Potem tata już z nimi nie mieszkał.
Mama i tata osobno wyjaśnili Jackowi, że już nie chcą być małżeństwem. Jack powiedział, że rozumie i że rodzice niektórych dzieci w szkole też nie mieszkają razem. Widział, że mama i tata chcą, żeby dobrze to przyjął, i dlatego udawał, że tak jest.
Mimo to czasami w nocy, gdy mama już go ucałowała i zamknęła drzwi, Jack płakał w nieruchome ciałko DP, który wiedział i rozumiał wszystko bez wyjaśnień. Wiedział o twardej guli w piersi Jacka. W ciemności Jack nie musiał udawać, a jego łzy wsiąkały w miękkie raciczki.
Niedługo po szóstych urodzinach Jacka tata zabrał go na burgera, podarował mu wielkie pudło klocków lego i wyjaśnił, że dostał pracę za granicą.
- Ale w każdej chwili możemy pogadać, Jack - powiedział tata. - A ty możesz przylatywać do mnie w odwiedziny samolotem. Będzie fajnie, prawda?
Jack nie uważał, żeby to było równie fajne jak tata, z którym się można bawić codziennie w domu, ale tego nie powiedział. Przyzwyczajał się do milczenia.
Potem mama zauważyła, że może warto się przeprowadzić bliżej babci i dziadka, którzy mogliby się zajmować Jackiem, kiedy musiałaby pracować do późna. Dostała nową pracę w dużym szpitalu, a dziadek znalazł im śliczny dom z ogrodem, tylko dwie ulice od domu dziadków. Babcia i dziadek mieli okropnie niegrzecznego psa o imieniu Toby, który bardzo śmieszył Jacka.
- Będę musiał zmienić szkołę? - spytał Jack, myśląc o swoim najlepszym przyjacielu Freddiem.
- Tak - odparła mama. - Ale bardzo blisko naszego nowego domu też jest szkoła. Na pewno ci się spodoba.
- Nie wydaje mi się - oznajmił Jack.
Nie chciał się przeprowadzać ani iść do nowej szkoły. Mama chyba nie rozumiała, że Jack ma już dosyć zmian. Wolał zostać z kolegami i dalej mieszkać w starym domu, gdzie razem z DP przeżył tyle przygód.
Babcia i dziadek rozmawiali z Jackiem przez telefon o tym, jak bardzo się cieszą, że on i mama zamieszkają blisko nich, i jak świetnie będą się bawić z psem Tobym w parku. Jack odparł, że w porządku, chociaż wcale tak nie myślał. Tylko DP zdawał się to rozumieć. Jack wiedział, że i on będzie tęsknił za ich ulubionymi kryjówkami.
Kilka tygodni po tym, jak mama powiedziała mu o nowym domu, Jack pożegnał się z nauczycielką i Freddiem. Następnego dnia zjawili się ludzie od przeprowadzek i zabrali wszystko, dzięki czemu w starym domu można było się czuć jak w domu, a mama, Jack i DP wsiedli do samochodu i przejechali kilkaset kilometrów.
Jack musiał przyznać, że podróż była fajna. Grał z mamą w "Widzę coś na literę...", DP siedział mu na kolanach, a w połowie drogi zatrzymali się na pizzę i lody. Mama pozwoliła Jackowi kupić w automacie z kulkami dwie mordoklejki: jedną dla niego i drugą dla DP. (Jack wyjaśnił jej w samochodzie, że musi zjeść cukierek DP za niego).
Nie sądził, że nowy dom mu się spodoba, ale tak właśnie było. Miał swój pokój tuż obok pokoju mamy, a za oknem rosło wysokie drzewo. Babcia i dziadek pojawili się pięć minut po nich, z torbami jedzenia, którym zapełnili lodówkę. Pies Toby na dzień dobry usiłował wyrwać DP z ręki Jacka.
- Nie, Toby, przecież wiesz, że DP jest mój! - powiedział Jack i na wszelki wypadek wsunął prosiaczka pod swój sweter, ale zostawił łebek na wierzchu, żeby DP widział, co się dzieje.
Kiedy ludzie od przeprowadzek wnieśli do domu wszystkie meble, mama i babcia zajęły się rozkładaniem rzeczy w kuchni, a Jack, dziadek, pies Toby i DP poszli myszkować po ogrodzie. Było tam mnóstwo interesujących kryjówek i wspaniałych punktów obserwacyjnych dla DP, ale Jack trzymał go przy sobie. Nie ufał psu Toby'emu, który mógł znów spróbować porwać prosiaczka.
Tej nocy Jack przytulał DP w łóżku, wdychając jego znajomy, krzepiący zapach. Zgodzili się bezgłośnie, że przeprowadzka nie była aż tak straszna, jak spodziewał się Jack. W oknie na razie brakowało zasłon, więc przed zaśnięciem DP i Jack obserwowali liście trzepoczące na tle ciemniejącego nieba.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki