Góralu, czy ci nie żal? Opowieść o zatraceniu - Beata Sabała-Zielińska


Reflow text when sidebars are open.
Rozdział 1
O góralach powiedziano już tak wiele, że w wykropkowanym miejscu śmiało można wstawić dowolny przymiotnik (straszny, rozpustny, dziki, chciwy, podejrzliwy czy piękny, honorowy, niezłomny, szczery) i pewnie żaden nas nie zaskoczy. Jesteśmy przecież postrzegani jako uosobienie skrajności. Stanisław Staszic burzliwość naszej natury tłumaczył okolicznościami przyrody: w trudnym miejscu rodzą się trudne charaktery, ale ludzie z nas weseli, zuchwali, żywotni i z "udolnym" umysłem. Zdaniem pisarza górali cechują bystrość i rozwinięta wyobraźnia. Owszem, bywamy porywczy, popędliwi, mściwi i lubieżni, ale nie brakuje nam odwagi, otwartości, rzetelności i gościnności.
Zanim jednak przyjrzymy się tym cechom, zdefiniujmy górala, bo zdaniem Macieja Pinkwarta, pisarza, publicysty, dziennikarza, znawcy Podhala, sprawa wcale nie jest oczywista.
- Tak naprawdę trudno odpowiedzieć na pytanie, kto jest, a kto nie jest góralem - przyznaje. - Fantastycznie opisują to encyklopedie, według których góral to "mieszkaniec terenów podgórskich i obszarów górskich". Tyle. Czyli i Gąsienica, i Obrochta, i Kowalski, i Radziwiłł, a może nawet Pinkwart są góralami, jeśli mieszkają na terenach górskich czy podgórskich. Terenem podgórskim - i tu zapewne niejednego czytelnika zaskoczę - jest teren położony pod górami. Teren górski zaś w Europie położony jest powyżej pięciuset metrów nad poziomem morza. Ale jak daleko od owych pięciusetmetrowych gór sięga teren podgórski? Gdzie pod górami trzeba mieszkać, jak długo, przez ile pokoleń, żeby być uznanym za górala? Nikt na te pytania nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć.
Oprócz naszych. Nasi z identyfikacją górala nie mają żadnych problemów. Niech no tylko ktoś napomknie, że pretenduje do tego miana, a natychmiast zostaje dokładnie przesłuchany i jeśli nie zna swojego drzewa genealogicznego co najmniej do czwartego pokolenia wstecz, nie wybroni się. Zestaw pytań zawiera nie tylko banalne imię i nazwisko, ale też informacje typu: "Ka siedzioł dziadek?", "Jako sie pisoł?", "Jak na niego wołali?", "Z której strony wsi urodziła sie babka i czy znała Józka zza potoka i Staska z chałupy przy kościele?", "Ka się wyniosła?" i "Co dostała w wianie?". Nie jest łatwo zaliczyć test na górala. Zdawałam i ja, stąd wiem. Fałszywki błyskawicznie zostają wyłapane, a wszelkie nieścisłości zapisane w społecznej pamięci na wieki! Efekt? Jeśli werdykt będzie brzmiał: "E, taki tam z niego góral jak z koziego zadka trąbka", konsekwencje odczują kolejne pokolenia. Jesteśmy bowiem strasznie pamiętliwi.
*
Na początku byliśmy... straszni. Tak o nas mówiono, w związku z tym się nas bano. Głównie za sprawą księdza Benedykta Chmielowskiego i jego osiemnastowiecznej encyklopedii Nowe Ateny, w której pod hasłem "góral" czytamy: "Lekki lud, owsianym chlebem tylko żyjący, noszący muszkiet cieszynką zwany i siekierkę". Agresywny, dziki i okrutny, napadający na szlachtę, bogatych chłopów i Żydów, na tyle niebezpieczny, by "wygubić ich, a góry innym ludem zasiedlić"1 - proponował odważnie autor. Wyśmiać - z tym pomysłem pół wieku później wyskoczył twórca teatru polskiego Wojciech Bogusławski, drwiąc z nas okrutnie w wystawionej w 1794 roku operze komicznej pod tytułem Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale. Ależ tam sobie z nas dworowano. I z ubioru, i z gwary, i z samochwalstwa, i pijaństwa, a także z braku obycia, a "materiał" poznawczy pochodził z autopsji. Górale przyjeżdżali z towarami na krakowski Kleparz i rzeczywiście w tamtych czasach budzili niemałą sensację. Ich odrębność rzucała się w oczy. "Mężczyźni noszą długie po kostki opięte spodnie z białego sukna, wyszywane z węgierska kolorową włóczką: obuwie stanowi kawał skóry zwinięty w kształcie trzewika, rzemieniem przymocowany, zwany kierpcami. [...] Nogi w obcisłych tych spodniach i w kierpcach wydają się długie"2 - tak opisywano w celach prześmiewczych między innymi portki bukowe. Sto lat później jednak same portki i kierpce, przedstawione dokładnie w ten sam sposób... zachwyciły etnografów. I klimat wokół górali się zmienił.
Naukowcy badający góry i ich mieszkańców mówili jednak głównie po niemiecku i francusku, więc bardziej się z tematem macali, niż go zgłębiali. Podzielili na przykład górali na czarnych i białych, kierując się w tym rozróżnieniu kolorami cuch, czyli wierzchniego okrycia mężczyzn. Założyli błędnie, że każda wieś ma przypisany kolor odzienia. A przecież wybór zależał od pory roku, co zapewne rzuciłoby im się w oczy, gdyby pomieszkali pod Tatrami dłużej.
Prawidłowego podziału dokonali dopiero polscy badacze, przekonuje prof. Stanisław Węglarz, przypominając, że Wincenty Pol góralami nazywał lud żyjący na północnych stokach Karpat i wyraźnie wyodrębnił górali tatrzańskich i nowotarskich. Ludwik Kamiński zaś poszedł krok dalej, twierdząc, że ci pierwsi zamieszkują tereny od Tatr do Gorców, a drudzy - od Pienin do Babiej Góry. Przy czym podkreślał, że o ile dla Nowotarżanina Podhalanin to mieszkaniec Tatr, o tyle dla Podhalanina Nowotarżanin to po prostu góral z miasta. I właściwie tak jest do dziś. Ci ze Skalnego Podhala3 mówią o sobie "górale" (czytaj: prawdziwi), Nowotarżan określając mianem miastowych. Poza tym "góral Podhalański ma postawę bujną jak jodła, jest rosły, pełen życia, żwawy, prędki, skoczny, śmiały, przebiegły, dowcipny, gościnny i na starość czerstwy. Nowotarżanin nie ma tych cech, gdyż jest niższy, mniej szumny, smutny, powolny, mniej gościnny i szybciej się starzejący" - twierdził Kamiński, dodając, że i jedni, i drudzy bardzo lubią muzykę i tańce4.
Podhalanin trudni się pracą przynoszącą dobre zyski przy niewielkim nakładzie pracy, na przykład fiakrując w niedalekie strony. Góral z Doliny Nowotarskiej natomiast udaje się do pracy w odległe części ziem polskich i po różne towary na węgierską stronę. To sprawia, że konie podhalańskie są małe, zwięzłe, krótkie, drobne, a górali z nowotarskiej doliny są piękne, rosłe i tłuściejsze. Przy czym Nowotarżanin rzadziej odwiedza karczmy, mniej pije alkoholu, a także jest mniej kłótliwy i bardziej uprzejmy - stwierdza w końcu Kamiński, który między innymi dzięki tym wnikliwym obserwacjom zdaniem Węglarza zasłużył na miano najwybitniejszego polskiego etnografa i folklorysty pierwszej połowy XIX wieku.
Wszyscy naukowcy natomiast byli zgodni co do jednego: że górali cechuje niezwykła pracowitość, co przy ekstremalnie trudnych warunkach życia budziło niekłamany podziw. "Od świtu do zmroku nie odpocznie góral, nie oderwie rąk od pracy, to też słuszne są jego skargi na swą dolę, kiedy mówi: "Narób się jak koń, a naźrej jak świnia", przysłowie mówi u nich, że tu "chłop musi robić za konia a koń za diabła""5 - pisał Józef Kantor. "Ich tylko żołądki mogą strawić placki tego rodzaju, które wraz z kartoflami i kapustą tudzież odrobiną masła, mleka i sera stanowią jedyne pożywienie tych wstrzemięźliwych ludzi, liczących wzwyż stu lat. Widziałem pewnego starca, liczącego setny dwunasty rok życia, a mimo to uprawiającego rolę z młodzieńczą rześkością" - dodawał Josef August Schultes, austriacki lekarz i przyrodoznawca6.
Skąd ta siła charakteru? - pytali zdumieni przybysze, próbując ustalić pochodzenie górali. Raz byli oni uznawani za mieszaninę zbiegów z rozmaitych krajów, innym razem potomków tatarskich, wędrowców z dawnej Ilirii i Dalmacji, a nawet Rusinów, Niemców, Węgrów i - po długich debatach - Wołochów.
- Osadnictwo wołoskie to mit - przekonuje dr Maciej Baraniak z Instytutu Dziedzictwa Niematerialnego Ludów Karpackich w Ludźmierzu. - Pierwsi owce i bydło na tatrzańskich halach wypasali Waksmundzcy i Czerwińscy, założyciele Waksmundu i Klikuszowej. Nie wiemy wprawdzie, skąd oni przyszli, ale Wołosi pojawili się w Tatrach trzysta lat później.
- Prawo wołoskie odnosiło się do sposobu prowadzenia gospodarki, w tym wypadku do hodowli owiec i bydła, oraz sposobu rozliczania się ze starostą z podatków i opłat poprzez produkty pasterstwa. Nie było związane z etnicznym pochodzeniem poddanych - twierdzi dr inż. Piotr Bąk, burmistrz Zakopanego w latach 2002-2006 i starosta tatrzański w latach 2014-2024.
*
Góral intrygował, pociągał swoją odmiennością i niespotykanym u innych chłopów z dołów poczuciem dumy. Szybko więc stał się idealnym kandydatem na bohatera romantycznego.
"Góral jest prosty jak natura, w której mieszka; otwarty, szczery, szczodry, bardzo łatwowierny, albo bardzo podejrzliwy; religijny aż do zabobonności; czuły, popędliwy, współubolewający, gościnny, rozsądny, przezorny, odważny, wytrwały, pracowity, zręczny, silny, zdrów i wesół. [...] Natura nic złego nie wydaje. On jest żywym jej obrazem" - pisał anonimowy autor, otwierając tym samym etap bezrefleksyjnego zachwytu nad tym ludem7. A właściwie wyłącznie nad góralem, bo to głównie na mężczyznach skupiała się uwaga. O góralkach pisano rzadko. Seweryn Goszczyński jako jeden z nielicznych nie skąpił im pochwał: "[...] powszechną cechą góralek jest szlachetność rysów: są one zazwyczaj ściągłe, drobne, proporcjonalne, ożywione okiem ciemnym, pełnym, pomiernej wielkości, ociemnione brwiami kształtnie i wyraźnie zakreślonymi, włosem bujnym, najczęściej ciemnym [...], co przy żyjącym wyrazie jest tym więcej nęcące jakimś wdziękiem tajemniczym"8. A Stanisław Witkiewicz skrobnął: "Kobiety młode, piękne, stare, brzydkie", cały swój kunszt pisarski rozwijając przy "właściwych" bohaterach:
Pod ścianą domu, na długiej ławie, rozpiera się cały szereg górali [...] - to przewodnicy. Cały ten tłum, od pierwszego spojrzenia, zainteresuje niezwykłą siłą charakteru.
Co za typy!
Zdaje się, że tu przeszła jakaś nawałnica ludów, ras rozmaitych, zostawiając dotąd odradzające się pierwiastki najróżniejszych odrębności indywidualnych [...].
Tu potrząsając długimi, czarnymi, ociekłymi masłem włosami przechodzi prawdziwy Apasz amerykański, spalony od słońca, ze spojrzeniem odważnym i dzikiem, z ustami surowo zaciętymi. Tam ta sama twarz wyciąga się w garbaty nos owcy, patrzy sennymi oczyma i kurczy płaczliwe usta. Tu, wygolonym markiz wersalski, z wykwintnym uśmiechem, z ruchami pełnymi eleganckiej powagi dumny i grzeczny, z pewnym odcieniem pobłażliwości uchyla kapelusza. [...] Tu, senny i smutny orzeł, z tęsknemi oczyma, siedzi zadumany obok wesołej i sprytnej twarzy polskiego chłopa, który z pod płowego wąsa śmieje się z jakiejś poczwary, na której twarzy zdaje się skupiać złość, wściekłość, zawiść i podejrzliwość z całego Podhala. Tam, twarz mędrca z ogromnym sklepieniem czaszki, okolona długim, białym włosem, patrzy łagodnie i rozumnie - ówdzie, ruszają się karykatury mogące ozdabiać rączki lasek i parasoli. [...] Rzadko tu się spotyka nieokreślone, zamazane komunały bez wyraźnego typu i charakteru. Twarze te rzeźbione są to usilnością wydobycia cech indywidualnych, która przypomina dążenie średniowiecznej sztuki. [...] Górale [...] odznaczają się przytem niezwykłą zwinnością, lekkością i dobitnie akcentowaną celowością ruchów9.
Przy czym malarz nie bał się wielkich słów. Twierdził, że górale to "pierwotny, ale doskonały materiał ludzki, jeden z najwyborniejszej odmiany polskiej rasy"10. Malował ich słowami równie sprawnie jak pędzlem, dzięki czemu jego powieść Na przełęczy skazana była na sukces. Wydana w 1891 roku, błyskawicznie stała się ewangelią Tatr i nikt nie dyskutował z tym, czy zawarte w niej informacje są prawdziwe.
Mit Zakopanego i górala rósł jak na drożdżach, co pół wieku później z przekąsem krytykował Jalu Kurek:
Zachłyśnięcie się chłopem z gór na tle Witkiewiczowskiej książki było tak wielkie, że miało zaciążyć w tym kształcie nad obrazem góralszczyzny, jaki sobie uformowało całe społeczeństwo. Wszyscy byli olśnieni tężyzną tatrzańskiego górala, odrębnym, egzotycznym światem jego pojęć, myśli i uczuć. Poprzez tę książkę wdarła się do świadomości polskiej skrzywiona wizja górala, bo wszak sam Witkiewicz oglądał górala wycinkowo, a i w ramach tego wycinka widział i oceniał jednostronnie.
Gorączkowa wyobraźnia artysty gruźlika odarła górali z chorób i wad.
Pisarz [...] wysublimował ich w cudowną literacką przenośnię [a ta] przesadzona wizja nosiła w sobie cechy niewątpliwej egzaltacji. Witkiewicz stał się bezkrytycznym chwalcą folkloru tatrzańskiego, w którym widział żywą epopeję homerycką, a nie prawdziwy obraz wsi góralskiej. [...] Wszystko, co dotychczas napisano na temat gór i Zakopanego, zbladło, umknęło w cień. Światłe uwagi Staszica, głębokie spostrzeżenia Goszczyńskiego, wiersze Pola, Nowickiego, Asnyka, artykuły Zejsznera były niczym wobec tej książki, żywej, pysznej w stylu, napisanej z talentem i z pasją, przepojonej miłością do krajobrazu i do człowieka [...]. Witkiewicz [...] urzeczony pięknem tego świata, oderwał go od rzeczywistości, od jego czasu i środowiska. Stworzył fałszywą mitologię z tego, co było żywe.
Zachłyśnięto się góralszczyzną. Ciupaga pomieszała w głowie wielu ludziom, nawet mądrze myślącym. Wyspa ciemnoty i zacofania robiła wrażenie jakiegoś muzeum, gdzie skupiono zabytki ocalałe sprzed wieków. [...] Tak przekazano góralszczyznę późniejszym pokoleniom; jako zachwytliwy obraz zmysłowo-uczuciowy poza wszelką analizą społeczno-gospodarczą, zespół mitologii oderwany od rzeczywistości11.
1 Stanisław Węglarz, Górale podhalańscy jako grupa etniczna [w:] Kultura ludowa górali podhalańskich, red. Katarzyna Ceklarz i Małgorzata Kwiecińska, Oficyna Wydawnicza Wierchy, Kraków 2024, s. 41.
2 Tamże, s. 43.
3 Skalne Podhale to obszar od Chochołowa i Szaflar (łącznie z nimi) w kierunku południowym.
4 Stanisław Węglarz, s. 68.
5 Tamże, s. 42.
6 Tamże, s. 47.
7 Tamże, s. 53.
8 Seweryn Goszczyński, Dziennik z podróży do Tatrów, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław-Kraków 1958, s. 120.
9 Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy, Wydawnictwo Gebethner i Wolff, Warszawa 1891, s. 33-35.
10 Włodzimierz Wnuk, Moje Podhale. Ku Tatrom, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1971, s. 32.
11 Jalu Kurek, Księga Tatr, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1978, s. 291-292.
Ze skrajności w skrajność. Tam, gdzie jeden dostrzegł "markiza wersalskiego", drugi widział "wyspę ciemnoty i zacofania". A jaka była prawda? Nudna. Weźmy choćby wzrost górala. "Jest to w ogólności lud dorodny. Wzrost więcej niż mierny, a w wielkiej części wysoki"12, "bujny jak jodła, rosły" - pisali entuzjaści, ale na starych zdjęciach trudno takiego wypatrzyć. Z pożółkłych fotografii najczęściej zerkają na nas chłopy chudziutkie, niewiele wyższe od kobiet. Owszem, od czasu do czasu któregoś natura lekko podciągnęła, ale znane z dokładności austriackie rejestry podają, że chłop galicyjski polskiej narodowości był najniższy w Europie. Liczył zaledwie 162 centymetry wzrostu, mimo że rósł aż do dwudziestego piątego roku życia. Niedożywienie robiło swoje - czytamy w artykule Rafała Kuzaka: "Wincenty Witos, który sam dorastał w latach 80. XIX wieku, pisał w swoich wspomnieniach, że "nieraz piętnastoletni chłopiec lub dziewczyna wyglądali jak paroletnie dzieci i dopiero koło dwudziestki podciągali na gwałt". [...] 150 lat temu najwyższym średnim wzrostem w Europie cechowali się mężczyźni z krajów nordyckich. Mierzyli oni nieco ponad 171 centymetrów. Tuż za nimi plasowali się Szkoci i Anglicy (171 centymetrów). Młodzi Niemcy mieli statystycznie 168,5 centymetra, Czesi 166 centymetrów, Francuzi 165 centymetrów. Średnią europejską zaniżali z kolei Węgrzy i Hiszpanie, którzy mierzyli nieco ponad 164 centymetry"13. W 1942 roku naziści dokonali szeregu badań antropologicznych na góralach z Szaflar. Mężczyźni nie przekraczali 168 centymetrów wzrostu, a kobiety - 156.
Na Podhalu nie brakowało też ludzi upośledzonych umysłowo. Głód, brak jodu oraz chów wsobny zrobiły swoje. "Nędza była wielka, ludzie z głodu marnieli, karleli" - pisał Wojciech Brzega. "Pamiętam na Krupówkach gadziniarzów, połowa dzieci to były kretyny. Jeden z nich w łachmanach, na pół nagi; wylazł na pola i siedział koło domu, i grzał się do słonka ku wiośnie. Takie sobie półzwierzątko. Jeszcze zwierzę dzikie jest czyste, ale ten półzwierzątko, półczłowiek był brudny, prawie niemowa. A to wszystko z biedy, z nędzy, która wtenczas w Zakopanem panowała"14. Ludzie z wiszącymi u szyi wolami wielkości głów, z przerażającymi twarzami zniekształconymi szaleństwem wcale nie byli rzadkością. Gadziniarzami górale na pewno się nie chwalili (zresztą do niedawna ukrywali po domach dzieci z niepełnosprawnościami), gdyż w ich kulturze gloryfikowana była siła, kalectwo zaś uznawane było za wstydliwe, bo być może obciążone karą boską.
To, że gadziniarzy dostrzegał Brzega, a Witkiewicz nie, było możliwe. Witkiewicz zapewne miał do czynienia głównie ze sprawnymi, zwinnymi i wygadanymi przewodnikami. I taki obraz puścił w świat, a my od razu zakochaliśmy się w sobie bez pamięci. I ta bezrefleksyjna miłość ciągle trwa - wciąż przeglądamy się w oczach innych, choć od dawna nie ma w nich witkiewiczowskiego uwielbienia.
*
Kiedy jakieś trzydzieści lat temu mówiłam znajomym, że jestem góralką, wszyscy wpadali w zachwyt, co dowodzi, że mieliśmy w społeczeństwie spory kredyt zaufania. Gdy teraz przyznaję się do pochodzenia, miny rzedną, jakbyśmy stracili szacunek. Jak to się stało, że góral zmienił się z bohatera w uosobienie chciwości, chamstwa, dwulicowości i zawiści?
O chciwości górali wspominał już Seweryn Goszczyński, ale zdaje się, że bardziej z obowiązku niż przekonania. Zauważał ją, ale zarazem szybko usprawiedliwiał: "W stosunku do innych Słowian Podhalanin nie jest [...] zbyt chciwy, chociaż wyobrażenie na ten temat jest zbyt przesadzone. Poza tym wada ta jest "raczej niedobrym nabytkiem z obczyzny". Takim stanem przypadkowym jest też nieszczerość i podejrzliwość, gdyż Podhalanin z natury swojej jest skłonniejszy do otwierania się i łatwowierności"15.
Zdecydowanie mniej subtelny w ocenie był pierwszy proboszcz Zakopanego ksiądz Józef Stolarczyk, który pisał o nas wprost: "lud na wpół dziki i chciwy", bardziej oczekujący czegoś od plebana niż skłonny do ofiarowania. A stwierdzał to człowiek, który przy tym "chciwym ludzie" dorobił się (między innymi na lichwiarstwie) naprawdę pokaźnego majątku - dwóch domów w Zakopanem, kilku hektarów ziemi, na których prowadził regularną gospodarkę, oraz skrzyni pełnej dudków, które pozwoliły mu ruszyć w podróż śladami apostołów do Afryki i Ziemi Świętej. Najwyraźniej to wszystko spadło Stolarczykowi z nieba... Gdy nam z kolei z nieba spadli letnicy, rozpoczęła się historia relacji, która z czasem stała się trudna.
Mój ojciec przez całe swoje życie powtarzał: "Nie rób komuś dobrze, nie będzie ci źle". Mało to budujące, przyznaję, ale za to bardzo pasujące do tematu. Zaczęło się bowiem od odruchu serca. Gdy goście zobaczyli biedne Podhale z honorowymi, a nawet wyniosłymi, ale wynędzniałymi góralami, zaczęli im płacić za różne usługi więcej, niż oczekiwano, bo jak ujął to Witkiewicz: "Napływ krajcarzy z kieszeni gościa jest dla górali wynagrodzeniem za ich miłość do tego ubogiego kraju, jest odpłatą za twardą walkę z naturą, wrogą, jałową, ubogą i dającą tyle, że jak któryś z nich mówił: "Ja ta, i nie jem, tylko zyjem""16. Rozrzucano więc pieniądze garściami i rozpieszczano górali bez miary, a ci chętnie na to przystawali. Do czasu - przyznał malarz. "Z chwilą, w której panowie zaczynają rachować swoje papierki, góral oblicza skrupulatnie wartość swoich usług i zasług. Tu następuje kolizya egoizmów - rozczarowanie i źródło tych wszystkich gawęd o chciwości górali i o wyzysku, jakiemu podlegają goście. Naturalnie nie zawsze wina jest po stronie górali i często można widzieć strapionego Jaśka lub Maćka, któremu goście struli życie, grożąc, że go opiszą w gazetach o jakieś parę guldenów, które mu się słusznie należały. Gość, który chce wszystko dostać jak najtaniej, nie widzi, że robi to samo co góral, który chce wziąć jak najdrożej"17.
Mało kto jednak patrzy na to w ten sposób. Dziś podobno aż siedemdziesiąt procent Polaków uważa, że górale są pazerni - jak wynika z sondażu Ogólnopolskiego Panelu Badawczego Ariadna, przeprowadzonego w 2024 roku na zlecenie Wirtualnej Polski. Co ciekawe, nie wpływa to na zainteresowanie regionem. Podhale wciąż jest najpopularniejszym miejscem wypoczynku Polaków. Rocznie według statystyk Tatrzańskiego Parku Narodowego Tatry odwiedza ponad pięć milionów osób! Jeśli doliczymy do tego tych, którzy chodzą wyłącznie Doliną Krupówek, lekką ręką mamy co najmniej kilka milionów sfrustrowanych. Mocno, czemu wyraz dają w internetowych komentarzach. "Już dawno byli pazerni na dutki, Hrabiego Horwatha i murgrabiego też okradali tak jak teraz Polaków" - twierdzi Mariusz K. "Zygam tym Zakopanem [pisownia oryginalna] zdzierstwo i buractwo za wszystko trzeba płacić! Nawet już w górach nie można iść normalnie tylko trzeba płacić!!" - dodaje Krzysztof P. Krzysztof J. zaś napisał: "Tak to prawda są chciwi, pazerni, bezwzględni, czasami wulgarni ponieważ to prosty lud z gór mało kto ma szkołę z tych starszych zawistnych ludzików, jeśli masz kasę potrafią smolić, cukrować póki nie wydoją całego portfela, to mają we krwi takie jest moje zdanie o nich. Przykro mi ale takie wrażenie miałem po odwiedzinach Zakopanego".
Czy przedstawione zarzuty mają uzasadnienie, trudno powiedzieć, ale emocje są duże. To, że ulegliśmy pewnej demoralizacji, związanej z nagłym wzrostem popularności Zakopanego jako uzdrowiska, a później miejsca masowej turystyki, jest bezsprzeczne, a to "doprowadziło do różnych wynaturzeń w psychice gazdów"18. Ale tak proste diagnozy, jak przytoczone, nie są sprawiedliwe.
- I mało obiektywne - mówi Anna Nędza-Kubiniec, regionalistka, hafciarka, etolog. - Czy to nie jest tak, że ci, którzy najwięcej krzyczą o pazernych góralach i dudkach, przypadkiem sami nie mają sporo? I czy pisząc o naszej radości z dudków, nie myślą przypadkiem o własnej? Czy ich dudki nie cieszą, ba ino nos? A nie widzą tego, jak górale ciężko pracują, żeby to mieć? I że na to, co mamy dziś, pracowały pokolenia?
Podobnie myślał blisko dwa wieki temu Seweryn Goszczyński: "Oskarżają Góralów o chciwość i w tej chciwości widzą jedno z głównych źródeł pienienia się ich z panami. Prawda, że Góral ma za wiele tej wady jak na Słowianina, ale z drugiej strony trudno być wolnym zupełnie od niej temu, co jak Góral nic prawie nie ma, kiedy nadto ten, co ma daleko więcej od niego, chce go poświęcić swojej własnej chciwości"19.
- Czasami przyjeżdżają do nas goście - wyjaśnia Monika Gromada z Zębu, ceperka, żona bacy - i mówią: "O jaki macie piękny dom. A jakie macie tu piękne łąki. I jaki macie majątek! To może zejdziecie mi z ceny, bo przecież jesteście bogaci i ta stówka nie zrobi wam różnicy". I mówią tak całkiem poważnie, jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, z czym wiąże się posiadanie tego i tamtego. A mój mąż przez siedem dni w tygodniu wstaje o trzeciej w nocy i pracuje do późnego wieczora. Nie wyjeżdża na wakacje i już jest po operacji kręgosłupa, bo haruje jak wół. Ale nie mówi nic, bo wie, że nikomu nie spada z nieba.
- Moja mama nigdy w życiu nie była na wczasach, bo zawsze mówiła: "Za to, co pojadę, zrobię stolarkę na piętrze". Bo takie tu było myślenie. Naddać, a nie przepuścić - dodaje Anna Nędza-Kubiniec. - Ludzie, jak nawet krowę paśli, to w międzyczasie jeszcze albo mech zbierali po lesie, albo patyki, albo grzyby. Babka opowiadała, że nigdy się z lasu na pusto nie szło, bo choć patyki na ostrewkę czy na podpałkę do pieca trzeba było przynieść. Dziś się tak wszystkim wydaje, że my zawsze żyliśmy w dobrobycie, a my tak naprawdę w dobrobycie żyjemy zaledwie od kilkudziesięciu lat! I nikt już nie pamięta, jak trzeba było kawałek po kawałku wyrywać tę ziemię pazurami. Karczować, znosić kamienie, przygotować ją do tego, żeby wykarmić siebie i zwierzęta. Brat mojej babki jako siedmiolatek kamienie nosił. Niejedno dziecko umarło przy tak ciężkiej pracy. Takie były czasy. Nawet jak dostałeś kawałek ziemi od ojców, toś se go musiał urobić. Weźmy Kościelisko. To było miejsce zesłania. Jak się tam który w domu nie sprawował, to dostał pole w Kościelisku na polanie i musiał se sam gazdówkę założyć. Nikt mu nie pomagał. Tak powstało na przykład jedno z osiedli w Kirach. Ta ziemia należała do ludzi z Leśnicy-Gronia, ale jak jedna z ich dziewek wydała się wbrew rodzinie za muzykanta z Zokopanego, to ojcowie od razu ją odesłali. Bo poszła za dziada. Tak kiedyś postrzegani byli muzykanci. Mówiło się nawet: "Stu muzykantów, stu gołębiorzy i stu ryboków to trzysta dziadów". No, ale jak chciała iść za dziada, to dostała kawołek ziemi w Kościelisku i radź se sama. Dziś, jak patrzycie na te miejsca, to widzicie to, co jest na końcu tej bardzo żmudnej drogi. Ale wcześniej były krew, pot i nieludzki wysiłek. Trzeba być cymbałem, żeby pisać o pazerności górali, nie znając ich historii.
- To jest stereotyp, który chętnie powielają media - dodaje Jan Karpiel-Bułecka, architekt, muzyk, znawca regionu, człowiek orkiestra. - Przecież jak tylko zaczyna się sezon, to od razu dziennikarze znajdują jakąś babinę z jednym zębem, która sprzedaje oscypki, i jak się jej zapytają, czy ważne są dudki20, no to powie, że ważne. Bo każdy by tak powiedział. I w Kołobrzegu, i Sopocie. "A cieszycie się, że będzie długi łykend?" "A ciesymy się, ciesymy, bo przyjadom pany, zarobimy dudki". I tak w kółko.
- Tak, żyjemy z turystów, no bo Jezus Maria, z czego mamy żyć? - pyta wzburzona pani Anna. - Tatry nam zabrali dla wos, gospodarki nie da się prowadzić, to z czego żyć? Tu nie ma fabryk. A z czego żyją ci, co nam wytykają pazerność? Czy aby nie pracują w korporacjach, zakładach produkcyjnych, nie siedzą na ciepłych posadkach? Czy znają tę niepewność, z którą my mierzymy się na co dzień? Bo dziś goście są, ale jutro może ich nie być! A jeden czy drugi, który pisze w internecie o naszej pazerności, sam skrupulatnie liczy pensję, którą dostaje dziesiątego każdego miesiąca. Więc zanim coś napiszecie, zastanówcie się, bo obrażać jest łatwo, trudniej o refleksję.
- Nie można patrzeć na Podhale tylko przez pryzmat drożyzny. Albo dobrze byłoby zastanowić się, co na te ceny się składa - dodaje Katarzyna Gąsienica, prowadząca pensjonat w Zakopanem. - Bo składa się wiele rzeczy. Nie tylko usługa, nie tylko towar, ale i amortyzacja. Tu zima trwa osiem miesięcy, co znaczy, że przez osiem miesięcy musimy ogrzewać budynki, odśnieżać teren, dowozić towar przez wiecznie zaśnieżoną i zalodzoną zakopiankę - a to kosztuje. Tu wszystko trzeba przywieźć - od jajek, mąki, warzyw, owoców po węgiel, meble czy sprzęt gospodarczy. Każda rzecz musi do nas dojechać. I to też wlicza się do ceny.
- Należy też zapytać, u kogo te najwyższe ceny - dodaje Andrzej Skupień z Poronina. - Czy aby nie w knajpach i apartamentowcach prowadzonych przez Poznaniaków, Warszawiaków albo innych ceprów? W Zakopanem od dawna interesów nie robią wyłącznie górale i warto o tym pamiętać. Poza tym szkoda, że turyści nie dostrzegają tego, jak inwestujemy, żeby to nasze zaplecze było coraz lepsze. Naprawdę nie widać, jak nowoczesne są dziś nasze kwatery? Przecież to jest światowy standard. Pokoje z łazienkami, restauracje, bary, spa... Ile się zmieniło od czasów, gdy za potrzebą trzeba było iść do wygódki albo na stronę! Dziś już nikt tego nie pamięta, a przecież to wcale nie było aż tak dawno. I co? Samo się pobudowało? Dostaliśmy na to pieniądze z KPO? Czy ktoś nas sponsorował? Zarobek inwestujemy, żeby było lepiej, ładniej, bardziej nowocześnie, żebyście chcieli do nas przyjeżdżać. Jak zmienia się świat, to i my się zmieniamy.
12 Seweryn Goszczyński, s. 106.
13 Rafał Kuzak, Jak niscy byli mieszkańcy galicyjskiej wsi? Wzrost polskich chłopów był "rekordem" na tle Europy, https://wielkahistoria.pl/jak-niscy-byli-mieszkancy-galicyjskiej-wsi-wzrost-polskich-chlopow-byl-rekordem-na-tle-europy/#:~:text=Niski%20jak%20galicyjski%20ch%C5%82op%20Ca%C5%82%C4%85%20stawk%C4%99%20zamykali,wy%C5%BCsi%20byli%20od%20nich%20rodacy%20z%20zaboru (dostęp: 21.07.2026).
14 Wojciech Brzega, Żywot górala poczciwego (Wspomnienia i gawędy), Wydawnictwo Literackie, Kraków 1969, s. 31-32.
15 Stanisław Węglarz, s. 75.
16 Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy..., s. 38.
17 Tamże, s. 41.
18 Włodzimierz Wnuk, s. 46.
19 Seweryn Goszczyński, s. 112.
20 Słowo "dudki" zdaniem Karpiela-Bułecki wzięło się od zapłaty dla dudziarza za jego grę. Jest nawet o nich przyśpiewka: "Siedem dudków dała, coby tańcowała. Siedem dudków wzieni, ona stała w sieni".
Turystyka to niełatwy kawałek chleba - dodaje. - Dbanie o gości zobowiązuje. Kiedy przyjmujemy was pod nasz dach, kiedy przyjmujemy was do siebie, jesteście pod naszą opieką. Cieszymy się, gdy okazujecie zadowolenie, i robimy wszystko, byście do nas wrócili - taki jest sens prowadzenia tej działalności. Dlatego nie narzekamy na was, tak jak wy narzekacie na nas, choć proszę mi wierzyć, byłoby o czym opowiadać. Ale nie o to tu chodzi. My wiemy, dlaczego to robimy, i dobrze, jeśli ta praca jest doceniona. I nie ma w tym nic niestosownego. Zwłaszcza że o drożyźnie mówi się tylko tu. Tu wszystko jest horrendalnie drogie. Tymczasem w Sopocie, w Kołobrzegu, w Warszawie, w Barcelonie, w Wiedniu, w Lizbonie wszystko jest za bezcen, prawda? Więc rzeczywiście jest to przykre i niekonsekwentne.
- A gościnność? A uczynność? Serdeczność, z jaką się tu spotykają? Dlaczego turyści zapominają o tym elemencie? Pomijanie tego naprawdę jest przykre - zauważa pani Katarzyna Gąsienica. - My zajmujemy się gośćmi od wieków i od wieków ta serdeczność była naszym znakiem rozpoznawczym. Czy naprawdę nagle staliśmy się potworami?
Rzeczywiście autorzy wszystkich dawnych tekstów na temat Podhala podkreślali szczególny stosunek do gościa. Maria Steczkowska, jedna z pierwszych turystek, pisała tak: "Co bardzo ujmuje do tego ludu to jego serdeczność, gościnność. Żaden nie przejdzie nie powitawszy przechodnia obyczajem religijnym; czy to przed deszczem chronisz się do jego domu, czy to po jakimś wstąpisz interesie, tak ci rad, żeś wszedł pod dach jego, jakbyś mu największą wyświadczył łaskę. Zapytani o drogę, wskażą ją zaraz najdokładniej, poprowadzą chętnie kawałek jeszcze dziękują, jakby nie oni, ale my im dogodność zrobili"21.
- Wystarczy jednak opublikowanie jakiegoś paragonu grozy na Facebooku, awantura na Krupówkach czy pijaństwo w dorożce, a już leci wiązanka pod adresem tych cholernych górali - mówi Maciej Pinkwart. - Czy górale są chciwi, pazerni, nieuczciwi, wulgarni, chamscy? Oczywiście, że są. Tak samo jak chciwi, pazerni, nieuczciwi, chamscy są Kaszubi, Mazowszanie, Mongołowie czy Argentyńczycy. To jest taka sama prawda jak to, że Szkoci są bardziej skąpi od Krakusów, Włosi - namiętni, Niemcy - dokładni, a Francuzi - dowcipni i wolnomyślni. To są stereotypy.
Rzeczywiście na Podhalu chamstwa nie brakuje. Wystarczy przejść się po Krupówkach, usiąść w dowolnej kawiarni (a nawet w eleganckiej restauracji), przysłuchać się podchmielonej gawiedzi, wysypującej się koło północy z barów, by zrozumieć, że prawda jest bardziej złożona. Starsi górale rzadko przeklinają, młodzi, przyznaję, języka nie pilnują, ale to niewątpliwie efekt kontaktów ze światem zewnętrznym. Dawniej góralom w zupełności wystarczało "krucafuks" (które podkreślało niezadowolenie), czasami podbite znacznie mocniejszym "sakramencki", najczęściej jednak kończyło się na "bezkrucyjo", plasującej się gdzieś na poziomie "niech to szlag". Słyszało się też zwyczajne "bestyjo" albo wymyślne "basamteremtete", "złokrew zatracono" lub "bestyjo bestyjecno". Moja góralska rodzina, liczna i charakterna, ma dużo do powiedzenia na każdy temat, ale w przeklinaniu jest słaba. Nie pamiętam, bym słyszała kiedykolwiek z ust moich dziadków jakiekolwiek przekleństwo. Jeśli wyrwało się któremuś "psiokrew!", to już naprawdę musiało się dziać! Ciotka Kryśka lubi pokrzykiwać "krucafuks!", ale zazwyczaj, gdy jest zadowolona i by podkreślić znaczenie jakiegoś wydarzenia. Mój kuzyn Władek trzyma się staromodnego "psiokrew", ale również używa go w pozytywnym kontekście. Ma to po swojej mamie, ciotce Heli, która przy "psiokrew" zaśmiewała się do łez, dodając czasami "psiokrew, bestyjo" albo moje ulubione "krótki śpic". Co ciekawe, krótki śpic to nic innego jak... krótki męski członek, o czym dowiedziałam się dopiero teraz. Urażonych więc przepraszam, dodając nieśmiało, że chamstwo na Podhalu to przeszczep, który niestety u niektórych się przyjął. W "galeriach" z wysokoprocentowymi eksponatami można więc znaleźć "Czystom Kurwicę Goralskom", "Przekurwicę", "Pieprzoną Kurwicę", "Czarną Kurwicę", "Prastarą Kurwicę", "Rżniętą Kurwicę" i tak dalej22. Cóż, właścicielom tych galerii najwyraźniej przeszczepiono mózg.
*
Pamiętliwy i mściwy - to kolejne nasze przywary wymieniane na jednym wdechu z chciwością i chamstwem. "Góral tutejszy wydaje się być usposobieniem dobrodusznego, przyjacielskiego, o tyle jest on przytem chytry, przebiegły, mściwy. Nawet przebaczywszy dawno wyrządzoną sobie zniewagę, stara się przy danej sposobności nie zapomnieć jej i pomścić" - pisał w 1827 roku Franz Klein, dawny zarządca hut w Kościelisku23. Cóż, to prawda. Nie powiem, że święta, bo w tych okolicznościach nie wypada, ale cysto na pewno.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI
21 Stanisław Węglarz, s. 86.
22 Maciej Pinkwart, Mit Zakopanego i mity zakopiańskie. Od kuracji żętycowych do Sylwestra Marzeń, Wydawnictwo Wagant, Nowy Targ 2022, s. 355.
23 Stanisław Węglarz, s. 48.