Heraklidzi - Eurypides
3.99 zł
3.27 zł
(1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Na scenę wchodzi
IOLAOS.
Od dawna-m ja to wiedział, ze człowiek cnotliwy Dla bliźnich swoich żyje, ale kto jest chciwy, Kto serce ma zwrócone ku zyskom, ten żadnej I państwa nie przyniesie korzyści i składny Nie będzie w obcowaniu, gdyż dba li o siebie. Wiem o tem coś - nie tylko ze słuchu. W potrzebie Znaleźli się krewniacy i ja, choć w Argosie Spokojnie mogłem siedzieć, wolałem w ich losie Z współczucia uczestniczyć. Sam jeden, gdy z nami Żył jeszcze tu Herakles, jego się trudami Dzieliłem, zaś od chwili, gdy już w niebie świeci, Pod skrzydła swoje wziąwszy jego biedne dzieci, Opiekę wykonywam troskliwie nad niemi, Choć sam jej potrzebuję. Bo gdy już z tej ziemi Ich ojciec sobie poszedł, pragnął nas coprędzej Wygładzić Eurysteus. Uszliśmy tej nędzy: Ojczyznę straciliśmy, lecz uratowany Nasz żywot! Uciekając od łanów na łany, Od miasta my do miasta błądzili. Bo juści Nie dosyć jednej zbrodni, Eurystej dupuści I tej się jeszcze hańby, że po wszystkie krańce, Gdzie tylko chcemy spocząć, wysyła posłańce I wzywa do powrotu i bronią zagraża Argiwską, co dla wszystkich bez wyjątku wraża,
Czy będzie to przyjaciel czy też wróg, i własną Krzepotą się też chełpi. A iż sprawa jasną Wszem wobec, że ja żadnej nie mam tutaj mocy, Że dzieci te są małe i w doli sierocej, Bez ojca, żyć zmuszone, więc każda nas ręka Przepędza, bo się władzy silniejszego lęka. I tak ja z uchodźcami moimi uchodzę I cierpię z cierpiącymi, nie chcąc ich w tej drodze Opuszczać, by ktokolwiek nie przyganił z ludzi: "Sieroty to bez ojca, a czyż się potrudzi Z pomocą Iolaos, choć krewny?"... Po całej Helladzie tak błądzący, wreszcie zawitały Te dzieci razem zemną w maratońskie włości I ziemie te sąsiedzkie, by żebrać litości U bożych tu ołtarzy. Bo jak nam się zdaje. Dwóch synów Terejowych ma w ręku te kraje, Wylosowane ongi. Ród to Pandiona I krewny tych dziateczek. Oto jest i ona Przyczyna, żeśmy, dalej idący i dalej, Ku miedzom świętych Aten krok swój skierowali. Wygnańców tych, widzicie, strzeże starców dwoje: Za tymi tu chłopcami ja z opieką stoję, Alkmene zaś w świątyni ukryła dziewczęta I trzyma je w troskliwych objęciach - pamięta, Że juści takich młódek wypuszczać nie można Przed ołtarz, między tłumy, musi być ostrożna. Zaś Hyllos, a z nim razem bracia, starsi wiekiem, Warowni poszedł szukać, byśmy w tem dalekiem Opolu zamieszkali, gdyby razem z temi Sieroty chciał kto znowu wygnać nas z tej ziemi. Tu do mnie, dziatki! dziatki! Chwyćcie się mej szaty! Już herold spieszy ku nam, przez te nasze katy
Wysłany, by nas ścigał, nas, biedne wygnańce, Zmuszone wciąż się tułać snać po ziemi krańce! Plugawcze! Obyś szczezł już razem z tym, co ciebie Tu wysłał! Ileż złego - a niech cię pogrzebie Ta ziemia! - słyszał z ust twych i ojciec tych dziatek!
Jawi się herold Eurysteusa
KOPREUS.
Czy myślisz, żeś spokojne znalazł na ostatek Wytchnienie? Żeś zawitał, ty człowieku głupi, Do miasta swych przyjaciół? Takich tu nie kupi, Co chcieliby potężne ramię Eurysteja Zamienić na twą starość! Daremna nadzieja! Precz! Poco jeszcze zwlekasz? Do Argos! Precz! Dalej! Jest rozkaz, by tam ciebie ukamienowali.
IOLAOS.
Bynajmniej! Schron tu mamy! Któż nas od ołtarzy - Któż z wolnej tej ziemicy wygnać się poważy?
KOPREUS.
Nie wahasz się ponownie trudzić o, tej dłoni?
IOLAOS.
Przemocą z tego miejsca nikt mnie nie wygoni.
KOPREUS.
Zobaczysz. Lichy z ciebie prorok jest tym razem.
IOLAOS.
Dopókim żyw, nie zmusi nikt mnie swym rozkazem.
KOPREUS.
Precz! Precz! Choćbyś się bronił, jako chciał, w tę porę I tych ja - Eurysteja to własność - zabiorę!
IOLAOS (krzyczy).
O wy, co w grodzie Aten siedzicie od wieka! Ratujcie nas! Zeusowi, którego opieka Nad zborem ludu władnie, zwierzyliśmy życie! Gwałt, gwałt nam się tu dzieje! Słyszycie! Słyszycie! Gałązki zbeszczeszczone! Spada hańba sroga - Srom spada na to miasto wasze i na Boga! Jawi się z Chórem
PRZODOWNIK CHÓRU.
Ha! Cóż to?! Co za krzyk się zrywa od ołtarza? Czy może czeka na nas jaka dola wraża?
IOLAOS.
Widzicie, co za starzec wala się w tym pyle? I Tyle mojego, tyle!
PRZODOWNIK CHÓRU.
A któż cię poturbował, nieszczęsny człowiecze?
IOLAOS.
Ten oto, przyjaciele, tak mnie strasznie wlecze Od stopni ołtarzowych, urągając Bogu.
CHÓR.
Do ludu czterech miast Z jakiego przybywasz rozłogu? Gdzie kraj twój leży? Czy od eubojskich wybrzeży Przy plusku wiosła Łódź cię tu niosła, Przez morze niosła cię do nas?
IOLAOS.
Nie z wysp my, przyjaciele! We wasze pielesze Z mykeńskiej ja krainy razem z temi spieszę.
PRZODOWNIK CHÓRU.
Jak lud cię zowie Mykeński - jak zwią cię ziomkowie?
IOLAOS.
Towarzysz Heraklesa, Iolaos!... W świecie Słuch jakiś o nazwisku mojem wszak znajdziecie?!...
PRZODOWNIK CHÓRU.
I owszem, słyszeliśmy już dawniej. Lecz radzi Będziemy się dowiedzieć, kogo to prowadzi Twa ręka? Czyje to dzieci?
IOLAOS.
Synowie Heraklesa! Do was, pod mą wodzą, I do waszego miasta po pomoc przychodzą.
PRZODOWNIK CHÓRU.
A czegóż pragną od nas i naszego grodu? Z jakiego przyszli powodu?
IOLAOS.
Abyście ich do Argos brać nie pozwolili Od progów tej świątyni, przyjaciele mili!
KOPREUS (do Chóru).
Nie będzie to na rękę panu, co ma władzę Nad tobą, skoro ujrzy cię tutaj! Nie radzę!
CHÓR.
Szanować trzeba tych, Co przeciw nieszczęścia pladze Szukają schronu U bogów świętego tronu. A kto ich nęka,
Ujrzy, co ręka Sprawiedliwości oznacza!
KOPREUS.
Do mego zatem władcy odeszlij tę tłuszczę, A ja się na nich gwałtu nigdy nie dopuszczę.
PRZODOWNIK CHÓRU.
Rzecz to bezbożna, Zdradzać proszących nie można!
KOPREUS.
Lecz zbożna stać od sporu i zwady zdaleka I słuchać rad życzliwych życzliwego człeka.
PRZODOWNIK CHÓRU.
Nie trzebaż było wprzódy zawiadomić pana Tych dzierżaw, nimś się ważył - sprawa niesłychana - Z bożego przytuliska pędzić naszych gości I ziemię tę obrażać, tę ziemię wolności?!
KOPREUS.
A któż jest władcą pól tych i waszego grodu?
PRZODOWNIK CHÓRU.
Demofon z szlachetnego Tezeusza rodu.
KOPREUS.
Więc on niech spór rozstrzygnie, tak najlepiej będzie! Co za tem, puste słowa! Więc chodźmy przed sędzię.
PRZODOWNIK CHÓRU.
I on tu się już zbliża pospiesznymi kroki, Wraz z bratem Akamasem wydadzą wyroki.
Wchodzi Król Aten
DEMOFON (do Chóru).
Wyprzedziliście młodszych w drodze do Zeusza Ołtarzy, więc powiedzcie, na co tak się rusza Ten naród? Co za cel jest tego zbiegowiska?
PRZODOWNIK CHÓRU.
Haraklesowe biedne, wygnane dzieciska Ten ołtarz wieńczą święty, jak widzisz, o panie - Przybyły prosić bogów o ich zmiłowanie, A z niemi Iolaos, druh rodzica stary.
DEMOFON.
Z jakiegoż to powodu te jęki bez miary?
PRZODOWNIK CHÓRU.
Ten oto, chcąc przemocą oderwać te dzieci I starca od ołtarza, takie krzyki nieci. Powalił go, aż łzy mi wytrysły z pod powiek.
DEMOFON.
Z wyglądu, z kroju sukien zda mi się ten człowiek Greczynem, lecz z postępku snać mu się należy Nazwisko barbarzyńcy... Z jakiej-że rubieży Przychodzisz? Mów! Nie zwlekaj! Skąd jesteś w tej drodze?
KOPREUS.
Jeżeli tak chcesz wiedzieć, z Argos ja przychodzę - A poco i przez kogo, wyjaśnięć w te tropy. Eurystej, król mykeński skierował me stopy W tę ziemię, by ich ująć. Dużo według prawa Powiedzieć mam i spełnić. Ojczysta ustawa Skazała Argejczyków tych na śmierć, więc ja się Wybrałem, sam Argejczyk, aby ich, w tym czasie Z ojczyzny mojej zbiegłych, pochwycić. Nikt nami
Nie może rozporządzać: Wyroki my sami Ferujem, swego grodu swojscy dzierżyciele. Pomocy szukający, ci już ognisk wiele Zwiedzili, lecz jam zawsze jednakiemi słowy Dowodził i nikt nie śmiał narażać swej głowy... Widocznie przypuszczali, żeś jest nieroztropny, Lub chcieli wypróbować, czy będziesz pochopny Dopomódz, czy nie będziesz. A nuż - tę nadzieję Żywili - stracisz rozum i na ich koleje Spoglądniesz miłosiernie - sam jeden, sam z całej Hellady, którą przejść już stopy ich zdołały. Więc rozważ, co zyskujesz, przyjmując te zbiegi, A co, gdy nam ich wydasz. Argiwskie szeregi Sprzymierzą się z tem miastem, Eurystej ci poda Potężną swą prawicę - oto jest nagroda, Zyskana przez cię od nas. Lecz jeśli ich skargom Dasz uwieść się i płaczom, nie ujdziesz zatargom. Na ostrzu miecza stanie rzecz, bo nie myśl sobie, Że spór ten rozstrzygniemy bez stali. Na dobie Pomyśleć, jakie ziemie utracisz, jeżeli W bój wdasz się z Argiwami? Co za przyjacieli Popierasz? A i za co będziesz grzebał swoje Umarłe? Pójdzie pomruk - o to ja się boję - Po kraju, iż dla tego, że tak powiem, trupa I dla tych niedorostków włazisz w bagno!... Kupa Nadziei ci wykwitnie, tak myślisz... Atoli Co znaczy ci nadzieja? Przecież każdy woli Mieć pewność, a ty masz ją! Czy budujesz może I na tem, że zwyciężą Argiwczyków w sporze Ci chłopcy, gdy dorosną, wydawszy im wojnę? O, zanim to się stanie - niech będzie spokojne Twe serce - wody dużo upłynie, ty, zasię,
Na straty się niejedne narazisz w tym czasie. Dla tego słuchaj rad mych. Żadnej ci ja łaski Nie żądam, zwróć, co moje, gdy nie chcesz w niesnaski Zawikłać się z Mykeną, lecz zyskać jej względy. A może - takie nieraz ludzie mają pędy - Wybierać chcesz przyjaciół, nie z lepszych, lecz z koła Podlejszych?
PRZODOWNIK CHÓRU.
Któż osądzić, któż rozstrzygnąć zdoła, Gdzie słuszność, nie słyszawszy tej i tamtej strony?
IOLAOS.
O władco, wszak obyczaj jest tu dozwolony, Że słuchać ja naprzemian i przemawiać mogę, Że nikt mnie na tułaczą nie wypędzi drogę, Jak działo się gdzieindziej. Z tym zasię człowiekiem Nie mamy nic wspólnego. Dla nas dziś dalekiem Jest Argos, jest nam obcem, albowiem wyroki Wygnały nas z ojczyzny. Jeśli takie kroki Przeciwko nam zrobiono, na jakiej zasadzie Ten człowiek swoją rękę na tułaczach kładzie, Z Mykeny wypędzonych? Jesteśmy wygnańce, A godzi-ż się nas pędzić za Hellady krańce Dla tego, że nas z Argos wypędzić raczono? Aleny tego nigdy nie zrobią, boć pono Nie mają tyle stracha przed Argos, by chciały Wyganiać Heraklidów! Czyśmy w jakiejś małej Achajskiej tu mieścinie? Czy to pierwsze lepsze Jest Trachis, że nas pędzisz wbrew prawu? Rozeprze Już całkiem się ta duma argiwska: z świątyni Chcesz wygnać nas, żebrzących? Gdy się to uczyni,
Gdy posłuch znajdziesz tutaj, Ateny przestaną Być dla mnie ludem wolnym. Ale mnie jest znaną Ich dusza i ich serce. Wolą umrzeć raczej! Bo przecież ludziom prawym więcej honor znaczy, Niż życie. Lecz dość tego! Gdyż obmierznąć mogą Pochwały nazbyt górne, jak ja-m, swoją drogą, Sam o tem się przekonał, gdy mnie zbyt chwalili. Dlaczego zaś masz zbawić te dzieci, tej chwili Wyłuszczę ci, boś król tu! Rodzina wy bliska: Pelopsa syn, Pitteus, miał córkę z nazwiska Aitrę, z niej twój ojciec Tezeusz się zrodził. A teraz ja do rodu tych sięgnę: Zeus spłodził Ich ojca, Heraklesa, z Alkmeny, ta znowu Pelopsa była córką. Jednego więc chowu, Z jednego mówię gniazda są wasi ojcowie - I ich i, Demofonie, twój rodzic. Lecz powie I to ci moja warga, że jeszcze pozatem Masz inny, walny powód być tym dzieciom bratem Pomocnym: Rzecz wiadoma, że towarzysz broni Ich ojca, wraz z Tezejem po morskiej ja toni Płynąłem, aby zdobyć pas ów śmiercionośny, Że, dalej - w całej Grecyi czyn to wielce głośny - , Herakles ojca twego wyprowadził z ciemni Hadesu. [Więc też za to niech się odwzajemni Twa łaska - tak te proszą... Nie daj ich przemocą Odrywać od ołtarzy, na dolę sierocą Wypędzać z twojej ziemi, boć z tego wyrasta Wstyd wielki i dla ciebie i dla twego miasta. O, spójrz na te biedoty, zwróć-że oczy na nie I niechaj się twym krewnym żaden gwałt nie stanie!]. Gałązki te ci daję i błagam na brodę,
Na ręce te cię proszę: Heraklidy młode Za godne swej opieki miej! W tem niesłychanem Nieszczęściu bądź im krewnym, druhem, bratem, panem! To wszystko wszak dla ciebie godniejszą jest dolą, Niż byś się miał uginać przed argiwską wolą!
PRZODOWNIK CHÓRU.
Słyszący to, żal czuję, że im tak się wiedzie! Los nawet nie oszczędza tych, co są na przedzie... Dziś widzę to najlepiej! Z takiego są rodu, A przecież muszą cierpieć, i to bez powodu!
DEMOFON.
Trzy naglą mnie przyczyny, bym, Iolaosie, Pomyślał, jak przyjaciel, o tych dzieci losie. Najbardziej wzgląd na Zeusa, jegoś bowiem straży To stado piskląt oddał, tu, u tych ołtarzy, Następnie przez krewieństwo i ojca zasługi Wzdyć mają prawo żądać, abym spłacił długi. A przedsię też i z hańby nie trza spuszczać powiek! Jeżelibym pozwolił, aby obcy człowiek Plądrował te ołtarze, będę, tak się zdaje, Wyglądał nie na władcę, co ma wolne kraje Pod sobą, lecz na tchórza, co gości wypędza. Bo lęka się Argiwów. Byłaby to nędza, Zaiste! godna stryczka! Czemuś w nasze progi Szczęśliwszy nie zawitał?!... Ale nie miej trwogi, Nikt ciebie i tych dzieci na błędny manowiec Nie wygna z tej świątyni. (Do Kopreusa). A ty, zasię, powiedz, Do Argos powróciwszy, Eurysteusowi: - Wydamy za wyrokiem, inak nie wyłowi Stąd żadna moc mych gości! Wszak to jest bezprawnie!...
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.