Helter Skelter. Prawdziwa historia morderstw, które wstrząsnęły Hollywood. Kulisy zbrodni Mansona - Vincent Bugliosi, Kurt Gentry

Kup ebooka

39.00 zł
30.03 zł (26,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Część 1 - MORDERSTWA

9 sierpnia - 14 października 1969

Jak to jest być jednym z pięknych ludzi?

The Beatles Baby You're a Rich Man z albumu Magical Mystery Tour

Sobota, 9 sierpnia 1969

Było tak cicho, że niemal dało się słyszeć grzechot kostek lodu w shakerach do drinków w domach stojących wzdłuż drogi w kanionie, powie później jeden z zabójców.

Otaczające Hollywood i Beverly Hills kaniony robią z dźwiękami różne sztuczki. Wyraźne odgłosy pochodzące z miejsca oddalonego o dwa kilometry mogą być nieuchwytne dla ucha z dystansu kilkudziesięciu metrów.

Tej nocy było gorąco, ale nie tak, jak poprzedniej, gdy temperatura nie spadała poniżej 34 stopni. Fala trwających trzy dni upałów zaczęła się załamywać kilka godzin wcześniej, około 22.00 w piątek - ku psychicznej i fizycznej uldze tych mieszkańców Los Angeles, którzy pamiętali, że zaledwie cztery lata wcześniej w taką właśnie noc w Watts doszło do aktów przemocy. Chociaż znad Pacyfiku nadciągała przybrzeżna mgła, samo Los Angeles pozostawało gorące i duszne, kisząc się we własnych wyziewach. Za to tutaj, wysoko ponad większą częścią miasta, a zwykle także powyżej warstwy smogu, było co najmniej 6 stopni chłodniej. Nadal jednak było na tyle gorąco, że wielu mieszkańców tych okolic spało przy otwartych oknach, licząc na zbłąkany podmuch bryzy.

Zważywszy to wszystko, wydaje się zaskakujące, że większość ludzi niczego nie słyszała - ale było wówczas późno, tuż po północy, a dom pod numerem 10050 przy Cielo Drive stał na uboczu.

Odosobnienie stanowiło jego słaby punkt.

Cielo Drive to wąska ulica, która odchodząc od Benedict Canyon Road, zaczyna się nagle wić pod górę. Ta ślepa uliczka - łatwa do przeoczenia, choć znajduje się dokładnie naprzeciwko Bella Drive - kończy się przy wysokiej bramie posesji numer 10050. Za ogrodzeniem nie widać ani głównej rezydencji, ani domku gościnnego, stojącego nieco z tyłu. Natomiast przy końcu wybrukowanego podjazdu wyłaniał się róg garażu i, trochę dalej, drewniany parkan, który - chociaż był dopiero sierpień - zdobiły choinkowe lampki.

Światełka, widoczne z drogi wiodącej od Sunset Strip, zostały zawieszone przez aktorkę Candice Bergen, gdy mieszkała tu z poprzednim lokatorem posiadłości, Terrym Melcherem, producentem telewizyjnym i fonograficznym. Gdy Melcher, syn Doris Day, przeprowadził się do stojącego na plaży w Malibu domu swojej matki, kolejni najemcy pozostawili światełka. Tej nocy paliły się, jak zwykle.

Odległość od frontowych drzwi rezydencji do bramy wjazdowej wynosi ponad 30 metrów. Od bramy do najbliższego domu, przy Cielo 10070, jest prawie 90 metrów.

W domu przy Cielo Drive 10070 państwo Seymour Kott leżeli już w łóżku (goście, którzy byli na kolacji, wyszli około północy), gdy pani Kott usłyszała coś, co brzmiało jak trzy czy cztery wystrzały z broni palnej, oddane w krótkich odstępach czasu. Odgłosy te zdawały się dobiegać od strony bramy posiadłości 10050. Nie spojrzała na zegarek, ale twierdziła później, że musiało to być pomiędzy 00.30 a 1.00 w nocy. Po chwili pani Kott zasnęła.

Tim Ireland był jedną z pięciu osób sprawujących opiekę nad całonocnym biwakiem trzydziestu pięciu dziewczynek z Westlake School for Girls, obozujących pod gołym niebem w odległości ponad kilometra od Cielo Drive 10050, dokładnie na południe od posiadłości. Pozostali opiekunowie spali, ale Ireland czuwał przez całą noc. Mniej więcej o 00.40 usłyszał coś, co wydało mu się samotnym męskim głosem, dobiegającym z dużej odległości z północy lub z północnego wschodu. Mężczyzna krzyczał: "Och, Boże, nie, proszę, nie! Och, Boże, nie, nie, nie, nie...".

Trwało to dziesięć do piętnastu sekund, a potem krzyk urwał się; cisza, która nagle zapadła, była niemal równie przerażająca. Ireland szybko skontrolował stan obozu, ale wszystkie dzieci spały. Obudził swojego przełożonego, Richa Sparksa, który nocował w budynku szkoły, a gdy opowiedział mu o tym, co usłyszał, uzyskał jego zgodę na objechanie okolicy i sprawdzenie, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Ireland pojechał okrężną drogą, począwszy od North Faring Road, przy której znajdowała się szkoła, na południe przez Benedict Canyon Road do Sunset Boulevard, potem na zachód do Beverly Glen i z powrotem na północ, w kierunku szkoły. Nie zauważył niczego niezwykłego, chociaż dobiegło go szczekanie wielu psów.

Zanim nastał świt, słychać było i inne odgłosy.

Emmet Steele, zamieszkały przy Beverly Grove Drive 9951, został obudzony przez swoje dwa psy myśliwskie. Zwykle ignorowały one powszednie odgłosy, ale szalały na dźwięk strzałów z broni palnej. Steele wyszedł z domu, żeby rozejrzeć się po okolicy, ale - nie zauważywszy nic podejrzanego - wrócił do łóżka. Przypuszczał, że incydent miał miejsce około drugiej, trzeciej w nocy.

Robert Bullington, pracownik Bel Air Patrol, prywatnej służby ochrony, z której usług korzystało wielu właścicieli domów w tej zamożnej okolicy, zaparkował samochód przy Summit Ridge Drive przed posiadłością nr 2175. Przez otwarte okna w samochodzie usłyszał coś, co uznał za trzy wystrzały, przedzielone kilkusekundowymi przerwami. Bullington zawiadomił o tym telefonicznie swoją centralę. Eric Karlson, który był oficerem dyżurnym w kwaterze głównej ochrony, zanotował tę rozmowę w dzienniku służby o 4.11 nad ranem. Z kolei Karlson zadzwonił do Wydziału Policji Zachodniego Los Angeles, podlegającego Departamentowi Policji Los Angeles (LAPD), i złożył doniesienie. Oficer, który je odebrał, zauważył: "Mam nadzieję, że nie chodzi o morderstwo; właśnie dostaliśmy z tej okolicy wiadomość o krzyczącej kobiecie".

Steve Shannon, gazeciarz z "Los Angeles Times", jadąc na rowerze w górę Cielo Drive między 4.30 a 4.45 nad ranem, nie słyszał żadnych podejrzanych odgłosów, ale gdy włożył gazetę do skrzynki pocztowej domu 10050 Cielo Drive, zauważył zawieszony na bramie przewód telefoniczny. Spostrzegł także, że nadal świeci się umocowana z boku garażu żółta lampa przeciwko owadom.

Gdy Seymour Kott wyszedł o 7.30 rano po swoją gazetę, także zauważył to światło i wiszące na bramie przewody.

Około ósmej rano na skrzyżowaniu Santa Monica i Canyon Drive wysiadła z autobusu Winifred Chapman. Pani Chapman, jasnoskóra Murzynka po pięćdziesiątce, była gosposią w domu przy Cielo Drive 10050. Denerwowała się, gdyż wyglądało na to, że z powodu fatalnej komunikacji autobusowej w Los Angeles spóźni się do pracy. Jednakże szczęście jej sprzyjało. Gdy zaczęła rozglądać się za taksówką, spostrzegła mężczyznę, u którego kiedyś pracowała. Człowiek ten podwiózł ją niemal pod samą bramę posiadłości.

Natychmiast zauważyła wiszące na bramie przewody, a ich widok ją zaniepokoił.

Po lewej stronie bramy stał metalowy słupek, na szczycie którego znajdował się przycisk uruchamiający bramę. Podobny słupek stał po drugiej stronie; oba przyciski umieszczono tak, aby kierowca mógł do nich dosięg­nąć, nie wysiadając z samochodu.

Widząc zerwane przewody, pani Chapman pomyślała, że może nie być prądu; gdy jednak nacisnęła przycisk, brama się otworzyła. Gospodyni wyjęła ze skrzynki "Timesa" i pośpieszyła w głąb posiadłości. Zauważyła, że na podjeździe stoi nieznane jej auto, biały rambler, zaparkowany pod dziwnym kątem. Minęła go, tak jak i kilka innych samochodów stojących w pobliżu garażu, nie poświęcając im wiele uwagi. W tym domu goście często zostawali na noc. Ponieważ ktoś zostawił zapalone zewnętrzne światła, podeszła do wyłącznika w rogu garażu, by je zgasić.

Na końcu wybrukowanego parkingu zaczynała się wyłożona płytami chodnikowymi ścieżka, która prowadziła do głównego wejścia do budynku. Pani Chapman nie weszła jednak na ścieżkę, tylko skręciła w lewo i skierowała się do wejścia dla służby, znajdującego się w przybudówce na tyłach rezydencji. Nad drzwiami pod krokwią ukryty był klucz. Wyjęła go, otworzyła drzwi i weszła do środka, kierując się wprost do kuchni, gdzie podniosła słuchawkę telefonu. Panowała w niej głucha cisza.

Chcąc zawiadomić kogoś, że linia telefoniczna jest zerwana, powędrowała przez jadalnię w stronę salonu. Nagle stanęła jak wryta. Drogę tarasowały dwa olbrzymie niebieskie kufry, których nie było, gdy poprzedniego popołudnia wychodziła z domu. Na kufrach, podłodze i dwóch ręcznikach leżących na progu widniała krew. Pani Chapman nie obejmowała wzrokiem całego salonu - długa kanapa zasłaniała fragment przed kominkiem - ale wszędzie, gdzie spojrzała, widać było czerwone rozpryski. Frontowe drzwi były uchylone; kobieta zauważyła kilka plam krwi na kamiennym podjeździe. A dalej, na trawniku, nieruchome ciało.

Odwróciła się i z krzykiem wybiegła z domu wyjściem dla służby, ale na podjeździe zmieniła trasę, by dostać się do przycisku sterującego bramą. Po drodze przebiegła z drugiej strony białego ramblera i dopiero teraz zauważyła wewnątrz auta czyjeś zwłoki.

Wypadła za bramę, zbiegła ze wzgórza do najbliższego domu, 10070, gdzie zaczęła dzwonić i walić pięściami w drzwi. Gdy u Kottów nikt nie odpowiedział, pobiegła do następnego domu, 10090, i waląc w drzwi, krzyczała: "Morderstwo, śmierć, ciała, krew!".

Piętnastoletni Jim Asin rozgrzewał na podjeździe silnik samochodu. Była sobota i Jim, jako członek 800. Jednostki Sił Porządkowych Skautów Amerykańskich, czekał na swego ojca, Raya Asina, który miał zawieźć go do Wydziału Policji Zachodniego Los Angeles, należącego do Departamentu Policji Los Angeles, gdzie chłopak był wyznaczony do pracy biurowej. Zanim doszedł do ganku, jego rodzice zdążyli otworzyć drzwi. Podczas gdy państwo Asin starali się uspokoić roztrzęsioną panią Chapman, Jim zatelefonował pod policyjny numer alarmowy. Nauczony przez skauting dokładności, zanotował czas - 8.33.

W oczekiwaniu na przyjazd policji ojciec i syn podeszli do bramy Cielo Drive 10050. Biały rambler stał jakieś dziesięć metrów od ogrodzenia, zbyt daleko, by można było zobaczyć, co jest w środku, ale Asinowie zauważyli, że nad bramą został przecięty nie jeden przewód, lecz kilka.

Wróciwszy do domu, Jim po raz drugi zatelefonował na policję, a potem, po kilku minutach, trzeci raz.

Istnieje pewna niejasność dotycząca tych rozmów. Oficjalny raport policyjny stwierdza jedynie: "O 09.14 jednostkom 8L5 i 8L62 Zachodniego Los Angeles podano drogą radiową "Kod 2", przypuszczalnie morderstwo, 10050 Cielo Drive".

Pierwszym radiowozem, 8L5, z włączoną syreną1, przyjechał funkcjonariusz Jerry Joe DeRosa. DeRosa zaczął przesłuchiwać panią Chapman, ale trudno było dowiedzieć się od niej czegokolwiek. Była w histerii i nie wyrażała się jasno na temat tego, co widziała - "krew, wszędzie ciała" - trudno było wydobyć z niej nazwiska i powiązania pomiędzy zamordowanymi osobami. Polański. Altobelli. Frykowski.

Do rozmowy włączył się Ray Asin, który znał mieszkańców 10050 Cielo Drive. Wyjaśnił, że dom jest własnością Rudiego Altobellego, który przebywa w Europie, ale przed wyjazdem wynajął dozorcę, młodego mężczyznę nazwiskiem William Garretson. Garretson mieszka w domku gościnnym, mieszczącym się na tyłach rezydencji, którą Altobelli wynajął reżyserowi filmowemu Romanowi Polańskiemu i jego żonie. Jednakże w marcu Polańscy wyjechali do Europy i na czas ich nieobecności wprowadzili się tam przyjaciele, Abigail Folger i Wojtek Frykowski. Pani Polańska wróciła nie dalej jak miesiąc temu, a Frykowski i Folger mieli mieszkać wraz z nią do powrotu męża. Pani Polańska to aktorka filmowa. Nazywa się Sharon Tate.

Wypytywana przez DeRosę pani Chapman nie była w stanie stwierdzić, kim są ofiary. Do podanych wcześniej nazwisk dodawała wciąż inne, jak choćby Jaya Sebringa, znanego stylistę męskich fryzur i przyjaciela Polańskich. Wymieniła go, ponieważ pamiętała, że jego czarny porsche stał wśród innych pojazdów, zaparkowanych obok garażu.

Wyjmując z policyjnego samochodu karabin, DeRosa polecił pani Chapman, żeby pokazała mu, jak się otwiera bramę. Potem ruszył ostrożnie podjazdem w stronę ramblera. Zajrzał przez otwarte okno. Wewnątrz, na siedzeniu kierowcy - ale przechylone na miejsce pasażera - leżały zwłoki białego chłopaka o rudawych włosach. Jego koszula w kratę i niebieskie dżinsy były przesiąknięte krwią.

Mniej więcej w tej chwili przed bramę podjechał radiowóz 8L62, prowadzony przez policjanta Williama T. Whisenhunta. DeRosa zawrócił i powiedział mu, że prawdopodobnie mają do czynienia z morderstwem. Pokazał także, jak otwiera się bramę, i obaj funkcjonariusze ruszyli podjazdem w kierunku posiadłości. DeRosa z karabinem, a Whisenhunt z dubeltówką. Przechodząc obok ramblera, Whisenhunt zajrzał do środka. Zauważył, że szyba po stronie kierowcy jest opuszczona, a światła i zapłon są wyłączone. Potem obaj policjanci sprawdzili pozostałe pojazdy i przekonawszy się, że są puste, przeszukali oba garaże oraz pomieszczenie nad nimi. Nikogo tam nie znaleźli.

Wtedy dołączył do nich trzeci policjant, Robert Burbridge. Gdy trzej mężczyźni dotarli na koniec parkingu, zobaczyli na trawniku dwa ciała. Z daleka wyglądały jak zanurzone w czerwonej farbie manekiny, rzucone beztrosko na trawę.

Na tym porządnie utrzymanym trawniku, otoczonym malowniczym ogrodem pełnym krzewów, kwiatów i drzew, wyglądały zgoła groteskowo. Po prawej stronie znajdowała się rezydencja. Podłużna, zbudowana bez spójnego planu, wyglądała bardziej na wygodną niż luksusową; nad wejściem wisiała świecąca jasno latarnia. Dalej, za południowym szczytem domu widać było róg basenu. Niebieskozielona tafla wody mieniła się w porannym słońcu. Obok basenu stała rustykalna studnia życzeń. Po lewej stronie ciągnął się drewniany parkan, w który wpleciono wciąż świecące się choinkowe lampki. A za ogrodzeniem odsłaniał się rozległy, panoramiczny widok, obejmujący całą przestrzeń od centrum Los Angeles aż do plaży. Tam nadal toczyło się życie. Tutaj zostało przerwane.

Pierwsza ofiara leżała 6 metrów od głównego wejścia do domu. Był to mężczyzna, biały, prawdopodobnie po trzydziestce, wzrostu około 180 centymetrów. Miał na sobie półbuty, wzorzyste spodnie dzwony, fioletową koszulę i przypadkowo dobraną kamizelkę. Leżał na boku, z głową na ramieniu; jego lewa dłoń ściskała kępkę trawy. Głowę i twarz miał okropnie zmasakrowane, a tors i nogi z ranami kłutymi w kilkunastu miejscach. Zdawało się niepojęte, że jednego człowieka mogło spotkać tak wiele okrucieństwa.

Druga ofiara leżała około 8 metrów od pierwszej. Była to kobieta, biała, o długich, ciemnych włosach, prawdopodobnie przed trzydziestką. Leżała na wznak, z rozrzuconymi ramionami, była bosa. Miała na sobie długą koszulę nocną, która - przed zadaniem jej wielu ran kłutych - przypuszczalnie była biała.

Policjantów zastanowił panujący wokoło spokój. Było cicho, zbyt cicho. Ten spokój wydawał się groźny. Za każdym z okien biegnących wzdłuż frontu domu mógł czaić się morderca.

Zostawiwszy DeRosę na trawniku, Whisenhunt i Burbridge ruszyli w stronę północnego szczytu budynku, szukając tylnego wejścia. Gdyby weszli frontowymi drzwiami, stanowiliby odkryty cel. Zauważyli, że z jednego z frontowych okien zdjęto siatkę przeciwko owadom, która stała oparta o ścianę domu. Whisenhunt spostrzegł także poziome rozcięcie, biegnące wzdłuż dolnej części moskitiery. Podejrzewając, że tędy wszedł morderca, lub mordercy, policjanci rozejrzeli się za innymi możliwościami dostania się do środka. W bocznej ścianie domu znaleźli otwarte okno. Zaglądając przez nie, ujrzeli opróżniony z mebli, świeżo wymalowany pokój. Wspięli się na parapet i wskoczyli do środka.

DeRosa zaczekał, aż tamci dwaj znajdą się w domu, i podszedł do drzwi frontowych. Na ścieżce, pomiędzy żywopłotami, widniała kałuża krwi. Kilka następnych ujrzał po prawej stronie podjazdu. Drzwi również były zbryzgane krwią. Policjant nie wiedział, czy są tam jakieś odciski palców, chociaż później okazało się, że było ich pełno. Drzwi stały otworem i DeRosa w pierwszej chwili nie zauważył, że na ich dolnej części widnieje nabazgrany krwią napis: ŚWINIA.

Gdy DeRosa wszedł do holu, Whisenhunt i Burbridge skończyli obchód kuchni i jadalni. DeRosa skręcił w lewo, do salonu, gdzie drogę zagrodziły mu dwa niebieskie kufry. Wyglądało na to, że stały najpierw na sztorc, a potem zostały przewrócone tak, iż jeden opierał się na drugim. DeRosa zauważył także okulary w rogowej oprawce, leżące na podłodze obok kufrów. Burbridge, który wszedł za nim do pokoju, spostrzegł coś jeszcze: na dywanie, na lewo od wejścia, leżały dwa małe kawałki drewna. Wyglądały jak fragmenty strzaskanej kolby rewolweru.

Weszli, spodziewając się widoku dwóch ciał, ale znaleźli trzy. Teraz nie szukali kolejnych ofiar, ale jakiegoś wyjaśnienia. Czegoś podejrzanego. Śladów.

Pomieszczenie było jasne i puste. Biurko, fotel, fortepian. Potem zauważyli coś dziwnego: przez oparcie ustawionej frontem do kominka sofy przerzucono amerykańską flagę ogromnych rozmiarów.

Dopiero gdy podeszli do sofy, zobaczyli, co się za nią kryje.

Była to młoda blondynka w bardzo zaawansowanej ciąży. Leżała dokładnie przed sofą, na lewym boku, w pozycji embrionalnej. Miała na sobie kwiecisty kostium bikini, ale wzór był niemal niemożliwy do rozpoznania z powodu krwi, rozmazanej po całym ciele ofiary. Dookoła szyi ofiary owinięto dwukrotnie biały nylonowy sznur, którego jeden koniec został przeciągnięty przez belkę stropową, a drugi prowadził po podłodze do kolejnego nieruchomego ciała, tym razem mężczyzny, leżącego mniej więcej półtora metra dalej.

Lina była także dwakroć okręcona dookoła szyi mężczyzny; jej luźny koniec znikał pod jego ciałem, a potem ciągnął się kilka metrów dalej. Twarz ofiary przykrywał zakrwawiony ręcznik. Mężczyzna był niski i leżał na prawym boku; zaciśnięte dłonie znajdowały się w pobliżu głowy, jakby w dalszym ciągu osłaniał się przed ciosami. Miał na sobie niebieską koszulę, białe spodnie w czarne pionowe pasy, szeroki modny pas, czarne buty - wszystko nasiąknięte krwią.

Żadnemu z policjantów nie przyszło do głowy, żeby zbadać puls którejkolwiek z ofiar. Podobnie jak w przypadku ciała w samochodzie oraz zwłok leżących na trawniku było to ewidentnie zbędne.

Chociaż DeRosa, Whisenhunt i Burbridge byli policjantami z patrolu, a nie detektywami z wydziału zabójstw, to każdy z nich w jakimś okresie swej służby zetknął się już ze śmiertelnymi ofiarami; jednak do tej pory nie widzieli czegoś podobnego. Dom numer 10050 przy Cielo Drive to była ludzka rzeźnia.

Wstrząśnięci policjanci rozeszli się, żeby przeszukać resztę domu. Nad salonem znajdował się strych. DeRosa wspiął się pod dach po drewnianej drabinie i nerwowo rozejrzał się z jej szczytu, ale nie znalazł tam nikogo. Z salonu do południowego skrzydła domu prowadził korytarz. W dwóch miejscach znaleziono plamy krwi. Po lewej stronie, tuż za pierwszą plamą, znajdowała się sypialnia, której drzwi stały otworem. Pościel i poduszki były zmiętoszone, a na podłodze walały się porozrzucane części garderoby. Prawdopodobnie ubrana w koszulę nocną kobieta, której ciało leżało na trawniku, rozebrała się i położyła do łóżka, zanim przyszli mordercy. Na drewnianym zagłówku łóżka siedział pluszowy królik - jakby w zadziwieniu przyglądając się otaczającej go scenerii. W tym pomieszczeniu nie było plam krwi ani żadnych śladów walki.

Po drugiej stronie korytarza mieściła się sypialnia gospodarzy domu. Wejście do niej także stało otworem, a w drugim jej końcu znajdowały się kolejne drzwi z żaluzjami z listewek, przez które było widać basen.

Tu łóżko było większe i bardziej wykwintne; odrzucona biała kapa odsłaniała kołdrę w wesołe kwiaty i prześcieradło o złotym geometrycznym wzorze. Pośrodku leżały dwie poduszki, oddzielając tę część, na której ktoś spał, od tej przez nikogo niezajmowanej. Frontem do łóżka stał telewizor, a po jego obu stronach eleganckie komody. Na jednej z nich stała biała kołyska.

Ostrożnie otwarto sąsiednie drzwi: ubieralnia, garderoba, łazienka, garderoba. Nadal żadnych śladów walki. Słuchawka stojącego na nocnym stoliku telefonu leżała na widełkach. Żadnych przewróconych przedmiotów, żadnych zniszczeń.

Jednakże na lewym skrzydle drzwi z żaluzjami z listewek widniała krew, sugerując, że ktoś - być może kobieta z trawnika - wybiegł tędy, usiłując uciec oprawcom.

Policjanci wyszli na zewnątrz, gdzie oślepił ich odblask słońca w wodzie basenu. Asin wspomniał im o domku gościnnym, stojącym na tyłach głównego budynku. Dostrzegli teraz jego szczyt, widoczny w odległości jakichś 18 metrów na południowy wschód, za zaroślami krzewów.

Zbliżając się tam bezszelestnie, usłyszeli pierwszy dźwięk, jaki dotarł do ich uszu od chwili, gdy weszli w obręb posiadłości: szczekanie psa i męski głos, mówiący: "Szzz, bądź cicho".

Whisenhunt ruszył w prawo, by obejść dom od tyłu. DeRosa skręcił w lewo, w kierunku frontu budynku. Burbridge go osłaniał. DeRosa zajrzał z ganku do domu i zobaczył młodzieńca w wieku około osiemnastu lat, który siedział w salonie na zwróconej w stronę drzwi wejściowych kanapie. Miał na sobie spodnie, był bez koszuli i chociaż nie wyglądał na uzbrojonego, nie znaczyło to, jak wyjaśnił później DeRosa, że nie miał broni gdzieś w zasięgu ręki.

Z okrzykiem "Nie ruszaj się!", DeRosa otworzył kopniakiem drzwi. Przestraszony chłopak podniósł wzrok i ujrzał wycelowaną w siebie lufę, a chwilę później dwie kolejne. Christopher, ogromny pies myśliwski Altobellego, rzucił się na Whisenhunta, chwytając w zęby koniec jego strzelby. Whisenhunt przytrzasnął mu łeb drzwiami, a potem trzymał w potrzasku, póki lokator domku nie zawołał psa.

Istnieją sprzeczne wersje odnośnie do tego, co zdarzyło się potem.

Młodzieniec, który przedstawił się jako William Garretson, dozorca, miał oświadczyć, że policjanci powalili go, skuli kajdankami, poderwali z powrotem na nogi i wyciągnęli na trawnik, gdzie ponownie powalili na ziemię.

DeRosa był potem przesłuchiwany w tej sprawie:

- Czy podczas całego zajścia Garretson potknął się lub upadł na podłogę?

- Możliwe, nie pamiętam.

- Czy kazaliście mu położyć się na zewnątrz domu na ziemi?

- Tak. Kazałem mu położyć się na ziemi.

- Pomógł mu pan w tym?

- Nie, zrobił to sam.

Garretson nie przestawał pytać: "O co chodzi? O co chodzi?". Jeden z policjantów odparł: "Pokażemy ci!". DeRosa postawił dozorcę na nogi i eskortował go, idąc wraz z Burbridge'em ścieżką w stronę frontowego budynku.

Whisenhunt pozostał na miejscu, szukając broni i zakrwawionej odzieży. Chociaż nic takiego nie znalazł, dokładnie obejrzał mieszkanie Garretsona. Pewien szczegół wydawał mu się wówczas tak nieistotny, że przypomniał go sobie dopiero podczas przesłuchania. Chodziło o stojący w pobliżu kanapy sprzęt stereofoniczny. Gdy policjanci wkroczyli do domu, był wyłączony. Patrząc na wskaźniki, Whisenhunt zauważył, że pokrętło głośności stało na skali pomiędzy 4 a 5.

W tym czasie Garretsona prowadzono ścieżką, przy której leżały na trawniku dwa ciała. Ciało młodej kobiety dozorca zidentyfikował błędnie jako zwłoki pani Chapman, murzyńskiej gospodyni. O zwłokach mężczyzny powiedział, że to "młody Polański", co było bzdurą, zważywszy, że zdaniem Chapman i Asina Polański przebywał w Europie. Policjanci nie wiedzieli jednak, że Garretson uważał Wojtka Frykowskiego za młodszego brata Polańskiego. Garretson nie potrafił też ustalić tożsamości młodego mężczyzny w ramblerze.

Dozorca został poinformowany o przysługujących mu prawach oraz o tym, że jest aresztowany pod zarzutem popełnienia morderstwa. Zapytany, co robił poprzedniej nocy, odparł, że spędził ją w swoim domu, pisząc listy i słuchając płyt. Niczego nie widział ani nie słyszał. To nieprzekonywające alibi, "niejasne, iluzoryczne" odpowiedzi oraz błędna identyfikacja zwłok doprowadziły aresztujących go policjantów do wniosku, że podejrzany kłamie.

Pięć morderstw - z których cztery zostały popełnione w odległości mniejszej niż 30 metrów od jego domu - a on niczego nie słyszał?

Prowadząc Garretsona po podjeździe, DeRosa zlokalizował wewnętrzny mechanizm otwierający bramę, umieszczony na słupku. Zauważył, że na przycisku urządzenia znajduje się krew. Nietrudno zgadnąć, że gdy morderca opuszczał posesję, przycisnął guzik, zostawiając na nim odciski palców. Policjant DeRosa, do którego obowiązków należało zabezpieczenie miejsca zbrodni przed przybyciem oficerów śledczych, również nacisnął przycisk, dzięki czemu zdołał otworzyć bramę, ale zatarł wszelkie ślady, które mogły się tam znajdować.

- Czy istniał jakiś szczególny powód, dla którego przycisnął pan palcem guzik otwierający bramę? - spytano go na przesłuchaniu.

- Dzięki temu mogłem wyjść.

- Było to więc zrobione rozmyślnie?

- Musiałem się stamtąd wydostać.

Była 9.40. DeRosa zgłosił przez radio pięć ofiar śmiertelnych i zatrzymanie podejrzanego. Podczas gdy Burbridge pozostał w rezydencji, oczekując na przybycie oficerów dochodzeniówki, DeRosa i Whisenhunt odwieźli Garretsona na przesłuchanie na posterunek w Zachodnim Los Angeles. Inny policjant zawiózł tam także panią Chapman, ale była w takim stanie, że trzeba ją było odwieźć do Centrum Medycznego UCLA, gdzie zaaplikowano jej środek na uspokojenie.

W odpowiedzi na zgłoszenie DeRosy na miejsce zbrodni wysłano czterech oficerów śledczych. Przed upływem kolejnej godziny zjawili się tam: porucznik R.C. Madlock, porucznik J.J. Gregoire, sierżant F. Gravante oraz sierżant T.L. Rogers. Tymczasem przed bramą posiadłości zgromadzili się już reporterzy.

Podsłuchując policyjne krótkofalówki, dziennikarze dowiedzieli się o pięciu śmiertelnych ofiarach. W związku z tym, że w Los Angeles panowały upały i susza, stałym zagrożeniem były pożary - szczególnie na wzgórzach, gdzie rozszalały żywioł mógł pochłonąć ludzkie życie i mienie w ciągu kilku minut. Ktoś uznał, że pięcioro ludzi zginęło w ogniu. W którymś z policyjnych raportów musiało paść nazwisko Jaya Sebringa, ponieważ jeden z dziennikarzy zatelefonował do jego rezydencji, pytając kamerdynera, Amosa Russella, czy słyszał o "śmiertelnych ofiarach pożaru". Russell zatelefonował do Johna Maddena, prezesa Sebring International, i opowiedział mu o tej rozmowie. Madden był zaniepokojony: ani on, ani sekretarka Sebringa nie mieli kontaktu z Jayem od wczorajszego popołudnia. Madden zatelefonował do matki Sharon Tate, przebywającej w San Francisco. Ojciec Sharon, pułkownik wywiadu wojskowego, stacjonował w pobliskim Fort Barker i pani Tate była u niego z wizytą. Nie, nie miała wiadomości od córki. Ani od Jaya, który tego dnia miał być w San Francisco.

Sharon Tate mieszkała z Jayem Sebringiem, zanim wyszła za Romana Polańskiego. Sebring, chociaż porzucony dla polskiego reżysera filmowego, pozostał w przyjaznych stosunkach zarówno z rodzicami Sharon, jak i z nią samą oraz z Romanem; ilekroć znajdował się w San Francisco, telefonował do pułkownika Tate.

Kiedy Madden skończył rozmowę, pod numer Sharon zatelefonowała jej matka. Telefon dzwonił i dzwonił, ale nikt nie podnosił słuchawki.

W domu panowała cisza. Chociaż każdy, kto telefonował, słyszał sygnał, aparaty były głuche. Funkcjonariusz Joe Granado, biegły chemik sądowy z Wydziału Kryminalistycznego Departamentu Policji Los Angeles, pracował na miejscu zbrodni już od dziesiątej rano. Granado miał za zadanie pobrać próbki z każdego miejsca, gdzie znajdowały się ślady krwi. W przypadku morderstwa zabierało to zwykle godzinę do dwóch. Ale nie tego dnia. Nie przy Cielo Drive 10050.

Pani Tate zatelefonowała do Sandy Tennant, bliskiej przyjaciółki Sharon i żony Williama Tennanta, zarządzającego interesami Romana Polańskiego. Okazało się, że ani ona, ani Bill nie mieli od Sharon żadnych wiadomości od późnego popołudnia dnia poprzedniego, kiedy to poinformowała ich, że Gibby (Abigail Folger) i Wojtek (Frykowski) zostają u niej na noc. Jay zapowiedział, że wpadnie później; Sharon zaprosiła też Sandy. Nie planowali żadnego przyjęcia, tylko wspólny wieczór w domowym zaciszu. Sandy, która niedawno przebyła wietrzną ospę, odmówiła. Podobnie jak pani Tate, bezskutecznie próbowała dodzwonić się tego przedpołudnia do Sharon.

Sandy przekonywała panią Tate, że nie ma związku pomiędzy doniesieniem o pożarze a adresem 10050 Cielo Drive. Jednak gdy tylko pani Tate odłożyła słuchawkę, Sandy zadzwoniła do klubu tenisowego swojego męża. To pilne, powiedziała.

Raymond Kilgrow, przedstawiciel przedsiębiorstwa telefonicznego, wspiął się między 10.00 a 11.00 na słup obok bramy posiadłości 10050 Cielo Drive i stwierdził, że przecięto cztery przewody. Cięcia dokonano blisko zamocowania kabli, co wskazywało, że sprawca także musiał wejść na słup. Kilgrow połączył dwa przewody, resztę pozostawiając detektywom do zbadania.

Policyjne samochody podjeżdżały teraz co kilka minut. Im więcej policjantów pojawiało się na miejscu zbrodni, tym większe panowało tam zamieszanie.

Okulary w rogowej oprawie, zauważone najpierw przez DeRosę, Whisenhunta i Burbridge'a w pobliżu kufrów, przemieściły się jakimś cudem prawie dwa metry dalej, na blat biurka.

Dwa odpryski kolby rewolweru, początkowo widziane w pobliżu wejścia, teraz znajdowały się pod fotelem w salonie. Jak stwierdzał oficjalny raport Departamentu Policji Los Angeles: "Zostały najwyraźniej kopnięte pod fotel przez jednego z przybyłych na początku funkcjonariuszy, jednakże nikt się do tego nie przyznał"2.

Trzeci odprysk, mniejszy od pozostałych, został później znaleziony na frontowej werandzie.

Poza tym jeden lub kilku śledczych przeniosło krew z wnętrza domu na frontowy ganek i ścieżkę, dodając kilka krwawych odcisków butów do tych, które już tam były. Podczas prób zidentyfikowania i wyeliminowania owych późniejszych śladów konieczne stało się przesłuchanie wszystkich, którzy byli obecni na miejscu zbrodni. Trzeba było pytać każdego z osobna, jakie miał na sobie obuwie.

Granado nadal pobierał próbki krwi. Później, w policyjnym laboratorium, podda je testowi Ouchterlony'ego, żeby stwierdzić, jakiego są pochodzenia - zwierzęcego czy ludzkiego. W drugim wypadku zostaną przeprowadzone kolejne badania, w celu poznania grupy krwi - A, B, AB lub zero - oraz podgrup. Istnieje trzydzieści podgrup krwi; ale gdy podczas pobierania próbek jest ona już wyschnięta, udaje się zidentyfikować jedynie trzy podgrupy - M, N lub MN. Noc była gorąca, a teraz zaczął się kolejny upalny dzień. Zanim Granado zabrał się do pracy, większość krwawych plam, oprócz kałuż w pobliżu leżących na zewnątrz ciał, już wyschła.

W ciągu kilku następnych dni Granado uzyskał z Urzędu Koronera próbki krwi wszystkich ofiar i porównywał je z tymi, które sam zebrał. W przypadku "zwyczajnego" morderstwa obecność w miejscu zbrodni dwóch różnych grup krwi może wskazywać, że zarówno ofiara, jak i zabójca odnieśli rany - co stanowi istotną informację przy identyfikacji mordercy.

Ale to nie było pospolite morderstwo. Zamiast jednego ciała znaleziono aż pięć.

Krwi było tak dużo, że Granado przeoczył niektóre ślady. Po prawej stronie frontowych drzwi, od strony chodnika, widniało wiele dużych kałuż krwi. Granado pobrał próbkę tylko z jednego miejsca, przypuszczając, jak później powiedział, że wszystkie są tego samego pochodzenia. Żywopłot po prawej stronie ganku był połamany, jakby ktoś runął w krzewy. Zdawały się to potwierdzać widniejące na nich ślady krwi. Granado je pominął. Nie pobrał także próbek z dwóch kałuż krwi obok ciał w salonie ani nie zbadał krwi widocznej obok zwłok leżących na trawniku. Założył, jak przyzna później, że to krew z ciał ofiar, a próbki ich krwi miał dostać od koronera.

W sumie Granado zebrał czterdzieści pięć próbek krwi, jednakże z jakiegoś powodu, którego nigdy nie wyjaśnił, nie oznaczył podgrup dwudziestu jeden próbek. Jeśli nie zrobi się tego najdalej w tydzień lub dwa po ich pobraniu, istotne dla tego testu składniki krwi ulegają rozkładowi.

Później, gdy usiłowano odtworzyć przebieg morderstw, wszystkie te zaniedbania przysporzyły wielu kłopotów.

Tuż przed południem, wciąż jeszcze w stroju do tenisa, przyjechał William Tennant, który został przeprowadzony przez bramę w policyjnej eskorcie. Wędrówka od jednej ofiary do drugiej przypominała senny koszmar. Tennant nie rozpoznał młodego mężczyzny w samochodzie, ale zidentyfikował ciała leżące na trawniku - ciało mężczyzny jako zwłoki Wojtka Frykowskiego, a kobiety jako Abigail Folger, dwa ciała w salonie jako zwłoki Sharon Tate-Polańskiej i, przypuszczalnie, Jaya Sebringa. Gdy policjanci podnieśli przykrywający głowę denata ręcznik, twarz zamordowanego mężczyzny okazała się tak zmasakrowana, że Tennant nie był tego pewny. Potem wyszedł na zewnątrz i zwymiotował.

Gdy policyjny fotograf skończył pracę, inny funkcjonariusz wyjął z bieliźniarki prześcieradła i przykrył nimi ciała.

Dziennikarzy i fotoreporterów zgromadzonych przed bramą było już bez liku, a z każdą minutą przybywało ich coraz więcej. Samochody policyjne i prasowe zablokowały Cielo Drive, więc oddelegowano kilku policjantów, by rozładowali korek. Gdy Tennant, trzymając się za brzuch i szlochając, przepychał się przez tłum, reporterzy zarzucili go pytaniami: "Czy Sharon nie żyje?", "Czy zostali zamordowani?", "Czy ktoś zawiadomił Romana Polańskiego?". Tennant zignorował pismaków, ale ci wyczytali odpowiedź z jego twarzy.

Nie każdy, kto odwiedził miejsce zbrodni, był tak niechętny rozmowie.

- To wygląda jak pole bitwy - powiedział dziennikarzom sierżant Stanley Klorman.

Inny anonimowy policjant stwierdził:

- Wygląda to na mord rytualny.

Ta uwaga stała się podstawą do niezliczonych dziwacznych spekulacji.

Wiadomość o zbrodni rozprzestrzeniała się jak fala sejsmiczna.

PIĘCIORO ZABITYCH W BEL AIR - głosił nagłówek depeszy Associated Press. Chociaż wysłana przed zidentyfikowaniem ofiar, podawała dokładnie położenie ciał; donosiła o przecięciu przewodów telefonicznych oraz o fakcie aresztowania podejrzanego. Były w niej także błędy: jeden, wielekroć powtarzany, głosił, że "jedna z ofiar miała na głowie kaptur".

Funkcjonariusze Departamentu Policji Los Angeles powiadomili o zbrodni państwa Tate, a John Madden poinformował o niej rodziców Jaya Sebringa oraz Petera Folgera, ojca Abigail. Wysoko notowani na towarzyskiej liście rodzice Abigail byli rozwiedzeni. Ojciec, prezes A.J. Folger Cofee Company, mieszkał w Woodside, a matka, Inez Mijia Folger, w San Francisco. Jednakże pani Folger przebywała właśnie w Connecticut u przyjaciół, którzy wybierali się w rejs po Morzu Śródziemnym. Nie mogła uwierzyć w wiadomość przekazaną przez Folgera. Rozmawiała z Abigail około dziesiątej wieczorem poprzedniego dnia. Umówiły się na spotkanie dzisiaj w San Francisco. Abigail miała rezerwację na 10 rano, na lot linią United.

Dotarłszy do domu, Tennant odbył najtrudniejszą rozmowę telefoniczną w swoim życiu. Zarządzał interesami Polańskiego, ale był także jego bliskim przyjacielem. Tennant spojrzał na zegarek i dodał automatycznie dziewięć godzin, żeby poznać czas londyński. Przypuszczał, że chociaż w Anglii nastał już późny wieczór, Polański jest zajęty pracą, bo chciał zakończyć rozmaite projekty filmowe przed przypadającym na następny wtorek powrotem do Stanów. Tennant wykręcił numer londyńskiego mieszkania. Gdy zadzwonił telefon, Polański wraz z kilkoma współpracownikami ślęczał nad scenariuszem The Day of the Dolphin.

Polański zapamiętał tę rozmowę w następujący sposób:

- Roman, w domu zdarzyło się nieszczęście.

- W czyim domu?

- Twoim.

Potem pośpiesznie:

- Sharon nie żyje, i Wojtek, i Gibby, i Jay.

- Nie, nie, nie, nie!

Z pewnością to jakaś pomyłka. Teraz obaj mężczyźni krzyczeli; Tennant wielokrotnie powtarzał, że to prawda; był w domu Polańskich osobiście.

- Jak to się stało? - spytał Polański.

Nie myślał o pożarze, ale o osunięciu się gruntu, co w Los Angeles często się zdarzało, szczególnie na wzgórzach; nieraz zawalały się całe domy - ale to znaczyło, że tamci może nadal żyją. Dopiero wówczas Tennant powiedział Polańskiemu, że wszyscy zostali zamordowani.

Wojtek Frykowski, jak ustalił Departament Policji Los Angeles, zostawił w Polsce syna, ale nie miał żadnych krewnych w Stanach. Młodzieniec w ramblerze pozostał niezidentyfikowany, ale nie był już bezimienny - nazwano go John Doe 853.

Wieści rozchodziły się szybko - a wraz z nimi plotki. Rudi Altobelli, właściciel posiadłości 10050 Cielo Drive i agent wielu znakomitości show-biznesu, przebywał właśnie w Rzymie. Jedna z jego klientek, młoda aktorka, zatelefonowała do Rudiego, powiadamiając go, że w jego domu została zamordowana Sharon Tate oraz czworo innych ludzi, a Garretson, wynajęty przez niego dozorca, przyznał się do winy.

Garretson wcale nie przyznał się do popełnienia tych morderstw, ale Altobelli dowiedział się o tym dopiero po powrocie do Stanów.

Specjaliści zaczęli przybywać około południa.

Funkcjonariusze Jerrome A. Boen i D.L. Girt z Wydziału Śladów Utajonych Departamentu Policji Los Angeles posypali proszkiem do zbierania odcisków palców wiele miejsc w głównej rezydencji i w domku gościnnym.

Po pokryciu śladów proszkiem ("wywoływanie odcisków") została na nie nałożona czysta taśma przylepna; taśmę z obrazem odcisków zerwano i umieszczono na kartonie o kontrastowym tle. Na jego odwrocie zanotowano datę i godzinę zdjęcia odcisków palców oraz inicjały oficerów, którzy tego dokonali.

Jeden z takich kartoników, przygotowany przez Boena, został opisany następująco: "8-9-69/10050 Cielo/1400/JAB/wewnętrzna lewa framuga drzwi/z głównej sypialni na basen/po stronie klamki".

Inny zabezpieczony odcisk, zdjęty w tym samym czasie, pochodził z "zewnętrznej strony frontowych drzwi/z miejsca powyżej klamki".

Zebranie odcisków palców z obu budynków zajęło sześć godzin. Trochę później do wymienionych wyżej policjantów dołączyli funkcjonariusze D.E. Dorman oraz Wendell Clements, późniejszy cywilny ekspert daktyloskopii, którzy skoncentrowali swoje działania na czterech samochodach.

Wbrew obiegowym opiniom znalezienie czytelnego odcisku palca nie jest łatwe. Wiele powierzchni, takich jak ubrania i tkaniny, nie odwzorowuje podobnych śladów. Nawet jeśli powierzchnia zachowuje linie papilarne, zwykle zostaje ona dotknięta tylko częścią palca, co pozostawia fragmentaryczny odcisk, który przy identyfikacji jest bezużyteczny. Jeżeli palec się porusza, pozostaje nieczytelna smuga. Poza tym, jak zademonstrował policjant DeRosa na przycisku otwierającym bramę, odciśnięcie jednego śladu na drugim prowadzi do ich nałożenia się, co w efekcie także uniemożliwia identyfikację. Z tych powodów liczba znalezionych na miejscu zbrodni wyraźnych, czytelnych odcisków palców, które posiadałyby wystarczającą ilość punktów służących do ich porównania, jest zwykle zaskakująco mała.

Nie licząc śladów linii papilarnych, wyeliminowanych później z tego względu, że należały do personelu Departamentu Policji Los Angeles, z rezydencji, domu gościnnego i z samochodów znajdujących się na posesji 10050 Cielo Drive zebrano pięćdziesiąt rozmaitych odcisków. Siedem odrzucono, gdyż należały do Williama Garretsona (wszystkie pochodziły z domku gościnnego; jego odcisków palców nie znaleziono ani w rezydencji, ani na pojazdach); piętnaście kolejnych wyeliminowano, ponieważ zostawiły je ofiary, a trzy nie były wystarczająco wyraźne, by mogły posłużyć do identyfikacji. Pozostało dwadzieścia pięć śladów linii papilarnych, niepasujących do żadnej ze znanych osób, z których każdy mógł - albo i nie - należeć do mordercy lub morderców.

Pierwszy z detektywów od spraw zabójstw przybył o 13.30. Ustaliwszy, że śmierć ofiar nie nastąpiła na skutek wypadku ani samobójstwa, porucznik Madlock polecił przekazać śledztwo Wydziałowi Kradzieży i Zabójstw. Na kierującego dochodzeniem wyznaczono porucznika Roberta J. Heldera. On z kolei oddelegował do prowadzenia sprawy sierżantów Michaela J. McGanna i Jessa Bucklesa. (Sierżant Robert Calkins, stały partner McGanna, był na urlopie i po powrocie do pracy zastąpił Bucklesa). Pomagać im mieli trzej kolejni funkcjonariusze, sierżanci E. Henderson, Dudley Varney i Danny Galindo.

Powiadomiony o zabójstwach Thomas Noguchi, koroner okręgowy Los Angeles, poprosił policję, by nie dotykano ciał ofiar, póki nie obejrzą ich pracownicy jego urzędu. John Finken, zastępca koronera, przybył na miejsce zbrodni około 13.45, gdzie później dołączył do niego sam Noguchi. Finken wydał oficjalne oświadczenie o przyczynach zgonów: zbadał temperaturę wątroby każdego ciała oraz otoczenia (o 14.00 było 34 stopnie na poziomie trawnika, a 28 stopni wewnątrz domu) oraz przeciął linę łączącą Tate z Sebringiem, po czym przekazał jej kawałek detektywom, by spróbowali się dowiedzieć, gdzie została wyprodukowana i kupiona. Sznur był biały, trzyzwojowy, nylonowy, o całkowitej długości 13 metrów i 30 centymetrów. Granado pobrał z liny próbki krwi, ale nie określił ich podgrup, nadal kierując się wyrażonym poprzednio przypuszczeniem. Finken zdjął także z ciał obu ofiar przedmioty osobiste. Sharon Tate-Polańska miała obrączkę ślubną z żółtego metalu i kolczyki. Jay Sebring - zegarek Cartiera, wyceniony później na ponad 1500 dolarów. John Doe 85 nosił zegarek Lucerne i miał przy sobie portfel z rozmaitymi papierami, ale nie było wśród nich dowodu tożsamości. Przy Abigail Folger i Wojtku Frykowskim nie znaleziono żadnych przedmiotów osobistych. Po założeniu plastikowych worków na dłonie ofiar, co miało na celu zachowanie włosów lub fragmentów skóry, które mogły dostać się pod paznokcie podczas walki z napastnikami, Finken towarzyszył chowaniu zwłok do worków i układaniu ich na wózkach, na których przetransportowano je do karetki, a potem przewieziono do Biura Koronera w Pałacu Sprawiedliwości, mieszczącym się w centrum Los Angeles.

Oblegany przez dziennikarzy zgromadzonych przy bramie posiadłości doktor Noguchi oświadczył, że przed ogłoszeniem oficjalnych wyników autopsji, co nastąpi w południe dnia następnego, nie będzie miał dla prasy żadnych komentarzy.

Jednakże prywatnie Noguchi i Finken przekazali już detektywom swoje dotychczasowe odkrycia. Ciała zamordowanych nie miały seksualnych okaleczeń ani śladów molestowania. Do trzech ofiar - Johna Doe, Sebringa i Frykowskiego - strzelano. Oprócz rany ciętej lewej ręki, będącej wynikiem ciosu, który przeciął także pasek zegarka, ciało Johna Doe nie nosiło innych śladów noża; za to pozostała czwórka miała wiele ran kłutych. Poza tym Sebringa uderzono co najmniej raz w twarz, a Frykowskiego bito po głowie tępym narzędziem.

Chociaż na dokładne wyniki badań trzeba było poczekać do sekcji zwłok, po oględzinach ran postrzałowych koronerzy orzekli, że użyto prawdopodobnie broni kalibru .22. Policja podejrzewała to już wcześniej. Przeszukując ramblera, sierżant Varney odnalazł - pomiędzy tapicerką a zewnętrzną metalową powierzchnią drzwi samochodu po stronie pasażera - cztery fragmenty pocisków. Część kuli znalazł także w poduszce tylnego siedzenia. Chociaż wszystkie były zbyt małe jak na potrzeby identyfikacji, wyglądało na to, że pochodzą z pocisków kalibru .22.

Ktoś zasugerował, że kształt ran kłutych przypomina ślady pochodzące od bagnetu. W swoim oficjalnym raporcie detektywi posunęli się o krok dalej, stwierdzając: "Narzędzie, którym zadano rany kłute, było prawdopodobnie bagnetem". Wyeliminowano tym samym wszelkie inne ewentualności, stwierdzając równocześnie, że użyto wyłącznie jednego noża.

Głębokość ran (w wielu wypadkach ponad dwunastocentymetrowa), ich szerokość (pomiędzy 2,54 a 3,8 centymetra) i grubość (0,3 do 0,63 centymetra) wykluczały użycie noża kuchennego bądź scyzoryka.

Dziwnym trafem jedynymi nożami, jakie znaleziono w domu, były nóż kuchenny i scyzoryk.

W kuchennym zlewie leżał nóż do mięsa. Po zbadaniu go benzydyną Granado uzyskał pozytywny wynik, co oznaczało obecność krwi, ale negatywne wskazania testu Ouchterlony'ego dowodziły, że była ona pochodzenia zwierzęcego. Boen pokrył nóż proszkiem do zdejmowania odcisków palców, ale uzyskał jedynie fragmentaryczny obraz linii papilarnych. Później pani Chapman zidentyfikowała nóż jako jeden z zestawu noży do krojenia mięs należącego do Polańskich i wskazała pozostałe, schowane w kuchennej szufladzie; jednak policjanci już wcześniej wyeliminowali go jako ewentualne narzędzie zbrodni ze względu na rozmiary ostrza - a szczególnie z uwagi na jego grubość. Ciosy zostały zadane z taką gwałtownością, że tak cienki nóż musiałby ulec złamaniu.

W salonie, w odległości mniejszej niż metr od ciała Sharon Tate, Granado znalazł kolejny nóż. Scyzoryk firmy Buck tkwił za poduszką jednego z foteli. Jego otwarte ostrze miało szerokość 1,9 centymetra oraz długość 8,5 centymetra, a więc było zbyt małe, aby pochodziła od niego większość zadanych ran. Zauważywszy na klindze plamę, Granado poddał ją testowi benzydynowemu. Wynik był negatywny. Girt sprawdził odciski palców - nieczytelne smugi.

Pani Chapman nie przypominała sobie, by kiedykolwiek widziała ten właśnie nóż. Jej oświadczenie oraz dziwne miejsce, w jakim znaleziono scyzoryk, wskazywały, że mógł zostać zgubiony przez mordercę.

W literaturze miejsce zbrodni przyrównywane jest często do obrazkowej układanki. Jeśli ktoś jest wystarczająco cierpliwy i nie ustaje w wysiłkach, ułoży w końcu wszystkie kawałki we właściwych miejscach.

Policyjne wygi mają na tę sprawę inny pogląd. Wolą porównanie do kilku układanek, z których na dodatek żadna nie jest kompletna. Nawet jeśli pojawia się jakieś rozwiązanie, to pozostają zbędne kawałki - dowody, które do niczego nie pasują. A niektórych fragmentów zawsze będzie brakować.

Amerykańska flaga, której obecność dodawała dziwacznego smaczku wystarczająco już makabrycznej scenerii, sugerowała motywację polityczną - póki pani Chapman nie powiedziała policjantom, że chorągiew znajdowała się w domu już od kilku tygodni.

Pozostałe tajemnicze ślady nie były łatwe do rozszyfrowania. Na frontowych drzwiach znajdowały się namazane krwią litery. W ostatnich latach słowo "świnia" nabrało nowego znaczenia, które policji było bardzo dobrze znane. Ale co oznaczało tutaj?

Był jeszcze sznur. Pani Chapman oświadczyła słabym głosem, że nigdy wcześniej nie widziała takiej linki na terenie żadnej z posesji. Czy morderca/mordercy przyniósł/przynieśli ją ze sobą? A jeśli tak, to dlaczego?

Jakie znaczenie miał fakt, że dwie związane ze sobą ofiary, Sharon Tate i Jay Sebring, były w przeszłości kochankami? A w ogóle, czy "w przeszłości" stanowiło właściwe określenie? Co Sebring robił tutaj pod nieobecność Polańskiego? Pytanie to zadawało później wiele gazet.

Czy okulary w rogowej oprawie (zbadane, z negatywnym wynikiem, na obecność śladów krwi oraz odcisków palców) były własnością ofiary, zabójcy czy raczej kogoś niezwiązanego ze zbrodnią? A może zostały tutaj podrzucone jako fałszywy trop?

Dwa kufry tarasujące wejście do salonu. Służąca oświadczyła, że nie było ich tam, gdy o 16.30 poprzedniego dnia wychodziła z domu. Kto i kiedy je dostarczył? Czy ta osoba miała jakiś związek ze sprawą?

Dlaczego zabójca/zabójcy zadał/zadali sobie trud odłupania fragmentu żaluzji i zdjęcia jej, skoro okna w świeżo wymalowanym pomieszczeniu przeznaczonym na pokój dziecka Polańskich były otwarte i niezabezpieczone okiennicami?

John Doe 85, młodzieniec w białym ramblerze. Chapman, Garretson i Tennant nie byli w stanie go zidentyfikować. Kim był i co robił przy Cielo Drive 10050? Czy był świadkiem pozostałych morderstw, czy też został zabity, zanim do nich doszło? A jeżeli zginął wcześniej, to czy pozostali nie słyszeli strzałów? Na siedzeniu obok zwłok znajdowało się radio Sony AM/FM Digimatic z zegarem, który zatrzymał się na 12.15. Przypadek czy coś znaczącego?

Jeśli chodzi o czas popełnienia zbrodni, doniesienia o strzałach oraz innych odgłosach składano mniej więcej od północy do 4.10 nad ranem.

Nie wszystkie dowody były równie mylące. Niektóre z kawałków układanki pasowały do siebie. Nigdzie nie znaleziono łusek po nabojach, co sugerowało, że strzelano z rewolweru, z którego łuski nie wypadają podczas oddawania strzałów, jak to się dzieje w wypadku broni automatycznej.

Złożone razem trzy kawałki czarnego drewna utworzyły prawą okładzinę kolby rewolweru. Policja wiedziała zatem, że poszukiwaną bronią jest przypuszczalnie rewolwer kalibru .22, w którym brakuje prawej okładziny rękojeści. Na podstawie znalezionych fragmentów można było zidentyfikować zarówno markę, jak i model broni. Chociaż na wszystkich trzech kawałkach drewna znajdowała się ludzka krew, tylko na jednym było jej wystarczająco dużo, by wykonać analizę. Krew miała grupę 0-MN. Spośród pięciu ofiar tylko Sebring miał taką grupę, co wskazywało, że właśnie kolba rewolweru mogła stanowić owo tępe narzędzie, którym uderzono go w twarz.

Napis na frontowych drzwiach namazano krwią grupy 0-M. I znowu okazało się, że tylko jedna z ofiar miała taką grupę i podgrupę krwi. Słowo "świnia" zostało wypisane krwią Sharon Tate.

Na podjeździe stały cztery samochody, ale brakowało czerwonego ferrari Sharon. Ponieważ istniała możliwość, że zabójca/zabójcy skorzystał/skorzystali ze sportowego wozu podczas ucieczki, przez radio nadano stosowny komunikat.

Detektywi pozostali w domu przy Cielo Drive 10050 jeszcze długo po usunięciu zwłok, szukając na miejscu zbrodni jakichś istotnych wskazówek.

Nie było śladów plądrowania ani kradzieży. W marynarce Sebringa, wiszącej na oparciu fotela w salonie, McGann znalazł portfel, a w nim 80 dolarów. John Doe miał w swoim portfelu 9 dolarów, Frykowski 2 dolary i 44 centy w portfelu oraz w kieszeniach spodni, Folger 9 dolarów i 64 centy w portmonetce. Na nocnym stoliku obok łóżka leżała dziesiątka, piątka i trzy banknoty jednodolarowe. Nie zabrano żadnych cennych przedmiotów: magnetowidu, odbiorników telewizyjnych, sprzętu stereofonicznego, zegarka Sebringa czy wreszcie jego porsche. Kilka dni po tragicznym zdarzeniu policjanci ponownie przywieźli Winifred Chapman do domu przy Cielo Drive 10050, aby sprawdziła, czy czegoś w nim nie brakuje. Jedyną rzeczą, jakiej nie mogła znaleźć, był statyw pod aparat fotograficzny, przechowywany w szafie w korytarzu. Pięć makabrycznych morderstw nie miało jednak związku ze statywem fotograficznym. Prawdopodobnie został on komuś pożyczony lub gdzieś się zawieruszył.

Chociaż powyższe fakty nie wykluczały możliwości, że do morderstw doszło podczas rabunku w rezydencji - ofiary mogły zaskoczyć włamywacza/włamywaczy na gorącym uczynku - to z pewnością zepchnęły tę możliwość w dół listy.

Inne odkrycia nasuwały bardziej prawdopodobne hipotezy.

W porsche Sebringa znaleziono gram kokainy oraz 6,3 grama marihuany w pięciocentymetrowym "kiepie", co stanowiło slangowe określenie częściowo wypalonego papierosa z marihuany.

6,9 grama marihuany znajdowało się w plastikowej torebce w kredensie stojącym w salonie rezydencji. W nocnym stoliku sypialni zajmowanej przez Frykowskiego i Folger było 30 gramów haszyszu oraz dziesięć kapsułek czegoś, co po późniejszym zanalizowaniu okazało się stosunkowo nowym narkotykiem, znanym jako MDA4. Były także resztki marihuany w popielniczce na szafce obok łóżka Sharon, skręt z marihuaną na blacie przy drzwiach frontowych5 oraz dwa kolejne w domku gościnnym.

Czyżby w domu odbywało się narkotykowe przyjęcie, podczas którego jeden z uczestników "dostał szału" i wymordował pozostałych? Tę możliwość policja umieściła na górze listy ewentualnych przyczyn popełnienia morderstw, zdając sobie jednak sprawę, że teoria ta ma wiele słabych punktów. Przede wszystkim należało założyć, iż wszystkiego dokonał samotny zabójca z rewolwerem w jednej, a bagnetem w drugiej dłoni, mający przy sobie 13-metrowej długości linę - przy czym wszystko to przyniósł na przyjęcie. Poza tym należało pamiętać o przeciętych przewodach telefonicznych. Przecięcie ich przed popełnieniem morderstw nie wskazywało na spontaniczny wybuch, lecz na działanie z premedytacją. Jeśli przecięto je po zabójstwach, to w jakim celu? A może morderstwa były "zabójstwami narkotykowymi" - zabójca/zabójcy przybył/przybyli, żeby dostarczyć lub kupić prochy, a ewentualna kłótnia na temat pieniędzy lub złej jakości narkotyków przerodziła się w jatkę? To był drugi, pod wieloma względami przekonujący motyw spośród pięciu możliwych przyczyn zbrodni, które detektywi umieścili w swym pierwszym raporcie ze śledztwa.

Trzecia teoria stanowiła wariację drugiej - morderca/mordercy postanowił/postanowili zachować i pieniądze, i towar. Czwarta zakładała włamanie do rezydencji w celach rabunkowych. Piąta - "morderstwo na zlecenie". Zabójca/zabójcy został/zostali wysłany/wysłani do tego domu w celu wyeliminowania jednej lub większej liczby osób, a później, uznając to działanie za niezbędne ze względu na chęć uniknięcia rozpoznania, zabił/zabili wszystkie ofiary. Ale czy wynajęty morderca wybrałby jako jedno ze swoich "narzędzi pracy" coś tak dużego, rzucającego się w oczy i nieporęcznego jak bagnet? I czy kłułby nim, i kłuł, i kłuł w szale - jak to najwyraźniej miało miejsce w tym wypadku?

Motyw związany z narkotykami wydawał się najsensowniejszy. Podczas dochodzenia oraz w trakcie przesłuchiwania znajomych ofiar policja miała okazję poznać zwyczaje oraz styl życia zamordowanych, dlatego też wielu śledczych nabrało przekonania, że narkotyki są w jakiś sposób związane z przyczyną popełnienia zbrodni. Gdy podawano inne wskazówki, które mogłyby doprowadzić do rozwiązania zagadki, policjanci wręcz odmawiali ich rozważenia.

Nie tylko policja brała pod uwagę narkotyki.

Na wieść o zabójstwach aktor Steve McQueen, wieloletni przyjaciel Jaya Sebringa, zaproponował, żeby oczyścić z narkotyków dom sławnego stylisty, aby ochronić jego rodzinę i interesy. McQueen osobiście nie uczestniczył w tych "porządkach", ale gdy funkcjonariusze Departamentu Policji Los Angeles przybyli do rezydencji Sebringa, wszystkie kłopotliwe przedmioty zostały zawczasu usunięte. Wielu znajomych ofiar wpadło w histerię. Obawiano się przesłuchań. Anonimowa postać z kręgów filmowych powiedziała dziennikarzowi "Life'u": "W całym Beverly Hills pracowały spłuczki klozetowe; system kanalizacyjny Los Angeles zatkał się na amen".

GWIAZDA FILMOWA I CZTERY INNE OSOBY ZAMORDOWANE PODCZAS KRWAWEJ ORGII SHARON TATE OFIARĄ "RYTUALNEGO" MORDERSTWA

Takie nagłówki królowały na pierwszych stronach popołudniowych gazet. O zbrodni trąbiły dzienniki radiowe i telewizyjne. Przedziwny charakter mordu, liczba ofiar i rozgłos, jakim cieszyły się za życia - piękna gwiazda filmowa, spadkobierczyni fortuny kawowej, jej kochanek playboy oraz stylista fryzur o międzynarodowej sławie - wszystko to sprawiło, że ta zbrodnia, wyjąwszy jedynie zamach na prezydenta Johna F. Kennedy'ego, stała się najgłośniejszym zabójstwem w historii Ameryki. Nawet stateczny nowojorski "Times", który rzadko relacjonuje sprawy kryminalne na pierwszej stronie, uczynił to nazajutrz; i później robił to jeszcze wielokrotnie.

Doniesienia z tych pierwszych dni były ważne ze względu na niezwykłą liczbę przekazywanych szczegółów. Do wiadomości publicznej podano tak wiele informacji, że podczas przesłuchiwania podejrzanych z użyciem wykrywacza kłamstw detektywi mieli trudności ze znalezieniem kluczowych pytań do przeprowadzenia testów.

Standardowa praktyka w wypadku każdego zabójstwa polega na zatajaniu informacji, które zna tylko policja oraz przypuszczalnie morderca/mordercy. Jeżeli podejrzany przyznaje się lub zgodzi na badanie z użyciem wykrywacza kłamstw, takie kluczowe kwestie służą zweryfikowaniu zeznań.

W związku z wieloma przeciekami do prasy detektywi wyznaczeni do "sprawy Tate", jak dziennikarze ochrzcili te morderstwa, mieli tylko pięć podstawowych wskazówek: (1) narzędzie użyte podczas zabójstw było prawdopodobnie bagnetem; (2) broń, z której strzelano, to przypuszczalnie rewolwer kalibru .22; (3) dokładne wymiary sznura i sposób, w jaki był zapętlony i związany; (4) i (5) na miejscu zbrodni znaleziono okulary w rogowej oprawie oraz składany nóż firmy Buck.

Mnogość informacji, które przedostały się nieoficjalnie do prasy, tak zaniepokoiła szefostwo Departamentu Policji Los Angeles, że nałożono ścisłe embargo na doniesienia o kolejnych odkryciach związanych ze śledztwem. Dziennikarzom się to nie spodobało. Z braku prawdziwych informacji wielu snuło przypuszczenia i spekulacje. Dlatego w kolejnych dniach opublikowano mnóstwo fałszywych doniesień. Pisano, że nienarodzone dziecko Sharon Tate zostało wyrwane z jej macicy; że odcięto jej jedną lub obie piersi; że kilka ofiar zgwałcono, a ręcznik na głowie Sebringa był kapturem białym (Ku-Klux-Klan?) lub czarnym (sataniści?), zależnie od tego, jakie gazety czy magazyny o tym donosiły.

Do prasy nie dotarły natomiast informacje o człowieku oskarżonym o te wszystkie zbrodnie. Przypuszczano, że policja zachowuje milczenie, prag­nąc respektować przysługujące Garretsonowi prawa. Zakładano także, że Departament Policji Los Angeles musi mieć przeciwko niemu mocne dowody, gdyż inaczej w ogóle by go nie aresztowano.

Gazeta z Pasadeny, zbierając strzępy informacji, sama wypełniała istniejące luki. Pisano, że gdy policjanci znaleźli Garretsona, podejrzany zapytał: "Kiedy przyjdą detektywi, żeby mnie przesłuchać?". Narzucał się oczywisty wniosek: Garretson wiedział, co się stało. Garretson istotnie postawił wspomniane pytanie, ale dopiero gdy był wyprowadzany przez bramę. Cytując anonimowego policjanta, gazeta zauważyła także: "Powiedzieli, że drobnej postury młodzieniec miał spodnie rozdarte na kolanie, a pomieszczenia w domku gościnnym nosiły ślady walki". Obciążający dowód, jeśli ktoś nie wiedział, że do tych zniszczeń doszło w trakcie aresztowania Garretsona, a nie wcześniej.

Podczas pierwszych kilku dni przez miejsce zbrodni przewinęło się czterdziestu trzech oficerów poszukujących broni i innych dowodów. Sierżant Mike McGann na stryszku mieszczącym się nad salonem znalazł puszkę po taśmie filmowej z rolką taśmy wideo. Sierżant Ed Henderson zabrał ją do Akademii Policyjnej, która miała urządzenia do odtwarzania. Film ukazywał Sharon i Romana Polańskich uprawiających seks. Dając dowód delikatności, policja nie dołączyła tego znaleziska do spisu dowodów rzeczowych, a sama taśma została odłożona tam, skąd ją zabrano6.

Po przeszukaniu nieruchomości detektywi przesłuchali sąsiadów Polańskich, pytając ich, czy widzieli w okolicy kogoś obcego.

Ray Asin przypomniał sobie, że jakieś dwa lub trzy miesiące wcześniej w domu przy Cielo Drive 10050 odbyło się wielkie przyjęcie, na które przybyli goście w "hipisowskich ciuchach". Odniósł jednak wrażenie, że nie byli to prawdziwi hipisi, gdyż większość z nich przyjechała rolls-royce'ami i cadillacami.

Emmet Steele, którego poprzedniej nocy obudziło szczekanie jego myśliwskich psów, przypomniał sobie, że słyszał w ostatnich tygodniach, jak ktoś jeździł późno w nocy po pobliskich wzgórzach, ale nigdy nie przyjrzał się bliżej ani kierowcy, ani pasażerom samochodu.

Pozostali sąsiedzi twierdzili, że nie widzieli ani nie słyszeli nic podejrzanego. Detektywi odeszli z Cielo Drive z większą liczbą pytań niż odpowiedzi, ale też z nadzieją, że mają człowieka, który może poskładać elementy układanki - Williama Garretsona.

Detektywi przebywający w komisariacie byli mniej optymistycznie nastawieni. Po aresztowaniu dziewiętnastoletni dozorca Altobellego został zabrany do więzienia w Zachodnim Los Angeles i poddany przesłuchaniu. Policjanci uznali jego odpowiedzi za "letargiczne i obojętne", w związku z czym przypuszczano, że podejrzany jest otumaniony jakimś narkotykiem. Sam Garretson twierdził, że poprzedniej nocy spał zaledwie kilka godzin nad ranem, więc był wyczerpany, a do tego przerażony.

Niedługo po tym przesłuchaniu Garretson otrzymał pomoc ze strony adwokata Barry'ego Tarlowa. Drugie przesłuchanie, w obecności Tarlowa, miało miejsce w Parker Center, kwaterze głównej Departamentu Policji Los Angeles i, zdaniem funkcjonariuszy, także było mało owocne. Garretson twierdził, że chociaż mieszka na terenie posiadłości, miał sporadyczny kontakt z najemcami rezydencji. Powiedział, że poprzedniej nocy odwiedziła go tylko jedna osoba, chłopak nazwiskiem Steve Parent, który zjawił się około 23.45 i wyszedł mniej więcej pół godziny później. Wypytywany o Parenta, Garretson zeznał, że nie zna go dobrze. Pewnego wieczoru, kilka tygodni wcześniej, Parent podwiózł go z kanionu do domu. Wysiadając przed bramą z samochodu, Garretson powiedział Steve'owi, że gdyby był kiedykolwiek w sąsiedztwie, może do niego wpaść. Garretson, który mieszkał w domku gościnnym sam, jeśli nie liczyć psów, wyjaśnił, że podobne zaproszenia składał wielu osobom. Pojawienie się Steve'a było dla niego zaskoczeniem: do tej pory nikt inny go nie odwiedził. Jednak Steve nie zabawił długo; wyszedł, gdy się dowiedział, że Garretson nie jest zainteresowany kupnem radia z zegarem, które miał na sprzedaż.

Do tej pory policja nie kojarzyła gościa Garretsona z młodzieńcem znalezionym w ramblerze; może dlatego, że Garretson nie rozpoznał ofiary.

Po naradzie z Tarlowem Garretson zgodził się na poddanie testowi z wykrywaczem kłamstw, który zaplanowano na następne popołudnie.

Od chwili odkrycia ciał zamordowanych minęło dwanaście godzin. John Doe pozostał niezidentyfikowany.

Porucznik policji Robert Madlock, który kierował śledztwem, zanim zostało ono przydzielone Wydziałowi Zabójstw, oświadczył potem: "Gdy na miejscu zbrodni znaleźliśmy samochód [ofiary], musieliśmy robić tyle rzeczy naraz, że nie mieliśmy czasu, by sprawdzić w Wydziale Komunikacji numer rejestracyjny auta".

Wilfred i Juanita Parent zamartwiali się przez cały dzień; ich osiemnastoletni syn nie wrócił poprzedniej nocy do domu. "Nie zadzwonił, nie zostawił ani słowa wiadomości. Nigdy wcześniej tak nie robił", powiedziała Juanita Parent.

Ponieważ pani Parent była zbyt zdenerwowana, by przygotować kolację, około 20.00 Wilfred zabrał ją, wraz z trojgiem dzieci, do restauracji. Pocieszał żonę, że gdy wrócą, Steve będzie pewnie w domu.

Numer rejestracyjny białego ramblera można było odczytać spoza bramy posiadłości 10050 Cielo Drive: ZLR 694. Pewien dziennikarz zanotował go, a potem sprawdził własnymi kanałami w Wydziale Komunikacji, gdzie dowiedział się, że samochód zarejestrowany jest na "Wilfreda i Juanitę D. Parent, 11214 Bryant Drive, El Monte, Kalifornia".

Gdy reporter dotarł do El Monte, przedmieść Los Angeles odległych od Cielo Drive o jakieś 40 kilometrów, pod wskazanym adresem nie zastał nikogo. Przepytując sąsiadów, dowiedział się, że w rodzinie Parentów jest nastoletni chłopak; poznał także nazwisko księdza z miejscowej parafii, księdza Roberta Byrne'a z kościoła Bożego Narodzenia, i zatelefonował do niego. Byrne dobrze znał młodzieńca i jego krewnych. Chociaż kapłan był przekonany, że Steve nie zna żadnych gwiazd filmowych i wszystko to musi być jakąś tragiczną pomyłką, zgodził się towarzyszyć dziennikarzowi do kostnicy hrabstwa. W drodze opowiadał o Stevie. Chłopak był miłośnikiem sprzętu stereofonicznego i wiedział dosłownie wszystko na temat gramofonów i radioodbiorników. Ojciec Byrne pokładał w nim wielkie nadzieje.

Tymczasem Departament Policji Los Angeles zidentyfikował młodzieńca dzięki porównaniu jego linii papilarnych z odciskami palców w prawie jazdy. Wkrótce po powrocie Parentów do domu przed ich drzwiami zjawił się policjant z El Monte i wręczył Wilfredowi Parentowi kartkę, polecając mu zadzwonić pod zapisany na niej numer telefoniczny. Odszedł, nie mówiąc ani słowa więcej.

Parent wybrał numer.

- Biuro Koronera Okręgowego - odezwał się męski głos.

Zmieszany Parent przedstawił się i opowiedział o policjancie oraz kartce z numerem telefonu. Rozmowa została przełączona do zastępcy koronera, który powiedział:

- Pański syn był najwyraźniej zamieszany w strzelaninę.

- Nie żyje? - spytał zdrętwiały Parent. Słysząc to, jego żona wpadła w histerię.

- Mamy tutaj ciało - odparł zastępca koronera - i jesteśmy przekonani, że to pański syn.

Potem przeszedł do opisu zwłok; szczegóły się zgadzały.

Parent odłożył słuchawkę i zaczął szlochać. Potem z goryczą stwierdził:

- Jest to wyjątkowo kurewski sposób zawiadomienia kogoś o stracie syna.

Mniej więcej w tym samym czasie ciało chłopca obejrzał ojciec Byrne, który potwierdził jego tożsamość. John Doe stał się Stevenem Earlem Parentem, zamieszkałym w El Monte, osiemnastoletnim miłośnikiem sprzętu stereofonicznego.

Zanim Parentowie położyli się spać, była piąta rano.

- Wzięliśmy z żoną dzieciaki do łóżka i w piątkę obejmowaliśmy się i płakaliśmy, póki nie zasnęliśmy.

Leno i Rosemary LaBianca, w towarzystwie Susan Struthers, dwudziestojednoletniej córki Rosemary z poprzedniego małżeństwa, opuścili rejon jeziora Isabela około dwudziestej pierwszej tej samej sobotniej nocy, 9 sierpnia 1969 roku, wyruszając w drogę powrotną do Los Angeles. Popularne miejsce wypoczynku znajdowało się jakieś 240 kilometrów od Los Angeles. Piętnastoletni brat Susan, Frank Struthers junior, spędzał nad jeziorem wakacje u przyjaciela, Jima Saffie, którego rodzina miała tam domek. Leno i Rosemary odwiedzili go w ubiegły wtorek, zostawiając chłopcom własną motorówkę, a wrócili w sobotę rano w celu zabrania łodzi oraz Franka. Jednakże chłopcy tak dobrze się bawili, że rodzice pozwolili Frankowi zostać jeszcze dzień dłużej; wracali więc bez niego i jadąc zielonym thunderbirdem z 1968 roku, ciągnęli za sobą na przyczepie motorówkę.

Leno, prezes sieci supermarketów w Los Angeles, miał czterdzieści cztery lata i był ważącym 100 kilogramów, cierpiącym na nadwagę Włochem. Trzydziestoośmioletnia Rosemary - wymuskana, atrakcyjna brunetka, była kelnerka w restauracjach typu drive-in - po zaliczeniu wielu takich miejsc pracy oraz nieudanym małżeństwie otworzyła przy North Figueroa w Los Angeles własny sklep z sukniami, renomowany Boutique Carriage. Leno i Rosemary byli małżeństwem od 1959 roku. Z powodu holowania motorówki nie mogli jechać z szybkością, jaką lubił Leno, wlekli się więc po autostradzie za sznurem samochodów sunących w stronę Los Angeles. Jak wielu innych kierowców, mieli włączone radio i usłyszeli wiadomości o zamordowaniu Sharon Tate. Wedle słów Susan Rosemary była wstrząś­nięta zbrodnią. Kilka tygodni wcześniej zwierzyła się bliskiej przyjaciółce: "Ktoś był u nas w domu podczas naszej nieobecności. Przestawiono różne przedmioty, a psy, które powinny być wewnątrz domu, znajdowały się na zewnątrz".

Niedziela, 10 sierpnia 1969

Około pierwszej w nocy państwo LaBianca podrzucili Susan do jej mieszkania na Greenwood Place w Los Feliz, dzielnicy Los Angeles. Leno i Rosemary mieszkali w tej samej okolicy, przy Waverly Drive 3301, niedaleko Griffith Park.

Nie pojechali prosto do domu, lecz przystanęli na rogu Hillhurst i Franklin.

John Fokianos, który miał na tym rogu stoisko z gazetami, rozpoznał zielonego thunderbirda z łodzią na przyczepie, i gdy samochód zajechał na leżącą po drugiej stronie ulicy stację Standard i zawracał, by znaleźć się koło jego kiosku, sięgnął po egzemplarz "Herald Examiner", niedzielne wydanie gazety Los Angeles, i program wyścigów konnych. Leno był jego stałym klientem.

Państwo LaBianca wyglądali na zmęczonych długą jazdą. Fokianos klientów miał niewielu, więc pogadali kilka minut "o Tate, wydarzeniu dnia. To była pierwszoplanowa wiadomość". Fokianos pamiętał, że pani LaBianca wyglądała na bardzo poruszoną tymi zabójstwami. Miał kilka dodatkowych wkładek do niedzielnego "Los Angeles Times", które przedstawiały ofiary zbrodni, i dał je za darmo.

Obserwował ich, gdy odjeżdżali. Nie zauważył, która dokładnie była godzina, ale prawdopodobnie około drugiej, gdyż niedługo po odjeździe państwa LaBianca zamknięto bary i zaczął się u niego ruch w interesie.

O ile wiadomo, John Fokianos był ostatnią osobą - nie licząc mordercy/morderców - która widziała Rosemary i Leno żywych.

W niedzielne popołudnie na korytarzu przed prosektorium na pierwszym piętrze Pałacu Sprawiedliwości kłębił się tłum dziennikarzy i kamerzystów telewizyjnych, oczekujących na oświadczenie koronera.

Mieli czekać jeszcze długo. Chociaż autopsje rozpoczęły się o 9.50 rano, a do pracy zaprzęgnięto sporą liczbę zastępców koronera, zanim zakończono ostatnią sekcję, była już trzecia po południu.

Doktor R.C. Henry przeprowadzał autopsję ciał Folger i Sebringa, doktor Gaston Herrera zajmował się zwłokami Frykowskiego i Parenta. Doktor Noguchi sprawował nadzór nad wszystkimi czterema sekcjami, poza tym osobiście przeprowadził inną autopsję, która rozpoczęła się o godzinie 11.20.

Sharon Marie Polańska, zam. 10050 Cielo Drive, kobieta, biała, 26 lat, 160 centymetrów, 60 kilogramów wagi, włosy blond, oczy brązowe. Zawód ofiary - aktorka...

Raporty z autopsji to oschłe dokumenty. Są naszpikowane detalami mówiącymi, w jaki sposób ofiary zmarły, zachowują informacje dotyczące ostatnich godzin ich życia, ale nigdy, choćby zdawkowo, nie wspominają o ich prywatnym życiu. Żadnych informacji o tym, co ofiara lubiła, a czego nie; brak wzmianek dotyczących miłości, nienawiści, obaw, aspiracji czy też innych ludzkich emocji; nic, tylko ostateczne, kliniczne podsumowanie: "Ciało jest rozwinięte normalnie... Trzustka niemal niezauważalna... Serce waży 340 gramów i jest symetrycznie zbudowane...".

A przecież żyjące niedawno ciało miało swoją przeszłość.

Biografia Sharon Tate zakrawa na publikację prasową spreparowaną przez studio filmowe. Zawsze pragnęła być aktorką. Mając sześć miesięcy, została miss Tiny Tot Dallas, w wieku szesnastu lat miss Richland w stanie Waszyngton, a potem miss Autorama. Kiedy jej ojca, zawodowego oficera armii, przeniesiono do San Pedro, Sharon jeździła autostopem do Los Angeles, gdzie nachodziła studia filmowe.

Poza ambicjami miała co najmniej jeden atut: była niezwykle piękną dziewczyną. Zdobyła sobie agenta filmowego, któremu udało się załatwić jej występy w kilku reklamówkach, a później, w 1963 roku, zdjęcia próbne do serialu telewizyjnego Petticoat Junction. Dwudziestodwuletnią piękność ujrzał na planie jego producent, Martin Ransohoff, który oświadczył: "Zrobię z ciebie gwiazdę, skarbie".

Gwiazda wschodziła długo. Lekcje śpiewu, tańca i gry aktorskiej przeplatane były epizodami - granymi przez nią zwykle w czarnej peruce - w The Beverly Hillbillies, Petticoat Junction oraz dwóch kinowych filmach Ransohoffa: The Americanization of Emily i The Sandpiper. Ten ostatni film, w którym występowali Elizabeth Taylor oraz Richard Burton, kręcony był w Big Sur. Sharon była zachwycona zatoką. Gdy pragnęła uciec od zgiełku Hollywood, jechała właśnie tam. Bez makijażu, zatrzymywała się w rustykalnej Deetjen's Big Sur Inn, sama lub z przyjaciółkami włóczyła się po dzikiej okolicy, opalała na plaży i zawierała znajomości z bywalcami Nepenthe. Aż do jej śmierci wielu z nich nie miało pojęcia, że była aktorką.

Chociaż Sharon wyglądała jak gwiazdka, to zdaniem bliskich przyjaciół nie przystawała do tego wizerunku. Nie była kochliwa. Związków uczuciowych miała niewiele i rzadko były one przypadkowe - przynajmniej z jej strony. Pociągali ją raczej dominujący mężczyźni. W Hollywood miała długi romans z francuskim aktorem, który ulegał chorobliwym atakom złości i pobił ją kiedyś tak dotkliwie, że musiała się poddać leczeniu w UCLA Medical Center7. Wkrótce potem, w 1963 roku, Jay Sebring zobaczył Sharon na studyjnej prapremierze. Nakłonił przyjaciela, żeby go jej przedstawił, i po krótkich, ale szeroko komentowanych zalotach, zostali kochankami - a związek ten trwał do chwili, gdy Sharon spotkała Romana Polańskiego.

Był już rok 1965, gdy Ransohoff uznał wreszcie, że jego podopieczna dojrzała do zagrania pierwszej dużej roli w filmie Eye of the Devil, w którym występowali Deborah Kerr i David Niven. Wymieniona na siódmym miejscu wśród obsady, Sharon Tate grała uwodzicielską wiejską dziewczynę. Wypowiedziała zaledwie kilkanaście kwestii, gdyż jej rola polegała głównie na tym, by pięknie wyglądać. Doskonale wywiązała się z tego zadania. Szczerze mówiąc, we wszystkich filmach, jakie nakręciła, nie oczekiwano od niej niczego więcej.

W Eye of the Devil Niven ginie z rąk zakapturzonej sekty, która składa rytualne ofiary.

Film kręcono we Francji, lecz ostatnie zdjęcia były robione w Londynie i to właśnie tam, w 1966 roku, Sharon poznała Romana Polańskiego.

Polański miał 33 lata i opinię jednego z najlepszych europejskich reżyserów. Urodził się w Paryżu, jego ojcem był rosyjski Żyd. Matką - Polka o rosyjskim rodowodzie. Kiedy Roman miał trzy lata, jego rodzina przeniosła się do Krakowa. Mieszkali tam nadal, gdy w 1940 roku, po inwazji Niemiec na Polskę, zostało zamknięte krakowskie getto. Z pomocą ojca Romanowi udało się z niego uciec. Przeżył wojnę u przyjaciół rodziny, rodziców zaś wywieziono do obozów koncentracyjnych; matka zginęła w Oświęcimiu.

Po wojnie Polański studiował przez pięć lat w Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Jako swą pracę dyplomową zrealizował film Dwaj ludzie z szafą - gorąco przyjętą surrealistyczną krótkometrażówkę. Zrobił też kilka innych krótkich filmów, między innymi Ssaki, w którym przyjaciel Polańskiego, Wojtek Frykowski, zagrał rolę złodzieja. Po długim pobycie w Paryżu Polański wrócił do Polski, by nakręcić Nóż w wodzie, swój pierwszy film pełnometrażowy. Film zdobył Nagrodę Krytyków na festiwalu w Wenecji oraz nominację Amerykańskiej Akademii Filmowej. Polańskiego, który miał wówczas zaledwie 27 lat, zaczęto uważać za jednego z najbardziej obiecujących europejskich reżyserów.

W 1965 roku Polański zrealizował w Anglii Wstręt z Catherine Deneuve. Potem przyszła Matnia, uhonorowana Grand Prix na Festiwalu Filmowym w Berlinie, Nagrodą Krytyków Filmowych na festiwalu w Wenecji, i Diploma of Merit w Edynburgu. W doniesieniach prasowych, które pojawiły się po zamordowaniu Tate, dziennikarze podkreślali fakt, że we Wstręcie postać grana przez pannę Deneuve wariuje i morduje dwóch mężczyzn, w Matni zaś każdego z mieszkańców odosobnionego zamczyska spotyka dziwaczny los, aż w końcu przy życiu pozostaje tylko jeden człowiek. Dopatrzyli się także w twórczości Polańskiego "skłonności do przemocy", pomijając fakt, że w większości jego filmów przemoc jest ledwie sugerowana.

Prywatne życie Polańskiego było równie kontrowersyjne jak jego filmy. Po małżeństwie z polską gwiazdą filmową, Barbarą Kwiatkowską-Lass, zakończonym rozwodem w 1962 roku, Polański dorobił się w środowisku filmowym opinii playboya. Jego przyjaciel wspominał później, jak Roman przerzucał kartki w notesie, mówiąc: "Którą, do cholery, powinienem zadowolić dziś w nocy?". Inny z przyjaciół zauważył, że ogromnemu talentowi reżyserskiemu Romana dorównywało tylko ego Polańskiego. Wrogowie - a było ich wielu - mieli do powiedzenia gorsze rzeczy. Jeden z nich, robiąc aluzję do niskiego wzrostu Polańskiego, nazwał go "osobliwym, półtorametrowym Polakiem, z którym nie chce się mieć nic wspólnego". Polański wyzwalał w ludziach silne emocje, zniewalał ich swoim wdziękiem albo zniechęcał arogancją.

Z Sharon było inaczej, przynajmniej na początku. Gdy Ransohoff przedstawił jej Polańskiego podczas pewnego przyjęcia, młody reżyser nie zrobił na niej wielkiego wrażenia. Ona na nim również. Owa prezentacja nie była przypadkowa. Wiedząc, że Polański chce nakręcić film będący pastiszem horrorów, Ransohoff zaproponował, że zostanie jego producentem. Miał zamiar załatwić Sharon główną rolę kobiecą. Polański dał jej do przeczytania scenariusz i uznał, że aktorka spełnia wymogi roli. Polski reżyser był autorem tego scenariusza i sam również zagrał w filmie, który w końcu nosił tytuł Nieustraszeni pogromcy wampirów, albo przepraszam, ale pańskie zęby tkwią w mojej szyi. Ransohoff dokonał wbrew woli Polańskiego wielu cięć, więc reżyser nie zakceptował tej wersji filmu8. Chociaż film był raczej błazenadą niż dziełem sztuki, Polański - stwarzając komiczny portret młodego, gapiowatego asystenta uczonego łowcy wampirów - objawił kolejny aspekt swego wielkiego talentu. Sharon jak zwykle wyglądała pięknie i wypowiadała tylko parę kwestii. Jako ofiara wampira z początkowych scen filmu, w ostatniej z nich kąsa swego kochanka, granego przez Polańskiego, budząc w ten sposób kolejnego potwora.

Przed ukończeniem filmu i po niezwykle długich - zdaniem Polańskiego - zalotach Sharon i Roman zostali kochankami także poza planem. Gdy do Londynu przyleciał Sebring, Sharon powiadomiła go o tym. Jeśli nawet ciężko zniósł zerwanie, był na tyle ostrożny, by tego nie okazać, i bardzo szybko wszedł w rolę przyjaciela domu. Zdaniem wielu znajomych miał nadzieję, że Sharon znudzi się Polańskim albo on nią; więc chciał być w pobliżu, gdy do tego dojdzie. Twierdzenie, że Sebring był nadal zakochany w Sharon, należało do czczych spekulacji. Chociaż Jay znał setki ludzi, miał niewielu bliskich przyjaciół i był bardzo skryty. Bez wątpienia Sharon i Jay byli wciąż sobie bliscy. Po rozstaniu z Tate Sebring wiązał się z wieloma kobietami, ale - jak mówią raporty z przesłuchań przeprowadzonych przez funkcjonariuszy Departamentu Policji Los Angeles - były to przeważnie "numery na jedną noc".

Wytwórnia Paramount zaproponowała Polańskiemu nakręcenie filmu na podstawie powieści Iry Levina Dziecko Rosemary. Obraz, w którym Mia Farrow gra młodą dziewczynę mającą dziecko z Szatanem, ukończono w 1967 roku. 20 stycznia 1968 roku, ku zaskoczeniu przyjaciół, którym Polański wielokrotnie mówił, że nigdy więcej się nie ożeni, wziął w Londynie skromny ślub z Sharon.

Premiera Dziecka Rosemary odbyła się w czerwcu. W tym samym miesiącu Polańscy wynajęli dom aktorki Patty Duke, stojący przy Summit Ridge Drive 1600 w Los Angeles. Wtedy też zaczęła u nich pracować pani Chapman. Na początku 1969 roku Polańscy dowiedzieli się, że można wynająć posiadłość przy Cielo Drive 10050. Chociaż nie spotkali się nigdy osobiście, Sharon wielokrotnie omawiała z Terrym Melcherem przez telefon warunki przejęcia jego niewygasłego aktu dzierżawy. 12 lutego 1969 roku Polańscy podpisali umowę najmu, zgodnie z którą mieli płacić 1200 dolarów miesięcznie, a trzy dni później wprowadzili się do nowego domu.

Polański odniósł dzięki Dziecku Rosemary olbrzymi sukces, lecz Sharon nie udawało się zrobić kariery. Półnaga pokazała się w "Playboyu" w marcu 1967 roku (Polański zrobił te zdjęcia na planie Nieustraszonych pogromców wampirów), i choć towarzyszący im artykuł zaczynał się od słów: "To jest rok Sharon Tate...", proroctwo nie spełniło się, przynajmniej w tym roku. Chociaż wielu recenzentów podkreślało jej wielką urodę, dwa kolejne filmy, w których zagrała - Nie daj się usidlić z Tonym Curtisem oraz The Wre­cking Crew z Deanem Martinem - nie uczyniły z Sharon gwiazdy. Największa rola przyszła w 1967 roku wraz z filmem Dolina lalek i postacią aktorki Jennifer, która - dowiedziawszy się, że ma raka piersi - przedawkowuje środki nasenne. Tuż przed śmiercią Jennifer stwierdza: "Nie mam talentu. Mam tylko piękne ciało".

Niektórzy recenzenci uznali to stwierdzenie za adekwatne podsumowanie filmowych dokonań Sharon Tate. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że nigdy nie zaproponowano jej roli, w której miałaby szansę zaprezentować swoje umiejętności. Kariera Sharon utknęła w martwym punkcie, a jej dalszy przebieg stał pod znakiem zapytania. Jednak, po raz pierwszy w życiu Sharon, ambicje zawodowe zeszły na dalszy plan. Najważniejsze było małżeństwo i - ciąża.

Krążyły plotki o małżeńskich kłopotach Sharon. Jej przyjaciółki, przesłuchiwane przez funkcjonariuszy Departamentu Policji Los Angeles, powiedziały, że powiadomiła Romana, że jest w ciąży, dopiero gdy było już za późno na aborcję. Sama Sharon opowiadała kursującą potem w światku filmowym historię o tym, jak Roman, jadąc kiedyś przez Beverly Hills, zawołał na widok idącej przed nim ładnej dziewczyny: "Panienko, masz śliczny tyłeczek". Gdy obdarzona komplementem odwróciła się, poznał w niej własną żonę. Nic więc dziwnego, że Sharon miała nadzieję, iż dziecko scementuje jej małżeństwo.

Hollywood to wredne miasto. Przesłuchując znajomych ofiar, funkcjonariusze Departamentu Policji Los Angeles mieli do czynienia z niebywałą dawką jadu. Jednak o Sharon Tate nie powiedziano ani jednego złego słowa. Bardzo miła, nieco naiwna - to najczęściej używane określenia.

Dziennikarz, który znał Sharon, określił ją w sobotnim wydaniu "Los Angeles Times" jako "zdumiewająco piękną kobietę o posągowej figurze i twarzy oraz o wielkiej delikatności".

Pisząc to, nie widział jej w stanie, który opisał koroner Noguchi.

Przyczyna śmierci: wielokrotne rany kłute klatki piersiowej i pleców. Ostre narzędzie przebiło serce, płuca, wątrobę i spowodowało rozległy krwotok wewnętrzny. Ofierze zadano szesnaście ciosów, w tym pięć śmiertelnych.

Jay Sebring, zam. 9860 Easton Drive, Benedict Canyon, Los Angeles, mężczyzna, biały, 35 lat, 168 centymetrów, 54 kilogramy wagi, włosy czarne, oczy piwne. Zamordowany był stylistą fryzur i właścicielem korporacji, znanej jako Sebring International...

Urodzony w Detroit w stanie Michigan jako Thomas John Kummer, przybył do Hollywood wkrótce po odbyciu czteroletniej służby jako fryzjer Marynarki Wojennej. Zmienił wówczas nazwisko na Jay Sebring, zapożyczywszy je od nazwy znanych wyścigów samochodowych na Florydzie, gdyż podobały mu się skojarzenia, jakie wywoływało.

Zarówno w jego życiu osobistym, jak i zawodowym najważniejsze były pozory. Jeździł drogim sportowym wozem, odwiedzał eleganckie kluby i nawet kurtki Levi'sa miał szyte na miarę. Zatrudniał na stałe lokaja, wydawał wystawne przyjęcia i mieszkał w "pechowym" domostwie w Benedict Canyon przy 9860 Easton Drive. Było to niegdyś gniazdko miłości aktorki Jean Harlow i producenta Paula Berna. Niestety, w sypialni tego domu dwa miesiące po ślubie Bern popełnił samobójstwo. Zdaniem znajomych Sebring kupił rezydencję właśnie z powodu jej szczególnej reputacji.

Szeroko komentowano fakt, że studio filmowe wysłało Sebringa do Londynu, żeby za sumę 25 tysięcy dolarów ostrzygł George'a Pepparda. Była to pewnie jedna z wielu bredni, które opowiadano o Jayu. Mówiono przecież, że miał czarny pas karate, a w rzeczywistości wziął zaledwie kilka lekcji u Bruce'a Lee. Jedno jest pewne - był najlepszym stylistą fryzur w Stanach i zrewolucjonizował męskie fryzjerstwo. Poza Peppardem do jego klientów należeli Frank Sinatra, Paul Newman, Steve McQueen, Peter Lawford i inne gwiazdy kina. Wiele z nich obiecało zainwestować pieniądze w jego nową korporację, Sebring International. Jay miał salon przy North Fairfax 725 w Los Angeles, a planował otwarcie sieci zakładów fryzjerskich oraz wypuszczenie na rynek serii męskich kosmetyków, firmowanych swoim nazwiskiem. Pierwszy salon firmowy otwarto w San Francisco w maju 1969 roku, a wśród inaugurujących jego działalność znakomitości znaleźli się Abigail Folger oraz państwo Tate.

9 kwietnia 1968 roku Sebring podpisał z Occidental Life Insurance Company of California polisę ubezpieczeniową na 500 tysięcy dolarów. Fundusz założycielski, prowadzony przez Retail Credit Company, szacował wartość sieci salonów na 100 tysięcy dolarów, z czego na 80 tysięcy dolarów wyceniono rezydencję. Sebring Inc., podstawowe przedsięwzięcie Jaya, miał aktywa w wysokości 150 tysięcy dolarów, przy obciążeniach wynoszących 115 tysięcy dolarów.

Agenci towarzystwa wzięli pod lupę także życie osobiste Sebringa. Ożenił się tylko raz, w październiku 1960 roku, a do separacji pomiędzy nim a modelką Cami doszło w sierpniu 1963 roku. Ich rozwód miał miejsce w marcu 1965; nie mieli dzieci. Raport stwierdzał także, że Sebring nigdy "nie zażywał nałogowo narkotyków". Departament Policji Los Angeles miał na ten temat odmienne informacje.

Policjanci znali też inne fakty, których agenci towarzystwa kredytowego nigdy nie odkryli. Ciemna strona osobowości Jaya Sebringa objawiła się podczas dokonanych przez policję przesłuchań. Jak zanotowano w oficjalnym raporcie: "Był znanym kobieciarzem i zabierał do swej rezydencji na wzgórzach Hollywood wiele kobiet. Zaproszoną dziewczynę związywał wąską szarfą i, jeśli się na to zgadzała, chłostał ją, po czym odbywał z nią stosunek seksualny".

Plotki na ten temat krążyły po Hollywood od dawna. Teraz, wywleczone przez prasę, stały się podstawą do snucia licznych teorii. Brukowce pisały o sadomasochistycznej orgii, która odbyła się rzekomo w nocy 9 sierpnia 1969 roku przy Cielo Drive 10050.

Departament Policji Los Angeles nie uznawał dziwnych upodobań seksualnych Sebringa za możliwą przyczynę morderstw. Żadna z przesłuchiwanych dziewcząt - było ich mnóstwo, gdyż okresowo Sebring spotykał się z pięcioma lub sześcioma w tygodniu - nie poskarżyła się, że Sebring ją zranił. Prosił tylko, by udawały ból. O ile dało się to ustalić, Jay nie uczestniczył w seksie grupowym, obawiając się, że jego prywatne upodobania mogą wystawić go na śmieszność. Przyziemna prawda, która wyłoniła się spoza troskliwie pielęgnowanego oficjalnego wizerunku, wyglądała tak, że Sebring był samotnym, zaburzonym emocjonalnie mężczyzną, tak niepewnym swej roli, że nawet w życiu seksualnym musiał odwoływać się do fantazji.

Przyczyna śmierci: wykrwawienie. Ofiara została dźgnięta siedem razy i raz postrzelona; co najmniej trzy z tych ciosów, jak również rana postrzałowa, były śmiertelne.

Abigail Anne Folger, kobieta, biała, 25 lat, 165 centymetrów, 54 kilogramy wagi, włosy brązowe, oczy orzechowe, od 1 kwietnia zamieszkała przy Cielo Drive 10050. Poprzednie miejsce pobytu: Woodstock Road 2774. Zawód - spadkobierczyni kawowej fortuny Folgera...

Przyjęcie, podczas którego Abigail "Gibby" Folger weszła w świat, odbyło się 21 grudnia 1961 roku w St. Francis Hotel w San Francisco. Włoski bal był jednym z najważniejszych wydarzeń tego sezonu towarzyskiego, a debiutująca dziewczyna miała na sobie jasnożółtą suknię od Diora, którą kupiła poprzedniego lata w Paryżu.

Potem uczyła się w Radcliffe College, który skończyła z wyróżnieniem. Przez jakiś czas pracowała jako szefowa działu reklamy Muzeum Sztuki Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley; odeszła stamtąd, by zatrudnić się w nowojorskiej księgarni. Następnie została pracownikiem socjalnym w gettach i wtedy właśnie polski pisarz Jerzy Kosiński poznał ją z Wojtkiem Frykowskim. W sierpniu tego roku Gibby i Wojtek opuścili razem Nowy Jork i przenieśli się do Los Angeles, gdzie wynajęli dom przy Woodstock Road 2774 w Mulholland, na wzgórzach Hollywood. Przez Frykowskiego Gibby poznała Polańskich, Sebringa i innych ludzi z ich grona. Była jedną z osób, które zainwestowały w Sebring International.

Wkrótce po przybyciu do Kalifornii Abigail zgłosiła się do Wydziału Pomocy Społecznej hrabstwa Los Angeles jako ochotniczy pracownik socjalny. Codziennie wstawała o świcie, by udać się do Watts, Pacoima i innych przydzielonych jej gett. Kontynuowała tę pracę aż do momentu, gdy wraz z Frykowskim przenieśli się na Cielo Drive 10050.

Wówczas, prawdopodobnie z kilku powodów, zaszła w niej pewna zmiana. Była przygnębiona tym, że jej praca przynosi małe efekty. "Wielu pracowników socjalnych wraca na noc do domu, kąpie się i zmywa z siebie cały miniony dzień", powiedziała swojej wieloletniej przyjaciółce z San Francisco. "Ja tak nie potrafię. Cierpienie zachodzi mi za skórę". W maju czarnoskóry członek rady miejskiej, Thomas Bradley, sprzeciwił się osadzeniu Samuela Yorty na stanowisku burmistrza Los Angeles. Po kampanii wyborczej pełnej rasistowskich brudów Bradley przegrał. Abigail, zgorzkniała i pozbawiona złudzeń, nie podjęła poprzedniej pracy. Niepokoił ją poza tym dziwny rozwój romansu z Frykowskim, a głównie zażywanie przez nich narkotyków, które wykroczyło już poza fazę eksperymentu.

Rozmawiała o tym wszystkim ze swoim psychiatrą, doktorem Marvinem Flickerem. Spotykała się z nim pięć razy w tygodniu, od poniedziałku do piątku, o 16.30.

Przybyła na spotkanie także w ten feralny piątek.

Flicker powiedział policji, że Abigail chciała odejść od Frykowskiego. Zbierała siły, by podjąć ostateczną decyzję.

Policja nie potrafiła ustalić, kiedy Folger i Frykowski zaczęli regularnie zażywać narkotyki. Wiadomo było, że podczas swej podróży po Stanach przejeżdżali przez Irving w Teksasie, gdzie zatrzymali się na kilka dni u handlującego na dużą skalę dealera, doskonale znanego miejscowej policji oraz policji z Dallas. Handlarze narkotyków byli regularnymi gośćmi przy Woodstock Road i Cielo Drive. William Tennant powiedział policji, że ilekroć odwiedzał tę ostatnią posiadłość, "zawsze miał wrażenie, że Abigail jest na haju". Matka Gibby, która rozmawiała z nią ostatni raz w fatalny piątek około dziesiątej wieczorem, powiedziała, że córka wydała się jej przytomna, ale "na małym haju". Pani Folger, nieświadoma problemów córki, wspierała dużymi sumami Haight-Ashbury Free Medical Center, ośrodek będący pionierem w leczeniu uzależnień narkotykowych.

W krwiobiegu Abigail Folger koronerzy wykryli 2,4 miligrama metylenodioksyamfetaminy - MDA. Dawka większa od wykrytej u Wojtka Frykowskiego - 0,6 miligrama - co niekoniecznie musi wskazywać, że Gibby zażyła większą ilość narkotyku. Mogła to zrobić później.

Efekty działania narkotyków są różne, zależne od indywidualnych cech organizmu oraz wielkości dawki, ale niewątpliwie tej nocy Abigail była w pełni świadoma tego, co się dzieje.

Ofiara została dźgnięta nożem dwadzieścia osiem razy.

Wojciech "Wojtek" Frykowski, mężczyzna, biały, 32 lata, 178 centymetrów, 74 kilogramy wagi, włosy blond, oczy niebieskie. Żył z Abigail Folger w wolnym związku...

"Wojtek był człowiekiem o niewielkim talencie, ale ogromnym wdzięku", powie później Polański dziennikarzom. Przyjaźnili się już w Polsce i podobno ojciec Frykowskiego wspierał finansowo jeden z wczesnych filmów Polańskiego. Nawet w Polsce Frykowski znany był jako playboy. Był dwukrotnie żonaty i miał syna, którego zostawił, gdy wyjechał do Paryża w 1967 roku. Zarówno tam, jak i później w Nowym Jorku Polański dawał mu pieniądze i udzielał poparcia, mając nadzieję - choć znając dobrze Wojtka, niezbyt wielką - że powiedzie się któryś z wielkich planów przyjaciela. Żaden nie wypalił. Frykowski mówił ludziom, że jest pisarzem, ale nikt nie mógł sobie przypomnieć, by czytał cokolwiek, co wyszło spod jego pióra.

Przyjaciele Abigail Folger powiedzieli policji, że Frykowski wprowadził ją w świat narkotyków, aby mieć nad nią kontrolę. Przyjaciele Wojtka Frykowskiego twierdzili przeciwnie - że to Folger dostarczała kochankowi narkotyki, żeby go nie stracić.

Z raportu policyjnego: "Nie miał środków do życia i utrzymywał się dzięki fortunie Folger... Zażywał w dużych ilościach kokainę, meskalinę, LSD; palił marihuanę, haszysz... Był ekstrawertykiem i zapraszał do swojego domu różne przypadkowe osoby. Narkotykowe przyjęcia były tam na porządku dziennym".

Zajadle walczył o życie. Ofiara została dwukrotnie postrzelona, trzynaście razy uderzona w głowę tępym narzędziem i pięćdziesiąt jeden razy pchnięta nożem.

Steven Earl Parent, mężczyzna, biały, 18 lat, 183 centymetry, 79 kilogramów, włosy rude, oczy brązowe...

W czerwcu ukończył Arroyo High School, spotykał się z kilkoma dziewczynami, ale z żadną szczególnie często. Miał stałą pracę zaopatrzeniowca w firmie hydraulicznej. Wieczorami pracował jako sprzedawca w sklepie ze sprzętem stereofonicznym. Chciał zarobić na czesne i od września pójść do college'u.

Ofiara miała jedno cięcie, bo zasłaniała się przed ciosem noża, i została cztery razy postrzelona.

Podczas poprzedzających sekcję Sebringa oględzin jego ciała w świetle fluoroskopu doktor Noguchi odkrył pocisk tkwiący pomiędzy karkiem denata a koszulą. Podczas autopsji znaleziono trzy kolejne pociski: jedną kulę w ciele Frykowskiego i dwie w ciele Parenta. Te - wraz z pociskiem i fragmentami innych, znalezionych w samochodzie Parenta - zostały przekazane do zbadania sierżantowi Williamowi Lee z Wydziału Broni i Środków Wybuchowych SID. Lee stwierdził, że przypuszczalnie wszystkie kule zostały wystrzelone z tej samej broni, i wszystkie były kalibru .22.

W trakcie trwania sekcji sierżanci Paul Whiteley i Charles Guenther, detektywi z Wydziału Zabójstw z Biura Szeryfa Los Angeles, podeszli do sierżanta Jesse'a Bucklesa, jednego z detektywów z Departamentu Policji Los Angeles wyznaczonego do sprawy Tate, i przekazali mu istotne informacje.

31 lipca otrzymali doniesienie o przypuszczalnym zabójstwie i pojechali pod adres 964 Old Topanga Road w Malibu, gdzie znaleźli ciało Gary'ego Hinmana, trzydziestoczteroletniego nauczyciela muzyki. Został zasztyletowany.

Podobnie jak w sprawie Tate, na miejscu zbrodni pozostawiono wiadomość. Na ścianie salonu, w pobliżu ciała Hinmana, znajdowały się napisane krwią ofiary słowa: POLITYCZNA ŚWINIA.

Whiteley powiedział także Bucklesowi, że w związku z tym morderstwem aresztowali podejrzanego - Roberta "Bobby'ego" Beausoleila, młodego hipisowskiego muzyka. Prowadził samochód, który należał do Hinmana, na koszuli i spodniach miał krew, a w schowku koła zapasowego znaleziono ukryty nóż. Beausoleila zatrzymano 6 sierpnia, a więc gdy doszło do zabójstw w domu Tate, przebywał w areszcie. Możliwe jednak, że podczas napadu na Hinmana nie działał sam. Wraz z bandą innych hipisów mieszkał w Spahn Ranch, na starym filmowym ranczu w pobliżu Chatsworth, na przedmieściach Los Angeles. Była to dziwna grupa - ich przywódca, niejaki Charlie, chyba przekonał pozostałych, że jest Chrystusem.

Gdy tylko Whiteley wspomniał o hipisach, Buckles stracił zainteresowanie sprawą. "To nie to", odparł. "Wiemy, co kryje się za tymi morderstwami. Stanowią wynik wielkiej transakcji narkotykowej".

Whiteley ponownie podkreślił dziwne podobieństwa w sposobie popełnienia zbrodni. W obu wypadkach sprawca/sprawcy pozostawił/pozostawili wiadomość. Obie napisane drukowanymi literami. W obu wypadkach krwią ofiar. Dwukrotnie pojawia się słowo ŚWINIA. Już jedna zbieżność byłaby czymś niezwykłym, a w wypadku tak wielu prawdopodobieństwo, że to zbieg okoliczności, należało uznać za astronomicznie znikome.

Sierżant Buckles z Departamentu Policji Los Angeles powiedział sierżantom Whiteleyowi oraz Guentherowi z Biura Szeryfa: "Jeśli za tydzień nie będziecie mieli od nas wiadomości, to znaczy, że jesteśmy na innym tropie".

Tak więc w niecałą dobę po odkryciu ofiar w domu Tate Departament Policji Los Angeles otrzymał z Biura Szeryfa wskazówkę, dzięki której można było rozwiązać sprawę.

Jednak Buckles nigdy nie zatelefonował ani nie uznał otrzymanej informacji za ważną na tyle, by pofatygować się na drugi koniec prosektorium i przekazać ją swojemu przełożonemu, porucznikowi Robertowi Helderowi, który kierował śledztwem w sprawie Tate.

Zgodnie z sugestią porucznika Heldera doktor Noguchi nie ujawnił prasie niektórych szczegółów autopsji. Nie wymienił liczby ran odniesionych przez każdą z ofiar ani nie wspomniał o tym, że dwie spośród nich były pod wpływem narkotyków. Ponownie zaprzeczył, jakoby ofiary molestowano seksualnie i/lub bezczeszczono zwłoki.

Zapytany o dziecko Sharon odparł, że pani Polańska była w ósmym miesiącu ciąży; życie dziecka, doskonale zbudowanego chłopca, udałoby się prawdopodobnie uratować, gdyby został wydobyty przez pośmiertne cesarskie cięcie w czasie pierwszych dwudziestu minut po zgonie matki. "Jednak w chwili, gdy znaleziono zwłoki, było już na to za późno".

Porucznik Helder także rozmawiał tego samego dnia z prasą. Potwierdził, że Garretson nadal znajduje się w areszcie. Oświadczył, że nie może przedstawić dowodów przeciwko niemu, które znajdują się w rękach policji. Zdradził tylko, że przesłuchiwani są znajomi dozorcy.

Pod naciskiem dziennikarzy Helder przyznał:

- Nie ma żadnych solidnych podstaw, by ograniczać się do jednego podejrzanego. To mógł być jeden człowiek. Mogło ich być dwóch albo trzech. Ale nie sądzę, żebyśmy mieli do czynienia z grasującym po okolicy szaleńcem.

O 16.25 tego samego dnia w Parker Center porucznik A.H. Burdick zaczął przesłuchiwać Williama Garretsona z pomocą wykrywacza kłamstw.

Zgodnie z rutynowym postępowaniem początkowa część badania miała charakter niezobowiązującej rozmowy. Przesłuchujący starał się stworzyć dobrą atmosferę, żeby wydobyć z podejrzanego jak najwięcej informacji na temat jego przeszłości.

Garretson, chociaż wciąż przestraszony, rozluźnił się nieco podczas tej rozmowy. Powiedział Burdickowi, że ma dziewiętnaście lat, pochodzi z Ohio i został wynajęty w marcu przez Rudiego Altobellego, tuż przed jego odlotem do Europy. Praca była prosta: miał się opiekować domkiem gościnnym i trzema psami Altobellego. W zamian miał dach nad głową, dostawał 35 dolarów tygodniowo i obiecano mu, że po powrocie Altobellego otrzyma bilet lotniczy do Ohio.

Garretson twierdził, że nie utrzymywał kontaktu z ludźmi, którzy mieszkali w rezydencji. Zdawały się to potwierdzać jego inne wypowiedzi - na przykład Frykowskiego nazywał ciągle "młodszym Polańskim", a chociaż Sebring był mu obcy zarówno z nazwiska, jak i z opisu, widział kilkakrotnie na podjeździe jego czarne porsche.

Zapytany o to, co się działo na terenie posiadłości przed morderstwami, Garretson powiedział, że w czwartek wieczorem wpadł do niego znajomy z dziewczyną. Przynieśli sześć puszek piwa i trochę marihuany. Na pewno było to w czwartek, ponieważ ten facet miał żonę, "a dziewczynę przyprowadzał tutaj już kilka razy wcześniej, rozumie pan, w czwartki, gdy żona wypuszczała go z domu".

- Czy korzystali z twojego łóżka?

- Tak, owszem. A gdy wyszli, wypiłem trochę piwa...

Garretson przypomniał sobie, że wypił cztery piwa, wypalił dwa jointy, wziął dexedrynę i chorował po tym cały piątek. Około ósmej trzydzieści lub o dziewiątej wieczorem w piątek poszedł na Sunset Strip, żeby kupić paczkę papierosów i jakąś mrożonkę na kolację. Wrócił około dziesiątej. Przechodząc obok rezydencji, zauważył, że światła się palą, ale nie widział nikogo. Nie zauważył także nic podejrzanego.

Potem, "mniej więcej kwadrans przed północą, przyszedł Steve [Parent], wie pan, i przyniósł ze sobą radio. Miał radio, radio z zegarem; a ja nie spodziewałem się go nic a nic, a on zapytał mnie, jak mi leci, i w ogóle...". Parent włączył radio, żeby zademonstrować, w jaki sposób działa, ale Garretson nie był zainteresowany kupnem odbiornika.

Potem "poczęstowałem go piwem... a on wypił je i zatelefonował do kogoś w Santa Monica i Doheny - i powiedział, że tam pojedzie, i tak dalej, a potem wyszedł i, rozumie pan, to było wtedy, gdy widziałem go ostatni raz".

Zegar radia znalezionego w aucie Parenta zatrzymał się na 00.15 w nocy. Można uznać, że mniej więcej wtedy popełniono morderstwo. Podczas prezentowania radia Garretsonowi Parent nastawił zegar, a potem pewnie wyłączył odbiornik tuż przed wyjściem. Zgadzałoby się to z przypuszczalnym czasem podanym przez Garretsona.

Garretson zeznał, że po wyjściu Parenta napisał kilka listów i słuchał stereo, niemal do świtu nie kładąc się spać. Chociaż twierdził, że nie słyszał nic podejrzanego, przyznał, że był "przestraszony".

Dlaczego? - spytał Burdick. Garretson odparł, że wkrótce po wyjściu Steve'a zauważył, że opada klamka drzwi, jakby ktoś usiłował je otworzyć. A gdy chciał zadzwonić na zegarynkę, przekonał się, że w słuchawce panuje głucha cisza.

Podobnie jak inni policjanci, Burdick nie mógł uwierzyć, że Garretson - chociaż przytomny przez całą noc - nic nie słyszał, podczas gdy zamieszkałych dużo dalej sąsiadów dobiegły odgłosy strzałów bądź krzyki. Garretson upierał się jednak, że niczego nie słyszał i nie widział. Nie pamiętał, czy wypuszczając psy Altobellego, wyszedł do ogrodu leżącego za domem. Burdickowi wydało się to pokrętne, jednak z ogrodu Garretson nie mógł widzieć rezydencji, chociaż mógłby coś usłyszeć.

Departament Policji Los Angeles był przekonany, że teraz miał nadejść moment prawdy. Burdick zaczął regulować wykrywacz kłamstw, czytając jednocześnie Garretsonowi listę pytań, które miał zamiar mu zadać. To także stanowiło standardową procedurę operacyjną, o silnym działaniu psychologicznym. Gdy podejrzany wiedział, że padną pewne pytania, nie mając jednocześnie pojęcia, kiedy to nastąpi, zaczynał się denerwować. Wreszcie Burdick rozpoczął właściwy test.

- Czy Garretson to twoje prawdziwe nazwisko?

- Tak.

Aparat nie zareagował.

- Wracając do Steve'a, czy spowodowałeś jego śmierć?

- Nie.

Patrząc przed siebie, Garretson nie mógł widzieć twarzy Burdicka, który zadając następne pytanie, odezwał się obojętnym głosem, w żaden sposób nie okazując, że stalowe pisaki skoczyły w górę skali.

- Rozumiesz pytania?

- Tak.

- Czy czujesz się odpowiedzialny za śmierć Steve'a?

- Z tego powodu, że w ogóle mnie znał.

- To znaczy?

- Gdyby mnie nie znał, nie przyszedłby do mnie tej nocy i nic by się nie zdarzyło.

Burdick zdjął z ramienia Garretsona opaskę do mierzenia ciśnienia krwi, powiedział mu, żeby się rozluźnił, i przez chwilę rozmawiał z nim o byle czym. Potem znowu założył mu ciśnieniomierz i zaczął zadawać pytania, tym razem nieznacznie zmienione.

- Czy twoje nazwisko jest prawdziwe?

- Tak.

- Czy zastrzeliłeś Steve'a?

- Nie.

Aparat nie reagował.

Nastąpiły kolejne pytania, po których padło:

- Czy wiesz, kto spowodował śmierć pani Polańskiej?

- Nie.

- Czy spowodowałeś śmierć pani Polańskiej?

- Nie.

Wskazówki aparatury wciąż nie reagowały.

Burdick zaakceptował teraz oświadczenie Garretsona, że czuł się odpowiedzialny za śmierć Parenta, ale nie miał nic wspólnego z popełnieniem wszystkich zabójstw. Badanie trwało około pół godziny. Burdick ustalił, że Garretson nie jest gejem; nie miał stosunków seksualnych z żadną z ofiar; nigdy nie sprzedawał narkotyków.

Policja nie miała przesłanek, by podejrzewać Garretsona o kłamstwo, ale dozorca przez cały czas był zdenerwowany. Burdick spytał go, dlaczego się denerwuje. Garretson wyjaśnił, że gdy prowadzono go do celi, pewien policjant wskazał na niego, mówiąc: "To facet, który wymordował tamtych ludzi".

- Rozumiem, że to mogło tobą wstrząsnąć. Ale to nie oznacza, że kłamiesz?

- Nie, jestem tylko oszołomiony.

- Dlaczego?

- Zastanawiam się, jak to możliwe, że nie zostałem zamordowany?

- Nie wiem.

Chociaż wyniki testu z użyciem wykrywacza kłamstw nie były prawnie dopuszczane jako dowody, policja wierzyła w skuteczność urządzenia9.

Garretson przebrnął przez test, ale o pozytywnym wyniku poinformowano go z pewnym opóźnieniem. "Z relacji z przesłuchania wynika, że pan Garretson mówił prawdę i nie miał nic wspólnego z zabójstwami w posiad­łości Polańskich" - napisał w swoim oficjalnym raporcie kapitan Don Martin, szef SID.

Chociaż Burdick wierzył, że Garretson jest "czysty", jeśli chodzi o ewentualny udział w zabójstwach, nieoficjalnie uważał, że chłopak wie o nich więcej, niż zeznał. Być może coś słyszał i ze strachu ukrył się, żeby przeczekać do świtu. Było to jednak wyłącznie przypuszczenie Burdicka.

Dzięki wykrywaczowi kłamstw William Eston Garretson przestał być "dobrym podejrzanym". Nadal jednak nie było wiadomo, dlaczego spośród sześciu osób, znajdujących się tamtej nocy w posiadłości przy 10050 Cielo Drive, zamordowano wszystkie oprócz jednej.

Garretson jako jedyny ocalały z rzezi budził pewne podejrzenia, więc został zatrzymany na kolejny dzień.

Tej samej niedzieli z policją skontaktował się Jerrold D. Friedman, student UCLA, i poinformował, że właśnie on był osobą, do której Steve Parent dzwonił w piątek około 23.45. Parent miał zamiar kupić dla Friedmana odbiornik stereofoniczny i chciał omówić z nim szczegóły transakcji. Friedman próbował wykręcić się z tego spotkania, twierdząc, że jest zbyt późno, ale w końcu ustąpił i pozwolił Parentowi wpaść na kilka minut. Parent zapytał go, która godzina, a gdy Friedman mu powiedział, Steve oświadczył, że będzie u niego około 00.30.

Tamtej niedzieli Departament Policji Los Angeles nie tylko stracił swojego podejrzanego, rozwiał się także inny obiecujący ślad. W jednym z warsztatów w Beverly Hills znaleziono czerwone ferrari Sharon, które właścicielka odstawiła w celu dokonania naprawy. Policja liczyła na to, że mogło zostać wykorzystane jako samochód służący ucieczce zabójcy/zabójców.

Wieczorem przyleciał z Londynu Polański. Dziennikarze oczekujący na lotnisku określili go jako "straszliwie załamanego" i "rozbitego przez tę tragedię". Chociaż reżyser nie zgodził się na rozmowę z prasą, jego rzecznik zdementował pogłoski o rozpadzie małżeństwa Polańskich. Oświadczył, że Polański został w Londynie z racji obowiązków zawodowych, a Sharon wróciła do domu statkiem, ponieważ linie lotnicze nie zgadzały się na przewóz kobiet będących w dwóch ostatnich miesiącach ciąży.

Polański został zabrany do apartamentu na terenie wytwórni Paramount, gdzie pozostawał w odosobnieniu i pod opieką lekarską. Policja rozmawiała z nim krótko tego wieczoru, ale reżyser nie potrafił podsunąć żadnego motywu zbrodni.

Tej samej niedzielnej nocy do Los Angeles wrócił także Frank Struthers. Około 20.30 państwo Saffie zostawili go na krańcu długiego podjazdu rezydencji małżeństwa LaBianca. Wlokąc torbę podróżną i sprzęt obozowy, piętnastolatek spostrzegł, że motorówka nadal znajduje się na przyczepie za thunderbirdem Leno. Wydało mu się to dziwne; ojczym nie lubił zostawiać łodzi na noc na zewnątrz. Frank złożył w garażu swój bagaż i ruszył w stronę tylnego wejścia do domu.

Dopiero wtedy zauważył, że wszystkie żaluzje w oknach są opuszczone. Nie zdarzyło się to nigdy wcześniej i to go nieco przestraszyło. W kuchni świeciło się, więc zapukał do drzwi. Żadnej reakcji. Zawołał. Ponownie nikt nie zareagował.

Teraz już naprawdę zaniepokojony Frank poszedł do najbliższego automatu telefonicznego, znajdującego się w barku z hamburgerami na rogu Hyperion i Rowena. Wybrał numer domu, a potem, nie uzyskując odpowiedzi, starał się dodzwonić do restauracji, w której pracowała siostra. Tej nocy Susan miała wolne, ale jej kierownik zaofiarował się, że spróbuje złapać ją w domu. Frank podał mu numer automatu, z którego dzwonił.

Siostra zatelefonowała po dziewiątej. Nie widziała państwa LaBianca od poprzedniego wieczoru, gdy podwieźli ją do domu, ani nie miała od nich żadnej wiadomości. Susan poleciła Frankowi, by nie ruszał się z miejsca, i zadzwoniła do swego chłopaka, Joe Dorgana. Powiedziała mu, że zdaniem Franka w domu państwa LaBianca stało się coś złego. Około 21.30 Joe i Susan zabrali Franka sprzed stoiska z hamburgerami i we troje pojechali prosto na Waverly Drive 3301.

Rosemary zostawiała często pęk kluczy w swoim samochodzie. Znaleźli je i otworzyli tylne drzwi domu. Dorgan zaproponował, żeby Susan została w kuchni, podczas gdy on i Frank sprawdzą resztę pomieszczeń. Przeszli przez jadalnię, a gdy dotarli do salonu, ujrzeli Leno.

Leżał na plecach pomiędzy kanapą a fotelem. Na głowie miał poduszkę, dookoła szyi jakiś powróz, a koszula jego piżamy była rozerwana, tak że wystawał goły brzuch. Coś z niego sterczało.

Bezruch Leno wskazywał, że mężczyzna nie żyje.

Bojąc się, że Susan mogłaby przyjść tu za nimi i zobaczyć zwłoki, wrócili do kuchni. Joe podniósł słuchawkę kuchennego telefonu, żeby wezwać policję, a potem, obawiając się, że mógł zatrzeć jakieś ślady, odłożył ją i powiedział do Susan: "Wszystko w porządku, zabierajmy się stąd". Jednak Susan wiedziała, że wcale nie jest "w porządku". Na drzwiach lodówki widniał napis wykonany czymś, co wyglądało na czerwoną farbę.

Idąc szybko podjazdem, Dorgan zatrzymał się przed stojącym po drugiej stronie ulicy bliźniaczym domem i zadzwonił pod numer 3308 Waverly Drive. Otworzył się judasz. Dorgan powiedział, że znalazł zasztyletowanego człowieka i chciałby wezwać policję. Sąsiad odmówił otwarcia drzwi, strasząc: "Wezwiemy policję, ale na was".

Centrala telefoniczna Departamentu Policji Los Angeles odnotowała tę rozmowę o 22.26; dzwoniący skarżył się, że jacyś młodzi zakłócają mu spokój.

Mając wątpliwości, czy mężczyzna naprawdę zatelefonuje na policję, Dorgan przycisnął dzwonek sąsiedniego domu, pod numerem 3306. Doktor Brigham i pani Merry J. Brigham wpuścili troje młodych ludzi, którzy byli tak zdenerwowani, że to pani Brigham musiała dokończyć rozmowę z policją. O 22.35 wysłano pod wskazany adres czarno-biały radiowóz 6A39, z policjantami W.C. Rodriquezem i J.C. Toneyem, którzy zjawili się bardzo szybko - w pięć minut od zgłoszenia.

Podczas gdy Susan i Frank zostali z doktorem i jego żoną, Dorgan udał się z policjantami do rezydencji państwa LaBianca. Toney osłaniał Rodriqueza, który wszedł do domu przez tylne drzwi. Frontowe były zamknięte, ale nie na klucz. Po rozejrzeniu się wewnątrz policjant przybiegł do samochodu, by wezwać posiłki, inspektora i ambulans.

Rodriquez służył w policji dopiero od czternastu miesięcy; nigdy wcześniej nie miał do czynienia ze zwłokami. Po kilku minutach przybyła karetka G-1 i Leno LaBianca został uznany za MCP - "martwego w chwili przybycia". Poza poduszką, którą widzieli Frank i Joe, na jego głowie leżała zakrwawiona poszewka. Sznur na szyi był drugim końcem przymocowany do masywnej lampy; linkę zaciągnięto tak mocno, że wyglądało na to, iż denat został uduszony. Ręce miał związane za plecami skórzanym rzemieniem, a sterczący z jego brzucha przedmiot okazał się dwuzębnym widelcem o rzeźbionej rękojeści z kości słoniowej. Poza licznymi ranami kłutymi brzucha na skórze miał wycięte słowo WOJNA.

Tuż po ambulansie nadjechał wóz patrolowy 6L40, kierowany przez sierżanta Edwarda L. Cline'a, policyjnego weterana z szesnastoletnim stażem. Po objęciu dowództwa Cline otrzymał od dwóch sanitariuszy różowy formularz MCP.

Ambulans toczył się wolno w dół podjazdu, gdy Rodriquez wezwał go ponownie. Cline znalazł drugie zwłoki w sypialni.

Rosemary LaBianca leżała twarzą w dół w wielkiej kałuży krwi na podłodze sypialni, równolegle do łóżka i bieliźniarki. Miała na sobie krótką różową halkę, a na niej drogą suknię, niebieską w białe poprzeczne pasy, którą Susan zidentyfikowała później jako jedną z ulubionych sukien swej matki. Zarówno halkę, jak i sukienkę zadarto na głowę ofiary, tak że plecy, pośladki i nogi były nagie. Zadano jej tyle ran kłutych, że Cline nie usiłował nawet ich policzyć. Ręce Rosemary nie były związane, ale podobnie jak Leno miała na głowie poszewkę poduszki, a wokół szyi okręcony przewód elektryczny. Kabel pochodził z jednej z dwóch przewróconych sypialnianych lamp. Napięty przewód oraz inna kałuża krwi, znajdująca się około 60 centymetrów od ciała, wskazywały, że Rosemary prawdopodobnie usiłowała się czołgać, ciągnąc za sobą lampę.

Wypełniono drugi formularz MCP, tym razem na nazwisko Rosemary LaBianca. Joe Dorgan musiał powiedzieć o tym Susan i Frankowi.

W trzech miejscach domu znaleziono napisy wykonane czymś, co wyglądało na krew. Wysoko na północnej ścianie salonu, ponad kilkoma obrazami, namazano słowa ŚMIERĆ ŚWINIOM. Na południowej ścianie, na lewo od frontowych drzwi, jeszcze wyżej od poprzedniego napisu, widniało słowo POWSTANIE. I były jeszcze dwa słowa na drzwiach lodówki, z których pierwsze zostało napisane z błędem: HEALTER SKELTER10.

Poniedziałek, 11 sierpnia 1969

O 12.15 w południe sprawa została przekazana do Wydziału Kryminalnego. Sierżant Danny Galindo, który spędził poprzednią noc na stróżowaniu w posiadłości Tate, był pierwszym detektywem, który około pierwszej po północy przybył na kolejne miejsce zbrodni. Wkrótce dołączył do niego inspektor K.J. McCauley i kilku innych detektywów, podczas gdy dodatkowy zespół, dowodzony przez Cline'a, zabezpieczał teren. Tak jak w posiadłości Tate, dziennikarze, którzy zaczęli już przybywać na miejsce, nie mieli wielkich trudności ze zdobyciem poufnych informacji.

Galindo dokładnie przeszukał parterowy dom. Oprócz przewróconych lamp nie było innych śladów walki. Nie było także śladów świadczących o tym, że zbrodnia mogła mieć podłoże rabunkowe. Na liście przedmiotów wpisanych przez Galindo do raportu znajdowały się: złoty męski sygnet z brylantami (największy kamień był jednokaratowy), dwa pierścionki, oba kosztowne, leżące na widoku, bo na blacie bieliźniarki w sypialni; naszyjniki; bransoletki; sprzęt fotograficzny; broń ręczna, strzelby i karabiny; zbiór monet; torba znaleziona w bagażniku thunderbirda Leno z pięciocentówkami, które wyszły z obiegu i były warte o wiele więcej niż ich nominalna wartość wynosząca 400 dolarów; portfel Leno LaBianca z kartami kredytowymi i gotówką, leżący w samochodowym schowku na rękawiczki; kilka zegarków, wśród nich drogi stoper w rodzaju tych, jakich używa się podczas wyścigów konnych, oraz wiele innych wartościowych przedmiotów.

Kilka dni później Frank Struthers wrócił do rodzinnego domu w towarzystwie policji. Za jedyne brakujące przedmioty uznał portfel Rosemary i jej zegarek.

Galindo nie znalazł żadnych śladów włamania. Jednak badając tylne drzwi domu, stwierdził, że można je z łatwością otworzyć. Jemu samemu udało się to za pomocą taśmy celuloidowej.

Detektywi dokonali wielu innych odkryć. Widelec o kościanej rączce, sterczący z brzucha Leno, należał do zestawu sztućców znalezionych w kuchennej szufladzie. W zlewie leżały skórki z arbuza. Były w nim także plamy krwi, podobnie jak w łazience. Zwitek nasączonej krwią gazety znaleziono na podłodze w jadalni - jego wystrzępiony koniec zdawał się świadczyć o tym, że użyto go do namazania napisów na ścianach.

Dalszy scenariusz tej nocy przy Waverly Drive 3301 stanowił powtórkę działań, które miały miejsce przy Cielo Drive 10050 niecałą dobę wcześniej. Około trzeciej nad ranem przybył ten sam zespół, z sierżantem Joe Granado, żeby pobrać próbki krwi.

Ilość krwi w zlewie kuchennym okazała się niewystarczająca do stwierdzenia, czy była pochodzenia zwierzęcego, czy też ludzkiego, ale wszystkie pozostałe próbki poddane testowi Ouchterlony'ego dały pozytywny wynik, wskazując, że są pochodzenia ludzkiego. Krew w łazience, jak i ta w pobliżu ciała Rosemary LaBianca, była grupy A - taką miała ofiara. Wszystkie pozostałe ślady, łącznie z zebranymi ze zmiętej gazety i rozmaitych napisów, były grupy B - Leno LaBianca.

Tym razem Granado nie oznaczył żadnych podgrup.

Specjaliści od odcisków palców, sierżanci Harold Dolan i J. Claborn, zebrali w sumie dwadzieścia pięć różnych śladów linii papilarnych, z których wszystkie, poza sześcioma, zostały później zidentyfikowane jako należące do Leno, Rosemary lub Franka. Dla Dolana - który zbadał miejsca, w których odciski palców powinny się znajdować, a nie stwierdził tam obecności żadnych śladów - było oczywiste, że zrobiono wszystko, żeby je stamtąd usunąć. Nie było, na przykład, nawet najdrobniejszej smugi na trzonku rzeźbionego widelca z kości słoniowej ani na emaliowanych drzwiach lodówki i ich chromowanym uchwycie - a więc na powierzchniach znakomicie przyjmujących odciski palców. Podczas szczegółowych oględzin drzwi lodówki zauważono na nich ślady wycierania.

Gdy policyjny fotograf skończył pracę, zastępca koronera dopilnował usunięcia ciał. Na głowach ofiar pozostawiono poszewki poduszek, a przewody lamp zostały odcięte blisko ich podstaw, żeby do zbadania zachowały się nietknięte węzły. Przedstawiciel Wydziału Rejestracji Zwierząt zabrał trzy psy, które zastali wewnątrz domu przybyli na miejsce policjanci.

Pewne elementy układanki nadal nigdzie nie pasowały, ale tym razem - gdy szło o podobieństwa - rysował się pewien fragmentaryczny wzorzec:

Los Angeles, Kalifornia, jako miejsce zbrodni; czas - kolejne noce z rzędu; duża liczba ofiar; ofiary - zamożni biali; mnogość ran kłutych; nieprawdopodobne okrucieństwo czynu; brak normalnego motywu; żadnych śladów plądrowania czy kradzieży; sznury dookoła szyj dwóch ofiar w sprawie Tate i przewody elektryczne na szyjach państwa LaBianca; krwawe napisy.

Mimo to w ciągu dwudziestu czterech godzin policja uznała, że między obiema seriami zabójstw nie ma żadnego związku.

KOLEJNE RYTUALNE ZABÓJSTWAZABITO MAŁŻEŃSTWO Z LOS FELIZ;ZWIĄZEK Z PIĘCIOMA MORDERSTWAMI,

krzyczały w ten poniedziałkowy poranek nagłówki z pierwszych stron gazet. Przerywano programy telewizyjne, żeby podać najświeższe doniesienia, radioodbiorniki w samochodach milionów mieszkańców Los Angeles, zmierzających do pracy drogami szybkiego ruchu, zdawały się nie przekazywać żadnych innych wiadomości11.

To wtedy zaczęła się szerzyć psychoza strachu.

Gdy gruchnęła wieść o morderstwach w domu Tate, nawet ci, którzy znali ofiary, byli raczej zszokowani niż przerażeni - ponieważ równocześnie z tą informacją podano oświadczenie o zatrzymaniu podejrzanego i postawieniu go w stan oskarżenia. Jednak w chwili, gdy doszło do kolejnych morderstw, Garretson znajdował się w areszcie. Tego poniedziałku, wraz ze zwolnieniem młodego dozorcy, który nadal wyglądał na zdezorientowanego i przestraszonego zarazem - wybuchła panika.

Skoro Garretson jest niewinny, to znaczy, że prawdziwy zabójca nadal przebywa na wolności. Skoro do morderstw doszło w tak oddalonych od siebie miejscach jak Los Feliz i Bel Air, a ofiary były tak różne - znakomitości świata filmowego oraz właściciel sieci sklepów spożywczych i jego żona - to znaczy, że każdy i wszędzie może zostać kolejną ofiarą.

Czasami strach można "zmierzyć". Barometrami tego uczucia stały się następujące zjawiska: w ciągu dwóch dni jeden ze sklepów sportowych w Beverly Hills sprzedał 200 sztuk broni palnej, podczas gdy w okresie poprzedzającym morderstwa sprzedawał średnio trzy, cztery sztuki dziennie. Niektóre z prywatnych służb ochrony podwoiły, a nawet potroiły liczbę swoich pracowników. Psy obronne, wcześniej wyceniane na 200 dolarów, teraz sprzedawano po 1500. Wkrótce zabrakło ich hodowcom. Ślusarze mieli dwutygodniowe opóźnienia w realizacji zleceń. Nagle wzrosła liczba przypadkowych strzelanin i doniesień o podejrzanych osobach.

Wiadomość o tym, że w ten weekend doszło w Los Angeles do dwudziestu ośmiu zabójstw (wcześniej przypadało średnio jedno na dzień), nie wpłynęła na obniżenie poziomu lęku.

Mówiono, że Frank Sinatra się ukrywa; że Mia Farrow nie przybędzie na pogrzeb swojej przyjaciółki Sharon, bo, jak wyjaśnił jej krewny: "obawia się, że będzie następną ofiarą". Krążyły pogłoski, że Tony Bennett przeniósł się "dla większego bezpieczeństwa" ze swego bungalowu, stojącego na terenie Beverly Hills Hotel, do apartamentu wewnątrz budynku; że Steve McQueen wozi teraz broń pod przednim fotelem swego sportowego samochodu; że Jerry Lewis zainstalował w domu system alarmowy wraz z monitorami. Connie Stevens przyznała później, że zamieniła swoją rezydencję w Beverly Hills w fortecę. "Głównie z powodu morderstw w domu Sharon. To przeraziło nas wszystkich".

Skończyły się przyjaźnie, rozpadały romanse, niektórych ludzi skreślano nagle z list gości, odwoływano przyjęcia - ponieważ wraz ze strachem pojawiła się podejrzliwość. Zabójcą mógł być dosłownie każdy.

Nad Południową Kalifornią na wiele miesięcy zawisła chmura strachu, gęstsza od smogu. Jeszcze w marcu następnego roku William Kloman pisał w "Esquire": "W wielkich rezydencjach w Bel Air strach każe ludziom pędzić do telefonu za każdym razem, gdy w ogrodzie spada z drzewa złamana gałąź".

POLITYCZNA ŚWINIA - HINMANŚWINIA - TATEŚMIERĆ ŚWINIOM - LABIANCA

W każdym przypadku napisane krwią jednej z ofiar.

Sierżant Buckles nadal nie uznawał tych napisów za ślad wystarczająco ważny, by za nim podążyć.

Sekcje małżeństwa LaBianca przeprowadzał zastępca koronera, David Katsuyama. Zanim do nich przystąpił, usunął z głów ofiar powłoczki na poduszki. Dopiero wtedy okazało się, że poza rzeźbionym widelcem, sterczącym z brzucha, Leno LaBianca ma także wbity w gardło nóż.

Ponieważ nikt z obecnych na miejscu zbrodni nie widział noża, fakt ten stał się jedną z kluczowych kwestii podczas przesłuchań z użyciem wykrywacza kłamstw. Chociaż zwrot ŚMIERĆ ŚWINIOM był cytowany w prasie, z niewiadomych powodów nie stało się tak z napisami POWSTANIE i HEALTER SKELTER.

Leno A. LaBianca, zam. 3301 Waverly Drive, mężczyzna, biały, 44 lata, 183 centymetry, 99 kilogramów, oczy piwne, włosy brązowe...

Urodzony w Los Angeles jako syn założyciela State Wholesale Grocery Company, Leno zaczął pracować w rodzinnej firmie po ukończeniu Uniwersytetu Południowej Kalifornii, osiągając w końcu stanowisko prezesa Gateway Markets - sieci sklepów spożywczych w Południowej Kalifornii.

Leno nie miał wrogów. Szybko jednak wyszło na jaw, że miał swoje tajemnice. Przyjaciele i krewni określali go jako człowieka spokojnego i konserwatywnego. Byli zdumieni, dowiadując się po jego śmierci, że posiadał osiem koni wyścigowych czystej krwi, w tym słynną klacz Kildare Lady, oraz że był namiętnym graczem, który odwiedzał tory wyścigowe niemal w każdy dzień biegów. Nie wiedziano również, że był zadłużony na 230 tysięcy dolarów.

W następnych tygodniach detektywi pracujący nad sprawą małżeństwa LaBianca odwalili kawał solidnej roboty, przedzierając się przez labirynt skomplikowanych afer finansowych Leno. Jednak szybko wykluczono możliwość, że LaBianca stał się ofiarą jakiegoś lichwiarza, gdyż wyszło na jaw, że Rosemary LaBianca dysponowała wystarczającym majątkiem, by pokryć długi Leno.

Jeden z byłych wspólników Leno, także Włoch z pochodzenia, który znał jego pociąg do hazardu, zasugerował policji, że morderstwa mogą mieć związek z mafią. Przyznał wprawdzie, że nie ma dowodów na poparcie tej tezy, jednak detektywi dowiedzieli się, że przez krótki czas Leno był w zarządzie jednego z hollywoodzkich banków, co do którego w wydziałach wywiadu Departamentu Policji Los Angeles i Biura Szeryfa panowało przekonanie, że jest wspierany przez "brudne pieniądze". Nie było na to dowodów, lecz kilku innych członków zarządu postawiono w stan oskarżenia i skazano za afery z fałszywymi czekami. Przypuszczalny związek z mafią stał się jedną z wielu wskazówek, które należało sprawdzić.

Leno nie był notowany; Rosemary dostała jeden mandat drogowy w 1957 roku.

Leno zostawił po sobie 100 tysięcy dolarów z ubezpieczenia na życie, która to suma - podzielona równo pomiędzy Susan, Franka i troje dzieci z jego poprzedniego małżeństwa - nie była na tyle łakomym kąskiem, by mogła stanowić motyw zbrodni.

Leno LaBianca został zamordowany w miejscu, w którym przyszedł na świat; zamieszkał bowiem z Rosemary w swym rodzinnym domu, który w listopadzie 1968 roku odkupił od matki.

Przyczyna śmierci: liczne rany kłute. Ofiara otrzymała dwanaście ran kłutych oraz czternaście punktowych, spowodowanych przez dwuzębny widelec; z dwudziestu sześciu ran sześć było śmiertelnych.

Rosemary LaBianca, 3301 Waverly Drive, kobieta, biała, 38 lat, 165 centymetrów, 56 kilogramów, włosy ciemne, oczy piwne...

Podobno urodziła się w Meksyku, a jej rodzicami byli Amerykanie, którzy osierocili ją lub porzucili w Arizonie. Gdy miała dwanaście lat, adoptowali ją państwo Harmon, którzy zabrali ją do Kalifornii. Pod koniec lat czterdziestych, będąc jeszcze nastolatką, pracowała w Brown Derby Drive-In, restauracji dla zmotoryzowanych w Los Feliz, gdzie poznała swego pierwszego męża. Rozwiedli się w 1958 roku i wkrótce potem, gdy Rosemary pracowała jako kelnerka w Los Feliz Inn, poznała i poślubiła Leno LaBianca.

Jej były mąż został przesłuchany z zastosowaniem wykrywacza kłamstw i uwolniony od jakichkolwiek podejrzeń o związek ze zbrodnią. Przesłuchano też poprzednich pracodawców Rosemary, jej przyjaciół oraz ludzi związanych z jej interesami; nikt nie mógł sobie przypomnieć choćby jednej osoby, która by jej nie lubiła.

Według Ruth Sivick, jej wspólniczki w Boutique Carriage, Rosemary miała głowę do interesów. Sklep prosperował wyśmienicie, a poza tym Rosemary inwestowała w akcje i robiła to dobrze. Gdy poświadczono jej testament, okazało się, że posiadała 2 miliony 600 tysięcy dolarów. Abigail Folger, zamordowana przy Cielo Drive 10050, spadkobierczyni fortuny kawowej, zostawiła zaledwie jedną piątą tej sumy.

Pani Sivick widziała Rosemary ostatni raz w piątek, gdy wybrały się po towar do swego sklepu. Potem Rosemary zatelefonowała w sobotę rano i powiedziała Ruth, że planują z mężem wyjazd nad jezioro Isabella. Zapytała ją, czy mogłaby wpaść po południu do ich domu, żeby nakarmić psy. Państwo LaBianca mieli trzy psy. Gdy około osiemnastej Ruth zbliżyła się do domu, wszystkie zwierzęta głośno szczekały. Po nakarmieniu ich, co sprowadzało się do wyjęcia z lodówki psiego żarcia, pani Sivick sprawdziła drzwi - wszystkie były pozamykane - i wyszła.

Z zeznań pani Sivick wynikało, że ktokolwiek wytarł odciski palców z uchwytu drzwi lodówki, zrobił to po jej wizycie.

Przyczyna śmierci: wielokrotne rany kłute. Ofiara została dźgnięta czterdzieści jeden razy, sześć ran było śmiertelnych.

Wszystkie rany Leno LaBianca, z wyjątkiem jednej, zostały zadane z przodu ciała; trzydzieści sześć z czterdziestu jeden ran Rosemary LaBianca znajdowało się na jej plecach i pośladkach. Leno nie miał ran, które wskazywałyby, że się bronił przed atakiem, a więc ręce związano mu przed zasztyletowaniem. Rosemary miała cięcie po lewej stronie szczęki. Ta rana oraz tkwiący w gardle Leno nóż świadczyły o tym, że poszewki na głowach ofiar umieszczono później - być może, gdy Leno i Rosemary już nie żyli.

Poszewki zidentyfikowano jako własność ofiar; zostały zdjęte z poduszek leżących na łóżku w ich sypialni.

Nóż tkwiący w gardle Leno także był jego własnością, chociaż pochodził z innego zestawu niż widelec. Wymiary ostrza noża wynosiły: długość 12,4 centymetra, grubość ciut mniejsza od 0,16 centymetra, szerokość w najwęższym miejscu 0,95 centymetra.

Detektywi prowadzący sprawę małżeństwa LaBianca stwierdzili później w swoim raporcie: "Wyjęty z gardła nóż okazał się bronią, której użyto do popełnienia obu morderstw".

Było to zaledwie przypuszczenie, ponieważ z niewiadomych powodów doktor Katsuyama, w przeciwieństwie do swojego zwierzchnika, doktora Noguchi, który kierował sekcjami w sprawie Tate, nie dokonał pomiarów ran. Także detektywi wyznaczeni do sprawy państwa LaBianca nie domagali się tej informacji.

Skoro przyjęto, że było jedno narzędzie zbrodni, należało przypuszczać, iż działał tylko jeden zabójca. Użycie narzędzia, które pochodziło z miejsca zbrodni, nasuwało z kolei myśl, że morderca przybył tam nieuzbrojony, a decyzję o zamordowaniu małżeństwa LaBianca podjął w jakiś czas po tym, gdy znalazł się na terenie nieruchomości. To z kolei sugerowało: (1) że zabójca znalazł się tam w celu rabunkowym, a państwo LaBianca przyłapali go na gorącym uczynku; albo (2) ofiary znały zabójcę i ufały mu na tyle, że wpuściły go do domu o drugiej nad ranem lub później. To założenie mogło wywołać wiele problemów.

Podobnie miała się sprawa z określeniem czasu zgonu ofiar.

Katsuyama stwierdził, że śmierć nastąpiła o trzeciej nad ranem w niedzielę. Gdy inne dowody zaczęły temu przeczyć, detektywi zażądali od Katsuyamy zweryfikowania wyniku. Zastępca koronera uznał teraz, że Leno LaBianca zmarł pomiędzy 00.30 a 20.30 w niedzielę, Rosemary zaś wcześniej. Jednakże Katsuyama zastrzegł się, że określenie czasu zgonu jest trudne ze względu na panującą w pokoju temperaturę oraz inne czynniki.

Wszystko to było tak mętne, że detektywi po prostu zignorowali dane Katsuyamy. Wiedzieli od Franka Struthersa, że Leno był niewolnikiem włas­nych nawyków. Wieczorną gazetę czytał przed pójściem do łóżka, zaczynając lekturę zawsze od kolumny sportowej. Na tej właśnie stronie otwarta była leżąca na stoliku kawowym gazeta, a obok niej leżały okulary Leno. Na podstawie tego i innych dowodów (Leno był już w piżamie, w łóżku nikt jeszcze nie leżał itd.) detektywi uznali, że morderstwa nastąpiły przypuszczalnie mniej więcej w godzinę po tym, gdy państwo LaBianca odjechali sprzed kiosku z gazetami Fokianosa lub między drugą a trzecią w nocy, w niedzielę.

Od samego początku policja podważała znaczenie podobieństw łączących obie zbrodnie. Inspektor K.J. McCauley powiedział dziennikarzom: "Nie widzę żadnego związku pomiędzy tymi zabójstwami. Zbytnio się różnią. Po prostu nie widzę żadnego związku". Sierżant Bryce Houchin zauważył: "Istnieje podobieństwo, ale nie wiemy, czy zrobił to ten sam sprawca, czy jego naśladowca".

Podobieństw pomiędzy sposobem dokonania zbrodni nie doceniano z kilku powodów. Jednym z nich był brak ogniwa łączącego ze sobą ofiary obu morderstw, innym - odległość dzieląca miejsca zbrodni. Jeszcze innym, i ważniejszym dla wskazania motywu zbrodni, był fakt, że przy Cielo Drive 10050 znaleziono narkotyki, podczas gdy przy Waverly Drive 3301 nie było ich wcale.

Istniał wreszcie jeszcze jeden powód, prawdopodobnie najbardziej znaczący - zanim wypuszczono Garretsona, detektywi pracujący nad sprawą Tate mieli kilku nowych, bardzo "obiecujących" podejrzanych.

12-15 sierpnia 1969

Funkcjonariusze Departamentu Policji Los Angeles dowiedzieli się od Williama Tennanta, agenta Romana Polańskiego, że w połowie marca Polańscy wydali przy Cielo Drive składkowe przyjęcie na ponad sto osób. Jak podczas każdej wielkiej balangi w Hollywood, wśród gości było wiele niezaproszonych osób, między innymi +Herb Wilson, +Larry Madigan i +Jeffrey Pickett, pseudo "Pic"12. Ci trzej, wszyscy przed trzydziestką, mieli reputację dealerów narkotykowych. Podczas przyjęcia Wilson nadepnął Tennantowi na nogę. Doszło do sprzeczki, Madigan i Pickett wzięli stronę Wilsona. Zirytowany Polański wyprosił nieznajomych za drzwi.

Ten incydent trudno było uznać za motyw straszliwej zbrodni, ale Tennant słyszał jeszcze, że "Pic" groził kiedyś, iż zabije Frykowskiego. Mówił mu o tym przyjaciel Wojtka, Witold Kaczanowski, artysta znany jako Witold K.

Biorąc pod uwagę podobieństwo między ksywką "Pic" a krwawymi literami PIG13 z frontowych drzwi rezydencji Tate, detektywi przesłuchali Witolda K. Dowiedzieli się od niego, że po wyjeździe Polańskich do Europy Wilson, Pickett i Madigan - wraz z czwartym mężczyzną, +Geroldem Jonesem - byli częstymi gośćmi w domu przy Cielo Drive. Wedle słów Witolda, Wilson oraz Madigan dostarczali Wojtkowi i Abigail narkotyki - łącznie z MDA, którą zażyli przed śmiercią. Jeśli chodzi o Jeffreya Picketta, to gdy Wojtek i Gibby przenieśli się na Cielo, wprowadził się do ich domu przy Woodstock. Mieszkał tam także Witold. Raz, w trakcie jakiejś kłótni, Pickett usiłował udusić malarza. Gdy Wojtek dowiedział się o tym, kazał Pickettowi się wynieść. Rozwścieczony Pic przysiągł: "Zabiję ich wszystkich, a Wojtek pójdzie na pierwszy ogień".

Wiele innych osób podzielało opinię, że domniemani dealerzy narkotyków mogą być zamieszani w morderstwa przy Cielo Drive. Osoby te zgłosiły się ze swymi podejrzeniami na policję. John i Michelle Phillips, byli członkowie zespołu Mamas and Papas, przyjaciele ofiar, powiedzieli, że Wilson groził kiedyś Wojtkowi bronią. Różni narkomani ze Strip twierdzili, że Wilson chełpił się często, iż jest płatnym zabójcą; że Jones świetnie włada nożem i zawsze ma przy sobie jakiś, którym rzuca; oraz że Madigan dostarczał Sebringowi haszysz i kokainę.

Przekonani, że morderstwa w domu Polańskich były rezultatem narkotykowej orgii, funkcjonariusze Departamentu Policji Los Angeles wszczęli poszukiwania Wilsona, Madigana, Picketta i Jonesa.

Przez dziesięć lat Sharon Tate bezskutecznie starała się osiągnąć status gwiazdy. Teraz została nią w ciągu trzech dni. We wtorek, 12 sierpnia, jej nazwisko, obecne wciąż w nagłówkach gazet, pojawiło się też w witrynach kin. W całym kraju wyświetlano Dolinę lalek - w samym Los Angeles w kilkunastu salach. Potem przyszedł czas na Nieustraszonych pogromców wampirów i inne filmy, w których Sharon się pokazała. Różnica polegała na tym, że teraz jej nazwisko znajdowało się na liście gwiazd.

Tego samego dnia policja oświadczyła dziennikarzom, że oficjalnie wyklucza istnienie jakichkolwiek powiązań między zabójstwami w sprawach Tate i państwa LaBianca. Według "Los Angeles Times" "kilku oficerów podkreślało, że kolejną zbrodnię uważają za działanie naśladowcy".

Od samego początku oba śledztwa były prowadzone przez osobne zespoły detektywów.

To, co je łączyło - paradoksalnie - powiększało tylko dzielącą je przepaść. Oba zespoły przyjęły mianowicie założenie, że w 90% przypadków morderstw ofiary znają swych zabójców - w związku z czym w obu sprawach śledztwo skupiło się głównie na znajomych ofiar.

Sprawdzając pogłoski o związkach z mafią, detektywi prowadzący sprawę małżeństwa LaBianca przesłuchali wszystkich znanych im ludzi, z którymi Leno prowadził interesy. Przesłuchiwani wątpili, żeby za morderstwami pary LaBianca stała mafia. Pewien mężczyzna powiedział policjantom, że gdyby mafia była za to odpowiedzialna, on "prawdopodobnie wiedziałby o tym". Śledztwo prowadzono tak sumiennie, że detektywi sprawdzili nawet, czy firma z San Diego, w której Leno nabył motorówkę podczas wakacji w 1968 roku, nie jest finansowana przez mafię. Nie była, chociaż wiele innych przedsiębiorstw w rejonie Mission Bay wspierały "pieniądze mafii żydowskiej". Przesłuchano nawet matkę Leno, która stwierdziła: "To był dobry chłopak. Nigdy nie należał do organizacji".

Przesłuchując sąsiadów państwa LaBianca, detektywi dowiedzieli się, że dom leżący na wschód od ich posiadłości, 3267 Waverly Drive, stoi od kilku miesięcy pusty. Wcześniej było to miejsce nawiedzane przez hipisów. Hipisi nie zainteresowali policjantów, ale bardzo zaciekawił ich poprzedni najemca nieruchomości, +Fred Gardner.

Z jego kartoteki policyjnej i przesłuchań dowiedzieli się, że Gardner, młody adwokat, "miał w przeszłości problemy psychiczne, okresowo doznawał zaćmienia umysłu i nie odpowiadał za swoje czyny...". W czasie kłótni z ojcem "chwycił z kuchennego stołu nóż, a potem ścigał ojca, grożąc mu śmiercią...". We wrześniu 1968 roku, po trwającym zaledwie dwa tygodnie małżeństwie "bez wyraźnego powodu pobił żonę, a potem wyjął z kuchennej szuflady nóż i usiłował kobietę zabić. Odparowała cios, udało jej się uciec i wezwać policję". Gardner, oskarżony o usiłowanie popełnienia morderstwa, został przebadany przez psychiatrę sądowego, który stwierdził, że pacjenta charakteryzuje "niekontrolowane agresywne zachowanie o natężeniu maniakalnym". Pomimo tej diagnozy w oskarżeniu była ostatecznie mowa o zwykłej napaści. Gardner dostał wyrok w zawieszeniu i wrócił do praktyki adwokackiej.

Od tamtej pory Gardner był wielokrotnie aresztowany i oskarżany o nadużywanie alkoholu i narkotyków. Po ostatnim zatrzymaniu - za sfałszowanie recepty - został zwolniony za kaucją w wysokości 900 dolarów, po czym natychmiast zniknął. 1 sierpnia, na dziewięć dni przed zamordowaniem państwa LaBianca, wydano nakaz aresztowania Gardnera. Przypuszczano, że przebywał w Nowym Jorku.

Podczas przesłuchania była żona Gardnera powiedziała policjantom, że przypomina sobie, iż Gardner kilkakrotnie odwiedził państwa LaBianca, wracając za każdym razem z pieniędzmi lub whisky. Gdy wyraziła zdziwienie, odparł rzekomo: "Wszystko w porządku. To moi znajomi i lepiej, że dali to mnie niż komuś innemu".

Czy Gardner, uzbrojony w kuchenny nóż, usiłował wyciągnąć od państwa LaBianca pieniądze, a oni tym razem odmówili? Policjanci skontaktowali się z pewnym agentem FBI w Nowym Jorku, prosząc go o ustalenie, gdzie przebywa Gardner.

Ukochana żona RomanaSharon Tate Polańska1943-1969Paul Richard PolańskiIch syn

Środa była dniem pogrzebów. Ponad 150 osób towarzyszyło Sharon Tate w jej ostatniej drodze na Holy Cross Cementery. Wśród obecnych znajdowali się Kirk Douglas, Warren Beatty, Steve McQueen, James Coburn, Lee Marvin, Yul Brynner, Peter Sellers, John i Michelle Phillips. Roman Polański, któremu towarzyszył lekarz, kilkakrotnie podczas ceremonii doznawał załamania nerwowego - podobnie jak rodzice Sharon oraz jej dwie młodsze siostry, Patricia i Debra.

Wielu spośród tych ludzi, łącznie z Polańskim, uczestniczyło później w pogrzebie Jaya Sebringa na Wee Kirk o'the Heather w Forest Lawn. Wśród żałobników znajdowali się Paul Newman, Henry i Peter Fonda, Alex Cord i George Hamilton - wszystko byli klienci Sebringa.

Mniej ludzi i mniej fleszy towarzyszyło wędrówce przez miasto ciała Stevena Parenta, niesionego - na ramionach sześciu szkolnych kolegów - z małego kościółka w El Monte, gdzie odbyło się nabożeństwo żałobne.

Po mszy żałobnej w Our Lady of The Wayside Church, kościele zbudowanym przez jej dziadków, Abigail Folger została pochowana na półwys­pie San Francisco w Północnej Kalifornii - niedaleko miejsca, gdzie się wychowała.

Ciało Wojtka Frykowskiego pozostawało w Los Angeles, dopóki jego krewni z Polski nie załatwili formalności związanych ze sprowadzeniem zwłok na pogrzeb w kraju.

Gdy chowano ofiary zabójstw popełnionych w domu Polańskich, policja usiłowała odtworzyć ich życiorysy, a szczególnie przebieg ostatniego dnia ich życia.

Piątek, 8 sierpnia. Około ósmej rano na Cielo Drive przybywa pani Chapman. Zmywa naczynia, pozostawione poprzedniego dnia, a potem zabiera się do codziennych domowych czynności.

Około 8.30 zjawia się Frank Guerro, żeby pomalować północne pomieszczenie. Miał to być pokój dziecięcy. Przed rozpoczęciem pracy Guerro demontuje żaluzje okienne.

O jedenastej dzwoni z Londynu Roman Polański. Pani Chapman słyszy, co mówi Sharon, która niepokoi się, że mąż nie wróci do domu na swoje urodziny, przypadające 18 sierpnia. Romek najwyraźniej zapewnia ją, że będzie z powrotem 12 sierpnia, tak jak planował - Sharon powiedziała o tym później pani Chapman. Sharon informuje Romana, że zapisała go na kurs dla przyszłych ojców.

Sharon odebrała też kilka innych telefonów - jeden z nich dotyczył kotka sąsiadów, który zaginął gdzieś na terenie posiadłości. Sharon karmiła go za pomocą kroplomierza. Gdy Terry Melcher wyprowadził się z tego domu, zostawił po sobie wiele kotów, a Sharon obiecała się nimi opiekować. Od tej pory rozmnożyły się i Sharon troszczyła się teraz o dwadzieścia sześć kotów i dwa psy - swoje i Abigail.

Przez większą część dnia Sharon chodziła ubrana tylko w kostium bikini, co - zdaniem pani Chapman - było podczas upałów jej zwykłym strojem domowym.

Tuż przed południem pani Chapman zauważyła na frontowych drzwiach odciski łap i plamy pozostawione przez psy; zmyła je wodą z octem. Drobny szczegół, który później miał się okazać bardzo istotny.

Steven Parent jadł lunch w domu w El Monte. Przed powrotem do pracy w firmie hydraulicznej poprosił matkę o przygotowanie mu czystego ubrania, żeby mógł się przebrać przed wyjściem do popołudniowej pracy w sklepie ze sprzętem radiowym.

Około 12.30 przyjechały do Sharon na lunch dwie przyjaciółki: Joanna Pettet (pani Alex Cord)14 i Barbara Lewis. Usługiwała im pani Chapman. Kobiety zeznały później, że toczyły zdawkową rozmowę, dotyczącą głównie mającego się narodzić dziecka.

Około pierwszej po południu do Sharon zatelefonowała Sandy Tennant. Jak to wcześniej podkreślono, Sharon powiedziała, że wprawdzie nie planuje na wieczór przyjęcia, ale zaprasza ją na towarzyskie spotkanie. Sandy nie skorzystała z zaproszenia. (Gdyby wierzyć we wszystkie późniejsze wypowiedzi, na ten wieczór do domu przy Cielo Drive 10050 zostało zaproszone pół Hollywood, przy czym wszyscy potencjalni goście w ostatniej chwili zmienili zamiar. Według Winifred Chapman, Sandy Tennant, Debbie Tate i kilku innych blisko związanych z Sharon osób, tej nocy nie było żadnego przyjęcia przy Cielo Drive 10050 ani nawet go nie planowano. Mimo to Departament Policji Los Angeles stracił wiele godzin, usiłując zlokalizować wszystkie osoby, którzy jakoby wybierały się na to planowane rzekomo spotkanie towarzyskie).

Guerro pomalował pokój i wyszedł o 13.30. Nie zamontował ponownie żaluzji, ponieważ zamierzał wrócić w poniedziałek, żeby położyć drugą warstwę farby. Policja stwierdziła później, że zabójca/zabójcy albo nie zauważył/zauważyli braku żaluzji, albo obawiał/obawiali się wejść przez świeżo pomalowany pokój.

Około 14.00 w sklepie przy Santa Monica Boulevard Abigail Folger kupiła rower, który miał być jej dostarczony tego samego popołudnia. Mniej więcej w tym samym czasie na Cielo Drive 10050 przyjechał David Martinez, jeden z dwóch ogrodników Altobellego, i zaczął swą pracę. Wkrótce potem zjawili się Wojtek i Abigail, którzy zasiedli do lunchu z Sharon i jej gośćmi.

Około 15.00 zjawił się drugi ogrodnik, Tom Vargas. Gdy zajechał przed bramę, Abigail wyjeżdżała z niej właśnie swoim camaro. Kilka minut później wyjechał Wojtek firebirdem. Joanna Pettet i Barbara Lewis opuściły posiadłość około 15.30.

Mniej więcej w tym samym czasie Amos Russell, kamerdyner Sebringa, podał swemu pracodawcy i towarzyszącej mu kobiecie kawę do łóżka15. Około 15.45 Jay zatelefonował do Sharon, uprzedzając, że będzie u niej wcześniej, niż się spodziewał. Później zadzwonił do sekretarki, żeby odebrać czekające na niego wiadomości, oraz do Johna Maddena w celu omówienia z nim swojej wizyty w salonie w San Francisco, przypadającej na następny dzień. Nie wspomniał nic o planach na ten wieczór, ale powiedział Maddenowi, że cały dzień ciężko pracował nad projektem dekoracji dla nowych salonów, skupionych pod jego szyldem.

Zaraz po telefonie Sebringa pani Chapman powiedziała Sharon, że skończyła właśnie pracę i wychodzi. Ponieważ w mieście było gorąco, Sharon zaproponowała, żeby została na noc. Pani Chapman odmówiła. Była to niewątpliwie najbardziej ważka decyzja w jej życiu.

David Martinez także właśnie wyjeżdżał i podwiózł panią Chapman na przystanek autobusowy. Vargas jeszcze został, by skończyć pracę. Pielęgnując kwiaty przed domem, widział śpiącą w sypialni Sharon. Gdy zjawił się doręczyciel z Air Dispatch Company z dwoma niebieskimi kuframi, Vargas, nie chcąc budzić pani Polańskiej, pokwitował za nią ich odbiór. Na potwierdzeniu została zapisana godzina 16.30. Kufry zawierały ubrania Sharon, które Roman wyprawił za nią z Londynu statkiem.

O 16.30 Abigail zjawiła się na terapii u doktora Flickera.

Przed opuszczeniem domu o 16.45 Vargas poszedł do domku gościnnego i poprosił Garretsona, aby przez wzgląd na suszę podlewał ogród w czasie weekendu.

Na drugim krańcu miasta Steven Parent wszedł do domu, przebrał się w pośpiechu, pomachał matce i wybiegł do swojej dodatkowej pracy.

Między 17.30 a 18.00 pani Terry Kay wycofywała auto z podjazdu posiadłości 9845 Easton Drive. Zauważyła Jaya Sebringa, który jechał pod górę swym porsche i najwyraźniej się śpieszył. Być może dlatego, że jej samochód blokował mu drogę, nie pomachał jej jak zwykle.

Między 18.00 a 18.30 do Sharon zatelefonowała jej trzynastoletnia siostra Debbie i zapytała, czy mogłaby do niej wpaść wieczorem ze swoimi przyjaciółmi. Sharon, zmęczona z powodu zaawansowanej ciąży, zaproponowała, żeby przełożyć spotkanie na inny dzień.

Między 19.30 a 20.00 przy Cielo Drive zjawił się Dennis Hurst, żeby dostarczyć rower Abigail, kupiony wcześniej tego dnia w sklepie jego ojca. Drzwi otworzył mu Sebring (którego Hurst zidentyfikował później na podstawie fotografii). Hurst nie widział nikogo innego ani nie zauważył nic podejrzanego.

Między 21.45 a 22.00 John Del Gaudio, kierownik El Coyote Restaurant przy Beverly Boulevard, zauważył na liście oczekujących nazwisko Jaya Sebringa, który zamówił czteroosobowy stolik. Del Gaudio nie dostrzegł Sebringa ani pozostałych osób i jest prawdopodobne, że Jaya nie było tam w tym czasie. Kelnerka Kathy Palmer, która obsługiwała tę czwórkę, przypomniała sobie, że goście czekali na zwolnienie się stolika około 15 czy 20 minut w barze, a potem, po skończeniu kolacji, wyszli między 21.45 a 22.00. Skonfrontowana ze zdjęciami nie była w stanie zidentyfikować Sebringa, Tate, Frykowskiego i Folger.

Jeżeli Abigail była z nimi, musieli opuścić restaurację przed dziesiątą, ponieważ o tej porze do rezydencji przy Cielo Drive zatelefonowała pani Folger. Rozmawiając z córką, potwierdziła, że następnego dnia o dziesiątej rano leci samolotem linii United do San Francisco. Pani Folger powiedziała policji, że "Abigail nie zdradzała żadnych oznak strachu ani niepokoju".

Wielu ludzi twierdziło, że widziało tej nocy Sharon i/lub Jaya w Candy Store, Factory, Daisy czy innych klubach. Żadne z tych doniesień nie potwierdziło się. Kilka osób oświadczyło, że między 22.00 a północą rozmawiało przez telefon z tą czy inną spośród ofiar. Przesłuchiwani nagle zmieniali swoje wersje lub opowiadali je w taki sposób, że policja doszła do wniosku, iż albo są zażenowani, albo kłamią.

Około dwudziestej trzeciej Steve Parent zatrzymał się przy Dales Market w El Monte i zaproponował przyjacielowi, Johnowi LeFebure, przejażdżkę. John powiedział, że może innym razem. Parent spotykał się z młodszą siostrą Johna, Jean.

Mniej więcej 45 minut później Parent zjawił się przy Cielo Drive, mając nadzieję na sprzedanie Williamowi Garretsonowi radia z zegarem. Parent opuścił domek gościnny około 00.15. Dotarł tylko do swego ramblera.

Policja przesłuchała także wiele dziewcząt, które - według krążących plotek - miały spędzić z Jayem Sebringiem wieczór 8 sierpnia.

"Dawna dziewczyna Sebringa, była z nim rzekomo 8 sierpnia 69 roku - ostatni raz spała z nim 7 maja 1969 roku. Wiedziała, że zażywał kokę - ona nie..."

"...spotykała się z nim regularnie przez trzy miesiące... nic nie wie o jego niekonwencjonalnych upodobaniach seksualnych..."

"...miała z nim iść na przyjęcie przy Cielo Drive, ale zamiast tego poszła do kina..."

Przesłuchanie wszystkich dziewcząt, z którymi umawiał się stylista, kosztowało detektywów wiele pracy, jednak żaden z nich się nie skarżył. Rzadko mieli okazję rozmawiać z gwiazdkami, modelkami, dziewczynami z rozkładówek "Playboya" - a już na pewno z tancerką z rewii Lido de Paris ze Stardust Hotel w Las Vegas.

16-30 sierpnia 1969

Chociaż policja powiedziała dziennikarzom, że nie ma "żadnych nowych odkryć", były jednak takie, których nie rozgłaszano. Sierżant Joe Granado, po poddaniu trzech odłamków kolby testom na obecność krwi, przekazał je sierżantowi Williamowi Lee z Wydziału Broni Palnej i Materiałów Wybuchowych. Lee nawet nie zaglądał do katalogów - wystarczył mu jeden rzut oka, żeby stwierdzić, że odłamki pochodzą z uchwytu rewolweru Hi Standard. Zatelefonował do Eda Lomaxa, kierownika produkcji w firmie, do której należała Hi Standard, i umówił się z nim na spotkanie w Akademii Policyjnej. Lomax także dokonał błyskawicznej identyfikacji.

- Tylko jeden rewolwer ma taką kolbę - powiedział do Lee. - Long­horn Hi Standard, kaliber .22.

Powszechnie znany jako "Buntline Special" - wzorowany na rewolwerach, które producent z Dzikiego Zachodu wykonał dla szeryfa Wyatta Earpa - Longhorn Hi Standard miał magazynek na 9 naboi, lufę o długości 24,13 centymetra, całkowitą długość 38 centymetrów, okładziny rękojeści z drewna orzechowego, kolor stalowy, ciężar 0,99 kilograma, cenę detaliczną 69,95 dolara. Lomax stwierdził, że jest to "raczej unikalna broń", która weszła do sprzedaży w kwietniu 1967 roku, a model z kolbą tego rodzaju został wyprodukowany w liczbie 2700 egzemplarzy.

Lee otrzymał od Lomaxa zdjęcie rewolweru tego typu wraz z listą sklepów z bronią sprzedających ten model, a Departament Policji Los Angeles przygotował okólnik, który wysłano do wszystkich departamentów policji w kraju oraz w Kanadzie.

Kilka dni po spotkaniu Lee z Lomaxem, DeWayne Wolfer, kryminolog z SID, pojechał na Cielo Drive 10050, żeby przeprowadzić testy dźwiękowe, mające potwierdzić lub obalić twierdzenie Garretsona, że nie słyszał żadnych strzałów ani krzyków.

Używając prostego miernika poziomu natężenia dźwięku i rewolweru kaliber .22 oraz naśladując okoliczności i warunki, jakie zaistniały w noc popełnienia morderstw, Wolfer i jego asystent dowiedli, że: (1) jeśli Garretson znajdował się wewnątrz domku gościnnego, to prawdopodobnie nie słyszał strzałów, które spowodowały śmierć Stevena Parenta; (2) przy włączonym zestawie stereo, z potencjometrem nastawionym na głośność pomiędzy wskaźnikami 4 a 5, nie mógł słyszeć strzałów ani krzyków dochodzących sprzed lub z wnętrza rezydencji. Testy potwierdziły więc zeznania Garretsona, który twierdził, że nie słyszał tej nocy żadnych strzałów.

Pomimo testów Wolfera w Departamencie Policji Los Angeles byli wciąż zwolennicy tezy, że Garretson musiał coś słyszeć. Był tak "dobrym podejrzanym", że nie chcieli przyznać, iż jest niewinny. W przygotowanym pod koniec sierpnia raporcie podsumowującym postępy w śledztwie detektywi pracujący nad sprawą Tate oświadczyli: "Wedle opinii oficerów prowadzących dochodzenie oraz w świetle badań laboratoryjnych jest nieprawdopodobne, żeby Garretson nie słyszał krzyków, strzałów i innych odgłosów dobiegających w trakcie popełniania zbiorowego mordu w bliskim sąsiedztwie".

W sobotę wieczorem, 16 sierpnia, Roman Polański był przesłuchiwany przez kilka godzin przez funkcjonariuszy Departamentu Policji Los Angeles. Następnego dnia, pierwszy raz po tragedii, reżyser pojawił się w domu przy Cielo Drive 10050. Towarzyszyli mu dziennikarz i fotograf z "Life'u" oraz Peter Hurkos, słynne medium, którego wynajęli przyjaciele Jaya Sebringa, żeby dokonał "odczytania" miejsca zbrodni.

Gdy Polański wylegitymował się i przejechał przez bramę (obie posesje znajdowały się nadal pod ochroną Departamentu Policji Los Angeles), powiedział z goryczą do Thomasa Thompsona, dziennikarza z "Life'u" i długoletniego znajomego:

- To ten sławny na cały świat dom orgii.

Thompson zapytał go, jak długo mieszkali tutaj Gibby i Wojtek.

- Zbyt długo, jak sądzę - brzmiała odpowiedź.

Na trawniku nadal leżało niebieskie prześcieradło, które okrywało wcześniej ciało Abigail Folger. Krwawy napis na drzwiach wyblakł, ale litery były nadal czytelne. Spustoszenie wewnątrz domu i ciemne plamy przy wejściu i w salonie oraz te większe przed kanapą dobitnie przypominały o mającej tu miejsce tragedii. Według obecnych tam policjantów Polański wspiął się po drabinie, sięgnął na stryszek, znalazł taśmę wideo, którą funkcjonariusze Departamentu Policji Los Angeles odłożyli na miejsce, i wsunął ją do kieszeni. Po zejściu z drabiny przechodził z pokoju do pokoju i dotykał od czasu do czasu różnych przedmiotów, jakby mógł wyczarować z nich przeszłość. Poduszki nadal leżały na środku łóżka, tak jak je znaleziono tamtego ranka. Zawsze leżały w ten sposób, gdy nie było go w domu, wyjaśnił Thompsonowi, dodając z prostotą:

- Obejmowała je zamiast mnie.

Zatrzymał się dłużej przy bieliźniarce, w której Sharon, w oczekiwaniu na narodziny dziecka, przechowywała zgromadzone dla niego rzeczy.

Fotograf z "Life'u" zrobił najpierw kilka zdjęć polaroidem, żeby sprawdzić światło, kompozycję i kąty ujęć. Zwykle takie fotki są wyrzucane po wykonaniu właściwych fotografii, ale Hurkos poprosił o kilka z nich, twierdząc, że mogą mu pomóc w odbieraniu "wrażeń". Dano mu je, a fotograf i "Life" wkrótce mieli tego pożałować.

Oglądając różne przedmioty, niegdyś znajome, a teraz groteskowe, Polański pytał wciąż: "Dlaczego?". Pozując przed drzwiami wejściowymi, wyglądał na tak zagubionego i strapionego, jakby wkroczył w świat jednego ze swych filmów.

Hurkos powiedział później prasie: "Sharon i pozostałe cztery osoby padły ofiarami trzech mężczyzn - i wiem, kim oni są. Zidentyfikowałem morderców i powiedziałem policji, że ci ludzie muszą zostać szybko złapani, w przeciwnym razie zabiją ponownie". Mordercy, dodał, byli przyjaciółmi Sharon Tate, którzy na skutek zażycia wielkich dawek LSD zamienili się w "oszalałych zabójców". Do zbrodni doszło podczas rytuału czarnej magii, znanego jako "goona goona".

Nawet jeśli Hurkos podał Departamentowi Policji Los Angeles personalia trzech mężczyzn, nie wpisano tego w raporcie. Organa ścigania stosują standardową procedurę postępowania z podobnymi "informacjami": wysłuchują ich uprzejmie, a potem o nich zapominają. Niemożliwe do przyjęcia jako dowody, są dla nich bez wartości.

Do rewelacji Hurkosa sceptycznie odniósł się także sam Polański, który w ciągu następnych kilku dni parę razy wracał do domu, jakby poszukując odpowiedzi, której nikt nie potrafił mu udzielić.

Tej niedzieli na drugiej stronie "Los Angeles Times" znalazły się trzy interesujące teksty.

Główny artykuł o Tate okupował górną część strony i okraszony był nagłówkiem: ANATOMIA ZBIOROWEGO MORDERSTWA W HOLLYWOOD.

Poniżej zamieszczono obszerną notkę zatytułowaną: MAŁŻEŃSTWU LaBIANCA,/ OFIAROM ZABÓJSTWA,/ ODDANO OSTATNIĄ POSŁUGĘ.

Na lewo od artykułu o Tate i nad artystycznym szkicem domu, gdzie doszło do tragedii, znajdowała się krótka wiadomość, najwyraźniej niezwiązana z poprzednimi, wybrana pewnie dlatego, że była wystarczająco zwięzła, by wypełnić puste miejsce. Tytuł głosił: POLICYJNY NALOT NA RANCZO,/ ARESZTOWANO 26 PODEJRZANYCH/ O KRADZIEŻ SAMOCHODÓW. Notatka zaczynała się od słów: "W sobotę o świcie zastępcy szeryfa aresztowali dwadzieścia sześć osób, mieszkających w dekoracjach opuszczonego miasteczka westernowego na oddalonym ranczu w Chatsworth. Zatrzymani są podejrzani o współpracę z dużym gangiem złodziei samochodów".

Według zastępców szeryfa banda kradła volkswageny, a potem przerabiała je na samochody terenowe. Nie wymieniono nazwisk aresztowanych osób, ale wspominano, że przy okazji nalotu przechwycono spory arsenał broni. Doniesienie kończyło się słowami: "Ranczo należy do George'a Spahna, niewidomego, osiemdziesięcioletniego inwalidy, i znajduje się w Simi Hills przy Santa Susana Pass Road 12000. Zastępcy szeryfa powiedzieli, że Spahn, mieszkający samotnie w domu na ranczu, wiedział, że jacyś ludzie gnieżdżą się w dekoracjach, ale nie zdawał sobie sprawy z charakteru ich działalności. Nie zaglądał tam, bo bał się swych dzikich lokatorów".

Kilka dni później wszystkich podejrzanych zwolniono, gdy wyszło na jaw, że zostali aresztowani na podstawie błędnie datowanego nakazu.

Po uzyskaniu informacji, że Wilson, Madigan, Pickett i Jones przebywają w Kanadzie, Departament Policji Los Angeles wysłał do Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej listy gończe za czterema mężczyznami. Dziennikarze natychmiast przechwycili tę wiadomość i po kilku godzinach media w Stanach Zjednoczonych donosiły już o "przełomie w sprawie Tate".

Chociaż Departament Policji Los Angeles zaprzeczał, jakoby ci czterej mężczyźni byli podejrzani o dokonanie zbrodni, i stwierdzał, że mają zostać przesłuchani jedynie w charakterze świadków, panowało ogólne przeświadczenie, że ich aresztowanie wisi na włosku. Potem policja odebrała dwa telefony: jeden od Madigana, a drugi od Jonesa.

Jones przebywał na Jamajce i powiedział, że jeśli policja życzy sobie z nim rozmawiać, to z własnej woli przyleci do Los Angeles. Detektywi przyznali, że chcą go przesłuchać. Madigan zjawił się w Parker Center ze swoim adwokatem. Zgodził się odpowiedzieć na wszystkie pytania z wyjątkiem tych, które dotyczyły narkotyków. Przyznał, że w tygodniu poprzedzającym morderstwa odwiedził dwukrotnie Frykowskiego w rezydencji przy Cielo Drive, jest więc możliwe, że znajdowały się tam odciski jego palców. Zeznał też, że w nocy, podczas której została popełniona zbrodnia, był na przyjęciu wydanym przez mieszkającą piętro pod nim stewardesę. Wyszedł stamtąd o drugiej lub trzeciej nad ranem. Alibi zostało sprawdzone później przez Departament Policji Los Angeles, który porównał także odcis­ki palców Madigana z niepasującymi do nikogo śladami linii papilarnych, znalezionymi przy Cielo Drive. Alibi potwierdzono, odciski nie należały do Madigana.

Madigana poddano też przesłuchaniu z wykorzystaniem wykrywacza kłamstw, przez które przeszedł pomyślnie; podobnie jak Jones, który przyleciał z Jamajki. Jones powiedział, że wraz z Wilsonem przebywali na Jamajce od 12 lipca do 17 sierpnia, kiedy to Jones poleciał do Los Angeles, a Wilson do Toronto. Zapytany, w jakim celu wybrali się na Jamajkę, wyjaśnił, że "kręcić film o marihuanie". Alibi Jonesa musiało być jeszcze sprawdzone, ale po teście z użyciem wykrywacza kłamstw oraz po uzyskaniu przez policję negatywnego wyniku badań daktyloskopowych, przestał być "dobrym" podejrzanym.

To pozostawiało w kręgu podejrzanych Herba Wilsona oraz Jeffreya Picketta. W tym momencie w Departamencie Policji Los Angeles wiedziano już, gdzie znajdują się obaj mężczyźni.

"Sprawa Tate" cieszyła się złą sławą. Jak powiedział później Steven Roberts, szef biura "New York Timesa" w Los Angeles, "we wszystkich wersjach pojawiał się wspólny motyw - że jakimś cudem ofiary pozabijały się nawzajem... Ktoś powiedział o nich, że "mieli odjazdowe życie i odjazdową śmierć"".

Zamiłowanie Romana Polańskiego do makabry, plotki o seksualnych upodobaniach Sebringa, sama obecność na miejscu zbrodni byłego kochanka Sharon Tate pod nieobecność jej męża, obraz swobodnego życia holly­woodzkiej śmietanki, pogłoski o narkotykach oraz nagłe wyschnięcie źródełka policyjnych przecieków powodowało, że do zagadki zbrodni mogła pasować każda wersja. Sharon Tate określano "królową hollywoodzkich orgii" albo "amatorką satanistycznych wtajemniczeń". Nie oszczędzano i samego Polańskiego. W tej samej gazecie jeden dziennikarz donosił, że reżyser był tak pogrążony w smutku, iż nie mógł mówić, podczas gdy drugi widział go w nocnym klubie, bawiącego się w gronie stewardes. Nie pisano wprawdzie, że Polański był osobiście odpowiedzialny za morderstwa, ale sugerowano, że reżyser musiał wiedzieć, kto je popełnił.

Z ogólnokrajowych tygodniowych wiadomości: "Ciało Sharon znaleziono nagie, a nie odziane w kostium bikini, jak o tym wcześniej donoszono... Sebring miał na sobie jedynie porwane pozostałości szortów... Spodnie Frykowskiego były opuszczone do kostek... Sharon i Sebring mieli na skórze wycięte znaki "X"... Jedna z piersi Tate została całkiem odcięta, w wyniku cięcia na oślep... Sebring był seksualnie molestowany...".

Reszta doniesień była równie kłamliwa: "Nigdzie nie znaleziono żadnych odcisków palców... W żadnym z ciał ofiar nie stwierdzono obecności narkotyków...".

I tak dalej.

Roman Polański, rozzłoszczony przez "wielokrotnie powtarzające się oszczerstwa", zwołał na 19 sierpnia konferencję prasową, na której skarcił dziennikarzy, którzy "z egoistycznych pobudek wypisywali przerażające rzeczy o jego żonie". Nie było żadnego kryzysu małżeńskiego, powtarzał wielokrotnie: żadnych prochów, żadnych orgii. Jego żona była "piękna", była "dobrym człowiekiem", a "te ostatnie kilka lat, jakie z nią spędził, stanowiły jedyny szczęśliwy okres w jego życiu"...

Ponieważ dziennikarze wiedzieli, że Polański dopiero co udzielił "Life'owi" prawa wyłączności na sfotografowanie miejsca zbrodni, dalecy byli od sympatyzowania z reżyserem, gdy ten ubolewał, że sprawie nadano rozgłos.

Nie była to zresztą całkowita "wyłączność". Zanim magazyn trafił do kiosków, kilka sensacyjnych zdjęć opublikowano w hollywoodzkim "Citizen News". "Life" został uprzedzony za sprawą własnych próbnych odbitek polaroidowych.

Przesłuchanie Polańskiego z użyciem wykrywacza kłamstw przeprowadził w Parker Center porucznik Earl Deemer.

- Masz coś przeciwko temu, żebym zwracał się do ciebie Roman? Ja mam na imię Earl.

- Dobra... Skłamię raz czy dwa podczas testu, a potem powiem ci o tym.

- W porządku?

- W porządku...

Deemer spytał reżysera, w jakich okolicznościach poznał swoją żonę. Polański westchnął, a potem zaczął wolno mówić.

- Poznałem ją cztery lata temu na jakimś przyjęciu u Marty'ego Ransohoffa, okropnego hollywoodzkiego producenta. Facet, który wyprodukował Beverly Hillbillies i temu podobne gówna. Ale uwiódł mnie swoją gadką o sztuce i podpisałem z nim kontrakt na zrobienie tego filmu, wiesz, tego pastiszu horroru o wampirach. Sharon poznałem na tym właśnie przyjęciu. Kręciła wtedy dla niego w Londynie inny film. Była tam sama. Ransohoff powiedział: "Zaczekaj, aż zobaczysz naszą główną gwiazdę, Sharon Tate!".

- Uznałem, że jest całkiem ładna, ale nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia. Potem spotkałem ją ponownie. Zabrałem ją gdzieś. Dużo rozmawialiśmy. A ja wtedy byłem zainteresowany tylko tym, żeby przelecieć dziewczynę i iść dalej. Miałem za sobą bardzo złe małżeństwo. Kilka lat wcześniej. Nie złe, było piękne, tylko że moja żona dała mi kopa w dupę, więc wtedy byłem zadowolony, bo podobałem się kobietom, i po prostu pieprzyłem wszystko, co było pod ręką. No więc spotkałem się z nią kilka razy. Wiedziałem, że jest z Jayem. [Ransohoff] chciał, żebym zaangażował ją do swojego filmu. Zrobiłem jej próbne zdjęcia. Kiedyś wcześniej chciałem ją gdzieś zabrać, a ona robiła jakieś trudności, to chciała iść, to nie chciała, więc powiedziałem: "Pieprz się" i odłożyłem słuchawkę. Prawdopodobnie to był początek wszystkiego, kapujesz?

- Uwiodłeś ją słodkimi słówkami?

- Tak. Zaintrygowałem ją. Naprawdę rozgrywałem to na zimno i bardzo długo się z nią umawiałem, zanim... A potem zacząłem rozumieć, że się jej podobam.

- Pamiętam, że spędziłem noc - zgubiłem klucze - i spędziłem noc w jej mieszkaniu, razem z nią w jednym łóżku, wiesz. I wiedziałem, że seks nie wchodzi w rachubę. Była tego rodzaju dziewczyną.

- Chodzi mi o to, że coś takiego przytrafiało mi się naprawdę rzadko!

- A potem, gdy byliśmy w plenerze i kręciliśmy film, spytałem ją: "Może pokochałabyś się ze mną?", a ona odparła bardzo słodko: "Tak". I wtedy pierwszy raz poruszyła mnie jakoś. Zaczęliśmy regularnie sypiać ze sobą. A ona była taka słodka, taka cudowna, że nie mogłem w to uwierzyć, kapujesz? Miałem za sobą złe doświadczenia i nie mogłem uwierzyć, że taka kobieta jak ona w ogóle istnieje. Ja zaś czekałem długi czas, żeby mi pokazała, jaka jest naprawdę.

- Była piękna, nie stosowała tych wszystkich gierek. Była fantastyczna. Kochała mnie. Mieszkałem sam. Nie chciałem, żeby się do mnie przeprowadziła. A ona powiedziała: "Nie chcę cię stłamsić, chcę tylko być z tobą", i takie tam. A ja na to: "Wiesz, jaki jestem, dupczę na lewo i prawo". A ona: "Nie chcę cię zmieniać". Była gotowa na wszystko, żeby po prostu być ze mną. Była, kurwa, aniołem. Była wyjątkową kobietą, drugiej takiej już w życiu nie spotkam.

Deemer spytał z kolei, jak reżyser poznał Sebringa. Do spotkania doszło w londyńskiej restauracji, wyjaśnił Polański, opisując, jak się denerwował i jak Jay przełamał lody, mówiąc: "Rozumiem cię, facet, rozumiem". Poza tym, "zdawał się być zadowolony, że widzi Sharon szczęśliwą". Podczas ich kilku kolejnych spotkań Roman czuł się trochę nieswojo.

- Kiedy przyjechałem do Los Angeles i zamieszkałem tutaj, zaczął przychodzić na nasze przyjęcia, i tak dalej. Bardzo go polubiłem. Jay był niezwykle miłym człowiekiem. Och, wiem o jego upodobaniach. Lubił chłostać związane dziewczyny. Sharon mi o tym powiedziała. Raz związał ją w łóżku. I powiedziała mi o tym. Żartowała sobie z niego... Dla Sharon to było zabawne, ale i smutne...

- Był u nas częstym gościem. Po prostu wciąż kręcił się po domu i czasami Sharon nawet gniewała się na niego, że zostaje zbyt długo.

- Uważam, że na początku naszego związku nadal kochał Sharon, ale potem mu to minęło. Jestem tego pewien.

- A zatem nie było żadnych oznak świadczących o tym, że Sharon mogłaby wrócić do Sebringa?

- Nie ma mowy! To ja ciągle kręciłem coś na boku. Dla Sharon stanowiło to poważny problem, ale z pewnością nie była zainteresowana Jayem.

- Czy była zainteresowana innymi mężczyznami?

- Nie! Żaden nie miał szans się do niej zbliżyć.

- OK, rozumiem. Możemy chyba zacząć. Powiem ci, Roman, jak to działa.

Deemer wyjaśnił zasadę działania wykrywacza kłamstw, dodając:

- Ważne, żebyś się nie ruszał. Wiem, że dużo gestykulujesz. Jesteś typem bardzo emocjonalnym, aktorem, więc to będzie dla ciebie trudne... Ale gdy włączę ciśnieniomierz, chcę, żebyś siedział spokojnie. Kiedy jest wyłączony, możesz wymachiwać rękami. W granicach rozsądku.

Po poinstruowaniu Polańskiego, żeby ograniczył swoje odpowiedzi do "tak" i "nie" i zachował wszelkie wyjaśnienia na później, Deemer rozpoczął przesłuchanie.

- Czy masz ważne kalifornijskie prawo jazdy?

- Tak.

- Jadłeś dzisiaj lunch?

- Nie.

- Czy wiesz, kto pozbawił życia Wojtka i pozostałych?

- Nie.

- Palisz?

- Tak.

Następuje długa przerwa, po czym Polański zaczyna się śmiać.

- Co chcesz osiągnąć, pieprząc tak sprawę? Muszę zacząć wszystko od początku!

- Przepraszam.

- Spójrz na skok ciśnienia swojej krwi, gdy skłamałeś na temat palenia papierosów. Bum, bum, bum, jak na klatce schodowej. OK, zacznijmy od nowa... Czy jesteś teraz w Los Angeles?

- Tak.

- Czy miałeś jakiś udział w zamordowaniu Wojtka i pozostałych osób?

- Nie.

- Jadłeś dzisiaj lunch?

- Nie.

- Czujesz się odpowiedzialny za śmierć Wojtka i pozostałych?

- Tak, czuję się odpowiedzialny za to, że nie było mnie tam wtedy; to wszystko.

- Czy zastanawiając się nad tym wszystkim, co - jak sądzę - musiałeś robić, doszedłeś do wniosku, że celem tego zamachu była jakaś konkretna osoba? Nie sądzę, by przyszło ci na myśl, że chodziło o Sharon; że ktokolwiek mógł być do tego stopnia na nią wściekły. Czy jest ktoś, kto twoim zdaniem mógł stanowić cel tego ataku?

- Przemyślałem to wszystko. Ja mogłem być celem.

- Dlaczego tak uważasz?

- To mogła być zazdrość, spisek czy coś takiego. Nie chodziło bezpośrednio o Sharon. Gdyby Sharon była celem, to by znaczyło, że i ja nim byłem. Celem mógł być Jay. Mógł być Wojtek. A mogło to być zwyczajne szaleństwo - ktoś po prostu postanowił, że popełni zbrodnię.

- Co na przykład mógł zrobić Sebring, by stać się celem podobnego ataku?

- Może chodziło o pieniądze. Słyszałem także sporo plotek na temat narkotyków, handlu narkotykami. Trudno mi w nie uwierzyć...

Polański uważał, że Sebring był "dobrze sytuowanym człowiekiem", jednak ostatnio dowiedział się, że Jay miał wielkie długi.

- Niezły sposób ściągania długów. Gdy ktoś przychodzi i zabija pięcioro ludzi, nie jest zwyczajnym poborcą należności.

- Chciałem powiedzieć, że z powodu kłopotów finansowych Jay mógł się zapuścić w jakieś niebezpieczne rejony, żeby zarobić forsę, rozumiesz? Z rozpaczy mógł się związać ze światem przestępczym.

- Gdy wykluczymy Sharon i dziecko, z trójki pozostałych za logiczny cel uważasz Sebringa?

- W tej zbrodni brak logiki. Gdy zastanawiam się nad jej motywem, poszukuję czegoś, co odbiega od standardów, z którymi masz do czynienia w pracy policyjnej - czegoś dziwacznego...

Deemer spytał Polańskiego, czy po zrealizowaniu Dziecka Rosemary otrzymywał listy z pogróżkami. Reżyser przyznał, że tak, i wyraził następujące przypuszczenie:

- Może to miało związek z czarną magią, jakimś kultem. Te egzekucje, ta tragedia wskazuje, że musiał to zrobić jakiś maniak. Nie zdziwiłbym się, gdybym to ja stanowił cel. Pomimo całej tej historii z narkotykami. Myślę, że policja lubi rzucić się zbyt pośpiesznie na tego typu trop. Bo to jest rutynowy sposób prowadzenia sprawy. Jeśli chodzi o Wojtka, to jedyny związek z narkotykami, o jakim wiem, polegał na tym, że palił marihuanę. Jay również. Plus kokaina. Wiem, że wciągał. Z początku sądziłem, że to tylko taki okazjonalny kop, ale gdy rozmawiałem o tym z Sharon, powiedziała mi: "Żartujesz? Robi to regularnie od dwóch lat".

- Czy Sharon próbowała innych narkotyków poza marihuaną?

- Nie. Zanim się poznaliśmy, zażywała LSD. Wielokrotnie. Po naszym spotkaniu przedyskutowaliśmy to... Ja wziąłem kwas trzy razy. Kiedy to było legalne - dodał, śmiejąc się.

Potem, już na poważnie, Polański opisał jedyny wypadek, gdy zażyli wspólnie LSD, pod koniec 1965 roku. Był to trzeci eksperyment Polańskiego, a Sharon piętnasty lub szesnasty. Zaczęło się całkiem miło, rozmawiali przez całą noc. Ale "rano zaczęła się miotać i krzyczeć, byłem tym przerażony. A potem, gdy jej przeszło, powiedziała: "Mówiłam ci, że nie mogę tego brać; kończę z tym". I to był koniec - i dla niej, i dla mnie".

- I mogę ci powiedzieć bez dalszych pytań, że nie zażywała żadnych innych narkotyków, poza marihuaną. Zresztą paliła rzadko. A w czasie ciąży to w ogóle nie wchodziło w rachubę; tak bardzo była przejęta swoim przyszłym macierzyństwem, że nie zrobiłaby czegoś takiego. Raz nalałem jej kieliszek wina i nawet go nie tknęła.

Deemer ponownie zadał reżyserowi pytania testujące, po czym zakończył przesłuchanie usatysfakcjonowany tym, że Roman Polański nie ma nic wspólnego z zamordowaniem swojej żony i pozostałych osób ani nie posiada żadnych informacji na ten temat.

Przed wyjściem Polański oświadczył:

- Jestem teraz fanem tego urządzenia.

Chciał, żeby przesłuchano w ten sposób jego przyjaciół.

- Trzeba jednak działać powoli, żeby nie nabrali jakichś podejrzeń. Nikt nie wie, że tu jestem. I nie chcę, żeby wiedzieli, że w jakikolwiek sposób usiłowałem pomóc policji, rozumiesz? Uważam, że dzięki temu będą bardziej szczerzy.

- Musisz żyć dalej.

Polański podziękował mu, zapalił papierosa i wyszedł.

- Hej, myślałem, że nie palisz.

Ale Polańskiego już nie było.

20 sierpnia, trzy dni po wizycie Petera Hurkosa w rezydencji przy Cielo Drive, w "Citizen News" ukazało się zdjęcie Hurkosa opatrzone nagłówkiem: SŁYNNE MEDIUM, a poniżej ogłoszenie: "Peter Hurkos, znany z udzielania wskazówek w sprawach niewyjaśnionych morderstw (łącznie z ostatnią masakrą w domu Sharon Tate), zaczyna w piątkową noc w Huntington Hartford występy, które potrwają do 30 sierpnia".

Madigan i Jones zostali wyeliminowani z kręgu podejrzanych, w którym pozostali Wilson i Pickett. Ze względu na to, że Deemer dobrze znał sprawę, postanowiono wysłać go na Wschodnie Wybrzeże, żeby ich przesłuchał.

Z Jeffreyem Pickettem skontaktowano się za pośrednictwem jego krewnych i wyznaczono spotkanie w pokoju hotelowym w Waszyngtonie. Dee­mer odniósł wrażenie, że syn ważnego urzędnika Departamentu Stanu "znajduje się pod wpływem jakiegoś narkotyku, prawdopodobnie środka pobudzającego". Poza tym miał zabandażowaną dłoń. Gdy Deemer wyraził zainteresowanie tym faktem, Pickett odparł, że skaleczył się kuchennym nożem. Chociaż zgodził się na badanie z użyciem wykrywacza kłamstw, Deemer stwierdził, że Pickett nie jest w stanie usiedzieć spokojnie ani stosować się do instrukcji, więc przesłuchał go tradycyjnie. Pic powiedział, że w dniu, w którym popełniono morderstwa, pracował w firmie samochodowej w Sheffield w Massachusetts. Spytany, czy ma jakąś broń, przyznał, że ma scyzoryk firmy Buck nabyty, jak wyjaśnił, w Marlboro w Massachusetts, na kartę kredytową przyjaciela.

Później Pickett dał Deemerowi ten nóż. Był podobny do znalezionego przy Cielo Drive. Oddał także taśmę wideo, na której, jak twierdził, zarejestrowano Abigail Folger i Wojtka Frykowskiego zażywających narkotyki na przyjęciu w domu Tate. Pickett nie wyjaśnił, w jaki sposób wszedł w posiadanie tego filmu ani co zamierzał z nim zrobić.

W towarzystwie sierżanta McGanna Deemer pojechał do Massachusetts. Kontrola kart zegarowych w firmie samochodowej ujawniła, że ostatnim dniem pracy Picketta był 1 sierpnia - czyli że odszedł stamtąd na osiem dni przed zabójstwami. W dodatku okazało się, że chociaż dwa sklepy w Marlboro sprzedawały noże firmy Buck, żaden z nich nie handlował akurat tym modelem.

Fakty te sprawiły, że Picketta zaczęto poważnie podejrzewać o udział w zbrodni, dopóki detektywi nie przesłuchali przyjaciela, o którym wspominał. Sprawdzając kopie kwitów wystawionych na jego kartę kredytową, znaleziono jedną, świadczącą o zakupie noża marki Buck. Został nabyty w Sudburry w Massachusetts długo po dokonaniu zabójstw, bo 21 sierpnia. Przyjaciel oraz jego żona przypomnieli sobie także coś, o czym Pickett najwyraźniej zapomniał. W dniach 8-10 sierpnia wyjechał z nimi na weekend na plażę. W późniejszym czasie Pickett został przesłuchany dwukrotnie z użyciem wykrywacza kłamstw. W obu wypadkach uznano, że mówił prawdę i nie był zamieszany w zabójstwa. Picketta wyeliminowano z kręgu podejrzanych.

W Toronto Deemer przesłuchał Herba Wilsona. Chociaż z początku niechętnie nastawiony do pomysłu przesłuchania z użyciem wykrywacza kłamstw, Wilson przystał na to, gdy Deemer zgodził się z kolei nie zadawać mu pytań, które mogłyby doprowadzić - ze względu na narkotyki - do postawienia Wilsona w stan oskarżenia przed kanadyjskim sądem. Test wypadł pomyślnie dla podejrzanego.

Porównano też odciski palców Picketta i Wilsona z niepasującymi do nikogo śladami linii papilarnych dotyczących sprawy Tate, ale bez rezultatu.

Chociaż pierwszy raport relacjonujący postępy w śledztwie w sprawie Tate - obejmujący okres od 9 do 31 sierpnia - stwierdzał, że Wilson, Madigan, Pickett i Jones "są wyeliminowani z kręgu podejrzanych", Dee­mer i McGann na początku września polecieli do Ocho Rios na Jamajce, by sprawdzić alibi Wilsona i Jonesa, którzy twierdzili, że przebywali tam od 8 lipca do 17 sierpnia, "kręcąc film o marihuanie".

Przesłuchania pośredników wynajmu nieruchomości, służby i sprawdzanie w biurach sprzedaży dat biletów lotniczych potwierdziły alibi podejrzanych: przebywali na Jamajce w czasie, gdy popełniono morderstwa. Niewykluczone też, że mieli do czynienia z marihuaną. Ich jedyny regularny gość, oprócz odwiedzających ich kobiet, był pilotem, który kilka tygodni wcześniej porzucił bez wyjaśnienia dobrze płatną, regularną pracę w pewnych liniach lotniczych na korzyść dorywczych lotów pomiędzy Jamajką a Stanami.

Jednakże w kwestii realizowania przez Wilsona i Jonesa filmu detektywi przejawiali pewien sceptycyzm, gdyż służąca powiedziała im, że jedynym sprzętem filmowym, jaki widziała, był aparat fotograficzny marki Kodak.

W laboratorium odtworzono taśmę wideo, którą Pickett dał Deemerowi. Zdecydowanie różniła się od tamtej, znalezionej na stryszku.

Film nakręcono chyba podczas nieobecności Polańskich. Zarejestrował Abigail Folger, Wojtka Frykowskiego, Witolda K. oraz niezidentyfikowaną młodą kobietę, którzy jedli kolację przed kominkiem w domu Tate. Kamerę po prostu włączono i tak pozostawiono, więc obecni zapomnieli o niej po jakimś czasie.

Abigail miała włosy zebrane do tyłu w koczek, co nadało jej dość surowy wygląd. Wydawała się starsza i bardziej znużona niż na innych zdjęciach, Wojtek sprawiał wrażenie roztargnionego. Chociaż zdawało się, że palili marihuanę, Frykowski wyglądał raczej na pijanego niż na osobę znajdującą się na narkotycznym haju. Z początku Abigail traktowała go z denerwującą afektacją, jakby był rozpuszczonym dzieckiem.

Jednak stopniowo nastrój ulegał zmianie. W celu wykluczenia Abigail z rozmowy Wojtek zaczął mówić po polsku; z kolei Abigail grała wielką damę, dowcipnie odpowiadając na jego okrutne złośliwości. Wojtek zaczął nazywać ją "lady Folger", a potem, ponieważ był pijany, "lady F.". Abigail mówiła o nim w trzeciej osobie, jakby go tam nie było, komentując z pewnym obrzydzeniem jego zwyczaj upijania się w celu wyjścia z narkotycznego odjazdu.

Do tego momentu taśma była jedynie długą i nudną kroniką domowej sprzeczki. Potem jednak nastąpiły dwa zdarzenia, które - zważywszy, co stało się później z dwójką obecnych tam ludzi w tym właśnie domu - okazały się tak przerażające, jak sceny z Dziecka Rosemary.

Przy kolacji Abigail opowiedziała historyjkę o tym, jak niedawno Wojtek był tak naćpany, że patrząc w kominek, dostrzegł w nim dziwny kształt. Mając nadzieję utrwalić ten obraz, świecącą świńską głowę, pobiegł po aparat.

Drugi szczegół był jeszcze bardziej poruszający. Na stole, obok półmiska z pieczenią, leżał mikrofon, który zarejestrował nad wyraz głośno i wyraźnie dźwięk noża, zgrzytającego wielokrotnie po kości podczas rozdzielania mięsa.

Hurkos nie był jedynym "ekspertem", który próbował rozwiązać zagadkę morderstw. 27 sierpnia w Tonight Show wystąpił Truman Capote.

Autor Z zimną krwią stwierdził autorytatywnie, że zabójstwa popełniła jedna osoba. Potem przedstawił, jak się to odbyło.

Morderca, mężczyzna, przebywał w domu Tate, zanim doszło do tragedii. Potem nastąpiło coś, co "wywołało u niego nagły atak paranoi", w wyniku którego człowiek ten opuścił teren posiadłości, udał się do domu po nóż i rewolwer, po czym wrócił, żeby metodycznie pozabijać wszystkich obecnych. Według wywodów Capote'a ostatni umarł Steven Parent.

Posiłkując się wiedzą, którą zdobył na podstawie rozmów z ponad setką skazanych morderców, Capote objawił światu, że zabójcą był "bardzo młody, rozwścieczony paranoik". W chwili popełniania morderstw doświadczał prawdopodobnie spełnienia seksualnego; potem, wyczerpany, udał się do domu, gdzie przespał dwa dni.

Chociaż Capote forsował publicznie teorię jednego podejrzanego, detektywi pracujący nad sprawą Tate już ją odrzucili. Przyjęli tę teorię wyłącznie z powodu Garretsona. Ze względu na liczbę ofiar, położenie ciał oraz użycie dwóch lub więcej narzędzi zbrodni policjanci hołdowali teraz przekonaniu, że w rzeź było zamieszanych "co najmniej dwóch sprawców".

Pod koniec sierpnia podsumowano dotychczasowe wyniki obu śledztw - w sprawie Tate i małżeństwa LaBianca.

Raport w sprawie Tate miał trzydzieści jeden stron. Nie było w nim nawet wzmianki na temat zbrodni w domu państwa LaBianca.

Raport w sprawie LaBianca liczył siedemnaście stron. Pomimo podobieństw pomiędzy obiema zbrodniami nie zawierał ani jednego słowa na temat zabójstw w sprawie Tate.

Oba śledztwa prowadzono nadal osobno.

Chociaż pod nadzorem porucznika Boba Heldera nad sprawą Tate pracowało na okrągło kilkunastu detektywów, głównymi oficerami śledczymi byli sierżanci Michael McGann, Robert Calkins i Jess Buckles. Wszyscy mieli długi staż w policji i dzięki ciężkiej pracy z szeregowych funkcjonariuszy awansowali na detektywów. Pamiętali czasy, gdy nie istniała Akademia Policyjna, a starszeństwo było ważniejsze niż wykształcenie. Byli doświadczeni i mieli skłonność do postępowania według utartych wzorców.

Zespół, którym kierował porucznik Paul LePage, prowadził sprawę małżeństwa LaBianca. Składał się w różnych fazach śledztwa z sześciu do dziesięciu detektywów, wśród których głównymi śledczymi byli sierżanci Frank Patchett, Manuel Gutierrez, Michael Nielsen, Philip Sartuchi i Gary Broda. Grupa pracująca nad sprawą małżeństwa LaBianca była młodsza, lepiej wykształcona i o wiele mniej doświadczona. Absolwenci Akademii Policyjnej chętniej korzystali z nowoczesnych technik dochodzeniowych. Pobrali na przykład odciski palców prawie wszystkich osób, które przesłuchiwali; wykonali więcej testów z użyciem wykrywacza kłamstw; przepuścili przez Kalifornijskie Stanowe Biuro Kryminalistyki i Identyfikacji więcej modus operandi i odcisków palców; kopali także głębiej w przeszłości ofiar, sprawdzając nawet rozmowy telefoniczne, które Leno LaBianca odbył siedem lat wcześniej z motelu podczas urlopu.

Poza tym brali pod uwagę różne "odjazdowe" teorie. Na przykład, o ile raport w sprawie Tate nie usiłował odnieść się do krwawego słowa namazanego na frontowych drzwiach domu, raport w sprawie małżeństwa LaBianca spekulował na temat znaczenia napisów znalezionych we wnętrzu rezydencji przy Waverly Drive. Sugerował skojarzenie tak odległe, że można je było uznać za zwykłe zgadywanki. Raport stwierdzał: "Śledztwo ujawniło, że ostatni album muzyczny grupy The Beatles, nr SWBO 101, zawiera piosenki, zatytułowane Helter Skelter, Piggies i Blackbird. W tekście Blackbird powtarzają się często słowa "Arise, arise"16, co może mieć związek ze słowem "Rise"17 z drzwi frontowych".

Pomysł ten, czy raczej spekulacja, której autora nikt później nie pamiętał - został natychmiast zapomniany.

Obie grupy detektywów miały jednakże jedną wspólną cechę. Chociaż do tego momentu policjanci z zespołu LaBianca przesłuchali około 150 osób, a ci ze sprawy Tate dwukrotnie więcej, żadna z grup nie była bliżej rozwiązania zagadki niż w chwili, gdy znaleziono ciała ofiar.

Raport w sprawie Tate wymieniał pięciu podejrzanych: Garretsona, Wilsona, Madigana, Picketta i Jonesa, ale w tym momencie wszyscy zostali już wyeliminowani.

Raport w sprawie LaBianca wymieniał piętnaście nazwisk - m.in. Franka oraz Susan Struthersów, Joe Dorgana i wiele innych osób, których nigdy poważnie nie podejrzewano. Z tej piętnastki jedynie Gardner stanowił obiecującą możliwość i chociaż nie posiadano odcisku jego dłoni (ślad taki został znaleziony na formularzu depozytu bankowego na biurku Leno), to odciski palców adwokata zostały już porównane ze śladami linii papilarnych znalezionymi w domu państwa LaBianca, które do nikogo nie pasowały.

Raporty dotyczące postępów w śledztwie były ściśle tajne; do żadnego z nich nie dorwali się dziennikarze.

Jednak zaczęli oni już podejrzewać, że prawdziwym powodem, dla którego zapadło oficjalne milczenie w sprawie obu zbrodni, jest bezradność policji.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1 Niejasności dotyczą także pory przybycia radiowozów. Policjant DeRosa stwierdził później, że zjawił się na miejscu około 9.05, co jest porą sprzed przypuszczalnego momentu odebrania "Kodu 2". Policjant Whisenhunt, który przybył jako drugi, określił czas swego przybycia na "pomiędzy 9.15 a 9.25", podczas gdy funkcjonariusz Burbridge, który zjawił się po obu poprzednich, twierdził, że miało to miejsce o 8.40.

2 Ponieważ Granado, który zjawił się po DeRosie, Whisenhuncie i Burbridge'u, także widział je w pobliżu wejścia, jasne jest, że nie są za to odpowiedzialni policjanci przybyli jako pierwsi.

3 Nazwisko John Doe, Jane Doe używane jest w sądach, oficjalnych dokumentach etc. odnośnie do osób o nieznanej tożsamości (przyp. tłum.).

4 Pochodna amfetaminy (przyp. tłum.).

5 Najwyraźniej przeoczone przez Departament Policji Los Angeles, zostały zauważone przez Romana Polańskiego, gdy znalazł się w rezydencji 17 sierpnia.

6 Jeden z piszących o sprawie twierdził później, że policja znalazła w rezydencji bogatą kolekcję pornografii, w tym liczne filmy i zdjęcia sławnych hollywoodzkich gwiazd. W rzeczywistości, obok powyżej wymienionej oraz kilku nienagranych taśm wideo, jedynymi znalezionymi w domu fotografiami były zdjęcia ślubne oraz wiele zdjęć reklamowych Sharon Tate.

Ten sam autor twierdził także, że na krokwi znaleziono sporą liczbę czarnych kapturów. W rzeczywistości nie znaleziono niczego, co choćby przypominało kaptur.

7 Departament Policji Los Angeles uzyskał informację o aktorze od rodziców Sharon. Policjanci dowiedzieli się także od jednej z byłych przyjaciółek Sebringa, że na kilka nocy przed morderstwami w jednej z hollywoodzkich dyskotek doszło do kłótni pomiędzy stylistą włosów a Francuzem. Po sprawdzeniu jego alibi oczyszczono go z jakichkolwiek podejrzeń o związek z zabójstwami. Sprzeczka sama w sobie była drobna: francuski aktor przeszkadzał Sebringowi, gdy ten usiłował poderwać jakąś dziewczynę.

8 W książce Roman by Polański sam reżyser pisze: "Chciałem wycofać swoje nazwisko z czołówki, niestety, umowa z MGM na to nie pozwalała" (przyp. tłum.).

9 W 1972 roku sędzia Sądu Apelacyjnego w Los Angeles stworzył precedens, dopuszczając wynik testu z wykrywaczem kłamstw jako dowód w sprawie związanej z marihuaną.

10 Poprawnie powinno być HELTER SKELTER (ang.) - łapu-capu, zjeżdżalnia, bezład (przyp. tłum.).

11 Niektóre fakty przeinaczono. Doniesiono na przykład, że poszewki na poduszki były białymi kapturami; że słowa ŚMIERĆ ŚWINIOM zostały napisane krwią na drzwiach lodówki, gdy naprawdę widniały na ścianie salonu. Niemniej jednak na zewnątrz przeciekło dosyć informacji, żeby detektywi ponownie mieli trudności ze znalezieniem odpowiedniego zestawu kluczowych pytań do przeprowadzenia testów z wykrywaczem kłamstw.

12 Wszystkie zawarte w tej książce stwierdzenia oparte są na faktach. W kilku przypadkach, z powodów formalnych, nazwiska osób jedynie luźno związanych z wydarzeniami zostały zmienione, a symbol "+" oznacza zastąpienie prawdziwego nazwiska pseudonimem. Jednakże osoby owe były i są rzeczywistymi postaciami, a opisywane wydarzenia faktycznie miały miejsce.

13 Pig (ang.) - świnia (przyp. tłum.).

14 Był to drugi wypadek otarcia się aktorki Joanny Pettet o gwałtowną śmierć. Była ona także przyjaciółką Janice Wylie, która wraz ze swą współmieszkanką, Emily Hoffert, została zamordowana latem 1963 roku w Nowym Jorku.

15 Departament Policji Los Angeles dotarł w końcu do dziewczyny i policjanci stwierdzili, że tej nocy nie towarzyszyła ona Sebringowi w rezydencji Tate.

16 Arise (ang.) - m.in. powstawać (przyp. tłum.).

17 Rise (ang.) - tutaj: powstanie (przyp. tłum).