie w Poznaniu, nie skończy studiów, rozpije się, życie urzędnika urzędu skarbowego zakończy, mając lat niespełna pięćdziesiąt. W rodzinnych opowieściach czy bodaj napomknieniach Zbigniewa Herberta nigdy się nie pojawia.

Obaj bracia należeli do pokolenia, które miało wywalczyć wolną Polskę, wyrwać się z poczucia marazmu, beznadziejności, powtarzalności klęsk, które u progu stulecia Wyspiański zamknął w słynnej figurze chocholego tańca. W gimnazjum angażują się w działalność niepodległościową, Bolesław współorganizuje tajny skauting, a także - przyjmując pseudonim, a jakże, "Gryf" - trafia do PET-u, czyli Organizacji Młodzieży Narodowej Szkół Średnich "Przyszłość". Jeśli początki działań konspiracyjnych wiążą go ze środowiskiem endecji, to po zdaniu w 1912 roku matury i rozpoczęciu studiów prawniczych szybko trafia do Lwowskiego Związku Strzeleckiego, gdzie kończy kurs podoficerski, by dwa lata później wstąpić do Legionów Piłsudskiego i jako komendant plutonu wyruszyć do Krakowa. Na wysłanej wkrótce do matki kartce donosi, że tymczasem stacjonują na Oleandrach, gdzie "wikt dobry", i że kupił mundur, "wobec tego pieniędzy straszliwy brak"[59].

W I Brygadzie służy do marca 1915 roku, ale nie jest mu pisana kariera wojskowa. Drobny, słabego zdrowia, choruje na czerwonkę i zapalenie płuc, większość czasu spędza w austriackich szpitalach, by ostatecznie zostać uznanym za niezdolnego do służby na froncie i zwolnionym z armii. Jeśli fakt ten przyniósł mu rozczarowanie, a może i kazał wątpić we własną zdolność do spełniania tych zadań, które przed mężczyzną stawiała polska tradycja romantyczna, to trzeba przyznać, że nie pozbawił go zdecydowania w walce o dalsze życie. Wykorzystuje okoliczności najlepiej, jak to możliwe - w Wiedniu kontynuuje studia, do Lwowa wraca po odbiciu go z rąk Rosjan, i nie tylko zdobywa tytuł magistra, ale nawet szybko pisze doktorat, by ukończyć go jesienią 1918 roku. Rzec można, akurat na czas, by znów na ochotnika zgłosić się do wojska i wziąć udział w walkach z Ukraińcami. Kolejny raz okaże się jednak, że żołnierski los mu nie sprzyja: legionowa szarża podporucznika nie zostaje zatwierdzona przez polską, regularną już armię, Bolesław musi się odnaleźć jako... szeregowy, pełnić funkcję referenta oświatowego, a nawet magazyniera, kiepskie zdrowie trzyma go z dala od pól bitewnych wojny polsko-bolszewickiej. Z wojska odchodzi w październiku 1920 roku, dopiero kilka lat później, zapewne po wielu napisanych podaniach, otrzymując stopień porucznika rezerwy. Jest w tych wojennych perypetiach, najwyraźniej żadną miarą nie wynikających z jego winy, tajemnicza konsekwencja. Jakby autor scenariusza nie przewidywał dla Bolesława żadnych wojennych przewag, kazał mu rozmijać się z bitewnymi możliwościami. Przyjdzie nam jeszcze zadać pytanie, czy podobna rola nie przypadnie z czasem także jego synowi.

Nie wiemy, czy w żołnierskim plecaku miał Bolesław - jak wielu innych legionistów - Króla-Ducha lub pisma Stanisława Brzozowskiego ani też jak wiele (raczej mało) jest prawdy w opowieści jego syna, w której - tak naprawdę dorabiający jako guwerner student prawa - staje się poetą, emisariuszem i spiskowcem, piszącym "utwory bardzo gwałtowne w swoich uczuciach patriotycznych, a jeszcze przed Legionami, gdy był socjalistą (...), był nazywany czerwonym Herbertem i chodził buntować wioski dziedziców, których córki, głupie, ciemne jak noc, uczył matematyki i łaciny"[60]. Bez wątpienia natomiast możemy stwierdzić, że zapiski Bolesława, rozpoczęte w 1911 roku i kontynuowane przez kolejne pięć lat, świadczą o intelektualnej chłonności autora. Na początku grubego kajetu gimnazjalista wpisuje niezaskakujące motto: "Niech żywi nie tracą nadziei / i przed narodem niosą oświaty / kaganiec", kolejne strony ciasno zapisane drobnym pismem przynoszą jednak o wiele większe zróżnicowanie tonacji[61]. Jako dojrzewający inteligent początku dwudziestego stulecia Bolesław zgłębiał między innymi Płeć i charakter Ottona Weiningera, Maeterlincka, Przybyszewskiego i Brzozowskiego, Staffa i Micińskiego, Tołstoja i Dostojewskiego, Flauberta, interesował się Konfucjuszem i buddyzmem. Czytał dużo, wykazując przy tym konsekwencję w prowadzeniu notatek. Czasem pojawiają się trudne do odczytania zdania mogące być zaczątkami własnych wierszy, łatwiej odczytać prostsze, choć niepozbawione aforystycznych ambicji uwagi: "Gardzę zwyciężonym, daj mi możność zmienić widzenie ciebie, bo nienawiść niszczy bezcelowo siły, wycieńcza jak nieuleczalna choroba", "Jedynie racjonalną dziś formą religii jest monoteizm jako odpowiednik i symbol tajemnic życia pozagrobowego. Zagadka była zawsze dla człowieka bogiem". Czesto zmierzają one ku tonacji jeśli nie mizoginicznej, to w każdym razie stereotypowo męskiej: "Kobieta woli mówić o swych walorach moralnych niż fizycznych. Czyżby odczuwała intuicyjnie, że władza jej (...) leży jedynie w walorze piękna (a ani cnoty, ani mądrości, ani dobroci)", "Najwięcej prawdy o sobie mówi kobieta w kłamstwach o sobie" czy wreszcie "Nie znam drugiej duszy artysty, w której by tyle było kobiecości co w Słowackim". Ciekawe, że trzydzieści lat później Zbigniew Herbert, jako młodzieniec podobnie może udręczony samotnością, w swoich notatnikach również spróbuje rozwikłać tajemnicę kobiecości. I że pisząc o malarstwie, nader chętnie będzie wskazywał walory "męskie" i "kobiece", a dokładnie "zniewieściałe", dobre oceny rezerwując naturalnie dla tych pierwszych.

W rodzinnym albumie Herbert nieraz oglądał zdjęcie ojca w szarym mundurze i maciejówce[62]. Jego własny świat był na razie bezpieczny, nie wymagał męstwa i poświęceń, miast konspiracyjnego kółka czekała nań w gimnazjum jedynie łacińska gramatyka, wkrótce, w czasie następnej, tym razem przegranej przez Polaków wojny Herbertowi juniorowi przypadnie rola cywila, podrostka muszącego schodzić z drogi najeźdźcom. O latach dziecinnych powie z czasem: "ojciec był pozytywistą, organizatorem, gniewał go brud i nieporządek. Ojca się bałem. Wiedział, że jestem labilny i w końcu przystanę do artystów. On skrywał w sobie artystę, poetę. Wiedział, że ja zniszczę to, o co on walczył, i zrobię z tego karykaturę" (HNR, 58). Jest w tej, skądinąd nieautoryzowanej i może jedynie naszkicowanej wypowiedzi pewna przesada, zaczątek mitu pisarza, który nieodmiennie kryje w sobie chorobę, ale bez nadmiernego ryzyka można przyjąć, że dla dorastającego syna ojciec był figurą imponującą, spełnioną, otoczoną legendą żołnierskiej przeszłości, a zarazem człowiekiem odnoszącym zawodowe sukcesy i cieszącym się statusem rzeczywistej głowy rodziny. Zdobyć wszystkie te elementy męskiego wizerunku przyjdzie Zbigniewowi o wiele trudniej.

***

Na zdjęciach z czasów gimnazjalnych i legionowych Bolesław Herbert wydaje się blady i kruchy, ma szczupłą twarz, z czasem nieco wzmocnioną wąsikiem. Jego syn, przeciwnie, w dzieciństwie będzie chłopcem, by tak rzec, solidnym, później mężczyzną krępym, w listach do rodziców czy kochanek zdradzającym, że właśnie udało mu się trochę zeszczupleć lub też że przykuty do biurka niestety na nowo się zaokrąglił. Jak wspominała Halina Misiołek, jedna z towarzyszek życia Herberta, miał też boleć nad tym, że fizycznie wdał się nie w linię herbertowską, bardziej eteryczną, lecz w rodzinę matki, cięższą, cielesną, jeśli zdradzającą cechy angeliczne, to w sposób taki, w jaki portretował anioły ukochany malarz Zbigniewa Piero della Francesca - przypominające krzepkich toskańskich chłopów[63].

"po kim mam podwójny podbródek / po jakim żarłoku gdy cała moja dusza / wzdychała do ascezy" (WZ, 365) - zastanawiał się Pan Cogito. Czy jego twórca rzeczywiście bolał nad swą sylwetką, pozostanie tajemnicą poety, któremu brak aparycji amanta filmowego nie przeszkadzał skądinąd w podbojach miłosnych, my natomiast bez trudu możemy stwierdzić, że wykonane jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny zdjęcie rodziny Kaniaków, z Józefem, dziadkiem autora Napisu w środku, robi spore wrażenie[64]. Ośmioro dzieci, mała drużyna, w której zdecydowaną przewagę mają dziewczynki, otacza rodziców, na ramionach matki wspiera się potomek dziewiąty, ubrany w niemowlęcą sukienkę, wszyscy wpatrują się w obiektyw ze śmiertelną powagą, a może lekkim przestrachem. Ojciec tego zastępu ma oblicze zażywne, na solidnym brzuszku widać srebrny łańcuch od zegarka, wypiętą pierś w surducie zdobi szereg odznaczeń.

Józef pochodził z jednej z podlwowskich wsi, w dzieciństwie - tak wnioskuje z wypełnionych kaligraficznym pismem habsburskich metryk jego potomek - mógł stracić rodziców i wychowywać się w przytułku. Trafiając z czasem do Lwowa, nie zrobił tu aż amerykańskiej kariery od pucybuta do milionera, niemniej jednak zdobył własną pracą solidną pozycję. Z początku zwykły goniec w namiestnikostwie, stopniowo awansuje do roli - ile galicyjskiego ducha jest w melodii tej frazy - woźnego prezydialnego. Zakłada i potrafi utrzymać rodzinę, jego żona, Niemka, urodzi jedenaścioro dzieci. Jedna z córek stanie się matką poety, a w znacznie skromniejszą pod tym względem rodzinę Herbertów wniesie bogactwo ciotek, do których jej syn, w kolejnych rozdziałach życia zazwyczaj otoczony adorującymi go kobietami, adresować będzie w listach ukłony i ucałowania rączek.

Powracają w tej opowieści te same imiona i oto na scenie pojawia się kolejna Maria, która przykuje uwagę niedawnego legionisty. Panna Kaniak nie była obdarzona ani zapierającą dech w piersiach urodą, ani romantycznie brzmiącym nazwiskiem, cechowała się za to lekko awanturniczym i artystycznym temperamentem, skłonnością do zabawy, improwizacji, szczodrego gestu[65], ale też odwagą, której wymagało - mówi o tym rodzinna opowieść - szmuglowanie przez ukraińskie posterunki w 1918 roku pistoletu, ukrytego w... koku upiętym z bujnych włosów[66]. Wiele lat później te cechy wyrodzą się w pasmo chorobliwych euforii, następujących po depresjach, pod koniec drugiej dekady dwudziestego stulecia musiały jednak tworzyć miłą, musującą aurę radosnej dziewczęcości.

Ukończywszy seminarium nauczycielskie, córka Józefa nie odnalazła się w roli Siłaczki edukującej wiejską młodzież, zapewne z pomocą ojca zdobywa więc kolejne skromne urzędnicze posady. W czasie wojny 1920 roku pracuje w biurze lwowskiej Miejskiej Straży Obywatelskiej i tu dochodzi do wydarzeń, w których splatają się reminiscencje mitologicznego sądu Parysa, dla ówczesnych absolwentów gimnazjów będącego odwołaniem nie aż tak odległym od rzeczywistości, oraz sentymentalne i nieśmiałe, acz niepozbawione determinacji porywy:

w jednym z pokoi pracowały trzy młode niewiasty. Pewnego razu otrzymały one dziwną przesyłkę. Było to dorodne jabłko (...), do którego dołączono bilecik: "Dla najpiękniejszej". Nie wiedziały, która z nich jest adresatką przesyłki, mogły jedynie poprosić nieznanego wielbiciela o wyjaśnienie. Nadeszło ono wraz z kolejnym jabłkiem i bilecikiem opatrzonym inskrypcją: "Dla Przetowłosej". (...) "przetowłosa" to tyle, co "mająca rozpuszczone włosy i nienakrytą głowę". (...) panna mogła w tamtym okresie pojawiać się publicznie bez nakrycia głowy, choć nie należało to do najlepszego tonu; rozpuszczone zaś, nieupięte włosy były już czymś wyraźnie wyjątkowym. Można więc sobie wyobrazić, że właśnie widok dziewczyny z niesfornymi lokami zwrócił uwagę młodego żołnierza[67].

Czy sprawiła to tradycyjnie wiążąca się z jabłkiem pokusa, czy raczej osobowość nie aż tak młodego, bo zbliżającego się do trzydziestki żołnierza, dość że Maria chętnie przyjęła kolejne owoce oraz awanse Bolesława, by wkrótce oddać mu w zamian swą rękę. Pobierają się 5 lipca 1921 roku, a jednym ze świadków na ich ślubie jest gimnazjalny przyjaciel Bolesława Stanisław Baczyński, szczęśliwy ojciec kilkumiesięcznego Krzysztofa[68].

***

"Wojskowym chciałbym być, ale generałem, od razu generałem, nic innego mnie nie interesowało" (HNR, 209) - opowiadał autor Raportu z oblężonego Miasta ze swadą, może wynikającą z tego, że jego interlokutorką w 1996 roku była młoda śliczna tłumaczka i dziennikarka radiowa. Ale generalskie dystynkcje nie były do końca przypadkowe, bo na hipotetycznej zbiorowej fotografii rodziny Herbertów łatwo dostrzeglibyśmy - wystającą ponad głowy innych krewnych - imponującą kitę oficerskiego pióropusza i galowy mundur z równym niczym żołnierze w czasie musztry rzędem orderów.

Marian Herbert był wnukiem Franciszka i stryjecznym bratem Bolesława, że jednak urodził się blisko trzydzieści lat wcześniej od tego ostatniego, zazwyczaj w rodzinie przyszłego pisarza nazywano go stryjem. Wcześnie wybrał karierę wojskową, w armii austro-węgierskiej dosługując się stopnia pułkownika. Gdy było już to możliwe, zgłasza się do Wojska Polskiego, by w roku 1919 jako dowódca jednego z pułków wziąć udział w ofensywie przeciwko Ukraińcom. Jego oddziałowi udaje się zająć schulzowski Drohobycz, jednak z powodu jakichś nieporządków dzieje się to później, niż planowano, innymi słowy, pułkownik Herbert - niczym Tukidydes - "spóźnił się z odsieczą" (WZ, 359), za co "najpierw otrzymał naganę, a potem został pozbawiony dowództwa"[69]. Po zakończeniu działań wojennych odsunięty na boczny tor, nie zrobił kariery w siłach zbrojnych II Rzeczypospolitej, by ostatecznie trafić na emeryturę w stopniu generała brygady. Osiedliwszy się we Lwowie, był częstym gościem w domu Marii i Bolesława, w kilkuletnim Zbyszku budząc chłopięce marzenia o szamerunkach i buławie, później zaś - jako "austriacki generał" - współtworząc cokolwiek zmitologizowaną opowieść poety o jego przodkach.

Bardziej jednak frapujące są losy generalskich synów, podczas drugiej wojny światowej tworzące symboliczną opozycję, różne warianty polskich, a raczej polsko-niemieckich losów. Edward podobnie jak ojciec wybierze drogę zawodowego żołnierza i dosłuży się stopnia kapitana; ranny, internowany, w 1940 roku strzałem w tył głowy zostaje zamordowany w Katyniu. To właśnie jego pamięci są poświęcone Guziki, wiersz z tomu Rovigo.

Roman Herbert, żołnierz w latach 1919-1920, zdecydował się na inną życiową ścieżkę. Przeniesiony do rezerwy, żeni się ze znacznie starszą od siebie bogatą Niemką Rosą von Tauberg. Gdy w 1939 roku jej dobra w Galicji zajmują Sowieci, Roman podpisuje folkslistę, dzięki czemu otrzymuje jako odszkodowanie majątek w Wielkopolsce. Pod koniec wojny ucieka stamtąd do Drezna, by ostatecznie razem z żoną osiąść i wieść całkiem dostatnie życie w Wiedniu. Z polskiej, przynajmniej tej oficjalnej perspektywy narzucającym się dopełnieniem opowieści o czarnej owcy w rodzinie winno być oczywiście potępienie. Sprawa nie przedstawiała się przecież tak łatwo. Kiedy Roman "zaczął bywać w Polsce po II wojnie światowej, (...) Ojciec Poety kategorycznie odmówił przyjęcia go we własnym domu. Także Poeta najwyraźniej nie dążył do fraternizacji z wiedeńskim krewnym, choć zdawkowe jakieś kontakty między obu panami się zdarzały"[70] - pisze siostrzeniec Zbigniewa Herberta. Nie były chyba one aż tak zdawkowe, skoro to u Romana zatrzyma się Maria Herbert, gdy w 1958 roku będzie mogła wyjechać na chwilę z komunistycznej Polski, jej syn zaś dekadę później poleci stryja udającemu się do Europy amerykańskiemu przyjacielowi[71] i jeszcze w 1975 roku doniesie matce w wielkanocnym liście: "Do Romana dzwoniłem z życzeniami z Salzburga. Wpadnę do niego na pewno. (...) Był bardzo wzruszony i kazał Cię pozdrowić"[72].

Nie chodzi tu naturalnie o rozliczanie autora Przesłania Pana Cogito z wierności patriotycznym kodeksom, które niejednokrotnie boleśnie się krzyżują z rodzinnymi więzami czy zwykłą międzyludzką sympatią, ale o wzbogacenie palety odcieni, uniknięcie podręcznikowych czarno-białych podziałów, bardziej prawdziwą opowieść o polskiej historii. W tym spektrum mieszczą się losy jeszcze jednego syna Mariana Herberta, Ludwika, który kończy studia medyczne w Poznaniu, osiedla się tam, a w 1939 roku zostaje folksdojczem. Trafia następnie do okupowanej Warszawy, gdzie - zapewne jako niekłopotliwą synekurę - otrzymuje stanowisko zarządcy laboratorium fotograficzno-filmowego. Tak się składa, że w firmie tej działa komórka Armii Krajowej zajmująca się produkcją materiałów wybuchowych. W 1943 roku, czy to na skutek donosu Ludwika, czy jedynie w jego obecności, Gestapo odkrywa i morduje AK-owców. Podziemny sąd skazuje Herberta na karę śmierci, wyrok wykonuje oddział pod dowództwem Tadeusza Zawadzkiego, słynnego "Zośki", jednego z bohaterów Kamieni na szaniec.

O całej tej wyjątkowo bolesnej historii autor Pana Cogito dowiedział się zapewne znacznie później, trudno sobie wyobrazić, by jeśli w ogóle sami znali szczegóły, rodzice opowiadali o nich w okupowanym przez Niemców Lwowie kilkunastolatkowi, któremu Ludwik pozostał w pamięci jako wujek parę lat wcześniej uczący go pływać kraulem w podlwowskich Brzuchowicach. My jednak przynajmniej zauważmy wachlarz możliwości, które realizowali potomkowie przybyłego do Lwowa pierwszego ze znanych Herbertów. Austriacka lojalność wobec Najjaśniejszego Pana, zaplecze kultury niemieckiej, nieraz ukonkretnione w związkach małżeńskich, polskie konspiracje pełnych patriotyzmu młodzików, zmienne koleje wojen, a czasem też niejako powrót do początku, do pamiętającego cesarzy Wiednia. Jakkolwiek w takich deklaracjach Herbert może nieco przerysowywał swoją sytuację, niemniej jednak wielokrotnie mówił, że - tym cenniejsza w tej perspektywie - polskość jest dla niego nie tyle rodzinnym spadkiem, ile świadomym wyborem. "Co myślę o Polsce? Myślę podobnie jak Ty, bo nie jestem z tym krajem (jeszcze mniej niż Ty) związany wspólnotą krwi - pisał do podkreślającego swe litewskie korzenie Czesława Miłosza. - Ale ta Erde (ohne Blut) [ziemia (choć nie krew)] jest moja, jak zaraza albo choroba weneryczna i żebym nie wiem jak podskakiwał, nie wyzwolę się od tego"[73]. W wierszu Odpowiedź czytamy zaś:

helleńska rzymska średniowieczna

indyjska elżbietańska włoska

francuska nade wszystko chyba

trochę weimarska i wersalska

tyle dźwigamy naszych ojczyzn

na jednym grzbiecie jednej ziemi

lecz ta jedyna której strzeże

liczba najbardziej pojedyncza

jest tutaj gdzie cię wdepczą w grunt

lub szpadlem który hardo dzwoni

tęsknocie zrobią spory dół.

(WZ, 162)

***

Na początku lat dwudziestych Maria i Bolesław Herbertowie wynajmują pierwsze wspólne mieszkanie przy ulicy Łyczakowskiej 55, w nieco peryferyjnej, tańszej niż centrum i cieszącej się opinią bastionu lwowskich batiarów dzielnicy miasta, które tu właśnie gubiło swój metropolitalny sznyt, rozluźniało gorset zabudowy, zasypiało na sennych przedmieściach. Zamieszkują razem z matką pana młodego; jak się wydaje, między teściową a synową relacje układały się dobrze, w każdym razie pozostaną razem aż do śmierci Marii z Bałłabanów. Nie zachowały się z tamtych czasów żadne listy ani wspomnienia, które pozwoliłyby nam orzec, czy druga z Marii z żalem rezygnowała z perspektywy własnej pracy, takiej lub innej samodzielności. Prawdopodobnie nie, jej dalsze życie wskazuje bowiem, że - skądinąd energiczna i zaradna - dobrze odnajdywała się w roli przede wszystkim matki i żony. W każdym razie zgodnie z dominującym społecznym modelem wychowanie dzieci i domowe zajęcia miały spocząć na barkach wspomaganej przez teściową pani Herbertowej, zarabianie zaś na ten dom należało do Bolesława.

Radzi on sobie z tym dobrze, o czym świadczą kolejne zmiany mieszkań, letniskowa willa w Brzuchowicach, w której upłynie spora część dzieciństwa przyszłego poety, a nawet kupno parceli i plany budowy kamienicy we Lwowie. Po paru dorywczych posadach w 1924 roku Bolesław dostaje stanowisko dyrektora Małopolskiego Banku Kupieckiego, firmy niewielkiej, ale właśnie przeżywającej etap rozwoju, a więc idealnej dla początkującego i ambitnego - mówiąc współczesnym językiem - menedżera, który bank reformuje, rozszerza jego działalność, zdobywa dlań własną siedzibę przy ulicy Wałowej, a przede wszystkim szczęśliwą ręką przeprowadza przez wielki kryzys przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Dyrektor Herbert znajduje przy tym czas i siły na udzielanie się także w innych organizacjach - szefuje Stowarzyszeniu Kupców i Przemysłowców Polskich Województw Południowo-Wschodnich, wykłada też na wyższych kursach spółdzielczych organizowanych przez lwowską Akademię Handlu Zagranicznego. Echem tych zainteresowań i działań będą powojenne studia syna, mającego przez krótki czas nadzieję, że wydział konsularny krakowskiej Akademii Handlowej pozwoli mu zdobyć jakąś zagraniczną posadę. W 1937 roku sytuacja banku jest najwyraźniej na tyle stabilna, by Bolesław mógł się ubiegać o drugą posadę - szefa lwowskiego oddziału poznańskiego towarzystwa ubezpieczeniowego Vesta. Ostatnie lata dwudziestolecia międzywojennego upłyną więc rodzinie Herbertów jeśli nie w zbytku, do którego najwyraźniej nie przejawiano skłonności, to w dobrobycie i poczuciu bezpieczeństwa. A rodzina ta, zgodnie z tradycją poprzednich pokoleń, rozwijała się szybko.

Szkicując pod koniec życia wiersz "Dzieci" i nieco sceptycznie napomykając o tak zwanej współczesnej młodzieży, przed którą świat seksualności nie ma tajemnic, Herbert konstatował: "Co do mnie to przyniósł mnie klasyczny bocian / dobrze pamiętam tę cudowną podróż / trzymał mocno w dziobie zawiniątko kraciastą chustę". Długi lot wiódł nad morzem (chciałoby się dopowiedzieć: Śródziemnym), aż w końcu cokolwiek zmęczony ptak "zaczął kołować nad Lwowem stolicą Galicji / i Lodomerii", gdzie "w otwartym oknie na I piętrze przy ulicy Łyczakowskiej 55 / stał Pan szczupły kruczowłosy dystyngowany miał / czerwone uszy a przy nim Pani cała w pąsach doprawdy / nie wiedzieli co robi się z sexem / bocian położył mnie delikatnie na parapecie okiennym / oboje Pan i Pani chwycili niebieski podarek"[74]. Dodajmy, że zapewne Bolesław i Maria nie pąsowieli tak łatwo, o czym może świadczyć to, że niebieski podarek był już drugim z kolei.

Niespełna dwa lata po ich ślubie, 17 marca 1923 roku, na świat przychodzi córka Halina, półtora roku później, 29 października 1924 roku, pod znakiem Skorpiona, rodzi się ważące ponad cztery kilogramy krzepkie niemowlę, któremu podczas chrztu w kościele Świętego Antoniego nadano imiona Zbigniew Bolesław Ryszard[75]. Na fotografii opisanej rodzicielską ręką: "Zbych - jeden rok życia"[76], widać - czy jednak nie starszego? - chłopczyka w krótkiej białej koszulinie, spod której wystają pulchne nóżki. Przyszły autor Pana Cogito prawą ręką obejmuje dodającego mu odwagi pluszowego misia, który może na sesję przywędrował razem z chłopcem, gdyż siostra poety wspominała, że z takim właśnie misiem sypiał on w dzieciństwie, przed snem starannie otulając przyjaciela...[77] Lwowski fotograf namawiał Zbysia do uważnego patrzenia w obiektyw, a chłopiec z zadania wywiązał się doskonale. Z grzywką równo przyciętą nad czołem, spogląda przed siebie, jak się zdaje - emanując spokojem. Upozowane w atelier dziecięce fotografie, zwłaszcza te wykonane przed stuleciem, raczej nie epatują dramatyzmem, a jednak odnosi się wrażenie, że mały Zbigniew Herbert ma w sobie wyjątkowo dużo pogody, że oparty na misiu, obserwowany zapewne przez stojącą obok fotografa matkę, przygląda się światu z niezachwianą ufnością.

Nieco więcej dynamiki przynosi zdjęcie z podobnego okresu[78], ale wykonane w plenerze, gdzie widzimy całą rodzinę, a także stojącą w tle służącą, która jakby z anielską cierpliwością osłania szerokimi ramionami siedzących Herbertów. Wszyscy mają ponure twarze, może stoczono właśnie batalię, której celem miało być unieruchomienie dzieci w kadrze, nadąsana Halinka odwraca głowę w bok, Bolesław i Maria zdają się znużeni. Zabawniejszy szczegół odnajdujemy jednak w dolnym rogu, gdzie znów odziany w kusą koszulkę Zbigniew siedzi w... zabawkowym wózeczku, zastępując w nim lalkę siostry i mieszcząc się tam nie bez trudu. W zgoła innym wcieleniu spotkamy go na kolejnej, późniejszej o rok i nieco prześwietlonej, wykonanej przez ojca fotografii: chłopiec opuścił bezpieczne łóżko o wysokich ścianach z siatki i obiema rękami uchwycił, szczęśliwie tkwiącą w pochwie, szablę, wpatrując się w górę, poza kadr, może na twarz trzymającego tę broń stryja generała[79].

W marcu 1931 roku do grona Herbertów dołączy jeszcze jedno dziecko, Januszek. Jak zapamiętała to najstarsza z rodzeństwa Halina, życie toczyło się idyllicznie, rodzina była "szczęśliwa. Ciepła. (...) Rodzice się kochali. Kiedyś obliczyłam (...), że byli ze sobą czterdzieści dwa lata, trzy miesiące i dwadzieścia pięć dni - do śmierci taty"[80].

***

Kamienica przy Łyczakowskiej miała tylko dwa piętra, ale była dość rozłożysta, stateczna, od tyłu otaczały ją galeryjki, z których można było wchodzić do mieszkań i - mając parę lat - wpatrywać się w niewielkie podwórze. Tuż obok znajdował się targ, na który z wiklinowym koszem musiała codziennie chadzać służąca Herbertów, obok kościoły - w jednym z nich Zbyś został ochrzczony, w innym będzie ministrantem, i jeszcze szkoła podstawowa, mająca go zapamiętać jako ucznia cichego, nieaspirującego do pierwszych lokat. Dziesięciominutowy spacer można było zakończyć u bramy cmentarza Łyczakowskiego, nieco dalej, do pagórkowatego, lesistego Kajzerwaldu wędrowały młode matki, by poplotkować z przyjaciółkami, podczas gdy ich dzieci stawiały babki z piasku[81]. W pobliżu, choć Herbertowie z pewnością o tym nie wiedzieli, mieszkała Debora Vogel, pisarka i przyjaciółka Brunona Schulza, w 1945 roku zdąży się też tutaj, na Łyczakowie, urodzić Adam Zagajewski. Przez blisko stulecie nie zmieniło się zbyt wiele - i dziś jest cicho, kamienice mają fasady w odcieniach austriackiej kanarkowej żółci, szeroka ulica, którą przejeżdżają tramwaje, jest wyłożona kocimi łbami.

Trzypokojowe mieszkanie pękało w szwach. Babcia kładła się spać za zasłonką w salonie, w sypialni rodziców znaleziono miejsce na dziecinne łóżeczka. Było jednak coraz ciaśniej, więc po przyjściu na świat Januszka Herbertowie przeprowadzają się na ulicę Tarnowskiego, cztery lata później na położoną znacznie bliżej centrum, zwieńczoną hotelami Bristol i Krakowskim, Piekarską. Latem 1937 roku metą tych peregrynacji stanie się kamienica przy ulicy Obozowej 5, dostatniejsza, bardziej nowoczesna, w której prowadzące na wysoki parter wahadłowe drzwi były ozdobione szkłem w kolorze butelkowej zieleni, podłogi wyłożone biało-czarnymi kaflami z motywem morskich fal, a u szczytu klatki schodowej znajdował się duży świetlik, w oczach dzieci przybierający nobliwą postać kopuły. Blisko stąd do wspaniałego parku Stryjskiego, gdzie "po wyjściu z Panoramy Racławickiej szło się wypocząć na ławce, zjeść precle. Dla dzieci był koloru kości słoniowej miód turecki, który sprzedawca odłupywał z dużej bryły maleńką siekierką i wręczał na skrawku papieru. Można się było też napić smakowitego napoju, wyciągu z różnych owoców z dodatkiem skórek pomarańczowych i cytrynowych"[82].

Pod koniec lat siedemdziesiątych Zbigniew Herbert zapisze pomysł na cykl wierszy o tytule "Przedmioty", z którego co prawda powstały prawie jedynie tytuły, da się w nich przecież odnaleźć zaczątek mapy wspomnień. Towarzyszące uczniowi "kałamarz" i "atrament" sąsiadują z "żelazkiem", które może przykuwało uwagę sykiem, obłokiem unoszącej się pary. Obok z pewnością przysparzających kłopotów "sznurowadeł" znajdziemy - czy mówiący o dziecięcej skłonności do dewocji? - "klęcznik". Dający przedsmak podróży "fotoplastikon" otacza przyziemny aromat "krochmalu", zapach, którego "nic nie mogło zabić", "był mocny jak bryza morska", a od bulgoczącej "muzyki rur wodociągowych" wędrujemy do okien, które naprawia szklarz - "wędrowny filozof oświecenia". Dodajmy tu jeszcze zaczerpnięte z innych notesów zdania o chłopcu, który "zbiera staniole by wykupić murzynka z niewoli"[83], oraz o fascynującej go "małej dziewczynce córce mistrza ognia który na naszym podwórzu naprawiał / rondle garnki patelnie w łunie zielonej fioletowej"[84], by w końcu odkryć, że cały ten świat domyka "przyjście wroga", z którym wiąże się "zabójstwo zapachów / nędza - karbol - strach"[85].

Jest w tym spisie pieczołowitość obserwacji, pamięć spojrzenia dziecka, które nie jest jeszcze znudzone światem, patrzy nieszablonowo, intensywnie. "Odkrywałem tajemniczość szklanki wypełnionej wodą, dwie przejrzystości. Podziwiałem łóżko z dziwnego, rzadkiego drewna, które było rodzajem kosmologii; przypominało jakieś mgławice" (HNR, 113) - opowiadał Herbert w wywiadzie, dokumentując doświadczenia, które wielu z nas pamięta, ale które też stały się podstawą niejednej z olśniewających stronic prozy Brunona Schulza. Jeśli jednak dla autora Sklepów cynamonowych najbardziej zmitologizowanym obrazem dzieciństwa była wędrówka ojca z synem przez chcącą ich zagarnąć ciemność, autor Martwej natury z wędzidłem stawia nam przed oczyma jedynie z pozoru minimalistyczny widok omywanego ciepłym światłem muru:

moim podstawowym przeżyciem malarskim był (...) widok z okna kamienicy (...) na mur, który był najpiękniejszy, kiedy słońce zachodziło. (...) tu mi się zaczęła jakaś sprawa niewyrażalności świata. Wiedziałem, że ten mur jest najpiękniejszy tylko przez parę minut - w słońcu. Zwykle nieefektowny, szarawy - w słońcu nabierał koloru gorącej ochry. Można było podróżować wzrokiem (...), odkrywając to, co jest istotą malarstwa: uwrażliwienie na półtony. Tu jakaś rysa, tu coś zielonego, jakaś zielona plama, której właściwie nie ma, ale która powinna być.

Dając dowód zdolności do tworzenia improwizowanego eseju, zaraz wzbogaci dziecięce wspomnienie o vermeerowski pejzaż i słynną scenę z W poszukiwaniu straconego czasu: "u Vermeera jest ten cudowny podział na cień i na światło. (...) Gdzieś tam i chmury, i gdzieś tam padają promienie słońca - i ja sobie myślę, że to, co widziałem w dzieciństwie, to było coś takiego. Nie wiem, czy ja nie mitologizuję, bo jest przecież u Prousta historia pana, który idzie, żeby obejrzeć ten widok Delft, i umiera przed nim. Ale ten załomek muru we Lwowie, to światło na murze... (...) nie można mnie było od tego odpędzić" (HNR, 113 n.). Jeśli nawet chwile zapatrzenia urosły w pamięci, to i tak dotykamy tu sedna wrażliwości artysty odsłaniającego intensywność istnienia najmniejszych strzępów świata, próbującego nieledwie opuścić granice samego siebie, współodczuć z innym człowiekiem, zwierzęciem, przedmiotem. Kilkakrotnie starał się Herbert opisać taki stan, jakby właśnie w empatii szukając najwcześniejszych źródeł własnej twórczości.

Podczas wizyty w Budapeszcie, jak zapamiętali słuchacze, mówił o dziecięcym odczuciu, że "mógłby być kimś całkiem innym. (...) wyglądał (...) przez okno (...) ujrzał przechodzącego staruszka i pomyślał, że sam mógłby być tym staruszkiem albo tym widzianym w dole pieskiem"[86]. Indagowany przez polskiego dziennikarza powie: "widziałem przechodzących ludzi, mur i zachodzące słońce i wyobrażałem sobie, że jestem tymi ludźmi na ulicy, a nawet murem z cegieł, nagrzewanym przez promienie" (HNR, 108). Renacie Gorczyńskiej, która namówiła go na długą rozmowę w Paryżu w latach osiemdziesiątych, zrelacjonuje "przeżycie z dzieciństwa. Napisałem w związku z tym taki wiersz o siostrze, w którym uświadomiłem sobie, że właściwie mógłbym być każdym. Mógłbym być panem z brzuszkiem, który idzie w śmiesznym meloniku, mógłbym być pieskiem albo murem. (...) Miałem uczucie, że moja indywidualność nie jest absolutna, pewna, skończona, że ja przez przypadek urodziłem się w rodzinie ojca Herberta. Przecież mogłem być tym dzieckiem na podwórzu, z którym się bawiłem, tą córką żydowskiego sklepikarza, w której bardzo się kochałem (...). Tu wracamy do empatii, która dla mnie jest rzeczą zupełnie naturalną, a nawet, powiedzmy, warunkiem pisania" (HNR, 177).

Z tej perspektywy znaczenia nabiera tych kilka z pozoru jedynie ironicznych słów: "cecha młodego Herberta - zagapienie", które znajdziemy w notatniku opatrzonym przez autora Rovigo datą "Boże Ciało, 15 czerwca 1995"[87]. Chłopiec cichy, nieco może rozmarzony, w kolejnych szkołach trzymający się zawsze na uboczu. Zagłębiony w książkach jak dziecko naszkicowane przez Waltera Benjamina, które "wdycha powietrze zdarzeń i wszystkie postacie darzą je swym tchnieniem. (...) Niesłychanie poruszają je zdarzenia i dialogi, a gdy wstaje, jest całe ośnieżone tym, co przeczytało"[88]. Dziecko zapatrzone. Empatia, jak będzie to nazywał Herbert: próba uniwersalnego współczucia, niejednokrotnie jeszcze pojawi się w tej książce, fragment zaś przywołanego przez poetę wiersza Siostra brzmi tak: "Dzięki nieznacznej różnicy wieku zażyłościom dziecinnym / wspólna kąpiel tajemnicy puszystych włosów i miękkiej skóry / mały Cogito odkrył - że mógł być siostrą / (było to tak proste jak zamienienie miejsca przy stole / gdy rodzice wyszli i babka pozwalała na wszystko)" (WZ, 371).

***

Pozwalała na wszystko, bo taka przecież jest rola babć, zwłaszcza podczas wieczornej nieobecności rodziców, którzy często szli do teatru czy choćby na kolację do restauracji U Atlasa. Dzieciństwo Herberta upływało w zapomnianej przez współczesną kulturę rodzinie wielopokoleniowej, a ze wspomnień siostry wyłaniają się kadry przypominające ilustracje ze starego elementarza, na których babcia siedziała "w starym fotelu, dużym, zielonawym, z deseniem w róże, a obok niej leżał stos skarpetek i pończoch do cerowania. Opowiadała bajki albo czytała wnukom książki aż do zachrypnięcia"[89]. W podobnej tonacji jest utrzymany utwór Mój ojciec, który Herbert naszkicuje z początkiem lat pięćdziesiątych, już po wojennej apokalipsie i wygnaniu:

Mój ojciec bardzo lubił France'a

i palił Przedni Macedoński

w niebieskich chmurach aromatu

smakował uśmiech w wargach wąskich

i wtedy w tych odległych czasach

gdy pochylony siedział z książką

mówiłem: ojciec jest Sindbadem

i jest mu z nami czasem gorzko

przeto odjeżdżał Na dywanie

na czterech wiatrach Po atlasach

biegliśmy za nim zatroskani

a on się gubił W końcu wracał

zdejmował zapach kładł pantofle

znów chrobot kluczy po kieszeniach

i dni jak krople ciężkie krople

i czas przemija lecz nie zmienia

na święta raz firanki zdjęto

przez szybę wyszedł i nie wrócił

nie wiem czy oczy przymknął z żalu

czy głowy ku nam nie odwrócił

raz w zagranicznych ilustracjach

widziałem jego fotografię

gubernatorem jest na wyspie

gdzie palmy są i liberalizm.

(WZ, 19)

W tym nostalgicznym, nieco baśniowym obrazie znajdziemy więcej biograficznych szczegółów, niżby nam chciała pozwolić szkolna polonistyka. Bolesław rzeczywiście sporo palił, wybierając tytoń jednej z lepszych ówczesnych marek, a zabierane do pracy papierosy codziennie rano własnoręcznie zwijała mu żona. Czytywał Anatola France'a, w jego bibliotece, gdy zacznie na nowo gromadzić ją po wojnie, właśnie autor Gospody pod Królową Gęsią Nóżką będzie reprezentowany najliczniej, dowodząc pogodnej, sceptycznej, delikatnie wolteriańskiej postawy jej właściciela. Dyrektor lwowskiego banku był człowiekiem niewątpliwie inteligentnym, obdarzonym szlachetną lekkością poczucia humoru, bardzo też "lubił sobie stroić różne "hece""[90]. Wspominając tę cechę dziadka, Rafał Żebrowski odnajduje w archiwum swojej matki fotografię z lat trzydziestych, na której zza grupy nieco ponurych letników, mrużących oczy w promieniach słońca, wyłania się rozfiglowany Bolesław, najwyraźniej zamierzając dorobić rogi stojącemu przed nim mężczyźnie, na twarzy zaś ma uśmiech szelmowski, jak ładnie pisze wnuk: mefistofeliczny[91]. Grymas i opadająca grzywka sprawiają też, że w ramach improwizowanych zabaw mógłby z powodzeniem parodiować Adolfa Hitlera, czemu wtedy jeszcze towarzyszyłby niepodbarwiony grozą śmiech widzów.

Posiadł też Bolesław umiejętność szarmanckiej adoracji kobiet - cechę tę jego syn nie tylko odziedziczy, ale z upływem lat rozwinie w znakomitym stylu. Na razie dla małego chłopca najważniejsze było to, że - w przeciwieństwie do zawsze bliskich matki i babci - ojciec był oddalony, tajemniczy, nieraz zamykał się w gabinecie, czasem samotnie podróżował. Gdy czytał przesłany mu przez syna wiersz albo którąś z licznie posiadanych książek podróżniczych, na przykład niemieckie dzieło Das neue Asien, gwiazdkowy prezent z 1954 roku opatrzony dedykacją: "Ojcu / Sindbadowi - / Syn / Zbigniew"[92], w bierutowskiej Polsce, w sopockim mieszkaniu, do którego urząd miasta dokwaterowywał kolejnych lokatorów, Bolesław musiał uśmiechać się nieco gorzko, być może wspominając dawne eskapady, dokonywane jeśli nie na latającym dywanie, to wieloma innymi ówczesnymi środkami lokomocji.

"Potrzebę podróży odziedziczyliśmy po ojcu"[93] - mówiła siostra poety, my zaś możemy dodać, że o ile dla ojca wędrówki były wyłomem w codziennej ustabilizowanej egzystencji, o tyle synowi przez wiele lat właściwie zastępowały ową stabilizację. Podróże syna będą też niepomiernie bardziej ryzykanckie, często podejmowane prawie bez pieniędzy, autostopem, nie kończące się katastrofą jedynie dzięki życzliwości przypadkowo poznawanych ludzi. Bolesław podróżował tak, jak w latach trzydziestych wypadało mężczyźnie w średnim wieku, z dobrego towarzystwa. Niemniej jednak, gdyby prowadził dziennik, na jego stronach znalazłby się Paryż z przyciągającą uwagę całej Europy wielką wystawą kolonialną, kilkakrotnie odwiedzane Bałkany, morski rejs z przystankami w Neapolu, Palermo czy Trypolisie, spływy Dniestrem oraz automobilowe rajdy ze Lwowa do Zakopanego lub Gdyni. W większości z tych wypraw nie towarzyszyła mu żona, bodaj w żadnej dzieci, i trudno nie zauważyć, że za turystycznym modus operandi kryje się także rodzinna hierarchia, matkę i potomstwo wiążąca z domem, ojcu zaś pozostawiająca daleko większy margines swobody.

Wydaje się, jakkolwiek łatwo w takich ocenach o niesprawiedliwość, że w jakimś stopniu odzwierciadlała ona również predyspozycje rodziców Zbigniewa Herberta. Z późniejszej korespondencji jasno wynika, że matka była przede wszystkim oddaną, czułą opiekunką, reperującą ubrania, wysyłającą wiktuały, natomiast partnerem intelektualnym dla dorosłego już syna pozostawał ojciec. Wśród gromadzonych przez niego książek na półkach mieszkania przy Obozowej znaleźlibyśmy nie tylko klasyków dziewiętnastowiecznej powieści, ale też sporo poezji, przy czym - relacjonuje Rafał Żebrowski - wybory Bolesława były pod tym względem "dość tradycyjne - Asnyk, Staff i żadnej awangardy"[94]. Jak się przekonamy, w bardzo podobnym kręgu artystycznych inspiracji rodzić się będą wkrótce pierwsze wiersze Zbigniewa. Kronikarz rodziny ukazuje nam też ojca przyszłego poety jako kolekcjonera obrazów, w którego zbiorach dominują płótna akademicko realistyczne, czasem batalistyczne, choć znalazło się też miejsce dla z pewnością ciekawszego Hofmana. Dziecięce lata przyszłego autora szkiców o Terborchu czy Vermeerze upłynęły zatem w obecności obrazów ukazujących na przykład scenę "pościgu polskich ułanów za kawalerzystami Konarmii Budionnego"[95], on sam, szkicując portret rodzącego się artysty, wspominał: "u nas wisiały takie obrazy w dobrym mieszczańskim guście: Wygrzywalski, Rychter-Janowska. To były bardzo dobrze malowane obrazy. Jeszcze Vlastimil Hofman. A ja byłem, oczywiście, furiatem awangardystą. (...) w ten sposób zaznaczałem bojowość wobec rodziny"[96].

Sądząc z wielu śladów, ta młodzieńcza rebelia, zarówno na planie estetycznym, jak i innych, będzie miała miejsce jednak znacznie później, po wojnie, podczas studiów w Toruniu. W latach lwowskich był Herbert najwyraźniej dzieckiem czy młodzieńcem niesprawiającym rodzicom kłopotów, dobrze ułożonym, rozpieszczanym przez ciotki, deklamującym w szkole wiersze Kasprowicza i przekonanym, przynajmniej z początku, że największym malarzem jest oczywiście Jan Matejko[97]. Ale lata nieśpiesznego dojrzewania przyszłego pisarza oraz samotnych podróży jego ojca przynoszą inny zwyczaj, który w wizerunku autora Barbarzyńcy w ogrodzie pozostanie już na zawsze stałym elementem.

"Prosiłem, żeby mi przywoził reprodukcje wielkich obrazów. I ojciec je przywoził. Założyłem sobie album. Wielki album malarstwa światowego. I tam był Rembrandt, osobno. (...) A reprodukcje były takie włochate. Rozkoszne. I wiesz, jak przyjeżdżałem do muzeów, to przecież te obrazy znałem, bo miałem je w albumie"[98] - opowiadał Herbert Krzysztofowi Karaskowi, w notatkach zaś do eseju o Rembrandcie napomykał: "zbierałem kartki pocztowe z widokami miast, krajobrazów, dzieł sztuki. Po każdej podróży mego ojca kolekcja powiększała się"[99]. Ten głód obrazów będzie mu już zawsze towarzyszył. W latach własnych podróży, nie bacząc na wydatki, kupuje albumy malarstwa, przenosi się z miasta do miasta objuczony plecakiem i walizą, w której - jak sprawdził - mogło się zmieścić trzydzieści kilogramów książek. Długie minuty spędza przed witrynami urzędów pocztowych, "tabaków" czy trafik, gdzie wybiera pocztówki[100], doprowadzając do mistrzostwa i sztukę ich doboru, adekwatnego do adresata, i najpełniejszego wykorzystania dającej się zapisać powierzchni. W ciągu życia wysłał tysiące widokówek, zgromadził też archiwum reprodukcji, a podczas jednej z greckich wypraw zapisał: "mania zbierania kartek pocztowych doprowadzi mnie do ruiny. Dzisiaj wydałem na nie przeszło trzydzieści pięć drachm. Postępuję jak tyran", który łoży hojnie na kulturę, "zaniedbując potrzeby ludu", przy czym ludem tym było głównie jego własne ciało domagające się posiłków i wygodnego łóżka. W następnym akapicie właściciel także setek szkicowników, w których ołówkiem, piórkiem i długopisem własnoręcznie próbował uchwycić świat, dodaje nieuniknioną, znaną wszystkim świadomym podróżnikom konstatację: "oglądam te moje ubogie skarby w łóżku i porównuję ze skruszonym sercem "prawdę" soczewki z wizją oka. (...) Kłamstwo mechanicznego widzenia doprowadza mnie do rozpaczy (...) Fotografia oddziela nas od rzeczywistości"[101].

***

"Tata prawnik, dyrektor banku, liberał, silny człowiek tępił we mnie miękkość. Babka piękna, wysoka gruźliczka, wcielenie dobroci, najbardziej chrześcijański człowiek, jakiego znałem, ciągnęła mnie w stronę kruchty. Tata widział we mnie przyszłego kapitana żeglugi wielkiej, babka - księdza. W środku mama - bóstwo pośredniczące" - opowiadał Herbert w liście do innego poety, Czesława Miłosza[102]. Dzieciństwo artysty przyciąga naszą uwagę, bo nawet zdając sobie sprawę z iluzoryczności tych prób, chcielibyśmy zobaczyć, jakie warunki, spotkania genów, wychowawcze wpływy go ukształtowały, by nie powiedzieć: pozwoliły mu się narodzić. Szkicując krajobraz wczesnych lat autora Napisu, szybko zauważamy, że pomiędzy silnymi osobowościami dwóch pokoleń rodziny Herbertów - Marią z Bałłabanów i jej synem Bolesławem - postać Marii z Kaniaków rysuje się mniej wyraziście. Jest raczej dopełnieniem, lepiszczem domowego świata, postacią, której obecność wydaje się nie wymagać komentarza.

"Mama była pogodna, nawet trochę śmieszka" - wspomina Halina Herbert[103]. Ze znacznie większą dozą wzruszenia, z innej też perspektywy, odda postać swej babci Rafał Żebrowski: "w jej spokojnej, dobrej twarzy niebywałym blaskiem lśniły zupełnie nieprawdopodobne oczy. Były niebieskie, raczej jasne. Przezierała z nich dobroć, tkliwość, może nawet nostalgia i (...) także jakaś żywość, wesołość - zdawałoby się nie do ugaszenia"[104].

W wierszu Mama, powstałym w tym samym czasie co cytowany przed chwilą utwór Mój ojciec, obok zasadniczego tematu rozchodzenia się światów matki i syna, znajdziemy ułamki wizerunku - "ubrana w białą suknię / i niebieskie oczy", ozdobiona naszyjnikiem - podkreślającego przede wszystkim statykę, niezmienność matczynej postaci: "mama lubi kawę / ciepły kafel / spokój". Podczas gdy ojciec wyrusza w kolejny rejs, ona "siedzi / poprawia okulary / na szpiczastym nosie" (WZ, 43). Oczywiście nie sposób traktować tych wierszy jako wspomnieniowego dokumentu, choć możemy też zauważyć, że rodzice najwyraźniej w jakiejś mierze akceptowali swoje wizerunki, skoro w listach do syna odnajdziemy podpisy "Mama ze spiczastym nosem" czy "Gubernator wysp południowych"[105]. Nawet jednak pamiętając o sztuczności portretów, zauważymy aż zaskakująco stereotypową opozycję: działanie, zmiana, przemierzanie świata jest tu domeną ojca, mężczyzny, dla matki i kobiety przeznacza się trwanie, oczekiwanie, otoczenie mężczyzny opieką. We własnym dorosłym życiu Herbert będzie wyznaczał związanym z nim kobietom głównie role opiekunek, kochanek, cierpliwych penelop, nieporównywalnie rzadziej - w pełni równouprawnionych partnerek. Po części mógł powtarzać obraz wyniesiony z własnej rodziny, w której matka chętnie co prawda brała udział w różnych sportowych eskapadach, poza tym jednak oczom syna jawiła się głównie jako elegancko ubrana towarzyszka ojca, jeszcze częściej zaś - jako nadzorczyni domowego królestwa.

I jeszcze: bóstwo opiekuńcze, bliskie, ciepłe, dotykalne. Ojciec, jak w większości ówczesnych rodzin, pozostawał nieco w tle, nawet fizycznie, bo zgodnie ze zwyczajem o wiele rzadziej na przykład przytulał dzieci, co ułatwiało mu odgrywanie roli rodzica groźniejszego, ostatecznej instancji[106]. "Za przewinienia ojciec karał (...) odsuwając nas od siebie. W trakcie kary nie rozmawiał z nami, nie zapraszał do swego gabinetu na czytanie, nie jadaliśmy przy wspólnym stole" - opowiadała Halina, przywołując też sceny zdecydowanie już teatralne. Jak wtedy gdy wraz z kilkuletnim bratem została przyłapana na próbie palenia papierosów, ojciec zaś "powiedział: Nie chcę mieć dzieci, które kłamią i kradną. Na to babcia krzyknęła: Jezus Maria! On tę patetyczną scenę odegrał, bo na pewno w duchu się mocno podśmiechiwał"[107], czy gdy kilka lat później po awanturze o zbyt późne powroty na Obozową Bolesław oświadczył córce: "musimy się rozstać, ale to ja odejdę z domu, bo ty zmarnowałabyś się bez opieki mamy"[108]. Zdaniem jej syna, po części wychowującego się pod kuratelą dziadka, Bolesław był opiekunem liberalnym i zaangażowanym, ale też nad wyraz konsekwentnie egzekwującym wszystkie reguły. Prawdę powiedziawszy, owa konsekwencja może budzić co najmniej niepokój, tak bowiem wyglądała zabawa w wojnę dziadka z czterolatkiem: "zostały ustalone ścisłe zasady jej prowadzenia (...) wkrótce nazbyt się rozbawiłem i złamałem zawarty układ. (...) kara była straszna. Dziadek wycofał się do swego gabinetu (...). Przestał ze mną jadać przy jednym stole i zapraszać na (...) wieczorne lektury. Stało się to bodaj bez jednego słowa. To Babcia uświadomiła mi, jaką zbrodnię popełniłem. Nie pamiętam, jak długo trwała ta kara, ale wiem, że płakałem pod drzwiami jego pokoju (...). Skrobałem w tą nieszczęsną rajską bramę, błagałem o wpuszczenie"[109].

Opisać dzieciństwo Zbigniewa Herberta jako jeszcze jedno wcielenie sytuacji znanej z Listu do ojca Franza Kafki byłoby olbrzymią przesadą, zapewne zresztą dzisiejszy, o wiele bardziej partnerski i zacierający pokoleniową hierarchię model rodziny uwrażliwia nas na tego rodzaju metody wychowawcze, każąc osądzać je jako okrutne. Przed blisko stu laty były czymś zwyczajniejszym, trudno orzec, czy w rzeczy samej - czego z pewnością oczekiwano - hartującym osobowość i wszczepiającym dzieciom kodeks moralny. Istotny jest tutaj przede wszystkim kolejny rys umożliwiający zrozumienie wspominanej już relacji syna i ojca. Jeśli dla na przykład dojrzewającego Czesława Miłosza ojciec stał się właściwie antywzorem, w życiu Herberta dostrzegamy sytuację odwrotną. Bodaj do swej śmierci pozostanie Bolesław autorytetem, figurą, wobec której syn będzie musiał się opowiedzieć, zazwyczaj postrzegając samego siebie jako gorsze wcielenie męskich ideałów. Idąc o krok lub dwa dalej, można zapytać, czy w tej silnej ojcowskiej pozycji nie kryje się cząstka odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego - w przeciwieństwie do wielu rówieśników - autor Struny światła nigdy nie odrzucił wartości symbolicznie reprezentowanych przez rodziców, w pewien sposób zawsze pozostając wiernym światu przedwojennemu, w dobrym tego słowa znaczeniu: mieszczańskiemu.

***

"Moja ormiańska babcia, największa i trwająca do dzisiaj miłość mego życia, choć nie ma jej już dawno pośród żywych" (MD, 179) - zapisał poeta w nieukończonym wspomnieniu. "Mówił mi wiele razy, że jedyną kobietą, którą w życiu kochał, była jego babcia"[110] - opowiadała Katarzyna Herbert i trzeba przyznać, że w uszach żony mogło to wyznanie brzmieć dość druzgocząco. Ale tonacja, w jakiej pisarz przywoływał postać "ormiańskiej babci", była tak wyjątkowa, że musiała przekraczać granice zazdrości. Jeśli w poezji Herberta co krok napotykamy zmarłych, którzy domagają się pamięci, a nawet formułują moralne nakazy, to w życiu autora tych utworów przykładem przekonania o "świętych obcowaniu", o więzi przezwyciężającej śmierć jest właśnie powracający obraz Marii z Bałłabanów. Wystarczy zacytować fragmenty dwóch listów, które ponadsześćdziesięcioletni pisarz wysłał do żony w grudniu 1986 roku, w czasie podróży do Niemiec. W pierwszym z nich, pisanym - jak zaznacza - w niebie (a dokładnie: podczas lotu z Berlina do Hanoweru), napomyka, że kupił już świąteczne podarunki dla berlińskich przyjaciół, i dodaje: "ach te prezenty. Moja Babunia patrzy z góry i chyba uśmiecha się do mnie", w drugim - zapewniając o tym, że ma się dobrze, nie pije, czuje towarzyszącą mu duchową opiekę - wyjaśnia: "Ty i Babcia jesteście ze mną"[111].

Wspominaliśmy, że ormiańska genealogia Marii Bałłaban może być w dużej mierze raczej zapisem życzenia Herberta niż udokumentowanych faktów. Nie ulega natomiast wątpliwości, że to właśnie jej obecność zasadniczo określiła życie religijne dorastającego chłopca, choć nie było to życie tak synkretyczne, jak widział je po latach sam Herbert, którego słowa zapisał amerykański dziennikarz: "jego babka - "święta kobieta" - pochodziła z Armenii, a ojciec był prawnikiem, dyrektorem banku (...). "Stąd mój synkretyzm religijny, po babce jestem prawosławny, po ojcu - katolik, a przy tym jeszcze kształtowały mnie wpływy kultury chasydzkiej""[112]. W rzeczywistości przyszły poeta pozostawał zdecydowanie w obrębie katolicyzmu, domowe zaś religijne napięcia pojawiały się raczej na styku sceptycyzmu czy agnostycyzmu ojca i żarliwej pobożności babki.

Szkolne zajęcia rozpoczynano wtedy jeszcze głośną modlitwą, w niedzielę uczniowie szkoły podstawowej wspólnie maszerowali na mszę. W maju 1934 roku Zbyś przyjmuje Pierwszą Komunię, jest też ministrantem - jak zapewne większość jego rówieśników katolików, na co wskazuje zachowane zdjęcie, na którym szkolnego katechetę otacza frapująco liczny hufiec chłopców w komeżkach. Nie wiemy, jakie emocje wiązały się dlań z trzymaniem pateny, gaszeniem świec, a zwłaszcza potrząsaniem dzwonkami, nieco ironiczna pamięć rodziny przechowała jedynie wspomnienie o tym, że podczas jednej z procesji na Boże Ciało Zbyś został uznany za tak drobnego, że powierzono mu typowo dziewczęcą funkcję sypania kwiatków[113]. Sam pisarz okres ten opatrzył anegdotą o tym, jak to rodzice kazali mu zdecydować, czy pierwszokomunijnym prezentem będzie rower czy Pismo Święte, on zaś - choć naturalnie wolał rower - chcąc sprawić im przyjemność lub dla swego rodzaju duchowego ćwiczenia, zdecydował się na Biblię[114]. Podobnie zresztą zapamiętała tę opowieść żona poety, opowiadając, iż wybrał on "heroicznie, pewnie ze względu na przygotowującą go do komunii babcię (...). Ale to był wybór okrutny (...). Ciągłe ćwiczenie w wyborze zasad, wartości. Docenił to dopiero w dorosłym życiu"[115].

Przyszły poeta wybierający już w dzieciństwie nie beztroską zabawę, lecz Pismo - ta scena sprawia wrażenie zbyt symbolicznej, wydaje się też, że Maria i Bolesław, kochający rodzice, nie zmuszali swoich dzieci do tego rodzaju wyrzeczeń. Niewątpliwie pamięć ich syna przywołała pewien rygor wychowania czy też własną dziecięcą potrzebę jeśli nie umartwiania się, to jednak odmawiania sobie przyjemności. Wspomniany wcześniej klęcznik, fascynacja praktykującą ubóstwo babcią, emocje związane z Pierwszą Komunią - być może poprzez te drobne znaki dotykamy etapu dziecięcej pobożności. Ciekawa jest również opinia autora Pana Cogito na temat katechety, księdza Jana Sokołowskiego, o którym mówił, że był to "taki sierżant Kościoła katolickiego. Ja mu służyłem do mszy świętej. Jego ulubionym powiedzeniem było: "Milcz, jak do mnie mówisz"" (HNR, 61). W twórczości Herberta nie znajdziemy wielu wizerunków księży, ale typ przekonanego o swej bezwzględnej racji sługi Bożego przywoła on w późnej Homilii, gdzie uczestnictwo w nabożeństwie nie odpowiada na wątpliwości tego, kto poszukuje wiary, chwilowa wspólnota opiera się na niezadawaniu pytań, milczącym słuchaniu kazania.

"Mój ojciec nie był wierzący - Bóg oznaczał u niego figurę retoryczną, równoznacznik losu"[116] - wspomni po latach autor Modlitwy Pana Cogito - podróżnika. Jego babcia natomiast była tercjarką, członkinią przeznaczonego dla świeckich tak zwanego trzeciego zakonu franciszkańskiego, co wiązało się z nakazem ubóstwa, noszonym pod odzieżą szkaplerzem, wieszanymi na ścianach lwowskich mieszkań świętymi obrazami, na przykład wizerunkiem świętego Antoniego Padewskiego, przed którymi paliła się, z pewnością przyciągająca uwagę dzieci, oliwna lampka[117], czy wreszcie codziennym uczestnictwem w porannej mszy. Anegdotą wielokrotnie powtarzaną w rodzinie Herbertów była opowieść o tym, jak to któregoś razu Bolesław, obawiając się o zdrowie słabującej matki, zamyka ją w domu, ta zaś bez wahania wymyka się przez okno na tylny balkon, by już bez przeszkód dotrzeć do kościoła. Ale nieporównanie ważniejsza od rytuałów była obecna w Marii chęć niesienia pomocy, prowadzona na własną rękę działalność, którą nazwalibyśmy charytatywną, gdyby nie to, że przymiotnik ten niesie z sobą pewną dwuznaczność, kojarzy się z dziewiętnastowieczną jeszcze kwestą (na której - niczym w Lalce Prusa - obowiązkowo zjawiały się damy z najlepszego towarzystwa), z niejasnym poczuciem wyższości wobec tych, którym się pomaga. Tu zaś, tak to przynajmniej zapamiętał i opisał Zbigniew Herbert, liczyła się skrajna dyskrecja. Babcia

prowadziła (...) plan Marshalla obejmujący wszystkich ubogich, którzy znaleźli się w zasięgu jej królewskiego serca. (...) miała podopieczną, którą w skrócie nazywaliśmy Garbateńka, bo rzeczywiście była to zasuszona garbata kobieta bez określonego wieku, zawodu i pochodzenia. Mieszkała w suterynie wilgotnej o betonowej posadzce (...) więc babcia kupowała oczywiście u Żydów (...) futerko, chyba z kotów, pod łóżko dla Garbateńkiej. Babcia nie była sentymentalna (tylko źli ludzie są sentymentalni) i zawsze starała się zracjonalizować swoje czyny miłosierdzia, choćby jej to słabo wychodziło. Więc jak w końcu wytargowaliśmy tę skórę z paru zabitych bestialsko kotów, babcia mówiła: Zaniesiemy to do Garbateńki, niech sobie podścieli pod łóżkiem, bo jak rano spuści te swoje gołe nogi z łóżka, to może się przeziębić i dostanie gruźlicy. Gruźlica i garb to stanowczo a dużo.

No więc idziemy do Garbateńki, babcia po drodze kupuje cukierki ślazowe (oczywiście u Żydów). Cukierki ślazowe kupiec odcinał nożem z ogromnego bloku, który wyglądał jak płynny brązowy kamień, głęboko brązowy jak woda w stawie o torfowym dnie. Te cukierki to manewr obronny, bo babcia jest Ormianką, a mówiono u nas, że Ormianie są bardzo sprytni.

U Garbateńki. Babcia: No i jak tam, droga, jak zdrowie i co słychać. Garbateńka odwija cukierki ślazowe z papieru, częstuje nas, jedne są duże, inne małe, mają ostre brzegi i ranią dziąsła. Garbateńka coś tam snuje, jęczy, narzeka, babcia po chwili wstaje energicznie. Ja jeszcze do pani zajrzę, a tam pod drzwiami jest jakiś pakunek dla pani. Ktoś nam dał to na schodach. Do widzenia. I w nogi. Z suteryny na parter, z parteru na ulicę, potem w bok albo na lewo, albo na prawo, żeby uniknąć ewentualnego pościgu wdzięczności.

Przystajemy zdyszani. Babcia trzyma mnie za ręce. Lubię jej ciepłe, trochę wilgotne i mocne dłonie. Zanosimy się śmiechem. Jeszcze raz udała się sztuczka. Nigdy w życiu tak się lekko i radośnie nie śmiałem (MD, 179 n.).

Trudno nie zauważyć znaczenia i bogactwa tej opowieści. Zmysłowość zapamiętanych szczegółów, zwyczaj kupowania "u Żydów", bynajmniej przecież nie neutralny w Polsce tamtego czasu, a przede wszystkim przekonanie, że należy pomagać, natomiast żadną miarą nie można zmuszać obdarowywanych do okazywania wdzięczności. I jeszcze chwila dziecięcego szczęścia, na tyle ważna, że wróciła po dziesięcioleciach, ba, nakłoniła Herberta, który tego rodzaju wspomnieniowe próby podejmował szalenie rzadko, do opowiedzenia o własnym życiu wprost, bez jakiegokolwiek kostiumu.

Jak istotne były to przeżycia, pokazuje też list, który w połowie lat sześćdziesiątych wysłał do autora Struny światła Tymoteusz Karpowicz, wtedy kolega z redakcji miesięcznika "Poezja", twórca, który - dodajmy istotny szczegół - utracił w dzieciństwie lewą rękę. Wróciwszy do Wrocławia z Warszawy, gdzie spotkał się z Herbertem, Karpowicz pisze: "odkryłem, po zapachu, prawie tydzień noszone w kieszeni - cytryny, Twój serdeczny podarunek na moje zaziębienie. (...) Okradłeś siebie z witamin. Teraz cytryny są marzeniem. Przez kilka dni chodząc po Warszawie, a potem Wrocławiu nie mogłem zrozumieć, dlaczego mam taki ciężki płaszcz. Do lewej kieszeni nigdy nie zaglądam - jak nie ma lewej ręki, to i nie ma kieszeni. Dopiero zapach (...) zdradził je"[118]. Dopowiedzenie jest chyba zbędne, ale na wszelki wypadek zauważmy ten sam sposób zachowania, dar, którego się nie wręcza, ale dyskretnie podrzuca.

***

Domowy krąg, w którym wychowywał się Zbigniew Herbert, był zdecydowanie kobiecy - ojciec (skądinąd, jak to nieraz bywa, bardziej wpatrzony w pierworodną córkę[119]) wychodził do pracy, on zaś zostawał wraz z babką, mamą i siostrą: starszą, a także - co miało oczywiście znaczenie - przez długi czas wyższą od niego i silniejszą. I również najwyraźniej obdarzoną mocniejszym organizmem, bo to młodszy brat będzie częściej chorował, przeziębiał się, raz zaś zmagał się z niebezpieczną wirusową mononukleozą, gdy - jak zapamiętała Halina - "wszyscy straszliwie się denerwowali, ojciec wzywał po kolei wszystkich pediatrów we Lwowie (...), mama płakała, babcia modliła się (...). A ja czułam wielki niepokój, nie wiedziałam, co się stanie, i siedziałam tak między piecem a szafą, skulona, nieszczęśliwa (...) i czekałam, żeby Zbysio wyzdrowiał. Miałam pięć lat, a on cztery"[120]. Ta mniejsza niż u większości rówieśników odporność będzie zresztą Herbertowi utrudniała życie i później, w listach często natkniemy się na informacje o rozkładających go anginach czy grypach, do których z czasem dołączą groźniejsze choroby.

Gdy około 1926 roku zostaje zrobiona jedna z najwcześniejszych wspólnych fotografii rodzeństwa, siedzą razem w dziecięcym łóżku, on uważnie wpatruje się w trzymaną w ręce piłeczkę, ona opiekuńczo obejmuje go za szyję[121]. "Moje pierwsze spotkanie z bratem było niefortunne - podobno włożyłam mu palec do oka. Chciałam prawdopodobnie sprawdzić, czy oko się zamknie, tak jak mojej lalce - opowiadała Halina. - Potem wzajemne stosunki ułożyły się bardziej harmonijnie, choć długo miałam nad bratem pewną przewagę. (...) W wierszu Siostra Zbyszek nie narzeka jednak na moją dominację, lecz na kłopoty ze swoją chłopięcą tożsamością. Był skazany na towarzystwo dziewczynki, w dodatku ubierano nas podobnie, więc nic dziwnego"[122]. Ów pochodzący z tomu Pan Cogito wiersz już przytaczaliśmy, a wspomnienia siostry poety przywołują też drobne szczegóły, jak ten, że w mieszkaniu przy Łyczakowskiej nie było łazienki, "stała tylko marmurowa umywalnia z wielką miednicą. Nas, dzieci, kąpano często razem w kuchni, w metalowej balii. Było przy tym wiele radości", do ulubionych zaś wspólnych zabaw należało zamienianie dużego, przykrytego obrusem stołu w jadalni w indiański namiot, z którego pewnego razu "zaczęły wydobywać się kłęby dymu", gdyż "Indianie zapalili fajkę pokoju"[123]. Aż wreszcie plemię Apaczów czy Siuksów mogło przyjąć do swego grona jeszcze jednego wojownika, bo

urodził się nam braciszek, obiekt adoracji. Byliśmy mu oboje bardzo radzi. Przez pierwsze lata życia był dla nas najmilszą zabawką, kimś do całowania, wożenia w wózku, prowadzania za rączkę, gdy uczył się chodzić. On sam był bezgranicznie zachwycony nami, naszymi sposobami zabawiania go i naszą wspaniałą - jak mu się wydawało - sprawnością. Jako kilkuletni chłopaczek, niechodzący jeszcze do szkoły, zaczął nam, poważnym gimnazjalistom, trochę przeszkadzać. Zamykaliśmy się przed nim w naszym pokoju, a on pukał do drzwi i, usiłując zmienić głos, mówił: "Otwórzcie, dzieci, to ja, babcia". Odpowiadała mu salwa śmiechu, a drzwi były nadal zamknięte[124].

***

Nim wraz z naszym bohaterem zaczniemy coraz częściej opuszczać wigwam pod stołem, wędrując do szkoły podstawowej, a zwłaszcza - gimnazjum, spróbujmy jeszcze przez chwilę przyjrzeć się temu światu, zwracającemu uwagę stabilnością i bezpieczeństwem, co uderza tym silniej, gdy uzmysłowimy sobie, jak inne pod tym względem będą późniejsze dekady w życiu Zbigniewa Herberta.

Wieczorem dzieci zasypiały, słuchając opowiadanych przez babcię bajek, czasem może śpiewanych przez ukraińską nianię lub gosposię kołysanek. Pisząc o tych chwilach, autor Króla mrówek będzie miał poczucie, że należą one do dawno już zapomnianego, nieledwie mitycznego obyczaju: "jestem bardzo stary. Być starym to nie tylko cierpieć na artretyzm, ale przede wszystkim należeć do świata pojęć, których współczesność nie rozumie, tak jakby się miało inny, dawno wydany i wyczerpany, stary słownik, inny, stary atlas, inną księgę świata. Nikt, na przykład, nie chce wierzyć, że miałem piastunkę, tak jak Odyseusz. Ja i król Itaki mieliśmy piastunki. Była to ongiś wcale potężna instytucja" (KM, 112). W wierszu Pana Cogito przygody z muzyką znajdziemy zaś, wolno wierzyć, że biorące się z własnych wspomnień, zdanie: "przez bory niemowlęctwa / niósł go śpiewny głos matki // ukraińskie niańki / nuciły mu do snu / rozlewną jak Dniepr kołysankę" (WZ, 559). Dzięki zaczątkowi innego utworu dowiadujemy się wreszcie, że dziecinne łóżko było "metalowe (...) pomalowane białym lakierem, z białą bawełnianą siatką zarzucaną na noc. Wiem to zupełnie na pewno. Kiedy miałem sześć lat, zostałem przekwaterowany do takiego samego metalowego łóżka (...) tylko już większego, dużego, w którym mógłby spać dorosły mężczyzna. Było to już łóżko normalne, bez siatki. Widocznie rodzina doszła do wniosku, że jestem już jako-tako oswojony i jeśli nawet zdobędę się na ucieczkę - powrócę"[125].

Rano zaś wokół Haliny, nazywanej też Halą czy Halką, oraz Zbyszka, w domowym języku: Bena czy Benka, który i tej nocy nie uciekł z domu wraz z Piotrusiem Panem, krzątały się dwie Marie, których imiona, dla odróżnienia, inaczej zdrabniano - Marysia i babcia Mania. Wybierano się na spacery, najczęściej do wspomnianego już Kajzerwaldu, później zaś, gdy Bolesław wracał z pracy, jedzono razem obiad. Zwyczaj ten utrzyma się i wiele lat później, gdy Ben będzie przeżywał pierwszą wielką miłość, a konieczność regularnego uczestnictwa we wspólnych posiłkach z rodzicami boleśnie skróci spacery z ukochaną po plażach i nadbałtyckich laskach w Sopocie.

Codzienne zabawy nieco już starszych dzieci często były związane z aktualnymi przeżyciami: "Po wizycie w teatrze urządzaliśmy przedstawienia dla domowników. Zwiedzanie galerii obrazów owocowało zapałem do malowania własnych arcydzieł, które "wystawialiśmy" potem, przypinając szpilkami do zasłon. Tata zabierał nas na mecze sportowe (lubił zwłaszcza lekkoatletykę), więc potem rywalizowaliśmy ze sobą w różnych konkurencjach: biegach, skokach i rzutach"[126]. W przeciwieństwie do swojego kolegi, cytowanego tu już Pawła Heintscha, dziecka z bogatej lwowskiej rodziny, który we wspomnieniach nie bez przyjemności wylicza zastępy ołowianych żołnierzy czy nakręcaną kluczykiem kolejkę[127], rosnący Zbyś nie był rozpieszczany podczas wizyt w sklepie z zabawkami, co zresztą, jeśli nawet budziło chłopięcą zazdrość, mogło znakomicie rozwijać wyobraźnię. Próbowano natomiast dopełnić jego wykształcenie nauką gry na pianinie, na liczne próby podejmowane przez przychodzącą do domu nauczycielkę okazał się jednak zdecydowanie odporny, tak więc otrzymał jedynie "podstawowe / wykształcenie muzyczne", a i to "niepełne / Szkoła Gry na Fortepianie / (zeszyt pierwszy)" (WZ, 559).

Edukację teatralną przyszły autor Jaskini filozofów rozpoczynał od Jasia i Małgosi czy Kopciuszka, wystawianych jako tak zwane poranki w Teatrze Wielkim, gdzie "kolejno podnosiły się w górę trzy kurtyny. Pierwsza, zewnętrzna, osłaniająca tę najpiękniejszą, malowaną przez Siemiradzkiego, którą inspicjenci pozwalali dłużej podziwiać, wreszcie pluszowa jak obicia foteli koloru bordo. Za tą ostatnią czuło się już nerwowy szmer przygotowań do ukazania samej sceny"[128]. Podczas któregoś z przedstawień Zbyś sceniczne perypetie przeżywał dostatecznie intensywnie, by - jak relacjonuje jego siostrzeniec - głośno się rozpłakać: "nie było sposobu, by go uspokoić, więc rodzicielka musiała go wyprowadzić na zalaną słońcem ulicę. Dopiero w cukierni mógł znaleźć - co się zowie - słodkie ukojenie"[129]. Później przyszły sztuki poważniejsze - Jasełka w reżyserii Leona Schillera czy Kapitan z Köpenick Carla Zuckmayera ze Stefanem Jaraczem w roli tytułowej[130]. Maria Herbert uwielbiała też chodzić do kina, zabierała więc dzieci na kreskówki Disneya, kostiumowe opowieści historyczne, komedie czy filmy z Shirley Temple[131], nieco starszy Zbigniew chadzał wraz z kolegami do Uciechy czy Kopernika, na ekranach królowali Gary Cooper i Errol Flynn[132]. Sentyment do westernowych opowieści zostanie mu do końca życia, choć po raz kolejny napawać się nimi będzie mógł dopiero po czterdziestce, dzięki licznym kanałom amerykańskiej telewizji.

Kojące dziecięce smutki najlepsze lody wyrabiano wtedy - gdzieżby indziej - w lodziarni Gelateria Veneziana, wystawy innych cukierni przyciągały wzrok dekoracjami, zwłaszcza w okresie wielkanocnym, gdy ustawiano na nich wyrabiane z marcepanu pisanki czy zajączki, miniaturowe marcepanowe szynki i kiełbasy, jeśli zaś brawura oraz umiejętności cukiernika na to pozwoliły, nawet "scenkę z disnejowskiej Królewny Śnieżki"[133]. Tańsze od marcepanu, dostępne dla uczniowskiej kieszeni, były precle, prażone pestki dyni, kasztany, hałaśliwie reklamowe przez ulicznych sprzedawców: "Precli, świży precli, pestki palony!... Marony, goroncy marony!"[134]. Cały ten świat, skryty nie w Proustowskiej magdalence, lecz w smaku kasztanów, powróci do poety na chwilę paryską jesienią 1958 roku, co w nostalgicznym tonie zrelacjonuje rodzicom: "chodzę teraz więcej do teatru niż do kina, ale szczególnie wzruszył mnie (...) film Nibelungi (...), na który zaprowadził mnie Tata, kiedy miałem sześć lat. Właściwie cały film pamiętałem dość dokładnie i po seansie ze wzruszenia poszedłem na duże wino i kupiłem dużą torbę heise maronów. Paryż jest miastem, w którym można spotkać na ulicy przeszłość dla nas już niepowrotną"[135].

"Ojciec nigdy nie interesował się dziećmi, ale od czasu do czasu urządzał nam takie seminaria humanistyczne" (HNR, 209) - napisze po latach autor Labiryntu nad morzem, może nieco przesadnie, bo właśnie razem z ojcem dzieci oglądały zawody lekkoatletyczne i mecze tenisa, Panoramę Racławicką oraz liczne lwowskie muzea, w tym muzeum przyrodnicze, a w jego zbiorach "kolekcje motyli, wypchane ptaki i ssaki wszelkich gatunków, nawet dobrze zachowany szkielet mamuta". Odbywający te same edukacyjne wycieczki Heintsch pisał: "muzeum to założył hrabia Dzieduszycki. Ojciec, wracając z wizyt lekarskich w tym domu, był pełen podziwu dla metod wychowawczych, które tam były stosowane, gdyż była to wielodzietna rodzina, podporządkowana regułom wewnętrznej dyscypliny i karności"[136]. O zaletach owych metod będzie z czasem miał okazję przekonać się Zbigniew Herbert bardzo szczegółowo, biorąc za żonę Katarzynę Dzieduszycką, jedną z potomkiń hrabiego.

Niemniej jednak mali Herbertowie najczęściej spotykali tatę podczas głośnych lektur. Pisarz wspominał, że gdy liczył sobie ledwie trzy lata, ojciec czytał mu czy raczej streszczał Odyseję, dzięki czemu nie musiał później "szukać w słowniku, kto to był Polifem" (HNR, 100), jego siostra zapamiętała z kolei "fragmenty z Pana Tadeusza albo Trylogii - opowieść o Domeyce czy o tym, jak Kmicic wysadza kolubrynę - ciekawe i zabawne, żeby dzieci chwyciły haczyk"[137]. Przynęta w rzeczy samej została połknięta, a miejsce owych lektur - ojcowski gabinet, gdzie na biurku świeciła lampa z zielonym abażurem - musiał mieć dla kilkulatków aurę prawdziwie magiczną. Z głębi spędzonych w nim chwil wyłania się ten piękny fragment Herbertowskiej prozy:

Biedny Minotaur! Miałem dla niego, od zamierzchłego dzieciństwa, więcej czułości niż dla Tezeusza, Dedala czy innych spryciarzy. Kiedy pierwszy raz ojciec opowiadał mi tę bajkę, uczułem bolesny skurcz serca i współczucie dla pół zwierza, pół człowieka, spętanego labiryntem i obcą sobie ludzką historią, pełną podstępów i toporów. Przyczynił się zapewne do tego Maciuś, mój prywatny Minotaur, mieszkający pod schodami wiodącymi do piwnicy, któremu składałem ofiary (...) z mego poskromionego łakomstwa - czekolady i cukierki (...). Dla niego musiałem przekroczyć surowe rodzicielskie tabu, zakaz zadawania się ze zwierzętami - nosicielami zarazków, choć przecież większą chorobą, ba, kalectwem jest zatamowanie zakorzenionego w nas, od paleolitu, uczucia czci i poddania się woli nieznanego. Maciusiowi zawdzięczam, że późniejsza lektura mistyków nie była dla mnie całkiem niezrozumiała; był dla mnie niedostępny, wypełniony obcym życiem, rzadko odpowiadał pomrukiwaniem na moje litanie miłosne, na moje strzeliste akty uwielbienia, patrząc obojętnie z wyżyn swojej kociej boskości (LM, 42 n.).

Trudno dziś nie pomyśleć, że dzieci wychowywane w dostatnim domu przed stuleciem zaskakująco dużo czasu spędzały w najbliższym rodzinnym gronie, szczęśliwy zaś brak telewizji czy internetu pozwalał na celebrowanie świąt i uroczystości. "Panował zwyczaj składania życzeń wierszem. U mnie zawsze zaczynało się to od: "chociaż brak natchnienia, składam ci życzenia""[138] - ironizował Herbert po latach, a jego pieczołowitość w przechowywaniu wszelkiego rodzaju zapisków pozwala nam dokładniej poznać owe rymowanki. W archiwum poety znajdziemy bowiem "wierszyk imieninowy" autorstwa zapewne już nastoletniego Zbysia:

Kochany Tatusiu

W dzień Twego Imienia

Wznosim z podarkami, toasty, życzenia

Czerstwości i mienia

Zdrowia, pieniężności

Wiecznej radości

I rozległych włości

Miłych upominków

Długich wypoczynków

I dwóch grzecznych synków

Kończę... życzenia, reasumuję

Bo za rozwlekle piszę, czuję,

Wierszyk na czysto przepisuję

Skończyłem

"Utwór" do książki przezornie włożyłem

Ach!!! Jeszcze jeden toast ułożyłem

Niech żyją wszyscy cni Bolesławowie

we Lwowie

Dziś spełnisz kieliszek za Ich zdrowie[139].

Wyplątawszy się z sieci dobitnych rymów i zauważywszy także ślady romantycznych lektur poetyckich, wyobrażamy sobie, jak na tle ciężkich szaf i kredensów bogatego salonu dwójka, a raczej już trójka odświętnie ubranych dzieci (dziewczynka z kokardami we włosach, chłopcy w ubrankach z marynarskimi kołnierzami) recytuje ten utwór przed siedzącym na kanapie ojcem. Poznając rodzinne wspomnienia opowiadane przez Halinę Herbert i spisane przez Rafała Żebrowskiego, czujemy się nieledwie tak, jakbyśmy oglądali początkowe sceny filmu Fanny i Aleksander Bergmana.

Na początku grudnia w domu zjawiał się święty mikołaj, czasem odgrywany przez Bolesława Herberta, czasem - gdy okoliczności pozwalały na dramaturgiczny rozmach - przez Stefana Heintscha, lekarza, przyjaciela domu, ojca Pawła. Wtedy to orszak, obok odgrywanego przez którąś z ciotek Anioła, "uzupełniała postać Diabła, w którą oczywiście wcielał się Ojciec Zbysia i Halinki. Odziany w obcisłe trykoty, szatańską maskę i wywijając wspaniałym ogonem, sporządzonym z pończochy nafaszerowanej watą, z diabolicznym uśmiechem straszył dziatwę, ile wlezie, w czym niemałą rolę odgrywał atrybut tej postaci, tj. widły wypożyczone od stróża"[140]. Przed Wigilią w mieszkaniu pojawiała się sięgająca wysokiego sufitu choinka, przemycona przez dorosłych tak, by dzieci wierzyły w jej cudowne zjawienie się w zamkniętym dotąd pokoju. Po otwarciu drzwi ukazywała się ich oczom "pięknie i smakowicie ubrana, jako że zwyczajowo zawieszano na niej rozmaite łakocie, oprócz baniek (...), łańcuchów i lichtarzyków z małymi świeczkami. To była bardzo dobrze wyreżyserowana scena: najpierw z zamkniętego pokoju dochodził jakiś dźwięk i na ów sygnał dzieci wpadały do pomieszczenia, które tonęło w nieziemskim blasku, poświacie i oparach - do ich wywołania służyły między innymi ognie bengalskie"[141]. Łatwo się domyślić, że samą Wigilię obchodzono hucznie, a przede wszystkim licznie, zastępy krewnych gwarantowały, że do stołu siadano w piętnaście czy dwadzieścia osób, atmosfery Bożego Narodzenia dopełniali zaś kolędnicy, opowiadający historię o Herodzie i śpiewający "Gloryja" mniej lub bardziej czystymi głosami synowie rzemieślników, robotników i stróżów.

Przed Wielkanocą malowano pisanki i dekorowano mazurki, zapełniano stół pokarmami, które święcił przychodzący do domu ksiądz. Ostatnie dni wiązały się z wizytą u Bernardynów, gdzie wystawiano olbrzymie płótno przedstawiające Golgotę, podziwianiem Grobów Pańskich, i oczywiście uroczystą rezurekcją, na którą szła cała rodzina, razem z ojcem, zwykle omijającym nabożeństwa. Żołnierze oddawali salwę honorową, batiarzy na ulicach strzelali "z gwoździa", radowano się - Jezus raz jeszcze zmartwychwstawał.

***

Wśród wierszy amerykańskiego poety W.S. Merwina znajdziemy utwór o frapującym polskiego czytelnika tytule Dedykowane rowerowi Zbigniewa Herberta, rozpoczynający się od nieco podniosłej apostrofy: "Ponieważ nigdy / naprawdę cię nie miał / choć tak bardzo pragnął / w skrytości // więc poznał w marzeniach / każdy twój zakamarek i szczegół / blask szprych i chromu / zapach smaru i gumy"[142].

Merwin poznał Herberta w 1968 roku w Stanach Zjednoczonych[143], być może usłyszał też od niego opowieść o dokonanym przez chłopca wyborze między bicyklem a Biblią. Nie podważając prawdziwości tej sceny, zwróćmy jednak uwagę, że dla dzieci Bolesława i Marii rowery nie były przedmiotami utkanymi z marzeń, co widać na zdjęciach, choćby tym pochodzącym zapewne z połowy lat trzydziestych, na którym Januszkowi przypadł pojazd jeszcze trójkołowy, jego starszemu rodzeństwu - może nie wyścigowe kolarki, ale jednak zdatne do dalekich wędrówek solidne rowery o dużych kołach. Zimą chętnie jeżdżono na nartach, przede wszystkim na biegówkach, i po opanowaniu podstaw można było - pod przewodnictwem mamy - ruszać na wycieczki. Spod domu na pętlę tramwajową, na przykład na Pohulance, gdzie "nakładało się deski. Trasa bardzo urozmaiconego terenu wiodła do Winnik. Tu - upragniony odpoczynek w (...) restauracji (...). Gorąca herbata, grzane piwo, kanapki ze znakomitą sałatką śledziową, kiełbasa na gorąco z musztardą"[144]. Wracać można było pociągiem lub też trzymając się długiego sznura przywiązanego do zaprzężonych w parę koni sań.

Sportowym aktywnościom sprzyjało to, że pod sam koniec lat dwudziestych Herbertowie zbudowali dom w modnej podlwowskiej miejscowości Brzuchowice, do której dojeżdżało się koleją i gdzie - jak mówi fragment nieukończonego wiersza - "las I w lesie biały dom I pagórki / Zielone wody źródło i znów las / Taki był w skrócie krajobraz dzieciństwa"[145]. Jeśli w początkowym zamyśle miało powstać skromne weekendowe schronienie, to ostatecznie - ponosząc niemałe koszty i wykłócając się z niesolidną ekipą budowlaną - z eleganckiej białej cegły wzniesiono obszerną, sześciopokojową willę, ze stromym dachem pokrytym czerwoną dachówką oraz zadaszonym tarasem - idealnym miejscem do spożywania wspólnych śniadań czy kolacji. Willa Leśna stała na dużej działce otoczonej - nomen omen - lasami i łąkami. Na schodkach wejściowych do domu chętnie przesiadywały dzieci i czekając na zbliżającego się od stacji kolejowej ojca, mogły na przykład, jak na zdjęciu z 1933 roku, puszczać bańki mydlane[146]. Na innej fotografii zobaczymy chłopczyka zaopatrzonego w większą od niego łopatę, którą usiłuje wykopać dół, co w albumie skomentował ojciec: "Zbych od siódmego roku życia ciężko pracuje"[147].

Po zakończeniu roku szkolnego ze Lwowa wyprawiano się także dalej - na wywczasy w Rymanowie czy Piwnicznej, na kilkudniową wycieczkę do Krakowa, gdzie Maria z dziećmi - przynajmniej symbolicznie - brała udział w sypaniu kopca Józefa Piłsudskiego[148]. Ale to właśnie w dogodnie położonych Brzuchowicach dzieci wraz z matką i babką spędzały główną część wakacji, Bolesław zaś, zamknąwszy starannie gabinet w siedzibie banku, dołączał do rodziny sobotnimi wieczorami. "Mieszkaliśmy tam zwykle od maja do końca września, żyjąc w cudownej komitywie z naturą. Na rowerach bądź pieszo przemierzaliśmy leśnymi ścieżkami najbliższe okolice i wszystko tam było "nasze": poziomkowa polana na jednym z roztoczańskich wzgórz, leśne zakątki leszczynowe bądź malinowe, zagajnik sosnowy pełen maślaków, rzeczka Rokitna, płynąca w głębokim jarze" - wspominała Halina[149]. Pokoje na piętrze czasem wynajmowano letnikom, częściej zajmowali je dojeżdżający ze Lwowa goście, których częstowano łatwo uderzającą do głowy, z pewnością zachęcającą do pozostania dłużej herbertówką, skomponowaną z "czystej wódki, ratafii i gorzkiej żołądkowej, a może i jeszcze jakichś innych ingrediencji"[150].

Przy domu ustawiono urządzenia sportowe, piaskownicę służącą także do skoków w dal, tchnącą atmosferą lunaparku prostą karuzelę, a nawet urządzono boisko do gry w krykieta. Intensywnie też grano w tenisa stołowego, w którym Zbyszek osiągał tak dobre rezultaty, że jeszcze z początkiem lat sześćdziesiątych donosił z Londynu: "w ping-ponga rozgoniłem Włochów, Anglików i Hiszpanów, nie licząc pomniejszych narodowości. Szkoła brzuchowicka miała swój wielki międzynarodowy dzień"[151]. Chętnie pływano, dzięki czemu w późniejszym wieku w żelaznym repertuarze różnych hec, ochoczo płatanych przez autora Napisu, znajdzie się przekonywanie nowo poznanych dziewczyn czy przyjaciół o tym, że nie umie pływać: po takim ostrzeżeniu następowało wypadanie z łódki, spektakularne tonięcie i wreszcie cudowne wypłynięcie na powierzchnię suwalskiego jeziora lub Atlantyku. Szczęśliwie znacznie rzadziej zdarzało się strzelanie do ptaków z floweru, który do Brzuchowic przywiózł kiedyś Paweł Heintsch[152]. Przyszły poeta, ksiądz i pamiętnikarz należał do skądinąd wąskiego grona przyjaciół Zbyszka i Haliny, którzy jako dzieci z tak zwanej dobrej rodziny długo nie wymykali się do parku, nie włóczyli samotnie po Kajzerwaldzie, a nawet nie bawili się bez opieki babci na podwórku domu przy Łyczakowskiej[153]. Komitywie sprzyjała przyjaźń między oboma ojcami, a poza tym "najstarsza córka Herbertów, Halinka, była nieomal rówieśniczką mojego starszego braciszka, z kolei Zbyszek był o parę miesięcy młodszy ode mnie, a najmłodszy Januszek był rówieśnikiem naszego najmłodszego Janka. Rodziny były tak zaprzyjaźnione, że gdy w pierwszy dzień świąt Heintschowie byli u Herbertów, na drugi dzień Herbertowie byli u Heintschów"[154].

Prawdziwy dom rodzinny Herberta znajdował się w lesie (...). Niezapomniane królestwo z własnoręcznie skleconym przez małego Zbigniewa "obserwatorium astronomicznym" na strychu, z gniazdami (...) os i kryjówkami nietoperzy. Stąd wyruszało się na fantastyczne samotne wyprawy. Na włóczęgi w wysokiej trawie i na wycieczki do lasu, do "tureckich mogił", gdzie wspaniale straszyło i skąd można było obserwować i podziwiać sosnę, szczególnie piękną o zachodzie słońca, gdy jej pokryta delikatnymi łuskami kora płonęła blaskiem. Na wychowanie chłopca pewien wpływ miały, wypominane mu przez rodziców, przyjaźnie z "dziewkami kuchennymi", które uczyły go ludowych obyczajów świątecznych i tych codziennych[155]

- relacjonuje rozmowy z poetą Karl Dedecius, raz jeszcze, nie po raz ostatni w tej książce, każąc nam zastanowić się, na ile Herbert upiększał swe opowieści o dzieciństwie i młodości, podążając za duchem literatury, zamieniał je w improwizowane fragmenty prozy, gdzie tradycyjnie było miejsce i dla dorastającego panicza, przekradającego się nocą do pokoju służącej. Obserwatorium astronomiczne pojawia się także w cytowanym już wywiadzie z Karaskiem: "wybiłem dziurę w dachu specjalnie ułożonym na podstawie rysunku mojego ojca, który w czasie swoich podróży gdzieś to podpatrzył, prawie chiński dach, wybiłem ordynarnie dziurę. Lorneta znajdowała się na dachu. Jak obserwowałem gwiazdy, pozostanie tajemnicą. Bo to do lornetki, za każdym razem, trzeba było podchodzić. Miałem drabinę, to pamiętam"[156]. W linii dachu wieńczącego Willę Leśną można - przy pewnej dozie wyobraźni - ujrzeć podobieństwo do pagody, jego solidna konstrukcja wydaje się jednak przekreślać możliwość szukania w nim miejsca dla teleskopu, nie kończącego się olbrzymią awanturą. Znów jednak powiedzmy: jeśli w rzeczywistości u początków tej legendy jest po prostu chłopiec z lornetką, wychylający się przez okienko na strychu, nie traci ona swego uroku i nie przestaje podpowiadać, jak Zbigniew Herbert chciał nam opowiedzieć swoje dzieciństwo.

Chwile spędzane w Brzuchowicach, gdzie "ach to powietrze. Łyżkami można jeść" (WG I, 28), stały się także kanwą opowiadania Początek powieści, opublikowanego przez Herberta w 1951 roku. Dedykowana rodzicom proza rozpoczyna się od obrazu, który przed chwilą przemówił do nas z archiwalnej fotografii: "siedzę na kamiennych schodkach wiodących do domu, do naszego białego domu zatopionego w lesie" (WG I, 27), później wzrok bohatera i zarazem narratora unosi się, pokazuje czytelnikowi zagubioną pomiędzy sosnami stacyjkę kolejową, na której wysiada jedyny pasażer. Bolesław Herbert raz jeszcze, w pełnym delikatnej, ciepłej ironii opisie, zda się wyruszającym na spotkanie nieznanego Sindbadem: "ma na sobie popielate flanelowe spodnie, kolorową koszulę i marynarkę w wielką kratę. Marynarki tej nie lubi żona owego pasażera - mówi, że wygląda w niej jak "komiwojażer"". Natomiast w oczach syna ojciec, który "podąża ścieżką prosto w las", choć "nie ma na głowie białego hełmu, ale i tak podobny jest do Stanleya" (WG I, 27 n.). Wśród autobiograficznych szczegółów znajdziemy jeszcze kolejowego kasjera, a zarazem "cyrulika", który "strzygł nasz cały dom", chorego na gruźlicę nieznanego chłopca, którego twarz pojawia się, do czasu, w oknie sąsiedniego domu, zbieranie jagód i grzybów, a wreszcie oglądanie zachodów słońca, gdy

wiatr cichnie, kwiaty zaczynają mocno pachnieć, powietrze łagodnieje, rzednieje, jakby na przyjęcie kolorów i z rozświetlonego szczytu sosny spływa wąziutka strużka rozcieńczonej purpury. Wtedy we trójkę, to znaczy siostra, braciszek i ja, biegniemy ścieżką przez las, aż na skraj wielkiej łąki, skąd widać to, co dzieje się codziennie, a zawsze piękniej niż wczoraj. Bardzo żałuję, że nie mogę opisać ani pienistych obłoków na górze, ani złotej arki płynącej dołem przez kolory, ani delfinów, ani koni, ani bogów - niczego z tej mitologii zachodniego nieba. Nie umiem też wyrazić ostatniego zenitu, kiedy wszystko staje się niemożliwie cienkie i piękne (WG I, 32).

***

Do tej idyllicznej opowieści wprowadźmy wreszcie, dzięki wspomnieniu Haliny Herbert, nieco inny ton:

brat był chłopaczkiem z pomysłami. Jako czterolatek, pozostawiony na chwilę przed domem, zniknął, udawszy się na samotny spacerek. Było to w czasie wakacji w Rymanowie. Po nerwowych poszukiwaniach (...) odnaleziono go w końcu w parku zdrojowym, przy pijalni wód, gdzie siedział na ławce i pełen godności popijał wodę (...). Od czasu do czasu mój braciszek uznawał za stosowne sprawdzić, czy jest dla mnie kimś ważnym. Mówił wtedy: "Idę się zgubić". Wychodził poza ogrodzenie naszego domu w Brzuchowicach i zdecydowanym krokiem pięciolatka zmierzał w kierunku lasu. Gdy się oddalił, wypadałam za nim z wielkim krzykiem. Ten hałas wywoływał z domu mamę, babcię i gosposię, które sprowadzały uciekiniera - zadowolonego, że test na ważność jego osoby wypadł dodatnio[157].

Nie można nadawać anegdotom z życia kilkulatka przesadnego znaczenia, a jednak uderza metaforyczny wymiar odgrywanych na użytek rodziny "ucieczek". Przychodzi do głowy myśl o podobieństwach w zachowaniu syna i ojca, Bolesław przecież karał dzieci za nieposłuszeństwo właśnie odsunięciem się, odgrywał sceny mające być początkiem opuszczenia domu. A także fakt (tu może kreślimy obraz bardzo mocną kreską), że przez długie dekady dorosły już Zbigniew będzie tym, kto właśnie odchodzi, wyrusza na samotne wędrówki, każe na siebie czekać, czasem zaś gubi się gdzieś, poszukiwany przez żonę, przyjaciół, organizatorów spotkań literackich.

Z tych pierwszych lat wyłania się także bodaj najważniejsze wspomnienie dzieciństwa, moment, który autor Rovigo będzie później wielokrotnie opowiadał, dostrzegając w nim symboliczny wymiar. Oto więc mały chłopiec opuszcza bezpieczne ramiona matki, wędruje samotnie ścieżką przez las, gdzie czeka na niego martwe zwierzę. W jednej z prób przywołania przeszłości chwila ta wygląda tak: "miałem niecałe dwa lata (...). Do Kosowa pojechaliśmy, do tak zwanych chłopów. Szliśmy nad strumień. Jaszczurka martwa na ścieżce. Byłem tym zszokowany. Pierwszy widok śmierci. Teraz tak interpretuję. Przedtem - nie wiem, co myślałem... Prawdopodobnie było zadziwienie. (...) Smutek straszliwy. Bałem się tej jaszczurki. Nie chciałem jej pochować. Potem przyszedłem, na drugi dzień. Jaszczurki już nie było. Sądziłem, że ona poszła do jakiegoś raju jaszczurek" (HNR, 113).

Zapewne ma rację Rafał Żebrowski, wskazując, że mowa tu nie o roku 1926, lecz o dwa lata późniejszych wakacjach spędzanych przez Herbertów w chłopskiej chacie w miejscowości Kosów nad rzeką Rybnicą[158], znacznie łatwiej bowiem uwierzyć, że chwilę taką przechowała pamięć nie dwu-, ale czterolatka. Nie ma to jednak większego znaczenia, podobnie jak fakt, czy zobaczonym wtedy zwierzęciem była właśnie jaszczurka, czy - jak mówił Herbert przy innych okazjach - kret[159]. Porusza natomiast siła wspomnienia, do którego pamięć poety uporczywie powracała. Zaczątek opisu znajdziemy na przykład w pochodzącym z początku lat siedemdziesiątych szkicu do wiersza mającego nosić tytuł "Topografia" lub "Miejsce", gdzie czytamy, że "teren był raczej płaski łagodne wzniesienia / lesisty", "przeważały sosny / ptaki pospolite wrona dzięcioł i drozdy", "wieczór gęsty od nietoperzy", "dużo kretów" i wreszcie - "trup na ścieżce zalanej słońcem"[160]. Przywołanie najpełniejsze, przede wszystkim zaś zobaczenie tego spotkania jako odsłonięcia mechanizmu rządzącego światem, w szkicu, który Herbert zapisał, a może już tylko podyktował, parę miesięcy przed śmiercią. "Pierwsze spotkanie ze złem. (...) Lato, wczesnym rankiem wybrałem się samotnie (uciekłem z domu) do ogrodu dr. Tarnawskiego. W czasie powrotu na ścieżce (jasny ugier) czarne futerko kreta. Zdaję sobie sprawę, że kret jest martwy, choć nie zdaję sobie z tego dobrze sprawy i co to znaczy - martwy. Martwy, a więc zły. Tyle pierwsze spotkanie, które opiera się na obrazie, a więc na widzeniu, które nie podlega zabiegom intelektualnym" (WG II, 395).

W bardzo znamienny dla siebie sposób autor Pana Cogito rozwija ów obraz, odrzucając te filozoficzne czy religijne przekonania, które zło traktują jako siłę niezależną od człowieka, działającą samoistnie, by tak rzec - konkurującą z Bogiem: "żyłem dalej, bez metafizycznego rozdarcia, że na świecie istnieje równoległe zło i dobro, w walce z sobą", "zło jawiło mi się zawsze jako zło ucieleśnione - zawsze z ludzką twarzą". Obcy manichejskim fascynacjom, Herbert przekonuje, że mimo najbardziej skomplikowanych czy bolesnych okoliczności zło jest czymś, za co to my jesteśmy odpowiedzialni, co nie wydarza się bez naszego udziału, czemu wreszcie mamy obowiązek się przeciwstawić. Mówi zatem, że tak traktowane zło jest "łatwo rozpoznawalne", "to znaczy łatwo wskazać i, co za tym idzie, wybrać to, co dobre, a odrzucić to, co złe. Życie moralne to problemy praktyczne, a nie teoretyczne". Ten zaś, kto "utyskuje nad trudnościami wyboru, symuluje i udaje chorobę intelektualną, a w rzeczywistości brak mu charakteru - zdolności dokonania wyboru zgodnie z naszą osobą jako istotą moralną" (WG II, 395). Dodaje wreszcie, że co do materii zła "Bogiem a prawdą, nie ma nad czym się rozwodzić, pisać grubych książek, należy ćwiczyć dobrą wolę, bo w ten sposób oszczędzimy wiele cierpień sobie i bliźnim" (WG II, 396).

Formułując swą wypowiedź, Herbert niewątpliwie odwoływał się w duchu do kwestii oceny nader konkretnego zła czasów komunizmu w Polsce, postępków żyjących w PRL-u artystów i intelektualistów, która to ocena w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych poróżni go z wieloma wcześniejszymi przyjaciółmi. Ta kwestia wróci do nas jednak znacznie później. Chwila, gdy kilkulatek wpatrywał się w leżący na ścieżce ciemny kształt, może nas tymczasem poprowadzić w jeszcze jednym, nie bardzo zresztą odmiennym kierunku: do podkreślanej przez Herberta miłości wobec tego, co skazane na przegraną, cierpiące, ale też: niepoddające się zniewoleniu, czy będzie to wytępiony przez silniejszych najeźdźców naród, czy choćby obolałe, koniecznie przy tym nieoswojone zwierzę. W zapiskach, które prowadził w połowie lat osiemdziesiątych w paryskim szpitalu, znajdziemy opatrzony nagłówkiem "zwierzę ofiarne" urywek: "od dzieciństwa kochałem zwierzęta dzikie, bezpańskie, cierpiące"[161], znacznie pełniejszy obraz przynosi proza o tytule "Smok", nieukończona, a mająca trafić do książki Król mrówek.

Dopełniając swą wiedzę o dzieciństwie poety, znajdziemy tu opis długiego wieczornego zasypiania, kiedy - mimo wysiłków niani czy babci, wytrwale opowiadających kolejne bajki - oczy nie chciały się kleić. Z ironicznym poczuciem humoru, naturalnie prezentując czytelnikowi obraz literacki, a nie dokumentalny, pisze Herbert, że po opowieściach o "różyczkach, konwalijkach, stokrotkach, pracowitych karzełkach (perfidny obraz klasy robotniczej pozbawionej świadomości klasowej)", o "dobrych królewnach i pięknych królewiczach (miało to zapewne zaszczepić dzieciom ślepe przywiązanie do monarchii)" następowały historie pełne grozy, "kościotrupów, zatęchłych piwnic, sów, wisielców, obciętych głów, cmentarzy, diabłów" (KM, 112). I wreszcie "szczyt horroru", czyli "opowieści o smokach": "walczyłem ze snem, aby doczekać tego ukochanego finału. Bardzo lubiłem smoki. Budziły we mnie uczucie czułości i braterstwa. Zupełnie nie rozumiałem, dlaczego zabija się je tak okrutnie. Marzyłem, że kiedy dorosnę, będę wyzwalał smoki od ludzi" (KM, 113).

Podobnie jak w wielu innych krótkich utworach prozatorskich Herberta, tak i tu żartobliwie potraktowane anegdoty lub perypetie fabularne prowadzą ostatecznie do puenty przynoszącej perspektywę zgoła inną, deklarację sformułowaną całkowicie serio: "smok stał się symbolem wszystkich ludzkich zbrodni i nieprawości. A ponieważ był to symbol żywy - zabijano go. Jest rzeczą nieprawdopodobną, że przetrwał tak długo. Tępiony jak sekty heretyków, jak Żydzi, jak wszyscy odmieńcy, jak ci, którzy myślą inaczej" (KM, 113 n.). Tak oto domyka się węzeł wierności łączący chłopca z Brzuchowic oraz dorosłego mężczyznę piszącego o zmiecionych przez historię Etruskach, fałszywie oskarżonych templariuszach, palonych żywcem albigensach. O wygnańcach, a wśród nich o nienazywanych wprost, ale też obecnych lwowianach, którym przyszło utracić ich małą, najbliższą ojczyznę.

[42] Nota biograficzna o Zbigniewie Herbercie, "Modern Poetry in Translation" 1966, nr 1.

[43] AZH, Akc. 18022.

[44] Nie zapowiadałem się na poetę. Ze Zbigniewem Herbertem rozmawia Janusz Maciejewski, "Odra" 2008, nr 9.

[45] Wypowiedź H. Herbert-Żebrowskiej w filmie Potęga smaku, scen. i reż. A. Pawłowicz, Telewizja Polska, 1995.

[46] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 35.

[47] T. Mann, Śmierć w Wenecji, przeł. L. Staff, w: tenże, Wybór nowel i esejów, opr. N. Honsza, Wrocław 1975, s. 197.

[48] Kartka Z. Herberta do K. Dedeciusa, Knoppen, 6 kwietnia 1975, ZHKD.

[49] E. Pound, Wyspa na jeziorze, przeł. L. Engelking, w: W.B. Yeats, E. Pound, T.S. Eliot, Wyspy na jeziorze, Kraków 1988, s. 37.

[50] B. Schulz, Sierpień, w: tenże, Opowiadania. Wybór esejów i listów, opr. J. Jarzębski, Wrocław 1989, s. 3.

[51] Cyt. za: R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 38.

[52] Z dokumentów zachowanych w archiwum Zbigniewa Herberta wynika, że Józef Herbert ożenił się po raz pierwszy w 1886 roku z Herminą Marią Turek - AZH, Akc. 18021, t. 1.

[53] "Miała szesnaście lat, gdy poślubiła mojego dziadka, wybitnego adwokata, który przybył z Anglii i popełnił samobójstwo, pozostawiając dwudziestodwuletnią wdowę" (HNR, 58) - opowiadał o swojej babci Zbigniew Herbert, jednak wspomniane samobójstwo (a z pewnością i inne podane tu szczegóły dotyczące dziadka) wydają się konfabulacją poety.

[54] List Z. Herberta do R. Gimes, Berlin, 12 grudnia 1978, dz. cyt.

[55] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 40.

[56] Zob. tamże, s. 39.

[57] Tamże, s. 46.

[58] Zob. tamże, s. 51.

[59] AZH, Akc. 18021, t. 2.

[60] Powieści, wiersze, czeki, dz. cyt.

[61] Zob. AZH, Akc. 18021, t. 5.

[62] Zob. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 60.

[63] Do podobnego wniosku doszła z czasem siostra poety: "Zbysio nie był podobny ani do mamy, ani do ojca. Ale gdy się zrobił stary, to nagle pomyślałam: chyba dziadek Kaniak?" - H. Herbert-Żebrowska, "Brat", zapis rozmowy udostępniony autorowi przez Annę Romaniuk.

[64] Zob. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 129.

[65] "Pewnego razu, z okazji Nowego Roku, kiedy miała około dziesięciu lat, ojciec (...) postanowił obdarować swe pociechy pieniędzmi. W ten sposób Maria, podobnie jak całe rodzeństwo, stała się szczęśliwą właścicielką monety o nominale jednej korony. (...) siostry mej Babci nakupowały sobie rozmaitych smakołyków. (...) Marysia nie bardzo mogła się zdecydować. Wkrótce cała rodzina (...) udała się na uroczyste nabożeństwo. (...) podniosły charakter obrzędów udzielił się dziewczęciu na tyle, iż kiedy (...) pojawił się wreszcie kościelny z tacą, bez namysłu rzuciła na nią cały swój "majątek"" - opowiada R. Żebrowski (tamże, s. 147 n.). Podobna szczodrość impulsywnego gestu cechować będzie po latach także syna Marii z Kaniaków.

[66] Zob. tamże, s. 160.

[67] Tamże, s. 124 n.

[68] AZH, Akc. 18021, t. 2.

[69] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 83.

[70] Tamże, s. 95.

[71] "Drogi Marku (...) przysyłam Ci list do mego stryja we Wiedniu (Roman Herbert, Elisabethstrasse 8, tuż koło Opery)" - list Z. Herberta do M. Walickiego, Berkeley, 3 lipca 1968, OSS, Akc. 77/13.

[72] List Z. Herberta do Matki, Wiedeń, 3 marca 1975, ZHKR, 314.

[73] List Z. Herberta do Cz. Miłosza, Paryż, 28 września 1967, ZHCM, 93.

[74] AZH, Akc. 17849, t. 5.

[75] "Był wyjątkowo silnym niemowlęciem, podanie więc głosi, że ochrzczono go tak na cześć słynnego zapaśnika, Stanisława Cyganiewicza", noszącego pseudonim "Zbyszko" - pisze J. Łukasiewicz w książce Herbert (Wrocław 2001, s. 6).

[76] O ile nie podano inaczej, przywoływane fotografie można znaleźć w Archiwum Zbigniewa Herberta w Bibliotece Narodowej (Akc. 18036, t. 1-50).

[77] Wypowiedź H. Herbert-Żebrowskiej udostępniona autorowi przez Rafaela Lewandowskiego.

[78] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 180.

[79] Tamże, s. 248.

[80] Lubił szukać guza. Z Haliną Herbert-Żebrowską rozmawia Andrzej Franaszek, "Tygodnik Powszechny" 2008, nr 31.

[81] "Jako rówieśnicy bawiliśmy się razem w piasku kolorowymi foremkami, gdy mamy nasze na ogrodowej ławeczce miały sobie tak wiele do powiedzenia" - P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 35.

[82] S. Machowski, Bernardyński mijam..., dz. cyt., s. 45.

[83] AZH, Akc. 17955, t. 157.

[84] AZH, Akc. 17849, t. 4.

[85] AZH, Akc. 17955, t. 105.

[86] R. Gimes, Zbigniew Herbert i Węgrzy, w: Strażnik pamięci..., dz. cyt., s. 46.

[87] AZH, Akc. 17955, t. 153.

[88] W. Benjamin, Ulica jednokierunkowa, przeł. B. Baran, Warszawa 2011, s. 102.

[89] A. Dziurda, Nie lubił opowiadać o Lwowie, "Życie" 1999, nr 174.

[90] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 205.

[91] Zob. tamże, s. 203.

[92] Tamże, s. 348.

[93] Lubił szukać guza, dz. cyt.

[94] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 194.

[95] Tamże, s. 196.

[96] Powieści, wiersze, czeki, dz. cyt.

[97] Por. film dokumentalny Zbigniew Herbert o swoim życiu, twórczości, polityce, realizacja K. Rutkowski, A. Wolski, P. Wejchert, Paryż 1991, Archiwum Telewizji Polskiej.

[98] Powieści, wiersze, czeki, dz. cyt.

[99] AZH, Akc. 17857, t. 1.

[100] "Bardzo lubił kupować widokówki i długie chwile spędzał przed sklepami z wystawionymi kartkami, gdziekolwiek byliśmy razem na wakacjach. "No, już dosyć, no, chodźmy" - mówiliśmy, a Zbyszek wciąż stał i stał, i wybierał" - wspomina Magdalena Czajkowska (ZHKZ, 50).

[101] AZH, Akc. 17955, t. 96.

[102] List Z. Herberta do Cz. Miłosza, Wiedeń, 10 grudnia 1965, ACMBL.

[103] H. Herbert-Żebrowska, "Brat", dz. cyt.

[104] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 214.

[105] Por. list M. Herbert do Syna, Sopot, 7 lipca 1955, ZHKR, 38, oraz list B. Herberta do Syna, Sopot, 13 lipca 1956, ZHKR, 45.

[106] Por.: "To są oczywiście moje wspomnienia, ale wiem z przekazów rodzinnych, że dokładnie tak samo traktował swoje dzieci. (...) był bardzo powściągliwy w udzielaniu tzw. pieszczot, czym wyraźnie odróżniał się od swej żony (...) nie pamiętam, by mnie tulił, całował, głaskał; widać od tego miały być kobiety. Jednak bynajmniej nie brakło mi jego ciepła, a nawet kontaktu fizycznego" - R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 204.

[107] Lubił szukać guza, dz. cyt.

[108] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, "Rzeczpospolita", 17 maja 2007.

[109] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 201.

[110] Pani Herbert. Katarzyna Herbert w rozmowie z Jackiem Żakowskim, "Gazeta Wyborcza", 30 grudnia 2000 - 1 stycznia 2001.

[111] List Z. Herberta do K. Herbert, niebo [lot z Berlina do Hanoweru], 19 grudnia 1986, oraz list Z. Herberta do K. Herbert, Brunszwik, 20-21 grudnia 1986, GH, 54 i 56.

[112] You have little time you must give testimony, ze Zbigniewem Herbertem rozmawia W.L. Webb, "The Guardian", 23 lipca 1981.

[113] Por. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 297.

[114] Por.: "mój pierwszy duchowy wybór: całkowicie nieetycznie zaoferowano mu rower lub Biblię - chciał rower, wybrał Biblię. "Byłem nieznośnym chłopakiem"" - You have little time..., dz. cyt.

[115] A. Dziurda, Nie lubił opowiadać..., dz. cyt.

[116] AZH, Akc. 17955, t. 143.

[117] "Babcia w sklepie Fasslicha (...) kupowała knotki do lampki oliwnej, która stale paliła się w jej pokoju przed małym obrazkiem św. Antoniego z Padwy" (MD, 179).

[118] List T. Karpowicza do Z. Herberta, Wrocław, 2 lutego 1965, AZH, Akc. 18005, t. 35.

[119] "Halusia była ojca, Januszek mamy, a Zbyszek babci" - opowiada Halina Herbert w artykule A. Dziurdy Nie lubił opowiadać..., dz. cyt.

[120] H. Herbert-Żebrowska, "Brat", dz. cyt.

[121] Zob. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 246.

[122] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.

[123] A. Dziurda, Nie lubił opowiadać..., dz. cyt.

[124] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.

[125] AZH, Akc. 17956, t. 2.

[126] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.

[127] Por. P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 36.

[128] Tamże, s. 45.

[129] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 256.

[130] Por. P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 45.

[131] Por. H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.

[132] Por. P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 14.

[133] Tamże, s. 46.

[134] Tamże, s. 17.

[135] List Z. Herberta do Rodziców, Paryż, 7 listopada 1958, ZHKR, 80.

[136] P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 37.

[137] Lubił szukać guza, dz. cyt.

[138] List Z. Herberta do H. Elzenberga, Brwinów, 18 stycznia 1952, ZHHE, 23.

[139] AZH, Akc. 18021, t. 3.

[140] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 261.

[141] Tamże, s. 261 n.

[142] W.S. Merwin, Dedykowane rowerowi Zbigniewa Herberta, przeł. P. Marcinkiewicz, w: tenże, Imię powietrza. Wiersze wybrane, Kraków 2013, s. 96 n.

[143] W 2013 roku zaś został laureatem przyznawanej przez Fundację im. Zbigniewa Herberta Międzynarodowej Nagrody Literackiej upamiętniającej autora Pana Cogito.

[144] P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 13.

[145] AZH, Akc. 17955, t. 157.

[146] Zob. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 269.

[147] Zob. tamże, s. 361.

[148] Por. tamże, s. 379. Może zresztą wyjazd ten był częścią wycieczki zorganizowanej przez szkołę Świętego Antoniego, której dyrektorem był Adam Ligęza, znajomy Stefana Heintscha. Wskazywałoby na to wspomnienie jego syna: "ojciec kupił także nam takie małe aparaty fotograficzne. Swojego użyłem pierwszy raz podczas wycieczki szkolnej do Krakowa. Byłem w VI klasie, wycieczkę zorganizował dyrektor Ligęza. Pojechała też moja mama; nocowaliśmy w hotelu Pod Różą (...). Oficjalną okazję do tej wycieczki stanowiła budowa kopca im. Marszałka Piłsudskiego. Przywieźliśmy do domu różne pamiątkowe plakietki i łopatki mosiężne z wytłoczonym okolicznościowym napisem" - P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 41.

[149] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.

[150] R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 374.

[151] List Z. Herberta do Rodziców, Londyn, 13 sierpnia 1963, ZHKR, 200.

[152] "Dostaliśmy od ojca flower. (...) Wokół willi Herbertów rosły drzewa wiśniowe i gromadziły się na nich ptaki (...). Nazywano je pestkojady. Zastrzeliłem jednego takiego ptaszka, ale ojciec spojrzał na mnie z takim wyrzutem, że zmroził całkowicie moje ambicje myśliwskie" - P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 35.

[153] Por. J. Siedlecka, Pan od poezji, dz. cyt., s. 40.

[154] P. Heintsch, Wilki, owce..., dz. cyt., s. 34.

[155] K. Dedecius, Europejczyk z Łodzi. Wspomnienia, przeł. S. Lisiecka, Kraków 2008, s. 276.

[156] Powieści, wiersze, czeki, dz. cyt.

[157] H. Herbert-Żebrowska, Dostałam rolę Kritona, dz. cyt.

[158] Por. R. Żebrowski, Zbigniew Herbert, dz. cyt., s. 356.

[159] Por. np.: "Opowiedział, że mając trzy latka, znalazł na ścieżce zadeptanego kreta. Pod wpływem tego przeżycia ułożył wierszyk, którego już nie pamięta, bo przecież wtedy nie umiał jeszcze pisać, aby go zanotować. W każdym razie w wierszu tym była mowa o śmierci, o piasku i czerni" - R. Gimes, Zbigniew Herbert i Węgrzy, dz. cyt., s. 46.

[160] AZH, Akc. 17845, t. 2.

[161] AZH, Akc. 17877, t. 1.

Wykaz skrótów

AAABL - Alfred Alvarez Papers, Add MS 88597, British Library, Londyn, Wielka Brytania

AAS - Archiwum Aleksandra Schenkera, Biblioteka Narodowa, Warszawa

AAWBL - Aleksander Wat Papers, GEN MSS 705, Beinecke Library, Yale University, USA

ACMBL - Czeslaw Milosz Papers, GEN MSS 661, Beinecke Library, Yale University, USA

AET - Archiwum Ewy Thompson, Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń

AEUMK - Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń

AILK - Archiwum Instytutu Literackiego "Kultura", Maisons-Laffitte, Francja

AITB - Archiwum Ireny i Tadeusza Byrskich, Akademia im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim

AJA - Archiwum Jerzego Andrzejewskiego, 1587, t. IX, Muzeum Literatury, Warszawa

AJB - Archiwum Jana Błońskiego, BJ rkp. przyb. 93/11, Biblioteka Jagiellońska, Kraków

AJCz - Archiwum Józefa Czapskiego, Muzeum Narodowe, Kraków

AJJS - Archiwum Jana Józefa Szczepańskiego, Biblioteka Narodowa, Warszawa

AJT - Archiwum Jerzego Turowicza, Biblioteka Narodowa, Warszawa

AKJBL - Konstanty Jeleński Papers, GEN MSS 676, Beinecke Library, Yale University, USA

AKW - Archiwum Kazimierza Wierzyńskiego, The Polish Library POSK, Londyn, Wielka Brytania

AMW - Archiwum Marka Walickiego, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław

AOPiM - Archiwum Oficyny Poetów i Malarzy, Uniwersytet Jagielloński, Kraków

AOS - Archiwum Olgi Scherer - Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń

AOSBL - Olga Scherer-Virski Papers, GEN MSS 526, Beinecke Library, Yale University, USA

ARM - Archiwum Ryszarda Matuszewskiego, Biblioteka Narodowa, Warszawa

AWS - Archiwum Wisławy Szymborskiej, Biblioteka Jagiellońska, Kraków

AZH - Archiwum Zbigniewa Herberta, Biblioteka Narodowa, Zakład Rękopisów, Warszawa

AZHBL - Zbigniew Herbert Papers, GEN MSS 527, Beinecke Library, Yale University, USA

AZN - Archiwum Zdzisława Najdera, Warszawa

BO - Zbigniew Herbert, Barbarzyńca w ogrodzie, opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2004

D - Zbigniew Herbert, Dramaty, opr. J. Kopciński, Warszawa 2008

GH - Zbigniew Herbert, Głosy Herberta, opr. Barbara Toruńczyk, Warszawa 2008

HCP - Henri Coulette Papers, The Huntington Library, Pasadena

HNR - Zbigniew Herbert, Herbert nieznany. Rozmowy, opr. H. Citko, Warszawa 2008

IPN - Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa

KM - Zbigniew Herbert, Król mrówek. Prywatna mitologia, opr. R. Krynicki, Kraków 2008

LNM - Zbigniew Herbert, Labirynt nad morzem, Warszawa 2000

LTP - Leopold Tyrmand Papers, ACC. 86015, Hoover Institution, Stanford University, USA

MD - Zbigniew Herbert, "Mistrz z Delft" i inne utwory odnalezione, opr. B. Toruńczyk, H. Citko, Warszawa 2008

MNW - Zbigniew Herbert, Martwa natura z wędzidłem, Warszawa 2003

OSS - archiwa Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Wrocław

SSP - Susan Sontag Papers, UCLA Library Special Collections, Collection 612, University of California, Los Angeles, USA

WG I - Zbigniew Herbert, Węzeł gordyjski oraz inne pisma rozproszone 1948-1998, t. 1, opr. P. Kądziela, Warszawa 2008

WG II - Zbigniew Herbert, Węzeł gordyjski oraz inne pisma rozproszone 1948-1998, t. 2, opr. P. Kądziela, Warszawa 2008

WR - Zbigniew Herbert, Utwory rozproszone. (Rekonesans), opr. R. Krynicki, Kraków 2010

WZ - Zbigniew Herbert, Wiersze zebrane, opr. R. Krynicki, Kraków 2008

ZHCM - Zbigniew Herbert, Czesław Miłosz, Korespondencja, opr. B. Toruńczyk i M. Tabor, Warszawa 2006

ZHDW - Zbigniew Herbert, Dawid Weinfeld, Listy, opr. Ryszard Krynicki, Kraków 2008

ZHFC - Zbigniew Herbert, Listy do Francesco M. Cataluccia, w: Herbert - studia i dokumenty, opr. P. Kłoczowski, Warszawa 2008, s. 131-156

ZHHE - Zbigniew Herbert, Henryk Elzenberg, Korespondencja, opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2002

ZHHM - Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, Katarzyna i Zbigniew Herbertowie, Korespondencja, opr. M. Zagańczyk, Warszawa 2012

ZHJT - Zbigniew Herbert, Jerzy Turowicz, Korespondencja, opr. T. Fiałkowski, Kraków 2005

ZHJZ - Zbigniew Herbert, Jerzy Zawieyski, Korespondencja 1949-1967, opr. P. Kądziela, Warszawa 2002

ZHKD - Listy Zbigniewa Herberta do Karla Dedeciusa: Karl Dedecius Archiv der Europa-Universität Viadrina, Frankfurt (Oder) / Archiwum Karla Dedeciusa przy Collegium Polonicum w Słubicach; Nachlass Karl Dedecius / Spuścizna po Karlu Dedeciusie

ZHKP - Listy Zbigniewa Herberta do Krystyny Podgóreckiej, Biblioteka Narodowa, Zakład Rękopisów, Warszawa, Akc. 22232

ZHKR - Zbigniew Herbert, Korespondencja rodzinna, opr. H. Herbert-Żebrowska, A. Kramkowska-Dąbrowska, Lublin 2008

ZHKS - Listy Katarzyny i Zbigniewa Herbertów do Klausa Staemmlera; nr inw. 5008, Muzeum Literatury, Warszawa

ZHKZ - Herbert i "Kochane Zwierzątka". Listy zebrała i komentarzem opatrzyła Magdalena Czajkowska, Warszawa 2006

ZHLM - Zbigniew Herbert, Listy do Muzy, opr. M. Marchlewska, Gdynia 2000

ZHRV - Listy Zbigniewa Herberta do Renate Vollmer, Muzeum Literatury, Warszawa

ZHSB - Zbigniew Herbert, Stanisław Barańczak, Korespondencja (1972-1996), opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2005

ZHTC - Zbigniew Herbert, Tadeusz Chrzanowski, "Mój bliźni, mój bracie". Listy 1950-1998, opr. Z. Baran, Kraków 2016

ZHZR - Listy Zbigniewa i Katarzyny Herbertów do Zdzisława i Jadwigi Ruziewiczów, Biblioteka Narodowa, Oddział Rękopisów, Warszawa, Akc. 19136, t. 1, 2

ZNP - Zdzisław Najder Papers, ACC 95042-16, Hoover Institution, Stanford University, USA

Bibliografia

Bibliografia podmiotowa

Książki Zbigniewa Herberta

Wiersze zebrane, opr. R. Krynicki, Kraków 2008

Utwory rozproszone. (Rekonesans), opr. R. Krynicki, Kraków 2010

Bajki, opr. R. Krynicki, Kraków 2009

Dramaty, opr. J. Kopciński, Warszawa 2008

Barbarzyńca w ogrodzie, opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2004

Martwa natura z wędzidłem, Warszawa 2003

Labirynt nad morzem, Warszawa 2000

Król mrówek. Prywatna mitologia, opr. R. Krynicki, Kraków 2008

Węzeł gordyjski oraz inne pisma rozproszone 1948-1998, t. 1-2, opr. P. Kądziela, Warszawa 2008

Głosy Herberta, opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2008

"Mistrz z Delft" i inne utwory odnalezione, opr. B. Toruńczyk, H. Citko, Warszawa 2008

Zbigniew Herbert. Wieczór poetycki, 25 maja 1998 roku, Teatr Narodowy, opr. P. Kłoczowski, Warszawa 1999

Herbert nieznany. Rozmowy, opr. H. Citko, Warszawa 2008

Herbert - studia i dokumenty, opr. P. Kłoczowski, Warszawa 2008

Herbert. Znaki na papierze. Utwory literackie, rysunki i szkice, opr. M. Buszewicz, H. Citko, Lesko 2008

Zbigniew Herbert, Ludzie. People, katalog wystawy w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, opr. A. Franaszek, Kraków 2015

Wybrane rozproszone utwory i wypowiedzi Zbigniewa Herberta

Wiersze opublikowane w antologii "...każdej chwili wybierać muszę" (almanach poetycki), Warszawa 1954

Do Michaela Krügera, "Kwartalnik Artystyczny" 2014, nr 4

Ein Brief, statt eines Nachtworks, w: Bienek lesen. Materialien zu seinem Werk, München 1980, s. 217-219

François Bondy, "Zeszyty Literackie" 2008, nr 102

Heinrich H. Kunstmann, "Tygodnik Powszechny" 1961, nr 16

Hommage a Rilke, "Zeszyty Literackie" 2008, nr 104

List do Redakcji ["The New Leader"], przeł. M. Heydel, "Zeszyty Literackie" 2006, nr 95

Litania do Ironii, "Kwartalnik Artystyczny" 2015, nr 3

Los w naszych rękach, "Tygodnik Solidarność" 1995, nr 46

Ludzie i diabły z Loudun, "Zeszyty Literackie" 2013, nr 122

Łowcy ptaków, "Mazury i Warmia" 1955, nr 7/8, przedruk: Z. Chojnowski, Od biografii do recepcji. Ernst Wiechert, Konstanty I. Gałczyński, Zbigniew Herbert na Warmii i Mazurach, Olsztyn 2011, s. 275-277

Marek Oberländer, w: Marek Oberländer. Malarstwo, grafika, rysunek, Warszawa 1999

Poetyckie spotkanie z Kazimierzem Hoffmanem, "Kwartalnik Artystyczny" 2008, nr 4

Rede zum Lenau-Preis, w: Program przedstawienia "Drugi pokój", reż. P. Mundorf, Stadttheater Aachen, 1966/1967

Rozważania hagiograficzno-zwierzęce Pana Cogito, "Kwartalnik Artystyczny" 2015, nr 1

Ryszard albo logika młodości, opr. R. Krynicki, "Kwartalnik Artystyczny" 2015, nr 4

Saturnin, opr. R. Krynicki, "Kwartalnik Artystyczny" 2016, nr 2

Spazm artyleryjski, "Zeszyty Literackie" 2010, nr 111

Sprawa słonia, "Polska. The Times" 2008, nr 174

Ślepi przechodnie, "Zeszyty Literackie" 2009, nr 106

Toni albo formalista, opr. R. Krynicki, "Kwartalnik Artystyczny" 2006, nr 1

Wyprawa pod Jonaszem, w: Z. Fałtynowicz, Podróże bliskie. Zbigniew Herbert i Suwalszczyzna, Suwałki 2008, s. 75-91

Arsenał 10 lat. Dyskusja z udziałem: M. Czerwińskiego, J. Dziędziory, E. Grabskiej, Z. Herberta, W. Juszczaka, T. Mellerowicz, J. Sempolińskiego, J. Sienickiego, J. Stajudy, A. Wallisa, "Współczesność" 1965, nr 14

Nie zapowiadałem się na poetę. Ze Zbigniewem Herbertem rozmawia Janusz Maciejewski, "Odra" 2008, nr 9

Objects Don't Lie. Talk with a Polish Poet, by S. Stepanchev, "The New Leader", August 26, 1968

Powieści, wiersze, czeki. Ze Zbigniewem Herbertem rozmawia Krzysztof Karasek, "Rzeczpospolita", 26-27 lipca 2008

Ten, który mówi nie. Ze Zbigniewem Herbertem rozmawia Krzysztof Karasek, "Rzeczpospolita", 5 września 2008

Twarzą w twarz z historią. Wyznanie Zbigniewa Herberta (w rozmowie z Csabą Gy Kissem), w: Strażnik pamięci w czasach amnezji. Węgrzy o Herbercie, opr. C.Gy. Kiss, J. Snopek, Warszawa 2008, s. 165-167

You have little time you must give testimony, rozmawia W.L. Webb, "The Guardian", July 23, 1981

Wybrane przekłady autorstwa Zbigniewa Herberta

Przekłady poetyckie opublikowane w tomie Głosy Herberta

Joseph Conrad, Jutro, "Dialog" 1958, nr 7

André Frenaud, Nie ma raju, wybrał Z. Herbert, Warszawa 1968

Max Frisch, Tryptyk. Trzy obrazy sceniczne, "Dialog" 1980, nr 3

Tomy korespondencji

Herbert i "Kochane Zwierzątka". Listy zebrała i komentarzem opatrzyła Magdalena Czajkowska, Warszawa 2006

Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, Krystyna i Zbigniew Herbertowie, Korespondencja, opr. M. Zagańczyk, Warszawa 2012

Zbigniew Herbert, Korespondencja rodzinna, opr. H. Herbert-Żebrowska, A. Kramkowska-Dąbrowska, Lublin 2008

Zbigniew Herbert, Listy do Muzy, opr. M. Marchlewska, Gdynia 2000

Zbigniew Herbert, Stanisław Barańczak, Korespondencja (1972-1996), opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2005

Zbigniew Herbert, Tadeusz Chrzanowski, "Mój bliźni, mój bracie". Listy 1950-1998, opr. Z. Baran, Kraków 2016

Zbigniew Herbert, Henryk Elzenberg, Korespondencja, opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2002

Zbigniew Herbert, Czesław Miłosz, Korespondencja, opr. B. Toruńczyk i M. Tabor, Warszawa 2006

Zbigniew Herbert, Jerzy Turowicz, Korespondencja, opr. T. Fiałkowski, Kraków 2005

Zbigniew Herbert, David Weinfeld, Listy, opr. R. Krynicki, Kraków 2008

Zbigniew Herbert, Jerzy Zawieyski, Korespondencja 1949-1967, opr. P. Kądziela, Warszawa 2002

Korespondencja rozproszona

Ewa Bartnikowska, Przebywam wśród słów. Listy Zbigniewa Herberta do Hieronima Skurpskiego, "Gazeta Olsztyńska" 1998, 14-16 sierpnia 1998

Józef Czapski, Zbigniew Herbert, Listy, "Zeszyty Literackie" 2009, nr 105

Zbigniew Herbert, Błąkam się po świecie. List do Aleksandra Janty-Połczyńskiego, "Więź" 2008, nr 7/8

Zbigniew Herbert do Lecha Bądkowskiego. Korespondencja, opr. P. Zbierski, "Przegląd Polityczny" 1998, nr 37/38

Zbigniew Herbert: dwa listy, opr. R. Kalicki, "Twórczość" 1999, nr 5

Zbigniew Herbert, Korespondencja do przyjaciół z Gostynina, opr. A. Majchrzak, "Rocznik Gostyniński" 2008, t. 2, s. 343-356

Zbigniew Herbert, List do Andrzeja Nowaka, "Arcana" 1998, nr 4

Zbigniew Herbert, Listy do Edwina Jędrkiewicza, "Więź" 2004, nr 12

Zbigniew Herbert, Listy do Francesco M. Cataluccia, w: Herbert - studia i dokumenty, opr. P. Kłoczowski, Warszawa 2008, s. 131-156

Zbigniew Herbert, Listy do Heinricha Kunstmanna (1958-1964), "Odra" 2012, nr 7-8

Zbigniew Herbert, Listy do Zdzisława Ruziewicza, 1944-1996, "Zeszyty Literackie" 2014, nr 127

Zbigniew Herbert, Listy do Tomasa Venclovy, "Zeszyty Literackie" 2000, nr 70

Zbigniew Herbert, Jan Brzękowski, Korespondencja, "Znak" 2013, nr 7/8

Zbigniew Herbert, Izydora Dąmbska, Listy, "Zeszyty Literackie" 1999, nr 68

Zbigniew Herbert, Jarosław Iwaszkiewicz, Listy, "Zeszyty Literackie" 2003, nr 84

Zbigniew Herbert, Tomasz Gluziński, Korespondencja, opr. K. Gluziński, "Czasopismo Zakładu Narodowego im. Ossolińskich", Wrocław 2004, z. 15

Zbigniew Herbert, Konstanty A. Jeleński, Kilka listów, "Zeszyty Literackie" 2004, nr 85

Zbigniew Herbert, Józef Życiński, Korespondencja, opr. P. Krasny, J. Maj, "Teka Lubelska", t. 1, Warszawa-Lublin-Kraków 2013, s. 81-97

List Zbigniewa Herberta do Redakcji "Współczesności", "Latarnia Morska" 2006, nr 4

List Zbigniewa Herberta do Romany Gimes, Berlin, 12 grudnia 1978, "Zeszyty Literackie" 2005, nr 89

List Zbigniewa Herberta do Stanisława Remuszki, Warszawa, 1 stycznia 1992, "Życie" 2000, nr 273

List Zbigniewa Herberta do Zbigniewa Bieńkowskiego, "Twórczość" 2015, nr 8

Listy Zbigniewa Herberta do Bolesława Taborskiego (w relacji adresata), "Więź" 2000, nr 11

Listy Zbigniewa Herberta do Włodzimierza Odojewskiego, "Rzeczpospolita" 2007, nr 104

Dariusz Pachocki, "Nie chciałem być emigrantem". Korespondencja Zbigniewa Herberta z Janem Brzękowskim, "Znak" 2013, nr 7/8

Kolekcje archiwalne

Archiwum Zbigniewa Herberta, Biblioteka Narodowa, Zakład Rękopisów, Warszawa

Zbigniew Herbert Papers, Beinecke Library, Yale University, USA

Kartki od Zbigniewa Herberta do Haliny Herbert-Żebrowskiej - w posiadaniu Moniki Ekert

Korespondencja Zbigniewa Herberta ze Zdzisławem Najderem - Archiwum Zdzisława Najdera, Warszawa

Listy Zbigniewa Herberta do Czesława Bednarczyka - Archiwum Oficyny Poetów i Malarzy, Uniwersytet Jagielloński, Kraków

Listy Zbigniewa Herberta do Ewy Thompson - Archiwum Ewy Thompson, Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń

Listy Zbigniewa Herberta do Henriego Coulette'a - Henri Coulette Papers, The Huntington Library, Pasadena, USA

Listy Zbigniewa Herberta do Ireny i Tadeusza Byrskich - Archiwum Ireny i Tadeusza Byrskich, Akademia im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim

Listy Zbigniewa Herberta do Jana Błońskiego - Archiwum Jana Błońskiego, Biblioteka Jagiellońska, Kraków

Listy Zbigniewa Herberta do Jerzego Lisowskiego - Muzeum Literatury, Warszawa

Listy Zbigniewa Herberta do Juliana Przybosia - Korespondencja Juliana Przybosia, Biblioteka Jagiellońska, Kraków

Listy Zbigniewa Herberta do Karla Dedeciusa - Karl Dedecius Archiv der Europa-Universität Viadrina Frankfurt (Oder) / Archiwum Karla Dedeciusa przy Collegium Polonicum w Słubicach; Nachlass Karl Dedecius / Spuścizna po Karlu Dedeciusie

Listy Zbigniewa Herberta do Konstantego A. Jeleńskiego - Muzeum Literatury, Warszawa

Listy Zbigniewa Herberta do Krystyny Podgóreckiej - Biblioteka Narodowa, Zakład Rękopisów, Warszawa

Listy Zbigniewa Herberta do Lesława Bartelskiego - Muzeum Literatury, Warszawa

Listy Zbigniewa Herberta do Petara Vujičicia, kopie udostępnione autorowi książki przez Biserkę Rajčić

Listy Zbigniewa Herberta do Renate Vollmer - Muzeum Literatury, Warszawa

List Zbigniewa Herberta do Romana Brandstaettera - Archiwum Romana Brandstaettera, Biblioteka Kórnicka

Listy Zbigniewa Herberta do Stanisława Strzetelskiego - Archiwum Christiny i Pawła Chądzyńskich, Boston, USA

Listy Zbigniewa Herberta do Waldemara Voisé - Muzeum Literatury, Warszawa

Listy Zbigniewa Herberta do Wiktora Weintrauba - Korespondencja Wiktora Weintrauba, Biblioteka Jagiellońska, Kraków

Listy Zbigniewa i Katarzyny Herbertów do Marii i Józefa Czapskich - Archiwum Józefa Czapskiego, Muzeum Narodowe, Kraków

Listy Zbigniewa i Katarzyny Herbertów do Zdzisława i Jadwigi Ruziewiczów - Biblioteka Narodowa, Oddział Rękopisów, Warszawa

Listy Katarzyny i Zbigniewa Herbertów do Klausa Staemmlera - Muzeum Literatury, Warszawa

Filmy dokumentalne i audycje radiowe

Herbert. Fresk w kościele, reż. P. Załuski, Telewizja Polska Wrocław, 2005-2006

Obywatel poeta, scen. i realizacja J. Zalewski, Telewizja Polska, 2000

Pan X przedstawia, audycja J. Bienieckiego, emisja: 27 czerwca 1972, Archiwum Polskiego Radia

Potęga smaku, scen. i realizacja A. Pawłowicz, Telewizja Polska, 1995

Rozmowa Aleksandra Małachowskiego ze Zbigniewem Herbertem, magazyn Pegaz, 1972, Archiwum Telewizji Polskiej

Rozmowa Henriego Coulette'a ze Zbigniewem Herbertem przeprowadzona na potrzeby audycji w rozgłośni KPFK, Los Angeles, 1970

Rozmowa Romany Bobrowskiej ze Zbigniewem Herbertem, Warszawa 1998, Archiwum Polskiego Radia

Zapis spotkania ze Zbigniewem Herbertem w Poznaniu, 11 grudnia 1984, płyta CD dołączona do tomu: Z. Herbert, Wiersze wybrane, Kraków 2017

Zbigniew Herbert czyta swoje wiersze, płyta CD, wybór i układ wierszy - Z. Herbert, redakcja i opieka reżyserska - R. Bobrowska, Radio Kraków, 1998

Zbigniew Herbert o swoim życiu, twórczości, polityce, realizacja K. Rutkowski, A. Wolski, P. Wejchert, Paryż 1991, Archiwum Telewizji Polskiej

Zbigniew Herbert w Berlinie, reż. L. Ditzen, Republika Federalna Niemiec, 1969

Bibliografia przedmiotowa

Kolekcje archiwalne

Alfred Alvarez Papers, Add MS 88597, British Library, Londyn, Wielka Brytania

Aleksander Wat Papers, GEN MSS 705, Beinecke Library, Yale University, USA

Archiwum Aleksandra Schenkera, Biblioteka Narodowa, Warszawa

Archiwum Berthe Burko, Paryż

Archiwum Czesława Miłosza, Biblioteka Narodowa, Warszawa

Archiwum Elżbiety Grucy, Garbatka

Archiwum Ewy Thompson - Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń

Archiwum Instytutu Literackiego "Kultura", Maisons-Laffitte, Francja

Archiwum Ireny i Tadeusza Byrskich, Akademia im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim

Archiwum Jana Józefa Szczepańskiego, Biblioteka Narodowa, Warszawa

Archiwum Jerzego Andrzejewskiego, Muzeum Literatury, Warszawa

Archiwum Jerzego Krzysztonia, Biblioteka Narodowa, Warszawa

Archiwum Jerzego Kwiatkowskiego i Marii Podrazy-Kwiatkowskiej, Kraków

Archiwum Jerzego Turowicza, Biblioteka Narodowa, Warszawa

Archiwum Joanny Olczak-Ronikier, Kraków

Archiwum Józefa Czapskiego, Muzeum Narodowe, Kraków

Archiwum Kazimierza Brandysa, Biblioteka Narodowa, Warszawa.

Archiwum Kazimierza Wierzyńskiego, The Polish Library POSK, Londyn, Wielka Brytania

Archiwum Konstantego Jeleńskiego - Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń

Archiwum Książnicy Pomorskiej w Szczecinie

Archiwum Magdaleny Czajkowskiej, Londyn, Wielka Brytania

Archiwum Marka Walickiego, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław

Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych - Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa

Archiwum Oddziału Gdańskiego Związku Literatów Polskich, Biblioteka Gdańska Polskiej Akademii Nauk

Archiwum Oficyny Poetów i Malarzy, Uniwersytet Jagielloński, Kraków

Archiwum Ośrodka Dokumentacji Wielkopolskiego Środowiska Literackiego, Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu

Archiwum Olgi Scherer - Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń

Archiwum Romana Brandstaettera, Biblioteka Kórnicka

Archiwum Ryszarda Matuszewskiego, Biblioteka Narodowa, Warszawa

Archiwum Ryszarda Przybylskiego, Warszawa

Archiwum Urszuli Kozioł, Wrocław

Archiwum Wacława Iwaniuka - Archiwum Emigracji, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń

Archiwum Wisławy Szymborskiej, Biblioteka Jagiellońska, Kraków

Archiwum Wojciecha Karpińskiego, Paryż

Archiwum Związku Kompozytorów Polskich, Warszawa

Archiwum Związku Literatów Polskich, Warszawa, teczka osobowa: Zbigniew Herbert, nr inw. 548

Archiwum Związku Literatów Polskich, Biblioteka Narodowa, Akc. 22398, t. 1, 2

Archiwum Zygmunta Mycielskiego, Biblioteka Narodowa, Warszawa

Auden Archive, The New York Public Library, USA

Czeslaw Milosz Papers, GEN MSS 661, Beinecke Library, Yale University, USA

Fonds Andre? Fre?naud de la Bibliothe?que litte?raire Jacques-Doucet, Paryż

Henri Coulette Papers, The Huntington Library, Pasadena, USA

Konstanty Jeleński Papers, GEN MSS 676, Beinecke Library, Yale University, USA

Leopold Tyrmand Papers, Acc. 86015, Hoover Institution, Stanford University, USA

Olga Scherer-Virski Papers, GEN MSS 526, Beinecke Library, Yale University, USA

Susan Sontag Papers, UCLA Library Special Collections, Collection 612, University of California Los Angeles, USA

Zdzisław Najder Papers, Acc. 95042-16, Hoover Institution, Stanford University, USA

Rozmowy przeprowadzone przez autora książki z:

Yvesem Bonnefoy (Paryż, 4 sierpnia 2014); Bogdaną i Johnem Carpenterami (Ann Arbor, 17 października 2015); Jacqueline Coulette (Pasadena, 25 października 2015); Anatolem i Danutą Gotfrydami (Berlin, marzec 2016); Elżbietą Grucą (Kozienice, 28 czerwca 2016); Anką Grupińską (Warszawa, 31 marca 2017); Justyną Guze (Warszawa, 26 maja 2016); Julią Hartwig (Warszawa, 14 listopada 2013); Katarzyną Herbert (Warszawa, 3 lipca 2013); Krzysztofem Karaskiem (Warszawa, 30 marca 2016); Ryszardem Krynickim (Kraków, 8 czerwca 2013); Romą Ligocką (Kraków, 18 lipca 2016); Hanną Lisowską-Zaleską (Warszawa, 19 września 2014); Jackiem Łukasiewiczem (Wrocław, 22 czerwca 2016); Tadeuszem Malakiem (Kraków, 29 maja 2014); Ludmiłą Murawską (Warszawa, 13 lipca 2016); Zdzisławem Najderem (Warszawa, 21 listopada 2013); Zdzisławem Nałęcz-Sobieszczańskim (Gdańsk, 19 marca 2016); Krystyną Podgórecką (Warszawa, 11 kwietnia 2015); Krzysztofem Pomianem (Paryż, 3 sierpnia 2014); Biserką Rajčić (Kraków, 4 marca 2015); Haliną i Jerzym Rowińskimi (Augustów, 29 sierpnia 2013); Aleksandrem Schenkerem (Hamden, 3 listopada 2011); Charlesem Simiciem (Warszawa, 15 maja 2014); Danutą Szumską (Paryż, 6 sierpnia 2014); Barbarą Toruńczyk (Warszawa, 5 marca 2015); Teresą Zabżą (Sopot, 19 marca 2016) oraz Martą Zielińską (Laski pod Warszawą, 8 marca 2015).

Monografie

Kądziela Paweł, Twórczość Zbigniewa Herberta. Monografia bibliograficzna, t. I, II, Warszawa 2009

Łukasiewicz Jacek, Herbert, Wrocław 2001

Siedlecka Joanna, Pan od poezji. O Zbigniewie Herbercie, Warszawa 2002

Żebrowski Rafał, Zbigniew Herbert. "Kamień na którym mnie urodzono", Warszawa 2011

Książki

50 lat Związku Kompozytorów Polskich, opr. L. Erhardt, Warszawa 1995

Adamiec Marek, "... Pomnik trochę niezupełny...". Rzecz o apokryfach i poezji Zbigniewa Herberta", Gdańsk 1996

Alliston Susan, Poems and Journals 1960-1969, red. T. Hughes, Nottingham 2010

Alvarez Al, Where Did it Go All Go Right?, London 1999

Andrzejewski Jerzy, Z dnia na dzień. Dziennik literacki 1972-1979, t. 1, Warszawa 1988

Andrzejewski Jerzy, Miłosz Czesław, Listy 1944-1981, opr. B. Riss, Warszawa 2011

Antoniuk Mateusz, Otwieranie głosu. Studium o wczesnej twórczości Zbigniewa Herberta (do 1957 roku), Kraków 2009

Auden Wystan Hugh, Morze i zwierciadło. Komentarz do "Burzy" Szekspira", przeł. S. Barańczak, Kraków 2003

Auster Paul, J.M. Coetzee, Tu i teraz. Listy (2008-2011), przeł. K. Janusik, Kraków 2014

Axer Erwin, Czwarte ćwiczenia pamięci, Kraków 2003

Barańczak Stanisław, Uciekinier z Utopii. O poezji Zbigniewa Herberta, wyd. II, Wrocław 1994

Barthes Roland, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, przeł. J. Trznadel, Warszawa 1995

Bate Jonathan, Ted Hughes: The Unauthorised Life, London 2015

Białoszewski Miron, Tajny dziennik, opr. M. Sokołowska, Kraków 2012

Bibliografia filozofii polskiej 1750-1830, opr. A. Kadler, Warszawa 1955

Bikont Anna, Szczęsna Joanna, Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu, Warszawa 2006

Bikont Anna, Szczęsna Joanna, Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej, Kraków 2012

Błoński Jan, Mrożek Sławomir, Listy 1963-1996, opr. T. Nyczek, Kraków 2004

Brandys Kazimierz, Miesiące 1978-1981, Warszawa 1997

Brandys Kazimierz, Miesiące 1982-1987, Warszawa 1998

Brończyk Kazimierz, "Okruchy wspomnień", cz. I: "Morze odpływa, morze przypływa", cz. II: "Światła w ciemnościach", maszynopis, Akc. 8715, cz. 1, 2, Biblioteka Narodowa, Warszawa

Burska Lidia, Awangarda i inne złudzenia. O Pokoleniu '68 w Polsce, Gdańsk 2012

Chojnowski Zbigniew, Od biografii do recepcji. Ernst Wiechert, Konstanty I. Gałczyński, Zbigniew Herbert na Warmii i Mazurach, Olsztyn 2011

Chruślińska Iza, Była raz "Kultura". Rozmowy z Zofią Hertz, Lublin 2003

Chrzanowski Tadeusz, Wędrówki pięknoducha, Warszawa 1951

Chwin Stefan, Hanemann, Gdańsk 1997

Ciechanowicz Jerzy, Cień Minotaura, Warszawa 1996

Cisło Maciej, Błędnik, Bezrzecze 2012

Coulette Henri, The Collected Poems, red. D. Justice, R. Mezey, Fayetteville 1990

Chwalba Andrzej, Dzieje Krakowa. Kraków w latach 1939-1945, Kraków 2002

Cybis Jan, Notatki malarskie. Dzienniki 1954-1966, opr. D. Horodyński, Warszawa 1980

Czajkowski-Dębczyński Zbigniew, Dziennik powstańca, Warszawa 2014

Dąbrowska Maria, Dzienniki powojenne, t. 1, opr. T. Drewnowski, Warszawa 1996

Dedecius Karl, Europejczyk z Łodzi. Wspomnienia, przeł. S. Lisiecka, Kraków 2008

Dedecius Karl, Miłosz Czesław, Listy 1958-2000, opr. P. Chojnowski, Łódź 2011

Dobies Cezary, Herbert w Toruniu. Przewodnik po latach 1947-1951 dla turystów poezjojęzycznych, Toruń 2008

Draus Jan, Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie 1918-1946. Portret kresowej uczelni, Kraków 2007

Drzewucki Janusz, Akropol i cebula. O Zbigniewie Herbercie, Warszawa 2004

Dudek Antoni, Pytel Grzegorz, Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej, Londyn 1990

Elzenberg Henryk, Kłopot z istnieniem. Aforyzmy w porządku czasu, Kraków 1994

Enquist Per Olov, Ett annat liv, Stockholm 2008

"Europa. Miesięcznik Literacki", reedycja numeru ze wstępem M. Króla, Warszawa 2007

Fałtynowicz Zbigniew, Podróże bliskie. Zbigniew Herbert i Suwalszczyzna, Suwałki 2008

Feinstein Elaine, Ted Hughes. The Life of a Poet, London 2001

Fijas Grzegorz, Korespondencja Czesława Miłosza z Oficyną Poetów i Malarzy 1963-1973. Edycja krytyczna, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. J. Gruchały, Uniwersytet Jagielloński, Wydział Polonistyki, Kraków 2016

Fik Marta, Kultura polska po Jałcie. Kronika lat 1944-1981, t. 1-2, Warszawa 1991

Filar Tadeusz, 90 lat dziejów Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i jego społeczności akademickiej (1925-2015), Kraków 2016

Flaszen Ludwik, Grotowski & Company. Źródła i wariacje, Wrocław 2014

Friszke Andrzej, Między wojną a więzieniem 1945-1953. Młoda inteligencja katolicka, Warszawa 2015

Friszke Andrzej, Przystosowanie i opór. Studia z dziejów PRL, Warszawa 2007

Fromentin Eug?ne, Mistrzowie dawni, przeł. J. Cybis, Wrocław 1956

Garbol Tomasz, "Chrzest ziemi". Sacrum w poezji Zbigniewa Herberta, Lublin 2006

Giedroyc Jerzy, Autobiografia na cztery ręce, opr. K. Pomian, Warszawa 1999

Giedroyc Jerzy, Jeleński Konstanty Aleksander, Listy 1950-1987, opr. W. Karpiński, Warszawa 1995

Giedroyc Jerzy, Lipski Jan Józef, Listy 1957-1991, opr. Ł. Garbal, Warszawa 2015

Giedroyc Jerzy, Miłosz Czesław, Listy 1952-1963, opr. M. Kornat, Warszawa 2008

Giedroyc Jerzy, Miłosz Czesław, Listy 1964-1972, opr. M. Kornat, Warszawa 2011

Giedroyc Jerzy, Miłosz Czesław, Listy 1973-2000, opr. M. Kornat, Warszawa 2012

Gimpel Jean, Jak budowano w średniowieczu, przeł. J. Aleksandrowicz, Warszawa 1968

Głąb Anna, Ostryga i łaska. Rzecz o Hannie Malewskiej, Kraków 2009

Gombrowicz. Walka o sławę, cz. II, opr. J. Jarzębski, Kraków 1998

Gombrowicz Witold, Miłosz Czesław, Konfrontacje, opr. M. Szymański, B. Toruńczyk, Warszawa 2015

Gorczyńska Renata, Skandale minionego życia, Kraków 2001

Grémion Pierre, Konspiracja wolności. Kongres Wolności Kultury w Paryżu (1950-1975), przeł. J.M. Kłoczowski, Warszawa 2004

Grochowska Magdalena, Wytrąceni z milczenia, Wołowiec 2013

Grudzińska-Gross Irena, Miłosz i Brodski. Pole magnetyczne, Kraków 2007

Gruza Jerzy, 40 lat minęło jak jeden dzień, Warszawa 1998

Hartwig Julia, Dziennik, t. 1, Kraków 2011

Heintsch Paweł, Wilki, owce i pasterze (reportaż z pamięci), Warka 2000

Herling-Grudziński Gustaw, Dziennik pisany nocą 1971-1972, Warszawa 1995

Herling-Grudziński Gustaw, Dziennik pisany nocą 1973-1979, Warszawa 1995

Herling-Grudziński Gustaw, Dziennik pisany nocą 1984-1988, Warszawa 1996

Hertz Paweł, Iwaszkiewiczowie Anna i Jarosław, Korespondencja, t. II: 1949-1980, opr. A. i R. Papiescy, Warszawa 2015

Hertz Zygmunt, Listy do Czesława Miłosza 1952-1979, opr. R. Gorczyńska, Paryż 1992

Hłasko Marek, Piękni dwudziestoletni, Warszawa 1989

Hnatiuk Ola, Odwaga i strach, Wrocław 2015

Hryciuk Grzegorz, Polacy we Lwowie 1939-1944. Życie codzienne, Warszawa 2000

Illg Jerzy, Mój Znak. O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, Kraków 2009

Ilustrowany przewodnik miasta Lwowa z planem, Lwów 1935

Iwaszkiewicz Jarosław, Dzienniki 1964-1980, opr. A. i R. Papiescy, R. Romaniuk, Warszawa 2011

Iwaszkiewicz Jarosław, Jeleńska Teresa, Jeleński Konstanty Aleksander, Korespondencja, opr. R. Romaniuk, Warszawa 2008

Iwaszkiewicz Jarosław, Wajda Andrzej, Korespondencja, opr. J. Strzałka, Warszawa 2013

Janion Maria, Szczuka Kazimiera, Janion. Transe - trauma - transgresje. 1: Niedobre dziecię, Warszawa 2013

Jastrun Mieczysław, Dziennik 1955-1981, Kraków 2002

Kaliszewski Andrzej, Gry Pana Cogito, wyd. II rozszerzone, Łódź 1990

Kamińska Krystyna, Szmidt Ireneusz Krzysztof, Byliśmy w teatrze. 60 lat Teatru im. J. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim, Gorzów 2006

Kapuściński Ryszard, Imperium, Warszawa 2016

Kępiński Antoni, Melancholia, Kraków 2001

Kijowski Andrzej, Dziennik 1955-1969, opr. K. Kijowska i J. Błoński, Kraków 1998

Kijowski Andrzej, Dziennik 1970-1977, opr. K. Kijowska i J. Błoński, Kraków 1998

Kijowski Andrzej, Dziennik 1978-1985, opr. K. Kijowska i J. Błoński, Kraków 1999

Kisielewski Stefan, Abecadło Kisiela, Warszawa 1997

Kisielewski Stefan, Dzienniki, Warszawa 2001

Klas Wojciech, Zieliński Jan, Kościelscy. Ród, fundacja, nagroda, Kraków 2011

Klub Logofagów. Wspomnienia, opr. A. Rozmarynowicz, Kraków 1996

Kochanowska Eugenia, Odeszli w cień, Gdańsk 1981

Kopciński Jacek, Nasłuchiwanie. Sztuki na głosy Zbigniewa Herberta, Warszawa 2008

Kornhauser Julian, Uśmiech Sfinksa. O poezji Zbigniewa Herberta, Kraków 2001

Kornhauser Julian, Zagajewski Adam, Świat nie przedstawiony, Kraków 1974

Kosińska Agnieszka, Miłosz w Krakowie, Kraków 2015

Kowalska Anka, Folklor tamtych lat, Warszawa 2011

Kramkowska-Dąbrowska Agnieszka, Gabinet luster. Śmiech w twórczości Zbigniewa Herberta, Warszawa 2015

Krasoń Katarzyna, W zwierciadle obcej literatury. Recepcja Zbigniewa Herberta i Tymoteusza Karpowicza w Niemczech, Szczecin 2007

Kunstmann Heinrich, Pisma wybrane, przeł. D. Wojtaszyn, E. Herden i in., opr. M. Zybura, Kraków 2009

Lem Stanisław, Mrożek Sławomir, Listy 1956-1978, opr. J. Jarzębski, Kraków 2011

Ligocka Roma, Dziewczynka w czerwonym płaszczyku, przeł. K. Zimmerer, Kraków 2010

Lipski Jan Józef, Dzienniki 1954-1957, opr. Ł. Garbal, Warszawa 2010

Lukács György, Od Goethego do Balzaka. Studia z historii literatury XVIII i XIX wieku, wybór M. Żurowski, przeł. Z. Herbert i in., Warszawa 1958

Łukasiewicz Jacek, Poezja Zbigniewa Herberta, Warszawa 1995

Machowski Stanisław, Bernardyński mijam plac, Wrocław 1989

Matuszewski Ryszard, Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka, Warszawa 2004

Matywiecki Piotr, Stary gmach, Warszawa 2016

Mellerowicz-Gella Teresa, Malarstwo, Gorzów Wielkopolski 2014

Merton Thomas, Miłosz Czesław, Listy, przeł. M. Tarnowska, Kraków 1991

Mętrak Krzysztof, Dziennik 1969-1979, opr. W. Holewiński, Warszawa 1997

Michnik Adam, Z dziejów honoru w Polsce. Wypisy więzienne, Warszawa 1991

Michotek Jerzy, Tylko we Lwowie, Warszawa 1990

Międzyrzecki Artur, Z dzienników i wspomnień, Warszawa 1999

Międzyrzecki Artur i Hartwig Julia, Miłosz Czesław, Korespondencja, Kraków 2012

Mikołajczak Małgorzata, Pomiędzy końcem i apokalipsą. O wyobraźni poetyckiej Zbigniewa Herberta, Wrocław 2007

Miłosz Czesław, Rodzinna Europa, Kraków 2001

Miłosz Czesław, Zniewolony umysł, Kraków 1999

Miłosz Czesław, Jeleński Konstanty Aleksander, Korespondencja, opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2011

Miłosz Czesław, Watowa Ola, Listy o tym, co najważniejsze (I), opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2009

Moskwa Jacek, Antoni Marylski i Laski, Kraków 1987

Mrożek Sławomir, Skalmowski Wojciech, Listy 1970-2003, opr. A. Borowski, Kraków 2007

Mycielski Zygmunt, Dziennik 1960-1969, Warszawa 2001

Mycielski Zygmunt, Niby-dziennik ostatni, Warszawa 2012

Nachman z Bracławia, Puste krzesło, przeł. J. Moderski, Poznań 1996

Nowakowski Marek, Kryptonim "Nowy". Tajemnice mojej esbeckiej teczki, Warszawa 2007

Nowakowski Marek, Tak zapamiętałem, Warszawa 2014

Od Herberta do Herberta. Nagroda "Wiadomości" 1958-1990, opr. St. Kossowska, Londyn 1993

Odrowąż-Pieniążek Janusz, Błagam, tylko nie profesor. Wspomnienia i anegdoty, Warszawa 2015

Olczak-Ronikier Joanna, Wtedy. O powojennym Krakowie, Kraków 2015

Osiński Zbigniew, Nazywał nas bratnim teatrem. Przyjaźń artystyczna Ireny i Tadeusza Byrskich z Jerzym Grotowskim, Gdańsk 2005

Pawelec Jan, Szeliga Paweł, Nadgonić czas. Wywiad rzeka ze Zdzisławem Najderem, Warszawa 2009

Pieńkowska Maria Dorota, Zbigniew Herbert - Epilog burzy. Zbigniew Herbert - Epilogue of the Storm, katalog wystawy w Muzeum Literatury, Warszawa 2001

Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, opr. Zespół Biblistów Polskich z inicjatywy Towarzystwa Świętego Pawła, Częstochowa 2008

Poeci czytają Herberta, opr. A. Franaszek, Kraków 2009

Pracownia Herberta. Studia nad procesem tekstotwórczym, opr. M. Antoniuk, Kraków 2017

Pro memoria. Róża Ostrowska (1926-1975), opr. J. Borzyszkowski, Gdańsk 2003

Prorok Leszek, Dziennik 1949-1984, Kraków 1998

Przybylski Ryszard, Baśń zimowa. Esej o starości, Warszawa 1998

Raszewski Zbigniew, Raptularz, t. II, Londyn 2004

Radziwon Marek, Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie, Warszawa 2010

Riedl Tadeusz, We Lwowie. Relacje, Wrocław 1996

Różewicz Tadeusz, Margines, ale..., Wrocław 2010

Rusinek Michał, Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej, Kraków 2016

Ruszar Józef Maria, Stróż brata swego. Zasada odpowiedzialności w liryce Zbigniewa Herberta, Lublin 2004

Shakespeare William, Burza, przeł. S. Barańczak, Kraków 1999

Siedlecka Joanna, Jaśnie panicz, Gdańsk 1992

Siedlecka Joanna, Kryptonim liryka. Bezpieka wobec literatów, Warszawa 2008

Siedlecka Joanna, Obława. Losy pisarzy represjonowanych, Warszawa 2005

Sławińska Irena, Szlakami moich wód..., Lublin 2004

Stevenson Anne, Bitter Fame. A Life of Sylvia Plath, Boston 1989

Stomma Ludwik, Stommowisko. O mojej rodzinie i o mnie, Warszawa 2013

Strzyżewski Tomasz, Wielka księga cenzury PRL w dokumentach, Warszawa 2015

Styron William, Ciemność widoma. Esej o depresji, przeł. J. Korpanty, Warszawa 2012

Szarota Piotr, Londyn 1967, Warszawa 2016

Szczepański Jan Józef, Dziennik, tom I: 1945-1956, Kraków 2009

Szczepański Jan Józef, Dziennik, tom II: 1957-1963, Kraków 2011

Szczepański Jan Józef, Dziennik, tom III: 1964-1972, Kraków 2013

Szczepański Jan Józef, Dziennik, tom IV: 1973-1980, Kraków 2015

Szczepański Jan Józef, Dziennik, tom V: 1981-1989, Kraków 2017

Szczepański Jan Józef, Kadencja, Kraków 1989

Szczepkowska Joanna, Kto ty jesteś. Początek sagi rodowej, Warszawa 2014

Szymańska Irena, Miałam dar zachwytu. Wspomnienia wydawcy, opr. R. Matuszewski, Warszawa 2001

Szymański Michał, Spór Zbigniewa Herberta z Czesławem Miłoszem: postawy, recepcja, interpretacja, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. dr. hab. M. Prejsa, Uniwersytet Warszawski, Warszawa 2010

Szymański Wiesław Paweł, Ogród plewiony. Opowieść autobiograficzna, Kraków 2003

Szymborska Wisława, Filipowicz Kornel, Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy, Kraków 2016

Śniedziewska Magdalena, Siedemnastowieczne malarstwo holenderskie w literaturze polskiej po roku 1918, Toruń 2014

Śniedziewska Magdalena, Wierność rzeczywistości. Zbigniew Herbert o postawie wobec świata i problemach jego reprezentacji, Kraków 2013

Tejchma Józef, Kulisy dymisji. Z dzienników ministra kultury 1974-1977, Kraków 1991

Tejchma Józef, Odszedł Gomułka, przyszedł Gierek. Notatki z lat 1971-1973, Toruń 2006

Terlecki Tymon, Ludzie, książki i kulisy, Londyn 1960

Tukidydes, Wojna peloponeska, przeł. K. Kumaniecki, Warszawa 2003

Tyrmand Leopold, Dziennik 1954. Wersja oryginalna, Kraków 2011

Urbankowski Bohdan, Poeta, czyli człowiek zwielokrotniony. Szkice o Zbigniewie Herbercie, Radom 2004

Walicki Andrzej, Idee i ludzie, Warszawa 2010

Walicki Andrzej, Zniewolony umysł po latach, Warszawa 1993

Wasylewski Stanisław, Lwów, Poznań 1931

Wat Aleksander, Korespondencja, cz. I, II, opr. A. Kowalczykowa, Warszawa 2005

Wat Aleksander, Notatniki, transkrypcja i opr. A. Dziadek i J. Zieliński, Warszawa 2015

Węgierski Jerzy, Lwów pod okupacją sowiecką 1939-1941, Warszawa 1991

Winczakiewicz Jan, Z szuflady emigranta, Toruń 2001

Wirpsza Witold, Kunstmann Henri, "Salut Henri! Don Witoldo!" Witold Wirpsza - Heinrich Kunstmann. Listy 1960-1983, opr. D. Cygan i M. Zybura, Kraków 2015

Wittlin Józef, Mój Lwów, Warszawa 1991

Woroszylski Wiktor, Dzienniki, t. 1: 1953-1982, opr. A. Dębska, Warszawa 2017

Wspólna obecność. Korespondencja Julii Hartwig i Artura Międzyrzeckiego z Anną i Jerzym Turowiczami, opr. J. Strzałka, Kraków 2012

Wyka Kazimierz, Życie na niby. Pamiętnik po klęsce, Kraków 1984

Zachwyt i rozpacz. Wspomnienia o Wisławie Szymborskiej, opr. A. Papieska, Warszawa 2014

Zagajewski Adam, Lekka przesada, Kraków 2011

Zawieyski Jerzy, Brzegiem cienia. Kartki z dziennika, Kraków 1960

Zawieyski Jerzy, Dzienniki, t. 1, wybór z lat 1955-1959, Warszawa 2011

Zawieyski Jerzy, Dzienniki, t. 2, wybór z lat 1960-1969, Warszawa 2011

Zawistowska-Toczek Dagmara, Stary Poeta. Ars moriendi w późnej twórczości Zbigniewa Herberta, Lublin 2008

Zawodniak Mariusz, Herbert parokrotnie, Toruń 2011

Zbyszewski Wacław Alfred, Zagubieni romantycy i inni, Paryż 1992

Żakowski Jacek, Anatomia smaku, czyli rozmowy o losach zespołu "Tygodnika Powszechnego" w latach 1953-1956, Warszawa 1988

Żakowski Jacek, Pół wieku pod włos, czyli życie codzienne "Tygodnika Powszechnego" w czasach heroicznych, Kraków 1999

Żakowski Jacek, Trzy ćwiartki wieku. Rozmowy z Jerzym Turowiczem, Kraków 1990

Antologie, prace zbiorowe

Poznawanie Herberta 1, opr. A. Franaszek, Kraków 1998

(tu prace: Baranowska M., Radio jako osoba dramatu; Barańczak S., O czym myśli Pan Cogito; Błoński J., Zbigniew Herbert; Błoński J., Tradycja, ironia i głębsze znaczenie; Burek T., Herbert - linia wierności; Czapliński P., Śmierć, czyli o niedoskonałości; Dedecius K., Uprawa filozofii. Zbigniew Herbert w poszukiwaniu tożsamości; Dziewulska M., Przypomnienie "Barbarzyńcy w ogrodzie"; Fiut A., Język wiary i niewiary; Kwiatkowski J., Imiona prostoty; Lipski J.J., Między historią i Arkadią wyobraźni; Lisicki P., Puste niebo Pana Cogito; Piwińska M., Zbigniew Herbert i jego dramaty; Przybylski R., Między cierpieniem a formą; Stala M., Rok 1983: głos poety; Sławiński J., Zbigniew Herbert. "Tren Fortynbrasa"; Werner M., "Rovigo": portret na pożegnanie; Wyka K., Składniki świetlnej struny; Wyka M., Herbert - poeta metafizyczny)

Poznawanie Herberta 2, opr. A. Franaszek, Kraków 2000

(tu prace: Carpenter B., Zbigniewa Herberta lekcja sztuki; Fiut A., Dwa spojrzenia na antyk: Kawafis i Herbert; Hirsch E., Wierność rzeczy; Łukasiewicz J., Ostatnie książki Herberta; Śliwiński P., Poezja, czyli bunt, oraz wypowiedzi: Alvarez A., "Nie walczysz, to umierasz"; Barańczak S., Protokół procesu; Dziewulska M., Ćwiczenia warsztatowe; Głodowska Z., Wspomnienie o Zbigniewie Herbercie; Heaney S., Hiperborejczyk; Najder Z., Pierwsze wspomnienie; Toruńczyk B., Dukt pisania, dukt pamięci)

Upór i trwanie. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie, opr. K. Szczypka, Wrocław 2000

(tu wypowiedzi: Elektorowicz L., Wspomnienie o przyjacielu; Rasch G., Kruche piękno; Skwarnicki M., Poza granicami trzeźwego rozumu)

Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie, opr. A. Romaniuk, Warszawa 2014

(tu wypowiedzi: Abramow-Newerly J., Grałem na trąbce z orkiestrą Armstronga; Adamski J., Wspomnienie o Wielkim...; Adamus A., Wspomnienie wydawcy; Balcerzan E., Pan Cogito a pamiętanie słów; Baran J., Rzeźbiarz metafor; Biernacki A., "Cierpliwe odróżnianie prawdy od kłamstwa"; Bieszczadowski M., ***; Cataluccio F. M., Il Signor Cogito; Chrzanowski T., Zbyszek, jakim go widziałem; Czajkowska M., "Kochane Zwierzątka..."; Dominik T., Na styku malarstwa i literatury; Drzewucki J., Szanowny Panie, no, no; Elektorowicz L., Zaczęło się od Kajzerwaldu; Ficowska E., Dwaj poeci; Gebhardt St.M., Historia, polityka, Polska; Gelberg A., Pułkownik Huzarów Śmierci; Gielbert A., Brat Zbigniew; Gömöri G., Spotkania i korespondencja ze Zbigniewem Herbertem; Grupińska A., Spotkanie nasycone; Grynberg H., Tylko ocean; Grześczak M., Słowa w żałobie; Hartwig J., Pakiet listów; Hennelowa J., Zbyszek; Herbertowa K., Ze Zbigniewem Herbertem mój życiorys; Herbert-Żebrowska H., Mój brat Zbyszek; Herling-Grudziński G., Był wierny; Jastrun T., Herbert; Kalicki R., Zbigniew Herbert: dwa listy; Karasek K., Co ty pieprzysz, Zbyszek; Kieżun W., Herbert był moim recenzentem; Kisielewski S., Zbigniew Herbert; Kłoczowski P., Pomiar Swillensa; Latawiec B., Lotniska Zbigniewa Herberta; Lebenstein J., Życie na walizkach; Libera A., Zbigniew Herbert jakim Go pamiętam; Madajczyk-Krasowska B., Spotkania z Panem Cogito; Michnik A., ***; Miłosz Cz., ***; Marjańska L., Herbert uśmiechnięty; Matuszewski R., ***; Misiołkowa H., W cieniu Twojej dobroci; Najder K., Nieśmiały poeta i chłopiec; Najder Z., W krzywo ustawionym zwierciadle; Nowakowski M., O Zbyszku Herbercie; Odrowąż-Pieniążek J., Wspomnienie z czasów jakby heroicznych; Pendereccy E. i K., Nocne Polaków rozmowy; Roman A., ***; Rutkowski K., Śmierć Lwa; Ruziewiczowa J., Zbigniew Herbert - wspomnienie o przyjacielu mojego męża; Siwiec J., Wyznawca; Sielicka-Baryłka K., Aż kręci się w głowie; Skutnik T., Z pamięci; Szuber J., 1996-1998. Laury, awanse i futerkowate zwierzątka; Szymański Z., Parę słów o Zbigniewie Herbercie; Śmieja F., "Umrzeć przed obrazem Goi". Wspomnienie o Zbigniewie Herbercie; Toruńczyk B., Bez tytułu albo Zapiski redaktora; Trznadel J., Zapamiętałem Herberta uśmiechniętego; Walicki M., Zbyszek jakim Go znałem; Weinfeld D., Rozproszone wspomnienia o Herbercie w Izraelu; Zagajewski A., Początek wspominania; Zapasiewicz Z., Mój Herbert; Ziemianin A., Życie moje powinno zatoczyć koło; Żakiewicz Z., Herbertowe odpryski; Żebrowski R., Mój wuj Herbert)

Artykuły

Alvarez A., East is East, "The New York Review of Books", November 11, 1965

Alvarez A., Introduction to the poetry of Zbigniew Herbert, w: Z.Herbert, Selected Poems, translated by Cz. Miłosz and P.D. Scott, Penguin Books 1968, s. 9-15

Alvarez A., Noble Poet, "The New York Review of Books", July 18, 1985

Andrzejewski J., Ciemna gwiazda, w: tegoż Nowe opowiadania, Warszawa 1980, s. 51-92

Andrzejewski J., Msza za poetę. (Ustęp początkowy), w tegoż: Nowe opowiadania, Warszawa 1980, s. 35-50

Andrzejewski J., Wielki lament papierowej głowy, w tegoż: Intermezzo i inne opowiadania, Warszawa 1986, s. 252-265

Aniszczenko E., Kulturalizm Henryka Elzenberga, "Zeszyty Literackie" 1996, nr 56

Antoniuk M., Filologia, ekshumacja, animacja. O poemacie Zbigniewa Herberta pt. "Jesień warszawska 1954", w: Tożsamość tekstu, tożsamość literatury, red. P. Bem, Ł. Cybulski, M. Prussak, Warszawa 2016, s. 39-82.

Antoniuk M., Rozmowa z Rilkem (i Lewinem). Kilka uwag o nieznanych próbach translatorskich Zbigniewa Herberta, w: Język dalekosiężny. Przekłady i międzynarodowa recepcja twórczości Zbigniewa Her- berta, red. M. Heydel, E. Wójcik-Leese, M. Woźniak, Kraków 2010, s. 161-166

Armed with Irony, "Times Literary Supplement", May 9, 1968

Auden W.H., Pisanie, przeł. J. Zieliński, w tegoż: Ręka farbiarza i inne eseje, opr. M. Sprusiński, J. Zieliński, Warszawa 1988, s. 28-46

Auden W.H., Poeta a społeczeństwo, przeł. A.T. Baranowska, w tegoż: Ręka farbiarza i inne eseje, opr. M. Sprusiński, J. Zieliński, Warszawa 1988, s. 61-83

Balcerzan E., Pan Cogito a pamiętanie słów, "Arkusz" 1998, nr 9

Baranowska M., Dziwna codzienność Holendrów, "Res Publica Nowa" 1993, nr 10

Barańczak S., Pot na marmurze, w tegoż: Ironia i harmonia. Szkice o najnowszej literaturze polskiej, Warszawa 1973, s. 124-128

Barańczak S., Przybory człowieka myślącego, "Gazeta Wyborcza", 23-26 grudnia 2000

Barańczak S., Z podnóża schodów, "Zeszyty Literackie" 1984, nr 6

Bądkowska S. [S.B.], Rekonstrukcja poety, "Radio i Telewizja" 1960, nr 40

Bednarczyk Cz., O "Guciu zaczarowanym" Czesława Miłosza, "Kontynenty" (Londyn) 1965, nr 84

Besançon A., Odczuwanie zła w XX wieku, przeł. A. Olędzka-Frybesowa, "Kwartalnik Artystyczny" 1992, nr 2

Beylin M., Pan Cogito ma kłopot z demokracją, "Gazeta Wyborcza", 4 marca 1995

Bielawska D., Jak został wyciosany "Kamień z katedry" Zbigniewa Herberta, "Twórczość" 2004, nr 2-3

Bieńkowski Z. [z.b.], VI Kłodzka Wiosna Poetycka, "Twórczość" 1967, nr 6

Bieńkowski Z., Dowód na istnienie piękna, "Więź" 1963, nr 6

Bieńkowski Z., W obronie gliny ludzkiej, "Nowe Książki" 1972, nr 5

Bierezin J., List pisany nocą, "NaGłos" 1991, nr 4

Bierezin J., Świadomy i mężny, "Więź" 1971, nr 1

Biorę pod uwagę powrót do kraju. Pułkownik Ryszard Kukliński dla "Rzeczpospolitej", rozmawiał K. Masłoń, "Rzeczpospolita" 2002, nr 200

Bocheński J., Poeta. Zbigniew Herbert (1924-1998), w tegoż: Zapamiętani, Warszawa 2013, s. 161-190

Boniecki A., Zamknięcie konferencji o Jerzym Turowiczu. Spotkanie prowadził Andrzej Sulikowski, w: Stulecie urodzin Jerzego Turowicza, red. J. i A. Sulikowscy, Szczecin 2015, s. 315-364

Borowski T., Nie gawędzić z wściekłym psem, w: "Kartografowie dziwnych podróży". Wypisy z polskiej krytyki literackiej XX wieku, Kraków 2004, s. 251-253

Bratkowski P., Cień ogromnego drzewa, "Gazeta Wyborcza", 29 października 1994

Brodski J., O Zbigniewie Herbercie, przeł. E. Kulik-Bielińska, "Zeszyty Literackie" 1999, nr 68

Brodski J., Sprawić przyjemność cieniowi, przeł. S. Barańczak, w tegoż: Mniej niż ktoś. Eseje, Kraków 2006, s. 245-270

Brodski J., Zbigniew Herbert, przeł. M. Godyń, "Zeszyty Literackie" 1994, nr 45

Bryll E., Podróż manifestacyjna, "Współczesność" 1963, nr 7

Busza A. Kohelet, "Kultura" (Paryż) 1975, nr 12

Carpenter B., "Hiperborejczyk" Seamusa Heaneya. Szkic do portretu Zbigniewa Herberta, w: Herbert na językach. Współczesna recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w Polsce i na świecie, red. A. Grabowski, J. Kopciński, J. Snopek, Warszawa 2010, s. 221-231

Carpenter B., Poezja Zbigniewa Herberta w krytyce anglosaskiej. Zarys recepcji, w: Niepewna jasność tekstu. Szkice o twórczości Zbigniewa Herberta 1998-2008, red. J.M. Ruszar, Kraków 2009, s. 264-281

Chachlowska A., Materiały związane ze Zbigniewem Herbertem w Archiwum Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, "Krakowski Rocznik Archiwalny" 2009, t. 15, s. 199-202

Chojnowski P., Herbert i jego tłumacz, "Postscriptum Polonistyczne" 2012, nr 1

Chrzanowski T., Towar - poeta, "Tygodnik Powszechny" 2001, nr 6

Chwin S., Czas Biblii i czas Pana Cogito. O istocie sporu Herberta z Miłoszem, w tegoż: Miłosz. Interpretacje i świadectwa, Gdańsk 2012, s. 84-102

Chwin S., Między pięknem a okrucieństwem świata, "Rzeczpospolita", 21-22 sierpnia 2004

Chwin S., Złote runo Zbigniewa Herberta, "Kwartalnik Artystyczny" 2008, nr 2

Cicha M., Barbarzyńca i Aleksandryjczyk. Zbigniew Herbert i Konstanty A. Jeleński, w: Dialog i spór. Zbigniew Herbert a inni poeci i eseiści, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 487-504

Citko H., "Źródła do badań nad obecnością Zbigniewa Herberta w obszarze kultury niemieckojęzycznej", maszynopis udostępniony autorowi książki.

Coetzee J.M., Zbigniew Herbert i figura cenzora, w tegoż: Obraza. Eseje o cenzurze, przeł. M. Król, Kraków 2011

Czajkowski Z., Śmierć Krzysztofa Baczyńskiego, "Tygodnik Powszechny" 1948, nr 23

Czapliński P., Herbert kontra Herbert, w: Dialog i spór. Zbigniew Herbert a inni poeci i eseiści, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 15-45

Czapliński P., Martwa natura z narodem, w: Herbert na językach. Współczesna recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w Polsce i na świecie, red. A. Grabowski, J. Kopciński, J. Snopek, Warszawa 2010, s. 38-64

Czapski J., Czarny kamień, w tegoż: Rozproszone. Teksty z lat 1925-1988, opr. P. Kądziela, Warszawa 2005, s. 309-313

Czapski J., Hojność błyskawiczna, w: Jeleński K.A., Listy z Korsyki do Józefa Czapskiego, opr. W. Karpiński, Warszawa 2003, s. 61 n.

Czapski J., Nad grobem poety - przemówienie na pogrzebie Aleksandra Wata, w: Miłosz Cz., Watowa O., Listy o tym, co najważniejsze (I), opr. B. Toruńczyk, Warszawa 2009, s. 168

Czapski J., Tumult i widma, w tegoż: Czytając, opr. J. Zieliński, Kraków 2015, s. 182-206

Czesław Miłosz na Uniwersytecie w Gdańsku, w: Miłosz. Gdańsk i okolice. Relacje, dokumenty, głosy, red. K. Chwin i S. Chwin, Gdańsk 2012, s. 240-264

Danilewiczowa M., Herling-Grudziński G., Nowakowski T., Palester R., Terlecki T., Najlepsza książka krajowa roku 1963, "Na Antenie" 1964, nr 1

Dąmbska I., W sprawie artykułu prof. Sandauera pt. "Głos dzielony na czworo", "Tygodnik Powszechny" 1976, nr 19

Dedecius K., Recepcja współczesnej poezji polskiej w NRF, w tegoż: Polacy i Niemcy. Posłannictwo książek, przeł. I. i E. Naganowscy, Kraków 1973, s. 121-134

Dimitrowa B., Tajemnica Wisławy, przeł. H. Karpińska, w: Zachwyt i rozpacz. Wspomnienia o Wisławie Szymborskiej, opr. A. Papieska, Warszawa 2014, s. 62-75

Dreczka J., "Czuję się Byrszczaninem". Listy Herberta do Byrskich, "Ziemia Gorzowska", 20 sierpnia 1998

Dziurda A., Nie lubił opowiadać o Lwowie, "Życie" 1999, nr 174

Eliot T.S., Hamlet, przeł. H. Pręczkowska, w tegoż: Kto to jest klasyk i inne eseje, Kraków 1998, s. 114-120

Eliot T.S., Tradycja i talent indywidualny, przeł. H. Pręczkowska, w tegoż: Kto to jest klasyk i inne eseje, Kraków 1998, s. 24-33

Elzenberg H., Brutus, czyli przekleństwo cnoty, w tegoż: Z filozofii kultury, Kraków 1991, s. 159-169

Elzenberg H., Gandhi w perspektywie dziejowej, w tegoż: Z filozofii kultury, Kraków 1991, s. 177-194

Elzenberg H., Marek Aureliusz. Z historii i psychologii etyki, w tegoż: Z historii filozofii. Pisma, t. 3, Kraków 1995, s. 97-213

Filip M., Czas powrotu nadziei. O próbie naprawy stosunków władza-literaci na przykładzie XVIII Walnego Zjazdu Delegatów Związku Literatów Polskich (4-5 lutego 1972 r.), "Biuletyn IPN" 2008, nr 8-9

Fiut A., Ukryty dialog, w tegoż: W stronę Miłosza, Kraków 2004, s. 225-247

Fornari F., Przygoda z nieskończonością. O brulionach Herberta, w: Nagła wyspa. Studia i szkice o pisarstwie Zbigniewa Herberta, opr. P. Próchniak, Lublin 2015, s. 151-168

Friszke A., Jerzy Zawieyski, szkic do portretu, w: Zawieyski J., Dziennik, t. 1, wybór z lat 1955-1959, Warszawa 2011, s. 7-54

Gawlik J.P., Legenda i prawda, w: Teatr Byrskich. Refleksje, dokumenty, wspomnienia (wybór), opr. M. Iskra, M. Rzepka, Kielce 1992, s. 23-32

Gdybym musiał "uczyć poezji". Z W.H. Audenem rozmawia Michael Newman, przeł. A. Zdrodowski, "Literatura na Świecie" 2007, nr 5-6

Gilroy H., Five Foreign Poets Give Readings at Festival '68, "The New York Times", June 25, 1968

Gimes R., Zbigniew Herbert i Węgrzy, w: Strażnik pamięci w czasach amnezji. Węgrzy o Herbercie, opr. C.Gy. Kiss, J. Snopek, Warszawa 2008, s. 35-56

Gniazdem Orląt jest tylko Lwów. Z Haliną Herbert-Żebrowską rozmawia Zbigniew Kresowaty, http://www.24ikp.pl/skarby/ludzie/przyjaciele/herbert_zbigniew/art3.php

Go?mo?ri G., Spotkania i korespondencja ze Zbigniewem Herbertem, "Twórczość" 2006, nr 4

Gömöri G., Węgierska recepcja Herberta, przeł. P. Mierzwa, w: Język dalekosiężny. Przekłady i międzynarodowa recepcja twórczości Zbigniewa Herberta, red. M. Heydel, E. Wójcik-Leese, M. Wójcik, Kraków 2010, s. 141-145

Grabowski A., Poeta osobisty, w: Roszak J., W cztery strony naraz. Portrety Karpowicza, Wrocław 2010, s. 147-155

Grochowiak S., Karabela zostanie na strychu, "Współczesność" 1959, nr 4

Grochowiak S., Przeciw pozorom, "Życie Warszawy" 1963, nr 36

Grochowiak S., Turpizm - realizm - mistycyzm, "Współczesność" 1963, nr 2

Grochowiak S., Rutkiewicz W., Hermes idzie przez świat, "Tygodnik Kulturalny" 1969, nr 49

Grudzińska-Gross I., Kwestia smaku, kwestia imperium, w tejże: Honor, horror i klasycy. Eseje, Sejny 2012, s. 142-160

Grześczak M., Kiosk, "Twórczość" 2000, nr 6

Grześczak M., Tymoteusz Dąb, w: Roszak J., W cztery strony naraz. Portrety Karpowicza, Wrocław 2010, s. 156-163

Guze J.[ustyna], Altichiero Zbigniewa Herberta, "Zeszyty Literackie" 2013, nr 122

Guze J.[oanna], Lwów i od Lwowa na wschód, "Zeszyty Literackie" 2006, nr 93

Guze J.[ustyna], Z Herbertem w muzeum, "Zeszyty Literackie" 2014, nr 128

Hass R., The Austere Artistry of Zbigniew Herbert, "The Washington Post", July 21, 1985

Heaney S., Atlas cywilizacji, przeł. S. Barańczak, w tegoż: Zawierzyć poezji, Kraków 1996, s. 116-133

Herbert laureatem Nagrody Eliota, "Tygodnik Solidarność" 1995, nr 43

Herbert K., Wprowadzenie, "Zeszyty Historyczne" (Paryż), 2005, nr 153

Herbert K., Trudna przyjaźń, w: Obecność. Wspomnienia o Czesławie Miłoszu, red. A. Romaniuk, Warszawa 2013, s. 140-150

Herbert-Żebrowska H., Byliśmy dziećmi II Rzeczypospolitej, "Życie", 30 października - 1 listopada 2004

Herbert-Żebrowska H., Dostałam rolę Kritona, "Rzeczpospolita", 17 maja 2007

Herling-Grudziński G., "Barbarzyńca w ogrodzie" Zbigniewa Herberta, w tegoż: Wyjście z milczenia. Szkice, Warszawa 1998, s. 332-336

Herling-Grudziński G., Szkielet w szafie. List do Jacka Bierezina, w tegoż: Dzieła zebrane, t. 3, Kraków 2013, s. 460-466

Hertz P., Z dziennika lektury, "Nowa Kultura" 1963, nr 14

Horosz H., Spotkanie z przeszkodami, "Panorama Północy" 1962, nr 46

Hostyński L., Mistrz i uczeń, "Tygodnik Powszechny" 1999, nr 16

Hughes T., Weissbort D., Editors' Note, "Modern Poetry in Translation" 1966, nr 1

Ihnatowicz H., Przyjaciel moich przyjaciół, w: "Dusza czyśćcowa". Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku, zebrała i opr. A. Romaniuk, Warszawa 2010, s. 477-482

Illg J., "Potwór Pana Cogito", maszynopis udostępniony przez autora

Iwaszkiewicz J., Co papuga wyciągnęła, w tegoż: Rozmowy o książkach, Warszawa 1983, s. 54-57

Iwaszkiewicz J., Czy barbarzyńca?, "Życie Warszawy" 1963, nr 41

Iwaszkiewicz J., Guziki żołnierskiego płaszcza, "Życie Warszawy" 1970, nr 39

Iwaszkiewicz J., *** (Świat się rządzi...), w tegoż: Wiersze, t. 2, Warszawa 1977, s. 303

Iwaszkiewicz M., Zbigniew Herbert, nagrała i opr. A. Papieska; wypowiedź udostępniona autorowi książki

Jaki był stosunek Herberta do ludzi? Z Katarzyną Herbert rozmawia Maria Anna Potocka, w: Zbigniew Herbert, Ludzie. People, katalog wystawy w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, opr. A. Franaszek, Kraków 2015, s. 56-81

Jarosińska-Buriak K., "Obrona niepotrzebności". Zbigniew Herbert na łamach "TP" (1950-53), w: Stulecie urodzin Jerzego Turowicza, red. J. i A. Sulikowscy, Szczecin 2015, s. 99-131

Jeleński K.A., Odpowiedź na partyzantkę krytyków, "Kontynenty" (Londyn) 1966, nr 88

Jeleński K.A., Zbigniew Herbert, przeł. M. Ochab, "Zeszyty Literackie" 1999, nr 68

Jordan F., Dwa dni poezji, "Kurier Szczeciński", 1 listopada 1961

Jurasz W., Krakowskim szlakiem Pana Cogito, "Dziennik Polski", 25 lipca 2008

Jurczak A., Bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem..., "Gazeta Wyborcza", 1-2 sierpnia 1998

Jurewicz A., Zapiski ze stróżówki (3), "Kwartalnik Artystyczny" 1992, nr 2

Justice D., Mezey R., Introduction, w: Coulette H., The Collected Poems, red. D. Justice, R. Mezey, Fayetteville 1990, s. XII

Kalendarium zdarzeń i ustaleń dotyczących umieszczenia na Pomniku Poległych Stoczniowców wiersza Czesława Miłosza "Który skrzywdziłeś człowieka prostego", w: Chwin S., Miłosz. Interpretacje i świadectwa, Gdańsk 2012, s. 152-173

Kalota-Szymańska M., Spotkania z Herbertem, "Kwartalnik Artystyczny" 2008, nr 2

Kamienny posąg Komandora (dyskusja z udziałem M. Barana, T. Komendanta, M. Stali, R. Tekielego), "bruLion" 1989, nr 10

Kamieńska A., Niewierny Tomasz i świat, "Twórczość" 1957, nr 10

Karpiński W., Uśmiech Kota, "Zeszyty Literackie" 1988, nr 21

Karasek K., Rok darowany, "Życie", 17-18 stycznia 2004

Karasek K., Testament Herberta, "Kwartalnik Artystyczny" 1992, nr 2

Karcz A., Zbigniew Herbert w Ameryce. Obecność i podstawy recepcji, w: Herbert na językach. Współczesna recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w Polsce i na świecie, red. A. Grabowski, J. Kopciński, J. Snopek, Warszawa 2010, s. 191-211

Kardyni-Pelikánová K., Tajemnicza pomyłka poety, "Twórczość" 2006, nr 4

Karpiński W., Spotkania z Herbertem, "Zeszyty Literackie" 1999, nr 68

Karst R. [rk], Egzystencjalizm, ale nie dla laików, "Nowiny Literackie" 1948, nr 40

Karst R. [rk], Przekłady poezji Herberta, "Twórczość" 1968, nr 1

Katz J., Jechuda Amichai, "Znak" 1997, nr 3

Kijowski A., Pielgrzym, w tegoż: Arcydzieło nieznane, Kraków 1964, s. 139-144

Kijowski A., Próby czytane: bohater Herberta, "Dialog" 1972, nr 11

Kilar W., [Zbigniew Herbert], "Życie Warszawy", 29 lipca 1998

Kisielewski S., Jazzowe naszczekiwania, "Tygodnik Powszechny" 1951, nr 11

Kłoczowski P., Nad grobem Zbigniewa Herberta, "Zeszyty Literackie" 2000, nr 69

Komendant T., Między wieszczami, "Polityka" 1995, nr 3

Komendant T., Mimo-śród, "Obecność" 1987, nr 17

Kopciński J., Radio, maska i oko wewnętrzne. "Rekonstrukcja poety" Zbigniewa Herberta, w: Portret z początku wieku. Twórczość Zbigniewa Herberta - kontynuacje i rewizje, red. W. Ligęza, Lublin 2005, s. 305-348

Kowalczyk A.S., Giedroyc - Czapski, w: Jerzy Giedroyc: kultura, polityka, wiek XX. Debaty i rozprawy, Warszawa 2009, s. 305-314

Kozicka D., Mój przyjaciel malarz, czyli parę słów o przyjaźni Zbigniewa Herberta z Józefem Czapskim, w: Dialog i spór. Zbigniew Herbert a inni poeci i eseiści, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 474-486

Krajewski A., Chcieli go otruć?, "Newsweek", 5 sierpnia 2007

Krasuski K., Recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w języku czeskim i słowackim, w: Herbert na językach. Współczesna recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w Polsce i na świecie, red. A. Grabowski, J. Kopciński, J. Snopek, Warszawa 2010, s. 132-142

Kronhold J., O "morskich rozruchach" i falowaniu, "Student" 1972, nr 12

Krüger M., Ostatni Europejczyk, przeł. R. Sioma, "Przegląd Artystyczno-Literacki" 1998, nr 9

Kruk S., Teatr Byrskich i dramat Herberta, "Więź" 1968, nr 9

Krynicki R., Dedykacja Wisławy Szymborskiej dla Zbigniewa Herberta, "Kwartalnik Artystyczny" 2013, nr 1

Krynicki R., Gołębie, w tegoż: Wiersze wybrane, Kraków 2009, s. 340

Krynicki R., Wspomnienie o Zbigniewie Herbercie, "Tygodnik Powszechny" 1998, nr 32

Krytycy amerykańscy o "Antologii" Miłosza, "Kultura" (Paryż) 1965, nr 7-8

Kubiak Z., Hamlet, czyli o wielkości kultury, "Tygodnik Powszechny" 1952, nr 19

Kuczyński K.A., Klaus Staemmler. Tłumacz i popularyzator literatury polskiej w Republice Federalnej Niemiec, "Acta Universitatis Lodziensis", Folia Litteraria nr 001/1981

Kudyba W., Twórczość Zbigniewa Herberta w niemieckim systemie literackim w świetle korespondencji z Karlem Dedeciusem, "Rocznik Karla Dedeciusa", t. IV, Łódź 2011, s. 95-107

Kunda B.S., Pan Cogito, czyli pułapki moralistyki, "Życie Literackie" 1974, nr 33

Kwiatkowski J., Herbert niezawodny, w tegoż: Notatki o poezji i krytyce, Kraków 1975, s. 125-128

Kwiatkowski J., Klerk mężny, "Życie Literackie" 1957, nr 40

Kwiatkowski J., Niezrównany Pan Cogito, w tegoż: Felietony poetyckie, Kraków 1982, s. 100-105

Kwiatkowski J., Po platońsku, w tegoż: Felietony poetyckie, Kraków 1982, s. 180-183

Kwiatkowski J., Symbol trwałości, "Życie Literackie" 1963, nr 9

Kwiatkowski J., Świeczka o świcie, "Życie Literackie" 1956, nr 3

Kwiatkowski J., Wizja przeciw równaniu. Nowa walka romantyków z klasykami, "Życie Literackie" 1958, nr 3

Lam A., Na przykładzie jednego wiersza, "Latarnia Morska" 2006, nr 4

Lam A., Zbigniew Herbert przed debiutem książkowym, w: Twórczość Zbigniewa Herberta. Studia, red. M. Woźniak-Łabieniec, J. Wiśniewski, Kraków 2001, s. 11-26

Lem S., [O Zbigniewie Herbercie], "Kwartalnik Artystyczny" 1992, nr 2

Levine Ph., wypowiedź w: Debata poetów, przeł. M. Bardel, "Tygodnik Powszechny" 2011, nr 44

Levis L., Strange Days: Zbigniew Herbert in Los Angeles, "The Antioch Review" 1987, nr 45

Libera A., Trzy wiersze trzech mistrzów Herberta, "Kwartalnik Artystyczny" 2008, nr 2

Lichański S., O wierszach i o poezji, "Dziś i Jutro" 1955, nr 4

Lichniak Z., O sprawach ważnych, "Dziś i Jutro" 1953, nr 25

Lichniak Z., "Trzymając się faktów", czyli Zbigniewowi Herbertowi (i nie tylko) kilka uwag ku przypomnieniu (i nie tylko), "Słowo Powszechne", 21-23 września 1990

Lilpop-Krance F., Fundacja im. Alfreda Jurzykowskiego, w tejże: Powroty, Warszawa 2013, s. 306-308

Lipiński J., Trzy sylwetki, "Tygodnik Powszechny" 1955, nr 4

Listy Józefa Czapskiego do Zygmunta Mycielskiego, opr. A. Romaniuk, "Kamerton" 2013, nr 57

Lubił szukać guza. Z Haliną Herbert-Żebrowską rozmawia Andrzej Franaszek, "Tygodnik Powszechny" 2008, nr 31

Łapiński Z., Nagrobek, w tegoż: Jak współżyć z socrealizmem. Szkice nie na temat, Londyn 1988, s. 97-101

Łapiński Z., Próba współczesności, "Tygodnik Powszechny" 1961, nr 45

Łubieński T., Porządek świata, "Kultura" (Warszawa) 1972, nr 14

Łukasiewicz J., "Ów chłopiec niezwykły", w: Dusza czyśćcowa. Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku, zebrała i opr. A. Romaniuk, Warszawa 2010, s. 27-84

Łukasiewicz J., Zbigniew Herbert i rok 1956, w: Herbert (nie)oswojony, red. W. Browarny, J. Orska, A. Poprawa, Wrocław 2008, s. 31-41

Machejek W., Atakować i współtworzyć, "Życie Literackie" 1956, nr 2

Maciąg W., Opowiedzieć morze, "Życie Literackie" 1956, nr 1

Majchrzak G., "Rozmowy z Panem Cogito. Zbigniew Herbert "na celowniku" peerelowskiego wywiadu", maszynopis udostępniony autorowi książki

Majchrzak G., Sprawa kryptonim "Herb". Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Zbigniewa Herberta w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, "Biuletyn IPN" 2008, nr 8-9, s. 44-54

Malcer-Zakrzacka A., Książę Poetów był wykładowcą na UG, "Gazeta Uniwersytecka. Pismo Społeczności Akademickiej Uniwersytetu Gdańskiego" 1998, nr 3

Maliszewski A., O konkursie na słuchowisko radiowe, "Radio i Świat", 23 marca 1958

Mamoń B., Teatr Herberta, "Tygodnik Powszechny" 1971, nr 35

Mańkowski Z., "Uwierzyliśmy zbyt łatwo, że piękno nie ocala". Zbigniewa Herberta obrazy sztuki współczesnej w: Zmysł wzroku, zmysł sztuki. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, cz. I, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 185-211

Matuszewski R., Wiersze piękne i rozumne, "Nowa Kultura" 1957, nr 48

Mazur D., Herbert nieznany, czyli Światło Iony, "Zeszyty Literackie" 2002, nr 77

Melkowski S., "Pan Myślę" wobec "myśli czystej", w tegoż: Rówieśnicy i bracia starsi, Warszawa 1980, s. 36-49

Merdas A., Studia z Herbertem, "Tygodnik Powszechny" 2002, nr 36

Merton T., Zaczątek spełnienia, przeł. A. Gomola, "W Drodze" 1996, nr 8

W.S. Merwin, Dedykowane rowerowi Zbigniewa Herberta, przeł. P. Marcinkiewicz, w: tegoż, Imię powietrza. Wiersze wybrane, Kraków 2013, s. 96 n.

Merwin W.S., Kilka słów o zaszczytach i wspomnieniach, przeł. K. Kopczyńska, w tegoż: Imię powietrza. Wiersze wybrane, Kraków 2013, s. 6

Micewski A., Herbert w gazecie. Biedny poeta pierze swoje prawie czyste sumienie, "Wokanda" 1991, nr 10

Michalski K., Nadczłowiek, "Zeszyty Literackie" 2006, nr 96

Michnik A., Pożegnanie Herberta, "Gazeta Wyborcza", 29 lipca 1998

Międzylisty. Z Krzysztofem Karaskiem rozmawia Stanisław Dłuski, "Nowa Okolica Poetów" 1999, nr 3

Międzyrzecki A., Fragmenty "Dziennika", "Kwartalnik Artystyczny" 2007, nr 3

Miłosz Cz., Dwustronne porachunki, "Kultura" (Paryż) 1964, nr 6

Miłosz Cz., Szlachetność, niestety, "Kultura" (Paryż) 1984, nr 9

Miłosz Cz., To the Editors, "The New York Review of Books", November 7, 1968

Miłosz Cz., wprowadzenie do wierszy Zbigniewa Herberta w antologii Postwar Polish Poetry, selected and translated by Cz. Miłosz, Garden City, New York 1965

Miłosz Cz., Scott P.D., Nota tłumaczy, w: Z. Herbert, Selected Poems, translated by Cz. Miłosz and P.D. Scott, with an introduction by A. Alvarez, Hammonsworth 1968

Moroz R., Dzieliłam mieszkanie z Herbertem, "Wieczór Wybrzeża", 7 sierpnia 1998

"Może zamieszkałby w Gdańsku..." Z Renatą Gorczyńską rozmawiają K. i St. Chwinowie, w: Miłosz. Gdańsk i okolice. Relacje, dokumenty, głosy, red. K. Chwin i S. Chwin, Gdańsk 2012, s. 9-45

Mój Zbyszek. Z Katarzyną Herbert rozmawia Andrzej Gelberg, "Tygodnik Solidarność" 1999, nr 6

Mój Zbyszek. Z Katarzyną Herbert rozmawia Andrzej Gelberg, cz. II, "Tygodnik Solidarność" 1999, nr 7

Mrożek S., Słoń, w tegoż: Opowiadania 1953-1959, Warszawa 1998, s. 125-128

Muzy zamilkły, "Życie", 1-2 sierpnia 1998

Najder Z. [zn], Herbert u Anglików, "Twórczość" 1962, nr 9

Najder Z., O poezji Zbigniewa Herberta, "Twórczość" 1956, nr 9

Najder Z., Opowieść o ślicznej Hali i dwu panach Z, "Rzeczpospolita", 23 grudnia 2015

Najder Z., Poezja jako obowiązek. Do czego Herbertowi służyła literatura, "Fakt" (dodatek "Europa"), 24 listopada 2004

Najder Z., T.S. Eliot, "Twórczość" 1965, nr 3

Najlepsze są opowieści przyniesione z targu... Z Charlesem Simiciem rozmawia Jarosław Mikołajewski, "Gazeta Wyborcza", 15 maja 2014

Nasiłowska A., Zbigniew Herbert: Pan Cogito ma kłopoty, w: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Kontynuacje, red. A. Brodzka i L. Burska, Warszawa 1996, s. 23-40

Nieukerken A. van, Zawiłe dzieje tematów niebohaterskich, "Nowe Książki" 1993, nr 10

Nooteboom C., Bluten des Ambrosius, "Die Woche" (Hamburg), 30 marca 1994

Nowak A., Pożegnanie Zbigniewa Herberta, "Arcana" 1998, nr 4

Nowakowski T., Melancholia poety intelektualnego. Z okazji niemieckiego wydania wierszy Zbigniewa Herberta, "Wiadomości" (Londyn) 1964, nr 47

Nowakowski Z., Miłosz pod sztandarami, "Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza Polskiego" 1957, nr 236

Nycz R., "Niepewna jasność" tekstu i "wierność" interpretacji. Wokół wiersza Zbigniewa Herberta "Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy", w: Niepewna jasność tekstu. Szkice o twórczości Zbigniewa Herberta 1998-2008, red. J.M. Ruszar, Kraków 2009, s. 36-55

O "Antologii poezji polskiej": Julian Przyboś, Artur Sandauer, Maciej Żurowski i Janusz Wilhelmi, "Kultura" (Warszawa) 1966, nr 3

Odzyskać Herberta. Z Ryszardem Krynickim rozmawia Justyna Sobolewska, w: Gdybym wiedział. Rozmowy z Ryszardem Krynickim, opr. A. Krzywania, Wrocław 2014, s. 177-186

O milczeniu. Z Ryszardem Krynickim rozmawiają Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski, w: Gdybym wiedział. Rozmowy z Ryszardem Krynickim, opr. A. Krzywania, Wrocław 2014, s. 91-104

Ordan J.L., Herbert, "Przegląd Artystyczno-Literacki" 1998, nr 9

Orski M., Ryszard Przybylski (1928-2016). Mędrzec, który kochał truskawki, "Gazeta Wyborcza", 27-28 sierpnia 2016

Pan Cogito zawsze wolny. Z Katarzyną Herbert rozmawia Andrzej Franaszek, "Gazeta Wyborcza", 22-23 września 2012

Pankowski M., Klasycy i cudotwórcy, "Kultura" (Paryż) 1958, nr 12

Pankowski M., Krajowe nowości poetyckie, "Kultura" (Paryż) 1956, nr 12

Parker M., Hughes and the poets of Eastern Europe, w: The Achievement of Ted Hughes, red. K. Sagar, Manchester 1983, s. 37-51

Perzanowski J., Izydora Dąmbska - filozof niezłomny, w: Izydora Dąmbska 1904-1983. Materiały z sympozjum "Non est necesse vivere, necesse est philosophari", Kraków, 18-19 grudnia 1998, red. J. Perzanowski, Kraków 2001, s. 11-112.

Piasecki B., O roli kontekstu: Poezja Zbigniewa Herberta po angielsku, "Przekładaniec" 2007, nr 17

Pietrych K., Herbert w strefie lirycznej, w: Nagła wyspa. Studia i szkice o pisarstwie Zbigniewa Herberta, opr. P. Próchniak, Lublin 2015, s. 169-194

Pilch J., Cień Miłosza, "Polityka" 2005, nr 30

Pilch J., Musztarda po Herbercie, "Polityka" 2001, nr 6

Poeta wobec współczesności, "Odra" 1972, nr 11

Poet Power, "The New York Review of Books", August 22, 1968

Potocka M.A., Poeta, artysta, krytyk, w: Zbigniew Herbert, Ludzie. People, katalog wystawy w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, opr. A. Franaszek, Kraków 2015, s. 22-55

Prokop J., Wiosenne porządki, "Dziś i Jutro" 1951, nr 14

Przyboś J. [J.P.], Nowy zbiór Zbigniewa Herberta, "Przegląd Kulturalny" 1957, nr 42

Przyjaźń. Z Janem Lebensteinem rozmawia Marek Wittbrot, "Nasza Rodzina" 1995, nr 7-8

Ptasińska-Wójcik M., Majchrzak G., Kryptonim "Bem", sprawa operacyjnego rozpracowania Zbigniewa Herberta 1967-1970, "Zeszyty Historyczne" (Paryż), 2005, nr 153

Rabizo-Birek M., Zbigniew Herbert jako bohater liryczny, w: Herbert (nie)oswojony, red. W. Browarny, J. Orska, A. Poprawa, Wrocław 2008, s. 131-148

Raina P., List do Redakcji, "Zeszyty Historyczne" (Paryż), 2005, nr 154

Rajčić B., Herbert w Serbii i byłej Jugosławii, przeł. J. Maciejewska-Pavkovic, "Zeszyty Literackie" 2014, nr 128

Rosinek V., O recepcji w Niemczech, w: Czytanie Herberta, red. P. Czapliński, P. Śliwiński, E. Wiegandt, Poznań 1995, s. 247-254

Rostworowski M., O sytuacji w młodej poezji katolików, "Dziś i Jutro" 1953, nr 25

Różewicz T., Tożsamość (wspomnienie o Karolu Kuryluku), w tegoż: Proza, t. 3, Wrocław 2004, s. 78-89

Ruszar J.M., W poszukiwaniu Curatii Dionisii, w: Niepewna jasność tekstu. Szkice o twórczości Zbigniewa Herberta 1998-2008, red. J.M. Ruszar, Kraków 2009, s. 160-167

Rymkiewicz J.M., Poeta i barbarzyńcy, w tegoż: Czym jest klasycyzm. Manifesty poetyckie, Warszawa 1967, s. 59-70

Sadkowski W., Wśród poetyckich debiutów, "Trybuna Ludu", 26 października 1956

Sandauer A., Głos dzielony na czworo. (Rzecz o Zbigniewie Herbercie), w tegoż: Poeci czterech pokoleń, Kraków 1977, s. 313-341

Sandauer A., Jak fałszować teksty, czyli Moralność Pani Dąmbskiej, "Kultura" (Warszawa) 1976, nr 22

Sawicka E., Jak Zbigniew Herbert, "Rzeczpospolita" 2006, nr 269

S.B., Rekonstrukcja poety, "Radio i Telewizja" 1960, nr 40

Scott P.D., Translations from Zbigniew Herbert, "The Hudson Review" 1963, vol. XVI, nr 1

Sierchuła R., Misja Andersa Österlinga, "Actum" 2010, nr 2

Simic Ch., The Great Poets' Brawl of '68, "The New York Review of Books", April 23, 2014

Simic Ch., The Philosophy of 3 AM, "The New York Review of Books", April 26, 2007

Simonyi Z., Krzyż miejsca i czasu - myśli o poezji Herberta i Pilinszky'ego, w: Strażnik pamięci w czasach amnezji. Węgrzy o Herbercie, opr. C.Gy. Kiss, J. Snopek, Warszawa 2008, s. 144-166

Sioma R., "Aż runą świata ściany cztery". Epikurejskie źródła sensualizmu poezji Zbigniewa Herberta, w: Zmysł wzroku, zmysł sztuki. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, cz. II, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 80-105

Skórzyński J., "List 59" i narodziny opozycji demokratycznej w Polsce, "Zeszyty Historyczne" (Paryż), 2008, nr 163

Skutnik T., Ogołocenie, "Dziennik Bałtycki", 16 października 1992

Smolińska-Byczuk M., Życie martwej natury. Malarze holenderscy XVII wieku w oczach Zbigniewa Herberta, w: Zmysł wzroku, zmysł sztuki. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, cz. I, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 42-154

Skwarnicki M., Smutek Pan Cogito, "Tygodnik Powszechny" 1974, nr 15

Skwarnicki M. [Spodek], Tajemnica poloneza, "Tygodnik Powszechny" 1975, nr 9

Skwarnicki M., Wygnany Arkadyjczyk, "Tygodnik Powszechny" 1957, nr 44

Sławińska I., [Zbigniew Herbert], "Tygodnik Solidarność" 1998, nr 44

Słonimski A., Sandaueryzm, "Tygodnik Powszechny" 1976, nr 26

Słonimski A., Wiek dojrzały, "Tygodnik Powszechny" 1976, nr 19

Sm., Kandidaten des Literatur-Nobelpreises, "Frankfurter Algemeine Zeitung", 19 października 1966

Sołtyk-Koc M., "Jakbym znalazł drzewo...", w: Dusza czyśćcowa. Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku, zebrała i opr. A. Romaniuk, Warszawa 2010, s. 219-265

Spotkałem fantastyczne osoby. Z Anatolem Gotfrydem rozmawia Agnieszka Drotkiewicz, http://www.dwutygodnik.com/artykul/2148-spotkalem-fantastyczne-osoby.html

Spór o nową sztukę. Dyskusja na IX Kłodzkiej Wiośnie Poetyckiej 1972, "Nowy Wyraz" 1973, nr 1-2

Stala M., Współczesność i rzeczywistość. Glosy do lektury Herberta przez twórców "pokolenia 68", "NaGłos", nr 4

Stala M., Zwykły cud głosu, "Tygodnik Powszechny" 1999, nr 16

Stanuch S., Poeci spraw dozwolonych, "Życie Literackie" 1956, nr 4

Strumiłło-Miłosz G., Przy stole z Miłoszem, w: Obecność. Wspomnienia o Czesławie Miłoszu, red. A. Romaniuk, Warszawa 2013, s. 173-186

Szczepański J.A. [Jaszcz], Sokrates wezwany nadaremno, "Trybuna Ludu" 1961, nr 39

Szczepański J.A., Z bliska i z daleka, "Trybuna Ludu" 1963, nr 222

Szczepański J.J., Poeta w akcji, w tegoż: Historyjki, Warszawa 1990, s. 190-193

Szczepański J.J., W służbie Wielkiego Armatora, w tegoż: Przed Nieznanym Trybunałem, Kraków 1997, s. 5-25

Szczepański J.J., [Zbigniew Herbert], "Kwartalnik Artystyczny" 1999, nr 2

Szczepuła B., Nieskończona miłość, "Dziennik Bałtycki", 15 października 1999

Szewc P., Czyste światło, "Kwartalnik Artystyczny" 2008, nr 2

Szirtes G., Powitanie Fortynbrasa, przeł. P. Mierzwa, w: Język dalekosiężny. Przekłady i międzynarodowa recepcja twórczości Zbigniewa Herberta, red. M. Heydel, E. Wójcik-Leese, M. Wójcik, Kraków 2010, s. 23-31

Szuber J., Wspominki plutonowego, "Kwartalnik Artystyczny" 1999, nr 2

Szymańska A., Zbigniew Herbert i japońska miniatura, "Kwartalnik Artystyczny" 1992, nr 2

Szymański W., Suchy poemat moralisty?, "Znak" 1958, nr 1

Szymborska W., [o Zbigniewie Herbercie], "Gazeta Wyborcza", 29 lipca 1998

Śpiewak P., Przygody człowieczka myślącego, "Twórczość" 1974, nr 7

Świat utrwalany w ludzkiej pamięci. Zbigniewa Herberta wspominają przyjaciele, pisarze i krytycy, "Rzeczpospolita", 29 lipca 1998

Święcicki J.M., "Hamlet" Szekspira i "Hamlet" Oliviera, "Tygodnik Powszechny" 1952, nr 16

Święcicki J.M., Hamlet uchrześcijaniony, "Tygodnik Powszechny" 1951, nr 27

Święcicki J.M., Hamlet uspołeczniony, "Tygodnik Powszechny" 1951, nr 23

Tabor M., Tradycja poezji europejskiej w wykładach Zbigniewa Herberta w California State College, w: Dialog i spór. Zbigniew Herbert a inni poeci i eseiści, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 423-439

Tadeusz Różewicz w rozmowie z Adamem Czerniawskim, w: Wbrew sobie. Rozmowy z Tadeuszem Różewiczem, opr. J. Stolarczyk, Wrocław 2011, s. 97-116

"Tak się dla mnie szczęśliwie złożyło..." Z Janem Błońskim rozmawiają Krystyna i Stefan Chwinowie, w: Błoński przekorny. Dziennik. Wywiady, Kraków 2011, s. 447-470

Tarka K., Działalność Karola Lewkowicza - przyczynek do powstania orientacji prokrajowej na emigracji, "Pamięć i Sprawiedliwość" 2010, nr 1

Tatarowski K.W., Praca magisterska, "Tygiel Kultury" 1998, nr 9-10

Toczyski P., Z poetą na świętej wyspie, "Gazeta Wyborcza", 15-17 kwietnia 2006

Toeplitz K.T., Europa barbarzyńcy, "Przegląd Kulturalny" 1963, nr 14

Toeplitz K.T., Potrzeba protestu, "Przegląd Kulturalny" 1962, nr 34

Toruńczyk B., "Zapis" i gen wolności, w tejże: Żywe cienie, Warszawa 2012, s. 5-32

Trojanowski A., VIII Gimnazjum i Liceum im. Króla Kazimierza Wielkiego we Lwowie. Refleksja na sześćdziesięciolecie, http://www.lwow.home.pl/cracovia/osma-buda.html

Trznadel J., Kamienowanie mądrości, w tegoż: "Płomień obdarzony rozumem". Poezja w poezji i poza poezją. Eseje, Warszawa 1978, s. 134-143

Turowicz J., Giedroyc, Miłosz, Herbert, "Tygodnik Powszechny" 1995, nr 9

Tyrmand L., Porachunki osobiste, "Kultura" (Paryż) 1967, nr 4

Tyrmand L., Zatoka dobrych kąpieli, w tegoż: Pokój ludziom dobrej woli... Teksty niewydane, Kraków 2010, s. 47-57

Une rencontre de po?tes polonais a Paris, "La Quinzaine Littéraire" (Paris), 1-31 marca 1967

Urban J., Trochę niemenozofii, "Szpilki", 26 marca 1972

Urbanowski M., Polityka Hamleta? Zbigniew Herbert i III RP, w: Herbert na językach. Współczesna recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w Polsce i na świecie, red. A. Grabowski, J. Kopciński, J. Snopek, Warszawa 2010, s. 13-37

Vendler H, Long Live Mr. Cogito!, "The New Republic", August 27, 2007

Voisé W., Wspomnienie o człowieku który myślał inaczej. (W pierwszą rocznicę śmierci Henryka Elzenberga), "Twórczość" 1969, nr 1

Waleńczyk J., Liryka spraw nieoczywistych, "Kronika" 1956, nr 21

Wat A., Kartki na wietrze, w tegoż: Dziennik bez samogłosek, opr. K. i P. Pietrychowie, Warszawa 2001, s. 257-338

Wat A., O nieprzekładalności utworów poetyckich, w tegoż: Publicystyka, opr. P. Pietrych, Warszawa 2008, s. 619-639

Wieczorkowski A.J., Obsypany liryką i popiołem smutku, w: Dusza czyśćcowa. Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku, zebrała i opr. A. Romaniuk, Warszawa 2010, s. 195-210

Wierzyński K., Sztuka i suka, w tegoż: Poezje zebrane, t. 2, Białystok 1994, s. 271

Wilson E., Books, "The New Yorker", November 15, 1958

Winczakiewicz J., Audycje polskie z Paryża, "Archiwum Emigracji", Toruń 2000, z. 3, s. 269-277

Wirpsza W., Nie ma biletów dla sztuki, "Tygodnik Wybrzeża" 1948, nr 49-50

Workowski A., Wzrok i obecność. Spór historyków sztuki z historykami literatury. Uwagi filozofa, w: Zmysł wzroku, zmysł sztuki. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, cz. I, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 225-245

Woroszylski W., Jak zlustrować umarłego pisarza, "Więź" 1994, nr 1

Woźniakowski J., Ping-pong, "Tygodnik Powszechny" 1998, nr 32

Wójcik M., Polowanie na Pana Cogito, "Przekrój", 23 lutego 2006

Wnuk W., Zbigniew Herbert z tamtych lat, "Arka" 1992, nr 41

Wnuk W., Życie literackie Wybrzeża, "Słowo Powszechne" 1949, nr 96

W siodle z "Bhagawadgitą". Rozmowa z Janem Józefem Szczepańskim, "Znak" 2003, nr 4

Wstrętna żona szlachetnego poety. Z Katarzyną Herbert rozmawia Barbara Madajczyk-Krasowska, "Dziennik Bałtycki" 2005, nr 187

Wśród radiowych laureatów, "Radio i Świat", 23 marca 1958

Wyka K., Echo katastroficzne, "Życie Literackie" 1957, nr 39

Zabża T., relacja, http://www.sopocianie.muzeumsopotu.pl/relacja/teresa-zabża-relacja

Zagajewski A., Anglosaskie biografie, w tegoż: Poeta rozmawia z filozofem, Warszawa 2007, s. 30-47

Zagajewski A., Dwa miasta, w tegoż: Dwa miasta, Warszawa 2007, s. 7-60

Zagajewski A., Herbert dla Amerykanów, w tegoż: Poeta rozmawia z filozofem, Warszawa 2007, s. 102-108

Zagajewski A., Poeta rozmawia z filozofem, w tegoż: Poeta rozmawia z filozofem, Warszawa 2007, s. 16-26

Zagajewski A., Pożegnanie Zbigniewa Herberta, w tegoż: Wiersze wybrane, Kraków 2010, s. 198

Zagajewski A., Uwagi o wysokim stylu, w tegoż: Obrona żarliwości, Kraków 2002, s. 29-51

Zajas P., "Barbarzyńca w ogrodzie Suhrkampa. Zbigniew Herbert i jego niemiecki wydawca, "Teksty Drugie" 2015, nr 5

"Zawsze z tymi, których biją". Ze Zdzisławem Najderem i Krzysztofem Karaskiem rozmawiają Cezary Michalski i Marta Stremecka, "Życie", 20-21 stycznia 2001

Zielińska M., Herbert - Różewicz jako dwugłos "polskiej fali". Przebieg niemieckojęzycznej recepcji Herberta i Różewicza w latach 60., "Rocznik Karla Dedeciusa", t. II, Łódź 2009, s. 75-93

Zieliński J.A., Pejzaż drogi Teresy Mellerowicz, w: T. Mellerowicz-Gella, Malarstwo, Gorzów Wielkopolski 2014, s. 6-15

Z Januszem Szpotańskim rozmawiają Cezary Michalski i Maciej Nowicki, "Życie", 15 października 2001

Żebrowski R., Niespodziewany koniec lata. O ostatniej woli Zbigniewa Herberta, "Życie" 1998, nr 182

Żebrowski R., Zbigniew Herbert - Dowódca Królewskiej Samodzielnej Brygady Huzarów Śmierci, "Tygodnik Solidarność" 2001, nr 51-52

Żuchowski T.J., Ukryta w oku cząstka dotyku. Rysunki Zbigniewa Herberta w: Zmysł wzroku, zmysł sztuki. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, cz. I, opr. J.M. Ruszar, Lublin 2006, s. 15-41

Życiński J., [Zbigniew Herbert], "Tygodnik Solidarność" 1996, nr 44

Źródła fotografii

Fot. Erazm Ciołek, Obory, 1972.

Poeta jako podróżnik w 1968 r.

Zdjęcie z legitymacji Związku Literatów Polskich, początek lat 70.

Autor Pana Cogito w obiektywie nieznanego fotografa.

W Paryżu w drugiej połowie lat 80.

Archiwum Zbigniewa Herberta, 1961-1962.

Przyszły poeta z ulubionym towarzyszem swego dzieciństwa. W rodzinnym albumie zdjęcie opisane przez matkę na odwrocie: "Zbych - jeden rok życia".

Poeta po przekroczeniu - jak nazwał to Witold Gombrowicz - "Rubikonu nieuniknionego trzydziestaka", 1958.

Autor Barbarzyńcy w ogrodzie we wczesnych latach 60.

Fotografie umieszczone w wkładce pochodzą z:

1. Archiwum Zbigniewa Herberta, Biblioteka Narodowa, Warszawa - fot. 1-5; 7; 9; 11-15; 18 (fot. Katarzyna Dzieduszycka); 19; 21 (fot. François René Roland); 22; 23; 24 (fot. Foto Star, L. Sykulski); 25-78, 79; 83, 112, 120, 131 (fot. Katarzyna Herbert); 81 (fot. Renate von Mangoldt); 84-86; 90 (fot. Stanisław Stępniewski); 92 (fot. Stefan Amsüss); 93; 95; 96, 97, 119 (fot. Karin M. Gaa); 94, 118 (fot. Hans Georg Puttnies); 98 (fot. Wolfgang Kraus); 99, 123 (fot. Mimi Zand); 100; 101; 103; 105 (fot. Lech Kowalewski); 107; 108 (fot. Pietro Marchesani); 111 (fot. Otto Stark); 114-116; 117 (fot. Tadeusz Śliwiak); 121; 122 (fot. Albert Rastl); 124; 128-130; 132-134.

2. Archiwum Isolde Ohlbaum - fot. 80.

3. Agencja BEW - fot. 82 (fot. Renate von Mangoldt).

4. Archiwum Jerzego Skąpskiego - fot. 87.

5. Agencja East News - fot. 88, 89 (fot. Danuta B. Łomaczewska); 104, 106 (fot. Anna Beata Bohdziewicz).

6. Agencja Forum - fot. 10 (fot. Erazm Ciołek); 20 (fot. Władysław Sławny), 91 (fot. Erazm Ciołek).

7. Archiwum Mai i Adama Zagajewskich - fot. 102.

8. Archiwum Urszuli Kozioł - fot. 109 (fot. Ryszard Matuszewski, obróbka cyfrowa Jerzy Suchanek; skan z książki Edwarda Balcerzana Pochwała poezji. Z pamięci, z lektury, Instytut Mikołowski, Mikołów 2013).

9. Archiwum Adriany Szymańskiej - fot. 110 (fot. Zbigniew Bieńkowski).

10. Getty Images - fot. 113.

11. Archiwum Michała Kapitaniaka - fot. 125; 126.

12. Polska Agencja Prasowa - fot. 127 (fot. Edmund Uchymiak).

13. Portret Zbigniewa Herberta pędzla Józefa Czapskiego ze zbiorów Katarzyny Herbert - fot. 135 (fot. Aleksander Czekaj).

14. Archiwum Teresy Zabży - fot. 6.

15. Archiwum Teresy Mellerowicz - fot. 8.

16. Archiwum Andrzeja Walickiego - fot. 16.

17. Archiwum Wacława Kapusto - fot. 17.