Dzień 1
Ulica Solidarności. Mieszkanie Leona Urbańskiego
- To miejsce zbrodni, co ta kobieta tu robi? - rzucił szorstko komisarz
Hektor Cichy do dwóch policjantów stojących na korytarzu przed drzwiami
ekskluzywnego apartamentu. Znał ich z widzenia z komendy. Byli z wydziału prewencji.
Na półpiętrze na niskim parapecie siedziała starsza, blada kobieta.
Komisarz nie miał pojęcia, czy usiadła, bo musiała odpocząć, idąc po
schodach, czy może na kogoś czekała, ale mało go to interesowało. Jej
obecność w tym miejscu była niepożądana. Zresztą na parterze znajdował
się przestronny hol z kanapą i tam byłoby jej wygodniej, a dla nich
bezpieczniej i zgodnie z procedurami.
Na jego widok niżsi stopniem policjanci odruchowo się wyprostowali i jeden z nich natychmiast wyjaśnił:
- Jest świadkiem. To ona znalazła zwłoki i nas wezwała.
- Czeka na męża. Jest roztrzęsiona - dodał drugi.
- No to w porządku. - Cichy z powagą przyjął wyjaśnienie. - Dopóki z nią
nie porozmawiam, nie pozwólcie jej odejść - wydał polecenie, a dwóch
policjantów równocześnie skinęło głowami. - Gdzie jest denat?
- W salonie - odparł pierwszy z policjantów. - Technicy i patolog już
tam pracują.
Hektor kiwnął głową i wszedł do mieszkania.
Jadąc na miejsce zdarzenia, został poinformowany przez dyspozytora, że
ofiarą jest reżyser filmowy Leon Urbański, który odnosił znaczące
sukcesy w swoim zawodzie. Hektor od progu przekonał się, że musiał być
zamożny, mieszkanie potwierdzało ten status. Było ogromne i przestronne,
urządzone w nowoczesnym stylu. Cichy był przekonany, że wystrój był
efektem pracy projektanta wnętrz.
Komisarz, kiedy tylko dostał od dyspozytora adres, wiedział, czego może
się spodziewać po tym miejscu. Apartament reżysera mieścił się w nowym
domu w centrum miasta. Budynek był w kształcie nietypowej bryły.
Wybudowanie go wymagało niecodziennej precyzji. Powstał z myślą o ludziach, którzy nie liczą się z pieniędzmi. Miał tylko trzy piętra.
Cena za mieszanie, takie jak Urbańskiego, była porażająca. Hektor, nawet
jakby pracował w policji przez najbliższe sto lat, nie mógłby sobie na
nie pozwolić. Jak większość obywateli.
Aby dostać się do salonu, musiał przejść długim korytarzem. Na ścianach
wisiały oprawione w ramki zdjęcia. Pobieżnie im się przyjrzał. Były to
kadry z filmów.
Odniósł wrażenie, że powierzchnia holu kilkakrotnie przekracza jego
mieszkanie, które też nie należało do małych. Uważał, że jego lokal dla
niego samego był za duży, ale nie planował przeprowadzki ze względów
sentymentalnych. A teraz, będąc w mieszkaniu Urbańskiego, zastanawiał
się, po co komuś aż tak wielkie mieszkanie, skoro jest sam.
Zatrzymał się w progu. W salonie utrzymanym w biało-czarnej tonacji
pracowało dwóch techników, a między kanapą i niskim stolikiem nad ciałem
kucała kobieta. Komisarz był w stanie zobaczyć tylko czubek jej głowy.
Ruszył w jej stronę.
- Cześć, co mamy? - rzucił. Kobieta uniosła wzrok i rozpromieniła się na
jego widok, ale w ułamku sekundy uśmiech zniknął z jej twarzy. Lekarka
zobaczyła to, czego inni nie byli w stanie dostrzec na pierwszy rzut
oka. Znała Cichego na wylot i wystarczyło jej jedno spojrzenie, aby
wiedzieć, w jakim jest stanie. Dlatego przyglądała mu się, ale nie
skomentowała tego, czego się dopatrzyła. Było to nietypowe, bo zwykle
nie milczała w tym temacie, ale obecność techników powstrzymywała ją
przed komentarzem.
- Przyczyna zgonu jest łatwa do ustalenia - zaczęła, nie spuszczając z niego wzroku.
Nagle przerwała, bo zobaczyła, że zmierza w ich stronę starsza blondynka
ubrana na czarno.
- Witamy, pani prokurator - przywitał się z kobietą komisarz, kiedy
stanęła obok niego.
- Co za cholerstwo! W takim budynku nie ma windy - odparła, oddychając
nierównomiernie. - Będę musiała pomyśleć o emeryturze, nie nadaję się
już na takie wspinaczki.
- Jak nie pani, to kto? - rzucił Hektor, a starsza kobieta poklepała go
dobrotliwie po plecach. Kiedy upewniła się, że oddech wrócił jej do
normy, przeszła do rzeczy.
- Co mamy?
- Mężczyzna, około czterdziestki, został uderzony kilkakrotnie w głowę
narzędziem tępokrawędzistym - odpowiedziała patolog Pola Ostrowska. Co
chwilę zerkała na Hektora, który starał się stać spokojnie, choć miał
wrażenie, że mimowolnie lekko się jednak kołysze. Ręce trzymał w tylnych
kieszeniach spodni. Czuł na sobie czujny wzrok Poli. Dlatego postanowił
zmienić pozycję, zbliżając się do ofiary.
- Z układu plam opadowych i zesztywnienia mięśni wnioskuję, że zmarł
tutaj, w takiej pozycji, jak widzimy, między dwudziestą drugą a dwudziestą czwartą - referowała patolog.
- Mamy narzędzie zbrodni? - dopytywała prokurator Anna Wiedźmińska.
- Tak, zabezpieczyliśmy je - odezwał się Jan Sobczak, technik zbierający
ślady. - Dostał po głowie nagrodą, którą otrzymał za jeden z filmów.
- Może ktoś uznał, że nagroda mu się nie należy - odezwał się lekko
komisarz, ale kiedy dostrzegł karcący wzrok prokurator, uśmiechnął się
przepraszająco.
- Inne obrażenia?
- W tym momencie nie dostrzegam. Wszystko wyjaśni się po sekcji. Chociaż
już teraz jestem pewna, że w jego organizmie znajdę alkohol i narkotyki
- stwierdziła Pola i wskazała palcem na stół znajdujący się obok kanapy,
przy której leżała ofiara. Na stoliku stał niedopity drink, butelka
whisky i dwie równo uformowane "ścieżki" białego proszku.
Hektor zrobił krok w kierunku stolika, ale znowu napotkał wzrok Poli,
więc się cofnął.
- Zdecydowanie nie był sam, bo resztki drugiej szklanki znaleźliśmy tu -
odezwał się ponownie technik, wskazując miejsce przed kominkiem. - Tą
drugą szklanką uderzono o tu. - Tym razem wskazał duże lustro nad
kominkiem. W prawym dolnym rogu było rozbite. - Szklanki są z kryształu,
więc z tej, która trafiła w lustro, został tylko pył. Jeśli były na niej
odciski palców, to przepadły.
- A na narzędziu zbrodni? - zapytała Wiedźmińska.
- Popracujemy nad nim, ale nie wiem, czy się uda. Ktoś chciał zatrzeć
ślady, więc wytarł statuetkę - odpowiedziała Karolina Sawicka, która
towarzyszyła technikowi.
- To co wiemy? - zapytała prokurator, rozglądając się po dużym salonie,
w którym panował nieład. Obok stolika, na podłodze, leżała przewrócona
lampa, a dalej przewrócone na bok krzesło.
- Na podstawie tego, co tu widać, można wysnuć niezbyt oryginalną
wstępną hipotezę - odezwał się Hektor. - Mężczyzna miał towarzystwo.
Imprezowali, ale wywiązała się kłótnia, w której wyniku doszło do
zbrodni. Obstawiam, że ofiara znała swojego mordercę, a zbrodnia nie
miała charakteru rabunkowego - przedstawił przypuszczalny przebieg
wydarzeń. Był to ogólnikowy i banalny opis, pasujący do tysięcy zbrodni,
ale w tym momencie jedyny prawdopodobny. - Jest tu wiele wartościowych
przedmiotów, a sprawca ich nie zabrał, więc zbrodnia była wynikiem
impulsu i emocji.
- Alkohol, narkotyki i artystyczny świat, to mówi wszystko - rzuciła
Wiedźmińska. - Świadkowie?
- Tak, starsza pani, która siedzi na korytarzu. To ona nas zawiadomiła.
- Trzeba z nią porozmawiać. Dowiedzieć się więcej o tym człowieku. -
Wiedźmińska wskazała palcem na leżącego na podłodze mężczyznę, którego
lewy profil spoczywał w zaschniętej kałuży krwi. - Budynek nie jest
duży, więc warto się też przejść po mieszkaniach, może ktoś z lokatorów
coś słyszał - wydawała polecenia i mimo że były to rutynowe działania,
Hektor jej nie przerywał. Ponad czterdzieści lat pracowała w tym
zawodzie, dlatego teraz nie można było od niej oczekiwać zmiany
przyzwyczajeń. - A gdzie pana partner? Może przydałby się do pomocy -
nagle przypomniała sobie o Krzysztofie Jaworskim.
- Już jedzie - odpowiedział wymijająco Hektor, a widząc zaniepokojony
wzrok Poli, wzruszył ramionami.
- Pani doktor, czy powinnam jeszcze coś wiedzieć? - prokurator
przeniosła uwagę na Polę.
- Teraz niewiele mogę powiedzieć, ale za cztery-pięć godzin będę
wiedzieć więcej - odpowiedziała bez chwili wahania Ostrowska.
- Jak będzie pani gotowa, proszę do mnie zadzwonić - odparła prokurator
i ponownie odezwała się do Hektora, rzucającego ukradkowe spojrzenia na
stolik, przy którym leżał Urbański. - Mam nadzieję, że spotkamy się tam
w komplecie. - Był to oczywisty przytyk, że jeszcze nie było Krzysztofa.
- Oczywiście - zapewnił Cichy, a Wiedźmińska jeszcze raz rozejrzała się
po salonie.
- Wydaje mi się, że nie jestem tu już potrzebna.
Hektor i Pola kiwnęli głowami, a prokurator z cichym westchnieniem
ruszyła w stronę korytarza.
- Nawet o tym nie myśl - rzuciła patolog do Hektora, gdy upewniła się,
że prokurator zniknęła z pola widzenia.
- Daj spokój. - Przybrał obojętny ton.
- Mnie nie oszukasz, znam cię! Nienaturalne pobudzenie i zwężone
źrenice. Wiem, że brałeś. - Hektor syknął z udawanym niezadowoleniem.
- Jeden Sevredol - odparł jakby od niechcenia.
- Jeden? Nie chrzań. - Spojrzała na niego pytająco, ale nie zareagował.
- Miałeś nie brać, kiedy jesteś w pracy - dopowiedziała łagodniej Pola.
- Nie mogłem w nocy spać. Nie ogarnąłbym bez tego.
- Mogę przepisać ci coś na sen - zaproponowała. - Nie musisz bać
narkotyków.
- Daj spokój, to lek - powtórzył. - Teraz mam ciężki czas.
- Teraz? - prychnęła ironicznie.
- Pola, nic mi nie jest. Jedna tabletka dla wyciszenia.
Kobieta fuknęła, dając mu do zrozumienia, że wie, iż ją okłamuje.
- Gdzie jest Krzysiek? - zmieniła temat. Nie było sensu wałkować teraz
sprawy leków. Ta rozmowa do niczego nigdy nie prowadziła.
- Pojęcia nie mam - odparł Hektor. - Wiesz, jak z nim jest.
- Musisz z nim porozmawiać. Nie możesz go za każdym razem kryć. Od
jakiegoś czasu ciągle się to powtarza. Jest nieodpowiedzialny.
Hektor kątem oka zobaczył, że zbliżają się w ich stronę technicy, nie
chciał w ich obecności omawiać tego tematu, dlatego dyskretnie położył
palec na ustach. Pola westchnęła i ponownie kucnęła nad zwłokami.
- Widzimy się u mnie? - zapytała, a Hektor pokiwał głową. - Nie bierz
już niczego, bo Wiedźmińska się zorientuje - ostrzegła. Chciała mieć
nadzieję, że Hektor kontroluje swój nałóg, ale ostatnio coraz częściej w to wątpiła.
Ruszył w stronę wyjścia. Musiał porozmawiać ze starszą kobietą, która na
niego czekała. Chciał się dowiedzieć, jaką osobą był Leon Urbański. Być
może domyślała się, dlaczego został zabity lub kto to mógł zrobić.
Starał się skupić myśli, ale one mimowolnie uciekały w stronę małej
fiolki, która znajdowała się w kieszeni jego marynarki. Z nią czuł się
bezpieczniej. Dlatego co jakiś czas sprawdzał, czy jest na swoim
miejscu.
Wyszedł na korytarz. Dwaj policjanci, którzy pilnowali wejścia do
lokalu, nadal tam stali. Hektor minął ich bez słowa i ruszył w stronę
starszej kobiety, obok której teraz siedział mężczyzna. Gdy się do nich
zbliżał, usłyszał odgłos kroków na schodach, zatrzymał się, mając
nadzieję, że to jego partner.
Nie mylił się.
Zaczekał, aż podkomisarz Krzysztof Jaworski do niego dołączy.
- Gdzie byłeś? - rzucił ściszonym głosem. - Wiedźmińska pytała o ciebie.
Przygotuj sobie dobre wytłumaczenie, bo widzimy się z nią u Poli.
- Sorry, ale poznałem wczoraj fajną pannę, więc... - zaczął opowiadać z uśmiechem, ale Hektor mu przerwał.
- Nie teraz. - Podszedł do starszej kobiety. - Jak się pani czuje?
- Pierwszy raz w życiu widziałam kogoś zamordowanego - odpowiedziała z przejęciem w głosie. - I był to akurat pan Leon, w kałuży krwi. Chyba
nigdy nie zapomnę tego widoku.
- Niestety takie obrazy pozostają na długo w człowieku. Przykro mi -
zgodził się z nią Hektor i przeszedł do konkretów. - Jak się pani nazywa
i co pani robiła w mieszkaniu pana Urbańskiego?
Kobieta wbiła w niego przestraszony wzrok i przełknęła ślinę.
- Aniela Wesołowska - przedstawiła się. - Codziennie przychodzę sprzątać
do pana Leona - wyjaśniła. - A to mój mąż.
- Ma pani klucze do mieszkania?
- Oczywiście. Pana Leona często nie było w domu, a ja przychodziłam
każdego dnia. Dlatego musiałam mieć komplet kluczy.
- Proszę opowiedzieć krok po kroku, co się dziś wydarzyło, kiedy pani tu
przyszła - poprosił Hektor, przyglądając się kobiecie. Miała wypisany na
twarzy smutek. Zauważył, że życie jej nie oszczędzało. Miała zniszczone
ręce - suche i szorstkie. Domyślał się, że od dawna musi zawodowo
zajmować się sprzątaniem.
- Przyszłam o ósmej, tak zazwyczaj zaczynam. Otworzyłam drzwi, weszłam
do środka, zdjęłam płaszcz w przedpokoju i najpierw poszłam do pralni.
Tam trzymam sprzęt do pracy - wyjaśniała skrupulatnie, co zadowoliło
Hektora. Jego ręka co chwilę dotykała kieszeni marynarki. Obiecał sobie,
że dziś już nie będzie brał Sevredolu, ale myśl, że ma go przy sobie,
uspokajała go. - Potem poszłam do łazienki po wodę, nalałam do wiadra i ruszyłam do salonu. Wtedy zobaczyłam pana Leona. - Westchnęła,
spoglądając na siedzącego obok męża, który ujął ją delikatnie za dłoń,
chcąc dodać otuchy. Hektor uznał, że w tym prostym geście było wiele
czułości.
- Dotykała pani ofiary? - odezwał się nagle Krzysztof.
- Możliwe, sama nie wiem - odparła i na moment się zastanowiła. - Jak
zobaczyłam, że leży, to myślałam, że za dużo wypił i zasnął w takiej
pozycji - odpowiedziała kobieta. - Nie widziałam od razu krwi.
- Często mu się to zdarzało? - ponownie zapytał Jaworski.
- No wie pan, pan Leon był towarzyski i raz na jakiś czas wypił sobie -
wyjaśniła dobrotliwe Aniela. W jej głosie można było wyczuć pobłażliwość
i matczyną troskę. Łatwo było się domyślić, że kobieta lubiła swojego
pracodawcę.
- Co było dalej?
- Stojąc w progu pokoju, zaczęłam do niego mówić, ale nie reagował, więc
podeszłam i przyklękłam nad nim. Wtedy zobaczyłam, że ma głowę we krwi.
Od razu zadzwoniłam pod sto dwanaście. Panowie z policji przyjechali
dziesięć minut później. - Wskazała głową na dwóch policjantów stojących
przed wejściem do mieszkania.
- Czy pan Urbański miał się z kimś spotkać wczoraj wieczorem? - zapytał
Hektor.
- Oj, nie wiem, wczoraj wyszłam stąd w południe. Pana Leona widziałam
tylko rano, kiedy wychodził do pracy. Powiedział "do zobaczenia jutro".
- Westchnęła. - Pan Leon lubił towarzystwo, często ktoś u niego bywał,
dlatego codziennie potrzebował mojej pomocy. To duże mieszkanie i jeden
dzień bez sprzątania oznacza, że w kolejnym trzeba na to poświęcić dwa
razy więcej czasu.
- A jaki był pan Leon? - dopytał Cichy.
- Dobry, szanował moją pracę. Dobrze płacił - odparła kobieta. - Był
znany i znał wielu popularnych ludzi, a mimo to był miły. Kiedy zostawał
w domu, to przychodził do mnie, siadał na kanapie i opowiadał historyjki
z planu filmowego, a ja sprzątałam. Będzie mi go brakować. Nie wiem, kto
mógł mu zrobić coś takiego. On był taki radosny i towarzyski. - Teraz
zaczęło do niej docierać, że jej praca w tym miejscu dobiegła końca, że
więcej nie spotka Urbańskiego.
- Ostatnie pytanie - zaczął Hektor. - Czy pan Leon był z kimś związany?
- Pyta pan o kobietę? - upewniła się. - Miał powodzenie, był przystojny,
bogaty i sławny. Wiele kobiet w spotkaniach z nim widziało swoją szansę
na wygodne życie. Widziałam tu kilka młodych dziewcząt, ale pan Leon mi
ich nie przedstawiał.
- A miał jakąś rodzinę? - dorzucił Jaworski.
- Nie wiem. O nikim nie wspominał - odparła kobieta z zadumą w głosie.
Dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że pracowała u Urbańskiego od jakiegoś
czasu, a nawet nie wiedziała, czy ma kogoś bliskiego. Nigdy o nich nie
wspominał.
- Dziękujemy. Jest pani wolna - powiedział Hektor i rozejrzał się po
korytarzu, aby zlokalizować drugie mieszkanie.
- Co teraz? - zapytał Krzysztof, gdy Wesołowska wraz z mężem zaczęli się
zbierać.
- Musimy się przejść po innych mieszkaniach i zapytać, czy ktoś czegoś
nie widział lub nie słyszał - stwierdził Cichy. - Jest ich niewiele,
więc uwiniemy się szybko.
- Panie komisarzu - usłyszeli ponownie głos starszej kobiety. - Na tym
piętrze są dwa mieszkania, ale to drugie jest puste. To nowy dom i połowa mieszkań jest niezamieszkana.
- Zna pani sąsiadów?
- Z widzenia. Piętro wyżej mieszka pan w średnim wieku, kulturalny
człowiek. Natomiast piętro niżej małżeństwo po pięćdziesiątce. Ona
ciągle jest w domu, a jego prawie wcale nie ma.
Hektora zaskoczyło, jak dużo miała do powiedzenia o innych lokatorach,
choć wiedział z doświadczenia, że starsi ludzie bywają bardziej
spostrzegawczy niż młodzi. Więcej rzeczy dookoła ich interesuje.
- Na parterze mieszka i ma gabinet doktor Jakub Janiszewski. Jest
psychologiem. Lubił się z panem Leonem. Może on więcej powie o znajomych
pana Leona.
- Doskonale, jeszcze raz dziękujemy - odpowiedział z uśmiechem Hektor.
Zaczął odczuwać efekty leku, który zażył przed wejściem do budynku.
Ogarniała go oczekiwana wewnętrzna euforia, a zarazem spokój. Senność,
którą odczuwał jeszcze chwilę temu, odpłynęła.
Odczekali, aż Wesołowscy zeszli schodami na dół, i dopiero wtedy ruszyli
do mieszkania znajdującego się piętro wyżej.
- Brałeś coś? - zapytał Krzysztof, przyglądając się Hektorowi z boku. -
Dziwnie wyglądasz.
- Wieki nie brałem, wiesz o tym - zapewnił spokojnie Cichy, a Jaworski
kiwnął głową, choć Hektor nadal czuł jego spojrzenie.
Cichy nie mógł mieć pretensji do partnera o to pytanie, gdyż jeszcze rok
temu miał problem z uzależnieniem od leków przeciwbólowych, które z lubością łączył z lekami zawierającymi substancje psychoaktywne.
Jaworski zorientował się w nałogu Hektora wcześniej niż inni. Długo krył
partnera przed przełożonym i kolegami, ale zachowanie Cichego z dnia na
dzień stawało się nieracjonalne. Zaczął przekraczać wszelkie granice, aż
rok temu dotkliwie pobił męża Poli. Wtedy dopiero dotarło do niego, że
ma problem, przez który może wylecieć ze służby.
Brutalne pobicie na początku tłumaczył tym, że fiutowi się należało za
to, jak przez lata krzywdził Ostrowską. Chociaż Cichy był pewny, że
gdyby nie był pod wpływem końskiej dawki morfiny i substancji
psychoaktywnych, inaczej załatwiłby tę sprawę. Dyskretnie i skutecznie.
Po tym wydarzeniu poszedł na odwyk, wysłany przez komendanta. A kiedy
wrócił do pracy po trzech miesiącach, przełożony, Krzysztof i Pola mieli
go nieustannie na oku.
Komendantowi udało się zatuszować jego brutalny wybryk, ale od powrotu
do służby, mimo doskonałych wyników w pracy, był na cenzurowanym.
Po odwyku wytrzymał siedem miesięcy bez tabletek. Chciał zmienić swoje
życie, ale każdej nocy wracały do niego mroczne wspomnienia sprzed
pięciu lat. Nie dawały mu spokoju. Budził się zlany potem, umęczony
psychicznie i fizycznie. Odczuwał ból, którego nie mógł znieść.
Początkowo zagłuszał ten stan tabletkami nasennymi dostępnymi bez
recepty, ale bezskutecznie. Nie przynosiły ulgi, takiej jak przepisane w szpitalu po wypadku leki, od których się tak uzależnił.
Pola z niepokojem go obserwowała. Widziała, jak się miota i że jest
wiecznie zmęczony. Martwiła się i miała wyrzuty sumienia, że to między
innymi przez nią jest w takim stanie. Co nie było prawdą. Za wszelką
cenę chciała mu pomóc, tak jak on pomógł jej pół roku wcześniej. Dlatego
nie znajdując chwilowo innego wyjścia, podjęła ryzykowną decyzję.
Zaczęła na powrót wypisywać mu recepty na upragnione leki. Za każdym
razem wypisywała receptę na inny opioidowy lek, a on miał wykupywać go w innej aptece.
Mimo to cały czas próbowała go przekonać, aby ponownie poddał się
terapii. Konsekwencje powrotu do nałogu mogą być katastrofalne. Hektor
wiedział, że dręczyło ją, iż pomogła mu wrócić do uzależnienia, z którego wychodził z wielkim trudem.
Od dwóch miesięcy Hektor brał regularnie. Wmawiał sobie, że kontroluje
nałóg lepiej niż za pierwszym razem. Ale było to kłamstwem, jego myśli
nieustanie krążyły dookoła kolejnych dawek Sevredolu, Vendalu czy
Doltardu. Gdy tylko się budził, natychmiast w jego głowie pojawiała się
myśl o zażyciu kolejnej dawki. Bez tabletek nie mógł się skupić, nie
potrafił znaleźć sobie miejsca. Wszystko i wszyscy go denerwowali.
- Ciekawe, czy jest w domu? O tej godzinie powinien być - rozważał
Jaworski, przerywając rozmyślania Cichego.
- Za chwilę się przekonamy - odparł, naciskając dzwonek lokalu numer
siedem.
Po chwili drzwi otworzyły się i stanął w nich mężczyzna z cienkim
wąsikiem, fajką w ustach i w jedwabnym szlafroku. Hektorowi od razu
przypomniał się Clark Gable w Przeminęło z wiatrem. Oglądał ten film
ponad piętnaście lat temu razem Olą, która wtedy jeszcze była jego
narzeczoną. Nie był fanem takiego kina, ale chciał sprawić jej
przyjemność, bo przyszła żona uwielbiała ten film.
Skojarzenie to natychmiast spowodowało przypływ przygnębiających myśli o żonie i ręka Hektora ponownie dotknęła kieszeni, gdzie znajdowała się
fiolka z Sevredolem. Z jego postanowienia sprzed chwili, że dziś już nic
nie będzie brał, nic nie zostało. Teraz chciał wziąć kolejną tabletkę,
licząc na to, że im więcej weźmie, tym większą zyska pewność, że jego
myśli skupią się tylko na pracy. Jednak teraz nie miał możliwości zażyć
lekarstwa. Obok niego stał Krzysztof. Zresztą pół godziny temu zażył
kilka tabletek, więc nie mógł przesadzić.
- Słucham? - zapytał mężczyzna z wystudiowaną manierą w głosie.
- Dzień dobry, jesteśmy z policji. Komisarz Hektor Cichy i podkomisarz
Krzysztof Jaworski. Chcielibyśmy porozmawiać o pana sąsiedzie, który
mieszkał piętro niżej - wyjaśnił Hektor.
Clark Gable sprawiał wrażenie bardziej zainteresowanego komisarzem niż
tym, po co tu przyszli.
- Mieszkał? - zapytał po chwili.
- Niestety, pan Urbański został zamordowany i chcielibyśmy się
dowiedzieć, czy wczoraj wieczorem nie słyszał lub nie widział pan
czegoś, co by pomogło w śledztwie - odpowiedział Cichy, a wytworny
mężczyzna znowu przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu, równocześnie
otwierając szerzej drzwi.
- Nie rozmawiajmy na korytarzu, zapraszam.
Hektor i Krzysztof weszli do niemal identycznego przedpokoju jak ten w mieszkaniu Urbańskiego. Różnica polegała tylko na kolorystyce.
Gospodarz wyminął ich i ruszył przodem. Weszli do dużego salonu, którego
wystrój był bogatszy niż u Urbańskiego. Widać było, że mężczyzna był
miłośnikiem Afryki. Kolory i przedmioty, które ich otaczały,
jednoznacznie na to wskazywały.
- Proszę usiąść - zaproponował i wskazał niewielką kanapę w piaskowym
kolorze.
Cichy i Jaworski zajęli miejsca obok siebie.
- Nazywam się Edward Ziarno - przedstawił się.
- Znał pan pana Urbańskiego? - odezwał się Krzysztof, rozglądając się po
pokoju.
- Głównie z widzenia - oparł mężczyzna. - Znałem jego twórczość.
Interesująca.
- A wczoraj wieczorem widział pan lub słyszał pana Urbańskiego? -
zapytał Hektor.
- Około dwudziestej drugiej minąłem się z nim na schodach -
odpowiedział, siadając na masywnym fotelu naprzeciwko nich i zaciągając
się fajką.
- Był sam?
- Nie, z młodą damą - odparł Edward.
- Widział ją już pan wcześniej?
- Nie, ale była nieprzeciętnej urody - odpowiedział Ziarno z podziwem w głosie. - Atrakcyjna blondynka, która przykuwa wzrok.
- A może pamięta pan jeszcze jakieś szczegóły jej wyglądu? Bo
atrakcyjnych blondynek w branży, w której pracował pan Urbański, jest na
pęczki - stwierdził Cichy. - Można odnieść wrażenie, że są klonowane.
- Tej się nie da zapomnieć, wyjątkowa. - Uśmiechnął się nieznacznie i znowu zaciągnął fajką. - Miała na sobie złotą, długą sukienkę z głębokim
dekoltem zawiązywaną na szyi i mocno odsłonięte nogi. Do tego czarny
pasek i wysokie czarne szpilki - szczegółowo opisał strój dziewczyny. -
Rozpuszczone lekko pofalowane włosy i oszałamiający makijaż. Piękna
kobieta.
- Wow, jest pan spostrzegawczy - rzucił Krzysztof, chociaż opis stroju
kobiety niewiele wnosił do śledztwa. Jeśli miała udział w zbrodni, to
zapewne pozbyła się tak charakterystycznego ubrania.
- Jestem projektantem mody. Od lat pracuję w branży fashion i zawsze
zwracam uwagę na image. - Odruchowo zlustrował ich obu. Dłużej
ponownie przyjrzał się Hektorowi, który nie wyglądał na typowego
policjanta. Ubrany był po cywilnemu, a w jego stylu krył się intrygujący
szyk, który wynikał z indywidualnego sposobu bycia. Edward Ziarno już
przy drzwiach wejściowych ocenił, że policjant nie ma w sobie ani grama
banalności czy pospolitości.
- Szli do jego mieszkania? - przerwał mu rozmyślania Cichy, równocześnie
zastanawiając się, czy projektant przygląda mu się tak dlatego, że widzi
jego stan. Zaczął rozważać, czy jednak nie przesadził z ilością zażytych
tabletek. Dzień się dopiero zaczął, a on już przekroczył dzienną dawkę.
- Tak.
- Poznałby ją pan, jakby ją pan ponownie zobaczył?
- Bez wątpienia, dobrze się jej przyjrzałem. Piękna kobieta - powtórzył
Ziarno.
- Miał pan z panem Urbańskim kiedyś bliższy kontakt?
- Nie - odparł Edward. - Dzieliła nas różnica wieku i tryb życia. No i obaj mieszkaliśmy tu od niedawna.
- A czy pan Urbański często organizował imprezy? - dopytywał Hektor.
- Bywali u niego goście, ale nie było to uciążliwe - stwierdził Edward.
- To był przyjemny człowiek. Nigdy nie było z nim problemów czy
niemiłych scysji. Artyści mają swoje prawa - powiedział z wyrozumiałością projektant. Hektor kiwał machinalnie głową.
- Nie słyszał pan wczoraj awantury czy krzyków dochodzących z mieszkania
sąsiada?
- Mijałem ich na schodach, kiedy wychodziłem do znajomych, którzy mieli
mi pokazać swoją nową kolekcję - tłumaczył Ziarno. - Wróciłem do domu
około pierwszej i było spokojnie.
- A czy kiedyś słyszał pan jakieś nietypowe hałasy z mieszkania pana
Urbańskiego?
- Nic, co brzmiałoby na coś agresywnego czy gwałtownego, zwykle
docierały do mnie odgłosy dobrej zabawy - wyjaśnił, uśmiechając się do
Hektora, w którym zaczęły wzbierać obawy.
- Dziękujemy za rozmowę - powiedział, mając pewność, że Ziarno już im w niczym nie pomoże. - Kiedy dowiem się, kim była kobieta, która
towarzyszyła wczoraj panu Urbańskiemu, to się do pana odezwiemy -
uprzedził Hektor, wstając z kanapy i poprawiając granatową taliowaną
marynarkę, tak aby ręką dotknąć fiolki z lekiem w kieszeni.
- Z chęcią pomogę - odparł, podnosząc się z fotela, Edward. - Naprawdę
mi przykro z powodu pana Urbańskiego.
Odprowadził ich do drzwi, a zamykając je za nimi, jeszcze raz zapewnił o swojej chęci pomocy.
Zeszli w milczeniu na pierwsze piętro i bez wahania zadzwonili do
kolejnych drzwi, z numerem trzy. Była na nich wizytówka z napisem
"Wiśniewscy".
Niemal natychmiast drzwi otworzyły się i stanęła w nich kobieta około
pięćdziesiątki, elegancko ubrana oraz uczesana. Uśmiechnęła się
zachęcająco na ich widok.
- Dzień dobry, komisarz Hektor Cichy i podkomisarz Krzysztof Jaworski,
jesteśmy z policji, chcielibyśmy porozmawiać o pani sąsiedzie z góry -
zaczął standardowe wyjaśnienia Hektor.
- Pan Leon to uroczy człowiek, czy coś mu się stało? - zapytała
melodyjnym głosem kobieta, ale zanim odpowiedzieli, znów się odezwała. -
Proszę wejść. - Gestem dłoni zaprosiła ich do środka. I to mieszkanie
miało ten sam układ jak lokale na drugim i trzecim piętrze.
Wystrój salonu był inny. Urządzono go w ciepłych kolorach, a duża ilość
roślin wywoływała wrażenie, że jest mniejszy niż dwa poprzednie, które
widział Hektor.
- Napijecie się panowie kawy? - zapytała, ale ponownie nie dała im
odpowiedzieć, klaskając w dłonie jak mała dziewczynka i wyrzucając w podekscytowaniu: - Ach, przed chwilą zrobiłam lemoniadę. - I nie
czekając na ich decyzję, ruszyła w stronę części kuchennej, która
łączyła się z salonem. Krzysiek spojrzał kontrolnie na Hektora, ale ten
cierpliwie czekał na powrót gospodyni.
Po kilku sekundach taca z napojem i szklankami już stała przed nimi.
- O czym chcieliście panowie porozmawiać? - zapytała, nalewając do
szklanek lemoniady, ale znowu nie dając im dojść do głosu. - Gdzie moje
maniery, nie przedstawiłam się, Alina Wiśniewska.
Policjanci kiwnęli głowami. Kobieta robiła wrażenie sympatycznej, ale
zdesperowanej. Widać było, że brakuje jej towarzystwa. Pewnie było tak,
jak mówiła Aniela Wesołowska, że ciągle była w domu sama.
- Chcieliśmy porozmawiać o panu Urbańskim, a konkretnie czy słyszała lub
widziała go pani wczoraj? - zapytał Cichy, biorąc do ręki szklankę z napojem. Zobaczył na twarzy kobiety uśmiech satysfakcji.
- Około dwudziestej drugiej trzydzieści usłyszałam nad głową łoskot.
- Łoskot? - zainteresował się Cichy.
- Takie głuche uderzenie o podłogę, jakby coś dużego i ciężkiego upadło.
- Starała się mówić precyzyjnie. - Nie wiem, jak to lepiej opisać.
- Skąd pani wie, że była dokładnie ta godzina? - przerwał jej Krzysztof.
- Właśnie zaczynały się ostatnie wiadomości, które zawsze oglądam,
czekając na męża - odpowiedziała, patrząc na Krzysztofa.
- Coś działo się później? Może było słychać inny hałas czy krzyki? -
dopytywał się Hektor.
- Po chwili usłyszałam stukanie obcasów na schodach, więc z ciekawości
spojrzałam przez wizjer w drzwiach.
- I co pani zobaczyła?
- Atrakcyjną blondynkę, ależ była ubrana - stwierdziła Alina z zachwytem
w głosie.
- Sama schodziła?
- Tak - odpowiedziała krótko.
- Poznałaby ją pani, jakby ją drugi raz zobaczyła? - kontynuował Hektor,
odstawiając pustą szklankę na tacę.
- Och tak.
- Ale widziała ją pani tylko przez wizjer.
- Jeszcze patrzyłam za nią przez okno - oznajmiła z lekkim zmieszaniem.
Nie chciała wyjść na wścibską, ale miała ochotę podzielić się z nimi
informacjami. - Widziałam ją dobrze, bo na chwilę stanęła pod latarnią
uliczną. Czekała na taksówkę. Piękna kobieta - dodała.
- Jak wyglądała? - zapytał komisarz tylko po to, aby sprawdzić, czy
Wiśniewska widziała tę samą kobietę co Ziarno. Musiał mieć pewność.
- Młoda blondynka, ubrana w zjawiskową złotą suknię, jak na bal.
- Gdy dowiemy się, kim była, to czy możemy liczyć na pani pomoc w identyfikacji? - spytał Hektor.
- Oczywiście, ale czy coś się stało?
Cichy uzmysłowił sobie, że nie poinformowali kobiety o tym, że jej
sąsiad nie żyje.
- Niestety - rzucił. - Pan Urbański został zamordowany w swoim
mieszkaniu.
Na jego słowa Wiśniewska pobladła.
- Myślą panowie, że to ta śliczna kobieta go zabiła? - zapytała,
składając sobie w głowie to, co widziała i słyszała w nocy. Była
zdruzgotana, jej wyraz twarzy zmienił się diametralnie.
- Jeszcze tego nie wiemy, ale mogła być ostatnią osobą, która widziała
żywego pana Urbańskiego. Dlatego zależy nam na tym, aby ją odnaleźć -
odparł Cichy.
- Pan Leon był przeuroczym człowiekiem - stwierdziła ze łzami w oczach
Alina. - Zawsze, kiedy go spotkałam, tak miło ze mną rozmawiał. Był
znany, odnosił sukcesy, a mimo to był normalny.
- Czy pan Urbański często miewał gości? - dociekał Hektor. Kobieta mogła
być dobrym źródłem informacji. Z samotności i nudy interesowała się
życiem innych.
- Oj często, często, ale to byli weseli ludzie - mówiła z radością w głosie. - Nigdy nikomu nie przeszkadzali. Będzie mi brakować pana Leona
i jego przemiłych żarcików.
- A czy ktoś przychodził częściej niż raz? Ktoś szczególny przykuł pani
uwagę?
- Niestety jedyną osobą, którą znam od pana Leona, jest pani Aniela,
która u niego sprzątała. Taka tragedia, kto by pomyślał.
- Tak, przykra sprawa - odpowiedział Hektor i podniósł się z miejsca, a Krzysztof za nim. - Dziękujemy za lemoniadę i informacje. Zapewne
jeszcze do pani wrócimy.
Kobieta kiwała głową ze smutkiem.
Wyszli na korytarz i Hektor na chwilę zamilkł. Krzysztof go nie
pośpieszał, znał partnera i wiedział, że lubi działać we własnym tempie.
Od czasu, kiedy Hektor wrócił z odwyku, Krzysztof dawał mu większe pole
do działania. Miał nadzieję, że im bardziej Cichy się zaangażuje w sprawy zawodowe, tym mniejsze będą szanse na to, że wróci do nałogu.
Przy tym sam miał dzięki temu więcej czasu dla siebie. Ostatnio spotykał
się z kilkoma kobietami, więc wolny czas był dla niego towarem
deficytowym. Wiedział, że Hektorowi to pasowało, ale zdawał sobie także
sprawę, że takie wybryki jak dzisiejszy, nie będą ciągle przechodzić bez
echa. Zwłaszcza jeśli jego postępowanie będzie zwracać uwagę prokurator
Wiedźmińskiej.
- To został parter i psycholog, który ponoć lubił Urbańskiego -
stwierdził Cichy, ruszając schodami w dół.
Stanęli przed drzwiami, na których widniała wizytówka z napisem
"Psycholog Jakub Janiszewski". Nie było dzwonka, więc Hektor zapukał.
Nacisnął klamkę i wszedł. W obszernym pomieszczeniu na środku znajdowało
się biurko, przy którym siedziała uśmiechnięta kobieta.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- Jesteśmy z policji i chcielibyśmy porozmawiać z panem Janiszewskim -
wyjaśnił Hektor. Młoda kobieta skinęła głową, sięgnęła po słuchawkę
telefonu, który stał na jej biurku, nacisnęła przycisk i powiedziała:
- Panie doktorze, dwóch panów z policji chce z panem rozmawiać.
Nie słyszeli, co Janiszewski odpowiedział, ale kobieta po kilku
sekundach zakończyła rozmowę i podniosła się zza biurka.
- Pan doktor ma teraz okienko, może panów przyjąć. - Ruszyła wzdłuż
przedpokoju, a oni za nią. Hektor rozejrzał się dookoła, układ parteru
był zupełnie inny niż mieszkań na pozostałych kondygnacjach. Dlatego też
można było tu urządzić gabinet.
Kobieta zapukała do drzwi gabinetu i weszła do środka.
- Panowie z policji - zakomunikowała.
Jakub Janiszewski był szpakowatym mężczyzną po czterdziestce. Siedział
przy biurku, na którym piętrzyły się książki. Gabinet był urządzony
oszczędnie, ale ze smakiem. Od wejścia ogarniał człowieka spokój. W końcu Janiszewski był psychologiem.
Cichy, będąc na odwyku, także musiał przejść przez rozmowy z psychologiem. Ale jego sesje miały charakter grupowy. Tylko raz, na
samym początku, odbył indywidualną rozmowę z psychologiem z ośrodka
odwykowego. Lekarz musiał poznać powody, dla których uzależnił się od
leków. Przez pozostałe trzy miesiące w terapii brało udział dziesięć
innych osób, mających podobny problem jak on.
W gabinecie Janiszewskiego było zupełnie inaczej niż w ośrodku
odwykowym. Miało się ochotę rozsiąść i zacząć mówić o tym, co człowieka
trapi.
- Witam, Jakub Janiszewski - przedstawił się i podszedł się przywitać.
- Komisarz Hektor Cichy i podkomisarz Krzysztof Jaworski.
- Ubrania cywilne, więc chyba nie chodzi o zaległe mandaty za parkowanie
- powiedział lekko psycholog.
- Niestety nie - odparł poważnie Hektor, a Janiszewski wskazał im dwa
masywne, drewniane krzesła przed swoim biurkiem. Sam wrócił na miejsce.
- Jesteśmy z wydziału kryminalnego - odezwał się ponownie Cichy, a Janiszewski wbił w niego badawczy wzrok. Komisarz poczuł ucisk w żołądku, jakby spojrzenie psychologa mogło go rozszyfrować. Skupił myśli
na tym, aby nie uciekać wzrokiem. Obawiał się, że ten mógłby dostrzec
jego nienaturalne pobudzenie w mikrogestach czy w źrenicach. - Mamy
przykre nowiny, pana sąsiad z góry został w nocy zamordowany.
- Leon? - Od razu wiedział, o kim mówią policjanci.
- Tak, pan Urbański - potwierdził Cichy. - Został znaleziony przez
gosposię w swoim salonie. Pani Aniela Wesołowska powiedziała, że się
znaliście.
Psycholog się skrzywił.
- Przyjaźniliśmy się - sprostował od razu. - Znamy się od wielu lat,
jeszcze z czasów licealnych. Razem kupiliśmy mieszkania w tym domu -
wyjaśnił. - Mogą panowie powiedzieć, co się stało i jak zginął Leon?
- Uderzenie tępym narzędziem w głowę - odpowiedział Hektor, wiedząc, że
dla psychologa takie szczegóły nie będą szokujące. - Nie wiem jeszcze,
jak do tego doszło, nie mamy bezpośrednich świadków - wyjaśnił komisarz.
- Ale może pan wie coś na temat kobiety, która wczoraj spędziła z panem
Urbańskim wieczór?
Psycholog przyglądał się im chwilę w milczeniu.
- Rozmawiałem z Leonem wczoraj rano przez telefon, wiem, że miał spędzić
wieczór w towarzystwie Anastazji Kool. Od jakiegoś czasu spotykali się
regularnie, ale musicie to potwierdzić u asystentki Leona.
- Zna ją pan? - rzucił Krzysztof, rozglądając się po gabinecie. Czuł się
w nim spokojnie.
- Anastazję czy asystentkę?
- W zasadzie to jedną i drugą - odparł Jaworski.
- Asystentka to Hanna Orzechowska. Znajdziecie ją w hali filmowej firmy
MovisProdaction, tam ma swoje biuro. - Zrobił pauzę, wzdychając. - Leon
też tam pracował. - Głos mu zadrżał.
- A ta druga kobieta? - rzucił Cichy, notując dane asystentki w komórce.
- Anastazję widziałem dwa, może trzy razy. Nie zdążyłem jej lepiej
poznać - wyjaśnił. - Ale czy faktycznie była z Leonem wczoraj, to
musicie dopytać Hannę. Ona prowadziła kalendarz Leona.
- Może pan coś powiedzieć o tej Anastazji? - dociekał Cichy. - Jak
wygląda?
- Młoda, atrakcyjna blondynka. Robi wrażenie - wyjaśnił psycholog.
- To by się zgadzało - rzucił bezwiednie Jaworski, ale Hektor nie
skomentował jego słów.
- Czy pan Urbański może wspominał o kimś, kto chciałby mu zaszkodzić?
Może miał jakichś wrogów? - zmienił temat Hektor.
- Leon był reżyserem. Dobrze sobie radził. Odnosił sukcesy. Nie miał
problemów z otrzymaniem pieniędzy na nowe produkcje - zaczął wyjaśniać
psycholog, ale Jaworski mu przerwał.
- Do czego pan zmierza?
- Do tego, że środowisko, w którym pracował, bywa toksyczne. Wiele osób
tylko udaje przyjaciół, ale gdyby tylko mogli, wbiliby nóż w plecy. -
Uniósł palec wskazujący. - Jednak Leon nie spotykał się z niechęcią. Był
człowiekiem, którego nie dało się nie lubić. Nigdy nie słyszałem od
niego, że ktoś chciałby mu zaszkodzić.
- Nikt nie chciałby śmierci pana przyjaciela? - sondował Jaworski.
- Nikogo konkretnego nie wskażę - odparł spokojnie.
- Czyli pana przyjaciel miał dookoła siebie tylko ludzi, którzy mu
dobrze życzyli - dociekał Cichy z lekkim cynizmem. Trzymał ręce na
podłokietnikach krzesła, tak łatwiej było mu je kontrolować.
- Panie komisarzu, dla mnie ta zbrodnia jest niezrozumiała. Według mnie
nikt nie miał powodu, aby zabić Leona. Może to nieszczęśliwy wypadek lub
napad rabunkowy?
- Na napad to nie wygląda - wyjaśnił Hektor, starając się kontrolować
ruchy, gdyż ciągle miał wrażenie, że Janiszewski mu się przygląda. -
Może pan Urbański miał jakichś impulsywnych znajomych. Pod wpływem
alkoholu i narkotyków robi się różne rzeczy. - Tym razem poczuł też
przelotne spojrzenie Jaworskiego, które sugerowało: "mówisz to z doświadczenia".
- Narkotyków? - zdziwił się psycholog.
- Na stoliku obok ciała pana Urbańskiego znaleźliśmy biały proszek -
wytłumaczył Hektor. - Jestem pewny, że nie jest to cukier puder.
- Skoro pan tak mówi - odparł Jakub, nie spuszczając wzroku z Cichego.
Po chwili odezwał się ponownie. - Oczywiście przemyślę sprawę, może coś
mi się przypomni, ale jak mówiłem, Leon był lubianym człowiekiem. Nie
miał w sobie nic z zarozumiałego bufona wykorzystującego swoją pozycję.
Całe życie robił to, co lubił, więc był szczęśliwy, a optymizmem zarażał
innych.
Policjanci kiwali głowami, ale cukierkowy obraz denata kłócił się z tym,
w jakim obecnie znajdował się stanie. Czekało ich mozolne dochodzenie.
- Dziękujemy za poświęcony czas. - Hektor wstał z miejsca.
- Jeśli będę mógł jeszcze panom pomóc, to jestem do dyspozycji. -
Janiszewski też się podniósł i spojrzał w oczy Hektorowi, jakby chciał
go przejrzeć na wylot. Prawie niezauważalnie pokiwał głową, a komisarz
nie wiedział, jak ma to rozumieć.
Przeszli przez recepcję, żegnając się z kobietą za biurkiem.
- Do zobaczenia. - Uśmiechnęła się.
Wyszli przed budynek. Cichy zastanawiał się, czy nie skorzystać jeszcze
z ogólnodostępnej w budynku toalety, wtedy mógłby łyknąć choć jedną
tabletkę Sevredolu na podtrzymanie dobrej formy.
Dwie mijające ich młode kobiety obejrzały się za nimi.
- Stary numer - burknął z irytacją Krzysztof.
- Co? - zapytał Hektor wyrwany z zamyślenia.
- A ty jak zawsze nie wiesz, o co chodzi. - Jaworski był wzburzony.
Bezceremonialnie wskazał palcem za odchodzącymi kobietami, które cały
czas patrzyły w ich kierunku. Hektor machnął ręką lekceważąco. Znał ten
rodzaj pretensji partnera. Krzysztof miał żal do losu i Hektora, że ten,
mimo że nie jest zainteresowany, nieustannie jest zaczepiany przez
kobiety. Jaworski czuł się przy nim jak szarak.
Choć Cichy uważał, że kolega robi z igły widły, to nie mógł zaprzeczyć i ukryć, że należał do niebanalnie atrakcyjnych mężczyzn, obok których
żadna kobieta nie przechodziła obojętnie. Kiedyś od jednej z nich
usłyszał, że przypomina francuskiego aktora Gasparda Ulliela. Z ciekawości sprawdził w internecie, jak wygląda ten aktor i o ile sam nie
dostrzegał podobieństwa, poza blizną na policzku, to kiedy podzielił się
tym spostrzeżeniem z Polą, ta potwierdziła.
Hektor nie zabiegał o uwagę płci pięknej. Zwykle sprawiał wrażenie
obojętnego. Krzysztofa to drażniło, bo on, aby zainteresować sobą
atrakcyjną kobietę, musiał się napracować. Mimo to nie cierpiał na brak
damskiego towarzystwa i w ostatnim czasie miał go nawet w nadmiarze. Ale
zdobywanie kobiet nie przychodziło mu z taką łatwością jak Cichemu.
Krzysztof nie rozumiał, jak to się dzieje, że jego partner nie robił
nic, wystarczyło, że jest, a kobiety patrzyły na niego pożądliwym
wzrokiem. Nie mógł także pojąć, dlaczego Hektor nie korzysta ze swojego
powodzenia. Od ponad pięciu lat był sam, a strzępki wolnego czasu
spędzał z jedną kobietą, której nie interesował w sensie damsko-męskim,
czyli Polą Ostrowską. Dla patolog Hektor był przyjacielem i nikim
więcej. Zdawała się nie dostrzegać jego atrakcyjności.
Krzysztof wiele razy próbował rozmawiać na ten temat z Hektorem, ale bez
skutku.
- Lepiej zobacz, gdzie jest ta hala MovisProdaction - zmienił temat
Hektor. Podkomisarz sięgnął po komórkę i zaczął szukać adresu. - Musimy
się spotkać z tą Orzechowską.
- Szuwarowa sto - rzucił po niespełna minucie Jaworski.
Hala produkcyjna, ulica Szuwarowa 100
Szuwarowa 100 znajdowała się na drugim końcu miasta. Zanim przebili się
przez betonową dżunglę, minęła godzina. Zajechali przed wielką halę,
która zajmowała kilka hektarów otwartej przestrzeni. Było to miejsce, w którym jedna z prywatnych telewizji produkowała kilkanaście programów i seriali naraz.
Zaparkowali przed wejściem, nad którym świecił się kolorowy neon z napisem BIURO.
- Taki neon przy rozmiarach tej hali to konieczność. W innym wypadku
moglibyśmy szukać tego miejsca nawet i godzinę - teoretyzował banalnie
Jaworski. Hektora drażniło, że partner czasem mówił, co mu ślina na
język przyniosła, przekazywane treści nie miały żadnego znaczenia.
Weszli przez metalowe wysokie drzwi do pomieszczenia.
Wnętrze było przepełnione rekwizytami i elementami scenografii.
Podeszli do wysokiego i szerokiego lśniącego biurka, przy którym
siedziała kobieta w średnim wieku o ascetycznym wyrazie twarzy.
- Dzień dobry, szukamy pani Hanny Orzechowskiej.
Dostrzegł, że kobieta intensywnie się mu przygląda.
- Jeśli panowie na casting, to nie ma potrzeby spotkania z panią
Orzechowską. Ona rozmawia już z wybranymi kandydatami - oznajmiła
kobieta w eleganckiej, ale nieciekawej granatowej garsonce.
- Jesteśmy w innej sprawie - wyjaśnił Hektor i pokazał legitymację
służbową, na której kobieta zawiesiła dłużej wzrok, a następnie skinęła
głową bez emocji.
- Biuro numer trzydzieści dwa. Korytarzem w głąb, trzecie drzwi na lewo
- pokierowała ich beznamiętnie. Cichy ukłonił się w podziękowaniu i ruszyli we wskazanym kierunku.
Mijając wejście do toalety, Hektor ponownie pomyślał o wzięciu choć
jednej pigułki z fiolki bezpieczeństwa, jak nazywał opakowanie z Sevredolem. Ale i tym razem jeszcze wygrał zdrowy rozsądek. Kołatały mu
w głowie słowa Poli o spotkaniu z Wiedźmińską, które mieli obyć
niedługo. Prokurator znała historię nałogu Hektora. To ona uratowała mu
tyłek przed zarzutami, jakie złożył przeciwko niemu mąż Poli.
Stanęli przed drzwiami z numerem trzydzieści dwa i zapukali. Kiedy
usłyszeli głośne "proszę wejść", Hektor nacisnął klamkę.
- Pani Hanna Orzechowska? - zapytał od progu.
- Tak, ale castingi są w biurze pięćdziesiąt dwa - odpowiedziała młoda
kobieta z fryzurą na Kleopatrę i ustami pomalowanymi niemal na czarno.
Hektor zauważył, że miała w uchu słuchawkę.
- My nie na casting, przyszliśmy w innej sprawie - powtórzył słowa,
które wypowiedział w recepcji, a Orzechowska spojrzała na niego
podejrzliwie.
- A to szkoda, pana twarz idealnie nadaje się do telewizji. - Podniosła
się z miejsca i podeszła bliżej Hektora, łamiąc granice strefy komfortu.
- Z pana urodą mógłby pan zarobić miliony. Nie wiem, czy umie pan grać,
czy nie, ale już teraz jestem w stanie powiedzieć, że miałby pan tysiące
fanek od pierwszego pojawienia się na ekranie - ciągnęła monolog,
bezceremonialnie oglądając Hektora z każdej strony, jakby był koniem na
sprzedaż. - A ta blizna, hmmm, bardzo pociągająca i intrygująca. -
Długimi paznokciami wymalowanymi na czarno musnęła jego policzek, a Cichy odruchowo odsunął głowę do tyłu. Nie żeby miał coś przeciwko temu,
aby kobieta go dotykała, po prostu nie lubił, aby ktokolwiek dotykał
jego blizny.
- Zaczyna się - usłyszał za plecami fuknięcie Krzysztofa.
- Policja kryminalna - powiedział Cichy ze zniecierpliwieniem, ignorując
kobietę i partnera. Wyciągnął legitymację służbową przed siebie, a czarnowłosa kobieta zrobiła krok do tyłu.
- Zadzwoń za piętnaście minut. Nie mogę teraz rozmawiać - rzuciła nagle.
Komisarz po sekundzie konsternacji domyślił się, że mówiła do
urządzenia, które miała wpięte w ucho. - Coś się stało? - zapytała, nie
zmieniając tonu, więc komisarz zastanawiał się, czy mówi do niego, czy
dalej do kogoś w słuchawce. Jednak patrzyła na niego.
- Pani przełożony nie żyje - postanowił być szczery. Nie zamierzał
tracić czasu na podchody.
- Leon? - upewniła się.
- Owszem, pan Leon Urbański został w nocy zamordowany. Od jego
przyjaciela Jakuba Janiszewskiego wiemy, że pani czuwała nad jego planem
dnia i chcielibyśmy się dowiedzieć, z kim spędził wczorajszy wieczór -
doprecyzował Cichy.
Orzechowska, nie odrywając oczu od Hektora, wróciła do biurka i dopiero
wtedy przeniosła wzrok na gruby notatnik. Przewróciła dwie kartki do
tyłu.
- Leon wczoraj do dwudziestej miał zdjęcia w hali numer sześć, a potem
był umówiony na kolację z Anastazją Kool, która też pracowała tu do
dwudziestej, ale w hali numer cztery.
- Pani Anastazja jest aktorką? - zdziwił się Hektor.
- Takkkk - odpowiedziała ze słyszalnym sarkazmem.
- Jest atrakcyjną blondynką? - zapytał znów, a Orzechowska prychnęła pod
nosem.
- Jak widzę, nie ogląda pan seriali. Anastazja jest jedną z naszych
gwiazd.
Hektor nieznacznie uśmiechnął się na słowa kobiety. Jakoś nie miał
wyrzutów sumienia, że nie ogląda produkcji tej stacji.
- Ma pani może jej zdjęcie? - wtrącił Krzysztof. Czarnowłosa kobieta
przerzuciła z niechęcią wzrok z Hektora na Jaworskiego.
- Oczywiście. - Sięgnęła do jednej z szuflad w biurku i wyjęła niewielką
broszurę. Podeszła do policjantów i podała im ją.
- Strona pierwsza - oznajmiła niedbale. Hektor otworzył broszurę. Nie
dało się ukryć, że kobieta na zdjęciu była atrakcyjna. Miała w sobie
zarazem niewinność i zadziorność. Na pierwszy rzut oka dostrzegało się
jej atrakcyjną wizualność, ale przyglądając się dokładniej, można było
dostrzec ostry pazur. Hektor, widząc tę fotografię, zrozumiał, dlaczego
sąsiedzi Urbańskiego zapewniali, że nie mieliby kłopotów z ponownym
rozpoznaniem kobiety, która towarzyszyła reżyserowi w ostatni wieczór
jego życia. Mogli nie oglądać serialu, w którym występowała, tak jak
Hektor, ale on również nie miałby już trudności z jej rozpoznaniem.
- Możemy pożyczyć broszurę? - zapytał Cichy, chciał to zdjęcie pokazać
sąsiadom Urbańskiego.
- Możecie ją sobie zabrać. Mam ich dużo. To nasz materiał promocyjny -
wyjaśniła beznamiętnie Hanna. - Myślicie, że Anastazja go zabiła?
- Nie wiemy, ale była prawdopodobnie ostatnią osobą, która widziała go
żywego - odparł Cichy. Widział, jak kobieta pożądliwie mu się przygląda.
Znał ten wzrok i doskonale wiedział, że jedno jego słowo, a znalazłaby
się z nim sam na sam w najbliższej toalecie. Był pewny, że nie należała
do pruderyjnych kobiet i zaspokajała pragnienia wedle swego kaprysu.
- A według pani byłaby zdolna do zabicia przyjaciela? - wtrącił się
Jaworski, a Hanna prychnęła coś pod nosem.
- Anastazja jest zmienną osobą, ale Leon się w niej zakochał. -
Asystentka mówiła tak, jakby opowiadała o najnudniejszej rzeczy na
świecie. - Przed nią miał wiele kobiet, ale tylko ona oczarowała go na
tyle, że zaczął się z nią spotykać regularnie.
- Pani Kool odwzajemniała uczucia pana Urbańskiego? - pytał Jaworski.
- Trudno powiedzieć, tak jak już wspomniałam, jest zmienna. Jednego dnia
można z nią normalnie porozmawiać i jest urocza, a następnego staje się
niemiła i opryskliwa.
- Nie lubi jej pani? - wtrącił Hektor.
- Unikam z nią kontaktów i nie wierzę, że mogłaby być tą jedyną w życiu
Leona - wyjaśniła Hanna. - On zresztą czasem też się zastanawiał, czy
Anastazja chce z nim być, czy może jej nie zależy. Bywało, że traktowała
go okropnie, a jego to dręczyło. To był wrażliwy człowiek, jak to
artysta. Mimo to wczoraj chciał się jej oświadczyć.
- To ciekawe - oznajmił Krzysztof i dostrzegł oceniający go wzrok
Orzechowskiej. Na niego nie patrzyła tak jak na Hektora. W towarzystwie
partnera zawsze się czuł jak Dzwonnik z Notre Dame. - Pan Jakub
Janiszewski nie wspominał, że relacja przyjaciela z panią Kool była tak
poważna.
- Zapewne, tak jak ja, nie traktował jej poważnie, a może nie wiedział o zamiarach Leona? - odpowiedziała. - Odradzałam mu te oświadczyny. Według
mnie ta decyzja była błędna.
- Jak pan Urbański zareagował na pani słowa? - Hektor chciał wiedzieć,
czy nieskazitelny wizerunek reżysera będą potwierdzali kolejni
świadkowie.
- Upierał się, że gdy się oświadczy, Anastazja zyska pewność co do jego
uczuć i wtedy wszystko się unormuje. - Hanna mówiła z niechęcią. - To
były mrzonki, według mnie z nią jest coś nie tak.
- Gdzie możemy ją teraz znaleźć?
Orzechowska znowu spojrzała w notatki.
- Za trzy godziny zaczyna pracę na planie numer cztery, tak jak wczoraj
- odpowiedziała i zrobiła pauzę. - A jak zginął Leon?
- Morderca chciał, aby dobrze mu się wbił do głowy sukces - powiedział
Hektor, ale od razu skarcił się za ten sarkazm, był nie na miejscu, a asystentka go nie zrozumiała, więc powiedział wprost: - Cios w głowę.
- Jak to?
- Został uderzony statuetką, którą otrzymał za jakiś film.
Hanna się skrzywiła.
- Jeśli to ona go zabiła, to mam nadzieję, że za to zapłaci. Leon był
dobrym człowiekiem, wszyscy go bardzo lubili. Każdy chciał z nim
pracować. - Pierwszy raz w głosie kobiety policjanci usłyszeli żywe
emocje.
- Czy mogłaby pani coś więcej powiedzieć o panu Urbańskim? Może ktoś był
mu niechętny?
- Pracowałam z nim od pięciu lat. Może mi pan wierzyć lub nie, ale nie
spotkałam ani jednej osoby, która powiedziałaby o nim cokolwiek złego
lub okazała mu niechęć.
Hektorowi wydawało się, że słyszy w głosie asystentki zauroczenie
Urbańskim. - Był człowiekiem, z którym chciało się przebywać. Dlatego
nie rozumiem, jak ktoś mógł mu to zrobić. Jeśli to ona, to niech zgnije
w więzieniu. Mówiłam mu, żeby na nią uważał - nakręcała się.
- Nie powiedzieliśmy, że to ona zrobiła - uspokajał ją Hektor. - Musimy
z nią porozmawiać i dowiedzieć się, jak przebiegł wczorajszy wieczór.
Może się z kimś spotkali, wiele różnych scenariuszy mogło się wydarzyć.
- Widział, że kobietę mocno poruszyła informacja o śmierci szefa.
- Dowiemy się, kto i dlaczego to zrobił - odezwał się Krzysztof, ale
Hanna przyglądała mu się obojętnie.
- Wrócimy za trzy godziny porozmawiać z panią Anastazją - oznajmił
Hektor i jemu kobieta poświęciła więcej uwagi, nie spuszczając z niego
wzroku.
Kiedy wychodzili, Hanna odezwała się za odchodzącym Cichym.
- Jak się panu znudzi praca w psiarni, to proszę do mnie wrócić. Zrobię
z pana gwiazdę.
- Nie mam takich planów ani ambicji - odparł lekko komisarz, przyznając
w duchu, że kobieta miała w sobie coś pociągającego. Niewątpliwie chłód,
dystans i pewność siebie były tym, co intrygowało. Gdyby nie sytuacja,
to może i nawet umówiłby się z nią na wieczór.
- Nie wierzę, że ciebie to nie rusza - wybuchnął Krzysztof, gdy byli na
zewnątrz i szli w stronę zaparkowanego nieopodal auta.
- A dlaczego miałoby? - odpowiedział komisarz.
- Czy ty ją widziałeś? Młoda, piękna, zgrabna, jedno twoje słowo, a rozłożyłaby nogi tu i teraz - kontynuował temat Krzysztof.
- Zapewne, ale nie sądzę, aby mi się to opłaciło - odparł z rozbawieniem
Cichy.
- Zależy, na co liczysz - stwierdził Jaworski. - Nie musi od razu zostać
twoją żoną, trochę niezobowiązującej przyjemności dobrze by ci zrobiło.
- Dzięki za radę - starał się uciąć rozmowę komisarz.
- Wiem, że szukasz drugiej Oli, ale, stary, minęło już pięć lat. Chcesz
do końca życia ascetycznie egzystować? - Wywód partnera wszedł na temat,
którego Hektor nie lubił. Na samo wspomnienie Oli zaczęła go piec blizna
na policzku i machinalnie sięgnął do kieszeni marynarki. Obrócił dwa
razy w palcach fiolkę z Sevredolem.
- Nie szukam drugiej Oli i nie egzystuję ascetycznie. Gówno wiesz. - W jego głosie pojawił się ostry ton i było wiadomo, że ta rozmowa zmierza
ku końcowi.
- Życie z Polą musi być ekscytujące, zwłaszcza w łóżku - powiedział pod
nosem Krzysztof, ale Hektor tego nie skomentował.
W ostatnim roku faktycznie najbliższą przyjaciółką Hektora stała się
Pola. Spędzali razem niemal każdy wieczór, ale łączyła ich tylko
przyjaźń. Czuli się swobodnie w swoim towarzystwie. Nie musieli się
spinać i udawać.
Ostrowska nie była kobietą, z którą można było iść do łóżka bez
zobowiązań. Tak samo jak Hektor nosiła w sobie traumatyczną przeszłość,
która sprawiała, że na razie mogła funkcjonować tylko w takim układzie,
jak to miało miejsce przez cały rok. Radziła sobie z traumą inaczej niż
Cichy. Wybrała drogę samotności i wolności. Hektor był jej oparciem i buforem bezpieczeństwa. Synonimem powrotu do względnej normalności. On
to wiedział, dlatego nie przychodziło mu do głowy sugerować przejście z przyjaźni na związek, mimo że Pola była atrakcyjna i mądra. Na obecnym
etapie życia potrzebowała niezawodnego przyjaciela. Kogoś, kto w razie
potrzeby stanie za nią murem. Nie chciała się z nikim wiązać. Przykre
doświadczenia nie pozwalały jej na zainicjowanie męsko-damskich relacji,
czuła przed nimi nieprzeparty lęk.
Komisarz nie zamierzał być tym, który będzie ją przekonywał do zmiany
zdania. Zwłaszcza że nie miał problemu z takim układem. W wieczory,
kiedy się z nią nie spotykał, oddawał się swojemu nałogowi albo szedł do
pobliskiego baru, aby poznać chętną na jednorazowy seks kobietę.
Interesował go tylko seks bez zobowiązań. Taki tryb życia mu wystarczał.
Nie oczekiwał niczego więcej.
Ulica Solidarności
Powrót na ulicę Solidarności zajął tym razem mniej czasu. Po półgodzinie
stali ponownie przed drzwiami mieszkania Edwarda Ziarno. Hektor zapukał,
a mężczyzna tak jak za pierwszym razem szybko otworzył.
- Witam ponownie - odezwał się, teraz ubrany w oryginalny garnitur.
- Już wiemy, kim mogła być kobieta, która wczoraj była u pana
Urbańskiego i przykuła pana uwagę.
Mężczyzna gestem dłoni zapraszał ich do środka.
- Dziękujemy, ale to drobna formalność - wyjaśnił Hektor i podał
Edwardowi broszurę, którą otrzymał od Orzechowskiej. Była otwarta na
zdjęciu portretowym Anastazji. - Czy to tę kobietę pan wczoraj widział z panem Urbańskim?
- To była ona. Piękna kobieta, zdjęcie nie oddaje pełni jej urody.
Zwodnicza siła - odpowiedział mężczyzna bez wahania, nie odrywając
wzroku od zdjęcia.
- Dziękujemy, tyle chcieliśmy wiedzieć - odparł Hektor.
- Przyjemność po mojej stronie, jeśli tylko mogę pomóc, to jestem do
dyspozycji. - Edward oddał broszurę Cichemu i już mieli odchodzić, kiedy
ponownie się odezwał. - Pan, panie komisarzu, byłby świetnym modelem.
Jest pan takim samym magnetycznym typem co ta młoda dama. - Wskazał na
broszurę. - Nie wykorzystuje pan tego w taki sposób jak ona, ale jakby
pan tylko chciał, to miałby pan nieograniczone możliwości. - Cichy nie
wiedział, o jakich możliwościach mówi mężczyzna, ale nie zamierzał
wnikać.
- Dziękuję, ale nie znam się na modzie - odpowiedział przepraszająco
Hektor.
- Oj, jestem innego zdania - rzucił projektant, wskazując ręką na strój
Hektora.
- Damska sugestia - odparł Cichy.
- Sugestia może być kobieca, ale to pan się prezentuje tak, że niejeden
projektant mody widziałby pana u siebie na wybiegu. - Ziarno się
uśmiechnął. - Charyzma - to pana siła.
- Możliwe... - Uśmiechnął się, ukłonił i ruszył w stronę partnera, który
czekał na niego u szczytu schodów. Kiedy drzwi mieszkania Edwarda Ziarno
zamknęły się, szepnął: - Ani słowa.
Krzysztof wzruszył ramionami. Cichy wiedział, że trafiło mu się
śledztwo, w którym ofiara i zapewne sprawca pochodzą ze świata mediów. A w tym świecie wizualność i powierzchowność mają priorytetowe znaczenie.
Dlatego też jego uroda tym razem może być bardziej dostrzegalna niż
zwykle. Domyślał się, że Krzysztof czuł się niekomfortowo, nikt nie lubi
być tłem dla drugiej osoby. Ale nie zamierzał go za to przepraszać,
nigdy nie grał swoją aparycją i jej nie wykorzystywał.
Na pierwszym piętrze zadzwonili do drzwi mieszkania Wiśniewskich. Kiedy
gospodyni ich zobaczyła, rozpromieniła się. Podobnie jak sąsiad z góry
chciała ich zaprosić do środka, ale podziękowali. Kobieta przyjrzała się
zdjęciu Anastazji i podobnie jak Ziarno od razu potwierdziła:
- Tak, to ona wybiegła z mieszkania pana Leona. Nie mam żadnych
wątpliwości.
Policjanci podziękowali, pożegnali się i zeszli na parter.
- Psychologa nie musimy pytać. To on ją trafnie wskazał jako towarzyszkę
wczorajszego wieczoru Urbańskiego - podsumował Hektor. Krzysztof
spojrzał na zegarek.
- Na plan nie ma jeszcze po co wracać. Pracę zacznie dopiero za półtorej
godziny, więc może kawa i śniadanie? - zaproponował z nadzieją, bo
zaczął odczuwać głód. Nie zdążył dziś nic zjeść. W taksówce, kiedy
jechał na miejsce zdarzenia, udało mu się tylko wypić wodę.
- Widziałem za rogiem bar mleczny. Dziwne miejsce jak na tę okolicę, ale
może podają coś jadalnego. - Hektor nie odczuwał głodu, ale z doświadczenia wiedział, że jak Jaworski nie zje teraz, to będzie
nieustannie o tym mówił. Lepiej było od razu załatwić posiłek, niż
później szukać stacji benzynowej, na której podają suchego hot-doga.
Bar mleczny przy ulicy Solidarności
Weszli do wnętrza, które było wystylizowane na bar mleczny z czasów
PRL-u. Jednak już na pierwszy rzut oka było widać, że lokal powstał
niedawno. Hektor zastanawiał się, czy menu, które oferuje ten rzekomy
bar mleczny, będzie chociaż w przybliżeniu takie jak w tradycyjnych
lokalach tego typu.
- Czysto, pachnąco i sterylnie - rzucił szeptem Krzysztof i Cichy
wiedział, że partner myśli dokładnie o tym samym co on. Jednak nie mieli
większego wyboru. Jeśli chcieli cokolwiek zjeść, to miejsce musiało im
wystarczyć.
W lokalu panował spokój. Tylko cztery stoliki były zajęte przez młodych,
eleganckich ludzi. Nie kojarzyli się z klientelą zwyczajowego baru
mlecznego.
Usiedli przy stoliku przy oknie. Podeszła do nich dziewczyna przebrana
za bufetową z dawnych lat i podała im lśniące menu o nowoczesnej
grafice.
Hektor z uśmiechem wziął od niej kartę i otworzył na pierwszej stronie,
spodziewając się zobaczyć spis dań na śniadanie.
Kelnerka odeszła.
- Bar mleczny, hmmm - stwierdził Jaworski po chwili studiowania karty. W menu nie było ani jednej tradycyjnej potrawy z takiego lokalu, a i ceny
nie miały nic wspólnego z charakterystyczną przystępnością przeciętnego
baru mlecznego. - Myślałem, że zjem jajecznicę albo twarożek z dżemem, a tymczasem same wykwintne dania. - Krzysztof kręcił głową z niezadowoleniem. - Omlety, tosty, panini zapiekane i kanapki wege.
Kurwa, co za miejsce - przeklął.
- Zamów tosta i będziesz miał złudzenie domowego śniadania -
zaproponował Hektor, wzruszając ramionami, ale też był zdania, że menu
pasowało bardziej do nowoczesnej hipsterskiej restauracji niż do lokalu,
który słynie z tradycyjnych polskich śniadań.
Po pięciu minutach podeszła kelnerka.
- Czy mogę przyjąć zamówienie?
- Czy ktoś mówił pani, że menu tego lokalu jest dalekie od tego z tradycyjnego dla barów mlecznych? - zapytał złośliwie Krzysztof, ale
młoda dziewczyna nie odpowiedziała, w milczeniu czekała na złożenie
zamówienia. Zapewne nie byli pierwszymi osobami, które zwracają na to
uwagę.
- Poproszę czarną kawę - odezwał się Hektor.
- A coś do zjedzenia? - zapytała uprzejmie.
- Nie, tylko kawa.
Dziewczyna przeniosła wzrok na Jaworskiego.
- Ja to samo i trzy tosty z szynką, choć cena mocno zniechęca -
stwierdził z nieukrywaną niechęcią. Kelnerka ukłoniła się i zniknęła na
zapleczu.
- Po co tak gadasz, naplują ci do żarcia i tyle będziesz miał - rzucił
Hektor. - Ona tylko przynosi jedzenie.
- Ale może powie właścicielowi, że klienci mają uwagi - odpowiedział z irytacją Jaworski.
- Kiedy wchodzisz między wrony, musisz krakać jak i one - rzucił Cichy,
a Krzysztof spojrzał na niego, krzywiąc się.
- Popatrz na innych gości, czy wyglądają na takich, co lubią bary? -
Jaworski przewrócił oczami. - Im się zapewne wydaje, że są tacy niszowi,
bo są w barze mlecznym, ale w tradycyjnym takim miejscu nie siedzieliby
nawet pięciu minut. Pozerzy. Dlaczego nic nie jesz? - zmienił temat
Krzysztof.
- Jestem po śniadaniu - skłamał Cichy, nie chciał ponownie słuchać
pytań, czy przypadkiem nie wrócił do nałogu.
Patrzył przez okno na nienaturalnie jasną okolicę. Ta dzielnica od
dwóch, trzech lat uchodziła za modne miejsce dla ludzi z dużymi
pieniędzmi. Natomiast dla Cichego była całkowicie pozbawiona
indywidualności, charakteru, czegoś, co świadczyłoby o tym, że może tu
być przyjemnie, swojsko czy rodzinnie.
Kelnerka postawiła przed nimi dwie filiżanki z kawą i wróciła za ladę.
- Jak myślisz, Anastazja go zabiła? - odezwał się Krzysztof.
- Niewykluczone. Urbański został znaleziony rano, ale Pola szacuje, że
zginął między dwudziestą drugą a dwudziestą czwartą. Wedle Wiśniewskiej
Kool wybiegła od niego po dwudziestej drugiej trzydzieści. Dlatego na
razie Anastazja jest najbardziej podejrzana - stwierdził Hektor.
- Jeśli go zabiła, to po sposobie, w jaki to zrobiła, można
wywnioskować, że musiało się to wydarzyć pod wpływem silnych emocji.
Zapewne doszło między nimi do kłótni i musiała zbyt gwałtownie
zareagować. Ale to nie ma sensu, skoro miał się jej oświadczyć -
rozważał Jaworski.
- Może kupił niewłaściwy pierścionek - zażartował Hektor, czując się
zaskakująco lekko. - Wszyscy twierdzą, że Urbański był lubiany i że nie
wzbudzał w nikim negatywnych emocji. Zabójstwo najprawdopodobniej nie
było planowane i jeśli to ona jest sprawcą, to musiało się wydarzyć coś
na gorąco, nieoczekiwanie - wyjaśnił Hektor.
Kelnerka wróciła po raz kolejny i postawiła przed Jaworskim talerz z tostami.
- Smacznego - rzuciła z udawaną uprzejmością.
Zapadła cisza. Nie było sensu rozważać różnych scenariuszy, ponieważ
mieli za mało informacji na temat przyczyny zgonu, jak i tego, kim była
Anastazja oraz jak wyglądał miniony wieczór denata.
Cichy popijał kawę, jego organizm napoje tolerował znacznie lepiej niż
jedzenie. Wiedział, że musi jeść, bo jego waga i kondycja zaczną spadać,
a wtedy inni domyślą się, że znowu żyje na tabletkach. Jednak nie był w stanie w takim miejscu nic przełknąć. Postanowił, że jak wróci wieczorem
do domu, to poszuka w lodówce czegoś przyswajalnego.
Spojrzał na zegarek.
- Zbierajmy się, może wcześniej przyjdzie na plan i uda się ją złapać,
zanim zacznie pracę. - Przywołał wystylizowaną dziewczynę i poprosił o rachunek. Gdy Jaworski zobaczył sumę do zapłaty, tylko pokręcił głową z niechęcią. Znaleźli się w luksusowej dzielnicy, więc i cena była
luksusowa.
Przed wyjściem Hektor skorzystał z toalety, co dało mu możliwość zażycia
kolejnej, wspomagającej dawki Sevredolu. Nie wiedział, kiedy nadarzy się
ponownie taka okazja jak teraz. Był ostrożny i nie zamierzał wzbudzać
podejrzeń.
Po pobiciu męża Poli, kiedy był na odwyku, jego przełożony razem z Krzysztofem i Ostrowską przeszli szkolenie, jak dostrzegać sygnały, że
ktoś jest uzależniony. Jaworski byłby teraz w stanie zorientować się, że
zbyt częste wizyty w toalecie nie zawsze oznaczają korzystanie z niej w celu załatwienia potrzeb fizjologicznych.
Hala produkcyjna, ulica Szuwarowa 100
Po kolejnych czterdziestu minutach znaleźli się ponownie przed halą przy
ulicy Szuwarowej 100. Weszli do środka. W recepcji siedziała ta sama
kobieta co poprzednio.
- W czym mogę tym razem pomóc? - zapytała poważnie.
- Gdzie jest hala numer cztery? - spytał Hektor.
- Pójdą panowie tym korytarzem w głąb. Po pięciuset metrach rozpoczynają
się hale zdjęciowe. Są ponumerowane, więc nie będzie problemu z odnalezieniem tej z numerem czwartym.
- Dziękujemy - odparł Cichy, ruszając we wskazanym kierunku.
Mijając toaletę, machinalnie pomyślał o fiolce w marynarce, mimo że nie
zamierzał teraz z niej korzystać.
Stanęli przed halą i już mieli pchnąć uchylone drzwi, ale otworzyły się,
jakby działały na fotokomórkę. Otworzyła je kobieta w stroju sportowym w czapce bejsbolowej na głowie. Spojrzała najpierw na Hektora, później na
Krzysztofa.
- Jeśli panowie z castingu, to najpierw do garderoby - rzuciła bez
chwili zastanowienia.
- Jesteśmy z policji, chcemy porozmawiać z panią Anastazją Kool -
przeszedł do rzeczy Hektor. Kobieta pokiwała energicznie głową.
- Siedzi tam. - Wskazała miejsce na tyłach głównego planu zdjęciowego.
Hektor ukłonił się w podziękowaniu i ruszyli we wskazanym kierunku.
Stanęli przed atrakcyjną blondynką, która była wpatrzona w ekran
smartfona. Uniosła głowę i się uśmiechnęła. Hektor przyznał w myślach,
że kobieta jest wyjątkowej urody, a kiedy przelotnie spojrzał na
Krzysztofa, zobaczył, że partner się wręcz na nią gapi, więc lekko go
trącił, co przywróciło Jaworskiego do rzeczywistości.
- Pani Anastazja Kool? - zapytał Cichy, choć wiedział, że to ona, ale
chciał dopełnić formalności.
- Tak - odpowiedziała, nie zmieniając wyrazu twarzy.
- Policja. - Machnął legitymacją, ale ona nie była nią zainteresowana. -
Chcielibyśmy zapytać o wczorajszy wieczór - zaczął bez zbędnego
wprowadzenia.
- Policja? Coś się stało? - rzuciła, a uśmiech zmieszał się z niepewnością.
- Proszę najpierw odpowiedzieć na moje pytanie - odparł ogólnikowo
Hektor. - Jak wyglądał wczoraj pani wieczór?
- Ale dlaczego? - nadal nie odpowiadała, a jej twarz była łagodna.
- Ma pani coś do ukrycia? - włączył się zaskakująco butnie Jaworski, a Anastazja pokręciła przecząco głową.
- Skoro odwiedza mnie w pracy policja i pyta, co robiłam i gdzie byłam,
to rzeczą normalną jest, że chciałabym wiedzieć, z jakiego powodu jestem
przesłuchiwania - mówiła bez wrogości i złości.
- To nie jest przesłuchanie, tylko rozmowa - wyjaśnił spokojniej
Jaworski.
- Interesuje nas czas od dwudziestej - ponownie odezwał się Hektor. -
Jak tylko pani odpowie na moje pytanie, to wyjaśnię, dlaczego o to pytam
- przekonywał Cichy, nie chciał wywoływać napiętej atmosfery. Nie
wiedział, jak kobieta może zareagować na ich naciski, w końcu była
aktorką, gwiazdą i mogła mieć swoje humory.
- No dobrze - rzuciła bez urazy Anastazja. - Około godziny dwudziestej
trzydzieści poszłam do parku Jaśminowego.
- Sama? - przerwał jej gwałtownie Krzysztof, nie podobało mu się, że już
słyszą nieprawdę.
- Tak.
- Ile pani czasu spędziła w parku? - kontynuował Hektor. Lepiej panował
nad emocjami niż Jaworski, po którym było widać, że złapał ciśnienie.
- Wróciłam do domu około dwudziestej trzeciej czterdzieści pięć.
- Przez trzy godziny wieczorem była pani w parku sama? - zdziwił się
mało subtelnie Jaworski.
- Niezupełnie - odpowiedziała z rozbawieniem Anastazja. - Przez dwie
godziny siedziałam na koncercie, który odbywał się w parku, a potem
przeszłam się nad jeziorko. Jest urocze, pięknie podświetlone wieczorem.
Można się zrelaksować - mówiła swobodnie. - Dopiero kiedy poczułam, że
robi mi się zimno, postanowiłam wrócić do domu.
- I cały czas była pani sama? - dopytywał z niedowierzaniem Krzysztof. -
Nikogo pani nie spotkała po drodze?
- Tego nie powiedziałam - rzuciła z promiennym uśmiechem. - Na koncercie
siedzieli obok mnie państwo Grochowscy. Znamy się, często jadam u nich w restauracji - wyjaśniła.
- Rozmawiała pani z nimi? - zapytał Hektor.
- Oczywiście, to bardzo mili ludzie.
- Wie pani, że możemy to sprawdzić - znowu odezwał się Krzysztof.
Przybrał agresywny ton, więc kobieta przyglądała mu się z uwagą.
- Bardzo proszę, chętnie podam panu adres - odpowiedziała. - Restauracja
nazywa się Aqua e Vino i mieści się na ulicy Świętego Alojzego, to
niedaleko mojego domu.
Hektor zanotował w komórce dane.
- Kogoś jeszcze pani spotkała?
Aktorka chwilę się zastanowiła.
- Tak - odparła z radością. - Kiedy stałam nad jeziorkiem, podszedł do
mnie policjant patrolujący park.
- Zna pani jego imię, nazwisko, stopień? - wypytywał Jaworski, a Cichy
spojrzał na niego z zaskoczeniem, jego oczekiwania były absurdalne.
- Nie zapytałam, dlaczego miałabym to robić? - rzuciła zdumiona kobieta,
a Hektor pokiwał głową. - Ale chyba mogą panowie to sprawdzić?
- Możemy - rzucił Krzysztof, siląc się na obojętność.
- A wychodząc z parku, spotkałam Miłosza Szymańskiego.
- Kto to?
- Przemiły młody i zdolny człowiek, z którym znam się głównie z widzenia.
- Skąd pani go zna? - spytał Hektor.
- Prowadzi mały sklepik z artystyczną biżuterią w budynku, w którym
mieszkam - oparła, ale uśmiech i cierpliwość zniknęły.
- To tyle z wczorajszego wieczoru? - spytał Jaworski z niezadowoleniem,
nic się nie zgadzało.
- A to mało? - zapytała z powagą, a następnie dodała: - No dobrze,
wywiązałam się ze swojej obietnicy, teraz czas na was. Czekam na
wyjaśnienia, o co chodzi i dlaczego mnie panowie wypytujecie.
Hektor spojrzał na Krzysztofa, który kiwnął głową, dając mu znak, aby to
on poinformował kobietę o powodach, dla których tu są.
- Zna pani Leona Urbańskiego?
- Oczywiście, przyjaźnimy się - odparła i wbiła w niego wzrok.
- Wczoraj w nocy został zamordowany - zaczął bez zbędnych wstępów
Hektor, a twarz Anastazji się napięła.
- Zamordowany? - zapytała drżącym głosem.
- Cios w głowę, śmierć na miejscu. - Cichy chciał sprawdzić reakcję
kobiety.
Anastazja podniosła się gwałtownie z miejsca, ale natychmiast zrobiła
się biała jak ściana i zachwiała się. Przed upadkiem uchronił ją Hektor.
Podtrzymał ją i posadził ponownie na krześle.
- Proszę o wodę! - zawołał, czym wzbudził zainteresowanie obsługi planu,
która zareagowała natychmiast. Młoda kobieta ubrana w kraciastą koszulę
podała mu dużą szklankę wody.
Anastazja upiła niewielki łyk i zaczęła jej wracać świadomość.
Cichy czuł, że ludzie z planu im się przyglądają, ale zignorował to.
Policjanci przyglądali się, jak kobieta oddycha nieregularnie.
Kilka minut później do hali weszła Orzechowska, ktoś musiał ją
powiadomić o tym, co się stało.
- Co panowie wyprawiają? - zaczęła z pretensją w głosie.
- Poinformowaliśmy panią o tragicznej śmierci Leona Urbańskiego -
odpowiedział jakby od niechcenia Krzysztof.
- Ale trochę wyczucia, co wy z SB jesteście? Już jedną osobę dzisiaj z naszej ekipy straciliśmy - mówiła twardo Hanna, spoglądając na Kool. -
Agnieszka, zabierz Anastazję do garderoby. Niech dojdzie do siebie -
wydała polecenie dziewczynie, która przyniosła wodę.
- Nie skończyliśmy rozmowy z panią Anastazją - zareagował Jaworski.
- Trudno, dalszy ciąg będzie musiał zaczekać - odparła Orzechowska. -
Jak sobie pan wyobraża dalsze przesłuchanie, pod respiratorem?
- Dobrze, niech pani Anastazja odpocznie, ale dalsze wyjaśnienia będą
nieuniknione - rzekł Cichy. - W tym czasie chcielibyśmy porozmawiać z innymi pracownikami na temat pana Urbańskiego.
- Ale postarajcie się nikogo już nie rozłożyć na łopatki, to rozpieprzy
dzień zdjęciowy. Wiecie panowie, ile by to kosztowało? - mówiła ostro,
słychać było w jej głosie władczy ton. Jak na młodą osobę była konkretna
i asertywna, co w takiej branży było konieczne.
Ludzie pracujący na planie udawali, że są zajęci swoimi sprawami, ale
dookoła panowała nienaturalna cisza.
Anastazja została odprowadzona przez dziewczynę w kraciastej koszuli do
garderoby. Hektor nie był pewny, czy nie dali się wciągnąć w jej grę.
Może udawała szok? Chociaż jej reakcja wydawała się autentyczna. Jednak
nie podobało mu się to, że przedstawiła im zupełnie inną wersję
wczorajszego wieczoru, niż słyszeli wcześniej. Sąsiedzi potwierdzili, że
to ją widzieli na klatce w budynku przy ulicy Solidarności. Orzechowska
też twierdziła, że Urbański był umówiony na wieczór z Kool, a tymczasem
Anastazja opowiedziała im o całkowicie innym wieczorze.
Zastanawiali się, z kim najpierw porozmawiać.
- Kobiety lubią plotki, to może porozmawiamy z makijażystką? W filmach
pokazują, że w czasie wykonywania make-upu gwiazdy się zwierzają ze
wszystkich trosk - rzucił Krzysztof, a Hektor przewrócił oczami z rozbawieniem.
Stanowisko do wizażu znajdowało się w rogu hali zdjęciowej. Było
niewielkie, ale dobrze oświetlone. Dziewczyna, która pracowała w tym
miejscu, teraz siedziała bezczynnie na wysokim krześle i czytała
kolorową gazetę.
- Dzień dobry, możemy porozmawiać? - zaczął Cichy. Dziewczyna spojrzała
na niego i uśmiechnęła się. - Jesteśmy z policji, prowadzimy śledztwo w sprawie śmierci Leona Urbańskiego.
- To straszne, co spotkało pana Leona. Był fajnym człowiekiem -
powiedziała smutnym głosem.
- Pani zapewne jest tu codziennie, to może wie pani, czy miał kłopoty
lub zatargi z ludźmi na planie?
- Pracuję z różnymi osobami, bywają kapryśne, niemiłe, wredne,
wymagające, ale z nim zawsze relacje układały mi się dobrze. Miał jasno
sprecyzowane oczekiwania - opowiadała, przyglądając się policjantom. -
Zawsze mi się wydawało, że wszyscy go lubią. Nie znam nikogo, kto
chciałby się go pozbyć. To musiał być wypadek.
- Podobno ostatnio był związany z Anastazją Kool.
- No tak, widywali się - potwierdziła bez zwłoki.
- Czy według pani tworzyli dobry związek? - zapytał Hektor.
- Trudno powiedzieć, w tym środowisku nie ma normalnych związków. -
Westchnęła. Sprawiała wrażenie, jakby zbierała się na odwagę, aby
powiedzieć to, co myśli. - Anastazja nie jest osobą łatwą w kontaktach.
Raz jest miła, serdeczna i uśmiechnięta, a następnym razem znowu bez
kija nie podchodź. Trudno jest się zorientować, kiedy jest ten dobry, a kiedy zły dzień. Nauczyłam się, że z nią trzeba ostrożnie - wyjaśniła
dziewczyna, spoglądając w stronę drzwi hali, za którymi chwilę wcześniej
zniknęła aktorka. - Zresztą to nie tylko moje zdanie. Jak zapytacie
dziewczynę z garderoby albo operatorów, to powiedzą to samo. Taka
chwiejność jest zastanawiająca, ale i odpychająca. Szczerze mówiąc,
zastanawiałam się, jak długo pan Leon wytrzyma taką huśtawkę nastrojów
Anastazji. On mógł mieć każdą kobietę, ale uparł się na nią.
- Może dlatego, że nie jest banalna? - rzucił z uśmiechem Hektor, co
uwypukliło bliznę na jego policzku. Dziewczyna zaczęła mu się
intensywniej przyglądać. Od lat wiedział, że gdy blizna zaczyna być
widocznym elementem jego twarzy, wtedy ludzie rozmawiający z nim nie
mogą od niej oderwać wzroku. Przypuszczał, że zastanawiają się, skąd ją
ma i co mu się przytrafiło. Ale póki ktoś nie pytał, nigdy o tym nie
mówił. A jeśli pytał, to i tak zwykle nie uzyskiwał prawdziwej
informacji o pochodzeniu blizny. Cichy nie dzielił się przeżyciami z przeszłości z nikim poza Polą i to tylko dlatego, że raz na jakiś czas
to przyjaciółka wracała do trudnego tematu.
- Zapewne ma pan rację. Wcześniej wszystkie inne kleiły się do niego,
nie były wyzwaniem, a może tego było mu trzeba. Kto tam zrozumie
facetów. Choć kiedy Anastazja miała zły dzień, to i on był
nieszczęśliwy. Nie mógł się skupić. Chodził jak struty.
- A ktoś inny z planu, według pani, mógłby źle życzyć panu Urbańskiemu?
- Nikt - odparła bez zastanowienia i zobaczyła pytający wzrok Hektora. -
Może się to wydać dziwne, że na planie filmowym, gdzie panuje duża
konkurencja, nikt nie miał ochoty pozbyć się głównego reżysera. Ale tak
było. Wszyscy lubili z nim pracować - mówiła z przekonaniem. -
Zapytajcie innych, zobaczycie, że powiedzą to co ja.
- Wierzymy, dzięki - rzucił z uśmiechem Hektor.
- Szkoda, że już go nie zobaczę - powiedziała i ściszyła głos. - Nie
wszyscy są tacy jak on, inni mają zawyżone mniemanie o sobie, uważają
się za artystów pokroju Boga, ale z ludźmi rozmawiać nie umieją. A pan
Leon był w porządku. - Słowa kobiety były kolejnym potwierdzeniem, że
Urbański miał dobre relacje z ludźmi, więc tym bardziej jego śmierć
stawała się niedorzeczna i upewniała Cichego, że wyniknęła z nieoczekiwanych emocji.
Rozejrzał się po planie i ruszył w stronę mężczyzny, który stał przy
jednej z największych kamer. Nie żeby nie wierzył makijażystce, ale
chciał też usłyszeć, co o Urbańskim myśli mężczyzna. Kobiety, w ocenie
Hektora, bywały nieobiektywne, zwłaszcza kiedy w grę wchodziło wyrażanie
opinii na temat innej przedstawicielki ich płci.
- Czy możemy porozmawiać? - zapytał, stając obok mężczyzny ze
słuchawkami na uszach. - Jesteśmy z policji.
- Tak, ale za pięć minut zaczniemy nagranie - odpowiedział operator, nie
odrywając wzroku od pokręteł przy kamerze.
- Wie pan, że Leon Urbański został zamordowany w nocy?
Mężczyzna pokiwał potakująco głową.
- Czy miał jakichś wrogów na planie? - Dopiero kiedy Cichy zadał
pytanie, mężczyzna spojrzał na niego, a komisarz pokazał mu legitymację.
- Słyszałem, jak umarł, słabo - rzucił. - Urbański rzadko ze mną
pracował. Realizował swoje produkcje w innej hal, ale jak już mu się
zdarzyło tu być, to był spoko. Znam gorszych palantów niż on. - Spojrzał
przed siebie. Krzysztof i Hektor zauważyli masywnego mężczyznę
siedzącego na krześle z napisem reżyser. Łatwo było się domyślić, że
operator właśnie jego miał na myśli.
- Nigdy pan nie zaobserwował czyjejś niechęci do pana Urbańskiego? -
dopytywał komisarz.
- Jedyną osobą, która robiła mu jakiekolwiek fochy, była Anastazja, ale
szczerze mówiąc, to nigdy nie rozumiałem, o co jej chodzi, on naprawdę
był w porządku. To ona jest jakaś świrnięta.
- Co pan ma na myśli?
- Raz jest miła, a raz niemiła. Raz ma focha i nic do niej nie można
powiedzieć, a następnego dnia idealna. Taka zmienność bez powodu. Nawet
nie mogę powiedzieć, że jest to typowe dla kobiety, bo jej niestabilność
nie mieści się w tym kluczu. Jakby były w niej dwie różne osoby. -
Przybliżył się do nich i ściszył głos. - Bankowo jest z nią coś nie
halo. Choroba dwubiegunowa, rozdwojenie jaźni czy coś takiego. -
Wyprostował się. - Ale co mnie to obchodzi, praca to praca, robię swoje
i nie dyskutuję.
- Oczko, ogarnąłeś sprzęt? Ile mam jeszcze czekać? - usłyszeli
pretensje ze strony mężczyzny, który siedział na krześle z napisem
reżyser.
- Jestem gotowy - odparł operator. - Sorry, ale muszę ruszać z akcją,
inaczej będziemy mieli przesuwkę, a to oznacza kiepski dzień dla
wszystkich. - Znowu spojrzał w stronę postawnego mężczyzny.
- Dzięki za informacje - rzucił Hektor i zrobili krok do tyłu, ale
gburowaty mężczyzna odezwał się tym razem do nich.
- Panowie, zaczynamy zdjęcia, proszę o spokój i ciszę.
- Z panem też byśmy chcieli porozmawiać - odezwał się Hektor.
- To proszę się skontaktować z moją asystentką, ustali spotkanie -
odparł bez namysłu. - A tymczasem proszę opuścić mój plan zdjęciowy.
Wprowadzacie chaos.
- Przyjemniaczek, jak wrzód na dupie - rzucił pod nosem Jaworski,
operator kamery usłyszał jego słowa i uśmiechnął się nieznacznie.
Cichy uznał, że więcej informacji o Urbańskim i Kool tu nie uzyskają,
więc postanowili opuścić halę, zamykając za sobą z hukiem drzwi. Idąc
korytarzem w stronę wyjścia, natknęli się na dziewczynę w kraciastej
koszuli.
- Jak się czuje pani Anastazja? - zagadnął Jaworski.
- Lepiej, za chwilę będzie mogła wejść na plan - odpowiedziała bez
emocji dziewczyna.
- Skoro tak, to chcielibyśmy z nią jeszcze raz porozmawiać - powiedział
Krzysztof.
- Pani Orzechowska zabroniła, mamy plan dnia do wykonania, a opóźnienia
są źle widziane - zakomunikowała kobieta i ruszyła przed siebie.
- To są jakieś jaja - stwierdził głośno zdenerwowany Jaworski. - Czy do
nich nie dociera, że nie prowadzimy śledztwa w sprawie skradzionego
roweru?
Policjanci skierowali się do samochodu.
- Musimy zrobić ogon Anastazji. Zaraz zadzwonię do komendanta i poproszę, aby podesłał chłopaków do dyskretnej obserwacji.
- Bez sensu, widziałeś, jak zareagowała na informacje o tym, że Urbański
nie żyje - rzucił Krzysztof. - Myślisz, że umiałaby to zagrać, jakby to
ona go zabiła? Chyba aż tak dobrą aktorką to nie jest.
- Nie wiem, ale dziwne jest to, co wszyscy o niej mówią. Do tego ona
opowiedziała inną wersję wczorajszego wieczoru, niż my znamy od
sąsiadów. Ktoś tu kłamie - odpowiedział Hektor.
- No fakt, nic nie mówiła o spotkaniu z Urbańskim, o oświadczynach -
rozważał Jaworski. - A może wciska nam przebieg wieczoru z innego dnia.
Liczy, że gdy dotrzemy do świadków, których podała, oni to potwierdzą,
chociaż nie wiem... chyba wiedzą, co robili wczoraj. Jakby to była
sprawa sprzed miesiąca, to mogłaby kombinować, a tak to trudno.
- A jeśli jest tak, jak sugerował operator, czyli jest chora i ma
dwubiegunowość czy rozdwojenie jaźni, trzeba ją poobserwować - głośno
myślał Hektor.
- Daj spokój. Jak często zdarza się rozdwojenie jaźni? To nie jest
częsta choroba.
- Dlatego, że jest rzadka, to może wcześniej nikt się nad tym nie
zastanowił, tylko brał jej zachowanie za gwiazdorzenie czy trudny
charakter. Nic nie stracimy, jak dobę ktoś ją poobserwuje. Trzeba
zobaczyć, jak się zachowuje, kiedy jest sama - przekonywał, bo też nie
rozumiał tego wszystkiego. - A może, kiedy zostanie sama, to się zapomni
i popełni błąd, który potwierdzi wersję sąsiadów.
- Jeśli ma jakieś zaburzenia, to musiałby je stwierdzić psychiatra czy
psycholog - zastanawiał się Jaworski.
- Zobaczymy, co wykaże obserwacja, ale może masz rację, że będziemy
potrzebować konsultacji eksperta - przyznał Hektor.
- Nie wygląda na mordercę - odparł po chwili beztrosko Krzysztof.
- I to jest twoją piętą achillesową. Każda ładna kobieta by cię
wyrolowała. Mogłaby przy tobie wbić nóż w brzuch drugiemu człowiekowi, a ty byś jej nadal bronił - podsumował Cichy, a Krzysztof się naburmuszył.
Ulica Galeonowa, komenda
W czasie półgodzinnej drogi na komisariat Hektor zdążył ustalić z komendantem szczegóły obserwacji Anastazji.
Musieli teraz sprawdzić alibi przedstawione przez Anastazję. Jej wersja
zasadniczo rozmijała się z informacjami, które uzyskali od sąsiadów
Urbańskiego. Dlatego koniecznie trzeba było porozmawiać z ludźmi, którzy
mogliby zapewnić alibi Kool.
- A jak ustaliła z nimi wersję wydarzeń? - rzucił sceptycznie Krzysztof.
- Dlaczego ci ludzie mieliby chcieć dla niej kłamać? - zadał logiczne
pytanie Hektor. - Wersja, którą przedstawiła, jest całkowicie różna od
tej, którą opowiedzieli sąsiedzi. Sądzisz, że jakby kogoś zabiła, toby o tym opowiedziała postronnym osobom, licząc na to, że pójdą z nią na
układ? Dlaczego i w jakim celu?
- Trzeba sprawdzić, kim są, czy się nie znają, jakie mają relacje z nią
i czy nie mają kryminalnej przeszłości - odpowiedział Krzysztof.
- Mamy dwie wersje, więc musimy zweryfikować, która jest prawdziwa -
dodał Hektor.
- W końcu sąsiedzi mówili tylko o krótkim przedziale czasowym, w którym
ją widzieli. Może wymknęła się z parku na pół godziny, zabiła
Urbańskiego i wróciła. - Krzysztof przedstawił hipotezę, która przyszła
mu do głowy, ale Hektor się skrzywił.
- Ale dlaczego miałaby to zrobić? - zapytał, patrząc na partnera
wyczekująco. - Słyszałeś, co mówili wszyscy o Urbańskim, jego śmierć
miała charakter gwałtowny, nie była zaplanowana.
- Mówili, że lubił kobiety, może dowiedziała się, że spotyka się z nimi
na boku - postawił kolejną hipotezę.
- Nie, to nie to, słyszałeś, co mówiła jego asystentka - zripostował
Cichy. - Zabierzmy się do sprawdzenia ludzi z jej wersji. Gdyby chodziło
tylko o Grochowskich czy Szymańskiego, to mógłbym brać pod uwagę
scenariusz, że z jakiegoś powodu, tylko im znanego, zdecydowali się dać
jej alibi w takiej sytuacji. Ale mamy jeszcze policjanta znad jeziorka -
stwierdził Hektor, siadając przy biurku. - Sprawdzę, który komisariat
patroluje tę okolicę.
Hektor i Krzysztof uchodzili za szczęściarzy, ponieważ mieli pokój tylko
dla siebie. Co prawda było on mały, mieścił ledwie dwa biurka i niewielkie szafki, ale nic więcej nie potrzebowali. Nie musieli się
tłoczyć w kilkunastoosobowym pokoju, gdzie zwykle panował hałas. W takich warunkach trudno było się skupić lub załatwić coś dyskretnie.
Hektor nigdy nie narzekał na to niewielkie pomieszczenie. Też był
zdania, że lepiej mieć małą, ale własną przestrzeń niż wielką, którą
trzeba byłoby dzielić z wieloma osobami.
Trzy lata temu Hektorowi udało się namówić Krzysztofa, aby sami
odświeżyli niewielkie biuro, dlatego było ono przyjemnym miejscem.
Wystarczyło pomalować ściany na biało i od razu było inaczej, jaśniej.
Cichy dużo czasu spędzał w pracy, więc uznał, że czystość i klimat ma
znaczenie. Jaworski nie dbał o wystrój, jemu inne sprawy zaprzątały
głowę, ale pomógł partnerowi w pracach remontowych.
- Idę do kibelka, a ty znajdź namiary na świadków. Nie chce mi się
jeździć po mieście - oznajmił Hektor. Trochę czasu minęło od ostatniej
dawki leku i czuł, jak powoli ogarnia go uciążliwe ssanie. Musiał
dostarczyć organizmowi nowej porcji spokoju.
- Myślisz, że uwierzą na słowo, że dzwonimy z policji? - Krzysztof podał
w wątpliwość pomysł Hektora.
- Jak nie mają nic na sumieniu, to co im szkodzi opowiedzieć, co wczoraj
robili i czy spotkali Anastazję? - zapytał Cichy, a Jaworski wzruszył
ramionami.
Cichy wszedł do niewielkich rozmiarów obskurnej toalety. Mieściła tylko
dwie kabiny i mały kran z umywalką. Sprawdził, czy jest sam, i wszedł do
jednej z kabin. Dopiero wtedy wyjął z kieszeni marynarki fiolkę z Sevredolem. Otworzył ją i wysypał pięć tabletek na rękę. Chwilę się
zastanowił, nie potrafił przypomnieć sobie, ile dziś wziął. Dziesięć...?
Wrzucił z powrotem do fiolki dwie. Pozostałe jednym ruchem wrzucił do
ust. Po chwili otworzył drzwi od kabiny i popił tabletki kranówką. Przy
okazji przemył twarz zimną wodą. Spojrzał w rozbite lustro. Był pewny,
że nic po nim nie widać.
W ciągu godziny od powrotu na komendę udało im się porozmawiać z Grochowskim, Szymańskim i dotarli do aspiranta Stępińskiego, który
pracował na dwunastym posterunku. Policjanci z tego komisariatu zwykle
patrolowali teren parku Jaśminowego oraz jezioro, które się tam
znajdowało.
Po zakończeniu rozmowy ze Stępińskim Hektor od razu sięgnął po słuchawkę
telefonu stacjonarnego.
- Panie komendancie, proszę na razie odwołać obserwację Anastazji Kool.
- Jesteś pewny? - rzucił Leonard Pawłowski.
- Jestem, sprawdziliśmy jej alibi i obserwacja mogłaby być stratą czasu
dla chłopaków. Musimy uzyskać więcej informacji - wyjaśnił, a następnie
się rozłączył.
- Serio jej wierzysz? Przecież u Urbańskiego dwóch świadków widziało ją
na własne oczy - wtrącił Krzysztof.
- A trzech innych widziało ją w innej części miasta. Rozmawialiśmy z nimi i na razie nie mamy podstaw, aby im nie wierzyć. To porządni
obywatele, nigdy niekarani, a do tego jeden z nich to nasz kolega po
fachu. Cała trójka opowiedziała to samo co ona - wyjaśnił Cichy.
- To jakiś przekręt.
- Grochowscy, Szymański i aspirant Stępiński nie znają się. Jaki mieliby
interes w kryciu jej? - zapytał Hektor, a Jaworski wzruszył ramionami.
- Nie wiem, nie rozumiem tego - odparł, siadając ciężko na krześle. -
Może Anastazja ma z każdym z nich inne relacje, każdego poprosiła o zapewnienie alibi o odpowiedniej godzinie, a oni nie wiedzą o sobie
nawzajem. - Jaworski tworzył coraz dziwniejsze teorie, bo prostego i logicznego wyjaśnienia nie dostrzegał.
- Coś jest nie halo, ale na razie jest to niezrozumiałe jak instrukcja
montażu mebli. Dojdziemy do tego. To dopiero początek. - Komisarz nie
miał pewności, czy partner go słucha. - Jeśli kłamią i ją kryją, to
prędzej czy później popełnią błąd. Za dużo ich. Tajemnica jest
bezpieczna tylko wtedy, kiedy zna ją jedna osoba.
- Trzeba sprawdzić monitoring na Solidarności - rzucił Jaworski. - Tam
na pewno jest, to ekskluzywna dzielnica. Bogacze lubią być obserwowani.
Może na nagraniu zobaczymy coś, co będzie dowodem.
- Dobry pomysł - pochwalił kolegę Cichy. - Zaraz się tym zajmę.
Jednak w tym momencie Hektor poczuł wibrowanie telefonu. Wyjął go z kieszeni marynarki i zanim odebrał, spojrzał na wyświetlacz.
- Mamy przyjść? - zapytał zaraz po połączeniu.
Odpowiedź po drugiej stronie wydawała się jeszcze krótsza niż jego
pytanie, bo Hektor tylko skinął głową i się rozłączył.
- Idziemy do Poli, skończyła sekcję. Wiedźmińska już z nią jest -
wyjaśnił Krzysztofowi, który skrzywił się na myśl o spotkaniu starszej
prokurator. Stresowała go. Miał wrażenie, że go nieustannie sprawdza i chce przyłapać na niewiedzy, jak uczniaka. Cichy powtarzał mu wiele
razy, że to tylko jego wyobraźnia, ale Jaworskiego to nie przekonywało.
Komenda. Prosektorium
Weszli do niewielkiego prosektorium. Pomieszczenie, które dawniej było
niewykorzystanym magazynem, zostało kilka lat temu przerobione.
Wcześniej prosektorium mieściło się poza komendą, ale to znacznie
utrudniało pracę.
Przy metalowym stole, na którym leżało zakryte do połowy białym
prześcieradłem ciało Leona Urbańskiego, stała ubrana w kitel i jednorazowe rękawiczki Pola Ostrowska. Jak zwykle miała włosy splecione
w ciasny warkocz. Pedantycznie dbała o to, aby nie zostawić własnych
śladów na żadnym z ciał, które każdego dnia badała. Z drugiej strony
stołu sekcyjnego znajdowała się Anna Wiedźmińska z niewielkim notesem w ręce. Na ramiona miała zarzucony taki sam kitel jak Pola. Hektor był
pewny, że jest jedyną osobą, która go wkłada, przychodząc tu.
- Witamy piękne panie - odezwał się od wejścia Krzysztof, a Hektor
przewrócił oczami. Takie małomiasteczkowe hasła partner rzucał tylko
wtedy, kiedy się denerwował i chciał stworzyć wrażenie rozluźnionego.
Cichy nie rozumiał, dlaczego Jaworski w ten sposób się odzywa.
Wielokrotnie przekonał się, że na starszą prokurator działa to jak
czerwona płachta na byka. Traktowała to jak prymitywny sposób
podlizywania się, a tego nigdy nie akceptowała.
Hektor pracował w komendzie od dwunastu lat. I tyle znał Wiedźmińską.
Dogadywał się z nią bez zarzutów, bo była podobna do niego. Oboje
wychodzili z założenia, że albo mówią konkretnie, albo wcale.
Pomogła mu też, kiedy groziło mu zwolnienie dyscyplinarne ze służby i więzienie po pobiciu męża Poli. Początkowo prokurator nawet nie chciała
słuchać wyjaśnień Hektora, brzydziła się przemocą, a jeśli chodzi o narkotyki, była zwolenniczką wymierzania surowych kar. Jednak Ostrowska
zdecydowała się opowiedzieć prokurator, dlaczego Hektor się tak
zachował. Przedstawiła szczegółową relację z tego, co przez trzy lata
małżeństwa robił jej mąż. Wtedy prokurator zmieniła zdanie i dopomogła,
aby Cichy nie trafił za kratki. To, co usłyszała od lekarki, a potem
zobaczyła na jej ciele, dodało jej bezwzględnej determinacji, aby mąż
Poli został skazany na najwyższy wymiar kary, jaki przewidywał kodeks
karny za znęcanie się nad drugą osobą. Wiedźmińska ostro zagrała w sądzie i postawiła mężowi Ostrowskiej zarzut usiłowania zabójstwa z artykułu trzynastego kodeksu karnego, a w toku prowadzonego postępowania
dołożyła do niego jeszcze artykuł szesnasty kodeksu karnego. Chciała
mieć pewność, że mąż Poli pod ciężarem zarzutów nie wyjdzie z więzienia
wcześniej niż po ośmiu latach. W sądzie umiejętnie przedstawiła zajście,
w którym Hektor brał udział, i komisarz wyszedł na bohatera, a mąż
lekarki na sadystycznego potwora.
Cezary Ostrowski został skazany na dziesięć lat pozbawienia wolności.
Sąd nie uwzględnił żadnych okoliczności łagodzących. Rozprawy były
zamknięte, uczestniczyć w nich mogli tylko świadkowie oraz oskarżony.
Hektor był prawie na każdej rozprawie i dzięki temu upewniał się coraz
bardziej, że dobrze zrobił, nie oszczędzając męża przyjaciółki.
Opuścił tylko rozprawę, kiedy Pola zeznawała, gdyż wtedy miały zostać
przedstawione zdjęcia jej oszpeconego ciała. Prosiła, aby nie
przychodził, a on uszanował jej prośbę. Zdawał sobie sprawę, że jest to
dla niej trudne przeżycie. Do dziś nie wiedział, jakie blizny ukrywała.
Pola zwykle nosiła ubrania zakrywające całe jej ciało, nawet w ciepłe
dni.
Wiedźmińska nigdy nie oczekiwała od Cichego ani do Ostrowskiej
wdzięczności. Gdy czterdzieści lat temu zaczynała pracę jako prokurator,
specjalizowała się w takich sprawach jak Poli. Dlatego odżyły w niej
wspomnienia oraz zapał do ukarania brutalnego sadysty.
- Panie Jaworski, proszę darować sobie te tanie pochlebstwa i wyjaśnić,
dlaczego pana nie było na miejscu zdarzenia, kiedy przeprowadzaliśmy
wstępne oględziny? - prokurator zareagowała tak, jak się spodziewał
Hektor.
- Nie mogłem złapać taksówki - odparł bez zastanowienia Krzysztof, a Wiedźmińska machnęła ręką.
- Nieważne, nie zajmujemy się już żałosnymi gierkami podkomisarza, bo
podstawówkę wszyscy mamy dawno za sobą - powiedziała, nie patrząc w stronę Jaworskiego. - Pani doktor, proszę mówić - rzuciła po chwili
niezręcznej ciszy, a Pola nieznacznie skinęła głową.
- Ofiara, jak wiemy, to Leon Urbański, lat czterdzieści. Nie chorował na
żadne choroby. Pan Jan znalazł jego kartotekę medyczną w jednej z szafek. Badał się regularnie u prywatnych specjalistów - mówiła, patrząc
głównie na prokurator. - Stan jego zdrowia oczywiście potwierdziłam w czasie sekcji - dodała dla pewności. - Dobrze zbudowany i wysportowany.
Przed opuszczeniem jego mieszkania sprawdziłam wnętrze lodówki. Wygląda
na to, że odżywiał się zdrowo. Mówię to, żebyście mieli świadomość, że
był w dobrej formie fizycznej.
- Pani doktor - syknęła ze zniecierpliwieniem Wiedźmińska. - Przecież
wiemy, że nie umarł z przyczyn naturalnych.
Pola znowu kiwnęła głową.
- Przyczyna zgonu to kilkakrotne uderzenie w głowę twardym
tępokrawędzistym narzędziem, które spowodowało krwotok wewnętrzny, bo
ostre krawędzie odłamków bezpośrednio uszkodziły naczynia opon.
Stwierdziłam także pęknięcia poprzeczne kości - referowała Pola,
pokazując na głowie denata rany. - Doznał urazu mechanicznego czynnego.
Na skutek użycia narzędzia tępokrawędzistego mamy do czynienia z ranami
tłuczonymi. W takich wypadkach dochodzi do przerwania ciągłości skóry,
czemu zwykle towarzyszy uszkodzenie tkanek głębiej położonych. Brzegi
takich ran są nierówne, widoczne są otarcia naskórka i podbiegnięcia
krwawe. Występuje obrzęk. Cechą charakterystyczną tego rodzaju ran jest
występowanie mostków łącznotkankowo-naczyniowych. Rozchylając ranę,
widzimy, jak się napinają między brzegami rany. To takie cienkie
paseczki tkanki łączące ze sobą dwa brzegi rany.
- To nie było jedno uderzenie?
- Nie, mamy do czynienia z kilkoma uderzeniami w ten sam obszar, dlatego
nastąpiło pęknięcie promieniste, które pomogło mi ustalić kolejność
zadawanych cisów, bo każdy kolejny cios zatrzymuje pęknięcie na
wytworzonych wcześniej pęknięciach - tłumaczyła patolog.
- Urbański nie spodziewał się tych ciosów? - zapytał Hektor.
- Nie, gdyby widział, że nastąpi atak, to prawdopodobnie próbowałby się
obronić. Chociaż zasłoniłby się instynktownie rękami, a na dłoniach czy
przedramionach nie mamy ran.
- Zabójca zaszedł go od tyłu?
- Zapewne, gdyż dwa uderzenia poszły w tył głowy, a jedno jest
centralnie na środku - odpowiedziała patolog.
Hektor wziął z półki niewielki metalowy flakonik.
- Czyli uderzenia mogły iść tak. - Wykorzystując flakonik, pokazał na
Krzysztofie, jak morderca mógł zadawać ciosy Urbańskiemu. Pola kiwała
głową, potwierdzając.
- Po tych dwóch pierwszych uderzeniach mężczyzna przewrócił się na
podłogę, ale sprawca nadal był pod wpływem adrenaliny oraz może
narkotyków - spojrzała na Cichego - i leżącemu na podłodze mężczyźnie
zadał jeszcze jeden cios w głowę, o tu. - Pokazała palcem ranę na środku
głowy.
- Morderca walił na oślep? - włączył się Krzysztof.
- Można tak powiedzieć - odparła Pola. - Ciosy były silne, więc doszło
do tak zwanego włamania, czyli uszkodzenia kości sklepienia czaszki
poprzez ich odłamanie i wbicie.
- Któryś z ciosów był śmiertelny? - zapytała Wiedźmińska, jak zwykle
zapisując najważniejsze informacje w notesie. Kiedy widziała, że Hektor
wyciąga komórkę, aby zapisać w niej informacje, zwykle rzucała kąśliwą
uwagę na temat zbyt dużego zaufania do nowych technologii.
- Mogę przypuszczać, że pierwszy cios mógł być już śmiertelny, ale że w sumie denat otrzymał trzy, to nie ma wątpliwości, że to one były powodem
zgonu. Oczywiście pod wpływem zadanych ciosów rany były obszerne, a przez to krwawienie również obfite. Wszyscy wiemy, że zranienia na
głowie zawsze mocno krwawią. Choć według mnie, nawet jeśli nie straciłby
tak dużo krwi, jak widzieliśmy na miejscu zdarzenia, to i tak nie dałoby
się go uratować. Miał zbyt poważne obrażenia wewnętrzne w czaszce -
wyjaśniła Pola.
- Coś jeszcze? - Prokurator oderwała wzrok od notesu.
- Według mnie sprawca był leworęczny - mówiła, patrząc na Hektora, który
zanotował tę informację w komórce. Napastnicy mają tendencję do uderzeń
z dominującej ręki po przeciwnej stronie ciała ofiary i po układzie ran
na głowie denata mogę stwierdzić, z dużym prawdopodobieństwem, że ten
morderca był leworęczny.
- Badania krwi wykazały coś ciekawego? - znowu odezwała się prokurator.
- Mam już wyniki toksykologii, nie są zaskakujące. - Spojrzała na
Wiedźmińską i upewniła się, że prokurator jej słucha. - W organizmie
denata był alkohol i metamfetamina. To narkotyk będący pochodną
amfetaminy, tylko mocniejszy i bardziej toksyczny. Technicy zapewne
potwierdzą, że proszek, który widzieliśmy na stoliku w mieszkaniu
Urbańskiego, był tą substancją.
- Zabójstwo mogło być skutkiem zmieszania alkoholu z narkotykami -
stwierdził Hektor i poczuł na sobie wzrok towarzyszy, więc zamilkł. Jemu
teraz i tak było wszystko jedno. Dawka leku, którą zażył niedawno,
rozeszła się po organizmie, więc rozluźnił się i nie musiał reagować na
ich spojrzenia.
- Owszem - potwierdziła Pola, a jej wzrok na zbyt długo utkwił w jego
twarzy.
- Kobieta mogła zadać takie ciosy?
- Pod wpływem alkoholu, narkotyków, wzburzenia i adrenaliny oczywiście
że tak, i to bez większego wysiłku - stwierdziła patolog.
- Czyli jednak bierzesz pod uwagę Anastazję, mimo zapewnień świadków, że
była z nimi gdzie indziej - odezwał się Krzysztof, a Wiedźmińska
przeniosła wzrok z Poli na Hektora.
- Oni nie mówili, że nie było jej w mieszkaniu Urbańskiego. Powiedzieli
tylko, że widzieli ją na koncercie, nad jeziorem i przed domem -
wyjaśnił Cichy.
- No tak, ale w tych godzinach, w których oni ją widzieli w tych
miejscach, ktoś zabił Urbańskiego - zauważył ze zniecierpliwieniem
Krzysztof, a Wiedźmińska parsknęła pod nosem z dezaprobatą.
- Dlatego może to nie ona jest zabójcą - upierał się Hektor.
- Ale sąsiedzi widzieli ją o dwudziestej drugiej i o dwudziestej drugiej
trzydzieści. A według świadków była z nimi w parku - plątał się
podkomisarz.
- To może dodam, że czas zgonu nastąpił między dwudziestą drugą a dwudziestą trzecią - wtrąciła się Pola.
- No proszę, więc jak? - rzucił z pretensją do Hektora Krzysztof.
- Co się dzieje? - odezwała się gniewnie Wiedźmińska. - Czy udało się
wam cokolwiek ustalić? - Prokurator nie rozumiała, o czym mężczyźni
rozmawiają.
- Pojawił się problem, główna podejrzana ma alibi na czas morderstwa,
które potwierdziło trzech świadków - odparł spokojnie.
- I? - zapytała z irytacją prokurator.
- Ale mamy też innych świadków, którzy są tak samo pewni jak tamci, że
była wczoraj wieczorem w mieszkaniu denata. - Hektor starał się mówić
konkretnie, chociaż na razie sam nie wiedział, co ma sądzić o sytuacji,
w jakiej się znaleźli.
- Panie komisarzu, czy pan siebie słyszy? Jakbym miała do czynienia z żółtodziobem. To, co pan mówi, jest tak niemądre, że zaczynam
podejrzewać, że wrócił pan do nałogu i dlatego takie pierdoły opowiada.
Hektor uśmiechał się do niej przepraszająco. I nagle poczuł, że myśli
zaczęły mu uciekać. Chciał zostać sam. Czuł, jak po rękach przechodzą mu
ciarki i cieszył się, że ma na sobie marynarkę.
- Czy muszę pana uczyć, jak prowadzi się śledztwo? - rzuciła szorstko
Wiedźmińska. - Rzeczą oczywistą jest, że w takiej sytuacji Anastazja
Kool powinna być jeszcze bardziej podejrzana i od razu powinniście ją
zatrzymać do wyjaśnienia.
- Spokojnie. Jeszcze dzisiaj wyjaśnię z nią to zamieszanie - rzucił.
Chciał, aby spotkanie się zakończyło. Prokurator pokręciła głową z rozdrażnieniem.
- Pani doktor, czekam na oficjalny raport - odezwała się do Poli, która
kiwnęła głową. Przeniosła wzrok na policjantów. - Proszę pogonić
techników, bo obawiam się, że lada chwila dziennikarze będą chcieli
poznać szczegóły śledztwa. W końcu ofiara to znana osoba, więc coś
musimy im dać.
- Do jutra postaram się dowiedzieć, jaki Kool ma związek z morderstwem -
zapewnił ją Hektor.
- Znacznie prościej dla pana będzie, jeśli wciągnie pan w pracę kolegę,
który na razie robi za paprotkę - stwierdziła złośliwie prokurator,
chowając do przepastnej torebki notes. Krzysztof skrzywił się na jej
słowa, ale się nie odezwał. - Gdyby pojawiły się nowe okoliczności i fakty, wie pan, komisarzu, jak postępować? - zadała kolejne złośliwe
pytanie, a Hektor skinął głową.
Starsza kobieta w czerni opuściła małe prosektorium. Hektor, Krzysztof i Pola zostali sami.
- O co jej chodzi, nic przecież nie zrobiłem? - rzucił Krzysztof, mając
pewność, że prokurator nie ma już w pobliżu.
- Może właśnie o to chodzi - odparła zimno Pola. - Spóźniasz się albo
mówisz głupoty. Hektor musiał ci rano ratować tyłek. Ostatnio
notorycznie zdarzają się takie sytuacje.
- Bo mam życie prywatne, towarzyskie, którego wy nie macie. Muszę
zaspokoić kilka kobiet - mówił rozbawionym tonem, nic sobie nie robiąc z pretensji Poli. Chciał podejść do niej, ale instynktownie się cofnęła. -
Ciebie też wiele razy zapraszałem do kina, na dyskotekę, do restauracji.
Wolisz siedzieć sama w domu albo spotykać się z tym sztywniakiem. -
Wskazał głową na Hektora. - Żebyście się chociaż pukali, kiedy jesteście
razem. To nie, tylko rozmowy i rozmowy, nuda.
Pola założyła ręce na piersiach i popatrzyła z gniewem na Krzysztofa.
Nie miała pretensji do Cichego, doskonale wiedziała, że nie opowiada
partnerowi, jak wyglądają ich spotkania, więc to, co mówił Krzysztof,
było jego wymysłem. Zwykłą paplaniną.
- Dobra, skończ pieprzyć od rzeczy - przerwał mu Hektor, widząc, że w Poli narasta zdenerwowanie. - Idziemy do laboratorium - rzucił i przeniósł wzrok z powrotem na Polę. - Słyszymy się wieczorem?
- Tak, zadzwonię po wszystkim - odpowiedziała dziewczyna, ale kiedy
Jaworski wyszedł z prosektorium, szybko podeszła do Hektora i złapała go
za łokieć. - Nie bierz nic, widzę, że cię nosi.
Hektor cmoknął z udawanym niezadowoleniem.
- Do wieczora, powodzenia. - Pocałował ją w policzek i wyszedł za
Krzysztofem.
Ruszyli w stronę laboratorium, które mieściło się na drugim końcu
komendy.
- Czy choć raz mógłbyś się zamknąć i nie wygłaszać takich idiotyzmów? -
odezwał się po chwili.
- Przecież nic złego nie mówię. Nie tylko mnie zastanawia, co robicie
razem każdego dnia - odpowiedział szczerze Jaworski.
- W dupie mam, co inni myślą. Ja ciebie nie pytam, z kim kiedy sypiasz -
odpowiedział poważnie Cichy.
- Nie kapuję tego. Lubicie się. Rozumiecie się. Ty jesteś sam, ona jest
sama, więc w czym problem? - drążył Krzysztof, mimo że nie spodziewał
się odpowiedzi.
- Gówno wiesz, więc zajmij się tym, na czym się znasz, czyli zaliczaniem
panienek - wyrzucił z siebie i przyspieszył kroku, zostawiając partnera
kilka kroków za sobą. Czuł, że za chwilę poniosą go nerwy. Musiał wziąć
jeszcze parę tabletek, w innym wypadku Jaworski będzie nieustannie
obrywać, a to może być katastrofalne i podejrzane.
Komenda. Laboratorium
Weszli do pogrążonego w półmroku laboratorium. Ciężkie żaluzje były
opuszczone do połowy okien. Jan Sobczak siedział na wysokim obrotowym
krześle ubrany w biały kitel, a na czole miał plastikowe gogle. Obok
niego przy stanowisku między mikroskopem a pokaźnych rozmiarów
komputerem siedziała Karolina Sawicka, zatopiona w analizie tekstu,
który widniał na monitorze.
Gdy Hektor i Krzysztof weszli do środka, od razu usłyszeli
charakterystyczny dźwięk pracującej maszyny. Znali go, za każdym razem,
kiedy tu byli, wypełniał pomieszczenie.
Cichy przed wejściem do laboratorium wstąpił do toalety, zauważając z ulgą, że Krzysztof nie zwrócił na to uwagi, bo był pochłonięty
odpisywaniem na SMS-y, które regularnie do niego napływały. Partner
wydawał się rozkojarzony. Dlatego bez obaw Hektor łyknął kolejne
tabletki Sevredolu. Gdy popijał je wodą z kranu, przemknęła mu przez
głowę prośba Poli, ale zignorował ją. Bez nich nie funkcjonował, a dziś
miał jeszcze kilka rzeczy do załatwienia. Nie mógł sobie pozwolić na
rozkojarzenie i rozbiegane myśli. A to, co czuł, kiedy tabletki
przestawały działać, było nie do zniesienia.
- Nie mam dla was dobrych informacji - zakomunikował od progu Sobczak. -
Potwierdził się brak odcisków palców na narzędziu zbrodni.
- Sprawca miał rękawiczki? - przerwał mu Krzysztof. Nie było go rano na
miejscu zdarzenia, dlatego też nie wiedział, o czym wtedy rozmawiali.
Hektor zapomniał przekazać mu te informacje, miał co innego w głowie.
- Biorąc pod uwagę fakt, że zabójstwo zostało dokonane w afekcie -
zaczął mówić z lekkim zniecierpliwieniem technik - na co wskazuje
bałagan w salonie, gdzie została znaleziona ofiara, jak i pomniejsze
wskazówki, sprawca nie planował tego zabójstwa, więc jest rzeczą
oczywistą, że nie miał rękawiczek. - Popatrzył na Krzysztofa.
Zorientował się, że podkomisarz zupełnie nie orientuje się, co się
działo rano. - Odciski palców na narzędziu zbrodni zostały wytarte, a chcąc być skrupulatnym, to powinienem powiedzieć, że zostały roztarte.
Niestety z tego, co zostało, nie da się uzyskać nawet częściowego
odcisku.
Krzysztof pokiwał głową niezrażony tonem technika.
- Zabezpieczyliście w mieszkaniu inne odciski? - zapytał Hektor. Czuł
rozdrażnienie, bo tabletki jeszcze nie działały.
- Tak, ale jest ich dużo. Udało się zidentyfikować tylko dwie pary.
Należą one do denata i do jego gosposi. Dwadzieścia pozostałych
pozostaje niezidentyfikowanych - wyjaśnił Sobczak.
- No tak, sąsiedzi mówili, że to był towarzyski gość - skomentował
Jaworski irytująco radośnie.
Hektor nie mógł się doczekać, kiedy tabletki zaczną działać. Miał
nadzieję, że wtedy przestanie go denerwować każde wypowiedziane przez
partnera słowo. Lubił Krzysztofa, ale w ostatnim czasie wydawało mu się,
że każdą sprawę traktuje na odczepnego. Najbardziej interesowały go
wieczorne spotkania z nowymi dziewczynami oraz odpisywanie na setki
SMS-ów. Przez to często ostatnio dawał plamę. Cichy nie czepiał się go,
gdyż jego myśli też uciekały w inną stronę niż śledztwo, ale był pewny,
że jemu nałóg nie przeszkadza w pracy tak jak Jaworskiemu bujne życie
towarzyskie.
- Tak jak panu mówiłem na miejscu zdarzenia, z rozbitej szklanki został
tylko pył. Dlatego ani odcisków palców, ani DNA nie mogliśmy z niej
zebrać - mówił Jan, patrząc na Hektora.
- Zbadałam biały proszek, który znajdował się na stoliku - włączyła się
Karolina. - To metamfetamina.
- Toksykologia, którą zrobiła Pola, też wykazała obecność tego narkotyku
w organizmie denata - odparł z zadowoleniem komisarz. Jego myśli na
ułamki sekund pobiegły do białej sproszkowanej substancji. Swego czasu
próbował różnych narkotyków, ale posiadanie i zdobywanie ich okazało się
zbyt ryzykowne. Dlatego pozostał przy opioidowych lekach
przeciwbólowych, które, kiedy miało się receptę, można było dostać bez
większego problemu.
Metamfetaminę wziął kilka razy i nie był zainteresowany kolejnymi
próbami, ponieważ za każdym razem budził się u boku nieznajomej kobiety.
Co prawda u siebie w domu, ale zwykle nie wiedział, jak do niego wrócił
i kim były te kobiety. Nie lubił aż takiej utraty świadomości.
- Obok mety był papier zwinięty w rulon. Za jego pomocą ofiara wciągnęła
narkotyk - dokończyła Karolina.
- Tylko on? - dopytywał Krzysztof.
- Na papierze znalazłam tylko jego materiał biologiczny.
- Cholera, to komplikuje obraz tego, co wydarzyło się w mieszkaniu i w jakich okolicznościach - stwierdził Cichy. - Czy do zbrodni doszło pod
wpływem substancji pobudzających?
- Przeszukaliśmy całe mieszkanie, ale nie znaleźliśmy nic więcej wartego
uwagi - odezwał się ponownie Jan. - No może poza kartoteką medyczną
ofiary, którą przekazałem Poli.
Hektor kiwnął głową, już to wiedział.
- Wiedźma nie będzie zadowolona - szepnął Krzysztof, a Hektor zgromił go
wzrokiem. Nie lubił, jak Jaworski tak o niej mówił w obecności innych
osób. Uważał, że starszej prokurator należy się szacunek.
- A wam udało się ustalić, z kim denat spędzał swój ostatni wieczór? -
zapytał Sobczak.
- No właśnie, mamy drobny problem, bo pojawiły się sprzeczne informacje
- odezwał się Krzysztof. - Laskę, którą rozpoznali świadkowie z kamienicy Urbańskiego, inni w tym samym czasie widzieli w zupełnie innym
miejscu, robiącą zupełnie coś innego.
- To ciekawe - stwierdził technik. - O co może chodzić?
- Ktoś kłamie, a najpewniej ta gwiazdeczka - rzucił gwałtownie Jaworski.
Hektor poczuł poirytowanie. Nie lubił, kiedy jego partner kierował się
emocjami i wypowiadał spontanicznie sformułowane i nieprzemyślane myśli
niczym członek amatorskiego klubu detektywistycznego.
- Anastazja Kool jest podejrzana, ale jest wiele niejasności. Musimy się
jej przyjrzeć i wtedy przekonamy się, kto mówi prawdę - oznajmił
rozsądnie Hektor, czując, jak uczucie błogości rozlewa się po jego
wnętrzu. Tabletki zaczynały działać. - Dzięki za wszystkie informacje.
Dam znać, jak się sprawa wyjaśni - skierował te słowa do Jana Sobczaka,
uśmiechnął się do Karoliny, która odwzajemniła uśmiech, i wyszedł na
korytarz, czując przyjemną ulgę. Miał wrażenie, jakby ktoś zdjął z niego
ogromny ciężar. Przez głowę przeszła mu myśl, że może przesadził z lekami, ale było mu teraz wszystko jedno. Wolał nie myśleć, jak dużo
tabletek już połknął, bo dzień się jeszcze nie kończył, a pod ich
wpływem było mu po prostu dobrze.
Komenda. Biuro Hektora i Krzysztofa
Wrócili do biura. Hektor całą drogę milczał, upajając się wewnętrznym
spokojem, jaki coraz bardziej opanowywał go po ostatnich tabletkach.
Po zażyciu leków czuł się lekko na duchu. Jakby w jednej chwile
wszystkie troski i problemy znikały. Bez tabletek czy innych substancji
wspomagających pogrążał się w rozmyślaniach. Czuł nieustający palący żar
w środku. Wydawało mu się, że ktoś siedzi mu na klatce piersiowej, a on
nie może go zrzucić. Nie mógł oddychać. Nie mógł myśleć. Nie mógł żyć.
Jak gdyby coś wysysało jego duszę i ciągnęło w głąb otchłani.
Kiedyś zwierzył się z tych odczuć Poli, ale później tego żałował.
Przyjaciółka przejęła się jego stanem i nieustannie zasypywała go
ofertami nowych ośrodków terapeutycznych. Powtarzała, że Hektor cierpi
na przewlekły stres pourazowy i sam sobie z tym nie poradzi.
Uważał to za bzdurę.
Po tym, jak Hektor wyzwolił ją od męża tyrana, regularnie chodziła na
terapię. Chciała, aby Hektor ponownie spróbował tej formy leczenia. On
był jednak przeciwny. Jedną przeszedł przymusowo po wypadku, a drugą
miał w ośrodku odwykowym. Uważał, że nic nie zmieniły w jego życiu. Była
to strata czasu, mówienie po próżnicy do ludzi, którzy tylko udawali, że
go rozumieją, bo nie mieli podobnych doświadczeń. Według Hektora
posiadanie wiedzy teoretycznej w takich przypadkach to za mało.
Kiedy odmówił ponownego pójścia na terapię, Pola odebrała to jako własną
porażkę - rozumiała, że nie może nic z tym zrobić. Dlatego odpuściła i zaczęła mu wypisywać recepty na leki, o które prosił. Zależało jej na
tym, żeby choć chwilę przyjaciel mógł być szczęśliwy, żeby zapomniał o tragicznych wydarzeniach.
Hektor był zadowolony z jej decyzji. Początkowo chciał, aby zapisała mu
czystą morfinę, ale na to się nie godziła. Obawiała się o jego i swoją
karierę. Chociaż zdarzało się, że przynosiła mu ampułkę morfiny, kiedy
go odwiedziła w domu. Wydawało się jej, że jeśli to ona robi mu
zastrzyk, to kontroluje jego uzależnienie. Cichy nie miał pojęcia, skąd
brała morfinę, ale się nie dopytywał.
Hektor usiadł na krześle i zaczął przyglądać się zdjęciu Anastazji w broszurze, którą otrzymali od Orzechowskiej.
- Niezła dupa - skomentował prostacko Krzysztof.
- Niezła - przyznał beznamiętnie komisarz.
- Może byś ją wyrwał? - zaproponował z rozbawieniem Jaworski. - Z twoim
powodzeniem nie będziesz miał z tym problemów.
Hektor podniósł obojętny wzrok na partnera.
- Czy ty na łeb dziś upadłeś?
- Ale co? Łóżko to najlepsze miejsce do zwierzeń - stwierdził szczerze
zdziwiony reakcją partnera Krzysztof.
- No dobra, geniuszu, a powiedz mi, jakbym miał później wykorzystać
zdobyte w ten sposób informacje? - zapytał spokojnie, gdyż przestały go
irytować absurdalne pomysły Jaworskiego. - Co miałbym powiedzieć
Wiedźmińskiej?
- Oj tam, oj tam, szukasz problemów - rzucił lekceważąco Krzysztof. -
Wiedźma ma słabość do ciebie. Wszystko ci wybaczy.
- Co ty pieprzysz? - zapytał zaskoczony Hektor. Obaj znali procedury i wiedzieli, że nawiązanie intymnych relacji z podejrzanym nie tylko było
wbrew zasadom, ale oznaczałoby, że ewentualny sprawca wywinie się od
odpowiedzialności. - Teraz powinienem zapytać, czy ty coś dzisiaj
brałeś? - powiedział Hektor, mimo że zdawał sobie sprawę z tego, że
wchodzi na grząski grunt. Lepiej było, aby nie poruszał tematu
narkotyków. Ale mina Krzysztofa go zaskoczyła. Jaworski nigdy nie
przyznawał się i nie wspominał o tym, że miał jakiekolwiek doświadczenia
z dragami. - Brałeś? - zdziwił się zaskakująco radośnie Cichy. Jaworski
sięgnął do tylnej kieszeni spodni.
- Dzisiaj nie, ale wczoraj wieczorem Betty przyniosła to. - Wyjął z kieszeni mały woreczek, w którym znajdowały się kwadratowe bibułki.
Hektor spojrzał najpierw na paczuszkę, a potem na partnera.
- Pojebało cię?! Masz przy sobie LSD? - zamurowało go.
Krzysztof się zmieszał. Cichy nie spodziewał się, że jego partner jest
na tyle lekkomyślny, iż będzie cały dzień nosił narkotyki w tylnej,
płytkiej kieszeni spodni.
- Nooo - odpowiedział Jaworski przeciągle. - Sorry, nie chcę cię
drażnić. Nie powinieneś nawet z daleka oglądać takiego towaru.
- Skąd Betty to miała? - przerwał mu Hektor. Czuł mrowienie w palcach u nóg. Swego czasu chętnie sięgał po LSD. Przypomniało mu się, jak dobrze
się po nim czuł.
- Siostra Betty przyniosła ze szkoły, a ona go sobie pożyczyła -
odpowiedział, jak gdyby chodziło o długopis.
- Ze szkoły? - zdziwił się Cichy.
- Siostra Betty chodzi do liceum - wyjaśnił Krzysztof w taki sposób,
jakby posiadanie narkotyków w szkole średniej było normą.
- Stary, schowaj ten towar daleko i głęboko - prawie rozkazał Hektor. -
Nie chcę, aby komendant to zobaczył, bo będzie na mnie.
Krzysztof otworzył szufladę w swoim biurku. Wyjął z niej małą metalową
puszkę po sypanej kawie. Trzymał w niej spinacze. Schował woreczek z bibułkami do środka i włożył puszkę ponownie do szuflady.
Hektor przyglądał się temu z uwagą. Już wiedział, że nie zapomni o tym
małym woreczku. Jak tylko nadarzy się okazja, zabierze go. Chciał znowu
poczuć to, co czuł, zażywając ten narkotyk. Zapragnął ponownie zobaczyć
Olę i Adasia, a po LSD mu się to udawało. I nie czuł rozdzielającej
pustki, która towarzyszyła mu każdego dnia od pięciu lat. Teraz, widząc
paczuszkę z narkotykiem, chciał odpłynąć w ten nierzeczywisty świat,
było mu w nim lepiej. Nawet jeśli był iluzją.
- Co robimy? - wyrwał go z rozmyślań Jaworski.
- Z czym?
- Z Anastazją. No bo wiesz, jest osiemnasta, a umówiłem się z Mary na
małe co nieco - dokończył, wykonując ruch symulujący kopulację. Hektor
przewrócił oczami.
- Dobra, spadaj - rzucił, siląc się na naturalny ton. - Sam załatwię
sprawę z Kool. - Chciał się już pozbyć partnera, bo nie mógł zapomnieć o narkotyku w biurku Jaworskiego.
- Zajebiście. Dzięki, stary. Zapowiada się dobra zabawa. - Wyszczerzył
się w szerokim uśmiechu. - Mary prosiła, żebym przyniósł ze sobą
kajdanki.
- Ale broń służbową zostaw w sejfie, bo cholera wie, co tę laskę kręci -
rzucił żartobliwie Hektor, tylko czekając, aż Jaworski wyjdzie.
Po piętnastu minutach Cichy stanął w progu biura. Było po osiemnastej i fabryka opustoszała. Ale Hektor przeszedł kilka kroków korytarzem.
Chciał się upewnić, że komendanta też już nie ma w pracy.
Kiedy zobaczył, że gabinet przełożonego jest pusty, wrócił do biura i zamknął drzwi. Bezszelestnie otworzył szufladę biurka Krzysztofa. Nie
wiedział, dlaczego tak się stara nie narobić hałasu, i tak nikogo nie
było, ale instynkt podpowiadał mu ostrożność. Pospiesznie sięgnął po
metalową puszkę i wyjął niezbyt dokładnie ukryty woreczek. Schował go do
wewnętrznej kieszeni marynarki. Poczuł, jak ogarnia go euforia. Serce
waliło mu jak młot. Już nie mógł się doczekać, aż wróci do domu, włączy
Feeling Good Michaela Buble i zobaczy żonę z synkiem. Ta myśl
zdominowała mu umysł, ale przypomniał sobie, że musi jeszcze załatwić
sprawę z Anastazją. Po drodze zamierzał wstąpić do mieszkania
Urbańskiego. Chciał w samotności i w spokoju rozejrzeć się po miejscu
zbrodni.
Postanowił nie zwlekać i jak najszybciej załatwić te dwie sprawy. Pola
dziś do niego nie przychodziła, bo miała inne plany, więc jak tylko
dotrze do domu, będzie mógł swobodnie skorzystać z zawartości woreczka.
Więzienie. Sala widzeń
Pola siedziała przy stoliku, nerwowo ściskając ręce na kolanach. Obok
niej adwokat, Jakub Łukasik, rozkładał dokumenty. Wydawał się opanowany,
dla niego sprawa, z którą dziś tu przyszli, to formalność. Były już mąż
Poli, Cezary Ostrowski, miał podpisać ostatnie dokumenty. Nie chciał
tego zrobić bez jej obecności. Kobieta wiedziała, że robi to dlatego,
aby móc nadal dręczyć ją psychicznie. Zdawał sobie sprawę, że ciągle się
go boi, a jej lęk dodawał mu siły i determinacji.
Pola wiedziała, że były mąż nie może jej już skrzywdzić. Siedział w więzieniu, dookoła było kilku strażników, a jej towarzyszył człowiek,
który wraz z prokurator Wiedźmińską przyczynił się do uzyskania surowego
wyroku dla Cezarego. Mimo to wewnętrznie cała się trzęsła. Przez trzy
lata małżeństwa żyła w nieustannym lęku. Nigdy nie potrafiła
przewidzieć, kiedy mąż wpadnie w złość, co może go zdenerwować.
Nieustająca niepewność i napięcie pozostawały w niej.
Ostrowska setki razy zastanawiała się, dlaczego pozwoliła mężowi, aby
przez lata ją bił i zadręczał psychicznie. Mimo rocznej terapii nie
odnajdywała odpowiedzi na to pytanie.
Sześć lat temu, kiedy go poznała, Cezary był zupełnie innym człowiekiem,
niż okazał się po ślubie. Nie mogła sobie darować, że nie dostrzegła,
jaki jest, przed małżeństwem, zwłaszcza że spotykali się przez dwa lata.
Miała czas, aby go przejrzeć, ale była tak szczęśliwa, wydawał się
idealnym mężczyzną. A po ślubie wszystko się zmieniło. Cezary stracił
pracę w firmie, którą tworzył od podstaw. Wspólnicy oszukali go i został
z niczym. Nie mógł odnaleźć się na rynku pracy i znieść, że jest na
utrzymaniu Poli. Z każdym kolejnym tygodniem jego złość na otaczający
świat się pogłębiała. Zaczął przesiadywać w barach, poznał ludzi, którzy
prowadzili szemrane interesy. Zmienił się, stał się agresywny i brutalny, a Pola nie wiedziała, co zrobić.
- Będzie w dybach, nic nie może - odezwał się Łukasik, czując jej
napięcie. - Nie zwracaj uwagi na to, co będzie mówił. Będzie chciał cię
wystraszyć tak jak na rozprawach.
- Wiem, wiem - szepnęła niepewnie Ostrowska.
Szczęk otwieranych drzwi spowodował, że kobieta mimowolnie się spięła.
Do sali został wprowadzony przez dwóch strażników przeciętnej postury
młody mężczyzna. Usiadł na krześle naprzeciwko nich.
- Rozkuć? - zapytał adwokata strażnik.
- Nie.
Strażnik kiwnął głową i uśmiechnął się do Poli. Wszyscy wiedzieli, kim
jest i co zrobił jej mąż.
- Ma pan podpisać ostatnie dokumenty. Jest ze mną, jak pana widzi, pana
była żona, bo taki był pana warunek - zaczął Łukasik.
- Chciałem, aby dobrze zapamiętała moją twarz, bo następnym razem jak
się spotkamy, może mieć kłopot z identyfikacją kogokolwiek. - Cezary
przybrał agresywny ton, a Pola poczuła ucisk w brzuchu.
- Przypominam, że ma pan dożywotni zakaz zbliżania się do byłej żony.
Złamanie go będzie skutkować natychmiastowym powrotem do tego miejsca -
odpowiedział spokojnie adwokat.
- Spoko, jak wrócę, to na dożywocie - odparł lekceważąco mężczyzna,
wykonując gest duszenia w powietrzu, a Pola nerwowo poruszyła się na
krześle. Dobrze pamiętała chwile, kiedy mąż rzucał się na nią bez
ostrzeżenia i zaciskał dłonie na jej szyi. Ściskał, póki nie straciła
przytomności. A kiedy ją odzyskiwała, zaczynał od nowa.
Łukasik nieznacznie pokręcił głową, dając jej do zrozumienia, aby nie
dała się sprowokować.
- Może pan przestać snuć dalekosiężne plany i tak przez najbliższe
dziesięć lat nie wyjdzie pan nawet na przepustkę. - Adwokat nadal
utrzymywał spokojny ton. - Przypominam także, że to, iż tu jesteśmy, to
z naszej strony jest gest dobrej woli, gdyż bez pana podpisów wyrok
również wszedłby w życie.
- Szczęśliwa jesteś? Teraz cię posuwa ten twój bohater? - Cezary
zlekceważył adwokata, kierując słowa do Poli. Ona jednak wedle
instrukcji Łukasika milczała. - Ciekawe, czy już wie, jak jesteś
pojebana.
- Proszę, aby pan nie obrażał mojej klientki - zwrócił mu uwagę adwokat
i położył przed nim kilka kartek. - Na każdej stronie proszę o parafkę,
a na końcu czytelny podpis - poinstruował.
- Facet szybko zobaczy, że jesteś zgniłym jabłkiem - nie odpuszczał
Ostrowski, automatycznie podpisując dokumenty.
- Dziękuję - odpowiedział Łukasik, zabierając podpisane papiery. -
Informuję, że jest to ostatni raz, kiedy ma pan kontakt z moją klientką.
Zgodnie z wyrokiem nie wolno panu kontaktować się z panią Polą ani
listownie, ani telefonicznie, ani w żaden inny sposób, jaki panu
przyjdzie na myśl. Złamanie postanowienia sądu będzie groziło kolejnymi
sankcjami.
- Pewnie masz się za ofiarę, ale to twoja wina. To ty mi pozwoliłaś na
to, co ci zrobiłem. Czerpałaś z tego satysfakcję, a teraz robisz ze mnie
potwora.
- Skończyliśmy - powiedział Łukasik, spoglądając na rozedrganą Polę.
- Znajdę cię i zajebię - rzucił Cezary, kiedy podnieśli się z krzeseł.
- Informuję pana, że całe spotkanie było nagrywane na dyktafonie -
odezwał się adwokat i pokazał mężczyźnie urządzenie. - Trafi ono jeszcze
dziś do akt, na wszelki wypadek jakby pani Poli przytrafiło się coś
niemiłego.
- Jeb się - parsknął głośno mężczyzna, podnosząc się gwałtownie z krzesła.
- Ostrowski, sadzaj dupkę na krześle - usłyszeli głos strażnika.
- No i przecież panowie są świadkami - powiedział radosnym głosem
Łukasik, na co Cezary splunął mu pod nogi. - Możecie zabrać pana
Ostrowskiego, bo zaczyna się czuć niekomfortowo w naszym towarzystwie.
Ten sam strażnik, który sadzał Cezarego na krześle, podszedł do niego i pociągnął go za łokieć, aby się podniósł. Bez słowa wyprowadził go z sali.
- Wszystko w porządku? - zapytał po chwili Łukasik Poli. Kobieta czuła,
jak serce jej wali, a ręce drżą.
- Najważniejsze, że to koniec - odezwała się słabym głosem, a adwokat
poklepał ją po ramieniu.
Mieszkanie przy ulicy Solidarności
Hektor wszedł do mieszkania Urbańskiego bez większego problemu.
Przeszedł pod taśmami policyjnymi, nie naruszając ich, drzwi nie były
zamknięte.
Po ciemku dotarł do salonu i zanim zapalił światło, nałożył lateksowe
rękawiczki. Mieszkanie było już sprawdzone przez techników, ale nie
zamierzał zostawiać w nim swoich śladów. Nacisnął włącznik na ścianie, a jasne ledowe światło wypełniło salon.
Rozejrzał się i ruszył w stronę kominka. Zobaczył tam ramki ze zdjęciami
i różne nagrody. Zdjęć było dużo, wszystkie przedstawiały Urbańskiego
wraz z ekipą filmową. Nie było zdjęć indywidualnych ani fotografii
rodzinnych. Najwyraźniej praca była dla reżysera najważniejsza.
Za zdjęciami stało kilka statuetek, które reżyser otrzymał. Hektor
czytał dedykacje, ale żaden z tytułów filmu nic mu nie mówił. Nie było w tym nic dziwnego. Ostatnie pięć lat spędził pogrążony we własnym nałogu
i w pracy. Natomiast wcześniej każdą wolną chwilę spędzał z Olą i Adasiem.
Między ramkami dostrzegł małe pudełeczko. Wziął je do ręki i otworzył. W środku znajdował się pierścionek z pokaźnych rozmiarów błyszczącym
kamieniem. Wyciągnął pierścionek z pudełka. Na wewnętrznej stronie
wygrawerowano: DLA A.
Hektor domyślił się, że mógł to być pierścionek zaręczynowy, co
potwierdzało, że relacja reżysera z Anastazją była poważna. Dlatego
komisarz zaczął zastanawiać się, czy w takiej sytuacji kobieta mogła
zabić Urbańskiego, a jeśli tak, to dlaczego? Co takiego mogło się
wydarzyć wczoraj, że aktorka wybiegła z mieszkania reżysera? Czy
wywiązała się kłótnia, która zakończyła się tragicznie? Co musiałoby się
stać, aby tak drastycznie zmieniła się sytuacja między nimi, od
oświadczyn do zabójstwa? Czy było to możliwe?
Pytania mnożyły się, a bez rozmowy z kobietą nie było możliwe uzyskanie
odpowiedzi.
Cichy postanowił pokazać pierścionek Anastazji. Może wtedy opowie więcej
o ich relacji.
Powoli przeszedł do części kuchennej. Panował tu porządek. Rozglądał się
uważnie, ale nie dostrzegał nic, co mogłoby mu podpowiedzieć, co takiego
się tu wczoraj wydarzyło. Po półgodzinie opuścił mieszkanie, chowając
pudełeczko z biżuterią do torebki na dowody.
W drzwiach wyjściowych budynku niemal zderzył się z Jakubem
Janiszewskim.
- Dobry wieczór, panie komisarzu - odezwał się psycholog i zatrzymał na
nim wzrok. Hektor na chwilę uciekł wzrokiem.
- Dobry wieczór, dobrze, że pana spotkałem - odparł, myśląc o tym, aby
nie tracić kontroli nad ciałem i twarzą. - Pan Urbański był pana
przyjacielem. Czy opowiadał panu więcej o relacji z Anastazją Kool?
- Ostatnio przy każdej okazji o niej mówił - przyznał Janiszewski. -
Pochłaniała jego myśli.
- Wiedział pan, że chciał się jej oświadczyć?
- Wspominał o tym zamiarze, ale niepokoiło go, że Anastazja jest zmienna
w swoich uczuciach względem niego. Miał wrażenie, że się nim bawi i nie
traktuje go tak poważnie jak on ją.
- Czyli? - zaciekawił się Hektor.
- Leon twierdził, że bywały dni, kiedy Anastazja była czuła, miła i delikatna. W inne natomiast bez wyraźnego powodu stawała się obojętna,
wyniosła i opryskliwa.
- Pan Urbański oczekiwał od pana jakiejś rady?
- Tak, ale powiedziałem mu, że muszę mieć więcej informacji o życiu
Anastazji, o jej dzieciństwie, rodzinie - tłumaczył Janiszewski. -
Podejrzewam u niej jakiś rodzaj traumy. Wydawało mi się, że nie mogła
zaangażować się i uwierzyć w to, że ktoś ją może naprawdę pokochać. A to
musiało wynikać z przykrych doświadczeń z przeszłości. Z opowieści Leona
wynikało, że chwilami wręcz sabotowała relacje z nim. Z jednej strony
chciała z nim być, ale z drugiej robiła wszystko, aby go od siebie
odtrącić.
- Udało się zdobyć informacje o jej przeszłości? - dopytywał komisarz.
- Niestety nie. Ostatnie dwa tygodnie mieliśmy z Leonem pracowite. Nie
zdążyliśmy skonsultować tego, co udało mu się ustalić - odpowiedział
psycholog z wyraźnym żalem w głosie. - Ale ostatni raz, kiedy
rozmawiałam z Leonem, mówił, że zamierza zaryzykować i się oświadczyć.
Nie uważałem tego za dobry pomysł i chciałem to przedyskutować, ale nie
zdążyłem.
- Dlaczego pan uważał, że był to zły pomysł?
- Leona ten związek kosztował zbyt dużo emocjonalnie. W szczerej miłości
to nie tak wygląda. Miłość zwykle nie wykańcza psychicznie. Nie jest
utrapieniem, a dodaje siły i energii. Otwiera horyzonty. Dla Leona
związek z Anastazją był udręką - wyjaśnił psycholog.
- Sądzi pan, że Anastazja mogła go zabić?
Psycholog nie odpowiedział od razu.
- Jak już panu mówiłem, rozmawiałem z Anastazją może ze trzy razy, sam
nie wiem, co o niej myśleć. Płyną od niej sprzeczne fluidy. Aby związać
się z taką kobietą jak ona, trzeba ją zrozumieć. To zbyt poważne
oskarżenia, aby pochopnie wydać osąd.
- A czy pan Urbański miał jakąś rodzinę? - Hektor przypomniał sobie, że
nikt o kimś takim jeszcze nie wspominał. - W mieszkaniu są zdjęcia, ale
tylko z pracy.
- No tak - przyznał psycholog. - Jedyną rodziną Leona był ojciec, ale
mieszka w Japonii. Jest prezesem dużej korporacji. Mieli ze sobą
sporadyczny kontakt. Ich relacje zawsze były trudne.
- Rozumiem - powiedział Hektor, kierując się do wyjścia. - Dziękuję za
poświęcony czas.
- Panie komisarzu - zatrzymał go psycholog. - Jeśli pan zechce, to
pomogę panu nie tylko w sprawie Leona.
Popatrzył na Cichego przez chwilę i ruszył w stronę swojego gabinetu.
Cichy spiął się na słowa psychologa, tego się obawiał. Był pewny już po
pierwszym spotkaniu, że jego nie oszuka. Ale nie zamierzał dawać
Janiszewskiemu powodu do analizowania jego osoby. To nie w jego sprawie
toczyło się śledztwo.
Apartament przy ulicy Bursztynowej
W drodze do apartamentu Anastazji Hektor łyknął Sevredol. Chciał, aby
uczucie błogiego spokoju i opanowania nadal trwało. Gdy popijał tabletki
wodą z butelki, znów przeszło mu przez myśl, że zaczyna przesadzać z ilością. Dwa tygodnie temu obiecywał sobie i Poli, że nie przekroczy
minimalnej dawki i że będzie sięgał po pigułki tylko w ostateczności.
Ale ostatnie dni i przypadająca niebawem piąta rocznica tragicznego
wypadku, w którym zginęła jego żona i trzyletni syn Adaś, nie dawały mu
spokoju. Obrazy wydarzeń z tamtego dnia wracały przy każdej próbie
zaśnięcia. Na domiar złego tydzień temu zadzwoniła teściowa, z którą
utrzymywał regularne, zazwyczaj przyjacielskie kontakty. Po raz kolejny
postanowiła rozdrapać stare rany, które i tak nigdy się nie zagoiły. Nie
był w stanie przerwać potoku jej słów. Cały czas targały nią te same
emocje jak pięć lat temu. Po rozmowie z nią Hektor nie mógł pozbierać
myśli. Nie umiał znaleźć sobie miejsca. Niepokój, złość i rozgoryczenie
potęgowały się z każdym wspomnieniem. To wpływało na jakość jego pracy,
a nie mógł pozwolić sobie na kolejne załamanie. Praca była tym, co mu
pozostało, nie chciał nic zawalić.
Wysiadł z auta przed majestatycznym apartamentowcem, w całości pokrytym
matowym szkłem. Przed drzwiami wejściowymi stał odźwierny.
Hektor nie znał zasad funkcjonowania takich miejsc. Nie miał pojęcia,
czy mężczyzna może chcieć zweryfikować jego tożsamość, więc dla pewności
wyjął legitymację służbową.
- Do Anastazji Kool - zakomunikował.
- Piętro dziesiąte - odpowiedział bez zastanowienia odźwierny.
Cichy wjechał szklaną windą na górę. Zanim wysiadł, spojrzał w lustro.
Źrenice co prawda miał zwężone, ale innych skutków ubocznych, według
niego, nie można było zaobserwować, nie będąc ekspertem.
Zadzwonił do drzwi. Otworzyła Anastazja ubrana w biały jedwabny
szlafrok. Prezentowała się inaczej niż na planie, co przykuło jego
uwagę.
Nie odezwała się, tylko zostawiła otwarte drzwi, wracając do wnętrza
mieszkania.
- Mogę wejść? - upewnił się.
- Proszę - odpowiedziała i wzruszyła ramionami.
Była uczesana i umalowana do wyjścia.
- Jak się pani czuje?
- Dziękuję, dobrze - odpowiedziała zwięźle i ruszyła w głąb
przestronnego salonu. - Napije się pan ze mną? - zapytała, podchodząc do
stolika, na którym stał kieliszek i szampan.
- Jestem na służbie - odparł.
Alkohol w jego stanie nie był dobrym pomysłem. Zresztą rzadko sięgał po
tę używkę. Kiedyś próbował łączyć leki z alkoholem, oczekując
silniejszego działania i mocniejszych doznań. Ale nigdy nie dawało to
oczekiwanego efektu. Przynosiło więcej złego niż dobrego. Tak jak w przypadku metamfetaminy.
- Potwierdziły się pani słowa - rzucił, rozglądając się po eleganckiej
przestrzeni.
- Na jaki temat?
- Wczorajszego wieczoru.
- Powiedziałam prawdę. - Uśmiechnęła się szelmowsko.
Z jednego ramienia zsunął jej się jedwabny szlafrok. Nie miała pod nim
biustonosza. Hektor znał te numery i nie zamierzał reagować. Anastazja
była atrakcyjną kobietą, ale nie chciał dać jej satysfakcji, że go tak
szybko zmanipulowała. Była pewna siebie, we własnym domu czuła się
swobodniej. Przypomniał sobie słowa pracowników produkcji na temat jej
zmienności.
- Miłosz Szymański chyba jest w pani zakochany - rzucił jakby od
niechcenia.
- No cóż, jego sprawa - odpowiedziała nonszalancko, popijając szampana.
- Nie cierpi pani na brak męskiego zainteresowania.
- Pan też mógłby mieć każdą kobietę - zripostowała i zrobiła krok w jego
stronę, ale nie zbliżyła się do niego, tylko usiadła na podłokietniku
białej kanapy. Poły szlafroka rozchyliły się i odsłoniły zgrabne długie
nogi. - Seksowna blizna, na pewno ma fascynującą historię? - zmieniła
temat, pokazując palcem na jego policzek.
- Spadłem z rowerka w dzieciństwie - wyjaśnił ironicznie. Nie zamierzał
dzielić się z nią prywatnym życiem. Po jej minie widział, że zrozumiała,
że chce ją zbyć. - Może pani powiedzieć coś o Leonie Urbańskim, bo zdaje
się, że byliście parą?
- Byliśmy przyjaciółmi - odpowiedziała, nie odrywając wzroku od jego
policzka. Starał się nie zwracać na to uwagi, ale blizna zaczęła go
nienaturalnie piec.
- Przyjaciółmi? - Wyjął z kieszeni torebkę na dowody, w której
znajdowało się pudełeczko z pierścionkiem, i pokazał go kobiecie. -
Podobno chciał się wczoraj pani oświadczyć.
Anastazja wbiła wzrok w pierścionek. Nie okazała żadnych emocji.
- Nic mi na ten temat nie wiadomo - odpowiedziała w końcu.
- Może nie zdążył? - rzucił Cichy. Chciał ją podejść, bo utrzymywała, że
wczoraj wieczorem nie widziała Urbańskiego. Kobieta milczała. -
Kłóciliście się? - zapytał, starając się nie myśleć o pulsującej
bliźnie.
- Z Leonem nie można było się kłócić.
- Bo? - zdziwił się Hektor.
- Wszystko łagodził, nie lubił napiętej atmosfery, chciał, aby ludzie z jego otoczenia się lubili. Jedna wielka przyjaźń. - W jej głosie
pobrzmiewał lekki sarkazm.
- A wczoraj jak przebiegło wasze spotkanie? - próbował ją zaskoczyć.
- Wczoraj widzieliśmy się w przelocie na planie - odparła natychmiast.
Hektor czuł rozdrażnienie. Musiał znaleźć sposób, aby ją podejść.
- A domyśla się pani, kto chciałby zabić pana Urbańskiego? Może ktoś z planu? A może jakiś pani adorator? - rzucał sugestie, obserwując ją z uwagą.
- Przecenia pan moje powodzenie. - Wstała z kanapy i przeszła tak blisko
Cichego, że omal się o niego nie otarła. Poczuł słodki zapach jej
perfum. Anastazja sięgnęła po papierosa. - Zapali pan?
- Nie palę.
- Nie pije, nie pali, dba o bezpieczeństwo obywateli. Istny ideał -
powiedziała kokieteryjnie, zapalając papierosa i wypuszczając dym w jego
stronę. Hektor postanowił zignorować jej słowa.
- Jest pani leworęczna - zauważył, a kobieta zamarła w pół ruchu.
- To coś złego?
- Na planie, kiedy się pani źle poczuła, szklankę wody wzięła pani prawą
ręką - stwierdził.
- No i co z tego - prychnęła, przekładając machinalnie papierosa do
prawej ręki. - Urodziłam się leworęczna, ale matka zmuszała mnie do
używania prawej. Wiejskie zabobony.
- Leon Urbański otrzymał ciosy w głowę od osoby leworęcznej - rzucił
Hektor, chcąc sprawdzić reakcję Anastazji.
- I? - zapytała spokojnie, zbliżając się do niego. Owionął go zapach
dymu papierosowego zmieszany z perfumami.
- Nic, tylko tak mówię. - Zrobił krok do tyłu, a ona uśmiechnęła się
zaczepnie, co odebrał jako znak, że nie traktuje go poważnie. - Dobra,
do rzeczy - rzekł, kiedy znalazł się w komfortowej odległości od
kobiety. - Wie pani, co myślę? - Spojrzał na nią. Anastazja pokręciła
przecząco głową. - Zabiła pani Urbańskiego.
Uśmiechnęła się kpiąco.
- Wiem, że pani coś ukrywa. Prędzej czy później dowiem się co. - Nie
zamierzał się z nią dłużej droczyć, zorientował się, że jej celem jest
zmanipulowanie go. Przywykła do kokietowania i dzięki temu wiele spraw
uchodziło jej na sucho. Ale w tej chwili on miał gdzieś jej urok i czar.
Chciał wrócić do domu i uraczyć się zawartością woreczka zabranego
Krzysztofowi.
- Ma pan konkretne dowody na brednie, które wygłasza? Jeśli nie, to
myślę, że już czas na pana - powiedziała stanowczo. - Chcę się
przygotować do wyjścia. Umówiłam się ze znajomymi.
- O, jesteś jeszcze - niespodziewanie dobiegł ich damski głos z drugiego
pokoju. Anastazja prychnęła pod nosem przekleństwo. Cichy czekał bez
słowa. Anastazja nie wspomniała, że nie jest sama w mieszkaniu. Na jej
twarzy pojawiła się złość. Kilka sekund później do salonu weszła
identycznie wyglądająca kobieta.
- Co jest, do cholery? - zdziwił się Hektor. Zamknął i otworzył oczy.
Nie był pewien, czy nie ma halucynacji. Kobiety wymieniły się
spojrzeniami. Jedno było gniewne, a drugie przestraszone.
- To moja siostra Nina - odpowiedziała Anastazja, jak gdyby nigdy nic.
To wyjaśnienie z jednej strony uspokoiło Cichego, bo druga kobieta nie
była wytworem jego umysłu. Z drugiej zaś uświadomiło mu, że śledztwo
właśnie się komplikuje. Kobiety ich oszukały, co oznaczało, że
dzisiejsze działania były daremne. Nic nie było prawdą. Hektor nie mógł
pojąć, jak mogły liczyć na to, że w toku prowadzonego śledztwa nie
wyjdzie na jaw, że są dwie.
- Dlaczego pani wcześniej nie powiedziała, że ma siostrę bliźniaczkę?
- Nie widziałam takiej konieczności - wyjaśniła niewinnie Anastazja, a Nina stanęła obok niej. Były jak dwie krople wody. Nie do odróżnienia. -
I to nie jest takie proste. Nawet na planie nikt o tym nie wie.
- To jest dobry układ. Dzielimy się pracą - dodała nieśmiało Nina. -
Moją pasją jest aktorstwo, a Nazz lubi imprezy towarzyszące, wywiady i inne obowiązki promocyjne. Tworzymy idealną osobę - tłumaczyła z pokorą
w głosie, której nie miała jej siostra.
- W normalnych warunkach może i przyznałbym pani rację, ale tu chodzi o sprawę zabójstwa, a nie promocję nowego produktu - prychnął ze złością
Hektor. - Już rozumiem, dlaczego ludzie na planie nie wiedzą, z jakiego
powodu Anastazja jednego dnia zachowuje się tak, a drugiego inaczej -
rzucił Hektor, czując w głowie chaos. Teraz żadne alibi i świadkowie nie
będą mieć znaczenia, jeśli kobiety same nie będą chciały powiedzieć,
która gdzie była wczorajszego wieczora.
- Z którą z was rozmawialiśmy dziś na planie? - oczekiwał konkretnych
odpowiedzi, wtedy być może była szansa na wyłuskanie prawdy.
- Z jedną z nas - odparła Anastazja, przyglądając się bacznie, jak
zareaguje. Hektor zmrużył oczy, musiał się skupić, ewidentnie pogrywały
z nim i nie zamierzały tego ukrywać.
- Która z was poszła wczoraj wieczorem do parku Jaśminowego? - zapytał,
naiwnie licząc na szczerą odpowiedź.
- Jedna z nas - odpowiedziała ponownie Anastazja, zaciągając się
końcówką cienkiego papierosa.
W tej chwili komisarz zrozumiał, że jedna z nich była winna tej zbrodni,
ale ustaliły wspólną wersję, aby się chronić nawzajem.
- A konkretnie? - znowu zapytał, ale nie spodziewał się odpowiedzi. -
Niewiele da milczenie. Zapewniam, że wyciągnę z was prawdę.
Anastazja podeszła do niego i wyciągnęła rękę w stronę jego twarzy, ale
ją powstrzymał.
- Jak? - zapytała, nie próbując uwolnić ręki z jego uścisku. Na jej
twarzy widniał uśmiech. Czerpała satysfakcję z jego reakcji.
- Po co ta szopka? Powiedzcie prawdę i zakończmy to już dzisiaj.
Przecież wiadomo, że któraś z was jest winna. Jeśli się nie przyznacie
teraz, to najbliższe dni będą dla was trudne. - Uwolnił jej rękę z uścisku, ale ona nadal stała blisko.
- Możemy pana zapewnić, że jedna z nas była w parku, a druga położyła
się wcześniej spać - droczyła się Anastazja. - Nie możemy tego inaczej
udowodnić ponad to, co już powiedziałyśmy.
Hektor wyminął Anastazję i stanął twarzą w twarz z Niną.
- To pani wczoraj była w parku? - Kobieta milczała. - Może pani
odpowiedzieć? - naciskał komisarz.
- Nie - odparła, spuszczając wzrok.
- Nie była pani w parku czy nie odpowie na moje pytanie? - zapytał
zdezorientowany, ale kobieta milczała. - Zastanówcie się, jak zareagują
władze stacji, dla której pracujecie, i sponsorzy, kiedy dowiedzą się
prawdy o was. - Przenosił wzrok z jednej na drugą. - Mamy świadków i wiemy, że jedna z was była w parku, a druga u Urbańskiego.
- I? - zapytała zadziornie Anastazja. - Kto z nich będzie w stanie
potwierdzić, że na sto procent w parku byłam ja, a nie moja siostra?
- I nadal twierdzicie, że żadna nie była wczoraj u Urbańskiego?
- Już mówiłam - odpowiedziała Anastazja.
- To dlaczego świadkowie zeznali, że widzieli jedną z was u niego między
dwudziestą drugą a dwudziestą drugą trzydzieści?
Kobieta wzruszyła ramionami.
- Może kłamią - rzuciła obojętnie.
Hektor poczuł narastający gniew. Powoli zaczynał rozumieć, że
bliźniaczki z premedytacją rozpoczęły przebiegłą grę. Nie będą
współpracować. Dlatego teraz będzie musiał zastanowić się, jak
udowodnić, która z nich zabiła Urbańskiego i z jakiego powodu.
- W ciągu godziny mogę załatwić nakaz aresztowania na was obie. -
Dostrzegł, że Nina podnosi na niego przestraszony wzrok.
- Na jakiej podstawie? Własnych domysłów? - zapytała Anastazja. - Nasz
adwokat na to nie pozwoli.
- Myślisz, że jesteś taka sprytna? - Przyglądał się jej, dostrzegł, że
jest tą dominującą siostrą. Dlatego doszedł do wniosku, że to z Niną
warto byłoby porozmawiać sam na sam. Dziś nie wchodziło to w grę, ale
musiał to zrobić w najbliższym czasie. - Słyszałaś o oskarżeniu o utrudnianie śledztwa?
- Nie utrudniamy. Odpowiedziałyśmy na pytania. To pan nam nie wierzy.
- Przemyśl to. W zimnej i brudnej celi nie będzie wygodnie.
Kobieta uśmiechnęła się i zrobiła słodką minę niczym mała dziewczynka.
- A którą z nas aresztujesz, mnie czy ją? Na którą masz dowody? -
Zatrzepotała rzęsami, a Nina wybuchła płaczem. Anastazja podeszła do
niej i ją przytuliła.
- Spokojnie, tylko tak straszy, bo nie umie znaleźć prawdziwego sprawcy.
Nic nam nie grozi.
- Jesteś tego pewna? - rzucił Hektor, w jego głosie było słychać
zdenerwowanie, bo wiedział, że kobieta ma rację.
- Znam nasze prawa i nie pozwolę, aby je ktoś łamał! - krzyknęła. - A teraz proszę opuścić nasz apartament, bo zadzwonię po adwokata.
Cichy jeszcze chwilę się im przyglądał.
- Teraz wygrałaś, ale to była tylko bitwa. Wojnę wygram ja. Ja nie
odpuszczam - dodał w progu, zamykając za sobą drzwi.
Postanowił zadzwonić do Wiedźmińskiej i opowiedzieć o tym, co odkrył.
Prokurator nie lubiła telefonów o takiej godzinie, ale to była wyjątkowa
sytuacja. Nie mógł odkładać do jutra przekazania takich wiadomości.
- Wiedział pan, że Anastazja Kool ma siostrę bliźniaczkę? - zapytał
młodego odźwiernego. Mężczyzna lekko się zmieszał.
- Tak, spotkałem je kiedyś w garażu, jak się kłóciły. Są identyczne.
- Dlaczego mi pan tego nie powiedział, kiedy wchodziłem?
- Nie pytał pan o nic. Zresztą myślałem, że policja o tym wie. No i one
prosiły, abym nikomu o tym nie wspominał, bo to mogłoby zrujnować ich
karierę.
Hektor westchnął i ruszył w stronę samochodu.
Kiedy znalazł się w aucie, włączył tryb głośnomówiący i wybrał numer do
prokurator. Odebrała po dwóch sygnałach.
- Oby to było coś ważnego - rzuciła bez powitania.
- Nasza główna podejrzana, Anastazja Kool, ma siostrę bliźniaczkę.
Identyczną - przekazał szybko najważniejszą informację.
- I?
- Nie powiedziała nam tego. Odkryłem to przez przypadek - wyjaśnił. -
Teraz nie wiadomo, która z nich może być zabójczynią, bo obie kłamią.
- Jak to? Z tego, co czytałam w raporcie, to Anastazja spotkała się z Urbańskim.
- Niby tak, ale nikt z ich otoczenia nie wiedział, że są dwie.
Zamieniały się na planie. Anastazja była oficjalnie, ale nie zawsze
osobiście pojawiała się na planie i nie wiemy, czy to ona spotykała się
z reżyserem.
- Czyli teraz mogą przerzucać się winą? - zapytała Wiedźmińska.
- Wręcz przeciwnie. Nie chcą powiedzieć, która była wczoraj w parku, a która u Urbańskiego. Trzymają się wersji, że żadnej u niego nie było.
- Sprytnie - przyznała prokurator jakby sama do siebie. - Nie będziemy
mogli uzyskać od świadków potwierdzenia, że na pewno widzieli jedną albo
drugą.
- Każdy ze świadków zawaha się, kiedy zobaczy je razem.
- Zróbmy okazanie - zdecydowała bez namysłu Wiedźmińska. - Zbierzmy
wszystkich świadków u nas i zobaczymy, jak zareagują, kiedy zobaczą je
obie. Może jednak czymś się różnią.
- Załatwię to - zgodził się Hektor. - O której mają się wszyscy stawić?
- O dziesiątej.
- Dobrze. Chociaż obawiam się, że ujdzie im to na sucho. Obmyśliły plan
i będą się go trzymać nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi.
- Poczekamy do jutra, a potem zastanowimy się, co dalej - prokurator
ucięła jego pesymistyczne rokowania. - Do zobaczenia.
Hektor odpalił auto, a jego myśli szybko przestały krążyć wokół
Anastazji i Niny. Chciał jak najszybciej dotrzeć do domu i poczęstować
się zawartością woreczka, który miał w wewnętrznej kieszeni marynarki.
Apartament przy ulicy Bursztynowej
Kiedy kobiety zostały same, Nina poszła do łazienki po chusteczkę.
Wróciła do salonu jeszcze bardziej poruszona. Jej siostra siedziała w fotelu, popijając szampana.
- Byłaś u niego, prawda? - zapytała, czując, że ma ściśnięte gardło z rozpaczy. - Zabiłaś go?
- Daj spokój, wczoraj byłam z dziewczynami na drinku w klubie i wróciłam
do domu - odparła z oburzeniem Anastazja. - Przecież byłam w domu, jak
wróciłaś.
- Ten policjant mówił, że sąsiedzi widzieli jedną z nas między
dwudziestą drugą a dwudziestą drugą trzydzieści u Leona - odparła Nina.
- Ja byłam w tym czasie w parku, ale nie wiem, co ty wtedy robiłaś.
- Przestań, może się ludziom dni pomieszały - odpowiedziała spokojnie
Anastazja. - Pewnie zapamiętali cię z innego dnia. Często się z nim
ostatnio spotykałaś. Policja pokazała im zdjęcie, a oni się
zasugerowali.
- Widziałam wczoraj w łazience twoją suknię, była poplamiona.
- To czerwone wino, możesz zapytać dziewczyn, że je piłam - przekonywała
Anastazja. - Muszę oddać sukienkę do czyszczenia - stwierdziła pod
nosem, ale powoli traciła cierpliwość, bo widziała przestraszony i oskarżycielski wzrok siostry. - Serio myślisz, że zabiłam Leona?
- Nie wiem - przyznała szczerze Nina. - Widziałam różne twoje
zachowania.
- A dlaczego miałabym to zrobić? - zapytała, ale nie dała odpowiedzieć
siostrze. - To był świetny facet, lubiłam go.
- A ja kochałam. - Nina wybuchnęła płaczem. Anastazja podniosła się z miejsca i objęła siostrę.
- Wiem i choćby dlatego nic bym mu nie zrobiła. Cieszyłam się, że w końcu trafiłaś na kogoś normalnego. Po tym wszystkim, co przeszłyśmy, on
wydawał się w porządku.
- Co teraz będzie? - zapytała, chlipiąc, Nina.
- Wszystko się ułoży. Nie martw się. Jestem z tobą jak zawsze. -
Anastazja pocałowała siostrę w czoło i ruszyła w stronę swojej sypialni,
aby się ubrać.
Ulica Chęcińska. Mieszkanie Hektora
Hektor wszedł do swojego mieszkania, czując ulgę i ekscytację zarazem.
Mieszkał tu ponad dziesięć lat. Lokal znaleźli wspólnie z Olą, gdy
postanowili razem zamieszkać. Było duże, bo Ola zawsze marzyła o przestrzeni. Pochodziła z wielodzietnej rodziny i całe dzieciństwo
musiała z kimś dzielić pokój. Rozpoczynając samodzielne życie, chciała
poczuć swobodę. Dlatego wybrali mieszkanie, które miało ponad
osiemdziesiąt metrów kwadratowych. Były w nim dwa pokoje, salon
połączony z kuchnią, sypialnia i spora łazienka. Kiedy Ola je zobaczyła,
nie mogła przestać o nim myśleć. Szybko się na nie zdecydowali,
zamieszkali w nim i byli szczęśliwi.
Po wypadku Hektor został w nim sam. Znajomi radzili mu, aby się
przeprowadził. Zarówno ze względu na rozmiar, jak i na wspomnienia
mieszkanie wydawało się już nieodpowiednie dla niego. Ale nie chciał
tego robić. Tu były wspomnienia, które trzymały go przy życiu. Może dla
innych to było głupie czy żałosne, ale on miał to gdzieś. To było jego
miejsce. Obawiał się, że wraz z wyprowadzką zatarłyby mu się w pamięci
wspólne chwile, które spędził z żoną i synkiem. Przebywając w tej
przestrzeni, gdziekolwiek spojrzał, widział Olę lub Adasia. Ludzie mogli
to uważać za udręczanie się, a on czuł mniejszy ból, kiedy przed oczami
stawały mu wydarzenia z ich wspólnego życia. Nie chciał o tym zapominać,
bo szczęśliwych chwil nie powinno się wyrzucać w otchłań niepamięci.
Od śmierci Oli jedyną osobą, która miała prawo swobodnie poruszać się po
mieszkaniu, była Pola. Kobiety, które pojawiały się u niego na jedną
noc, przyjmował tylko w salonie.
Kiedy znalazł się w części kuchennej, niemal natychmiast sięgnął po
pilota, który leżał na blacie. Nie mógł znieść przenikliwej ciszy.
Dlatego jak tylko był sam w domu, muzyka wypełniała puste wnętrze. Teraz
rozbrzmiał delikatny i melodyjny głos Michaela Buble. Hektor nie był
jego fanem, ale bywały dni, kiedy słuchał jego utworów do upadłego. Ola
uwielbiała tego muzyka. Nie potrafił wyrzucić tych płyt. Każda piosenka
z albumu It's Time kojarzyła mu się z innym wydarzeniem z ich
wspólnego życia. Wiedział, że się gnębił i dlatego nie mógł zacząć
nowego życia. Pogrążanie się we wspomnieniach dawało tylko iluzję, że
czuje się lepiej.
Pola powtarzała, że nie może tak żyć. Przekonywała, że ludziom zdarzają
się tragedie, ale zbierają się i walczą dalej o nowe jutro. Ale taka
mądra była tylko wobec niego. Sama zamknęła się w swoim bezpiecznym
świecie i nie dopuszczała do niego nikogo.
Byli parą przyjaciół, która się wspierała, ignorując swoje rady. Lubili
spędzać ze sobą czas, bo nie skutkował żadnymi zmianami. Chociaż Pola i tak więcej zrobiła dla siebie w ciągu roku dzięki terapii niż on w czasie posępnych pięciu lat.
Wyjął z lodówki masło, ser żółty oraz lekko zwiędniętą sałatę i zrobił
kanapki. Chciał mieć jedzenie z głowy. Nie był głodny, ale wiedział, że
musi coś jeść, bo inaczej jego organizm znowu się zbuntuje. Pola raz na
kilka dni robiła mu zakupy w sklepie internetowym, które przywoził mu
kierowca.
W czasie posiłku myśli Hektora wróciły do bliźniaczek. Musiał przyznać,
że nieźle to wykombinowały. Był przekonany, że do zbrodni doszło w afekcie i zabójstwo nie było planowanym działaniem. Ta, która zabiła
Urbańskiego, nie miała później wyjścia, musiała poprosić drugą o pomoc,
jeśli chciała uniknąć kary.
Można było przypuszczać, że nie pierwszy raz wykorzystały to, że są
niemal identyczne. Miały pewność, że nikt nie będzie umiał jednoznacznie
wskazać, która z nich odwiedziła reżysera. Ich zadufanie w sobie i przekonanie, że nie będzie im można niczego udowodnić, dawało do
myślenia i zmuszało do zapoznania się z ich przeszłością.
Było pewne, że będą musieli się nagimnastykować, aby dojść do tego,
która z nich jest winna, bo żadna się nie złamie. Łączyła je więź,
której nie zrozumie nikt, kto nie ma bliźniaka.
Hektor zaczął również rozważać, która byłaby bardziej zdolna do
popełnienia takiego czynu pod wpływem emocji, czy silna Anastazja, czy
nieśmiała Nina? To, co dziś zobaczył i usłyszał, świadczyło o tym, że na
obie trzeba uważać. Śledztwo będzie wyzwaniem, które chciał podjąć.
Miał jeszcze na tyle zdrowego rozsądku, że zanim skończył jeść, wysłał
do świadków SMS-a z informacją o konieczności stawienia się jutro na
komendzie. Nie chciało mu się dzwonić do nikogo, zajęłoby mu to znacznie
więcej czasu, a chciał już odpłynąć.
Wraz z ostatnim kęsem kanapki porzucił myśli o bliźniaczkach. Rozgłośnił
muzykę, aby wypełniła przestrzeń, która go otaczała. Usiadł na kanapie w salonie i z rosnącym podekscytowaniem wyjął z woreczka, który zabrał
partnerowi, małą bibułkę. Powoli i z namaszczeniem położył ją sobie na
języku. Usadowił się wygodnie na kanapie i czekał, aż LSD zacznie
działać.
Niebawem obraz przed oczami zaczął falować, a dźwięki muzyki stały się
wyraźniejsze i wyostrzone. Kontury mebli zaczęły się zacierać, a on
zatapiał się w zupełnie inny świat. Czekał, aż pojawią się Ola z Adasiem.
Stało się to szybciej, niż się spodziewał. Drobna brunetka o przenikliwych zielonych oczach pojawiła się przed nim. Była ubrana w sukienkę w czerwone duże maki, jego ulubioną. Za rękę trzymała
uśmiechniętego Adasia. Hektor wyciągnął do nich rękę, ale postaci żony i synka zafalowały. Jeszcze raz wyciągnął rękę, ale sytuacja się
powtórzyła. Hektor przyglądał im się z uwagą i czuł, jak rozdziera go
tęsknota. Pragnął z nimi kontaktu fizycznego, ale za każdym razem, jak
chciał ich dotknąć, oddalali się i rozmazywali. Byli niczym hologram.
Cichy zaczął mówić do Oli, a potem wołać, ale kobieta tylko się
uśmiechała. Czuł narastającą niemoc. Pragnął ująć żonę za rękę i poczuć
jej delikatną skórę. Chciał ją przytulić, ale nie mógł. Kręciło mu się w głowie. Zdawało mu się, że nie może zrobić ani jednego ruchu. Męczył
się. Chciał się z tego uwolnić, ale nie chciał stracić obrazu bliskich.
Targały nim emocje, nad którymi nie umiał zapanować. Czuł lęk, który
przeszywał go na wskroś. Nie chciał zostać sam, nie chciał, aby zniknęli
w otchłani nicości.
Z plątaniny myśli i fizycznej bezsilności wyrwał Hektora niespodziewany
uścisk. Mężczyzna nagle poczuł, jakby ktoś na nim usiadł i zaczął nim
potrząsać. Zaczął się szamotać. Musiał się pozbyć intruza. Nie wiedział,
czy to dzieje się naprawdę, czy jest tylko wytworem jego umysłu. Czuł
uścisk. Było mu niedobrze.
Walka trwała krótko. Udało mu się uwolnić od uścisku, ale po kilku
sekundach poczuł, jak jakiś płyn zalewa mu twarz. Otworzył gwałtownie
oczy i zobaczył niewyraźny kontur postaci. Nie był pewny, czy jest to
Ola, czy może ktoś inny. Zamknął i otworzył oczy kilka razy, aby obraz
się wyostrzył. Dopiero po chwili dotarło do niego, że stoi nad nim
Ostrowska z pustą szklanką w ręce. Z jej łuku brwiowego płynęła krew.
- Co się stało? - Podniósł się zbyt gwałtownie i zakręciło mu się w głowie, więc ponownie opadł na kanapę. Pola weszła do kuchni w poszukiwaniu czegoś, czym mogłaby zatrzymać krwawienie.
- Dzwoniłam do ciebie ze dwadzieścia razy - odpowiedziała nerwowo,
przykładając do rany kulę z papierowego ręcznika. - Przestraszyłam się,
że coś ci się stało, i przyjechałam. Co brałeś?
- Dlaczego krwawisz? - zapytał, ale natychmiast zrozumiał, że
niespodziewanym intruzem, który chwilę temu nim potrząsał, była Pola.
Zapewne chciała go ocucić, a on zrobił jej krzywdę. - Jedziemy na
pogotowie - zdecydował.
- Rana nie jest duża. Mam plastry ściągające - odparła stanowczo. -
Poradzę sobie.
Cichy czuł się paskudnie. Nie po to uwolnił Polę od męża kata, aby teraz
samemu robić jej krzywdę.
- Przepraszam. Nie chciałem. Nie wiedziałem, że to ty.
- Wiem - odpowiedziała łagodniej. - Możesz mi powiedzieć, co brałeś? -
powtórzyła, a Hektor westchnął, bo wiedział, jaka będzie reakcja
przyjaciółki, kiedy powie prawdę.
- LSD.
Kobieta znieruchomiała.
- Znowu spotykasz się z tym ogrem?
- Grinchem - poprawił ją. - Nie, nie spotykam się z nim - wyjaśnił,
siadając na kanapie.
- To skąd miałeś to świństwo?
- Krzysiek przyniósł od jednej ze swoich dziewczyn.
- Urwę mu łeb! - krzyknęła, przerywając Hektorowi.
- To nie tak - zaprotestował Cichy. - On nie wie, że mu to zabrałem.
Schował woreczek w swoim biurku, a nie mogłem się powstrzymać, aby go
nie zwinąć.
- Co za debil z niego. Wie, że jesteś po odwyku, i przynosi do biura
narkotyki - denerwowała się.
- Daj spokój. To był przypadek - starał się łagodzić sytuację. Ogarniały
go wyrzuty sumienia.
- Powinieneś wrócić na terapię - zaczęła znajomą śpiewkę. Odjęła papier
od łuku brwiowego. Był spuchnięty i krwawił.
- Jak spotkanie w więzieniu? - zmienił temat, obserwując, jak Ostrowska
wyjęła z torebki opakowanie z plastrami ściągającymi i bez trudu jeden
sobie założyła. Miała w tym wprawę. Przez trzy lata małżeństwa mąż
regularnie ją maltretował, więc nauczyła się radzić sobie samej, ukrywać
obrażenia i milczeć.
Dopiero rok temu Hektor uwolnił ją od tego niebezpiecznego człowieka.
Zdarzyło się to przez przypadek, kiedy pewnego dnia przyszedł
niezapowiedziany do prosektorium po zostawione tam dokumenty. Pola
leżała na podłodze, a jakiś facet okładał ją pięściami. Hektor
zareagował natychmiast. Myślał, że została napadnięta. Duża ilość
substancji psychoaktywnych w połączeniu z adrenaliną spowodowała, że
wpadł w szał. Omal nie zabił męża Poli. Kobieta ostatkiem sił
zawiadomiła komendanta. Gdyby Pawłowski z Jaworskim nie zjawili się
błyskawicznie, nie wiadomo, jak bójka zakończyłaby się dla obu mężczyzn.
Hektor wiele razy myślał o tym, co się wtedy wydarzyło. Nagły atak
gniewu przypisywał nie tylko lekom, ale i nagromadzonej w nim złości na
to, co jemu się stało. Przez leki mógł się wydawać spokojną osobą, ale
wystarczył impuls, a wybuchał ze zdwojoną siłą, dając ujście
wściekłości, którą na co dzień w sobie dusił.
- Sprawa zakończona na dobre - odpowiedziała Ostrowska, odwracając się w jego kierunku. Miała już zaklejony łuk brwiowy. - Podpisał papiery. Już
nic mnie z nim nie łączy.
- Rzucał się?
- Trochę. Groził, że jak wyjdzie, to mnie załatwi. Ale był ze mną
adwokat. Wszystko nagrywał - mówiła z widocznym uśmiechem ulgi.
- Nie wyjdzie z pierdla - pocieszał ją Hektor. - Z jego temperamentem w coś się wpakuje i tam zgnije.
- Dostał dożywotni zakaz zbliżania się do mnie. Dlatego, nawet jeśli
wyjdzie i złamie zakaz, to wróci do więzienia.
- Teraz możesz już się wyluzować - stwierdził Cichy i podniósł się.
Poczuł, że jest mokry. Zdjął białą koszulę, a Pola rzuciła mu czysty
T-shirt, który przyniosła ze sobą. Robiła regularnie pranie. Cichemu
było wstyd, bo zachowywała się, jakby była jego gosposią, a on na to
pozwalał.
- Dzięki - odparł, wkładając podkoszulek. - Mamy zaskakujący przełom w sprawie Urbańskiego. - Zmienił temat, ale nadal czuł się niepewnie, w wyobraźni widział żonę i synka, jeszcze chwilę temu byli tacy realni. -
Jak się okazuje, Anastazja Kool to nie jedna osoba.
- Jak to? - Pola skrzywiła się, wkładając do zmywarki naczynia, których
Hektor używał od czasu jej ostatniej wizyty.
Nigdy nie prawiła mu kazań, że sprząta, a on nawet nie wysilał się, aby
włożyć brudne naczynia do zmywarki. Za każdym razem, kiedy do niego
przychodziła, bez słowa narzekania porządkowała to, co on z łatwością
mógł zrobić sam.
- Okazało się, że panna Kool ma siostrę bliźniaczkę.
- Ale numer. Chyba trochę wam to miesza.
- Któraś zabiła reżysera, ale teraz żaden ze świadków nie będzie pewien,
którą z nich widział. Są identyczne.
Pola spojrzała na Hektora z zainteresowaniem.
- Sprytne - stwierdziła jak Wiedźmińska. - Można powiedzieć, że to
zbrodnia doskonała. Nie ma odcisków palców ani materiału biologicznego
do porównania. Chociaż nawet jakbyście mieli jakiś materiał, to nic wam
z tego. Bliźnięta mają niemal identyczne DNA. Aby znaleźć różnice,
trzeba byłoby zrobić specjalistyczne badania, co kosztowałoby krocie i trwało długo. Dobrze to wymyśliły.
- Trzeba będzie je jakoś podejść - stwierdził Hektor i poczuł ogromne
pragnienie.
Podszedł do lodówki i wyjął karton soku pomarańczowego.
- Zostaw. - Wyjęła mu z ręki opakowanie. - Ten sok stoi tu od pięciu
dni. Przyniosłam nowy.
Cichy znowu poczuł się beznadziejnie. On nie robił nic dla przyjaciółki,
aby jej życie było prostsze. Poza tym, że sprawił, iż już nigdy więcej
nie będzie musiała mieć styczności z okrutnym mężem.
Mimo że od wypadku minęło pięć lat, nadal to, co działo się dookoła
niego, traktował jak coś tymczasowego, bez znaczenia. A Pola mimo zła,
które ją spotkało, starała się patrzeć w przyszłość i planować nawet
małe wyzwania. On biernie czekał, aż wszystko się skończy.
Na początku ich znajomości Hektorowi wydawało się podejrzane, że Pola za
pomoc nie chciała od niego nic w zamian. To było niewiarygodne. Kobieta
dbająca o mężczyznę zawsze miała swoje oczekiwania. Liczyła na to, że
zostanie potraktowana poważnie, a jej wysiłki docenione i znajomość
zakończy się związkiem. Dlatego Cichy był pewny, że Pola będzie miała
podobne nadzieje. W końcu był jej rycerzem na białym koniu. Ale okazało
się, że się mylił. Kiedy ją o to zapytał wprost, wyjaśniła z rozbawieniem, że nie jest nim zainteresowana jako kandydatem na
życiowego partnera. Potrzebowała tylko przyjaciela. A zajmując się jego
sprawami, odciągała myśli od przykrej przeszłości. Skupiła się na nowych
celach.
W czasie jednej z wielu rozmów przyznała, że chce mieć kogoś, na kim
będzie mogła polegać. Kogoś, kto jej nie będzie chciał wykorzystać.
Hektorowi to pasowało. Ta jedna rozmowa sprzed pół roku określiła
relację, jaka miała ich łączyć. Świetnie się czuli w swoim towarzystwie.
Byli dwójką ludzi po przejściach, która się wspierała.
- Widziałam zdjęcie Kool - odezwała się po chwili Pola, wyrywając go z rozmyślań. - Atrakcyjna, ale to typ modliszki.
Hektor przyglądał się przyjaciółce. To spostrzeżenie było zaskakujące,
ale niewykluczone, że trafne. Niejednokrotnie przekonał się, że
Ostrowska ma dobry instynkt co do ludzi. Życiowa pomyłka nauczyła ją
dostrzegać w ludziach rzeczy, których inni nie widzą na pierwszy rzut
oka.
- Drzwi otworzyła mi Anastazja. Próbowała mną manipulować za pomocą
swojej atrakcyjności i seksualności. Zastanowiło mnie to, bo na planie
zachowywała się inaczej, ale później sprawa się wyjaśniła - odpowiedział
Cichy z uśmiechem.
- Są dwie i mogą się różnić charakterami. Ja mówię o tej, którą
widziałam na zdjęciu - odparła Pola. - Bez wątpienia są inne pod
względem osobowości. - Przyjaciółka miała rację, bo Hektor już miał
okazję się o tym przekonać.
- Na zdjęciu z broszury, którą dostaliśmy na planie, jest Anastazja -
wyjaśnił.
- Takie kobiety jak ona wysysają drugą osobę do cna, a potem porzucają.
Pochłaniają emocjonalnie i fizycznie. Doprowadzają do psychicznego
upadku. I nigdy nie cierpią na samotność. - Ostrowska rozkładała zakupy
w lodówce.
Hektor zwykle słuchał z uwagą jej przemyśleń, nie były podyktowane
emocjami. Teraz też niby przysłuchiwał się, ale przymykał oczy w nadziei, że wróci obraz Oli i Adasia. Nie nacieszył się nim, nie poczuł
ulgi po tej chwili, przez jaką było mu dane im się przyglądać. Pola
wyrwała go z męczących wizji, ale miały one też swoją kojącą moc.
- Myślę, że waszym sprawcą jest ta, która znajduje się na tym zdjęciu.
Jej oczy zdradzają, że ma szaleństwo w duszy.
- Anastazja, ale jak jej to udowodnić? - rzucił w zamyśleniu Cichy.
Dzień 2
Ulica Galeonowa. Komenda
Pola wyszła od Hektora po północy, gdy upewniła się, że czuje się
lepiej. Prosiła, aby już niczego nie brał. Dla świętego spokoju obiecał
jej to, ale nie mógł zasnąć. Przekładał się z boku na bok. Myśli mu się
mieszały. Raz wracały obrazy z Olą i Adasiem, a za chwilę widział przed
sobą identyczne twarze Anastazji i Niny. Aby zasnąć chociaż na chwilę i wyciszyć umysł, musiał wziąć tabletki Doltardu. Dzięki nim po niespełna
dwudziestu minutach poczuł spokój i ukojenie. Udało mu się przespać
cztery godziny, co było zbawienne. Poczuł tak dużą ulgę, że kiedy
obudził się o siódmej rano, jego pierwsze myśli nie pobiegły w stronę
fiolki z lekami. Chciał ograniczyć ich zażywanie i w pierwszej chwili po
przebudzeniu wydało mu się to realne. Ale pół godziny później ból
wrócił, nie pozwalając na niczym się skupić. Walczył ze sobą, ale nie
mógł opanować drżenia rąk i odczuwał wewnętrzne pulsowanie, które
zapewne niebawem miało przerodzić się w nieznośne ssanie. Tego już nie
byłby w stanie znieść przez cały dzień. Dlatego przed wyjściem z domu
łyknął kilka tabletek.
Na komendę dotarł po ósmej.
Mając potwierdzenie od świadków, że zjawią się na okazaniu o dziesiątej,
do tego czasu postanowił zająć się robotą papierkową, której
nienawidził. Zawsze uważał, że do prac biurowych powinni być zatrudniani
specjalni ludzie. On chciał działać w terenie, a nie godzinami wypełniać
kwity. Było to marnowanie czasu.
Przed dziewiątą do pokoju wkroczył Krzysztof. Był ubrany w to samo
ubranie co dzień wcześniej.
- Przykuła cię do łóżka i nie mogłeś się przebrać? - rzucił Hektor, nie
odrywając się od wypełniania kolejnych dokumentów.
- Weź nie pytaj - odparł Jaworski, ciężko siadając na krześle. - Ale
warto było.
- Mam nadzieję, bo będziesz miał ciężki dzień. - Cichy uśmiechnął się,
widząc, jak partner walczy, aby nie ziewnąć. - Jest świeżo zaparzona
kawa.
Krzysztof kiwnął głową i podniósł się z krzesła, aby nalać sobie dużą
dawkę kofeiny.
- O dziesiątej mamy okazanie ze świadkami - odezwał się po chwili
Hektor.
- Po co? Przecież wszyscy ją rozpoznali.
- Wpadłem na pewien pomysł, zobaczysz - rzucił tajemniczo Hektor.
- Będzie prokurator?
- Będzie.
- Kurwa, na pewno się dorypie, że jestem tak samo ubrany jak wczoraj -
fuknął z niezadowoleniem.
- Zawsze możesz powiedzieć, że masz dwa takie same komplety. Ona ciągle
chodzi ubrana na czarno i nikt nie twierdzi, że codziennie ma to samo,
bo się nie przebiera - skomentował z rozbawieniem Hektor, widząc
zrezygnowaną minę partnera.
W sali, w której miało się odbyć okazanie, zostały postawione w dwóch
rzędach krzesła. W pierwszym zasiadł Edward Ziarno, ubrany w elegancki,
staromodny, ale szykowny garnitur, a obok niego siedziała uśmiechnięta
Alina Wiśniewska. Szeptem rozmawiali ze sobą.
Drugi rząd zajęli państwo Grochowscy i Miłosz Szymański.
Aspirant Stępiński stał oparty o ścianę.
Hektor i Krzysztof czekali na przyjście Wiedźmińskiej.
Równo z wybiciem dziesiątej do pomieszczenia weszła prokurator,
tradycyjnie ubrana na czarno, a za nią do pokoju wślizgnęła się Pola.
- Co się Poli stało? Przecież jej mąż siedzi. - Krzysztof zwrócił uwagę
na zaklejony łuk brwiowy dziewczyny. Zanim Hektor zdążył cokolwiek
odpowiedzieć, na Ostrowską spojrzała też Wiedźmińska.
- A to co znowu? - Wskazała palcem na plaster.
- Głupstwo - odpowiedziała lekko Pola. - Otworzyłam górną szafkę w prosektorium, szukałam rękawiczek. W tym samym czasie zadzwonił telefon
i odruchowo po niego sięgnęłam, zapominając, że drzwiczki szafki nadal
są otwarte - skłamała sprawnie, a Hektor poczuł ukłucie wstydu. Nie
powinien ćpać. To był widoczny skutek tego, co się dzieje, kiedy zatraca
się w narkotycznej iluzji.
Prokurator kiwnęła głową.
- Jesteśmy w komplecie, to zaczynajmy. Proszę wprowadzić panią -
skierowała słowa do stojącego przed drzwiami policjanta. Mężczyzna
skinął głową i po chwili wrócił do sali z jedną z kobiet. Weszła i stanęła pod ścianą, twarzą w stronę świadków. Miała rozpuszczone blond
włosy do pasa. Ubrana była w czerwone luźne spodnie oraz białą koszulową
bluzkę. Bił od niej blask, który nie pozwalał odwrócić od niej wzroku.
- Była pani kiedyś aresztowana? - przeszła od razu do rzeczy prokurator.
- Nie, nigdy - odpowiedziała nieśmiało.
- Proszę się powoli obrócić, aby państwo mogli dokładnie się pani
przyjrzeć. - Kobieta posłuchała polecenia, wykonując płynny ruch dookoła
własnej osi.
- O rany, skąd się biorą takie babki - rzucił szeptem Krzysztof. On też
jeszcze nie wiedział, że kobiety są dwie. Hektor celowo mu tego nie
powiedział, chciał zobaczyć wyraz jego twarzy.
- To jest kobieta, którą widziałem dwa dni temu z panem Urbańskim na
schodach naszego domu. Takiej urody się nie zapomina - odezwał się z entuzjazmem Edward Ziarno i natychmiast przytaknęła mu Alina Wiśniewska.
- Nie ma pan wątpliwości? - upewniała się prokurator.
- Żadnych. Tak oryginalnej urody nie da się pomylić z żadną inną -
odparł bez chwili zastanowienia projektant.
Wiedźmińska skinęła głową w stronę policjanta przy drzwiach. Wprowadził
drugą kobietę. Była ubrana i uczesana tak samo jak pierwsza. Kiedy
Hektor informował je o konieczności stawienia się na komendzie,
poprosił, aby wyglądały identycznie, gdyż było to niezbędne dla ich
eksperymentu. Przypuszczał, że rozmawiał wtedy przez telefon z Niną,
gdyż była uległa i nie dyskutowała.
Na jej widok w pokoju zapadła cisza. Zgromadzeni zaczęli zerkać na
siebie nerwowo.
- Ale jaja - rzucił Jaworski, a Pola uśmiechnęła się do Hektora.
- Anastazja Kool? - zapytała Wiedźmińska kobietę, która weszła do
pomieszczenia.
- Tak.
- A pani to...? - zapytała prokurator pierwszą z sióstr.
- Nina Kool.
- Czy teraz może pan jednoznacznie wskazać, którą z nich widział dwa dni
temu z panem Urbańskim? - odezwała się prokurator do Edwarda Ziarno.
Zdezorientowany mężczyzna pokręcił przecząco głową.
- A może chciałby się pan przyjrzeć paniom z bliska? Może dostrzeże pan
wtedy jakąś różnicę między kobietami i dzięki temu będzie umiał pan
powiedzieć, która z nich była u reżysera? - zaproponowała prokurator.
Edward Ziarno podniósł się z miejsca i podszedł bliżej do stojących obok
siebie kobiet.
Nerwowo przerzucał wzrok z jednej na drugą. Próbował wychwycić różnicę w ich twarzy, ale mu się to nie udawało.
- Niestety, panie są identyczne - odparł po chwili. - Niesamowite.
Zdublowane piękno - powiedział, wracając na swoje miejsce.
- A może ktoś z państwa umie rozpoznać, z którą z kobiet rozmawiał tego
feralnego wieczoru? - spytała prokurator, ale wszyscy kręcili głowami.
Nawet aspirant Stępiński z rękami założonymi na piersiach kręcił głową z dezorientacją.
- No cóż, w takim wypadku obie jesteście oskarżone o zabójstwo. Jedna
zabiła, a druga jej pomaga - zdecydowała prokurator. Chciała sprawdzić,
jak kobiety na to zareagują. Na twarzy Niny pojawił się grymas rozpaczy,
a Anastazja pozostała niewzruszona. Świadkowie byli zdezorientowani. Nie
wiedzieli, jak mają to interpretować. - Czy przyznajecie się panie do
winy?
- Nie. Żadna z nas nikogo nie zabiła. Nie macie na nas żadnych dowodów -
odpowiedziała stanowczo Anastazja, a Nina milczała. - Za chwilę zjawi
się nasz adwokat.
Wiedźmińska westchnęła. Spodziewała się, że adwokat nie zgodzi się na
ich zatrzymanie. Prawda była taka, że nic na nie nie mieli.
- Jesteście państwo wolni. Już nie będziemy was niepokoić -
poinformowała zgromadzonych prokurator.
Świadkowie zaczęli wychodzić z pokoju. Każdy na odchodne rzucał
spojrzenie w kierunku bliźniaczek.
- Z paniami jeszcze nie skończyłam - powiedziała Wiedźmińska do
Anastazji i Niny, gdy zostali sami. - Poczekamy na waszego adwokata, bo
zaplanowaliśmy jeszcze jedno spotkanie, które może pomóc rozwiązać
sprawę.
Wyszła z pokoju, a Hektor, Krzysztof i Pola dołączyli do niej na
korytarzu. Patolog pożegnała się od razu i ruszyła w stronę
prosektorium. Na okazanie przyszła z ciekawości. Interesowało ją, jak
zareagują ludzie, kiedy zobaczą, jak zostali oszukani.
- Janiszewski przyjdzie? - zapytała Wiedźmińska Cichego.
- Będzie o jedenastej.
- Świetnie, to do zobaczenia. - Ruszyła korytarzem w stronę swojego
gabinetu.
- Co jest grane? - rzucił z pretensją Jaworski. - Dlaczego wcześniej nie
powiedziałeś, że to bliźniaczki, i o co chodzi z Janiszewskim?
- Po pierwsze, to, że są bliźniaczkami, odkryłem wczoraj wieczorem. Nie
miałem jak ci dać znać, bo przykuwała cię inna sprawa. - Uśmiechnął się,
chcąc poprawić nastrój partnera. - Po drugie, musiałem zobaczyć twoją
minę. A Janiszewski jako przyjaciel Urbańskiego i psycholog może będzie
umiał pomóc lub zobaczy coś, czego my nie widzimy.
- Może różnią się jakimś szczegółem - głośno myślał Krzysztof. - Jakbym
został z nimi sam, to mógłbym dokładnie się im przejrzeć. - Wyszczerzył
zęby w uśmiechu.
- Nie wiem, czy przeżyłbyś to spotkanie. Któraś z nich może być naprawdę
niebezpieczna - odparł Hektor, siadając na najbliższej ławce pod ścianą.
Jaworski dołączył do niego.
- Nie jest dobrze - rzucił po chwili Krzysztof, mimo że czytał SMS-a i wydawał się pogrążony myślami w innym świecie. - Nie mamy odcisków
palców ani DNA, a teraz nawet świadkowie odpadli. Wywiną się jak nic.
- Spokojnie, rozpracujemy je.
Komenda. Gabinet prokurator Anny Wiedźmińskiej
O jedenastej do gabinetu Wiedźmińskiej wszedł Jakub Janiszewski. Czuł
się zdezorientowany. Nurtowało go, po co został wezwany i co udało się
ustalić w związku ze śmiercią jego przyjaciela. Nie rozumiał, dlaczego
Hektor go tu dziś zaprosił, gdyż komisarz tylko lakonicznie wyjaśnił
powody wezwania. Zapewnił, że na miejscu wszystko się wyjaśni.
Cichy na zachętę napomknął, że chodzi o Anastazję, która obecnie była
główną podejrzaną w sprawie. Janiszewski zastanawiał się nad tym i miał
wątpliwości, czy ta kobieta byłaby zdolna do takiego czynu. Niby
przyjaciel twierdził, że była chwiejna w uczuciach, ale to nie
oznaczało, że mogłaby mieć skłonności mordercze.
Wiedźmińska, Hektor i Krzysztof już na niego czekali.
- Dzień dobry - przywitała się prokurator, a towarzyszący jej mężczyźni
skinęli głową. - Zaprosiłam pana do siebie, gdyż potrzebujemy opinii
eksperta. A biorąc pod uwagę fakt, że był pan przyjacielem zamordowanego
i ma szeroką wiedzę na jego temat oraz jego relacji z panną Kool,
chciałam, aby wziął pan udział w tym być może kluczowym spotkaniu.
- Mówiłem wczoraj panu komisarzowi, że mam zbyt pobieżne informacje na
temat Anastazji, abym...
Wiedźmińska gestem dłoni mu przerwała.
- Zanim poproszę pana o radę, chciałabym, aby pan coś zobaczył. - Dała
znak Krzysztofowi, a ten wprowadził bliźniaczki, którym teraz
towarzyszył adwokat. Hektor znał go z widzenia. Był to Igor Zakrzewski.
Należał do grona tych adwokatów, którzy zwykle podejmują się spraw
medialnych albo pracują dla zamożnych ludzi. Był niewiele starszy od
Cichego, ale zaszedł daleko w zawodowej hierarchii, gdyż był zawzięty i pracowity.
Kiedy Janiszewski zobaczył identyczne kobiety, w pierwszej chwili
zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, co się dzieje. Anastazja i Nina
uśmiechnęły się do niego. Były nie do odróżnienia.
- Proszę usiąść - wydała polecenie Wiedźmińska, wskazując skórzaną sofę.
- Panie Janiszewski, mówił pan komisarzowi Cichemu, że kilka razy
rozmawiał pan z przyjaciółką pana Urbańskiego. Czy może pan powiedzieć z którą?
- Nie - odpowiedział bez namysłu. - Nie miałem pojęcia, że są dwie. Leon
nigdy o tym nie wspominał.
- Pana przyjaciel raczej też o tym nie wiedział lub zaczął się tego
domyślać - wtrącił się Hektor. - Mam przeczucie, że odkrył prawdę i dlatego zginął.
- Hola, hola, panie komisarzu, proszę zważać na słowa - zareagował
Zakrzewski, a Hektor uniósł ręce w geście poddania się. Miał w nosie,
czy adwokatowi podoba się to, co mówi, czy nie. Jeśli kobiety mogły
kłamać w żywe oczy, to on mógł sobie pozwolić na drobną brawurę w wyrażaniu poglądów. Zwłaszcza że był przekonany o ich słuszności.
- Wie pan, dlaczego o to pana zapytałam? - Wiedźmińska zwróciła się do
Janiszewskiego, ignorując wymianę zdań pomiędzy policjantem a adwokatem.
- Domyślam się - odparł Janiszewski, nie spuszczając oczu z kobiet.
- Sprawdziłam pana i wiem, że kiedyś zajmował się pan badaniem bliźniąt,
prawda?
- Tak, zgadza się, ale to było dawno temu - potwierdził psycholog.
Wyglądał, jakby chciał zadać setkę pytań, a nie umiał sformułować nawet
jednego.
- Czy według pana wiedzy i doświadczenia można byłoby wskazać w tym
momencie, która z bliźniaczek jest silniejsza psychicznie, a która jej
podlega? Która mogłaby manipulować drugą?
- Po samym wyglądzie? - zapytał, a prokurator skinęła głową. - Nie, to
absurd. Bliźnięta to mimo wszystko odrębne istoty. Każda para różni się
od innej. No i oczywiście różnią się od siebie nawzajem - odpowiedział
Janiszewski, a w jego głosie pojawiła się fascynacja. - Tylko na
pierwszy rzut oka można sądzić, że są identyczne, ale to błędne
myślenie.
- Komisarz Cichy przekazał mi, że rozmawiał pan z panem Urbańskim w dzień, kiedy został zamordowany. Podobno przyjaciel planował oświadczyć
się pani Anastazji, czy to prawda? - Wiedźmińska rzuciła kolejne pytanie
i kontrolnie spojrzała na obie kobiety. Chciała sprawdzić, czy któraś
zareaguje na tę wiadomość, ale obie wpatrywały się w Janiszewskiego.
- Prawda - przyznał bez zastanowienia. - Ale biorąc pod uwagę zaistniałą
sytuację - wskazał głową na siostry - znaczenia nabierają pytania, które
Leon mi zadał w czasie tej ostatniej rozmowy telefonicznej. - Zamyślił
się.
- Może nam pan o tym opowiedzieć? - poprosiła prokurator.
- Chciał się dowiedzieć, czy spotkałem się kiedyś w mojej praktyce
zawodowej z przypadkiem rozdwojenia jaźni.
- I? - zapytała z nieukrywaną ciekawością.
- Potwierdziłem - odparł spokojnie psycholog. - Nie są to częste
przypadki, ale zdarzają się. Potem zapytał mnie, czy osoba z taką
przypadłością może być niebezpieczna dla siebie lub innych.
- Niebezpieczna, takiego słowa użył? - upewniła się prokurator.
- Tak. Szczerze mówiąc, zainteresowało mnie jego pytanie. Powiedziałem
mu, że mógłbym mu dokładniej opowiedzieć o tym schorzeniu, jakbym
wiedział, czy ma kogoś konkretnego na myśli. Ogólnikowo można snuć różne
domysły. Czy ktoś jest niebezpieczny, mając rozdwojenie jaźni, jest
rzeczą indywidualną. Każdy przypadek jest inny.
- Pan Urbański powiedział, o kogo chodziło?
- Niestety nie. Zanim się rozłączył, dodał tylko: "Jest taka zmienna, to
dziwne, sam nie wiem, co o tym myśleć". Chciałem, aby wyjaśnił, o kim
mówi, ale oświadczył, że musi już kończyć, bo czekają na niego na planie
i że sobie poradzi.
- Nie zaniepokoiła pana ta rozmowa? - włączył się Cichy.
- Owszem, bo Leon wydawał się przejęty. Ale z rozmyślań na ten temat
wybił mnie pacjent i już nie wróciłem do tego problemu aż do dziś -
tłumaczył psycholog, spoglądając na bliźniaczki.
- Pan Urbański miał się spotkać wieczorem z panią Kool?
- Taki miał plan - potwierdził psycholog.
- Proszę wskazać palcem z którą - poprosiła Wiedźmińska, a Janiszewski
spojrzał na milczące kobiety.
- Z Anastazją - powiedział wymijająco, nie miał pojęcia, która to, bo mu
ich celowo nie przedstawiono.
- Która z nich to ta kobieta, z którą pan rozmawiał u przyjaciela? -
drążyła Wiedźmińska.
- Nie wiem - odparł szczerze. - Nawet jakbym wcześniej wiedział, że
panie są bliźniaczkami, to bez gruntownego poznania ich indywidualnie
nie mógłbym teraz wydać jednoznacznej opinii. Trzeba poznać je osobno,
aby nauczyć się je rozróżniać. Są identyczne wizualnie i tylko poznając
ich charaktery, można mieć szansę nie dać się im oszukać.
- Rozumiem - westchnęła Wiedźmińska. - To może panie zgodzą się
dobrowolnie na badanie?
- Moje klientki to nie króliki doświadczalne. Z jakiego powodu miałyby
się zgodzić? - zapytał Zakrzewski.
- Bo jedna z nich jest psychopatyczną morderczynią? - rzucił bez namysłu
Krzysztof.
- Proszę się liczyć ze słowami - zareagował stanowczo adwokat. - Jakie
ma pan na to dowody?
- Jeśli nie mają nic do ukrycia, to co im szkodzi? - zapytał Hektor.
- Panie komisarzu, w ten sposób to można badać każdego obywatela. Każdy
może mieć coś na sumieniu - odparł Zakrzewski. - Może kiedyś będą
możliwe metody działania jak w Raporcie mniejszości, ale na razie, aby
kogoś przebadać lub zatrzymać, trzeba mieć na niego dowody, a nie
opierać się na przypuszczeniach. Moje klientki i tak wykazały się
nadmierną chęcią współpracy, przyszły tu na to bezsensowne okazanie. Ale
i tak wyszło na nasze!
- Nie każda osoba miała bliskie relacje z ofiarą morderstwa - rzucił
Cichy. Wiedźmińska uniosła rękę, aby powstrzymać bezsensowną dyskusję.
Nie mogła ich do niczego zmusić, liczyła, że chcąc udowodnić, że niby są
niewinne, przystaną na jej propozycję, ale jak widać, przeliczyła się.
- Dziękujemy za pomoc - zwróciła się do psychologa. Wiedziała, że
oficjalną drogą nic nie uzyskają. - Jest pan wolny.
Janiszewski podniósł się powoli z krzesła. Widać było, że intensywnie o czymś myśli. Hektor był pewny, że dopiero teraz psycholog zaczyna
przypominać sobie sygnały, które zignorował. Był pewny, że jeszcze się
spotkają.
- Pani prokurator, skończmy tę szopkę - stanowczo odezwał się
Zakrzewski, gdy Janiszewski wyszedł. - Nie macie ani jednego dowodu na
to, że któraś z moich klientek jest winna śmierci Leona Urbańskiego.
- Przecież to jasne jak słońce, że one kłamią - wybuchnął Krzysztof, a Wiedźmińska zgromiła go wzrokiem.
- Sprawdziliśmy monitoring sprzed budynku na ulicy Solidarności, gdzie
mieszkał pan Urbański. Wieczorem w dniu morderstwa jedna z pana klientek
o godzinie dwudziestej drugiej trzydzieści dwa wyszła z budynku i po
chwili wsiadła do auta, które po nią przyjechało - mówił Jaworski.
- Możemy zobaczyć to nagranie? - zapytał adwokat, Cichy kiwnął głową i włączył tablet na biurku Wiedźmińskiej. Filmik ruszył, a Zakrzewski i bliźniaczki wbiły wzrok w ekran. Po minucie adwokat się odezwał:
- Chyba pan żartuje. Jakość tego nagrania jest wątpliwa.
- Może nie jest najlepsza, ale nie można mieć wątpliwości, że to jedna z pana klientek - odparł Hektor.
- Aha, a która? - zapytał z cwaniackim uśmiechem Zakrzewski.
- Nie wiadomo - znowu bez zastanowienia odpowiedział Krzysztof,
rozkładając ręce w geście bezradności.
- Problem polega na tym, że panie twierdzą, że tego wieczoru żadna z nich nie widziała się z panem Urbańskim, co jest kłamstwem. Mamy
świadków, którzy ją tam widzieli i potwierdza to nagranie - wyjaśnił
Hektor. Czuł spokój, bo po okazaniu zaszedł do toalety, wziął kolejną
dawkę tabletek. Miał wrażenie, że jest mu wszystko obojętne, a słowa nie
wychodzą z jego ust.
- Panie komisarzu, dopóki nie będziecie umieli konkretnie wskazać, która
z moich klientek mogła być u pana Urbańskiego, nie mamy o czym rozmawiać
- stwierdził adwokat. - Nagranie to słaby dowód, z łatwością udowodnię,
że widoczna na nagraniu kobieta wcale nie musi być jedną z moich
klientek.
Hektor, mimo że znał go z widzenia, nigdy wcześniej nie miał okazji z nim rozmawiać. Adwokat był pewny siebie i robił nienajgorsze wrażenie.
- Nie macie nic. Pani prokurator, czy chciałaby pani, aby się odbył
proces poszlakowy? - Przeniósł wzrok na Wiedźmińską. - Przecież tylko
byście się ośmieszyli.
Zapadła ciężka cisza.
- No cóż - odparła prokurator po chwili namysłu. - Prawda jest taka, że
jedna z was zabiła człowieka z zimną krwią, a druga jest jej
wspólniczką. - Patrzyła na bliźniaczki, które sprawiały wrażenie
niewzruszonych. - Oczywiście w zaistniałych okolicznościach zgodnie z prawem możecie odmówić składania zeznań i nie musicie obciążać siebie
nawzajem. Zapewne nie udałoby się również skazać was obu, aby ukarać tę,
która jest naprawdę winna. Niemniej jednak w skandaliczny sposób
naruszyłyście prawo. Brakuje mi słów, aby wyrazić dezaprobatę dla
waszych poczynań. Na razie nie mogę zrobić nic więcej, ale to nie
koniec, zapewniam - mówiła prokurator, nie odrywając wzroku od sióstr. -
A tymczasem proszę o niezwłoczne opuszczenie mojego gabinetu. -
Przemawiały przez nią silne emocje. Wiedźmińska zapomniała, że świat się
zmienił. Teraz już nie było sensu wjeżdżać komuś na ambicję i sumienie.
Liczyło się tylko to, że kobietom udało się oszukać system. Jeśli
czułyby się źle z tym, co się stało, przyznałyby się od razu. One jednak
postanowiły wykorzystać swoje podobieństwo. Działały perfidnie i z premedytacją. Udało im się. Dlatego żadne słowa oburzenia nie były w stanie wywołać u nich teraz wyrzutów sumienia.
- Jesteśmy wolne? - zapytała nieśmiało jedna z nich i Cichy był pewny,
że jest to Nina.
- Chwilowo - rzucił gniewnie Jaworski.
Bliźniaczki wraz z Zakrzewskim podniosły się do wyjścia.
- Spotkamy się jeszcze - odezwał się na odchodne Hektor.
- Chętnie, panie komisarzu. - Anastazja, bo chyba to ona była,
uśmiechnęła się zalotnie do Cichego. - Często bywam w klubie Luna.
Zapraszam. - Pomachała mu.
Kiedy zostali sami, Krzysztof znowu się uniósł.
- Czyli co, ujdzie im to na sucho?
- Cóż mogę poradzić - odpowiedziała chłodno Wiedźmińska. - Żaden ze
świadków nie potrafi ich rozróżnić, nie mamy nic, nawet monitoring jest
marnej jakości. W sądzie nie miałabym szans. Zakrzewski wykończyłby mnie
przy pierwszej rozprawie.
- Jedna z nich go zabiła - powtórzył naiwnie Jaworski.
- Proszę mi powiedzieć która, a zrobię wszystko, by poniosła karę -
odparła Wiedźmińska. - Jesteśmy na straconej pozycji. Bez konkretnych
dowodów sąd zarzuciłby mi marnowanie czasu i pieniędzy.
- Jeśli pani pozwoli, to się za nimi poszwendam. Poszperam w ich
przeszłości. Może nie pierwszy raz tak wykorzystały swoje podobieństwo -
poprosił Cichy.
- Ma pan moją zgodę, nawet na nieoficjalne działania. Proszę zrobić
wszystko, co uzna pan za stosowne, aby wydobyć od tych kobiet prawdę -
stwierdziła Wiedźmińska. - Proszę mnie tylko informować na bieżąco.
Muszę znać szczegóły, jakby trzeba było pana ratować z tarapatów.
- Oczywiście - zapewnił ją komisarz.
- A tymczasem muszę wydać oświadczenie dla mediów. - Cmoknęła z niezadowoleniem.
Komenda. Korytarz przed gabinetem Anny Wiedźmińskiej
Hektor był przekonany, że dalsze śledztwo w sprawie bliźniaczek nie
będzie należeć do prostych. Będzie wymagało szczególnych środków, a może
nawet trzeba będzie zdecydować się na niekonwencjonalne rozwiązania.
Mieli jedynie poszlaki i przeczucie, że to któraś z nich zabiła
Urbańskiego. Mogli stawiać do woli hipotezy, ale to nie pozwoli żadnej z nich skazać.
Chociaż, jak twierdził niemiecki teolog Karl Rahner, brak dowodów nie
jest dowodem ich braku. Dlatego według policyjnego nosa Hektora nie było
wątpliwości, że bliźniaczki są winne.
Sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby kobiety wykazały chęć nawet fałszywej
współpracy. Postawa, którą przyjęły obecnie, świadczyła o tym, że miały
tupet. Inni na ich miejscu kłamaliby i mataczyli, chcąc zyskać na
czasie. Zanim prawda zostałaby zweryfikowana, trochę czasu by minęło. A może dochodzenie na jakiś czas poszłoby w innym kierunku, bo szukaliby
również innych podejrzanych. Tymczasem Anastazja i Nina swoim
zachowaniem dały do zrozumienia, że któraś jest winna, ale skoro policja
nie umie im tego udowodnić, to jej problem. Wiedzieć coś, a udowodnić,
to dwie zupełnie inne kwestie. Były pewne swojego planu i bez oporu to
pokazywały. Nawet nie miały ochoty ich zwodzić. Nie musiały się wysilać,
aby wymyślać kłamstwa, bo nie czuły zagrożenia. Cichy domyślał się, że
miały satysfakcję, wydawało się im, iż wygrały, bo oszukały system.
Zanim wrócili do biura, aby ustalić szczegóły dalszych działań,
postanowili przyjrzeć się spotkaniu, które miała odbyć Wiedźmińska z dziennikarzami. Cichy lubił obserwować jej relacje z mediami. Były
zaskakujące. Zazwyczaj rzecznik prasowy czy prokurator miał dystans do
prasy, radia i telewizji. Każdy z nich obawiał się, że jedno
wypowiedziane za dużo słowo może wywołać lawinę niekorzystnych reakcji.
Prokurator Anna Wiedźmińska była inna, co miało czasem skutki uboczne,
ale w większości przypadków zdobywało jej przychylność środków masowego
przekazu. Nie traktowała ich jak natrętne muchy, a jak równych sobie.
Nie miała nigdy z dziennikarzami problemu. Była prokuratorem od
czterdziestu lat i umiała wybrnąć z każdej sytuacji.
Hektor przygotował się na standardowe spotkanie, ale tym razem, jak się
szybko przekonał, przebiegło ono zupełnie inaczej, niż się spodziewał.
Spotkanie musiało być już wcześniej uzgodnione, ponieważ jak tylko
wyszła na korytarz, zgromadził się wokół niej niewielki tłum.
- Czy już wiadomo, kto zabił pana Urbańskiego? - wystrzelił z pytaniem
młody dziennikarz z mikrofonem telewizji TVNews.
- Pan jak zawsze taki wyrywny, od razu chciałby zacząć od podsumowania -
przywitała go z uśmiechem Wiedźmińska. Chłopak zmieszał się i kiwnął
przepraszająco głową. - Kochani, sprawa śmierci Leona Urbańskiego jest
przykra, bo sprawcą jest bliska mu osoba. - Zrobiła prawie niezauważalną
pauzę. - Tak jak już wiecie, pan Urbański zginął w swoim mieszkaniu, a towarzyszyła mu osoba, której ufał.
- Czyli jest ktoś podejrzany? - znowu zapytał ten sam dziennikarz.
- Poniekąd, chociaż wydaje mu się, że się wywinął - rzuciła tajemniczo,
a Krzysztof spojrzał na Cichego. Czyżby prokurator zamierzała powiedzieć
o postępowaniu bliźniaczek? To nie było zgodne z etyką i procedurami,
aby oskarżać publicznie osoby, na które nie ma dowodów i nie można
postawić im żadnych zarzutów.
- O kim pani mówi? - dopytywał dziennikarz.
- O kobiecie, z którą spotykał się pan Urbański.
- Tomasz Grodkowski, Radio Fala FM - przedstawił się chłopak z dredami.
- Z tego, co mi wiadomo, Leon Urbański spotykał się ostatnio z Anastazją
Kool. Czy to ona jest podejrzana o tę zbrodnię?
Wiedźmińska chwilę przyglądała się młodemu chłopakowi i ku zaskoczeniu
Hektora podjęła ryzykowną decyzję:
- Ostatnią osobą, która widziała pana Urbańskiego żywego, jest panna
Kool, ale nie wiemy która. Obie milczą i nie chcą współpracować. - Te
słowa, zgodnie z oczekiwaniami prokurator, wywołały wrzawę. Dziennikarze
patrzyli jeden na drugiego. Nikt tego nie wiedział, więc mogło się
okazać, że ta wiadomość będzie większym newsem niż informacja o zabójstwie reżysera. Hektor przypuszczał, że prokurator może mieć
problemy z powodu tej wypowiedzi. Zakrzewski nie puści jej tego płazem.
Ale z drugiej strony cóż mógł jej zrobić. Od dawna powtarzała, że czas
na emeryturę.
Cichy podejrzewał, że prokurator uznała, że w tym momencie tylko w taki
sposób można było pokrzyżować plany kobiet na dalsze bezstresowe życie,
które zapewne sobie zaplanowały. Po tej informacji nie będą już mogły
bez konsekwencji wrócić na plan serialu. Wiele firm, z którymi Anastazja
współpracowała, będzie musiało zweryfikować kontrakty. Tylko tak można
je było teraz ukarać.
- Jak to? - zapytał w końcu ten sam dziennikarz, który zadał pierwsze
pytanie.
- Jak udało się ustalić w toku prowadzonego dochodzenia, panna Anastazja
Kool ma siostrę bliźniaczkę, Ninę, która jest identyczna. Od dawna
oszukiwały wszystkich, zamieniając się rolami. Teraz też to
wykorzystały, aby zmanipulować śledztwo.
Cichy czuł, że prokurator się zapędza. Dlatego bez wahania przebił się
przez dziennikarzy i pociągnął ją za łokieć. Spojrzała na niego
pytająco, a on rzucił "nie warto", ale machnęła lekceważąco ręką.
- Panie Kool są podejrzane o to zabójstwo? - próbował usystematyzować
fakty młody dziennikarz, a reszta czekała na reakcję Wiedźmińskiej.
- Któraś z nich jest sprawcą.
Krzysztof złapał się za głowę, nie spodziewał się po Wiedźmińskiej
takiej nieodpowiedzialności.
- Ale dopuściły się skandalicznego naruszenia prawa, co nie może
pozostać bezkarne.
- Co ma pani na myśli? - rzucił kolejny z dziennikarzy.
- Aby nie ponieść kary, wykorzystały, że są nie do odróżnienia.
Świadkowie z miejsca zdarzenia nie mogli wskazać, którą z nich widzieli
tego wieczoru u pana Urbańskiego - Wiedźmińska dalej ujawniała szczegóły
śledztwa.
- Chyba jej się pojebało w głowie - syknął Jaworski do Cichego, który
tym razem musiał przyznać partnerowi rację.
- Nie ma odcisków palców? Bo DNA u bliźniaków niczego nie przesądzi -
stwierdził roztropnie dziennikarz z dredami.
- Nie ma, ale i tak wiemy, że któraś z nich dopuściła się tej zbrodni i celowo zatarła ślady - wyznała prokurator.
- Czyli zbrodnia doskonała istnieje - rzucił dziennikarz TVNews.
- Tak się tylko może wydawać - odparła z podenerwowaniem Wiedźmińska. -
Gdy zdarzają się takie naruszenia, to daje do myślenia, aby przyjrzeć
się prawu i uszczelnić system.
- To może postawić bliźniaczkom zarzuty utrudniania śledztwa? -
zaproponował rezolutnie chłopak z dredami.
- Mogłabym, ale świadkowie się wykruszyli, co utrudnia sprawę - odparła
szczerze prokurator. Hektor nie mógł uwierzyć, że przyznaje się do
bezradności.
- Czyli nie poniosą odpowiedzialności? - zapytał dziennikarka TVNews.
- Tylko im się tak wydaje.
- A inni podejrzani byli brani pod uwagę? - wtrąciła kobieta z dyktafonem w ręce.
- Sprawdzamy kilka tropów, ale wszystkie prowadzą do Niny i Anastazji.
Dlatego zapewniam, że nie odpuszczę. Śledztwo dopiero się zaczęło. -
Zrobiła pauzę na oddech i dodała: - Dziękuję za przybycie. - Odwróciła
się, przebiła się przez stojących dookoła dziennikarzy, którzy rzucali
kolejne pytania, i wróciła do gabinetu. Hektor z Krzysztofem ruszyli za
nią.
Kiedy znaleźli się w środku, Cichy, mimo że cały czas czuł wyciszające
działanie leków, odezwał się wzburzony.
- Pani prokurator, szanuję panią - zaczął, siląc się na spokój. - Ale
spieprzyła pani sprawę - powiedział bez ogródek.
- Dwie młode perfidne siksy nie będą mnie robić w trąbę - stwierdziła
nerwowo Wiedźmińska.
- Zakrzewski panią zglanuje, a bliźniaczki zaczną uważać. Utrudniła nam
pani pracę.
Prokurator westchnęła. Nie przemyślała tego, jaki skutek będzie miała
jej szczerość.
- Sorry. Coś wymyślę - oświadczyła. - Róbcie swoje.
- Łatwo mówić - burknął pod nosem Jaworski.
Ulica Bursztynowa. Apartament
Bliźniaczki wróciły do mieszkania zaraz po opuszczeniu komendy.
Anastazja od razu ruszyła w stronę komody, na której stały alkohole, i zrobiła sobie drinka. Nina usiadła w fotelu. Czuła w głowie chaos.
Rozpalał ją znajomy niepokój. Tak dawno go nie czuła i była szczęśliwa.
- Okłamałaś mnie - odezwała się w końcu. - Pytałam, czy byłaś dwa dni
temu u Leona, i zaprzeczyłaś. A na tym nagraniu to byłaś ty!
- Nie powiedziałam ci prawdy, bo wiedziałam, że będziesz histeryzować i uroisz sobie niestworzone scenariusze - odpowiedziała Anastazja,
opróżniając szklankę jednym haustem.
- Niestworzone? - uniosła się płaczliwie Nina. - A co mam teraz myśleć,
skoro mnie okłamałaś?
- No dobra, dobra - rzuciła Anastazja. - Byłam u niego, ale go nie
zabiłam - dodała, robiąc sobie kolejnego drinka. - Chciałam się
dowiedzieć, jakie ma plany względem ciebie, czy traktuje cię tak
poważnie jak ty jego. Widziałam, jak znowu się zaangażowałaś w relację z nim, nie chciałam, abyś cierpiała, jak wcześniej. Nie chciałam, abyśmy
wróciły do punktu wyjścia.
- Jak zamierzałaś się czegokolwiek dowiedzieć, skoro nie wiedział, że
jest nas dwie? - odparła Nina ze smutkiem.
- Chciałam z nim szczerze porozmawiać, aby się określił, co czuje i czy
widzi naszą - przerwała i poprawiła się - waszą przyszłość.
- I co? - zapytała podejrzliwe Nina. - A może mu zdradziłaś, że jesteśmy
dwie? - W jej głosie można było wyczuć sarkazm.
- Nie, inaczej to zaplanowałam - odparła z denerwującą obojętnością
Anastazja. - Chciałam, aby najpierw powiedział, co czuje. Musiałam
uzyskać pewność, że nie jesteś jego kolejną panienką na raz.
- Wiedziałaś, że tak nie jest - rzuciła z żalem Nina, a następnie z naciskiem dodała: - Ale jestem ciekawa, co ci powiedział.
Anastazja przybrała hardy wyraz twarzy.
- Zapewnił, że cię kocha i pokazał pierścionek. Dlatego byłam już pewna,
że przyszedł czas, aby powiedzieć mu prawdę. - Zrobiła pauzę, aby znowu
wypić do dna. - Wychodząc, powiedziałam mu, że odpowiedź dam następnego
dnia. Chciałam tę sprawę omówić z tobą.
- Chcesz mi powiedzieć, że się oświadczył? - parsknęła Nina.
- Tak - przyznała od niechcenia Anastazja.
- Dlaczego mi tego nie powiedziałaś? - krzyknęła.
- Nie miałam kiedy - odparła bez emocji. - Rano się nie widziałyśmy, a potem już nie miało to sensu. - Wzruszyła ramionami. - Wydało mi się
okrutne informować cię o tym, kiedy okazało się, że Leon nie żyje. Nie
chciałam, abyś cierpiała, bo nic już nie można było zrobić. Taka
wiadomość tylko pogłębiłaby twoje rozgoryczenie.
- Skoro nie ty, to ciekawe kto mógł go zabić po twoim wyjściu? -
zapytała Nina, patrząc z podejrzliwością.
- Przestań, mówię, że to nie ja - fuknęła gniewnie Anastazja. - Kiedy
wychodziłam od niego, był w dobrej formie - dodała, po czym
bezceremonialnie ruszyła do swojej sypialni, ucinając rozmowę.
Nina została w salonie, nie mogła się otrząsnąć. Nie wiedziała, w co ma
wierzyć. Zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna porozmawiać z komisarzem Cichym. Miała wątpliwości i bała się. Czuła, że robią źle, bo
jeśli Anastazja nie miała nic wspólnego ze śmiercią Leona, to nie było
potrzeby, aby ukrywać prawdę. Była przekonana, że jakby Cichemu
opowiedziały, co i dlaczego się wydarzyło, toby dał im spokój i zaczął
szukać prawdziwego sprawcy.
Nie rozumiała zachowania Anastazji.
Komenda. Biuro Hektora i Krzysztofa
Hektor i Krzysztof żywo dyskutowali na temat prokurator Wiedźmińskiej,
wchodząc do biura. Jaworski nie był jej fanem, ale tym razem miał
stuprocentowe poparcie Cichego w twierdzeniu, że prokurator poniosły
emocje. Krzysztof przekonywał Hektora, że ludzie w pewnym wieku muszą
już odpocząć. Zmęczenie materiału odbiera im racjonalne i profesjonalne
myślenie.
W gabinecie czekał na nich komendant Pawłowski. Siedział na krześle przy
biurku Cichego. Komisarzowi przebiegła przez głowę myśl, czy zawartość
jego szuflad nie zdenerwowałaby przełożonego. Czy nie zostawił tam
czegoś, co mogłoby wzbudzić podejrzenia komendanta. Oczywiście nie
podejrzewał, aby szef zaglądał do jego prywatnych rzeczy. Nie miał
takiego zwyczaju i nie inwigilował podwładnych.
Po tym, jak Hektor pobił męża Poli, a Pawłowski dowiedział się o jego
uzależnieniu, pomógł mu zatuszować sprawę oraz załatwić odwyk. Po
powrocie nakazał regularne wykonywanie badań moczu. Hektor nie miał z tym problemu, wiedział, jak to obejść, jeśli będzie mu na tym zależało.
Przez siedem miesięcy był naprawdę czysty. Ale od kiedy wrócił do leków,
których skład opierał się na morfinie, do analizy oddawał nie swój mocz.
Za każdym razem dziwił się, dlaczego komendant tego nie przewidział i nie chciał, aby Cichy sikał do kubeczka w jego towarzystwie. Z jednej
strony sprawdzał go, ale z drugiej wykazywał się nadmiernym zaufaniem.
Komendantowi zapewne nie przyszło do głowy, że mając za przyjaciółkę
Ostrowską, Cichy wróci do punktu wyjścia.
- Co jest, kurwa? - Pawłowski był zirytowany. - Widziałem konferencję
Wiedźmy. Tej starej babie jebie się w głowie. Od kiedy informujemy media
o tym, że sobie nie radzimy i że można robić nas w chuja? - wyrzucał
słowa z prędkością karabinu maszynowego.
- Nie mieliśmy pojęcia, że zamierza to wszystko powiedzieć - zaczął się
bronić Jaworski. - Nie uzgadniała tego z nami.
- Ale staliście tam jak chuje na weselu i nic nie zrobiliście, aby ją
uciszyć.
- Hektor próbował - stwierdził ciszej Jaworski.
- Panią prokurator zdecydowanie poniosły emocje. Nie umie sobie poradzić
z tym, że ktoś, kto ewidentnie jest winny, nie poniesie
odpowiedzialności za swoje czyny - włączył się spokojnie Hektor. Powoli
zaczęły do niego docierać sygnały, że organizm niebawem będzie się
domagać nowej dawki leku. Zaczynał odczuwać fizyczny ból, co było złym
znakiem. Nie sądził, że tak szybko od nowa uzależni się od lekarstw,
które przyjmował. Błyskawicznie wróciły znane mu sprzed kilku miesięcy
objawy. Wtedy co dwie, trzy godziny musiał zażyć któryś z leków. Tak
podtrzymywany miks różnych substancji wspomagających pozwalał mu
funkcjonować. Teraz obiecywał sobie, że będzie zażywać leki zgodnie z zaleceniami na ulotce. Jednak po tygodniu już wiedział, że nie będzie to
możliwe. Dlatego kilka razy przeszło mu przez myśl, aby skontaktować się
z Grinchem, dilerem, który nie tylko handlował narkotykami, ale też
wszelkiej maści substancjami na receptę. Hektor liczył się z tym, że
jeśli będzie zażywać tabletki w takim tempie jak kiedyś, to
błyskawicznie się skończą te wypisane przez Polę, a nie mógł jej
poprosić zbyt szybko o kolejną receptę, bo domyśliłaby się, że ponownie
ma problem.
Jego rozważania przerwało pytanie komendanta.
- I co dalej? Będziemy prowadzić medialnie śledztwo? A może zaprosimy
dziennikarzy do wspólnych działań, skoro Wiedźma tak ich wtajemniczyła?
- Szczerze mówiąc, nie ukrywałbym, że prowadzimy obserwację obu kobiet.
Niech czują nasz oddech na swoich plecach i to, że inni się im
przyglądają - stwierdził Hektor.
- Nie mamy podstaw do obserwacji. Ich adwokat wyrwałby nam jaja -
odpowiedział sceptycznie komendant.
- Przecież nikt nam nie zabroni bywać w tych miejscach co one. Nie
musimy z nimi rozmawiać ani ich zaczepiać - mówił Hektor. - Z tego, co
udało mi się zauważyć, to Nina jest słabsza psychicznie. Jestem pewny,
że jak będzie nas codziennie widziała, to nie wytrzyma ciśnienia.
- Trzeba je złamać, najlepiej jakby się poróżniły o coś, a kiedy zacznie
im doskwierać świadomość, że ciągle ktoś się im przygląda, to zrobi się
między nimi nerwowo - dodał Jaworski.
- Okej, niby to jest jakiś pomysł, i to mniej debilny niż Wiedźmy -
przyznał Pawłowski.
- Zajmę się obserwacją Anastazji, a Krzysztofowi zostawię Ninę, aby nie
został pożarty przez modliszkę. - Uśmiechnął się ironicznie do partnera,
który pokazał mu środkowy palec. - Zamierzam też sprawdzić ich
przeszłość. Są zbyt pewne swego. Dlatego myślę, że mogą mieć już coś
podobnego na sumieniu - przedstawiał plan działania Cichy, spoglądając
na komendanta. - Poproszę też Janiszewskiego o pomoc. Widziałem w jego
oczach błysk, kiedy wyszło na jaw, że kobiety są bliźniaczkami.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki