Rozdział 1
Nie taki góral... jak go malują
O góralach powiedziano już tak wiele, że w wykropkowanym miejscu śmiało można wstawić dowolny przymiotnik (straszny, rozpustny, dziki, chciwy, podejrzliwy czy piękny, honorowy, niezłomny, szczery) i pewnie żaden nas nie zaskoczy. Jesteśmy przecież postrzegani jako uosobienie skrajności. Stanisław Staszic burzliwość naszej natury tłumaczył okolicznościami przyrody: w trudnym miejscu rodzą się trudne charaktery, ale ludzie z nas weseli, zuchwali, żywotni i z "udolnym" umysłem. Zdaniem pisarza górali cechują bystrość i rozwinięta wyobraźnia. Owszem, bywamy porywczy, popędliwi, mściwi i lubieżni, ale nie brakuje nam odwagi, otwartości, rzetelności i gościnności.
Zanim jednak przyjrzymy się tym cechom, zdefiniujmy górala, bo zdaniem Macieja Pinkwarta, pisarza, publicysty, dziennikarza, znawcy Podhala, sprawa wcale nie jest oczywista.
- Tak naprawdę trudno odpowiedzieć na pytanie, kto jest, a kto nie jest góralem - przyznaje. - Fantastycznie opisują to encyklopedie, według których góral to "mieszkaniec terenów podgórskich i obszarów górskich". Tyle. Czyli i Gąsienica, i Obrochta, i Kowalski, i Radziwiłł, a może nawet Pinkwart są góralami, jeśli mieszkają na terenach górskich czy podgórskich. Terenem podgórskim - i tu zapewne niejednego czytelnika zaskoczę - jest teren położony pod górami. Teren górski zaś w Europie położony jest powyżej pięciuset metrów nad poziomem morza. Ale jak daleko od owych pięciusetmetrowych gór sięga teren podgórski? Gdzie pod górami trzeba mieszkać, jak długo, przez ile pokoleń, żeby być uznanym za górala? Nikt na te pytania nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć.
Oprócz naszych. Nasi z identyfikacją górala nie mają żadnych problemów. Niech no tylko ktoś napomknie, że pretenduje do tego miana, a natychmiast zostaje dokładnie przesłuchany i jeśli nie zna swojego drzewa genealogicznego co najmniej do czwartego pokolenia wstecz, nie wybroni się. Zestaw pytań zawiera nie tylko banalne imię i nazwisko, ale też informacje typu: "Ka siedzioł dziadek?", "Jako sie pisoł?", "Jak na niego wołali?", "Z której strony wsi urodziła sie babka i czy znała Józka zza potoka i Staska z chałupy przy kościele?", "Ka się wyniosła?" i "Co dostała w wianie?". Nie jest łatwo zaliczyć test na górala. Zdawałam i ja, stąd wiem. Fałszywki błyskawicznie zostają wyłapane, a wszelkie nieścisłości zapisane w społecznej pamięci na wieki! Efekt? Jeśli werdykt będzie brzmiał: "E, taki tam z niego góral jak z koziego zadka trąbka", konsekwencje odczują kolejne pokolenia. Jesteśmy bowiem strasznie pamiętliwi.
*
Na początku byliśmy... straszni. Tak o nas mówiono, w związku z tym się nas bano. Głównie za sprawą księdza Benedykta Chmielowskiego i jego osiemnastowiecznej encyklopedii Nowe Ateny, w której pod hasłem "góral" czytamy: "Lekki lud, owsianym chlebem tylko żyjący, noszący muszkiet cieszynką zwany i siekierkę". Agresywny, dziki i okrutny, napadający na szlachtę, bogatych chłopów i Żydów, na tyle niebezpieczny, by "wygubić ich, a góry innym ludem zasiedlić"1 - proponował odważnie autor. Wyśmiać - z tym pomysłem pół wieku później wyskoczył twórca teatru polskiego Wojciech Bogusławski, drwiąc z nas okrutnie w wystawionej w 1794 roku operze komicznej pod tytułem Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale. Ależ tam sobie z nas dworowano. I z ubioru, i z gwary, i z samochwalstwa, i pijaństwa, a także z braku obycia, a "materiał" poznawczy pochodził z autopsji. Górale przyjeżdżali z towarami na krakowski Kleparz i rzeczywiście w tamtych czasach budzili niemałą sensację. Ich odrębność rzucała się w oczy. "Mężczyźni noszą długie po kostki opięte spodnie z białego sukna, wyszywane z węgierska kolorową włóczką: obuwie stanowi kawał skóry zwinięty w kształcie trzewika, rzemieniem przymocowany, zwany kierpcami. [...] Nogi w obcisłych tych spodniach i w kierpcach wydają się długie"2 - tak opisywano w celach prześmiewczych między innymi portki bukowe. Sto lat później jednak same portki i kierpce, przedstawione dokładnie w ten sam sposób... zachwyciły etnografów. I klimat wokół górali się zmienił.
Naukowcy badający góry i ich mieszkańców mówili jednak głównie po niemiecku i francusku, więc bardziej się z tematem macali, niż go zgłębiali. Podzielili na przykład górali na czarnych i białych, kierując się w tym rozróżnieniu kolorami cuch, czyli wierzchniego okrycia mężczyzn. Założyli błędnie, że każda wieś ma przypisany kolor odzienia. A przecież wybór zależał od pory roku, co zapewne rzuciłoby im się w oczy, gdyby pomieszkali pod Tatrami dłużej.
Prawidłowego podziału dokonali dopiero polscy badacze, przekonuje prof. Stanisław Węglarz, przypominając, że Wincenty Pol góralami nazywał lud żyjący na północnych stokach Karpat i wyraźnie wyodrębnił górali tatrzańskich i nowotarskich. Ludwik Kamiński zaś poszedł krok dalej, twierdząc, że ci pierwsi zamieszkują tereny od Tatr do Gorców, a drudzy - od Pienin do Babiej Góry. Przy czym podkreślał, że o ile dla Nowotarżanina Podhalanin to mieszkaniec Tatr, o tyle dla Podhalanina Nowotarżanin to po prostu góral z miasta. I właściwie tak jest do dziś. Ci ze Skalnego Podhala3 mówią o sobie "górale" (czytaj: prawdziwi), Nowotarżan określając mianem miastowych. Poza tym "góral Podhalański ma postawę bujną jak jodła, jest rosły, pełen życia, żwawy, prędki, skoczny, śmiały, przebiegły, dowcipny, gościnny i na starość czerstwy. Nowotarżanin nie ma tych cech, gdyż jest niższy, mniej szumny, smutny, powolny, mniej gościnny i szybciej się starzejący" - twierdził Kamiński, dodając, że i jedni, i drudzy bardzo lubią muzykę i tańce4.
Podhalanin trudni się pracą przynoszącą dobre zyski przy niewielkim nakładzie pracy, na przykład fiakrując w niedalekie strony. Góral z Doliny Nowotarskiej natomiast udaje się do pracy w odległe części ziem polskich i po różne towary na węgierską stronę. To sprawia, że konie podhalańskie są małe, zwięzłe, krótkie, drobne, a górali z nowotarskiej doliny są piękne, rosłe i tłuściejsze. Przy czym Nowotarżanin rzadziej odwiedza karczmy, mniej pije alkoholu, a także jest mniej kłótliwy i bardziej uprzejmy - stwierdza w końcu Kamiński, który między innymi dzięki tym wnikliwym obserwacjom zdaniem Węglarza zasłużył na miano najwybitniejszego polskiego etnografa i folklorysty pierwszej połowy XIX wieku.
Wszyscy naukowcy natomiast byli zgodni co do jednego: że górali cechuje niezwykła pracowitość, co przy ekstremalnie trudnych warunkach życia budziło niekłamany podziw. "Od świtu do zmroku nie odpocznie góral, nie oderwie rąk od pracy, to też słuszne są jego skargi na swą dolę, kiedy mówi: "Narób się jak koń, a naźrej jak świnia", przysłowie mówi u nich, że tu "chłop musi robić za konia a koń za diabła""5 - pisał Józef Kantor. "Ich tylko żołądki mogą strawić placki tego rodzaju, które wraz z kartoflami i kapustą tudzież odrobiną masła, mleka i sera stanowią jedyne pożywienie tych wstrzemięźliwych ludzi, liczących wzwyż stu lat. Widziałem pewnego starca, liczącego setny dwunasty rok życia, a mimo to uprawiającego rolę z młodzieńczą rześkością" - dodawał Josef August Schultes, austriacki lekarz i przyrodoznawca6.
Skąd ta siła charakteru? - pytali zdumieni przybysze, próbując ustalić pochodzenie górali. Raz byli oni uznawani za mieszaninę zbiegów z rozmaitych krajów, innym razem potomków tatarskich, wędrowców z dawnej Ilirii i Dalmacji, a nawet Rusinów, Niemców, Węgrów i - po długich debatach - Wołochów.
- Osadnictwo wołoskie to mit - przekonuje dr Maciej Baraniak z Instytutu Dziedzictwa Niematerialnego Ludów Karpackich w Ludźmierzu. - Pierwsi owce i bydło na tatrzańskich halach wypasali Waksmundzcy i Czerwińscy, założyciele Waksmundu i Klikuszowej. Nie wiemy wprawdzie, skąd oni przyszli, ale Wołosi pojawili się w Tatrach trzysta lat później.
- Prawo wołoskie odnosiło się do sposobu prowadzenia gospodarki, w tym wypadku do hodowli owiec i bydła, oraz sposobu rozliczania się ze starostą z podatków i opłat poprzez produkty pasterstwa. Nie było związane z etnicznym pochodzeniem poddanych - twierdzi dr inż. Piotr Bąk, burmistrz Zakopanego w latach 2002-2006 i starosta tatrzański w latach 2014-2024.
*
Góral intrygował, pociągał swoją odmiennością i niespotykanym u innych chłopów z dołów poczuciem dumy. Szybko więc stał się idealnym kandydatem na bohatera romantycznego.
"Góral jest prosty jak natura, w której mieszka; otwarty, szczery, szczodry, bardzo łatwowierny, albo bardzo podejrzliwy; religijny aż do zabobonności; czuły, popędliwy, współubolewający, gościnny, rozsądny, przezorny, odważny, wytrwały, pracowity, zręczny, silny, zdrów i wesół. [...] Natura nic złego nie wydaje. On jest żywym jej obrazem" - pisał anonimowy autor, otwierając tym samym etap bezrefleksyjnego zachwytu nad tym ludem7. A właściwie wyłącznie nad góralem, bo to głównie na mężczyznach skupiała się uwaga. O góralkach pisano rzadko. Seweryn Goszczyński jako jeden z nielicznych nie skąpił im pochwał: "[...] powszechną cechą góralek jest szlachetność rysów: są one zazwyczaj ściągłe, drobne, proporcjonalne, ożywione okiem ciemnym, pełnym, pomiernej wielkości, ociemnione brwiami kształtnie i wyraźnie zakreślonymi, włosem bujnym, najczęściej ciemnym [...], co przy żyjącym wyrazie jest tym więcej nęcące jakimś wdziękiem tajemniczym"8. A Stanisław Witkiewicz skrobnął: "Kobiety młode, piękne, stare, brzydkie", cały swój kunszt pisarski rozwijając przy "właściwych" bohaterach:
Pod ścianą domu, na długiej ławie, rozpiera się cały szereg górali [...] - to przewodnicy. Cały ten tłum, od pierwszego spojrzenia, zainteresuje niezwykłą siłą charakteru.
Co za typy!
Zdaje się, że tu przeszła jakaś nawałnica ludów, ras rozmaitych, zostawiając dotąd odradzające się pierwiastki najróżniejszych odrębności indywidualnych [...].
Tu potrząsając długimi, czarnymi, ociekłymi masłem włosami przechodzi prawdziwy Apasz amerykański, spalony od słońca, ze spojrzeniem odważnym i dzikiem, z ustami surowo zaciętymi. Tam ta sama twarz wyciąga się w garbaty nos owcy, patrzy sennymi oczyma i kurczy płaczliwe usta. Tu, wygolonym markiz wersalski, z wykwintnym uśmiechem, z ruchami pełnymi eleganckiej powagi dumny i grzeczny, z pewnym odcieniem pobłażliwości uchyla kapelusza. [...] Tu, senny i smutny orzeł, z tęsknemi oczyma, siedzi zadumany obok wesołej i sprytnej twarzy polskiego chłopa, który z pod płowego wąsa śmieje się z jakiejś poczwary, na której twarzy zdaje się skupiać złość, wściekłość, zawiść i podejrzliwość z całego Podhala. Tam, twarz mędrca z ogromnym sklepieniem czaszki, okolona długim, białym włosem, patrzy łagodnie i rozumnie - ówdzie, ruszają się karykatury mogące ozdabiać rączki lasek i parasoli. [...] Rzadko tu się spotyka nieokreślone, zamazane komunały bez wyraźnego typu i charakteru. Twarze te rzeźbione są to usilnością wydobycia cech indywidualnych, która przypomina dążenie średniowiecznej sztuki. [...] Górale [...] odznaczają się przytem niezwykłą zwinnością, lekkością i dobitnie akcentowaną celowością ruchów9.
Przy czym malarz nie bał się wielkich słów. Twierdził, że górale to "pierwotny, ale doskonały materiał ludzki, jeden z najwyborniejszej odmiany polskiej rasy"10. Malował ich słowami równie sprawnie jak pędzlem, dzięki czemu jego powieść Na przełęczy skazana była na sukces. Wydana w 1891 roku, błyskawicznie stała się ewangelią Tatr i nikt nie dyskutował z tym, czy zawarte w niej informacje są prawdziwe.
Mit Zakopanego i górala rósł jak na drożdżach, co pół wieku później z przekąsem krytykował Jalu Kurek:
Zachłyśnięcie się chłopem z gór na tle Witkiewiczowskiej książki było tak wielkie, że miało zaciążyć w tym kształcie nad obrazem góralszczyzny, jaki sobie uformowało całe społeczeństwo. Wszyscy byli olśnieni tężyzną tatrzańskiego górala, odrębnym, egzotycznym światem jego pojęć, myśli i uczuć. Poprzez tę książkę wdarła się do świadomości polskiej skrzywiona wizja górala, bo wszak sam Witkiewicz oglądał górala wycinkowo, a i w ramach tego wycinka widział i oceniał jednostronnie.
Gorączkowa wyobraźnia artysty gruźlika odarła górali z chorób i wad.
Pisarz [...] wysublimował ich w cudowną literacką przenośnię [a ta] przesadzona wizja nosiła w sobie cechy niewątpliwej egzaltacji. Witkiewicz stał się bezkrytycznym chwalcą folkloru tatrzańskiego, w którym widział żywą epopeję homerycką, a nie prawdziwy obraz wsi góralskiej. [...] Wszystko, co dotychczas napisano na temat gór i Zakopanego, zbladło, umknęło w cień. Światłe uwagi Staszica, głębokie spostrzeżenia Goszczyńskiego, wiersze Pola, Nowickiego, Asnyka, artykuły Zejsznera były niczym wobec tej książki, żywej, pysznej w stylu, napisanej z talentem i z pasją, przepojonej miłością do krajobrazu i do człowieka [...]. Witkiewicz [...] urzeczony pięknem tego świata, oderwał go od rzeczywistości, od jego czasu i środowiska. Stworzył fałszywą mitologię z tego, co było żywe.
Zachłyśnięto się góralszczyzną. Ciupaga pomieszała w głowie wielu ludziom, nawet mądrze myślącym. Wyspa ciemnoty i zacofania robiła wrażenie jakiegoś muzeum, gdzie skupiono zabytki ocalałe sprzed wieków. [...] Tak przekazano góralszczyznę późniejszym pokoleniom; jako zachwytliwy obraz zmysłowo-uczuciowy poza wszelką analizą społeczno-gospodarczą, zespół mitologii oderwany od rzeczywistości11.
1 Stanisław Węglarz, Górale podhalańscy jako grupa etniczna [w:] Kultura ludowa górali podhalańskich, red. Katarzyna Ceklarz i Małgorzata Kwiecińska, Oficyna Wydawnicza Wierchy, Kraków 2024, s. 41.
2 Tamże, s. 43.
3 Skalne Podhale to obszar od Chochołowa i Szaflar (łącznie z nimi) w kierunku południowym.
4 Stanisław Węglarz, s. 68.
5 Tamże, s. 42.
6 Tamże, s. 47.
7 Tamże, s. 53.
8 Seweryn Goszczyński, Dziennik z podróży do Tatrów, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław-Kraków 1958, s. 120.
9 Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy, Wydawnictwo Gebethner i Wolff, Warszawa 1891, s. 33-35.
10 Włodzimierz Wnuk, Moje Podhale. Ku Tatrom, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1971, s. 32.
11 Jalu Kurek, Księga Tatr, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1978, s. 291-292.