Gwiazdka w ciemno - Maria Irmina

Kup ebooka

39.90 zł
32.32 zł (30,92 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Playlista

Driving Home For Christmas - Chris Rea

Both Sides Now - Joni Mitchell

The Christmas Blues - Bob Dylan

You Don't Have To Be Alone - Alicia Keys

Snowed in with You - Matt Dusk

You Make It Feel Like Christmas (feat. Blake Shelton) - Gwen Stefani

Falling - Harry Styles

Broke Christmas - Lauren Spencer Smith

Silent Night - Idina Menzel

Only Hope - Mandy Moore

All I Want For Christmas is You - Mariah Carey

'Tis The Damn Season - Taylor Swift

Coraz bliżej święta (feat. The Voice of Poland 2015 Finalists) - Margaret

White Christmas - OneRepublic

Believe - Josh Groban

Carol Of The Bells - John Williams

Ho Ho Ho - Sia

Maybe This Christmas - Michael Bublé & Carly Pearce

It's Beginning To Look A Lot Like Christmas - Michael Bublé

You And I At Christmas Time - The Bird and the Bee

Cry - Faith Hill

Santa Claus Is Coming To Town - Lady Gaga

Last Christmas/Leave Before You Love Me - Anthem Lights

Under The Tree (from That Christmas) - Ed Sheeran

Santa Tell Me - Ariana Grande

You Deserve It All - John Legend

Cindy Lou Who - Sabrina Carpenter

River - Robert Downey Jr.

The Way You Look Tonight - Tony Bennet & Faith Hill

I Love You, I'm Sorry - Gracie Abrams

Underneath The Tree - Kelly Clarkson

Santa Can't You Hear Me - Ariana Grande, Kelly Clarkson

Merry Christmas - Ed Sheeran, Elton John

You're A Mean One, Mr. Grinch - Tyler, The Creator

Goodbye My Lover - James Blunt

Season's Greetings - Robbers On High Street

Sleigh Ride - Bing Crosby & London Symphony Orchestra

Christmas All Over Again - Tom Petty & The Heartbreakers

Connor Believes, But Too Late - Rolfe Kent

Jenny And Connor In The Snow - Rolfe Kent

Everywhere, Everything - Noah Kahan & Gracie Abrams

Until I Found You (Em Beihold Version) - Stephen Sanchez & Em Beihold

Split Screen - Kings of Leon

Part Of Your World - Jessica Simpson

I'll Be Home - Meghan Trainor

My Only Wish (This Year) - Britney Spears

Have Yourself A Merry Little Christmas - Christina Aguilera

Christmas Day - Dido

Mistletoe - Justin Bieber

Joy To The World! - Faith Hill

Seasons Of Love - Idina Menzel

Driving Home for Christmas Chris Rea

- Ale wiesz, że to twoja wina? - wyszeptała Anita do swojej córki. Osiemdziesięciopięcioletnia matka położyła dłoń na nadgarstku Ester i go ścisnęła. Skóra kobiety przypominała ususzone grzyby, lecz chwyt wciąż miała silny.

Ester wstrzymała oddech. Czekała na dalszy ciąg przemowy. Od tygodnia dzień w dzień przyjeżdżała do matki, by spędzać z nią czas, który im pozostał.

Za oknem opadły już wszystkie liście. Słońce zamieniło się na miejsca z wiatrem, który pędził chmury jak pasterz owce na hali. Kobiety popijały jesienną herbatę z cynamonem, imbirem i wkrojonym plastrem pomarańczy.

- Przez ciebie Mia, Diana i Lea zostaną starymi pannami.

- Że co proszę?!

Ciśnienie krwi córki gwałtownie skoczyło. Nigdy nie była blisko z matką. Ich rozmowy ograniczały się do: "tak, mamo", "świetnie, mamo", "pyszny obiad, mamo". Gdy Ester wyprowadziła się na Saską Kępę, do mieszkania w kamienicy, nie miała po drodze do mieszkającej na peryferiach Warszawy Anity.

Do częstszych odwiedzin skłoniły ją problemy zdrowotne matki i wyrzuty sumienia, ale te ostatnie teraz zaczynały znikać.

- Gadałaś im, że mężczyźni są źli, podstępni i że trzeba na nich uważać! Od dziecka przestrzegałaś je przed nimi. Paplałaś, że siła jest w kobietach, że mają być niezależne, że muszą znaleźć dobrą pracę, by żaden facet nie spaprał im życia. Zapięłaś im pasy cnoty i przez ciebie nie znajdą miłości! Nigdy!

Ester wstała oburzona, aż potrąciła filiżankę. Krople herbaty wyturlały się na biały obrus, który pamiętał jeszcze dzieciństwo kobiety. Potrząsnęła głową.

- To nieprawda! Po prostu... - urwała. - Po prostu chciałam i wciąż chcę dać im wszystko to, czego sama nie miałam. Zaradność. Pewność siebie. Asertywność. - Ester się zmieszała. Położyła ręce na biodrach. - Wiesz, jakie było moje małżeństwo. Sama nienawidziłaś Karola! - Czuła, jak twarz jej czerwienieje. Dotknęła ciepłych policzków. Miała ochotę wybiec i trzasnąć drzwiami.

- Owszem. Karol to zło wcielone i najgorszemu wrogowi bym go nie życzyła. - Anita przewróciła oczami. - Ostrzegałam cię przed nim, ale uparłaś się jak osioł. Wolałaś uciec z domu, niż posłuchać matki. Ale to już za nami. Dziś musisz mnie posłuchać!

Ester przygryzła wargę, by nie powiedzieć czegoś, czego będzie żałować. Była dorosłą kobietą, ale przy Anicie wiecznie czuła się jak mała dziewczynka. Rozejrzała się po domu. Książki. Figurki maryjne. Patera ze sztucznymi owocami. Ramki ze zdjęciami stojące na zakurzonym kominku, który od lat stanowił atrapę.

- Yhm - mruknęła.

- Chciałaś dobrze, ale wyszło, jak wyszło. Twoje córki nigdy nie były na porządnej randce! Żadna z nich! Czy nie uważasz, że to dziwne? - Anita zmrużyła powieki i wykrzywiła się, jakby wypiła shota z cytryny, kardamonu i czarnuszki. - Wszystkie są prawie dorosłe, dwie mogłyby się już wyprowadzić na studia, a wciąż mieszkają z tobą w domu. Nie dziwi cię to? Zamiast ganiać za facetami, robią trzeci fakultet, opiekują się dziećmi sąsiadów i uczą się języków obcych. Jeszcze chwila, a najstarsza wskoczy w habit i wyjedzie na misję do Afryki!

Ester rozchyliła usta ze zdumienia.

- A co w tym złego, że lubią się uczyć?! I chcą pomagać innym?!

- A to, że dzięki uczeniu się i wypruwaniu sobie flaków dla innych nikt im nie wsadzi ręki w majtki!

- Mamo! - Ester nie wytrzymała. Złapała oparcie krzesła i ścisnęła je z całej siły.

- Czy ty naprawdę chcesz wychować cnotki niewydymki, które nigdy nie zaznają miłości? Naprawdę?! - Anita uderzyła pięścią w stół. - W życiu liczy się miłość i tylko miłość. Przykro mi, że ty jej nie zaznałaś, ale dziewczynki jeszcze mogą. - Upiła łyk herbaty, uspokajając się odrobinę. - Zdejmij im ten pas cnoty, stłucz klosz i złóż parasol ochronny. Zapakuj pod choinkę gorące romanse, czerwoną szminkę i koronkową bieliznę. Pomóż im się poczuć seksownymi kobietami, a nie tylko nauka i nauka.

- Nie wierzę w to, co słyszę. Gdzie się podziała twoja pruderia? - Ester nie poznawała własnej matki. Odgarnęła do tyłu włosy, półdługie, gęste i falujące, dawniej w kolorze gorzkiej czekolady jak u Diany, dziś poprzeplatane refleksami dyskretnie tuszującymi srebrne nitki.

- Nie bądź śmieszna! Kiedy pierwszy raz nakryłam cię z Karolem, nie siedzieliście w bibliotece, tylko studiowaliście jego penisa z Leą rosnącą w twojej macicy! Do jasnej cholery! Urodziłaś trzy córki! Ulituj się nade mną i obiecaj mi, że zrobisz wszystko, by znaleźć tym pięknym dziewczynom facetów. Niech złamią im serca, ale też niech poużywają sobie trochę! - Anita przycisnęła palce do skroni. - Temat zamknięty. Tyle chciałam powiedzieć. Idę się położyć.

Wstała i udała się do sypialni.

Ester jeszcze długo stała w osłupieniu.

Serce waliło jej jak w dniu, gdy poznała Karola... Nim okazał się patologicznym narcyzem, który zrujnował jej życie.

Starszy, przystojny i z uwodzicielskim uśmiechem. Spotkali się w Seattle. Ester po maturze przyjechała na kilka tygodni wakacji do dalekiej ciotki. Ustawiła się w kolejce do kasy biletowej Space Needle, skąd chciała obejrzeć panoramę miasta. Wtedy spostrzegła męski T-shirt z logo Hard Rock Cafe Warsaw. Tak się podekscytowała polskim akcentem, że odważyła się zagadać. Od słowa do słowa wyszło tak, że godzinę później piła z nim kawę, karmiła go komplementami, a nocą badali anatomię swoich ciał na dachu jednego z wieżowców, w którym mieszkał młody doktor. Gdy Ester wracała do kraju, zabrała ze sobą sześć magnesów i nasienie, z którego wyrastała Lea.

Anita szybciutko weszła w tryb chrapania, co dało Ester zielone światło do wyjścia. Zatrzasnęła za sobą drzwi i przekręciła zamek kompletem kluczy. Rześkie powietrze próbowało ukoić nerwy. Niestety. Myśli niemal rozsadzały jej mózg.

W domu nie zajrzała do żadnej z córek. Zamknęła się w pokoju i nakryła kocem. Leżała z zamkniętymi oczami, próbując zasnąć, jednak słowa matki nie mogły wyjść jej z głowy. Krążyły i dręczyły ją okrutnie.

Czy to wszystko prawda? Czy podprogowo wychowałam córki na kobiety bojące się mężczyzn? Czy obrzydziłam im ich? Czy tak głęboko wpoiłam, że powinny być samowystarczalne, lepsze od płci przeciwnej, że zamknęły się na miłość? Czy zrujnowałam im życie?!

Następnego dnia Anita odeszła.

Zostawiła Ester niewielki spadek, bałagan w papierach i list pożegnalny.

Najdroższa Córko,

mam nadzieję, że przemyślałaś to, co powiedziałam. Wiesz, że mam rację. Ale zapomniałam dodać jeszcze jednej ważnej rzeczy: dla Ciebie też nie jest za późno. Ty również możesz jeszcze ułożyć sobie życie z jakimś mężczyzną. Życzę Ci tego. I postaram się odwiedzać Cię zza grobu (szkoda, że nie widzę teraz Twojej miny).

Aha, zostawiam Ci w spadku dom rodzinny i trochę pieniędzy. Załatw dziewczynom laserową depilację bikini! Poczytałam, że w tych czasach to podstawa!

Kocham Cię, Mama

Both Sides Now Joni Mitchell

Nazywają nas Aniołki Charliego. Głównie dlatego, że jesteśmy trzy, Lea - Li, Diana - Di, Mia, czyli ja - Mi, oraz bo nasz ojciec to... Charlie.

W dowodzie osobistym to Karol Haus, ale uczył się w USA, a po studiach pracował kilka lat w szpitalu Harborview Medical Center w Seattle, gdzie jego koleżanka nazywała się Carol Hausman, przez co notorycznie ich mylono. Któregoś dnia poszli po pracy na drinka i ustalili, że ojciec będzie nazywany Charlie, a ona Caroline. Skończyły się pomyłki, a ojciec już nigdy nie wrócił do polskiej wersji swojego imienia.

Nie było potrzeby, bo otworzył w Warszawie klinikę CharlieDent. Większość ludzi kojarzyła go już tylko jako Charliego.

- Nie! Nie! Nie! - Mia zaczęła nerwowo kasować linijkę po linijce.

Przemówienie na pogrzeb babci, które zleciła Mii najstarsza siostra, Lea, wykraczało poza jej zdolności. Przodowała w naukach ścisłych. Wypracowania pisała za nią głównie AI. Teraz też próbowała z niej skorzystać, ale bełkot, który stworzyła, nie nadawał się do niczego. "Babcia Anita była kruchą, delikatną kobieciną, która lubiła piec chleb i nosiła staniczek wyszczuplający krągłości w talii". Poza tym Mia obiecała Lei, że postara się zajrzeć głęboko w serce i wskrzesić w nim ckliwe wspomnienia.

Zadanie okazało się o tyle utrudnione, że Mia nie miała wiele tych wspomnień. Gdy się urodziła, babcia rzadko do nich przyjeżdżała. Nie garnęła się do opieki nad wnuczkami, a mama też nie dążyła do rodzinnych spotkań. Widywały się od święta i wedle nagłej potrzeby, na przykład, gdy Anita zapragnęła wymienić sobie stolik kawowy, ale najpierw postanowiła sprzedać stary. Przypominała sobie wówczas o wnuczkach, przesyłała im wymiary, zdjęcia i prosiła o wystawienie przedmiotu w internecie.

Mia lubiła babcię za jedną cechę: cięty język. Anita zawsze mówiła, co myśli. Bez wstępów i metafor. Jej słowa trafiały w sedno. Często dosadne i niewygodne. Mia miała podobnie. Czuła, że to właśnie po niej odziedziczyła ten talent. Talent walenia prosto z mostu. Niestety ludzie w szkole się od niej odwracali, bo bez wahania potrafiła komuś powiedzieć:

- Wiesz, że wylewa ci się tłuszcz z biodrówek? Dla twojej figury lepsze są modele z podwyższonym stanem.

- To ja zrobiłam cały projekt, więc szóstka należy się tylko mnie.

- On cię zdradza z twoją przyjaciółką. Widziałam, jak się całują.

- Nie pożyczę ci książki, bo zawsze oddajesz z zagiętymi rogami.

Nie umiała inaczej. Nigdy nie chciała nikogo obrazić. Nie nadużywała wulgaryzmów. Nie przemawiała przez nią złośliwość, zemsta (przynajmniej na ogół) czy chęć zranienia. Po prostu nie rozumiała zabawy w kotka i myszkę. Nie lubiła obłudy. Po to człowiek wymyślił słowa, by ich używać. Prosto. Krótko. Na temat.

A teraz Lea oczekiwała, że Mia stworzy list pożegnalny o babci, której nie znała za dobrze. Gdyby to od niej zależało, powiedziałaby trzy zdania:

"Babcia była szczerą kobietą. Szanowała swój czas i przestrzeń osobistą. Nie lubiła mojego ojca".

Ojca Mii nikt nie lubił poza samą Mią.

Ona jedna patrzyła na niego jak w obrazek. Dążyła do kontaktu i aranżowała spotkania. Tęskniła każdego dnia.

- Puk, puk... - Diana, środkowa siostra, wsunęła głowę do pokoju. Di rozświetlała dobrą energią każde miejsce, w którym przebywała. - Jak idzie?

Stanęła za Mią i oparła ręce na jej ramionach. Niestety blask, jaki roztaczała, nie zdołał natchnąć młodszej siostry. Obie wgapiły się w pusty arkusz na monitorze.

- Jak widać.

- Hm...

- Lea złośliwie zleciła mi coś, co zajmie mi cały dzień! A ostatecznie i tak nie powstanie, przez co ona wieczorem łaskawie obwieści, że sama to zrobi! Wyjdzie na szlachetną, mądrą i najlepszą! Odwali wazelinę i napisze, jaka to babcia była wspaniała, dobroduszna i jak za nią tęskni! - Odsunęła laptop i wstała.

Di popatrzyła na zaróżowione policzki siostry i wypuściła głośno powietrze.

- Może włącz sobie jakąś piosenkę, którą babcia lubiła? Wiemy, że słuchała Pink Floyd, U2 i Boba Marleya. Mnie często dźwięki pomagają zrozumieć więcej niż słowa.

- Tobie! Ty jesteś inna! Olśniewająca! Ultrawrażliwa! Muzyka to twój język miłości! - Mia machała rękami i chodziła po pokoju. Gdyby nie leżący na podłodze dywan, sąsiedzi na dole myśleliby, że nabija kroki w aplikacji. - Mnie muzyka co najwyżej bardziej rozprasza! Nie umiem się przy niej skupić. Wtedy po prostu jej słucham...

Mia nakręciła kosmyk włosów na palec.

Di spojrzała na zegarek, a rysy jej twarzy napięły się tak, że schowały uśmiech między myślami.

- Muszę lecieć do kościoła załatwić formalności. Obiecałam mamie, że pogadam z organistą o pieśniach, które wybrała babcia. - Di uniosła ramiona i się w nich skuliła. Bardzo chciała wesprzeć młodszą siostrę, ale czas gonił.

- Don't worry! Ogarnę... - Mia wymusiła spokojniejszy ton, by uspokoić wyrzuty sumienia Diany.

Gdy Di zamknęła za sobą drzwi, Mia wyciągnęła komórkę i napisała do Cristine - dziewczyny, która od września dołączyła do jej klasy i z którą od razu złapały flow. Była to pierwsza przyjaciółka Mii od bardzo długiego czasu.

Mia: Dlaczego życie musi się walić, gdy wreszcie zaczyna się układać?

Cristine: Bo życie jest kobietą.

Mia: ?

Cristine: Kobiety są złośliwe.

Mia: Nie. To moja babcia była złośliwa, że umarła właśnie teraz!

Cristine: Ha, ha!

Mia: Tęsknię.

Cristine: Za babcią...?

Mia: Nie, głupia! Za Tobą!

Cristine: <3

Mia: I mam poczucie winy z tego powodu... Powinnam za nią tęsknić. W końcu no... wiesz... umarła. Nie ma jej. A jednak... nie czuję smutku. Nie mam ochoty płakać. Nie mam potrzeby oglądać starych zdjęć... wspominać spacerów na lody...

Mia: Myślisz, że jestem złym człowiekiem?

Cristine: Myślę, że śmierć nie powinna budzić w człowieku tęsknoty za osobą zmarłą, jeśli za życia nie było się z nią blisko.

Mia: Właśnie! Dziękuję!

Mia: Śmierć to szantażysta emocjonalny!

Mia: Przeczytałam kiedyś z tysiąc komentarzy pod postem jednej zmarłej dziewczyny z Instagrama. Normalnie ludzie byli wstrząśnięci jej nagłą śmiercią. Pisali jak to im smutno. Jak im pusto i źle. Wylewali łzy. Udostępniali post jakby miał przywrócić jej życie i... ZMNIEJSZYĆ ICH WYRZUTY SUMIENIA. Jestem pewna, że większość z tych smutasów nawet nie zamieniła z nią słowa. Nie znała jej. Nie komentowała jej postów. Nie pofatygowała się, by poznać ją za życia... Ale po śmieci grali przejętych.

Mia: Myślę, że ta ich żałoba trwała przez ten jeden komentarz...

Mia: Chcesz wiedzieć, co ja napisałam?

Mia: Napisałam coś w stylu: "Nie znałam Cię, więc nie umiem płakać nad Twoim grobem, ale mam nadzieję, że miałaś dobre i satysfakcjonujące życie. Bardzo współczuję Twojej rodzinie".

Mia: Co sądzisz?

Mia: Wydaje mi się, że to było uczciwe. Niestety dostałam za to hejt. Ludzie zaczęli komentować, że jestem nieczuła, zimna, że jestem pieprzonym robotem emocjonalnym.

Mia popatrzyła na rząd wiadomości bez odpowiedzi.

Dlaczego nie odpisuje? Mam nadzieję, że jej sobą nie zmęczyłam. I że nie myśli, że jestem wariatką. Z przyjaciółmi można rozmawiać otwarcie o wszystkim. Na pewno ktoś ją zawołał i odpisze, gdy będzie mogła!

Ta puenta sprowadziła myśli Mii na właściwe tory.

Ludzie mają swoje sprawy. Nie siedzą wiecznie w telefonie. Muszą jeść. Pić. Korzystać z toalety. Sprzątać, gdy matka sprawdzi stan kurzu pod łóżkiem. Pisać cholerny pean pochwalny...

- Mia? - Lea otworzyła z impetem drzwi do pokoju.

Młodsza siostra podskoczyła, jakby nakryto ją na czymś nieprzyzwoitym.

- Jezu Chryste! Przestraszyłaś mnie! Możesz pukać?!

- Jak idzie? - zapytała Lea.

Mii przeszły ciarki po plecach, gdy dostrzegła czarny strój siostry. Przypominał o jutrzejszej uroczystości, na którą nie miała ochoty. Na sztuczne łzy, pogrzebowe sukienki i szczypiące w policzki ciotki wypytujące o kandydatów na męża.

- Świetnie! - Wyszczerzyła się. Udawała, że panuje nad sytuacją. Nie chciała dać satysfakcji najstarszej siostrze, która ze swoim platynowym, chłodnym jak jej osobowość blondem najbardziej przypominała aniołka. Świętego. Nie Charliego.

Gdy Li wyszła, Mia szybko chwyciła telefon, by napisać ostatnią wiadomość do przyjaciółki.

Mia: Przyjdziesz na pogrzeb? Potrzebuję Cię tam! Poudajesz moją dziewczynę, by ciotkom wyszły gały z orbit i by nie dręczyły mnie pytaniami matrymonialnymi!

- O! Odczytała! - Przyjemny dreszcz ekscytacji rozszedł się po ciele Mii. Przyjaźń z Cristine to była nowość w jej życiu. Ekscytująca i dostarczająca endorfin.

Trzy kropki sugerujące wystukiwanie odpowiedzi znacząco podniosły poziom szczęścia we krwi Mii.

Cristine: Sorry, I can't.

Mia: A zobaczymy się później?

Kropki znów zaczęły skakać. Kasowały się i pojawiały. Znikały i wracały.

Mia przełknęła ślinę. Serce jej mocno biło. Ze wszystkich ludzi na świecie Cristine stała się jej ulubioną osobą. Była jak wcześniejszy prezent świąteczny opakowany w papier w liście klonowe.

Cristine: Nie wiem jeszcze.

Cristine: Postaram się...