Grzeczna dziewczynka, zepsuta krew - Holly Jackson

Kup ebooka

34.99 zł
26.79 zł (24,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Je­den

Wciąż tam był. Za każ­dym ra­zem, gdy otwie­rała drzwi do domu. A prze­cież wie­działa, że to nie­prawda. To tylko jej umysł pró­bo­wał za­kleić nie­obec­ność, wy­peł­nić pustkę. Sły­szała śli­zga­jące się po po­sadzce pa­zury psa pę­dzą­cego jej na po­wi­ta­nie, ale to nie był on. To nie mógł być on. Była je­dy­nie pa­mięć, wid­mowe echa od­gło­sów, które jesz­cze do nie­dawna wy­brzmie­wały każ­dego dnia.

- Pip, to ty?! - krzyk­nęła mama z kuchni.

- Cześć! - od­po­wie­działa Pip z ko­ry­ta­rza i rzu­ciła brą­zowy ple­cak, z któ­rego do­bie­gło głu­che dud­nie­nie obi­ja­ją­cych się o sie­bie pod­ręcz­ni­ków. W sa­lo­nie na pod­ło­dze sie­dział Josh z no­sem w te­le­wi­zo­rze i po­chła­niał re­klamy na Di­sney Chan­nel. - Oczy ci za­raz wy­sko­czą - ostrze­gła go Pip, prze­cho­dząc obok.

- Dupa ci wy­sko­czy - od­ciął się roz­chi­cho­tany.

Że­nu­jąca od­po­wiedź, cho­ciaż cał­kiem by­stra jak na dzie­się­cio­latka. Pip we­szła do kuchni i usia­dła na stołku przy bla­cie.

- Jak było w szkole, skar­bie? - spy­tała mama, po­pi­ja­jąc z kubka w kwiatki.

- Do­brze było. W po­rządku.

Ostat­nio w szkole za­wsze było do­brze. Nie re­we­la­cyj­nie, nie bez­na­dziej­nie. Po pro­stu do­brze. Pip ścią­gnęła skó­rzane buty, które z tru­dem od­kle­iły się od jej stóp i wy­lą­do­wały na po­sadzce.

- Fuj! - Mama się skrzy­wiła. - Mu­sisz za­wsze roz­rzu­cać buty po kuchni?

- Mu­sisz mi to za­wsze wy­po­mi­nać?

- Tak. Je­stem twoją matką - po­wie­działa i de­li­kat­nie pac­nęła ją w ra­mię nową książką ku­char­ską. - Aha, Pippa... Mu­szę z tobą o czymś po­roz­ma­wiać.

Pełne imię. W tej do­dat­ko­wej sy­la­bie krył się po­tężny ła­du­nek zna­cze­niowy.

- Wpa­dłam w kło­poty?

- Dzwo­niła do mnie dzi­siaj Flora Green ze szkoły Jo­sha - za­częła mama, nie od­po­wia­da­jąc na jej py­ta­nie. - Wiesz, ta nowa asy­stentka na­uczy­ciela.

- Tak... - od­parła Pip, cze­ka­jąc na ciąg dal­szy.

- Jo­shua spra­wiał pro­blemy i wy­lą­do­wał u dy­rek­tora - oznaj­miła mama, marsz­cząc brwi. - Ca­milla Brown zgu­biła tem­pe­rówkę i Josh po­sta­no­wił prze­pro­wa­dzić kla­sowe śledz­two. Prze­słu­chał świad­ków, ze­brał do­wody i spo­rzą­dził li­stę po­dej­rza­nych. Czworo dzieci się po­pła­kało.

- Oj - jęk­nęła Pip, a żo­łą­dek znów pod­szedł jej do gar­dła. Już wie­działa, że wpa­dła w ta­ra­paty. - Do­brze, mam z nim po­ga­dać?

- Tak, chyba po­win­naś - po­twier­dziła mama, pod­nio­sła ku­bek do ust i gło­śno siorb­nęła.

Pip uśmiech­nęła się przez za­ci­śnięte usta, zsu­nęła się ze stołka i ci­chutko po­drep­tała do sa­lonu.

- Cześć, Josh - ode­zwała się ła­god­nie, usa­do­wiła się obok na pod­ło­dze i wy­łą­czyła dźwięk w te­le­wi­zo­rze.

- Ej!

- Sły­sza­łam, co dzi­siaj zma­lo­wa­łeś w szkole - za­częła, nie zwra­ca­jąc uwagi na jego re­ak­cję.

- A tak. Mam dwóch głów­nych po­dej­rza­nych - oznaj­mił, od­wra­ca­jąc się do niej. - Może bę­dziesz mo­gła mi po­móc - do­dał z bły­skiem w oczach.

- Po­słu­chaj mnie, Josh - po­wie­działa Pip i od­gar­nęła za ucho ko­smyk czar­nych wło­sów. - By­cie de­tek­ty­wem to nie za­bawa z ko­le­gami. W rze­czy­wi­sto­ści... to coś bar­dzo złego.

- Ale ja...

- Po­słu­chaj mnie, pro­szę. By­cie de­tek­ty­wem spra­wia, że lu­dzie z two­jego oto­cze­nia stają się nie­szczę­śliwi. To nie daje żad­nej ra­do­ści - stwier­dziła ła­mią­cym się gło­sem i od­chrząk­nęła. - Pa­mię­tasz, co tata mó­wił o Bar­neyu? Jak tłu­ma­czył, dla­czego stała mu się krzywda?

Josh po­ki­wał głową, a jego sze­roko otwarte brą­zowe oczy po­smut­niały.

- Wła­śnie to się dzieje, kiedy je­steś de­tek­ty­wem. Nie­świa­do­mie ra­nisz wszyst­kich wo­kół sie­bie. No­sisz w so­bie ta­jem­nice, któ­rych nie po­wi­nie­neś znać. Dla­tego ja już tego nie ro­bię i ty też nie po­wi­nie­neś. - Słowa wpa­dły pro­sto w wy­drą­żoną cze­luść trzewi, gdzie było ich miej­sce. - Ro­zu­miesz?

- Tak... - od­po­wie­dział i się za­my­ślił. - Prze­pra­szam - do­dał po chwili.

- Nie wy­głu­piaj się - uśmiech­nęła się Pip i ob­jęła go prze­lot­nie. - Nie masz za co prze­pra­szać. To co? Ko­niec za­baw w de­tek­tywa?

- Ko­niec. Obie­cuję.

Cał­kiem ła­two po­szło.

- Za­ła­twione - po­wie­działa Pip, wra­ca­jąc do kuchni. - Za­gadka za­gi­nio­nej tem­pe­rówki już na za­wsze po­zo­sta­nie ta­jem­nicą.

- Albo i nie - od­parła mama z le­dwo do­strze­gal­nym uśmiesz­kiem. - Za­łożę się, że to sprawka tego gów­nia­rza Aleksa Da­visa.

Pip par­sk­nęła krót­kim śmie­chem, a mama kop­nęła jej buty pod ścianę.

- Ja­kieś wie­ści od Ra­viego?

- Tak. - Pip wy­cią­gnęła te­le­fon. - Pi­sze, że skoń­czyli ja­kieś pięt­na­ście mi­nut temu. Nie­długo wpad­nie na na­gra­nie.

- A jak dzi­siaj po­szło?

- Po­wie­dział, że było ciężko. Ża­łuję, że mnie tam nie było. - Pip usia­dła przy bla­cie i wsparła pod­bró­dek na za­ci­śnię­tych pię­ściach.

- Wiesz, że nie mo­żesz. Masz szkołę - przy­po­mniała jej mama. Pip wie­działa i nie chciała po raz ko­lejny roz­ma­wiać na ten sam te­mat. - Nie mia­łaś dość po wtorku? Bo ja tak.

Wto­rek był pierw­szym dniem pro­cesu w są­dzie ko­ron­nym w Ay­les­bury, na który Pip zo­stała we­zwana jako świa­dek oskar­że­nia. Miała na so­bie nowy ko­stium i białą ko­szulę. Pró­bo­wała opa­no­wać drże­nie rąk, żeby przy­się­gli nie do­strze­gli jej zde­ner­wo­wa­nia. Kro­ple gry­zą­cego potu ście­kały jej po ple­cach. W każ­dej se­kun­dzie czuła na so­bie jego wzrok z ławy oskar­żo­nych. Spoj­rze­nie jak fi­zyczny do­tyk roz­peł­za­jący się po jej od­sło­nię­tej skó­rze. Oczy Maksa Ha­stingsa.

Kiedy je­dyny raz na niego zer­k­nęła, do­strze­gła w tych oczach prze­błysk iro­nicz­nego uśmieszku, któ­rego nikt inny nie zdo­łałby za­uwa­żyć. Nie za tymi oku­la­rami uda­ją­cymi optyczne. Jak on śmiał? Jak śmiał tam sta­nąć i utrzy­my­wać, że jest nie­winny, pod­czas gdy oboje do­sko­nale znali prawdę? Miała na­graną roz­mowę te­le­fo­niczną, w któ­rej Max przy­znaje się do odu­rze­nia i zgwał­ce­nia Bekki Bell. Wszystko wy­ja­wił, kiedy Pip za­gro­ziła, że roz­po­wie jego ta­jem­nice: ucieczkę z miej­sca wy­padku i alibi Sala. To jed­nak nie miało żad­nego zna­cze­nia, bo sąd nie uzna­wał pry­wat­nych na­grań. Oskar­ży­ciel mu­siał się za­do­wo­lić zre­la­cjo­no­wa­niem roz­mowy, którą Pip skrzęt­nie po­wtó­rzyła. Słowo po sło­wie... Oczy­wi­ście poza po­cząt­kiem i tymi sa­mymi ta­jem­ni­cami, które mu­siała za­cho­wać dla sie­bie, żeby ochro­nić Na­omi Ward.

- Tak, to było straszne - po­wie­działa Pip. - Ale i tak po­win­nam tam być.

Po­winna, bo obie­cała, że bę­dzie śle­dzić tę hi­sto­rię do sa­mego końca. A tym­cza­sem każ­dego dnia na sali dla pu­blicz­no­ści za­sia­dał Ravi i spo­rzą­dzał dla niej no­tatki. "Po­nie­waż twoim obo­wiąz­kiem jest szkoła", jak stwier­dziły jej mama i nowa dy­rek­torka.

- Pip, bła­gam - upo­mniała ją mama. - Ten ty­dzień jest wy­star­cza­jąco trudny. Jesz­cze ju­tro to upa­mięt­nie­nie. Co za obłęd.

- Wiem - wes­tchnęła Pip.

- Do­brze się czu­jesz? - spy­tała mama i po­ło­żyła dłoń na ra­mie­niu córki.

- Tak. Jak za­wsze.

Zda­wała so­bie sprawę, że jej mama nie jest do końca prze­ko­nana. Jed­nak to już się nie li­czyło, po­nie­waż wła­śnie roz­le­gło się gło­śne stu­ka­nie do drzwi: spe­cjalny kod Ra­viego. Długi-krótki-długi. I serce Pip za­biło w tym sa­mym ryt­mie. Jak za­wsze.

.

Na­zwa pliku:

Prze­wod­nik po zbrodni we­dług grzecz­nej dziew­czynki: pro­ces Maksa Ha­stingsa (ak­tu­ali­za­cja 3).wav

[dźwięk in­tro]

Pip:

Cześć, tu Pip Fitz-Amobi, wi­tam po­now­nie w Prze­wod­niku po zbrodni we­dług grzecz­nej dziew­czynki. Dzi­siaj bę­dzie o pro­ce­sie Maksa Ha­stingsa. To już trze­cia ak­tu­ali­za­cja, więc je­śli wciąż nie słu­cha­li­ście dwóch pierw­szych mi­niod­cin­ków, zrób­cie to ko­niecz­nie. Za chwilę po­wiemy wam, co się wy­da­rzyło w trze­cim dniu pro­cesu Maksa Ha­stingsa. Jest ze mną Ravi Singh...

Ravi:

Cześć.

Pip:

...który śle­dził prze­bieg roz­prawy z ga­le­rii dla pu­blicz­no­ści. Za­częło się od zło­że­nia ze­znań przez ko­lejną ofiarę, Na­ta­lie da Si­lvę. Mo­że­cie ko­ja­rzyć to na­zwi­sko. Nat była za­an­ga­żo­wana w moje śledz­two w spra­wie An­die Bell. Do­wie­dzia­łam się, że An­die drę­czyła Nat w szkole, a na­wet pu­bli­ko­wała jej kom­pro­mi­tu­jące zdję­cia w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych. Uzna­łam to za wy­star­cza­jący mo­tyw dla Nat i przez ja­kiś czas po­dej­rze­wa­łam ją o udział w zbrodni. Oczy­wi­ście bar­dzo się my­li­łam. Dzi­siaj Nat sta­wiła się przed są­dem, żeby ze­znać, jak 24 lu­tego 2012 roku na im­pre­zie zo­stała przy­pusz­czal­nie odu­rzona i wy­ko­rzy­stana sek­su­al­nie przez Maksa Ha­stingsa. Na li­ście za­rzu­tów zna­la­zły się na­paść sek­su­alna oraz na­paść przez pe­ne­tra­cję. Ravi, czy mo­żesz nam po­wie­dzieć coś wię­cej o dzi­siej­szych ze­zna­niach?

Ravi:

Tak. Pro­ku­ra­tor po­pro­sił Nat o do­kładne opi­sa­nie prze­biegu tam­tego wie­czoru: kiedy przy­szła na im­prezę, o któ­rej go­dzi­nie ostatni raz spoj­rzała na ze­ga­rek, za­nim po­czuła się słabo; o któ­rej go­dzi­nie rano się obu­dziła i wró­ciła do sie­bie. Nat po­wie­działa, że ma je­dy­nie kilka mgli­stych prze­bły­sków pa­mięci: jak ktoś pro­wa­dzi ją do pu­stego po­koju i kła­dzie na ka­na­pie. Nat czuła się spa­ra­li­żo­wana, nie mo­gła się ru­szyć, a obok niej ktoś le­żał. Miała wra­że­nie, jakby od­cięto jej prąd. Kiedy rano się ock­nęła, czuła się kosz­mar­nie i miała za­wroty głowy jak przy naj­gor­szym kacu. Jej ubra­nia były w nie­ła­dzie, a bie­li­zna zo­stała ścią­gnięta.

Pip:

Wróćmy jesz­cze do tego, co we wto­rek po­wie­dział bie­gły pro­ku­ra­tury o skut­kach za­ży­wa­nia ben­zo­dia­ze­pin, na przy­kład ro­hyp­nolu. Jak można się było spo­dzie­wać, ze­zna­nia Nat po­kry­wają się z jego opi­sem. Te leki dzia­łają jak środki usy­pia­jące i mogą wy­wo­ły­wać efekt de­pre­syjny w ośrod­ko­wym ukła­dzie ner­wo­wym, co wy­ja­śnia­łoby wra­że­nie pa­ra­liżu u Nat. To pra­wie jak świa­do­mość ode­rwa­nia się od ciała, które na­gle prze­staje cię słu­chać, a twoje ręce i nogi nie re­agują na sy­gnały wy­sy­łane z mó­zgu.

Ravi:

Wła­śnie tak. Pro­ku­ra­tor dla pew­no­ści po­pro­sił bie­głego o kil­ku­krotne po­wtó­rze­nie, że efek­tem za­ży­cia ro­hyp­nolu jest "urwany film", jak opi­sała to Nat, albo amne­zja na­stęp­cza, co ozna­cza nie­moż­ność two­rze­nia no­wych wspo­mnień. My­ślę, że oskar­ży­ciel chciał w ten spo­sób wy­czu­lić przy­się­głych, po­nie­waż ten wą­tek bę­dzie od­gry­wał ważną rolę w ze­zna­niach każ­dego świadka. Cho­dzi o fakt, że ża­den ze świad­ków nie pa­mię­tał do­kład­nie, co się wy­da­rzyło, po­nie­waż lek za­bu­rzył ich zdol­no­ści pa­mię­ciowe.

Pip:

A pro­ku­ra­tor chęt­nie po­wtó­rzył ten fakt ze względu na Bekkę Bell. Dla przy­po­mnie­nia: ostat­nio Becca przy­znała się do winy i przy­jęła wy­rok trzy­let­niego po­zba­wie­nia wol­no­ści, cho­ciaż obrońcy byli prze­ko­nani, że - bio­rąc pod uwagę oko­licz­no­ści oraz to, że Becca w chwili śmierci An­die była nie­peł­no­let­nia - żadne wię­zie­nie jej nie grozi. Wczo­raj Becca zło­żyła ze­zna­nia przez po­łą­cze­nie wi­deo z celi, w któ­rej prze­sie­dzi jesz­cze pół­tora roku.

Ravi:

Tak. I dzi­siaj - po­dob­nie jak kie­dyś w przy­padku Bekki - pro­ku­ra­to­rzy usi­ło­wali wy­ka­zać, że w wie­czór do­mnie­ma­nych na­pa­ści obie wy­piły je­den lub dwa na­poje al­ko­ho­lowe, co ra­czej nie mo­gło wpły­nąć na tak wy­soki po­ziom odu­rze­nia. W do­datku Nat ze­znała, że przez cały wie­czór wy­piła tylko jedno małe piwo. I wy­raź­nie za­zna­czyła, kto za­raz przy wej­ściu po­dał jej bu­telkę. Był to Max.

Pip:

Jak re­ago­wał Max, kiedy Nat skła­dała ze­zna­nia?

Ravi:

Z ga­le­rii dla pu­blicz­no­ści wi­dzia­łem go tylko czę­ściowo. Cza­sem z boku, cza­sem tylko tył jego głowy. Ale za­cho­wy­wał się tak samo jak we wto­rek. Był spo­kojny, wy­wa­żony, ze wzro­kiem skie­ro­wa­nym na pul­pit dla świad­ków, jakby na­prawdę go in­te­re­so­wało, co mają do po­wie­dze­nia. Wciąż miał na so­bie oku­lary w gru­bych opraw­kach i je­stem na sto pro­cent pe­wien, że to nie są szkła ko­rek­cyjne. W końcu moja mama jest oku­listką.

Pip:

Czy dzi­siaj też miał dłu­gie i po­tar­gane włosy jak we wto­rek?

Ravi:

Tak. Wy­gląda na to, że taki styl uzgod­nił ze swoim praw­ni­kiem. Drogi gar­ni­tur, oku­lary ze­rówki... Pew­nie my­śli, że tymi ja­snymi roz­czo­chra­nymi wło­sami roz­broi ławę przy­się­głych.

Pip:

Cóż, ostat­nio w przy­padku nie­któ­rych świa­to­wych przy­wód­ców to za­dzia­łało.

Ravi:

Ry­sow­niczka są­dowa po­zwo­liła mi zro­bić zdję­cie jej szkicu i po­wie­działa, że kiedy już znaj­dzie się w pra­sie, my rów­nież mo­żemy je opu­bli­ko­wać. Wi­dać na nim sie­dzą­cego Maksa i jego ad­wo­kata, Chri­sto­phera Ep­psa, który bie­rze Nat w krzy­żowy ogień py­tań.

Pip:

Je­śli chce­cie rzu­cić okiem na ry­su­nek, znaj­dzie­cie go w ma­te­ria­łach do­dat­ko­wych na stro­nie Ago­od­girls­gu­ide­to­mur­der­pod­cast.com. A te­raz po­mówmy o sa­mym prze­słu­cha­niu.

Ravi:

Tak, to było... mocne. Epps za­da­wał mnó­stwo na­pa­stli­wych py­tań. Co mia­łaś na so­bie tam­tej nocy? Czy ce­lowo ubra­łaś się wy­zy­wa­jąco? Po­ka­zy­wał zdję­cia Nat ścią­gnięte z por­tali spo­łecz­no­ścio­wych. Czy ko­cha­łaś się w swoim ko­le­dze z klasy, Mak­sie Ha­sting­sie? Ile al­ko­holu mo­żesz wy­pić w ciągu jed­nego wie­czoru? Wspo­mniał także o jej wcze­śniej­szym ska­za­niu za na­paść z uszko­dze­niem ciała, su­ge­ru­jąc przy tym, że to czyni ją nie­wia­ry­godną. Wszystko wy­glą­dało do­słow­nie jak próba zła­ma­nia jej cha­rak­teru. Wi­dać było, że Nat się de­ner­wuje, ale za­cho­wy­wała spo­kój, a przed każdą od­po­wie­dzią brała głę­boki od­dech i prze­płu­ki­wała gar­dło wodą. Mimo to głos jej drżał. Na­prawdę ciężko było na to pa­trzeć.

Pip:

Do szału mnie do­pro­wa­dza przy­zwo­le­nie na ta­kie prze­słu­chi­wa­nie ofiar. Jakby to po­szko­do­wany miał obo­wią­zek udo­wod­nić swoją krzywdę. Jawna nie­spra­wie­dli­wość!

Ravi:

Zga­dzam się. Póź­niej Epps wy­py­ty­wał ją, dla­czego na­stęp­nego dnia nie po­szła na po­li­cję, skoro była pewna, że zo­stała wy­ko­rzy­stana, a w do­datku znała sprawcę. Bo gdyby zgło­siła prze­stęp­stwo w ciągu sie­dem­dzie­się­ciu dwóch go­dzin, ba­da­nie mo­czu wy­ka­za­łoby, czy w jej or­ga­ni­zmie znaj­do­wały się ślady ro­hyp­nolu, co było klu­czowe dla sprawy. Nat od­po­wie­działa, że po­nie­waż stra­ciła pa­mięć, nie miała pew­no­ści, co tak na­prawdę się wy­da­rzyło. Wtedy Epps oznaj­mił: "Skoro nic nie pa­mię­ta­łaś, skąd wiesz, że nie wy­ra­zi­łaś zgody na czyn­ność sek­su­alną? Czy tam­tej nocy w ogóle na­wią­zy­wa­łaś ja­kiś kon­takt z oskar­żo­nym?". Nat od­po­wie­działa, że w po­nie­dzia­łek Max rzu­cił w jej stronę ob­raź­liwy ko­men­tarz, py­ta­jąc, czy do­brze się ba­wiła na im­pre­zie, bo on tak. Epps nie od­pusz­czał ani na chwilę. Dla Nat to mu­siało być wy­czer­pu­jące.

Pip:

Wy­gląda na to, że taką przy­jął tak­tykę obrony Maksa. Chce pod­wa­żyć ze­zna­nia każ­dego świadka. Skom­pro­mi­to­wać nas. W moim przy­padku twier­dził, że bar­dzo spryt­nie wy­ko­rzy­sta­łam Maksa jako ko­zła ofiar­nego w celu wzbu­dze­nia współ­czu­cia dla Bekki Bell i rze­ko­mego za­bój­stwa, któ­rego do­ko­nała. I że to wszystko było czę­ścią "agre­syw­nej nar­ra­cji fe­mi­ni­stycz­nej", którą na­rzu­cam w swoim pod­ca­ście.

Ravi:

Tak, zdaje się, że wła­śnie tą drogą po­dąża Epps.

Pip:

Moim zda­niem to ro­dzaj agre­syw­nej stra­te­gii, za którą płaci swo­jemu ad­wo­ka­towi trzy­sta fun­tów za go­dzinę. Ale dla ro­dziny Ha­sting­sów pie­nią­dze oczy­wi­ście nie sta­no­wią prze­szkody.

Ravi:

Bez względu na to, jaką stra­te­gię za­sto­suje, przy­się­gli po­znają prawdę.

.

Na­zwa pliku:

Pro­ces Maksa Ha­stingsa, za­łącz­nik

Ry­su­nek z sali roz­praw.jpg

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Za­pewne my­śli­cie, że roz­po­zna­li­by­ście mor­dercę po gło­sie.

Po tym, jak jego kłam­stwa przy­bie­rają inną tek­sturę, po­brzmie­wają le­dwo sły­szalną zmianą barwy. Nie­równy głos, który to ba­so­wieje, to wzla­tuje ko­ślawo i pi­skli­wie, kiedy prawda wy­śli­zguje się spo­mię­dzy kan­cia­stych to­nów. Czy tak wła­śnie my­śli­cie? Każdy są­dzi, że gdyby przy­szło co do czego, na pewno by roz­po­znał. Ale nie Pip.

"Taka tra­ge­dia na sa­mym końcu".

Kiedy sie­działa na­prze­ciwko, spo­glą­da­jąc w jego życz­liwe, przy­mru­żone oczy, a włą­czony dyk­ta­fon w te­le­fo­nie re­je­stro­wał każdy dźwięk, każde wes­tchnie­nie i gar­dłowe od­chrząk­nię­cie, wie­rzyła we wszystko. W każde usły­szane słowo. Pip prze­su­nęła pal­cami po pa­nelu do­ty­ko­wym i cof­nęła na­gra­nie.

"Taka tra­ge­dia na sa­mym końcu".

Głos El­liota Warda po­now­nie wy­brzmiał z gło­śni­ków, wy­peł­nia­jąc ciemny po­kój. Wy­peł­nia­jąc jej głowę. Stop. Klik. Od­twórz.

"Taka tra­ge­dia na sa­mym końcu".

Słu­chała tego frag­mentu już chyba po raz setny. Może na­wet ty­sięczny. I nic. Żad­nej wska­zówki, żad­nej zmiany tem­bru, kiedy prze­śli­zgi­wał się mię­dzy kłam­stwami i pół­praw­dami. Czło­wiek, któ­rego daw­niej trak­to­wała nie­mal jak ojca. Ale wtedy skła­mała rów­nież Pip. Zro­biła to, żeby chro­nić tych, któ­rych ko­chała. Tak so­bie mó­wiła. Ale czy El­liot nie tłu­ma­czył się do­kład­nie w ten sam spo­sób? Pip uci­szyła głos w swo­jej gło­wie. Pra­wie cała prawda już wy­szła na jaw. I tego się trzy­mała.

Słu­chała da­lej, a ko­lejny frag­ment zje­żył jej włosy na karku.

- My­śli pan, że Sal za­bił An­die? - roz­legł się głos Pip z prze­szło­ści.

- ...do­bry był z niego chło­pak. Ale bio­rąc pod uwagę do­wody, nie wi­dzę cie­nia moż­li­wo­ści, żeby tego nie zro­bił. To okropne, ale my­ślę, że nie­stety to mu­siał być on. Nie ma in­nego wy­ja­śnie­nia...

Drzwi do po­koju otwo­rzyły się z im­pe­tem.

- Co ro­bisz? - prze­rwał jej głos pod­szyty drwią­cym uśmiesz­kiem.

Prze­cież do­sko­nale wie­dział, co Pip wła­śnie robi.

- Nie strasz mnie, Ravi! - po­wie­działa zi­ry­to­wana i rzu­ciła się do przodu, żeby wy­łą­czyć dźwięk.

Ravi ni­gdy wię­cej nie po­wi­nien sły­szeć głosu El­liota Warda.

- Ja cię stra­szę? A kto sie­dzi po ciemku i słu­cha tego cze­goś? -spy­tał i za­pa­lił świa­tło.

Żół­tawa po­świata od­biła się od jego czar­nych wło­sów i ob­lała mu czoło. Zro­bił swoją naj­bar­dziej roz­bra­ja­jącą minę i nie było szans, żeby Pip się nie uśmiech­nęła.

- A w ogóle jak tu­taj wsze­dłeś? - spy­tała, od­su­wa­jąc się od biurka.

- Twoi ro­dzice i Josh aku­rat wy­cho­dzili. Mieli ze sobą sma­ko­wi­cie wy­glą­da­jące cia­sto cy­try­nowe.

- No tak - po­wie­działa. - Są­siedz­kie obo­wiązki po­wi­talne. Ja­kaś młoda parka wpro­wa­dziła się do domu po Chen­sach na na­szej ulicy. Mama do­pięła umowę. Na­zy­wają się Green... A może Brown... Ja­koś tak. Nie pa­mię­tam.

Dziw­nie się czuła z my­ślą, że w tym domu za­miesz­kała inna ro­dzina; że wkrótce nowe ży­cie miało wy­peł­nić i prze­kształ­cić starą prze­strzeń. Kiedy Pip w wieku pię­ciu lat prze­pro­wa­dziła się do Lit­tle Kil­ton, jej przy­ja­ciel Zach Chen już tam miesz­kał. Cztery domy da­lej. A jed­nak nie było to praw­dziwe po­że­gna­nie, bo wciąż co­dzien­nie wi­dy­wała Za­cha w szkole. Po pro­stu jego ro­dzice uznali, że po tym, co się wy­da­rzyło, dłu­żej nie mogą zo­stać w mia­steczku. Pip była prze­ko­nana, że w du­żej mie­rze uwa­żali ją za winną wszyst­kich pro­ble­mów.

- A tak przy oka­zji... ko­la­cja o wpół do ósmej - oznaj­mił Ravi, nie­udol­nie zmie­nia­jąc te­mat.

Pip spoj­rzała na niego. Miał na so­bie swoją na­je­le­gant­szą ko­szulę we­tkniętą z przodu w spodnie i... czyżby nowe buty? Kiedy pod­szedł bli­żej, wy­czuła za­pach wody po go­le­niu. Na­gle się za­trzy­mał. Nie po­ca­ło­wał jej w czoło ani nie po­gła­dził jej po wło­sach. Za­miast tego usiadł na łóżku i nie­zręcz­nie za­plótł dło­nie.

- Czyli przy­sze­dłeś pra­wie dwie go­dziny przed cza­sem - uśmiech­nęła się Pip.

- Ta... tak - wy­krztu­sił.

Dla­czego był taki nie­swój? Prze­cież to pierw­sze wa­len­tynki, od­kąd się po­znali, a Ravi za­re­zer­wo­wał sto­lik w Sy­re­nie, re­stau­ra­cji nie­opo­dal mia­steczka. Cara, jej naj­lep­sza przy­ja­ciółka, była pewna, że tego wie­czoru Ravi za­mie­rzał za­py­tać, czy Pip chce zo­stać jego dziew­czyną. Po­wie­działa, że jest go­towa za­ło­żyć się o każde pie­nią­dze. Na myśl o tym Pip po­czuła cie­pło roz­le­wa­jące się z żo­łądka i pod­cho­dzące pod serce. Ale wcale nie mu­siało tak być. W wa­len­tynki wy­pa­dały także uro­dziny Sala. Tego dnia star­szy brat Ra­viego skoń­czyłby dwa­dzie­ścia cztery lata, gdyby w ogóle do­żył osiem­nastki.

- Jak da­leko do­szłaś? - spy­tał Ravi, wska­zu­jąc głową lap­top z ekra­nem po­prze­ci­na­nym spi­cza­stymi nie­bie­skimi li­niami pro­gramu do edy­cji dźwięku.

W tych li­niach mie­ściła się cała hi­sto­ria. Od sa­mego po­czątku pro­jektu po jego ko­niec. Każde kłam­stwo i wszyst­kie ta­jem­nice. Na­wet te na­le­żące do Pip.

- Już skoń­czy­łam - oznaj­miła, rzu­ca­jąc spoj­rze­nie na nowy mi­kro­fon USB pod­pięty do kom­pu­tera. - Sześć od­cin­ków. Przy nie­któ­rych wy­wia­dach na­gry­wa­nych te­le­fo­nem mu­sia­łam użyć re­duk­tora szu­mów, żeby po­pra­wić ja­kość, ale da­łam radę.

Tuż obok mi­kro­fonu, w zie­lo­nej pla­sti­ko­wej ko­szulce, trzy­mała for­mu­la­rze, które wy­słała do każ­dej z prze­słu­chi­wa­nych osób. Pod­pi­sane i ode­słane zgody na wy­ko­rzy­sta­nie wy­wia­dów w pod­ca­ście. Na­wet El­liot Ward pod­pi­sał swoją w wię­zien­nej celi. Dwie osoby od­mó­wiły: Stan­ley For­bes z lo­kal­nej ga­zety i oczy­wi­ście Max Ha­stings. Ale Pip nie po­trze­bo­wała ich ze­znań, żeby opo­wie­dzieć hi­sto­rię. Pu­ste miej­sca wy­peł­niła wpi­sami z dzien­nika na­gra­nymi w for­mie mo­no­lo­gów.

- Już skoń­czy­łaś? - spy­tał Ravi, cho­ciaż wcale nie po­winno go to dzi­wić.

Znał ją. Może na­wet le­piej niż kto­kol­wiek inny.

Mi­nęło za­le­d­wie kilka ty­go­dni, od kiedy sta­nęła w szkol­nym holu i opo­wie­działa wszyst­kim, co na­prawdę się wy­da­rzyło. Ale me­dia wciąż nie re­la­cjo­no­wały tej hi­sto­rii na­le­ży­cie i upar­cie trzy­mały się swo­jej wer­sji, która była czyst­sza i schlud­niej­sza. Tym­cza­sem sprawa An­die Bell do czy­stych by­naj­mniej nie na­le­żała.

- Je­śli chcesz zro­bić coś do­brze, mu­sisz to zro­bić sam - stwier­dziła Pip, po­dą­ża­jąc wzro­kiem za ostrymi szczy­tami wy­kre­sów au­dio.

Przez chwilę nie mo­gła się zde­cy­do­wać, czy wła­śnie coś się skoń­czyło, czy może do­piero za­częło. Ale wie­działa, którą od­po­wiedź by wo­lała.

- I co da­lej? - spy­tał Ravi.

- Eks­por­tuję pliki z od­cin­kami, raz w ty­go­dniu wrzu­cam je na chmurę, a po­tem ko­piuję ka­nały RSS i wkle­jam do ka­ta­lo­gów pod­ca­sto­wych typu iTu­nes czy Stit­cher. Jesz­cze tylko skoń­czę jedną rzecz. Mu­szę na­grać in­tro z pod­kła­dem mu­zycz­nym, który ścią­gnę­łam ze strony z dar­mo­wymi kom­po­zy­cjami. A żeby na­grać in­tro, po­trzebny jest ty­tuł.

- Ahaaa - wes­tchnął Ravi, prze­cią­ga­jąc się. - Wciąż nie mamy ty­tułu, panno Fitz-Amobi?

- Wciąż nie - po­twier­dziła. - Ale za­wę­zi­łam wy­bór do trzech pro­po­zy­cji.

- Da­jesz! - za­chę­cił.

- O nie! Bę­dziesz się ze mnie na­bi­jał.

- Nie będę - oznaj­mił po­waż­nie, z nie­znacz­nym uśmiesz­kiem.

- Do­brze. - Pip spoj­rzała w no­tatki. - Pro­po­zy­cja pierw­sza: W po­szu­ki­wa­niu za­gi­nio­nej spra­wie­dli­wo­ści. O nie, Ravi! Prze­cież wi­dzę, że się śmie­jesz.

- Tylko ziew­ną­łem. Przy­się­gam.

- Czyli druga pro­po­zy­cja też ci się nie spodoba: Śledz­two w za­mknię­tej spra­wie An­die Bell... Ravi, prze­stań!

- Cha, cha... Prze­pra­szam, nie mogę! - po­wie­dział, za­śmie­wa­jąc się do łez. - Po pro­stu... je­steś na­prawdę bar­dzo zdolna, ale jed­nego ci bra­kuje...

- Bra­kuje? - Pip od­wró­ciła się na krze­śle i spoj­rzała Ra­viemu w twarz. - Cze­goś mi bra­kuje?

- Ow­szem - od­parł, wy­trzy­mu­jąc jej lo­do­waty wzrok. - Pa­zura. Je­steś cał­ko­wi­cie po­zba­wiona pa­zura, Pip.

- Cooo? Ja po­zba­wiona pa­zura!

- Mu­sisz przy­cią­gnąć uwagę. Za­in­try­go­wać od­bior­ców. Do­rzuć tam ja­kieś "mor­der­stwo" albo "śmierć".

- Ta­nia sen­sa­cja.

- Do­kład­nie tego ci trzeba! Wtedy lu­dzie będą cię słu­chać - za­pew­nił.

- Ale moje pro­po­zy­cje są pre­cy­zyjne i...

- Nudne?

Pip ci­snęła w niego żół­tym za­kre­śla­czem.

- Przy­da­łoby się coś ry­mo­wa­nego albo ja­kaś ali­te­ra­cja. Coś z...

- Pa­zu­rem? - do­koń­czyła Pip, na­śla­du­jąc jego głos. - Czyli jed­nak.

- W matni zbrodni - za­pro­po­no­wał. - Nie, może coś bar­dziej lo­kal­nego. Mor­der­cze mia­steczko!

- Słabe to - prych­nęła Pip.

- Do­bra... - Ravi wstał i za­czął cho­dzić po po­koju. - Twoją naj­moc­niej­szą stroną je­steś prze­cież ty sama. Sie­dem­na­sto­latka roz­wią­zu­jąca sprawę, którą po­li­cja od dawna uzna­wała za za­mkniętą. Jak cię okre­ślić? - Spoj­rzał na nią, mru­żąc oczy.

- Bez­pa­zu­rza­sta, to chyba oczy­wi­ste - od­parła z uda­wa­nym na­dą­sa­niem.

- Uczen­nica - my­ślał na głos Ravi. - Dziew­czyna. Ro­bisz pro­jekt... Może Za­bój­czy pro­jekt i ja?

- Li­to­ści.

- Niech ci bę­dzie... - Przy­gryzł dolną wargę, a Pip ści­snęło w żo­łądku. - Coś z mor­der­stwem, zbrod­nią, za­bój­stwem. Pip, dziew­czyna, uczen­nica, naj­lep­sza w... O cho­lera! - rzu­cił na­gle i sze­roko otwo­rzył oczy. - Mam to!

- Co? - spy­tała.

- Nor­mal­nie wy­my­śli­łem - od­parł wy­jąt­kowo z sie­bie za­do­wo­lony.

- To mów.

- Prze­wod­nik po zbrodni we­dług grzecz­nej dziew­czynki.

- O nieee! - Pip po­trzą­snęła głową. - Bez­na­dzieja. Zbyt prze­kom­bi­no­wane.

- Co ty mó­wisz? Ide­alny ty­tuł.

- Grzeczna dziew­czynka? - szep­nęła z po­wąt­pie­wa­niem. - Za dwa ty­go­dnie koń­czę osiem­na­ście lat. Nie za­mie­rzam od­wa­lać dzie­ci­nady.

- Prze­wod­nik po zbrodni we­dług grzecz­nej dziew­czynki - po­wtó­rzył Ravi głę­bo­kim gło­sem jak lek­tor w zwia­stu­nie fil­mo­wym, a po chwili po­rwał Pip z krze­sła i ob­ró­cił ją do sie­bie.

- Nie - po­wie­działa.

- Tak - od­parł, obej­mu­jąc ją jedną ręką w pa­sie.

Jego cie­płe palce za­tań­czyły na jej że­brach.

- Ab­so­lut­nie wy­klu­czone.

.

Z ostat­niej chwili: Za­ska­ku­jące za­koń­cze­nie prze­bo­jo­wego pod­ca­stu o praw­dzi­wej zbrodni we­dług grzecz­nej dziew­czynki

BEN­JA­MIN COL­LIS, 28 MARCA

Je­śli jesz­cze nie wy­słu­cha­li­ście szó­stego od­cinka Prze­wod­nika po zbrodni we­dług grzecz­nej dziew­czynki, to od­wróć­cie wzrok. Po­ni­żej grube spoj­lery.

Wielu z nas oczy­wi­ście zna roz­wią­za­nie za­gadki, która od li­sto­pada ubie­głego roku elek­try­zo­wała opi­nię pu­bliczną, ale samo py­ta­nie: "Kto za­bił?" to nie wszystko. Praw­dziwa fa­buła Prze­wod­nika po zbrodni to po­dróż, która roz­po­czyna się od prze­czu­cia pew­nej sie­dem­na­sto­latki o za­cię­ciu de­tek­ty­wi­stycz­nym - prze­czu­cia do­ty­czą­cego za­mknię­tej sprawy mor­der­stwa na­sto­latki An­die Bell, rze­komo do­ko­na­nego przez jej chło­paka Sala Sin­gha - a koń­czy na od­kry­ciu roz­ro­śnię­tej sieci mrocz­nych ta­jem­nic opla­ta­ją­cej nie­wiel­kie mia­steczko, dłu­gim ko­ro­wo­dzie po­dej­rza­nych, se­rii kłamstw i zwro­tów ak­cji.

Ostatni od­ci­nek, w któ­rym prawda wy­cho­dzi na jaw, przy­nosi mnó­stwo za­sko­czeń, po­czy­na­jąc od wstrzą­sa­ją­cego od­kry­cia Pip, że El­liot Ward, oj­ciec jej naj­lep­szej przy­ja­ciółki, na­pi­sał kilka li­stów z po­gróż­kami, które Pip otrzy­mała w cza­sie, gdy pro­wa­dziła śledz­two. Był to nie­pod­wa­żalny do­wód na to, że mu­siał ma­czać w tym palce, a także mo­ment praw­dzi­wej "utraty nie­win­no­ści" dla Pip. Ona i Ravi Singh - młod­szy brat Sala i współ­de­tek­tyw w spra­wie -uznali, że An­die Bell wciąż żyje, a El­liot przez cały czas ją prze­trzy­my­wał. Pip sta­nęła z El­lio­tem War­dem twa­rzą w twarz i słowo po sło­wie wy­cią­gnęła z niego prawdę. Na świa­tło dzienne wy­szła za­ka­zana re­la­cja mię­dzy uczen­nicą a na­uczy­cie­lem, rze­komo za­ini­cjo­wana przez An­die. Je­śli to prawda, roz­wa­żała Pip, An­die za­pewne pra­gnęła uciec z Lit­tle Kil­ton, szcze­gól­nie od ojca, który - we­dług róż­nych źró­deł - był osobą au­to­ry­tarną i roz­chwianą emo­cjo­nal­nie. Być może wie­rzyła, że pan Ward za­pewni jej, po­dob­nie jak Sa­lowi, miej­sce na uni­wer­sy­te­cie w Oks­for­dzie, dzięki czemu bę­dzie mo­gła wy­pro­wa­dzić się da­leko od domu.

W noc swo­jego za­gi­nię­cia An­die po­szła do domu El­liota Warda, gdzie wy­wią­zała się kłót­nia. An­die się po­tknęła i ude­rzyła głową o biurko. Jed­nak gdy Ward po­biegł po ap­teczkę, dziew­czyna znik­nęła w mro­kach nocy. W ko­lej­nych dniach, kiedy An­die ofi­cjal­nie zo­stała uznana za za­gi­nioną, El­liot Ward spa­ni­ko­wał. Uwie­rzył, że uraz głowy na­prawdę spo­wo­do­wał śmierć An­die, a kiedy po­li­cja w końcu od­naj­dzie jej ciało, po­ja­wią się do­wody pro­wa­dzące pro­sto do niego. Jego je­dyną szansą było pod­sta­wie­nie bar­dziej prze­ko­nu­ją­cego po­dej­rza­nego. "Pła­kał, kiedy mi opo­wia­dał, jak za­bił Sala Sin­gha", mó­wiła Pip. Jego śmierć Ward upo­zo­ro­wał na sa­mo­bój­stwo i pod­rzu­cił do­wody. Po­li­cja miała po­my­śleć, że to Sal za­mor­do­wał swoją dziew­czynę, a na­stęp­nie tar­gnął się na ży­cie.

Jed­nak kilka mie­sięcy póź­niej Ward do­znał wstrząsu na wi­dok idą­cej po­bo­czem drogi An­die, wy­chu­dzo­nej i za­nie­dba­nej. Oka­zało się, że dziew­czyna żyje. Ward nie mógł po­zwo­lić, żeby wró­ciła do Lit­tle Kil­ton, dla­tego ją upro­wa­dził i uwię­ził na pięć lat. Wtedy na­stą­pił nie­spo­dzie­wany zwrot ak­cji prze­ra­sta­jący naj­śmiel­sze wy­obra­że­nia: osobą na stry­chu Warda nie była An­die Bell. "Wy­glą­dała jak ona", utrzy­my­wała Pip. "Po­wie­działa mi na­wet, że ma na imię An­die". Tym­cza­sem była to Isla Jor­dan, bez­bronna młoda ko­bieta z nie­peł­no­spraw­no­ścią in­te­lek­tu­alną. Eliot od sa­mego po­czątku prze­ko­ny­wał sie­bie i Islę, że dziew­czyna to An­die Bell.

W tym mo­men­cie na­suwa się ostat­nie py­ta­nie - co się stało z praw­dziwą An­die Bell? Na­sza młoda de­tek­tywka rów­nież w tej kwe­stii ubie­gła po­li­cję. "Wi­no­waj­czy­nią była Becca Bell, młod­sza sio­stra An­die". Pip od­kryła, że Becca zo­stała wy­ko­rzy­stana sek­su­al­nie na jed­nej z do­mó­wek (zwa­nych dzi­kimi im­pre­zami), na któ­rych An­die sprze­da­wała nar­ko­tyki, w tym ro­hyp­nol. Becca po­dej­rze­wała, że wła­śnie on ode­grał rolę w na­pa­ści na nią. Tam­tego wie­czoru, kiedy An­die po­szła do pana Warda, Becca zna­la­zła w po­koju sio­stry do­wód na to, że Max Ha­stings ku­pił od An­die ro­hyp­nol i że chło­pak naj­praw­do­po­dob­niej był sprawcą agre­sji (nie­długo póź­niej Max sta­nął przed są­dem jako oskar­żony o liczne gwałty i mo­le­sto­wa­nie sek­su­alne). Ale kiedy An­die wró­ciła, za­re­ago­wała ina­czej, niż się spo­dzie­wała Becca. An­die za­ka­zała swo­jej młod­szej sio­strze in­for­mo­wa­nia po­li­cji, po­nie­waż nie chciała mieć kło­po­tów. Wtedy za­częły się kłó­cić, do­szło do prze­py­chanki, a w kon­se­kwen­cji An­die upa­dła na pod­łogę, zwy­mio­to­wała i stra­ciła przy­tom­ność. Sek­cja zwłok - prze­pro­wa­dzona w li­sto­pa­dzie, kiedy w końcu udało się zna­leźć jej ciało - wy­ka­zała, że "obrzęk mó­zgu spo­wo­do­wany ura­zem czaszki nie był śmier­telny. Bez­po­śred­nią przy­czyną zgonu była utrata przy­tom­no­ści i udu­sze­nie w na­stęp­stwie za­chły­śnię­cia się wy­mio­ci­nami". Za­sty­gła w prze­ra­że­niu, tar­gana gwał­tow­nymi emo­cjami Becca za­pewne nie była w sta­nie udzie­lić po­mocy umie­ra­ją­cej An­die. Ze stra­chu, że nikt nie uwie­rzy w wer­sję o wy­padku, ukryła jej ciało.

Tak koń­czy się ta smutna hi­sto­ria. "Żad­nych upięk­szeń, żad­nych fil­trów, tylko czy­sta prawda o tym, jak umarła An­die Bell i jak zgi­nął Sal. I o tym, jak wszy­scy uwie­rzyli, że to on był mor­dercą. W zja­dli­wym pod­su­mo­wa­niu Pip bez osło­nek wy­mie­nia z imie­nia i na­zwi­ska wszyst­kich, któ­rych uznaje za win­nych śmierci dwojga na­sto­lat­ków. A są to: El­liot Ward, Max Ha­stings, Ja­son Bell (oj­ciec An­die), Becca Bell, Ho­ward Bo­wers (di­ler nar­ko­ty­kowy An­die), a także sama An­die Bell.

Sześć ty­go­dni temu pierw­szy od­ci­nek Prze­wod­nika po zbrodni we­dług grzecz­nej dziew­czynki wdarł się prze­bo­jem na szczyty ran­kin­gów iTu­nes i wy­gląda na to, że jesz­cze tro­chę tam za­bawi. Wraz z wie­czorną emi­sją ostat­niego od­cinka pod­nio­sły się głosy słu­cha­czy, któ­rzy do­ma­gali się dru­giego se­zonu ich ulu­bio­nego pod­ca­stu. Tym­cza­sem w oświad­cze­niu opu­bli­ko­wa­nym na swo­jej stro­nie Pip na­pi­sała: "Oba­wiam się, że moja ka­riera de­tek­tywki do­bie­gła końca i dru­giego se­zonu Prze­wod­nika nie bę­dzie. Ta sprawa nie­mal mnie wy­koń­czyła, a uświa­do­mi­łam to so­bie, kiedy zna­la­złam się po dru­giej stro­nie. Stała się moją chorą ob­se­sją, która na­ra­ziła mnie i osoby w moim oto­cze­niu na po­ważne nie­bez­pie­czeń­stwo. Ale do­pro­wa­dzę tę opo­wieść do końca, będę na­gry­wać naj­now­sze do­nie­sie­nia z prze­biegu pro­cesu i wy­roki wo­bec wszyst­kich oskar­żo­nych. Obie­cuję, że zo­stanę z wami do ostat­niego słowa".