Mam w głębokim poważaniu, co sądzą o mnie ludzie - sąsiedzi, wykładowcy i te studenckie dupki z polibudy. Mimo to podejrzewam, co mogą myśleć. Jestem świadomy, że laski mają mokro w majtkach na mój widok, a faceci najchętniej by mnie zajebali i zakopali w podmiejskim lesie. Dzieje się tak dlatego, że kobiety lubią popieprzonych gości. Wydaje im się, że naprostują takiego, ugładzą, że zmienią go z pomiotu szatana w anioła, że wybawią ode złego.
Faceci z kolei nie znoszą takich jak ja. Wyczuwają zagrożenie - to taki samczy instynkt. Pierwotną rolą mężczyzny jest zapładnianie, a gdy na horyzoncie pojawia się inny alfa, do którego lgną wszystkie samice, należy się go pozbyć.
Tylko że nikt nie tknie mnie palcem, nie spojrzy krzywo w moim kierunku, nie powie słowa, bo wie, że porachuję mu kości. A jeśli jeszcze tego nie wie, to się dowie.
Chłopaki z roku boją się mnie jak zarazy. I słusznie. Zła sława mnie wyprzedza. Chyba nie ma na uczelni osoby, która by nie wiedziała, że mam na koncie wyrok za zabójstwo. Tak, zabiłem człowieka, cztery lata temu. I od razu sprostuję - to nie był wypadek, chociaż taką linię obrony przyjął mój obrońca i tak orzekł wysoki sąd. Podczas rozprawy biegła psychiatra powiedziała, że posiadam zawyżony poziom testosteronu, który w połączeniu z ponadprzeciętnym ilorazem inteligencji oraz osobowością chwiejną typu impulsywnego powoduje ataki agresji i nieprzystosowanie do ogólnie przyjętych norm społecznych.
Pieprzenie. Już miałem ją uświadomić, że to agresja produkuje testosteron, a nie na odwrót, i że nie jestem baranem, aby dostosowywać się do ogółu, ale w porę się zamknąłem.
Przecież miałem być grzeczny.
- Masz być potulny, siedzieć cicho i uśmiechać się do wysokiego sądu. Może nam się poszczęści i zmięknie jej serce na widok twojej ładnej buźki - poucza mnie obrońca dzień przed rozprawą.
- Podejrzewam, że na mój widok będzie raczej chciała zrobić sobie dobrze. - Kładę nogi na ławie, na której leżą dokumenty.
- Zapomnij o tym, żadnych podtekstów seksualnych. - Darek spogląda znad okularów.
- Mówiłeś, że jest koło czterdziestki. Myślisz, że kobieta w tym wieku nie poleci na dwudziestoczterolatka?
- Gordian, ostrzegam cię. Bez żadnych głupich numerów na sali rozpraw, bo trafisz do kicia. - Celuje we mnie palcem.
To mi się zdecydowanie nie podoba. Czuję pulsowanie w skroniach.
- Po pierwsze, moje imię się odmienia, więc poprawnie powinieneś zwrócić się do mnie Gordianie. A po drugie, zmień ton i wypierdalaj z tym paluchem, bo na rozprawie pojawisz się w gipsie. - Czuję, że jeszcze chwila, a wstanę i jednym ruchem złamię mu rękę.
Co do pierwszej kwestii - tak, mam na imię Gordian i moje imię odmienia się przez przypadki. Dostałem je po rzymskim imperatorze - Marcusie Antoniusie Gordianusie. Mój ojciec miał fiksację na punkcie historii Cesarstwa Rzymskiego. Przyjechał do Polski w 1993 roku robić interesy, a zrobił dziecko.
Co do drugiej kwestii - tak, mógłbym złamać Darkowi tę pieprzoną rękę bez mrugnięcia okiem. Dźwignia na łokieć ze stójki i kwiczałby jak zarzynany zwierz. Ale się powstrzymuję. Potrzebuję dobrego obrońcy, a on ma łeb na karku.
Gdy miałem pięć lat, mama zapisała mnie na karate. Byłem nadpobudliwym, agresywnym dzieckiem. Szybko wybuchałem złością, dlatego musiałem jakoś rozładowywać emocje. Matka się przejęła, bała się, że wyrosnę na takiego agresora jak ojciec. Psycholog w poradni dziecięcej poleciła sport jako formę terapii. I tak trafiłem na zajęcia z karate. Szybko załapałem, o co chodzi, byłem w tym dobry. Chciałem poznawać kolejne sztuki walki. W ciągu paru lat opanowałem jiu-jitsu, boks, aikido, by później na maksa wkręcić się w krav magę. Nauczyłem się, że nie ma ludzi odpornych na ciosy, są tylko źle trafieni. Krav maga została opracowana dla Sił Obronnych Izraela - łączy w sobie wiele sztuk walki, skupia się na kontrataku i trwałym uszkodzeniu przeciwnika.
Dzięki niej ojca pozbyłem się jednym ruchem. Skręciłem mu kark.
Aby złamać człowiekowi kark, należy użyć siły niezbędnej do przesunięcia prawie czterystukilogramowego ciężaru. To nie łamanie patyka. Oprócz siły potrzebna jest technika i szybkość, dopiero wtedy kręgi są w stanie rozerwać rdzeń kręgowy. Przydałoby się jeszcze, żeby nikt cię przy tym nie zauważył.
Zamordowałem go z zimną krwią. I nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Należało się skurwielowi.
Według linii obrony "Nicos Samaras spadł ze schodów na skutek szamotaniny z synem. Zmarł w wyniku obrażeń".
Skazano mnie za nieumyślne spowodowanie śmierci. Dostałem najniższy wymiar kary - trzy miesiące w zawieszeniu.
Ewidentnie byłem w typie pani sędzi.
Żebyście tylko widzieli jej minę, kiedy weszła na salę sądową. Rumień rozszedł się po jej szyi, oczy miała duże i pełne niedowierzania.
Nic dziwnego. Pewnie w najgorszym koszmarze nie spodziewała się, że przypadkowy kochanek okaże się oskarżonym w sprawie karnej, w której będzie orzekać.
Wcześniej
Pani sędzia - Kornelia Tyniecka, lat trzydzieści dziewięć. Rozwódka, trzynastoletnia córka, apartament na trzecim piętrze, Citroën Picasso. Zadbana, niebrzydka i, jak się okazało, spragniona pieprzenia. Udaje mi się ją namierzyć dzięki Tobiaszowi, którego trenuję od roku. Prowadzenie szkoleń z krav magi ma wiele plusów - oprócz zarabiania niezłej kasy poznajesz zakapiorów, bandziorów, a czasami nawet tajniaków, którzy potrafią wiele zdziałać na mieście. I chociaż ich profesje mogą powodować konflikt interesów, a każdy z nich jest inny, wszyscy posiadają wspólną pasję - spuszczanie ludziom wpierdolu.
Nie mam pojęcia, czym właściwie zajmuje się Tobiasz, nigdy się nie zdradził. Umie wyszukiwać informacje o różnych osobach: politykach, biznesmenach, urzędnikach. Bez problemu udało mu się ustalić, kto będzie moim sędzią i gdzie mogę go znaleźć.
Kiedy tylko wchodzę na siłownię i widzę panią Kornelię na bieżni, mój chuj podskakuje z radości. Mogę połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie spodziewałem się aż tak zgrabnego tyłeczka. Kobiety w jej wieku mają już trochę obwisłego ciała. Kornelia tymczasem posiada szczupłe ramiona, wąską talię, zgrabne pośladki i dosyć spore cycki, które kołyszą się w rytm jej kroków. Po włosach starannie upiętych w kucyk, ubiorze i gadżetach domyślam się, że jest perfekcjonistką dbającą o szczegóły. Jej wygląd jest nienaganny. Obcisły top na ramiączkach z odkrytą talią, krótkie spodenki, sportowe obuwie wysokiej klasy, frotka z logo jednej z najlepszych firm sportowych. Wszystko markowe i na oko zajebiście drogie.
Krople potu lśnią na jej dekolcie, gdy ją mijam. Czuję napięcie w lędźwiach. Siadam naprzeciwko niej w rozkroku, opieram dłoń na kolanie, natomiast drugą ręką zaczynam podnosić hantel. Nie przepadam za statycznym pakowaniem na siłowni, wolę raczej ćwiczyć w samotności. Być sam ze sobą, ze swoim ciałem, a nie rozpraszać się spojrzeniami ludzi. Biegi po lesie o piątej nad ranem, skoki na skakance do utraty tchu, pompki, podciąganie się na drążku... Ale teraz to nie ma znaczenia, nie znalazłem się na siłowni po to, by powiększać masę mięśniową. Jestem tu, żeby osiągnąć inny cel.
Kobieta już na samym początku musiała zauważyć, że się w nią wpatruję, lecz jak dotąd taktownie unika kontaktu wzrokowego. Nie odpuszczam. Lustruję prężące się ciało, próbując zgadnąć, co też może najbardziej kręcić panią sędzię. W końcu nasze spojrzenia się spotykają. Uśmiecham się lekko, na co ona odpowiada uśmiechem. Patrzę jej w oczy, długo, intensywnie, wyobrażając sobie, jak jęczy pode mną i błaga o więcej. Twardnieję. Na moim kroczu pojawia się wybrzuszenie, które nie uchodzi uwadze Kornelii. Spuszcza wzrok. Ciekawe, kiedy ostatni raz z kimś była? To, w jaki sposób zareagowała, podpowiada mi, że nie puszcza się na lewo i prawo z byle kim, a to oznacza, że mam nie lada wyzwanie. To przecież sędzia. Musi posiadać kręgosłup moralny, w pracy kieruje się etyką. Zakładam więc, że podobnie postępuje w życiu prywatnym. A uprawianie seksu z nowo poznanym, dużo młodszym facetem trudno uznać za moralne.
Zatrzymuje bieżnię, ociera frotką czoło i upiła łyk wody, unikając patrzenia w moim kierunku. Jest spocona, nieco ożywiona. Odkładam hantel i ruszam w jej stronę. Daję sobie rękę uciąć, że kiedy mnie dostrzega, jej oddech przyspiesza. Nie ucieka jednak. Czeka, aż podejdę.
- Cześć. Jesteś w niezłej formie. - Uśmiecham się i opieram o bieżnię.
Przeciera kark ręcznikiem, po czym odpowiada mi uśmiechem.
- Dzięki, ty też. Chociaż nie widziałam cię tu wcześniej.
- Wolę ćwiczyć w plenerze. Ale chyba powinienem częściej wychodzić do ludzi. Widzę, że sporo mnie omija. - Puszczam do niej oko.
Bum! Kolejny rumieniec, tym razem na policzkach.
Odchrząknięcie, łyk wody, chwila na otrzeźwienie i zerknięcie na zegarek.
- Muszę się zbierać. Miło było...
- Mogę cię zaprosić na kawę? - wchodzę jej w zdanie. - Za rogiem mają dobrego baristę.
Mruży powieki. Widzę, że ze sobą walczy. Szybkie tempo to zdecydowanie nie jest jej styl. Ale ja nie mogę sobie pozwolić na te całe bzdury z randkowaniem, uwodzeniem, pitu-pitu. Nie mogę dopuścić do tego, by mnie poznała i dowiedziała się, kim jestem. To musi być spontaniczna akcja, wyskok, którego pani sędzia za nic nie będzie chciała ujawnić. Najpierw jednak muszę ją nieco ośmielić. Jestem pewien, że jej się podobam, patrzy na mnie tak, jak większość kobiet. Jedyne, co powstrzymuje Kornelię przed wskoczeniem mi do łóżka, to zwykła przyzwoitość. Nie wypada poważanej kobiecie w tym wieku, na takim stanowisku, z dorastającą córką, dla której matka powinna być wzorem, pieprzyć się z dopiero co poznanym facetem. Co, jeśli ktoś by się dowiedział?
- Dziękuję, ale raczej nie skorzystam. Miałam ciężki dzień w pracy, wezmę prysznic i wracam do domu.
A więc kawa w hotelowej restauracji odpada. Pora na plan B.
- Szkoda. Wydawało mi się, że coś między nami zaiskrzyło. W takim razie może innym razem - oznajmiam bez zbędnego zawodu w głosie.
Uśmiecha się niewyraźnie. Wygląda na rozczarowaną, że odpuściłem tak szybko. Daję jej jeszcze dziesięć sekund na zastanowienie, w czasie których nie odrywam wzroku od jej oczu. Ona jednak najwidoczniej nie planuje zmieniać zdania, natomiast ja nie zamierzam stać tu dłużej jak kołek.
- Okej, też będę się zbierał pod prysznic. Na razie - żegnam się i odchodzę.
Widzę w lustrze, jak odprowadza mnie wzrokiem, następnie zabiera swoje rzeczy i idzie do szatni.
Rozglądam się po siłowni. Na sali oprócz nas są jeszcze trzy kobiety oraz kilku facetów.
Zgarniam torbę z ciuchami i podchodzę do recepcjonisty.
- Słuchaj, stary, mam napaloną laskę w szatni. Udostępnisz na dwadzieścia minut klucz od pryszniców? - Kładę mu dwie stówy na blacie.
Koleś rozgląda się po sali, po czym spogląda na grafik, a następnie na zegarek.
- Dwadzieścia minut i ani sekundy dłużej. Dziewczyny za pół godziny kończą. - Podaje mi kluczyk z breloczkiem, zabierając kasę.
W szatni jest pusto, z łazienki dobiega odgłos lecącej wody. Rozbieram się do naga, wyciągam z kieszeni dżinsów prezerwatywę i wchodzę do pomieszczenia z natryskami. W środku jest parno. Sędzia myje się pod ostatnim prysznicem. Zamykam za sobą drzwi, przekręcając klucz i zostawiając go w zamku. Po drodze odkładam gumkę na mydelniczkę przy sąsiednim prysznicu i podchodzę do sędzi od tyłu. Nie za blisko. Muszę być ostrożny, stąpam po kruchym lodzie.
Sunie dłońmi po nagim ciele, piersiach, udach, a mój kutas stoi już na baczność - gotowy, by wziąć ją od tyłu i zagłębić się między jej pośladki.
- Chyba nie muszę ci mówić, że jesteś zajebiście atrakcyjna.
Podskakuje, słysząc mój głos. Odwraca się, jej oczy rozwierają się szeroko. Zasłania piersi i cipkę.
- Co tutaj robisz!?
Wzruszam ramionami i uśmiecham się wyzywająco.
- Wspominałaś coś o ciężkim dniu, więc pomyślałem, że pomogę ci się odprężyć.
- Źle trafiłeś. Nie należę do tego typu kobiet. Wyjdź stąd - mówi stanowczo.
To jeszcze mocniej mnie nakręca. Lubię wyzwania i silne babki.
- Widzisz, jak na mnie działasz? - Spoglądam w dół na członka. Jest twardy, wielki i wyczekujący.
Kornelia patrzy na niego, jej twarz czerwienieje. Po chwili podnosi na mnie wzrok, a ja dostrzegam w nim pobudzenie. Mimo to odzywa się pewnym głosem:
- Wyjdź stąd, bo wezwę pomoc.
- Okej. Wyjdę, ale najpierw chciałbym umyć ci plecy. - Daję krok w jej stronę, lecz ona się cofa.
- Stawiasz mi warunki? Jesteś bezczelny.
- A ty naprawdę mnie podniecasz. Lubię kobiety, które znają swoją wartość i o siebie dbają. Poza tym... - przesuwam dłonią po karku, patrząc jej przenikliwie w oczy - drzwi są zamknięte, nikt nas nie zobaczy, dajmy sobie chociaż dwie minuty przyjemności. Kiedy ostatni raz ktoś sprawił ci przyjemność?
Wzrok sędzi wędruje w stronę wyjścia. Mruży powieki, widząc klucz w zamku, po czym przenosi na mnie spojrzenie. Wciąż nie jest pewna, czy powinienem się do niej zbliżyć.
- Nie zrobię niczego, co mogłabyś odebrać za niestosowne. - Podchodzę bliżej i staję za jej plecami tak, że woda z prysznica zrasza teraz moje ramiona. - Potraktuj to jak masaż relaksacyjny, chwilę odprężenia - szepczę jej do ucha i obejmuję palcami barki.
Porusza szyją, zaczyna oddychać szybciej.
- Kiedy ostatni raz czułaś, że możesz zrobić coś tylko dla siebie? Bez konsekwencji, bez zobowiązań, bez hamulców? - Masuję jej plecy.
Jest spięta, jednak z każdą sekundą zdaje się rozluźniać.
- Jak masz na imię? - pyta, poddając się stopniowo mojemu dotykowi.
- Powiedzmy, że Antoniusz - wymieniam drugie imię imperatora, na którego cześć zostałem nazwany.
- Hmm, nietypowo... - mruczy, a ja przesuwam dłonie niżej, na odcinek lędźwiowy.
Mój wzrok zatrzymuje się na okrągłych pośladkach. Najchętniej dałbym jej klapsa i od razu ją przeleciał, ale wtedy byłoby po zawodach. Jeszcze przyjdzie na to pora.
- A ty? - pytam tuż przy jej ramieniu.
Chwila zastanowienia.
- Mów do mnie Kleopatra. - Przez jej głos przebija się nuta kokieterii.
A to flirciara.
- Moja królowo, wybacz, lecz daj, proszę, szansę, bym w próbie miłość swą wykazał[1] - szepczę i zatapiam usta w jej szyi.
I tym ją zdobywam.
Z kobiecych warg wydobywa się rozkoszny jęk, wygina plecy. Przywieram członkiem do mokrych pośladków, obejmuję piersi i zaczynam całować kark. Wciąż jest spięta, ale przynajmniej gotowa na więcej. Sięgam jedną ręką do cipki. Jest wilgotna, choć nie aż tak bardzo, jakbym tego oczekiwał. Trzeba ją bardziej nakręcić. Wiem jednak, że samymi czynami nie zdziałam tak wiele, jak słowami. Muszę namieszać jej w głowie, zdobyć psychikę, wówczas ciało podda mi się całkowicie.
- Gdy tylko cię zobaczyłem, wiedziałem, że jesteś gorąca - mówię, masując łechtaczkę i nie przestając ocierać się o pośladki. - To, w jaki sposób poruszały się twoje piersi, twój jędrny tyłek... Nawet nie wiesz, jak mi wtedy stanął. Lubię doświadczać dojrzałej kobiecości - bredzę jak potłuczony, ale na nią to ewidentnie działa.
Wzdycha i rozszerza odrobinę nogi. Wykorzystuję ten moment i wsuwam w nią palec, a po nim drugi. Widocznie jej się podoba, bo zaciska na nich mięśnie.
- Uwielbiam takie kobiety jak ty, stanowcze, a zarazem pełne namiętności. Jesteś seksowną kobietą, która diabelnie mnie podnieca. - Jej cipka pulsuje, a biodra instynktownie poruszają się w przód i w tył. Posuwam ją palcami, czując, jak na nie napiera, jak pragnie więcej, jak stopniowo puszczają jej hamulce. - Chcesz tego, prawda? Powiedz mi... - Przygryzam płatek ucha Kornelii. - Powiedz.
- Tak - jęczy. - Chcę.
Wysuwam z niej palce i sięgam po prezerwatywę. Kornelia w strugach z deszczownicy masuje się po cipce, czekając, aż ją wypełnię.
Rozrywam zębami opakowanie, nakładam kondom, po czym opieram sędzię o ścianę tak, że wciąż stoi do mnie tyłem. Odkąd zacząłem ją dotykać, ani razu nie spojrzała mi w oczy. Najwyraźniej domyśliła się, że to ma być po prostu seks, czysta rozkosz, zaspokojenie potrzeb. I coś podpowiada mi, że dawno nikt ich nie zaspokajał.
- Będziemy się pieprzyć tak, jak nigdy dotąd z nikim się nie pieprzyłaś - obiecuję, a ja zawsze dotrzymuję słowa.
Rozsuwam jej nogi, chwytam za twardego jak drąg kutasa i wchodzę w nią aż do samego końca.
Jęczy przeciągle. Opiera się ręką o ścianę, jakby zaraz miała się przewrócić.
- Chryste, jaki on wielki... - stęka.
Mimo że mówi to nieświadomie, tak mnie tym jara, że teraz to już muszę ją porządnie wyruchać, żeby zapamiętała mnie na zawsze.
Wyciągam kutasa, na co sędzia wypina tyłek. Przesuwam kciukiem po tej ciaśniejszej dziurce. Z chęcią i tam bym jej włożył, ale coś mi podpowiada, że na to pani Kornelia nie jest gotowa. Może za trzecim albo czwartym razem sama by tego chciała? Tylko że nie będzie ani czwartego, ani trzeciego, ani nawet, kurwa, drugiego razu.
Zaciskam dłoń na jej pośladku, rozszerzam go, by mieć jak najlepszy widok, i wkładam męskość w cipkę aż po same jaja.
Kornelia jęczy, wijąc się seksownie. Łapię za kobiece biodra i zaczyna się ostra jazda. Posuwam ją mocno, szybko, bez wytchnienia. Obijam się o jej tyłek, a ona coraz mocniej go wypina.
Pani sędzia - prycham w myślach.
Jest mi dobrze, kurewsko dobrze. Osiągam bowiem to, czego chciałem - zdobyłem ją. Jeszcze tylko kilka szybkich pchnięć i dojdę. Kornelia dyszy, błagając o więcej. Hamulce zupełnie puszczają.
- Tak, jeszcze, proszę.
Miała mnie dobrze zapamiętać, to zapamięta. Nie przestając jej posuwać, sięgam dłonią do łechtaczki i pocieram energicznie. Sędzia wypina pupę coraz mocniej, zaciska pochwę tak, że mam ochotę eksplodować. Wolę jednak, żeby doszła przede mną. Chcę, żeby mój fiut doprowadził ją do takiego orgazmu, że w sądzie, oprócz tego, że poczuje konsternację i zmieszanie, to przede wszystkim podnieci się na mój widok.
Jeszcze kilka szybkich pchnięć, głębokich, penetrujących. Niewinny klaps w pośladek, muśnięcie łechtaczki i sędzia wije się, jęczy, sunie dłońmi po ścianie. Z jej gardła wydobywa się okrzyk:
- Jezu, dochodzę... - Napręża się, ciałem wstrząsa dreszcz. Łapie się za pierś, a ja już mam stuprocentową pewność, że dawno, o ile w ogóle, nikt nie doprowadził jej do takiego orgazmu.
Czuję, że i ja zaraz dojdę. Chwytam kobietę oburącz za biodra i wbijam się w nią bez opamiętania. Raz, drugi, trzeci. Prąd rozchodzi się od fiuta, przez lędźwie, plecy, aż po kark. Odchylam głowę do tyłu i eksploduję.
Woda spływa mi po twarzy, w skroniach pulsuje.
- Kurwa, ale dobrze... - stwierdzam zgodnie z prawdą i w tej samej chwili rozlega się walenie do drzwi, któremu wtóruje męski głos:
- Minęło dwadzieścia minut! Wychodźcie!
To się nazywa wyczucie czasu.