ROZDZIAŁ PIERWSZY w którym Gosia i Janek wyjeżdżają nad morze, snują rozważania na temat pobytu w Brzózkowicach i poznają nowych przyjaciół
W nocy przed wyjazdem nad morze Gosia i Janek nie spali zbyt dobrze. Niecierpliwie czekając na poranek, ciągle się budzili i spoglądali na zegar, by sprawdzić, czy już pora wstawać. Dlatego gdy wreszcie zadzwonił budzik, nie narzekali na wczesną porę, tylko zerwali się z łóżek.
Ach, jak oni czekali na ten moment!
Podekscytowani, na wyścigi pobiegli do łazienki, następnie włożyli szorty i koszulki z krótkimi rękawami, a na nogi trampki.
- Idziemy z Kapslem na spacer - oznajmili rodzicom. - A potem możemy jechać.
- Nie tak szybko, moi drodzy - powiedziała z uśmiechem mama. Miała na imię Agata i była policjantką. Popatrzyła na dzieci niebieskimi oczami, odgarnęła z policzków jasne włosy i dodała: - Najpierw śniadanie.
- A nie możemy wziąć kanapek na drogę? - Gosia zdjęła z wieszaka smycz. - Prosiiimyyy!
- Oczywiście, że zabierzemy, ale posiłek rano trzeba zjeść. Podróż potrwa kilka godzin, będziemy robić postoje...
- Na szczęście jest piękna pogoda - wtrącił tata. Miał na imię Sławek i również był policjantem. - Skoro chcecie wyjechać jak najprędzej, biegnijcie teraz z Kapslem. Ja w tym czasie zniosę torby z naszymi rzeczami.
Kiedy bliźnięta wróciły ze spaceru z psem, bagaże już były w aucie, a mama smażyła omlety na dwóch patelniach. Gosia i Janek wciągnęli do płuc powietrze nasycone smakowitym aromatem i spojrzeli na siebie.
- Kto pierwszy usiądzie, ten wybiera miejsce w samochodzie. - Chłopiec rzucił wyzwanie i pobiegł do kuchni.
- Ręce! - Mama zatrzymała go w progu. - Najpierw umyjcie ręce.
Dzieciaki, robiąc do siebie miny i ciężko wzdychając, poszły do łazienki. Następnie każde błyskawicznie zjadło puszysty placek posmarowany konfiturą malinową i kilkanaście minut później chwyciło swój plecak.
- Myślałem, że nigdy nie wyjedziemy - rzekł Janek do siostry, gdy wszyscy siedzieli w aucie.
- Ja też już nie mogłam się doczekać - przyznała Gosia, spoglądając przez okno.
- Gotowi? - Tata odwrócił się do syna i córki. - Zapnijcie pasy i ruszamy w drogę. Ahoj, przygodo!
Kiedy uruchomił silnik, mama zaproponowała:
- Może posłuchamy muzyki? - Włączyła radio i wnętrze pojazdu wypełniły rytmiczne dźwięki.
Na początku podróży uśmiechnięte bliźnięta naradzały się, co będą robić nad morzem. Zamierzały budować zamki z piasku, skakać przez fale, grać w piłkę i biegać z Kapslem po plaży. Liczyły też na to, że namówią rodziców na kupno pizzy i lodów albo gofrów. Snuły plany do czasu, aż jednostajne kołysanie jadącego samochodu sprawiło, że poczuły senność. Najpierw Gosi, a później Jankowi opadły powieki. Obudzili się dopiero na postoju i spostrzegli, że zmieniła się pogoda. Po słońcu, które świeciło na niebie, gdy wyjeżdżali z Warszawy, nie zostało śladu. Zerwał się wiatr, który pędził po niebie chmury, spadła temperatura powietrza. Po krótkim spacerze z psem oraz zjedzeniu kanapek z serem i pomidorem rodzina ruszyła w dalszą podróż. Gosia i Janek przez godzinę czytali książkę, następnie znów zapadli w sen. Ocknęli się na dźwięk głosu mamy, która powiedziała:
- Hej, moi kochani! Dojeżdżamy na miejsce. Już jesteśmy w Brzózkowicach. Niestety, pogoda coraz gorsza.
Wkrótce oczom Gosi i Janka ukazał się po prawej stronie wjazd do miasteczka. Jednak tata skręcił w lewo, gdzie biegła wąska droga przez las. Sześć kilometrów dalej, na cyplu, mieścił się ośrodek wczasowy Jantar. W jego skład wchodziły: pole namiotowe, pawilony z pokojami, budynek z kawiarnią i świetlicą oraz teren z pięcioma drewnianymi domkami. To właśnie tutaj tata zatrzymał samochód.
- A więc jesteśmy. - Wyłączył silnik i otworzył drzwi.
- Hura! - zawołały dzieci jednocześnie.
- Który jest nasz? - spytał Janek, patrząc na drewniane chatki.
- Numer jeden. Z lewej strony przy siatce.
Dzieci zerknęły w tamtym kierunku, a później ich uwagę przyciągnęły dwa psy na trawiastym placu. Biała puchata suczka i pies z kędzierzawą sierścią zgodnie biegały za patykiem i piłką. Kapsel, wyskoczywszy z auta, nie tracił czasu. Od razu potruchtał do czworonogów, żeby się z nimi zapoznać, po czym przyłączył się do zabawy. Bliźnięta przez minutę obserwowały z uśmiechem gonitwę zwierząt, następnie wzięły swoje plecaki.
Domek miał niewielką werandę, na którą wchodziło się po trzech stopniach, duży pokój połączony z aneksem kuchennym, i łazienkę. Na górze, pod skośnym dachem, mieściły się dwie dwuosobowe sypialnie. Gosia i Janek, pomagając mamie i tacie w noszeniu bagaży, zauważyli z radością, że do sąsiednich kwater również przyjechały dzieci.
Wkrótce się okazało, że w domku numer dwa mieszka Helenka, jej trzyletni brat Antoś oraz biała suczka Beza, w trójce Emilka, a w czwórce Tymon i jego kudłaty pies Misiek.
- A w piątce? - spytała Gosia, gdy gromadka rówieśników zasiadła na drewnianych ławach wokół paleniska.
- Tam mieszkają starsi ludzie, pani i pan - poinformowała szeptem Hela, odgarniając proste, sięgające podbródka włosy. - Musicie spytać, czy Kapsel może biegać po terenie. My już pytaliśmy i oni się zgodzili.
- Okej. - Gosia i Janek zbliżyli się do domku numer pięć. - Dzień dobry - zawołali w stronę uchylonych drzwi.
Po chwili na werandę wyszła pani o bardzo jasnych włosach.
- Dzień dobry - odpowiedziała.
- Właśnie przyjechaliśmy tu z rodzicami. Chcielibyśmy spytać, czy nasz pies może tutaj bawić się z pozostałymi - rzekł Janek i zapewnił: - Jest bardzo miły i łagodny. Nie będzie przeszkadzać.
- Oczywiście, niech biega do woli. - Pani się uśmiechnęła i dodała: - Jednak miło, że spytaliście. - Spojrzała na męża, który do niej dołączył. - Bardzo lubimy zwierzęta, prawda, Rysiu?
- Tak. Dawno temu mieliśmy w domu psy i koty. - Na wspomnienie pupili oczy pana zwilgotniały.
- My również mamy kota Borysa, ale on nie lubi podróżować. Kiedy wyjeżdżamy, opiekuje się nim ciocia Kinga.
- Nasze też nie znosiły zmieniać miejsca. - Pan westchnął. - Jak macie na imię?
- Gosia i Janek - rzekła dziewczynka. - Jesteśmy bliźniętami i chodzimy do szkoły podstawowej.
- Wspaniale. Ja mam na imię Ryszard, a moja żona Zuzanna. Jesteśmy na emeryturze. Mam nadzieję, że miło spędzicie tutaj czas, mimo że na razie nic nie zapowiada poprawy pogody. - Mężczyzna spojrzał w niebo i pokręcił głową.
- Dziękujemy - odparł Janek.
On i siostra wrócili do pozostałych dzieci, by wraz z nimi zwiedzić cały ośrodek. Jednak nie zdążyli wyjść nawet za bramę, ponieważ zawołali ich rodzice. Była pora obiadu, więc mama i tata chcieli jechać do miasteczka, żeby coś zjeść.
Dopiero po powrocie bliźnięta wreszcie zobaczyły morze. Było późne popołudnie, ale przez obecność ciemnych chmur miało się wrażenie, że nadchodzi wieczór. W miarę jak Gosia i Janek zbliżali się do schodów prowadzących na plażę, do ich uszu docierał coraz głośniejszy szum. Gdy stanęli na pierwszym stopniu, wstrzymali na chwilę oddech. Widok morskiej toni i szalejących fal budził niepokój i szacunek wobec potęgi natury. W pobliżu na maszcie łopotała czerwona flaga, sygnalizując zakaz wchodzenia do wody.
- Możemy zejść na piasek?
- Tak, jasne. - Tata ruszył pierwszy. - Tylko zapnijcie kurtki. Niżej będzie jeszcze zimniej.
Rzeczywiście na dole tak wiało, że Gosia i Janek, wzorem rodziców, naciągnęli kaptury na głowę.
- A co będzie, jeśli pogoda się nie poprawi? - spytała dziewczynka, czując smutek. Przecież ona i brat mieli tyle planów związanych z pobytem nad morzem!
- Wierzę, że jutro spotka nas miła niespodzianka i rano zaświeci słońce -pocieszyła dzieci mama. - Teraz jednak wiatr nie pozwala nawet na spacer. Wracajmy. Dziś musicie wymyślić sobie inną rozrywkę.
- Tak zrobimy - odparł Janek i gdy stanęli przed domkiem, zaproponował Gosi: - Co ty na to, żeby iść do świetlicy przy pawilonach?
- Super pomysł - podchwyciła siostra i zerknęła na rodziców. - Możemy?
- Oczywiście.
- W takim razie spytajmy Heli, Tymona i Emilki, czy pójdą z nami.
Pozostałe dzieci nie tylko mogły, ale i bardzo chciały spędzić czas z rówieśnikami. Przez kilka godzin razem grali w ping-ponga, bilard i piłkarzyki, śmiejąc się, żartując i opowiadając sobie zabawne historie. A kiedy wieczorem wracali do siebie, mieli wrażenie, że znają się już długie lata.
- Było ekstra - stwierdził Janek, gdy rodzice zdecydowali, że już pora kłaść się do łóżek.
- Fajowo - przyznała Gosia. - Jutro po południu też tam pójdziemy.
- A po śniadaniu na plażę. - Brat ziewnął. - Dobranoc.
- Dobranoc. - Dziewczynka przekręciła się na bok. - Śpijmy już, żeby szybko nadszedł nowy dzień.