Rozdział 1
Marsylia, Francja
Lorraine, 24 lata
Obecnie
- Mamo! Daj już spokój! - syknęłam, trzymając się za nasadę włosów, gdy rodzicielka starała się rozczesać kołtuny na mojej głowie. Szarpała za nie tak mocno, że fotel, na którym siedziałam, cały się trząsł pod wpływem jej gwałtownych ruchów. Kończyła mi się cierpliwość. - Nie możemy tego tak zostawić? Albo po prostu je upnijmy!
- Przestań marudzić! Jak zostawić?! Spójrz tylko, jak ty wyglądasz, Lorraine! - fuknęła z typową dla siebie pogardą w głosie. - Oczywiście, że je zepniemy, ale najpierw musimy je doprowadzić do jakiegokolwiek stanu użyteczności! Kto to widział, żeby taka piękna, młoda kobieta miała taki bałagan na głowie! Mówiłam ci, żebyś nakładała na nie odżywkę! - Wskazała na poszarpane końcówki moich czekoladowych loków, podsunąwszy mi je pod sam nos. - Wstyd, po prostu wstyd!
Przewróciłam oczami, ale posłusznie zamilkłam. Wiedziałam, że nie warto wszczynać kłótni, i szczerze mówiąc, nie mogłam się z nią nie zgodzić. Moim celem było uwiedzenie Constantina Lagarde'a - przyszłego bossa korsykańskiego Brise de Mer. A ponieważ był typowym przedstawicielem płci przeciwnej, uznałam, że najprawdopodobniej najpierw zwróci uwagę na mój wygląd, a dopiero później zapyta o imię. Musiałam prezentować się nienagannie.
Pech chciał, że Estelle Brunel była chodzącą perfekcją i wymagała tego również od innych, dlatego mentalnie przygotowałam się na długie godziny upiększania. Ku jej rozpaczy nie przejawiałam aż tak dużego zainteresowania swoją urodą. Bardzo się od siebie różniłyśmy. Ona dbała o swój image do tego stopnia, że w wieku pięćdziesięciu pięciu lat wyglądała jak kobieta niewiele po czterdziestce.
Byłam jej absolutnym przeciwieństwem. Nie było w tym w sumie nic nadzwyczajnego - w końcu nie spajały nas więzy krwi - a mimo to lepszej opiekunki nie mogłam sobie wymarzyć. Kochała mnie, przynajmniej na tyle, na ile było to możliwe w naszym chorym środowisku. Zastępowała mi matkę i najbliższą przyjaciółkę. Nie było w moim życiu innej osoby, którą mogłabym nazywać mamą.
Pamiętam, jak pierwszy raz zwróciłam się w ten sposób do Estelle. Byłam wtedy zaledwie kilkuletnią dziewczynką, ale to wspomnienie nigdy nie straciło na wyrazistości. Nie zapomnę ciepła, które pojawiło się wówczas w jej bursztynowych oczach...
Uśmiechnęłam się i wróciłam do rzeczywistości. Z przerażeniem obserwowałam wyrwane pukle włosów, które utworzyły dywan pod naszymi stopami, ale dzielnie zagryzłam zęby i postanowiłam, że do końca tortur nie wydam z siebie nawet stęknięcia. Albo to, albo wizyta u fryzjera. Wolałam już pozostawić to matce, mimo że okropnie szczypała mnie skóra, szczególnie gdy ostre końcówki szpilek wbijały mi się w potylicę. Na szczęście ból nie był dla mnie niczym niezwykłym. Zresztą, dorastając w otoczeniu ludzi z Le Milieu[4], nie miałam innego wyjścia.
Odkąd wkroczyłam w nastoletni wiek, mama próbowała zainteresować mnie damską stroną życia kobiet mafii. Stale powtarzała, że jesteśmy tak samo ważne jak mężczyźni, ale więcej się od nas wymaga, zatem musimy być doskonałe, zwłaszcza pod względem wyglądu, bo to jedyna broń, którą oni nie władają. Niestety, wtedy niewiele sobie z tego robiłam i uciekałam na sam dźwięk słowa "zakupy", nie wspominając już o haśle "kosmetyczka". Zdecydowanie bardziej intrygowały mnie sztuki walki czy techniki manipulacji. Być może brzmiało to dziwnie, ale pod tym względem matka mogła mieć pretensje jedynie do ojca. To właśnie on zaszczepił we mnie pasję do typowo męskich upodobań.
Gdy skończyłam dwanaście lat, ojciec wprawił w ruch swoją finansową machinę. Krótko mówiąc, nie szczędził na moją edukację. Dni wypełniały mi zajęcia z samoobrony, nauka posługiwania się bronią białą i - przede wszystkim - bronią palną. P?re[5] nieraz budził mnie w środku nocy i kazał rozkładać oraz składać glocka na czas. Teraz robiłam to z zamkniętymi oczami. Opanowałam również technikę lockpickingu[6], przyswoiłam podstawy balistyki, umiałam zbierać odciski palców. Bez zająknięcia zadawałam cios tak, aby przeciwnik wykrwawił się w niecałą minutę. Zostałam zaznajomiona z tajnikami inwigilacyjnymi. Języki przyswajałam odkąd tylko nauczyłam się mówić. Włoski, korsykański, hiszpański, a nawet rosyjski. Przez nadmiar obowiązków nie miałam normalnego dzieciństwa. Dzieciaki z innych rodzin - także należących do naszej organizacji - regularnie się spotykały, razem jeździły na wakacje i spędzały czas na wałęsaniu się po klubach. A ja? Choć byłam córką najbardziej przerażającego mafiosa w historii Marsylii, siedziałam zamknięta w domu niczym skazaniec.
Kiedyś nie wytrzymałam i spytałam ojca, dlaczego tak bardzo na mnie naciska i odmawia mi rozrywek. Odpowiedział, że docenię to w momencie, w którym zetknę się z prawdziwym wrogiem, a to, czego się nauczyłam, będzie kluczem dla mojego przeżycia.
Cóż, doceniłam to w dniu siedemnastych urodzin, gdy ojciec wyjawił mi prawdę o mojej przeszłości. Sama bowiem nie mogłam jej pamiętać. Dopiero wtedy zrozumiałam jego surową postawę. Przygotowywał mnie, bo wiedział, że nadejdzie czas, kiedy będę chciała się zemścić. Nie mylił się, a dzisiejszy wieczór miał być pierwszym prawdziwym sprawdzianem nabytych przeze mnie umiejętności. Wprost nie mogłam się doczekać.
W pewnym momencie dostrzegłam, że mama skończyła upinać niskiego koka na mojej głowie i zamarła. Popatrzyłam w lustro, wyłapując w odbiciu jej spojrzenie.
- Mamo... - zaczęłam, jednak nie pozwoliła mi skończyć i obróciła mnie ku sobie.
- Wiesz, że nie musisz tego robić, prawda? - spytała pełnym napięcia głosem i ujęła mnie za dłonie. Rzadko widywałam u niej taką desperację, bo pozwalała sobie na to wyłącznie w mojej obecności.
- Ale...
- Nie, Lorraine. - Stanowczo weszła mi w słowo. - Możesz powiedzieć ojcu, że to cię przerasta. Twój papa na pewno to zrozumie.
Uśmiechnęłam się pobłażliwie i ścisnęłam jej smukłe, wypielęgnowane palce, ozdobione licznymi złotymi pierścionkami. Nie poddawała się i nieustanie próbowała odwieść mnie od pomysłu wyjścia za Constantina Lagarde'a.
- Wiesz, że to niemożliwe. To kwestia honoru.
Natychmiast się wyprostowała i strzepnęła niewidzialny pyłek ze swojej zjawiskowej sukni, po czym odrzuciła do tyłu długi tren.
- Honor... - prychnęła. - Odkąd poślubiłam twojego ojca, słyszę to słowo aż nazbyt często. Nie chcę tego samego dla ciebie. Wolałabym, żebyś miała... bardziej normalne życie. - Odwróciła głowę, aby zakamuflować uczucia. Kolejny przejaw wychowania w brutalnym środowisku.
Zadaniem każdego z nas było opanowanie techniki ukrywania emocji, a tym samym również słabości. Doskonaliliśmy to rzemiosło od lat, oczywiście pod czujnym okiem ojca. Mama była w tej dziedzinie prawdziwą mistrzynią, a jej z pozoru chłodna postawa idealnie pasowała do emploi[7] żony szefa. Nikt oprócz mnie nie potrafił jej przejrzeć. Przy mnie zrzucała bowiem swoją pieczołowicie zaprojektowaną maskę, chociaż nie zdarzało się to zbyt często.
Wiedziałam, że się martwi, ale w końcu musiała przyjąć do wiadomości, że to był mój wybór. Sama podjęłam się tego zadania. Co więcej, poniekąd byłam jego pomysłodawczynią. Nikt mnie do niczego nie zmuszał, choć oczywiście matka miała odmienne zdanie w tej kwestii.
Wstałam i przyciągnęłam ją do siebie. Przelotnie spojrzała mi w oczy.
- Chcę to zrobić, maman[8]. Jestem gotowa - zapewniłam.
- Och, Lori... - Zdrobniła moje imię i trochę lekceważąco pogładziła mnie po policzku. - Zwyczajnie się o ciebie troszczę. Nie jestem pewna, czy to wszystko jest warte swojej ceny.
Jej słowa uderzyły mnie tak mocno, że nieomal straciłam równowagę.
- Jak możesz tak mówić? - szepnęłam z niedowierzaniem. - Przecież doskonale wiesz, dlaczego muszę to zrobić!
Przez ułamek sekundy miałam wrażenie, że w jej złotych oczach pojawiła się skrucha. Jakby wiedziała, że podważanie mojej decyzji sprawia mi niemal namacalny ból. Szybko jednak z powrotem skryła się za zasłoną oschłej protektorki.
- Nie ma na świecie takiej rzeczy, za którą warto oddać życie, Lorraine. A już na pewno nie jest nią zamierzchła przeszłość.
Chciała mnie wyminąć, ale tak mocno chwyciłam ją za łokieć, że się zatrzymała i skrzywiła z bólu. Natychmiast pożałowałam swojego zachowania, ale agresja przejmowała nade mną kontrolę.
- Jego krew jest tego warta - wycedziłam przez zęby.
- I co będziesz z tego miała? Być może dopniesz swego, ale jednocześnie wydasz na siebie wyrok śmierci. Jak długo nacieszysz się tą zemstą? - Wyszarpnęła rękę z mojego uścisku i stanęła w progu. - Wiesz, że możesz na mnie liczyć, ale w tym momencie przemawiają przez ciebie ambicje twojego ojca, a tego nie mogę poprzeć. I nigdy nie poprę - dodała, po czym opuściła mój pokój, trzaskając drzwiami.
Westchnęłam z irytacją i zacisnęłam palce w pięść. Nienawidziłam z nią o tym rozmawiać. Najgorsze było to, że rzeczywiście mnie wspierała, choć od samego początku sprzeciwiała się temu pomysłowi i wcale tego nie ukrywała. Czułam się przez to jeszcze gorzej, jakbym ją zawiodła. Wyraźnie żywiła nadzieję, że odpuszczę. Wylądowałam zatem między młotem a kowadłem. Z jednej strony rozumiałam jej obawy, ale z drugiej liczyłam na to, że wreszcie zaakceptuje to, co miało się wydarzyć. Poza tym nie robiłam tego jedynie ze względu na swoje osobiste pobudki. Stawką nie była tylko vendetta[9]. Zgłosiłam się na ochotnika, bo połączenie dwóch tak potężnych rodzin jak Brunel i Lagarde mogło korzystnie wpłynąć na interesy ojca. Byłam zdeterminowana, aby wykonać powierzone mi zadanie. Dla dobra rodziny mogłam zrobić dosłownie wszystko, zwłaszcza że Brunelowie zaopiekowali się mną, gdy najbardziej tego potrzebowałam, i podarowali mi dach nad głową. Przyjęli mnie jak swoją - krew z własnej krwi. Od tamtego momentu stałam się częścią czegoś większego.
Kiedyś byłam słaba. Teraz drzemała we mnie moc podsycana gniewem. Obiecałam sobie, że członkowie klanu Lagarde'ów jeszcze odczują moją furię, a gdy to nastąpi, będą uciekać w popłochu.
[4] Le Milieu (fr.) - podziemie, podziemny świat. Termin ogólnie określający środowisko przestępcze we Francji.
[6] Lockpicking (ang.) - sztuka otwierania zamków bez użycia klucza, ale przy pomocy odpowiednich narzędzi (np. wytrychu).
[7] Emploi (fr.) - posada, rola.
[9] Vendetta - krwawa zemsta. Dawny obyczaj ludowy pochodzący z Sycylii, ale znany także na Korsyce, który zaczęły wykorzystywać również środowiska mafijne. Oznacza obławę organizacji przestępczej na człowieka, którego wskazał ojciec chrzestny.