Hania Humorek. Hania Humorek - Megan Mcdonald

Reflow text when sidebars are open.
Hania Humorek żałowała, że lato już się skończyło. Nie chciało jej się codziennie czesać. Nie chciało jej się uczyć ortografii. I nie chciało jej się siedzieć koło Franka Perełki, który na lekcjach zajadał się klejem.
Hania Humorek miała humorek.
I to wcale nie za dobry humorek. Paskudny. Humorek ze złą minką. Z łóżka nie mógł jej wyciągnąć nawet zapach nowych kredek potworków.
- Pierwszy dzień szkoły! - zaśpiewała jej mama. - Wstawaj z łóżka i się ubieraj.
Hania Humorek skuliła się pod kołdrą i nakryła głowę poduszką.
- Haniu? Słyszałaś, co powiedziałam?
- WRRR! - odparła Hania.
Będzie musiała się przyzwyczaić do nowej ławki i nowej klasy. Na nowej ławce nie będzie naklejki w kształcie pancernika, z jej imieniem. W nowej klasie nie będzie jezozwierza o imieniu Stefan.
Przy jej pechu pewnie wyląduje w pierwszym rzędzie, gdzie pan Łopuch przyłapie ją za każdym razem, kiedy tylko spróbuje przesłać liścik Ryśkowi, swojemu najlepszemu koledze.
Mama znowu wetknęła głowę do pokoju Hani.
- I uczesz się, dobrze?
Jedną z najgorszych rzeczy w pierwszym dniu szkoły było to, że wszyscy wracali z wakacji w nowych koszulkach z napisami: DISNEYLAND, WODNY ŚWIAT albo JAMESTOWN: RODZINNE MIASTO POCAHONTAS.
Hania przetrząsnęła zawartość górnej i dolnej szuflady, a nawet tej, w której trzymała bieliznę. Niestety, nie znalazła ani jednej koszulki z napisem. Włożyła więc spodnie od piżamy w tygrysie pasy i zwykłą starą koszulkę bez napisu.
- Ona włożyła piżamę! - krzyknął jej brat Smrodek, kiedy zeszła na dół. - Nie możesz iść do szkoły w piżamie!
Smrodek właśnie zaczynał drugą klasę i wydawało mu się, że pozjadał wszystkie rozumy. Hania rzuciła mu jedno ze swych słynnych groźnych spojrzeń.
- Hania może się przebrać po śniadaniu - uznała mama.
- Z okazji pierwszego dnia szkoły zrobiłem wam na śniadanie jajka sadzone - powiedział tata. - Można w nich maczać chleb.
Jajko Hani wcale nie siedziało w miejscu, jak przystało na prawdziwe sadzone jajko - żółtko rozpłynęło się na boki. Hania zgarnęła je na rozłożoną na kolanach serwetkę i nakarmiła nim Myszkę, ich kotkę, która schowała się pod stołem.
- Wakacje się skończyły, a ja nawet nigdzie nie wyjechałam - poskarżyła się.
- Byłaś u babci Lusi - przypomniała jej mama.
- Ale całe lato przesiedziałam tutaj, w starej, nudnej Wirginii. I nie jadłam hot dogów, nie jeździłam kolejką górską ani nie widziałam wieloryba - dalej wyliczała swoje żale Hania Humorek.
- Jeździłaś samochodzikiem - powiedziała mama.
- To dobre dla maluchów! A poza tym było to w supermarkecie - oburzyła się Hania.
- Wybraliśmy się na ryby i jadłaś rekina - wtrącił tata.
- Hania jadła rekina? - Smrodek ze zdziwienia aż wytrzeszczył oczy.
- Jadłam rekina? - zdziwiła się Hania.
- Tak. Pamiętasz tę rybę, którą kupiliśmy na targu, kiedy nie mogliśmy sami nic złowić?
- Zjadłam rekina! - wykrzyknęła Hania.
Pobiegła szybko do swojego pokoju i ściągnęła koszulkę. Wyjęła z szuflady gruby flamaster i narysowała na koszulce rekina z wielką paszczą i mnóstwem zębów. Nad nim napisała drukowanymi literami: ZJADŁAM REKINA.
Potem popędziła do autobusu. Nie czekała na Smrodka. Nie czekała, aż ją tata ucałuje, a mama przytuli. Chciała już jak najprędzej pokazać Ryśkowi swoją nową koszulkę z napisem.
Zapomniała o paskudnym humorku, dopóki nie zobaczyła Ryśka, który na przystanku ćwiczył karciane sztuczki. Miał na sobie ogromniastą biało-niebieską koszulkę z ozdobnym napisem i kolejką górską w kształcie potwora z Loch Ness.
- Podoba ci się moja nowa koszulka? - spytał Rysiek. - Kupiłem ją sobie w parku rozrywki Bush Gardens.
- Nie - zaprzeczyła Hania Humorek, chociaż tak naprawdę koszulka bardzo jej się podobała.
- A mnie twój rekin się podoba - powiedział Rysiek. Hania nie odezwała się słowem, więc spytał: - Masz zły humorek czy co?
- Raczej "czy co" - odparła Hania.