Happy detoks - Katarzyna Bem

-
Proszę czekać

Wydajesz mi się znajoma

Mantra So-ham: "Ty i ja to jedno".

Ogromnie jestem ciekawa Ciebie - kobiety, która sięgnęła po moją książkę. Chociaż tak naprawdę mam wrażenie, że Cię znam. Znam Ciebie, bo siebie znam. Na poznawanie siebie poświęciłam wiele lat. Czasem było to przyjemne, czasem bolesne i trudne, ale zawsze ważne i potrzebne, bym mogła żyć, tak jak chcę, i być tym, kim pragnę. Dziś jestem nauczycielką jogi i medytacji. Na moje warsztaty i sesje jogi przyjeżdża kilkaset osób rocznie, głównie kobiety. Przekonałam się przez te wszystkie lata, że choć różnimy się od siebie na podstawowym poziomie postrzegania: Ty (załóżmy) jesteś blondynką, ja brunetką, Ty (być może) nosisz markową biżuterię, ja kolorowe koraliki z Indii, Ty jesteś singielką, ja w związku (lub akurat na odwrót), Ty pracujesz w dużej korporacji (lub nie), ja uczę jogi - to wszystko to tylko etykietki bez znaczenia, tworzące sztuczne różnice, gdyż na poziomie najgłębszych naszych pragnień i motywacji jesteśmy w gruncie rzeczy takie same. Chcemy być szczęśliwe i chcemy, aby nasi bliscy byli szczęśliwi. Chcemy kochać i być kochane. Pragniemy akceptacji, tęsknimy za bliskością, potrzebujemy przyjaźni. Czasem czujemy się słabe, a czasem silne, czasem spokojne, a czasem na skraju załamania nerwowego. W tej naszej biegunowości tkwi wielka moc, pod warunkiem że odkryjemy, zaakceptujemy i pokochamy siebie. Gdy rozmawiam z kobietami, jestem pełna podziwu dla łączącej nas wszystkie pasji, mocy i determinacji. Kobiety są niesamowite! Ile w nas gotowości do zmiany! Wszystkie nosimy w sobie wielki potencjał do przeżywania życia od jego najlepszej strony. Doświadczam tego osobiście każdego dnia i byłam świadkiem przemian wielu kobiet, z których każda udowadnia, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko zakasać rękawy, przejąć odpowiedzialność, chwycić za ster, złapać wiatr w żagle i dobić do portu, który nazywa się szczęście.

Szczęście to duże słowo? Jeśli Cię przeraża, nie czytaj tej książki. Do bycia szczęśliwą potrzebna jest odwaga i determinacja. Tak, po drodze do tego stanu, który jest dostępny każdej z nas, trzeba będzie wziąć się w garść, podjąć kilka niewygodnych decyzji, wyjść ze strefy komfortu, zmierzyć się ze sobą i dokonać zmian. Ja nie mam wątpliwości, że warto, ale moje życie to moja sprawa, a Twoje życie to Twoja. Nikt za Ciebie pracy nie wykona. Jak mawiają Indianie: możesz doprowadzić konia do wodopoju, ale nie zmusisz go, żeby się napił. W tej książce znajdziesz mnóstwo inspiracji, ale to Ty zdecydujesz, co z nimi zrobić.

Nawet jeśli teraz jesteś na zakręcie, nawet jeśli nie lubisz swojego odbicia w lustrze, nawet jeśli tkwisz w relacji bez perspektyw, nawet jeśli wydaje Ci się, że utknęłaś w martwym punkcie swojej kariery lub związku, to ja Ci mówię, że to bardzo dobrze. To znakomity punkt wyjścia do zmiany. Dlaczego masz mi uwierzyć? Bo zmieniłam w swoim życiu wszystko!

Moja droga do szczęścia

"Wiesz, że nie możesz być szczęśliwa, jeżeli czasami nie bywasz nieszczęśliwa, prawda?"

- Lauren Oliver

Moja życiowa układanka rozsypała się po trzydziestce. Wcześniej, zanim zostałam nauczycielką jogi i medytacji, przez kilkanaście lat pracowałam w wielkich korporacjach, odnosząc sukces za sukcesem. O ile w pracy (najczęściej jako dyrektorka zarządzająca dużymi zespołami) i w domu (jako mama małego chłopca i żona równie zapracowanego męża) dawałam z siebie wszystko, o tyle zaniedbywałam swoje prawdziwe potrzeby, marzenia i pragnienia. Mój największy błąd? Wszystko i wszyscy byli ważniejsi ode mnie. Czas dla siebie traktowałam jako fanaberię albo egoizm. To po pierwsze. Po drugie, nie miałam pojęcia o metodach pracy z ciałem i umysłem, takich jak joga, medytacja, uważność, które prawdopodobnie mogły zadziałać terapeutycznie i profilaktycznie już wtedy, gdybym tylko wiedziała, jak z nich korzystać. Po trzecie, choć zawsze ważne było dla mnie zdrowe odżywianie, nie miałam na ten temat takiej wiedzy, jak dziś. Beztrosko piłam pięć kaw każdego dnia, co wieczór winko, a gdy dopadał mnie stres lub wymagający projekt, jadłam nieregularnie byle co i potrafiłam wypalić paczkę papierosów dziennie. Nic, co ludzkie, nie było mi obce.

Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że w przyszłości zostanę nauczycielką jogi i medytacji, pomyślałabym, że postradał zmysły. Ja i joga?! Błagam! Co za dziwaczny pomysł? Co za niedopasowana para! Przy mojej energii to ja mogę biegać, skakać, pływać, latać, ale nie siedzieć nieruchomo przez półtorej godziny. Nie, to nie dla mnie. Tak właśnie myślałam i próbowałam rozładować stres w klubach fitness, biegając, jeżdżąc na nartach, pływając na desce windsurfingowej albo imprezując. Było miło, a jednak wewnętrzne napięcie nie znajdowało ujścia. Jakaś ważna część mnie domagała się uwagi, ale ja tego nie widziałam (a może nie chciałam widzieć?). Byłam potwornie zajęta, biegłam na tenisa, gnałam na służbowe kolacje, pędziłam na spotkania z przyjaciółmi, nie dosypiałam, automatycznie realizowałam zadania z niebezpiecznie wydłużającej się listy spraw, w pracy dostawałam nagrody, w domu jedną ręką ubierałam synka, drugą suszyłam włosy, a nogą domykałam piekarnik, w którym piekła się ulubiona przez domowników toskańska zapiekanka z bakłażanów. Nawet do głowy mi nie przyszło, że stoję nad krawędzią. Nawet wtedy, gdy przez pół roku spałam noc w noc najwyżej przez dwie godziny. Nawet wtedy nie wyhamowałam. Dam radę, myślałam. Przecież zawsze dawałam. Do czasu.

W końcu znalazłam się na ostrym zakręcie, zaliczyłam rozwód i kilka epizodów choroby dwubiegunowej, z których najdłuższy wyłączył mnie z normalnego funkcjonowania na pół roku. Okresy manii przeplatały się z depresją. Choroba dosłownie ścięła mnie z nóg. Pewnego dnia nie miałam siły wstać z łóżka. I tak mijał dzień za dniem, a ja się nie podnosiłam. Przepaliły się styki. Organizm był mądrzejszy ode mnie i odmówił współpracy z idiotką. Nie szanujesz się, nie słuchasz, to teraz masz - taki wysłał mi komunikat. Nikomu nie życzę podobnego braku kontaktu ze sobą. Zanim doszłam do siebie, minęło sześć miesięcy. A potem dopadł mnie kolejny epizod choroby, a po nim kolejny. To był trudny czas. Wyszłam z choroby dzięki wielkiej miłości, trosce i wsparciu moich ukochanych rodziców, dziadków, brata, byłego męża, przyjaciół oraz cudownych lekarzy. Jednak z połamanymi skrzydłami. Niepewna, wypalona, bezradna, słaba, nieszczęśliwa, przestraszona. To byłam na ówczesny moment ja. Ta sama, która wcześniej z uśmiechem i pieśnią na ustach przenosiła góry i odnosiła sukces za sukcesem.

Jednak tamta trauma doprowadziła mnie do miejsca, w którym pewnie stoję dziś: świadoma, spełniona i szczęśliwa. Jeśli cuda się zdarzają, to ja jestem cudem, jeśli można zmienić w swoim życiu wszystko, to ja zmieniłam, jeśli mi się udało, to i Tobie się uda. Proste!

Skoro już mowa o upraszczaniu, to wyznam, że uwielbiam tabelki, zestawienia i podsumowania. Zawsze tak miałam. To mój sposób na ogarnięcie rzeczywistości. W tej książce dużo będzie takich tabelkowych patentów. Za i przeciw, zyski i straty, mocne i słabe strony. Myślę, że to porządkuje sprawy. Zatem siebie też ujmę w tabelce, tak dla jasności.

Proszę bardzo - oto ja przed detoksem i po nim:

JA KIEDYŚ:

JA DZIŚ:

matka, żona,

menedżerka wysokiego szczebla,

głównie dyrektorka w korporacjach reklamowych i medialnych,

ale też redaktorka, dziennikarka,

copywriterka,

odnosząca sukces za sukcesem,

nieustająco pracownica roku,

zaganiana, zestresowana, rozrywkowa,

imprezowa, alkoholowo-nikotynowa,

bez kontaktu ze sobą, bez oddechu,

bez refleksji, bez czasu dla siebie,

wiecznie na diecie niskokalorycznej, kompulsywnie

objadająca się ptasim mleczkiem.

Rozmiar M.

matka, kobieta niezależna,

nauczycielka jogi i medytacji.

Pasjonatka zdrowego trybu życia.

Kobieta pogodzona i pogodna.

Zrelaksowana.

Świadoma siebie i swoich potrzeb.

Z uśmiechem na co dzień,

ze smutkiem za pan brat.

Zaprzyjaźniona ze swoimi wzlotami

i upadkami. Pełna radości.

Wulkan energii. Nie pije, nie pali.

Wegetarianka na zrównoważonej diecie.

Oddycha pełną piersią.

Medytuje. Pisze. Spełniona.

Lubi siebie. Bardzo!

Rozmiar M.

Dziś dobrze rozumiem tamtą siebie sprzed lat. Jestem jej starszą, mądrzejszą przyjaciółką. Przez te lata udało mi się to, czego ta młodsza ja jeszcze nie potrafiła - zaakceptowałam i pokochałam siebie! Na tyle, żeby nie krzywdzić się tym, co mi nie służy. W każdej dziedzinie mojego życia. Ciało, umysł, emocje, relacje, dieta - to wszystko domagało się oczyszczenia i odtrucia. Wykonałam w swoim życiu wielką pracę, wywróciłam wszystko do góry nogami, były momenty trudne, chwile zwątpienia, ale nigdy nie straciłam z oczu swoich marzeń. Podążyłam za swoją pasją i zobacz, gdzie jestem - trzymasz w ręku moją książkę! Chcę Ci przez to powiedzieć, że gdy kochasz to, co robisz, niemożliwe nie istnieje. Często jednak, by dotrzeć do swojego marzenia i móc je zrealizować, trzeba zaprosić siebie samą na detoks. Potraktuj tę książkę jako zaproszenie do odkrycia i spełnienia swoich marzeń.

Zapraszam serdecznie!

Happy Detoks - co to takiego?

"Nie mam czasu być nieszczęśliwa. Życie to świetna zabawa".

- Fannie Flagg

Wyobrażam sobie Ciebie jako kobietę nowoczesną i praktyczną w takim sensie, że nie wydaje mi się, żebyś miała ochotę pół dnia siedzieć w kuchni i pichcić wymyślne dania. Nie sądzę też, abyś codzienne chciała obsesyjnie poświęcać czas na kilkugodzinne ćwiczenia. Nie widzę Cię także zbierającej i suszącej majową pokrzywę czy prowadzącej domową uprawę trawy jęczmiennej. Jeśli jesteś podobna do mnie, to pewnie chciałabyś dostać do ręki skuteczny, prosty program, który zadziała i którego efekty odczujesz szybko. Spodoba Ci się pomysł wypicia na śniadanie gęstego koktajlu z warzyw i owoców, bo jest zdrowy, pyszny i prosty w przygotowaniu, a w dodatku wszystkie jego składniki kupisz w warzywniaku za rogiem. Chętnie włączysz do swojego menu kaszę jaglaną, gdy przeczytasz o jej niezwykłych właściwościach prozdrowotnych. Poświecisz 30 minut dziennie na jogę, oddech i medytację, gdy przekonasz się, jak bardzo odmienią Twoje życie i samopoczucie na korzyść. Jeśli tak właśnie jest, to spodoba Ci się Happy Detoks - dziesięciodniowy holistyczny program oczyszczający dla szczęśliwych, aktywnych kobiet, które mają apetyt na życie i które - gdy decydują się na takie generalne porządki - chcą, żeby dodawały im one skrzydeł, a będąca ich częścią dieta była smaczna

I tak będzie! Happy Detoks opiera się na prostej i pysznej (czekoladowy mus na deser, a co!) Happy Diecie pH, której założenia są na tyle nieskomplikowane, że bez trudu będziesz mogła korzystać z niej na co dzień.

Happy Dietę wspierają najskuteczniejsze narzędzia czerpiące z jogi, takie jak proste zestawy asan, prawidłowy oddech i medytacja. Na potrzeby programu Happy Detoks opracowałam krótkie, kilku- i kilkunastominutowe moduły, tak by można je było łatwo włączyć do codziennego napiętego planu dnia.

Potężna trójca - by moc była z Tobą!

Joga, ćwiczenia oddechowe i medytacja to potężna trójca, która odgrywa pierwszorzędną rolę w procesach oczyszczających ciało, emocje i umysł. Joga jest wspaniałym masażem dla organów wewnętrznych, poprawia ich ukrwienie i wydolność, wspomaga układ limfatyczny w usuwaniu toksyn. Świadomy oddech oczyszcza na poziomie fizjologicznym, a dodatkowo odgrywa ogromną rolę w transformowaniu i "odtruwaniu" naszych emocji. Umysł doskonale rozjaśnia wykonywana codziennie, choćby pięciominutowa, medytacja, najlepiej o stałej porze. Wystarczy usiąść na podłodze lub krześle, utrzymując prosty kręgosłup, zamknąć oczy, dłonie ułożyć na kolanach, złączyć kciuk i palec wskazujący, zaś uwagę skierować na oddech. Nawet taka krótka praktyka medytacyjna jest dla umysłu tym, czym prysznic dla ciała - oczyszczającym i odświeżającym zabiegiem.

Wystarczy usiąść...

Po co Ci Happy Detoks?

"Szczęście nie przychodzi z zewnątrz. Zależy od tego, co jest w nas samych".

- Dale Carnegie 

Dla naszego organizmu oczyszczanie to jak przegląd dla samochodu. Powinniśmy robić je regularnie, by przez długie lata utrzymać się w jak najlepszym zdrowiu fizycznym i psychicznym. Problem tkwi w tym, że o samochody dbamy bardziej niż o samych siebie! Gdy w aucie zapala się czerwona lampka, pędzimy na stację, by dolać dobrej jakości paliwa. A gdy nasz organizm próbuje zakomunikować swoje potrzeby, zwykle go ignorujemy. Na zmęczenie zamiast relaksu aplikujemy sobie kawę, akumulatory ładujemy napojami gazowanymi, podkręcamy poziom energii cukrem. Stres, pośpiech, byle jaka dieta, niska świadomość własnych potrzeb, brak ruchu i czasu dla siebie - oto jak zazwyczaj wygląda nasza rzeczywistość. Większość z nas tak bardzo przywykła do niskiej jakości życia, że akceptuje je takim, jakie jest, bo już nawet nie pamięta stanu dobrego samopoczucia, które samoistnie zapewnia zdrowy, niezaburzony i odtruty organizm. Mało tego, ponieważ nie jest nam ze sobą dobrze "od środka", sięgamy na zewnątrz po to, co sprawi, że przez chwilę poczujemy się lepiej. Wszyscy znamy specjalistów od polepszania nastroju i błyskawicznego podnoszenia poziomu energii: alkohol, używki, cukier, przetworzone jedzenie, ucieczkę w pracę, władzę czy powierzchowne relacje. Rzeczywiście, przez moment czujemy się lepiej, ale w długofalowej perspektywie ci nasi chwilowi przyjaciele okazują się najgorszymi wrogami, którzy dzień po dniu rujnują nasze życie, zdrowie i spokój ducha.

Zadziwiające, że tak samo łatwo nie przychodzi nam zaprzyjaźnienie się z naszymi prawdziwymi sprzymierzeńcami, zwłaszcza jeśli taka korzystna relacja wymagałaby od nas odrobiny wysiłku. Łatwiej nam zostać godzinę dłużej w pracy niż znaleźć godzinę na jogę, łatwiej wydać pieniądze na leki niż na organiczne jedzenie, łatwiej zjeść kanapkę niż pięć porcji warzyw i owoców dziennie, łatwiej siedzieć w poczekalni u lekarza niż na poduszce medytacyjnej. Łatwiej i przyjemniej jest się zatruwać, odtruwanie nie jest niestety ani proste, ani przyjemne - zwłaszcza na początku. Jeśli jednak zależy nam na dobrym samopoczuciu, zdrowiu i wyglądzie, jest ono absolutnie konieczne!