Hamlet - William Shakespeare (Szekspir)

Kup ebooka

3.84 zł
3.30 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SCENA PIERWSZA

 

/ Taras przed zamkiem. /

 

/ Francisko na warcie. Bernardo zbliża się ku niemu. /

 

BERNARDO

 

Kto tu?

 

FRANCISKO

 

Nie, pierwej ty sam mi odpowiedz;

Stój, wymień hasło!

 

BERNARDO

 

"Niech Bóg chroni króla."

 

FRANCISKO

 

Bernardo?

 

BERNARDO

 

Ten sam.

 

FRANCISKO

 

Bardzo akuratnie

Stawiacie się na czas, panie Bernardo.

 

BERNARDO

 

Tylko co biła dwunasta. Idź, spocznij,

Francisko.

 

FRANCISKO

 

Wdzięcznym wam za zluzowanie,

Bom zziąbł i głupio mi na sercu.

 

BERNARDO

 

Miał-żeś

Spokojną wartę?

 

FRANCISKO

 

Ani mysz nie przeszła.

 

BERNARDO

 

Dobranoc. Jeśli napotkasz Marcella

I Horacego, z którymi tej nocy

Straż mam odbywać, powiedz, niech się śpieszą.

 

/ Horacy i Marcellus wchodzą. /

 

FRANCISKO

 

Zda mi się, że ich słyszę. - Stój! kto idzie?

 

MARCELLUS

 

"Lennicy króla."

 

HORACY

 

"Przyjaciele kraju."

 

FRANCISKO

 

A zatem dobrej nocy.

 

MARCELLUS

 

Bądź zdrów, stary.

Kto cię zluzował?

 

FRANCISKO

 

Bernardo. Dobranoc.

 

/ odchodzi /

 

MARCELLUS

 

Hola! Bernardo!

 

BERNARDO

 

Ho! czy to Horacy

Z tobą, Marcellu?

 

HORACY

 

Niby on.

 

BERNARDO

 

Witajcie.

 

HORACY

 

I cóż? Czy owa postać i tej nocy

Dała się widzieć?

 

BERNARDO

 

Ja nic nie widziałem.

 

MARCELLUS

 

Horacy mówi, że to przywidzenie.

I nie chce wierzyć wieści o tym strasznym,

Dwa razy przez nas widzianym zjawisku;

Uprosiłem go przeto, aby z nami

Przepędził część tej nocy dla sprawdzenia

Świadectwa naszych oczu i zbadania

Tego widziadła, jeżeli znów przyjdzie.

 

HORACY

 

Nic z tego; ręczę, że nie przyjdzie.

 

BERNARDO

 

Usiądź

I ścierp, że jeszcze raz zaszturmujemy

Do twego ucha, które tak jest mocno

Obwarowane przeciw opisowi

Tego, czegośmy przez dwie noce byli

Świadkami.

 

HORACY

 

Dobrze, usiądźmy; Bernardo!

Opowiedz, jak to było.

 

BERNARDO

 

Przeszłej nocy,

Gdy owa jasna gwiazda na zachodzie

Tę samą stronę nieba oświecała,

Gdzie teraz błyszczy, i zamkowy zegar

Bił pierwszą, Marcel i ja ujrzeliśmy...

 

MARCELLUS

 

Przestań; spojrzyjcie tam: nadchodzi znowu.

 

/ Duch się ukazuje. /

 

BERNARDO

 

Zupełnie postać nieboszczyka króla.

 

MARCELLUS

 

Horacy, przemów doń, uczony jesteś.

 

BERNARDO

 

Może-ż być większe podobieństwo? powiedz.

 

HORACY

 

Prawda; słupieję z trwogi i zdumienia.

 

BERNARDO

 

Zdawałoby się, że chce, aby który

Z nas doń przemówił.

 

MARCELLUS

 

Przemów doń, Horacy.

 

HORACY

 

Ktoś ty, co nocnej pory nadużywasz

I śmiesz przywłaszczać sobie tę wspaniałą

Wojenną postać, którą pogrzebiony

Duński monarcha za życia przybierał?

Zaklinam cię na Boga: odpowiadaj.

 

MARCELLUS

 

To mu się nie podoba.

 

BERNARDO

 

Patrz, odchodzi.

 

HORACY

 

Stój! mów; zaklinam cię: mów.

 

/ Duch znika. /

 

MARCELLUS

 

Już go nie ma.

 

BERNARDO

 

I cóż, Horacy? Pobladłeś, drżysz cały.

Powiesz-że jeszcze, że to urojenie?

Co myślisz o tym?

 

HORACY

 

Bóg świadkiem, że nigdy

Nie byłbym temu wierzył, gdyby nie to

Tak jawne, dotykalne przeświadczenie

Własnych mych oczu.

 

MARCELLUS

 

Nie jest-że to widmo

Podobne, powiedz, do zmarłego króla?

 

HORACY

 

Jak ty do siebie. Taką właśnie zbroję

Miał wtedy, kiedy Norweżczyka pobił:

Tak samo, pomnę, marszczył czoło wtedy,

Kiedy po bitwie zaciętej na lodach

Rozbił tabory Polaków. Rzecz dziwna!

 

MARCELLUS

 

Tak to dwa razy punkt o tej-że samej

Godzinie przeszło marsowymi kroki

To widmo mimo naszych posterunków.

 

HORACY

 

Co by to w gruncie mogło znaczyć, nie wiem;

Atoli wedle kalibru i skali

Mojego sądu, jest to prognostykiem

Jakichś szczególnych wstrząśnień w naszym kraju.

 

MARCELLUS

 

Siądźcie i niech mi powie, kto świadomy,

Na co te ciągłe i tak ścisłe warty

Poddanych w kraju noc w noc niepokoją?

Na co to lanie dział i skupywanie

Po obcych targach narzędzi wojennych?

Ten ruch w warsztatach okrętowych, kędy

Trud robotnika nie zna odróżnienia

Między niedzielą a resztą tygodnia?

Co powoduje ten gwałtowny pośpiech,

Dający dniowi noc za towarzyszkę?

Objaśni-ż mi to kto?

 

HORACY

 

Ja ci objaśnię.

Przynajmniej wieści chodzą w taki sposób:

Ostatni duński monarcha, którego

Obraz dopiero co nam się ukazał,

Był, jak wiadomo, zmuszony do boju

Przez norweskiego króla, Fortynbrasa,

Zazdroszczącego mu jego potęgi.

Mężny nasz Hamlet (jako taki bowiem

Słynie w tej stronie znajomego świata)

Położył trupem tego Fortynbrasa,

Który na mocy aktu, pieczęciami

Zatwierdzonego i uświęconego

Wojennym prawem, był obowiązany

Części swych krajów ustąpić zwycięzcy,

Tak jak nawzajem nasz król, na zasadzie

Klauzuli tegoż samego układu,

Byłby był musiał odpowiednią porcję

Swych dzierżaw oddać na wieczne dziedzictwo

Fortynbrasowi, gdyby ten był przemógł.

Owóż syn tego, panie, Fortynbrasa,

Awanturniczym pobudzony szałem,

Zgromadził teraz zebraną po różnych

Kątach Norwegii, za strawę i jurgielt,

Tłuszczę bezdomnych wagabundów w celu,

Który bynajmniej nie trąci tchórzostwem,

A który, jak to nasz rząd odgaduje,

Nie na czym innym się zasadza, jeno

Na odebraniu nam siłą oręża

W drodze przemocy wyż rzeczonych krain,

Które utracił był jego poprzednik;

I to, jak mi się zdaje, jest przyczyną

Owych uzbrojeń, powodem czat naszych

I źródłem tego wrzenia w całym kraju.

 

BERNARDO

 

I ja tak samo sądzę; tym ci bardziej,

Że to zjawisko w wojennym przyborze

Odwiedza nasze czaty i przybiera

Na siebie postać nieboszczyka króla,

Który tych wojen był i jest sprężyną.

 

HORACY

 

Znak to dla oczu ducha płodny w groźbę.

Gdy Rzym na szczycie stał swojej potęgi,

Krótko przed śmiercią wielkiego Juliusza

Otworzyły się groby i umarli

Błądzili jęcząc po ulicach Rzymu;

Widziane były różne dziwowiska:

Jako to gwiazdy z ogonem, deszcz krwawy,

Plamy na słońcu i owa wilgotna

Gwiazda, rządząca państwami Neptuna,

Zmierzchła, jak gdyby na sąd ostateczny.

I otóż takie same poprzedniki

Smutnych wypadków, które jako gońce

Biegną przed losem albo są prologiem

Wróżb przyjść mających, nieba i podziemia

Zsyłają teraz i naszemu państwu.

 

/ Duch powraca. /

 

Patrzcie! znów idzie. Zastąpię mu drogę,

Choćbym miał zdrowiem przypłacić. Stój, maro!

Możesz-li wydać głos albo przynajmniej

Dźwięk jakikolwiek przystępny dla ucha:

To mów!

Jest-li czyn jaki do spełnienia, zdolny

Dopomóc tobie, a mnie przynieść zaszczyt:

To mów!

Masz-li świadomość losów tego kraju,

Które, wprzód znając, można by odwrócić:

To mów!

Albo-li może za życia pogrzebłeś

W nieprawy sposób zgromadzone skarby,

Za co wy, duchy, bywacie, jak mówią,

Skazane nieraz tułać się po śmierci.

 

/ Kur pieje. /

 

Mów! Stój! Mów! - zabież mu drogę, Marcellu!

 

MARCELLUS

 

Mam-że nań natrzeć halabardą?

 

HORACY

 

Natrzyj.

Jeśli nie stanie.

 

BERNARDO

 

Tu jest!

 

HORACY

 

Tu jest!

 

/ Duch znika. /

 

MARCELLUS

 

Zniknął.

Krzywdzim tę postać tak majestatyczną,

Chcąc ją przemocą zatrzymać; powietrze

Tylko chwytamy i czcza nasza groźba

Złośliwym tylko jest urągowiskiem.

 

BERNARDO

 

Chciał coś podobno mówić, gdy kur zapiał.

 

HORACY

 

Wtem nagle wzdrygnął się jak winowajca

Na głos strasznego apelu. Słyszałem,

Że kur, ten trębacz zwiastujący ranek,

Swoim donośnym, przeraźliwym głosem

Przebudza bóstwo dnia, i na to hasło

Wszelki duch, czy to błądzący na ziemi,

Czy w wodzie, w ogniu czy w powietrzu, śpiesznie

Wraca, skąd wyszedł; a że to jest prawdą,

Dowodem właśnie to, cośmy widzieli.

 

MARCELLUS

 

Zadrżał i rozwiał się, skoro kur zapiał,

Mówią, że ranny ten ptak w owej porze,

Kiedy święcimy narodzenie Pana,

Po całych nocach zwykł śpiewać i wtedy

Żaden duch nie śmie wyjść z swego siedliska:

Noce są zdrowe, gwiazdy nieszkodliwe,

Złe śpi, ustają czarodziejskie wpływy,

Tak święty jest ten czas i dobroczynny.

 

HORACY

 

Słyszałem i ja o tym i po części

Sam daję temu wiarę. Ale patrzcie,

Już dzień w różanym płaszczu strząsa rosę

Na owym wzgórku wschodnim. Zejdźmy z warty.

Moja zaś rada, abyśmy niezwłocznie

O tym, czegośmy tu świadkami byli,

Uwiadomili młodego Hamleta;

Bo prawie pewien jestem, że to widmo,

Milczące dla nas, przemówi do niego.

Czy się zgadzacie na to, co nam zrobić

Zarówno serce, jak powinność każe?

 

MARCELLUS

 

Jak najzupełniej, i wiem nawet, gdzie go

Na osobności zdybiemy dziś z rana.

 

/ Wychodzą. /