Poprzedni bez Berty.
TESMAN. Wyobraź sobie, ciociu! cały kufer wypakowałem
notatkami. Nie do uwierzenia, ilem ich nagromadził ze wszystkich
archiwów. Stare, nadzwyczaj ciekawe rzeczy, o których nikt nie ma
wyobrażenia. PANNA TESMAN. Tak, tak, Jörgenie, w twéj poślubnéj
podróży, nie traciłeś czasu. TESMAN. Mogę to śmiało przyznać. Ale zdejmże kapelusz,
ciociu. Pozwól, rozwiążę wstążki. Dobrze tak. PANNA TESMAN (
w czasie gdy on to czyni). Ach! Boże, to tak, jak kiedyś
był u nas w domu. TESMAN (
oglądając kapelusz). Cóż za ładny kapelusz dziś włożyłaś? PANNA TESMAN. Sprawiłam go sobie z powodu Heddy. TESMAN. Heddy? PANNA TESMAN. Ażeby się mnie nie wstydziła, gdy razem
będziemy na mieście. TESMAN (
głaszcząc ją po twarzy). Ty, ciociu, myślisz o wszystkiém.
(
Kładzie kapelusz na krześle przy stole). A teraz wiesz co,
siądźmy sobie na kanapie i pogawędźmy, zanim Hedda nadejdzie (
siadają). PANNA TESMAN (
stawia parasolkę przy rogu kanapy). Jakże jestem
szczęśliwa, że cię znowu widzę, Jörgenie, ciebie jedynaka
nieboszczyka Jana. TESMAN. I ja jestem szczęśliwy, że cię widzę, tyś była dla
mnie i ojcem i matką zarazem. PANNA TESMAN. Wiem dobrze, że ty kochasz zawsze twoję
starą ciotkę. TESMAN. A jakże ciocia Ryna? czy jéj nie lepiéj? PANNA TESMAN. Dla téj biedaczki nie może być polepszenia.
Leży, jak leżała przez te wszystkie lata. Oby tylko Bóg zostawił mi
ją jak najdłużéj. Nie wiem, cobym bez niéj zrobiła, zwłaszcza téż
teraz, kiedy ci już potrzebną nie jestem. TESMAN (
klepie ją po ramieniu). No, no, no. PANNA TESMAN (
szybko, odmiennym tonem). Ale kiedy pomyślę, żeś się,
ożenił Jörgenie, i że to ty pozyskałeś rękę Heddy Gabler, téj
Heddy, tak zawsze otoczonéj młodzieżą... TESMAN (
nuci i uśmiecha się z zadowoleniem). Zdaje mi się, że mam
w mieście paru dobrych przyjaciół, którzy mi z całego serca
zazdroszczą. Czy nie? PANNA TESMAN. Zazdroszczą ci tego także, żeś mógł odbyć
tak długą poślubną podróż. Wszakże trwała blizko sześć miesięcy. TESMAN. Dla mnie była to także podróż naukowa. Ileż
archiwów musiałem przewertować! ile książek przeczytać! PANNA TESMAN. No tak. (
Poufnie i ciszéj). Ale posłuchaj Jörgenie, czy nie masz mi
nic po powiedzenia, nic wcale? TESMAN. Z podróży? PANNA TESMAN. Tak. TESMAN. Doprawdy, nie wiem nic więcéj nad to, com ci
pisał, a żem się doktoryzował, o tém powiedziałem ci wczoraj. PANNA TESMAN. Ale ja pytam, czy... czy nie masz żadnych...
nadziei? TESMAN. Nadziei? PANNA TESMAN. Mój Boże! jestem przecież twoją starą
ciotką. TESMAN. Naturalnie, że mam nadzieję... PANNA TESMAN. A więc. TESMAN. Mam niemal pewną nadzieję, że wkrótce będę
profesorem. PANNA TESMAN. Profesorem... tak. TESMAN. A nawet mogę powiedziéć, że to rzecz zupełnie
pewna. Przecież wiesz o tém, ciociu? PANNA TESMAN (
z uśmiechem). O tém wiem, masz słuszność. (
Zmieniając ton). Ale mówiliśmy o podróży. Musiała cię ona
strasznie kosztować. TESMAN. Mój Boże, kosztowała, ale dopomogło mi bardzo to
duże stypendyum. PANNA TESMAN. Jednakże nie pojmuję, jakim sposobem
starczyło na dwoje. TESMAN. Bo téż to nie było rzeczą tak prostą. PANNA TESMAN. A jeszcze kiedy się podróżuje z taką damą.
Mówiono mi, że to bez porównania drożéj kosztuje. TESMAN. Ma się rozumiéć, ale Hedda musiała odbyć tę
podróż, doprawdy, ciociu, musiała. Inaczéj być nie mogło. PANNA TESMAN. Masz pewno słuszność, bo dzisiaj podróż
poślubna uważaną jest za konieczność. Ale powiedz mi - czyś się już
dobrze w mieszkaniu rozejrzał. TESMAN. Naturalnie, wstałem o świcie. PANNA TESMAN. Jakże ci się całość podoba? TESMAN. Przepyszna, wydaje mi się przepyszna. Tylko nie
mogę zrozumieć, na co są te dwa pokoje za sypialnią Heddy. PANNA TESMAN (
uśmiechając się). O, mój drogi, spożytkujecie je - z
czasem. TESMAN. Doprawdy masz słuszność, ciociu, bo kiedy się
księgozbiór tak bardzo powiększa... to... PANNA TESMAN. Właśnie, mój chłopcze, myślałam o twoim
księgozbiorze. TESMAN. Cieszę się bardzo z powodu Heddy. Zanim jeszcze
byliśmy zaręczeni, mówiła ciągle, że żadne mieszkanie tak jéj się
nie podoba jak willa radczyni Falk. PANNA TESMAN. I właśnie się tak zdarzyło, że była do
sprzedania, po waszym wyjeździe. TESMAN. Tak, ciociu, mieliśmy prawdziwe szczęście. PANNA TESMAN. Mój drogi, to wszystko będzie cię strasznie
kosztować. TESMAN (
trochę zniechęcony). No będzie, ale cóż. PANNA TESMAN. Mój Boże. TESMAN. No! ale jak sądzisz? Ileż przecie? PANNA TESMAN. Nie wiem, dopóki się wszytkie rachunki nie
pokończą. TESMAN. Na szczęście, Brack wyjednał mi dobre warunki,
pisał to sam do Heddy. PANNA TESMAN. Nie drecz-że się tem, mój chłopcze. A co do
mebli, dywanów i t. p. dałam na nie poręczenie. TESMAN. Poręczenie? Ty ciociu? Jakież poręczenie dać
mogłaś? PANNA TESMAN. Ubezpieczyłam je na mojéj rencie. TESMAN (
zrywając się). Jakto? Na rencie twojéj i ciotki Ryny? PANNA TESMAN. No tak. Innego sposobu nie było. TESMAN (
staje przed nią). Ciociu! czyś zmysły postradała? Ta renta
stanowi przecież cały majątek was obydwóch. PANNA TESMAN. Nie bierz-że tego do serca, Jörgenie, to
przecież czysta formalność. Mówił mi to także radca Brack. On był
tak grzeczny, że mnie we wszystkiém wyręczał. Czysta formalność,
nic więcéj. TESMAN. Wszystko to być może, przecież... PANNA TESMAN. Teraz gdy otrzymasz pensyę, będziesz mógł to
wszystko opłacić. A zresztą, Boże mój, choćbyśmy także trochę... no
troszeczkę zapłaciły, trochę wam dopomogły z początku, uważałybyśmy
to sobie za szczęście. TESMAN. Ach! ciociu, ty zawsze musisz poświęcać się dla
mnie. PANNA TESMAN. (
powstaje i kładzie mu ręce na ramionach). Bo też jesteś
mojem jedynem szczęściem na świecie, drogi chłopcze. Byłeś bez ojca
i matki, coby ci mogli dopomódz. Teraz przecież stanęliśmy u celu.
Niekiedy było nam ciężko i smutno, ale teraz Bogu dzięki, Jörgenie,
wypłynąłeś. TESMAN. Wszystko się tak dziwnie złożyło. PANNA TESMAN. Tak - i wszyscy, co byli przeciwko tobie -
czy albo stali na twojéj drodze, albo ustąpili, albo poupadali.
Ten, co był najniebezpieczniejszy, upadł najniżéj... Teraz spoczywa
tak, jak sobie sam posiał, zbłąkany biedak. TESMAN. Czyś od mego wyjazdu słyszała co o Eilercie? PANNA TESMAN. Słyszałam tylko, że wyszła nowa jego
książka. TESMAN. Co? Eilerta Lövborga? Teraz? TESMAN. Tak! Bóg jeden wie, co on tam napisał. Twoja
książka to będzie zupełnie co innego. O czémże ty piszesz,
Jörgenie? TESMAN. O przemyśle domowym w Brabancie, w wiekach
średnich. PANNA TESMAN. Pomyśléć tylko, że ty piszesz o takich
rzeczach. TESMAN. Moje dzieło nie zaraz wyjść może. Muszę wprzódy
cały bogaty zbiór materyałów uporządkować. PANNA TESMAN. Zebrać i uporządkować. Już ty doskonale to
potrafisz. Niedarmo jesteś synem nieboszczyka Jana. TESMAN. Pilno mi téż zacząć tę robotę, szczególniéj téż
teraz, gdy mam tak wygodny dom, w którym pracować mogę. PANNA TESMAN. I w którym przedewszystkiém jest ta, którą
twoje serce wybrało. TESMAN (
ściska ją). Ach tak! tak, ciociu! Hedda, to ze wszystkiego
najpiękniejsze. (
Zagląda do pokoju w głębi). Zdaje mi się, że ona idzie.