Czym charakteryzuje się praca ratownika górskiego? To niezwykle trudne, niebezpieczne i odpowiedzialne zajęcie, które należy wykonywać w maksymalnym skupieniu, opanowaniu i rozwadze. Gdy wisisz na stumetrowej linie wypuszczonej ze śmigłowca, a boczne wiatry miotają tobą jak szmacianą lalką, każdy błąd może cię kosztować życie. Nieważne, jak trudna byłaby to akcja, na jak cienkiej granicy życia i śmierci się znajdujesz, i jak bardzo masz obsrane gacie – musisz być mistrzem Zen i oazą pierdolonego spokoju. Dla innych. Dla ludzi, którzy na ciebie czekają, i dla których jesteś ostatnią deską ratunku. Którzy widzą w tobie jedyną nadzieję na przeżycie, gdy wszystko inne już zawiedzie.
Ratownicy to dla wielu ludzi superbohaterowie. Herosi o atletycznej budowie ciała, nienagannej moralności i sile pieprzonego Herkulesa. Według nich nie wiemy, co to strach, nie popełniamy błędów i śmiejemy się niebezpieczeństwu w twarz. Ludzie nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć, że pod czerwonym kombinezonem ratownika często kryją się zwykli kolesie, którzy postanowili wyciągać innych z kłopotów, bo wcześniej sami sprowadzili na kogoś tragedię.
Kryształowe serce nie zawsze jest symbolem czystości i ideału, czasem oznacza, że wystarczy jedno celne uderzenie, a rozpierdala się ono w drobny mak…
– Candy, nie mam pojęcia, jak mam ci się odwdzięczyć. – Lina Schneider, miejscowa fryzjerka, żona i matka dwójki dzieci dopada do mnie, gdy schodzę z drabiny przy jej domu.
– To nic takiego. Dziesięć minut roboty i po sprawie.
Strzepuję ręce i odstawiam sprzęt na bok. Gdyby nie fakt, że mąż Liny wyjechał na tydzień w delegację i nie ma kto jej pomóc, nie przyszedłbym montować tych śniegołapów. Za dużo złych wspomnień…
Dodatkowo, dwa miesiące temu osuwający się z dachu piekarni śnieg spadł na przechodzące obok dzieci i jedno z nich doznało urazu głowy. Na szczęście nie doszło do złamania kości czaszki, a jedynie lekkiego wstrząśnienia mózgu, ale było o krok od prawdziwej tragedii.
Wkurza mnie ludzka głupota i lekkomyślność, a brak odpowiednich zabezpieczeń na dachach zabudowań, szczególnie w rejonach górskich i w okresie odwilży, jest ich kwintesencją. Nie zliczę, ile razy upominałem ludzi i tłumaczyłem, jak wielkie niebezpieczeństwo stanowi mokry śnieg, którego metr sześcienny może ważyć nawet dziewięćset kilogramów!
– Nie zgadzam się na pracę za darmo! – upiera się kobieta, chwyta mnie za rękę i ciągnie w stronę domu. – Upiekłam ciasto cytrynowe. Mam nalewkę z wiśni i być może coś ekstra… – Zawiesza aluzyjnie głos.
O nie. Tylko nie to… Jeżeli znów będę musiał odpierać damskie zaloty, to przysięgam, że się pochlastam.
– Chętnie bym się poczęstował, ale jestem umówiony z chłopakami w barze.
Wskazuję kciukiem za siebie, ale podekscytowana Lina nawet na mnie nie patrzy. Gwałtownie zmienia kierunek i wpycha mnie do drewutni.
– Uwierz, to ja się chętniej poczęstuję – rzuca podniecona, a potem wpija się w moje wargi i zaczyna całować jak szalona. Popycha mnie na ścianę, gdzie moje plecy natrafiają na coś twardego i ostrego. Otwieram usta, chcąc krzyknąć z bólu, a ona wykorzystuje okazję, by wsunąć do nich swój język. – Jezu, smakujesz jak czysty seks! – Napala się i ściska mój pośladek.
– Chryste, Lina, przystopuj!
– Nie mogę! – Obsypuje deszczem pocałunków moją twarz, ściągając jednocześnie swoją bluzkę. – Nie chcę!
– Ale ja chcę! – Odpycham ją od siebie zdecydowanym ruchem. – I nie chcę… ciebie.
– C-co? – Jej oczy rozszerzają się gwałtownie w wyrazie szoku. Stoi naprzeciwko mnie z czerwonymi policzkami i włosami w nieładzie. Widząc mój wzrok, kładzie ręce na piersi, by je zakryć. – Nie rozumiem…
Jezu… Nienawidzę tego momentu. Gdy muszę odrzucić kobietę, równając jej poczucie własnej wartości z ziemią. Zawsze staram się to robić najłagodniej jak potrafię, ale cierpienie w ich oczach za każdym razem wygląda identycznie.
– A ja myślę, że rozumiesz. – Podnoszę z podłogi jej bluzkę i wkładam ją jej przez głowę. Staram się być przy tym delikatny i czuły. – Masz męża, zapomniałaś?
W jej brązowych oczach stają łzy.
– Ja nie zapomniałam, ale on tak. – Po tych słowach odwraca twarz, bym nie widział jej łez.
To nie jest tak, że starsze kobiety nie są dla mnie atrakcyjne. Są w chuj seksowne, a ich pewność siebie i znajomość własnego ciała jeszcze wszystko podkręcają. Ale ja mam zasady i zgodnie z nimi każda mężatka ma dla mnie na czole wielki znak zakazu wjazdu. Nie tykam cudzych kobiet i to się nigdy nie zmieni.
– A więc mu przypomnij. – Chwytam ją za podbródek i kieruję w swoją stronę. –Przypomnij mu, że ma piękną żonę, którą może stracić, jeśli się nie ogarnie.
– Tak, jasne. – Wyrywa twarz z mojego uścisku i mierzy mnie zranionym spojrzeniem. – Przy okazji opowiem też, jak chciałam wdać się w romans, żeby sobie udowodnić swoją atrakcyjność, ale pech chciał, że nikt nie chciał mnie pieprzyć!
Rusza do drzwi, pcha je i wychodzi.
Przeczesuję ręką włosy, zastanawiając się, co ja, kurwa, mam w sobie takiego, że laski akurat mnie wybierają do takich intymnych rozmów lub schadzek. Przecież nigdy nie wsadzałem swoich zabawek do cudzej piaskownicy!
– Lina, zaczekaj! – Doganiam ją przed drzwiami jej domu. – Zabrzmi banalnie, ale tu nie chodzi o ciebie, tylko o mnie. Znam twojego męża. Nie mógłbym spojrzeć mu w oczy, gdybym wyciągnął łapy po to, co należy do niego, rozumiesz?
– Nawet jeśli on już ich po to nie wyciąga? – Dolna warga kobiety drży, a ja znów gładzę włosy z frustracji.
– Nawet.
– Nawet jeśli bardzo byś mi pomógł i nikt by się o tym nie dowiedział?
– Nawet – odpowiadam bez zająknięcia.
Hooligan zapewne nazwałby mnie teraz największym frajerem i przegrywem roku. Wiem, bo nie tylko Lina zaproponowała mi sekretny romans, i nie jako jedyna zamężna kobieta otrzymała odmowę. A Michael po prostu nie rozumie, jak można świadomie i dobrowolnie rezygnować z niezobowiązującego seksu. Z kimkolwiek.
– To ja go zdradzam, nie ty, Johan. – Głos kobiety jest cichy i zrezygnowany, a mimo to odważnie patrzy mi w oczy. – To nie ty składałeś mu przysięgę.
– Ale składałem ją sobie, Lina – wyjaśniam spokojnie, też wpatrując się jej w oczy.
Po chwili spuszcza wzrok, a po jej policzku spływa łza.
– Rozumiem. Wygłupiłam się i dobrze mi tak, że czuję się jak ostatnia ścierka. Nie dziwię się, że nie chcesz takiej desperatki…
Kurwa, ratunku! Co się mówi w takich chwilach?!
– Lina, spójrz na mnie – proszę, decydując się na szczerość. Gdy podnosi na mnie swoje brązowe spojrzenie, dodaję: – Nie tu, niżej – instruuję z delikatnym uśmiechem.
Gdy dociera do niej, gdzie ma skierować wzrok, i dostrzega pokaźny namiot w moich spodniach, jej twarz rozjaśnia się, jakby stanęła w świetle jupiterów.
– Nie jesteś zdesperowana, tylko nieszczęśliwa. I nie jesteś nieatrakcyjna, tylko poza moim zasięgiem, jasne? Gdyby nie obrączka na twoim palcu, te łzy na policzkach byłyby spowodowane epickim orgazmem, a nie smutkiem. – Ścieram z jej skóry mokrą strużkę. – Ale masz męża i to w jego ramionach powinnaś szukać drogi do zagubionego szczęścia. Nie w moich.
Lina patrzy na mnie, jakby wyrosły mi czułki, po czym marszczy brwi.
– Johan, przypomnij mi, ile ty masz lat?
– Nie wiesz, że niegrzecznie jest pytać mężczyzn o wiek? – żartuję, bo przecież wszyscy wiedzą, że mam na karku trzy dychy.
– Jakim cudem jesteś mądrzejszy od czterdziestoletniej idiotki, która przed chwilą usiłowała cię zgwałcić?
Odpowiedź brzmi: to nie mądrość, tylko doświadczenie. Nie chcę się jednak zapuszczać w bolesne rejony moich wspomnień i wzruszam tylko ramionami.
– Powiesz mu? – Nadzieja w jej oczach miesza się z zażenowaniem i poczuciem winy.
– Ty mu powiesz – odpowiadam z marszu, ale widząc jej przerażoną minę, szybko dodaję: – Że zwyczajnie za nim tęsknisz.
– A potem?
– A potem to jego wepchniesz do drewutni, wyznasz swoje pragnienia i pozwolisz spełnić je wszystkie, bez wyjątku.
– I to niby takie proste?
– Tak. To jest bardzo proste, tylko wy, kobiety, niepotrzebnie to komplikujecie. Gwarantuję ci, że jeżeli powiesz mu na ucho kilka sprośności, mając na sobie minispódniczkę i zajebiste kozaczki, a w ręku jego jądra… raz na zawsze odechce mu się tych delegacji, i nie będziesz potrafiła się od niego opędzić.
– Naprawdę? Tylko tyle?
– Tylko? – Unoszę wysoko brew. – Gdyby każda żona robiła od czasu do czasu ze swojego męża seksualnego niewolnika, na świecie byłoby mniej rozwodów.
Naprawdę tak sądzę. Gdyby ojciec miał mniejsze ambicje i nie zaharowywał się na śmierć, mama nie wdałaby się w romans, ich małżeństwo nie skończyłoby się rozprawą rozwodową i osobistą tragedią każdego z nich…
– Dziękuję, Johan. – Pełen wdzięczności ton głosu Liny wyrywa mnie z nieprzyjemnych wspomnień. – I przepraszam. Za to… – Wskazuje na mój wciąż sterczący członek.
– Spoko, jakoś sobie z tym poradzę – oznajmiam, żegnam się i odchodzę.
Późnym popołudniem udaję się do baru Gerdy, gdzie mam się spotkać z chłopakami z pogotowia górskiego. Dziś panuje tu wyjątkowy tłok, bo do wioski napłynęła fala nowych turystów. Siedzimy przy naszym stałym stoliku i gawędzimy jak zawsze. Tylko Fischer, pilot śmigłowca, wydaje się jakiś nieswój.
– Stary, coś ty taki nerwowy? – zagaduję go, gdy od piętnastu minut siedzi nabuzowany.
– Dawno nie ruchałem – warczy, patrząc tępo w jakiś punkt.
Co ty nie powiesz, kurwa…
– Martina ma te dni? – żartuję, wspominając lokalną pasterkę krów, którą Hans aktualnie obraca.
– Raczej nasz TopGun – włącza się do dyskusji Simon. – Od kilku dni chodzi, jakby miał gówno pod nosem – dodaje, wzbudzając w nas salwy śmiechu.
– Zwal sobie na obcego i po sprawie – proponuję mu, podgryzając paluszka.
– Co takiego? – zaciekawia się Gerald.
– No wiesz, siadasz na własnej ręce i siedzisz na niej do momentu, aż ci zdrętwieje, po czym wyciągasz i walisz nią gruchę, mając wrażenie, że robi to kto inny – instruuję z powagą, jakbym uczył laików używać defibrylatora.
– Tylko ty mogłeś wpaść na coś tak durnego – zerka na mnie z niesmakiem.
Jak to mówią, potrzeba matką wynalazku, a ja z dwojga złego wolę tę metodę niż wsadzanie fiuta w zaobrączkowaną kobietę. Albo znów wpierdalanie się na minę, jaką jest moja eks. Już raz, w chwili słabości, do niej napisałem i bardzo szybko przypomniała mi, dlaczego z nią zerwałem. Wieczne pretensje, ciągłe niezadowolenie i szukanie dziury w całym, nawet największego optymistę potrafią wprowadzić w depresję. Życie obok osoby, która non stop narzeka i widzi szklankę do połowy pustą, nie jest warte tych kilkunastu minut przyjemności w łóżku.
– Nie każdemu lokalna seksbomba włazi do łóżka – zauważam z zazdrością i zerkam na bar, gdzie nowa kelnerka, Corinne, wdaje się w ostrą dyskusję z klientami. – Chociaż teraz… Martina ma poważną konkurentkę – wypominam Hansowi, który prawie nie spuszcza z niej wzroku.
To tym ciekawsze, że nigdy nie widziałem w jego oczach takiej fascynacji. Szczerze mówiąc, zazdroszczę skurwielowi tego uczucia. Ja nie byłem zakochany od dwunastego roku życia, kiedy to po raz pierwszy zobaczyłem w telewizji Claudię Schiffer. Mam wrażenie, że nie ma już na świecie fascynujących i nieprzewidywalnych kobiet, które mogłyby sprawić, że moje serce się zatrzyma. Takich, które jednym spojrzeniem lub gestem potrafiłyby posłać mnie na kolana.
Sięgam po kufel piwa i opróżniam go do dna, ale to nie zabija nudy ani apatii, które narastają we mnie z każdą minutą. Postanawiam więc podrażnić się z Hansem, udając, że interesuje mnie Martina. Ku memu zdziwieniu, TopGun od razu daje nam swoje błogosławieństwo, co jeszcze mocniej utwierdza mnie w przekonaniu, że jest coś na rzeczy z tą Corinne. I wkurwia, bo liczyłem na jakąś ostrą wymianę zdań. Zamiast ze mną, TopGun wdaje się w pyskówkę z typami, którzy zarywają do obiektu jego westchnień. Moje serce znów przyspiesza, gdy robi się gorąco
i szykuje się jatka. Wraz z kumplami z drużyny jednocześnie wstajemy od stolika i ruszamy kumplowi na odsiecz. Mam ogromną ochotę na solidny rozpierdol i ostre mordobicie, które by mnie choć trochę ożywiły. Na cokolwiek, co przełamałoby tę cholerną nudę, w której odmętach zaczynam tonąć coraz bardziej.
Niestety, fagasy na nasz widok spierdalają w podskokach
i po imprezie.
Znów siadam zblazowany przy stoliku i wlepiam wzrok
w sufit. Gdy w moim życiu niewiele się dzieje, mroczna i brudna przeszłość wypływa na powierzchnię jak plama ropy na powierzchnię morza. Koszmar wspomnień wciąż mnie prześladuje, a tamten chudy, zapijaczony chłopak, który nieraz kładł się
w nocy na środku drogi w nadziei, że ktoś go przejedzie, znów dochodzi do głosu, pchając mnie ku destrukcyjnym myślom. Nie jestem bohaterem i nieważne, ile istnień uda mi się ocalić, nigdy nie zmienię przeszłości, która jest niczym ta śmierdząca plama ropy na krystalicznie czystej powierzchni wody. Mój defekt. Osobiste piekło i ciężar, którego nie potrafię się pozbyć.
Mając do wyboru siedzenie tu i smętne wgapianie się we flirtującego Hansa lub powrót do domu i obejrzenie swojego ulubionego filmu, wybieram trzecią opcję. Morderczy trening na siłce w bazie ratowniczej.
– To ja będę się zbierał, jełopy – rzucam do kolegów i podnoszę się z krzesła, gdy nagle drzwi baru otwierają się z hukiem i staje w nich laska, której widok poraża mnie jak grom z jasnego nieba. Siadam z powrotem na krzesło, jakby odcięło mi zasilanie. Nie odrywam wzroku od blondynki z różowymi końcówkami włosów, która rusza w stronę baru, jakby przemierzała czerwony dywan w Hollywood.
Skórzana mini, nogi do nieba, wysokie kozaczki za kolano
i krótki kożuszek to zestaw, który nie tylko u mnie powoduje niekontrolowany ślinotok. Laska ewidentnie wie, jak przykuć uwagę wszystkich wokół, ale mnie przyciąga coś zupełnie innego i nie jestem w stanie powiedzieć co. Może to jej kolorowa aura, może sposób, w jaki się porusza, albo radość i pewność siebie, którymi tryska… Nie wiem. Ale jest w niej coś, czemu nie potrafię się oprzeć. Jakieś wewnętrzne światło, którym emanuje, i w którego blasku pragnę się pławić.
Gdy śledzę ją wzrokiem niczym pieprzony stalker, ona podchodzi do baru, staje obok oniemiałego Hansa i mówi:
– Cześć, wujaszku – pochyla się nad nim i całuje go w policzek. – Zamówisz mi piwo?
I w tym właśnie momencie następuje grube sprzężenie
w moim mózgu. Moment, kurwa. Dajcie mi chwilę na ponowne połączenie się neuronów…
„Wujku”? To o niej mówił nam w zeszłym tygodniu Hans? To jest Claudia – jego siedemnastoletnia siostrzenica, która uciekła z domu, i w siedem dni sprawiła, że na głowie naszego pilocika pojawiły się pierwsze siwe włosy?!
Gdy przez ostatnie dni Hans niemal codziennie narzekał na „gówniarę”, która uczyniła z drażnienia go niemal dyscyplinę olimpijską, miałem w głowie obraz gotyckiej i obrażonej na cały świat nastolatki z słuchawkami w uszach i niemal na stałe wywróconymi gałkami ocznymi. W życiu bym nie pomyślał, że Claudia jest wysoką blondynką z niebieskimi oczami, zniewalającym uśmiechem i charyzmą, której nie sposób zignorować.
Pojawia się u mnie dokładnie ta sama ekscytacja, jak wtedy, gdy jako nastoletni szczeniak wlepiałem gały w ekran telewizora, gdzie boska Claudia Schiffer w białym body i obcisłych legginsach przyszła trenować pewnego gówniarza. Nieraz śniłem, że zamieniam się z Macaulayem Culkinem miejscami…
A teraz? Przeżywam cholerne déjà vu, z tą różnicą, że Claudia nie jest ukryta za szklanym ekranem telewizora, i przede wszystkim… nie może być moja.
– Co ty tu robisz, do diabła? Kazałem ci iść do łóżka! – wydziera się na nią Fischer, gdy ta siada obok niego przy kontuarze.
– Bałam się być sama w domu – odpowiada mu, robiąc sarnie oczy.
Powoli zaczynam wychodzić z potężnego szoku i przysłuchuję się ich rozmowie.
– Ale iść tu po ciemku, i to w tym stroju, już nie? – piekli się mój kumpel, wyraźnie wyprowadzony z równowagi.
– Wszyscy wiedzą, że jestem twoją siostrzenicą. Nikt nie odważyłby się mnie tknąć – wyjaśnia mu z uśmiechem, który mógłby uchodzić za niewinny, gdyby nie te diabelskie chochliki
w oczach.
– Wiadomość z ostatniej chwili: w wiosce roi się od napalonych turystów. Przed chwilą odganiałem takich od Corinne!
Słyszę jego podniesiony ton. Nie jest zachwycony takim obrotem sprawy.
– O co tak na marginesie wcale go prosiłam – wtrąca półgębkiem barmanka.
– Wiesz? Hans jest strasznie nadopiekuńczy.
Claudia wywraca ostentacyjnie oczami, dając jasny sygnał, co o tym myśli.
– Wybacz, że chcę zapewnić ci maksymalne bezpieczeństwo. To takie okrutne z mojej strony!
– Zamykanie w klatce to żadna metoda! Jeśli chciałabym żyć pod kloszem, zostałabym u rodziców!
– Dokładnie tak trzeba było zrobić! – odpiera natychmiast, a dziewczyna unosi wysoko brew.
– Wiesz co? – Przygryza wewnętrzną część policzka, jakby intensywnie nad czymś myślała. – Właśnie do mnie dotarło, że nie jesteś moim ojcem, i nie muszę cię słuchać.
Brawo, dziewczyno! – zaczynam jej kibicować w myślach.
– Jesteś pod moją opieką i to ja za ciebie odpowiadam!
– W takim razie dosyć kiepsko ci idzie, skoro jestem tutaj.
I to w takim stroju, i o takiej godzinie.
Kurwa, Claudia trafiła go tymi słowami lepiej, niż zrobiłby to prawy prosty. Jestem z niej dumny! Jestem też zafascynowany, oczarowany i kurwa, zdecydowanie zbyt mocno zainteresowany…
„Ani mi się waż spojrzeć na nią inaczej, niż na pieprzoną zakonnicę!”.
Słowa Hansa wracają do mnie jak bumerang, powodując ścisk dupy. Że też ta dziewczyna musi być objęta embargiem…
– Póki ja płacę za twoje utrzymanie, masz się słuchać, jasne?
Słyszę, jak Hans wyciąga najcięższe działo, i narasta we mnie wkurw. Zawsze był takim chujkiem, czy tylko wobec tej dziewczyny wyłazi z niego kompletny zjeb?
Wpatruję się w Claudię, która zamiast do wujka, zwraca się do dziewczyny za barem:
– Corinne, dobrze pamiętam?
– Tak – odpowiada jej nowa.
– Nie potrzebujecie kogoś do pracy?
Corinne się uśmiecha, TopGun chyba dostaje wylewu, a ja w myślach urządzam dziewczynie owacje na stojąco. Ona jest genialna! Wyjaśniła Hansa w kilka sekund!
Szacun, dziewczyno!
– Zapytam Gerdy, ale sądzę, że przydałaby się nam jakaś pomoc.
Corinne ewidentnie trzyma stronę Claudii. I jeśli mam być szczery, ja też!
– Super! Zatem w oczekiwaniu na odpowiedź pójdę do chłopaków z AlpaCapulco – oświadcza młoda i schodzi ze stołka barowego. – Jestem przekonana, że któryś z nich postawi mi coś do picia.
Chwileczkę… O Jezu! Idzie tu!
– Czyś ty na głowę upadła? Takim rodzajem dziewczyny chcesz być? – Hans chwyta ją za ramię i zatrzymuje w pół kroku. – Żebrać o alkohol, pokazując mężczyznom swoje wdzięki?
Że co, kurwa? On naprawdę to powiedział?!
Zerkam na Claudię, której zaciśnięte usta i wypełniające się łzami oczy wskazują, że mocno dotknęły ją te słowa.
– Skoro już masz mnie za taką dziewczynę, to po zadawać sobie trud udowadniania ci, że jest inaczej?
TopGunowi najwyraźniej sparaliżowało ośrodek mowy, bo stoi jak kołek z nietęgą miną. Na jej miejscu bym mu przyjebał.
I to w jaja. Bejsbolem.
– Pójdę do toalety, a potem możemy wracać – oznajmia mu pustym, matowym głosem i odwraca się plecami, a potem odchodzi w stronę łazienek.
Odprowadzam ją wzrokiem, bo nie potrafię się powstrzymać przed podziwianiem jej długich nóg. Coś w środku każe mi wstać i za nią gonić, ale ignoruję ten głos. Jeszcze nie zwariowałem. Ona jest zakazana. Nie wolno mi jej chcieć. Nie dość, że ma tylko siedemnaście lat, to jest siostrzenicą Hansa, który wyrwałby mi jaja, a potem nimi nakarmił, gdybym odważył się zrobić
w jej stronę jakikolwiek ruch.
Szlag by to. Życie naprawdę musi mnie nienawidzić, skoro postawiło na mojej drodze taką pokusę…