Maria i Tadeusz
Protoplastą rodu Sobockich był Tomasz Sobocki, jak głosi rodzinna legenda - jeden z kochanków królowej Bony. Dostał od niej kasztelanię łęczycką i dwa majątki: Piątek i Sobotę, stąd późniejsze nazwisko Tomasza z Soboty.
Ojciec Hanny, Tadeusz Sobocki, urodził się w 1882 roku w Ilińcach, ukraińskim mieście wcielonym do zaboru rosyjskiego. W XVIII wieku Hieronim Janusz Sanguszko, właściciel miasteczka, wybudował tam parterowy dwór, który miał być letnią rezydencją rodziny Sanguszków i w którym w 1787 roku właściciel miał zaszczyt gościć króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego. Pod koniec XIX wieku dwór ów stał się domem mieszkalnym zarządców cukrowni w Ilińcach. Być może Tadeusz spędził w nim część dzieciństwa, bo jego ojciec Marceli Sobocki, absolwent Politechniki Kijowskiej, budował w miasteczku cukrownię. W każdym razie ukończył szkołę podstawową i gimnazjum w miasteczku, a w 1900 roku ojciec wysłał go na studia do Paryża. Przez dziesięć lat studiował z różnym zacięciem w École Spéciale d'Architecture, by w 1910 roku uzyskać dyplom uczelni. Dlaczego tak długo mu to zajęło?
Ojciec przysyłał pieniądze na opłacenie nauki oraz na życie, więc Tadeusz nie miał powodów, aby spieszyć się z powrotem do kraju. W Paryżu zdążył się zresztą dwukrotnie ożenić. Z małżeństwa z Polką zawartego w 1908 roku urodziła się córka Andrée, która zostanie malarką i będzie znana jako Andrée de Sobocka de Groot[5]. Była także żona Francuzka Raymonde Leontine Labbé, dla której małżeństwo z Tadeuszem - jak pisała w listach - okazało się rozczarowaniem. Owocem tego związku była córka Zofia. Po Tadeuszu Raymonde (zwana Muszką) w 1913 roku wyszła za Ludwika Marię Staffa, brata Leopolda, także poetę, a potem, po raz trzeci, za profesora Bogusława Pindelskiego, z którym miała dwóch synów[6].
Po powrocie do Polski Tadeusz angażuje się finansowo w przedsięwzięcie nie do końca związane z architekturą. Trudno się jednak dziwić, wiemy bowiem, że przyszły architekt obracał się w Paryżu w środowisku arystokracji i artystów, co ułatwiały mu nie tylko pieniądze, ale także nietuzinkowe poczucie humoru i dar zjednywania sobie ludzi. Tymczasem środowisko paryskie daje się uwieść nowej formie rozrywki, jaką jest cabaret. Określenie to oznacza wprawdzie jedynie prozaiczną knajpę czy też szynk, ale gdy dodamy do rzeczownika przymiotnik artistique, to mamy nagle zupełnie inną jakość. Bo można iść dzisiaj na kolację do jednej knajpy, a jutro do innej, ale sytuacja zmienia się, gdy miejsca przyciągają stałych bywalców nie jedzeniem i trunkami, lecz ludźmi o podobnym poczuciu humoru czy poglądach na życie, którzy potrafią także rozśmieszyć towarzystwo. Kabarety artystyczne zdobywają serca paryżan chcących na kilka godzin uciec od codzienności. Pomóc ma w tym wypełniony piosenkami program. W 1881 roku otwiera się dla widzów Chat Noir (Czarny Kot) na wzgórzu Montmartre oraz Lapin Agile (Pędzący Królik), gdzie można spotkać chociażby Pabla Picassa.
Tadeusz Sobocki odwiedza z pewnością obydwa miejsca, zwłaszcza że zna słynnego malarza i obraca się w tych samych co on kręgach. Po powrocie do Polski nie czuje się zresztą rozczarowany. Tutaj także już wiedzą, co to za forma rozrywki. Od lat działa w Krakowie przy Floriańskiej 45 Cukiernia Lwowska, zwana potocznie Jamą Michalika, w której w 1905 roku Jan August Kisielewski wraz z przyjaciółmi zakłada pierwszy w Polsce kabaret literacki Zielony Balonik. Miejscem, gdzie rozgościł się pierwszy w Warszawie kabaret literacko-artystyczny, jest restauracja Oaza przy placu Teatralnym. Kabaret powołuje do życia w 1909 roku Arnold Szyfman. Przedsięwzięcie nosi nazwę Momus, a autorem warszawskich programów jest Artur Oppman (Or-Ot). Niestety Momus szybko zostaje zamknięty. W stolicy odzyskanego państwa jest jednak słynna kawiarnia artystyczna Pod Pikadorem, działająca od 1918 roku - najpierw przy Nowym Świecie 57, później w piwnicy Hotelu Europejskiego (po połączeniu z Klubem Futurystów Polskich "Czarna Latarnia"). Spotyka się tutaj grupa Skamander. Organizatorem jest Tadeusz Raabe, a założycielami Julian Tuwim, Antoni Słonimski i Jan Lechoń.
Inna historia ma swój początek w miejscu zwanym Galerią Luxenburga, czyli eleganckim pasażu mieszczącym się przy ulicy Senatorskiej 29 w Warszawie. Galeria zbudowana w pierwszej dekadzie wieku na zlecenie Maximiliana Luxenburga to w Warszawie novum: przeszklony dach spina ze sobą dwa stojące równolegle budynki, tworząc zadaszoną uliczkę biegnącą od Senatorskiej do Niecałej. Powstają tutaj: Grand Hotel, restauracje, kawiarnie, sklepy, sala kinowa, a nawet tor do jazdy na wrotkach. Gdy wrotki warszawiakom powszednieją, dwie sale czekają na najemców. Jedna z nich to przestrzeń teatralna ze sceną i fotelami, druga zaś - sala kabaretowa z niewielką estradą i stolikami. Chociaż jeszcze nic na to nie wskazuje, miejsce to przejdzie do historii dzięki przedsięwzięciu, w które angażują się Tadeusz Sobocki oraz jego wspólnicy - ziemianin Leszek Przyłuski oraz kupiec Izydor Weisblatt. Otwarcie teatrzyku Qui Pro Quo 4 kwietnia 1919 roku poprzedza gruntowna przebudowa przestrzeni teatralnej galerii. Na widowni jest teraz pięćset czternaście miejsc, z których najlepsze wyściełane są czerwonym aksamitem. Do liczby tej wliczają się także miejsca w lożach, udekorowanych od strony widowni scenkami z bajek La Fontaine'a. Parkiet sceny, dla lepszej akustyki, wspiera się na szkle, i to nie byle jakim - to kilkadziesiąt butelek po szampanie, pomiędzy którymi przestrzenie wypełnione są piaskiem. Ponoć butelki nie zostały dostarczone na plac budowy puste, ich zawartość gwiazdy i współpracownicy powstającego teatrzyku ofiarnie wypili, poświęcając na to kilka wieczorów. Za sceną widzimy dekorację w kształcie wielkiej muszli. Tadeusz, który ma na swoim koncie dziesiątki scenografii do filmów, chociażby do kultowej Bestii z Polą Negri, jest autorem projektu sali, za dekoracje odpowiada natomiast legendarny scenograf teatrzyku Józef Galewski. Sala utrzymana jest w stylu modnego unowocześnionego empire. Po przebudowie w 1924 roku ściany zostaną pokryte ciemną boazerią.
W Qui Pro Quo ojciec robił scenografię, a ponieważ zawsze miał inklinacje do płci pięknej, jeździli ze swoim przyjacielem fabrykantem Mietkiem Górskim po Polsce i szukali do kabaretu odpowiednich dziewczyn z ładnymi głosami. Podczas jednej z takich wypraw ojciec odkrył Mirę Zimińską.
W trakcie pierwszych występów Qui Pro Quo konferansjerami są Konrad Tom i Józef Urstein. Ich zadaniem jest zbudowanie ramy dla programu składającego się z nieco przypadkowych elementów. Od 1924 roku konferansjerką zajmuje się słynny Fryderyk Járosy. Widzowie zebrani w piwnicy Galerii Luxenburga mają okazję zobaczyć i posłuchać najlepszych. Teksty piszą między innymi: Julian Tuwim, Jan Lechoń, Antoni Słonimski, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński. Na scenie występują największe gwiazdy: Hanka Ordonówna, Mira Zimińska, Zula Pogorzelska, Adolf Dymsza, Eugeniusz Bodo, Kazimierz Krukowski. To, co się dzieje na scenie Qui Pro Quo, stanowi wzór dla przedstawień w całym kraju.
Gdy w 1921 roku rozpoczyna się budowa Gdyni, Tadeusz Sobocki, wcześniej spełniający się jako scenograf, w końcu zaczyna zajmować się architekturą. Pracuje tam w pierwszych latach realizacji projektu określanego mianem najważniejszego i najbardziej spektakularnego w II Rzeczypospolitej. Tadeusza fascynuje wymyślanie i budowanie wszystkiego od nowa, z energią więc angażuje się w różne przedsięwzięcia. Mieszka w stolicy, a do Gdyni dojeżdża własnym samochodem. W końcu to rzuca, bo pojawiają się propozycje w Warszawie, a i ciągłe dojazdy stają się męczące. Jednym z zaprojektowanych przez Tadeusza budynków, które można oglądać do dziś, jest willa Izyhali przy ulicy Sienkiewicza 15 w Konstancinie-Jeziornie, zbudowana w latach 1926-1927.
Po powrocie do Polski Tadeusz często zagląda do majątku, gdzie mieszka jego rodzina - Michał Jaworski, urzędnik cukrowni w Sannikach, oraz jego żona Stefania z Sobockich. Ich córka Maria studiuje filozofię. Gdy Tadeusz przyjeżdża w odwiedziny, Maria słyszy od matki: "Marysiu, proszę iść do swojego pokoju, pan Sobocki przyszedł z wizytą". Matka nie przypuszcza, że jej słowa, będące w zamierzeniu ostrzeżeniem, wywołają skutek odwrotny do zamierzonego. Kuzyn Tadzio staje się jeszcze bardziej intrygujący, chociaż fascynujący wydawał się już wcześniej - z powodu krążących w rodzinie opowieści o jego paryskim życiu. Maria, o dziewiętnaście lat młodsza, obserwuje go ukradkiem, co kończy się w sposób nieoczekiwany dla całej rodziny.
Ojciec miał złą opinię, znany był ze swojego zamiłowania do kobiet i wielkiej fantazji. Moja mama tak się w nim zakochała, że uciekła do niego ze swojego purytańskiego domu rodzinnego, co było nie do pomyślenia. Z racji pokrewieństwa ślub mogli wziąć jedynie za zgodą biskupa, a że biskup był kuzynem naszej rodziny, to łatwo poszło. Z powodu ucieczki i ślubu mama została wyklęta przez całą rodzinę. Dziadek wybaczył jej dopiero wtedy, gdy ja się urodziłam.
Maria po wyjściu za mąż rezygnuje ze studiów. 19 marca 1927 roku na świat przychodzi jedyna córka Marii Krystyny z Jaworskich i Tadeusza Sobockiego - Hanna. Tadeusz ma wówczas czterdzieści dwa lata, a Maria - dwadzieścia trzy.
Państwo Soboccy prowadzą bujne życie towarzyskie. Są zapraszani i sami zapraszają do domu z najrozmaitszych okazji, albo i bez okazji, na wystawne kolacje. Niemal co wieczór można ich spotkać w jednej z eleganckich warszawskich restauracji, na przykład w Adrii czy Oazie, gdzie Tadeusz spędza czas na pogawędkach z przyjaciółmi przy stoliku, a Maria, która szalenie lubi tańczyć, wybiera w tym czasie parkiet, na którym towarzyszą jej młodzi fordanserzy. Zabawa często trwa do rana.
Gdy tylko nadarza się okazja, wychodzą także do teatru, opery czy na bal. Ze szczególnym rozmachem organizowane są bale wojskowe, na których bawi się cała elita polskiej armii. Rodzice Hanny również na nich bywają, ponieważ ich krewna jest żoną Ignacego Sołtana[7], adiutanta najpierw prezydenta Narutowicza, a potem marszałka Piłsudskiego.
Na tych balach mężczyźni byli ubrani we fraki, a panie w piękne balowe suknie. Kiedyś rodzice mieli iść na bal czy przyjęcie, przed którym mama oznajmiła, że nie pójdzie, bo nie ma się w co ubrać, a nie włoży przecież starej sukienki. Ojciec wyjął z szafy w swojej pracowni (którą mama nazywała graciarnią) materiał cały obszyty cekinami i maszynę do szycia i uszył mamie taką sukienkę wieczorową, że przyjaciółki pytały ją, gdzie kupiła takie cudo. Oczywiście się nie przyznała, że to dzieło męża.
Tylko ten jeden raz mama Hanny skorzysta z umiejętności krawieckich męża. Kreacji na co dzień i na wyjścia szuka chociażby w Domu Mody Bogusława Hersego, mieszczącym się w czteropiętrowej kamienicy przy ulicy Marszałkowskiej pod numerem sto pięćdziesiątym. Spotkać tu można nie tylko najzamożniejsze damy z Warszawy i prowincji, do których skierowana jest oferta ekskluzywnego sklepu, ale także mniej majętne klientki - one jednak najczęściej tylko oglądają towar, z rzadka kupują jakiś drobiazg.
Wejście do tej krainy cudowności mieści się na rogu Marszałkowskiej i Erywańskiej (obecna Kredytowa). Wchodzących wita portier. Z pięciokątnego holu, rozmigotanego od odbijających światło tafli szkła, mogą przejść przez szklane drzwi, za którymi znajduje się sklep zajmujący parter i pierwsze piętro. Prowadzą na nie obite miękkim dywanem, imponujące schody z dekoracyjnymi balustradami po obu stronach, klienci mogą jednak także skorzystać z windy. W całym wnętrzu domu mody nie brakuje dywanów, tapicerowanych i fornirowanych mebli, zegarów, porcelany, luster, oświetlenia, tapet i malowideł na ścianach, ozdobnych gzymsów. W takiej scenerii można kupić coś gotowego oraz zamówić odzież szytą na miarę. Za wzory służą najmodniejsze stroje sprowadzane z francuskich i angielskich domów mody. Oczywiście powstają tutaj również kreacje autorskie, które można zobaczyć na żywo, a także w rozsyłanych po kraju katalogach, ułatwiających sprzedaż wysyłkową[8].
Wnętrza Hersego obejrzeć można w filmie z 1933 roku Jego ekscelencja subiekt, daje on pewne wyobrażenie o tym, w czym mama Hani wybierała się na przyjęcia i bale.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki