Gorycz prawdy. Seria z komisarz Tamarą Swobodą. Tom 2 - Małgorzata Podstawna

Kup ebooka

39.99 zł
29.90 zł (26,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Prolog 1 Wydawnictwo poleca

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 294 295

1

Pomimo zaangażowania najlepszych funkcjonariuszy, miejsce pobytu Marka pozostawało nieznane. Prokuratura regionalna wystawiła za nim list gończy w kraju i złożyła wniosek o europejski nakaz aresztowania, śledczy zakładali, że mógł zbiec za granicę. Przez wiele lat był znakomitym policjantem, co dawało mu ogromną przewagę. Wiedział, jak unikać pościgu.

Aż w końcu, zupełnie niespodziewanie, doszło do przełomu. W lesie pomiędzy Katowicami a Mikołowem znaleziono spalony samochód, a w jego wnętrzu ludzkie szczątki. Na kilka dni przed planowanym powrotem Tamary do pracy dotarły wyniki badań DNA, które potwierdziły, że znalezione zwłoki należały do Marka. Wieść rozniosła się po komendzie lotem błyskawicy, a Miłosz od razu pojechał do Tamary, by przekazać najnowsze ustalenia.

- Wpadłem tylko na moment - rzucił, gdy otworzyła drzwi. - Przyszły wyniki. To był Marek.

- Aha.

- Tylko tyle?

Tamara była wysoka, zaledwie kilka centymetrów niższa od niego, dlatego Miłosz mógł patrzeć jej w oczy bez pochylania głowy. Ich elektryzujący niebieski kolor zdawał się gdzieś gubić w otchłaniach zmartwienia. Był jak echo dawnych radości, które gdzieś wyparowały. Uśmiech miała jakby nieco wymuszony. Długie blond włosy w naturalnym odcieniu, które zwykle związywała, opadały w formie niekontrolowanego chaosu na ramiona.

- Wejdziesz dalej? Napijesz się herbaty? - Uciekła wzrokiem i odwróciła w stronę kuchni.

- Tak, jasne, ale... - Zdjął buty i ruszył za nią. - Tamara, co jest?

- Szczerze? - Spojrzała na niego ponuro, opierając się o blat. - Nie wierzę, że to jego DNA. Pewnie podłożył je, żebyśmy tak myśleli. Że niby zginął. Wstrzymamy poszukiwania, a on przestanie w końcu uciekać. - Wyjęła kubki z szafki, a później wzięła czajnik, nalała wody i włączyła do gotowania.

Miłosz nie wiedział, co powiedzieć. Brzmiało to jak szaleństwo, ale z Markiem wszystko było możliwe. Miał wiedzę i środki. A jednak, dlaczego miałby sięgać po taki fortel? Równie dobrze mógł uciec za granicę, może poza Europę, i tam wieść całkiem przyjemne życie.

Miłosz nie podzielił się jednak przemyśleniami z Tamarą. Potrafił sobie wyobrazić, że od tych trochę ponad trzech miesięcy, ona codziennie mierzyła się ze strachem przed bezpośrednią konfrontacją.

Usiadł przy stole w kuchni, obserwując, jak Tamara przygotowuje herbatę. W jej oczach widział mieszankę smutku, złości i dezorientacji.

Czajnik zapiszczał krótko, sygnalizując, że woda się zagotowała. Miłosz postanowił przerwać milczenie:

- Tamara, rozumiem, że to dla ciebie trudne. Chociaż podejrzewanie, że Marek podłożył swoje DNA, jest zrozumiałe, musimy trzymać się faktów. Wyniki badań są jednoznaczne, sprawdziliśmy wszystko kilka razy.

Westchnęła ciężko, postawiła przed nim kubek z jaśminowym naparem i zajęła miejsce naprzeciw.

- Tak, masz rację. Po prostu... To wszystko jest takie surrealistyczne... Myśl, że Marek mógłby zrobić coś takiego... Nie pasuje mi to do niego.

- Sądzę, że tak samo nie pasowało do niego to, co ci zrobił.

- Fakt. - Zamieszała w kubku łyżeczką.

- Wiesz, to może zabrzmi brutalnie, ale sądziłem, że ta wiadomość cię ucieszy, że zrzucisz z siebie ten balast, który nosisz.

- Spokojnie, Miłosz. Nie noszę żadnego balastu. - Uśmiechnęła się lekko. - Już o tym rozmawialiśmy. Byłam gotowa wrócić do służby, zanim znaleźliście ten spalony samochód.

- Tak, wiem. Widziałaś w jego oczach, że on nie chciał do ciebie strzelić i wiesz, że nie zrobi ci krzywdy.

- Otóż to.

- Mówił ci już ktoś, że czasami jesteś za bardzo ufna?

- Mama zawsze mi to mówi - zaśmiała się szczerze.

- I przypomnij mi, skąd ty się wzięłaś w policji z takim nastawieniem? W dodatku w wydziale kryminalnym?

- Jestem człowiekiem wielu talentów. - Mrugnęła porozumiewawczo. - Poza tym, to nie jest ufność, to jest intuicja.

- A, no tak, jak mogłem zapomnieć. - Odwzajemnił uśmiech. Poczuł ulgę, widząc, że atmosfera staje się luźniejsza po tej wymianie żartów. Może jednak ta wiadomość była chwilą oddechu po ciężkich tygodniach pełnych napięcia i niepewności. - Gdzie mój przyjaciel Łobuz, nadal u twoich rodziców? - zapytał, bo zwykle czarny kot Tamary, którego przygarnęła, zaraz gdy się tu wprowadziła, lądował mu na kolanach, a teraz nic.

- Tak. Mama jest w nim zakochana, a jemu też tam lepiej.

- Rozumiem. - Pokiwał głową. - Gotowa na poniedziałek?

- Powiem ci, że nie cierpię takich powrotów. Możesz coś dla mnie zrobić?

- Dla ciebie wszystko.

- Dasz radę sprawić, żeby ten dzień był... zwyczajny? Bez braw, bez przemów, bez całej tej szopki związanej z powrotem policjanta po postrzale.

- No... nie wiem. To jest taka forma okazania szacunku i podziwu. Ręce same skłaniają się do oklasków, a Dembiński na pewno nie odpuści przemowy.

- Miłosz - jęknęła z niezadowoleniem.

- Coś wykombinuję - odparł z uśmiechem, odsłaniając równe, białe zęby.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki