Gwiezdna drobino - Agnieszka Chaberek

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Seksualnie, proszę Pana

Seksualnie, proszę pana

O na literkę F imieniu

To jest tak

Jak Rupi Kaur wyraził

W "Mleku i miodzie"

Na samą myśl o panu

"Rozstawiam nogi

Jak sztalugi z płótnem

Błagając o sztukę"

Seksualnie, proszę pana

To jest tak

Ze napajam się każdym detalem

Pana mimiki i ruchów

Gdy moje własne palce myszkują

W kieszonce pełnej zmysłów

Tam widzę pana na ekranie

Wie pan

Na ekranie w mojej głowie

Ten ekran

Ma szeroką skalę

Seksualnie proszę pana

Myślę już gdy pana widzę

Za sklepową ladą

Pan się tak uśmiecha

A ja spuszczam oczy

I układam usta w dziób

I udaję

Że żadnego ekranu

Zupełnie nie ma

A jeśli jest to nadaje

Jakiś mądry dokument

Co z biologią jednak

Niewiele ma wspólnego

Seksualnie, proszę pana...

Wie pan

Mogę zaakceptować

Że jestem istotą seksualną

Że chcę pana pędzel umaczać w farbie

Ciekawa ta sztuka

I całkiem święta

Choć tak

Niechrześcijańska

Ich dwóch

Jesteś jeden

Czy jest was dwóch

W skórze i tkankach

Jednego człowieka

Twoje oczy - dwa kolory

A dominuje kolor bursztynu

Który odbija

Czasem

Tak wielką, głęboką wrażliwość

Co dotyka tej mojej

Ledwie chwil parę potem

Nie widzę nic

Jakbym patrzyła

W niefortunnie oddający

Oczy ludzkie

Rysunek na papierze

Kim jesteś, piękny chłopcze?

Przyciągasz mnie

Jak magnes

I chcę z Tobą

W Tobie

Odnaleźć

Odnaleźć...?

Chyba nie wiem, czego szukam

Może nawigacji

Tego, co pozwoli mi ułożyć tych dwóch

Tak innych - w całość

Chcę do Ciebie

W tym samym momencie

Pragnę tylko uciekać

Zepchnąć nas

W niebyt

Czy z ran w myślach dotykam ust Twoich?

Gwiezdna drobino

Chcę cię wysłuchać

Gwiezdna drobino

Co blaskiem światła

Na ziemi osiadłaś

Schowałaś się w gąszcze ostre

Tak delikatna

Krucha

W obawie, by nie zostać zdeptana

Ludzką nieuwagą

I pośpiechem

Byś nie rozpadła się w proch

Ludzkim krzykiem

O nic

By nie nazwano Cię sobą - wyklętym

Bo się wyklęło - siebie

Boisz się sama

Że znów uwierzysz

W z bólu opowieść o świecie

I zaczniesz krzywdzić swe ciało

Swą duszę

Znanym nam spektaklem

"To on, ten zły, winny i głupi"

W jednym

Chcę Cię wysłuchać gwiezdna drobino

Przyjdź do mnie

Zaufaj

Zrobimy akt nowy

Gdzie wybrana króluje

Miłość

Chcę Cię wysłuchać gwiezdna drobino

Czy płaczesz?

Płacz

Masz prawo

Ja jestem

I Cię nie zostawię

Trzymam twą rączkę małą

I patrzę w twe oczy

Widzę Cię

Gwiezdna drobino

Ma gwiezdna drobino

Zasługujesz na wszystko w tym świecie

Ty - paleto kolorów jesiennego liścia

Ty - wód głębino

Śpiewie słowika

Ty - tak chciana przez Boga

Że dał Ci - życie

Dla tych co przyjdą tu kiedyś

Colosseum

Symbol pychy

Zmienia mój chód

Lecz to nie mój

Wiem już co czuliście

Podążając na rozrywkę

Myślałam - cierpienie tu spotkam

I ból wielki

Lecz nie, Boże, ile tu pychy

Tak wiele

Że tylko ją

Czuję

Oglądam arenę

Przez niewidoczną woalkę pychy

Patrzę czyimś okiem

Wielością oczu

Już wiem, co czułeś

Dziękuję za spotkanie

Tak się stapia człowiek sprzed lat

Z człowiekiem czasów obecnych

Jeden człowiek

Gdy przeszłość i przyszłość

Istnieją jednocześnie

I gdy dziś z wczoraj się bierze

Wiem najlepiej jakim chcę być człowiekiem

Dla tych co są

I co przyjdą tu kiedyś

Pompeje

Co mieszka w murach Pompejów?

Cisza - w bezczasie

Akceptacja - dla ciszy

Zatrzymanie - w akceptacji

Bezczas - dla bycia

W murach Pompejów

Mieszka śmierć i życie

Jak się czuję, że czas nie istnieje

I że wszystko tu martwe

A wciąż żyje?

Odpowiem - wspaniale.

Zatrzymały mnie

W bezczasie

Smutku i melancholii

Niesionymi wiatrem

Zatrzymały mnie

Mury Pompejów

Energia starożytnego miasta

I telefon się zepsuł

Nie ma godzin żadnych

I "zepsuła" się

Opuchła noga

Nie mogę iść

Choć miesiącami

Byłam jak dziecięcy bączek

Tak zatrzymały mnie

Mury Pompejów

I tylko oddycham

Bez myśli

Trochę "zepsuta"

Trochę martwa i trochę żywa

Jestem murami miasta

W dół uśpionego Wezuwiusza

Gdzieś za oparciem

Dusznego autokaru

Siedziały anioły

Rozpoznałam je po głosie

Dusza rozpoznała

Śląc mi w serce - spokój

Wspinałam się wulkanem

I już przy kraterze

Traciłam oddech

Płuca się zapadały

Upadnę

Upadnę

Zaraz

Wtem obudził mnie głos anioła

Niewinnym i prostym pytaniem

Wyrwał z letargu

Z pułapki własnego ciała

Patrzyłam jak suną przede mną

W dół uśpionego Wezuwiusza

I wdzięczność w mym sercu nastała

I czułość

Bo człowiek aniołem

A anioł człowiekiem

Bogiem

I jego ramieniem

Plecie Bóg nasze losy

Gotowy, by być

W drogach i w górę i w dół

Kocham, dziękuję

Jesteśmy dla Ciebie

Dla Ciebie umieramy

I zmartwychwstajemy

Twe anioły, twe dzieci

Na Wezuwiuszu dróg człowieczych

Czy jeszcze kiedyś upadnie Herkulanum?