Gra złudzeń - Kasia Magiera

Kup ebooka

45.00 zł
37.68 zł (37,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Dzień 1

Ulica Solidarności. Mieszkanie Leona Urbańskiego

- To miejsce zbrodni, co ta kobieta tu robi? - rzucił szorstko komisarz Hektor Cichy do dwóch policjantów stojących na korytarzu przed drzwiami ekskluzywnego apartamentu. Znał ich z widzenia z komendy. Byli z wydziału prewencji.

Na półpiętrze na niskim parapecie siedziała starsza, blada kobieta. Komisarz nie miał pojęcia, czy usiadła, bo musiała odpocząć, idąc po schodach, czy może na kogoś czekała, ale mało go to interesowało. Jej obecność w tym miejscu była niepożądana. Zresztą na parterze znajdował się przestronny hol z kanapą i tam byłoby jej wygodniej, a dla nich bezpieczniej i zgodnie z procedurami.

Na jego widok niżsi stopniem policjanci odruchowo się wyprostowali i jeden z nich natychmiast wyjaśnił:

- Jest świadkiem. To ona znalazła zwłoki i nas wezwała.

- Czeka na męża. Jest roztrzęsiona - dodał drugi.

- No to w porządku. - Cichy z powagą przyjął wyjaśnienie. - Dopóki z nią nie porozmawiam, nie pozwólcie jej odejść - wydał polecenie, a dwóch policjantów równocześnie skinęło głowami. - Gdzie jest denat?

- W salonie - odparł pierwszy z policjantów. - Technicy i patolog już tam pracują.

Hektor kiwnął głową i wszedł do mieszkania.

Jadąc na miejsce zdarzenia, został poinformowany przez dyspozytora, że ofiarą jest reżyser filmowy Leon Urbański, który odnosił znaczące sukcesy w swoim zawodzie. Hektor od progu przekonał się, że musiał być zamożny, mieszkanie potwierdzało ten status. Było ogromne i przestronne, urządzone w nowoczesnym stylu. Cichy był przekonany, że wystrój był efektem pracy projektanta wnętrz.

Komisarz, kiedy tylko dostał od dyspozytora adres, wiedział, czego może się spodziewać po tym miejscu. Apartament reżysera mieścił się w nowym domu w centrum miasta. Budynek był w kształcie nietypowej bryły. Wybudowanie go wymagało niecodziennej precyzji. Powstał z myślą o ludziach, którzy nie liczą się z pieniędzmi. Miał tylko trzy piętra. Cena za mieszanie, takie jak Urbańskiego, była porażająca. Hektor, nawet jakby pracował w policji przez najbliższe sto lat, nie mógłby sobie na nie pozwolić. Jak większość obywateli.

Aby dostać się do salonu, musiał przejść długim korytarzem. Na ścianach wisiały oprawione w ramki zdjęcia. Pobieżnie im się przyjrzał. Były to kadry z filmów.

Odniósł wrażenie, że powierzchnia holu kilkakrotnie przekracza jego mieszkanie, które też nie należało do małych. Uważał, że jego lokal dla niego samego był za duży, ale nie planował przeprowadzki ze względów sentymentalnych. A teraz, będąc w mieszkaniu Urbańskiego, zastanawiał się, po co komuś aż tak wielkie mieszkanie, skoro jest sam.

Zatrzymał się w progu. W salonie utrzymanym w biało-czarnej tonacji pracowało dwóch techników, a między kanapą i niskim stolikiem nad ciałem kucała kobieta. Komisarz był w stanie zobaczyć tylko czubek jej głowy. Ruszył w jej stronę.

- Cześć, co mamy? - rzucił. Kobieta uniosła wzrok i rozpromieniła się na jego widok, ale w ułamku sekundy uśmiech zniknął z jej twarzy. Lekarka zobaczyła to, czego inni nie byli w stanie dostrzec na pierwszy rzut oka. Znała Cichego na wylot i wystarczyło jej jedno spojrzenie, aby wiedzieć, w jakim jest stanie. Dlatego przyglądała mu się, ale nie skomentowała tego, czego się dopatrzyła. Było to nietypowe, bo zwykle nie milczała w tym temacie, ale obecność techników powstrzymywała ją przed komentarzem.

- Przyczyna zgonu jest łatwa do ustalenia - zaczęła, nie spuszczając z niego wzroku.

Nagle przerwała, bo zobaczyła, że zmierza w ich stronę starsza blondynka ubrana na czarno.

- Witamy, pani prokurator - przywitał się z kobietą komisarz, kiedy stanęła obok niego.

- Co za cholerstwo! W takim budynku nie ma windy - odparła, oddychając nierównomiernie. - Będę musiała pomyśleć o emeryturze, nie nadaję się już na takie wspinaczki.

- Jak nie pani, to kto? - rzucił Hektor, a starsza kobieta poklepała go dobrotliwie po plecach. Kiedy upewniła się, że oddech wrócił jej do normy, przeszła do rzeczy.

- Co mamy?

- Mężczyzna, około czterdziestki, został uderzony kilkakrotnie w głowę narzędziem tępokrawędzistym - odpowiedziała patolog Pola Ostrowska. Co chwilę zerkała na Hektora, który starał się stać spokojnie, choć miał wrażenie, że mimowolnie lekko się jednak kołysze. Ręce trzymał w tylnych kieszeniach spodni. Czuł na sobie czujny wzrok Poli. Dlatego postanowił zmienić pozycję, zbliżając się do ofiary.

- Z układu plam opadowych i zesztywnienia mięśni wnioskuję, że zmarł tutaj, w takiej pozycji, jak widzimy, między dwudziestą drugą a dwudziestą czwartą - referowała patolog.

- Mamy narzędzie zbrodni? - dopytywała prokurator Anna Wiedźmińska.

- Tak, zabezpieczyliśmy je - odezwał się Jan Sobczak, technik zbierający ślady. - Dostał po głowie nagrodą, którą otrzymał za jeden z filmów.

- Może ktoś uznał, że nagroda mu się nie należy - odezwał się lekko komisarz, ale kiedy dostrzegł karcący wzrok prokurator, uśmiechnął się przepraszająco.

- Inne obrażenia?

- W tym momencie nie dostrzegam. Wszystko wyjaśni się po sekcji. Chociaż już teraz jestem pewna, że w jego organizmie znajdę alkohol i narkotyki - stwierdziła Pola i wskazała palcem na stół znajdujący się obok kanapy, przy której leżała ofiara. Na stoliku stał niedopity drink, butelka whisky i dwie równo uformowane "ścieżki" białego proszku.

Hektor zrobił krok w kierunku stolika, ale znowu napotkał wzrok Poli, więc się cofnął.

- Zdecydowanie nie był sam, bo resztki drugiej szklanki znaleźliśmy tu - odezwał się ponownie technik, wskazując miejsce przed kominkiem. - Tą drugą szklanką uderzono o tu. - Tym razem wskazał duże lustro nad kominkiem. W prawym dolnym rogu było rozbite. - Szklanki są z kryształu, więc z tej, która trafiła w lustro, został tylko pył. Jeśli były na niej odciski palców, to przepadły.

- A na narzędziu zbrodni? - zapytała Wiedźmińska.

- Popracujemy nad nim, ale nie wiem, czy się uda. Ktoś chciał zatrzeć ślady, więc wytarł statuetkę - odpowiedziała Karolina Sawicka, która towarzyszyła technikowi.

- To co wiemy? - zapytała prokurator, rozglądając się po dużym salonie, w którym panował nieład. Obok stolika, na podłodze, leżała przewrócona lampa, a dalej przewrócone na bok krzesło.

- Na podstawie tego, co tu widać, można wysnuć niezbyt oryginalną wstępną hipotezę - odezwał się Hektor. - Mężczyzna miał towarzystwo. Imprezowali, ale wywiązała się kłótnia, w której wyniku doszło do zbrodni. Obstawiam, że ofiara znała swojego mordercę, a zbrodnia nie miała charakteru rabunkowego - przedstawił przypuszczalny przebieg wydarzeń. Był to ogólnikowy i banalny opis, pasujący do tysięcy zbrodni, ale w tym momencie jedyny prawdopodobny. - Jest tu wiele wartościowych przedmiotów, a sprawca ich nie zabrał, więc zbrodnia była wynikiem impulsu i emocji.

- Alkohol, narkotyki i artystyczny świat, to mówi wszystko - rzuciła Wiedźmińska. - Świadkowie?

- Tak, starsza pani, która siedzi na korytarzu. To ona nas zawiadomiła.

- Trzeba z nią porozmawiać. Dowiedzieć się więcej o tym człowieku. - Wiedźmińska wskazała palcem na leżącego na podłodze mężczyznę, którego lewy profil spoczywał w zaschniętej kałuży krwi. - Budynek nie jest duży, więc warto się też przejść po mieszkaniach, może ktoś z lokatorów coś słyszał - wydawała polecenia i mimo że były to rutynowe działania, Hektor jej nie przerywał. Ponad czterdzieści lat pracowała w tym zawodzie, dlatego teraz nie można było od niej oczekiwać zmiany przyzwyczajeń. - A gdzie pana partner? Może przydałby się do pomocy - nagle przypomniała sobie o Krzysztofie Jaworskim.

- Już jedzie - odpowiedział wymijająco Hektor, a widząc zaniepokojony wzrok Poli, wzruszył ramionami.

- Pani doktor, czy powinnam jeszcze coś wiedzieć? - prokurator przeniosła uwagę na Polę.

- Teraz niewiele mogę powiedzieć, ale za cztery-pięć godzin będę wiedzieć więcej - odpowiedziała bez chwili wahania Ostrowska.

- Jak będzie pani gotowa, proszę do mnie zadzwonić - odparła prokurator i ponownie odezwała się do Hektora, rzucającego ukradkowe spojrzenia na stolik, przy którym leżał Urbański. - Mam nadzieję, że spotkamy się tam w komplecie. - Był to oczywisty przytyk, że jeszcze nie było Krzysztofa.

- Oczywiście - zapewnił Cichy, a Wiedźmińska jeszcze raz rozejrzała się po salonie.

- Wydaje mi się, że nie jestem tu już potrzebna.

Hektor i Pola kiwnęli głowami, a prokurator z cichym westchnieniem ruszyła w stronę korytarza.

- Nawet o tym nie myśl - rzuciła patolog do Hektora, gdy upewniła się, że prokurator zniknęła z pola widzenia.

- Daj spokój. - Przybrał obojętny ton.

- Mnie nie oszukasz, znam cię! Nienaturalne pobudzenie i zwężone źrenice. Wiem, że brałeś. - Hektor syknął z udawanym niezadowoleniem.

- Jeden Sevredol - odparł jakby od niechcenia.

- Jeden? Nie chrzań. - Spojrzała na niego pytająco, ale nie zareagował. - Miałeś nie brać, kiedy jesteś w pracy - dopowiedziała łagodniej Pola.

- Nie mogłem w nocy spać. Nie ogarnąłbym bez tego.

- Mogę przepisać ci coś na sen - zaproponowała. - Nie musisz bać narkotyków.

- Daj spokój, to lek - powtórzył. - Teraz mam ciężki czas.

- Teraz? - prychnęła ironicznie.

- Pola, nic mi nie jest. Jedna tabletka dla wyciszenia.

Kobieta fuknęła, dając mu do zrozumienia, że wie, iż ją okłamuje.

- Gdzie jest Krzysiek? - zmieniła temat. Nie było sensu wałkować teraz sprawy leków. Ta rozmowa do niczego nigdy nie prowadziła.

- Pojęcia nie mam - odparł Hektor. - Wiesz, jak z nim jest.

- Musisz z nim porozmawiać. Nie możesz go za każdym razem kryć. Od jakiegoś czasu ciągle się to powtarza. Jest nieodpowiedzialny.

Hektor kątem oka zobaczył, że zbliżają się w ich stronę technicy, nie chciał w ich obecności omawiać tego tematu, dlatego dyskretnie położył palec na ustach. Pola westchnęła i ponownie kucnęła nad zwłokami.

- Widzimy się u mnie? - zapytała, a Hektor pokiwał głową. - Nie bierz już niczego, bo Wiedźmińska się zorientuje - ostrzegła. Chciała mieć nadzieję, że Hektor kontroluje swój nałóg, ale ostatnio coraz częściej w to wątpiła.

Ruszył w stronę wyjścia. Musiał porozmawiać ze starszą kobietą, która na niego czekała. Chciał się dowiedzieć, jaką osobą był Leon Urbański. Być może domyślała się, dlaczego został zabity lub kto to mógł zrobić. Starał się skupić myśli, ale one mimowolnie uciekały w stronę małej fiolki, która znajdowała się w kieszeni jego marynarki. Z nią czuł się bezpieczniej. Dlatego co jakiś czas sprawdzał, czy jest na swoim miejscu.

Wyszedł na korytarz. Dwaj policjanci, którzy pilnowali wejścia do lokalu, nadal tam stali. Hektor minął ich bez słowa i ruszył w stronę starszej kobiety, obok której teraz siedział mężczyzna. Gdy się do nich zbliżał, usłyszał odgłos kroków na schodach, zatrzymał się, mając nadzieję, że to jego partner.

Nie mylił się.

Zaczekał, aż podkomisarz Krzysztof Jaworski do niego dołączy.

- Gdzie byłeś? - rzucił ściszonym głosem. - Wiedźmińska pytała o ciebie. Przygotuj sobie dobre wytłumaczenie, bo widzimy się z nią u Poli.

- Sorry, ale poznałem wczoraj fajną pannę, więc... - zaczął opowiadać z uśmiechem, ale Hektor mu przerwał.

- Nie teraz. - Podszedł do starszej kobiety. - Jak się pani czuje?

- Pierwszy raz w życiu widziałam kogoś zamordowanego - odpowiedziała z przejęciem w głosie. - I był to akurat pan Leon, w kałuży krwi. Chyba nigdy nie zapomnę tego widoku.

- Niestety takie obrazy pozostają na długo w człowieku. Przykro mi - zgodził się z nią Hektor i przeszedł do konkretów. - Jak się pani nazywa i co pani robiła w mieszkaniu pana Urbańskiego?

Kobieta wbiła w niego przestraszony wzrok i przełknęła ślinę.

- Aniela Wesołowska - przedstawiła się. - Codziennie przychodzę sprzątać do pana Leona - wyjaśniła. - A to mój mąż.

- Ma pani klucze do mieszkania?

- Oczywiście. Pana Leona często nie było w domu, a ja przychodziłam każdego dnia. Dlatego musiałam mieć komplet kluczy.

- Proszę opowiedzieć krok po kroku, co się dziś wydarzyło, kiedy pani tu przyszła - poprosił Hektor, przyglądając się kobiecie. Miała wypisany na twarzy smutek. Zauważył, że życie jej nie oszczędzało. Miała zniszczone ręce - suche i szorstkie. Domyślał się, że od dawna musi zawodowo zajmować się sprzątaniem.

- Przyszłam o ósmej, tak zazwyczaj zaczynam. Otworzyłam drzwi, weszłam do środka, zdjęłam płaszcz w przedpokoju i najpierw poszłam do pralni. Tam trzymam sprzęt do pracy - wyjaśniała skrupulatnie, co zadowoliło Hektora. Jego ręka co chwilę dotykała kieszeni marynarki. Obiecał sobie, że dziś już nie będzie brał Sevredolu, ale myśl, że ma go przy sobie, uspokajała go. - Potem poszłam do łazienki po wodę, nalałam do wiadra i ruszyłam do salonu. Wtedy zobaczyłam pana Leona. - Westchnęła, spoglądając na siedzącego obok męża, który ujął ją delikatnie za dłoń, chcąc dodać otuchy. Hektor uznał, że w tym prostym geście było wiele czułości.

- Dotykała pani ofiary? - odezwał się nagle Krzysztof.

- Możliwe, sama nie wiem - odparła i na moment się zastanowiła. - Jak zobaczyłam, że leży, to myślałam, że za dużo wypił i zasnął w takiej pozycji - odpowiedziała kobieta. - Nie widziałam od razu krwi.

- Często mu się to zdarzało? - ponownie zapytał Jaworski.

- No wie pan, pan Leon był towarzyski i raz na jakiś czas wypił sobie - wyjaśniła dobrotliwe Aniela. W jej głosie można było wyczuć pobłażliwość i matczyną troskę. Łatwo było się domyślić, że kobieta lubiła swojego pracodawcę.

- Co było dalej?

- Stojąc w progu pokoju, zaczęłam do niego mówić, ale nie reagował, więc podeszłam i przyklękłam nad nim. Wtedy zobaczyłam, że ma głowę we krwi. Od razu zadzwoniłam pod sto dwanaście. Panowie z policji przyjechali dziesięć minut później. - Wskazała głową na dwóch policjantów stojących przed wejściem do mieszkania.

- Czy pan Urbański miał się z kimś spotkać wczoraj wieczorem? - zapytał Hektor.

- Oj, nie wiem, wczoraj wyszłam stąd w południe. Pana Leona widziałam tylko rano, kiedy wychodził do pracy. Powiedział "do zobaczenia jutro". - Westchnęła. - Pan Leon lubił towarzystwo, często ktoś u niego bywał, dlatego codziennie potrzebował mojej pomocy. To duże mieszkanie i jeden dzień bez sprzątania oznacza, że w kolejnym trzeba na to poświęcić dwa razy więcej czasu.

- A jaki był pan Leon? - dopytał Cichy.

- Dobry, szanował moją pracę. Dobrze płacił - odparła kobieta. - Był znany i znał wielu popularnych ludzi, a mimo to był miły. Kiedy zostawał w domu, to przychodził do mnie, siadał na kanapie i opowiadał historyjki z planu filmowego, a ja sprzątałam. Będzie mi go brakować. Nie wiem, kto mógł mu zrobić coś takiego. On był taki radosny i towarzyski. - Teraz zaczęło do niej docierać, że jej praca w tym miejscu dobiegła końca, że więcej nie spotka Urbańskiego.

- Ostatnie pytanie - zaczął Hektor. - Czy pan Leon był z kimś związany?

- Pyta pan o kobietę? - upewniła się. - Miał powodzenie, był przystojny, bogaty i sławny. Wiele kobiet w spotkaniach z nim widziało swoją szansę na wygodne życie. Widziałam tu kilka młodych dziewcząt, ale pan Leon mi ich nie przedstawiał.

- A miał jakąś rodzinę? - dorzucił Jaworski.

- Nie wiem. O nikim nie wspominał - odparła kobieta z zadumą w głosie. Dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że pracowała u Urbańskiego od jakiegoś czasu, a nawet nie wiedziała, czy ma kogoś bliskiego. Nigdy o nich nie wspominał.

- Dziękujemy. Jest pani wolna - powiedział Hektor i rozejrzał się po korytarzu, aby zlokalizować drugie mieszkanie.

- Co teraz? - zapytał Krzysztof, gdy Wesołowska wraz z mężem zaczęli się zbierać.

- Musimy się przejść po innych mieszkaniach i zapytać, czy ktoś czegoś nie widział lub nie słyszał - stwierdził Cichy. - Jest ich niewiele, więc uwiniemy się szybko.

- Panie komisarzu - usłyszeli ponownie głos starszej kobiety. - Na tym piętrze są dwa mieszkania, ale to drugie jest puste. To nowy dom i połowa mieszkań jest niezamieszkana.

- Zna pani sąsiadów?

- Z widzenia. Piętro wyżej mieszka pan w średnim wieku, kulturalny człowiek. Natomiast piętro niżej małżeństwo po pięćdziesiątce. Ona ciągle jest w domu, a jego prawie wcale nie ma.

Hektora zaskoczyło, jak dużo miała do powiedzenia o innych lokatorach, choć wiedział z doświadczenia, że starsi ludzie bywają bardziej spostrzegawczy niż młodzi. Więcej rzeczy dookoła ich interesuje.

- Na parterze mieszka i ma gabinet doktor Jakub Janiszewski. Jest psychologiem. Lubił się z panem Leonem. Może on więcej powie o znajomych pana Leona.

- Doskonale, jeszcze raz dziękujemy - odpowiedział z uśmiechem Hektor. Zaczął odczuwać efekty leku, który zażył przed wejściem do budynku. Ogarniała go oczekiwana wewnętrzna euforia, a zarazem spokój. Senność, którą odczuwał jeszcze chwilę temu, odpłynęła.

Odczekali, aż Wesołowscy zeszli schodami na dół, i dopiero wtedy ruszyli do mieszkania znajdującego się piętro wyżej.

- Brałeś coś? - zapytał Krzysztof, przyglądając się Hektorowi z boku. - Dziwnie wyglądasz.

- Wieki nie brałem, wiesz o tym - zapewnił spokojnie Cichy, a Jaworski kiwnął głową, choć Hektor nadal czuł jego spojrzenie.

Cichy nie mógł mieć pretensji do partnera o to pytanie, gdyż jeszcze rok temu miał problem z uzależnieniem od leków przeciwbólowych, które z lubością łączył z lekami zawierającymi substancje psychoaktywne.

Jaworski zorientował się w nałogu Hektora wcześniej niż inni. Długo krył partnera przed przełożonym i kolegami, ale zachowanie Cichego z dnia na dzień stawało się nieracjonalne. Zaczął przekraczać wszelkie granice, aż rok temu dotkliwie pobił męża Poli. Wtedy dopiero dotarło do niego, że ma problem, przez który może wylecieć ze służby.

Brutalne pobicie na początku tłumaczył tym, że fiutowi się należało za to, jak przez lata krzywdził Ostrowską. Chociaż Cichy był pewny, że gdyby nie był pod wpływem końskiej dawki morfiny i substancji psychoaktywnych, inaczej załatwiłby tę sprawę. Dyskretnie i skutecznie.

Po tym wydarzeniu poszedł na odwyk, wysłany przez komendanta. A kiedy wrócił do pracy po trzech miesiącach, przełożony, Krzysztof i Pola mieli go nieustannie na oku.

Komendantowi udało się zatuszować jego brutalny wybryk, ale od powrotu do służby, mimo doskonałych wyników w pracy, był na cenzurowanym.

Po odwyku wytrzymał siedem miesięcy bez tabletek. Chciał zmienić swoje życie, ale każdej nocy wracały do niego mroczne wspomnienia sprzed pięciu lat. Nie dawały mu spokoju. Budził się zlany potem, umęczony psychicznie i fizycznie. Odczuwał ból, którego nie mógł znieść. Początkowo zagłuszał ten stan tabletkami nasennymi dostępnymi bez recepty, ale bezskutecznie. Nie przynosiły ulgi, takiej jak przepisane w szpitalu po wypadku leki, od których się tak uzależnił.

Pola z niepokojem go obserwowała. Widziała, jak się miota i że jest wiecznie zmęczony. Martwiła się i miała wyrzuty sumienia, że to między innymi przez nią jest w takim stanie. Co nie było prawdą. Za wszelką cenę chciała mu pomóc, tak jak on pomógł jej pół roku wcześniej. Dlatego nie znajdując chwilowo innego wyjścia, podjęła ryzykowną decyzję. Zaczęła na powrót wypisywać mu recepty na upragnione leki. Za każdym razem wypisywała receptę na inny opioidowy lek, a on miał wykupywać go w innej aptece.

Mimo to cały czas próbowała go przekonać, aby ponownie poddał się terapii. Konsekwencje powrotu do nałogu mogą być katastrofalne. Hektor wiedział, że dręczyło ją, iż pomogła mu wrócić do uzależnienia, z którego wychodził z wielkim trudem.

Od dwóch miesięcy Hektor brał regularnie. Wmawiał sobie, że kontroluje nałóg lepiej niż za pierwszym razem. Ale było to kłamstwem, jego myśli nieustanie krążyły dookoła kolejnych dawek Sevredolu, Vendalu czy Doltardu. Gdy tylko się budził, natychmiast w jego głowie pojawiała się myśl o zażyciu kolejnej dawki. Bez tabletek nie mógł się skupić, nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Wszystko i wszyscy go denerwowali.

- Ciekawe, czy jest w domu? O tej godzinie powinien być - rozważał Jaworski, przerywając rozmyślania Cichego.

- Za chwilę się przekonamy - odparł, naciskając dzwonek lokalu numer siedem.

Po chwili drzwi otworzyły się i stanął w nich mężczyzna z cienkim wąsikiem, fajką w ustach i w jedwabnym szlafroku. Hektorowi od razu przypomniał się Clark Gable w Przeminęło z wiatrem. Oglądał ten film ponad piętnaście lat temu razem Olą, która wtedy jeszcze była jego narzeczoną. Nie był fanem takiego kina, ale chciał sprawić jej przyjemność, bo przyszła żona uwielbiała ten film.

Skojarzenie to natychmiast spowodowało przypływ przygnębiających myśli o żonie i ręka Hektora ponownie dotknęła kieszeni, gdzie znajdowała się fiolka z Sevredolem. Z jego postanowienia sprzed chwili, że dziś już nic nie będzie brał, nic nie zostało. Teraz chciał wziąć kolejną tabletkę, licząc na to, że im więcej weźmie, tym większą zyska pewność, że jego myśli skupią się tylko na pracy. Jednak teraz nie miał możliwości zażyć lekarstwa. Obok niego stał Krzysztof. Zresztą pół godziny temu zażył kilka tabletek, więc nie mógł przesadzić.

- Słucham? - zapytał mężczyzna z wystudiowaną manierą w głosie.

- Dzień dobry, jesteśmy z policji. Komisarz Hektor Cichy i podkomisarz Krzysztof Jaworski. Chcielibyśmy porozmawiać o pana sąsiedzie, który mieszkał piętro niżej - wyjaśnił Hektor.

Clark Gable sprawiał wrażenie bardziej zainteresowanego komisarzem niż tym, po co tu przyszli.

- Mieszkał? - zapytał po chwili.

- Niestety, pan Urbański został zamordowany i chcielibyśmy się dowiedzieć, czy wczoraj wieczorem nie słyszał lub nie widział pan czegoś, co by pomogło w śledztwie - odpowiedział Cichy, a wytworny mężczyzna znowu przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu, równocześnie otwierając szerzej drzwi.

- Nie rozmawiajmy na korytarzu, zapraszam.

Hektor i Krzysztof weszli do niemal identycznego przedpokoju jak ten w mieszkaniu Urbańskiego. Różnica polegała tylko na kolorystyce.

Gospodarz wyminął ich i ruszył przodem. Weszli do dużego salonu, którego wystrój był bogatszy niż u Urbańskiego. Widać było, że mężczyzna był miłośnikiem Afryki. Kolory i przedmioty, które ich otaczały, jednoznacznie na to wskazywały.

- Proszę usiąść - zaproponował i wskazał niewielką kanapę w piaskowym kolorze.

Cichy i Jaworski zajęli miejsca obok siebie.

- Nazywam się Edward Ziarno - przedstawił się.

- Znał pan pana Urbańskiego? - odezwał się Krzysztof, rozglądając się po pokoju.

- Głównie z widzenia - oparł mężczyzna. - Znałem jego twórczość. Interesująca.

- A wczoraj wieczorem widział pan lub słyszał pana Urbańskiego? - zapytał Hektor.

- Około dwudziestej drugiej minąłem się z nim na schodach - odpowiedział, siadając na masywnym fotelu naprzeciwko nich i zaciągając się fajką.

- Był sam?

- Nie, z młodą damą - odparł Edward.

- Widział ją już pan wcześniej?

- Nie, ale była nieprzeciętnej urody - odpowiedział Ziarno z podziwem w głosie. - Atrakcyjna blondynka, która przykuwa wzrok.

- A może pamięta pan jeszcze jakieś szczegóły jej wyglądu? Bo atrakcyjnych blondynek w branży, w której pracował pan Urbański, jest na pęczki - stwierdził Cichy. - Można odnieść wrażenie, że są klonowane.

- Tej się nie da zapomnieć, wyjątkowa. - Uśmiechnął się nieznacznie i znowu zaciągnął fajką. - Miała na sobie złotą, długą sukienkę z głębokim dekoltem zawiązywaną na szyi i mocno odsłonięte nogi. Do tego czarny pasek i wysokie czarne szpilki - szczegółowo opisał strój dziewczyny. - Rozpuszczone lekko pofalowane włosy i oszałamiający makijaż. Piękna kobieta.

- Wow, jest pan spostrzegawczy - rzucił Krzysztof, chociaż opis stroju kobiety niewiele wnosił do śledztwa. Jeśli miała udział w zbrodni, to zapewne pozbyła się tak charakterystycznego ubrania.

- Jestem projektantem mody. Od lat pracuję w branży fashion i zawsze zwracam uwagę na image. - Odruchowo zlustrował ich obu. Dłużej ponownie przyjrzał się Hektorowi, który nie wyglądał na typowego policjanta. Ubrany był po cywilnemu, a w jego stylu krył się intrygujący szyk, który wynikał z indywidualnego sposobu bycia. Edward Ziarno już przy drzwiach wejściowych ocenił, że policjant nie ma w sobie ani grama banalności czy pospolitości.

- Szli do jego mieszkania? - przerwał mu rozmyślania Cichy, równocześnie zastanawiając się, czy projektant przygląda mu się tak dlatego, że widzi jego stan. Zaczął rozważać, czy jednak nie przesadził z ilością zażytych tabletek. Dzień się dopiero zaczął, a on już przekroczył dzienną dawkę.

- Tak.

- Poznałby ją pan, jakby ją pan ponownie zobaczył?

- Bez wątpienia, dobrze się jej przyjrzałem. Piękna kobieta - powtórzył Ziarno.

- Miał pan z panem Urbańskim kiedyś bliższy kontakt?

- Nie - odparł Edward. - Dzieliła nas różnica wieku i tryb życia. No i obaj mieszkaliśmy tu od niedawna.

- A czy pan Urbański często organizował imprezy? - dopytywał Hektor.

- Bywali u niego goście, ale nie było to uciążliwe - stwierdził Edward. - To był przyjemny człowiek. Nigdy nie było z nim problemów czy niemiłych scysji. Artyści mają swoje prawa - powiedział z wyrozumiałością projektant. Hektor kiwał machinalnie głową.

- Nie słyszał pan wczoraj awantury czy krzyków dochodzących z mieszkania sąsiada?

- Mijałem ich na schodach, kiedy wychodziłem do znajomych, którzy mieli mi pokazać swoją nową kolekcję - tłumaczył Ziarno. - Wróciłem do domu około pierwszej i było spokojnie.

- A czy kiedyś słyszał pan jakieś nietypowe hałasy z mieszkania pana Urbańskiego?

- Nic, co brzmiałoby na coś agresywnego czy gwałtownego, zwykle docierały do mnie odgłosy dobrej zabawy - wyjaśnił, uśmiechając się do Hektora, w którym zaczęły wzbierać obawy.

- Dziękujemy za rozmowę - powiedział, mając pewność, że Ziarno już im w niczym nie pomoże. - Kiedy dowiem się, kim była kobieta, która towarzyszyła wczoraj panu Urbańskiemu, to się do pana odezwiemy - uprzedził Hektor, wstając z kanapy i poprawiając granatową taliowaną marynarkę, tak aby ręką dotknąć fiolki z lekiem w kieszeni.

- Z chęcią pomogę - odparł, podnosząc się z fotela, Edward. - Naprawdę mi przykro z powodu pana Urbańskiego.

Odprowadził ich do drzwi, a zamykając je za nimi, jeszcze raz zapewnił o swojej chęci pomocy.

Zeszli w milczeniu na pierwsze piętro i bez wahania zadzwonili do kolejnych drzwi, z numerem trzy. Była na nich wizytówka z napisem "Wiśniewscy".

Niemal natychmiast drzwi otworzyły się i stanęła w nich kobieta około pięćdziesiątki, elegancko ubrana oraz uczesana. Uśmiechnęła się zachęcająco na ich widok.

- Dzień dobry, komisarz Hektor Cichy i podkomisarz Krzysztof Jaworski, jesteśmy z policji, chcielibyśmy porozmawiać o pani sąsiedzie z góry - zaczął standardowe wyjaśnienia Hektor.

- Pan Leon to uroczy człowiek, czy coś mu się stało? - zapytała melodyjnym głosem kobieta, ale zanim odpowiedzieli, znów się odezwała. - Proszę wejść. - Gestem dłoni zaprosiła ich do środka. I to mieszkanie miało ten sam układ jak lokale na drugim i trzecim piętrze.

Wystrój salonu był inny. Urządzono go w ciepłych kolorach, a duża ilość roślin wywoływała wrażenie, że jest mniejszy niż dwa poprzednie, które widział Hektor.

- Napijecie się panowie kawy? - zapytała, ale ponownie nie dała im odpowiedzieć, klaskając w dłonie jak mała dziewczynka i wyrzucając w podekscytowaniu: - Ach, przed chwilą zrobiłam lemoniadę. - I nie czekając na ich decyzję, ruszyła w stronę części kuchennej, która łączyła się z salonem. Krzysiek spojrzał kontrolnie na Hektora, ale ten cierpliwie czekał na powrót gospodyni.

Po kilku sekundach taca z napojem i szklankami już stała przed nimi.

- O czym chcieliście panowie porozmawiać? - zapytała, nalewając do szklanek lemoniady, ale znowu nie dając im dojść do głosu. - Gdzie moje maniery, nie przedstawiłam się, Alina Wiśniewska.

Policjanci kiwnęli głowami. Kobieta robiła wrażenie sympatycznej, ale zdesperowanej. Widać było, że brakuje jej towarzystwa. Pewnie było tak, jak mówiła Aniela Wesołowska, że ciągle była w domu sama.

- Chcieliśmy porozmawiać o panu Urbańskim, a konkretnie czy słyszała lub widziała go pani wczoraj? - zapytał Cichy, biorąc do ręki szklankę z napojem. Zobaczył na twarzy kobiety uśmiech satysfakcji.

- Około dwudziestej drugiej trzydzieści usłyszałam nad głową łoskot.

- Łoskot? - zainteresował się Cichy.

- Takie głuche uderzenie o podłogę, jakby coś dużego i ciężkiego upadło. - Starała się mówić precyzyjnie. - Nie wiem, jak to lepiej opisać.

- Skąd pani wie, że była dokładnie ta godzina? - przerwał jej Krzysztof.

- Właśnie zaczynały się ostatnie wiadomości, które zawsze oglądam, czekając na męża - odpowiedziała, patrząc na Krzysztofa.

- Coś działo się później? Może było słychać inny hałas czy krzyki? - dopytywał się Hektor.

- Po chwili usłyszałam stukanie obcasów na schodach, więc z ciekawości spojrzałam przez wizjer w drzwiach.

- I co pani zobaczyła?

- Atrakcyjną blondynkę, ależ była ubrana - stwierdziła Alina z zachwytem w głosie.

- Sama schodziła?

- Tak - odpowiedziała krótko.

- Poznałaby ją pani, jakby ją drugi raz zobaczyła? - kontynuował Hektor, odstawiając pustą szklankę na tacę.

- Och tak.

- Ale widziała ją pani tylko przez wizjer.

- Jeszcze patrzyłam za nią przez okno - oznajmiła z lekkim zmieszaniem. Nie chciała wyjść na wścibską, ale miała ochotę podzielić się z nimi informacjami. - Widziałam ją dobrze, bo na chwilę stanęła pod latarnią uliczną. Czekała na taksówkę. Piękna kobieta - dodała.

- Jak wyglądała? - zapytał komisarz tylko po to, aby sprawdzić, czy Wiśniewska widziała tę samą kobietę co Ziarno. Musiał mieć pewność.

- Młoda blondynka, ubrana w zjawiskową złotą suknię, jak na bal.

- Gdy dowiemy się, kim była, to czy możemy liczyć na pani pomoc w identyfikacji? - spytał Hektor.

- Oczywiście, ale czy coś się stało?

Cichy uzmysłowił sobie, że nie poinformowali kobiety o tym, że jej sąsiad nie żyje.

- Niestety - rzucił. - Pan Urbański został zamordowany w swoim mieszkaniu.

Na jego słowa Wiśniewska pobladła.

- Myślą panowie, że to ta śliczna kobieta go zabiła? - zapytała, składając sobie w głowie to, co widziała i słyszała w nocy. Była zdruzgotana, jej wyraz twarzy zmienił się diametralnie.

- Jeszcze tego nie wiemy, ale mogła być ostatnią osobą, która widziała żywego pana Urbańskiego. Dlatego zależy nam na tym, aby ją odnaleźć - odparł Cichy.

- Pan Leon był przeuroczym człowiekiem - stwierdziła ze łzami w oczach Alina. - Zawsze, kiedy go spotkałam, tak miło ze mną rozmawiał. Był znany, odnosił sukcesy, a mimo to był normalny.

- Czy pan Urbański często miewał gości? - dociekał Hektor. Kobieta mogła być dobrym źródłem informacji. Z samotności i nudy interesowała się życiem innych.

- Oj często, często, ale to byli weseli ludzie - mówiła z radością w głosie. - Nigdy nikomu nie przeszkadzali. Będzie mi brakować pana Leona i jego przemiłych żarcików.

- A czy ktoś przychodził częściej niż raz? Ktoś szczególny przykuł pani uwagę?

- Niestety jedyną osobą, którą znam od pana Leona, jest pani Aniela, która u niego sprzątała. Taka tragedia, kto by pomyślał.

- Tak, przykra sprawa - odpowiedział Hektor i podniósł się z miejsca, a Krzysztof za nim. - Dziękujemy za lemoniadę i informacje. Zapewne jeszcze do pani wrócimy.

Kobieta kiwała głową ze smutkiem.

Wyszli na korytarz i Hektor na chwilę zamilkł. Krzysztof go nie pośpieszał, znał partnera i wiedział, że lubi działać we własnym tempie. Od czasu, kiedy Hektor wrócił z odwyku, Krzysztof dawał mu większe pole do działania. Miał nadzieję, że im bardziej Cichy się zaangażuje w sprawy zawodowe, tym mniejsze będą szanse na to, że wróci do nałogu. Przy tym sam miał dzięki temu więcej czasu dla siebie. Ostatnio spotykał się z kilkoma kobietami, więc wolny czas był dla niego towarem deficytowym. Wiedział, że Hektorowi to pasowało, ale zdawał sobie także sprawę, że takie wybryki jak dzisiejszy, nie będą ciągle przechodzić bez echa. Zwłaszcza jeśli jego postępowanie będzie zwracać uwagę prokurator Wiedźmińskiej.

- To został parter i psycholog, który ponoć lubił Urbańskiego - stwierdził Cichy, ruszając schodami w dół.

Stanęli przed drzwiami, na których widniała wizytówka z napisem "Psycholog Jakub Janiszewski". Nie było dzwonka, więc Hektor zapukał. Nacisnął klamkę i wszedł. W obszernym pomieszczeniu na środku znajdowało się biurko, przy którym siedziała uśmiechnięta kobieta.

- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?

- Jesteśmy z policji i chcielibyśmy porozmawiać z panem Janiszewskim - wyjaśnił Hektor. Młoda kobieta skinęła głową, sięgnęła po słuchawkę telefonu, który stał na jej biurku, nacisnęła przycisk i powiedziała:

- Panie doktorze, dwóch panów z policji chce z panem rozmawiać.

Nie słyszeli, co Janiszewski odpowiedział, ale kobieta po kilku sekundach zakończyła rozmowę i podniosła się zza biurka.

- Pan doktor ma teraz okienko, może panów przyjąć. - Ruszyła wzdłuż przedpokoju, a oni za nią. Hektor rozejrzał się dookoła, układ parteru był zupełnie inny niż mieszkań na pozostałych kondygnacjach. Dlatego też można było tu urządzić gabinet.

Kobieta zapukała do drzwi gabinetu i weszła do środka.

- Panowie z policji - zakomunikowała.

Jakub Janiszewski był szpakowatym mężczyzną po czterdziestce. Siedział przy biurku, na którym piętrzyły się książki. Gabinet był urządzony oszczędnie, ale ze smakiem. Od wejścia ogarniał człowieka spokój. W końcu Janiszewski był psychologiem.

Cichy, będąc na odwyku, także musiał przejść przez rozmowy z psychologiem. Ale jego sesje miały charakter grupowy. Tylko raz, na samym początku, odbył indywidualną rozmowę z psychologiem z ośrodka odwykowego. Lekarz musiał poznać powody, dla których uzależnił się od leków. Przez pozostałe trzy miesiące w terapii brało udział dziesięć innych osób, mających podobny problem jak on.

W gabinecie Janiszewskiego było zupełnie inaczej niż w ośrodku odwykowym. Miało się ochotę rozsiąść i zacząć mówić o tym, co człowieka trapi.

- Witam, Jakub Janiszewski - przedstawił się i podszedł się przywitać.

- Komisarz Hektor Cichy i podkomisarz Krzysztof Jaworski.

- Ubrania cywilne, więc chyba nie chodzi o zaległe mandaty za parkowanie - powiedział lekko psycholog.

- Niestety nie - odparł poważnie Hektor, a Janiszewski wskazał im dwa masywne, drewniane krzesła przed swoim biurkiem. Sam wrócił na miejsce.

- Jesteśmy z wydziału kryminalnego - odezwał się ponownie Cichy, a Janiszewski wbił w niego badawczy wzrok. Komisarz poczuł ucisk w żołądku, jakby spojrzenie psychologa mogło go rozszyfrować. Skupił myśli na tym, aby nie uciekać wzrokiem. Obawiał się, że ten mógłby dostrzec jego nienaturalne pobudzenie w mikrogestach czy w źrenicach. - Mamy przykre nowiny, pana sąsiad z góry został w nocy zamordowany.

- Leon? - Od razu wiedział, o kim mówią policjanci.

- Tak, pan Urbański - potwierdził Cichy. - Został znaleziony przez gosposię w swoim salonie. Pani Aniela Wesołowska powiedziała, że się znaliście.

Psycholog się skrzywił.

- Przyjaźniliśmy się - sprostował od razu. - Znamy się od wielu lat, jeszcze z czasów licealnych. Razem kupiliśmy mieszkania w tym domu - wyjaśnił. - Mogą panowie powiedzieć, co się stało i jak zginął Leon?

- Uderzenie tępym narzędziem w głowę - odpowiedział Hektor, wiedząc, że dla psychologa takie szczegóły nie będą szokujące. - Nie wiem jeszcze, jak do tego doszło, nie mamy bezpośrednich świadków - wyjaśnił komisarz. - Ale może pan wie coś na temat kobiety, która wczoraj spędziła z panem Urbańskim wieczór?

Psycholog przyglądał się im chwilę w milczeniu.

- Rozmawiałem z Leonem wczoraj rano przez telefon, wiem, że miał spędzić wieczór w towarzystwie Anastazji Kool. Od jakiegoś czasu spotykali się regularnie, ale musicie to potwierdzić u asystentki Leona.

- Zna ją pan? - rzucił Krzysztof, rozglądając się po gabinecie. Czuł się w nim spokojnie.

- Anastazję czy asystentkę?

- W zasadzie to jedną i drugą - odparł Jaworski.

- Asystentka to Hanna Orzechowska. Znajdziecie ją w hali filmowej firmy MovisProdaction, tam ma swoje biuro. - Zrobił pauzę, wzdychając. - Leon też tam pracował. - Głos mu zadrżał.

- A ta druga kobieta? - rzucił Cichy, notując dane asystentki w komórce.

- Anastazję widziałem dwa, może trzy razy. Nie zdążyłem jej lepiej poznać - wyjaśnił. - Ale czy faktycznie była z Leonem wczoraj, to musicie dopytać Hannę. Ona prowadziła kalendarz Leona.

- Może pan coś powiedzieć o tej Anastazji? - dociekał Cichy. - Jak wygląda?

- Młoda, atrakcyjna blondynka. Robi wrażenie - wyjaśnił psycholog.

- To by się zgadzało - rzucił bezwiednie Jaworski, ale Hektor nie skomentował jego słów.

- Czy pan Urbański może wspominał o kimś, kto chciałby mu zaszkodzić? Może miał jakichś wrogów? - zmienił temat Hektor.

- Leon był reżyserem. Dobrze sobie radził. Odnosił sukcesy. Nie miał problemów z otrzymaniem pieniędzy na nowe produkcje - zaczął wyjaśniać psycholog, ale Jaworski mu przerwał.

- Do czego pan zmierza?

- Do tego, że środowisko, w którym pracował, bywa toksyczne. Wiele osób tylko udaje przyjaciół, ale gdyby tylko mogli, wbiliby nóż w plecy. - Uniósł palec wskazujący. - Jednak Leon nie spotykał się z niechęcią. Był człowiekiem, którego nie dało się nie lubić. Nigdy nie słyszałem od niego, że ktoś chciałby mu zaszkodzić.

- Nikt nie chciałby śmierci pana przyjaciela? - sondował Jaworski.

- Nikogo konkretnego nie wskażę - odparł spokojnie.

- Czyli pana przyjaciel miał dookoła siebie tylko ludzi, którzy mu dobrze życzyli - dociekał Cichy z lekkim cynizmem. Trzymał ręce na podłokietnikach krzesła, tak łatwiej było mu je kontrolować.

- Panie komisarzu, dla mnie ta zbrodnia jest niezrozumiała. Według mnie nikt nie miał powodu, aby zabić Leona. Może to nieszczęśliwy wypadek lub napad rabunkowy?

- Na napad to nie wygląda - wyjaśnił Hektor, starając się kontrolować ruchy, gdyż ciągle miał wrażenie, że Janiszewski mu się przygląda. - Może pan Urbański miał jakichś impulsywnych znajomych. Pod wpływem alkoholu i narkotyków robi się różne rzeczy. - Tym razem poczuł też przelotne spojrzenie Jaworskiego, które sugerowało: "mówisz to z doświadczenia".

- Narkotyków? - zdziwił się psycholog.

- Na stoliku obok ciała pana Urbańskiego znaleźliśmy biały proszek - wytłumaczył Hektor. - Jestem pewny, że nie jest to cukier puder.

- Skoro pan tak mówi - odparł Jakub, nie spuszczając wzroku z Cichego. Po chwili odezwał się ponownie. - Oczywiście przemyślę sprawę, może coś mi się przypomni, ale jak mówiłem, Leon był lubianym człowiekiem. Nie miał w sobie nic z zarozumiałego bufona wykorzystującego swoją pozycję. Całe życie robił to, co lubił, więc był szczęśliwy, a optymizmem zarażał innych.

Policjanci kiwali głowami, ale cukierkowy obraz denata kłócił się z tym, w jakim obecnie znajdował się stanie. Czekało ich mozolne dochodzenie.

- Dziękujemy za poświęcony czas. - Hektor wstał z miejsca.

- Jeśli będę mógł jeszcze panom pomóc, to jestem do dyspozycji. - Janiszewski też się podniósł i spojrzał w oczy Hektorowi, jakby chciał go przejrzeć na wylot. Prawie niezauważalnie pokiwał głową, a komisarz nie wiedział, jak ma to rozumieć.

Przeszli przez recepcję, żegnając się z kobietą za biurkiem.

- Do zobaczenia. - Uśmiechnęła się.

Wyszli przed budynek. Cichy zastanawiał się, czy nie skorzystać jeszcze z ogólnodostępnej w budynku toalety, wtedy mógłby łyknąć choć jedną tabletkę Sevredolu na podtrzymanie dobrej formy.

Dwie mijające ich młode kobiety obejrzały się za nimi.

- Stary numer - burknął z irytacją Krzysztof.

- Co? - zapytał Hektor wyrwany z zamyślenia.

- A ty jak zawsze nie wiesz, o co chodzi. - Jaworski był wzburzony. Bezceremonialnie wskazał palcem za odchodzącymi kobietami, które cały czas patrzyły w ich kierunku. Hektor machnął ręką lekceważąco. Znał ten rodzaj pretensji partnera. Krzysztof miał żal do losu i Hektora, że ten, mimo że nie jest zainteresowany, nieustannie jest zaczepiany przez kobiety. Jaworski czuł się przy nim jak szarak.

Choć Cichy uważał, że kolega robi z igły widły, to nie mógł zaprzeczyć i ukryć, że należał do niebanalnie atrakcyjnych mężczyzn, obok których żadna kobieta nie przechodziła obojętnie. Kiedyś od jednej z nich usłyszał, że przypomina francuskiego aktora Gasparda Ulliela. Z ciekawości sprawdził w internecie, jak wygląda ten aktor i o ile sam nie dostrzegał podobieństwa, poza blizną na policzku, to kiedy podzielił się tym spostrzeżeniem z Polą, ta potwierdziła.

Hektor nie zabiegał o uwagę płci pięknej. Zwykle sprawiał wrażenie obojętnego. Krzysztofa to drażniło, bo on, aby zainteresować sobą atrakcyjną kobietę, musiał się napracować. Mimo to nie cierpiał na brak damskiego towarzystwa i w ostatnim czasie miał go nawet w nadmiarze. Ale zdobywanie kobiet nie przychodziło mu z taką łatwością jak Cichemu. Krzysztof nie rozumiał, jak to się dzieje, że jego partner nie robił nic, wystarczyło, że jest, a kobiety patrzyły na niego pożądliwym wzrokiem. Nie mógł także pojąć, dlaczego Hektor nie korzysta ze swojego powodzenia. Od ponad pięciu lat był sam, a strzępki wolnego czasu spędzał z jedną kobietą, której nie interesował w sensie damsko-męskim, czyli Polą Ostrowską. Dla patolog Hektor był przyjacielem i nikim więcej. Zdawała się nie dostrzegać jego atrakcyjności.

Krzysztof wiele razy próbował rozmawiać na ten temat z Hektorem, ale bez skutku.

- Lepiej zobacz, gdzie jest ta hala MovisProdaction - zmienił temat Hektor. Podkomisarz sięgnął po komórkę i zaczął szukać adresu. - Musimy się spotkać z tą Orzechowską.

- Szuwarowa sto - rzucił po niespełna minucie Jaworski.

Hala produkcyjna, ulica Szuwarowa 100

Szuwarowa 100 znajdowała się na drugim końcu miasta. Zanim przebili się przez betonową dżunglę, minęła godzina. Zajechali przed wielką halę, która zajmowała kilka hektarów otwartej przestrzeni. Było to miejsce, w którym jedna z prywatnych telewizji produkowała kilkanaście programów i seriali naraz.

Zaparkowali przed wejściem, nad którym świecił się kolorowy neon z napisem BIURO.

- Taki neon przy rozmiarach tej hali to konieczność. W innym wypadku moglibyśmy szukać tego miejsca nawet i godzinę - teoretyzował banalnie Jaworski. Hektora drażniło, że partner czasem mówił, co mu ślina na język przyniosła, przekazywane treści nie miały żadnego znaczenia.

Weszli przez metalowe wysokie drzwi do pomieszczenia.

Wnętrze było przepełnione rekwizytami i elementami scenografii.

Podeszli do wysokiego i szerokiego lśniącego biurka, przy którym siedziała kobieta w średnim wieku o ascetycznym wyrazie twarzy.

- Dzień dobry, szukamy pani Hanny Orzechowskiej.

Dostrzegł, że kobieta intensywnie się mu przygląda.

- Jeśli panowie na casting, to nie ma potrzeby spotkania z panią Orzechowską. Ona rozmawia już z wybranymi kandydatami - oznajmiła kobieta w eleganckiej, ale nieciekawej granatowej garsonce.

- Jesteśmy w innej sprawie - wyjaśnił Hektor i pokazał legitymację służbową, na której kobieta zawiesiła dłużej wzrok, a następnie skinęła głową bez emocji.

- Biuro numer trzydzieści dwa. Korytarzem w głąb, trzecie drzwi na lewo - pokierowała ich beznamiętnie. Cichy ukłonił się w podziękowaniu i ruszyli we wskazanym kierunku.

Mijając wejście do toalety, Hektor ponownie pomyślał o wzięciu choć jednej pigułki z fiolki bezpieczeństwa, jak nazywał opakowanie z Sevredolem. Ale i tym razem jeszcze wygrał zdrowy rozsądek. Kołatały mu w głowie słowa Poli o spotkaniu z Wiedźmińską, które mieli obyć niedługo. Prokurator znała historię nałogu Hektora. To ona uratowała mu tyłek przed zarzutami, jakie złożył przeciwko niemu mąż Poli.

Stanęli przed drzwiami z numerem trzydzieści dwa i zapukali. Kiedy usłyszeli głośne "proszę wejść", Hektor nacisnął klamkę.

- Pani Hanna Orzechowska? - zapytał od progu.

- Tak, ale castingi są w biurze pięćdziesiąt dwa - odpowiedziała młoda kobieta z fryzurą na Kleopatrę i ustami pomalowanymi niemal na czarno. Hektor zauważył, że miała w uchu słuchawkę.

- My nie na casting, przyszliśmy w innej sprawie - powtórzył słowa, które wypowiedział w recepcji, a Orzechowska spojrzała na niego podejrzliwie.

- A to szkoda, pana twarz idealnie nadaje się do telewizji. - Podniosła się z miejsca i podeszła bliżej Hektora, łamiąc granice strefy komfortu. - Z pana urodą mógłby pan zarobić miliony. Nie wiem, czy umie pan grać, czy nie, ale już teraz jestem w stanie powiedzieć, że miałby pan tysiące fanek od pierwszego pojawienia się na ekranie - ciągnęła monolog, bezceremonialnie oglądając Hektora z każdej strony, jakby był koniem na sprzedaż. - A ta blizna, hmmm, bardzo pociągająca i intrygująca. - Długimi paznokciami wymalowanymi na czarno musnęła jego policzek, a Cichy odruchowo odsunął głowę do tyłu. Nie żeby miał coś przeciwko temu, aby kobieta go dotykała, po prostu nie lubił, aby ktokolwiek dotykał jego blizny.

- Zaczyna się - usłyszał za plecami fuknięcie Krzysztofa.

- Policja kryminalna - powiedział Cichy ze zniecierpliwieniem, ignorując kobietę i partnera. Wyciągnął legitymację służbową przed siebie, a czarnowłosa kobieta zrobiła krok do tyłu.

- Zadzwoń za piętnaście minut. Nie mogę teraz rozmawiać - rzuciła nagle. Komisarz po sekundzie konsternacji domyślił się, że mówiła do urządzenia, które miała wpięte w ucho. - Coś się stało? - zapytała, nie zmieniając tonu, więc komisarz zastanawiał się, czy mówi do niego, czy dalej do kogoś w słuchawce. Jednak patrzyła na niego.

- Pani przełożony nie żyje - postanowił być szczery. Nie zamierzał tracić czasu na podchody.

- Leon? - upewniła się.

- Owszem, pan Leon Urbański został w nocy zamordowany. Od jego przyjaciela Jakuba Janiszewskiego wiemy, że pani czuwała nad jego planem dnia i chcielibyśmy się dowiedzieć, z kim spędził wczorajszy wieczór - doprecyzował Cichy.

Orzechowska, nie odrywając oczu od Hektora, wróciła do biurka i dopiero wtedy przeniosła wzrok na gruby notatnik. Przewróciła dwie kartki do tyłu.

- Leon wczoraj do dwudziestej miał zdjęcia w hali numer sześć, a potem był umówiony na kolację z Anastazją Kool, która też pracowała tu do dwudziestej, ale w hali numer cztery.

- Pani Anastazja jest aktorką? - zdziwił się Hektor.

- Takkkk - odpowiedziała ze słyszalnym sarkazmem.

- Jest atrakcyjną blondynką? - zapytał znów, a Orzechowska prychnęła pod nosem.

- Jak widzę, nie ogląda pan seriali. Anastazja jest jedną z naszych gwiazd.

Hektor nieznacznie uśmiechnął się na słowa kobiety. Jakoś nie miał wyrzutów sumienia, że nie ogląda produkcji tej stacji.

- Ma pani może jej zdjęcie? - wtrącił Krzysztof. Czarnowłosa kobieta przerzuciła z niechęcią wzrok z Hektora na Jaworskiego.

- Oczywiście. - Sięgnęła do jednej z szuflad w biurku i wyjęła niewielką broszurę. Podeszła do policjantów i podała im ją.

- Strona pierwsza - oznajmiła niedbale. Hektor otworzył broszurę. Nie dało się ukryć, że kobieta na zdjęciu była atrakcyjna. Miała w sobie zarazem niewinność i zadziorność. Na pierwszy rzut oka dostrzegało się jej atrakcyjną wizualność, ale przyglądając się dokładniej, można było dostrzec ostry pazur. Hektor, widząc tę fotografię, zrozumiał, dlaczego sąsiedzi Urbańskiego zapewniali, że nie mieliby kłopotów z ponownym rozpoznaniem kobiety, która towarzyszyła reżyserowi w ostatni wieczór jego życia. Mogli nie oglądać serialu, w którym występowała, tak jak Hektor, ale on również nie miałby już trudności z jej rozpoznaniem.

- Możemy pożyczyć broszurę? - zapytał Cichy, chciał to zdjęcie pokazać sąsiadom Urbańskiego.

- Możecie ją sobie zabrać. Mam ich dużo. To nasz materiał promocyjny - wyjaśniła beznamiętnie Hanna. - Myślicie, że Anastazja go zabiła?

- Nie wiemy, ale była prawdopodobnie ostatnią osobą, która widziała go żywego - odparł Cichy. Widział, jak kobieta pożądliwie mu się przygląda. Znał ten wzrok i doskonale wiedział, że jedno jego słowo, a znalazłaby się z nim sam na sam w najbliższej toalecie. Był pewny, że nie należała do pruderyjnych kobiet i zaspokajała pragnienia wedle swego kaprysu.

- A według pani byłaby zdolna do zabicia przyjaciela? - wtrącił się Jaworski, a Hanna prychnęła coś pod nosem.

- Anastazja jest zmienną osobą, ale Leon się w niej zakochał. - Asystentka mówiła tak, jakby opowiadała o najnudniejszej rzeczy na świecie. - Przed nią miał wiele kobiet, ale tylko ona oczarowała go na tyle, że zaczął się z nią spotykać regularnie.

- Pani Kool odwzajemniała uczucia pana Urbańskiego? - pytał Jaworski.

- Trudno powiedzieć, tak jak już wspomniałam, jest zmienna. Jednego dnia można z nią normalnie porozmawiać i jest urocza, a następnego staje się niemiła i opryskliwa.

- Nie lubi jej pani? - wtrącił Hektor.

- Unikam z nią kontaktów i nie wierzę, że mogłaby być tą jedyną w życiu Leona - wyjaśniła Hanna. - On zresztą czasem też się zastanawiał, czy Anastazja chce z nim być, czy może jej nie zależy. Bywało, że traktowała go okropnie, a jego to dręczyło. To był wrażliwy człowiek, jak to artysta. Mimo to wczoraj chciał się jej oświadczyć.

- To ciekawe - oznajmił Krzysztof i dostrzegł oceniający go wzrok Orzechowskiej. Na niego nie patrzyła tak jak na Hektora. W towarzystwie partnera zawsze się czuł jak Dzwonnik z Notre Dame. - Pan Jakub Janiszewski nie wspominał, że relacja przyjaciela z panią Kool była tak poważna.

- Zapewne, tak jak ja, nie traktował jej poważnie, a może nie wiedział o zamiarach Leona? - odpowiedziała. - Odradzałam mu te oświadczyny. Według mnie ta decyzja była błędna.

- Jak pan Urbański zareagował na pani słowa? - Hektor chciał wiedzieć, czy nieskazitelny wizerunek reżysera będą potwierdzali kolejni świadkowie.

- Upierał się, że gdy się oświadczy, Anastazja zyska pewność co do jego uczuć i wtedy wszystko się unormuje. - Hanna mówiła z niechęcią. - To były mrzonki, według mnie z nią jest coś nie tak.

- Gdzie możemy ją teraz znaleźć?

Orzechowska znowu spojrzała w notatki.

- Za trzy godziny zaczyna pracę na planie numer cztery, tak jak wczoraj - odpowiedziała i zrobiła pauzę. - A jak zginął Leon?

- Morderca chciał, aby dobrze mu się wbił do głowy sukces - powiedział Hektor, ale od razu skarcił się za ten sarkazm, był nie na miejscu, a asystentka go nie zrozumiała, więc powiedział wprost: - Cios w głowę.

- Jak to?

- Został uderzony statuetką, którą otrzymał za jakiś film.

Hanna się skrzywiła.

- Jeśli to ona go zabiła, to mam nadzieję, że za to zapłaci. Leon był dobrym człowiekiem, wszyscy go bardzo lubili. Każdy chciał z nim pracować. - Pierwszy raz w głosie kobiety policjanci usłyszeli żywe emocje.

- Czy mogłaby pani coś więcej powiedzieć o panu Urbańskim? Może ktoś był mu niechętny?

- Pracowałam z nim od pięciu lat. Może mi pan wierzyć lub nie, ale nie spotkałam ani jednej osoby, która powiedziałaby o nim cokolwiek złego lub okazała mu niechęć.

Hektorowi wydawało się, że słyszy w głosie asystentki zauroczenie Urbańskim. - Był człowiekiem, z którym chciało się przebywać. Dlatego nie rozumiem, jak ktoś mógł mu to zrobić. Jeśli to ona, to niech zgnije w więzieniu. Mówiłam mu, żeby na nią uważał - nakręcała się.

- Nie powiedzieliśmy, że to ona zrobiła - uspokajał ją Hektor. - Musimy z nią porozmawiać i dowiedzieć się, jak przebiegł wczorajszy wieczór. Może się z kimś spotkali, wiele różnych scenariuszy mogło się wydarzyć. - Widział, że kobietę mocno poruszyła informacja o śmierci szefa.

- Dowiemy się, kto i dlaczego to zrobił - odezwał się Krzysztof, ale Hanna przyglądała mu się obojętnie.

- Wrócimy za trzy godziny porozmawiać z panią Anastazją - oznajmił Hektor i jemu kobieta poświęciła więcej uwagi, nie spuszczając z niego wzroku.

Kiedy wychodzili, Hanna odezwała się za odchodzącym Cichym.

- Jak się panu znudzi praca w psiarni, to proszę do mnie wrócić. Zrobię z pana gwiazdę.

- Nie mam takich planów ani ambicji - odparł lekko komisarz, przyznając w duchu, że kobieta miała w sobie coś pociągającego. Niewątpliwie chłód, dystans i pewność siebie były tym, co intrygowało. Gdyby nie sytuacja, to może i nawet umówiłby się z nią na wieczór.

- Nie wierzę, że ciebie to nie rusza - wybuchnął Krzysztof, gdy byli na zewnątrz i szli w stronę zaparkowanego nieopodal auta.

- A dlaczego miałoby? - odpowiedział komisarz.

- Czy ty ją widziałeś? Młoda, piękna, zgrabna, jedno twoje słowo, a rozłożyłaby nogi tu i teraz - kontynuował temat Krzysztof.

- Zapewne, ale nie sądzę, aby mi się to opłaciło - odparł z rozbawieniem Cichy.

- Zależy, na co liczysz - stwierdził Jaworski. - Nie musi od razu zostać twoją żoną, trochę niezobowiązującej przyjemności dobrze by ci zrobiło.

- Dzięki za radę - starał się uciąć rozmowę komisarz.

- Wiem, że szukasz drugiej Oli, ale, stary, minęło już pięć lat. Chcesz do końca życia ascetycznie egzystować? - Wywód partnera wszedł na temat, którego Hektor nie lubił. Na samo wspomnienie Oli zaczęła go piec blizna na policzku i machinalnie sięgnął do kieszeni marynarki. Obrócił dwa razy w palcach fiolkę z Sevredolem.

- Nie szukam drugiej Oli i nie egzystuję ascetycznie. Gówno wiesz. - W jego głosie pojawił się ostry ton i było wiadomo, że ta rozmowa zmierza ku końcowi.

- Życie z Polą musi być ekscytujące, zwłaszcza w łóżku - powiedział pod nosem Krzysztof, ale Hektor tego nie skomentował.

W ostatnim roku faktycznie najbliższą przyjaciółką Hektora stała się Pola. Spędzali razem niemal każdy wieczór, ale łączyła ich tylko przyjaźń. Czuli się swobodnie w swoim towarzystwie. Nie musieli się spinać i udawać.

Ostrowska nie była kobietą, z którą można było iść do łóżka bez zobowiązań. Tak samo jak Hektor nosiła w sobie traumatyczną przeszłość, która sprawiała, że na razie mogła funkcjonować tylko w takim układzie, jak to miało miejsce przez cały rok. Radziła sobie z traumą inaczej niż Cichy. Wybrała drogę samotności i wolności. Hektor był jej oparciem i buforem bezpieczeństwa. Synonimem powrotu do względnej normalności. On to wiedział, dlatego nie przychodziło mu do głowy sugerować przejście z przyjaźni na związek, mimo że Pola była atrakcyjna i mądra. Na obecnym etapie życia potrzebowała niezawodnego przyjaciela. Kogoś, kto w razie potrzeby stanie za nią murem. Nie chciała się z nikim wiązać. Przykre doświadczenia nie pozwalały jej na zainicjowanie męsko-damskich relacji, czuła przed nimi nieprzeparty lęk.

Komisarz nie zamierzał być tym, który będzie ją przekonywał do zmiany zdania. Zwłaszcza że nie miał problemu z takim układem. W wieczory, kiedy się z nią nie spotykał, oddawał się swojemu nałogowi albo szedł do pobliskiego baru, aby poznać chętną na jednorazowy seks kobietę. Interesował go tylko seks bez zobowiązań. Taki tryb życia mu wystarczał. Nie oczekiwał niczego więcej.

Ulica Solidarności

Powrót na ulicę Solidarności zajął tym razem mniej czasu. Po półgodzinie stali ponownie przed drzwiami mieszkania Edwarda Ziarno. Hektor zapukał, a mężczyzna tak jak za pierwszym razem szybko otworzył.

- Witam ponownie - odezwał się, teraz ubrany w oryginalny garnitur.

- Już wiemy, kim mogła być kobieta, która wczoraj była u pana Urbańskiego i przykuła pana uwagę.

Mężczyzna gestem dłoni zapraszał ich do środka.

- Dziękujemy, ale to drobna formalność - wyjaśnił Hektor i podał Edwardowi broszurę, którą otrzymał od Orzechowskiej. Była otwarta na zdjęciu portretowym Anastazji. - Czy to tę kobietę pan wczoraj widział z panem Urbańskim?

- To była ona. Piękna kobieta, zdjęcie nie oddaje pełni jej urody. Zwodnicza siła - odpowiedział mężczyzna bez wahania, nie odrywając wzroku od zdjęcia.

- Dziękujemy, tyle chcieliśmy wiedzieć - odparł Hektor.

- Przyjemność po mojej stronie, jeśli tylko mogę pomóc, to jestem do dyspozycji. - Edward oddał broszurę Cichemu i już mieli odchodzić, kiedy ponownie się odezwał. - Pan, panie komisarzu, byłby świetnym modelem. Jest pan takim samym magnetycznym typem co ta młoda dama. - Wskazał na broszurę. - Nie wykorzystuje pan tego w taki sposób jak ona, ale jakby pan tylko chciał, to miałby pan nieograniczone możliwości. - Cichy nie wiedział, o jakich możliwościach mówi mężczyzna, ale nie zamierzał wnikać.

- Dziękuję, ale nie znam się na modzie - odpowiedział przepraszająco Hektor.

- Oj, jestem innego zdania - rzucił projektant, wskazując ręką na strój Hektora.

- Damska sugestia - odparł Cichy.

- Sugestia może być kobieca, ale to pan się prezentuje tak, że niejeden projektant mody widziałby pana u siebie na wybiegu. - Ziarno się uśmiechnął. - Charyzma - to pana siła.

- Możliwe... - Uśmiechnął się, ukłonił i ruszył w stronę partnera, który czekał na niego u szczytu schodów. Kiedy drzwi mieszkania Edwarda Ziarno zamknęły się, szepnął: - Ani słowa.

Krzysztof wzruszył ramionami. Cichy wiedział, że trafiło mu się śledztwo, w którym ofiara i zapewne sprawca pochodzą ze świata mediów. A w tym świecie wizualność i powierzchowność mają priorytetowe znaczenie. Dlatego też jego uroda tym razem może być bardziej dostrzegalna niż zwykle. Domyślał się, że Krzysztof czuł się niekomfortowo, nikt nie lubi być tłem dla drugiej osoby. Ale nie zamierzał go za to przepraszać, nigdy nie grał swoją aparycją i jej nie wykorzystywał.

Na pierwszym piętrze zadzwonili do drzwi mieszkania Wiśniewskich. Kiedy gospodyni ich zobaczyła, rozpromieniła się. Podobnie jak sąsiad z góry chciała ich zaprosić do środka, ale podziękowali. Kobieta przyjrzała się zdjęciu Anastazji i podobnie jak Ziarno od razu potwierdziła:

- Tak, to ona wybiegła z mieszkania pana Leona. Nie mam żadnych wątpliwości.

Policjanci podziękowali, pożegnali się i zeszli na parter.

- Psychologa nie musimy pytać. To on ją trafnie wskazał jako towarzyszkę wczorajszego wieczoru Urbańskiego - podsumował Hektor. Krzysztof spojrzał na zegarek.

- Na plan nie ma jeszcze po co wracać. Pracę zacznie dopiero za półtorej godziny, więc może kawa i śniadanie? - zaproponował z nadzieją, bo zaczął odczuwać głód. Nie zdążył dziś nic zjeść. W taksówce, kiedy jechał na miejsce zdarzenia, udało mu się tylko wypić wodę.

- Widziałem za rogiem bar mleczny. Dziwne miejsce jak na tę okolicę, ale może podają coś jadalnego. - Hektor nie odczuwał głodu, ale z doświadczenia wiedział, że jak Jaworski nie zje teraz, to będzie nieustannie o tym mówił. Lepiej było od razu załatwić posiłek, niż później szukać stacji benzynowej, na której podają suchego hot-doga.

Bar mleczny przy ulicy Solidarności

Weszli do wnętrza, które było wystylizowane na bar mleczny z czasów PRL-u. Jednak już na pierwszy rzut oka było widać, że lokal powstał niedawno. Hektor zastanawiał się, czy menu, które oferuje ten rzekomy bar mleczny, będzie chociaż w przybliżeniu takie jak w tradycyjnych lokalach tego typu.

- Czysto, pachnąco i sterylnie - rzucił szeptem Krzysztof i Cichy wiedział, że partner myśli dokładnie o tym samym co on. Jednak nie mieli większego wyboru. Jeśli chcieli cokolwiek zjeść, to miejsce musiało im wystarczyć.

W lokalu panował spokój. Tylko cztery stoliki były zajęte przez młodych, eleganckich ludzi. Nie kojarzyli się z klientelą zwyczajowego baru mlecznego.

Usiedli przy stoliku przy oknie. Podeszła do nich dziewczyna przebrana za bufetową z dawnych lat i podała im lśniące menu o nowoczesnej grafice.

Hektor z uśmiechem wziął od niej kartę i otworzył na pierwszej stronie, spodziewając się zobaczyć spis dań na śniadanie.

Kelnerka odeszła.

- Bar mleczny, hmmm - stwierdził Jaworski po chwili studiowania karty. W menu nie było ani jednej tradycyjnej potrawy z takiego lokalu, a i ceny nie miały nic wspólnego z charakterystyczną przystępnością przeciętnego baru mlecznego. - Myślałem, że zjem jajecznicę albo twarożek z dżemem, a tymczasem same wykwintne dania. - Krzysztof kręcił głową z niezadowoleniem. - Omlety, tosty, panini zapiekane i kanapki wege. Kurwa, co za miejsce - przeklął.

- Zamów tosta i będziesz miał złudzenie domowego śniadania - zaproponował Hektor, wzruszając ramionami, ale też był zdania, że menu pasowało bardziej do nowoczesnej hipsterskiej restauracji niż do lokalu, który słynie z tradycyjnych polskich śniadań.

Po pięciu minutach podeszła kelnerka.

- Czy mogę przyjąć zamówienie?

- Czy ktoś mówił pani, że menu tego lokalu jest dalekie od tego z tradycyjnego dla barów mlecznych? - zapytał złośliwie Krzysztof, ale młoda dziewczyna nie odpowiedziała, w milczeniu czekała na złożenie zamówienia. Zapewne nie byli pierwszymi osobami, które zwracają na to uwagę.

- Poproszę czarną kawę - odezwał się Hektor.

- A coś do zjedzenia? - zapytała uprzejmie.

- Nie, tylko kawa.

Dziewczyna przeniosła wzrok na Jaworskiego.

- Ja to samo i trzy tosty z szynką, choć cena mocno zniechęca - stwierdził z nieukrywaną niechęcią. Kelnerka ukłoniła się i zniknęła na zapleczu.

- Po co tak gadasz, naplują ci do żarcia i tyle będziesz miał - rzucił Hektor. - Ona tylko przynosi jedzenie.

- Ale może powie właścicielowi, że klienci mają uwagi - odpowiedział z irytacją Jaworski.

- Kiedy wchodzisz między wrony, musisz krakać jak i one - rzucił Cichy, a Krzysztof spojrzał na niego, krzywiąc się.

- Popatrz na innych gości, czy wyglądają na takich, co lubią bary? - Jaworski przewrócił oczami. - Im się zapewne wydaje, że są tacy niszowi, bo są w barze mlecznym, ale w tradycyjnym takim miejscu nie siedzieliby nawet pięciu minut. Pozerzy. Dlaczego nic nie jesz? - zmienił temat Krzysztof.

- Jestem po śniadaniu - skłamał Cichy, nie chciał ponownie słuchać pytań, czy przypadkiem nie wrócił do nałogu.

Patrzył przez okno na nienaturalnie jasną okolicę. Ta dzielnica od dwóch, trzech lat uchodziła za modne miejsce dla ludzi z dużymi pieniędzmi. Natomiast dla Cichego była całkowicie pozbawiona indywidualności, charakteru, czegoś, co świadczyłoby o tym, że może tu być przyjemnie, swojsko czy rodzinnie.

Kelnerka postawiła przed nimi dwie filiżanki z kawą i wróciła za ladę.

- Jak myślisz, Anastazja go zabiła? - odezwał się Krzysztof.

- Niewykluczone. Urbański został znaleziony rano, ale Pola szacuje, że zginął między dwudziestą drugą a dwudziestą czwartą. Wedle Wiśniewskiej Kool wybiegła od niego po dwudziestej drugiej trzydzieści. Dlatego na razie Anastazja jest najbardziej podejrzana - stwierdził Hektor.

- Jeśli go zabiła, to po sposobie, w jaki to zrobiła, można wywnioskować, że musiało się to wydarzyć pod wpływem silnych emocji. Zapewne doszło między nimi do kłótni i musiała zbyt gwałtownie zareagować. Ale to nie ma sensu, skoro miał się jej oświadczyć - rozważał Jaworski.

- Może kupił niewłaściwy pierścionek - zażartował Hektor, czując się zaskakująco lekko. - Wszyscy twierdzą, że Urbański był lubiany i że nie wzbudzał w nikim negatywnych emocji. Zabójstwo najprawdopodobniej nie było planowane i jeśli to ona jest sprawcą, to musiało się wydarzyć coś na gorąco, nieoczekiwanie - wyjaśnił Hektor.

Kelnerka wróciła po raz kolejny i postawiła przed Jaworskim talerz z tostami.

- Smacznego - rzuciła z udawaną uprzejmością.

Zapadła cisza. Nie było sensu rozważać różnych scenariuszy, ponieważ mieli za mało informacji na temat przyczyny zgonu, jak i tego, kim była Anastazja oraz jak wyglądał miniony wieczór denata.

Cichy popijał kawę, jego organizm napoje tolerował znacznie lepiej niż jedzenie. Wiedział, że musi jeść, bo jego waga i kondycja zaczną spadać, a wtedy inni domyślą się, że znowu żyje na tabletkach. Jednak nie był w stanie w takim miejscu nic przełknąć. Postanowił, że jak wróci wieczorem do domu, to poszuka w lodówce czegoś przyswajalnego.

Spojrzał na zegarek.

- Zbierajmy się, może wcześniej przyjdzie na plan i uda się ją złapać, zanim zacznie pracę. - Przywołał wystylizowaną dziewczynę i poprosił o rachunek. Gdy Jaworski zobaczył sumę do zapłaty, tylko pokręcił głową z niechęcią. Znaleźli się w luksusowej dzielnicy, więc i cena była luksusowa.

Przed wyjściem Hektor skorzystał z toalety, co dało mu możliwość zażycia kolejnej, wspomagającej dawki Sevredolu. Nie wiedział, kiedy nadarzy się ponownie taka okazja jak teraz. Był ostrożny i nie zamierzał wzbudzać podejrzeń.

Po pobiciu męża Poli, kiedy był na odwyku, jego przełożony razem z Krzysztofem i Ostrowską przeszli szkolenie, jak dostrzegać sygnały, że ktoś jest uzależniony. Jaworski byłby teraz w stanie zorientować się, że zbyt częste wizyty w toalecie nie zawsze oznaczają korzystanie z niej w celu załatwienia potrzeb fizjologicznych.

Hala produkcyjna, ulica Szuwarowa 100

Po kolejnych czterdziestu minutach znaleźli się ponownie przed halą przy ulicy Szuwarowej 100. Weszli do środka. W recepcji siedziała ta sama kobieta co poprzednio.

- W czym mogę tym razem pomóc? - zapytała poważnie.

- Gdzie jest hala numer cztery? - spytał Hektor.

- Pójdą panowie tym korytarzem w głąb. Po pięciuset metrach rozpoczynają się hale zdjęciowe. Są ponumerowane, więc nie będzie problemu z odnalezieniem tej z numerem czwartym.

- Dziękujemy - odparł Cichy, ruszając we wskazanym kierunku.

Mijając toaletę, machinalnie pomyślał o fiolce w marynarce, mimo że nie zamierzał teraz z niej korzystać.

Stanęli przed halą i już mieli pchnąć uchylone drzwi, ale otworzyły się, jakby działały na fotokomórkę. Otworzyła je kobieta w stroju sportowym w czapce bejsbolowej na głowie. Spojrzała najpierw na Hektora, później na Krzysztofa.

- Jeśli panowie z castingu, to najpierw do garderoby - rzuciła bez chwili zastanowienia.

- Jesteśmy z policji, chcemy porozmawiać z panią Anastazją Kool - przeszedł do rzeczy Hektor. Kobieta pokiwała energicznie głową.

- Siedzi tam. - Wskazała miejsce na tyłach głównego planu zdjęciowego. Hektor ukłonił się w podziękowaniu i ruszyli we wskazanym kierunku.

Stanęli przed atrakcyjną blondynką, która była wpatrzona w ekran smartfona. Uniosła głowę i się uśmiechnęła. Hektor przyznał w myślach, że kobieta jest wyjątkowej urody, a kiedy przelotnie spojrzał na Krzysztofa, zobaczył, że partner się wręcz na nią gapi, więc lekko go trącił, co przywróciło Jaworskiego do rzeczywistości.

- Pani Anastazja Kool? - zapytał Cichy, choć wiedział, że to ona, ale chciał dopełnić formalności.

- Tak - odpowiedziała, nie zmieniając wyrazu twarzy.

- Policja. - Machnął legitymacją, ale ona nie była nią zainteresowana. - Chcielibyśmy zapytać o wczorajszy wieczór - zaczął bez zbędnego wprowadzenia.

- Policja? Coś się stało? - rzuciła, a uśmiech zmieszał się z niepewnością.

- Proszę najpierw odpowiedzieć na moje pytanie - odparł ogólnikowo Hektor. - Jak wyglądał wczoraj pani wieczór?

- Ale dlaczego? - nadal nie odpowiadała, a jej twarz była łagodna.

- Ma pani coś do ukrycia? - włączył się zaskakująco butnie Jaworski, a Anastazja pokręciła przecząco głową.

- Skoro odwiedza mnie w pracy policja i pyta, co robiłam i gdzie byłam, to rzeczą normalną jest, że chciałabym wiedzieć, z jakiego powodu jestem przesłuchiwania - mówiła bez wrogości i złości.

- To nie jest przesłuchanie, tylko rozmowa - wyjaśnił spokojniej Jaworski.

- Interesuje nas czas od dwudziestej - ponownie odezwał się Hektor. - Jak tylko pani odpowie na moje pytanie, to wyjaśnię, dlaczego o to pytam - przekonywał Cichy, nie chciał wywoływać napiętej atmosfery. Nie wiedział, jak kobieta może zareagować na ich naciski, w końcu była aktorką, gwiazdą i mogła mieć swoje humory.

- No dobrze - rzuciła bez urazy Anastazja. - Około godziny dwudziestej trzydzieści poszłam do parku Jaśminowego.

- Sama? - przerwał jej gwałtownie Krzysztof, nie podobało mu się, że już słyszą nieprawdę.

- Tak.

- Ile pani czasu spędziła w parku? - kontynuował Hektor. Lepiej panował nad emocjami niż Jaworski, po którym było widać, że złapał ciśnienie.

- Wróciłam do domu około dwudziestej trzeciej czterdzieści pięć.

- Przez trzy godziny wieczorem była pani w parku sama? - zdziwił się mało subtelnie Jaworski.

- Niezupełnie - odpowiedziała z rozbawieniem Anastazja. - Przez dwie godziny siedziałam na koncercie, który odbywał się w parku, a potem przeszłam się nad jeziorko. Jest urocze, pięknie podświetlone wieczorem. Można się zrelaksować - mówiła swobodnie. - Dopiero kiedy poczułam, że robi mi się zimno, postanowiłam wrócić do domu.

- I cały czas była pani sama? - dopytywał z niedowierzaniem Krzysztof. - Nikogo pani nie spotkała po drodze?

- Tego nie powiedziałam - rzuciła z promiennym uśmiechem. - Na koncercie siedzieli obok mnie państwo Grochowscy. Znamy się, często jadam u nich w restauracji - wyjaśniła.

- Rozmawiała pani z nimi? - zapytał Hektor.

- Oczywiście, to bardzo mili ludzie.

- Wie pani, że możemy to sprawdzić - znowu odezwał się Krzysztof. Przybrał agresywny ton, więc kobieta przyglądała mu się z uwagą.

- Bardzo proszę, chętnie podam panu adres - odpowiedziała. - Restauracja nazywa się Aqua e Vino i mieści się na ulicy Świętego Alojzego, to niedaleko mojego domu.

Hektor zanotował w komórce dane.

- Kogoś jeszcze pani spotkała?

Aktorka chwilę się zastanowiła.

- Tak - odparła z radością. - Kiedy stałam nad jeziorkiem, podszedł do mnie policjant patrolujący park.

- Zna pani jego imię, nazwisko, stopień? - wypytywał Jaworski, a Cichy spojrzał na niego z zaskoczeniem, jego oczekiwania były absurdalne.

- Nie zapytałam, dlaczego miałabym to robić? - rzuciła zdumiona kobieta, a Hektor pokiwał głową. - Ale chyba mogą panowie to sprawdzić?

- Możemy - rzucił Krzysztof, siląc się na obojętność.

- A wychodząc z parku, spotkałam Miłosza Szymańskiego.

- Kto to?

- Przemiły młody i zdolny człowiek, z którym znam się głównie z widzenia.

- Skąd pani go zna? - spytał Hektor.

- Prowadzi mały sklepik z artystyczną biżuterią w budynku, w którym mieszkam - oparła, ale uśmiech i cierpliwość zniknęły.

- To tyle z wczorajszego wieczoru? - spytał Jaworski z niezadowoleniem, nic się nie zgadzało.

- A to mało? - zapytała z powagą, a następnie dodała: - No dobrze, wywiązałam się ze swojej obietnicy, teraz czas na was. Czekam na wyjaśnienia, o co chodzi i dlaczego mnie panowie wypytujecie.

Hektor spojrzał na Krzysztofa, który kiwnął głową, dając mu znak, aby to on poinformował kobietę o powodach, dla których tu są.

- Zna pani Leona Urbańskiego?

- Oczywiście, przyjaźnimy się - odparła i wbiła w niego wzrok.

- Wczoraj w nocy został zamordowany - zaczął bez zbędnych wstępów Hektor, a twarz Anastazji się napięła.

- Zamordowany? - zapytała drżącym głosem.

- Cios w głowę, śmierć na miejscu. - Cichy chciał sprawdzić reakcję kobiety.

Anastazja podniosła się gwałtownie z miejsca, ale natychmiast zrobiła się biała jak ściana i zachwiała się. Przed upadkiem uchronił ją Hektor. Podtrzymał ją i posadził ponownie na krześle.

- Proszę o wodę! - zawołał, czym wzbudził zainteresowanie obsługi planu, która zareagowała natychmiast. Młoda kobieta ubrana w kraciastą koszulę podała mu dużą szklankę wody.

Anastazja upiła niewielki łyk i zaczęła jej wracać świadomość.

Cichy czuł, że ludzie z planu im się przyglądają, ale zignorował to.

Policjanci przyglądali się, jak kobieta oddycha nieregularnie.

Kilka minut później do hali weszła Orzechowska, ktoś musiał ją powiadomić o tym, co się stało.

- Co panowie wyprawiają? - zaczęła z pretensją w głosie.

- Poinformowaliśmy panią o tragicznej śmierci Leona Urbańskiego - odpowiedział jakby od niechcenia Krzysztof.

- Ale trochę wyczucia, co wy z SB jesteście? Już jedną osobę dzisiaj z naszej ekipy straciliśmy - mówiła twardo Hanna, spoglądając na Kool. - Agnieszka, zabierz Anastazję do garderoby. Niech dojdzie do siebie - wydała polecenie dziewczynie, która przyniosła wodę.

- Nie skończyliśmy rozmowy z panią Anastazją - zareagował Jaworski.

- Trudno, dalszy ciąg będzie musiał zaczekać - odparła Orzechowska. - Jak sobie pan wyobraża dalsze przesłuchanie, pod respiratorem?

- Dobrze, niech pani Anastazja odpocznie, ale dalsze wyjaśnienia będą nieuniknione - rzekł Cichy. - W tym czasie chcielibyśmy porozmawiać z innymi pracownikami na temat pana Urbańskiego.

- Ale postarajcie się nikogo już nie rozłożyć na łopatki, to rozpieprzy dzień zdjęciowy. Wiecie panowie, ile by to kosztowało? - mówiła ostro, słychać było w jej głosie władczy ton. Jak na młodą osobę była konkretna i asertywna, co w takiej branży było konieczne.

Ludzie pracujący na planie udawali, że są zajęci swoimi sprawami, ale dookoła panowała nienaturalna cisza.

Anastazja została odprowadzona przez dziewczynę w kraciastej koszuli do garderoby. Hektor nie był pewny, czy nie dali się wciągnąć w jej grę. Może udawała szok? Chociaż jej reakcja wydawała się autentyczna. Jednak nie podobało mu się to, że przedstawiła im zupełnie inną wersję wczorajszego wieczoru, niż słyszeli wcześniej. Sąsiedzi potwierdzili, że to ją widzieli na klatce w budynku przy ulicy Solidarności. Orzechowska też twierdziła, że Urbański był umówiony na wieczór z Kool, a tymczasem Anastazja opowiedziała im o całkowicie innym wieczorze.

Zastanawiali się, z kim najpierw porozmawiać.

- Kobiety lubią plotki, to może porozmawiamy z makijażystką? W filmach pokazują, że w czasie wykonywania make-upu gwiazdy się zwierzają ze wszystkich trosk - rzucił Krzysztof, a Hektor przewrócił oczami z rozbawieniem.

Stanowisko do wizażu znajdowało się w rogu hali zdjęciowej. Było niewielkie, ale dobrze oświetlone. Dziewczyna, która pracowała w tym miejscu, teraz siedziała bezczynnie na wysokim krześle i czytała kolorową gazetę.

- Dzień dobry, możemy porozmawiać? - zaczął Cichy. Dziewczyna spojrzała na niego i uśmiechnęła się. - Jesteśmy z policji, prowadzimy śledztwo w sprawie śmierci Leona Urbańskiego.

- To straszne, co spotkało pana Leona. Był fajnym człowiekiem - powiedziała smutnym głosem.

- Pani zapewne jest tu codziennie, to może wie pani, czy miał kłopoty lub zatargi z ludźmi na planie?

- Pracuję z różnymi osobami, bywają kapryśne, niemiłe, wredne, wymagające, ale z nim zawsze relacje układały mi się dobrze. Miał jasno sprecyzowane oczekiwania - opowiadała, przyglądając się policjantom. - Zawsze mi się wydawało, że wszyscy go lubią. Nie znam nikogo, kto chciałby się go pozbyć. To musiał być wypadek.

- Podobno ostatnio był związany z Anastazją Kool.

- No tak, widywali się - potwierdziła bez zwłoki.

- Czy według pani tworzyli dobry związek? - zapytał Hektor.

- Trudno powiedzieć, w tym środowisku nie ma normalnych związków. - Westchnęła. Sprawiała wrażenie, jakby zbierała się na odwagę, aby powiedzieć to, co myśli. - Anastazja nie jest osobą łatwą w kontaktach. Raz jest miła, serdeczna i uśmiechnięta, a następnym razem znowu bez kija nie podchodź. Trudno jest się zorientować, kiedy jest ten dobry, a kiedy zły dzień. Nauczyłam się, że z nią trzeba ostrożnie - wyjaśniła dziewczyna, spoglądając w stronę drzwi hali, za którymi chwilę wcześniej zniknęła aktorka. - Zresztą to nie tylko moje zdanie. Jak zapytacie dziewczynę z garderoby albo operatorów, to powiedzą to samo. Taka chwiejność jest zastanawiająca, ale i odpychająca. Szczerze mówiąc, zastanawiałam się, jak długo pan Leon wytrzyma taką huśtawkę nastrojów Anastazji. On mógł mieć każdą kobietę, ale uparł się na nią.

- Może dlatego, że nie jest banalna? - rzucił z uśmiechem Hektor, co uwypukliło bliznę na jego policzku. Dziewczyna zaczęła mu się intensywniej przyglądać. Od lat wiedział, że gdy blizna zaczyna być widocznym elementem jego twarzy, wtedy ludzie rozmawiający z nim nie mogą od niej oderwać wzroku. Przypuszczał, że zastanawiają się, skąd ją ma i co mu się przytrafiło. Ale póki ktoś nie pytał, nigdy o tym nie mówił. A jeśli pytał, to i tak zwykle nie uzyskiwał prawdziwej informacji o pochodzeniu blizny. Cichy nie dzielił się przeżyciami z przeszłości z nikim poza Polą i to tylko dlatego, że raz na jakiś czas to przyjaciółka wracała do trudnego tematu.

- Zapewne ma pan rację. Wcześniej wszystkie inne kleiły się do niego, nie były wyzwaniem, a może tego było mu trzeba. Kto tam zrozumie facetów. Choć kiedy Anastazja miała zły dzień, to i on był nieszczęśliwy. Nie mógł się skupić. Chodził jak struty.

- A ktoś inny z planu, według pani, mógłby źle życzyć panu Urbańskiemu?

- Nikt - odparła bez zastanowienia i zobaczyła pytający wzrok Hektora. - Może się to wydać dziwne, że na planie filmowym, gdzie panuje duża konkurencja, nikt nie miał ochoty pozbyć się głównego reżysera. Ale tak było. Wszyscy lubili z nim pracować - mówiła z przekonaniem. - Zapytajcie innych, zobaczycie, że powiedzą to co ja.

- Wierzymy, dzięki - rzucił z uśmiechem Hektor.

- Szkoda, że już go nie zobaczę - powiedziała i ściszyła głos. - Nie wszyscy są tacy jak on, inni mają zawyżone mniemanie o sobie, uważają się za artystów pokroju Boga, ale z ludźmi rozmawiać nie umieją. A pan Leon był w porządku. - Słowa kobiety były kolejnym potwierdzeniem, że Urbański miał dobre relacje z ludźmi, więc tym bardziej jego śmierć stawała się niedorzeczna i upewniała Cichego, że wyniknęła z nieoczekiwanych emocji.

Rozejrzał się po planie i ruszył w stronę mężczyzny, który stał przy jednej z największych kamer. Nie żeby nie wierzył makijażystce, ale chciał też usłyszeć, co o Urbańskim myśli mężczyzna. Kobiety, w ocenie Hektora, bywały nieobiektywne, zwłaszcza kiedy w grę wchodziło wyrażanie opinii na temat innej przedstawicielki ich płci.

- Czy możemy porozmawiać? - zapytał, stając obok mężczyzny ze słuchawkami na uszach. - Jesteśmy z policji.

- Tak, ale za pięć minut zaczniemy nagranie - odpowiedział operator, nie odrywając wzroku od pokręteł przy kamerze.

- Wie pan, że Leon Urbański został zamordowany w nocy?

Mężczyzna pokiwał potakująco głową.

- Czy miał jakichś wrogów na planie? - Dopiero kiedy Cichy zadał pytanie, mężczyzna spojrzał na niego, a komisarz pokazał mu legitymację.

- Słyszałem, jak umarł, słabo - rzucił. - Urbański rzadko ze mną pracował. Realizował swoje produkcje w innej hal, ale jak już mu się zdarzyło tu być, to był spoko. Znam gorszych palantów niż on. - Spojrzał przed siebie. Krzysztof i Hektor zauważyli masywnego mężczyznę siedzącego na krześle z napisem reżyser. Łatwo było się domyślić, że operator właśnie jego miał na myśli.

- Nigdy pan nie zaobserwował czyjejś niechęci do pana Urbańskiego? - dopytywał komisarz.

- Jedyną osobą, która robiła mu jakiekolwiek fochy, była Anastazja, ale szczerze mówiąc, to nigdy nie rozumiałem, o co jej chodzi, on naprawdę był w porządku. To ona jest jakaś świrnięta.

- Co pan ma na myśli?

- Raz jest miła, a raz niemiła. Raz ma focha i nic do niej nie można powiedzieć, a następnego dnia idealna. Taka zmienność bez powodu. Nawet nie mogę powiedzieć, że jest to typowe dla kobiety, bo jej niestabilność nie mieści się w tym kluczu. Jakby były w niej dwie różne osoby. - Przybliżył się do nich i ściszył głos. - Bankowo jest z nią coś nie halo. Choroba dwubiegunowa, rozdwojenie jaźni czy coś takiego. - Wyprostował się. - Ale co mnie to obchodzi, praca to praca, robię swoje i nie dyskutuję.

- Oczko, ogarnąłeś sprzęt? Ile mam jeszcze czekać? - usłyszeli pretensje ze strony mężczyzny, który siedział na krześle z napisem reżyser.

- Jestem gotowy - odparł operator. - Sorry, ale muszę ruszać z akcją, inaczej będziemy mieli przesuwkę, a to oznacza kiepski dzień dla wszystkich. - Znowu spojrzał w stronę postawnego mężczyzny.

- Dzięki za informacje - rzucił Hektor i zrobili krok do tyłu, ale gburowaty mężczyzna odezwał się tym razem do nich.

- Panowie, zaczynamy zdjęcia, proszę o spokój i ciszę.

- Z panem też byśmy chcieli porozmawiać - odezwał się Hektor.

- To proszę się skontaktować z moją asystentką, ustali spotkanie - odparł bez namysłu. - A tymczasem proszę opuścić mój plan zdjęciowy. Wprowadzacie chaos.

- Przyjemniaczek, jak wrzód na dupie - rzucił pod nosem Jaworski, operator kamery usłyszał jego słowa i uśmiechnął się nieznacznie.

Cichy uznał, że więcej informacji o Urbańskim i Kool tu nie uzyskają, więc postanowili opuścić halę, zamykając za sobą z hukiem drzwi. Idąc korytarzem w stronę wyjścia, natknęli się na dziewczynę w kraciastej koszuli.

- Jak się czuje pani Anastazja? - zagadnął Jaworski.

- Lepiej, za chwilę będzie mogła wejść na plan - odpowiedziała bez emocji dziewczyna.

- Skoro tak, to chcielibyśmy z nią jeszcze raz porozmawiać - powiedział Krzysztof.

- Pani Orzechowska zabroniła, mamy plan dnia do wykonania, a opóźnienia są źle widziane - zakomunikowała kobieta i ruszyła przed siebie.

- To są jakieś jaja - stwierdził głośno zdenerwowany Jaworski. - Czy do nich nie dociera, że nie prowadzimy śledztwa w sprawie skradzionego roweru?

Policjanci skierowali się do samochodu.

- Musimy zrobić ogon Anastazji. Zaraz zadzwonię do komendanta i poproszę, aby podesłał chłopaków do dyskretnej obserwacji.

- Bez sensu, widziałeś, jak zareagowała na informacje o tym, że Urbański nie żyje - rzucił Krzysztof. - Myślisz, że umiałaby to zagrać, jakby to ona go zabiła? Chyba aż tak dobrą aktorką to nie jest.

- Nie wiem, ale dziwne jest to, co wszyscy o niej mówią. Do tego ona opowiedziała inną wersję wczorajszego wieczoru, niż my znamy od sąsiadów. Ktoś tu kłamie - odpowiedział Hektor.

- No fakt, nic nie mówiła o spotkaniu z Urbańskim, o oświadczynach - rozważał Jaworski. - A może wciska nam przebieg wieczoru z innego dnia. Liczy, że gdy dotrzemy do świadków, których podała, oni to potwierdzą, chociaż nie wiem... chyba wiedzą, co robili wczoraj. Jakby to była sprawa sprzed miesiąca, to mogłaby kombinować, a tak to trudno.

- A jeśli jest tak, jak sugerował operator, czyli jest chora i ma dwubiegunowość czy rozdwojenie jaźni, trzeba ją poobserwować - głośno myślał Hektor.

- Daj spokój. Jak często zdarza się rozdwojenie jaźni? To nie jest częsta choroba.

- Dlatego, że jest rzadka, to może wcześniej nikt się nad tym nie zastanowił, tylko brał jej zachowanie za gwiazdorzenie czy trudny charakter. Nic nie stracimy, jak dobę ktoś ją poobserwuje. Trzeba zobaczyć, jak się zachowuje, kiedy jest sama - przekonywał, bo też nie rozumiał tego wszystkiego. - A może, kiedy zostanie sama, to się zapomni i popełni błąd, który potwierdzi wersję sąsiadów.

- Jeśli ma jakieś zaburzenia, to musiałby je stwierdzić psychiatra czy psycholog - zastanawiał się Jaworski.

- Zobaczymy, co wykaże obserwacja, ale może masz rację, że będziemy potrzebować konsultacji eksperta - przyznał Hektor.

- Nie wygląda na mordercę - odparł po chwili beztrosko Krzysztof.

- I to jest twoją piętą achillesową. Każda ładna kobieta by cię wyrolowała. Mogłaby przy tobie wbić nóż w brzuch drugiemu człowiekowi, a ty byś jej nadal bronił - podsumował Cichy, a Krzysztof się naburmuszył.

Ulica Galeonowa, komenda

W czasie półgodzinnej drogi na komisariat Hektor zdążył ustalić z komendantem szczegóły obserwacji Anastazji.

Musieli teraz sprawdzić alibi przedstawione przez Anastazję. Jej wersja zasadniczo rozmijała się z informacjami, które uzyskali od sąsiadów Urbańskiego. Dlatego koniecznie trzeba było porozmawiać z ludźmi, którzy mogliby zapewnić alibi Kool.

- A jak ustaliła z nimi wersję wydarzeń? - rzucił sceptycznie Krzysztof.

- Dlaczego ci ludzie mieliby chcieć dla niej kłamać? - zadał logiczne pytanie Hektor. - Wersja, którą przedstawiła, jest całkowicie różna od tej, którą opowiedzieli sąsiedzi. Sądzisz, że jakby kogoś zabiła, toby o tym opowiedziała postronnym osobom, licząc na to, że pójdą z nią na układ? Dlaczego i w jakim celu?

- Trzeba sprawdzić, kim są, czy się nie znają, jakie mają relacje z nią i czy nie mają kryminalnej przeszłości - odpowiedział Krzysztof.

- Mamy dwie wersje, więc musimy zweryfikować, która jest prawdziwa - dodał Hektor.

- W końcu sąsiedzi mówili tylko o krótkim przedziale czasowym, w którym ją widzieli. Może wymknęła się z parku na pół godziny, zabiła Urbańskiego i wróciła. - Krzysztof przedstawił hipotezę, która przyszła mu do głowy, ale Hektor się skrzywił.

- Ale dlaczego miałaby to zrobić? - zapytał, patrząc na partnera wyczekująco. - Słyszałeś, co mówili wszyscy o Urbańskim, jego śmierć miała charakter gwałtowny, nie była zaplanowana.

- Mówili, że lubił kobiety, może dowiedziała się, że spotyka się z nimi na boku - postawił kolejną hipotezę.

- Nie, to nie to, słyszałeś, co mówiła jego asystentka - zripostował Cichy. - Zabierzmy się do sprawdzenia ludzi z jej wersji. Gdyby chodziło tylko o Grochowskich czy Szymańskiego, to mógłbym brać pod uwagę scenariusz, że z jakiegoś powodu, tylko im znanego, zdecydowali się dać jej alibi w takiej sytuacji. Ale mamy jeszcze policjanta znad jeziorka - stwierdził Hektor, siadając przy biurku. - Sprawdzę, który komisariat patroluje tę okolicę.

Hektor i Krzysztof uchodzili za szczęściarzy, ponieważ mieli pokój tylko dla siebie. Co prawda było on mały, mieścił ledwie dwa biurka i niewielkie szafki, ale nic więcej nie potrzebowali. Nie musieli się tłoczyć w kilkunastoosobowym pokoju, gdzie zwykle panował hałas. W takich warunkach trudno było się skupić lub załatwić coś dyskretnie.

Hektor nigdy nie narzekał na to niewielkie pomieszczenie. Też był zdania, że lepiej mieć małą, ale własną przestrzeń niż wielką, którą trzeba byłoby dzielić z wieloma osobami.

Trzy lata temu Hektorowi udało się namówić Krzysztofa, aby sami odświeżyli niewielkie biuro, dlatego było ono przyjemnym miejscem. Wystarczyło pomalować ściany na biało i od razu było inaczej, jaśniej. Cichy dużo czasu spędzał w pracy, więc uznał, że czystość i klimat ma znaczenie. Jaworski nie dbał o wystrój, jemu inne sprawy zaprzątały głowę, ale pomógł partnerowi w pracach remontowych.

- Idę do kibelka, a ty znajdź namiary na świadków. Nie chce mi się jeździć po mieście - oznajmił Hektor. Trochę czasu minęło od ostatniej dawki leku i czuł, jak powoli ogarnia go uciążliwe ssanie. Musiał dostarczyć organizmowi nowej porcji spokoju.

- Myślisz, że uwierzą na słowo, że dzwonimy z policji? - Krzysztof podał w wątpliwość pomysł Hektora.

- Jak nie mają nic na sumieniu, to co im szkodzi opowiedzieć, co wczoraj robili i czy spotkali Anastazję? - zapytał Cichy, a Jaworski wzruszył ramionami.

Cichy wszedł do niewielkich rozmiarów obskurnej toalety. Mieściła tylko dwie kabiny i mały kran z umywalką. Sprawdził, czy jest sam, i wszedł do jednej z kabin. Dopiero wtedy wyjął z kieszeni marynarki fiolkę z Sevredolem. Otworzył ją i wysypał pięć tabletek na rękę. Chwilę się zastanowił, nie potrafił przypomnieć sobie, ile dziś wziął. Dziesięć...? Wrzucił z powrotem do fiolki dwie. Pozostałe jednym ruchem wrzucił do ust. Po chwili otworzył drzwi od kabiny i popił tabletki kranówką. Przy okazji przemył twarz zimną wodą. Spojrzał w rozbite lustro. Był pewny, że nic po nim nie widać.

W ciągu godziny od powrotu na komendę udało im się porozmawiać z Grochowskim, Szymańskim i dotarli do aspiranta Stępińskiego, który pracował na dwunastym posterunku. Policjanci z tego komisariatu zwykle patrolowali teren parku Jaśminowego oraz jezioro, które się tam znajdowało.

Po zakończeniu rozmowy ze Stępińskim Hektor od razu sięgnął po słuchawkę telefonu stacjonarnego.

- Panie komendancie, proszę na razie odwołać obserwację Anastazji Kool.

- Jesteś pewny? - rzucił Leonard Pawłowski.

- Jestem, sprawdziliśmy jej alibi i obserwacja mogłaby być stratą czasu dla chłopaków. Musimy uzyskać więcej informacji - wyjaśnił, a następnie się rozłączył.

- Serio jej wierzysz? Przecież u Urbańskiego dwóch świadków widziało ją na własne oczy - wtrącił Krzysztof.

- A trzech innych widziało ją w innej części miasta. Rozmawialiśmy z nimi i na razie nie mamy podstaw, aby im nie wierzyć. To porządni obywatele, nigdy niekarani, a do tego jeden z nich to nasz kolega po fachu. Cała trójka opowiedziała to samo co ona - wyjaśnił Cichy.

- To jakiś przekręt.

- Grochowscy, Szymański i aspirant Stępiński nie znają się. Jaki mieliby interes w kryciu jej? - zapytał Hektor, a Jaworski wzruszył ramionami.

- Nie wiem, nie rozumiem tego - odparł, siadając ciężko na krześle. - Może Anastazja ma z każdym z nich inne relacje, każdego poprosiła o zapewnienie alibi o odpowiedniej godzinie, a oni nie wiedzą o sobie nawzajem. - Jaworski tworzył coraz dziwniejsze teorie, bo prostego i logicznego wyjaśnienia nie dostrzegał.

- Coś jest nie halo, ale na razie jest to niezrozumiałe jak instrukcja montażu mebli. Dojdziemy do tego. To dopiero początek. - Komisarz nie miał pewności, czy partner go słucha. - Jeśli kłamią i ją kryją, to prędzej czy później popełnią błąd. Za dużo ich. Tajemnica jest bezpieczna tylko wtedy, kiedy zna ją jedna osoba.

- Trzeba sprawdzić monitoring na Solidarności - rzucił Jaworski. - Tam na pewno jest, to ekskluzywna dzielnica. Bogacze lubią być obserwowani. Może na nagraniu zobaczymy coś, co będzie dowodem.

- Dobry pomysł - pochwalił kolegę Cichy. - Zaraz się tym zajmę.

Jednak w tym momencie Hektor poczuł wibrowanie telefonu. Wyjął go z kieszeni marynarki i zanim odebrał, spojrzał na wyświetlacz.

- Mamy przyjść? - zapytał zaraz po połączeniu.

Odpowiedź po drugiej stronie wydawała się jeszcze krótsza niż jego pytanie, bo Hektor tylko skinął głową i się rozłączył.

- Idziemy do Poli, skończyła sekcję. Wiedźmińska już z nią jest - wyjaśnił Krzysztofowi, który skrzywił się na myśl o spotkaniu starszej prokurator. Stresowała go. Miał wrażenie, że go nieustannie sprawdza i chce przyłapać na niewiedzy, jak uczniaka. Cichy powtarzał mu wiele razy, że to tylko jego wyobraźnia, ale Jaworskiego to nie przekonywało.

Komenda. Prosektorium

Weszli do niewielkiego prosektorium. Pomieszczenie, które dawniej było niewykorzystanym magazynem, zostało kilka lat temu przerobione. Wcześniej prosektorium mieściło się poza komendą, ale to znacznie utrudniało pracę.

Przy metalowym stole, na którym leżało zakryte do połowy białym prześcieradłem ciało Leona Urbańskiego, stała ubrana w kitel i jednorazowe rękawiczki Pola Ostrowska. Jak zwykle miała włosy splecione w ciasny warkocz. Pedantycznie dbała o to, aby nie zostawić własnych śladów na żadnym z ciał, które każdego dnia badała. Z drugiej strony stołu sekcyjnego znajdowała się Anna Wiedźmińska z niewielkim notesem w ręce. Na ramiona miała zarzucony taki sam kitel jak Pola. Hektor był pewny, że jest jedyną osobą, która go wkłada, przychodząc tu.

- Witamy piękne panie - odezwał się od wejścia Krzysztof, a Hektor przewrócił oczami. Takie małomiasteczkowe hasła partner rzucał tylko wtedy, kiedy się denerwował i chciał stworzyć wrażenie rozluźnionego. Cichy nie rozumiał, dlaczego Jaworski w ten sposób się odzywa. Wielokrotnie przekonał się, że na starszą prokurator działa to jak czerwona płachta na byka. Traktowała to jak prymitywny sposób podlizywania się, a tego nigdy nie akceptowała.

Hektor pracował w komendzie od dwunastu lat. I tyle znał Wiedźmińską. Dogadywał się z nią bez zarzutów, bo była podobna do niego. Oboje wychodzili z założenia, że albo mówią konkretnie, albo wcale.

Pomogła mu też, kiedy groziło mu zwolnienie dyscyplinarne ze służby i więzienie po pobiciu męża Poli. Początkowo prokurator nawet nie chciała słuchać wyjaśnień Hektora, brzydziła się przemocą, a jeśli chodzi o narkotyki, była zwolenniczką wymierzania surowych kar. Jednak Ostrowska zdecydowała się opowiedzieć prokurator, dlaczego Hektor się tak zachował. Przedstawiła szczegółową relację z tego, co przez trzy lata małżeństwa robił jej mąż. Wtedy prokurator zmieniła zdanie i dopomogła, aby Cichy nie trafił za kratki. To, co usłyszała od lekarki, a potem zobaczyła na jej ciele, dodało jej bezwzględnej determinacji, aby mąż Poli został skazany na najwyższy wymiar kary, jaki przewidywał kodeks karny za znęcanie się nad drugą osobą. Wiedźmińska ostro zagrała w sądzie i postawiła mężowi Ostrowskiej zarzut usiłowania zabójstwa z artykułu trzynastego kodeksu karnego, a w toku prowadzonego postępowania dołożyła do niego jeszcze artykuł szesnasty kodeksu karnego. Chciała mieć pewność, że mąż Poli pod ciężarem zarzutów nie wyjdzie z więzienia wcześniej niż po ośmiu latach. W sądzie umiejętnie przedstawiła zajście, w którym Hektor brał udział, i komisarz wyszedł na bohatera, a mąż lekarki na sadystycznego potwora.

Cezary Ostrowski został skazany na dziesięć lat pozbawienia wolności. Sąd nie uwzględnił żadnych okoliczności łagodzących. Rozprawy były zamknięte, uczestniczyć w nich mogli tylko świadkowie oraz oskarżony. Hektor był prawie na każdej rozprawie i dzięki temu upewniał się coraz bardziej, że dobrze zrobił, nie oszczędzając męża przyjaciółki.

Opuścił tylko rozprawę, kiedy Pola zeznawała, gdyż wtedy miały zostać przedstawione zdjęcia jej oszpeconego ciała. Prosiła, aby nie przychodził, a on uszanował jej prośbę. Zdawał sobie sprawę, że jest to dla niej trudne przeżycie. Do dziś nie wiedział, jakie blizny ukrywała. Pola zwykle nosiła ubrania zakrywające całe jej ciało, nawet w ciepłe dni.

Wiedźmińska nigdy nie oczekiwała od Cichego ani do Ostrowskiej wdzięczności. Gdy czterdzieści lat temu zaczynała pracę jako prokurator, specjalizowała się w takich sprawach jak Poli. Dlatego odżyły w niej wspomnienia oraz zapał do ukarania brutalnego sadysty.

- Panie Jaworski, proszę darować sobie te tanie pochlebstwa i wyjaśnić, dlaczego pana nie było na miejscu zdarzenia, kiedy przeprowadzaliśmy wstępne oględziny? - prokurator zareagowała tak, jak się spodziewał Hektor.

- Nie mogłem złapać taksówki - odparł bez zastanowienia Krzysztof, a Wiedźmińska machnęła ręką.

- Nieważne, nie zajmujemy się już żałosnymi gierkami podkomisarza, bo podstawówkę wszyscy mamy dawno za sobą - powiedziała, nie patrząc w stronę Jaworskiego. - Pani doktor, proszę mówić - rzuciła po chwili niezręcznej ciszy, a Pola nieznacznie skinęła głową.

- Ofiara, jak wiemy, to Leon Urbański, lat czterdzieści. Nie chorował na żadne choroby. Pan Jan znalazł jego kartotekę medyczną w jednej z szafek. Badał się regularnie u prywatnych specjalistów - mówiła, patrząc głównie na prokurator. - Stan jego zdrowia oczywiście potwierdziłam w czasie sekcji - dodała dla pewności. - Dobrze zbudowany i wysportowany. Przed opuszczeniem jego mieszkania sprawdziłam wnętrze lodówki. Wygląda na to, że odżywiał się zdrowo. Mówię to, żebyście mieli świadomość, że był w dobrej formie fizycznej.

- Pani doktor - syknęła ze zniecierpliwieniem Wiedźmińska. - Przecież wiemy, że nie umarł z przyczyn naturalnych.

Pola znowu kiwnęła głową.

- Przyczyna zgonu to kilkakrotne uderzenie w głowę twardym tępokrawędzistym narzędziem, które spowodowało krwotok wewnętrzny, bo ostre krawędzie odłamków bezpośrednio uszkodziły naczynia opon. Stwierdziłam także pęknięcia poprzeczne kości - referowała Pola, pokazując na głowie denata rany. - Doznał urazu mechanicznego czynnego. Na skutek użycia narzędzia tępokrawędzistego mamy do czynienia z ranami tłuczonymi. W takich wypadkach dochodzi do przerwania ciągłości skóry, czemu zwykle towarzyszy uszkodzenie tkanek głębiej położonych. Brzegi takich ran są nierówne, widoczne są otarcia naskórka i podbiegnięcia krwawe. Występuje obrzęk. Cechą charakterystyczną tego rodzaju ran jest występowanie mostków łącznotkankowo-naczyniowych. Rozchylając ranę, widzimy, jak się napinają między brzegami rany. To takie cienkie paseczki tkanki łączące ze sobą dwa brzegi rany.

- To nie było jedno uderzenie?

- Nie, mamy do czynienia z kilkoma uderzeniami w ten sam obszar, dlatego nastąpiło pęknięcie promieniste, które pomogło mi ustalić kolejność zadawanych cisów, bo każdy kolejny cios zatrzymuje pęknięcie na wytworzonych wcześniej pęknięciach - tłumaczyła patolog.

- Urbański nie spodziewał się tych ciosów? - zapytał Hektor.

- Nie, gdyby widział, że nastąpi atak, to prawdopodobnie próbowałby się obronić. Chociaż zasłoniłby się instynktownie rękami, a na dłoniach czy przedramionach nie mamy ran.

- Zabójca zaszedł go od tyłu?

- Zapewne, gdyż dwa uderzenia poszły w tył głowy, a jedno jest centralnie na środku - odpowiedziała patolog.

Hektor wziął z półki niewielki metalowy flakonik.

- Czyli uderzenia mogły iść tak. - Wykorzystując flakonik, pokazał na Krzysztofie, jak morderca mógł zadawać ciosy Urbańskiemu. Pola kiwała głową, potwierdzając.

- Po tych dwóch pierwszych uderzeniach mężczyzna przewrócił się na podłogę, ale sprawca nadal był pod wpływem adrenaliny oraz może narkotyków - spojrzała na Cichego - i leżącemu na podłodze mężczyźnie zadał jeszcze jeden cios w głowę, o tu. - Pokazała palcem ranę na środku głowy.

- Morderca walił na oślep? - włączył się Krzysztof.

- Można tak powiedzieć - odparła Pola. - Ciosy były silne, więc doszło do tak zwanego włamania, czyli uszkodzenia kości sklepienia czaszki poprzez ich odłamanie i wbicie.

- Któryś z ciosów był śmiertelny? - zapytała Wiedźmińska, jak zwykle zapisując najważniejsze informacje w notesie. Kiedy widziała, że Hektor wyciąga komórkę, aby zapisać w niej informacje, zwykle rzucała kąśliwą uwagę na temat zbyt dużego zaufania do nowych technologii.

- Mogę przypuszczać, że pierwszy cios mógł być już śmiertelny, ale że w sumie denat otrzymał trzy, to nie ma wątpliwości, że to one były powodem zgonu. Oczywiście pod wpływem zadanych ciosów rany były obszerne, a przez to krwawienie również obfite. Wszyscy wiemy, że zranienia na głowie zawsze mocno krwawią. Choć według mnie, nawet jeśli nie straciłby tak dużo krwi, jak widzieliśmy na miejscu zdarzenia, to i tak nie dałoby się go uratować. Miał zbyt poważne obrażenia wewnętrzne w czaszce - wyjaśniła Pola.

- Coś jeszcze? - Prokurator oderwała wzrok od notesu.

- Według mnie sprawca był leworęczny - mówiła, patrząc na Hektora, który zanotował tę informację w komórce. Napastnicy mają tendencję do uderzeń z dominującej ręki po przeciwnej stronie ciała ofiary i po układzie ran na głowie denata mogę stwierdzić, z dużym prawdopodobieństwem, że ten morderca był leworęczny.

- Badania krwi wykazały coś ciekawego? - znowu odezwała się prokurator.

- Mam już wyniki toksykologii, nie są zaskakujące. - Spojrzała na Wiedźmińską i upewniła się, że prokurator jej słucha. - W organizmie denata był alkohol i metamfetamina. To narkotyk będący pochodną amfetaminy, tylko mocniejszy i bardziej toksyczny. Technicy zapewne potwierdzą, że proszek, który widzieliśmy na stoliku w mieszkaniu Urbańskiego, był tą substancją.

- Zabójstwo mogło być skutkiem zmieszania alkoholu z narkotykami - stwierdził Hektor i poczuł na sobie wzrok towarzyszy, więc zamilkł. Jemu teraz i tak było wszystko jedno. Dawka leku, którą zażył niedawno, rozeszła się po organizmie, więc rozluźnił się i nie musiał reagować na ich spojrzenia.

- Owszem - potwierdziła Pola, a jej wzrok na zbyt długo utkwił w jego twarzy.

- Kobieta mogła zadać takie ciosy?

- Pod wpływem alkoholu, narkotyków, wzburzenia i adrenaliny oczywiście że tak, i to bez większego wysiłku - stwierdziła patolog.

- Czyli jednak bierzesz pod uwagę Anastazję, mimo zapewnień świadków, że była z nimi gdzie indziej - odezwał się Krzysztof, a Wiedźmińska przeniosła wzrok z Poli na Hektora.

- Oni nie mówili, że nie było jej w mieszkaniu Urbańskiego. Powiedzieli tylko, że widzieli ją na koncercie, nad jeziorem i przed domem - wyjaśnił Cichy.

- No tak, ale w tych godzinach, w których oni ją widzieli w tych miejscach, ktoś zabił Urbańskiego - zauważył ze zniecierpliwieniem Krzysztof, a Wiedźmińska parsknęła pod nosem z dezaprobatą.

- Dlatego może to nie ona jest zabójcą - upierał się Hektor.

- Ale sąsiedzi widzieli ją o dwudziestej drugiej i o dwudziestej drugiej trzydzieści. A według świadków była z nimi w parku - plątał się podkomisarz.

- To może dodam, że czas zgonu nastąpił między dwudziestą drugą a dwudziestą trzecią - wtrąciła się Pola.

- No proszę, więc jak? - rzucił z pretensją do Hektora Krzysztof.

- Co się dzieje? - odezwała się gniewnie Wiedźmińska. - Czy udało się wam cokolwiek ustalić? - Prokurator nie rozumiała, o czym mężczyźni rozmawiają.

- Pojawił się problem, główna podejrzana ma alibi na czas morderstwa, które potwierdziło trzech świadków - odparł spokojnie.

- I? - zapytała z irytacją prokurator.

- Ale mamy też innych świadków, którzy są tak samo pewni jak tamci, że była wczoraj wieczorem w mieszkaniu denata. - Hektor starał się mówić konkretnie, chociaż na razie sam nie wiedział, co ma sądzić o sytuacji, w jakiej się znaleźli.

- Panie komisarzu, czy pan siebie słyszy? Jakbym miała do czynienia z żółtodziobem. To, co pan mówi, jest tak niemądre, że zaczynam podejrzewać, że wrócił pan do nałogu i dlatego takie pierdoły opowiada.

Hektor uśmiechał się do niej przepraszająco. I nagle poczuł, że myśli zaczęły mu uciekać. Chciał zostać sam. Czuł, jak po rękach przechodzą mu ciarki i cieszył się, że ma na sobie marynarkę.

- Czy muszę pana uczyć, jak prowadzi się śledztwo? - rzuciła szorstko Wiedźmińska. - Rzeczą oczywistą jest, że w takiej sytuacji Anastazja Kool powinna być jeszcze bardziej podejrzana i od razu powinniście ją zatrzymać do wyjaśnienia.

- Spokojnie. Jeszcze dzisiaj wyjaśnię z nią to zamieszanie - rzucił. Chciał, aby spotkanie się zakończyło. Prokurator pokręciła głową z rozdrażnieniem.

- Pani doktor, czekam na oficjalny raport - odezwała się do Poli, która kiwnęła głową. Przeniosła wzrok na policjantów. - Proszę pogonić techników, bo obawiam się, że lada chwila dziennikarze będą chcieli poznać szczegóły śledztwa. W końcu ofiara to znana osoba, więc coś musimy im dać.

- Do jutra postaram się dowiedzieć, jaki Kool ma związek z morderstwem - zapewnił ją Hektor.

- Znacznie prościej dla pana będzie, jeśli wciągnie pan w pracę kolegę, który na razie robi za paprotkę - stwierdziła złośliwie prokurator, chowając do przepastnej torebki notes. Krzysztof skrzywił się na jej słowa, ale się nie odezwał. - Gdyby pojawiły się nowe okoliczności i fakty, wie pan, komisarzu, jak postępować? - zadała kolejne złośliwe pytanie, a Hektor skinął głową.

Starsza kobieta w czerni opuściła małe prosektorium. Hektor, Krzysztof i Pola zostali sami.

- O co jej chodzi, nic przecież nie zrobiłem? - rzucił Krzysztof, mając pewność, że prokurator nie ma już w pobliżu.

- Może właśnie o to chodzi - odparła zimno Pola. - Spóźniasz się albo mówisz głupoty. Hektor musiał ci rano ratować tyłek. Ostatnio notorycznie zdarzają się takie sytuacje.

- Bo mam życie prywatne, towarzyskie, którego wy nie macie. Muszę zaspokoić kilka kobiet - mówił rozbawionym tonem, nic sobie nie robiąc z pretensji Poli. Chciał podejść do niej, ale instynktownie się cofnęła. - Ciebie też wiele razy zapraszałem do kina, na dyskotekę, do restauracji. Wolisz siedzieć sama w domu albo spotykać się z tym sztywniakiem. - Wskazał głową na Hektora. - Żebyście się chociaż pukali, kiedy jesteście razem. To nie, tylko rozmowy i rozmowy, nuda.

Pola założyła ręce na piersiach i popatrzyła z gniewem na Krzysztofa. Nie miała pretensji do Cichego, doskonale wiedziała, że nie opowiada partnerowi, jak wyglądają ich spotkania, więc to, co mówił Krzysztof, było jego wymysłem. Zwykłą paplaniną.

- Dobra, skończ pieprzyć od rzeczy - przerwał mu Hektor, widząc, że w Poli narasta zdenerwowanie. - Idziemy do laboratorium - rzucił i przeniósł wzrok z powrotem na Polę. - Słyszymy się wieczorem?

- Tak, zadzwonię po wszystkim - odpowiedziała dziewczyna, ale kiedy Jaworski wyszedł z prosektorium, szybko podeszła do Hektora i złapała go za łokieć. - Nie bierz nic, widzę, że cię nosi.

Hektor cmoknął z udawanym niezadowoleniem.

- Do wieczora, powodzenia. - Pocałował ją w policzek i wyszedł za Krzysztofem.

Ruszyli w stronę laboratorium, które mieściło się na drugim końcu komendy.

- Czy choć raz mógłbyś się zamknąć i nie wygłaszać takich idiotyzmów? - odezwał się po chwili.

- Przecież nic złego nie mówię. Nie tylko mnie zastanawia, co robicie razem każdego dnia - odpowiedział szczerze Jaworski.

- W dupie mam, co inni myślą. Ja ciebie nie pytam, z kim kiedy sypiasz - odpowiedział poważnie Cichy.

- Nie kapuję tego. Lubicie się. Rozumiecie się. Ty jesteś sam, ona jest sama, więc w czym problem? - drążył Krzysztof, mimo że nie spodziewał się odpowiedzi.

- Gówno wiesz, więc zajmij się tym, na czym się znasz, czyli zaliczaniem panienek - wyrzucił z siebie i przyspieszył kroku, zostawiając partnera kilka kroków za sobą. Czuł, że za chwilę poniosą go nerwy. Musiał wziąć jeszcze parę tabletek, w innym wypadku Jaworski będzie nieustannie obrywać, a to może być katastrofalne i podejrzane.

Komenda. Laboratorium

Weszli do pogrążonego w półmroku laboratorium. Ciężkie żaluzje były opuszczone do połowy okien. Jan Sobczak siedział na wysokim obrotowym krześle ubrany w biały kitel, a na czole miał plastikowe gogle. Obok niego przy stanowisku między mikroskopem a pokaźnych rozmiarów komputerem siedziała Karolina Sawicka, zatopiona w analizie tekstu, który widniał na monitorze.

Gdy Hektor i Krzysztof weszli do środka, od razu usłyszeli charakterystyczny dźwięk pracującej maszyny. Znali go, za każdym razem, kiedy tu byli, wypełniał pomieszczenie.

Cichy przed wejściem do laboratorium wstąpił do toalety, zauważając z ulgą, że Krzysztof nie zwrócił na to uwagi, bo był pochłonięty odpisywaniem na SMS-y, które regularnie do niego napływały. Partner wydawał się rozkojarzony. Dlatego bez obaw Hektor łyknął kolejne tabletki Sevredolu. Gdy popijał je wodą z kranu, przemknęła mu przez głowę prośba Poli, ale zignorował ją. Bez nich nie funkcjonował, a dziś miał jeszcze kilka rzeczy do załatwienia. Nie mógł sobie pozwolić na rozkojarzenie i rozbiegane myśli. A to, co czuł, kiedy tabletki przestawały działać, było nie do zniesienia.

- Nie mam dla was dobrych informacji - zakomunikował od progu Sobczak. - Potwierdził się brak odcisków palców na narzędziu zbrodni.

- Sprawca miał rękawiczki? - przerwał mu Krzysztof. Nie było go rano na miejscu zdarzenia, dlatego też nie wiedział, o czym wtedy rozmawiali. Hektor zapomniał przekazać mu te informacje, miał co innego w głowie.

- Biorąc pod uwagę fakt, że zabójstwo zostało dokonane w afekcie - zaczął mówić z lekkim zniecierpliwieniem technik - na co wskazuje bałagan w salonie, gdzie została znaleziona ofiara, jak i pomniejsze wskazówki, sprawca nie planował tego zabójstwa, więc jest rzeczą oczywistą, że nie miał rękawiczek. - Popatrzył na Krzysztofa. Zorientował się, że podkomisarz zupełnie nie orientuje się, co się działo rano. - Odciski palców na narzędziu zbrodni zostały wytarte, a chcąc być skrupulatnym, to powinienem powiedzieć, że zostały roztarte. Niestety z tego, co zostało, nie da się uzyskać nawet częściowego odcisku.

Krzysztof pokiwał głową niezrażony tonem technika.

- Zabezpieczyliście w mieszkaniu inne odciski? - zapytał Hektor. Czuł rozdrażnienie, bo tabletki jeszcze nie działały.

- Tak, ale jest ich dużo. Udało się zidentyfikować tylko dwie pary. Należą one do denata i do jego gosposi. Dwadzieścia pozostałych pozostaje niezidentyfikowanych - wyjaśnił Sobczak.

- No tak, sąsiedzi mówili, że to był towarzyski gość - skomentował Jaworski irytująco radośnie.

Hektor nie mógł się doczekać, kiedy tabletki zaczną działać. Miał nadzieję, że wtedy przestanie go denerwować każde wypowiedziane przez partnera słowo. Lubił Krzysztofa, ale w ostatnim czasie wydawało mu się, że każdą sprawę traktuje na odczepnego. Najbardziej interesowały go wieczorne spotkania z nowymi dziewczynami oraz odpisywanie na setki SMS-ów. Przez to często ostatnio dawał plamę. Cichy nie czepiał się go, gdyż jego myśli też uciekały w inną stronę niż śledztwo, ale był pewny, że jemu nałóg nie przeszkadza w pracy tak jak Jaworskiemu bujne życie towarzyskie.

- Tak jak panu mówiłem na miejscu zdarzenia, z rozbitej szklanki został tylko pył. Dlatego ani odcisków palców, ani DNA nie mogliśmy z niej zebrać - mówił Jan, patrząc na Hektora.

- Zbadałam biały proszek, który znajdował się na stoliku - włączyła się Karolina. - To metamfetamina.

- Toksykologia, którą zrobiła Pola, też wykazała obecność tego narkotyku w organizmie denata - odparł z zadowoleniem komisarz. Jego myśli na ułamki sekund pobiegły do białej sproszkowanej substancji. Swego czasu próbował różnych narkotyków, ale posiadanie i zdobywanie ich okazało się zbyt ryzykowne. Dlatego pozostał przy opioidowych lekach przeciwbólowych, które, kiedy miało się receptę, można było dostać bez większego problemu.

Metamfetaminę wziął kilka razy i nie był zainteresowany kolejnymi próbami, ponieważ za każdym razem budził się u boku nieznajomej kobiety. Co prawda u siebie w domu, ale zwykle nie wiedział, jak do niego wrócił i kim były te kobiety. Nie lubił aż takiej utraty świadomości.

- Obok mety był papier zwinięty w rulon. Za jego pomocą ofiara wciągnęła narkotyk - dokończyła Karolina.

- Tylko on? - dopytywał Krzysztof.

- Na papierze znalazłam tylko jego materiał biologiczny.

- Cholera, to komplikuje obraz tego, co wydarzyło się w mieszkaniu i w jakich okolicznościach - stwierdził Cichy. - Czy do zbrodni doszło pod wpływem substancji pobudzających?

- Przeszukaliśmy całe mieszkanie, ale nie znaleźliśmy nic więcej wartego uwagi - odezwał się ponownie Jan. - No może poza kartoteką medyczną ofiary, którą przekazałem Poli.

Hektor kiwnął głową, już to wiedział.

- Wiedźma nie będzie zadowolona - szepnął Krzysztof, a Hektor zgromił go wzrokiem. Nie lubił, jak Jaworski tak o niej mówił w obecności innych osób. Uważał, że starszej prokurator należy się szacunek.

- A wam udało się ustalić, z kim denat spędzał swój ostatni wieczór? - zapytał Sobczak.

- No właśnie, mamy drobny problem, bo pojawiły się sprzeczne informacje - odezwał się Krzysztof. - Laskę, którą rozpoznali świadkowie z kamienicy Urbańskiego, inni w tym samym czasie widzieli w zupełnie innym miejscu, robiącą zupełnie coś innego.

- To ciekawe - stwierdził technik. - O co może chodzić?

- Ktoś kłamie, a najpewniej ta gwiazdeczka - rzucił gwałtownie Jaworski. Hektor poczuł poirytowanie. Nie lubił, kiedy jego partner kierował się emocjami i wypowiadał spontanicznie sformułowane i nieprzemyślane myśli niczym członek amatorskiego klubu detektywistycznego.

- Anastazja Kool jest podejrzana, ale jest wiele niejasności. Musimy się jej przyjrzeć i wtedy przekonamy się, kto mówi prawdę - oznajmił rozsądnie Hektor, czując, jak uczucie błogości rozlewa się po jego wnętrzu. Tabletki zaczynały działać. - Dzięki za wszystkie informacje. Dam znać, jak się sprawa wyjaśni - skierował te słowa do Jana Sobczaka, uśmiechnął się do Karoliny, która odwzajemniła uśmiech, i wyszedł na korytarz, czując przyjemną ulgę. Miał wrażenie, jakby ktoś zdjął z niego ogromny ciężar. Przez głowę przeszła mu myśl, że może przesadził z lekami, ale było mu teraz wszystko jedno. Wolał nie myśleć, jak dużo tabletek już połknął, bo dzień się jeszcze nie kończył, a pod ich wpływem było mu po prostu dobrze.

Komenda. Biuro Hektora i Krzysztofa

Wrócili do biura. Hektor całą drogę milczał, upajając się wewnętrznym spokojem, jaki coraz bardziej opanowywał go po ostatnich tabletkach.

Po zażyciu leków czuł się lekko na duchu. Jakby w jednej chwile wszystkie troski i problemy znikały. Bez tabletek czy innych substancji wspomagających pogrążał się w rozmyślaniach. Czuł nieustający palący żar w środku. Wydawało mu się, że ktoś siedzi mu na klatce piersiowej, a on nie może go zrzucić. Nie mógł oddychać. Nie mógł myśleć. Nie mógł żyć. Jak gdyby coś wysysało jego duszę i ciągnęło w głąb otchłani.

Kiedyś zwierzył się z tych odczuć Poli, ale później tego żałował. Przyjaciółka przejęła się jego stanem i nieustannie zasypywała go ofertami nowych ośrodków terapeutycznych. Powtarzała, że Hektor cierpi na przewlekły stres pourazowy i sam sobie z tym nie poradzi.

Uważał to za bzdurę.

Po tym, jak Hektor wyzwolił ją od męża tyrana, regularnie chodziła na terapię. Chciała, aby Hektor ponownie spróbował tej formy leczenia. On był jednak przeciwny. Jedną przeszedł przymusowo po wypadku, a drugą miał w ośrodku odwykowym. Uważał, że nic nie zmieniły w jego życiu. Była to strata czasu, mówienie po próżnicy do ludzi, którzy tylko udawali, że go rozumieją, bo nie mieli podobnych doświadczeń. Według Hektora posiadanie wiedzy teoretycznej w takich przypadkach to za mało.

Kiedy odmówił ponownego pójścia na terapię, Pola odebrała to jako własną porażkę - rozumiała, że nie może nic z tym zrobić. Dlatego odpuściła i zaczęła mu wypisywać recepty na leki, o które prosił. Zależało jej na tym, żeby choć chwilę przyjaciel mógł być szczęśliwy, żeby zapomniał o tragicznych wydarzeniach.

Hektor był zadowolony z jej decyzji. Początkowo chciał, aby zapisała mu czystą morfinę, ale na to się nie godziła. Obawiała się o jego i swoją karierę. Chociaż zdarzało się, że przynosiła mu ampułkę morfiny, kiedy go odwiedziła w domu. Wydawało się jej, że jeśli to ona robi mu zastrzyk, to kontroluje jego uzależnienie. Cichy nie miał pojęcia, skąd brała morfinę, ale się nie dopytywał.

Hektor usiadł na krześle i zaczął przyglądać się zdjęciu Anastazji w broszurze, którą otrzymali od Orzechowskiej.

- Niezła dupa - skomentował prostacko Krzysztof.

- Niezła - przyznał beznamiętnie komisarz.

- Może byś ją wyrwał? - zaproponował z rozbawieniem Jaworski. - Z twoim powodzeniem nie będziesz miał z tym problemów.

Hektor podniósł obojętny wzrok na partnera.

- Czy ty na łeb dziś upadłeś?

- Ale co? Łóżko to najlepsze miejsce do zwierzeń - stwierdził szczerze zdziwiony reakcją partnera Krzysztof.

- No dobra, geniuszu, a powiedz mi, jakbym miał później wykorzystać zdobyte w ten sposób informacje? - zapytał spokojnie, gdyż przestały go irytować absurdalne pomysły Jaworskiego. - Co miałbym powiedzieć Wiedźmińskiej?

- Oj tam, oj tam, szukasz problemów - rzucił lekceważąco Krzysztof. - Wiedźma ma słabość do ciebie. Wszystko ci wybaczy.

- Co ty pieprzysz? - zapytał zaskoczony Hektor. Obaj znali procedury i wiedzieli, że nawiązanie intymnych relacji z podejrzanym nie tylko było wbrew zasadom, ale oznaczałoby, że ewentualny sprawca wywinie się od odpowiedzialności. - Teraz powinienem zapytać, czy ty coś dzisiaj brałeś? - powiedział Hektor, mimo że zdawał sobie sprawę z tego, że wchodzi na grząski grunt. Lepiej było, aby nie poruszał tematu narkotyków. Ale mina Krzysztofa go zaskoczyła. Jaworski nigdy nie przyznawał się i nie wspominał o tym, że miał jakiekolwiek doświadczenia z dragami. - Brałeś? - zdziwił się zaskakująco radośnie Cichy. Jaworski sięgnął do tylnej kieszeni spodni.

- Dzisiaj nie, ale wczoraj wieczorem Betty przyniosła to. - Wyjął z kieszeni mały woreczek, w którym znajdowały się kwadratowe bibułki.

Hektor spojrzał najpierw na paczuszkę, a potem na partnera.

- Pojebało cię?! Masz przy sobie LSD? - zamurowało go.

Krzysztof się zmieszał. Cichy nie spodziewał się, że jego partner jest na tyle lekkomyślny, iż będzie cały dzień nosił narkotyki w tylnej, płytkiej kieszeni spodni.

- Nooo - odpowiedział Jaworski przeciągle. - Sorry, nie chcę cię drażnić. Nie powinieneś nawet z daleka oglądać takiego towaru.

- Skąd Betty to miała? - przerwał mu Hektor. Czuł mrowienie w palcach u nóg. Swego czasu chętnie sięgał po LSD. Przypomniało mu się, jak dobrze się po nim czuł.

- Siostra Betty przyniosła ze szkoły, a ona go sobie pożyczyła - odpowiedział, jak gdyby chodziło o długopis.

- Ze szkoły? - zdziwił się Cichy.

- Siostra Betty chodzi do liceum - wyjaśnił Krzysztof w taki sposób, jakby posiadanie narkotyków w szkole średniej było normą.

- Stary, schowaj ten towar daleko i głęboko - prawie rozkazał Hektor. - Nie chcę, aby komendant to zobaczył, bo będzie na mnie.

Krzysztof otworzył szufladę w swoim biurku. Wyjął z niej małą metalową puszkę po sypanej kawie. Trzymał w niej spinacze. Schował woreczek z bibułkami do środka i włożył puszkę ponownie do szuflady.

Hektor przyglądał się temu z uwagą. Już wiedział, że nie zapomni o tym małym woreczku. Jak tylko nadarzy się okazja, zabierze go. Chciał znowu poczuć to, co czuł, zażywając ten narkotyk. Zapragnął ponownie zobaczyć Olę i Adasia, a po LSD mu się to udawało. I nie czuł rozdzielającej pustki, która towarzyszyła mu każdego dnia od pięciu lat. Teraz, widząc paczuszkę z narkotykiem, chciał odpłynąć w ten nierzeczywisty świat, było mu w nim lepiej. Nawet jeśli był iluzją.

- Co robimy? - wyrwał go z rozmyślań Jaworski.

- Z czym?

- Z Anastazją. No bo wiesz, jest osiemnasta, a umówiłem się z Mary na małe co nieco - dokończył, wykonując ruch symulujący kopulację. Hektor przewrócił oczami.

- Dobra, spadaj - rzucił, siląc się na naturalny ton. - Sam załatwię sprawę z Kool. - Chciał się już pozbyć partnera, bo nie mógł zapomnieć o narkotyku w biurku Jaworskiego.

- Zajebiście. Dzięki, stary. Zapowiada się dobra zabawa. - Wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. - Mary prosiła, żebym przyniósł ze sobą kajdanki.

- Ale broń służbową zostaw w sejfie, bo cholera wie, co tę laskę kręci - rzucił żartobliwie Hektor, tylko czekając, aż Jaworski wyjdzie.

Po piętnastu minutach Cichy stanął w progu biura. Było po osiemnastej i fabryka opustoszała. Ale Hektor przeszedł kilka kroków korytarzem. Chciał się upewnić, że komendanta też już nie ma w pracy.

Kiedy zobaczył, że gabinet przełożonego jest pusty, wrócił do biura i zamknął drzwi. Bezszelestnie otworzył szufladę biurka Krzysztofa. Nie wiedział, dlaczego tak się stara nie narobić hałasu, i tak nikogo nie było, ale instynkt podpowiadał mu ostrożność. Pospiesznie sięgnął po metalową puszkę i wyjął niezbyt dokładnie ukryty woreczek. Schował go do wewnętrznej kieszeni marynarki. Poczuł, jak ogarnia go euforia. Serce waliło mu jak młot. Już nie mógł się doczekać, aż wróci do domu, włączy Feeling Good Michaela Buble i zobaczy żonę z synkiem. Ta myśl zdominowała mu umysł, ale przypomniał sobie, że musi jeszcze załatwić sprawę z Anastazją. Po drodze zamierzał wstąpić do mieszkania Urbańskiego. Chciał w samotności i w spokoju rozejrzeć się po miejscu zbrodni.

Postanowił nie zwlekać i jak najszybciej załatwić te dwie sprawy. Pola dziś do niego nie przychodziła, bo miała inne plany, więc jak tylko dotrze do domu, będzie mógł swobodnie skorzystać z zawartości woreczka.

Więzienie. Sala widzeń

Pola siedziała przy stoliku, nerwowo ściskając ręce na kolanach. Obok niej adwokat, Jakub Łukasik, rozkładał dokumenty. Wydawał się opanowany, dla niego sprawa, z którą dziś tu przyszli, to formalność. Były już mąż Poli, Cezary Ostrowski, miał podpisać ostatnie dokumenty. Nie chciał tego zrobić bez jej obecności. Kobieta wiedziała, że robi to dlatego, aby móc nadal dręczyć ją psychicznie. Zdawał sobie sprawę, że ciągle się go boi, a jej lęk dodawał mu siły i determinacji.

Pola wiedziała, że były mąż nie może jej już skrzywdzić. Siedział w więzieniu, dookoła było kilku strażników, a jej towarzyszył człowiek, który wraz z prokurator Wiedźmińską przyczynił się do uzyskania surowego wyroku dla Cezarego. Mimo to wewnętrznie cała się trzęsła. Przez trzy lata małżeństwa żyła w nieustannym lęku. Nigdy nie potrafiła przewidzieć, kiedy mąż wpadnie w złość, co może go zdenerwować. Nieustająca niepewność i napięcie pozostawały w niej.

Ostrowska setki razy zastanawiała się, dlaczego pozwoliła mężowi, aby przez lata ją bił i zadręczał psychicznie. Mimo rocznej terapii nie odnajdywała odpowiedzi na to pytanie.

Sześć lat temu, kiedy go poznała, Cezary był zupełnie innym człowiekiem, niż okazał się po ślubie. Nie mogła sobie darować, że nie dostrzegła, jaki jest, przed małżeństwem, zwłaszcza że spotykali się przez dwa lata. Miała czas, aby go przejrzeć, ale była tak szczęśliwa, wydawał się idealnym mężczyzną. A po ślubie wszystko się zmieniło. Cezary stracił pracę w firmie, którą tworzył od podstaw. Wspólnicy oszukali go i został z niczym. Nie mógł odnaleźć się na rynku pracy i znieść, że jest na utrzymaniu Poli. Z każdym kolejnym tygodniem jego złość na otaczający świat się pogłębiała. Zaczął przesiadywać w barach, poznał ludzi, którzy prowadzili szemrane interesy. Zmienił się, stał się agresywny i brutalny, a Pola nie wiedziała, co zrobić.

- Będzie w dybach, nic nie może - odezwał się Łukasik, czując jej napięcie. - Nie zwracaj uwagi na to, co będzie mówił. Będzie chciał cię wystraszyć tak jak na rozprawach.

- Wiem, wiem - szepnęła niepewnie Ostrowska.

Szczęk otwieranych drzwi spowodował, że kobieta mimowolnie się spięła. Do sali został wprowadzony przez dwóch strażników przeciętnej postury młody mężczyzna. Usiadł na krześle naprzeciwko nich.

- Rozkuć? - zapytał adwokata strażnik.

- Nie.

Strażnik kiwnął głową i uśmiechnął się do Poli. Wszyscy wiedzieli, kim jest i co zrobił jej mąż.

- Ma pan podpisać ostatnie dokumenty. Jest ze mną, jak pana widzi, pana była żona, bo taki był pana warunek - zaczął Łukasik.

- Chciałem, aby dobrze zapamiętała moją twarz, bo następnym razem jak się spotkamy, może mieć kłopot z identyfikacją kogokolwiek. - Cezary przybrał agresywny ton, a Pola poczuła ucisk w brzuchu.

- Przypominam, że ma pan dożywotni zakaz zbliżania się do byłej żony. Złamanie go będzie skutkować natychmiastowym powrotem do tego miejsca - odpowiedział spokojnie adwokat.

- Spoko, jak wrócę, to na dożywocie - odparł lekceważąco mężczyzna, wykonując gest duszenia w powietrzu, a Pola nerwowo poruszyła się na krześle. Dobrze pamiętała chwile, kiedy mąż rzucał się na nią bez ostrzeżenia i zaciskał dłonie na jej szyi. Ściskał, póki nie straciła przytomności. A kiedy ją odzyskiwała, zaczynał od nowa.

Łukasik nieznacznie pokręcił głową, dając jej do zrozumienia, aby nie dała się sprowokować.

- Może pan przestać snuć dalekosiężne plany i tak przez najbliższe dziesięć lat nie wyjdzie pan nawet na przepustkę. - Adwokat nadal utrzymywał spokojny ton. - Przypominam także, że to, iż tu jesteśmy, to z naszej strony jest gest dobrej woli, gdyż bez pana podpisów wyrok również wszedłby w życie.

- Szczęśliwa jesteś? Teraz cię posuwa ten twój bohater? - Cezary zlekceważył adwokata, kierując słowa do Poli. Ona jednak wedle instrukcji Łukasika milczała. - Ciekawe, czy już wie, jak jesteś pojebana.

- Proszę, aby pan nie obrażał mojej klientki - zwrócił mu uwagę adwokat i położył przed nim kilka kartek. - Na każdej stronie proszę o parafkę, a na końcu czytelny podpis - poinstruował.

- Facet szybko zobaczy, że jesteś zgniłym jabłkiem - nie odpuszczał Ostrowski, automatycznie podpisując dokumenty.

- Dziękuję - odpowiedział Łukasik, zabierając podpisane papiery. - Informuję, że jest to ostatni raz, kiedy ma pan kontakt z moją klientką. Zgodnie z wyrokiem nie wolno panu kontaktować się z panią Polą ani listownie, ani telefonicznie, ani w żaden inny sposób, jaki panu przyjdzie na myśl. Złamanie postanowienia sądu będzie groziło kolejnymi sankcjami.

- Pewnie masz się za ofiarę, ale to twoja wina. To ty mi pozwoliłaś na to, co ci zrobiłem. Czerpałaś z tego satysfakcję, a teraz robisz ze mnie potwora.

- Skończyliśmy - powiedział Łukasik, spoglądając na rozedrganą Polę.

- Znajdę cię i zajebię - rzucił Cezary, kiedy podnieśli się z krzeseł.

- Informuję pana, że całe spotkanie było nagrywane na dyktafonie - odezwał się adwokat i pokazał mężczyźnie urządzenie. - Trafi ono jeszcze dziś do akt, na wszelki wypadek jakby pani Poli przytrafiło się coś niemiłego.

- Jeb się - parsknął głośno mężczyzna, podnosząc się gwałtownie z krzesła.

- Ostrowski, sadzaj dupkę na krześle - usłyszeli głos strażnika.

- No i przecież panowie są świadkami - powiedział radosnym głosem Łukasik, na co Cezary splunął mu pod nogi. - Możecie zabrać pana Ostrowskiego, bo zaczyna się czuć niekomfortowo w naszym towarzystwie.

Ten sam strażnik, który sadzał Cezarego na krześle, podszedł do niego i pociągnął go za łokieć, aby się podniósł. Bez słowa wyprowadził go z sali.

- Wszystko w porządku? - zapytał po chwili Łukasik Poli. Kobieta czuła, jak serce jej wali, a ręce drżą.

- Najważniejsze, że to koniec - odezwała się słabym głosem, a adwokat poklepał ją po ramieniu.

Mieszkanie przy ulicy Solidarności

Hektor wszedł do mieszkania Urbańskiego bez większego problemu. Przeszedł pod taśmami policyjnymi, nie naruszając ich, drzwi nie były zamknięte.

Po ciemku dotarł do salonu i zanim zapalił światło, nałożył lateksowe rękawiczki. Mieszkanie było już sprawdzone przez techników, ale nie zamierzał zostawiać w nim swoich śladów. Nacisnął włącznik na ścianie, a jasne ledowe światło wypełniło salon.

Rozejrzał się i ruszył w stronę kominka. Zobaczył tam ramki ze zdjęciami i różne nagrody. Zdjęć było dużo, wszystkie przedstawiały Urbańskiego wraz z ekipą filmową. Nie było zdjęć indywidualnych ani fotografii rodzinnych. Najwyraźniej praca była dla reżysera najważniejsza.

Za zdjęciami stało kilka statuetek, które reżyser otrzymał. Hektor czytał dedykacje, ale żaden z tytułów filmu nic mu nie mówił. Nie było w tym nic dziwnego. Ostatnie pięć lat spędził pogrążony we własnym nałogu i w pracy. Natomiast wcześniej każdą wolną chwilę spędzał z Olą i Adasiem.

Między ramkami dostrzegł małe pudełeczko. Wziął je do ręki i otworzył. W środku znajdował się pierścionek z pokaźnych rozmiarów błyszczącym kamieniem. Wyciągnął pierścionek z pudełka. Na wewnętrznej stronie wygrawerowano: DLA A.

Hektor domyślił się, że mógł to być pierścionek zaręczynowy, co potwierdzało, że relacja reżysera z Anastazją była poważna. Dlatego komisarz zaczął zastanawiać się, czy w takiej sytuacji kobieta mogła zabić Urbańskiego, a jeśli tak, to dlaczego? Co takiego mogło się wydarzyć wczoraj, że aktorka wybiegła z mieszkania reżysera? Czy wywiązała się kłótnia, która zakończyła się tragicznie? Co musiałoby się stać, aby tak drastycznie zmieniła się sytuacja między nimi, od oświadczyn do zabójstwa? Czy było to możliwe?

Pytania mnożyły się, a bez rozmowy z kobietą nie było możliwe uzyskanie odpowiedzi.

Cichy postanowił pokazać pierścionek Anastazji. Może wtedy opowie więcej o ich relacji.

Powoli przeszedł do części kuchennej. Panował tu porządek. Rozglądał się uważnie, ale nie dostrzegał nic, co mogłoby mu podpowiedzieć, co takiego się tu wczoraj wydarzyło. Po półgodzinie opuścił mieszkanie, chowając pudełeczko z biżuterią do torebki na dowody.

W drzwiach wyjściowych budynku niemal zderzył się z Jakubem Janiszewskim.

- Dobry wieczór, panie komisarzu - odezwał się psycholog i zatrzymał na nim wzrok. Hektor na chwilę uciekł wzrokiem.

- Dobry wieczór, dobrze, że pana spotkałem - odparł, myśląc o tym, aby nie tracić kontroli nad ciałem i twarzą. - Pan Urbański był pana przyjacielem. Czy opowiadał panu więcej o relacji z Anastazją Kool?

- Ostatnio przy każdej okazji o niej mówił - przyznał Janiszewski. - Pochłaniała jego myśli.

- Wiedział pan, że chciał się jej oświadczyć?

- Wspominał o tym zamiarze, ale niepokoiło go, że Anastazja jest zmienna w swoich uczuciach względem niego. Miał wrażenie, że się nim bawi i nie traktuje go tak poważnie jak on ją.

- Czyli? - zaciekawił się Hektor.

- Leon twierdził, że bywały dni, kiedy Anastazja była czuła, miła i delikatna. W inne natomiast bez wyraźnego powodu stawała się obojętna, wyniosła i opryskliwa.

- Pan Urbański oczekiwał od pana jakiejś rady?

- Tak, ale powiedziałem mu, że muszę mieć więcej informacji o życiu Anastazji, o jej dzieciństwie, rodzinie - tłumaczył Janiszewski. - Podejrzewam u niej jakiś rodzaj traumy. Wydawało mi się, że nie mogła zaangażować się i uwierzyć w to, że ktoś ją może naprawdę pokochać. A to musiało wynikać z przykrych doświadczeń z przeszłości. Z opowieści Leona wynikało, że chwilami wręcz sabotowała relacje z nim. Z jednej strony chciała z nim być, ale z drugiej robiła wszystko, aby go od siebie odtrącić.

- Udało się zdobyć informacje o jej przeszłości? - dopytywał komisarz.

- Niestety nie. Ostatnie dwa tygodnie mieliśmy z Leonem pracowite. Nie zdążyliśmy skonsultować tego, co udało mu się ustalić - odpowiedział psycholog z wyraźnym żalem w głosie. - Ale ostatni raz, kiedy rozmawiałam z Leonem, mówił, że zamierza zaryzykować i się oświadczyć. Nie uważałem tego za dobry pomysł i chciałem to przedyskutować, ale nie zdążyłem.

- Dlaczego pan uważał, że był to zły pomysł?

- Leona ten związek kosztował zbyt dużo emocjonalnie. W szczerej miłości to nie tak wygląda. Miłość zwykle nie wykańcza psychicznie. Nie jest utrapieniem, a dodaje siły i energii. Otwiera horyzonty. Dla Leona związek z Anastazją był udręką - wyjaśnił psycholog.

- Sądzi pan, że Anastazja mogła go zabić?

Psycholog nie odpowiedział od razu.

- Jak już panu mówiłem, rozmawiałem z Anastazją może ze trzy razy, sam nie wiem, co o niej myśleć. Płyną od niej sprzeczne fluidy. Aby związać się z taką kobietą jak ona, trzeba ją zrozumieć. To zbyt poważne oskarżenia, aby pochopnie wydać osąd.

- A czy pan Urbański miał jakąś rodzinę? - Hektor przypomniał sobie, że nikt o kimś takim jeszcze nie wspominał. - W mieszkaniu są zdjęcia, ale tylko z pracy.

- No tak - przyznał psycholog. - Jedyną rodziną Leona był ojciec, ale mieszka w Japonii. Jest prezesem dużej korporacji. Mieli ze sobą sporadyczny kontakt. Ich relacje zawsze były trudne.

- Rozumiem - powiedział Hektor, kierując się do wyjścia. - Dziękuję za poświęcony czas.

- Panie komisarzu - zatrzymał go psycholog. - Jeśli pan zechce, to pomogę panu nie tylko w sprawie Leona.

Popatrzył na Cichego przez chwilę i ruszył w stronę swojego gabinetu.

Cichy spiął się na słowa psychologa, tego się obawiał. Był pewny już po pierwszym spotkaniu, że jego nie oszuka. Ale nie zamierzał dawać Janiszewskiemu powodu do analizowania jego osoby. To nie w jego sprawie toczyło się śledztwo.

Apartament przy ulicy Bursztynowej

W drodze do apartamentu Anastazji Hektor łyknął Sevredol. Chciał, aby uczucie błogiego spokoju i opanowania nadal trwało. Gdy popijał tabletki wodą z butelki, znów przeszło mu przez myśl, że zaczyna przesadzać z ilością. Dwa tygodnie temu obiecywał sobie i Poli, że nie przekroczy minimalnej dawki i że będzie sięgał po pigułki tylko w ostateczności. Ale ostatnie dni i przypadająca niebawem piąta rocznica tragicznego wypadku, w którym zginęła jego żona i trzyletni syn Adaś, nie dawały mu spokoju. Obrazy wydarzeń z tamtego dnia wracały przy każdej próbie zaśnięcia. Na domiar złego tydzień temu zadzwoniła teściowa, z którą utrzymywał regularne, zazwyczaj przyjacielskie kontakty. Po raz kolejny postanowiła rozdrapać stare rany, które i tak nigdy się nie zagoiły. Nie był w stanie przerwać potoku jej słów. Cały czas targały nią te same emocje jak pięć lat temu. Po rozmowie z nią Hektor nie mógł pozbierać myśli. Nie umiał znaleźć sobie miejsca. Niepokój, złość i rozgoryczenie potęgowały się z każdym wspomnieniem. To wpływało na jakość jego pracy, a nie mógł pozwolić sobie na kolejne załamanie. Praca była tym, co mu pozostało, nie chciał nic zawalić.

Wysiadł z auta przed majestatycznym apartamentowcem, w całości pokrytym matowym szkłem. Przed drzwiami wejściowymi stał odźwierny.

Hektor nie znał zasad funkcjonowania takich miejsc. Nie miał pojęcia, czy mężczyzna może chcieć zweryfikować jego tożsamość, więc dla pewności wyjął legitymację służbową.

- Do Anastazji Kool - zakomunikował.

- Piętro dziesiąte - odpowiedział bez zastanowienia odźwierny.

Cichy wjechał szklaną windą na górę. Zanim wysiadł, spojrzał w lustro. Źrenice co prawda miał zwężone, ale innych skutków ubocznych, według niego, nie można było zaobserwować, nie będąc ekspertem.

Zadzwonił do drzwi. Otworzyła Anastazja ubrana w biały jedwabny szlafrok. Prezentowała się inaczej niż na planie, co przykuło jego uwagę.

Nie odezwała się, tylko zostawiła otwarte drzwi, wracając do wnętrza mieszkania.

- Mogę wejść? - upewnił się.

- Proszę - odpowiedziała i wzruszyła ramionami.

Była uczesana i umalowana do wyjścia.

- Jak się pani czuje?

- Dziękuję, dobrze - odpowiedziała zwięźle i ruszyła w głąb przestronnego salonu. - Napije się pan ze mną? - zapytała, podchodząc do stolika, na którym stał kieliszek i szampan.

- Jestem na służbie - odparł.

Alkohol w jego stanie nie był dobrym pomysłem. Zresztą rzadko sięgał po tę używkę. Kiedyś próbował łączyć leki z alkoholem, oczekując silniejszego działania i mocniejszych doznań. Ale nigdy nie dawało to oczekiwanego efektu. Przynosiło więcej złego niż dobrego. Tak jak w przypadku metamfetaminy.

- Potwierdziły się pani słowa - rzucił, rozglądając się po eleganckiej przestrzeni.

- Na jaki temat?

- Wczorajszego wieczoru.

- Powiedziałam prawdę. - Uśmiechnęła się szelmowsko.

Z jednego ramienia zsunął jej się jedwabny szlafrok. Nie miała pod nim biustonosza. Hektor znał te numery i nie zamierzał reagować. Anastazja była atrakcyjną kobietą, ale nie chciał dać jej satysfakcji, że go tak szybko zmanipulowała. Była pewna siebie, we własnym domu czuła się swobodniej. Przypomniał sobie słowa pracowników produkcji na temat jej zmienności.

- Miłosz Szymański chyba jest w pani zakochany - rzucił jakby od niechcenia.

- No cóż, jego sprawa - odpowiedziała nonszalancko, popijając szampana.

- Nie cierpi pani na brak męskiego zainteresowania.

- Pan też mógłby mieć każdą kobietę - zripostowała i zrobiła krok w jego stronę, ale nie zbliżyła się do niego, tylko usiadła na podłokietniku białej kanapy. Poły szlafroka rozchyliły się i odsłoniły zgrabne długie nogi. - Seksowna blizna, na pewno ma fascynującą historię? - zmieniła temat, pokazując palcem na jego policzek.

- Spadłem z rowerka w dzieciństwie - wyjaśnił ironicznie. Nie zamierzał dzielić się z nią prywatnym życiem. Po jej minie widział, że zrozumiała, że chce ją zbyć. - Może pani powiedzieć coś o Leonie Urbańskim, bo zdaje się, że byliście parą?

- Byliśmy przyjaciółmi - odpowiedziała, nie odrywając wzroku od jego policzka. Starał się nie zwracać na to uwagi, ale blizna zaczęła go nienaturalnie piec.

- Przyjaciółmi? - Wyjął z kieszeni torebkę na dowody, w której znajdowało się pudełeczko z pierścionkiem, i pokazał go kobiecie. - Podobno chciał się wczoraj pani oświadczyć.

Anastazja wbiła wzrok w pierścionek. Nie okazała żadnych emocji.

- Nic mi na ten temat nie wiadomo - odpowiedziała w końcu.

- Może nie zdążył? - rzucił Cichy. Chciał ją podejść, bo utrzymywała, że wczoraj wieczorem nie widziała Urbańskiego. Kobieta milczała. - Kłóciliście się? - zapytał, starając się nie myśleć o pulsującej bliźnie.

- Z Leonem nie można było się kłócić.

- Bo? - zdziwił się Hektor.

- Wszystko łagodził, nie lubił napiętej atmosfery, chciał, aby ludzie z jego otoczenia się lubili. Jedna wielka przyjaźń. - W jej głosie pobrzmiewał lekki sarkazm.

- A wczoraj jak przebiegło wasze spotkanie? - próbował ją zaskoczyć.

- Wczoraj widzieliśmy się w przelocie na planie - odparła natychmiast. Hektor czuł rozdrażnienie. Musiał znaleźć sposób, aby ją podejść.

- A domyśla się pani, kto chciałby zabić pana Urbańskiego? Może ktoś z planu? A może jakiś pani adorator? - rzucał sugestie, obserwując ją z uwagą.

- Przecenia pan moje powodzenie. - Wstała z kanapy i przeszła tak blisko Cichego, że omal się o niego nie otarła. Poczuł słodki zapach jej perfum. Anastazja sięgnęła po papierosa. - Zapali pan?

- Nie palę.

- Nie pije, nie pali, dba o bezpieczeństwo obywateli. Istny ideał - powiedziała kokieteryjnie, zapalając papierosa i wypuszczając dym w jego stronę. Hektor postanowił zignorować jej słowa.

- Jest pani leworęczna - zauważył, a kobieta zamarła w pół ruchu.

- To coś złego?

- Na planie, kiedy się pani źle poczuła, szklankę wody wzięła pani prawą ręką - stwierdził.

- No i co z tego - prychnęła, przekładając machinalnie papierosa do prawej ręki. - Urodziłam się leworęczna, ale matka zmuszała mnie do używania prawej. Wiejskie zabobony.

- Leon Urbański otrzymał ciosy w głowę od osoby leworęcznej - rzucił Hektor, chcąc sprawdzić reakcję Anastazji.

- I? - zapytała spokojnie, zbliżając się do niego. Owionął go zapach dymu papierosowego zmieszany z perfumami.

- Nic, tylko tak mówię. - Zrobił krok do tyłu, a ona uśmiechnęła się zaczepnie, co odebrał jako znak, że nie traktuje go poważnie. - Dobra, do rzeczy - rzekł, kiedy znalazł się w komfortowej odległości od kobiety. - Wie pani, co myślę? - Spojrzał na nią. Anastazja pokręciła przecząco głową. - Zabiła pani Urbańskiego.

Uśmiechnęła się kpiąco.

- Wiem, że pani coś ukrywa. Prędzej czy później dowiem się co. - Nie zamierzał się z nią dłużej droczyć, zorientował się, że jej celem jest zmanipulowanie go. Przywykła do kokietowania i dzięki temu wiele spraw uchodziło jej na sucho. Ale w tej chwili on miał gdzieś jej urok i czar. Chciał wrócić do domu i uraczyć się zawartością woreczka zabranego Krzysztofowi.

- Ma pan konkretne dowody na brednie, które wygłasza? Jeśli nie, to myślę, że już czas na pana - powiedziała stanowczo. - Chcę się przygotować do wyjścia. Umówiłam się ze znajomymi.

- O, jesteś jeszcze - niespodziewanie dobiegł ich damski głos z drugiego pokoju. Anastazja prychnęła pod nosem przekleństwo. Cichy czekał bez słowa. Anastazja nie wspomniała, że nie jest sama w mieszkaniu. Na jej twarzy pojawiła się złość. Kilka sekund później do salonu weszła identycznie wyglądająca kobieta.

- Co jest, do cholery? - zdziwił się Hektor. Zamknął i otworzył oczy. Nie był pewien, czy nie ma halucynacji. Kobiety wymieniły się spojrzeniami. Jedno było gniewne, a drugie przestraszone.

- To moja siostra Nina - odpowiedziała Anastazja, jak gdyby nigdy nic.

To wyjaśnienie z jednej strony uspokoiło Cichego, bo druga kobieta nie była wytworem jego umysłu. Z drugiej zaś uświadomiło mu, że śledztwo właśnie się komplikuje. Kobiety ich oszukały, co oznaczało, że dzisiejsze działania były daremne. Nic nie było prawdą. Hektor nie mógł pojąć, jak mogły liczyć na to, że w toku prowadzonego śledztwa nie wyjdzie na jaw, że są dwie.

- Dlaczego pani wcześniej nie powiedziała, że ma siostrę bliźniaczkę?

- Nie widziałam takiej konieczności - wyjaśniła niewinnie Anastazja, a Nina stanęła obok niej. Były jak dwie krople wody. Nie do odróżnienia. - I to nie jest takie proste. Nawet na planie nikt o tym nie wie.

- To jest dobry układ. Dzielimy się pracą - dodała nieśmiało Nina. - Moją pasją jest aktorstwo, a Nazz lubi imprezy towarzyszące, wywiady i inne obowiązki promocyjne. Tworzymy idealną osobę - tłumaczyła z pokorą w głosie, której nie miała jej siostra.

- W normalnych warunkach może i przyznałbym pani rację, ale tu chodzi o sprawę zabójstwa, a nie promocję nowego produktu - prychnął ze złością Hektor. - Już rozumiem, dlaczego ludzie na planie nie wiedzą, z jakiego powodu Anastazja jednego dnia zachowuje się tak, a drugiego inaczej - rzucił Hektor, czując w głowie chaos. Teraz żadne alibi i świadkowie nie będą mieć znaczenia, jeśli kobiety same nie będą chciały powiedzieć, która gdzie była wczorajszego wieczora.

- Z którą z was rozmawialiśmy dziś na planie? - oczekiwał konkretnych odpowiedzi, wtedy być może była szansa na wyłuskanie prawdy.

- Z jedną z nas - odparła Anastazja, przyglądając się bacznie, jak zareaguje. Hektor zmrużył oczy, musiał się skupić, ewidentnie pogrywały z nim i nie zamierzały tego ukrywać.

- Która z was poszła wczoraj wieczorem do parku Jaśminowego? - zapytał, naiwnie licząc na szczerą odpowiedź.

- Jedna z nas - odpowiedziała ponownie Anastazja, zaciągając się końcówką cienkiego papierosa.

W tej chwili komisarz zrozumiał, że jedna z nich była winna tej zbrodni, ale ustaliły wspólną wersję, aby się chronić nawzajem.

- A konkretnie? - znowu zapytał, ale nie spodziewał się odpowiedzi. - Niewiele da milczenie. Zapewniam, że wyciągnę z was prawdę.

Anastazja podeszła do niego i wyciągnęła rękę w stronę jego twarzy, ale ją powstrzymał.

- Jak? - zapytała, nie próbując uwolnić ręki z jego uścisku. Na jej twarzy widniał uśmiech. Czerpała satysfakcję z jego reakcji.

- Po co ta szopka? Powiedzcie prawdę i zakończmy to już dzisiaj. Przecież wiadomo, że któraś z was jest winna. Jeśli się nie przyznacie teraz, to najbliższe dni będą dla was trudne. - Uwolnił jej rękę z uścisku, ale ona nadal stała blisko.

- Możemy pana zapewnić, że jedna z nas była w parku, a druga położyła się wcześniej spać - droczyła się Anastazja. - Nie możemy tego inaczej udowodnić ponad to, co już powiedziałyśmy.

Hektor wyminął Anastazję i stanął twarzą w twarz z Niną.

- To pani wczoraj była w parku? - Kobieta milczała. - Może pani odpowiedzieć? - naciskał komisarz.

- Nie - odparła, spuszczając wzrok.

- Nie była pani w parku czy nie odpowie na moje pytanie? - zapytał zdezorientowany, ale kobieta milczała. - Zastanówcie się, jak zareagują władze stacji, dla której pracujecie, i sponsorzy, kiedy dowiedzą się prawdy o was. - Przenosił wzrok z jednej na drugą. - Mamy świadków i wiemy, że jedna z was była w parku, a druga u Urbańskiego.

- I? - zapytała zadziornie Anastazja. - Kto z nich będzie w stanie potwierdzić, że na sto procent w parku byłam ja, a nie moja siostra?

- I nadal twierdzicie, że żadna nie była wczoraj u Urbańskiego?

- Już mówiłam - odpowiedziała Anastazja.

- To dlaczego świadkowie zeznali, że widzieli jedną z was u niego między dwudziestą drugą a dwudziestą drugą trzydzieści?

Kobieta wzruszyła ramionami.

- Może kłamią - rzuciła obojętnie.

Hektor poczuł narastający gniew. Powoli zaczynał rozumieć, że bliźniaczki z premedytacją rozpoczęły przebiegłą grę. Nie będą współpracować. Dlatego teraz będzie musiał zastanowić się, jak udowodnić, która z nich zabiła Urbańskiego i z jakiego powodu.

- W ciągu godziny mogę załatwić nakaz aresztowania na was obie. - Dostrzegł, że Nina podnosi na niego przestraszony wzrok.

- Na jakiej podstawie? Własnych domysłów? - zapytała Anastazja. - Nasz adwokat na to nie pozwoli.

- Myślisz, że jesteś taka sprytna? - Przyglądał się jej, dostrzegł, że jest tą dominującą siostrą. Dlatego doszedł do wniosku, że to z Niną warto byłoby porozmawiać sam na sam. Dziś nie wchodziło to w grę, ale musiał to zrobić w najbliższym czasie. - Słyszałaś o oskarżeniu o utrudnianie śledztwa?

- Nie utrudniamy. Odpowiedziałyśmy na pytania. To pan nam nie wierzy.

- Przemyśl to. W zimnej i brudnej celi nie będzie wygodnie.

Kobieta uśmiechnęła się i zrobiła słodką minę niczym mała dziewczynka.

- A którą z nas aresztujesz, mnie czy ją? Na którą masz dowody? - Zatrzepotała rzęsami, a Nina wybuchła płaczem. Anastazja podeszła do niej i ją przytuliła.

- Spokojnie, tylko tak straszy, bo nie umie znaleźć prawdziwego sprawcy. Nic nam nie grozi.

- Jesteś tego pewna? - rzucił Hektor, w jego głosie było słychać zdenerwowanie, bo wiedział, że kobieta ma rację.

- Znam nasze prawa i nie pozwolę, aby je ktoś łamał! - krzyknęła. - A teraz proszę opuścić nasz apartament, bo zadzwonię po adwokata.

Cichy jeszcze chwilę się im przyglądał.

- Teraz wygrałaś, ale to była tylko bitwa. Wojnę wygram ja. Ja nie odpuszczam - dodał w progu, zamykając za sobą drzwi.

Postanowił zadzwonić do Wiedźmińskiej i opowiedzieć o tym, co odkrył. Prokurator nie lubiła telefonów o takiej godzinie, ale to była wyjątkowa sytuacja. Nie mógł odkładać do jutra przekazania takich wiadomości.

- Wiedział pan, że Anastazja Kool ma siostrę bliźniaczkę? - zapytał młodego odźwiernego. Mężczyzna lekko się zmieszał.

- Tak, spotkałem je kiedyś w garażu, jak się kłóciły. Są identyczne.

- Dlaczego mi pan tego nie powiedział, kiedy wchodziłem?

- Nie pytał pan o nic. Zresztą myślałem, że policja o tym wie. No i one prosiły, abym nikomu o tym nie wspominał, bo to mogłoby zrujnować ich karierę.

Hektor westchnął i ruszył w stronę samochodu.

Kiedy znalazł się w aucie, włączył tryb głośnomówiący i wybrał numer do prokurator. Odebrała po dwóch sygnałach.

- Oby to było coś ważnego - rzuciła bez powitania.

- Nasza główna podejrzana, Anastazja Kool, ma siostrę bliźniaczkę. Identyczną - przekazał szybko najważniejszą informację.

- I?

- Nie powiedziała nam tego. Odkryłem to przez przypadek - wyjaśnił. - Teraz nie wiadomo, która z nich może być zabójczynią, bo obie kłamią.

- Jak to? Z tego, co czytałam w raporcie, to Anastazja spotkała się z Urbańskim.

- Niby tak, ale nikt z ich otoczenia nie wiedział, że są dwie. Zamieniały się na planie. Anastazja była oficjalnie, ale nie zawsze osobiście pojawiała się na planie i nie wiemy, czy to ona spotykała się z reżyserem.

- Czyli teraz mogą przerzucać się winą? - zapytała Wiedźmińska.

- Wręcz przeciwnie. Nie chcą powiedzieć, która była wczoraj w parku, a która u Urbańskiego. Trzymają się wersji, że żadnej u niego nie było.

- Sprytnie - przyznała prokurator jakby sama do siebie. - Nie będziemy mogli uzyskać od świadków potwierdzenia, że na pewno widzieli jedną albo drugą.

- Każdy ze świadków zawaha się, kiedy zobaczy je razem.

- Zróbmy okazanie - zdecydowała bez namysłu Wiedźmińska. - Zbierzmy wszystkich świadków u nas i zobaczymy, jak zareagują, kiedy zobaczą je obie. Może jednak czymś się różnią.

- Załatwię to - zgodził się Hektor. - O której mają się wszyscy stawić?

- O dziesiątej.

- Dobrze. Chociaż obawiam się, że ujdzie im to na sucho. Obmyśliły plan i będą się go trzymać nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi.

- Poczekamy do jutra, a potem zastanowimy się, co dalej - prokurator ucięła jego pesymistyczne rokowania. - Do zobaczenia.

Hektor odpalił auto, a jego myśli szybko przestały krążyć wokół Anastazji i Niny. Chciał jak najszybciej dotrzeć do domu i poczęstować się zawartością woreczka, który miał w wewnętrznej kieszeni marynarki.

Apartament przy ulicy Bursztynowej

Kiedy kobiety zostały same, Nina poszła do łazienki po chusteczkę. Wróciła do salonu jeszcze bardziej poruszona. Jej siostra siedziała w fotelu, popijając szampana.

- Byłaś u niego, prawda? - zapytała, czując, że ma ściśnięte gardło z rozpaczy. - Zabiłaś go?

- Daj spokój, wczoraj byłam z dziewczynami na drinku w klubie i wróciłam do domu - odparła z oburzeniem Anastazja. - Przecież byłam w domu, jak wróciłaś.

- Ten policjant mówił, że sąsiedzi widzieli jedną z nas między dwudziestą drugą a dwudziestą drugą trzydzieści u Leona - odparła Nina. - Ja byłam w tym czasie w parku, ale nie wiem, co ty wtedy robiłaś.

- Przestań, może się ludziom dni pomieszały - odpowiedziała spokojnie Anastazja. - Pewnie zapamiętali cię z innego dnia. Często się z nim ostatnio spotykałaś. Policja pokazała im zdjęcie, a oni się zasugerowali.

- Widziałam wczoraj w łazience twoją suknię, była poplamiona.

- To czerwone wino, możesz zapytać dziewczyn, że je piłam - przekonywała Anastazja. - Muszę oddać sukienkę do czyszczenia - stwierdziła pod nosem, ale powoli traciła cierpliwość, bo widziała przestraszony i oskarżycielski wzrok siostry. - Serio myślisz, że zabiłam Leona?

- Nie wiem - przyznała szczerze Nina. - Widziałam różne twoje zachowania.

- A dlaczego miałabym to zrobić? - zapytała, ale nie dała odpowiedzieć siostrze. - To był świetny facet, lubiłam go.

- A ja kochałam. - Nina wybuchnęła płaczem. Anastazja podniosła się z miejsca i objęła siostrę.

- Wiem i choćby dlatego nic bym mu nie zrobiła. Cieszyłam się, że w końcu trafiłaś na kogoś normalnego. Po tym wszystkim, co przeszłyśmy, on wydawał się w porządku.

- Co teraz będzie? - zapytała, chlipiąc, Nina.

- Wszystko się ułoży. Nie martw się. Jestem z tobą jak zawsze. - Anastazja pocałowała siostrę w czoło i ruszyła w stronę swojej sypialni, aby się ubrać.

Ulica Chęcińska. Mieszkanie Hektora

Hektor wszedł do swojego mieszkania, czując ulgę i ekscytację zarazem. Mieszkał tu ponad dziesięć lat. Lokal znaleźli wspólnie z Olą, gdy postanowili razem zamieszkać. Było duże, bo Ola zawsze marzyła o przestrzeni. Pochodziła z wielodzietnej rodziny i całe dzieciństwo musiała z kimś dzielić pokój. Rozpoczynając samodzielne życie, chciała poczuć swobodę. Dlatego wybrali mieszkanie, które miało ponad osiemdziesiąt metrów kwadratowych. Były w nim dwa pokoje, salon połączony z kuchnią, sypialnia i spora łazienka. Kiedy Ola je zobaczyła, nie mogła przestać o nim myśleć. Szybko się na nie zdecydowali, zamieszkali w nim i byli szczęśliwi.

Po wypadku Hektor został w nim sam. Znajomi radzili mu, aby się przeprowadził. Zarówno ze względu na rozmiar, jak i na wspomnienia mieszkanie wydawało się już nieodpowiednie dla niego. Ale nie chciał tego robić. Tu były wspomnienia, które trzymały go przy życiu. Może dla innych to było głupie czy żałosne, ale on miał to gdzieś. To było jego miejsce. Obawiał się, że wraz z wyprowadzką zatarłyby mu się w pamięci wspólne chwile, które spędził z żoną i synkiem. Przebywając w tej przestrzeni, gdziekolwiek spojrzał, widział Olę lub Adasia. Ludzie mogli to uważać za udręczanie się, a on czuł mniejszy ból, kiedy przed oczami stawały mu wydarzenia z ich wspólnego życia. Nie chciał o tym zapominać, bo szczęśliwych chwil nie powinno się wyrzucać w otchłań niepamięci.

Od śmierci Oli jedyną osobą, która miała prawo swobodnie poruszać się po mieszkaniu, była Pola. Kobiety, które pojawiały się u niego na jedną noc, przyjmował tylko w salonie.

Kiedy znalazł się w części kuchennej, niemal natychmiast sięgnął po pilota, który leżał na blacie. Nie mógł znieść przenikliwej ciszy. Dlatego jak tylko był sam w domu, muzyka wypełniała puste wnętrze. Teraz rozbrzmiał delikatny i melodyjny głos Michaela Buble. Hektor nie był jego fanem, ale bywały dni, kiedy słuchał jego utworów do upadłego. Ola uwielbiała tego muzyka. Nie potrafił wyrzucić tych płyt. Każda piosenka z albumu It's Time kojarzyła mu się z innym wydarzeniem z ich wspólnego życia. Wiedział, że się gnębił i dlatego nie mógł zacząć nowego życia. Pogrążanie się we wspomnieniach dawało tylko iluzję, że czuje się lepiej.

Pola powtarzała, że nie może tak żyć. Przekonywała, że ludziom zdarzają się tragedie, ale zbierają się i walczą dalej o nowe jutro. Ale taka mądra była tylko wobec niego. Sama zamknęła się w swoim bezpiecznym świecie i nie dopuszczała do niego nikogo.

Byli parą przyjaciół, która się wspierała, ignorując swoje rady. Lubili spędzać ze sobą czas, bo nie skutkował żadnymi zmianami. Chociaż Pola i tak więcej zrobiła dla siebie w ciągu roku dzięki terapii niż on w czasie posępnych pięciu lat.

Wyjął z lodówki masło, ser żółty oraz lekko zwiędniętą sałatę i zrobił kanapki. Chciał mieć jedzenie z głowy. Nie był głodny, ale wiedział, że musi coś jeść, bo inaczej jego organizm znowu się zbuntuje. Pola raz na kilka dni robiła mu zakupy w sklepie internetowym, które przywoził mu kierowca.

W czasie posiłku myśli Hektora wróciły do bliźniaczek. Musiał przyznać, że nieźle to wykombinowały. Był przekonany, że do zbrodni doszło w afekcie i zabójstwo nie było planowanym działaniem. Ta, która zabiła Urbańskiego, nie miała później wyjścia, musiała poprosić drugą o pomoc, jeśli chciała uniknąć kary.

Można było przypuszczać, że nie pierwszy raz wykorzystały to, że są niemal identyczne. Miały pewność, że nikt nie będzie umiał jednoznacznie wskazać, która z nich odwiedziła reżysera. Ich zadufanie w sobie i przekonanie, że nie będzie im można niczego udowodnić, dawało do myślenia i zmuszało do zapoznania się z ich przeszłością.

Było pewne, że będą musieli się nagimnastykować, aby dojść do tego, która z nich jest winna, bo żadna się nie złamie. Łączyła je więź, której nie zrozumie nikt, kto nie ma bliźniaka.

Hektor zaczął również rozważać, która byłaby bardziej zdolna do popełnienia takiego czynu pod wpływem emocji, czy silna Anastazja, czy nieśmiała Nina? To, co dziś zobaczył i usłyszał, świadczyło o tym, że na obie trzeba uważać. Śledztwo będzie wyzwaniem, które chciał podjąć.

Miał jeszcze na tyle zdrowego rozsądku, że zanim skończył jeść, wysłał do świadków SMS-a z informacją o konieczności stawienia się jutro na komendzie. Nie chciało mu się dzwonić do nikogo, zajęłoby mu to znacznie więcej czasu, a chciał już odpłynąć.

Wraz z ostatnim kęsem kanapki porzucił myśli o bliźniaczkach. Rozgłośnił muzykę, aby wypełniła przestrzeń, która go otaczała. Usiadł na kanapie w salonie i z rosnącym podekscytowaniem wyjął z woreczka, który zabrał partnerowi, małą bibułkę. Powoli i z namaszczeniem położył ją sobie na języku. Usadowił się wygodnie na kanapie i czekał, aż LSD zacznie działać.

Niebawem obraz przed oczami zaczął falować, a dźwięki muzyki stały się wyraźniejsze i wyostrzone. Kontury mebli zaczęły się zacierać, a on zatapiał się w zupełnie inny świat. Czekał, aż pojawią się Ola z Adasiem.

Stało się to szybciej, niż się spodziewał. Drobna brunetka o przenikliwych zielonych oczach pojawiła się przed nim. Była ubrana w sukienkę w czerwone duże maki, jego ulubioną. Za rękę trzymała uśmiechniętego Adasia. Hektor wyciągnął do nich rękę, ale postaci żony i synka zafalowały. Jeszcze raz wyciągnął rękę, ale sytuacja się powtórzyła. Hektor przyglądał im się z uwagą i czuł, jak rozdziera go tęsknota. Pragnął z nimi kontaktu fizycznego, ale za każdym razem, jak chciał ich dotknąć, oddalali się i rozmazywali. Byli niczym hologram. Cichy zaczął mówić do Oli, a potem wołać, ale kobieta tylko się uśmiechała. Czuł narastającą niemoc. Pragnął ująć żonę za rękę i poczuć jej delikatną skórę. Chciał ją przytulić, ale nie mógł. Kręciło mu się w głowie. Zdawało mu się, że nie może zrobić ani jednego ruchu. Męczył się. Chciał się z tego uwolnić, ale nie chciał stracić obrazu bliskich. Targały nim emocje, nad którymi nie umiał zapanować. Czuł lęk, który przeszywał go na wskroś. Nie chciał zostać sam, nie chciał, aby zniknęli w otchłani nicości.

Z plątaniny myśli i fizycznej bezsilności wyrwał Hektora niespodziewany uścisk. Mężczyzna nagle poczuł, jakby ktoś na nim usiadł i zaczął nim potrząsać. Zaczął się szamotać. Musiał się pozbyć intruza. Nie wiedział, czy to dzieje się naprawdę, czy jest tylko wytworem jego umysłu. Czuł uścisk. Było mu niedobrze.

Walka trwała krótko. Udało mu się uwolnić od uścisku, ale po kilku sekundach poczuł, jak jakiś płyn zalewa mu twarz. Otworzył gwałtownie oczy i zobaczył niewyraźny kontur postaci. Nie był pewny, czy jest to Ola, czy może ktoś inny. Zamknął i otworzył oczy kilka razy, aby obraz się wyostrzył. Dopiero po chwili dotarło do niego, że stoi nad nim Ostrowska z pustą szklanką w ręce. Z jej łuku brwiowego płynęła krew.

- Co się stało? - Podniósł się zbyt gwałtownie i zakręciło mu się w głowie, więc ponownie opadł na kanapę. Pola weszła do kuchni w poszukiwaniu czegoś, czym mogłaby zatrzymać krwawienie.

- Dzwoniłam do ciebie ze dwadzieścia razy - odpowiedziała nerwowo, przykładając do rany kulę z papierowego ręcznika. - Przestraszyłam się, że coś ci się stało, i przyjechałam. Co brałeś?

- Dlaczego krwawisz? - zapytał, ale natychmiast zrozumiał, że niespodziewanym intruzem, który chwilę temu nim potrząsał, była Pola. Zapewne chciała go ocucić, a on zrobił jej krzywdę. - Jedziemy na pogotowie - zdecydował.

- Rana nie jest duża. Mam plastry ściągające - odparła stanowczo. - Poradzę sobie.

Cichy czuł się paskudnie. Nie po to uwolnił Polę od męża kata, aby teraz samemu robić jej krzywdę.

- Przepraszam. Nie chciałem. Nie wiedziałem, że to ty.

- Wiem - odpowiedziała łagodniej. - Możesz mi powiedzieć, co brałeś? - powtórzyła, a Hektor westchnął, bo wiedział, jaka będzie reakcja przyjaciółki, kiedy powie prawdę.

- LSD.

Kobieta znieruchomiała.

- Znowu spotykasz się z tym ogrem?

- Grinchem - poprawił ją. - Nie, nie spotykam się z nim - wyjaśnił, siadając na kanapie.

- To skąd miałeś to świństwo?

- Krzysiek przyniósł od jednej ze swoich dziewczyn.

- Urwę mu łeb! - krzyknęła, przerywając Hektorowi.

- To nie tak - zaprotestował Cichy. - On nie wie, że mu to zabrałem. Schował woreczek w swoim biurku, a nie mogłem się powstrzymać, aby go nie zwinąć.

- Co za debil z niego. Wie, że jesteś po odwyku, i przynosi do biura narkotyki - denerwowała się.

- Daj spokój. To był przypadek - starał się łagodzić sytuację. Ogarniały go wyrzuty sumienia.

- Powinieneś wrócić na terapię - zaczęła znajomą śpiewkę. Odjęła papier od łuku brwiowego. Był spuchnięty i krwawił.

- Jak spotkanie w więzieniu? - zmienił temat, obserwując, jak Ostrowska wyjęła z torebki opakowanie z plastrami ściągającymi i bez trudu jeden sobie założyła. Miała w tym wprawę. Przez trzy lata małżeństwa mąż regularnie ją maltretował, więc nauczyła się radzić sobie samej, ukrywać obrażenia i milczeć.

Dopiero rok temu Hektor uwolnił ją od tego niebezpiecznego człowieka. Zdarzyło się to przez przypadek, kiedy pewnego dnia przyszedł niezapowiedziany do prosektorium po zostawione tam dokumenty. Pola leżała na podłodze, a jakiś facet okładał ją pięściami. Hektor zareagował natychmiast. Myślał, że została napadnięta. Duża ilość substancji psychoaktywnych w połączeniu z adrenaliną spowodowała, że wpadł w szał. Omal nie zabił męża Poli. Kobieta ostatkiem sił zawiadomiła komendanta. Gdyby Pawłowski z Jaworskim nie zjawili się błyskawicznie, nie wiadomo, jak bójka zakończyłaby się dla obu mężczyzn.

Hektor wiele razy myślał o tym, co się wtedy wydarzyło. Nagły atak gniewu przypisywał nie tylko lekom, ale i nagromadzonej w nim złości na to, co jemu się stało. Przez leki mógł się wydawać spokojną osobą, ale wystarczył impuls, a wybuchał ze zdwojoną siłą, dając ujście wściekłości, którą na co dzień w sobie dusił.

- Sprawa zakończona na dobre - odpowiedziała Ostrowska, odwracając się w jego kierunku. Miała już zaklejony łuk brwiowy. - Podpisał papiery. Już nic mnie z nim nie łączy.

- Rzucał się?

- Trochę. Groził, że jak wyjdzie, to mnie załatwi. Ale był ze mną adwokat. Wszystko nagrywał - mówiła z widocznym uśmiechem ulgi.

- Nie wyjdzie z pierdla - pocieszał ją Hektor. - Z jego temperamentem w coś się wpakuje i tam zgnije.

- Dostał dożywotni zakaz zbliżania się do mnie. Dlatego, nawet jeśli wyjdzie i złamie zakaz, to wróci do więzienia.

- Teraz możesz już się wyluzować - stwierdził Cichy i podniósł się. Poczuł, że jest mokry. Zdjął białą koszulę, a Pola rzuciła mu czysty T-shirt, który przyniosła ze sobą. Robiła regularnie pranie. Cichemu było wstyd, bo zachowywała się, jakby była jego gosposią, a on na to pozwalał.

- Dzięki - odparł, wkładając podkoszulek. - Mamy zaskakujący przełom w sprawie Urbańskiego. - Zmienił temat, ale nadal czuł się niepewnie, w wyobraźni widział żonę i synka, jeszcze chwilę temu byli tacy realni. - Jak się okazuje, Anastazja Kool to nie jedna osoba.

- Jak to? - Pola skrzywiła się, wkładając do zmywarki naczynia, których Hektor używał od czasu jej ostatniej wizyty.

Nigdy nie prawiła mu kazań, że sprząta, a on nawet nie wysilał się, aby włożyć brudne naczynia do zmywarki. Za każdym razem, kiedy do niego przychodziła, bez słowa narzekania porządkowała to, co on z łatwością mógł zrobić sam.

- Okazało się, że panna Kool ma siostrę bliźniaczkę.

- Ale numer. Chyba trochę wam to miesza.

- Któraś zabiła reżysera, ale teraz żaden ze świadków nie będzie pewien, którą z nich widział. Są identyczne.

Pola spojrzała na Hektora z zainteresowaniem.

- Sprytne - stwierdziła jak Wiedźmińska. - Można powiedzieć, że to zbrodnia doskonała. Nie ma odcisków palców ani materiału biologicznego do porównania. Chociaż nawet jakbyście mieli jakiś materiał, to nic wam z tego. Bliźnięta mają niemal identyczne DNA. Aby znaleźć różnice, trzeba byłoby zrobić specjalistyczne badania, co kosztowałoby krocie i trwało długo. Dobrze to wymyśliły.

- Trzeba będzie je jakoś podejść - stwierdził Hektor i poczuł ogromne pragnienie.

Podszedł do lodówki i wyjął karton soku pomarańczowego.

- Zostaw. - Wyjęła mu z ręki opakowanie. - Ten sok stoi tu od pięciu dni. Przyniosłam nowy.

Cichy znowu poczuł się beznadziejnie. On nie robił nic dla przyjaciółki, aby jej życie było prostsze. Poza tym, że sprawił, iż już nigdy więcej nie będzie musiała mieć styczności z okrutnym mężem.

Mimo że od wypadku minęło pięć lat, nadal to, co działo się dookoła niego, traktował jak coś tymczasowego, bez znaczenia. A Pola mimo zła, które ją spotkało, starała się patrzeć w przyszłość i planować nawet małe wyzwania. On biernie czekał, aż wszystko się skończy.

Na początku ich znajomości Hektorowi wydawało się podejrzane, że Pola za pomoc nie chciała od niego nic w zamian. To było niewiarygodne. Kobieta dbająca o mężczyznę zawsze miała swoje oczekiwania. Liczyła na to, że zostanie potraktowana poważnie, a jej wysiłki docenione i znajomość zakończy się związkiem. Dlatego Cichy był pewny, że Pola będzie miała podobne nadzieje. W końcu był jej rycerzem na białym koniu. Ale okazało się, że się mylił. Kiedy ją o to zapytał wprost, wyjaśniła z rozbawieniem, że nie jest nim zainteresowana jako kandydatem na życiowego partnera. Potrzebowała tylko przyjaciela. A zajmując się jego sprawami, odciągała myśli od przykrej przeszłości. Skupiła się na nowych celach.

W czasie jednej z wielu rozmów przyznała, że chce mieć kogoś, na kim będzie mogła polegać. Kogoś, kto jej nie będzie chciał wykorzystać. Hektorowi to pasowało. Ta jedna rozmowa sprzed pół roku określiła relację, jaka miała ich łączyć. Świetnie się czuli w swoim towarzystwie. Byli dwójką ludzi po przejściach, która się wspierała.

- Widziałam zdjęcie Kool - odezwała się po chwili Pola, wyrywając go z rozmyślań. - Atrakcyjna, ale to typ modliszki.

Hektor przyglądał się przyjaciółce. To spostrzeżenie było zaskakujące, ale niewykluczone, że trafne. Niejednokrotnie przekonał się, że Ostrowska ma dobry instynkt co do ludzi. Życiowa pomyłka nauczyła ją dostrzegać w ludziach rzeczy, których inni nie widzą na pierwszy rzut oka.

- Drzwi otworzyła mi Anastazja. Próbowała mną manipulować za pomocą swojej atrakcyjności i seksualności. Zastanowiło mnie to, bo na planie zachowywała się inaczej, ale później sprawa się wyjaśniła - odpowiedział Cichy z uśmiechem.

- Są dwie i mogą się różnić charakterami. Ja mówię o tej, którą widziałam na zdjęciu - odparła Pola. - Bez wątpienia są inne pod względem osobowości. - Przyjaciółka miała rację, bo Hektor już miał okazję się o tym przekonać.

- Na zdjęciu z broszury, którą dostaliśmy na planie, jest Anastazja - wyjaśnił.

- Takie kobiety jak ona wysysają drugą osobę do cna, a potem porzucają. Pochłaniają emocjonalnie i fizycznie. Doprowadzają do psychicznego upadku. I nigdy nie cierpią na samotność. - Ostrowska rozkładała zakupy w lodówce.

Hektor zwykle słuchał z uwagą jej przemyśleń, nie były podyktowane emocjami. Teraz też niby przysłuchiwał się, ale przymykał oczy w nadziei, że wróci obraz Oli i Adasia. Nie nacieszył się nim, nie poczuł ulgi po tej chwili, przez jaką było mu dane im się przyglądać. Pola wyrwała go z męczących wizji, ale miały one też swoją kojącą moc.

- Myślę, że waszym sprawcą jest ta, która znajduje się na tym zdjęciu. Jej oczy zdradzają, że ma szaleństwo w duszy.

- Anastazja, ale jak jej to udowodnić? - rzucił w zamyśleniu Cichy.

Dzień 2

Ulica Galeonowa. Komenda

Pola wyszła od Hektora po północy, gdy upewniła się, że czuje się lepiej. Prosiła, aby już niczego nie brał. Dla świętego spokoju obiecał jej to, ale nie mógł zasnąć. Przekładał się z boku na bok. Myśli mu się mieszały. Raz wracały obrazy z Olą i Adasiem, a za chwilę widział przed sobą identyczne twarze Anastazji i Niny. Aby zasnąć chociaż na chwilę i wyciszyć umysł, musiał wziąć tabletki Doltardu. Dzięki nim po niespełna dwudziestu minutach poczuł spokój i ukojenie. Udało mu się przespać cztery godziny, co było zbawienne. Poczuł tak dużą ulgę, że kiedy obudził się o siódmej rano, jego pierwsze myśli nie pobiegły w stronę fiolki z lekami. Chciał ograniczyć ich zażywanie i w pierwszej chwili po przebudzeniu wydało mu się to realne. Ale pół godziny później ból wrócił, nie pozwalając na niczym się skupić. Walczył ze sobą, ale nie mógł opanować drżenia rąk i odczuwał wewnętrzne pulsowanie, które zapewne niebawem miało przerodzić się w nieznośne ssanie. Tego już nie byłby w stanie znieść przez cały dzień. Dlatego przed wyjściem z domu łyknął kilka tabletek.

Na komendę dotarł po ósmej.

Mając potwierdzenie od świadków, że zjawią się na okazaniu o dziesiątej, do tego czasu postanowił zająć się robotą papierkową, której nienawidził. Zawsze uważał, że do prac biurowych powinni być zatrudniani specjalni ludzie. On chciał działać w terenie, a nie godzinami wypełniać kwity. Było to marnowanie czasu.

Przed dziewiątą do pokoju wkroczył Krzysztof. Był ubrany w to samo ubranie co dzień wcześniej.

- Przykuła cię do łóżka i nie mogłeś się przebrać? - rzucił Hektor, nie odrywając się od wypełniania kolejnych dokumentów.

- Weź nie pytaj - odparł Jaworski, ciężko siadając na krześle. - Ale warto było.

- Mam nadzieję, bo będziesz miał ciężki dzień. - Cichy uśmiechnął się, widząc, jak partner walczy, aby nie ziewnąć. - Jest świeżo zaparzona kawa.

Krzysztof kiwnął głową i podniósł się z krzesła, aby nalać sobie dużą dawkę kofeiny.

- O dziesiątej mamy okazanie ze świadkami - odezwał się po chwili Hektor.

- Po co? Przecież wszyscy ją rozpoznali.

- Wpadłem na pewien pomysł, zobaczysz - rzucił tajemniczo Hektor.

- Będzie prokurator?

- Będzie.

- Kurwa, na pewno się dorypie, że jestem tak samo ubrany jak wczoraj - fuknął z niezadowoleniem.

- Zawsze możesz powiedzieć, że masz dwa takie same komplety. Ona ciągle chodzi ubrana na czarno i nikt nie twierdzi, że codziennie ma to samo, bo się nie przebiera - skomentował z rozbawieniem Hektor, widząc zrezygnowaną minę partnera.

W sali, w której miało się odbyć okazanie, zostały postawione w dwóch rzędach krzesła. W pierwszym zasiadł Edward Ziarno, ubrany w elegancki, staromodny, ale szykowny garnitur, a obok niego siedziała uśmiechnięta Alina Wiśniewska. Szeptem rozmawiali ze sobą.

Drugi rząd zajęli państwo Grochowscy i Miłosz Szymański.

Aspirant Stępiński stał oparty o ścianę.

Hektor i Krzysztof czekali na przyjście Wiedźmińskiej.

Równo z wybiciem dziesiątej do pomieszczenia weszła prokurator, tradycyjnie ubrana na czarno, a za nią do pokoju wślizgnęła się Pola.

- Co się Poli stało? Przecież jej mąż siedzi. - Krzysztof zwrócił uwagę na zaklejony łuk brwiowy dziewczyny. Zanim Hektor zdążył cokolwiek odpowiedzieć, na Ostrowską spojrzała też Wiedźmińska.

- A to co znowu? - Wskazała palcem na plaster.

- Głupstwo - odpowiedziała lekko Pola. - Otworzyłam górną szafkę w prosektorium, szukałam rękawiczek. W tym samym czasie zadzwonił telefon i odruchowo po niego sięgnęłam, zapominając, że drzwiczki szafki nadal są otwarte - skłamała sprawnie, a Hektor poczuł ukłucie wstydu. Nie powinien ćpać. To był widoczny skutek tego, co się dzieje, kiedy zatraca się w narkotycznej iluzji.

Prokurator kiwnęła głową.

- Jesteśmy w komplecie, to zaczynajmy. Proszę wprowadzić panią - skierowała słowa do stojącego przed drzwiami policjanta. Mężczyzna skinął głową i po chwili wrócił do sali z jedną z kobiet. Weszła i stanęła pod ścianą, twarzą w stronę świadków. Miała rozpuszczone blond włosy do pasa. Ubrana była w czerwone luźne spodnie oraz białą koszulową bluzkę. Bił od niej blask, który nie pozwalał odwrócić od niej wzroku.

- Była pani kiedyś aresztowana? - przeszła od razu do rzeczy prokurator.

- Nie, nigdy - odpowiedziała nieśmiało.

- Proszę się powoli obrócić, aby państwo mogli dokładnie się pani przyjrzeć. - Kobieta posłuchała polecenia, wykonując płynny ruch dookoła własnej osi.

- O rany, skąd się biorą takie babki - rzucił szeptem Krzysztof. On też jeszcze nie wiedział, że kobiety są dwie. Hektor celowo mu tego nie powiedział, chciał zobaczyć wyraz jego twarzy.

- To jest kobieta, którą widziałem dwa dni temu z panem Urbańskim na schodach naszego domu. Takiej urody się nie zapomina - odezwał się z entuzjazmem Edward Ziarno i natychmiast przytaknęła mu Alina Wiśniewska.

- Nie ma pan wątpliwości? - upewniała się prokurator.

- Żadnych. Tak oryginalnej urody nie da się pomylić z żadną inną - odparł bez chwili zastanowienia projektant.

Wiedźmińska skinęła głową w stronę policjanta przy drzwiach. Wprowadził drugą kobietę. Była ubrana i uczesana tak samo jak pierwsza. Kiedy Hektor informował je o konieczności stawienia się na komendzie, poprosił, aby wyglądały identycznie, gdyż było to niezbędne dla ich eksperymentu. Przypuszczał, że rozmawiał wtedy przez telefon z Niną, gdyż była uległa i nie dyskutowała.

Na jej widok w pokoju zapadła cisza. Zgromadzeni zaczęli zerkać na siebie nerwowo.

- Ale jaja - rzucił Jaworski, a Pola uśmiechnęła się do Hektora.

- Anastazja Kool? - zapytała Wiedźmińska kobietę, która weszła do pomieszczenia.

- Tak.

- A pani to...? - zapytała prokurator pierwszą z sióstr.

- Nina Kool.

- Czy teraz może pan jednoznacznie wskazać, którą z nich widział dwa dni temu z panem Urbańskim? - odezwała się prokurator do Edwarda Ziarno.

Zdezorientowany mężczyzna pokręcił przecząco głową.

- A może chciałby się pan przyjrzeć paniom z bliska? Może dostrzeże pan wtedy jakąś różnicę między kobietami i dzięki temu będzie umiał pan powiedzieć, która z nich była u reżysera? - zaproponowała prokurator.

Edward Ziarno podniósł się z miejsca i podszedł bliżej do stojących obok siebie kobiet.

Nerwowo przerzucał wzrok z jednej na drugą. Próbował wychwycić różnicę w ich twarzy, ale mu się to nie udawało.

- Niestety, panie są identyczne - odparł po chwili. - Niesamowite. Zdublowane piękno - powiedział, wracając na swoje miejsce.

- A może ktoś z państwa umie rozpoznać, z którą z kobiet rozmawiał tego feralnego wieczoru? - spytała prokurator, ale wszyscy kręcili głowami. Nawet aspirant Stępiński z rękami założonymi na piersiach kręcił głową z dezorientacją.

- No cóż, w takim wypadku obie jesteście oskarżone o zabójstwo. Jedna zabiła, a druga jej pomaga - zdecydowała prokurator. Chciała sprawdzić, jak kobiety na to zareagują. Na twarzy Niny pojawił się grymas rozpaczy, a Anastazja pozostała niewzruszona. Świadkowie byli zdezorientowani. Nie wiedzieli, jak mają to interpretować. - Czy przyznajecie się panie do winy?

- Nie. Żadna z nas nikogo nie zabiła. Nie macie na nas żadnych dowodów - odpowiedziała stanowczo Anastazja, a Nina milczała. - Za chwilę zjawi się nasz adwokat.

Wiedźmińska westchnęła. Spodziewała się, że adwokat nie zgodzi się na ich zatrzymanie. Prawda była taka, że nic na nie nie mieli.

- Jesteście państwo wolni. Już nie będziemy was niepokoić - poinformowała zgromadzonych prokurator.

Świadkowie zaczęli wychodzić z pokoju. Każdy na odchodne rzucał spojrzenie w kierunku bliźniaczek.

- Z paniami jeszcze nie skończyłam - powiedziała Wiedźmińska do Anastazji i Niny, gdy zostali sami. - Poczekamy na waszego adwokata, bo zaplanowaliśmy jeszcze jedno spotkanie, które może pomóc rozwiązać sprawę.

Wyszła z pokoju, a Hektor, Krzysztof i Pola dołączyli do niej na korytarzu. Patolog pożegnała się od razu i ruszyła w stronę prosektorium. Na okazanie przyszła z ciekawości. Interesowało ją, jak zareagują ludzie, kiedy zobaczą, jak zostali oszukani.

- Janiszewski przyjdzie? - zapytała Wiedźmińska Cichego.

- Będzie o jedenastej.

- Świetnie, to do zobaczenia. - Ruszyła korytarzem w stronę swojego gabinetu.

- Co jest grane? - rzucił z pretensją Jaworski. - Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś, że to bliźniaczki, i o co chodzi z Janiszewskim?

- Po pierwsze, to, że są bliźniaczkami, odkryłem wczoraj wieczorem. Nie miałem jak ci dać znać, bo przykuwała cię inna sprawa. - Uśmiechnął się, chcąc poprawić nastrój partnera. - Po drugie, musiałem zobaczyć twoją minę. A Janiszewski jako przyjaciel Urbańskiego i psycholog może będzie umiał pomóc lub zobaczy coś, czego my nie widzimy.

- Może różnią się jakimś szczegółem - głośno myślał Krzysztof. - Jakbym został z nimi sam, to mógłbym dokładnie się im przejrzeć. - Wyszczerzył zęby w uśmiechu.

- Nie wiem, czy przeżyłbyś to spotkanie. Któraś z nich może być naprawdę niebezpieczna - odparł Hektor, siadając na najbliższej ławce pod ścianą. Jaworski dołączył do niego.

- Nie jest dobrze - rzucił po chwili Krzysztof, mimo że czytał SMS-a i wydawał się pogrążony myślami w innym świecie. - Nie mamy odcisków palców ani DNA, a teraz nawet świadkowie odpadli. Wywiną się jak nic.

- Spokojnie, rozpracujemy je.

Komenda. Gabinet prokurator Anny Wiedźmińskiej

O jedenastej do gabinetu Wiedźmińskiej wszedł Jakub Janiszewski. Czuł się zdezorientowany. Nurtowało go, po co został wezwany i co udało się ustalić w związku ze śmiercią jego przyjaciela. Nie rozumiał, dlaczego Hektor go tu dziś zaprosił, gdyż komisarz tylko lakonicznie wyjaśnił powody wezwania. Zapewnił, że na miejscu wszystko się wyjaśni.

Cichy na zachętę napomknął, że chodzi o Anastazję, która obecnie była główną podejrzaną w sprawie. Janiszewski zastanawiał się nad tym i miał wątpliwości, czy ta kobieta byłaby zdolna do takiego czynu. Niby przyjaciel twierdził, że była chwiejna w uczuciach, ale to nie oznaczało, że mogłaby mieć skłonności mordercze.

Wiedźmińska, Hektor i Krzysztof już na niego czekali.

- Dzień dobry - przywitała się prokurator, a towarzyszący jej mężczyźni skinęli głową. - Zaprosiłam pana do siebie, gdyż potrzebujemy opinii eksperta. A biorąc pod uwagę fakt, że był pan przyjacielem zamordowanego i ma szeroką wiedzę na jego temat oraz jego relacji z panną Kool, chciałam, aby wziął pan udział w tym być może kluczowym spotkaniu.

- Mówiłem wczoraj panu komisarzowi, że mam zbyt pobieżne informacje na temat Anastazji, abym...

Wiedźmińska gestem dłoni mu przerwała.

- Zanim poproszę pana o radę, chciałabym, aby pan coś zobaczył. - Dała znak Krzysztofowi, a ten wprowadził bliźniaczki, którym teraz towarzyszył adwokat. Hektor znał go z widzenia. Był to Igor Zakrzewski. Należał do grona tych adwokatów, którzy zwykle podejmują się spraw medialnych albo pracują dla zamożnych ludzi. Był niewiele starszy od Cichego, ale zaszedł daleko w zawodowej hierarchii, gdyż był zawzięty i pracowity.

Kiedy Janiszewski zobaczył identyczne kobiety, w pierwszej chwili zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, co się dzieje. Anastazja i Nina uśmiechnęły się do niego. Były nie do odróżnienia.

- Proszę usiąść - wydała polecenie Wiedźmińska, wskazując skórzaną sofę. - Panie Janiszewski, mówił pan komisarzowi Cichemu, że kilka razy rozmawiał pan z przyjaciółką pana Urbańskiego. Czy może pan powiedzieć z którą?

- Nie - odpowiedział bez namysłu. - Nie miałem pojęcia, że są dwie. Leon nigdy o tym nie wspominał.

- Pana przyjaciel raczej też o tym nie wiedział lub zaczął się tego domyślać - wtrącił się Hektor. - Mam przeczucie, że odkrył prawdę i dlatego zginął.

- Hola, hola, panie komisarzu, proszę zważać na słowa - zareagował Zakrzewski, a Hektor uniósł ręce w geście poddania się. Miał w nosie, czy adwokatowi podoba się to, co mówi, czy nie. Jeśli kobiety mogły kłamać w żywe oczy, to on mógł sobie pozwolić na drobną brawurę w wyrażaniu poglądów. Zwłaszcza że był przekonany o ich słuszności.

- Wie pan, dlaczego o to pana zapytałam? - Wiedźmińska zwróciła się do Janiszewskiego, ignorując wymianę zdań pomiędzy policjantem a adwokatem.

- Domyślam się - odparł Janiszewski, nie spuszczając oczu z kobiet.

- Sprawdziłam pana i wiem, że kiedyś zajmował się pan badaniem bliźniąt, prawda?

- Tak, zgadza się, ale to było dawno temu - potwierdził psycholog. Wyglądał, jakby chciał zadać setkę pytań, a nie umiał sformułować nawet jednego.

- Czy według pana wiedzy i doświadczenia można byłoby wskazać w tym momencie, która z bliźniaczek jest silniejsza psychicznie, a która jej podlega? Która mogłaby manipulować drugą?

- Po samym wyglądzie? - zapytał, a prokurator skinęła głową. - Nie, to absurd. Bliźnięta to mimo wszystko odrębne istoty. Każda para różni się od innej. No i oczywiście różnią się od siebie nawzajem - odpowiedział Janiszewski, a w jego głosie pojawiła się fascynacja. - Tylko na pierwszy rzut oka można sądzić, że są identyczne, ale to błędne myślenie.

- Komisarz Cichy przekazał mi, że rozmawiał pan z panem Urbańskim w dzień, kiedy został zamordowany. Podobno przyjaciel planował oświadczyć się pani Anastazji, czy to prawda? - Wiedźmińska rzuciła kolejne pytanie i kontrolnie spojrzała na obie kobiety. Chciała sprawdzić, czy któraś zareaguje na tę wiadomość, ale obie wpatrywały się w Janiszewskiego.

- Prawda - przyznał bez zastanowienia. - Ale biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację - wskazał głową na siostry - znaczenia nabierają pytania, które Leon mi zadał w czasie tej ostatniej rozmowy telefonicznej. - Zamyślił się.

- Może nam pan o tym opowiedzieć? - poprosiła prokurator.

- Chciał się dowiedzieć, czy spotkałem się kiedyś w mojej praktyce zawodowej z przypadkiem rozdwojenia jaźni.

- I? - zapytała z nieukrywaną ciekawością.

- Potwierdziłem - odparł spokojnie psycholog. - Nie są to częste przypadki, ale zdarzają się. Potem zapytał mnie, czy osoba z taką przypadłością może być niebezpieczna dla siebie lub innych.

- Niebezpieczna, takiego słowa użył? - upewniła się prokurator.

- Tak. Szczerze mówiąc, zainteresowało mnie jego pytanie. Powiedziałem mu, że mógłbym mu dokładniej opowiedzieć o tym schorzeniu, jakbym wiedział, czy ma kogoś konkretnego na myśli. Ogólnikowo można snuć różne domysły. Czy ktoś jest niebezpieczny, mając rozdwojenie jaźni, jest rzeczą indywidualną. Każdy przypadek jest inny.

- Pan Urbański powiedział, o kogo chodziło?

- Niestety nie. Zanim się rozłączył, dodał tylko: "Jest taka zmienna, to dziwne, sam nie wiem, co o tym myśleć". Chciałem, aby wyjaśnił, o kim mówi, ale oświadczył, że musi już kończyć, bo czekają na niego na planie i że sobie poradzi.

- Nie zaniepokoiła pana ta rozmowa? - włączył się Cichy.

- Owszem, bo Leon wydawał się przejęty. Ale z rozmyślań na ten temat wybił mnie pacjent i już nie wróciłem do tego problemu aż do dziś - tłumaczył psycholog, spoglądając na bliźniaczki.

- Pan Urbański miał się spotkać wieczorem z panią Kool?

- Taki miał plan - potwierdził psycholog.

- Proszę wskazać palcem z którą - poprosiła Wiedźmińska, a Janiszewski spojrzał na milczące kobiety.

- Z Anastazją - powiedział wymijająco, nie miał pojęcia, która to, bo mu ich celowo nie przedstawiono.

- Która z nich to ta kobieta, z którą pan rozmawiał u przyjaciela? - drążyła Wiedźmińska.

- Nie wiem - odparł szczerze. - Nawet jakbym wcześniej wiedział, że panie są bliźniaczkami, to bez gruntownego poznania ich indywidualnie nie mógłbym teraz wydać jednoznacznej opinii. Trzeba poznać je osobno, aby nauczyć się je rozróżniać. Są identyczne wizualnie i tylko poznając ich charaktery, można mieć szansę nie dać się im oszukać.

- Rozumiem - westchnęła Wiedźmińska. - To może panie zgodzą się dobrowolnie na badanie?

- Moje klientki to nie króliki doświadczalne. Z jakiego powodu miałyby się zgodzić? - zapytał Zakrzewski.

- Bo jedna z nich jest psychopatyczną morderczynią? - rzucił bez namysłu Krzysztof.

- Proszę się liczyć ze słowami - zareagował stanowczo adwokat. - Jakie ma pan na to dowody?

- Jeśli nie mają nic do ukrycia, to co im szkodzi? - zapytał Hektor.

- Panie komisarzu, w ten sposób to można badać każdego obywatela. Każdy może mieć coś na sumieniu - odparł Zakrzewski. - Może kiedyś będą możliwe metody działania jak w Raporcie mniejszości, ale na razie, aby kogoś przebadać lub zatrzymać, trzeba mieć na niego dowody, a nie opierać się na przypuszczeniach. Moje klientki i tak wykazały się nadmierną chęcią współpracy, przyszły tu na to bezsensowne okazanie. Ale i tak wyszło na nasze!

- Nie każda osoba miała bliskie relacje z ofiarą morderstwa - rzucił Cichy. Wiedźmińska uniosła rękę, aby powstrzymać bezsensowną dyskusję. Nie mogła ich do niczego zmusić, liczyła, że chcąc udowodnić, że niby są niewinne, przystaną na jej propozycję, ale jak widać, przeliczyła się.

- Dziękujemy za pomoc - zwróciła się do psychologa. Wiedziała, że oficjalną drogą nic nie uzyskają. - Jest pan wolny.

Janiszewski podniósł się powoli z krzesła. Widać było, że intensywnie o czymś myśli. Hektor był pewny, że dopiero teraz psycholog zaczyna przypominać sobie sygnały, które zignorował. Był pewny, że jeszcze się spotkają.

- Pani prokurator, skończmy tę szopkę - stanowczo odezwał się Zakrzewski, gdy Janiszewski wyszedł. - Nie macie ani jednego dowodu na to, że któraś z moich klientek jest winna śmierci Leona Urbańskiego.

- Przecież to jasne jak słońce, że one kłamią - wybuchnął Krzysztof, a Wiedźmińska zgromiła go wzrokiem.

- Sprawdziliśmy monitoring sprzed budynku na ulicy Solidarności, gdzie mieszkał pan Urbański. Wieczorem w dniu morderstwa jedna z pana klientek o godzinie dwudziestej drugiej trzydzieści dwa wyszła z budynku i po chwili wsiadła do auta, które po nią przyjechało - mówił Jaworski.

- Możemy zobaczyć to nagranie? - zapytał adwokat, Cichy kiwnął głową i włączył tablet na biurku Wiedźmińskiej. Filmik ruszył, a Zakrzewski i bliźniaczki wbiły wzrok w ekran. Po minucie adwokat się odezwał:

- Chyba pan żartuje. Jakość tego nagrania jest wątpliwa.

- Może nie jest najlepsza, ale nie można mieć wątpliwości, że to jedna z pana klientek - odparł Hektor.

- Aha, a która? - zapytał z cwaniackim uśmiechem Zakrzewski.

- Nie wiadomo - znowu bez zastanowienia odpowiedział Krzysztof, rozkładając ręce w geście bezradności.

- Problem polega na tym, że panie twierdzą, że tego wieczoru żadna z nich nie widziała się z panem Urbańskim, co jest kłamstwem. Mamy świadków, którzy ją tam widzieli i potwierdza to nagranie - wyjaśnił Hektor. Czuł spokój, bo po okazaniu zaszedł do toalety, wziął kolejną dawkę tabletek. Miał wrażenie, że jest mu wszystko obojętne, a słowa nie wychodzą z jego ust.

- Panie komisarzu, dopóki nie będziecie umieli konkretnie wskazać, która z moich klientek mogła być u pana Urbańskiego, nie mamy o czym rozmawiać - stwierdził adwokat. - Nagranie to słaby dowód, z łatwością udowodnię, że widoczna na nagraniu kobieta wcale nie musi być jedną z moich klientek.

Hektor, mimo że znał go z widzenia, nigdy wcześniej nie miał okazji z nim rozmawiać. Adwokat był pewny siebie i robił nienajgorsze wrażenie.

- Nie macie nic. Pani prokurator, czy chciałaby pani, aby się odbył proces poszlakowy? - Przeniósł wzrok na Wiedźmińską. - Przecież tylko byście się ośmieszyli.

Zapadła ciężka cisza.

- No cóż - odparła prokurator po chwili namysłu. - Prawda jest taka, że jedna z was zabiła człowieka z zimną krwią, a druga jest jej wspólniczką. - Patrzyła na bliźniaczki, które sprawiały wrażenie niewzruszonych. - Oczywiście w zaistniałych okolicznościach zgodnie z prawem możecie odmówić składania zeznań i nie musicie obciążać siebie nawzajem. Zapewne nie udałoby się również skazać was obu, aby ukarać tę, która jest naprawdę winna. Niemniej jednak w skandaliczny sposób naruszyłyście prawo. Brakuje mi słów, aby wyrazić dezaprobatę dla waszych poczynań. Na razie nie mogę zrobić nic więcej, ale to nie koniec, zapewniam - mówiła prokurator, nie odrywając wzroku od sióstr. - A tymczasem proszę o niezwłoczne opuszczenie mojego gabinetu. - Przemawiały przez nią silne emocje. Wiedźmińska zapomniała, że świat się zmienił. Teraz już nie było sensu wjeżdżać komuś na ambicję i sumienie. Liczyło się tylko to, że kobietom udało się oszukać system. Jeśli czułyby się źle z tym, co się stało, przyznałyby się od razu. One jednak postanowiły wykorzystać swoje podobieństwo. Działały perfidnie i z premedytacją. Udało im się. Dlatego żadne słowa oburzenia nie były w stanie wywołać u nich teraz wyrzutów sumienia.

- Jesteśmy wolne? - zapytała nieśmiało jedna z nich i Cichy był pewny, że jest to Nina.

- Chwilowo - rzucił gniewnie Jaworski.

Bliźniaczki wraz z Zakrzewskim podniosły się do wyjścia.

- Spotkamy się jeszcze - odezwał się na odchodne Hektor.

- Chętnie, panie komisarzu. - Anastazja, bo chyba to ona była, uśmiechnęła się zalotnie do Cichego. - Często bywam w klubie Luna. Zapraszam. - Pomachała mu.

Kiedy zostali sami, Krzysztof znowu się uniósł.

- Czyli co, ujdzie im to na sucho?

- Cóż mogę poradzić - odpowiedziała chłodno Wiedźmińska. - Żaden ze świadków nie potrafi ich rozróżnić, nie mamy nic, nawet monitoring jest marnej jakości. W sądzie nie miałabym szans. Zakrzewski wykończyłby mnie przy pierwszej rozprawie.

- Jedna z nich go zabiła - powtórzył naiwnie Jaworski.

- Proszę mi powiedzieć która, a zrobię wszystko, by poniosła karę - odparła Wiedźmińska. - Jesteśmy na straconej pozycji. Bez konkretnych dowodów sąd zarzuciłby mi marnowanie czasu i pieniędzy.

- Jeśli pani pozwoli, to się za nimi poszwendam. Poszperam w ich przeszłości. Może nie pierwszy raz tak wykorzystały swoje podobieństwo - poprosił Cichy.

- Ma pan moją zgodę, nawet na nieoficjalne działania. Proszę zrobić wszystko, co uzna pan za stosowne, aby wydobyć od tych kobiet prawdę - stwierdziła Wiedźmińska. - Proszę mnie tylko informować na bieżąco. Muszę znać szczegóły, jakby trzeba było pana ratować z tarapatów.

- Oczywiście - zapewnił ją komisarz.

- A tymczasem muszę wydać oświadczenie dla mediów. - Cmoknęła z niezadowoleniem.

Komenda. Korytarz przed gabinetem Anny Wiedźmińskiej

Hektor był przekonany, że dalsze śledztwo w sprawie bliźniaczek nie będzie należeć do prostych. Będzie wymagało szczególnych środków, a może nawet trzeba będzie zdecydować się na niekonwencjonalne rozwiązania. Mieli jedynie poszlaki i przeczucie, że to któraś z nich zabiła Urbańskiego. Mogli stawiać do woli hipotezy, ale to nie pozwoli żadnej z nich skazać.

Chociaż, jak twierdził niemiecki teolog Karl Rahner, brak dowodów nie jest dowodem ich braku. Dlatego według policyjnego nosa Hektora nie było wątpliwości, że bliźniaczki są winne.

Sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby kobiety wykazały chęć nawet fałszywej współpracy. Postawa, którą przyjęły obecnie, świadczyła o tym, że miały tupet. Inni na ich miejscu kłamaliby i mataczyli, chcąc zyskać na czasie. Zanim prawda zostałaby zweryfikowana, trochę czasu by minęło. A może dochodzenie na jakiś czas poszłoby w innym kierunku, bo szukaliby również innych podejrzanych. Tymczasem Anastazja i Nina swoim zachowaniem dały do zrozumienia, że któraś jest winna, ale skoro policja nie umie im tego udowodnić, to jej problem. Wiedzieć coś, a udowodnić, to dwie zupełnie inne kwestie. Były pewne swojego planu i bez oporu to pokazywały. Nawet nie miały ochoty ich zwodzić. Nie musiały się wysilać, aby wymyślać kłamstwa, bo nie czuły zagrożenia. Cichy domyślał się, że miały satysfakcję, wydawało się im, iż wygrały, bo oszukały system.

Zanim wrócili do biura, aby ustalić szczegóły dalszych działań, postanowili przyjrzeć się spotkaniu, które miała odbyć Wiedźmińska z dziennikarzami. Cichy lubił obserwować jej relacje z mediami. Były zaskakujące. Zazwyczaj rzecznik prasowy czy prokurator miał dystans do prasy, radia i telewizji. Każdy z nich obawiał się, że jedno wypowiedziane za dużo słowo może wywołać lawinę niekorzystnych reakcji. Prokurator Anna Wiedźmińska była inna, co miało czasem skutki uboczne, ale w większości przypadków zdobywało jej przychylność środków masowego przekazu. Nie traktowała ich jak natrętne muchy, a jak równych sobie. Nie miała nigdy z dziennikarzami problemu. Była prokuratorem od czterdziestu lat i umiała wybrnąć z każdej sytuacji.

Hektor przygotował się na standardowe spotkanie, ale tym razem, jak się szybko przekonał, przebiegło ono zupełnie inaczej, niż się spodziewał.

Spotkanie musiało być już wcześniej uzgodnione, ponieważ jak tylko wyszła na korytarz, zgromadził się wokół niej niewielki tłum.

- Czy już wiadomo, kto zabił pana Urbańskiego? - wystrzelił z pytaniem młody dziennikarz z mikrofonem telewizji TVNews.

- Pan jak zawsze taki wyrywny, od razu chciałby zacząć od podsumowania - przywitała go z uśmiechem Wiedźmińska. Chłopak zmieszał się i kiwnął przepraszająco głową. - Kochani, sprawa śmierci Leona Urbańskiego jest przykra, bo sprawcą jest bliska mu osoba. - Zrobiła prawie niezauważalną pauzę. - Tak jak już wiecie, pan Urbański zginął w swoim mieszkaniu, a towarzyszyła mu osoba, której ufał.

- Czyli jest ktoś podejrzany? - znowu zapytał ten sam dziennikarz.

- Poniekąd, chociaż wydaje mu się, że się wywinął - rzuciła tajemniczo, a Krzysztof spojrzał na Cichego. Czyżby prokurator zamierzała powiedzieć o postępowaniu bliźniaczek? To nie było zgodne z etyką i procedurami, aby oskarżać publicznie osoby, na które nie ma dowodów i nie można postawić im żadnych zarzutów.

- O kim pani mówi? - dopytywał dziennikarz.

- O kobiecie, z którą spotykał się pan Urbański.

- Tomasz Grodkowski, Radio Fala FM - przedstawił się chłopak z dredami. - Z tego, co mi wiadomo, Leon Urbański spotykał się ostatnio z Anastazją Kool. Czy to ona jest podejrzana o tę zbrodnię?

Wiedźmińska chwilę przyglądała się młodemu chłopakowi i ku zaskoczeniu Hektora podjęła ryzykowną decyzję:

- Ostatnią osobą, która widziała pana Urbańskiego żywego, jest panna Kool, ale nie wiemy która. Obie milczą i nie chcą współpracować. - Te słowa, zgodnie z oczekiwaniami prokurator, wywołały wrzawę. Dziennikarze patrzyli jeden na drugiego. Nikt tego nie wiedział, więc mogło się okazać, że ta wiadomość będzie większym newsem niż informacja o zabójstwie reżysera. Hektor przypuszczał, że prokurator może mieć problemy z powodu tej wypowiedzi. Zakrzewski nie puści jej tego płazem. Ale z drugiej strony cóż mógł jej zrobić. Od dawna powtarzała, że czas na emeryturę.

Cichy podejrzewał, że prokurator uznała, że w tym momencie tylko w taki sposób można było pokrzyżować plany kobiet na dalsze bezstresowe życie, które zapewne sobie zaplanowały. Po tej informacji nie będą już mogły bez konsekwencji wrócić na plan serialu. Wiele firm, z którymi Anastazja współpracowała, będzie musiało zweryfikować kontrakty. Tylko tak można je było teraz ukarać.

- Jak to? - zapytał w końcu ten sam dziennikarz, który zadał pierwsze pytanie.

- Jak udało się ustalić w toku prowadzonego dochodzenia, panna Anastazja Kool ma siostrę bliźniaczkę, Ninę, która jest identyczna. Od dawna oszukiwały wszystkich, zamieniając się rolami. Teraz też to wykorzystały, aby zmanipulować śledztwo.

Cichy czuł, że prokurator się zapędza. Dlatego bez wahania przebił się przez dziennikarzy i pociągnął ją za łokieć. Spojrzała na niego pytająco, a on rzucił "nie warto", ale machnęła lekceważąco ręką.

- Panie Kool są podejrzane o to zabójstwo? - próbował usystematyzować fakty młody dziennikarz, a reszta czekała na reakcję Wiedźmińskiej.

- Któraś z nich jest sprawcą.

Krzysztof złapał się za głowę, nie spodziewał się po Wiedźmińskiej takiej nieodpowiedzialności.

- Ale dopuściły się skandalicznego naruszenia prawa, co nie może pozostać bezkarne.

- Co ma pani na myśli? - rzucił kolejny z dziennikarzy.

- Aby nie ponieść kary, wykorzystały, że są nie do odróżnienia. Świadkowie z miejsca zdarzenia nie mogli wskazać, którą z nich widzieli tego wieczoru u pana Urbańskiego - Wiedźmińska dalej ujawniała szczegóły śledztwa.

- Chyba jej się pojebało w głowie - syknął Jaworski do Cichego, który tym razem musiał przyznać partnerowi rację.

- Nie ma odcisków palców? Bo DNA u bliźniaków niczego nie przesądzi - stwierdził roztropnie dziennikarz z dredami.

- Nie ma, ale i tak wiemy, że któraś z nich dopuściła się tej zbrodni i celowo zatarła ślady - wyznała prokurator.

- Czyli zbrodnia doskonała istnieje - rzucił dziennikarz TVNews.

- Tak się tylko może wydawać - odparła z podenerwowaniem Wiedźmińska. - Gdy zdarzają się takie naruszenia, to daje do myślenia, aby przyjrzeć się prawu i uszczelnić system.

- To może postawić bliźniaczkom zarzuty utrudniania śledztwa? - zaproponował rezolutnie chłopak z dredami.

- Mogłabym, ale świadkowie się wykruszyli, co utrudnia sprawę - odparła szczerze prokurator. Hektor nie mógł uwierzyć, że przyznaje się do bezradności.

- Czyli nie poniosą odpowiedzialności? - zapytał dziennikarka TVNews.

- Tylko im się tak wydaje.

- A inni podejrzani byli brani pod uwagę? - wtrąciła kobieta z dyktafonem w ręce.

- Sprawdzamy kilka tropów, ale wszystkie prowadzą do Niny i Anastazji. Dlatego zapewniam, że nie odpuszczę. Śledztwo dopiero się zaczęło. - Zrobiła pauzę na oddech i dodała: - Dziękuję za przybycie. - Odwróciła się, przebiła się przez stojących dookoła dziennikarzy, którzy rzucali kolejne pytania, i wróciła do gabinetu. Hektor z Krzysztofem ruszyli za nią.

Kiedy znaleźli się w środku, Cichy, mimo że cały czas czuł wyciszające działanie leków, odezwał się wzburzony.

- Pani prokurator, szanuję panią - zaczął, siląc się na spokój. - Ale spieprzyła pani sprawę - powiedział bez ogródek.

- Dwie młode perfidne siksy nie będą mnie robić w trąbę - stwierdziła nerwowo Wiedźmińska.

- Zakrzewski panią zglanuje, a bliźniaczki zaczną uważać. Utrudniła nam pani pracę.

Prokurator westchnęła. Nie przemyślała tego, jaki skutek będzie miała jej szczerość.

- Sorry. Coś wymyślę - oświadczyła. - Róbcie swoje.

- Łatwo mówić - burknął pod nosem Jaworski.

Ulica Bursztynowa. Apartament

Bliźniaczki wróciły do mieszkania zaraz po opuszczeniu komendy. Anastazja od razu ruszyła w stronę komody, na której stały alkohole, i zrobiła sobie drinka. Nina usiadła w fotelu. Czuła w głowie chaos. Rozpalał ją znajomy niepokój. Tak dawno go nie czuła i była szczęśliwa.

- Okłamałaś mnie - odezwała się w końcu. - Pytałam, czy byłaś dwa dni temu u Leona, i zaprzeczyłaś. A na tym nagraniu to byłaś ty!

- Nie powiedziałam ci prawdy, bo wiedziałam, że będziesz histeryzować i uroisz sobie niestworzone scenariusze - odpowiedziała Anastazja, opróżniając szklankę jednym haustem.

- Niestworzone? - uniosła się płaczliwie Nina. - A co mam teraz myśleć, skoro mnie okłamałaś?

- No dobra, dobra - rzuciła Anastazja. - Byłam u niego, ale go nie zabiłam - dodała, robiąc sobie kolejnego drinka. - Chciałam się dowiedzieć, jakie ma plany względem ciebie, czy traktuje cię tak poważnie jak ty jego. Widziałam, jak znowu się zaangażowałaś w relację z nim, nie chciałam, abyś cierpiała, jak wcześniej. Nie chciałam, abyśmy wróciły do punktu wyjścia.

- Jak zamierzałaś się czegokolwiek dowiedzieć, skoro nie wiedział, że jest nas dwie? - odparła Nina ze smutkiem.

- Chciałam z nim szczerze porozmawiać, aby się określił, co czuje i czy widzi naszą - przerwała i poprawiła się - waszą przyszłość.

- I co? - zapytała podejrzliwe Nina. - A może mu zdradziłaś, że jesteśmy dwie? - W jej głosie można było wyczuć sarkazm.

- Nie, inaczej to zaplanowałam - odparła z denerwującą obojętnością Anastazja. - Chciałam, aby najpierw powiedział, co czuje. Musiałam uzyskać pewność, że nie jesteś jego kolejną panienką na raz.

- Wiedziałaś, że tak nie jest - rzuciła z żalem Nina, a następnie z naciskiem dodała: - Ale jestem ciekawa, co ci powiedział.

Anastazja przybrała hardy wyraz twarzy.

- Zapewnił, że cię kocha i pokazał pierścionek. Dlatego byłam już pewna, że przyszedł czas, aby powiedzieć mu prawdę. - Zrobiła pauzę, aby znowu wypić do dna. - Wychodząc, powiedziałam mu, że odpowiedź dam następnego dnia. Chciałam tę sprawę omówić z tobą.

- Chcesz mi powiedzieć, że się oświadczył? - parsknęła Nina.

- Tak - przyznała od niechcenia Anastazja.

- Dlaczego mi tego nie powiedziałaś? - krzyknęła.

- Nie miałam kiedy - odparła bez emocji. - Rano się nie widziałyśmy, a potem już nie miało to sensu. - Wzruszyła ramionami. - Wydało mi się okrutne informować cię o tym, kiedy okazało się, że Leon nie żyje. Nie chciałam, abyś cierpiała, bo nic już nie można było zrobić. Taka wiadomość tylko pogłębiłaby twoje rozgoryczenie.

- Skoro nie ty, to ciekawe kto mógł go zabić po twoim wyjściu? - zapytała Nina, patrząc z podejrzliwością.

- Przestań, mówię, że to nie ja - fuknęła gniewnie Anastazja. - Kiedy wychodziłam od niego, był w dobrej formie - dodała, po czym bezceremonialnie ruszyła do swojej sypialni, ucinając rozmowę.

Nina została w salonie, nie mogła się otrząsnąć. Nie wiedziała, w co ma wierzyć. Zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna porozmawiać z komisarzem Cichym. Miała wątpliwości i bała się. Czuła, że robią źle, bo jeśli Anastazja nie miała nic wspólnego ze śmiercią Leona, to nie było potrzeby, aby ukrywać prawdę. Była przekonana, że jakby Cichemu opowiedziały, co i dlaczego się wydarzyło, toby dał im spokój i zaczął szukać prawdziwego sprawcy.

Nie rozumiała zachowania Anastazji.

Komenda. Biuro Hektora i Krzysztofa

Hektor i Krzysztof żywo dyskutowali na temat prokurator Wiedźmińskiej, wchodząc do biura. Jaworski nie był jej fanem, ale tym razem miał stuprocentowe poparcie Cichego w twierdzeniu, że prokurator poniosły emocje. Krzysztof przekonywał Hektora, że ludzie w pewnym wieku muszą już odpocząć. Zmęczenie materiału odbiera im racjonalne i profesjonalne myślenie.

W gabinecie czekał na nich komendant Pawłowski. Siedział na krześle przy biurku Cichego. Komisarzowi przebiegła przez głowę myśl, czy zawartość jego szuflad nie zdenerwowałaby przełożonego. Czy nie zostawił tam czegoś, co mogłoby wzbudzić podejrzenia komendanta. Oczywiście nie podejrzewał, aby szef zaglądał do jego prywatnych rzeczy. Nie miał takiego zwyczaju i nie inwigilował podwładnych.

Po tym, jak Hektor pobił męża Poli, a Pawłowski dowiedział się o jego uzależnieniu, pomógł mu zatuszować sprawę oraz załatwić odwyk. Po powrocie nakazał regularne wykonywanie badań moczu. Hektor nie miał z tym problemu, wiedział, jak to obejść, jeśli będzie mu na tym zależało. Przez siedem miesięcy był naprawdę czysty. Ale od kiedy wrócił do leków, których skład opierał się na morfinie, do analizy oddawał nie swój mocz. Za każdym razem dziwił się, dlaczego komendant tego nie przewidział i nie chciał, aby Cichy sikał do kubeczka w jego towarzystwie. Z jednej strony sprawdzał go, ale z drugiej wykazywał się nadmiernym zaufaniem. Komendantowi zapewne nie przyszło do głowy, że mając za przyjaciółkę Ostrowską, Cichy wróci do punktu wyjścia.

- Co jest, kurwa? - Pawłowski był zirytowany. - Widziałem konferencję Wiedźmy. Tej starej babie jebie się w głowie. Od kiedy informujemy media o tym, że sobie nie radzimy i że można robić nas w chuja? - wyrzucał słowa z prędkością karabinu maszynowego.

- Nie mieliśmy pojęcia, że zamierza to wszystko powiedzieć - zaczął się bronić Jaworski. - Nie uzgadniała tego z nami.

- Ale staliście tam jak chuje na weselu i nic nie zrobiliście, aby ją uciszyć.

- Hektor próbował - stwierdził ciszej Jaworski.

- Panią prokurator zdecydowanie poniosły emocje. Nie umie sobie poradzić z tym, że ktoś, kto ewidentnie jest winny, nie poniesie odpowiedzialności za swoje czyny - włączył się spokojnie Hektor. Powoli zaczęły do niego docierać sygnały, że organizm niebawem będzie się domagać nowej dawki leku. Zaczynał odczuwać fizyczny ból, co było złym znakiem. Nie sądził, że tak szybko od nowa uzależni się od lekarstw, które przyjmował. Błyskawicznie wróciły znane mu sprzed kilku miesięcy objawy. Wtedy co dwie, trzy godziny musiał zażyć któryś z leków. Tak podtrzymywany miks różnych substancji wspomagających pozwalał mu funkcjonować. Teraz obiecywał sobie, że będzie zażywać leki zgodnie z zaleceniami na ulotce. Jednak po tygodniu już wiedział, że nie będzie to możliwe. Dlatego kilka razy przeszło mu przez myśl, aby skontaktować się z Grinchem, dilerem, który nie tylko handlował narkotykami, ale też wszelkiej maści substancjami na receptę. Hektor liczył się z tym, że jeśli będzie zażywać tabletki w takim tempie jak kiedyś, to błyskawicznie się skończą te wypisane przez Polę, a nie mógł jej poprosić zbyt szybko o kolejną receptę, bo domyśliłaby się, że ponownie ma problem.

Jego rozważania przerwało pytanie komendanta.

- I co dalej? Będziemy prowadzić medialnie śledztwo? A może zaprosimy dziennikarzy do wspólnych działań, skoro Wiedźma tak ich wtajemniczyła?

- Szczerze mówiąc, nie ukrywałbym, że prowadzimy obserwację obu kobiet. Niech czują nasz oddech na swoich plecach i to, że inni się im przyglądają - stwierdził Hektor.

- Nie mamy podstaw do obserwacji. Ich adwokat wyrwałby nam jaja - odpowiedział sceptycznie komendant.

- Przecież nikt nam nie zabroni bywać w tych miejscach co one. Nie musimy z nimi rozmawiać ani ich zaczepiać - mówił Hektor. - Z tego, co udało mi się zauważyć, to Nina jest słabsza psychicznie. Jestem pewny, że jak będzie nas codziennie widziała, to nie wytrzyma ciśnienia.

- Trzeba je złamać, najlepiej jakby się poróżniły o coś, a kiedy zacznie im doskwierać świadomość, że ciągle ktoś się im przygląda, to zrobi się między nimi nerwowo - dodał Jaworski.

- Okej, niby to jest jakiś pomysł, i to mniej debilny niż Wiedźmy - przyznał Pawłowski.

- Zajmę się obserwacją Anastazji, a Krzysztofowi zostawię Ninę, aby nie został pożarty przez modliszkę. - Uśmiechnął się ironicznie do partnera, który pokazał mu środkowy palec. - Zamierzam też sprawdzić ich przeszłość. Są zbyt pewne swego. Dlatego myślę, że mogą mieć już coś podobnego na sumieniu - przedstawiał plan działania Cichy, spoglądając na komendanta. - Poproszę też Janiszewskiego o pomoc. Widziałem w jego oczach błysk, kiedy wyszło na jaw, że kobiety są bliźniaczkami.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki