Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie - Małgorzata Rogala

Kup ebooka

42.90 zł
34.32 zł (32,17 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZ­DZIAŁ PIERW­SZY

w któ­rym na­stę­puje nie­ocze­ki­wana zmiana pla­nów, a Go­sia i Ja­nek do­cho­dzą do wnio­sku, że to będą naj­gor­sze wa­ka­cje w ich ży­ciu

Go­sia i Ja­nek byli bliź­nię­tami. Ra­zem ro­śli w brzu­chu mamy i przy­szli na świat tego sa­mego dnia. Jed­nak chło­piec uro­dził się pięt­na­ście mi­nut przed sio­strą, więc cza­sem twier­dził, że skoro jest star­szy, Go­sia po­winna go słu­chać. Bliź­nięta miesz­kały w War­sza­wie z mamą Agatą, tatą Sław­kiem oraz ko­tem Bo­ry­sem. Uczyły się w szkole pod­sta­wo­wej. Ich naj­więk­szym ma­rze­niem było mieć psa, ale ro­dzice nie zga­dzali się na obec­ność ko­lej­nego czwo­ro­noga w domu.

- Zwie­rzę to obo­wią­zek i od­po­wie­dzial­ność - mó­wili. - Nie cho­dzi tylko o da­wa­nie mu je­dze­nia i za­bie­ra­nie na wi­zyty u we­te­ry­na­rza. Z psem trzeba wy­cho­dzić na spa­cery, na­wet je­śli pada deszcz albo jest mróz, a was każ­dego ranka trudno ścią­gnąć z łóżka. Wy­cho­dzi­cie do szkoły w ostat­niej chwili, po lek­cjach ma­cie do­dat­kowe za­ję­cia, więc kiedy mie­li­by­ście zna­leźć czas na spa­cery ze zwie­rza­kiem? Wszystko spa­dłoby na nas.

Ostat­nia taka roz­mowa od­była się wczo­raj, po za­koń­cze­niu roku szkol­nego, gdy ro­dzeń­stwo wró­ciło do domu, z dumą ści­ska­jąc świa­dec­twa uzy­ska­nia pro­mo­cji do na­stęp­nej klasy. Go­sia i Ja­nek li­czyli, że zdo­łają na­mó­wić ro­dzi­ców na kupno psa w na­grodę za do­bre stop­nie, ale mama od­po­wie­działa:

- Zwie­rzę nie jest przed­mio­tem, który daje się w pre­zen­cie. To wzię­cie od­po­wie­dzial­no­ści na dłu­gie lata.

- Mu­si­cie nam udo­wod­nić, że po­tra­fi­cie za­opie­ko­wać się psem - do­dał tata.

- Ale jak mamy to zro­bić? - spy­tał Ja­nek.

- Na przy­kład wsta­jąc z łóżka, kiedy za­dzwoni bu­dzik, bez ma­ru­dze­nia.

- Są wa­ka­cje! - wy­krzyk­nęła Go­sia. - Wresz­cie mo­żemy się wy­spać i ro­bić to, co chcemy.

Wkrótce bliź­nięta miały wy­je­chać z bab­cią i dziad­kiem na cały mie­siąc nad mo­rze. Pod­eks­cy­to­wane, od kilku ty­go­dni roz­ma­wiały o tym przed za­śnię­ciem, snu­jąc plany bu­do­wa­nia zam­ków z pia­sku, ska­ka­nia przez fale i ob­ja­da­nia się lo­dami. Tym­cza­sem dziś po śnia­da­niu ro­dzice po­pro­sili syna i córkę, żeby zo­stali w du­żym po­koju, po­nie­waż chcą im coś po­wie­dzieć. Go­sia i Ja­nek, za­cie­ka­wieni, usie­dli na ka­na­pie. Wi­dząc to, Bo­rys ze­sko­czył z pa­ra­petu, prze­szedł przez po­miesz­cze­nie i wy­mo­ścił się mię­dzy dziećmi.

- Słu­chaj­cie, dzie­ciaki - za­czął tata z po­ważną miną. - Wiemy, że bar­dzo się cie­szy­li­ście z wy­jazdu nad mo­rze, dla­tego nam przy­kro, że mu­simy wszystko od­wo­łać.

- Jak to od­wo­łać? - Go­sia po­gła­skała zwi­nię­tego w kłę­bek kota.

- No wła­śnie, tato, co masz na my­śli? - Ja­nek zer­k­nął na sio­strę.

- Nie­dawno bab­cia i dzia­dek do­stali wia­do­mość, że przy­znano im miej­sca w sa­na­to­rium w Bu­sku. Tur­nus za­czyna się w na­stępny po­nie­dzia­łek. Oni cze­kali pra­wie rok, żeby tam wy­je­chać.

- A co to jest sa­na­to­rium? - Go­sia, bli­ska łez, wy­gięła usta w pod­kówkę.

- Ta­kie miej­sce, gdzie robi się lu­dziom różne za­biegi, żeby po­czuli się le­piej - wy­ja­śniła mama. - Ze względu na was bab­cia i dzia­dek chcieli zre­zy­gno­wać z po­bytu w uzdro­wi­sku, ale my się na to nie zgo­dzi­li­śmy. Po­winni tam po­je­chać i pod­re­pe­ro­wać zdro­wie, żeby im długo słu­żyło. Prze­cież mo­rze nie uciek­nie. Ja i tata mamy urlop w sierp­niu, więc...

- W sierp­niu?! To zna­czy, że w lipcu bę­dziemy cho­dzić do szkoły na Lato w Mie­ście? Ni­gdy w ży­ciu! - Go­sia wy­buch­nęła pła­czem, a Jan­kowi za­drżał pod­bró­dek.

- Ej, spo­koj­nie, ni­g­dzie nie bę­dzie­cie cho­dzić - po­wie­dział tata. - Wy­je­dzie­cie, ale gdzie in­dziej.

- To zna­czy? - Córka spoj­rzała na niego oczami mo­krymi od łez.

- Do mia­steczka, które na­zywa się Peł­nia. Leży nie­da­leko Gru­dzią­dza, mieszka tam na­sza ko­le­żanka Mo­nika oraz jej córka Nela. Mają dom w le­sie, a nie­da­leko jest je­zioro, w któ­rym można pły­wać. Pod opieką do­ro­słych, rzecz ja­sna - przy­po­mniał tata. - Mo­nika też jest po­li­cjantką, tak jak my, pra­cuje w miej­sco­wym ko­mi­sa­ria­cie.

- Już do niej dzwo­ni­li­śmy, po­wie­działa, że chęt­nie was przyj­mie - uzu­peł­niła mama.

- A co my tam bę­dziemy ro­bić? - spy­tał Ja­nek, po­cią­ga­jąc no­sem.

- Je­stem pewna, że coś wy­my­śli­cie - stwier­dził tata, mierz­wiąc sy­nowi czu­prynę. - Poza tym... - Uśmiech­nął się ta­jem­ni­czo. - Mo­nika i Nela mają psa.

- Psa?! - Go­sia oży­wiła się na mo­ment.

- Nie­da­leko ich domu jest pen­sjo­nat. Jego go­spo­darz też ma zwie­rzęta, dwa psy i kotkę. Bę­dzie­cie tam jeść po­siłki, więc... - Mama za­wie­siła głos.

- Mu­simy je­chać? - spy­tał syn.

- Tak. Nie mo­żemy was zo­sta­wiać na całe dnie bez opieki, do pracy też nie za­bie­rzemy, więc to je­dyna opcja. - Tata roz­ło­żył ręce. - Spa­kuj­cie to, co chcie­li­by­ście za­brać do Pełni. Mam na my­śli gry, książki, może puz­zle... Póź­niej zaj­miemy się ubra­niami i bu­tami.

Dzie­ciaki już nic nie od­po­wie­działy. Ob­ra­żone, ze zwie­szo­nymi gło­wami, po­ma­sze­ro­wały do wspól­nego po­koju z prze­ko­na­niem, że spo­tkała je wielka nie­spra­wie­dli­wość. Za nimi po­dą­żył Bo­rys.

Wkrótce Go­sia, po dłu­gim na­my­śle, uło­żyła na pod­ło­dze rze­czy, któ­rych nie mo­gło za­brak­nąć pod­czas po­bytu nad je­zio­rem, na­stęp­nie pró­bo­wała je umie­ścić w nie­zbyt du­żym ple­caku. Spa­ko­wała pod­nisz­czony eg­zem­plarz Ku­bu­sia Pu­chatka, Ba­śnie braci Grimm, blok i kredki, plu­szo­wego miśka, z któ­rym lu­biła za­sy­piać, oraz war­caby.

- Bi­twa mor­ska już mi się nie zmie­ści - po­wie­działa do brata, który przy­go­to­wał do za­bra­nia piłkę i jedną z ksią­żek o Mi­ko­łajku.

- Mo­żemy grać w statki na pa­pie­rze, tak jak nam tata po­ka­zy­wał - przy­po­mniał Ja­nek. - Weźmy, co się da, bo ina­czej umrzemy tam z nu­dów.

- W ta­kim ra­zie może ra­kietki? - Mał­go­sia wy­jęła z szafki ze­staw do bad­min­tona. - To będą naj­gor­sze wa­ka­cje w moim ży­ciu. - W jej oczach bły­snęły łzy. Usia­dła na pod­ło­dze obok kota, który asy­sto­wał pod­czas pa­ko­wa­nia, przy­tu­liła po­li­czek do jego sier­ści i znów za­częła pła­kać.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki