Górskie wędrówki Tatry Wysokie - Granaty Świnica Kasprowy Wierch - Wojciech Biedroń
Kup ebooka
15.00 zł
10.90 zł
(10,90 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
Wstęp
Muszę przyznać, że Tatry za każdym razem, kiedy tutaj przyjeżdżam,
coraz bardziej mnie urzekają. Od pierwszego mojego samotnego
trekkingu po Tatrach Polskich od Doliny Chochołowskiej
do Doliny Białki (opisanego w 2011 roku w książce pt. "Pierwszy
kręgu wtajemniczenia" w podrozdziale: TATRY - od Chochołowskiej
do Białki) minęło już trochę czasu, dlatego tylko, kiedy mogę
czy to sam czy z kimś powracam do tych gór, które często określa
się mianem małych Alp.
Tym razem dzięki inspiracji mojej znajomej mogła powstać ta
książka. Wybierając się w rejon Hali Gąsienicowej pod koniec drugiej
dekady czerwca Tatry okazały się być nie tylko deszczowe,
burzowe ale przede wszystkim mniej upalne niż inne rejony Polski.
Dodatkowo moim zdaniem teraz naprawdę wyglądały jak Alpy.
Czerwcowy trekking był króciutki, ale dzięki oknom pogodowym
(z wyjątkiem jednego dnia) udało się zrealizować większość planu
a dodatkowo zahaczyliśmy o Kasprowy i weszliśmy na Świnicę (to
była moja trzecia próba, gdyż poprzednie obie podjęte podczas
innych wyjazdów, nie powiodły się ze względu na deszcze i burze).
Okazało się, że Tatry rządzą się swoimi własnymi prawami, bo
choć według prognoz pogody miało padać przez cały tydzień to
trafiło się kilka dni, kiedy szlak był w miarę suchy i bezpieczny.
Nawet komary uaktywniły się dopiero wtedy, gdy w ostatnim dniu
schodziliśmy czarnym szlakiem z Murowańca do Brzezin.
W niniejszym opracowaniu opisuję przejście do naszej bazy
oraz krótkie wyjścia na Granaty, zaliczenie częściowo Orlej Perci,
wejście na Świnicę oraz Kasprowy. Opisuję również najtrudniejszy
szlak Żlebem Kulczyńskiego, którym musieliśmy się ewakuować.
Okazało się, że w tym właśnie rejonie na drugi dzień TOPR-owcy przy użyciu śmigłowca pomagali innym turystom, gdyż zastała
ich tam burza. My mieliśmy szczęście. Skończyło się na kilku
zadrapaniach i siniakach, ale ten dzień mocno dał się nam, nie
tylko kondycyjnie, we znaki.
Cytuję tutaj również nasz autorytet Józefa Nykę i fragmenty
jego przewodnika. Rozważam w przyszłości również inne warianty
przejścia (niewykluczone, że te opisane tutaj również wykorzystam
jako plany w następnym trekkingu w Tatrach) oraz podsuwam Ci
Czytelniku kilka pomysłów, które mogą okazać się przydatne na
szlaku nie tylko jeśli chodzi o bazę noclegową, ale również mogą
ułatwić Ci wędrówkę po tych najwyższych górach w Polsce.
Wojciech Biedroń