ROZDZIAŁ 1ALF-INGE HAALAND, czyli niedaleko pada jabłko od jabłoni
Nazwisko: Haaland.
Ostatni klub: Manchester City.
Gole w Premier League: 18.
Brzmi znajomo, prawda?
Ilu z Was postawiłoby, że chodzi o Erlinga?
Pewnie niejeden.
Tymczasem "posiadaczem" tych liczb jest 51-letni dziś Alf-Inge Haaland, czyli tata naszego bohatera.
Nim zaczniemy właściwą opowieść o Erlingu, poświęcimy kilka słów jego tacie. Bo po pierwsze - zasługuje na to. Po drugie - to wcale nieczęsty przypadek, że ojciec i syn są tak dobrymi piłkarzami. A po trzecie - jeśli jakimś cudem już się to zdarzy, to do rzadkości należy, by obaj byli zawodnikami tego samego klubu, a tym bardziej dwóch.
Urodzony w 1972 roku Alfie - bo taki boiskowy przydomek miał Alf-Inge - od razu zapowiadał się na niezłego piłkarza. Profesjonalną karierę rozpoczął w wieku niespełna 18 lat w 2-ligowym klubie Bryne FK z małego miasteczka o tej samej nazwie, położonego na południowo-zachodnim koniuszku Norwegii nad Morzem Północnym.
Bryne (wymawiaj: Bruune) naprawdę nie jest wielkie. Liczy sobie 12 tysięcy mieszkańców, a mimo to zalicza się do jednego z... 50 największych miast Norwegii. O wiele większe za to, bo już 130-tysięczne, jest Stavanger - malownicze portowe miasto, w którym urodził się Alf-Inge. Od Bryne dzieli je niespełna 35 kilometrów, co jak na rozłożystą Norwegię jest dystansem właściwie żadnym.
W Bryne tata Erlinga rozegrał 4 sezony. Wszystkie w 2. lidze, choć warto wiedzieć, że w tym czasie ten niewielki, ale waleczny klub aż 3-krotnie kwalifikował się do baraży o awans do Eliteserien, czyli norweskiej ekstraklasy. Niestety, ekipie Alfiego nigdy nie udało się uzyskać promocji na najwyższy szczebel norweskiego futbolu.
Na jakiej pozycji grał? Najczęściej pełnił funkcję defensywnego pomocnika, tak zwanej klasycznej szóstki. Do jego zadań należało przede wszystkim przerywanie akcji - powstrzymanie rywala lub przecięcie podania, odebranie piłki, zagranie do przodu, do napastników lub do ofensywnego pomocnika. A że był chłopem na schwał - 1,86 metra wzrostu, ponad 85 kilogramów wagi, do tego niezła szybkość i technika - nadawał się do tej roli wyśmienicie.
W Bryne FK Alfa-Inge spisywał się tak dobrze, że wyłowił go stamtąd znany angielski klub Nottingham Forest (wymawiaj: Notingam Forest), który w tym czasie występował na zapleczu Premier League, czyli w 2. lidze angielskiej, zwanej wtedy Division One (dziś Championship, wymawiaj: Diwiszyn Łan, Czempionszip). Za norweskiego piłkarza Anglicy zapłacili Bryne 400 tysięcy euro i w styczniu 1994 roku Haaland senior rozegrał swój pierwszy mecz na Wyspach Brytyjskich. Raptem miesiąc wcześniej skończył 21 lat, co świadczy tylko o tym, że musiał być naprawdę niezły.
Alf-Inge zamieszkał w wygodnym domu w jednej z najpiękniejszych części Nottingham razem ze swoją partnerką, byłą znakomitą norweską siedmioboistką, Gry Maritą Braut*. Dodajmy tu od razu, że rodzina pani Marity również była mocno usportowiona, a jej wujek, Gabriel H?yland, był wręcz żywą legendą piłkarską klubu Bryne FK, tego samego, w którym debiutował nasz Alf-Inge. Para spodziewała się właśnie pierwszego dziecka - chłopca, który otrzyma imię Astor.
W Nottingham Forest Alf-Inge spędził 3,5 sezonu, a lata te okazały się dla klubu mocno huśtawkowe. No bo jak inaczej nazwać to, że w sezonie 1994/1995 (a więc kilka miesięcy po dołączeniu Alfiego) zespół awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej, czyli Premier League (wymawiaj: Premier Lig), raz zagrał w ćwierćfinale Pucharu UEFA (dzisiejsza Liga Europy), po czym z hukiem spadł do Division One?
Dodajmy jeszcze, że po awansie do Premier League Nottingham Forrest wywalczył w niej od razu... 3. miejsce. Na pewno zdajecie sobie sprawę, że w zaledwie jeden sezon wedrzeć się do ścisłej elity, która od lat bije się o angielskie trofea, to rzeczywiście gigantyczny sukces. I to właśnie w nagrodę za tak wysoką lokatę klub wystartował w Pucharze UEFA, gdzie w ćwierćfinale uległ dopiero Bayernowi Monachium. Alf-Inge rozegrał zaś tym samym swoje pierwsze mecze w tych najwyższych rozgrywkach europejskich.
No dobrze, ale co zrobił tata Haaland, kiedy po tak udanym okresie Nottingham z powrotem znalazło się w Championship? Ano spakował walizki i przeniósł się 100 kilometrów na północ, do innego średniaka Premier League - Leeds United (wymawiaj: Lids Junajtyd).
Kwota transferu?
2,4 miliona euro.
Ładna zwyżka wartości wobec 400 tysięcy euro zapłaconych przez Leeds małemu Bryne, prawda?
Grę w Leeds Alf-Inge rozpoczął w sezonie 1997/1998. Z nim w składzie klub zajął w Premier League kolejno: 5, 4 i 3. miejsce. Dzięki temu trzy razy z rzędu awansował do Pucharu UEFA, a Alf-Inge dołożył sobie do dorobku 9 meczów w tych rozgrywkach.
Ale to jeszcze nic, bo to właśnie w Leeds wydarzyło się coś, bez czego nie czytalibyście tej opowieści.
Dokładnie 21 lipca 2000 roku Gry Marita Braut i Alf-Inge Haaland powitali na świecie swojego trzeciego potomka. Do 5-letniego już Astora oraz 2,5-letniej Gabrielle dołączył teraz urodzony w szpitalu w Leeds malutki Erling Braut Haaland.
Tu ciekawostka. Wyobraźcie sobie, że jeden z autorów tej książki dokładnie tego dnia był w Leeds. Oczywiście nie z powodu przyjścia na świat kolejnego dziecka w rodzinie Haalandów, ale turystycznie - zwiedzić słynny stadion Elland Road, gdzie siedzibę ma właśnie Leeds United. Niemniej fakt jest faktem - życiowe ścieżki współautora tej książki i jej bohatera przez chwilę się skrzyżowały, mamy więc pełne prawo o Erlingu pisać.
Kończąc jednak z żartami, napiszmy, że w Leeds United Alf-Inge grał w sumie 3 lata, po czym w sezonie 2000/2001 (czyli tuż po narodzinach malutkiego Erlinga) po raz kolejny zmienił klub. Tym razem 28-letniego wtedy Alfiego kupił świeżo upieczony beniaminek Premier League - Manchester City (wymawiaj: Menczester Siti)**. Zapłacił za niego 3,75 miliona euro i był to kolejny wzrost kwoty transferowej, co dobrze świadczy o solidności taty naszego bohatera.
Pewnie nie uwierzycie, ale dzisiejszy futbolowy gigant, Manchester City, był wtedy mało liczącym się w Anglii klubem. Może i miał niezłą historię, ale wpadł w kryzys, który omal go nie wykończył. Dość napisać, że jeszcze 2 lata przed przybyciem Alfiego do Manchesteru The Citizens (po polsku: Obywatele, bo taki jest przydomek Man City) błąkali się po... 3-ligowych czeluściach angielskiej piłki.
Niestety, potem też nie było lepiej. Ze "starym" Haalandem w składzie City w sezonie 2001/2002, zaledwie po roku gry w Premier League, spadło do Championship. W kolejnym zaś sezonie, 2002/2003, tata naszego bohatera ogłosił...
Zakończenie kariery.
Nie miał wtedy nawet 30 lat.
Co się stało? - spytacie od razu.
No cóż, to temat na niezły piłkarski horror.
I na całkiem osobny rozdział.
* Siedmiobój (inaczej: heptatlon) to dyscyplina lekkoatletyczna składająca się z 7 konkurencji. Na otwartym stadionie rozgrywana jest wyłącznie przez kobiety (mężczyźni uprawiają wtedy dziesięciobój), w hali - przez mężczyzn (kobiety uprawiają wtedy pięciobój). Konkurencje siedmioboju kobiet są następujące: bieg na 100 metrów przez płotki, skok wzwyż, pchnięcie kulą, bieg na 200 metrów, skok w dal, rzut oszczepem oraz bieg na 800 metrów.
** W futbolu słowem "beniaminek" określa się klub, który dopiero co awansował na wyższy poziom rozgrywek.