Rozdział 7
Wtorek, 2 marca
Godzina 12.51
Bergman cofnęła się o dwa kroki i popatrzyła na białą tablicę, na której przed chwilą powiesiła powiększone zdjęcie Anniki Williams, ofiary zbrodni popełnionej w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim roku. Zabójcy nie udało się ustalić, chociaż w czasie śledztwa zgromadzono aż siedemnaście segregatorów akt. Bergman wzięła do ręki skoroszyt z notatkami, które sporządziła przed południem, i segregator, którego zawartość kazała skopiować w czterech egzemplarzach, a następnie położyła je przy krótkim boku stołu konferencyjnego. Za kilka minut ma spotkanie z Tingströmem. Spojrzała na zegarek i doszła do wniosku, że zdąży sobie zaparzyć kawy i pójść do toalety. Kiedy wróciła do pokoju, zastała w nim naczelnika w towarzystwie nieznanego mężczyzny na wózku inwalidzkim. Był po sześćdziesiątce, miał krótkie, przyprószone siwizną włosy. Obaj siedzieli blisko siebie i rozmawiali przytłumionymi głosami. Bergman chrząknęła, żeby zasygnalizować swoją obecność. Obaj mężczyźni spojrzeli w jej stronę.
- Cześć - powiedział Tingström. - To jest Gordon Stare, który będzie z nami współpracował przy twoim śledztwie.
Bergman weszła do pokoju i wyciągnęła rękę na powitanie.
- Witam - powiedziała, a Stare uścisnął jej dłoń z tak dużą siłą, że policjantka poczuła, jak przeszywa ją promieniujący ból sięgający od obojczyka aż do dłoni. Miała ochotę krzyczeć z bólu, ale zdołała zachować kamienną twarz. Pomyślała, że jej nowy kolega ma nie po kolei w głowie.
- Gordon wejdzie w skład twojej ekipy śledczej - oznajmił Tingström. - Zacznie od dzisiaj.
Bergman popatrzyła na naczelnika, a potem na Gordona, który tak jak ona zachowywał kamienną twarz i nie okazywał żadnych uczuć.
- Myślałam, że sama będę mogła dobrać członków ekipy - odparła, akcentując słowo "sama".
- Gordon przyjechał do nas z Hagi, przez siedemnaście lat pracował w Europolu. Jest doświadczonym profilerem i psychologiem z wykształcenia.
- Nie mam powodów w to wątpić, ale miałam na myśli coś innego - odparła Bergman, krzyżując ręce na piersi.
Naczelnik obrzucił ją ostrzegawczym spojrzeniem i nieznacznie pokręcił głową.
- Czy moglibyśmy porozmawiać na osobności? - spytała Bergman, a gdy Tingström skinął głową, wyszli na korytarz i zamknęli za sobą drzwi.
- Mam w nosie, gdzie ten Stare pracował... w Europolu, CIA, MI6 czy w Mosadzie - stwierdziła policjantka. - Chcę mieć w ekipie ludzi, którzy nie będą działać na własną rękę i bez porozumienia ze mną. Czy ty naprawdę uważasz, że ktoś taki jak on nie będzie chciał prowadzić śledztwa własnymi metodami? Choćby po to, żeby nam wszystkim pokazać, jaki to on jest świetny? Potem wykorzysta ten fakt do zrobienia kolejnego kroku w karierze. Możesz mnie oskarżyć, że jestem stronnicza i uprzedzona, ale dobrze wiem, jak tacy jak on funkcjonują.
- Polecenie przyszło z góry i nie podlega dyskusji. Pamiętasz zamach na lotnisku Schiphol w Amsterdamie, który w ubiegłym roku przeprowadziło Państwo Islamskie? Zginęło w nim sześćdziesiąt siedem osób, a prawie czterysta zostało rannych. Gordon jeździ na wózku na skutek obrażeń, których wtedy doznał. Niedawno postanowił wrócić do Göteborga i w okresie rekonwalescencji będzie z nami współpracował na pół etatu. Postrzegaj to jako szansę na coś pozytywnego. Powiedziałem mu, że jesteś dokładna i kompetentna, resztę na pewno wygooglował. Na to, co przeczytał o tobie w internecie, nie mam wpływu.
- Niech ci będzie, ale jestem zaskoczona - odparła Bergman i uniosła ręce w obronnym geście. Już dawno temu się przekonała, że w takich sporach nie wygra, i nawet ona wiedziała, kiedy ustąpić. Stwierdzenie "polecenie przyszło z góry" mogło oznaczać cokolwiek. Zresztą... czy współpraca z takim profilerem może być czymś złym? To tylko kilka miesięcy, może nawet krócej. - Rozmawiałam z Bertilem, który zgodził się współpracować przy tej sprawie. Chcę go mieć w swojej ekipie.
Tingström zrobił taką minę, jakby się zawahał, a ponieważ wiedział, że Bergman nie odstąpi od tego warunku, skinął głową na znak, że się zgadza.
- Przydziel mi przynajmniej jednego śledczego - dodała. - Obiecałeś mi to. Najlepiej kogoś z trójki: Nina, Viking albo Thomas.
- Spróbuję to załatwić, ale na początku musisz sobie radzić z Gordonem i Nilssonem.
- Zgoda - odparła Bergman, chociaż wcale jej się to nie spodobało. - Wracajmy na salę, opowiem więcej o tej sprawie.
Położyła dłoń na klamce, ale na chwilę się zawahała. Spojrzała na Tingströma i dodała:
- Próbował zmiażdżyć mi rękę, widziałeś?
- Będzie z was znakomita ekipa - odparł naczelnik, unosząc kciuk.
"Nieźle się zaczyna" - pomyślała policjantka.
- Zaparzę wam kawę - powiedziała. - Wy przez ten czas zapoznajcie się z zawartością segregatorów, które przygotowałam z myślą o was. Leżą na stole.
I nie czekając na odpowiedź, ruszyła korytarzem do pokoju socjalnego, w którym stał ekspres. Uczyniła to nie dlatego, że nagle zapragnęła usługiwać obu panom, tylko po to, żeby zyskać na czasie i stłumić złość, która ją naszła po rozmowie z naczelnikiem. Gordon Stare... Jak można się tak nazywać?
Pięć minut później wróciła z kawą do salki konferencyjnej. Ani Tingström, ani Gordon nie pokazali po sobie, że to, co się przed chwilą wydarzyło, w jakiś sposób ich dotknęło. Bergman napiła się kawy, otworzyła skoroszyt z notatkami i wskazała wiszące na tablicy zdjęcie.
- To jest ofiara zbrodni, Annika Williams - zaczęła. - Jej zaginięcie zgłoszono jedenastego lutego dziewięćdziesiątego trzeciego roku. Trzy miesiące później w ziemiance leśnej, dwadzieścia kilometrów na południe od miejscowości Floda, znaleziono jej głowę. Reszty ciała wciąż nie udało się zlokalizować. Śledztwo prowadził Egon Arnell. Nie znam go, bo zanim podjęłam pracę w policji, Arnell przeszedł na emeryturę, ale na pewno zna go Nilsson, który tu wtedy pracował. Nilsson to nasz forensyk - wyjaśniła, patrząc na Gordona. - On też wejdzie w skład naszej ekipy śledczej, bo zawsze istnieje coś, czego nie ma w materiale śledczym. Będziemy też potrzebować kogoś, kto nam wyjaśni, jakie przyjęto założenia i jakim tropem poszło śledztwo.
Stare spojrzał spod przymkniętych powiek na policjantkę i spytał:
- Sugerujesz, że Arnell zaniedbał swoje obowiązki?
- Ależ skąd. Jednym z powodów, dla których wybrałam tę sprawę, było to, że śledztwo prowadziła tak legendarna postać. Arnell znany był z dokładności i dbałości o szczegóły, umiał spojrzeć na sprawy nieszablonowo. Zawsze bardzo dokładnie badał każdy trop. Nasza przewaga polega na tym, że aby rozwiązać sprawę sprzed prawie trzydziestu lat, zastosujemy całkiem inne metody śledcze niż te, którymi się posługiwano wtedy. Wielki postęp dokonał się też w technice kryminalistycznej. To, czego nie można było poddać analizie wtedy, dzisiaj można wykonać w kilka minut.
- A jak wygląda lista spraw, które były w kręgu zainteresowania śledczych w początkowym etapie śledztwa? - spytał Stare, splatając dłonie na stole.
Bergman przerzuciła dwie kartki w notesie. Była pewna, że Stare wie, na czym polega rozwiązywanie takich starych, niewyjaśnionych spraw. Lista, o której wspomniał, to najważniejsza rzecz w tak zwanym "pierwszym segregatorze", ponieważ zawiera najważniejsze informacje o znalezionych śladach i wstępnych tezach przyjętych przez śledczych.
- Sporo się z niej dowiemy, zwłaszcza o osobach, które zostały przesłuchane i które znowu będziemy mogli przesłuchać. W "pierwszym segregatorze" jest też opisanych wiele tropów, które prowadziły w różnych kierunkach.
- A lojaliści? - spytał Tingström, który do tego momentu tylko się przysłuchiwał rozmowie. Policjanci określają tym słowem osoby, które wiedzą więcej, niż zeznały w czasie przesłuchania.
- Jestem pewna, że możemy liczyć na nowe zeznania świadków. Z zebranych dokumentów wynika, że niektóre osoby wiedziały o ofierze więcej, niż zeznały. Przesłuchano je kilka razy, ale wniosek z tego jest taki, że te osoby pewne sprawy po prostu przemilczały. Mam nadzieję, że po tylu latach przynajmniej niektóre z nich zaczną mówić i dojdzie do przełomu w śledztwie, chociaż wcześniej wydawało się to niemożliwe.
- Brzmi obiecująco - stwierdził naczelnik i wstał z krzesła, jakby chciał zasygnalizować, że musi wyjść. - Co z odprawami? Czy moglibyśmy się spotykać raz w tygodniu?
Bergman nie czekała na opinię Gordona i od razu się zgodziła.
- Co o tym myślisz? - spytała, kiedy Tingström wyszedł z pokoju. Uznała, że lepiej będzie od razu wziąć byka za rogi.
Stare podrapał się po brodzie.
- Mamy sporo materiału do przejrzenia - odparł, patrząc wymownie na zgromadzone w kartonach segregatory. - Opowiedz mi więcej o ofierze i o samym dochodzeniu.
- W chwili śmierci Williams miała dwadzieścia siedem lat. Mieszkała sama w dwupokojowym mieszkaniu w Bagareg?rden w Göteborgu i pracowała jako nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej. Nie miała rodzeństwa i oprócz rodziców nikogo bliskiego. Na zdjęciu wygląda na bardzo ładną kobietę. Jej przyjaciółki zeznały, że partnerów zmieniała jak rękawiczki. Ostatni był żonaty. Łatwo więc zgadnąć, że wśród przesłuchiwanych osób mogły być takie, które czuły zazdrość albo same miały kogoś na boku. Podobnie rzecz się ma z tak zwanymi lojalistami. Podejrzewam, że niektórzy z nich z różnych względów nie powiedzieli policji całej prawdy.
Stare skinął w zamyśleniu głową.
- Czy sprawcą mógł być ktoś z jej bliskiego otoczenia? - spytał.
- Z materiałem śledczym zapoznałam się ogólnie, ale to bez wątpienia najlepiej udokumentowana teoria.
- Jak zginęła?
Bergman zaczęła szukać wśród segregatorów jakiegoś dokumentu i dopiero gdy go znalazła, odpowiedziała na pytanie:
- Sekcja wykazała, że kiedy sprawca ucinał jej głowę, Williams już nie żyła. W trakcie badań toksykologicznych znaleziono ślady obecności środków uspokajających, tak zwanych benzodiazepin. Niektóre z nich stosowane są jako środki usypiające.
- Co to znaczy? Że ofiara przyjmowała te środki na co dzień, czy że je dostała od zabójcy?
Bergman wzruszyła ramionami i jeszcze raz wskazała segregatory.
- Odpowiedź znajdziesz tutaj. Przeczytałam nie więcej niż pięć procent akt, ale to dobre pytanie. Podzielimy się materiałem i przestudiujemy jego treść. Kończę o trzeciej i idę do domu, więc dobrze by było, gdybyśmy uzgodnili wspólny plan pracy.
- My? - zdziwił się Stare. Spojrzał na nią i spytał z uśmiechem: - Czy to znaczy, że zmieniłaś zdanie? Przed chwilą mówiłaś o śledztwie, które ty masz poprowadzić.
Bergman nie odwzajemniła jego uśmiechu.
- Niektóre informacje zamierzam ci przekazywać, jeśli jest to dla ciebie jakieś pocieszenie. Uważam, że byłoby lepiej, gdybyśmy od początku ze sobą współpracowali w pełnym zakresie.
- Lubisz udawać, że nie rozumiesz, co się do ciebie mówi?
- Nie lubię niezręcznie zawoalowanej krytyki.
- A kto lubi? Mogę zacząć od sporządzenia profilu sprawcy, bo na tym się znam. Co ty na to?
Bergman się zawahała, chociaż nie wiedziała dlaczego. Być może z tej prostej przyczyny, że Stare traktował ją po koleżeńsku. Jego zachowanie było dla niej zaskakujące.
- Dobry pomysł. Zrób to, a ja się skontaktuję z rodzicami Williams, z lekarzem medycyny sądowej, który wykonał sekcję zwłok, i z Arnellem, który prowadził śledztwo. Musimy też sporządzić oś czasu, na której zaznaczymy najważniejsze fakty i daty.
- O której jutro zaczniemy? I kiedy moglibyśmy się spotkać z technikiem, o którym wspomniałaś?
- Masz na myśli Nilssona? Przychodzi do pracy o wpół do dziewiątej. Ja zaczynam między siódmą a ósmą.
- Nie możemy wykluczyć, że Williams nie znała swojego zabójcy - stwierdził Stare. Brał do ręki segregatory, które przydzieliła mu Bergman, i czytał oznakowania na grzbietach.
- Skąd to przypuszczenie?
- Jeśli śledczym nie udało się powiązać z zabójstwem nikogo z kręgu jej bliskich znajomych, taka sugestia nasuwa się sama.
- Skoro ktoś nie ma pełnego wglądu w sprawę, może wyciągnąć różne wnioski. Radzę z nimi poczekać, dopóki nie zapoznamy się ze wszystkimi faktami.
Stare uśmiechnął się powściągliwie i skrzyżował ręce na piersi.
- Może być też tak, że informacje, którymi dysponujemy, są błędne albo nawet fałszywe. W takiej sytuacji nie wyciągniemy żadnych wniosków.
Bergman postanowiła nie kontynuować tej wymiany zdań, ponieważ zauważyła, że pan profiler i psycholog, którego podrzucił jej Tingström, lubi mieć ostatnie słowo. Proszę bardzo, niech mu będzie, ale tylko wtedy, gdy chodzi o wymianę zdań, jak to było w czasie tej rozmowy. Na pewno nie będzie tolerować takiego zachowania, jeśli chodzi o jej metody i sposób prowadzenia śledztwa. Intuicja i przeczucia bywają równie ważne jak dowody. Jeśli nie będzie mogła prowadzić śledztwa własnymi metodami, poprosi Tingströma, żeby wyznaczył na jej miejsce kogoś innego. Naczelnik wie, że ją na to stać, ale nie była pewna, czy o jej podejściu do prowadzenia dochodzeń został poinformowany Gordon. Miała nadzieję, że nie będzie zmuszona zakomunikować mu tego wprost, bo z doświadczenia wiedziała, że takie ziarno nigdy nie pada na podatny grunt. Zwłaszcza gdy chodzi o mężczyzn.
- Być może - odparła, ale w drodze do wieszaka unikała wzroku swojego nowego kolegi. Zdjęła kurtkę i rzuciła: - Do jutra. Zamierzasz tu nocować?
Stare skinął głową, otworzył pierwszy segregator i zaczął czytać.
- Świetnie - stwierdziła Bergman. - W takim razie skseruj cały materiał dowodowy. Wykonaj po cztery kopie każdego dokumentu.
I nie czekając na odpowiedź, wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami.