1Nieudana nocka
Zza chmur na niebie Srebrnej Mgławicy wyłonił się rąbek księżyca. Szafirowa Góra rozbłysła w jego świetle. Jej lśnienie było widać aż w Zaczarowanym Lesie, gdzie kosmiczna sowa pohukiwała radośnie z najwyższych gałęzi drzew. Gdzieś w oddali szumiała rzeka. W lesie panowała magicznie harmonijna atmosfera, której źródłem była życzliwość tutejszych mieszkańców. Od pewnego czasu coś jednak mąciło ten spokój. Pośród miasta gwiazd dawało się wyczuć jakieś dziwne wibracje.
Hazelia, żywiołowa dziewczynka ze wspaniałej Srebrnej Mgławicy, mieszkała w pięknym domu posadowionym na największym w całym lesie kosmicznym drzewie. Zbudowali go tam przodkowie ojca Hazelii. Jej rodzina była już czwartym pokoleniem mieszkającym pośród bujnych liści.
Z okna swojego pokoju Hazelia mogła obserwować imponujące przedstawienia, które Matka Natura wystawiała wraz z nadejściem każdej kolejnej pory roku. Rano budził ją śpiew ptaków. Piękno tej muzyki od razu podrywało ją na równe nogi.
Hazelia nie miała rodzeństwa i była blisko związana z rodzicami. Bardzo ich kochała. Drzwi jej domu zawsze były otwarte dla sąsiadów i przyjaciół, którzy akurat potrzebowali pomocy albo chcieli się wygadać. Często odbywały się tu też różne przyjęcia, bo wszyscy domownicy uwielbiali, gdy coś się działo.
Ten wieczór był tego najlepszym przykładem. Hazelia bardzo się cieszyła na myśl, że odwiedzą ją przyjaciółki: Nebulia, Coralia i Isadora. Planowały to spotkanie od dawna. Dziewczynki chodziły razem do szkoły, do Akademii Energii. Na ostatnim sprawdzianie z nazewnictwa gwiazd wszystkie dostały dziesięć punktów, więc rodzice bez problemu zgodzili się na ich wspólną nockę. Cztery przyjaciółki miały spać w dodatkowym domku wzniesionym na tym samym drzewie, ale nieco wyżej. Rozciągał się stamtąd spektakularny widok na mgławicę. I do ptaków było bliżej.
Ze śpiworem pod pachą, poduszką w ręce i księżycową czołówką na głowie, cztery przyjaciółki wyruszyły do swojej kryjówki. Starannie się do tej nocki przygotowały, pamiętały nawet o przekąskach. Zamierzały przeżyć najlepszą noc swojego życia.
Planowały rozmawiać, śpiewać i śmiać się do późna. Hazelia, której zawsze dopisywała wyobraźnia, przewidziała na wieczór poszukiwania cukierków świetlikowych, takich słodziutkich kuleczek, które świecą w ciemności i smakują najlepiej w całej galaktyce!
- Mam pomysł - rzuciła Nebulia, zanim wyszły. - Jak już znajdziemy te wszystkie cukierki pochowane w drzewach, to powinnyśmy je wrzucić do jednego wielkiego słoja, żeby oświetlał nam domek przez całą noc.
- Dobra! Ale jeśli chcemy mieć światło aż do rana, to musimy trzymać ten słój z dala od Elany, bo ona jest niesamowicie łasa na słodycze - powiedziała ze śmiechem Isadora.
Elana, animulus Hazelii, uwielbiała jeść. W tej grupie przyjaciółek tylko Nebulia i Hazelia miały już okazję poznać swojego animulusa, czyli cudowne małe stworzonko narodzone ze spadającej gwiazdy, które prędzej czy później pojawia się na drodze każdego dziecka i potem towarzyszy mu jako najlepszy przyjaciel przez całe życie. Elana przybyła do Hazelii zaledwie parę dni temu, więc tym bardziej było co świętować. Hazelia siedziała akurat w domku na drzewie i pracowała nad rzeźbą w drewnie, gdy przez okno wpadła gwiazdka, w której ukryta była Elana. Mała rzeźbiarka bardzo się ucieszyła, gdy usłyszała trzask gwiezdnej skorupki i zobaczyła stworzonko z gęstym ogonkiem i małymi rogami na głowie.
- Nie martwcie się, dziewczęta! Mam jeszcze chipsy i czekoladowe eklery - pocieszyła je Hazelia.
- Coralia przyniosła pudełko tęczowych ciasteczek - dodała Isadora.
- O nieeeee! - zawołała Coralia, wyraźnie zażenowana. - O ja głupia! Zapomniałam je zabrać.
- Matko! Tylko o tej jednej rzeczy miałaś pamiętać, a i tak zapomniałaś - wypaliła Isadora do Coralii, która spuściła głowę i wbiła wzrok w talerz z cukierkami przygotowanymi przez matkę Hazelii.
Dziewczynki wychodziły akurat z domu. Hazelia nie przytrzymała przyjaciółce drzwi, te więc ją uderzyły i wytrąciły jej z ręki talerz ze słodkościami. Cukierki rozsypały się po podłodze i pospadały gdzieś przez szczeliny.
- Ojej! - wykrzyknęła jeszcze bardziej zawstydzona Coralia.
- Wolne żarty! Wy to chyba celowo robicie, co? - wściekła się Nebulia, która miała żal i do Coralii, że nie pilnowała cukierków, i do Hazelii, że nie przytrzymała koleżance drzwi.
- Nie podoba mi się to, co się teraz dzieje z naszą energią - wymamrotała Hazelia, też poirytowana.
Było jasne, że dziewczynki nie panują nad negatywnymi emocjami i szybko dają upust złości. Dość często tak to właśnie wyglądało w ich grupie. Ostatnio jednak w całym mieście częściej wyczuwało się negatywną energię, trochę jakby wszyscy więcej myśleli o sobie i już nie przywiązywali tak dużej wagi do pomagania innym.
Ledwo wyszły z domu, kłótnia wybuchła na nowo.
- Mogłaś się jednak wysilić i przytrzymać jej te drzwi - syknęła Nebulia na Hazelię.
- Nie wiedziałam, że ona idzie zaraz za mną - broniła się Hazelia.
- Nie ma co, burza wisi w powietrzu. Napięcie jest takie, jakby to była nawet nie burza, tylko potężna nawałnica - zażartowała Isadora, żeby rozbawić przyjaciółki.
Nie udało jej się jednak rozluźnić atmosfery.
- Wybrałyśmy chyba najgorszy możliwy moment na kłótnię - powiedziała zdenerwowana Hazelia. - Myślałam, że szykuje się najlepsza noc w moim życiu, a wygląda na to, że będą z tego nici...
Dziewczynkom zrobiło się przykro i zaczęły mówić jedna przez drugą. Rozległ się taki gwar, że Elana, słodkie i wrażliwe stworzonko, zasłoniła sobie uszy łapkami. Zaraz potem to samo zrobiła Stella, animulus Nebulii. Ona też nie mogła dłużej znieść tego hałasu.