Hania Humorek. Hania Humorek i Smrodek. Wielka straszna ciemność - Megan Mcdonald


Reflow text when sidebars are open.
Łup! Trach!
Hanię obudziło głośne uderzenie w dach.
– Duch! – krzyknęła zduszonym głosem. Bicie jej serca było głośniejsze od tykania zegara. – Myszko, to zabrzmiało, jakby na dachu wylądowała olbrzymia elektroniczna wiewiórka. Albo wszystkie dziewięć reniferów Świętego Mikołaja.
Myszka zasłoniła sobie łapą jedno ucho.
Łup-łup-łup.
– Aaaaa! A jeżeli to rzeczywiście duch? Który na poddaszu gra w kręgle? – Hania mocno przytuliła Myszkę. – Nie bój się. Ja cię obronię.
Hania zeszła z górnej pryczy piętrowego łóżka i chwyciła ołówek-potworka i linijkę Kobiety Naukowca. Tak uzbrojona wybiegła z pokoju i wpadła prosto na...
Smrodka! Jej brat zamachał mieczem świetlnym i wrzasnął:
– Niebo się wali na ziemię! Niebo się wali na ziemię!
– Hej, panikarzu! Słyszałeś to co ja? – spytała Hania.
– Jeśli mówisz o olbrzymim statku kosmicznym, który rozbił się na naszym dachu, to tak, słyszałem.
Hania i Smrodek popędzili schodami na dół. Myszka deptała im po piętach. Wpadli do kuchni, rozglądając się za rodzicami.
Komputer? Włączony. Telewizor? Włączony. Ale ani śladu mamy i taty.
W tej chwili z pralni wyszła mama i zaczęła wkładać kalosze.
– Duch! – Hania wskazała linijką na poddasze.
– Statek kosmiczny! – wykrzyknął zdyszany Smrodek.
– Elektroniczna wiewiórka! Renifery! – wyrzuciła z siebie Hania.
– Kosmici! Inwazja! – Smrodek aż dostał czkawki.
– Katastrofa lotnicza!
– Na dachu! – dodał Smrodek.
– Jest burza – powiedziała mama. – Bardzo silnie wieje. Tata wyszedł z domu, żeby sprawdzić dach. – Mama zarzuciła na siebie płaszcz przeciwdeszczowy i złapała parasol. – Nie ruszajcie się stąd. Pójdę do taty.
Kiedy otworzyła tylne drzwi, do środka wpadł wir mokrych liści.
– Super – mruknął Smrodek. – Na dachu naszego domu nad jeziorem Żabie Udko wylądowali kosmici, a my się mamy stąd nie ruszać.
Padało i padało. Deszcz bębnił o dach. Hania patrzyła, jak strużki wody spływają po szybach.
Kiedy się odwróciła, zobaczyła, że Smrodek przycisnął do ucha... latarkę? Gadającą latarkę!
Państwowa szkoła sportowa, szkoła podstawowa imienia Klary Barton, szkoła podstawowa w Crabtree – zamknięte.
– Co latarka powiedziała drugoklasiście? – zażartowała Hania.
Smrodek podniósł głowę.
– Nie wiem. Co powiedziała?
– Smrodek, to nie dowcip. Słuchałeś... latarki?
– Cha, cha, cha. To nie tylko latarka, ale i krótkofalówka. – Smrodek potrząsnął anteną. – Próbuję się dowiedzieć, czy odwołali lekcje.
Wiatr szarpnął tylnymi drzwiami, aż zaskrzypiały.
– To nie zamieć śnieżna. Z powodu wiatru jeszcze nigdy nie odwołali lekcji.
– Może to będzie pierwszy raz – powiedział Smrodek.
– Taaa, jasne. A ołówki rosną na drzewach.
– Yyy... ołówki robi się z drzew.
– Aha. No tak.
Szkoła podstawowa imienia Benjamina Franklina – zamknięta.
Smrodek mocno zacisnął kciuki.
– Powiedzcie: „Szkoła podstawowa imienia Virginii Dare”! – krzyknął do krótkofalówki.
– Pogoda pod psem – powiedziała mama, wchodząc do domu.
Parasol wywinął się jej drutami na zewnątrz.
– A nie pod kotem? – spytał Smrodek.
– Tata jeszcze próbuje sprawdzić, co tak okropnie hałasuje na dachu. Ja nic tam nie znalazłam.
Gimnazjum imienia Królowej Pokoju i gimnazjum w Plum Creek – zamknięte.
Chwilę później do domu wszedł tata. Cały ociekał wodą, wokół jego stóp tworzyła się wielka kałuża.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.