Granice. Tom 1 - Astra Wysocka

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (30,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PROLOG

Zawsze myślałam, że jestem "za dużo".

Za głośna w swoich marzeniach.

Za cicha w swoich łzach.

Za silna dla jednych, za wrażliwa dla innych.

Aż pewnego dnia usiadłam przy oknie w swojej kuchni, patrząc na ruch ulicy poniżej, i poczułam... tę znajomą pustkę między jednym oddechem a drugim.

Pustkę, która pojawiała się zawsze wtedy, gdy odchodził kolejny mężczyzna, mówiąc zdanie, którego nienawidziłam najbardziej:

"Wiesz... Ty mnie trochę przytłaczasz."

Przytłaczam.

Śmieszne słowo.

Tak łatwo nim przykryć własny strach.

Bo prawda była inna - i wiedziałam to, choć długo nie chciałam tego widzieć:

Oni nie bali się mnie.

Oni bali się tego, co moja obecność o nich odsłaniała.

Tego ranka, siedząc z kubkiem letniej kawy, zrozumiałam coś brutalnie prostego:

To nie ja byłam ciężarem.

To oni byli niegotowi.

Wieczorem wyszłam na spacer.

Zimne powietrze łaskotało mnie po policzkach, miasto pulsowało w swoim chaotycznym rytmie, a moje obcasy wybijały tempo myśli, które wracały jak echo.

Minęłam parę.

Ich śmiech był miękki, lekki, jakby wszystko w ich świecie miało sens.

Zatrzymałam się.

"Dlaczego dla mnie to nigdy tak nie wygląda?" - pomyślałam.

Ale odpowiedź była prosta:

Bo ja nigdy nie byłam kobietą "trochę".

Byłam kobietą "całą".

A mężczyźni, których wybierałam...

Oni wybierali mnie tylko częściowo.

Weszłam do małej kawiarni.

Pachniało cynamonem, świeżym chlebem i czymś jeszcze - spokojem, którego nie czułam od dawna.

Usiadłam w kącie, zamówiłam herbatę i zaczęłam pisać w notesie, który zawsze nosiłam w torebce.

Nie planowałam tego.

Słowa same spadały na papier:

"Nie jestem trudna.

Jestem głęboka.

Nie jestem zimna.

Jestem ostrożna.

Nie jestem silna, bo chcę.

Jestem silna, bo musiałam być."

Kiedy skończyłam, ktoś zatrzymał się obok.

- Przepraszam... - odezwał się mężczyzna. Głos miał niski, miękki, spokojny, jakby mówił z miejsca, w którym nikt nie musi udawać. - Mogę coś powiedzieć?

Podniosłam wzrok.

Miał oczy... nie chłodne, nie nerwowe - uważne.

Takie, które patrzą, żeby zrozumieć, a nie osądzić.

Rzadkość.

- Mhm - kiwnęłam głową, nie zamykając notesu. Nie miałam nic do ukrycia.

Przez chwilę milczał.

To było dobre milczenie - to, które poprzedza prawdę, nie wymówkę.

- Widziałem, jak piszesz - powiedział w końcu. - I wyglądałaś jak ktoś, kto bardzo długo nie pozwolił sobie być naprawdę... zauważony.

Te słowa trafiły we mnie mocniej, niż powinny.

Nie dlatego, że były romantyczne.

Bo nie były.

Były celne.

Do bólu.

- A ty? - zapytałam, patrząc mu prosto w oczy. - Ty się mnie nie boisz?

Uśmiechnął się lekko.

Nie po to, żeby zrobić wrażenie.

Po prostu tak, jak uśmiecha się ktoś, kto rozumie, że drugi człowiek bywa czasem czujny jak ranione zwierzę.

- Nie - odpowiedział. - Nie ma w Tobie nic, czego warto się bać.

Są rzeczy, które warto... zobaczyć.

Poczułam, jak coś we mnie drga.

Nie naiwna nadzieja.

Raczej: może tym razem to nie ja uciekam. Może tym razem to nie on.

I wtedy zrozumiałam:

Mężczyzna, który nie boi się mojej siły...

to ten, który widzi moją delikatność jako dar, nie zagrożenie.