Gwiezdny walc - Daniel Głowacki

-
Proszę czekać

Czar

Godzina jest wczesna i jakby niczyja

Za oknem wciąż szaro jest jeszcze

Słów moich i rymów czar teraz rozwijam

Bo magią są przecież te wiersze

Słoneczne promienie poranne też zorze

W poezji wielki wrzucam więc gar

I napój miłosny z rymów utworzę

I niech się wielki ten dzieje czar

I kiedy dziewczyno ten napój wypijesz

Dreszcz słodki poczujesz znów ciała

I nie zapomnisz mnie dopóki wciąż żyjesz

I zawsze już będziesz mnie chciała

Bo taka jest właśnie poezji tej siła

I taka jest magia mych wierszy

Że dnia już każdego wciąż będziesz prosiła

Bym dawał Ci więcej i więcej

Bo kiedy dziewczyno słów czar tych wypijesz

Miłości poczujesz spełnienie

I wtedy naprawdę poczujesz że żyjesz

Niech magia więc teraz się dzieje

Gra w życie

Wciąż życie w grze oszukuje

Ma chyba karty znaczone

Podbija i licytuje

O stawki gramy ogromne

Do stawki ciągle rosnącej

Dokładam kolejne lata

I znowu przegrywam miesiące

W pokera lub bakarata

Stukają rzucane na sukno

Drżącymi rękoma żetony

Dobieram sprawdzam i gówno

Kolejne rozdanie skończone

Bo nie ma kasyna krupiera

W tej niekończącej zabawie

I tylko ciągle cholera

Brak tego asa w rękawie

Wiosenna piosenka

Już kwiaty kwitną na łące

Na drzewach zieleni już więcej

I mocniej wciąż grzeje słońce

Napiszę wiosenną piosenkę

Ubogie zbyt słowa są przecież

By całe opisać to piękno

Niełatwo jest nawet poecie

Tę stworzyć wiosenną piosenkę

Na pięciolinii więc życia

Nutami promieni słonecznych

Próbuję już teraz zapisać

Melodię wiosennej piosenki

Rytm krople deszczowe podają

Melodii wiosennego dżdżu

Ja piszę piosenkę majem

Słowami o zapachu bzu

I świetle słonecznych promieni

Chcę pójść z miłością za rękę

Wśród świeżo rozkwitłej zieleni

Śpiewając wiosenną piosenkę

Wyznanie

Spędziłem dużą część życia w butelce

Złudnej ucieczki od świata szukając

Przekrwione oczy roztrzęsione ręce

Nic więcej przecież w zamian nie dostając

Ciągle procenty tańczyły mi w głowie

Rytm wyznaczały puszek otwieranych dźwięki

Wrak poniszczony i nawet nie człowiek

I nikt pomocnej nie wyciągał ręki

Twarz opuchnięta i bezsenne noce

I wątpliwości ciągle pogłębione

Poranna walka z przepoconym kocem

Poczucie własnej wartości stracone

Aż nie pamiętam której to niedzieli

Tę twarz przepitą w lusterku ujrzałem

Wciąż bez przyszłości oraz bez nadziei

I na swój widok sam się porzygałem

Na zakończenie tylko dodam jeszcze

Że każdy może zakończyć picie

Ja chcę pijakom i ćpunom tym wierszem

Pokazać że można normalne mieć życie

Bo przecież skoro ja to odstawiłem

Z dnia na dzień choć mi nikt nie podał ręki

Wszyscy znajdziecie w sobie taką siłę

By żyć bez skręta ścieżki czy też butelki

Dziecko gorszego Boga

Księżyc połowę zza chmur wynurza

Podobny trochę do rekiniej płetwy

Pływają w brudnej życia kałuży

Już rozmoknięte moich myśli pety

Na dnia nowego trzeba wstąpić drogę

Chociaż czasami nie wiem dokąd iść

Ciągnąc za sobą obolałą nogę

Wątpliwościami targany jak liść

Za scutum myśli bezpiecznie schowany

Szlak swój wycinam mych marzeń gladiusem

A wierszy pilum ostre zadam rany

Szczęścia kolczugą okryć chciałbym duszę

I tak bez końca tułam się po świecie

A jeszcze długa przede mną jest droga

Kolejne zgubione w życiu Boże dziecię