Oplotła klamkę zimnymi palcami, aby zamknąć drzwi do pokoju intymnych spotkań, w którym spędziła ostatnią godzinę. Tym samym odcięła dopływ czerwonoróżowego światła wydobywającego się z pomieszczenia na korytarz, a następnie, spowita półmrokiem, podążyła w kierunku garderoby, raz po raz dotykając niepewnie ścian. Niebotycznie wysokie obcasy nie były najlepszym obuwiem do przemierzania ciemnych, wąskich przejść, toteż kiedy znalazła się w przymierzalni, od razu opadła na krzesło, przepełniona wdzięcznością, że nie zwichnęła kostki. Dopiero teraz poczuła, jak przejmujące zmęczenie ogarnia jej drobne ciało kawałek po kawałku, mimo że wieczór nie należał do przesadnie pracowitych. Oprócz pokazu tanecznego miała za sobą wszak tylko jedno widzenie z gościem, ale ponieważ znała samą siebie na tyle dobrze, aby wiedzieć, że po seksie zawsze była wykończona niezależnie od tego, ile robiła w ciągu dnia, utrata energii nie zdziwiła jej zanadto.
- No nic - mruknęła pod nosem, sięgając do stojącej obok toaletki po paczkę czerwonych marlboro z myślą o odprężeniu. Zaciągnąwszy się nimi, osunęła się nieznacznie na siedzeniu, chcąc oprzeć szyję o wezgłowie krzesła, nim nikotyna uderzy do głowy, a z ust buchnie pierwszy kłąb gęstego dymu. Kiedy aromatyczny tytoń spowił piękną twarz Darii, dziewczyna mruknęła rozkosznie i przymknęła oczy. Miała wrażenie, że czas spowolnił wraz z jej oddechem, a każda komórka ciała wypełniła się niebiańską harmonią oraz tak daleko idącym spokojem, że z osiągniętego stanu błogości tancerki nie wytrąciło nawet gromkie trzaśnięcie drzwiami przez brunetkę, która weszła do pokoju. Wystrojona w kabaretki, koronkowe majtki z podwiązkami oraz prześwitujący stanik dziewczyna spojrzała na zrelaksowaną koleżankę po fachu wzrokiem wyrażającym zazdrość, że tak niewiele wystarcza jej do szczęścia. Ot, ulubione papierosy.
- Finito? - zachrypiała, siadając obok.
Nie otwierając oczu, Daria skinęła twierdząco, po czym wyciągnęła paczkę fajek częstującym gestem w kierunku znajomej, aby również ona rozsmakowała się w kawowo-gorzkim aromacie marlboro. Pomieszczenie utonęło w kolejnej porcji mlecznego dymu, przez który za chwilę przebił się ten sam niski głos, co przedtem:
- Już? Północ dopiero.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.