1
Okres po śmierci ojca nie był łatwy ani dla mnie, ani dla mojej matki. Nasze kontakty się rozluźniły, pochłonęły nas własne problemy. Brak ojca tylko pogarszał sytuację.
Matka pozbawiona mężczyzny, który w jej życiu odgrywał rolę ojca, przyjaciela, męża i syna, pogrążyła się w żalu i lęku przed nieznaną przyszłością. Pozbawiona jego siły czuła się samotna. Kiedy próbowałam ją pocieszać, odpychała mnie. Natłok codziennych obowiązków sprawił, że przestałam pielęgnować nasze relacje. Miałam dwoje dzieci, moje małżeństwo się rozpadało, musiałam negocjować z prawnikami podział majątku po moim ojcu. Nie mogłam myśleć o żałobie. Bezsilnie przyglądałam się, jak matka usiłuje pogodzić się ze stratą, która niemal doprowadzała ją do obłędu. Rozpacz matki skutecznie zablokowała wszelkie drogi porozumienia między nami, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Przez kilka lat prawie się ze sobą nie kontaktowałyśmy. Jako czterdziestokilkulatka miałam już za sobą dwa nieudane małżeństwa, które wycisnęły piętno na życiu moich trzech córek. Z powodów wtedy dla mnie niezrozumiałych pociągali mnie niewłaściwi mężczyźni. Nie przytrafiła mi się prawdziwa miłość, jaka łączyła moich rodziców podczas ich długiego związku.
Na szczęście otaczali mnie wspaniali przyjaciele, choć ich wsparcie również miało swoje granice. Wspomagałam się modlitwą i medytacją. Zorientowałam się jednak, że problem, przynajmniej częściowo, tkwił w tym, że czułam się pozbawiona korzeni. Nigdy nie poznałam dziadków, ledwo znałam przyrodnich braci. Z ojcem tak naprawdę nawiązałam bliższy kontakt w ostatniej fazie jego życia, matka pozostawała dla mnie nieprzeniknioną tajemnicą. Im bardziej zagłębiałam się w swoją psychikę, tym lepiej zaczynałam rozumieć, że moje nietrafne wybory wynikały z dzieciństwa i dysfunkcyjnych związków rodzinnych. Musiałam więc wrócić do korzeni i pojednać się z przeszłością.
W końcu zaświtała mi myśl, że doświadczyłabym katharsis, gdybym napisała książkę o ojcu. Chciałam przedstawić w niej nasze życie z nim w sposób, w jaki go doświadczyłyśmy, tworząc swego rodzaju kronikę rodzinną. Zamierzałam przekazać dzieciom wyjątkową i autentyczną pamiątkę, relację pozbawioną sensacji, których doszukiwali się inni. Ponadto uważałam, że ojciec zasłużył sobie na miejsce w historii nie tylko z powodu roli, jaką odegrał w budowaniu marki Gucci, lecz także jako osoba, która rozpropagowała produkty "Made in Italy" na całym świecie.
Nie spodziewałam się, że moje poszukiwania zaprowadzą mnie do matki. Zaczęłam w końcu rozumieć niepowtarzalną więź łączącą rodziców i okazywać matce uznanie, na jakie zasługuje. Odwiedziłam ją w Rzymie w 2009 roku. Po godnym pożałowania półrocznym okresie, kiedy nasze kontakty ograniczały się do zdawkowych telefonów dwa razy w tygodniu, podjęłyśmy rozmowę. W nadziei, że poznam jej tajemnice, zaczęłam opowiadać o swoich doświadczeniach z ostatnich miesięcy, między innymi o wyjazdach w celu pogłębienia życia duchowego. I wtedy matka pojęła, że nadal szukam odpowiedzi na pytanie, kim jestem.
- Poznałam mnóstwo ciekawych ludzi. Niektórzy zwrócili mi uwagę, że we wspomnieniach z dzieciństwa mam wiele luk, a właściwie jedną wielką czarną dziurę - zaczęłam ostrożnie. - Nigdy cię o to nie pytałam, ale tak niewiele wiem o tacie i o tobie, szczególnie z czasów twojej młodości. A tak bardzo chciałabym czegoś się dowiedzieć.
Sygnały niewerbalne wskazywały, że moja matka nie chce poruszać tych spraw. Kiedy w przeszłości próbowałam zadawać pytania, zbywała mnie, twierdząc, że niczego nie pamięta lub - bardziej dosadnie - że nie chce o tym mówić. Matka przez całe życie pomijała milczeniem tematy dla niej niewygodne, nigdy niczego mi nie wyjaśniała, dlatego obawiałam się, że to się nie zmieni.
Zgodnie z moimi przewidywaniami popatrzyła na mnie krzywo i wzruszyła ramionami.
- Co dobrego z tego przyjdzie po tylu latach? - mruknęła.
- Pomyślałam, że tobie też pomoże, jeśli się otworzysz - odparłam. - Wiem, że zawsze czułaś się nierozumiana.
Przez chwilę patrzyła na mnie w milczeniu, po czym gwałtownie wstała i poszła do sypialni. Pomyślałam, że posunęłam się za daleko i nasza rozmowa definitywnie się skończyła. Ale moje słowa musiały ją poruszyć, ponieważ wróciła ze skórzaną teczką z charakterystycznym emblematem Guccich.
- Twój ojciec napisał do mnie wiele listów, zachowałam wszystkie. Proszę, chcę ci je podarować. - Podała mi ją.
Nie zdawałam sobie sprawy, że ojciec wysłał choćby jeden krótki list do matki. Żył w pędzie, więc nie potrafiłam sobie wyobrazić, że znalazł czas, by napisać aż tyle lettere d'amore.
Na szczęście udało mi się utrzymać język za zębami. Otworzyłam teczkę i wyjęłam zawartość. Było w niej sporo listów: niektóre napisane na niebieskim papierze poczty lotniczej, inne na hotelowej papeterii, część na maszynie, pozostałe zaś charakterystycznym pismem ojca - wszystkie po włosku. Cenne listy dokumentujące wczesny okres ich znajomości z lat 1958-1961 były poprzekładane zamorskimi telegramami. Dlaczego matka trzymała je ponad pięćdziesiąt lat?
Wertując je pośpiesznie, natknęłam się na zdanie: "Mój skarbie, moja miłości, nie zostawiaj mnie! Nie niszcz najlepszej części mojego życia... nie odpychaj mnie. To, co czuję, nie jest jedynie przelotnym zauroczeniem, ale głęboką i niezmierzoną miłością".
Nie wierzyłam własnym oczom. Matka przyglądała mi się przez chwilę, po czym wstała, aby zrobić herbatę.
- Są takie piękne - wyszeptała. - Twój ojciec doskonale posługiwał się słowem. - Zatrzymała się w drzwiach. - To właśnie ta umiejętność na początku zapewniła mu moją przychylność.
- Przeczytasz je ze mną? - zapytałam, ale powstrzymała mnie gestem dłoni i pokręciła głową.
- Nie mogę. Pamiętam, jakie wrażenie robiły na mnie lata temu. To wystarczy.
Moje oczy napełniły się łzami, ponieważ zrozumiałam, że matka przekazała mi bezcenne dziedzictwo. Dwadzieścia lat po śmierci ojca uchyliła rąbka ich wspólnego, tajemnego życia, dzięki czemu po raz pierwszy zyskałam wgląd w to, co było mi nieznane.
- Przecież to niesamowite, mamo! - zawołałam.
- Tak - zgodziła się. - To było jak bajka, choć bez szczęśliwego zakończenia.
Zdecydowałam się więc poskładać życie rodziców, a także moje z porozrzucanych puzzli. Słowa ojca wywoływały we mnie miliony pytań, z czasem matka zgodziła się odpowiedzieć na większość z nich. Rozpoczęłam w ten sposób intrygującą podróż do rzymskich i florenckich korzeni rodziny, dzięki której udało mi się lepiej zrozumieć sprawy dotychczas dla mnie niejasne.
O sadze rodu Guccich wiele już napisano, w większości skupiając się na upadku imperium ojca oraz trudnych relacjach rodzinnych, które doprowadziły do skandalu, rozwodu i morderstwa. A tak niewiele mówi się, jakim wspaniałym człowiekiem był Aldo Gucci. I jak bardzo kochała go Bruna Palombo, moja matka. Zapamiętałam go jako osobę czułą i namiętną, co kontrastuje z publicznym wizerunkiem bezwzględnego przedsiębiorcy, zarządzającego firmą żelazną ręką. Zyskałam jednak nowe spojrzenie na historię miłości moich rodziców rozgrywającą się w czasach la dolce vita. To doświadczenie otworzyło mi oczy na wiele spraw, zwłaszcza że we wspomnieniach z dzieciństwa panował chaos. Nauczyłam się doceniać nie tylko to, że ojciec musiał pokonać wiele przeszkód na swojej drodze, lecz także to, że matka poświęciła dla niego przyszłość, reputację i dobre imię, stając się kochanką i towarzyszką życia. Moje zaangażowanie spowodowało, że matka zdecydowała się przede mną otworzyć. Pokazała mi nieznane wszystkim oblicze Alda Gucciego, które dane mi było poznać dopiero pod koniec jego życia.
- Był inny, niż się wydawało - upierała się matka. - Tylko ja znałam prawdziwego Alda.
Stopniowo odkrywała przede mną wizerunek ojca, pozwalając po raz pierwszy spojrzeć na niego z jej perspektywy.
Mój dziadek Guccio, założyciel rodzinnej firmy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki