Spojrzenie w otchłań
Spojrzenie w otchłań
Siedzieliśmy z Časlavem na piasku nad samym
brzegiem morza i od kilku już godzin żywo dyskutowaliśmy. Przypłynęliśmy
na wyspę Lamma położoną niedaleko Hongkongu, korzystając z popołudniowej
przerwy w konferencji. Časlav jest uznanym ekspertem w dziedzinie
mechaniki kwantowej i na konferencji przedstawił analizę pewnego
skomplikowanego eksperymentu myślowego. Zaczęliśmy omawiać ten
eksperyment już w drodze na plażę, na ścieżce prowadzącej przez
nadmorską dżunglę, i kontynuowaliśmy nasze rozważania tutaj, nad samym
morzem. W końcu udało nam się chyba dojść do porozumienia. Na plaży
zapadła wreszcie długa cisza. Patrzyliśmy na morze.
- To niesamowite - powiedział Časlav szeptem. - Możesz w to uwierzyć? To
tak, jak gdyby rzeczywistość... nie istniała...
Tymi samymi słowami można by podsumować nasz stosunek do mechaniki
kwantowej. Po stu latach wspaniałych sukcesów, po opracowaniu
nowoczesnych rozwiązań technicznych i odkryciu najgłębszych podstaw
fizyki XX wieku, teoria będąca jednym z największych osiągnięć nauki
wciąż budzi w nas zdumienie, wątpliwości i niedowierzanie.
Był taki czas, kiedy wydawało się, że wreszcie poznaliśmy reguły
rządzące światem - że u podstaw różnorodnych form rzeczywistości
istnieją tylko cząstki materii i kilka sił, które decydują o ich
zachowaniu. Uczeni mieli wrażenie, że zdołali unieść zasłonę
mai1,2 i zobaczyć podstawy rzeczywistości. Nie trwało to
jednak długo. Wiele faktów wciąż nie pasowało do nowego obrazu. W końcu,
latem 1925 roku, pewien dwudziestotrzyletni Niemiec popłynął na targaną
wiatrami wyspę Helgoland - Święty Ląd - na Morzu Północnym, by spędzić
tam kilka dni w pełnej niepokoju samotności. Właśnie tam, na wyspie,
wpadł na pomysł, który umożliwił wytłumaczenie wszystkich niepokornych
faktów i opracowanie matematycznej struktury mechaniki kwantowej, czyli
"teorii kwantów". Była to chyba największa rewolucja naukowa wszech
czasów. Ów młody człowiek nazywał się Werner Heisenberg i nasza opowieść
zaczyna się właśnie od niego.
Teoria kwantowa pozwoliła wyjaśnić podstawy chemii, strukturę atomów,
budowę ciał stałych i plazmy, powstawanie kolorów na niebie, dynamikę
gwiazd, pochodzenie galaktyk i tysiące innych aspektów świata. Stanowi
ona źródło najnowszych rozwiązań technicznych, od komputerów po
elektrownie jądrowe. Inżynierowie, astrofizycy, kosmolodzy, chemicy i biolodzy posługują się nią na co dzień. Jej zręby występują w programie
wielu kierunków studiów. Wysuwane przez nią przewidywania nigdy nie
okazały się błędne. Jest bijącym sercem współczesnej nauki. A mimo to
wciąż pozostaje głęboko tajemnicza i subtelnie niepokojąca.
Teoria ta zadała kłam modelowi, zgodnie z którym rzeczywistość składa
się z cząstek poruszających się po dobrze określonych trajektoriach, nie
dając w zamian czegoś, co pozwoliłoby wyobrazić sobie świat. Jej
równania matematyczne nie opisują rzeczywistości. Odległe obiekty wydają
się w niej ze sobą połączone w jakiś magiczny sposób. Materię zastąpiły
upiorne fale prawdopodobieństwa.
Każdy, kto zada sobie trud, by zastanowić się przez chwilę, co teoria
kwantowa ma do powiedzenia na temat rzeczywistego świata, nieuchronnie
wpadnie w zakłopotanie. Einstein nigdy się z nią nie pogodził, mimo iż
to on sformułował koncepcje, które naprowadziły Heisenberga na właściwy
trop. Richard Feynman, wielki teoretyk fizyki drugiej połowy XX wieku,
napisał, że nikt nie rozumie teorii kwantowej.
Ale właśnie na tym polega nauka - na sprawdzaniu coraz to nowszych
wyobrażeń na temat świata. Czasami radykalnie nowych. Nauka wymaga zgody
na to, by nieustannie podawać w wątpliwość nasze pojęcia. Jest
wizjonerską siłą, przenikniętą buntem i krytycznym stosunkiem do
rzeczywistości, zdolną do zmiany własnych podstaw pojęciowych i zaprojektowania naszego świata na nowo.
Jeśli trudno się nam pogodzić z dziwnością teorii kwantowej, to
przypomnijmy sobie, że teoria ta otwiera przed nami nowe perspektywy
pomagające zrozumieć rzeczywistość. Rzeczywistość, która jest bardziej
złożona, niż wynikało z uproszczonego, materialistycznego obrazu,
zakładającego istnienie cząstek w przestrzeni. Rzeczywistość składającą
się ze związków, a nie obiektów.
Teoria kwantowa wskazuje nowe kierunki poszukiwania odpowiedzi na
wielkie pytania dotyczące różnorodnych kwestii, od struktury
rzeczywistości do istoty ludzkiego doświadczenia, od metafizyki do samej
natury świadomości. Wszystkie te zagadnienia są obecnie przedmiotem
ożywionych dyskusji wśród uczonych i filozofów. Poruszymy je również na
kartach tej książki.
Na Helgolandzie, jałowej, nieprzyjaznej wyspie smaganej wiatrami
północy, Werner Heisenberg uniósł zasłonę. Otwarła się otchłań. Nasza
opowieść zaczyna się właśnie na tym skrawku lądu, na którym Heisenberg
zasiał ziarno swoich idei, a potem stopniowo się rozszerza, by objąć
coraz ważniejsze pytania pojawiające się dzięki odkryciu kwantowej
struktury rzeczywistości.
***
Pisząc tę książkę, miałem na uwadze przede wszystkim tych, którzy nie
znają fizyki kwantowej, ale chcieliby się dowiedzieć na tyle, na ile w ogóle jest to możliwe, czym ona jest i co z niej wynika. Starałem się
przy tym zachować zwięzłość, pomijając szczegóły, które nie są ważne dla
zrozumienia istoty omawianych zagadnień. Choć zajmujemy się tu jedną z najbardziej zagmatwanych naukowych teorii, to próbowałem opisać ją tak
jasno, jak tylko się da. Niewykluczone, że zamiast wyjaśniać, jak należy
rozumieć mechanikę kwantową, tłumaczę głównie, dlaczego jest tak trudna
do zrozumienia.
Podczas pisania tej książki myślałem jednak również o moich kolegach -
uczonych i filozofach, którzy im bardziej zagłębiają się w tę teorię,
tym bardziej czują się zdezorientowani. Bardzo bym chciał, by
Helgoland był jednym z głosów w toczącej się dyskusji na temat
znaczenia tych zdumiewających koncepcji fizycznych. W tekście umieściłem
odsyłacze do uwag przeznaczonych dla osób lepiej obeznanych ze
szczegółowymi zagadnieniami mechaniki kwantowej. W wyjaśnieniach tych
nieco precyzyjniej przedstawiam to, co w opisowej, przyjaznej dla
czytelnika formie tłumaczę w tekście głównym.
Celem moich badań z zakresu fizyki teoretycznej jest zrozumienie
kwantowej natury przestrzeni i czasu. Chciałbym, aby ich wyniki
przyczyniły się do pogodzenia teorii kwantowej z odkryciami Einsteina.
Zależy mi na tym tak bardzo, że niemal nieustannie myślę o kwantach. W tej książce opisuję, do czego udało mi się do tej pory dojść. Nie
pomijam innych punktów widzenia, ale przyznaję, że jestem nieprzyzwoicie
stronniczy - skupiam się na tych koncepcjach, które są w mojej opinii
najbardziej udane i prowadzą do najciekawszej według mnie możliwości,
jaką jest "relacyjna" interpretacja teorii kwantowej.
Zanim zaczniemy, słowo przestrogi. Otchłań tego, czego nie wiemy, zawsze
nas przyciąga i przyprawia o zawrót głowy. Jeżeli jednak zdecydujemy się
traktować poważnie równania mechaniki kwantowej i analizować wynikające
z nich wnioski, musimy się przygotować na niemal psychodeliczne doznania
i wyrzec się, w takiej lub innej postaci, czegoś, co do tej pory
uważaliśmy za nienaruszalny pewnik naszego rozumienia świata. Powinniśmy
zaakceptować rzeczywistość, która może być zupełnie inna, niż sobie
wyobrażaliśmy. Musimy spojrzeć w otchłań bez strachu, że wpadniemy w jej
niewyobrażalne odmęty.
- Lizbona, Marsylia, Werona,
London w prowincji Ontario, 2019-2020
Absurdalna idea młodego Heisenberga: obserwable
Absurdalna idea młodego Heisenberga: obserwable
Była już prawie trzecia w nocy, gdy miałem przed sobą końcowy wynik
rachunków. [...] Byłem tak podniecony, że nie mogłem myśleć o śnie.
Wyszedłem więc z domu o rozpoczynającym się już świtaniu i poszedłem na
północny cypel wyżyny, gdzie samotna, wystająca w morze iglica skalna
wciąż budziła we mnie ochotę do prób wspinaczkowych. Udało mi się wspiąć
na nią bez większych trudności i na jej szczycie doczekałem do wschodu
słońca3.
Często zastanawiałem się, jakie myśli i uczucia towarzyszyły młodemu
Heisenbergowi, gdy wspinał się na skałę górującą nad morzem na jałowej,
targanej wiatrami wyspie na Morzu Północnym, by stawić czoła bezmiarowi
fal w oczekiwaniu na wschód słońca po tym, jak jako pierwszy zyskał
wgląd w przyprawiające o zawrót głowy tajemnice Natury, największe, z jakimi zetknęła się ludzkość. Miał dwadzieścia trzy lata.
Liczył, że znajdzie w tych rejonach ulgę od męczącej go alergii. Na
Helgolandzie - nazwa ta dosłownie znaczy "święty ląd" - praktycznie nie
ma drzew i w związku z tym powietrze jest tam niemal wolne od pyłków.
("Helgoland ze swoim jednym drzewem"4, napisał Joyce w Ulissesie). Nie bez znaczenia dla jego decyzji o pojawieniu się na
wyspie mogła być też uwielbiana w dzieciństwie legenda o okrutnym
piracie Störteberkerze, który się tu ukrywał. Głównym powodem przyjazdu
Heisenberga była jednak potrzeba poświęcenia się bez reszty problemowi,
który stał się jego obsesją. Chodziło o pewną palącą kwestię, którą
wskazał mu Niels Bohr. Heisenberg mało spał i spędzał wiele godzin w samotności, próbując znaleźć matematyczne uzasadnienie dla
niezrozumiałych reguł wymyślonych przez Bohra. Od czasu do czasu robił
sobie przerwę, by wspiąć się na wznoszącą się nad wyspą skałę lub
nauczyć się na pamięć któregoś z wierszy Goethego z tomu Dywan Zachodu
i Wschodu, zbioru, w którym największy poeta niemiecki daje wyraz
swojemu uwielbieniu dla islamu.
Niels Bohr, który był już wtedy powszechnie poważanym naukowcem, podał
proste, ale dziwne wzory pozwalające przewidzieć własności pierwiastków
chemicznych jeszcze przed ich zmierzeniem. Korzystając z wzorów, można
było na przykład wyznaczyć częstotliwość światła wysyłanego przez
konkretne pierwiastki po ich podgrzaniu, czyli ustalić ich barwę, gdy są
gorące. Było to niezwykłe osiągnięcie. Mimo to wzory Bohra miały pewne
niedociągnięcia, ponieważ nie pozwalały na przykład przewidzieć
natężenia emitowanego światła.
Największe zastrzeżenia budziła jednak pewna ich wprost absurdalna
właściwość. Zakładały mianowicie, bez żadnego dobrego powodu, że
elektrony w atomach krążą wokół jądra wyłącznie po pewnych,
określonych orbitach, znajdujących się od niego w pewnych, ściśle
wyznaczonych odległościach i mają pewne, ustalone wartości energii - i mogą jedynie w magiczny sposób "przeskakiwać" z jednej orbity na drugą.
Po raz pierwszy pojawiło się wówczas w nauce pojęcie "przeskoków
kwantowych". Dlaczego dopuszczalne są tylko określone orbity? Dlaczego
dochodzi do takich osobliwych "przeskoków" między nimi? Jaka siła
odpowiada za tak dziwaczne zachowanie?
Atomy są podstawowymi elementami składowymi wszystkiego, co istnieje.
Ale jak działają? Jak elektrony poruszają się w ich wnętrzu? Uczeni na
początku stulecia zastanawiali się nad tymi kwestiami przez ponad dekadę
i nie udało im się znaleźć żadnego sensownego wyjaśnienia.
Niczym renesansowy mistrz pędzla w pracowni malarskiej, Bohr otoczył się
w Kopenhadze najlepszymi młodymi fizykami, jakich udało mu się znaleźć,
by wspólnie z nimi rozwiązać zagadki atomu. Był wśród nich błyskotliwy
Wolfgang Pauli - niezwykle inteligentny i dość arogancki przyjaciel
Heisenberga z czasu studiów. To właśnie Pauli polecił Heisenberga
wielkiemu Bohrowi, stwierdzając, że jeśli mają dokonać prawdziwego
postępu w badaniach, to potrzebują właśnie kogoś takiego. Bohr posłuchał
rady Pauliego i jesienią 1924 roku ściągnął Heisenberga do Kopenhagi z Getyngi, gdzie pracował on jako asystent Maxa Borna. Heisenberg spędził
w Kopenhadze kilka miesięcy, podczas których często prowadził z Bohrem
ożywione dyskusje przy tablicy zapełnionej równaniami. Młody uczeń i mistrz chodzili też na długie spacery w góry i rozmawiali o tajemnicach
atomu, fizyce i filozofii5.
Heisenberga całkowicie pochłonęły rozmyślania nad tym zagadnieniem.
Stało się ono jego obsesją. Podobnie jak inni próbował wszystkiego. Nic
nie działało. Wydawało się, że nie ma żadnej sensownej siły, która
mogłaby zmusić elektrony do krążenia po dziwnych orbitach Bohra i wykonywania tych osobliwych przeskoków. A przecież właśnie takie orbity
i przeskoki pozwalają wyznaczyć poprawne wartości trafnie przewidujące
zjawiska związane z atomami. Jak to wyjaśnić?
W desperacji sięgamy często po drastyczne rozwiązania. Na owej pustej
wyspie na Morzu Północnym, pracując w całkowitej samotności, Heisenberg
postanowił sprawdzić wszystkie, nawet najbardziej radykalne pomysły.
W końcu to właśnie dzięki radykalnym ideom dwadzieścia lat wcześniej
Einstein zadziwił świat. W przypadku Einsteina śmiałe pomysły okazały
się trafne. Pauli i Heisenberg byli oczarowani jego fizyką. Einstein był
dla nich prawdziwą legendą. Zaczęli się więc zastanawiać, czy nadszedł
już czas, by zaryzykować jakieś radykalne posunięcie i w ten sposób
przełamać impas związany z niezrozumiałym zachowaniem elektronów w atomach. Czy to właśnie oni powinni się zdecydować na taki krok? W wieku
dwudziestu lat człowiek nie boi się marzyć.
Einstein pokazał, że nawet najbardziej zakorzenione przekonania mogą być
błędne. To, co teraz wydaje nam się zupełnie oczywiste, wcale nie musi
być poprawne. Porzucanie założeń, które wydają się naturalne, może
prowadzić do poszerzenia naszej wiedzy. Einstein nauczył nas, że
wszystko powinno się opierać na tym, co możemy zobaczyć, a nie na tym,
co według nas powinno istnieć.
Pauli podzielił się tymi przemyśleniami z Heisenbergiem. Obaj młodzi
naukowcy byli upojeni tym zatrutym trunkiem. Uważnie śledzili dyskusje o związku między rzeczywistością i doświadczeniem toczące się w środowisku
austriackich i niemieckich filozofów na początku stulecia. Ernst Mach,
który wywarł decydujący wpływ na Einsteina, wyrażał przekonanie, że
wiedza musi się opierać wyłącznie na obserwacjach i być wolna od
wszelkich niejawnych założeń "metafizycznych". Właśnie te koncepcje
towarzyszyły młodemu Heisenbergowi, gdy pracował odcięty od świata na
Helgolandzie latem 1925 roku, i powoli łączyły się ze sobą, niczym
związki chemiczne materiału wybuchowego.
Tak wpadł na nowy pomysł, który mógł się zrodzić tylko w nieskrępowanym
umyśle młodego człowieka. Wysunięta przez niego idea przekształciła całą
fizykę - a nawet całą naukę i nasze postrzeganie świata. Była to idea
tak głęboka, że - jak sądzę - ludzkość wciąż jeszcze nie zdała sobie w pełni sprawy z jej znaczenia.
***
Pomysł Heisenberga jest równie śmiały, co prosty. Nikomu nie udało się
znaleźć siły, która wywołuje dziwne zachowanie atomu? W porządku. W takim razie przestańmy takiej nowej siły szukać. Wykorzystajmy zamiast
tego dobrze nam już znane oddziaływanie, a mianowicie siłę elektryczną,
która wiąże elektron z jądrem. Nie potrafimy znaleźć nowych praw ruchu,
które mogłyby wyjaśniać orbity Bohra i dziwne "przeskoki"? Nie ma
sprawy. Pozostańmy przy znanych nam prawach ruchu i używajmy ich w takiej postaci, jaką mają obecnie.
Zamiast tego zmieńmy jednak nasze wyobrażenia o elektronie. Przestańmy
się upierać przy konieczności opisania jego ruchu i zacznijmy mówić
tylko o tym, co możemy obserwować, a więc o świetle, które emituje.
Oprzyjmy wszystko na wielkościach, które są możliwe do zaobserwowania.
Właśnie na tym polegała idea Heisenberga.
Wiedziony taką myślą, Heisenberg spróbował opisać zachowanie elektronów
wyłącznie za pomocą wielkości, które można zaobserwować, a więc
częstotliwości i amplitudy emitowanego przez nie światła.
Możemy obserwować skutki przeskoku elektronu między dwiema orbitami
Bohra. Zamiast zmiennych fizycznych (będących pojedynczymi liczbami)
Heisenberg zastosował tabele liczb, w których wiersze oznaczają orbitę
wyjściową, a kolumny - docelową. Każda wartość tabeli, znajdująca się w określonym wierszu i kolumnie, opisuje przeskok z jednej orbity na
drugą. Resztę czasu spędzonego na wyspie Heisenberg poświęcił na
wymyślenie sposobu wykorzystania tych tablic tak, by można było
uzasadnić reguły wprowadzone przez Bohra. Nie spał po nocach, próbując
wyznaczyć równanie dla przypadku elektronu w atomie, ale mu się to nie
udało - taki układ okazał się zbyt trudny. Postanowił więc rozważyć
prostszy przykład przypominający wahadło i przeanalizować reguły Bohra
obowiązujące w takiej sytuacji.
Siódmego czerwca elementy układanki zaczęły wskakiwać na swoje miejsca:
Gdy przy pierwszych wyrazach rzeczywiście potwierdziło się zachowanie
energii [po uwzględnieniu reguł Bohra], ogarnęło mnie jakieś
podniecenie, tak że w dalszych rachunkach wciąż robiłem błędy. Była już
prawie trzecia w nocy, gdy miałem przed sobą końcowy wynik rachunków.
Prawo zachowania energii sprawdziło się we wszystkich członach i -
ponieważ wszystko to wyszło samo przez się, że tak powiem, bez żadnego
przymusu - nie mogłem już wątpić o niesprzeczności matematycznej i zamkniętości naszkicowanej w ten sposób mechaniki kwantowej. W pierwszej
chwili byłem do głębi przerażony. Miałem uczucie, że patrzę poprzez
powierzchnię zjawisk atomowych na leżące głębiej pod nią podłoże o zadziwiającej wewnętrznej urodzie i dostawałem prawie zawrotu głowy na
myśl, że mam teraz prześledzić pełnię struktur matematycznych, które
przyroda rozłożyła tutaj przede mną6.
Ten fragment zapiera dech w piersiach. "Podłoże o zadziwiającej
wewnętrznej urodzie" pod powierzchnią rzeczy... Słowa Heisenberga
przywodzą na myśl tekst napisany przez Galileusza, w którym przedstawia,
jak po raz pierwszy dostrzegł prawidłowości matematyczne w wynikach
pomiaru ciał toczących się po równi pochyłej i odkrył pierwsze w historii ludzkości prawo matematyczne opisujące ruch ciał na Ziemi. Nic
nie może się równać z uczuciem towarzyszącym odkryciu porządku
matematycznego w pozornym chaosie.
***
Dziewiątego czerwca Heisenberg opuścił Helgoland i wrócił na Uniwersytet
w Getyndze. Wysłał wyniki swoich obliczeń Pauliemu z adnotacją:
"Wszystko wciąż jest dla mnie niejasne i niezrozumiałe, ale wydaje się,
że elektrony nie poruszają się już po orbitach".
Dziewiątego lipca przesłał gotowy artykuł Maxowi Bornowi, profesorowi, u którego był asystentem, z następującą wiadomością: "Napisałem szalony
artykuł i nie mam odwagi wysłać go do żadnego czasopisma". Poprosił
Borna o przeczytanie pracy i opinię.
Dwudziestego piątego lipca Max Born osobiście wysłał pracę Heisenberga
do czasopisma naukowego "Zeitschrift für Physik"7.
Born z miejsca uświadomił sobie ogromne znaczenie koncepcji
sformułowanej przez młodego asystenta, postanowił jednak wyjaśnić kilka
kwestii. Poprosił swojego studenta Pascuala Jordana, by spróbował
zaprowadzić porządek w nieszablonowych obliczeniach
Heisenberga8. W tym czasie Heisenberg starał się
zainteresować swoimi pomysłami Pauliego - bezskutecznie. Pauli uważał,
że wszystko to za bardzo przypomina matematyczną łamigłówkę, jest zbyt
abstrakcyjne i zawiłe. Na początku nową teorią zajmowały się więc tylko
trzy osoby: Heisenberg, Born i Jordan.
Pracowali gorączkowo i w ciągu zaledwie kilku miesięcy udało im się
określić strukturę formalną nowej mechaniki. Okazało się, że sama
struktura jest bardzo prosta: siły są takie same jak w fizyce
klasycznej, także równania są identyczne (z wyjątkiem jednego,
dodatkowego9, o którym powiem więcej w dalszej części
książki), ale zamiast zmiennych, w nowej teorii występują tablice liczb,
czyli "macierze".
***
Dlaczego tablice liczb? W atomie nie da się zaobserwować samego
elektronu, a jedynie światło, które ten elektron wysyła, gdy - zgodnie z hipotezą Bohra - przeskakuje z jednej orbity na drugą. Podczas przeskoku
ważne są dwie orbity: ta, z której elektron wyrusza, i ta, na którą
przeskakuje. Każdy wynik pomiaru można więc umieścić, jak już
wspomniałem, w tabeli, w której orbita wyjściowa wskazuje wiersz, a docelowa - kolumnę.
Pomysł Heisenberga polegał na tym, by zapisać wszystkie wielkości
określające ruch elektronu - położenie, prędkość i energię - nie w postaci pojedynczych liczb, ale tablic. Zamiast pojedynczego położenia
x, elektron ma w tym ujęciu całą tabelę położeń X, po jednym dla
każdego możliwego przeskoku. Istota koncepcji Heisenberga zasadza się na
wykorzystaniu tych samych równań, co zawsze, z tą różnicą, że zamiast
występujących w nich zwykle wielkości (położenie, prędkość, energia,
częstość kołowa orbity i tak dalej) mamy odpowiadające im tabele.
Natężenie i częstotliwość światła emitowanego podczas przeskoku można na
przykład określić, odczytując wartość w odpowiedniej komórce tabeli. W tabeli odpowiadającej energii liczby pojawiają się tylko na przekątnej i są to wartości energii orbit Bohra.
Czy to jest jasne? W żadnym razie. To jest jasne jak smoła.
Ta absurdalna, zdawałoby się, sztuczka, polegająca na zastąpieniu
zmiennych tablicami, pozwala uzyskać poprawne wyniki, czyli przewidzieć
wartości, jakie otrzymuje się potem metodami doświadczalnymi.
Ku zdumieniu trzech muszkieterów z Getyngi, jeszcze przed końcem roku
Born dostał list z dołączonym doń krótkim artykułem napisanym przez
pewnego młodego Anglika i przedstawiającym w gruncie rzeczy taką samą
teorię, ale skonstruowaną z użyciem jeszcze bardziej abstrakcyjnego
języka matematycznego niż stosowane przez nich macierze10.
Autorem tej pracy był Paul Dirac. W czerwcu Heisenberg wygłosił w Anglii
wykład, pod koniec którego wspomniał o swoich przemyśleniach związanych
z przeskokami kwantowymi. Dirac znajdował się wówczas na sali, ale był
zmęczony i nic z tego wszystkiego nie zrozumiał. Później opiekun naukowy
Diraca otrzymał pocztą pierwszy artykuł Heisenberga i choć uznał, że
jest niezrozumiały, pokazał go Diracowi. Dirac przeczytał pracę,
stwierdził, że nie ma sensu, i odłożył ją na bok. Jednak kilka tygodni
później, rozmyślając podczas długiego spaceru, uświadomił sobie, że
tablice Heisenberga przypominają mu coś, o czym uczył się na studiach.
Ponieważ nie mógł sobie przypomnieć, co to dokładnie było, by odświeżyć
swoją wiedzę, postanowił zajrzeć do pewnej książki - ponieważ jednak
znajdowała się ona w bibliotece, przyszło mu czekać do
poniedziałku11... Uzupełniwszy informacje, w krótkim czasie
samodzielnie opracował taką samą całościową teorię jak trzej czarodzieje
z Getyngi.
Jedyną rzeczą, jaka pozostała jeszcze do zrobienia, było zastosowanie
tej nowej teorii do przypadku elektronu w atomie i jej sprawdzenie w praktyce. Czy faktycznie pozwoli wyliczyć wszystkie orbity Bohra?
Obliczenia okazały się trudne i trzej uczeni z Getyngi nie potrafili
doprowadzić ich do końca. Poprosili o pomoc Pauliego, najbardziej
utalentowanego, ale i najbardziej aroganckiego naukowca, jakiego znali.
- Te obliczenia rzeczywiście wyglądają na bardzo trudne... - stwierdził z przekąsem - dla was12.
Pauli dokończył je w ciągu zaledwie kilku tygodni, wykazując się wprost
akrobatycznymi umiejętnościami przekształcania wzorów13.
Wynik był doskonały. Wartości energii wyznaczone na podstawie tablic
Heisenberga, Borna i Jordana w pełni zgadzały się z wartościami
wynikającymi z hipotezy Bohra. Dziwne reguły zachowania atomów wymyślone
przez Bohra mieściły się w zupełnie nowym formalizmie. Ale to nie
wszystko. Nowa teoria pozwalała również wyznaczyć natężenie emitowanego
światła, czego nie można było zrobić, stosując same reguły Bohra. W dodatku okazało się, że wszystkie te rezultaty zgadzają się dokładnie z wartościami otrzymywanymi w trakcie doświadczeń!
Osiągnięto bezsporny sukces.
W liście do żony Borna, Heidi, Einstein napisał między innymi:
"Koncepcje przedstawione przez Heisenberga i Borna trzymają wszystkich w napięciu i zaprzątają myśli każdego, kto choć trochę interesuje się
teorią"14. W liście do bliskiego przyjaciela Michele'a Bessa
zauważył natomiast: "Najciekawszą pracą teoretyczną ostatnich czasów
jest teoria stanów kwantowych Heisenberga, Borna i Jordana - ich
obliczenia to prawdziwe czary"15.
Bohr, twórca nowej teorii, wiele lat później tak wspominał te
wydarzenia: "Mieliśmy w tamtym okresie jedynie nikłą nadzieję, że uda
nam się sformułować taką postać teorii, w której każde niewłaściwe
użycie koncepcji klasycznych byłoby wyeliminowane. Onieśmieleni
trudnością tego zadania, czuliśmy ogromny podziw dla Heisenberga, który
w wieku zaledwie dwudziestu trzech lat jednym ruchem rozwiązał wszystkie
nasze problemy"16.
Z wyjątkiem Bohra, który był już po czterdziestce, Heisenberg, Jordan,
Dirac i Pauli mieli wówczas po dwadzieścia kilka lat. W Getyndze ich
teoria stała się znana jako Knabenphysik, czyli "fizyka chłopców".
***
Szesnaście lat później przez Europę przetaczała się kolejna wojna
światowa. Ponieważ Heisenberg był wówczas uznanym uczonym, Hitler
powierzył mu zadanie wykorzystania wiedzy na temat atomu do
skonstruowania bomby, która zapewniłaby armii niemieckiej zwycięstwo.
Heisenberg wyruszył pociągiem do Kopenhagi w okupowanej przez Niemców
Danii, by odwiedzić swojego dawnego nauczyciela. Stary mistrz i młody
naukowiec spotkali się, ale podczas rozmowy nie udało im się dojść do
porozumienia. Heisenberg twierdził później, że chciał jedynie omówić z Bohrem kwestie etyczne związane z możliwością budowy tak śmiercionośnej
broni. Nie wszyscy mu jednak uwierzyli. Niedługo potem Bohr został
porwany - za swoim przyzwoleniem - przez brytyjskich komandosów i wywieziony z okupowanej Danii. Dotarł najpierw do Anglii, gdzie przyjął
go sam Churchill, a potem wyruszył do Stanów Zjednoczonych. Tam
postanowił wykorzystać swoją wiedzę w praktyce, stając na czele grupy
młodych fizyków, którzy próbowali zastosować nową teorię kwantową do
rozbijania atomów. Hiroszima i Nagasaki zostały zrównane z ziemią.
Dwieście tysięcy istnień ludzkich - mężczyzn, kobiet i dzieci -
przepadło w ułamku sekundy. Obecnie żyjemy w świecie, w którym
dziesiątki tysięcy głowic jądrowych są stale wycelowane w najważniejsze
miasta. Gdyby któryś z przywódców oszalał albo popełnił błąd,
prawdopodobnie udałoby mu się zniszczyć życie na naszej planecie. Już
nikt nie ma wątpliwości, że w "fizyce chłopców" drzemie niszczycielska
moc.
***
Na szczęście teoria kwantowa to dużo więcej niż tylko broń. Udało się ją
z powodzeniem zastosować do badania atomów, jąder atomowych, cząstek
elementarnych, wiązań chemicznych, ciał stałych, cieczy i gazów,
półprzewodników, laserów, gwiazd takich jak Słońce, gwiazd neutronowych,
pierwotnego Wszechświata, procesu formowania się galaktyk i tak dalej.
Można by tę listę ciągnąć przez wiele stron. Teoria kwantowa pozwoliła
nam szczegółowo wyjaśnić rozległe obszary wiedzy związane z działaniem
praw natury, od postaci układu okresowego pierwiastków po zastosowania
medyczne, dzięki którym uratowano miliony osób. Przewidziała istnienie
nowych zjawisk, których nikt się nie spodziewał, takich jak korelacje
kwantowe obowiązujące w odległościach wielu kilometrów, komputery
kwantowe czy teleportacja - i wszystkie te przewidywania okazały się
poprawne. Zdumiewająco dobra passa teorii kwantowej trwa nieprzerwanie
już od stu lat.
Metoda obliczeniowa opracowana przez Heisenberga, Borna, Jordana i Diraca, ów dziwny pomysł, by "ograniczyć się wyłącznie do tego, co można
zaobserwować" i zastąpić zmienne fizyczne macierzami17, nigdy
uczonych nie zawiodła. Mechanika kwantowa jest jedyną podstawową teorią
opisującą świat, która jeszcze w żadnym przypadku nie okazała się błędna
- i której ograniczeń wciąż nie znamy.
***
Dlaczego jednak nie możemy powiedzieć, gdzie znajduje się elektron i co
robi, gdy go akurat nie obserwujemy? Dlaczego wolno nam mówić
wyłącznie o "obserwablach"? Dlaczego potrafimy opisać, co się dzieje,
gdy przeskakuje z jednej orbity na drugą, ale nie możemy stwierdzić,
gdzie się znajduje w dowolnie wybranej chwili? Co tak naprawdę wynika z tego, że zamiast pojedynczych liczb stosujemy ich tablice?
Co w istocie miał na myśli Heisenberg, gdy pisał: "Wszystko wciąż jest
dla mnie niejasne i niezrozumiałe, ale wydaje się, że elektrony nie
poruszają się już po orbitach"? Jego przyjaciel Pauli stwierdził kiedyś:
"Heisenberg rozumował w okropny sposób i posługiwał się wyłącznie
intuicją. Nie przykładał jakiejkolwiek wagi do konieczności jasnego
przedstawienia podstawowych założeń i określenia ich związku z istniejącymi teoriami [...]".
Urzekający artykuł Wernera Heisenberga, którego główna idea zrodziła się
na owej wyspie na Morzu Północnym i od którego wszystko się zaczęło,
otwiera następujące zdanie: "Celem niniejszej pracy jest określenie
podstaw teorii mechaniki kwantowej opartej wyłącznie na związkach między
wielkościami, które co do zasady można zaobserwować".
Które można zaobserwować? Dlaczego Natura miałaby się interesować, czy w pobliżu jest ktoś, kto może przeprowadzić obserwacje, czy też go nie ma?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki