Przeklęty artysta, czyli początek sprawy
Arnold Lupę przewraca oczami. Robi to jednak z uśmiechem, drocząc się z kuzynką. Heraklia ciągnie go za rękaw sportowej koszulki.
- No, mów! Co to za przekleństwo? Nie bądź wredny!
- A ty nie bądź męczybułą.
- Wredota!
- Natręt.
- Wredota!
- Paparazzo!
To ostatnie określenie sprawia, że Heraklia wybucha śmiechem.
- Paparazzo to fotoreporter robiący z ukrycia zdjęcia znanych osób. A ja chcę tylko wiedzieć, dlaczego pan Leonard Karpik jest przeklęty.
Arnold zatrzymuje się przy reklamie wystawy artysty. Słup ogłoszeniowy rzuca nieco cienia. To pozwala odetchnąć od upału.
- Dwie ostatnie wystawy pana Karpika zakończyły się ogromnym skandalem - wyjaśnia wreszcie. - Eksponaty zniknęły. Nigdy ich nie odnaleziono.
- Zostały skradzione? - Heraklia unosi brwi. - To może być sprawa dla nas!
Arnold niechętnie kiwa głową. Upał dosłownie gotuje mu mózg. Na rozgrzanej skórze można by usmażyć jajka. Choć istnieje ryzyko, że i te by się spaliły.
- Masz rację - przyznaje. - Nie każ mi tylko nikogo ścigać, zatrzymywać ani śledzić. Prędzej się rozpłynę...
- Spokojnie, nie bój żaby. Na początek pójdziemy zobaczyć przygotowania do wystawy.
- Byle wolnym krokiem.
Tym razem to Heraklia przewraca oczami. Choć Arnold Lupę jest bardzo wysportowany, straszny z niego leń. Męczy go nawet odpoczynek. Mimo to, kiedy już weźmie się do roboty, praca aż pali mu się w rękach. Oczywiście, tak tylko się mówi, ale w taką pogodę wszystko jest możliwe.
- Powiedziałem ci o przekleństwie - stwierdza, podążając za kuzynką - a teraz ty opowiedz mi o Titanicu. To jakiś wielki statek?
Heraklia mogłaby się zrewanżować i z nim podroczyć. Pokusa popisania się wiedzą jednak zwycięża. Tym bardziej że historia Titanica jest naprawdę fascynująca.