Rozdział 1
Rozdział 1
Przed nasz dom zajechał van, to Erick i jego
kierowca przyjechali po nas. Mieliśmy wspólnie wyruszyć na lotnisko.
Byłam nieprzytomna, ziewałam i plątałam się po domu, wpadając na meble.
- To ja wstawałem w nocy do małego, a nie ty, skarbie! - powiedział
Brayan, obserwując mnie, gdy zajęliśmy miejsca w samochodzie.
- To przez ciśnienie - powiedziałam cicho.
Erick siedział z przodu i w ogóle się nie odzywał, nawet na mnie nie
spojrzał.
- Na pewno dobrze się czujesz? Jesteś blada. - Brayan z wyraźną troską
dotknął mojej dłoni.
- Po prostu jestem zmęczona. Ostatnie miesiące były ciężkie -
tłumaczyłam, gładząc jego nadgarstek.
Adam został z moim tatą, na razie nie chcieliśmy, by opuszczał dom bez
wyraźnej potrzeby.
Prywatny samolot Ericka miał wylądować dwadzieścia minut przed
dziesiątą. Przyjechaliśmy na lotnisko chwilę wcześniej. Był piękny
majowy poranek. Wysiedliśmy z limuzyny i czekaliśmy na przylot. Nie
trwało to długo, samolot właśnie podchodził do lądowania. Byłam bardzo
podekscytowana, cieszyłam się, że zaraz wszystkich zobaczę - moja
chrześnica miała już osiem miesięcy, bardzo się za nią stęskniłam,
zresztą nie tylko za nią. Wiedziałam, że Kim będzie chciała zwiedzić
Londyn, dlatego założyłam ciemne jeansy, skórzaną kurtkę i białe
conversy. Musiało być mi wygodnie, skoro miałam spędzić z rodziną cały
dzień. Kiedy ujrzałam je wychodzące z samolotu, nie wytrzymałam. Pędem
ruszyłam w ich stronę.
- Mamo! - Rzuciłam się mamie na szyję i się rozpłakałam.
- Córeńko! - Mama również była wzruszona, objęła mnie czule i pogładziła
po włosach.
- Tak się cieszę, że przylecieliście! - Spojrzałam na moją śliczną
siostrę, przystojnego szwagra i przesłodką siostrzenicę. - Jaka ona
duża! - zdziwiłam się, patrząc na Evę.
- Dzieci mają to do siebie, że rosną, siostro! - rzuciła Kim i przytuliła mnie na powitanie. - Ale z ciebie chudzina - dodała, klepiąc
mnie w pupę.
- Nadrabiam, nadrabiam! - odrzekłam i zaczęłam witać się z Robem.
Kiedy wszyscy już się przywitaliśmy, postanowiliśmy najpierw pojechać do
domu. Całą drogę zajmowałam się Evą, mała była taka żywotna. Ledwo
wysiedziała w foteliku, gaworzyła i co chwila piszczała radośnie.
Podczas podróży usta się nam nie zamykały, mama i Kim pytały o Adama,
Rob również próbował coś wtrącić. Jedynie panowie siedzieli cicho. Erick
był dziś wyraźnie nieswój, zapewne po wczorajszym zdarzeniu. Nie miałam
zamiaru go przepraszać ani zagadywać pierwsza, może lepiej będzie, gdy
nie będziemy zwracać na siebie uwagi.
W domu czekał już na nas tata, stał w progu z Adamem na rękach. Gdy Kim
i mama zobaczyły mojego synka, natychmiast do niego podbiegły. Uściskom,
płaczom, krzykom nie było końca. Mój mały tak się przeraził, że od razu
zaczął płakać.
- Ale gościnny jesteś, synu! - powiedziałam, biorąc go na ręce.
Ku zdziwieniu wszystkich natychmiast się uspokoił.
Najpierw do domu weszli Kim, mama, tata z Evą i ja, potem dołączyli do
nas mężczyźni. Mój tata, Brayan i Rob od razu oświadczyli, że jeśli
pogoda pozwoli, wieczorem zrobimy grilla. Nie czekając na niczyją zgodę,
zadzwonili do państwa Hooków oraz do Toma i Alex.
Mama poprosiła, abym pokazała jej i Kim mieszkanie. Oprowadzałam je po
pokojach, otwierając kolejne drzwi i prezentując wystrój wnętrz.
- Bardzo ładnie się urządziliście, córciu - podsumowała mama.
Dopiero teraz jej się przyjrzałam, wyglądała jak zawsze elegancko, miała
na sobie kostium w kolorze brązowym, który pięknie podkreślał jej
zielone oczy.
- Dzięki, mamo, ja prawie nic tu nie zrobiłam. To Brayan i pani Hook
wszystko urządzili - oświadczyłam i odłożyłam Adama do łóżeczka, synek
właśnie usnął mi na rękach.
- Chodźmy na dół, nie będziemy mu przeszkadzać - powiedziała szeptem
Kim, po czym obie z mamą cicho zamknęły za sobą drzwi.
Zostałam w pokoju, by upewnić się, że Adam na pewno mocno zasnął.
Pochyliłam się nad łóżeczkiem, gładziłam ciemne włoski mojego synka, a potem wtuliłam w nie twarz. Pachniał oliwką i świeżością, rozkoszne
doznanie.
Nagle usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Odwróciłam się i ujrzałam
Ericka. Stał niepewnie w progu, speszony, z poważną miną.
- Możemy porozmawiać? - zapytał.
- Ericku, o czym chcesz jeszcze rozmawiać? - odpowiedziałam pytaniem na
pytanie.
- Poniosło mnie wczoraj. Chciałem cię przeprosić... - Wszedł do środka i delikatnie zamknął za sobą drzwi.
- Już przepraszałeś - przypomniałam mu o wczorajszym esemesie.
- Nie chcę, byś się na mnie złościła - mówiąc to, Erick nie patrzył na
mnie, spoglądał na Adama.
- Nie złoszczę się, po prostu nie chcę więcej takich sytuacji. Nie
utrudniaj nam życia jeszcze bardziej.
- Mnie też nie jest łatwo, nie masz pojęcia, co czuję, widząc was razem
- wyznał z udręką. Wyraźnie cierpiał.
- Myślałam, że już to przerobiliśmy - powiedziałam, nie kryjąc irytacji.
- Są momenty, w których jakoś udaje mi się to zaakceptować, jednak
wczoraj... gdy zobaczyłem cię w pokoju... nago...
Znowu zobaczyłam to spojrzenie i się zaniepokoiłam.
- Przestań, proszę. Jestem z Brayanem i musisz to uszanować! -
powiedziałam stanowczo. Nie potrafiłam jednak spojrzeć mu w oczy,
dlatego spuściłam wzrok.
- Staram się. - Erick zacisnął pięści. - Kurwa, tak bardzo się staram to
zrozumieć!
Nagle ku mojemu zdumieniu uderzył pięścią w ścianę.
- Ericku, obudzisz Adama! - szepnęłam spanikowana, jego reakcja mnie
przeraziła. - Opanuj się, do jasnej cholery!
- W takich momentach myślę, że w jakimś stopniu rozumiem Filipa i jego
zachowanie.
Te słowa mnie zaskoczyły.
- Wyjdź stąd! - warknęłam, tym razem się wściekłam. Jak mógł mówić przy
mnie o Filipie, draniu, przez którego wszyscy cierpieliśmy.
- Oczekujesz ode mnie zrozumienia, więc zrozum i mnie! - Podszedł do
mnie i chwycił za łokcie. - Nie zrobię ci tego, nie zrobię wam tego... -
Przerwał na chwilę. - Za bardzo cię kocham i za bardzo szanuję Brayana,
by wpieprzać się w wasze życie! Ale pamiętaj, że istnieją granice! Nie
przekraczaj ich! - dodał, i tym razem zabrzmiało to groźnie.
- Ty wczoraj przekroczyłeś granice, podglądając mnie! - Nie wytrzymałam
napięcia i się rozpłakałam.
- Ja przekroczyłem granice? - zapytał.
- A niby ja, do jasnej cholery?! - Próbowałam się wyrwać z jego silnego
uchwytu. Bezskutecznie.
- Moglibyście brać pod uwagę, że śpię obok, gdy wczoraj rano się
pieprzyliście! I te zużyte gumki na dywanie! - krzyknął, trzęsąc się ze
złości.
- Puść mnie! - Szarpnęłam dłoń z całej siły i wyswobodziłam się z jego
uścisku. - Nie twoja sprawa, co robiliśmy, nikt nie zapraszał cię do
naszej sypialni! Sam się wprosiłeś! - mówiłam podniesionym głosem.
Tym razem obudziliśmy Adama. Mały zaczął głośno płakać.
- Uśpię go - powiedział Erick już znacznie spokojniej.
- Sama to zrobię! - wysyczałam i wzięłam małego na ręce.
- Nie powinnaś się nim zajmować, gdy jesteś zdenerwowana - oświadczył
przemądrzałym tonem.
- Kurwa, nie praw mi kazań! Pan Idealny się znalazł!
W tym momencie mały zaczął płakać jeszcze głośniej. Tuliłam go do
siebie, kołysząc, próbowałam też nucić jakąś melodię.
- Wariatka! - warknął Erick.
Oboje byliśmy naprawdę wściekli.
- Idiota! - Ostentacyjnie odwróciłam się do niego plecami. Usłyszałam,
jak otwiera drzwi i wychodzi z pokoju. - No, synku, sielanka się
skończyła. Trwała całe dwa dni - szepnęłam, kołysząc cały czas mojego
syna w ramionach.
W końcu po dwudziestu minutach udało mi się go uśpić. Nastawiłam
elektroniczną nianię i zasłoniłam kotary. Spojrzałam na zegarek. Była
dopiero jedenasta, a ja miałam ochotę już się położyć. Czułam się
potwornie zmęczona.
Poranna radość z przyjazdu moich bliskich zniknęła, chciałam zostać
sama, ale niestety nie było to możliwe. Przejrzałam się w lustrze i doprowadziłam do porządku, oczy miałam czerwone od niewyspania i płaczu.
Uczesałam włosy i zeszłam na dół.
- Meg, ty coś pijesz? - zapytała moja siostra. Trzymała w ręku długopis
i robiła listę zakupów na wieczornego grilla.
- Czystą z lodem! - zażartowałam.
Rozejrzałam się. Na tarasie Erick rozmawiał z moją mamą. Kiedy
odwróciłam od nich wzrok, ujrzałam Brayana, który przyglądał mi się
badawczo. Nie zamierzałam mówić mu o tym, co się przed chwilą wydarzyło,
i nie tylko przed chwilą.
- No, to jesteśmy dwie. - Usłyszałam głos Kim.
Trwało trochę, zanim powróciłam do rzeczywistości. Moja siostra także
rezygnowała z alkoholu, karmiła Evę piersią. Podeszłam do niej i zajrzałam przez ramię na kartkę.
- Nie przesadzasz? Będzie zaledwie jedenaście osób plus Adam i Eva. Po
co tyle jedzenia? - zapytałam, wpatrując się w kartkę zapisaną od góry
do dołu.
- Nikt nie mógł się zdecydować na coś konkretnego, więc zrobimy
wszystkiego po trochu - wyjaśniła moja siostra, jak zawsze uśmiechnięta.
Przyjrzałam się jej uważnie i musiałam przyznać, że małżeństwo i macierzyństwo zdecydowanie jej służyły, czego niestety nie można było
tego powiedzieć o mnie.
- Kto pojedzie po zakupy? - zapytałam.
- Ja z chłopakami, ty zostajesz z dzieciakami - oznajmiła zdecydowanym
tonem. - O co się pokłóciliście? - szepnęła nagle, nachylając się w moją
stronę.
Oniemiałam. Skąd wiedziała? Nic się przed nią nie ukryje.
- Takie tam rodzinne sprawy - próbowałam zlekceważyć pytanie.
- Jasne! - Uśmiechnęła się, ale widziałam, że nie zadowoliła jej ta
odpowiedź.
Na razie jednak Kim odpuściła, krzyknęła do chłopaków, nakazując im
przygotować się do wyjścia. Wiedziałam, jak Erick przeprosił moją mamę i posłusznie, jak zresztą wszyscy, zaczął się szykować.
- Na pewno dobrze się czujesz? - Usłyszałam głos Brayana.
Był jakiś nieswój. Nieustanne pytania o samopoczucie zaczęły mnie
niepokoić. Może Brayan się czegoś domyślał?
- Tak, skarbie, na pewno, po prostu jestem zmęczona - odpowiedziałam,
starając się, by zabrzmiało to jak najbardziej wiarygodnie.
- Potrzebujesz czegoś? Kupić ci coś? - zapytał na odchodnym.
- Potrzebuję pobyć z tobą - powiedziałam.
Widziałam, że moje słowa sprawiły mu ogromną przyjemność. Pocałowałam go
w brodę, a on odpowiedział uśmiechem.
- Masz mnie, jestem cały twój, Meg. - Przesunął dłonią po moich plecach
w dół, po czym poklepał znacząco w pupę.
Kątem oka pochwyciłam wzrok Ericka, który przyglądał się nam uważnie.
Natychmiast odsunęłam się od Brayana.
- Jedźcie już - powiedziałam i uśmiechnęłam się blado. Spojrzałam na
Ericka i nagle przypomniały mi się jego słowa o nieprzekraczaniu granic.
Co niby miały znaczyć? Nie do końca je rozumiałam. O jakich granicach
mówił?
Gdy zamykałam za nimi drzwi, jeszcze raz zerknęłam na ojca mojego syna,
rzucając mu nienawistne spojrzenie. Po ich wyjściu w domu zapanowała
wreszcie cisza, mama poszła do Adama, a tata bawił się z Evą w ogrodzie.
Zabrałam się do przygotowywania sałatek i sosów na grilla. Kroiłam
warzywa i robiłam marynatę do mięsa. Wszystko wykonywałam mechanicznie,
głowę cały czas zaprzątały mi myśli o Ericku i obecnej sytuacji. Było mi
naprawdę trudno. Najchętniej położyłabym się choć na godzinkę i zdrzemnęła. Powinnam jednak dokończyć to, co rozpoczęłam. Nagle krojąc
pomidora, zacięłam się w palec.
- Aua! - krzyknęłam i odruchowo włożyłam palec do ust. Cholera, jak
bolało!
Po chwili wsunęłam rękę pod zimną wodę, cały zlew od razu zrobił się
czerwony. Potem urwałam kawałek ręcznika papierowego i owinęłam nim
palec. Zaczęłam szukać plastrów, niestety nie znalazłam. Zrobiłam więc
prowizoryczny opatrunek i zakleiłam go taśmą.
Kiedy wszystkie sałatki były gotowe, poszłam do taty na taras.
- Chyba właśnie poległam jako kucharz! - oświadczyłam, pokazując mu
owinięty ręcznikiem palec.
- Nawet najlepszym się zdarza - oznajmił tata, próbując poprawić mi
humor.
- Oj, tato! - Gdy usłyszałam jego ciepły, pełen miłości głos,
wybuchnęłam płaczem. Przytuliłam głowę do ramienia ojca i zamarzyłam o tym, by znowu stać się małą dziewczynką.
- Hej, maleństwo, co się dzieje?
Usiedliśmy na leżaku, Eva wyciągnęła do mnie ręce, a ja podniosłam ją i posadziłam sobie na kolanach.
- Wczoraj o mało nie pocałowałam Ericka, gdy Brayan kąpał małego -
powiedziałam, zanosząc się płaczem.
- Kto to sprowokował? - zapytał tata, spoglądając na mnie uważnie.
- On - przyznałam, łkając. - Zobaczył mnie po kąpieli przez uchylone
drzwi, wściekłam się i kazałam mu wracać do hotelu.
- No i...? - Ojciec nie spuszczał ze mnie wzroku.
- No i nic... Opanował się w ostatnim momencie. Dziś znowu chciał
rozmawiać, ale tylko się pokłóciliśmy. Tato, nie wiem, co mam robić! - W moim głosie rozbrzmiały niepewność i zwątpienie.
- Musisz to zakończyć, Megan, jeśli naprawdę chcesz być z Brayanem.
Erick jest ojcem twojego syna, będziecie się często widywać. Albo coś
ustalicie i będziecie się tego trzymać, albo będziecie się nieustannie
ranić, a to na pewno odbije się na Adamie - powiedział tata i objął mnie
ramieniem.
Niespodziewanie usłyszeliśmy za plecami głos mamy:
- Obudził się.
Jednocześnie odwróciliśmy się w jej stronę. Trzymała na rękach Adama.
- To klon Ericka, ma tylko twój nos - oświadczyła.
Widok tych dwojga znowu mnie wzruszył, ukradkiem ocierałam łzy z policzków.
Widząc mój zraniony palec, mama wyjęła plaster z torebki i mi go podała.
Szybko zrobiłam sobie opatrunek, po czym postanowiłam zadzwonić do Toma,
by zapytać, o której przyjdą z Alex. Powiedział, że będą o szóstej,
miałam więc jeszcze trochę czasu. Nakarmiłam małego i pod pretekstem
uśpienia go poszłam do sypialni. Położyłam Adama obok siebie i obstawiłam poduszkami, by nie spadł, po czym zasnęłam chyba szybciej niż
on. Po jakimś czasie poczułam, jak ktoś przykrywa mnie kocem i szepcze
coś do mojego synka. Z trudem podniosłam ciężkie jak ołów powieki.
Zobaczyłam Brayana, uśmiechnęłam się do niego i ponownie zapadłam w sen.
Obudziły mnie hałasy dochodzące z ogrodu. Spojrzałam na zegarek, spałam
niemal dwie godziny. Na dworze było jeszcze jasno. Adam już nie spał,
machał nóżkami, wkładał rączki do buzi i wydawał dźwięki w sobie tylko
znanym języku.
- Pewnie jesteś głodny, co? - mówiąc to, pocałowałam go w brzuszek.
Wzięłam synka na ręce i zeszłam na dół po mleko. Przez otwarte na oścież
tarasowe drzwi zobaczyłam moich gości. Wszyscy doskonale się bawili.
Wzięłam butelkę z mlekiem i podałam ją synkowi. Zanim jednak to
uczyniłam, usiadłam w fotelu, miałam z niego doskonały widok na
rozbawione towarzystwo. Było mi w tym momencie niewypowiedzianie dobrze.
Kiedy mój syn najadł się do woli, wzięłam go na ręce i wyszłam na taras.
- Dobry wieczór wszystkim! - przywitałam się.
Dopiero teraz zobaczyłam, kto tak naprawdę mnie odwiedził. Przy grillu
królowali mój tata i pan Hook, Alex siedziała Tomowi na kolanach,
rozmawiając z Brayanem i Kim. Robert bujał Evę na huśtawce, a Erick
opowiadał coś pani Hook i mojej mamie. Chyba było to niezmiernie
ciekawe, bo obie przyglądały się mu z ogromną uwagą.
- Jest nasz królewicz! - krzyknęła moja mama na widok wnuka. Podeszła i wzięła go na ręce.
Usiadłam obok Brayana i spojrzałam na obficie zastawiony stół. Na
talerzach znajdowały się soczyste i przyrumienione kiełbaski, żeberka,
kurze udka. Dopiero teraz poczułam głód.
- Zjedz coś, mała - zachęcał Brayan.
- Właśnie taki mam zamiar. - Chwyciłam jednorazowy talerzyk i nałożyłam
sobie wszystkiego po trochu. Byłam strasznie głodna.
- Smakuje, córciu? - zapytał tata.
- Przypalone i pyszne, czyli takie, jak lubię! - odparłam z pełnymi
ustami.
- Nasi starzy chyba się polubili - Usłyszałam głos Toma.
Mój przyjaciel przysunął się do mnie.
- To dobrze, w końcu jesteśmy prawie jak rodzina, tatusiu chrzestny! -
zażartowałam, objęłam go i pocałowałam w policzek.
- Cholera, chyba wiesz, jaka to odpowiedzialna rola!
Po tych słowach oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- To idź, uratuj mojego syna, bo babcia zacałuje go na śmierć -
powiedziałam, spoglądając na mamę ściskającą i obcałowującą Adama.
- Daj jej się nacieszyć, w końcu to jej wnuk.
Zmieniliśmy temat, Tom poinformował nas, że zamierzają zamieszkać z Alex
tylko we dwoje. Brayan zaproponował im nawet swoją kawalerkę, mieściła
się blisko kawiarni, więc rodzicom Toma byłoby łatwiej zaakceptować
wyprowadzkę syna.
Bawiliśmy się doskonale, jednak trochę zaniepokoiło mnie to, że wszyscy
pili zbyt dużo alkoholu. Na dodatek mieszali go, a to nie było mądre. Na
szczęście Brayan nie pił, podobnie jak Kim i ja.
Gdy zaczęło się ściemniać, zapaliliśmy lampki, ktoś włączył muzykę.
Martwiłam się, że jest zbyt późno i sąsiedzi mogą się denerwować, ale w końcu to tylko dziś, nie zamierzaliśmy balować codziennie. Dzieci spały
już w łóżeczkach, a my dopiero się rozkręcaliśmy. Rob pląsał przy mojej
siostrze, udając grę na gitarze, Tom porwał Alex do tańca, nawet państwo
Hookowie i moi rodzice podskakiwali w rytm muzyki. Jeden Erick siedział
przy stole i sączył kolejnego drinka.
- Ruszcie tyłki! - powiedział do nas, uśmiechając się.
- Nie, dzięki! - odpowiedział Brayan.
- A ja z chęcią zatańczę! - odparł Erick i wyciągnął do mnie dłoń.
Spojrzałam na Brayana i stwierdziłam, że nie ma nic przeciwko temu.
- Nie, ja też pasuję! - oznajmiłam, próbując się wymigać. Nie miałam
ochoty tańczyć z Erickiem.
Tymczasem Robert włączył I need your love. Na dźwięk tej melodii nogi
się pode mną ugięły.
- Idź, mała - powiedział Brayan, popychając mnie delikatnie.
- Jeden taniec! - Spojrzałam z dezaprobatą na Ericka.
- Oczywiście - zapewnił Erick i pociągnął mnie na trawnik, by tam wziąć
w ramiona.
Czułam się nieswojo, w przeciwieństwie do niego. Prowadził mnie w rytm
muzyki, co jakiś czas obracając. Spojrzałam na moich rodziców, oni także
tańczyli i zupełnie nieźle im to szło. Brayan rozmawiał z Tomem,
zupełnie nie zwracał na mnie uwagi. Kiedy piosenka się skończyła, zaczął
śpiewać Justin Timberlake. Mirros to piosenka, która budziła we mnie
wiele wspomnień.
- Miał być jeden taniec - przypomniałam, gdy Erick, nie pytając o zdanie, nie wypuszczał mnie z ramion.
- Daj spokój, przecież nic złego nie robimy - powiedział i objął mnie
delikatnie w pasie.
- Przepraszam za rano. Wcale nie uważam cię za dupka - szepnęłam, cały
czas towarzyszyły mi wyrzuty sumienia.
- Wiem, Meg. Ty też nie jesteś wariatką - odparł.
- Czasami jestem - wyznałam i zaczęłam się śmiać.
- Jedyne, co nam wyszło w życiu, to nasz syn - wyznał Erick, patrząc mi
prosto w oczy.
- Muszę się z tobą zgodzić - przyznałam.
Gdy umilkła muzyka, usiedliśmy przy stoliku.
Rozejrzałam się wokół i stwierdziłam, że państwo Hookowie już wyszli, za
to Tom i Rob wygłupiali się, udając grę na instrumentach. Wyglądali
zabawnie. Zresztą nie tylko oni dobrze się bawili, słychać było śmiechy
i przyjemny gwar. Poczułam się naprawdę dobrze.
- Masz cudowną rodzinę, przyjaciół, wspaniałego, zdrowego syna. Masz
ogromne szczęście, Meg - powiedział Erick, jakby czytał w moich myślach,
i spojrzał na mnie.
- Wiem, Ericku. Tobie też życzę, byś miał tyle szczęścia co ja. Naprawdę
życzę ci jak najlepiej, chcę, byś był szczęśliwy - powiedziałam,
chwytając go za rękę.
- Moim szczęściem jest teraz Adam. Jeśli nie będziesz mi utrudniała z nim kontaktów, z resztą sobie poradzę - szepnął, odwzajemniając uścisk.
- Aua. - Skrzywiłam się, bo ścisnął akurat skaleczony palec.
- Wybacz. - W geście przeprosin pocałował delikatnie moją dłoń.
- Nic się nie stało. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Wiesz, dlaczego dziś tak się zachowywałem? - zapytał.
Nie bardzo rozumiałam jego pytanie.
- Zapewne po wczorajszej sytuacji - odpowiedziałam.
- Nie, Meg. Dokładnie rok temu zaczęło się to całe... gówno...
Na początku nie miałam pojęcia, o co mu chodzi.
- Nie rozumiem - szepnęłam.
- Równo rok temu odbył się wieczór panieński Kimberly - przypomniał
Erick.
Faktycznie, zapomniałam.
- Ja prawie nic nie pamiętam z tej nocy - odrzekłam.
- Ale ja pamiętam! Wtedy przez mnie znalazłaś się w śmiertelnym
niebezpieczeństwie. - Zupełnie nieoczekiwanie uderzył pięścią w stół,
przewracając stojące na nim plastikowe kubeczki.
- Ericku, to nie ma znaczenia, dla mnie to się nie wydarzyło! -
próbowałam go pocieszyć. Przysunęłam się bliżej i go objęłam.
- To wszystko moja wina.
Spojrzał na mnie, jego oczy były przepełnione żalem i rozpaczą.
- Nie mów tak. Nie mogłeś wiedzieć, nikt nie mógł - zaprotestowałam.
Chwyciłam jego twarz w dłonie i spojrzałam mu prosto w oczy.
Nagle Erick zaczął płakać. Ten silny facet przypominał teraz dziecko.
Widząc to, zrobiło mi się go żal. Nie zastanawiając się długo, usiadłam
mu na kolanach i czule gładziłam jego twarz.
- Powinienem tam być! Powinienem cię ochronić! - Cały czas wyrzucał
sobie tamto zdarzenie.
- Chronisz mnie, uratowałeś życie naszego syna. Nic więcej się teraz nie
liczy, rozumiesz? - starałam się mówić spokojnie, próbując ze wszystkich
sił opanować ogarniające mnie emocje.
- Pozwól mi o was dbać, niczego wam nie zabraknie. Będę was bronił przed
całym złem tego popierdolonego świata - szepnął Erick wprost do mojego
ucha.
- Robisz to już teraz, jestem ci wdzięczna, naprawdę.
Po tych słowach Erick nieco się uspokoił.
- Kocham cię - powiedział niespodziewanie, a mnie zamurowało.
- Wiem - odpowiedziałam, gładząc go po plecach.
- Meg? - To Brayan. Stał przed nami i patrzył.
Był zmieszany i miałam wrażenie, że nie bardzo podobało mu się to, czego
był świadkiem.
Erick natychmiast rozluźnił uścisk, a ja jak przyłapana na kłamstwie
nastolatka szybko zsunęłam mu się z kolan.
- Wszystko w porządku? - zapytał Brayan.
- Tak, trochę się rozczuliłem! - powiedział Erick, próbując ratować
sytuację. - Za dużo alkoholu, chyba się już położę - odparł, patrząc
Brayanowi prosto w oczy.
- Każdy ma takie chwile! - oznajmił mój facet i miałam wrażenie, że
rozumiał Ericka i mu współczuł. - Chodź, stary! - Brayan podtrzymał
Ericka i dopiero teraz zobaczyłam, że ten jest zupełnie pijany.
Obaj skierowali się na górę do sypialni, w której mieli spać Kim i Rob.
"Trudno, najwyżej moja siostra i szwagier pojadą do Hooków" -
pomyślałam.
Kiedy znaleźliśmy się na górze, pomogłam Brayanowi rozebrać Ericka i położyć do łóżka.
- Ale się urządził - podsumował Brayan.
- Najwidoczniej tego potrzebował.
- Mogę wiedzieć, co go tak rozczuliło? - zapytał niepewnie mój
mężczyzna.
- Dziś mija dokładnie rok od tamtego wieczoru w klubie - wyjaśniłam.
- Kiedy zostałaś porwana... - Brayan urwał w pół zdania.
- Tak, właśnie o tym rozmawialiśmy - dokończyłam.
- Erick się nadal o to obwinia, rozmawialiśmy o tym kilka razy. Ostatnio
poprosił, żebym przekonał cię, byś zgodziła się na ochronę.
- Porozmawiamy o tym kiedy indziej, dobrze? - poprosiłam.
- Czyli nie mówisz od razu nie? - upewnił się Brayan.
- Nie. - Pocałowałam go w policzek. - Przykryj go i chodźmy do reszty -
powiedziałam.
Brayan okrył Ericka kołdrą i zgasił światło. Wróciliśmy na dół, gdzie
impreza trwała w najlepsze. Tańce przeniosły się do salonu i kuchni,
więc posprzątałam w ogrodzie. Około drugiej wszyscy mieli już dość,
wezwałam taksówki i wkrótce zostaliśmy sami z Brayanem. Z okna
obserwowałam zataczających się facetów, Kim niosącą śpiącą Evę, mojego
tatę trzymającego za rękę mamę i śpiewającego na cały głos. Zanim
wsiedli do samochodów, jeszcze przez jakiś czas dyskutowali, kto z kim
będzie jechał. Na szczęście doszli do porozumienia i wkrótce zapanowała
cisza. Cieszyłam się, że goście wreszcie sobie poszli, byłam skonana.
Jednak gdy przypomniałam sobie ich zachowanie sprzed kilku minut,
wybuchnęłam śmiechem.
- Pijani ludzie potrafią być naprawdę upierdliwi - oświadczył Brayan,
opierając się o drzwi wyjściowe.
- W końcu sami! - Odetchnęłam z ulgą i objęłam go mocno.
- Dokładnie o tym samym pomyślałem, Meg! - skomentował Brayan, chwycił
mnie za pośladki i pocałował w szyję.
Od razu przeszedł mnie dreszcz, wtuliłam się w niego i wsunęłam palce w jego włosy. Nasze usta odnalazły się, a języki rozpoczęły szaleńczy
taniec. Nie przerywając pocałunku, Brayan wniósł mnie na górę po
schodach wprost do sypialni. Zamknął nogą drzwi i położył na łóżku.
Pośpiesznie rozpiął mi jeansy i ściągnął je razem z majtkami. Od razu
zatopił język w mojej kobiecości. Odchyliłam głowę i jęczałam z rozkoszy. Po chwili Brayan wsunął we mnie palec i zaczął nim zgrabnie
poruszać. Jego język bez przerwy pieścił moją łechtaczkę. Gdy Brayan
dołączył drugi palec, eksplodowałam. By nie krzyczeć, zasłoniłam usta
poduszką.
- Tak, maleńka! - szepnął zadowolony Brayan i zaczął całować mnie
najpierw po brzuchu, a potem powoli sunął wyżej aż do piersi, odchylając
koszulkę milimetr po milimetrze.
W końcu odchylił miseczkę stanika i zaczął drażnić językiem moje sutki.
Wypchnęłam biodra w jego stronę, zachęcając, by mnie wypełnił. Chwyciłam
jego głowę i całowałam usta, zlizując z nich smak własnej kobiecości. W tym momencie Brayan nie wytrzymał, zdjął szybko spodnie, sięgnął po
prezerwatywę, jednym ruchem założył ją i stanął przede mną. Przyglądałam
się mu jeszcze bardziej rozochocona. On tymczasem ściągnął koszulkę,
teraz był zupełnie nagi.
- Chodź do mnie, skarbie. - Wyciągnęłam do niego dłonie.
Brayan uśmiechnął się uwodzicielsko i ułożył między moimi spragnionymi
udami. Nakierował penisa i już miał wypełnić mnie całą, gdy z pokoju
Adama dobiegł naszych uszu płacz.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki