Dyrektorzy, intendenci, kierownicy artystyczni
Igo Sym. Kulisy upadku słynnego amanta
Igo Sym
Kulisy upadku słynnego amanta
Przed wojną Igo Sym był gwiazdą polskiej, niemieckiej i austriackiej
kinematografii, przyjaźnił się z Marlene Dietrich oraz występował z pieśniarką Warszawy Hanką Ordonówną. W czasie okupacji pokazał swoje
mroczne oblicze, a za zdradę ojczyzny zapłacił najwyższą cenę.
Karol Antoni Juliusz Sym przyszedł na świat
3 lipca 1896 roku w Innsbrucku jako syn Antoniego Syma i Julianny Anny z Seppich. Ojciec aktora był polskim leśnikiem, który przez wiele lat
pracował w austro-węgierskich lasach państwowych w Gmunden, Innsbrucku,
Niepołomicach i Mikuliczynie. Następnie po pierwszej wojnie światowej
był inspektorem okręgowym Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie, a w latach 1928-1930 - dyrektorem Dyrekcji Lasów Państwowych w Białowieży6. Matka artysty miała z kolei pochodzenie
włosko-austriackie - była córką ślusarza Petera Ernesta Seppiego i Julianny Anny ze Steixnerów7. Karol Antoni Juliusz miał
dwóch starszych braci - biochemika i enzymologa Ernesta Teofila oraz
kompozytora Alfreda Aleksandra8. Jak wynika z zapisu z księgi chrztów katedry św. Jakuba w Innsbrucku, został ochrzczony 15
lipca 1896 roku przez księdza Josefa Riesera, a do chrztu trzymała go
ciotka Anna Steixner. Czterdzieści pięć lat po powstaniu oryginalnego
wpisu wprawna ręka austriackiego urzędnika dopisała przy akcie: "Zmarł 7
marca 1941 roku w Warschau-Stadt"9.
Karol Sym zdobywał kolejno edukację w Cesarsko-Królewskim VIII Gimnazjum
i Cesarsko-Królewskiej II Szkole Realnej we Lwowie, po czym przez
ostatni rok uczył się w gimnazjum w Innsbrucku, gdzie w 1915 roku zdał
maturę10. W tym samym roku wstąpił na ochotnika do armii
Austro-Węgier, w ramach której walczył na froncie włoskim. Zaczynał od
stopnia podchorążego, aby w ciągu następnych dwóch lat awansować kolejno
na kadeta, chorążego i podporucznika. Znany był z odwagi i męstwa, a za
zasługi na froncie włoskim otrzymał Krzyż Wojskowy Karola. Po odzyskaniu
przez Polskę niepodległości przeszedł do polskiej armii i brał udział
między innymi w bitwie pod Skoczowem w styczniu 1919 roku, za co
otrzymał Medal Pamiątkowy za Obronę Śląska Cieszyńskiego (Medal Śląski).
"Stały charakter, jest pod każdym względem wzorowym i dzielnym oficerem,
najlepszym przykładem dla podwładnych, odpowiada wymaganiom oficera
zawodowego nadzwyczajnie" - pisał o nim w opinii z 10 października 1919
roku dowódca 3 Batalionu 12 Pułku Piechoty Ziemi. Nic więc dziwnego, że
już na początku 1920 roku Sym został mianowany porucznikiem i zaczął
pełnić funkcję adiutanta - kolejno w XI Brygadzie Piechoty, 6 Dywizji
Piechoty Wojska Polskiego oraz Departamencie I Piechoty Ministerstwa
Spraw Wojskowych. W końcu w lutym 1921 roku objął funkcję adiutanta
dowódcy Obozu Warownego "Toruń" Edmunda Hausera, lecz już po pięciu
miesiącach został zdemobilizowany11.
W czasach, kiedy Polska formowała swoje granice po odzyskaniu
niepodległości, Karol Antoni Juliusz Sym z dumą nosił mundur i szczycił
się polskim pochodzeniem, podobnie zresztą jak jego starsi bracia Ernest
i Alfred. Adam Steinborn, który w latach 1920-1921 niejednokrotnie
spotykał Syma w Toruniu u swoich rodziców Ottona i Heleny Steinbornów,
tak zapamiętał przyszłego aktora:
Znałem Igo Syma na początku lat dwudziestych, wówczas adiutanta generała
Józefa Hallera [w rzeczywistości Sym był adiutantem generała Edmunda
Hausera - przyp. aut.]. Był zięciem Juliana Fałata: mężem Kuki
Fałatówny. Bywał razem z Fałatem u moich rodziców w Toruniu. Miałem w albumie rodzinnym jego zdjęcie przy stole w domu rodziców, w mundurze
polskiego oficera12.
Związek Karola Syma z córką słynnego akwarelisty Heleną Ritą Zdzisławą
Fałatówną, zwaną Kuką, zaczął się na początku 1918 roku, kiedy przebywał
on na kuracji w sanatorium doktora Ludwika Jekelsa w Bystrej, po tym jak
został ranny na froncie włoskim. Placówka mieściła się w pobliżu domu
Fałatów, więc Kuka często odwiedzała rannych żołnierzy, którzy leczyli
się u doktora Jekelsa. W czasie jednej z wizyt poznała przystojnego
żołnierza i zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. O rodzącym się
uczuciu między Kuką i Julkiem, jak powszechnie nazywano Syma, wkrótce
dowiedział się ojciec dziewczyny. W liście z lutego 1918 roku pisał do
córki:
Co to za Lejtnant Julian Sym w Sanatorium w Bystry, do którego wysłałaś
kartę? Zaczynasz znowu urządzać jakieś poza plecami moimi rendez vous
i szacherki. Jesteś za młoda i uważam za najlepsze, abyś zlikwidowała
twoją karierę artystyczną i wróciła do Bystry. Jestem bardzo
przygnębiony i czuję, że ty mnie pochowasz wkrótce do grobu. Tylko
Ty!13
Nie był jednak w stanie zapobiec rozwojowi wydarzeń, więc po początkowej
niechęci do wybranka córki pogodził się w końcu z jej życiowym wyborem.
Ślub Syma i Fałatówny odbył się 19 czerwca 1920 roku w kościele
garnizonowym przy placu Saskim w Warszawie14. Niemal od samego
początku stosunki między małżonkami nie układały się najlepiej: Kuka
okazała się osobą o chimerycznym usposobieniu, a z czasem zaczęła
zdradzać pierwsze objawy załamania nerwowego. Kiedy kilka miesięcy po
ślubie zaszła w ciążę, zamiast cieszyć się perspektywą macierzyństwa,
rozważała aborcję, od której usiłował odwieść ją ojciec. Ostatecznie
ciąża zakończyła się najprawdopodobniej naturalnym
poronieniem15. Jedyny syn pary Julian Piotr Sym przyszedł na
świat 29 maja 1922 roku w Krakowie, cztery miesiące po tym, jak jego
rodzice podjęli decyzję o separacji. Korespondencja między prawnikami
Syma i Fałatówny dotycząca przeprowadzenia ich rozwodu trwała niemal dwa
lata, zanim 24 stycznia 1924 roku dowódca 12 Pułku Piechoty Oswald Frank
wydał zaświadczenie o udzieleniu Karolowi Symowi rozwodu z Heleną z Fałatów "na podstawie ich zgodnej prośby"16.
Chociaż Sym dał Julianowi Piotrowi swoje nazwisko, nigdy nie interesował
się jego losem, być może powątpiewając w swoje ojcostwo. W czasie
procesu rozwodowego, który toczył się przed Sądem Konsystorskim
Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie, brat Kuki Lucjan Fałat i Mirosława
Szydłowska, bratowa jej kochanka majora Mirosława Szydłowskiego, zeznali
bowiem, że Fałatówna "oddaje się cudzołóstwu"17. Wyłączną
opiekę nad synem sąd powierzył Kuce, która już pod koniec 1924 roku
wyszła za prawnika Mariana Józefa Niemczewskiego i doczekała się jeszcze
dwojga dzieci - Lucyny i Lucjana18. Julian Piotr większość czasu
spędzał jednak u swojego dziadka Juliana Fałata w Bystrej, ponieważ Kuka
zaczęła mieć coraz większe problemy natury psychicznej i nie była w stanie zajmować się dzieckiem. Chłopiec przejawiał ponoć talenty
artystyczne, lecz jego przedwczesna śmierć 20 października 1929 roku na
zapalenie opon mózgowych uniemożliwiła mu ich rozwinięcie19.
Okrutny finał spotkał również byłą żonę Syma - 16 marca 1931 roku
popełniła samobójstwo, skacząc z trzeciego piętra mieszkania przy ulicy
Senatorskiej 19 w Warszawie20. W tym czasie Karol Sym był już
wielką gwiazdą austriackiej i niemieckiej kinematografii występującą pod
pseudonimem artystycznym Igo Sym.
Zanim jednak przyszły gwiazdor kina zadebiutował na wielkim ekranie, w latach 1922-1924 przebywał w Żywcu, gdzie jego ojciec sprawował urząd
starszego radcy leśnictwa w majątkach arcyksięcia Karola Stefana
Habsburga21. Z racji wykonywanego zawodu Antoni Sym mieszkał
wraz z żoną w należącym do dynastii Habsburgów Starym Zamku, którego
historia sięgała końca XV wieku, więc i jego syn znalazł dla siebie
miejsce w okazałej posiadłości22. Wkrótce po przyjeździe do
Żywca Karol zatrudnił się jako referent do spraw ekonomicznych w tamtejszej filii Banku Gospodarstwa Krajowego, lecz - jak wspominał po
latach w wywiadach prasowych - praca ta nie spełniała jego
ambicji23. Aktywnie zaangażował się też w życie artystyczne
miasta, już wówczas kiełkowała bowiem w jego głowie myśl o karierze
aktorskiej. W lutym 1924 roku został jednym z założycieli żywieckiego
Towarzystwa Śpiewaczego "Lutnia", lecz już po kilku miesiącach
przeprowadził się do Warszawy, gdzie kontynuował karierę w bankowości w centrali Banku Gospodarstwa Krajowego24.
Przyjazd do stolicy okazał się dla Syma strzałem w dziesiątkę. W 1925
roku, po kilkumiesięcznym kursie w Instytucie Filmowym Wiktora
Biegańskiego, zadebiutował na wielkim ekranie rolą adwokata Tadeusza
Wyzewicza w filmie Wampiry Warszawy. Tajemnica taksówki nr 1051, a następnie zagrał jeszcze w dwóch polskich filmach - O czem się nie
myśli i Kochanka Szamoty. Już w lipcu 1926 roku młody gwiazdor
filmowy wyjechał do Wiednia na zaproszenie dyrektora wytwórni
Sascha-Film Alexandra Kolowrata i trafił na plan filmu Die Pratermizzi
w reżyserii Gustava Ucicky'ego. Posługiwał się już wówczas imieniem Igo,
pod którym odtąd znała go polska i zagraniczna kinematografia. Film Die
Pratermizzi pojawił się na ekranach kin 7 stycznia 1927 roku, a dzięki
staraniom Igo Syma w czasie jego wiedeńskiej premiery zagrano polski
hymn, podkreślając w ten sposób pochodzenie grającego główną rolę
aktora25.
Pierwszy austriacki film Igo Syma spotkał się z pozytywnymi recenzjami
krytyków, nic więc dziwnego, że Ucicky obsadził go w roli architekta
Maxa Stögera w swojej kolejnej produkcji Giełda miłości (Café
Elektric). Główną rolę w obrazie zagrała Marlene Dietrich, wówczas
dopiero wschodząca gwiazda światowej kinematografii. Między nią a Symem
nawiązała się przyjaźń, której materialnym dowodem jest muzyczna piła
podarowana artystce przez polskiego amanta z dedykacją: Now Suidy
[Sweetie? Lindy? - przyp. aut.] is gone, the sun d'ont [sic!]
shine... Igo, Vienna 192726. W lipcu 1933 roku polski aktor z sentymentem wspominał aktorkę na łamach magazynu filmowego "Kino":
Wówczas była doskonałym typem kochającej matki i żony, wiernej, oddanej
bezgranicznie. Miała przy tym naturę dziecka. Gdy raz słyszała moją grę
na pile przy akompaniamencie gramofonu, do tego stopnia upodobała sobie
ten "instrument", że podarowałem jej piłę. Cieszyła się jak małe
dziecko. Z dużym powodzeniem produkowała się na scenie rewiowej grą na
tej pile27.
Kiedy Marlene została ikoną Hollywood, nie utrzymywała już bliższych
kontaktów z Symem, za to znajomość z Gustavem Ucickym przyniosła
aktorowi w czasie okupacji niesławną rolę naganiacza polskich aktorów do
filmu Heimkehr.
Po sukcesie w Austrii przyszedł czas na podbój niemieckiej
kinematografii - w latach 1928-1931 Sym zagrał w ponad dwudziestu
filmach i to w większości role główne lub przynajmniej pierwszoplanowe.
W międzyczasie zaczął też próbować swoich sił na deskach teatru. W lipcu
1928 roku zagrał na swojej "śpiewającej pile" w operetce Artura Tadeusza
Müllera Król kawy, a w lipcu 1931 roku wcielił się w postać adiutanta
napoleońskiego w wystawionej na deskach wiedeńskiego teatru Komödie
operetce Waltera Kolla Majestät lässt bitten (Jego wysokość
prosi)28. Pod koniec 1931 roku zdecydował się jednak na powrót do
Polski, ponoć z powodu rosnących nastrojów prohitlerowskich w Niemczech,
chociaż bardziej prawdopodobne, że ze względu na słabnącą popularność po
nastaniu epoki kina dźwiękowego. Sym oczywiście bardzo dobrze mówił po
niemiecku, miał jednak problem z wymową "r", co eliminowało go z pozycji
głównego amanta filmowego.
Po powrocie do kraju Igo Sym z miejsca stał się gwiazdą warszawskiej
rewii i operetki, występując w teatrach Banda, Morskie Oko, Cyganeria,
Wielka Rewia czy Cyrulik Warszawski. Miłośnicy kina mogli go zaś
podziwiać w takich polskich filmach, jak Pałac na kółkach, Szpieg w masce i Przebudzenie. Popularność aktora w Polsce była ogromna, o czym świadczy choćby fakt, iż w 1933 roku był drugą osobą w kraju pod
względem otrzymywanej korespondencji, a wyprzedzała go jedynie
Aleksandra ze Szczerbińskich Piłsudska29. Powrót do ojczyzny
zaowocował również kolejnymi romansami Igo Syma, który w latach 1933-
-1935 był związany ze słynną aktorką teatralną i filmową Iną Benitą, a następnie zwrócił swoje serce w stronę Hanki Ordonówny30.
Historycy i biografowie nie są jednak zgodni, czy romans Syma ze słynną
Ordonką był prawdziwą relacją, czy jedynie chwytem marketingowym mającym
na celu reklamę ich wspólnych występów scenicznych na terenie całej
Polski i wśród Polonii na Łotwie31. Ze względu na znakomitą
znajomość języka niemieckiego w 1937 roku Sym pojawił się w filmie
Dyplomatyczna żona, który zrealizowano w dwóch wersjach językowych -
polskiej i niemieckiej32.
Zapewne to właśnie w czasie pracy na planie Dyplomatycznej żony, a właściwie Abenteuer in Warschau, bo taki tytuł nosiła
niemieckojęzyczna wersja filmu, Igo Sym odnowił znajomości z niemieckimi
artystami i otrzymał propozycję głównej roli skrzypka Ferdinanda Lohnera
w filmie Williego Forsta Serenade. Aktor bez wahania przyjął ofertę,
zwłaszcza że jego gaża miała wynosić aż 30 tysięcy marek33.
Premiera filmu odbyła się 26 listopada 1937 roku w kinie Gloria Palast w Berlinie, a kilka dni później Igo zaszczycił swoją obecnością jego
projekcję w Stettinie (dzisiejszy Szczecin). Po uroczystej szczecińskiej
premierze i towarzyszącym jej wystawnym bankiecie Sym po kryjomu opuścił
salę balową i udał się bocznymi ulicami do Dowództwa Wywiadu Wehrmachtu
(Wehrmachtnachrichtenkommandantur), które mieściło się w budynku
towarzystwa ubezpieczeniowego "Germania" na Paradeplatz 16. Nie
wiedział, że jest obserwowany przez członków funkcjonującej w Szczecinie
placówki wywiadowczej "Port" kierowanej przez chorążego Kazimierza
Ziembiewicza ps. "Ziehm". Sporządzili oni dokładny raport ze swoich
obserwacji, który przekazali do centrali Oddziału II Sztabu Głównego
Wojska Polskiego w Warszawie. Informacja o domniemanej współpracy
uwielbianego aktora z niemieckim wywiadem nie została jednak wówczas
potraktowana poważnie i odłożono dokument na półkę34.
Podjęcie przez Syma współpracy z niemieckim wywiadem mogło mieć związek
z obawami aktora, czy po latach nieobecności w niemieckiej
kinematografii zostanie dobrze przyjęty przez krytykę. Brzmi to jak
błahy powód do zdrady, lecz trzeba pamiętać, że wpływ na gusta filmowe w III Rzeszy miało Ministerstwo Propagandy pod przewodnictwem Josepha
Goebbelsa i to od jego decyzji zależało, kto będzie ulubieńcem
publiczności, a kto nie. Po premierze Serenade aktor mógł odetchnąć z ulgą - partyjna gazeta NSDAP "Der Angriff" napisała o jego roli: "Igo
Sym - wspaniały". Sam zaś w rozmowie z dziennikarzem "Kina" po premierze
filmu mówił: "Ten mój come back - to wielki triumf mojej woli", co
mimowolnie nasuwa skojarzenie z tytułem nazistowskiego filmu Leni
Riefenstahl35.
W latach 1938-1939 Igo Sym nadal cieszył się w Polsce niesłabnącą
popularnością, o czym świadczą jego występy na deskach Teatru Malickiej
i Teatru 8.15, a także angaż do dwóch kolejnych filmów - Złota maska,
w którym zagrał architekta Raszewskiego, oraz Żona i nie żona, w którym wcielił się w postać Duvala. Pojawiły się one na ekranach kin już
w czasach Generalnego Gubernatorstwa - odpowiednio 14 września 1940 i 28
lutego 1941 roku36. W ostatnich dniach sierpnia 1939 roku aktor
włączył się w akcję kopania rowów przeciwlotniczych przez mieszkańców
Warszawy, a "Express Lubelski i Wołyński" informował: "A oto Igo Sym -
jak widać ze zdjęcia - także nie próżnował"37. Kiedy 8
września 1939 roku Niemcy weszli do Warszawy, dołączył z kolei do Straży
Obywatelskiej, a 25 września 1939 roku został trafiony niemieckim
odłamkiem w bok, kiedy wydobywał rannych spod gruzów zburzonej
kamienicy. "Przeniesiono go do schronu Teatru Narodowego, a później
Wielkiego, gdzie się schronili i inni aktorzy. Zaraz po kapitulacji
zabrały go wielbicielki i uprowadziły na Stare Miasto" - pisała po
latach Halina Rozwadowska we Wspomnieniach ważnych i nieważnych38.
Kapitulacja Warszawy i wkroczenie do miasta niemieckich wojsk rozpoczęły
jednak zupełnie nowy rozdział w życiu Syma, który zdjął maskę polskiego
patrioty i pokazał swoje prawdziwe oblicze. W październiku 1939 roku
zaczął pracować jako tłumacz w magistracie, a miesiąc później przeniósł
się do komendantury niemieckiej, gdzie zajmował się rejestracją
samochodów. Jaga Boryta, siostra aktora Zbigniewa Sawana, wspominała w 1995 roku w książce A chciałam być tylko aktorką...:
Kiedy Zbyszko Sawan przy rejestrowaniu samochodu w jakimś tam niemieckim
urzędzie natknął się na urzędującego Syma, ten żalił mu się, że
pomawiają go o folksdojczostwo, a on jest tylko tłumaczem. Niemcy go do
tego zmusili, a przecież nie mógł się wyprzeć, że zna perfekt
niemiecki39.
W tym czasie pojawiły się pierwsze pogłoski o tym, że aktor denuncjuje
swoich kolegów po fachu. Kiedy 24 października 1939 roku Niemcy
aresztowali słynnego konferansjera Fryderyka Jarosyego, oskarżał on co
prawda o zadenuncjowanie go reżysera Jana Fethkego, lecz w rozmowie z Romanem Fajansem w 1945 roku dodawał, że w czasie przesłuchania
"oskarżyciel hitlerowski odczytał między innymi teksty wszystkich
przedwojennych antyhitlerowskich konferansjerek oskarżonego,
stenografowanych w swoim czasie troskliwie przez Igo Syma"40.
Zaledwie tydzień po Jarosym aresztowano Hankę Ordonównę, co również
wiązano z działalnością Syma.
Opowiadała mężowi w Tel Awiwie, że obiecał jej Igo Sym przynieść pewnego
umówionego dnia o godzinie 6 wieczorem do jej domu (w alei Szustra)
trochę zapasów żywności - o które wówczas było trudno bardzo - lecz o godz. 6 [wieczorem] zamiast Syma z zapasami zjawiło się gestapo, z nakazem aresztowania
- wspominała po latach sąsiadka aktora Aniela Lawińska41. Sama
Ordonka pisała jednak w swoim pamiętniku, że owe zapasy żywności
przyniósł jej aktor i reżyser Tymoteusz Ortym-Prokulski i to właśnie
jego podejrzewała o denuncjację42. Faktem jest jednak, że
Sym odmówił pomocy pieśniarce, kiedy wysłała do niego gryps z Pawiaka z prośbą o ratunek43.
Z całą zaś pewnością już wówczas nagabywał polskie aktorki, które
jesienią 1939 roku zaczęły pracować w kawiarniach artystycznych, aby
wróciły do swojego zawodu i oddawały swe usługi na rzecz niemieckiej
kinematografii. Lidia Wysocka wspominała po latach:
I Sym od razu mi przyprowadził pewnego dnia do kawiarni jakieś strasznie
grube fisze z Ufy - najpotężniejszej wytwórni filmowej niemieckiej.
Zaproponowano mi, że ja pojadę do tej Ufy, że oni mnie będą uczyli
języka i będę gwiazdą filmu niemieckiego [...]. Oczywiście odmówiłam,
komentując to w ten sposób, że jest wrzesień i nie jestem w nastroju,
żeby w tej sytuacji robić jakąkolwiek karierę, [...] nie czuję się na
siłach psychicznie44.
22 grudnia 1939 roku otwarto z kolei w dawnej siedzibie kina Palladium
przy ulicy Złotej 7 pierwsze kino przeznaczone tylko dla Niemców o nazwie Helgoland i mianowano Syma jego kierownikiem. W kolejnych
miesiącach aktor zaczął też najprawdopodobniej sprawować pieczę nad
kinem Atlantic przy ulicy Chmielnej 3345.
Aktywność Igo Syma w niemieckich urzędach szybko zwróciła uwagę wywiadu
i kontrwywiadu Związku Walki Zbrojnej. Jego oficerowie zaczęli bacznie
obserwować każdy krok aktora, podejrzewając, że może współpracować z gestapo. 19 kwietnia 1940 roku donoszono: "W październiku zgłosił się
jako tłumacz. Obecnie pracuje w Reichspropaganda, przemawiał przy
otwieraniu kin. Wyraźnych dowodów współpracy nie ma". Dokładniejszą jego
charakterystykę przedstawili trzy dni później "dr K" i "Zawadzki":
Przed wojną germanofil, bywalec klubu hitlerowskiego przy ulicy Fredry
6. Natychmiast po wkroczeniu Niemców do Warszawy wypłynął jako tłumacz w magistracie. Następnie pracował w komendanturze przy rejestracji
samochodów. Często spotyka się z cywilnymi osobnikami, z którymi
rozmawia po niemiecku. Wyciąga ludzi na rozmowy polityczne46.
Obserwacją Igo Syma zajmowali się przede wszystkim Stanisław Łaniewski
ps. "Dach" i Roman Niewiarowicz ps. "Łada", ale meldunki na jego temat
pochodziły też od innych osób. 14 kwietnia 1940 roku "Wisła" pisał o Symie: "Aktor, szpieg niemiecki, obecnie kierownik teatru Helgoland
(Palladium) i Atlantic". 26 kwietnia 1940 roku "Dach" raportował z kolei:
W sferach artystycznych powszechnie jest uważany za agenta gestapo.
Powierzono mu zorganizowanie teatru "Komedia Polska". W czasie wizyt w urzędach niemieckich z innymi artystami w sprawach związanych z organizacją teatru legitymował się zaświadczeniem gestapo i pozdrawiał
Niemców Heil Hitler. Na tę okoliczność są świadkowie.
Dopiero jednak 7 czerwca 1940 roku "Dach" i "Wisła" napisali z całą
stanowczością w swoim raporcie: "Współpracuje z gestapo", a 12 lipca
1940 roku ich ustalenia potwierdził "Edward"47.
Wspominany w meldunkach teatr Komedia rozpoczął działalność 22 maja 1940
roku przy ulicy Kredytowej 14, gdzie wcześniej znajdowało się dość
prymitywne kino Olza. W niemieckich archiwach zachowały się fotografie
dokumentujące przygotowania do otwarcia okupacyjnej sceny. Widać na nich
Igo Syma w towarzystwie reżysera Romana Niewiarowicza, dyrektora sceny
Józefa Artura Horwatha oraz jednej z głównych aktorek Komedii - Iny
Benity. Aktor cały czas był pod urokiem swojej dawnej partnerki i nie
można wykluczyć, że to właśnie pod wpływem żywionych do niej uczuć
postanowił otworzyć ten przybytek sztuki. Wiadomo, że Benita
uczestniczyła w spotkaniach organizacyjnych Komedii, a na jednym ze
zdjęć trzyma nawet makietę sceny, co świadczy o jej większym
zaangażowaniu w przedsięwzięcie. Aktorka okazała się jednak odporna na
urok dawnego kochanka, ponieważ kiedy kilka miesięcy później proponował
jej rolę w filmie Heimkehr, odpowiedziała mu z całą stanowczością: "Tu
[w Polsce - przyp. aut.] jadłam chleb, nie zagram w antypolskim
filmie"48.
Najważniejszą funkcją, jaką sprawował Igo Sym w okupowanej Warszawie,
było jednak stanowisko intendenta (dyrektora) Teatru Miasta Warszawy,
który obok niemieckiego Theater der Stadt Warschau funkcjonował w murach
przedwojennego Teatru Polskiego. Przygotowania do otwarcia tego nowego
przybytku sztuki, w którym cztery razy w tygodniu prezentowano spektakle
dla Niemców, a trzy razy dla Polaków, rozpoczęły się wiosną 1940 roku.
Do Polski przybył wówczas jako referent ds. kultury i teatru w Warszawie
Niemiec Erich Claudius, który jeszcze w czasach Republiki Weimarskiej
próbował swoich sił jako aktor, producent, reżyser i scenarzysta, choć w żadnej z tych dziedzin nie odniósł większych sukcesów49. Miał
za to piękną córkę z pierwszego małżeństwa Marieluise Claudius,
popularną aktorkę teatralną i filmową, znaną między innymi z roli
hrabiny Cosel w polsko-niemieckim filmie August Mocny z 1936 roku. To
właśnie Claudiusowi powierzono zorganizowanie wraz z Symem Theater der
Stadt Warschau - Teatru Miasta Warszawy, w którym pierwszy z nich miał
odpowiadać za polski zespół, drugi zaś - za niemiecki50.
Wybór Ericha Claudiusa na referenta ds. kultury i teatru w okupowanej
stolicy był dosyć zaskakujący, ponieważ nie cieszył się on wśród
członków NSDAP dobrą opinią, a kilka lat przed wybuchem wojny przed
Komisją Dochodzeniowo-Arbitrażową (Untersuchungs- und
Schlichtungsausschuss) toczyło się postępowanie zmierzające do
wykluczenia go z partii za "podejrzane zachowania biznesowe" i "niemoralne prowadzenie się"51. Życie prywatne Claudiusa faktycznie
było dość burzliwe. Po rozwodzie z aktorką Lisbeth Reschke, z którą
doczekał się wspomnianej już Marieluise, ożenił się z Ilse Petiscus, z którą miał dwoje dzieci Bernwarda i Utę, lecz na początku lat
trzydziestych porzucił ją dla Marie Charlotte Steche, która
współpracowała z nim w zakresie promowania "dzieł niemieckiej sztuki
wysokiej" za granicą. "Jego zaciekłym przeciwnikiem był Friedrich
Uebelhoer, oficer SS i członek NSDAP w Reichstagu, w 1940 roku mianowany
inspektorem okręgu Rzeszy w Kraju Warty i prezydentem rejencji
kalisko-łódzkiej" - opowiada wnuk Claudiusa Alexander Netschajew. Dodaje
on, że w utrzymaniu się w szeregach NSDAP pomogło ponoć Claudiusowi
wsparcie ze strony samego Rudolfa Hessa52.
Kiedy Erich Claudius, jego trzecia żona Marie Charlotte i ich ukochany
jamnik Wurschtel przybyli do Warszawy, nie zostali przyjęci przez
polskie środowisko artystyczne z otwartymi ramionami, chociaż część
aktorów - zapewne z obawy przed represjami - starała się pozyskać ich
względy. Bohdan Korzeniewski wspominał po latach, jaki widok zobaczył z okna mieszczącej się w foyer Teatru Polskiego kawiarni Bazar: "Przed
budynek wychodzi para. Wysoki dorodny intendent ze swoją grubą niemiecką
żoną. Kroczą dumnie pod rękę, a trzy kroki za nimi idzie uśmiechnięty
Jerzy Leszczyński, prowadząc na smyczy ich pieska"53. Kilka
miesięcy później Leszczyński został zresztą jednym z aktorów i reżyserów
Teatru Miasta Warszawy, lecz po wyreżyserowaniu sztuki Papa coś
nabroił, w której zagrał także jedną z ról, zrezygnował z pracy w teatrze, obawiając się kary ze strony Polskiego Państwa
Podziemnego54.
Niemiecki intendent nie dożył jednak otwarcia Theater der Stadt Warschau
- Teatru Miasta Warszawy w październiku 1940 roku, ponieważ już 13 lipca
1940 roku zmarł nagle w hotelu Bristol w tajemniczych okolicznościach.
Po wojnie reżyser Roman Niewiarowicz ujawnił na łamach "Tygodnika
Powszechnego", że to właśnie jego brygada zlikwidowała go przy pomocy
trucizny55. Rodzina Claudiusa miała jednak inne informacje
dotyczące jego śmierci.
W naszej rodzinie kariera Ericha była przedstawiana inaczej - jako
idealista przyjechał do Warszawy, zauważył, jak okrutni byli dla
polskiej ludności naziści, a potem został przez nich zamordowany.
Uważam, że to piękna bajka, ale nie ma żadnego pokrycia w faktach. Fakt,
że Erich został wyeliminowany przez polskie podziemie, wydaje mi się
bardzo prawdopodobnym wyjaśnieniem jego niespodziewanej śmierci
- tłumaczy Alexander Netschajew56. Ilse Claudius, druga żona
referenta ds. kultury i teatru w Warszawie, wspominała zresztą w rozmowie z wnukiem, że na krótko przed śmiercią były mąż odwiedził ją w Berlinie i powiedział jej: "Nie wiem, czy poradzę sobie w Warszawie".
Pocieszała go wówczas, nazywając Ein Stehaufmännchen-Männchen, czyli
mężczyzną, który zawsze się podnosi, niezależnie od tego, ile razy
upadnie57. Okazało się jednak, że starcie z brygadą polskich
patriotów było dla Ericha Claudiusa śmiertelnym ciosem...
Niedługo po śmierci Claudiusa ukazał się pierwszy numer magazynu dla
Niemców w Generalnym Gubernatorstwie "Warschauer Kulturblätter"
poświęconego niemieckiej kulturze i sztuce w okupowanej Warszawie.
Otwierał go portret zmarłego referenta opatrzony wzruszającą laudacją:
Drogi Claudiusie, byłeś artystą w pełnym tego słowa znaczeniu. Miałeś
obsesję na punkcie sztuki i ogromną miłość do niej. Ale byłeś kimś
więcej, byłeś wojownikiem. Nie szukałeś wrogów, ale ich dostrzegałeś i podejmowałeś walkę. Wielka bitwa i trudne potyczki nie osłabiły cię, nie
rzuciły na ziemię, lecz uczyniły silnym i dojrzałym. Z jaką radością
przyjąłeś powołanie do Warszawy. Jak szczęśliwy byłeś tutaj, w swojej
pracy. Jak pokonałeś trudności - ile szczegółowej pracy, aby wszystko
przygotować do wielkiego intelektualnego dzieła, które wyraźnie przed
sobą widziałeś i które chciałeś zbudować dla Niemców - dla Niemiec.
Chciałeś dać z siebie wszystko, wcielić pomysły w życie. Z tą nadzieją i z tą wizją odszedłeś od nas. Ale przekazałeś nam swoje plany i pomysły,
a one zostaną zrealizowane, Erichu Claudiusie58.
Przedstawienie musiało jednak trwać dalej. Od 24 lipca do 1 września
1940 roku odbywały się w warszawskim Teatrze Na Wyspie Sommerspiele dla
niemieckich żołnierzy, których przygotowaniem zajmował się tuż przed
śmiercią niemiecki referent. Wystawiono wówczas Ifigenię w Taurydzie
Johanna Wolfganga Goethego, Głośną tajemnicę Pedra Calderona i Zielonego Gila Tirsa de Moliny59. Chociaż w sztukach
występowali przede wszystkim niemieccy aktorzy, za scenografię
odpowiadał ceniony Stanisław Jarocki, a na scenie można było podziwiać
kilku polskich tancerzy60. Było to swego rodzaju preludium
przed rozpoczęciem pierwszego sezonu działalności Theater der Stadt
Warschau - Teatru Miasta Warszawy.
Pismem z 23 sierpnia 1940 roku prowadzenie Theater der Stadt Warschau -
Teatru Miasta Warszawy powierzono Igo Symowi i wdowie po Erichu
Claudiusie Marie Charlotte Claudiusowej, uznając, że specyfika pracy
tego dwujęzycznego teatru wymaga obecności dwóch osób na kierowniczych
stanowiskach. Kompetencje Claudiusowej przedstawiano następująco:
Pani Claudius jako Niemka Rzeszy i wieloletnia członkini partii czuwa
przede wszystkim nad ochroną niemieckich interesów kulturalnych i gwarantuje, że idee narodowosocjalistyczne znajdą swe odzwierciedlenie w duchu i praktyce codziennej działalności Theater der Stadt Warschau.
Do jej obowiązków należały też między innymi organizacja niemieckiego
zespołu, troska o realizację zadań społecznych Theater der Stadt
Warschau, jak również prowadzenie korespondencji oraz opracowywanie
planów organizacyjnych i projektów artystycznych61.
Igo Symowi przekazano w nadzór przede wszystkim sprawy związane z polską
sceną ze względu na jego "dokładną znajomość polskich warunków i języka
polskiego, bogate doświadczenie zdobyte w polskim środowisku
artystycznym, jak również dokładną znajomość warszawskich warunków
gospodarczych i kulturalnych". Jemu też przypadał w większym stopniu
"nadzór nad sprawami finansowymi i administracyjnymi", ponieważ
"opanował te zagadnienia dzięki swojej wieloletniej pracy na stanowisku
prokurenta banku". W dokumencie podkreślono, że "realizacja kierownictwa
artystycznego, nadzór nad próbami, warsztatami i wszelkimi pracami
związanymi ze spektaklami jest w każdym przypadku przedmiotem ścisłej
współpracy". Oficjalnie jednak Igo Sym miał figurować jako pierwszy we
wszelkiej dokumentacji dotyczącej działalności teatru62. Zgodnie
z umową zawartą 1 września 1940 roku z gubernatorem Ludwigiem Fischerem
gaża Syma jako dyrektora (intendenta) teatru wynosiła 1171
złotych63.
Oficjalne otwarcie Theater der Stadt Warschau nastąpiło 6 października
1940 roku w obecności generalnego gubernatora Hansa Franka, a sześć dni
później podwoje otworzył Teatr Miasta Warszawy. Na łamach prasy
gadzinowej pisano, że w repertuarze znajdą się przede wszystkim "dobre
operetki, komedie, a poza tym i dramaty", a także wyraźnie zaznaczono,
że "z repertuaru są wyłączone oczywiście sztuki pisarzy żydowskich, jak
również sztuki tłumaczone przez żydów, które w dotychczasowym
repertuarze polskim odgrywały znaczną rolę"64. Chociaż część
polskiego społeczeństwa przychodziła na spektakle Teatru Miasta Warszawy
i innych teatrów jawnych, Polskie Państwo Podziemne ostro krytykowało je
na łamach konspiracyjnej prasy, a nawet organizowało akcje małego
sabotażu, takie jak choćby rozpylanie w teatrach gazów łzawiących i wywołujących wymioty. Powszechna była też opinia, że dyrektor Sym to
"kanalia" i "jeden z najniżej stojących intelektualnie aktorów
warszawskich"65.
W tym samym czasie Igo Symowi powierzono kolejne odpowiedzialne zadanie.
Reżyser Gustav Ucicky, znany dobrze aktorowi z czasów jego kariery w austriackiej kinematografii, otrzymał od władz niemieckich zadanie
zrealizowania filmu, który pokazywałby rzekome prześladowanie
niemieckiej mniejszości narodowej przez Polaków w 1939 roku, a tym samym
uzasadniał działania wojenne prowadzone przez nazistów. Dyrektor Teatru
Miasta Warszawy miał werbować polskich aktorów do antypolskiej czy wręcz
polakożerczej produkcji. 13 grudnia 1940 i 4 stycznia 1941 roku Sym
zawarł umowy z wytwórnią Wien-Film, zgodnie z którymi miał pełnić przy
filmie funkcję tłumacza, chociaż sam w piśmie do wytwórni z 2 stycznia
1941 roku określił się mianem jej męża zaufania i pełnomocnika. Zgodnie
z kontraktami miał otrzymywać za swoją pracę tygodniowe wynagrodzenie w wysokości 125 marek niemieckich plus 250 złotych. Przysługiwały mu
również dieta 20 marek niemieckich dziennie na pobyt w Wiedniu oraz
bilety na pociąg drugiej klasy z wagonem sypialnym z Warszawy do Wiednia
i z powrotem66. Wiadomo jednak, że w prace nad filmem
Heimkehr zaangażowany był już znacznie wcześniej. Kapitan Wehrmachtu
Wilm Hosenfeld, który pełnił funkcję oficera łącznikowego przy ekipie
filmowej, zapisał bowiem w swoim dzienniku pod datą 26 sierpnia 1940
roku: "Z filmowcami z towarzystwa Wien-Film szukaliśmy plenerów w okolicach W[arszawy]. Reżyseria: [Gustav] Ucicky; scenografia:
[Walter] Röhrig; produkcja: [Erich] von Neusser; zdjęcia:
[Günther] Anders; kierownik letnich plenerów: Igo Sym"67.
Namówienie polskich artystów do zagrania w ohydnym dziele niemieckiej
propagandy stanowiło jednak dla Syma nie lada wyzwanie. Aktor
niejednokrotnie posługiwał się przy tym procederze szantażem, a jako
osoba obeznana w polskim świecie artystycznym znał wiele tajemnic i niewygodnych faktów. W przypadku Bogusława Samborskiego i Józefa
Kondrata wykorzystał żydowskie pochodzenie ich żon - odpowiednio Stelli
(Stefanii) Tarapani i Guty Blumenfeld. Niektórym aktorom groził z kolei,
że za odmowę przyjęcia roli mogą zostać wywiezieni do obozów
koncentracyjnych. Ostatecznie na skutek działań Syma udało się zwerbować
- oprócz wspomnianych Samborskiego i Kondrata - między innymi Michała
Plucińskiego, Stefana Golczewskiego, Juliusza Łuszczewskiego, Bolesława
Dominiaka i Tadeusza Żelskiego. Odmówili mu natomiast stanowczo tacy
artyści, jak: Kazimierz Junosza-Stępowski, Roman Dereń, Antoni Różycki,
Lili Zielińska czy Ina Benita. W przypadku kilku aktorów, między innymi
Jerzego Pichelskiego, Stanisława Grolickiego, Franciszka Dominiaka i Hanny Chodakowskiej, umowy zostały podpisane, lecz artyści zerwali je,
kiedy tylko pojawiła się taka możliwość po śmierci Syma68.
O tym, jak wyglądały kulisy zatrudniania polskich aktorów do filmu
Heimkehr, wspominał szczegółowo namawiany przez Syma do przyjęcia roli
Feliks Żukowski w grudniu 1972 roku w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim".
W czasie spotkania w hotelu Bristol Igo Sym powiedział mu, że film
będzie kręcony w Polsce, a o tym, kto kogo zagra, zadecyduje reżyser
Ucicky. Żukowski był bardzo zdziwiony, kiedy dowiedział się, iż nie
dostanie scenariusza, lecz jednocześnie Sym zapewniał go: "Bądźcie
dobrej myśli. Gwarantuję wam i doskonałe papiery, i nietykalność".
Początkowo aktorowi kolaborantowi pomagał Jerzy Gabryelski, reżyser
między innymi Czarnych diamentów, któremu Igo powiedział, że zakłada
"towarzystwo filmowe" mające wyprodukować we współpracy z Wien-Filmem
kilka dzieł "o wolnych tematach" w polskiej i niemieckiej wersji
językowej. Kiedy Gabryelski dowiedział się, jaka jest prawdziwa idea
filmu, natychmiast się wycofał. Wcześniej jednak zdążył pokazać
Ucicky'emu zdjęcia z Czarnych diamentów i to właśnie na nich reżyser
wypatrzył Żukowskiego69.
Po krótkiej rozmowie z Igo Symem Żukowski został wezwany do
dwupokojowego apartamentu, w którym na czas pobytu w Warszawie mieszkał
Gustav Ucicky.
Zwracał się do mnie po niemiecku, a ja słabo znałem ten język. Wyglądało
trochę na to, że on bada, czy Polacy mogą się z nim porozumieć.
Powiedział, że chciałby, abym zagrał w jego filmie. Wtedy moja znajomość
niemieckiego gwałtownie się pogorszyła... Wreszcie Ucicky zrezygnował
- wspominał w "Dzienniku Łódzkim" Żukowski. Domyślał się już, że może
chodzić o film antypolski, więc zrobił wszystko, aby go nie
zaangażowano. Sym miał wówczas powiedzieć oburzony: "Przecież lepiej
grać, niż być w Oświęcimiu", na co Żukowski odparł: "To jeszcze nie
znaczy, że my musimy być w Oświęcimiu. A poza tym nie rozumiem, co to ma
znaczyć, że ty nam grozisz..."70. Po latach zaangażowany w okupacyjne życie teatralne reżyser Tymoteusz Ortym wspominał w publikowanych w odcinkach wspomnieniach Gdzie hrabiny były kelnerkami,
że Ucicky - najwidoczniej w przeciwieństwie do Syma - "był bardzo
życzliwie ustosunkowany do polskich aktorów i narzucone mu przez
Goebbelsa zadanie traktował z widocznym zażenowaniem", a każdego z aktorów witał słowami: "Przypadł mi niemiły udział zaproponowania panu
udziału w filmie przeciwko-polskim. Nie sądzę, by zgodził się pan na
moją propozycję"71. Do rewelacji Ortyma - choćby ze względu
na jego okupacyjną działalność - należy podchodzić z pewnym dystansem,
lecz z zachowanych relacji wynika, że to Sym był w tym duecie "złym
policjantem", który straszył artystów konsekwencjami za odmowę udziału w filmie.
Zachowało się wiele relacji ukazujących Igo Syma w skrajnie negatywnym
świetle jako człowieka całkowicie zaprzedanego Niemcom i oddanego
propagandzie okupanta. Kiedy Gena Galewska, córka scenografa Józefa
Galewskiego i żona pisarza Tadeusza Wittlina, spotkała go na ulicy z opaską ze swastyką na rękawie marynarki, odpowiedział zaskoczonej
znajomej: "A pani sobie wyobrażała, że dawniej żyłem tylko z teatru? Nic
podobnego". Jej ojciec Józef Galewski pisał wręcz w swoim
niepublikowanym pamiętniku:
Igo Sym kiedyś w rozmowie z córką wyszedł z siebie i zawołał: "Wszyscy
Polacy powinniście zginąć w Oświęcimiu lub w więzieniu!". Widząc, że
córka tym się zdenerwowała, zaczął ją przepraszać, że powiedział to na
żarty i w końcu mówi: "W razie jeśli ojciec, pani lub matka będzie miała
jakąś nieprzyjemność od władz niemieckich, proszę się zaraz powołać na
mnie i dać mi znać". Ale on miał tę nieprzyjemność, że go zabili i nie
potrzebowaliśmy jego opieki i interwencji72.
Choć trzeba uczciwie przyznać, że Sym nie należał do NSDAP, SS ani SA,
jak również nie pojawia się na liście żołnierzy Wehrmachtu, miał inne
poważne grzechy na sumieniu, za które w końcu przyszło mu
zapłacić73.
Prowadzenie koncesjonowanych przez okupanta kin i teatru, werbowanie
aktorów do antypolskiego czy wręcz polakożerczego filmu, a ponoć także
praca lektora w niemieckim tygodniku dźwiękowym... Dla polskiego podziemia
były to wystarczające zarzuty, by rozpocząć przygotowania do likwidacji
aktora-kolaboranta. Decyzję w tej sprawie - nie wyrok, jak można
przeczytać w licznych publikacjach - wydał najprawdopodobniej komendant
Okręgu Warszawa Miasto ZWZ Zdzisław Zajączkowski74.
Początkowo Roman Niewiarowicz sugerował, aby podobnie jak w przypadku
Ericha Claudiusa wykorzystać truciznę i upozorować atak serca, ale
Stanisław Łaniewski powiedział mu, że likwidacja Syma ma być "silnym
wstrząsem dla społeczeństwa i daniem dowodu, że polskie władze podziemne
działają". Zamiast trucizny miał być więc wykorzystany "Vis" cal. 9,
czyli krótka broń palna. "Łada" zaproponował wówczas "Dachowi", by
przeprowadzić akcję na ulicy Oboźnej, dającej możliwość szybkiego
zniknięcia sprawców. Cynk o tym, że zbliża się Sym, miał dać
likwidatorom aktor Maksymilian (Marek) Szacki. "Po wyroku ja miałem
wbiec przerażony do gmachu Teatru Polskiego [Teatru Miasta Warszawy -
przyp. aut.], a obydwaj "strzelcy" mieli zniknąć w dwóch
przeciwległych kierunkach" - wspominał Niewiarowicz w artykule Prawda o Igo Symie opublikowanym w 1946 roku w "Tygodniku Powszechnym". Sam
musiał być obecny przy likwidacji, aby wykluczyć pomyłkę strzelców i przypilnować, by zrobili wszystko zgodnie z rozkazem. Akcję jednak
odwołano, ponieważ Sym został pilnie wezwany do Wiednia w sprawie
formalności dotyczących filmu Heimkehr75.
Wkrótce Roman Niewiarowicz podjął drugą próbę pozbycia się Syma, lecz
ona także zakończyła się niepowodzeniem. Tak relacjonował przebieg
zdarzeń na łamach "Tygodnika Powszechnego":
Nagły rozkaz: wykonanie wyroku ma nastąpić w barze-restauracji,
prowadzonej przez aktorów w Teatrze Polskim [Teatrze Miasta Warszawy -
przyp. aut.], podczas obiadu zorganizowanego przeze mnie. Umawiam się z Symem na godzinę 14:30, zapraszając go na pożegnalny obiad. Zjawiam się
pierwszy i zajmuję stolik z kanapką przy barze. Na sali jeden z moich
szefów, w towarzystwie Ewy Stojowskiej - aktorki - członka mojej
brygady, przy innych stolikach publiczność, a przy stoliku obok, przed
barem, dwaj "strzelcy", ale inni! Znam ich, wiem, kim są, ale to nie ci
ludzie, z którymi najdrobniejszy szczegół był omówiony.
Okazało się, że jeden z umówionych strzelców zginął w nagłej
strzelaninie, a drugi musiał ukrywać się przed Niemcami76.
Na obiedzie towarzyszyła Symowi intendentka Claudiusowa, z którą
Niewiarowicz rozmawiał na temat jej pasierbicy, aktorki teatralnej i filmowej Marieluise Claudius, występującej niegdyś w Hamburgu w jednej
ze sztuk reżysera. "Hasłem wykonania ma być moje udanie się do szatni, z której mam na widoku schody wejściowe i w razie czego swobodny obstrzał
sali i schodów, jako zabezpieczenie "strzelców" od ewentualnych
niespodzianek" - relacjonował Niewiarowicz w "Tygodniku Powszechnym".
Kiedy jednak "Łada" zamówił do stolika trzy kieliszki koniaku, aby uśpić
czujność Syma, otrzymał od swojego przełożonego sygnał, że akcja ma
zostać wstrzymana77. Dopiero trzecia próba zlikwidowania
artysty zakończyła się powodzeniem.
Igo Sym został zastrzelony 7 marca 1941 roku w swoim mieszkaniu przy
ulicy Mazowieckiej 10 w Warszawie przez zespół bojowy "ZOM" kontrwywiadu
Okręgu Warszawa Miasto Związku Walki Zbrojnej w składzie: podporucznik
Bohdan Rogoliński ps. "Szary", podporucznik Roman Rozmiłowski ps.
"Srebrny", "Zawada" i kapral Wiktor Klimaszewski ps. "Mały" (według
relacji Stefana Matuszczyka ps. "Porawa" byli to porucznik Leszek
Kowalewski ps. "Twardy" i Rozmiłowski). Ostatnie godziny życia Syma
znane są szczegółowo dzięki relacji jego sąsiadki Anieli Lawińskiej,
żony aktora i reżysera Ludwika Lawińskiego. Tak opisywała ona przebieg
zdarzeń:
W noc poprzedzającą zabójstwo Igo Sym nabity we frak, w którym zawsze
pięknie wyglądał, wziął udział w dużym przyjęciu (u Niemców, w alei
Szucha), które trwało do rana, po czym udał się na dworzec po swego
brata młodszego [starszego o dwa lata Alfreda Syma - przyp. aut.],
którego udało mu się zwolnić z niewoli niemieckiej - tuż po przyjęciu
przez tegoż "volksdeutsch'ostwa" (o tym wszystkim niedyskretnie
poinformowała mnie matka Iga [Julianna Symowa]). Po powrocie do domu
cała rodzina, tj. matka, Igo, jego brat i żona brata, zasiedli do
śniadania. Dobry nastrój śniadania rodzinnego zakłócił bezlitosny nakaz
podziemia78.
Sporządzony przez Związek Walki Zbrojnej raport precyzował, że aktor
odebrał starszego brata z dworca o czwartej nad ranem, a więc trzy
godziny przed śmiercią79.
Samą likwidację współpracującego z Niemcami artysty dokładnie opisał
podporucznik Roman Rozmiłowski ps. "Zawada", który oddał celny strzał do
kolaboranta, w wywiadzie udzielonym prasowemu sprawozdawcy wojennemu
Stefanowi Koprowi ps. "Nienaski":
[Sym] mieszkał na czwartym piętrze przy ulicy Mazowieckiej 10. O godzinie 7.10 zapukaliśmy do drzwi. Otworzyła służąca.
- Czy pana dyrektora Syma możemy prosić? - W tej chwili ukazał się Sym.
- Czy pan Igo Sym?
- Tak. Czym mogę panom służyć?
W tej chwili wystrzeliłem, mierząc z Visa prosto w serce. Strzał był
celny. Szpicel upadł na twarz bez jęku. Ze schodów zbiegliśmy pędem.
Później spokojnie rozeszliśmy się do domów80.
Nieco inną wersję wydarzeń przytoczył Stefan Matuszczyk ps. "Porawa",
dowódca oddziału 993/W kontrwywiadu Komendy Głównej Armii Krajowej w latach 1943-1944, w maszynopisie Likwidacja Igo Syma na ul.
Mazowieckiej nr 10:
Pewnego ranka zadzwonili oni [Kowalewski i Rozmiłowski - przyp. aut.]
do mieszkania Igo Syma. Po dłuższej chwili oczekiwania męski głos w przedpokoju zapytał po niemiecku: "Kto tam?". Odpowiedział mu po
niemiecku por. "Srebrny", że listonosz z depeszą. Po chwili słychać było
przekręcanie klucza w drzwiach i odsunięcie łańcucha. Drzwi uchyliły
się. Por. "Twardy" runął na nie całym ciężarem, odpychając w głąb
przedpokoju Igo Syma. Wskakuje za nim do przedpokoju, naciska język
spustowy pistoletu - niewypał. Repetuje broń. Igo Sym zdążył w tym
czasie wyciągnąć pistolet z kieszeni, jednak "Twardy" uprzedził zdrajcę.
Na odgłos strzału wypadł z pokoju jakiś mężczyzna. Był to brat Igo Syma,
który został zwolniony z Oflagu i tej nocy przyjechał do Warszawy i zatrzymał się u Igo Syma. Wykonawcy poinformowali go, za co został
skazany na karę śmierci Igo Sym. Po zabraniu dokumentów Syma i pistoletu
wykonawcy wyszli81.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki