Haaland. Norweski terminator - Yvette Żółtowska-Darska, Jacek Sarzało

Kup ebooka

39.99 zł
29.99 zł (39,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP

Był gorący wrzesień 2016 roku, kiedy sympatyczny niebieskooki blondyn z Norwegii wznosił w Polsce swoje pierwsze reprezentacyjne trofeum w karierze - Puchar Syrenki. Po angielsku, bo w tym języku komunikowano się na turnieju, trofeum nosiło nazwę Syrenka Cup (wymawiaj: Syrenka Kap) i było nagrodą dla najlepszej z 8 europejskich reprezentacji narodowych U-17 biorących udział w corocznej edycji uznanego polskiego turnieju o tej samej nazwie.

Czy tamtego lata ktokolwiek przewidziałby, jak nieprawdopodobną karierę zrobi ów uśmiechnięty od ucha do ucha Norweg, wtedy dopiero 16-letni i wcale nie taki wyrośnięty, jak można by sądzić dzisiaj po jego wzroście?

Czy spodziewalibyście się wtedy, że ten młodszy o rok od reszty zespołu dzieciak, który w przerwach między treningami a meczami turnieju nagrywał z kumplami raperskie klipy, będzie dziś postrachem wszystkich obrońców globu?

Wreszcie, czy widząc, jak z pucharem Syrenki w ręku raduje się w szatni nieistniejącego już klubu Dolcan w podwarszawskich Ząbkach, dałoby się przewidzieć, że już w 2023 roku wzniesie najcenniejsze klubowe trofeum, czyli Puchar Ligi Mistrzów? I że po mundialu w 2026 roku jego wartość wzbije się na niebotyczny poziom 220 milionów euro? Dorównuje mu w tym już tylko Hiszpan Lamine Yamal (wymawiaj: Lamin Jamal), bo - w chwili, kiedy oddajemy tę książkę do druku - nawet francuski gwiazdor Kylian Mbappé (wymawiaj: Kylian Mbape) jest wyceniany na "zaledwie" 200 milionów euro.

Dziś wiemy, że tak właśnie wykuwała się kariera naszego bohatera, a polskie boiska, na których rozgrywano Syrenka Cup w 2016 roku, były świadkami narodzin autentycznego piłkarskiego giganta - dosłownie i w przenośni.

Ten potężny, liczący sobie dziś 1,95 metra wzrostu blondyn z charakterystyczną kitką absolutnym przebojem wdarł się na piłkarski szczyt i całkiem dobrze się na nim zadomowił.

Najwyższy czas poznać jego historię.

Oto ona.

Opowieść o Erlingu Haalandzie.

ROZDZIAŁ 1

ALF-INGE HAALAND,

CZYLI NIEDALEKO PADA JABŁKO OD JABŁONI

Nazwisko: Haaland.

Ostatni klub: Manchester City.

Gole w Premier League: 18.

Brzmi znajomo, prawda?

Ilu z Was postawiłoby, że chodzi o Erlinga?

Pewnie niejeden.

Tymczasem "posiadaczem" tych liczb jest 54-letni dziś Alf-Inge Haaland, czyli tata naszego bohatera.

Nim zaczniemy właściwą opowieść o Erlingu, poświęcimy kilka słów jego tacie. Bo po pierwsze - zasługuje na to. Po drugie - to wcale nieczęsty przypadek, że ojciec i syn są tak dobrymi piłkarzami. A po trzecie - jeśli jakimś cudem już się to zdarzy, to do rzadkości należy, by obaj byli zawodnikami tego samego klubu, a tym bardziej dwóch.

Urodzony w 1972 roku Alfie - bo taki boiskowy przydomek miał Alf-Inge - od razu zapowiadał się na niezłego piłkarza. Profesjonalną karierę rozpoczął w wieku niespełna 18 lat w 2-ligowym klubie Bryne FK z małego miasteczka o tej samej nazwie, położonego na południowo-zachodnim koniuszku Norwegii nad Morzem Północnym.

Bryne (wymawiaj: Bruune) nie należy do wielkich miast. Liczy sobie 12 tysięcy mieszkańców, a mimo to jest jednym z... 50 największych miast Norwegii. O wiele większe za to, bo już 130-tysięczne, jest Stavanger - malownicze portowe miasto, w którym urodził się Alf-Inge. Od Bryne dzieli je niespełna 35 kilometrów, co jak na rozłożystą Norwegię jest dystansem właściwie żadnym.

W Bryne tata Erlinga rozegrał 4 sezony. Wszystkie w 2. lidze, choć warto wiedzieć, że w tym czasie ten niewielki, ale waleczny klub aż 3-krotnie kwalifikował się do baraży o awans do Eliteserien, czyli norweskiej ekstraklasy. Niestety, ekipie Alfiego nigdy nie udało się uzyskać promocji na najwyższy szczebel norweskiego futbolu.

Na jakiej pozycji grał? Najczęściej pełnił funkcję defensywnego pomocnika, tak zwanej klasycznej szóstki. Do jego zadań należało przede wszystkim przerywanie akcji - powstrzymanie rywala lub przecięcie podania, odebranie piłki, zagranie do przodu, do napastników lub do ofensywnego pomocnika. A że był chłopem na schwał - 1,86 metra wzrostu, ponad 85 kilogramów wagi, do tego niezła szybkość i technika - nadawał się do tej roli wyśmienicie.

W Bryne FK Alf-Inge spisywał się tak dobrze, że wyłowił go stamtąd znany angielski klub Nottingham Forest (wymawiaj: Notingam Forest), który w tym czasie występował na zapleczu Premier League, czyli w 2. lidze angielskiej, zwanej wtedy Division One (dziś Championship, wymawiaj: Diwiżyn Łan, Czempionszip). Za norweskiego piłkarza Anglicy zapłacili Bryne 400 tysięcy euro i w styczniu 1994 roku Haaland senior rozegrał swój pierwszy mecz na Wyspach Brytyjskich. Raptem miesiąc wcześniej skończył 21 lat, co świadczy tylko o tym, że musiał być naprawdę niezły.

Alf-Inge zamieszkał w wygodnym domu w jednej z najpiękniejszych części Nottingham razem ze swoją partnerką, byłą znakomitą norweską siedmioboistką, Gry Maritą Braut*. Dodajmy tu od razu, że rodzina pani Marity również była mocno usportowiona, a jej wujek, Gabriel H?yland, był wręcz żywą legendą piłkarską klubu Bryne FK, tego samego, w którym debiutował nasz Alf-Inge. Para spodziewała się właśnie pierwszego dziecka - chłopca, który otrzyma imię Astor.

W Nottingham Forest Alf-Inge spędził 3,5 sezonu, a lata te okazały się dla klubu mocno huśtawkowe. No bo jak inaczej nazwać to, że w sezonie 1994/1995 (a więc kilka miesięcy po dołączeniu Alfiego) zespół awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej, czyli Premier League (wymawiaj: Premier Lig), raz zagrał w ćwierćfinale Pucharu UEFA (dzisiejsza Liga Europy), po czym z hukiem spadł do Division One?

Dodajmy jeszcze, że po awansie do Premier League Nottingham Forest wywalczył w niej od razu... 3. miejsce. Na pewno zdajecie sobie sprawę, że w zaledwie jeden sezon wedrzeć się do ścisłej elity, która od lat bije się o angielskie trofea, to rzeczywiście gigantyczny sukces. I to właśnie w nagrodę za tak wysoką lokatę klub wystartował w Pucharze UEFA, gdzie w ćwierćfinale uległ dopiero Bayernowi Monachium. Alf-Inge rozegrał zaś tym samym swoje pierwsze mecze w tych najwyższych rozgrywkach europejskich.

No dobrze, ale co zrobił tata Haaland, kiedy po tak udanym okresie Nottingham z powrotem znalazł się w Division One? Ano spakował walizki i przeniósł się 100 kilometrów na północ, do innego średniaka Premier League - Leeds United (wymawiaj: Lids Junajtyd).

Kwota transferu?

2,4 miliona euro.

Ładna zwyżka wartości wobec 400 tysięcy euro zapłaconych przez Nottingham małemu Bryne, prawda?

Grę w Leeds Alf-Inge rozpoczął w sezonie 1997/1998. Z nim w składzie klub zajął w Premier League kolejno: 5., 4. i 3. miejsce. Dzięki temu trzy razy z rzędu awansował do Pucharu UEFA, a Alf-Inge dołożył sobie do dorobku 9 meczów w tych rozgrywkach.

Ale to jeszcze nic, bo to właśnie w Leeds wydarzyło się coś, bez czego nie czytalibyście tej opowieści.

Dokładnie 21 lipca 2000 roku Gry Marita Braut i Alf-Inge Haaland powitali na świecie swojego trzeciego potomka. Do 5-letniego już Astora oraz 2,5-letniej Gabrielle dołączył teraz urodzony w szpitalu w Leeds malutki Erling Braut Haaland.

Tu ciekawostka. Wyobraźcie sobie, że jeden z autorów tej książki dokładnie tego dnia był w Leeds. Oczywiście nie z powodu przyjścia na świat kolejnego dziecka w rodzinie Haalandów, ale turystycznie - zwiedzić słynny stadion Elland Road, gdzie siedzibę ma właśnie Leeds United. Niemniej fakt jest faktem - życiowe ścieżki współautora tej książki i jej bohatera przez chwilę się skrzyżowały, mamy więc pełne prawo o Erlingu pisać.

Kończąc jednak z żartami, napiszmy, że w Leeds United Alf-Inge grał w sumie 3 lata, po czym w sezonie 2000/2001 (czyli tuż po narodzinach malutkiego Erlinga) po raz kolejny zmienił klub. Tym razem 28-letniego wtedy Alfiego kupił świeżo upieczony beniaminek Premier League - Manchester City (wymawiaj: Menczester Siti)**. Zapłacił za niego 3,75 miliona euro i był to kolejny wzrost kwoty transferowej, co dobrze świadczy o solidności taty naszego bohatera.

Pewnie nie uwierzycie, ale dzisiejszy futbolowy gigant, Manchester City, był wtedy mało liczącym się w Anglii klubem. Może i miał niezłą historię, ale wpadł w kryzys, który omal go nie wykończył. Dość napisać, że jeszcze 2 lata przed przybyciem Alfiego do Manchesteru The Citizens (po polsku: Obywatele, bo taki jest przydomek Man City) błąkali się po... 3-ligowych czeluściach angielskiej piłki.

Niestety, potem też nie było lepiej. Ze "starym" Haalandem w składzie City w sezonie 2000/2001, zaledwie po roku gry w Premier League, spadło do Division One. W kolejnym zaś sezonie, 2002/2003, tata naszego bohatera ogłosił...

Zakończenie kariery.

Nie miał wtedy nawet 30 lat.

Co się stało? - spytacie od razu.

No cóż, to temat na niezły piłkarski horror.

I na całkiem osobny rozdział.

* Siedmiobój (inaczej: heptatlon) to dyscyplina lekkoatletyczna składająca się z 7 konkurencji. Na otwartym stadionie rozgrywana jest wyłącznie przez kobiety (mężczyźni uprawiają wtedy dziesięciobój), w hali - przez mężczyzn (kobiety uprawiają wtedy pięciobój). Konkurencje siedmioboju kobiet są następujące: bieg na 100 metrów przez płotki, skok wzwyż, pchnięcie kulą, bieg na 200 metrów, skok w dal, rzut oszczepem oraz bieg na 800 metrów.

**W futbolu słowem "beniaminek" określa się klub, który dopiero co awansował na wyższy poziom rozgrywek.

ROZDZIAŁ 2

ZEMSTA PO LATACH,

CZYLI OCZY BOLĄ OD PATRZENIA

Byście zrozumieli dramatyzm wydarzeń, które stały się udziałem rodziny Haalandów, najpierw musimy opowiedzieć Wam o irlandzkim zawodniku, który nazywa się Roy Keane (wymawiaj: Roj Kin). Przez 12 lat grał on w Manchesterze United, w którym - podobnie zresztą jak i w reprezentacji Irlandii - przez długi czas pełnił funkcję kapitana. Ale prócz tego, że był prawdziwym przywódcą i niezastąpionym rozgrywającym, przez futbolowych fachowców był też zaliczany do dwójki największych... brutali w dziejach Premier League*.

Otóż wyobraźcie sobie, że we wrześniu 1997 roku w meczu Leeds - Manchester United na 10 minut przed końcem Alf-Inge Haaland starł się z Royem Keane'em. Obaj zawodnicy upadli. Haaland senior podniósł się pierwszy, Roy Keane tymczasem zwijał się z bólu. Cierpiał niewyobrażalnie, gdyż zerwał więzadła krzyżowe w kolanie (jak się później okaże, kontuzja wykluczy go z gry do końca sezonu). Alfie pochylił się nad przeciwnikiem i zwyzywał go, zarzucając rywalowi, że symuluje kontuzję. Dla takiego twardziela jak Roy nie mogło być większej obelgi. Mógł znieść największy ból, ale oskarżeń, że udaje - nigdy. Takiej potwarzy nie wybaczał. A ponieważ był również mściwy, zapamiętał sobie Alfiego Haalanda i poprzysiągł mu zemstę.

Minęło 3,5 roku. W kwietniu 2001 roku ligowy mecz rozgrywały ze sobą oba Manchestery - United i City. Spotkanie odbywało się na stadionie United, słynnym Old Trafford, a naprzeciwko siebie stanęli ponownie Alf-Inge Haaland i Roy Keane. Domyślacie się już, co się stało? Coś, co do dziś mrozi serca każdego fana futbolu, który ogląda tę scenę w internecie.

Była 86. minuta, wynik 1:1, kiedy Keane trochę za daleko wypuścił piłkę. Jak zwykle dobrze ustawiony Alf-Inge dobiegł do niej pierwszy. Zdążył ją jeszcze wybić, kiedy Roy Keane z całą mocą wjechał wyprostowaną nogą w prawe kolano taty Erlinga, dosłownie je demolując. Alfie wywinął w powietrzu kozła, po czym ciężko upadł na ziemię i zaczął wić się z bólu.

Zawodnicy, całe Old Trafford i miliony widzów przed telewizorami - wszyscy aż zastygli na widok tego barbarzyńskiego faulu. Sędzia bez namysłu pokazał kapitanowi United czerwoną kartkę. Ten, doskonale wiedząc, co zrobił, miał już nawet zdjętą opaskę kapitańską. Nie mogło być inaczej, bo też był to faul z gatunku tych, które zasługują na dożywotnią dyskwalifikację winowajcy.

Myślicie, że chodziło mu o piłkę?

Absolutnie nie.

Piłka leciała sobie dokładnie w przeciwnym kierunku niż noga kapitana United. Gołym okiem było widać, że Roya Keane'a interesowało wyłącznie zrobienie krzywdy Alfiemu. W dodatku kiedy ten wciąż leżał na murawie w otoczeniu kolegów i sanitariuszy, schodzący z boiska Keane zatrzymał się przy nim i wykrzyczał swojej ofierze, co o niej myśli. "Są w moim życiu rzeczy, których żałuję, ale tego nie. Czekałem na to wystarczająco długo" - napisał rok później Irlandczyk w autobiografii. Jak widać, nie miał żadnych wyrzutów sumienia.

Zaraz po meczu Football Association (wymawiaj: Futbol Asosjejszyn), czyli Angielski Związek Piłki Nożnej, zawiesił Keane'a na 3 mecze i ukarał go śmieszną grzywną w wysokości 5800 euro. Rok później, w 2002 roku, kiedy ukazała się jego autobiografia, angielskie władze piłkarskie wróciły do tematu. Irlandczyk został zawieszony na 5 meczów i ukarany kolejną grzywną. Tym razem wynosiła ona 175 tysięcy euro. I na tym koniec konsekwencji dla kapitana United.

Tymczasem twardziel Alf-Inge mimo bólu dokończył tamten mecz. Wziął nawet udział w dwóch kolejnych, z których jeden był jego ostatnim spotkaniem w reprezentacji narodowej Norwegii. Niestety doznana kontuzja nie dała o sobie zapomnieć.

W kolejnym sezonie, 2001/2002, po kilku operacjach i wielu miesiącach przerwy, rozegrał w barwach The Citizens tylko 4 mecze. W każdym z nich przebywał na boisku zaledwie kilka minut, zawsze kosztem silnego bólu. W ten sposób "przebiedował" w City jeszcze jeden sezon, 2002/2003, ale ponieważ kolano wciąż mu dokuczało, powiedział pas.

W sierpniu 2003 roku 30-letni Alf-Inge Haaland porozumiał się z władzami City i za obopólną zgodą rozwiązał - na 2 lata przed terminem! - obowiązujący go do lipca 2005 roku kontrakt. Zaraz potem ogłosił zakończenie zawodowej kariery piłkarskiej. Smutne, prawda?

Niecałe 12 miesięcy później, w 2004 roku, rodzina Brautów Haalandów wróciła do Norwegii. Zamieszkała na powrót w Bryne, Alfie rozpoczął pracę jako agent nieruchomości. I choć zdarzyło mu się jeszcze rozegrać kilka meczów w 3-ligowej norweskiej drużynie Rosseland BK, piłka nożna zeszła u niego zdecydowanie na drugi plan.

Tak oto niespełna 4-letni Erling Braut Haaland zamieszkał wreszcie w kraju przodków. My zaś możemy rozpocząć naszą właściwą opowieść.

*Tym drugim był Walijczyk Vinnie Jones (wymawiaj: Wini Dżons), który w latach 90. ubiegłego wieku w barwach Wimbledonu (nazywanego wtedy zresztą "szalonym gangiem") na boiskach dosłownie przechodził po ciałach rywali. Keane'a i Jonesa różniło właściwie tylko jedno - ten pierwszy dodatkowo umiał grać w piłkę.

SPRAWDŹ SWOJĄ WIEDZĘ O ERLINGU HAALANDZIE

1. W jakim mieście urodził się Erling?

2. Jaką dyscyplinę sportu uprawiała jego mama?

3. Kto był jego piłkarskim idolem?

4. Ile miał lat, kiedy pobił rekord Guinnessa w swojej kategorii wiekowej? Jaka to była dyscyplina?

5. Jak nazywali się skandynawscy wojownicy, którzy przed tysiącem lat wyruszali łodziami na podbój zamorskich terenów Europy?

6. Jakiego klubu wychowankiem jest Erling?

7. Jak nazywa się turniej, podczas którego wraz z dwoma kumplami nagrał raperski klip Kygo Jo?

8. Ile goli strzelił w meczu z Hondurasem podczas mundialu U-20 w Polsce w 2019 roku?

9. Jak nazywa się trener z Molde FK, któremu Erling tak dużo zawdzięcza?

10. Jakiemu zespołowi strzelił hat tricka w swoim debiucie w Lidze Mistrzów jako zawodnik RB Salzburg?

11. Jak nazywa się słynna trybuna kibiców Borussii Dortmund?

12. Jak nazywa się trener, który sprowadził Erlinga do Manchesteru City?

13. Ile goli i ile asyst zaliczył Erling w swoim pierwszym meczu z Manchesterem United jako zawodnik Manchesteru City?

14. Co to jest potrójna korona?

15. Jakim wynikiem zakończył się zwycięski dla Manchesteru City finał Ligi Mistrzów 2022/2023 z Interem Mediolan?

16. Do jakiej fazy mundialu w 2026 roku doszła Norwegia? Z reprezentacją jakiego kraju tam zagrała i jakim wynikiem skończył się mecz?

Odpowiedzi:

1. Leeds w Wielkiej Brytanii; 2. Siedmiobój; 3. Zlatan Ibrahimović; 4. Miał 5 lat i był to skok w dal z miejsca; 5. Wikingowie; 6. Bryne FK; 7. Puchar Syrenki (po angielsku: Syrenka Cup); 8. 9 goli; 9. Ole Gunnar Solskj?r; 10. KRC Genk z Belgii; 11. Żółta Ściana; 12. Pep Guardiola; 13. 3 gole i 2 asysty; 14. Zdobycie 3 najważniejszych piłkarskich trofeów: mistrzostwa kraju, pucharu kraju i pucharu Ligi Mistrzów; 15. 1:0; 16. Do ćwierćfinału, w którym przegrała z Anglią 1:2 po dogrywce.

SPIS TREŚCI

WSTĘP

ROZDZIAŁ 1. ALF-INGE HAALAND, czyli niedaleko pada jabłko od jabłoni

ROZDZIAŁ 2. ZEMSTA PO LATACH, czyli oczy bolą od patrzenia

ROZDZIAŁ 3. BRYNE FK, czyli "jedno życie, jeden klub"

ROZDZIAŁ 4. ERLING WŚRÓD STARSZAKÓW, czyli multitalent

ROZDZIAŁ 5. PACZKA PRZYJACIÓŁ, czyli niewiarygodny rocznik 1999

ROZDZIAŁ 6. NATURALNA SELEKCJA, czyli idzie nowe

ROZDZIAŁ 7. JOHN VIK NA TRYBUNACH, czyli lob życia i pomeczowe uprzejmości

ROZDZIAŁ 8. ERLING W POLSCE, czyli Syrenka Cup

ROZDZIAŁ 9. KYGO JO, czyli co chłopaki robiły w czasie wolnym

ROZDZIAŁ 10. ROK W PIERWSZYM ZESPOLE, czyli Erling bez ani jednego gola

ROZDZIAŁ 11. OLE GUNNAR SOLSKJ?R, czyli odmienione Molde FK

ROZDZIAŁ 12. "MIASTO RÓŻ", czyli Erling sam w domu

ROZDZIAŁ 13. POŻERACZ KLOPSIKÓW, czyli niezwykła metamorfoza Erlinga Haalanda

ROZDZIAŁ 14. NAPASTNIK CO SIĘ ZOWIE, czyli 2 lata i czas iść dalej

ROZDZIAŁ 15. RB SALZBURG, czyli pieniądze, sport i miasto Mozarta

ROZDZIAŁ 16. SŁUSZNA DECYZJA, czyli jak budować piłkarską karierę

ROZDZIAŁ 17. DŁUGI ROZBIEG, czyli do pięciu razy sztuka

ROZDZIAŁ 18. DEMOLKA W LUBLINIE, czyli Norwegia kontra Honduras

ROZDZIAŁ 19. CO TEN BLONDAS WYPRAWIA, czyli rekord goni rekord

ROZDZIAŁ 20. 45 MILIONÓW EURO, czyli Erling dalej idzie w górę

ROZDZIAŁ 21. BORUSSIA KONTRA AUGSBURG, czyli Bundesliga na łopatkach

ROZDZIAŁ 22. "ZEN-SACYJNE ZWYCIĘSTWO", czyli po prostu Haaland show

ROZDZIAŁ 23. GOLDEN BOY 2020, czyli witamy na światowych salonach

ROZDZIAŁ 24. PETARDA, czyli dobrze zainwestowane pieniądze

ROZDZIAŁ 25. NOWY IDOL ETIHAD STADIUM, czyli szalone derby Manchesteru

ROZDZIAŁ 26. CYBORG, czyli dziewiątka aż nadto klasyczna

ROZDZIAŁ 27. LIGA MISTRZÓW, czyli Erling odjeżdża najlepszym

ROZDZIAŁ 28. WYMARZONY USZATY PUCHAR, czyli jak bez gola być najszczęśliwszym piłkarzem na świecie

ROZDZIAŁ 29. CHUDSZE CZASY, czyli o tym, jak trudno jest utrzymać się na szczycie

ROZDZIAŁ 30. ZŁOTE LATA 90. XX WIEKU, czyli co nieco o reprezentacji Norwegii

ROZDZIAŁ 31. NORWEGIA WYWRACA STOLIK, czyli epickie eliminacje amerykańskiego mundialu

ROZDZIAŁ 32. 300 KILOGRAMÓW ŚWIEŻEGO ŁOSOSIA, czyli wikingowie lądują w USA

ROZDZIAŁ 33. GOL ZA GOLEM, czyli znakomita faza grupowa mundialu

ROZDZIAŁ 34. ERLING I PUSTA BRAMKA, czyli Norwegia przechodzi dalej

ROZDZIAŁ 35. CZŁAP, CZŁAP I... BACH, czyli najbardziej nonszalancki gol ever

ROZDZIAŁ 36. SZCZĘŚCIE BYŁO TAK BLISKO, czyli kosmiczne statystyki, ale smutny ćwierćfinał

ROZDZIAŁ 37. WIOSŁOWANIE I ZJAWA W LUSTRZE, czyli kto naprawdę wygrał mundial

ROZDZIAŁ 38. RODZINA, czyli są sprawy ważniejsze niż zasięgi

ROZDZIAŁ 39. BUZZ CUT, czyli pożegnanie z długimi włosami

ROZDZIAŁ 40. "MOJA ŻONA UWAŻA, ŻE ZWARIOWAŁEŚ", czyli Zlatan prawdę ci powie

EPILOG

SPRAWDŹ SWOJĄ WIEDZĘ

O AUTORACH