Harry i Meghan. Chcemy być wolni - Omid Scobie, Carolyn Durand


Reflow text when sidebars are open.
Łatwo było przegapić tę chwilę. Gdy patrzyliśmy, jak Meghan wygładza śnieżnobiały płaszcz marki Line the Label i odgarnia kosmyk przysłaniający oczy, ona zerknęła na zdenerwowanego Harry'ego* i położyła mu rękę na plecach, kilka razy pocierając ten sam punkt. Przywykł do wystąpień medialnych, ale tym razem sytuacja była inna. Nie orędował za żadną organizacją charytatywną ani nie przynaglał przywódców, aby poważnie potraktowali zmiany klimatyczne, tym razem dzielił się czymś osobistym: wieściami o zaręczynach z Meghan. Trzymając się za ręce, przecisnęli się przez ciżbę oczekujących w pobliżu fotografów.
- Dasz sobie radę - szepnęła do księcia, gdy wyszli przez małą bramę z boku pałacu Kensington i pięli się długą, zadaszoną ścieżką do ogrodu Sunken. Tutejsza tafla ozdobnej sadzawki posiana liliami oraz pełne kolorów bratki, tulipany i begonie sprawiły, że było to jedno z ulubionych miejsc księżnej Diany w całej posiadłości, którą niegdyś nazywała domem.
Była to wielka fotograficzna sesja zaręczynowa pary narzeczonych, na którą przyjechałem zaledwie kilka minut przed czasem po tym, jak pędziłem na łeb na szyję przez wariactwo panujące na autostradzie w hrabstwie Oxfordshire po długim weekendzie. Carolyn przybyła przede mną i już zajęła miejsce wśród niewielkiej grupki korespondentów, którzy na co dzień współpracują bezpośrednio z członkami rodziny królewskiej. Należeliśmy do tego grona od wielu lat, więc otrzymaliśmy tajne informacje, w końcu podążaliśmy śladem starszych członków brytyjskiej rodziny królewskiej w kraju i za granicą.
Przywilejem tak bliskiego kontaktu z rodziną królewską jest to, że uczestniczyliśmy we wszystkich ważnych wydarzeniach jej życia. Staliśmy na schodach szpitala Lindo Wing, kiedy przyszli na świat George, Charlotte i Louis. Łatwo nie doceniać takich chwil, które pewnego dnia trafią do podręczników historii. Lecz gdy Harry szeroko uśmiechnął się do Meghan, która obiema dłońmi obejmowała jego rękę, a sympatycy zgromadzeni w ogrodach Kensington wiwatowali "hip, hip, hurra!", nawet najbardziej zawzięci dziennikarze się uśmiechnęli. Nie dało się nie odczuć magii tej chwili.
Carolyn i ja uważnie śledziliśmy działania rodziny królewskiej na długo przed dołączeniem Meghan do tak zwanej Firmy. Od lat podróżowaliśmy z Williamem, Kate i Harrym po całym świecie. Od Singapuru po Wyspy Salomona, od Lesoto po Indie, od Stanów Zjednoczonych po Nową Zelandię lataliśmy z młodym pokoleniem królewskim na pokładach tych samych samolotów trasami przyprawiającymi o zawrót głowy. Królewskie podróże zawsze kojarzyły mi się ze szkolnymi wycieczkami lub obozami, ponieważ tak samo jak wtedy podróżowaliśmy ściśnięci, a potem głośno domagaliśmy się najlepszych pokoi w hotelu. Łączyło nas koleżeństwo, i mam na myśli nie tylko dziennikarzy, obsługę i ochroniarzy, ale też samych członków rodziny królewskiej.
Niech za przykład posłuży sytuacja z moim paszportem w S?o Paulo w Brazylii. Gdy się zorientowałem, że zgubiłem dokument, i rozgorączkowany przeszukiwałem torbę na lotnisku, odebrałem telefon od jednego z pałacowych doradców. W tle słyszałem charakterystyczny śmiech Harry'ego. Okazało się, że znaleźli mój paszport na podłodze i nie chcąc wystawiać mnie do wiatru i zatrzymywać w Brazylii, książę posłał inspektora ochrony z paszportem w ręku do mojego terminala, żebym mógł na czas dostać się do Chile. Jednak gdy następnym razem zobaczyłem Harry'ego, pominął moje imię i nazwał mnie "Paszportem". My, Angole, mówimy, że książę lubi sobie robić jaja.
Przebywając z dala od domu, poza kontrolą i naciskami, mieliśmy także sposobność porozmawiać od serca. Podczas tej samej podróży Harry zwierzył mi się w trakcie kameralnego spotkania przy drinkach w hotelu, że naprawdę chciałby być "normalnym gościem", który może się spakować i spędzić rok w Brazylii, realizując własne pasje. Przyznał, że nienawidzi ciągle wycelowanych w niego smartfonów, że trzask migawki profesjonalnego aparatu czasami przyprawia go o dreszcze.
Razem z Carolyn zawsze wiedzieliśmy, że Harry marzył o życiu poza ścianami pałacu, ale podczas podróżowania z księciem, zwłaszcza po wiejskich okolicach, zauważyliśmy, że jego pragnieniu brania udziału w codziennym życiu wsi często towarzyszył smutek. Choć było to niemożliwe, to Harry chciał poznać lokalnych mieszkańców w sytuacji innej niż zamieszanie, które jego przybycie niezmiennie wywoływało.
Teraz - tak samo jak wcześniej - Harry głęboko łaknie normalności, takiej, jaką próbowała stworzyć mu matka, Diana, podczas wycieczek do parków rozrywki i McDonalda. (Jakie to zabawne, że dziecko urodzone pośród niewyobrażalnego bogactwa i przywilejów najbardziej cieszyło się z Happy Meala, ponieważ wraz z nim dostawało tanią plastikową zabawkę).
Harry różni się od swojego brata Williama, który przypomina zdyscyplinowaną i pragmatyczną babcię, królową. Harry jest uczuciowy i kurczowo trzyma się utopijnych ideałów, jednak robi to, niejako budząc podziw. Pragnienie życia poza pałacową bańką - pod każdym względem, od bycia "przytulaskiem" podczas oficjalnych zaręczyn po upór, że będzie służył w wojsku na pierwszej linii frontu jako członek sił zbrojnych - to pozytywne cechy, nawet jeśli czasami sprawiają kłopoty reszcie rodziny królewskiej.
Wrodzona serdeczność pozwoliła mu zacząć nowy rozdział w historii królewskiej, gdy zakochał się w Meghan Markle.
Bycie Brytyjczykiem mieszanej rasy sprawiło, że podobnie jak wiele młodszych, demograficznie zróżnicowanych osób, które stały się królewskimi obserwatorami księcia i księżnej Sussexu, mnie też fascynował fakt, że amerykańska aktorka poprzez małżeństwo dołącza do dynastii Windsorów. Dziwnym trafem spotkałem Meghan, jeszcze zanim poznali się z Harrym. W 2015 roku po raz pierwszy uciąłem sobie z nią pogawędkę podczas Tygodnia Mody w Toronto po tym, jak udzieliła wywiadu dziennikarzom na czerwonym dywanie. Nikt nie był tak zdumiony jak ja, kiedy rok później Meg (jak ją nazywają przyjaciele oraz mąż) zdobyła serce najbardziej pożądanego kawalera po tej stronie oceanu.
Już na początku związku było jasne, że Harry odnalazł kobietę, która obudziła w nim poczucie celu. Stało się tak dzięki jej umiłowaniu filantropii, które odzwierciedlało jego własną determinację do wspierania osób z marginesu społecznego. Świat patrzył w osłupieniu, jak prędko rozwijała się ich relacja. Carolyn i ja też przyglądaliśmy się temu, jak wiele szmatławców nieustannie oskarżało Meghan, że jest wymagającą i trudną parweniuszką. Część brytyjskiej prasy nawet się nie starała ukryć rasistowskich podtekstów w kąśliwych komentarzach i nagłówkach.
Wyłaniająca się narracja w największym stopniu zaskoczyła Meghan, która jako najnowsza członkini rodziny królewskiej wniosła do charytatywnego zapału i oficjalnych zaręczyn to samo energiczne podejście, które zostało w niej z czasów, kiedy jako jedenastolatka pisała listy protestacyjne do światowych liderów, w tym do Hillary Clinton, z powodu seksistowskiej reklamy płynu do mycia naczyń. Nie było jej obce zarywanie nocy przed ważnymi wydarzeniami, ponieważ zbierała informacje na własną rękę i sporządzała notatki, choć miała od tego ludzi. "Tylko w ten sposób dowiem się, jak to robić" - wyznała mi. Między innymi właśnie dlatego książę ogłosił, że znalazł "koleżankę z drużyny", której zawsze szukał.
Zatem chwila mocnego uścisku pożegnalnego w jednej z sal recepcyjnych pałacu Buckingham w marcu 2020, gdy Meghan zakończyła ostatnie samodzielne wystąpienie w królewskiej roli, wydała mi się surrealistyczna. Wraz z Harrym podjęli trudną decyzję, że ustępują z pozycji wysokich rangą członków rodziny królewskiej, próbując chronić rodzinę. Do luksusowego pokoju 1844 trafialiśmy tylko z radosnych okazji, takich jak zaręczyny królowej czy przyjęcie dla dziennikarzy. Teraz nawet malachitowe kandelabry oświetlające portrety rzucały posępne światło na osoby, które dopiero przed chwilą wstąpiły do rodziny królewskiej, a teraz żegnały się nie tylko ze służbą, ale też z całym stylem życia.
Carolyn i ja towarzyszyliśmy Meghan podczas ostatniego wystąpienia, ale wciąż trudno było uwierzyć, że następnego już nie będzie. Pracownicy, którzy towarzyszyli parze od samego początku, opłakiwali koniec tego, co miało być szczęśliwą historią: dwoje ludzi zakochuje się w sobie, bierze ślub, ma dziecko, z oddaniem służy królowej, kurtyna. Zamiast tego wyjeżdżali z kraju. Gdy Meghan ostatecznie uściskała mnie na pożegnanie, powiedziała: "To nie musiało się tak skończyć".
Tak, wspólnie z Carolyn byliśmy świadkami wielu prywatnych i publicznych trudów, których Harry i Meghan zaznali w pierwszych dwóch latach małżeństwa. A mimo to nie takie miało być zakończenie książki, którą chcieliśmy napisać - ani życia tej pary.
Zazwyczaj żaden członek brytyjskiej rodziny królewskiej nie może oficjalnie autoryzować biografii. Jednak wraz z Carolyn otrzymaliśmy szeroki dostęp do najbliższych osób z otoczenia pary książęcej hrabstwa Sussex: przyjaciół, zaufanych doradców, starszych dworzan. Towarzyszyliśmy też Harry'emu i Meghan, gdy wypełniali setki swoich zadań, odbywali niezliczone podróże służbowe i wycieczki od Irlandii po Tonga, a wszystko po to, by stworzyć intymny i wierny portret prawdziwie nowoczesnej królewskiej pary, która bez względu na to, czy jej decyzje zbierały pochwały czy też krytykę, zawsze pozostała wierna własnym poglądom.
Omid Scobie i Carolyn Durand, Londyn, 2020 rok
* W polskich tekstach imiona królów oraz książąt polszczymy, o ile tylko mamy ich rodzime odpowiedniki. Od tej zasady niekiedy spotyka się odstępstwa w wypadku władców współczesnych. Również w tej książce zdecydowano się nie spolszczać imion Harry, Meghan, William, Kate i stosować je w pisowni oryginalnej, powszechnie używanej na polskich portalach internetowych i w polskiej prasie. Podobnie potraktowano zapis imion dzieci, np. George, Charlotte i Louis (przyp. red.).
1
Pierwszego poranka po wylądowaniu w Londynie, w czerwcu 2016 roku, Meghan udała się prosto do luksusowego domu towarowego Selfridges. Młoda amerykańska aktorka miała misję: kupić buty.
W sklepie przy Oxford Street przemierzała liczące ponad 3250 metrów kwadratowych pomieszczenie z półkami butów - największe na świecie - oglądając ulubionych projektantów, w tym Stellę McCartney, Chloé i Marca Jacobsa, sprawdzając, czy uda jej się znaleźć parę, za którą warto będzie zapłacić nieprzyzwoitą sumę widniejącą na metce. Choć hit telewizji kablowej, serial W garniturach, w którym występowała, doczekał się już szóstego sezonu, to Meghan wciąż ostrożnie robiła zakupy. Spędziwszy część dzieciństwa w ciasnym mieszkaniu przerobionym z garażu w samym centrum Los Angeles jako jedyna córka rozwiedzionych rodziców, którzy mieli problemy finansowe, nie lubiła wyrzucać pieniędzy w błoto na pościg za trendami, bo te szybko wychodziły z mody. Jeśli miała w coś zainwestować, chciała, by przedmiot był trwały, tak jak jej buty na obcasie marki Sergio Rossi. Wiecznie się zamartwiając jako dziecko, Meghan czasami wciąż żywiła poczucie, że gdy przydarzają jej się dobre rzeczy, mogą zniknąć w mgnieniu oka.
Jednak jeśli Meghan poczuła się ekskluzywnie w otoczeniu drogich szpilek i sandałów tego czerwcowego późnego ranka, można jej to było wybaczyć.
Właśnie wróciła z luksusowego dziewczyńskiego weekendu na greckiej wyspie Hydra - zorganizowała tę podróż, aby uczcić nadchodzące wesele Lindsay Roth, jednej z najlepszych przyjaciółek ze studiów. Meghan wzięła sobie do serca obowiązki druhny i wypełniła dni pieszymi wycieczkami, pływaniem, drzemkami i delektowaniem się lokalną kuchnią na wyspie mieszczącej się dwie godziny rejsu statkiem z Aten, po której można było przemieszczać się jedynie rowerem lub na ośle.
Weekend skrajnie różnił się od typowych wieczorów panieńskich w stylu Vegas, gdzie wsiadało się do limuzyn, upijało w klubach, jednocześnie mając na sobie to, co Meghan nazwała "opaskami fallicznej perswazji". Zamiast tego kobiety zażywały wytworniejszych przyjemności w śródziemnomorskim słońcu i morzu, kosztowały świeżych greckich sałatek i ryb, sporo wina i cieszyły się swoim towarzystwem.
Pobyt w Grecji był jak Meghan: prosty, ale przyjemny, rozrywkowy, jednak na spokojną i intymną modłę - i przede wszystkim starannie zaplanowany. Od czasów studenckich, próbując pogodzić naukę z pracą, poprzez lata licznych przesłuchań do epizodycznych ról aż po rolę gwiazdy telewizji, która ciągle poszerzała granice swojej kariery, i zakładając popularny portal lifestyle'owy, Meghan zawsze miała plan. Ciężko pracowała nie tylko nad planowaniem, ale też realizacją.
Nie inaczej było z wyprawą do Londynu. Zakup butów był dopiero pierwszym punktem planu podróży, który szczegółowo spisała jeszcze przed przyjazdem. Przygotowała spis restauracji, w których chciała jeść, barów, które chciała odwiedzić, i ludzi, z którymi chciała się spotkać.
To był ekscytujący czas dla trzydziestoczterolatki. Sukces w zmuszającym do rywalizacji świecie show-biznesu, który zaczynał otwierać jej drzwi do przeróżnych sposobności, był efektem pewności siebie, uporu i gotowości do pracowania ciężej od rówieśników - zresztą cechy te wykazywała od wczesnego dzieciństwa.
Rezon Meghan po części wynikał z poświęcenia rodziców na rzecz córki. Matka, Doria Ragland, i tata, Thomas - którzy poznali się na planie Szpitala miejskiego, gdzie on był oświetleniowcem, a ona tymczasowo gościła w dziale makijażu - rozstali się po dwóch latach małżeństwa. W wychowaniu jedynego dziecka, które mieli, tworzyli jeden zgodny front - wspólnie dbając o Meghan bez większych zgrzytów, dzieląc się opieką i razem spędzając święta.
Jednak nie było większego dowodu na oddanie Thomasa i Dorii od zaangażowania w edukację Meghan. Żadne z rodziców Meghan nie poszło na studia bezpośrednio po liceum, mimo że Doria należała do klubu utalentowanych uczniów w Liceum Fairfax w Los Angeles. Po ukończeniu szkoły poszła do pracy w sklepie z antykami, który należał do jej ojca, Alvina Raglanda, a także została agentką biura podróży, po czym trudniła się wieloma różnymi zajęciami. Doria trafiła na uczelnię dopiero wiele lat później, ponieważ wcześniej jej rodziny nie było na to stać. I ponieważ na własnej skórze doświadczyła kłopotów finansowych wynikających z braku wyższego wykształcenia, zawsze podkreślała przy Meghan, jak ważna jest edukacja.
W sprawach nauki Meghan zarówno Thomas, jak i Doria chcieli najlepszego - poczynając od Little Red Schoolhouse, małej, prestiżowej prywatnej szkoły podstawowej, która od lat czterdziestych kształciła elitę Hollywood (łącznie z Johnnym Deppem i Scarlett Johansson). Później Meghan uczęszczała do Niepokalanego Serca, katolickiego gimnazjum i liceum dla dziewcząt w Los Feliz.
Mając dojmującą świadomość, ile dali z siebie jej rodzice, by mogła uczęszczać do takich instytucji, Meghan czuła osobistą odpowiedzialność za ten przywilej. "Moi rodzice nie mieli wiele, więc postanowili wiele mi dać... wykonując po cichu akty łaski - mógł to być uścisk, uśmiech czy poklepanie po plecach, aby pokazać potrzebującym, że wszystko będzie dobrze - napisała w 2016 roku na swoim lifestyle'owym blogu The Tig. - Widziałam to, dorastając, więc wyrosłam na taką samą osobę".
Meghan była zdeterminowana. Zawsze pierwsza podnosiła rękę, gdy nauczyciele zadawali pytanie, lub zgłaszała się na ochotnika, by przeczytać coś na głos; miała wybitne wyniki i frekwencję. Poczucie odpowiedzialności wykraczało także poza szkolny grunt. Będąc małą dziewczynką, stając twarzą w twarz z bezdomnym na ulicy, błagała matkę:
- Czy możemy mu pomóc? - Chęć pomocy nie jest niezwykłą reakcją u dzieci, które stykają się z potrzebującymi, ale Meghan wyróżniała się tym, że nie zapominała o sprawie, gdy ruszyły z matką dalej. Nazajutrz i jeszcze długo potem dręczyło ją pytanie: - Co mogę zrobić?
W wieku dziesięciu lat Meghan po raz pierwszy wybrała się za granicę, na Jamajkę, z matką - ta zabrała ją na wycieczkę z kurortów, gdzie zatrzymywała się większość turystów, do slumsów, żeby mogła zobaczyć, jak żyją ci, którym się nie poszczęściło. Będąc trzynastolatką, została ochotniczką w jadłodajni dla ubogich w Skid Row w Los Angeles.
- Pierwszego dnia naprawdę się bałam - opowiadała Meghan. - Byłam młoda, a tam było ciężko, i choć znajdowałam się w zespole wolontariuszy, czułam się po prostu przytłoczona.
Zmagając się z dylematem, czy powinna wrócić do garkuchni, poszukała pomocy u nauczycielki religii w Niepokalanym Sercu, Marii Pollii. Maria, ochotniczka w katolickim ruchu robotniczym, miała sporo doświadczenia w pracy z ludźmi żyjącymi na marginesie społeczeństwa i chciała zainspirować młodą, sumienną uczennicę stojącą przed nią, by zrobiła to samo.
- W życiu chodzi o to, żeby przedkładać potrzeby innych ponad własne strachy -powiedziała Meghan Maria.
Młoda uczennica wróciła do jadłodajni.
- Zapamiętałam to na zawsze - stwierdziła Meghan.
Gotowość Meghan do pomocy innym oraz jej pęd do pokonywania własnych ograniczeń sprawiał, że koleżanki i koledzy z klasy uznawali ją za "fałszywą", uznając, że to niemożliwe, by ktoś był tak "idealny". Jednak Meghan nigdy nie sądziła, że jest idealna. Prawdę mówiąc, często czuła, że jeszcze wiele musi udowodnić. Mając dwurasowe pochodzenie i nie zawsze wiedząc, do którego świata pasuje, po części chciała, by ludzie widzieli, że we wszystkim jest świetna. Nie chciała być postrzegana jako słabsza.
W liceum zapał Meghan nie mijał. Wstępowała do wszystkich klubów, od komitetu rocznikowego po trupę teatralną Genesian Players. Została wybrana królową balu. Meghan, urodzona wykonawczyni złakniona pochwał, miała szansę się wykazać.
Gigi Perreau, która przez kilka lat uczyła Meghan aktorstwa, opowiadała:
- Była niesamowicie pracowita. Rzuciła mnie na kolana jej silna etyka pracy, którą miała mimo tak młodego wieku.
Meghan z rozmachem grała nawet najdrobniejsze role, na przykład sekretarki w sztuce Annie.
Thomas często pomagał przy scenografii do szkolnych przedstawień Meghan.
- Przychodził na jej występy tak często, jak to było możliwe - przyznała Perreau. - Zawsze widać było jego twarz wśród publiczności, pękał z dumy na widok swojej małej dziewczynki.
Odegrał także zasadniczą rolę w rozwoju feministycznych poglądów Meghan, która nazywa się "orędowniczką kobiet". Kiedy miała jedenaście lat, razem z klasą oglądali program telewizyjny. Nadawano wtedy reklamę płynu do mycia naczyń opatrzoną hasłem "Kobiety w całej Ameryce zwalczają tłuszcz z garnków i patelni". Chłopak siedzący obok krzyknął: "Właśnie, miejsce kobiet jest w kuchni!".
Thomas zachęcał Meghan, którą zdenerwował ten incydent, żeby napisała protest w sprawie reklamy i wysłała korespondencję do "najpotężniejszych ludzi, którzy przyszli jej do głowy", łącznie z pierwszą damą Hillary Clinton, prezenterką wiadomości na kanale Nickelodeon Lindą Ellerbee oraz producentem płynu do mycia naczyń - i wszyscy jej odpowiedzieli. Dostała list z Białego Domu; Nickelodeon puścił wywiad z Meghan, a producent detergentu zmienił hasło reklamowe na "Ludzie w całej Ameryce zwalczają tłuszcz z garnków i patelni".
Amatorskie aktorstwo przerodziło się w cel zawodowy Meghan już w liceum, lecz matka - stale skoncentrowana na znaczeniu wyższej edukacji - poradziła córce, żeby najpierw skończyła studia. I chciała, żeby jej dziecko miało inną ścieżkę kariery, na wypadek gdyby z graniem coś nie wyszło. Nie stanowiło to problemu dla Meghan, która postanowiła nie chodzić na profesjonalne przesłuchania do ukończenia liceum i zapewniła sobie miejsce na Uniwersytecie Północnozachodnim.
Zapisała się do prywatnego college'u ulokowanego na przedmieściach Chicago, plasującego się wysoko wśród najlepszych szkół w kraju, gdy dostała angaż do epizodycznej roli w teledysku Tori Amos do piosenki 1000 Oceans. Wystarczy mrugnąć, by ten epizod przegapić, bo Meghan przechodzi obok zamkniętego szklanego pomieszczenia z piosenkarką w środku i tylko mu się przygląda, ale zarobiła sześćset dolarów i w ciągu kilku tygodni wzięła udział w castingu do innej roli - w klipie Shakiry. (Nie załapała się na występ i nie dostała żadnego innego angażu aż do czasu pojawienia się na planie Szpitala miejskiego w ostatnim roku nauki).
Na Uniwersytecie Północnozachodnim Meghan znów znalazła się w otoczeniu głównie zamożnych studentów z majętnych rodzin. Będąc pracującą studentką, pogodziła pełny program z pracami dorywczymi, żeby pokryć czesne, zakwaterowanie i wyżywienie. Do tego dochodziła opieka nad dziećmi, zapewniająca dodatkowe dochody, poza tym Meghan występowała jako studentka aktorstwa i była wolontariuszką.
- Nie wyobrażam sobie, jak zdążysz wszystko zmieścić w ciągu jednego dnia - powiedziała jej dobra przyjaciółka, która przyszła odebrać Meghan z pracy studenckiej przydzielonej przez sekretariat. Podziwiała umiejętność równoważenia presji i rygoru zajęć akademickich ze wszystkimi pozostałymi działaniami. - Jak to robisz, że znajdujesz na to wszystko czas? - spytała.
Jak? Nie imprezując jak większość normalnych dzieciaków na studiach. Jej przyjaciele nigdy nie wpadliby na Meg, jak ją nazywali, w środku tygodnia w barze. W piątkowe wieczory, gdy wszystkie członkinie siostrzeństwa udawały się na imprezę, Meg ruszała do profesorskich domów, żeby pilnować dzieci. Prowadziła organizację Kappa Kappa Gamma, w końcu mieszkała w żeńskim akademiku i zaprzyjaźniła się blisko ze studentkami, w tym z Genevieve Hillis i wspomnianą Lindsay. Ale nawet studenckie życie Meghan było mniej w stylu Menażerii, a bardziej Elle Woods z Legalnej blondynki. Jako przewodnicząca komitetu rekrutacyjnego odpowiadała za wprowadzanie nowych osób w szeregi siostrzeństwa i stosowne ich przywitanie. Zbierała także pieniądze na działalność dobroczynną, biorąc udział w maratonie tańca wraz z innymi siostrami ze stowarzyszenia. Kobiety tańczyły przez trzydzieści godzin na rzecz Team Joseph, organizacji non profit starającej się wyleczyć dystrofię mięśniową Duchenne'a.
- Zrobiło się bardzo męcząco - przyznała Meghan.
Do trzeciego roku studiów zebrała większość godzin potrzebnych do zaliczenia, więc z pomocą starszego brata ojca, Micka, postarała się o staż w Ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Buenos Aires. Nikt z rodziny do końca nie wiedział, co robił wujek Mick, czy jego praca w komunikacji w Buenos Aires tak naprawdę była przykrywką dla zatrudnienia w CIA. Bez względu na to, jak brzmiała odpowiedź, jego znajomości pozwoliły dwudziestoletniej w tym czasie Meghan poszerzyć horyzonty.
- Zawsze byłam maniaczką teatru na Uniwersytecie Północnozachodnim. Wiedziałam, że chcę grać, ale nie znosiłam myśli o tym cliché, dziewczynie z Los Angeles, która postanawia zostać aktorką - powiedziała Meghan na łamach "Marie Claire". - Pragnęłam czegoś więcej, od zawsze uwielbiałam politykę, więc zupełnie zmieniłam kierunek studiów i zostałam podwójną absolwentką: teatru i stosunków międzynarodowych.
Meghan podeszła do testu do Służby Zagranicznej, był to niezbędny warunek zatrudnienia w Departamencie Stanu na stanowisku urzędniczki. Kiedy nie zdała bardzo wymagającego sprawdzianu, była skrajnie rozczarowana. Nie przywykła do porażek. Był to potężny cios w pewność siebie, której stale próbowała bronić.
Tym sposobem w 2003 roku po ukończeniu Uniwersytetu Północnozachodniego Meg znalazła się z powrotem w Los Angeles. Zmagała się z przeciwnościami, utrzymywała się pomiędzy przesłuchaniami z dziwacznych prac, także z fuchy adeptki kaligrafii. W 2004 roku zatrudnił ją Paper Source, ekskluzywny sklep papierniczy z Beverly Hills, gdzie przeszła dwugodzinne szkolenie z kaligrafii, a także z pakowania prezentów oraz introligatorstwa. Podczas tej pracy w 2005 roku wykonała zaproszenia na ślub aktorki Pauli Patton z piosenkarzem i autorem tekstów Robinem Thicke.
Pierwsze lata "torowania sobie drogi" do castingów, jak to później opisała, przetykane były długimi okresami bez pracy. A kiedy rzeczywiście otrzymywała role - na przykład "gorącej dziewczyny" w romansie Zupełnie jak miłość z Ashtonem Kutcherem w roli głównej - raczej nie dawały jej szans na zdobycie Oscara.
W 2006 roku została modelką trzymającą walizkę w Grasz czy nie grasz, jedną z dwudziestu sześciu kobiet ubranych w pasujące do siebie stroje, trzymających walizki z sumą od jednego centa po milion dolarów. Teleturniej NBC zapewniał nie tylko stabilną płacę, ale także kuszące nowe możliwości. Po premierze w grudniu 2005 roku pierwszy sezon programu miał gigantyczną oglądalność - od dziesięciu do szesnastu milionów widzów. Choć oglądalność kolejnych sezonów spadła, program miał inne zalety i dał początek pokrewnej serii oraz całej masie powiązanych produktów, takich jak gry wideo czy planszowe.
- Witajcie, drogie panie! - gospodarz, Howie Mandel, powiedział do rzędów idealnych modelek z walizkami na planie.
- Cześć, Howie! - odpowiedziały jednogłośnie.
Tak wyglądało wyćwiczone otwarcie trzydziestu czterech odcinków, w których wystąpiła Meghan w latach 2006 i 2007. Będąc modelką walizki numer 24, podobnie jak pozostałe koleżanki modelki, otwierała swoją za każdym razem, gdy uczestnik próbujący wygrać milion dolarów wywoływał jej numer.
Meghan wraz z resztą kobiet nagrywały do siedmiu odcinków dziennie. Kręcenie takiej ilości materiału w ciasnym bloku czasowym oznaczało długie dni pracy. Po pracy inne modelki lubiły gdzieś razem wychodzić, czasem nawet nie czekały na zmycie telewizyjnego makijażu, żeby zdążyć na happy hour. Ale nie Meghan. Choć była przyjazna, nie szalała na mieście z innymi kobietami.
- Była popularna wśród reszty dziewczyn - powiedziała Leyla Milani, modelka i towarzyszka z planu. - Ale gdy tylko kończyliśmy, ona uciekała do innych spraw.
Tak samo jak na studiach Meghan pracowała, gdy jej rówieśnicy się rozluźniali. Zajmowała się czymś nawet w przerwach na planie Grasz czy nie grasz.
- Podczas gdy inne dziewczyny plotkowały czy rozmawiały - przyznała Leyla - ona w samotności czytała scenariusze i przygotowywała się do przesłuchań.
Po dwóch sezonach teleturnieju Meghan była gotowa porzucić srebrną walizkę. Przez kolejne trzy lata nie odpuszczała castingów, zapewniając sobie występ w reklamie chipsów i sosów Tostitos i niewielkie role w kilku nowych filmach oraz programach telewizyjnych, łącznie z Szefami wrogami, CSI: Kryminalnymi zagadkami Nowego Jorku, Nieustraszonym, Bez śladu oraz Dopóki świat nas nie rozłączy. W dwuodcinkowym ponownym starcie Beverly Hills 90210 w telewizji CW w 2008 roku jej postać, Wendy, ściągnęła na siebie kłopoty, gdy przyłapano ją na tym, jak funduje seks oralny szkolnemu playboyowi Ethanowi Wardowi na parkingu. Meghan wahała się, czy wystąpić w tej scenie, ale walcząca o wejście do branży aktorka nie może być wybredna.
Nigdy nie przestała napierać, nawet wtedy, gdy sądziła, że skiepściła przesłuchanie do stałej roli ślicznej i pewnej siebie asystentki prawnej Rachel Zane w serialu W garniturach, nowej produkcji USA Network. Meghan nie płakała ani nie poszła do domu, aby zjeść pół litra lodów. Zamiast tego zadzwoniła do agenta:
- Chyba nie spisałam się za dobrze na castingu - powiedziała mu. - Muszę tam wrócić.
- Już nic nie możesz zrobić - odparł. - Skup się na kolejnym przesłuchaniu.
2
Gdy Meghan przyjechała do Londynu, minęło już pięć lat od przeprowadzki do Toronto, gdzie zaczęła występować w serialu W garniturach, a jej życie w niczym nie przypominało zmagań początkującej aktorki w Los Angeles, która jeździła na castingi zdezelowanym fordem explorerem, tak na marginesie, z braku pieniędzy nie mogła go naprawić, gdy centralny zamek przestał działać (i przez pięć miesięcy wsiadała przez bagażnik).
I choć jej rola w serialu USA Network nie zapewniłaby jej miejsca na liście najsławniejszych aktorek w metropoliach takich jak Los Angeles czy Nowy Jork, bardzo szybko stała się kanadyjską celebrytką. Nawet gdy w końcu zaczęła być traktowana jak gwiazda, Meghan wcale nie przestała pracować nad poszerzeniem swoich możliwości. Zatrudniła firmę PR-ową Kruger Cowne z siedzibą w Londynie do promocji jej interesów i zaczęła kasować spore sumy - ponad dziesięć tysięcy dolarów za występ - za pojawienie się na czerwonym dywanie we wrześniu 2014 roku podczas premiery kolekcji Marchesa Voyage dla ShopStyle w Nowym Jorku albo jako prelegentka "Dove Self-Esteem - Budowanie pozytywnej samooceny" w Toronto w 2015 roku oraz podczas uroczystego lunchu Women in Cable Telecommunications w tym samym roku.
Kiedy Meghan podpisała umowę ze spółką Kruger Cowne, związała się także z APA, jedną z największych komercyjnych agencji talentów na świecie, by rozwijać ścieżkę kariery lifestyle'owej influencerki na The Tig, blogu, który założyła w 2014 roku. Była to przestrzeń, gdzie dawała wyraz wszystkim pasjom (kuchni, modzie i podróżom, a także kwestiom społecznym takim jak równość płci) przez pryzmat "energii dziewczyny z sąsiedztwa z ambicjami". Blog nosił nazwę na cześć tignanello - pełnego wina, które podbiło jej serce po pierwszym łyku.
"Po raz pierwszy to pojęłam, w końcu rozumiałam, co ludzie mają na myśli, mówiąc o ciele, strukturze, finiszu i nogach wina - napisała. - The Tig to moje określenie ujmujące całość. Nie tylko wina, ale wszystkiego".
The Tig to nie był pierwszy raz, kiedy Meghan zaistniała w internecie, nie tylko by wyrazić siebie, ale także by dotrzeć do innych. W latach 2010-2012 pisała The Working Actress, anonimowy blog, który ze szczegółami przedstawiał wzloty i upadki aktorki pragnącej zaistnieć w Hollywood. Zawsze lubiła pisać w szkole i w pewnej chwili myślała nawet o dziennikarstwie, jako że była to sposobność, by dać upust kreatywności i frustracji. Blog sportretował chwile największej radości, kiedy dostała angaż, oraz rozpacz i odrzucenie, które czuła za każdym razem, gdy rola przechodziła jej koło nosa w branży często kierującej się raczej wyglądem niż talentem. Choć nigdy publicznie nie przyznała się do autorstwa popularnego bloga, w przemyśle, którego stała się twarzą, była to tajemnica poliszynela. Jej strona prędko zyskała sobie rozpoznawalność dzięki mądrym radom i szczerym wyznaniom.
Podczas gdy The Working Actress był brutalny i naturalny, The Tig został wygładzony i miał nastrajać optymistycznie. Nieważne, czy wpis dotyczył spaceru Meghan urwistym wybrzeżem w idealnym płaszczu w wielbłądzim kolorze z paskiem, czy też rozmów ze sławami takimi jak aktorka Priyanka Chopra albo przepisu na "pikantne brokuły z gulaszem konopnym", miał być przyjemny dla oka i stać się, jak liczyła jego twórczyni, "żyzną glebą dla pomysłów i emocji - pełnego inspiracji stylu życia".
Najnowszą twarzą w jej życiu zawodowym stała się Violet von Westenholz, menedżerka PR-u z domu mody Ralpha Laurena, która zaplanowała kilka punktów programu podczas letnich wakacji Meghan w Londynie, gdzie aktorka została sławną ambasadorką tej marki. Violet była znana nie tylko w świecie mody, ale także w brytyjskiej elicie. Jej ojciec Frederick Patrick Piers baron von Westenholz, były narciarz olimpijski, był jednym z najstarszych i najbliższych przyjaciół księcia Karola, więc Violet wraz z rodzeństwem dorastała, szusując na nartach w Szwajcarii wraz z księciem Williamem i księciem Harrym.
Teraz w grafiku czekał aktorkę Wimbledon. Jako że Ralph Lauren był sponsorem modowym odpowiadającym za oficjalny merchandising, to Violet zorganizowała bilety i przepustki. Drugiego dnia turnieju Meghan usiadła na trybunie, żeby kibicować przyjaciółce, Serenie Williams. Meghan poznała się z mistrzynią tenisa na przyjęciu z okazji Super Bowl w Miami w 2010 roku. Spośród wszystkich obecnych gwiazd i sportowców to właśnie Meghan "natychmiast znalazła wspólny język" z Sereną, jak później opisała to Meg. Znajdując porozumienie pod pretekstem "starych, dobrych dziewczyńskich spraw", kobiety pstrykały sobie nawzajem zdjęcia telefonami.
Jednak podczas Wimbledonu Meghan obserwowała z uwagą, jak Serena zmaga się z Amrą Sadiković. Jako pierwsza unosiła pięść, gdy jej przyjaciółka zdobyła punkt, lub zrywała się z miejsca z radości, kiedy mistrzyni tenisa wygrała set. Nie bardzo znała się na tenisie, zanim zaprzyjaźniła się z Sereną, ale teraz była fanką tej dyscypliny sportu.
Jednak w pewnym momencie oderwała się od akcji na wystarczająco długo, żeby zauważyć brytyjskiego aktora Dominica Coopera w barze dla VIP-ów. Żartowała z tego, że lekko zadurzyła się w gwieździe serialu Preacher i zastanawiała się, czy powinna z nim porozmawiać. Postanowiła nie zaczepiać tego uprzejmego angielskiego dżentelmena. Zbytnio zajęła ją zabawa z przyjaciółką.
Nie tylko Violet umawiała Meghan spotkania w Londynie. Kilka miesięcy przed przyjazdem Meg do miasta Jonathan Shalit - który pomógł ukształtować karierę telewizyjną Simonowi Cowellowi, Mel B oraz innym rodzimym brytyjskim nazwiskom - pozyskał Meghan do swojej agencji talentów Roar. Miał nadzieję, że Meghan wkroczy w nowy obszar, być może poprowadzi kulinarny program telewizyjny.
Zainteresowanie Jonathana amerykańską aktorką lubiącą kuchnię, podróże i wydarzenia kulturalne wzięło się z The Tig, a Meghan liczyła, że właśnie takie możliwości otworzą się przed nią dzięki jej blogowi.
- Mam wizję, i to wielką - powiedziała Meghan o The Tig, marząc, że zdoła wycisnąć z niego książkę kucharską lub lifestyle'ową markę. - Szanse się nie kończą.
Choć niegdyś aktorka, dziś guru lifestyle'u, Gwyneth Paltrow, która obróciła swój portal Goop w imperium warte ćwierć miliarda dolarów, była oczywistym źródłem inspiracji w pozycjonowaniu samej siebie, to Meghan miała inny i o wiele bliższy wzór, Jessicę Mulroney - najsławniejszą kanadyjską influencerkę lifestyle'ową i bardzo bliską przyjaciółkę.
Jessica z mężem Benem - najstarszym synem byłego premiera Kanady Briana Mulroneya, prowadzącym program rozrywkowy eTalk - byli najgorętszą młodą wpływową parą. Jessica zrobiła dobry użytek z nazwiska kanadyjskiej rodziny, w którą się wżeniła, i zaprzęgła poczucie stylu do butikowej kariery influencerki, stylistki oraz konsultantki ślubnej. Jej Instagram był pełen obrazów domowej perfekcji - przykładowo gdy z długimi, brązowymi, starannie ułożonymi włosami, niebieskimi oczami w oprawie czarnych rzęs czytała książkę na podłodze z uroczymi bliźniakami, Brianem i Johnem, siedząc na podłodze ze skrzyżowanymi nogami i w niebotycznie wysokich czarnych szpilkach.
Kiedy kobiety zostały sobie przedstawione przez lokalną publicystkę modową, Jessica nie tylko zachęciła Meghan, by podążała tą samą drogą, ale także wprowadziła ją w ekscytujący, przyprawiający o zawrót głowy świat śmietanki towarzyskiej, okraszony elitarnymi imprezami charytatywnymi, otwarciami nowych głośnych miejscówek i obłędnych restauracji oraz wyszukanych przyjaciół takich jak Michael Bublé. Jessica z Benem byli dobrymi przyjaciółmi kanadyjskiego piosenkarza i autora tekstów oraz jego żony, pochodzącej z Argentyny aktorki i modelki Luisany Lopilato, a zaproszenia na domowe przyjęcia u nich w Vancouver stały się wyróżnieniem. Kiedy Meghan załapała się na miejsce przy wspólnym stole w listopadzie 2015 roku, zdobyła materiał na post na blogu na temat ulubionych piosenek świątecznych zatytułowany Tig Tunes z Michaelem Bublé.
Do 2016 roku blog The Tig oraz konto instagramowe zyskały tylu followersów, że Meghan poczuła się na siłach rozważyć inne - poza rolą w serialu W garniturach - możliwości. Mając ochotę na zmianę, dołączyła do agencji literackiej w Stanach Zjednoczonych i prowadziła rozmowy na temat wydania jej książki kulinarnej, aby wykorzystać kapitał nowej platformy. Podczas gdy Meghan była w Londynie, Jonathan w uniformie złożonym z czarnej kamizelki, białej koszuli, krawata w paski i intensywnie kolorowych skarpetek podsunął jej propozycję programu, w którym zwiedzałaby świat, odkrywała nowe potrawy, skupiając się na kuchni przyjaznej dla środowiska. Wyobraźcie sobie połączenie Padmy Lakshmi z Anthonym Bourdainem.
Jonathan nie był jedynym sławnym typem z branży, z którym Meghan służbowo współpracowała podczas pobytu w stolicy Anglii. Spotkała się też z gospodarzem programu śniadaniowego Good Morning Britain Piersem Morganem, w lokalnym pubie u niego w Kensington, w Tawernie Scarsdale. "Jestem w Londynie na tydzień pełen spotkań i Wimbledon - Meghan dyskretnie wysłała do Piersa bezpośrednią wiadomość na Twitterze po przybyciu do brytyjskiej stolicy. - Chciałabym się przywitać!". Nigdy wcześniej się nie spotkali, ale ona pragnęła poznać kontrowersyjną i szczerą do bólu osobę stojącą za bezczelnymi tweetami o Donaldzie Trumpie, którego został przyjacielem-wrogiem w reality show produkcji NBC Celebrity Apprentice.
Meghan zjawiła się w przytulnym, ciemnym pubie, wyglądając "w każdym calu jak hollywoodzka supergwiazda - Piers opisywał ją w gazecie "Daily Mail" - bardzo szczupła, z bardzo długimi nogami, niezwykle elegancka i niemożliwie czarująca. Miała nawet obowiązkowe pokaźne okulary przeciwsłoneczne, tak uwielbiane przez aktorów z Los Angeles".
Podczas dwugodzinnego spotkania Meghan sączyła brudne martini, rozmawiali o regulacji pozwolenia na posiadanie broni, karierze Meghan, jej marzeniach z dzieciństwa o zostaniu albo prezydentem Stanów Zjednoczonych, albo dziennikarką telewizyjną, o dorastaniu w dwurasowej rodzinie. Piers był oczarowany.
Tuż przed ósmą Meghan pożegnała się z Piersem, ponieważ musiała lecieć na kolację z Misanem Harrimanem, którego tata, Chief Hope Harriman, był jednym z ojców założycieli współczesnej Nigerii. Misana - fundatora portalu internetowego Whatwesee.com oraz dyrektora globalnej sieci rozgrywek polo zwanej British Polo Day - często widywano na trybunach meczów polo u boku księcia Williama i Kate Middleton.
Misan zaprosił Meghan do klubu i restauracji wyłącznie dla członków w Mayfair, o którym mówiono, że jest jednym z najbardziej prestiżowych związków na świecie. Wśród członków, którzy wchodzili nieoznaczonymi brązowymi drzwiami z Hertford Street, żeby zasiąść do stołu przy świetle świec w prywatnych salach z kelnerem serwującym dania z półmisków, znajdowali się George i Amal Clooneyowie, Mick Jagger i kuzynka Harry'ego księżna Eugenia. I choć Meghan z przyjemnością sączyła drinki gin fizz w przyciemnionym oświetleniu, tak naprawdę czekała na randkę w ciemno zaplanowaną na następny wieczór.
Trwało lato, a ona niedawno została singielką. Mimo że dwuletni związek (pierwszy poważny, odkąd rozwiodła się trzy lata wcześniej) dopiero co się zakończył, Meghan wciąż mocno wierzyła, że odnajdzie nieprzemijającą miłość. Jednak podczas wizyty w Londynie żartowała z koleżanką, że zadowoli się "flirtem z miłym angielskim dżentelmenem".
Tyle tylko, że chodziło o randkę z niezwykłym facetem. Podczas lunchu 1 lipca Meghan zdradziła tożsamość tajemniczego mężczyzny zamieszkałej w Londynie agentce Ginie Nelthorpe-Cowne. Gina i Meghan, które po raz pierwszy spotkały się w 2014 roku na szczycie One Young World, razem podróżowały za ocean, imając się różnych zajęć, i nawet zrobiły sobie krótkie wakacje podczas podróży służbowej na Maltę w marcu 2015 roku. Zatem aktorka czuła, że może zaufać agentce i ma w niej przyjaciółkę.
- Dziś wieczorem idę na randkę w ciemno - nieśmiało wyznała Meghan po dokończeniu sałatki w restauracji Delaunay niedaleko londyńskiej dzielnicy Covent Garden.
- Kto to taki? - spytała Gina. - Znam go?
Meghan pochyliła się z zapałem i wyszeptała:
- Jestem pewna, że go znasz. To książę Harry.
Powalona tą wiadomością na kolana Gina spytała przyjaciółkę ściszonym tonem:
- Wiesz, w co się pakujesz?
- Cóż, to dopiero będzie przeżycie - powiedziała Meghan - i przynajmniej czeka mnie fajny wieczór.
- To może być szaleństwo - stwierdziła Gina, próbując wytłumaczyć Amerykance nienormalny i wyjątkowy wpływ tabloidów mających w Wielkiej Brytanii ogromny zasięg, z czym należało się liczyć, umawiając się z członkiem rodziny królewskiej. - Znajdziesz się na świeczniku.
Meghan nie myślała o tak odległej perspektywie, zwłaszcza że kobieta, która umówiła ją z księciem, powiedziała:
- Po prostu spotkaj się z nim i zobacz, co z tego wyjdzie.
Chociaż wedle doniesień to Violet von Westenholz zorganizowała tę randkę, to raczej znajomi Meghan, Misha Nonoo i Markus Anderson, byli obecni na pierwszym spotkaniu. (Sama para woli zachować opowieść o swatce w tajemnicy nawet przed bliskimi przyjaciółmi. Meghan zdradziła jedynie ówczesnym znajomym, że jej pierwsze spotkanie z Harrym było "nieoczekiwane").
Markus, rodowity Kanadyjczyk i kierownik globalnego członkostwa w Soho House, zawsze pilnował, by Meghan czuła się dobrze na posterunku w Toronto i w prywatnych klubach członkowskich rozsianych po całym świecie. Za ogrodzonym aksamitnym sznurem wejściem do dziewiętnastowiecznego budynku, na którego renowację klub wydał osiem milionów dolarów, by stworzyć z niego ekskluzywną oazę, na Meghan zawsze czekał zarezerwowany boks na drugim piętrze, gdy miała ochotę wpaść na drinka, przesiedzieć popołudnie skulona na skórzanym fotelu bibliotecznym z macbookiem i popracować nad blogiem lub spędzić czas z koleżankami i kolegami z obsady serialu W garniturach.
Markus wprowadził Meghan do wielu biznesowych i kulturalnych elit - zarówno w Kanadzie, jak i poza nią. Na lunchu w Soho House w Miami to on posadził aktorkę obok Mishy, obiecującej projektantki mody, pełnej życia i o wysokim pochodzeniu. Okazję do odwiedzenia Miami w grudniu 2014 roku zapewniły Art Basel, dekadenckie targi sztuki, które ściągały sławnych i bogatych z całego świata na trwające tydzień imprezy i wydarzenia wszelkiego rodzaju i rozmachu. Markus zaprosił Meghan, miłośniczkę sztuki, aby zatrzymała się w samym epicentrum akcji, czyli w Soho Beach House, żeby zażyć trochę słońca, zobaczyć parę eksponatów i zapewnić sobie odrobinę rozrywki.
Było to idealne miejsce, by nawiązać nowe przyjaźnie i kontakty, podczas spotkania w Soho House Misha i Meghan z miejsca znalazły wspólny język. Urodzona w Bahrajnie, ale wychowana w Anglii projektantka o słonecznych blond włosach, która dzieliła czas pomiędzy Nowy Jork a Londyn, uczęszczała do szkoły biznesowej w Paryżu, po czym wkroczyła do świata mody. Jej przystojny i ustosunkowany mąż Alexander Gilkes znalazł się na liście stu najbardziej wpływowych ludzi w świecie sztuki magazynu "Art+Auction" po założeniu Paddle8, internetowego domu aukcyjnego. Dawny kolega księcia Williama i księcia Harry'ego z college'u Eton, Alexander, poznał Mishę, gdy miała siedemnaście lat, i siedem lat później stanęli na ślubnym kobiercu w Wenecji, przy czym Lana Del Rey we własnej osobie zaszczyciła swym występem ich uroczystość w 2012 roku.
Meghan z miejsca zaintrygował niewymuszony urok Mishy, a Misha miała podobne odczucia w stosunku do młodo wyglądającej aktorki.
- Jest imponującą kobietą i przebywanie z nią daje sporo zabawy - powiedziała Misha.
Zanim lunch dobiegł końca, obie wzięły na siebie namiary i oznaczyły nawzajem na zdjęciach na Instagramie.
Mądra i urodziwa projektantka mody opowiedziała o nowych możliwościach biznesowych Meghan, która chętnie poszerzała społeczne i zawodowe horyzonty. Meghan uwielbiała spędzać czas z Mishą, którą opisała jako "jedną z tych niejawnych, fajnych, bogatych arystokratek". Za każdym razem, gdy była w Nowym Jorku, zatrzymywała się w bliźniaku Mishy w West Village, gdzie projektantka wraz z mężem stale zabawiali zmieniającą się grupę ciekawych ludzi.
Ale przyjaźń nie była jednostronna. Kiedy Misha została finalistką prestiżowej nagrody CFDA/Vogue Fashion Fund Award podczas Tygodnia Mody w Nowym Jorku w listopadzie 2015 roku, Meghan wzbudziła sensację na gali, gdy pojawiła się na czerwonym dywanie w jednym z projektów przyjaciółki. Nazajutrz zdjęcie Meghan pozującej w srebrnej metalicznej mini z głębokim dekoltem było wszędzie, robiąc znakomitą reklamę rozkwitającej kolekcji Mishy.
Kiedy kobiety się poznały, Meghan była w poważnym związku, mimo że rozwiodła się zaledwie półtora roku wcześniej.
Meghan miała dwadzieścia trzy lata, gdy zakochała się w swoim pierwszym mężu, Trevorze Engelsonie, zuchwałym młodym producencie, którego "The Hollywood Reporter" umieścił w roku 2009 na liście Top 35 ludzi poniżej trzydziestego piątego roku życia. Para spotykała się przez siedem lat, po czym trzydziestoletnia Meghan i trzydziestoczteroletni Trevor połączyli się węzłem małżeńskim 10 września 2011 roku podczas romantycznej ceremonii na plaży na Jamajce.
Dalsza część rozdziału dostępna w pełnej wersji
Kiedy ostatnie pakunki dotarły na liczącą 1,62 hektara posiadłość Mille Fleurs w kanadyjskiej Victorii, gdzie para miała spędzić następne sześć tygodni, Harry i Meghan odetchnęli z ulgą. Większość rzeczy dostarczono do wspaniałych wspólnych garderób liczącej ponad kilometr kwadratowy rezydencji wynajętej od znajomego, jeszcze zanim na miejsce przybyli Meghan i Harry. Teraz byli na drugim końcu świata, z dala od Frogmore Cottage, ich posiadłości w Windsorze, ale wcale się tym nie martwili.
Choć podczas publicznych wystąpień aż do wyjazdu niezmiennie dbali o to, by się uśmiechać, to tygodnie poprzedzające lot na pokładzie linii lotniczej Air Canada z londyńskiego lotniska Heathrow w połowie listopada wcale nie były radosne. Wytoczywszy proces trzem brytyjskim szmatławcom pod zarzutem naruszenia prywatności i podsłuchiwania rozmów telefonicznych, książę i księżna Sussex jeszcze bardziej niż kiedykolwiek znaleźli się na celowniku mediów.
Harry uznał, że tego już za wiele. "Czy królowa nie zasługuje na coś lepszego?" - krzyczał nagłówek "Daily Mail", który książę przeczytał w internecie. Nie mógł zrozumieć, czemu dziennikarze tak się uparli, żeby ich zniszczyć.
- Ci ludzie to po prostu opłacane trolle - powiedział później przyjacielowi. - Zwykłe trolle... To obrzydliwe.
Przewijając wiadomości na swoim iPhonie, czasami nie potrafił się powstrzymać od czytania komentarzy pod artykułem.
H&M budzą mój wstręt.
Przynoszą wstyd rodzinie królewskiej.
Świat byłby lepszy bez Harry'ego i Meghan.
Ostatni komentarz miał ponad trzy i pół tysiąca polubień.
Harry natychmiast pożałował, że otworzył link. Żołądek zawiązał mu się w supeł, jak za każdym razem, gdy widział podobne komentarze.
- To chora część społeczeństwa, w którym aktualnie żyjemy, i nikt z tym nic nie robi - ciągnął. - A gdzie pozytywne nastawienie? Dlaczego wszyscy są tacy nieszczęśliwi i wściekli?
Nie tylko dziennikarze oraz internetowe trolle zaleźli Harry'emu za skórę. Wkurzała go też instytucja monarchii. Nie było tygodnia, w którym by nie poruszano szczegółów ich prywatnych spraw lub by ich prywatne rozmowy nie wyciekały do prasy i nie były przekręcane. Czuli, że mogą zaufać tylko nielicznym członkom służby pałacowej. Relacja Williama z Harrym, która od pewnego czasu była napięta, ulegała dalszemu pogorszeniu.
Jeśli istniało szczęście w nieszczęściu, było nim potwierdzenie, że decyzja, by zrobić sobie wolne od opinii publicznej i "hałasu", jak określiła to Meghan, była właśnie tym, czego potrzebowali. Przebywanie na świeżym powietrzu i względne oddalenie od innych zabudowań posiadłości w sąsiedztwie North Saanich na wyspie Vancouver dobrze im zrobi - zwłaszcza po pół roku zamieszania, odkąd w maju powitali na świecie swoje pierwsze dziecko. Świeżo upieczeni rodzice pracowali bez przerwy, przez cały czas znajdując się w bezlitosnym świetle jupiterów, co nieodłącznie towarzyszyło przynależności do brytyjskiej rodziny królewskiej.
Choć Harry'ego i Meghan otaczała dziewicza natura, trudno im było zachować pogodę ducha:
- Ani trochę nie przypominało to "wakacji".
To, co wydawało się sielankową ucieczką, tak naprawdę było czasem przepełnionym głębokim niepokojem, gdy Harry i Meghan przez długie godziny szkicowali scenariusze na przyszłość. Książę zaczynał się gotować na myśl o sprawach będących w toku, plotkach i poczuciu kręcenia się w kółko.
Ten rok obfitował w wiele osobistych wzlotów pary, z których najbardziej znaczącym były narodziny syna Archiego. Wrześniowy numer brytyjskiego "Vogue'a", który Meghan gościnnie redagowała, został najszybciej sprzedającym się wydaniem w dziejach, a kolekcja garderoby kapsułowej, którą stworzyła po to, by zebrać pieniądze dla Smart Works, organizacji charytatywnej wspierającej bezrobotne kobiety, natychmiast się wyprzedawała w sieci Marks & Spencer oraz u innych sprzedawców detalicznych. Harry niedawno założył Travalyst, nową globalną inicjatywę zrównoważonej podróży, która - jak liczył - raz na zawsze odmieni oblicze przemysłu turystycznego.
Harry i Meghan planowali nie przerywać pracy podczas pobytu w Kanadzie. Mieli długą listę zadań do wykonania; znalazło się na niej dopracowanie i założenie własnej organizacji non profit i dalsze orędowanie za organizacjami dobroczynnymi, których królewskimi mecenasami byli w kraju. Ale jakoś łatwiej wykonywało się tę pracę w wyłożonym drewnem kanadyjskim gabinecie, którego okna wychodziły na połacie przystrzyżonego świerku białego i brzóz (nawet jeśli w rzeczywistości i tak przez większość czasu pracowali w kuchni, popijając kawę lub herbatę nad swoimi macbookami).
Decyzja, żeby wyjechać za granicę, zostać tam na święta Bożego Narodzenia i nie wracać na tradycyjne świąteczne obchody w Sandringham, wiejskiej posiadłości królowej w Norfolku, wraz z wysokimi rangą członkami rodziny królewskiej - tylko wzmogła negatywną narrację dotyczącą pary w Wielkiej Brytanii. Gazety okrzyknęły ten fakt "poważnym lekceważeniem" królowej, choć tak naprawdę Harry uzgodnił plany z babcią - i szefową - zanim opuścił kraj. Królowa, która regularnie widywała Harry'ego i Meghan, odkąd wszyscy mieszkali w windsorskiej posiadłości, rzeczywiście zachęcała go, by wybrał się w podróż. W końcu przecież spędzili dwie poprzednie Gwiazdki w ustroniu w Norfolku, poza tym inni członkowie rodziny - w tym para książęca Cambridge - też od czasu do czasu pomijali świąteczne wizyty.
Bożonarodzeniowe dekoracje jeszcze nie zawisły. Musieli najpierw pomyśleć o Święcie Dziękczynienia, a matka Meghan, Doria, właśnie przygotowywała się do podróży z domu w Los Angeles do majątku w Victorii. Meghan i jej mama, która nie mogła się doczekać, żeby zobaczyć Archiego, z przejęciem wymieniały wiadomości przed wyruszeniem w drogę. Wnuk rósł jak na drożdżach i bardzo się zmienił, odkąd widzieli się latem.
- Jest w dziewięćdziesiątym centylu wzrostu - Meghan chwaliła się przyjaciołom, po czym z zapałem wyjmowała telefon, żeby pokazać część licznych zdjęć, które zrobiła chłopcu.
Choć kanadyjski dom był tymczasowy, to Harry i Meghan zrobili wszystko, co w ich mocy, by był przyjazny dzieciom. Ostre krawędzie zabezpieczono gumowymi ochraniaczami, a niektóre meble stwarzające zagrożenie wyniesiono. Mając półroczniaka, który już stał i bardziej człapał wzdłuż mebli, niż raczkował, nie chcieli ryzykować. Próbowali także zabezpieczyć posiadłość przed paparazzi. Zamontowano dodatkowe ogrodzenie wzdłuż granic, żeby ochronić się przed obiektywami długoogniskowymi, które - jak wiedzieli - w końcu się zjawią, przeszkadzając im w codziennych spacerach z Archiem po zalesionych okolicach i piaszczystym nabrzeżu.
Ochrona Archiego i jego prywatności stała się dla pary priorytetem. Zaczęło się od tego, że Harry i Meghan postanowili nie nadawać synowi królewskiego tytułu. Harry, który prędko poznał ciemną stronę dorastania na świeczniku, obserwując matkę nieustannie ściganą przez paparazzi, oraz Meghan, która szybko odebrała tę samą lekcję, chcieli zapewnić synowi możliwość samodzielnego obrania własnego losu, woleli nie zmuszać go do niczego z racji tego, że urodził się w takiej, a nie innej rodzinie.
Harry i Meghan z utęsknieniem czekali na pierwsze dni spędzone w nadmorskim domu, które napełniły ich spokojem. Po raz pierwszy od kilku miesięcy para - która zaczynała dzień od jogi i wspólnego szykowania śniadania - mogła odetchnąć. Ale pomimo otaczającej ich ciszy Harry z Meghan pogrążyli się w chaosie. Wisiała nad nimi trudna decyzja. Po prawie trzech latach stałych ataków ze strony brytyjskich mediów i rodziny, która - jak czuli - nie okazała im wystarczającego wsparcia, coś musiało się zmienić. W jaki sposób i co to oznaczało - to trzeba było jeszcze ustalić, ale wiedzieli, że muszą iść za głosem serca.