Hejnał i Róża - Małgorzata Maj

Kup ebooka

0.00 zł

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

 

Poranek święta róż

 

Róża wstała wczesnym rankiem. To dzień targowy, więc w centrum miasta sprzedawcy krzątali się od świtu i układali swoje towary.

Róża wsłuchiwała się w dźwięk trąbki, który docierał do pokoju z ratuszowej wieży.

- Och, jak mój tata przepięknie gra - westchnęła i wróciła do przeglądania swojej garderoby w poszukiwaniu sukni na tę okazję. Chciała zdążyć na targ, aby kupić przepiękne kwiaty. Dzisiaj rozpoczynało się święto róż i do miasta zjeżdżali kupcy z całego kraju, aby podziwiać zdolności miejscowych hodowców.

Kiedy z wieży dobiegał czwarty hejnał, piekarz wyjmował z pieca kolejną porcję wypieków. Wszak nie samymi kwiatami żyje człowiek. Kupcy przybyli z daleka, więc musieli się czymś posilić po długiej wędrówce. Co roku zachwycali się chlebem różanym, bułeczkami nadzianymi dżemem z dzikiej róży i wieloma innymi wypiekami z akcentem tych najbardziej popularnych w mieście kwiatów. Tymczasem Róża wciąż nie mogła zdecydować, którą włoży sukienkę.

- Tę różową zdobioną białym haftem z różanym motywem, czy białą w malowane czerwone róże - zastanawiała się. - Która lepiej będzie pasowała do dzisiejszego święta?

W końcu wybór padł na czerwono - niebieską prostą sukienkę, którą upięła z boku złocistą broszką w kształcie róży.

Kiedy nad dachami domów płynął piąty hejnał, Róża jeszcze nie wiedziała, które włoży pantofle. Wiążąc w pośpiechu sznurówki białych tenisówek wybiegała z domu.

- Te będą chyba najwygodniejsze - zdecydowała, - a wygoda to rzecz święta. Jakże tu biegać cały dzień z kwaśną miną z powodu uwierających pantofli?

Przechodząc obok piekarni, wdychała rozchodzący się zapach świeżego pieczywa. Do jej uszu dobiegały dźwięki muzyki. To piekarz przygrywał na skrzypcach.

- Muzyka sprawia, że ciasto pięknie rośnie - mówiła piekarzowa sąsiadkom, dumna z tego, że jej mąż tak pięknie gra. - Bez tego wszystkie wypieki byłyby z zakalcem.

Z daleka dało się słyszeć odgłosy targu. Każdy tu na czymś grał albo śpiewał. Każdy, tylko nie ona. Róża nie potrafiła wydobyć dźwięku z żadnego instrumentu. Nie umiała zaśpiewać poprawnie nawet jednej zwrotki najprostszej piosenki. Na tą myśl z jej twarzy zniknął na chwilę uśmiech.

Kiedy dotarła na targ, słońce było już wysoko. Stoiska różane mieniły się w promieniach tysiącem odcieni bieli, różu, żółci i czerwieni. Tutejsi hodowcy specjalizowali się w uprawie niemalże wszystkich odmian. A było ich tysiące. Były tu róże prawie każdego rodzaju - parkowe, historyczne, pnące, angielskie, wielokwiatowe, wielkokwiatowe, miniaturowe różyczki do patio oraz wiele innych. Róże opanowały dzisiaj całe miasto. Były lody różane, pączki z nadzieniem różanym, olejki i mydła różane, ubiory z różami. Tak różowo w mieście jeszcze nie było.