1. W rodzinnym domu
1
W RODZINNYM DOMU
Utalentowana szlachcianka i niezaradny życiowo potomek Tatarów
Walery Przyborowski nie bez cienia złośliwości pisał o swoim koledze z czasów studenckich, Henryku Sienkiewiczu, iż lubił on "rozprawiać o swym
rodzie i pokrewieństwie arystokratycznym z Cieciszowskimi. Jedna z Cieciszowskich była wtedy ksienią panien kanoniczek w Warszawie i Sienkiewicz, zwąc ją swą ciotką, równocześnie lekko sobie z tego
żartował. Czy istotnie pochodził z rodziny arystokratycznej, nie wiem,
gdyż byli tacy, co temu przeczyli i o jakimś domku na Pradze mówili,
który miał być miejscem rodzinnym przyszłej gwiazdy literackiej. On sam
utrzymywał, że się rodził na Podlasiu"1. Jak na ironię,
wszystko, o czym wspominał Przyborowski, było zgodne z prawdą - w życiu
Sienkiewicza byli i arystokratyczni przodkowie, i ciotka przewodząca
zakonowi kanoniczek świeckich w Warszawie, i domek, a w zasadzie
kamienica na warszawskiej Pradze. Co więcej, Sienkiewicz po kądzieli
skoligacony był z Lelewelami, a jego ojciec legitymował się tatarskim
rodowodem. Poza tym pisarz rzeczywiście urodził się na Podlasiu.
Panna Stefania Cieciszowska, wywodząca się z zamożnej szlachty o rozległych koligacjach, decydując się na ślub z Józefem Sienkiewiczem,
niezamożnym, ale ponoć bardzo przystojnym szlachcicem, popełniła
mezalians. Wszak do Cieciszowskich należały tak zwane dobra okrzejskie w powiecie łukowskim oraz Ułęż Górny w powiecie garwolińskim, a wśród
przodków matki przyszłego noblisty byli: Kazimierz Kacper Cieciszowski -
metropolita mohylowski oraz Ignacy Cieciszowski - podkomorzy litewski.
Do krewnych Henryka Sienkiewicza ze strony matki należeli także poeta i publicysta hrabia Brunon Kiciński, uważany dzisiaj za twórcę pierwszego
koncernu prasowego na ziemiach polskich, oraz Jadwiga Łuszczewska,
literatka pisząca pod pseudonimem Deotyma, dziś już nieco zapomniana,
której utwory swego czasu biły rekordy popularności. Współcześnie
kojarzona jest przede wszystkim z powieścią historyczną dla młodzieży,
której akcja osadzona jest w Gdańsku - Panienka z okienka. Biorąc to
pod uwagę, nie należy się dziwić, że twórca Trylogii znacznie większą
wagę przywiązywał do swego pochodzenia po kądzieli niż po mieczu. Nie
znaczy to jednak, że nie chciał poznać historii rodu Sienkiewiczów.
Dlatego posiłkując się ustaleniami wybitnego heraldyka, Adama
Bonieckiego, oraz językoznawcy Jana Karłowicza, ustalił, iż protoplastą
rodziny był Piotr Oszyk Siekiewicz lub Sieńkiewicz herbu Łabędź, żyjący
pod koniec XVI wieku, którego rodzina wywodziła się od Tatarów
litewskich, służących Rzeczypospolitej w chorągwi juszyńskiej. Według
zachowanej legendy jeden z przodków powieściopisarza, niejaki Senkie
bądź Szenkie, był murzą, a więc tatarskim księciem i dowódcą oddziału w tatarskim czambule chana Złotej Ordy, Tochtamysza, który sprzymierzył
się z wielkim księciem Witoldem, bratem stryjecznym Jagiełły. Pisarz w swoich utworach często umieszczał bohatera o tatarskich korzeniach. I chociaż najsłynniejszym z owych tatarskich bohaterów jest Azja
Tuchajbejowicz, znany z Pana Wołodyjowskiego i doskonałej kreacji
Daniela Olbrychskiego w ekranizacji ostatniej części Trylogii, to
Tatarzy pojawili się w twórczości Sienkiewicza już w latach
siedemdziesiątych XIX stulecia - w trzech dziełach określanych dzisiaj
mianem "małej trylogii", są to: Stary sługa, Hania i Selim Mirza.
Prawnuk wielkiego pisarza, Bartłomiej Sienkiewicz, dzięki projektowi
National Geographic, mającemu określić historię zaludniania naszej
planety, migracji ludności, jak również pochodzenia ludzi na świecie,
dowiedział się, skąd wywodzi się jego rodzina po mieczu. A wszystko
dzięki śladowi pozostawionemu przez przodków w ludzkim mitochondrialnym
DNA, a w przypadku mężczyzn - w chromosomalnym Y. Jak wyjaśnia sam
zainteresowany w artykule Wędzony Septentrion, opublikowanym w 2016
roku na łamach czasopisma "Newsweek. Genealogia": "Zanim opiszę mojego
chromosomalnego Y, ważna uwaga: dziedziczę go po ojcu, a on po swoim, i tamten po swoim, i tak dalej, bo tylko w linii męskiej możemy je
przekazywać. Co oznacza, że jeśli mam jakieś cechy pozwalające
wyselekcjonować, do jakiej haplogrupy2 należę, to identyczny
zestaw miał i Henryk Sienkiewicz, i Michał Sienkiewicz, jego przodkowie
po mieczu, i mają go moi trzej synowie oraz przyszli prawnukowie, o ile
się zrodzą"3. Wyniki badań udowodniły, że Bartłomiej
Sienkiewicz, a co za tym idzie, także jego słynny pradziad, są
genetycznymi kuzynami między innymi Czuwaszów, Ewenków, Mongołów oraz
właśnie Tatarów. Rodzinna legenda, na którą powoływał się tak arcypolski
pisarz, jakim był Henryk Sienkiewicz, okazała się więc prawdziwa.
Współczesnym badaczom zajmującym się pochodzeniem po mieczu autora
Trylogii udało się ustalić, iż dziadek pisarza, Józef Sienkiewicz, syn
Michała, uczestnika konfederacji barskiej, i chorążanki brzeskiej
Marianny Ługowskiej herbu Lubicz, był nadleśniczym w Woźnejwsi leżącej
na terenie ówczesnego Księstwa Warszawskiego. Wcześniej walczył w szeregach Wojska Polskiego i brał udział w insurekcji kościuszkowskiej,
uczestnicząc między innymi w bitwie pod Maciejowicami. W wojsku
zaprzyjaźnił się z Antonim Aleksandrem Oborskim, wychowankiem Szkoły
Rycerskiej, i w 1798 roku wstąpili razem do Legionów Dąbrowskiego.
Walczyli pod dowództwem generała Józefa Zajączka, a po rozwiązaniu
legionów obaj wrócili do kraju. W 1804 roku Sienkiewicz pojął za żonę
siostrę swego przyjaciela, Annę, z którą doczekał się kilkorga dzieci.
Annie i Józefowi nie było jednak pisane szczęśliwe życie rodzinne - nie
dość, że większość ich potomstwa nie dożyła wieku dorosłego, to jeszcze
21 maja 1812 roku zmarła Anna. Sienkiewicz był już wówczas od pięciu lat
nadleśniczym lasów rządowych leśnictwa Rajgród, przy czym w owych
czasach nazwa "nadleśnictwo" nie funkcjonowała, dlatego obszar należący
ówcześnie do nadleśnictwa nazywał się leśnictwem. Jednak we wszystkich
zapisach metrykalnych dotyczących dzieci i żony dziadka Henryka
stanowisko to jest pisane w różny sposób: nadleśny, nadleśniczy
leśnictwa Rajgród, nadleśniczy rewiru rajgrodzkiego i augustowskiego czy
wręcz nadleśny Puszcz Rajgrodzkich, dlatego we współczesnych biografiach
określa się go mianem nadleśniczego. Józef nie wytrwał długo we
wdowieństwie i wkrótce po śmierci pierwszej żony ożenił się po raz
drugi. Tym razem jego wybranką była Tekla z Niewodowskich, córka Józefa
i Anny Nowakowicz z Ranickich, po pierwszym mężu Ładowa. Dziadek Henryka
Sienkiewicza ze swoją drugą żoną doczekał się kilkorga dzieci. Niektóre
z nich zmarły, zanim osiągnęły wiek dojrzały, ale los oszczędził syna -
urodzonego zapewne w czerwcu 1813 roku (wpis metrykalny z 30 czerwca
1813 roku dotyczący chrztu chłopca w rajgrodzkiej parafii nie podaje
daty jego urodzenia) Józefa Pawła Ksawerego - ojca pisarza. Józef Paweł
Ksawery oraz jego starszy przyrodni brat, wywodzący się ze związku
Józefa z Anną Oborską, Jan Piotr, są protoplastami dwóch gałęzi rodu
Sienkiewiczów. W 1816 roku, po przyjściu na świat ostatniego dziecka,
Sienkiewiczowie przenieśli się w okolice Woli Okrzejskiej, a dziadek
pisarza zmarł w 1852 roku, zdążył zatem doczekać się wnuków.
Józef Paweł Ksawery Sienkiewicz musiał być mężczyzną pięknym i obdarzonym niebanalną osobowością, skoro zawrócił w głowie Stefanii,
pannie wywodzącej się z zacnego rodu Cieciszowskich. A dzieliła ich
istna przepaść, skoro Tekla z Niewodowskich Sienkiewiczowa, matka
przyszłego narzeczonego, dosłownie wychodziła ze skóry, by przyznano jej
skromną rentę po zmarłym mężu, który rocznie pobierał sto dwanaście
rubli wynagrodzenia, a tymczasem dobra rodziców Stefanii zostały
sprzedane za ponad pięćdziesiąt tysięcy rubli. Dokładnej daty urodzenia
matki pisarza nie da się ustalić ze względu na rozbieżność w dokumentach: w akcie chrztu Henryka Sienkiewicza widnieje rok 1815, na
akcie zgonu Sienkiewiczowej - 1818, a zdaniem Boleścica-Kozłowskiego,
autora studium heraldycznego, Stefania przyszła na świat w roku 1820
(taka data widnieje też w biogramie pisarza w Wikipedii). Wnuczka
pisarza, Maria Korniłowiczówna, w swojej książce poświęconej słynnemu
dziadkowi pisze, że w chwili jego przyjścia na świat Cieciszowscy
popadli już w ruinę, głównie na skutek własnej niefrasobliwości.
Korniłowiczówna twierdzi wręcz, iż właśnie po wuju pisarza, Adamie,
jeden z drugoplanowych bohaterów Rodziny Połanieckich, papa Pławiński,
"odziedziczył" zwyczaj wliczania zaciągniętych długów do wartości
swojego majątku. Stefania Sienkiewiczowa miała trzy siostry: Konstancję,
zwaną przez siostrzeńców i siostrzenice ciocią Kostusią, która nigdy nie
wyszła za mąż, podobnie jak Antonina Halina, członkini, a z czasem
ksieni zgromadzenia panien kanoniczek, oraz Aleksandrę, która poślubiła
sąsiada, Dmochowskiego, obdarzając go licznym potomstwem.
Nie wiemy, jak wyglądał ukochany panny Stefanii Cieciszowskiej, dla
którego zdecydowała się popełnić mezalians, nie zachował się bowiem
żaden portret ojca pisarza, choć według niektórych biografów to właśnie
jego uwiecznił na ilustracji do Latarnika Piotr Stachiewicz, jedyny
polski malarz, któremu Sienkiewicz udzielił zgody na opatrzenie
ilustracjami Quo vadis. Na wspomnianym rysunku widnieje mężczyzna dość
posunięty w latach, o siwych, gęstych włosach i równie siwych sumiastych
wąsach, którego zmęczone oczy smutno patrzą przed siebie. Byłby to więc
portret Józefa Sienkiewicza u schyłku życia i na tej podstawie nie
możemy sobie wyobrazić jego wyglądu w młodości. Wiemy jednak, że miał
czarne włosy i oczy, jak również ciemną karnację, którą odziedziczył
jego jedyny syn Henryk. Zapewne w genach otrzymał także niski wzrost,
będący źródłem kompleksów pisarza, podobnie jak krzywe nogi. Tę ostatnią
cechę pisarz, jak sam twierdził, zawdzięczał nadmiernemu zamiłowaniu do
jazdy konnej, aczkolwiek nie zachowały się żadne przekazy świadczące o jego jeździeckiej pasji. Niski wzrost determinowały zapewne geny
odziedziczone po tatarskich przodkach, wszak Tatarzy, jak pisał
francuski inżynier na służbie u hetmana Koniecpolskiego, Wilhelm von
Beauplan: "Nie są oni wysocy, a najwyżsi z nich nie przerastają naszych
średnich. Ludzie to raczej małej aniżeli znacznej postury"4.
Pisarz miał kompleksy na tle swojego wzrostu, nie na darmo jednego z bohaterów Trylogii, Michała Wołodyjowskiego (a właściwie Jerzego
Michała Wołodyjowskiego), mistrza szabli, uczynił mężczyzną drobnym i niskim.
Być może Józef Sienkiewicz zdobył serce panny Cieciszowskiej nie tylko
swoją południową urodą, ale też elokwencją, znajomością historii i umiejętnością opowiadania. Mówiono o nim, iż był "prawdziwie kroniką
żyjącą czasów przeszłych. Pamięć miał wyborną. (...) umiał też opowiadać
wybornie, językiem pełnym dobroci i malowniczości"5.
Ambicji i fantazji odmówić mu nie sposób, skoro tłumacząc, dlaczego nie
obchodzi imienin 19 marca, kiedy Kościół wspomina św. Józefa z Nazaretu,
oblubieńca Najświętszej Marii Panny, ale 25 sierpnia na św. Józefa
Kalasantego, wyjaśniał, że św. Józef Cieśla był wprawdzie zacnym
człowiekiem, ale św. Józef Kalasanty był jednak grandem hiszpańskim.
Przyszły pisarz i noblista urodził się w Woli Okrzejskiej, majątku
swojej babki ze strony matki, zapewne nie w samym dworze, ale w dworskiej oficynie, którą zajmowali wówczas jego rodzice. Dwa dni
później w niewielkim klasycystycznym kościółku w sąsiedniej Okrzei,
nawiasem mówiąc, ufundowanym przez jego prababkę ze strony matki, został
ochrzczony. Wola Okrzejska, w której urodził się pisarz, nie była jednak
jego rodzinnym domem, gdyż Sienkiewiczowie mieszkali wówczas w znajdującym się w powiecie mińskim Wężyczynie, dokąd przenieśli się w 1843 roku z Grabowca, majątku nabytego za pieniądze z posagu Stefanii.
Wężyczyn kupili za szesnaście i pół tysiąca rubli, a sprzedali w 1861
roku za dwadzieścia cztery tysiące, z czego po potrąceniu długów
hipotecznych zostało im nieco ponad dziesięć tysięcy. Józef Sienkiewicz
był bowiem wyjątkowo marnym gospodarzem, a dochód z Wężyczyna ledwo
starczał na utrzymanie domu i dzieci, jednak czując odpowiedzialność
głowy rodziny, nie ustawał w wysiłkach, by zapewnić wszystkim godziwy
byt. Niestety, wynikiem jego wysiłków były tylko bezustannie rosnące
długi, dlatego Henryk Sienkiewicz wspominał potem dzieciństwo jako
trudny okres swojego życia. Na szczęście matka pisarza była znacznie
bardziej zaradna życiowo niż jej żyjący z głową w chmurach małżonek,
potrafiła nieco zaoszczędzić czy sama uszyć ubrania dla dzieci. Ale nie
tylko to. Jak się okazuje, Sienkiewiczowa parała się też literaturą. Sam
pisarz w wywiadzie udzielonym, kiedy był już słynnym twórcą
bestsellerowych powieści, stwierdził: "Co się tyczy pociągu do
literatury, to odziedziczyłem go chyba po Matce"6. Dziś wiemy, że
z całą pewnością po niej.
Stefania Sienkiewiczowa pisała nie tylko na swój prywatny użytek
wiersze, jak to ujął potem syn, "bez pretensji do jakiejś głębszej
wartości artystycznej", które potem zapisywała w albumie, ale także
parała się literaturą na poważnie, skoro tak szacowne pismo jak
"Tygodnik Ilustrowany" wydrukowało w 1864 roku dwa opowiadania jej
pióra. W 2016 roku, ogłoszonym Rokiem Henryka Sienkiewicza, okazało się,
iż Stefania miała na swoim koncie powieść Jedynaczka, która w 1865
roku była publikowana w odcinkach na łamach tygodnika "Bazar",
popularnego pisma przeznaczonego dla kobiet, traktującego o modzie i kulturze. W dziale poświęconym tematom związanym z modą znajdowały się
głównie przedruki z zagranicznych pism i gazet, ale także praktyczne
porady dotyczące wywabiania piegów czy przepisy na wodę różaną, a w dziale kulturalnym, w którym ukazała się powieść Sienkiewiczowej,
zamieszczano "utwory rodzime", jak również tłumaczenia tekstów
zagranicznych starannie wybrane przez redakcję, wśród których nie brakło
dzieł Dickensa czy Wiktora Hugo. Na ślad nieznanego wcześniej dzieła
matki autora Trylogii trafiła przypadkiem kustosz Michalina Byra z Pracowni Informacji Naukowej Biblioteki Narodowej w trakcie kwerendy
związanej z Rokiem Henryka Sienkiewicza. Najpierw wpadła w jej ręce
notatka zamieszczona w jednym z numerów "Kuriera Warszawskiego" z sierpnia 1865 roku, informująca o tym, że na łamach czasopisma "Bazar"
ukazał się kolejny odcinek powieści Jedynaczka pióra S. Sienkiewicz.
Zaintrygowana badaczka postanowiła poszukać przynajmniej jednego numeru
czasopisma z wydrukowanym odcinkiem tej powieści, chociaż nie była
pewna, czy autorką jest matka słynnego pisarza. W numerze 5 z 2 sierpnia
1865 roku pod wydrukowanym tekstem znalazła podpis: "Jedynaczka, powieść
oryginalna przez S. z C. Sienkiewicz"7, w spisie treści zaś
znalazła adnotację, iż jest to utwór napisany "przez S. z C.
Sienkiewiczową". W ten sposób zyskała pewność, że jest to dzieło
Stefanii z Cieciszowskich Sienkiewiczowej. Powieść nigdy nie ukazała się
w formie książkowej, była tylko drukowana w odcinkach na łamach jednego
czasopisma, dlatego zapewne umknęła uwagi wcześniejszych biografów
twórcy Trylogii.
Jedynaczka jest powieścią dydaktyczną pisaną z myślą o dorastających
panienkach, a jej autorka sama miała w domu cztery córki. Współcześni
czytelnicy raczej nie sięgną po powieść pani Sienkiewiczowej, ale kiedy
publikowano ten utwór na łamach "Bazaru", takie dydaktyczne powiastki
były nie tylko w modzie, ale wręcz mile widziane jako zgodne z duchem
pozytywizmu. Celem, który przyświecał autorce, było przekonanie młodych
dziewcząt, aby w przyszłości szukały na mężów takich mężczyzn, którzy
będą nie "sługami, ale opiekunami małżonek". Sienkiewiczowa miała chyba
jakieś zdolności profetyczne, gdyż tak się złożyło, że jedna z jej
córek, Zofia, wyszła za mąż za człowieka jako żywo przypominającego
pierwszego męża bohaterki powieści. Był nim daleki kuzyn, noszący inną
wersję jej rodowego nazwiska - Lucjan Sieńkiewicz, utracjusz i hulaka,
bezustannie tonący w długach cierpliwie spłacanych przez starszego,
słynnego brata jego małżonki. A sam Henryk poślubił pannę równie
rozpieszczoną jak bohaterka stworzona przez matkę, ale w tym przypadku
winę za to ponosili nie dziadkowie, ale przybrani rodzice panny. Na
szczęście dla pisarza to małżeństwo trwało bardzo krótko i jego wybranka
w przeciwieństwie do bohaterki powieści pióra Sienkiewiczowej nie
zdążyła go doprowadzić do ruiny ani wyprawić na tamten świat, za to
skutecznie zszarpała mu nerwy.
Wśród książek i rodzinnych historii
Chociaż w rodzinnym domu Henryka Sienkiewicza się nie przelewało, to
dzieci dorastały w atmosferze przepełnionej miłością. Jak mówił pisarz,
wspominając swoje dzieciństwo, w rodzinie jego ojca, uczestnika
powstania listopadowego, kultywowano tradycje wojskowe i zarówno on sam,
jak i jego starszy brat Kazimierz marzyli o karierze wojskowej. "W dzieciństwie mym niemało się nasłuchałem o Antonim Sienkiewiczu, bracie
dziadka mego - wspominał. - Miał to być za Stanisława Poniatowskiego, a następnie za Napoleona znany żołnierz. Pisano nawet o nim sporo, bo przy
tym odznaczył się w dziejach naszego wolnomularstwa. Grobowiec jego na
świętokrzyskim cmentarzu w Warszawie znany jest ze swego napisu: "Tu
leży człowiek""8. Nic zatem dziwnego, że z rodzinnego domu
Henryk Sienkiewicz wyniósł zaszczepione mu przez rodziców i krewnych
poczucie patriotyzmu, szacunek dla tradycji i munduru, jak również
podziw dla dokonań polskiego oręża z czasów, kiedy Polska była wolna i niepodległa. Dodatkowo, jak twierdziła jego wnuczka, Maria
Korniłowiczówna, rodzice pisarza zaszczepili mu coś jeszcze: ufność i życzliwość dla ludzi oraz umiejętność rozgraniczania złych czynów,
popełnianych często przez niewiedzę lub głupotę, od złych intencji.
Właśnie dlatego swoim bohaterom stwarzał możliwość poprawy i naprawienia
uczynionego zła, czego dowodzi przykład Bohuna czy Kmicica. I nawet
najpodlejszej kreaturze, pokroju znanego z Quo vadis Greka Chilona
Chilonidesa, pozwalał odkryć w sobie szlachetne porywy i godność. Kiedyś
powiedział: "Kto głośno mówi: "Nie przestanę karać śmiercią, póki
zdarzają się zabójstwa", ten cicho myśli: "Nie przestanę kraść, póki
zdarzają się złodziejstwa""9.
Kiedy został już znanym i cenionym pisarzem o międzynarodowej sławie,
dziennikarze, podobnie jak czytelnicy, często pytali go o fascynacje
literackie w dzieciństwie oraz o pierwsze próby pisarskie. Odpowiadał
wówczas tak samo, jak w 1900 roku na prośbę redaktora "Wieczorów
Rodzinnych", tygodnika ilustrowanego dla dzieci i młodzieży: "Nie wiem i nie pamiętam, czy umiałem już czytać, gdy uczono mnie Śpiewów
historycznych Niemcewicza. Chciałem wówczas jeździć po cecorskim i po
innych błoniach, jak Sieniawski "odważny i smutny" - innymi słowy:
pragnąłem być rycerzem. Potem rozpalił moją wyobraźnię Robinson Crusoe
i Szwajcarski. Marzeniem moim było osiąść na bezludnej wyspie. Te
wrażenia dziecinne zmieniły się z czasem w chęć i zamiłowanie do
podróży. Porywy te zdołałem w części urzeczywistnić w życiu. Trzecią
książką, która wywarła na mnie nadzwyczajne wrażenie, było ilustrowane
życie Napoleona. Od chwili jej przeczytania chciało mi się być wielkim
wodzem [...] Od dzieciństwa pisałem wiersze i utwory prozą, ale -
właściwie mówiąc, jako dziecko nie marzyłem o zawodzie wyłącznie
pisarskim"10.
Niewiele wiemy o pierwszych próbach literackich młodego Sienkiewicza, on
sam też o nich nie wspominał, zapewne uznał, że były zbyt słabe, by
cokolwiek o nich mówić. Tymczasem ksiądz Adolf Pleszczyński w swojej
książce Dla sierot, wydanej w Warszawie w 1897 roku, przytoczył
opowiadanie innego duchownego, księdza Marczyńskiego, któremu
Dmochowscy, rodzice chrzestni Sienkiewicza, powierzyli zadanie nauki
swoich dzieci. Z owego opowiadania wynika, jakoby dziesięcioletni
wówczas Henryk Sienkiewicz, który był częstym gościem w majątku wujostwa
w Burzcu, głównie tam spędzał bowiem wakacje letnie, miał okazję
zabłysnąć talentem literackim. Według księdza Henryś nie tylko
przyjeżdżał na wakacje, ale również uczył się wraz z kuzynami i pewnego
dnia napisał wypracowanie, którego treść w pewien sposób związana jest z tematyką Trylogii. Miał wówczas opisać historię pewnego magnata,
który, chcąc zdobyć miłość urodziwej szlachcianki gardzącej jego
uczuciem i kochającej innego, uwięził ją wraz z jej ojcem. Tak się
pechowo dla wszystkich złożyło, iż na siedzibę magnacką napadli Tatarzy
i cała trójka znalazła się w niewoli. Z opresji wybawił ich pewien młody
rycerz, ukochany porwanej panny, a niegodziwy porywacz został ciężko
ranny. Czując zbliżającą się śmierć, oddał cały majątek dziewczynie i swojemu wybawcy. Ksiądz Pleszczyński wysłał wspomnianą relację
Sienkiewiczowi, ale bardzo się zdziwił otrzymaną odpowiedzią - pisarz
stwierdził bowiem, że chociaż doskonale przypomina sobie samego księdza
Marczyńskiego, to nigdy nie napisał wypracowania o takiej treści. Mimo
to długo po zamieszczeniu relacji Marczyńskiego w książce Dla sierot
dziennikarze i biografowie pisarza powoływali się na nią, pisząc o pierwszych próbach literackich przyszłego autora W pustyni i w puszczy. Jeszcze w 1937 roku w "Pamiętniku Literackim" ukazał się
artykuł Wiktora Hahna pod tytułem Najpierwsza (!) powieść Henryka
Sienkiewicza. Tymczasem sam pisarz mówił: "Co do moich pierwszych prób
literackich, to wiele istnieje legend o nich zupełnie mylnych. Często
też opowiadają rzeczy, których całkiem sobie nie
przypominam"11.
Owe historie nie do końca zgodne z prawdą dotyczyły nie tylko pierwszych
prób literackich, ale i życia osobistego pisarza, który szybko
zrozumiał, że w jego biografiach, opracowywanych przez mniej lub
bardziej rzetelnych autorów, mogą się zdarzyć najróżniejsze
przekłamania. Uświadomił mu to między innymi Ferdynand Hoesick, znany
wydawca, pisarz i redaktor naczelny "Kuriera Warszawskiego", a także
autor kilku biografii znanych osób, w tym Chopina i Słowackiego. Kiedy
podczas jakiegoś spotkania Sienkiewicz zaproponował, że opowie mu, kiedy
po raz pierwszy się zakochał, ten odpowiedział: "Nie, nie, nie jestem
ciekawy. Kiedy pan się naprawdę pierwszy raz zakochał, to ja dopiero
ustalę"12. I rzeczywiście, współcześni badacze nie cenią zbyt
wysoko publikacji Hoesicka dotyczących sławnych osób, w tym Fryderyka
Chopina, któremu poświęcił dwutomowe dzieło, przedstawiając własne
domniemania i hipotezy jako fakty z życia artysty. I stanowczo zbyt
często puszczał wodze fantazji.
Mówiąc o swoim pisarstwie, Sienkiewicz przyznawał, że wpływ na jego
twórczość, a zwłaszcza na język jego prozy, miało dzieciństwo spędzone
na podlaskiej wsi i znajomość "ludu i jego języka". Rację swojemu
dziadkowi w tej kwestii przyznaje też Korniłowiczówna, twierdząc, że
właśnie ziemi podlaskiej Sienkiewicz zawdzięczał piękną polszczyznę,
którą się posługiwał w swoich utworach. Równie wielką rolę odegrało
znalezisko z zagraconego strychu, które odkrył, buszując wraz z bratem
pośród składowanych tam i pokrytych grubą warstwą kurzu i pajęczyn
mebli, skrzyń i kufrów. Dzieła Szekspira, którego potem bardzo cenił,
nie tylko przyznając mu palmę pierwszeństwa wśród dramaturgów, ale
uznając go wręcz za najwybitniejszego twórcę w historii literatury,
poznał jako czternastoletni uczeń gimnazjum, ale wówczas jego utwory nie
przypadły mu do gustu. Zmienił zdanie, kiedy w jego ręce wpadły dzieła
tego dramatopisarza w przekładzie na polski dokonanym przez Jana
Komierowskiego. Innym wielkim twórcą, który podbił serce młodego
Sienkiewicza, był Homer.
W 1858 roku dwunastoletni Henryk rozpoczął naukę w Warszawie, w gimnazjum realnym mieszczącym się w Pałacu Kazimierzowskim. Obecnie jest
to jeden z budynków należących do Uniwersytetu Warszawskiego. Wcześniej
zapewne uczył się w domu, być może ze względu na ciężką sytuację
materialną rodziny korzystał z uprzejmości wujostwa Dmochowskich i zdobywał wiedzę pod czujnym okiem księdza Marczyńskiego.
Dyskretną opiekę nad młodym Sienkiewiczem sprawowały mieszkające w mieście ciotki, panny kanoniczki, siostry matki: Konstancja oraz
Antonina Halina. Tak się bowiem złożyło, że Konstancja także wstąpiła do
zgromadzenia założonego przez Antoninę Zamoyską. Wieść niosła, jakoby
założycielka chciała ustrzec dziewczęta przed wychodzeniem pod przymusem
za mąż za niekochanych mężczyzn, co stało się także jej udziałem.
Założone przez nią w 1744 roku zgromadzenie kanoniczek świeckich w Warszawie było na pół świeckie, a wstępujące do niego panny, obowiązkowo
legitymujące się szlacheckim pochodzeniem, w przeciwieństwie do typowych
zakonnic nie musiały spędzać za klasztorną furtą całego życia, nie
składały też ślubów czystości i wiodły nawet życie towarzyskie. Tylko
ksieni pełniła swą funkcję dożywotnio, a pozostałe członkinie
zgromadzenia mogły w każdej chwili je opuścić i wyjść za mąż. Jednak
ciotki Sienkiewicza w "Marywilu", jak nazywano mieszczącą się przy placu
Teatralnym i obecnie nieistniejącą siedzibę panien kanoniczek, spędziły
całe życie. Pierwsza - ze względu na przyjętą funkcję przełożonej, druga
- z powodu braku chętnych do jej ręki. W rodzinie krążyła złośliwa
plotka, że potencjalnych adoratorów cioci Kostusi skutecznie odstraszała
wielka brodawka widniejąca na jej nosie.
Młody Henryk na wakacje wyjeżdżał oczywiście na wieś, do rodzinnego domu
bądź do wujostwa w Burzcu. To miejsce musiało zapaść mu głęboko w serce,
skoro po latach każe bohaterom Trylogii - Janowi i Helenie Skrzetuskim
- uwić rodzinne gniazdo we "wsi Burzec, położonej w ziemi łukowskiej, na
pograniczu województwa podlaskiego"13.
Niestety, w 1861 roku Sienkiewicz i cała jego rodzina musieli pożegnać
się z Wężyczynem, gdzie mieszkali od 1843 roku, kiedy przenieśli się tam
z Grabowca, majątku nabytego za pieniądze wniesione w posagu przez
Stefanię. Józef Sienkiewicz postanowił sprzedać zadłużony i nieprzynoszący zysków Wężyczyn. W jego głowie pojawił się wówczas pomysł na
biznes i to przynoszący niemałe dochody, przynajmniej tak mu się wówczas
wydawało: postanowił kupić kamienicę w Warszawie i przeznaczyć ją na
wynajem. Jego małżonka nie była tym zachwycona, zwłaszcza że w celu
nabycia owej nieruchomości trzeba było zaciągnąć kolejną dość wysoko
oprocentowaną pożyczkę, ale nie potrafiła za nic ostudzić entuzjazmu
męża, liczącego już w wyobraźni przyszłe zyski, z rezygnacją zgodziła
się więc na przeprowadzkę do miasta.
Rodzina Sienkiewiczów nie zamieszkała jednak w zakupionym przez siebie
domu na Pradze, ale przy Nowym Świecie pod numerem 7, a po czterech
latach przenieśli się w Aleje Jerozolimskie 74.
Nauka, bieda i wielkie marzenia
Nastoletniemu Henrykowi, nawykłemu do sielskich krajobrazów rodzinnych
stron, trudno było przyzwyczaić się do miasta. Chcąc jakoś ukoić
tęsknotę za Podlasiem, chodził do szkoły nie ulicą Świętojańską, ale
skręcał w Piwną, nadkładając drogi tylko dlatego, że na Piwnej
znajdowały się sklepy z ptakami. "Istniało tych sklepów kilka obok
siebie, po lewym boku ulicy. Na zewnątrz wisiały klatki, a w nich czyże,
zięby, szczygły, słowiki i gile, niekiedy nawet sowy, sójki i kraski -
wspominał. - Byli to dobrzy moi znajomi, których widok przypominał mi
wieś, a zwłaszcza wakacje na Boże Narodzenie, gdy z powodu mrozów to
ptactwo, które nie odlatuje na zimę, zbliża się do zabudowań. Wystawałem
nieraz przed tymi klatkami tak długo, że spóźniałem się na lekcje, co -
jak wiadomo - pociąga za sobą rozmaite niemiłe następstwa"14.
Innym miejscem, które chętnie odwiedzał, była katedra św. Jana
Chrzciciela, zwana wtedy przez warszawiaków "farą". "Między uczniami
panowało wówczas przekonanie, które podzielali z nami zapewne wszyscy
mieszkańcy Starego Miasta i ulic przyległych, że jest to jeden z najwspanialszych kościołów na świecie - wspominał już jako dojrzały
mężczyzna i słynny pisarz. - Ci, którzy słyszeli coś o kościołach
rzymskich, przyznawali, że tam, gdzie mieszka papież, może jest jaki
równie okazały; ale poza tym, gdyby kto chciał zaprzeczyć pierwszeństwa
naszej "Farze", miałby był z nami do czynienia. Nie zaglądałem jednak do
"Fary" przez pobożność, mieliśmy bowiem nasze własne gimnazjalne
nabożeństwa, tylko przez ciekawość. Gotyckie żebrowania kościelnej nawy,
ołtarze, pomniki, portrety, a zwłaszcza posągi rycerzy w zbrojach - oto,
co ciągnęło mnie nadzwyczajnie. Nie przeczuwałem wówczas, patrząc na
śpiących obok siebie ostatnich książąt mazowieckich, że będę opisywał
ich przodków w Krzyżakach. A wszelako sam nie wiem, czy od tych
rozmaitych pamiątek, od tych portretów, od tych pomników, od tych
marmurowych twarzy nie wiał na mnie wówczas wiatr minionych wieków,
sławy, siły, wolności - i nie nanosił tych ziarn, które długo leżały mi
w duszy, zanim wyrosły z nich moje powieści historyczne"15.
Wspomniane przez Sienkiewicza "niemiłe następstwa" wynikające z częstych
spóźnień z pewnością nie wpływały dobrze na jego opinię wśród
nauczycieli, gdyż do prymusów nie należał. Chyba początkowo nawet nie
wyróżniał się specjalnie na lekcjach polskiego, aczkolwiek ambicji i szerokich zainteresowań odmówić mu nie można, skoro poznawszy u swojej
ciotki Konstancji Kazimierza Łapczyńskiego, niedawno zwolnionego z przymusowej służby wojskowej w Dagestanie na Kaukazie, która miała być
karą za udział w przygotowaniach do powstania, przedstawił mu elaborat,
w którym zawarł ni mniej, ni więcej jak tylko... przepis na niepodległość
ojczyzny. Zdaniem trzynastoletniego wówczas Sienkiewicza wszyscy Polacy
powinni wyemigrować do Ameryki, tam zorganizować i wyszkolić armię,
która potem ma wrócić do Europy, by wywalczyć niepodległość. Niestety,
nie wiemy, jakie wrażenie owa praca zrobiła na Łapczyńskim.
W 1862 roku, po ukończeniu czterech klas w gimnazjum realnym,
Sienkiewicz postanowił się przenieść do II Gimnazjum, mieszczącego się w Pałacu Staszica, gdzie kształcił się przez kolejne dwa lata. W budynku
tym wcześniej miała siedzibę akademia medyczna, a klasa, do której
trafił Henryk, liczyła aż stu pięćdziesięciu uczniów. Zmiana szkoły
dobrze mu zrobiła, gdyż tak się złożyło, że języka polskiego uczył tam
wybitny historyk literatury Julian Bartoszewicz, który pierwszy poznał
się na talencie niepozornego, cichego chłopca. "Przed świętami Bożego
Narodzenia wszyscy złożyli mu ćwiczenia na dowolnie wybrany temat -
wspomina jeden z kolegów ze szkolnej ławy. - Bartoszewicz wyróżnił
natychmiast wypracowanie Sienkiewicza i wywoławszy go na środek klasy,
długo, pilnie badał. Odtąd zasłynął między nami jako
stylista"16. I rzeczywiście język polski okazał się ulubionym
przedmiotem szkolnym przyszłego pisarza, podobnie jak historia
"powszechna i rosyjska"; z tych dwóch przedmiotów miał na świadectwie
ukończenia szóstej klasy ocenę celującą. Poza tym same dostateczne, w tym także z religii, a z botaniki nawet niedostateczny, co nie
przeszkodziło mu w uzyskaniu promocji do następnej klasy. Zachowanie
Henryka nie budziło większych zastrzeżeń, gdyż młody człowiek, jak to
ujęto na świadectwie, "obyczajami bardzo dobrymi zalecał się". Jak
widać, przyszły noblista w szkole nie był orłem i albo nie miał
zdolności do przedmiotów ścisłych, albo, co bardziej prawdopodobne,
uczył się wyłącznie tego, czego chciał i co lubił.
Po ukończeniu klasy szóstej Sienkiewicz, jak odnotowano na świadectwie,
jesienią 1864 roku "z woli ojca", zrezygnował z nauki w II Gimnazjum i przeniósł się do IV Gimnazjum (Wielkopolskiego), mieszczącego się przy
Królewskiej 31. Nie był jedynym, który podjął taką decyzję - razem z nim
do tej szkoły przeniosło się kilku innych gimnazjalistów, w tym także
serdeczny przyjaciel przyszłego pisarza, Konrad Dobrski. Zmiana szkoły
nie wpłynęła jednak na zmianę nastawienia Henryka do nauki ani na
poprawę jego ocen z innych przedmiotów niż historia i język polski, choć
w tym ostatnim przedmiocie poczynił duże postępy. Pisał bowiem coraz
lepiej i w iście ekspresowym tempie, co więcej, pomagał także mniej
zdolnym kolegom, jak chociażby niezbyt dobrze posługującemu się piórem
Janowi Czesławowi Moniuszce, synowi kompozytora. Kiedy na egzaminie z polskiego uczniom zadano wypracowanie na wybrany przez siebie temat,
Sienkiewicz napisał aż trzy - jedno dla siebie, drugie dla Moniuszki, a trzecie dla nieznanego z imienia kolegi. Syn kompozytora otrzymał od
zdolnego Henryka esej Na Kresach. Jak wspomina jeden z byłych uczniów
Gimnazjum Wielkopolskiego: "Załatwiwszy się z Moniuszką, sam złożył z powodu upływającej godziny krótką Mowę Żółkiewskiego do wojska pod
Cecorą, która, o ile pamiętam, kończyła się słowami: "Jezu Maryja,
hejże na wroga!". Profesor literatury polskiej, Grabowski, oceniając
nasze ćwiczenia, wyróżnił przede wszystkim wypracowanie Moniuszki, gdy
jednak tenże dyskretnie się z klasy ulotnił, postawił mu stopień
zadowalniający tylko i pierwszą nagrodę przyznał Sienkiewiczowi.
Sprawiedliwości stało się więc zadość"17. A sam Moniuszko po
latach, kiedy jego kolega ze szkolnej ławy zdobył sławę i uznanie jako
pisarz, w dowód wdzięczności sprezentował mu obraz Scenka z Zagłobą.
Został bowiem malarzem specjalizującym się w scenkach rodzajowych.
Kiedy Sienkiewicz uczył się w gimnazjum, ziemie zaboru rosyjskiego
ogarnęło powstańcze wrzenie i młodzi Polacy niemal masowo, jak to się
wtedy mówiło, "szli do lasu", czyli zaciągali się do oddziałów
powstańczych. Wśród nich byli krewni Henryka - jego starszy brat
Kazimierz oraz kuzyn Zdzisław Dmochowski. Także i Henryk, od wczesnego
dzieciństwa karmiony opowieściami o bohaterskich i bitnych przodkach,
postanowił się zaciągnąć i walczyć o wolność ojczyzny. W tym przypadku
jednak na ambitnych planach się skończyło, kiedy bowiem dowódca ujrzał
niskiego, bo mającego sto pięćdziesiąt cztery centymetry wzrostu,
siedemnastolatka, który wyglądał na znacznie młodszego, wymruczał:
"Dzieci nam tutaj nie potrzeba", i odesłał go do domu. Sienkiewicz
poczuł się upokorzony i nikomu poza najbliższą rodziną nie przyznał się,
jak został potraktowany. Świat dowiedział się o tym za sprawą jego
wnuczki, Marii Korniłowiczówny, która wyjawiła to w jednej ze swoich
książek poświęconych pisarzowi. Tymczasem jego brat wstąpił w szeregi
powstańców i... wszelki słuch po nim zaginął. Rodzina przez lata nie
wiedziała, co się z nim stało, podejrzewano, że zginął i spoczywa w jakiejś bezimiennej mogile. Tymczasem Kazimierz prawdopodobnie przeżył
powstanie, wyjechał do Francji i tam, służąc jako ochotnik w wojsku
francuskim, zginął w 1870 roku podczas wojny z Prusami. Tak głosiła
rodzinna tradycja, ale historykom mimo wielu starań nie udało się
odtworzyć losów starszego brata twórcy Trylogii.
Henryk też myślał o karierze wojskowej, ale od tego pomysłu odwiedli go
rodzice, którzy straciwszy pierworodnego, obawiali się o życie młodszego
syna. Najwidoczniej zadra utkwiła w jego sercu na długo, skoro już jako
dorosły człowiek i uznany pisarz często ubolewał, że jest jedynym
mężczyzną w historii rodu Sienkiewiczów, który nigdy nie nosił munduru.
Geny jednak zrobiły swoje i miał on kilka cech charakterystycznych dla
ludzi służących w wojsku. Takie wrażenie odniósł tłumacz utworów pisarza
na język angielski, Jeremy Curtin, który wspominając spotkanie z Sienkiewiczem i wspólną podróż do Zakopanego, zauważał: "Jak
wspomniałem, Sienkiewicz zwierzał mi się, że od pięciu pokoleń był w swej rodzinie pierwszym, który nie wybrał sobie zawodu wojskowego.
Obecnie, widząc ład i przezorność, z jaką wszystko było przygotowane do
naszej wycieczki, oraz łatwość, z jaką wszystko się posuwało bez
pośpiechu i zatrzymywania się w drodze, miałem sposobność przekonać się,
że kierownik naszej wyprawy miał w sobie krew i rozwagę prawdziwego
żołnierza"18.
Tymczasem sytuacja Sienkiewiczów, mimo zainwestowania dużych pieniędzy w nieruchomość na Pradze, uległa pogorszeniu. Inwestycja okazała się
niewypałem, gdyż wynajem mieszkań przynosił zaledwie osiemset rubli
rocznie, z których większość szła na spłatę długu hipotecznego, a na
życie sporej siedmioosobowej rodziny zostawało niewiele. A kiedy
rozebrano stary most Kierbedzia, by zbudować nowy, praska kamienica
znalazła się na peryferiach i zabrakło chętnych na wynajęcie w niej
lokalu. W efekcie Sienkiewiczowie zmuszeni byli sprzedać nieruchomość za
połowę tej kwoty, za którą ją nabyli. I tak prysł sen Józefa o dobrobycie, który zapewni rodzinie jako kamienicznik.
W wyniku ciężkiej sytuacji finansowej w rodzinnym domu Sienkiewicz
często nie dojadał, bywało, że chcąc trochę zaoszczędzić, chadzał jadać
na mieście, przy czym kupował obiad co drugi dzień. Zmęczony nękającą
rodzinę biedą rozważał nawet rezygnację ze szkoły i poszukanie jakiejś
dochodowej pracy. Krótko po rozpoczęciu roku szkolnego Konrad Dobrski
otrzymał od swojego druha, nieobecnego na zajęciach, wręcz alarmujący,
pisany w pośpiechu list: "Mój bracie, jeżeli tylko możesz, bądź łaskaw
pożyczyć mi pieniędzy, jak będziesz mógł najwięcej - jestem teraz w...
potrzebie... Opuszczam szkołę, będę chodził do przygotowawczej, a do
wszystkiego tego zmuszają mnie nagłe okoliczności. Dziwna rzecz, że
jakbym przeczuwał, pytałem się dzisiaj o ciebie w szkole. - Nie będę
także mieszkał więcej u rodziców - ciasno!! przeprowadzam się - jeszcze
nie wiem gdzie, ale może u Antka będę mieszkał, a tylko stołował się w domu. - Za miesiąc, kiedy znowu odbiorę za korepetycje, z podziękowaniem
ci oddam, mam obecnie dwie i biorę za jedną i za drugą 7 r."19. List
kończyło stwierdzenie, iż Henryk planuje wyjazd za granicę, co bardzo
zaniepokoiło Konrada. Przyjaciel słusznie uważał, że Sienkiewicz
powinien jednak zdać maturę, nawet eksternistycznie, dlatego chcąc go
jakoś poratować, namówił go do przyjęcia posady u swoich znajomych,
państwa Weyherów mieszkających koło Płońska. Henryk zareagował na tę
propozycję dość entuzjastycznie i w sierpniu 1865 roku udał się do domu
Weyherów, gdzie pracował przez rok, prowadząc, jak się wyraził,
"strasznie jednostajny tryb życia", poirytowany wysłuchiwaniem
codziennych błahych rozmów członków rodziny swoich chlebodawców. Obok
nauczania małego Stasia Weyhera czas wypełniały mu przygotowania do
matury, lektura dzieł Słowackiego i Mickiewicza oraz... pierwsze próby
literackie. "Piszę zaciekle powieść, ale śmiać mi się chce z tych
głupstw, które tam się w niej mieszczą - pisał przyjacielowi ze szkolnej
ławy, Konradowi Dobrskiemu. - Wystaw sobie, piszę jaki kawałek tkliwy,
czuły a ognisty, wyrzekający na losy i ustawy świata - pióro skrzypi, ja
mam minę niezmiernie przejętą własną wielkością i słowo daję, zdaje mi
się, że nie wiem jakie arcydzieła tworzę - ósmy cud świata! Piszę zwykle
wieczorem; na drugi dzień z rana wstaję i pierwszą moją myślą jest
przeczytać słowa, które mnie mają postawić w liczbie pierwszorzędnych
talentów autorskich - czytam więc i po przeczytaniu nieraz śmiechem
parskam i sam sobie się dziwię, jak coś podobnie głupiego mogło wyjść z mojej głowy.
Doświadczysz tego, ręczę, jeżeli kiedy weźmiesz się do pisania. Zresztą
takie są tam trudności, że człowiek mało nie zwariuje. Nie wiem, co moi
bohaterowie i moje bohaterki mają do siebie mówić, jak mają trzymać
ręce, głowy, nogi i "inne organiczne członki". Nie wiem, jak przejść od
dialogu do opisu, z opisu do rozumowania, słowem, jestem czasami jak
tabaka w rogu"20.
Tęsknił za miastem, a przede wszystkim za widokiem urodziwych
warszawianek, był to bowiem czas pierwszych miłosnych uniesień.
Mieszkanki Poświętnego jakoś nie zachwycały Henryka, gdyż jak twierdził,
przeważnie były to dziewczęta "tłuste jak na jarmark", zresztą
podkochiwał się już w pewnej pięknej warszawiance, oznaczanej w listach
inicjałami J.S., wspominał też o swojej pierwszej miłości, niejakiej
"Kożuszuni". Ale jakie kobiety podobały się wówczas przyszłemu
nobliście? Okazuje się, że Sienkiewicz we wczesnej młodości, bo później
różnie to bywało, nie przepadał za brunetkami. Jak wyznał Dobrskiemu:
"przyznam ci się, że nie lubię brunetek - zdają mi się zanadto jakieś
zmysłowe".
Mimo wybrzydzania nad urodą dziewcząt w Poświętnem Sienkiewicz nie
wykluczał możliwości związania się z którąś z miejscowych piękności, o ile oczywiście znajdzie się taka, która zadowoli jego wybredny gust.
"Tymczasem panny okoliczne pozakochiwają się we mnie, ja także w jednej
- nareszcie po wielu przeszkodach, intrygach, peripeciach i katastrofie
cały romans dobrze się skończy - ożenię się i osiędę na roli ze Swoją
drogą. Będzie to miłość, o jakiej mieszkańcy miast wyobrażenia nie mają
- zapewniał w jednym z listów do Konrada, kreśląc przed nim wizję
sielskiej przyszłości, jaka mogłaby się stać jego udziałem. - Mieszkamy
z żoną w białym dworku, takim poetycznym, śpiewającym wieczorami od
świerszczów, jak powiada Słowacki, i ocienionym zielonymi topolami,
jabłonią, smutnymi jaworami. W alkierzyku cicho, spokojnie, tylko muszka
zabrzęczy po szybie, tylko zaszeleści firanka znad Matki Boskiej, tylko
maleństwo w kołysce zakwili"21. Ale to były
jedynie marzenia, żadna z dziewcząt spotkanych w Poświętnem nie zdobyła
bowiem miłości przyszłego noblisty. Najwyraźniej jednak koledzy
dopytywali się o jego "sprawy sercowe", skoro w jednym z listów
nadmienił: "Jeżeli się zakocham, nie omieszkam natychmiast wam donieść,
spodziewam się, że pospieszycie z radami, nad którymi będę
ziewał"22. Myliłby się jednak ten, kto by
sądził, że w Poświętnem Henryka interesowała wyłącznie uroda panien i jakieś krotochwile; wręcz przeciwnie - całe dnie spędzał na nauczaniu
Stasia, a wieczory na przygotowaniach do czekających go egzaminów.
"Zrobiłem się bardzo porządny, uczę się ciągle, to francuskiego, to
historii, to łaciny: słowem, pracuję (słowo daję po raz trzeci) od rana
do wieczora"23 - zapewniał w liście do
Konrada, prosząc go jednocześnie o przysłanie kilku podręczników.
Jakoś znajdował czas na pisanie, skoro to właśnie w tym czasie powstała
jego powieść Ofiara, która nigdy nie ukazała się drukiem. Sienkiewicz
po krytyce Konrada, który nie zostawił na tym "dziele" suchej nitki,
postanowił jej nie publikować, sam też był dość krytycznie nastawiony do
swojej debiutanckiej powieści. "Najprzód muszę Ci powiedzieć, że to jest
dziecię chorowitej wyobraźni mojej, które pewnego dnia, mniejsza o datę,
poczęło się szarą godziną pod piecem, a w dwa dni później ujrzało już
światło dzienne - zapewniał Dobrskiego w liście dołączonym do rękopisu
Ofiary. - Jest to malowidło jaskrawe, jak wszystko, co wyjść może spod
mego pióra. Bohater na początku skacze, w środku się uczy, a pod koniec
płacze. Bohaterką jest córka budowniczego, nad której jednak charakterem
nie rozpisywałem się bardzo, chcąc cały ciężar utrzymania powieści
zwalić na bohatera samego. Ale największą wadą tej powieści jest
nieproporcjonalność składowych jej części do całości - zresztą sam to
zobaczysz. Pomimo najłatwiejszej formy powieściowej, to jest
opowiadania, nie potrafiłem uniknąć właściwych tej formie powtarzań i nudnej jednostajności stylu"24.
W poszukiwaniu życiowej drogi
Zanim Sienkiewicz mógł pomyśleć o studiowaniu, musiał zdać maturę, do
czego mimo ponagleń ze strony rodziców i zapewnień w listach do
przyjaciół zbytnio się nie palił. W końcu jednak pożegnał się z pracą
guwernera i we wrześniu 1866 roku złożył egzamin maturalny, a z widniejących na dokumencie ocen można wywnioskować, że przyszły noblista
niezbyt się przyłożył do nauki. Widnieją na nim bowiem same oceny
dostateczne, tylko z trzech przedmiotów - języka polskiego, historii
Rosji i Polski oraz geografii powszechnej otrzymał oceny bardzo dobre.
29 października otrzymał świadectwo dojrzałości uprawniające go do
przystąpienia do egzaminów na studia wyższe. Był w tej szczęśliwej
sytuacji, że mógł studiować w Warszawie, i to na polskiej uczelni - od
1862 roku istniała tam bowiem Szkoła Główna Warszawska, powołana przez
dyrektora Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego
na mocy ukazu Aleksandra II. Uczelnia mieściła się w tych samych
budynkach, w których do 1831 roku działał Uniwersytet Warszawski,
skasowany przez carskie władze w ramach represji za zryw listopadowy.
Nowa placówka, której rektorem został lekarz, a zarazem działacz
społeczny i mąż stanu, Józef Mianowski, powstała na bazie rozwiązanej w 1862 roku Akademii Medyko-Chirurgicznej i posiadała cztery wydziały:
prawa i administracji, filologiczno-historyczny, matematyczno-fizyczny
oraz lekarski. Językiem wykładowym, co było niezmiernie ważne, był
polski.
Dwudziestego piątego października 1866 roku Sienkiewicz zdał egzamin na
prawo i chociaż niezbyt dobrze mu poszło, bo aż z dwóch przedmiotów,
greki i historii naturalnej, otrzymał oceny niedostateczne, został
wpisany na listę studentów. Wkrótce przeniósł się na wydział lekarski,
sprawiając tym radość Stefanii Sienkiewiczowej, dla której zawód lekarza
medycyny był jedyną stabilną i dającą szanse na dostatnie życie
profesją, zwłaszcza w owych burzliwych czasach, w jakich przyszło żyć
Sienkiewiczom. Zapewne nie bez znaczenia było też to, że właśnie ten
wydział wybrał dla siebie jeden z najlepszych przyjaciół przyszłego
pisarza, Konrad Dobrski, zwany przez Henryka poufale "Konradio". "W dzisiejszym położeniu kraju, gdzie wszystko zależy tylko od chwili
fantazji, gdzie nikt pewnym jutra być nie może, jeden tylko zawód
lekarski jest niezawisłym od nikogo, zatem zapewniający byt dobry,
własną pracą pozyskany, którego ani ogień nie spali, ani woda nie
zaleje, ani złodziej nie ukradnie"25 -
uzasadniała matka Henryka. Tymczasem syn w przeciwieństwie do Dobrskiego
nie podzielał matczynego entuzjazmu wobec studiowania tajników ludzkiej
anatomii. Jeszcze będąc w Poświętnem, pisał do kolegi: "Przyznam się
(tylko nie mów nic w domu), że coraz mniej zgodnym z moimi widokami
staje się Wydział Medyczny"26. Mimo wszystko
jednak 17 grudnia 1866 roku komitet egzaminacyjny uznał "Henryka
Sienkiewicza za dostatecznie usposobionego do słuchania nauk w Szkole
Głównej Warszawskiej na wydziale lekarskim"27.
Henryk Sienkiewicz jako student w 1869 roku
Wytrwałości w studiowaniu nielubianej medycyny starczyło mu zaledwie na
niecałe dwa miesiące, 4 lutego przeniósł się na wydział
filologiczno-historyczny i to mimo sprzeciwu dziekana Kowalewskiego,
który zwrócił uwagę, iż dwója z greki na egzaminie wstępnym w zasadzie
dyskwalifikuje Sienkiewicza jako studenta na tym wydziale. Młodzieniec
wykorzystał fakt, że jego matka wraz z młodszymi dziećmi, podobnie jak
większość warszawiaków, których było na to stać, uciekła na wieś przed
szalejącą wówczas w mieście cholerą. Sam nie odważył się poinformować
jej o swojej decyzji, zlecając to zadanie Dobrskiemu, najwyraźniej
cieszącemu się sympatią Stefanii. Przyjaciel starał się najlepiej jak
umiał przekazać owe niepomyślne wieści o wolcie Henryka, tłumacząc
Sienkiewiczowej, że jej syn ma tak wielki talent literacki, że
marnowałby się jako lekarz, ale kobieta była dosłownie załamana tą
decyzją. "Sąd Pana o Henryku z takim był oczekiwany upragnieniem i niespokojnością - odpisała Konradowi. - Jednocześnie odebraliśmy listy
jego do mnie i do siostry pisane, ale w żadnym z nich nie wyjawia kroku,
który uczynił, kroku tak ważnego w życiu, jakim jest zmiana zawodu. Ten
dowód skrytości jego i braku zaufania w matce, aż nadto pobłażliwej,
więcej był mi przykrym jak rzecz sama, chociaż mówiąc otwarcie,
zmartwiłam się bardzo, że porzucił zawód lekarski, i tę zmianę
przypisuję więcej niestałości i lekkości charakteru aniżeli wrodzonym
zdolnościom i popędom, które Pan tak pięknie tłumaczy. Te porywy
fantazji i bujność wyobraźni, którym, jak Pan twierdzi, nie mógłby się
oddawać, studiując medycynę, nie dadzą mu niestety pewnego, niezawisłego
chleba, na który pracować przeznaczony, z postępem lat i doświadczeniem
przejdą same z siebie, wynikiem ich będzie kilkanaście arkuszy
zabazgranych uczonymi rozprawami, których nikt czytać nie zechce, a stanowisko jego w świecie pozostanie zawsze w stopniu tak niskim, że mu
ani sławy, ani szczęścia dobrego bytu nie
zapewni"28. Tak się szczęśliwie dla bohatera
naszej opowieści złożyło, że ponura wizja przyszłości, jaką przewidywała
dla niego stroskana i załamana jego decyzją matka, nigdy się nie
spełniła, a dzięki "porywom fantazji i bujności wyobraźni" Sienkiewicz
stał się jednym z najsławniejszych na świecie polskich pisarzy.
Na razie studiował w Szkole Głównej, klepał biedę i zarabiał marne
grosze jako guwerner. Pierwsze literackie próby też zakończyły się
niepowodzeniem, chociaż szczerze i, jak się okaże, słusznie wierzący w talent przyjaciela Dobrski bez jego wiedzy przesłał napisaną wierszem
Sielankę młodości do "Tygodnika Ilustrowanego". Odpowiedź redakcji z pewnością nie napawała optymizmem na przyszłość: "Nadesłane utwory
drukowane nie będą. W szczegółową ich ocenę wdawać się nie możemy;
chociaż niektóre z nich nie są pozbawione pewnych zalet, ale brak
miejsca i czasu zmusza nas do sądu sumarycznego"29. Na
zyski z twórczości nie było więc co liczyć i Sienkiewicz, podobnie jak
większość studenckiej braci, po prostu biedował, a nierzadko wręcz
głodował. Po latach, już jako uznany pisarz, wspominał, że w czasach
studenckich "zdarzało się [...] po dwa dni nie jadać, a zarazem nie mieć
najmniejszego prawdopodobieństwa obiadu na dzień trzeci i następne"30.
W 1868 roku Henryk, być może dzięki protekcji swojej dalekiej kuzynki,
Jadwigi Łuszczewskiej, otrzymał posadę guwernera w domu książąt Lucjanów
Woronieckich, z którymi był spowinowacony przez Deotymę. Pracował
zarówno w ich warszawskiej siedzibie - pałacyku w Alejach Ujazdowskich,
w którym spędzali zimę, jak też w letniej rezydencji w Bielicach koło
Sochaczewa. W książęcym domu było mu bardzo dobrze, nie doskwierał mu
głód czy niedostatek, a nawet w 1868 roku pracodawcy zafundowali mu
wspólne wakacje w Szczawnicy. Przebywając w uzdrowisku, miał okazję
poznać Adama Asnyka, przyszłego poetę, który dwa lata później
zadebiutuje na łamach dziennika "Kaliszanin" wierszem Rodzinnemu
miastu. W Szczawnicy przebywała też dwunastoletnia wówczas Paulina
Stamirowska. Panna prowadziła pamiętnik i właśnie w nim znajdujemy opis
dwudziestotrzyletniego wówczas twórcy Trylogii. Zdaniem nastolatki był
on przystojnym młodzieńcem i miał "cerę smagłą, oczy duże, ciemne, panny
nazywały go Cyganem i kazały sobie wróżyć"31.
W przeciwieństwie do trzydziestoletniego już wówczas Asnyka, którego
poznał w Szczawnicy, młodszy od niego o osiem lat Sienkiewicz miał już
pisarski debiut za sobą, chociaż w jego przypadku był to nie tyle debiut
literacki, ile dziennikarski. W kwietniu tegoż roku "Przegląd
Tygodniowy" opublikował bowiem jego recenzję z gościnnych występów
znanego aktora scen krakowskich, Wincentego Rapackiego, usiłującego
wówczas zdobyć uznanie publiczności w Warszawie. Recenzent ocenił
bezbłędnie talent aktorski Rapackiego, grającego Caussade'a w komedii
Nasi najserdeczniejsi Sardou, choć sztuka, w której przyszło mu go
oglądać, niezbyt przypadła mu do gustu. Dał temu wyraz już w pierwszych
słowach recenzji, pisząc: "Niekorzystna to jednak rzecz rozbierać mierną
postać miernej sztuki, odartą jakby umyślnie przez autora z wszelkich
efektów i wybitnej charakterystyki"32. Chociaż
Sienkiewicz był tu raczej recenzentem z przypadku, wspomniany artykuł
napisał bowiem w zastępstwie stale współpracującego z pismem Józefa
Kotarbińskiego, to czas pokazał, że w przypadku Rapackiego miał nosa i aktor wkrótce stał się jednym z najsławniejszych nad Wisłą. Z kolei 3
lipca na łamach "Tygodnika Ilustrowanego" ukazał się szkic pióra
przyszłego noblisty poświęcony poecie przełomu renesansu i baroku,
Mikołajowi Sępowi Szarzyńskiemu, napisany najwyraźniej pod wpływem
Józefa Przyborowskiego, jednego z wykładowców Szkoły Głównej.
Sienkiewicz miał jednak znacznie większe ambicje niż pisanie recenzji
czy artykułów do gazet. W majątku książąt Woronieckich rozpoczął prace
nad pierwszą powieścią pod tytułem Na marne. "Piszę powieść także co
dzień, ale powoli idzie, bo masami skreślam, są też w niej wskutek tego
różne szczerby, niby luki, które muszę zapełnić. [...]. Wiecie, ja z prawdziwym przestrachem czytam powieść Elizy Orzeszkowej pt. W klatce;
przysięgam, że motywów jej nie kradłem, a zanosi się bardzo podobne do
moich, tylko że to powieść będzie więcej z nieba, moja - z ziemi; tam
aniołowie upadli i doskonali, u mnie - ludzie; tak bym chciał
przynajmniej"33 - zwierzał się Józefowi
Kotarbińskiemu, swojemu koledze uniwersyteckiemu, a w przyszłości
znanemu aktorowi i krytykowi teatralnemu. Wierzący w talent swojego
przyjaciela Konrad Dobrski zobowiązał się do wydania powieści własnym
sumptem. Debiutancką powieść, mającą w zamiarach twórcy nosić tytuł Na
marne lub W rozbracie, pisarz skończył w lutym 1871 roku, ale
ponieważ był niezadowolony z ostatniego rozdziału, wrócił do pracy w marcu, by przerobić jej zakończenie. Dobrski, realizując wcześniejsze
przyrzeczenie, wysłał rękopis do oceny Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu,
który od 1868 roku prowadził własną drukarnię w Dreźnie, gdzie wówczas
mieszkał. Autor Chaty za wsią był zachwycony utworem młodszego kolegi
po piórze. "Powieść Na marne pisana jest wybornie - stwierdził ku
satysfakcji Dobrskiego. - Czytałem ją z wielkim zajęciem i jednym
szczerym słowem mogę powiedzieć to tylko, że rzadko pierwsza praca jest
tak dojrzałą. Winien to autor i talentowi, i tej wielkiej trafności, z jaką obrał sobie przedmiot - z własnego lub widzianego i znanego życia,
a mógł malować z natury"34. Uszczęśliwiony
Konradio bezzwłocznie przesłał opinię słynnego pisarza matce Henryka.
Wiadomości o napisaniu przez Sienkiewicza "pięknej powieści" wkrótce
dotarły do studentów Szkoły Głównej, ale jak wspomina Świętochowski,
przyjęto je z wielką rezerwą. Jego zdaniem przyszły noblista "zwracał na
siebie tak słabą uwagę kolegów, że gdy po skończonym uniwersytecie
Kotarbiński zapewniał nas kilku, że Sienkiewicz napisał piękną powieść
Na marne, roześmieliśmy się serdecznie i zapisali tę wiadomość na
rachunek złudzeń powiatowej sympatii jednego Podlasiaka dla
drugiego"35. Niedowierzanie wydawało się tym bardziej
uzasadnione, że wspomnianego przez Kotarbińskiego dzieła próżno było
szukać w księgarniach. Kraszewski mimo entuzjastycznej opinii nie
zdecydował się na wydanie utworu Sienkiewicza - prowadzona przez niego
drukarnia okazała się biznesowym niewypałem i pisarz został zmuszony do
jej sprzedania. Ostatecznie debiutancka powieść autora Trylogii
ukazała się na łamach galicyjskiego czasopisma społeczno-politycznego
"Wieniec", drukowana w odcinkach od 7 maja do 26 lipca 1872 roku.
Tymczasem sytuacja Sienkiewicza jako studenta nieco się skomplikowała -
w 1869 roku władze zamknęły Szkołę Główną, powołując na jej miejsce
Cesarski Uniwersytet Warszawski z wykładowym językiem rosyjskim.
Większość wykładowców stanowili w nim Rosjanie, choć niemal
siedemdziesiąt procent studentów było Polakami. Wśród nich był także
Sienkiewicz, postanowił bowiem dokończyć studia w nowej szkole. Latem
1871 roku czekały go "upały egzaminacyjne", z którymi, jak się okazało,
nie radził sobie najlepiej - kiedy nie udało mu się zaliczyć greki, bo
po prostu nie zdał egzaminu, wpadł w złość i urażony do żywego opuścił
uczelnię. Tym samym zrezygnował z dyplomu uniwersyteckiego, ale czas
spędzony w murach Szkoły Głównej trudno uznać za stracony, wszak pisząc
pierwsze artykuły do warszawskich gazet, a potem powieść, szlifował
talent, a atmosfera na uczelni i jej wykładowcy wywarli niemały wpływ na
ukształtowanie jego poglądów. Jednak jego droga i drogi wielkich
pozytywistów, których wydała Szkoła Główna, zupełnie się rozeszły.
B. Wachowicz, Marie jego życia, Warszawa 1985, s. 15. [wróć]
Haplogrupa - grupa haplotypów - serii alleli genów podobnych ze względu na wspólne pochodzenie i położonych w specyficznym miejscu na chromosomie. Badania występowania haplogrup umożliwiają śledzenie migracji populacji. [wróć]
B. Sienkiewicz, Wędzony Septentrion, "Newsweek. Genealogia", nr 6, 2016, s. 40. [wróć]
Eryka Lassoty i Wilhelma Beauplana: Opisy Ukrainy, red. Z. Wójcik, Warszawa 1972, s. 127-129. [wróć]
B. Wachowicz, Marie..., op. cit., s. 39. [wróć]
B. Wachowicz, Rewelacyjne odkrycie, https://naszdziennik.pl/mysl/167293,rewelacyjne-odkrycie.html [wróć]
Nieznana powieść matki Henryka Sienkiewicza, https://www.bn.org.pl/aktualnosci/234-nieznana-powiesc-matki-henryka-sienkiewicza.html [wróć]
J. Krzyżanowski, Henryk Sienkiewicz. Kalendarz życia i twórczości, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1956, s. 26. [wróć]
M. Korniłowiczówna, Onegdaj: Opowieść o Henryku Sienkiewiczu i ludziach mu bliskich, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978, s. 26. [wróć]
J. Krzyżanowski, Henryk Sienkiewicz. Kalendarz..., op. cit., s. 25-26. [wróć]
Ibidem, s. 27. [wróć]
J.R. Kowalczyk, Henryk Sienkiewicz w anegdocie, https://culture.pl/pl/artykul/henryk-sienkiewicz-w-anegdocie [wróć]
H. Sienkiewicz, Potop, https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/potop.pdf [wróć]
J. Krzyżanowski, Henryk Sienkiewicz. Kalendarz..., op. cit., s. 28. [wróć]
M. Korniłowiczówna, Szlakiem Henryka Sienkiewicza, Warszawa 1988, s. 21. [wróć]
J. Krzyżanowski, Henryk Sienkiewicz. Kalendarz..., op. cit., s. 44. [wróć]
Ibidem, s. 30. [wróć]
J. Curtin, Odwiedziny u Henryka Sienkiewicza, https://pl.wikisource.org/wiki/Odwiedziny_u_Henryka_Sienkiewicza [wróć]
S. Demby, Sienkiewicz w Poświętnem, "Pamiętnik Literacki" nr 33/1/4, 1936, s. 884. [wróć]
J. Krzyżanowski, Henryk Sienkiewicz. Kalendarz..., op. cit., s. 30. [wróć]
Ibidem, s. 898. [wróć]
Ibidem, s. 902. [wróć]
Ibidem, s. 906. [wróć]
Ibidem, s. 31. [wróć]
B. Wachowicz, Marie..., op. cit., s. 58. [wróć]
S. Demby, Sienkiewicz w..., op. cit., s. 915. [wróć]
Ibidem, s. 888. [wróć]
J. Krzyżanowski, Henryk Sienkiewicz. Kalendarz..., op. cit., s. 35. [wróć]
Ibidem, s. 36. [wróć]
Ibidem. [wróć]
S. Majchrowski, Pan Sienkiewicz, Warszawa 2000, s. 39. [wróć]
H. Sienkiewicz, Publicystyka. Krytyka, studia i wrażenia literackie i artystyczne. Tom 1, Lwów-Warszawa 1937, s. 3. [wróć]
J. Krzyżanowski, Henryk Sienkiewicz. Kalendarz..., op. cit., s. 37. [wróć]
Ibidem, s. 39. [wróć]
Ibidem, s. 38. [wróć]