Hate - Alan Gibbons

-
Proszę czekać
?

Poniedziałek, 24 lutego 2014 r.

Mając ten obraz Rosie przed oczami, poczułam lekkie szturchnięcie, które przywróciło mnie do smętnej poniedziałkowej rzeczywistości. Sprawdzanie listy obecności, szuranie krzesłami, ziewanie, ogólnie atmosfera nudy. Na korytarzu trzasnęły jakieś drzwi.

- Hej, spójrz tylko, co przywiały wiatry...

Nowy uczeń miał długie jasne włosy i delikatne rysy twarzy. Był wysoki, szczupły i wysportowany, lecz zarazem otaczała go aura niezdarności, co jakoś go pomniejszało, sprawiając, że wydawał się niższy niż w rzeczywistości. Obserwowałam go z rosnącym zaciekawieniem. Opierał się o ścianę, jakby chciał się z nią stopić. Po sposobie, w jaki wszedł do klasy, tak jakoś chyłkiem, jakby się miał na baczności, poznałam, że mamy ze sobą dużo wspólnego. Niektórzy śmiało ogłaszają światu swoje przybycie. Inni próbują nie rzucać się w oczy. Z bijącym sercem czekałam, aż pani Rawmarsh go przedstawi.

- To jest Anthony Broad.

Wymówiła imię Anthony'ego z akcentem na środkową sylabę. Kątem oka spostrzegłam, że Jess powtarza je samymi wargami. Bywa taka przewidywalna. Jest fajna, ale kiedy jakiś chłopak jej się spodoba, przejmuje jego sposób mówienia, pomysły i zachowanie, choćby były nie wiem jak głupawe. Dopiero gdy minie pierwsze oszołomienie, z powrotem staje się sobą. Bardzo ją lubię, bo jest zabawna i niezwykle lojalna, ale czasem te jej ślepe zachwyty doprowadzają mnie do szaleństwa.

- Nie wpadł ci w oko?

Przerabiałyśmy to już kilka razy. Jess lubi chłopców z wzajemnością. Przyciąga ich tym, jak się porusza, mówi, jak słucha z uwagą i śmieje się w zaraźliwy sposób. Potrafi sprawić, że w jej towarzystwie każdy czuje się wyjątkowy.

- To chyba niemożliwe? Jest świetny. Och, Eve, daj spokój, rozchmurz się.

Ja powtarzałam w duchu jego nazwisko z całkiem innego powodu. Wdarło się do mego umysłu i stanęło w ciemnym zakamarku jak nieproszony gość na weselu. To nazwisko... Broad. Anthony Broad.

Po zakończeniu sprawdzania listy obecności wzięłyśmy plecaki i wyszłyśmy na korytarz. Poczułam uścisk Jess na ramieniu.

- Eve, udawaj, że coś do mnie mówisz. Idzie do nas.

Czym się aż tak podniecać? Nie chciałam się bawić w głupie gierki Jess i milczałam.

- Cześć, Anthony.

Przypominała mi małego, ruchliwego teriera, który leżąc na plecach, odsłania brzuch i zaprasza do głaskania. Roześmiana i ożywiona bez krzty skrępowania wysyłała jasne sygnały. A jeśli to rzeczywiście on? Ze spuszczoną głową zaczęłam grzebać w plecaku, by uniknąć kontaktu wzrokowego. Pozostawiłam to Jess, niech rozpościera swój pawi ogon. Tak bardzo pragnęła wywrzeć na nim wrażenie, ja zaś pogrążałam się w myślach.

Broad.

Anthony Broad.

- Możecie mi jakoś pomóc? - wymamrotał. - To wszystko jest dosyć skomplikowane. Jak mam się dostać do J29?

- J to skrót od Języki - wytłumaczyła Jess. - Na dole są pracownie przedmiotów humanistycznych i sztuki. Angielski, geografia, historia, języki. Kolejność alfabetyczna. Sekretariat dla uczniów i religia są w prawym skrzydle. Matematyka i nauki ścisłe po przeciwnej stronie. Zoologia jest na ostatnim piętrze.

- Macie pracownię zoologiczną?

- Nie. To był żart.

- Aha...

Jess miała zaniepokojoną minę.

- Najwyraźniej średni - dodała.

Jej duże oczy i pełne wargi nie wywołały widocznie oczekiwanego efektu. Umysł Anthony'ego przebywał w innych rejonach. Chyba nie słyszał ani słowa z tego, co mu tłumaczyła.

- No tak...

Powiedział to przepraszającym tonem. Niepewne spojrzenie podążyło za ręką Jess wskazującą kierunek.

- Rozumiem.

Jess zachichotała perliście i cienko. Niektórym chłopcom to się podobało, ale ten pozostał obojętny.

- Nic z tego nie łapiesz, co?

Zerknęłam na chłopaka i zobaczyłam, że uśmiecha się blado.

- Nie bardzo.

Otaczały nas grupki uczniów spieszących się do swoich klas. Dziewczyny wybuchały śmiechem, chłopcy wskakiwali na plecy kolegów, nauczyciele ze znużeniem przedzierali się przez tłum, rzucając tu i ówdzie karcące spojrzenia. Wszyscy poza Anthonym, dążyli do konkretnego celu. W tamtej chwili stanowił oko cyklonu.

- Możesz pójść z nami. Idziemy właśnie do J29 na hiszpański. Ty też, no nie?

- Uhm.

Pragnęłam, żeby Jess dała sobie spokój. Czy musiała się nim zajmować jak bezpańskim psem? Potrafił chyba samodzielnie znaleźć klasę? Przecież w szkole bez przerwy pojawia się ktoś nowy. Czemu przed tym jednym Jess musi rozciągać czerwony dywan? Mógł zobaczyć, dokąd idziemy, i pójść za nami. Ale Jess nie dawała za wygraną.

- Dlaczego zmieniłeś szkołę? Ludzie zazwyczaj nie przenoszą się w jedenastej klasie, ze względu na egzaminy.

Anthony sprawiał wrażenie zakłopotanego. Niemal widziałam myśli kłębiące się w jego głowie. Twarz zdradzała rozterkę, gdy zastanawiał się nad najlepszym wyjaśnieniem. Jess zaatakowała z innej strony.

- A poprzednio gdzie chodziłeś do szkoły?

- W Brierley.

Powiedział to ze skruchą, przynajmniej tak mi się zdawało. Brierley. Tam właśnie się to stało. W parku Cartmel. O Boże, przeczucie mnie nie zawiodło.

- Dlaczego zmieniłeś szkołę?

Znów chwila zakłopotania.

- Sprawy rodzinne. No wiesz...

Doszliśmy do pracowni J29. Anthony przecisnął się do ostatniego rzędu, usiadł w rogu przy oknie i zapatrzył się we wrzosowiska. Znałam to nieobecne spojrzenie. Znałam to bolesne oderwanie. Ale on nie był moją bratnią duszą. Już raczej moim przeciwieństwem. Anthony Broad. To był on. Nie mogłam się pomylić. Jess zmarszczyła brwi, zadając mi nieme pytanie. Co o nim myślę? Uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami. Chyba ją to uspokoiło.

Pani Munoz zamaszyście weszła do klasy, na moment zatrzymała wzrok na Anthonym, po czym chwyciła pilota i włączyła projektor. Maszyna ożyła z cichym szumem. W promieniu światła zawirowały drobinki kurzu. Lekcja zaczęła się jak zwykle, od daty i prognozy pogody. Potem pani zapytała nas, co robiliśmy w czasie weekendu. Niektórzy wysilali się przy odpowiedzi, inni niechętnie mamrotali pod nosem. Jeszcze inni szczerzyli zęby i wypalali coś głupiego, żeby zirytować nauczycielkę. Większość siedziała zgarbiona, mając nadzieję, że zostaną pominięci.

Był poniedziałek 24 lutego, niecałe sześć miesięcy po tamtym wieczorze, po tym, co stało się z Rosie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki