Rozdział 1. Góralki
Wojciech Kossak po raz pierwszy przyjechał do Zakopanego w 1880 roku. We wspomnieniach o tej miejscowości, malowniczo położonej u stóp Giewontu i przyciągającej w drugiej połowie XIX wieku coraz większą liczbę turystów, pisze następująco:
Gorące polskie serca garnęły się do tego cudnego zakątka, nietkniętego żadną z tych epidemii, przez które przechodziły inne polskie kraje. Nie było tu nigdy ani Moskali ani Prusaków, a austriackie rządy także kończyły się w Nowym Targu. Osławione mandatariusze i kreishauptmany nie mieli ochoty zapuszczać się w te niebezpieczne komysze. Język Reja i Kochanowskiego przechował się też tutaj nieskażony, jak typ i strój ludu tatrzańskiego1.
W przywołanym fragmencie malarz zwraca szczególną uwagę na wolność - od polityki, wpływów zaborców, ich rządów, kultury i języka. Według Kossaka dzięki góralszczyźnie na Podhalu zachowała się polskość. Wydaje się, że to pojęcie wolności w kontekście politycznym, a także społecznym, wpłynęło w dużej mierze na mentalność społeczności autochtonicznej zamieszkałej pod Tatrami - jej zwyczaje czy sposób postrzegania rzeczywistości - co nie pozostało bez wpływu również na kobiecy aspekt góralszczyzny.
Początki osadnictwa w Kotlinie Nowotarskiej, prowadzonego przez cystersów, badacze datują na XIII i XIV wiek. Obejmowało ono jednak przede wszystkim tereny wokół Nowego Targu, miało bowiem charakter rolniczy. Tereny bliższe Zakopanemu stanowiły przestrzeń pograniczną, a ze względu na napięte stosunki z Węgrami ówczesne władze królewskie nie dążyły do ich zasiedlania2. W XIV wieku Podhale powróciło do skarbu królewskiego i utworzono z niego dzierżawę szaflarsko-nowotarską, oddawaną przez polskich władców pod zastaw możnym rodom3. W XVI wieku, by przyspieszyć akcję kolonizacyjną terenów, których przynależność do Polski była zagrożona, nadano starostom nowotarskim przywilej tworzenia nowych osad - zasiedlali je między innymi (od końca XV wieku) pasterze wołoscy.
W 1770 roku Austria zajęła starostwo nowotarskie, a trzy lata później zostało ono włączone do dóbr kameralnych cesarskich. W 1811 roku Nowotarszczyznę podzielono jednak na cztery części i sprzedano prywatnym właścicielom4. W 1824 roku sekcje zakopiańska i białczańska trafiły w ręce Emanuela Homolacsa, który był właścicielem kuźnickiej huty. Zwierzchnictwo węgierskiej rodziny Homolacsów trwało do 1869 roku, kiedy dobra zakopiańskie sprzedano Ludwikowi Eichbornowi - Zakopane było już wtedy samodzielną gminą5. Wreszcie w 1889 dobra zakopiańskie wraz z dużą częścią Tatr nabył hrabia Władysław Zamoyski.
Terminy określające mieszkańców terenów górskich są obecne w języku polskim od kilkuset lat. W gwarach śląskich i żywieckich słowo góral notuje się już w XVII wieku, do polszczyzny ogólnej wchodzi ono jednak nieco później, a w gwarach Podtatrza pojawia się dopiero w pierwszej połowie XIX wieku pod postacią egzoetnonimu6. W pierwszej monografii etnograficznej na temat Podhala, autorstwa Ludwika Kamińskiego vel Kamieńskiego, słowa góral i góralka - choć zapisane dużą literą, a tym samym konceptualizujące górala jako mieszkańca Podhala - występują równolegle.
Słowniki języka polskiego oraz encyklopedie od początku XIX wieku podają różne definicje terminu góralka i jemu pokrewnych. W słowniku Samuela Lindego (1807-1814) góralka oznacza "mieszkankę gór". Pojęcia gaździna nie ma, pojawia się za to gazda, zdefiniowany jako: "z Wołosk. gazdé = dom, gospodarz"7. Nie notuje się również derywatów od słowa Podhale. Słownik języka polskiego wydany przez Maurycego Orgelbranda (Wilno 1861) uwzględnia formę Podhalanin, zdefiniowaną jako "góral z pod Tatrów"8, nie ma jednak Podhalanki ani żadnego derywatu od słowa góral czy gazda. Encyklopedia Samuela Orgelbranda (1900) z kolei zawiera jedynie zbiorcze hasło Podhalanie9.
Słownik języka polskiego pod redakcją Jana Karłowicza, Adama Antoniego Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego (1900-1927), podobnie jak słownik Lindego, definiuje góralkę jako mieszkankę gór, notuje przy tym terminy związane zarówno z góralką, jak i z gazdowaniem. Termin gazdować objaśnia jako: być gazdą, gospodarować. Ilustruje go przykładem: "Chłopa zwidziała sie dziewka, ozenił sie i gazdowali tyz ta wraz, jako mogli". Słownik wprowadza jednocześnie derywaty od gazdy, czyli gazdyni, gazdynia ("Jaśku, pojmij mnie, będziesz miał ze mnie gazdynie"), a także gazdzina, gaździna, gaździnka, którym przypisuje dwa znaczenia: 1. gospodyni, żona gazdy; 2. gospodyni (w znaczeniu pochlebnym). "To je G., ona robocie kazdej w chałupie rozumie. Na niedźwiedzia to ni mas, ino kula G. (=tylko kulą poradzisz)". Pojęcia gazdy oraz gazdowania związane są z założeniem rodziny, wspólnym gospodarstwem. Sama gaździna we wskazanym przykładzie zostaje jednak ukazana w oderwaniu od mężczyzny i przedstawiona jako pracowita, stając się synonimem siły. Słownik uwzględnia również formy: Podhalan, Podhalaniec, Podhalanin, Podhalańczyk - nie podaje jednak żeńskich form tych wyrazów10.
Słownik Witolda Doroszewskiego (1964) notuje terminy podhalański, podhalski - brakuje jednak nazw mieszkańców tych terenów, czyli Podhalanina i Podhalanki. Znajdują się tu także definicje słów: góral, góralczyk, góraleczka, góralik, góralka. Góralka to "mieszkanka gór, kobieta pochodząca z gór", zaś góraleczka to "zdrobnienie od góralka". Słownik uwzględnia również gaździnę, a nawet gaździnkę, oraz przymiotnik gaździński, które występują obok gazdy, gazdowania i gazdostwa11.
W literaturze żeńska forma - Podhalanka - po raz pierwszy pojawia się prawdopodobnie w 1861 roku. Zostaje użyta przez Jadwigę Łuszczewską Deotymę w utworze Piosnka w Karpatach, w którym Podhalankę przedstawia się jako element krajobrazu, urasta ona wręcz do rangi emblematu tatrzańskiej rzeczywistości: "Idzie steczką Podhalanka, / Na jej licach róże dwie"12. W wierszu jest postawiona obok orła na niebie, górskiego potoku, kozicy oraz owiec, a więc symboli tatrzańskiej fauny i flory. Jednocześnie współwystępuje z mężczyznami: pasterzem, zbójnikiem, bacą, a nawet kobziarzem. Ona jest jedyną reprezentantką kobiet, Deotyma nie uwzględnia bowiem podziału na funkcje sprawowane przez góralki - nie ma u niej mowy o juhaskach czy gaździnach, jest tylko młoda, rumiana i zjednoczona z naturą Podhalanka.
Słowo góralka w literaturze pojawia się już w 1811 roku, w Pieniach Wiejskich Wincentego Reklewskiego - pieśń Górale jest zapisem rozmowy chłopca i dziewczyny odbywającej się na Podhalu13.
Góralki podhalańskie to spośród wszystkich grup związanych z przestrzenią tatrzańską społeczność pozornie jej najbliższa (w wymiarze zarówno fizycznym, jak i kulturowym), bo w niej zakorzeniona i wychowana. Wydaje się zatem, że w opisach góralek będą dominować właśnie natura i pierwotność postawione w opozycji do kultury.
Góralka podhalańska jest obecna bądź przedstawiana w literaturze i życiu kulturalnym na dwa sposoby. Pierwszym z typów, jakie można wyróżnić, jest rdzenna mieszkanka rozumiana jako bohaterka literacka lub obiekt obserwacji etnograficznej. Drugim - góralka działająca, aktywna twórczyni. O ile w drugim wypadku możemy mówić o indywidualizacji bohaterek, o tyle w pierwszym kobiety są zazwyczaj elementem szerokiej panoramy społecznej i ich obraz nie podlega konkretyzacji.
Poniższa analiza opisu góralek - bohaterek literackich oraz etnograficznych - została dokonana przez prostą opozycję wyglądu i zachowania. Opozycja ta jednak nie wyklucza się wzajemnie, ale dopełnia. Pod pojęciem wyglądu kryją się rysy twarzy, figura, a przede wszystkim strój, z kolei zachowanie to wyraz charakteru góralek, relacje, w jakie wchodzą z innymi, a nadrzędną kategorią są funkcje, jakie pełnią w społeczeństwie.
Góralki jako bohaterki literackie
Wygląd i strój góralek
Najwcześniejszym wizerunkiem górala podhalańskiego jest miedzioryt wykonany około 1680 roku przez holenderskiego rytownika Caspara Luyckena14. Przedstawia on mężczyznę, zatem można na tej podstawie wyciągnąć wnioski jedynie na temat ubioru męskiego. Pierwszym znanym wizerunkiem góralki jest dopiero chromolitografia autorstwa Rudolfa Alta z 1842 roku, na której zresztą kobietę potraktowano drugoplanowo, jako postać towarzyszącą góralowi - juhasowi z Dzianisza. Jej ubiór na chromolitografii jest skromny: ma na sobie białą koszulę, długą białą spódnicę oraz niebieski gorset15, na szyi zaś sznur korali16.
Niektórzy autorzy oceniają urodę góralek - wartościują je, nazywając ładnymi lub mniej urodziwymi - co może świadczyć o szczególnej optyce, jaką cechują się pierwsze przekazy etnograficzne. Góralki są w nich traktowane przedmiotowo, a ich rodzinna ziemia - jako miejsce w pewnym sensie egzotyczne. Seweryn Goszczyński w Dzienniku podróży do Tatrów (1832) ocenia urodę góralek wysoko, choć jednocześnie zestawia kobiety z mężczyznami. Traktuje ich nawet jako swoisty punkt odniesienia, twierdzi bowiem, że dorównują one góralom i przeważnie nie można im nic zarzucić. Szczególną uwagę zwraca na szlachetność rysów góralek: "są one zazwyczaj ściągłe, drobne, proporcjonalne, ożywione okiem ciemnym, pełnym, pomiernej wielkości, ociemnione brwiami, kształtnie i wyraźnie zakreślonymi, włosem bujnym, najczęściej ciemnym"17, a także bladość twarzy, która wywołuje wrażenie tajemniczości18. Również budowę ich ciała poeta uznaje za proporcjonalną i smukłą19. Jako świadectwo pozytywnego postrzegania góralek przez Podhalan Goszczyński przytacza ludową piosenkę, wyraźnie ukazującą wyjątkowość mieszkanek regionu postawionych w opozycji do kobiet z nizin:
Podhalańskie dzieweczki
Hej! jako sarneczki;
A z dołów wargule,
Tylko skrobać grule20.
Fraza ta ilustruje przekonanie - żywe szczególnie w okresie późniejszym, wyrażane wielokrotnie choćby przez Stanisława Witkiewicza - o cywilizacyjnej, a wręcz rasowej wyższości górali nad resztą społeczeństwa21. Jeszcze w okresie międzywojennym, w 1935 roku, Rafał Malczewski kontynuuje mit góralskiej wyjątkowości, pisząc, że: "urabiała ziemia podhalańska człowieka, który na niej osiadał. W atmosferze ciężkiej walki z przyrodą [...], w poczuciu szerokiej wolności wyrastał lud honorny, świadom swych praw, butny i bitny. W następstwie wieków powstaje typ o wybitnie swoistych cechach i zwyczajach"22.
Inne źródła etnograficzne podają, że kobiety Podhala nie są szczególnie urodziwe. Ludwik Zejszner na przykład twierdzi, że:
Podhalanie w ogólności mocno i pięknie są zbudowani; o ile jednakże mężczyźni dorodni, o tyle kobiety są niepozorne, pospolicie wysokie, budowy kościstej, bez żadnego wdzięku; wyjątkowo tylko w niektórych wioskach znajdują się doskonałe piękności, mogące zaświetnieć między najpiękniejszemi kobietami23.
Maria Steczkowska ujmuje sprawę nieco łagodniej. Ocenia wprawdzie, że kobiety mają tylko niektóre spośród licznych męskich zalet, a i mniej są od górali urodziwe, ale przyznaje, że "zdarzają się [...] pomiędzy nimi prawdziwe i doskonałe piękności"24.
Walery Eljasz-Radzikowski również uważa, że mężczyźni mają piękne rysy twarzy i imponującą posturę, kobiety zaś są od górali mniej atrakcyjne. Zaznacza jednak, że zdarzają się także góralki o urodzie delikatnej, ze zgrabnymi rękami i z małymi nogami, takie, że gdyby ubrać je w modne stroje, "uchodzić by mogły za piękność pierwszego rzędu"25.
Dużo późniejsze, międzywojenne opracowanie etnograficzne Rafała Malczewskiego Tatry i Podhale przynosi informację, że kobiety są "częściej krępe i niskie, tak samo rządzą chłopami, jak w całej Polsce. Rodzą się jednak śliczne góralki, o skończenie klasycznym typie"26.
Wygląd góralek jest zatem oceniany - mimo dużej życzliwości pierwszych podtatrzańskich turystów - przez pryzmat męskiego stereotypu górala, a na tym tle wypadają one raczej niezbyt korzystnie. Uwagi na temat rysów twarzy, postury czy nawet wielkości poszczególnych części ciała są dość ogólne, zwłaszcza w kontekście rozbudowanych opisów góralskiego stroju czy właściwości charakteru. Zwłaszcza strój jest przedstawiany bardzo dokładnie, pieczołowicie, a nawet rozwlekle - zarówno jego męska, jak i damska wersja.
Strój określonych grup - społecznych (związanych z klasami społecznymi, na przykład strój sarmacki) czy etnicznych - pełni ważne funkcje. Jak twierdzą badacze, może być znakiem przynależności do grupy, może również służyć autoidentyfikacji, a nawet być "zwierciadłem kultury"27. Tak z pewnością dzieje się w wypadku góralek, których ubiór od pewnego momentu zaczyna dopełniać rodzący się mit góralki, a wreszcie staje się narzędziem promocji regionu.
Elżbieta Piskorz-Branekova w opracowaniu Polskie stroje ludowe zauważa, że w odróżnieniu od stosunkowo niezmiennego w ciągu lat góralskiego stroju męskiego, "strój kobiecy [...] łatwo ulegał modom i poddawał się wpływom z zewnątrz"28. Autorzy opracowania Strój podhalański również podkreślają, że strój kobiecy przeszedł "interesującą drogę ewolucji"29 i w różnych okresach przybierał rozmaite formy. Początkowo prosty i skromny ubiór, w drugiej połowie XIX wieku został zmodyfikowany, głównie z inspiracji kobiet "przyjezdnych". Ich miejskie ubiory zainteresowały góralki, które postanowiły wprowadzić pewne elementy stroju turystek do swojej garderoby.
Autorka Polskich strojów ludowych analizuje ubiór przełomu XIX i XX wieku, a zatem okresu, w którym góralki przywiązują do niego większą wagę, mają również większe możliwości finansowe. Piskorz-Branekova przywołuje między innymi chustki noszone na głowie przez mężatki, płócienne bądź batystowe koszule, jedwabne lub aksamitne gorsety, początkowo czerwone albo bordowe, później wielokolorowe i bogato zdobione, zakładane zamiennie z futrzanymi serdakami (odzieniem codziennym), perkalowe, wełniane oraz tybetowe spódnice, wełniane chusty, zwane kazimierkami, pełniące funkcję okrycia wierzchniego, wreszcie najpopularniejsze góralskie obuwie, czyli kierpce, a na specjalne okazje - sznurowane półbuty na obcasie. Najważniejszą ozdobą każdej góralki, przekazywaną często z pokolenia na pokolenie, były korale, których liczba świadczyła o zamożności właścicielki30.
W zbiorowej monografii dotyczącej przemian stroju podhalańskiego szczegółowo opisano konotacje kulturowe, a także ewolucję poszczególnych elementów garderoby: nakryć głowy, koszul i gorsetów, pojawiających się pod koniec XIX wieku (pod wpływem turystek z miasta) katanek, spódnic i zapasek, chust, serdaków, bielizny oraz obuwia. Autorzy Stroju podhalańskiego, podobnie jak Piskorz-Branekova, twierdzą, że "najpiękniejszą i najbardziej pożądaną przez góralki biżuterią były od niepamiętnych czasów naturalne czerwone korale, których posiadanie przekładało się na świadczącą o niezwykłej zaradności i pracowitości pozytywną opinię społeczną"31. Korale - ich masa, liczba sznurów, sposób wykonania (w XX wieku zaczynają pojawiać się lżejsze, tańsze, ale i mniej dostojne korale z plastiku32) - świadczyły o zamożności danej góralki i jej pozycji społecznej.
Pierwsi etnografowie opisują świąteczną wersję dziewiętnastowiecznego stroju góralskiego. Różni się ona od codziennej, zwłaszcza w wypadku kobiet33. Szczególnie w początkowym okresie rozwoju Zakopanego i całego regionu, przed pojawieniem się wpływów miejskich - co wzmogło potrzebę poczucia przynależności i wyróżnienia się34 - ubiór codzienny nie był bardzo ozdobny, a to właśnie te odświętne i bogato zdobione stroje przyciągnęły uwagę autorów prac poświęconych kulturze i ludowi Podhala.
Ludwik Kamiński vel Kamieński35 w prekursorskim szkicu etnograficznym na temat Podhalan O mieszkańcach gór tatrzańskich zwraca uwagę na wymyślność i bogactwo ubioru góralek, podczas gdy strój męski, jego zdaniem, charakteryzuje się skromnością i prostotą36. Prowadzi to do konstatacji, że góralki
dbają więcej o powierzchowność, o złudzenie oczu. Filuterność w oczach, w twarzy, w ruchu ciała zalotność, chęć podobania się, przymizgiem, mową wolną trafną podbijają dla siebie serca Górali, do czego im krasa twarzy, kibić wysmukła, cienka i giętka, ujęcie w postać tak regularne, symetrię w budowie całej zachowującą jak najdoskonalszą37.
Przedstawiony przez Kamińskiego vel Kamieńskiego opis wyglądu wskazuje, że według niego priorytetem góralek było dążenie do nawiązania damsko-męskich relacji. Świadczą o tym uwagi o filuterności i zalotności.
Góralki, jak podaje Kamiński vel Kamieński, noszą cienkie perkalowe koszule z niskim kołnierzem i jedwabną zawłoczką pod szyją, których szerokie rękawy są związane wstążką przy dłoni. Na koszulę zakładają gorsety, będące - zależnie od majętności właścicielek - albo jedwabne, wyszywane na żółto w kwiaty, albo perkalowe, również haftowane w drobne kwiatki, ale utrzymane w odcieniach niebieskiego. Gorsety są ściągane z przodu lub zapinane na ozdobne guziki38.
Spódnice góralek sięgają nieco ponad kostki, są fałdowane, osadzone nisko na biodrach. Przeważa kolor jasnoniebieski. Są gładkie, bez haftów, ale na nich zawiązuje się fartuszek. Materiał i wykończenie spódnic oraz fartuszków, podobnie jak gorsetów, mogą być różne, co jest zależne od sytuacji materialnej góralki. Najbogatsze kobiety noszą spódnice i fartuszki jedwabne, mniej zamożne - cienkie muślinowe z wyszywanymi włóczką kwiatkami, najuboższe zaś - płócienne, tak zwane ciasnochy39.
Świąteczny strój dopełnia futro ze skórek owczych lub zajęczych, obszyte suknem (niebieskim bądź zielonym, a u najbogatszych góralek - pąsowym), oraz długi muślinowy szal. Odświętne buty są żółte, na korkach, i mają wygięte czubki40.
Mężatki - pisze dalej Kamiński vel Kamieński - zawiązują na głowie białą chustkę, pod którą ukrywają warkocz, niekiedy wplatają we włosy kolorowe wstążki. Panny zaś chętnie pokazują włosy, a wstążki w warkoczu stanowią nie tylko ozdobę, ale także dowód, że góralka cieszy się powodzeniem wśród mężczyzn41 - jest to więc swoisty znak rozpoznawczy i miernik atrakcyjności.
Według Kamińskiego vel Kamieńskiego największą ozdobą góralek są oczywiście korale, kupowane, jak podaje autor, w Krakowie, kosztem wielu wyrzeczeń - dla kobiet ważniejsza jest potrzeba posiadania tej biżuterii niż choćby konieczność jedzenia. Korale są swoistym znakiem rozpoznawczym góralek, ale i cennym przedmiotem o pamiątkowej wartości: "Dorosłe dziewczęta ogólnie wszystkie mają korale na szyi, czy to spadkiem po matce, zasługą nabyte"42.
W charakterystyce góralek dokonanej przez Kamińskiego vel Kamieńskiego uwidoczniają się podziały, przede wszystkim, jak się wydaje, majątkowe - strój może świadczyć o społecznej pozycji jego właścicielki - ale także wynikające z wieku, dojrzałości i sytuacji rodzinnej góralki. Młode dziewczęta przywiązują do wyglądu większą wagę, liczą bowiem, że zewnętrzna atrakcyjność przyciągnie do nich mężczyzn.
O stroju odświętnym - weselnym - wspomina krótko Ludwik Zieliński, autor jednej z pierwszych relacji tatrzańskich. Odnotowuje on, że panna młoda ma na głowie "zasłonę z białego przezrocza, głowę po czoło zawiniętą w bieliznę, i dwa warkocze ubrane kwiatami"43, a towarzyszące jej dziewczynki zostały przyodziane w "białe rantuchy z frendzlami, spódniczkę z perkalu, gorset czerwony lub niebieski i trzewiki żółte na korkach"44. Informacji tych nie wzbogacają jednak refleksje autora, którego przepełnia, jak określa to Jacek Kolbuszewski, "nonszalancja mieszczucha"45. Zdaje się ona obejmować nie tylko tatrzański pejzaż, w istocie potraktowany przez Zielińskiego z lekceważeniem, lecz również aspekt społeczny, czyli góralszczyznę.
Łucja Rautenstrauchowa, autorka wspomnień Miasta, góry, doliny (1844), z większą starannością opisuje wychodzące z kościoła góralki z Białego Dunajca, które wywarły na niej duże wrażenie swoim odświętnym strojem, a także urodą, odmienną od tego, co jest jej znane z nizin:
Krótkie czerwone spódniczki, szerokim najczęściej muślinowym, osłonione fartuchem, żółte lub pąsowe wysokie po kostki buciki, kwiaty, wstążki, lub chustki na głowie, cały ten strój niedzielny, podnosił ich śliczną urodę. Kibić wysmukła, włosy i oczy czarne, wzrok głęboki, dumujący, lub bystry i żwawy, płeć śniada, rysy ściągłe i regularne, zupełnie je od naszych wiejskich piękności różnią46.
Zarówno żółte buty, jak i muślinowy fartuch oraz ozdobione głowy odpowiadają obrazowi góralki przedstawionemu przez Kamińskiego vel Kamieńskiego, choć autorka nie kreśli portretu szczegółowego, a jej opis jest daleki od etnograficznego obiektywizmu.
Łucja Rautenstrauchowa nie poprzestaje jednak na zachwycie, zaznacza bowiem, że w tłumie piękności znalazły się również kobiety (choć, jak się zdaje, ma na myśli także mężczyzn) szkaradne, które nazywa Karłakami, dodając nazwę francuską: les Cretins. Chodzi tu o chorych na wrodzony zespół niedoboru jodu, co dawniej było częstym schorzeniem wśród ludności zamieszkującej tereny górskie. Według pisarki Karłaki to osoby chore, wynaturzone w sposób właściwy dla górskich miejscowości usytuowanych w dolinach. Nazywa je "potworkami": "małe, brzydkie, odrażające; spośród tych malarczych wzorów, wzory wszelkich kalectw. Ogromna głowa na tępym skoślawionym kadłubie, gardło wydęte, rysy grube opuchłe, wzrok mdły z wyrazem głupoty, obłąkania"47.
Powyższa uwaga autorki Miast, gór i dolin jest o tyle ciekawa, że dwaj inni autorzy prac etnograficznych zaprzeczają, jakoby pod Tatrami można było napotkać chore osoby. Stanisław Staszic stwierdza, że "po pilnym wybadywaniu, nigdzie w górach pierworodnych Karpackich, nie wydarzają się karły. Prędzej wyradzają się olbrzymiej postawy chłopy"48. Dziwi go to nawet, bo zapytuje: "[...] czemu w naszych równinach wydaje natura czasem i karły, i olbrzymy? W górach pierworodnych, karłów nigdy nie płodzi?"49. Również Walery Eljasz-Radzikowski, autor Ilustrowanego przewodnika do Tatr, Pienin i Szczawnic (1870), twierdzi (pisząc wprawdzie wyłącznie o okolicy Zakopanego), że zamieszkujący Podhale są zdrowi, nie dosięgła ich żadna epidemia, ich budowa jest potężna, a kalek wśród nich prawie nie ma50. Rafał Malczewski w dużo późniejszym dziele Tatry i Podhale także podaje, że "stosunkowo nader mało trafia się wolowatych "sietniaków", przedstawicieli choroby, tak nagminnie panującej w Karpatach"51.
W literaturze pięknej z kolei "sietniaków" wspomina Feliks Gwiżdż - według Andrzeja Jazowskiego jeden z czołowych organizatorów podhalańskiego ruchu regionalnego52 - który jednak nie opisuje terenu całego Podhala, a tylko ziemię nowotarską. W opowiadaniu Inkluz pojawiają się "wolowaci", którzy bohaterom utworu kojarzą się z jedną miejscowością - Pyzówką:
[...] czy to na jarmarkach, czy na odpustach, gdzie tylko pojawi się człowiek z wolem, zaraz lić hałaśliwa zerka i miele ozorem, że to niby ten już na pewno z Pyzówki. W rzeczy zaś zdarza się w Pyzówce ten i ów wolowaty, ale przecie nie wszyscy. To też Pyzowianie, co honorniejsi, nawet wolowaci, chętnie wskazują Rabę, Sieniawę, Ratułów i inne wsi, jako na gniazda i siedliska wolów i sietniactwa53.
Wracając do problematyki stroju góralek: inaczej niż Kamiński vel Kamieński prezentuje go Seweryn Goszczyński - według autora Ody jest on skromny i prosty. Porównuje go ze strojami miejskimi, stwierdzając, że te drugie ozdobione są często niepotrzebnymi dodatkami. Autor przyznaje, że charakteryzuje strój świąteczny, choć zaznacza, że nie różni się on znacznie od codziennego.
Góralki według Goszczyńskiego noszą więc perkalowe koszule, wycięte z przodu i na plecach, z szerokimi obszytymi rękawami związanymi czerwoną wstążką. Na koszule zakładają gorsety zapinane na haftki - najczęściej zielone, również obszyte, mocno wycięte, aby podkreślić piersi. Spódnice góralek są obszerne, fałdowane, na nich są zawiązane muślinowe fartuszki, buty zaś żółte, na wysokich podkowach. Wszystkie kobiety splatają włosy w warkocz. Mężatki od kobiet niezamężnych odróżnia jedynie mniejsza liczba ozdób i chustka na głowie54.
Ludwik Zejszner w połowie XIX wieku zwraca uwagę na samowystarczalność Podhalan, którzy sami tworzą swoje stroje - wyjątkiem są jedynie kapelusze. Powtarza za Kamińskim vel Kamieńskim oraz Goszczyńskim informacje o splecionych włosach, niekiedy owiniętych białą chustką, a także o ciemnoniebieskich spódnicach i żółtych safianowych butach jako obuwiu świątecznym55.
Teodor Tripplin, lekarz i autor Wycieczek po stokach galicyjskich i węgierskich Tatrów (1856), porównuje podhalańskie góralki z góralkami tyrolskimi, powołując się na słowa Wincentego Pola, że Podhalanie w rzeczywistości pochodzą z Alp. Twierdzi, że - podobnie jak Tyrolki - Podhalanki są czarnookie i smukłe. Dodaje też żartobliwie, że na szczęście noszą dłuższe spódnice, nie grają na harfie i nie śpiewają w piwnych ogródkach po niemiecku56. Autor Wycieczek... charakteryzuje mieszkających w Szaflarach górali jako obojętnych, ponurych, nieufnych, a przede wszystkim niechętnych do pracy i leniwych, z kolei tamtejsze góralki stawia w opozycji do nich:
Ale dziopy, to jest dziewki zawsze jeszcze ładne i serdeczne. Chodzą w żółtych butach i wyszywanych gorsetach, z wyzywającą źrenicą i z figlarnym uśmiechem spoglądają na pana. Bóg wam zapłać moje dobre dziopy, wy nieraz przerwałyście podróżnikowi okropność widoku zakłóconych z swym sumieniem ludzi57.
Stanisław Witkiewicz opisem zawartym w Na przełęczy (1891) nadaje strojowi góralskiemu funkcje symbolu góralszczyzny - nakładając go, można próbować identyfikować się ze społecznością autochtoniczną. Autor zauważa jednak, że choć "bardzo wiele pań przebiera się po chłopsku"58, to "tylko niewielu jest z tym do twarzy"59.
Inaczej zostaje to ocenione przez Aspiro (pod tym pseudonimem kryje się Cecylia Niewiadomska) w powieści W dolinie łez (1900). Wynika z niej bowiem, że góralskie ubranie - lub choćby ludowe inspiracje w zakresie stroju - noszone przez turystki odmładza je. Tak dzieje się w wypadku jednej z bohaterek: "Panowie dziś w ogóle zwracają na nią uwagę: coś nowego uderza w tej niby przeciętnej postaci. Wydaje się i młodszą i zupełnie inną. Może sprawia to krótka suknia i serdaczek po góralsku na ramię zarzucony, ale nikt by jej nie dał więcej nad lat dwadzieścia. Taka świeża, wysmukła, prosta"60.
Tymczasem strój opisywany przez Witkiewicza to czerwona halka, biała bufiasta koszula, czerwona chustka na głowie oraz korale. Jest to zatem ubiór podobny do opisywanego w pierwszych przekazach etnograficznych, ale zmodyfikowany, uproszczony, sprowadzony do kilku najważniejszych, rozpoznawalnych elementów, o wyrazistych kolorach i kroju. Witkiewicz sugeruje także, że pasuje on tylko młodym i ładnym pannom, ponieważ "osoby w pewnym wieku powinny starannie unikać tych wstążek i koralików "najkraśniejszych...""61.
Z kolei góralkę ze Spiszu opisuje Witkiewicz jako młodą, zgrabną, pełną wdzięku, a także bliską naturze. Nosi ona krótką spódnicę, koszulę z szerokimi rękawami, czarny gorset, na głowie czerwoną chustkę, a nogi ma bose i ubłocone62.
Autorzy utworów literackich inspirują się źródłami etnograficznymi, czerpiąc z nich informacje dotyczące szczegółów podhalańskiego stroju, jednocześnie jednak tworzą własny, na poły wyobrażony konstrukt góralki, której wygląd jest o tyle ważny, że stanowi o cechach jej charakteru, a także roli, jaką w danym utworze odgrywa. Zazwyczaj góralki w literaturze przedstawiane są jako piękne lub przynajmniej charakterystyczne - w ten sposób wyróżniają się swoją fizycznością. Zdarzają się jednak odstępstwa od tej reguły, szczególnie dotyczy to bohaterek negatywnych lub starszych.
Istotny jest również sposób opisu góralskiego stroju, choć bowiem niewątpliwie wypływa on z ustaleń pierwszych etnografów, turystów i autorów wspomnień odwiedzających Tatry w czasie, gdy były one wciąż egzotyczne i nieznane, a ich mieszkańcy stanowili fascynujące novum, to jednak detale czy fachowe słownictwo związane z poszczególnymi elementami góralskiego ubioru nie pojawiają się w literaturze o Tatrach. Autorzy utworów beletrystycznych strój traktują raczej hasłowo. Przez wspomnienie o ubiorze góralskim czy juhaskim odsyłają czytelnika do pewnego desygnatu, wyobrażenia, które ma złożyć się na ogólny obraz literackiej kreacji góralki.
Ważne jest również to, na ile rozbudowane były związki danego autora z ziemią podhalańską, a co za tym idzie - jej kulturą i społeczeństwem. Twórczość powstała na skutek dłuższego pobytu w Tatrach będzie przedstawiała ubiór bohaterów bądź inne realia góralskiej społeczności daleko pełniej niż utwory, których celem jest jedynie wpisanie się w "modę na Tatry" - te bowiem zazwyczaj ukazują góralszczyznę stereotypowo.
We wspomnianych Góralach Reklewskiego, wierszu z początku XIX wieku, góral tam się pojawiający zwraca się do góralki słowami: "Ułowiłem te kwiczoły, [...] / Za nie w Krakowie zarobię / Na piękny gorsecik tobie"63. Przywołanie gorsetu jako cennego prezentu jest dowodem na to, że jako ważny element góralskiego stroju funkcjonował on w świadomości nawet tych autorów, których związki z Tatrami nie są jasno udokumentowane64.
Z kolei Jontek w słynnej arii z Halki Włodzimierza Wolskiego (1858) przypomina ukochanej góralce, że jej "z odpustu najpiękniejszych dawał / koralików sznur". Biżuteria dopełniająca garderobę góralek urasta tutaj do rangi dowodu prawdziwej miłości.
Jest ona niewątpliwie obiektem pożądania góralek, o czym świadczy reakcja Franki - bohaterki opowiadania Michała Bałuckiego Obrazy i obrazki z tatrzańskiej wycieczki (1885) - góralki, której główny bohater proponuje kilka sznurów korali: "[...] roziskrzyły się jej oczy, z niedowierzaniem spojrzała na mnie, chciała mi z oczów wyczytać, czy rzeczywiście mam chęć jej dać. A gdym jej podał, skoczyła jak kot z siedzenia, porwała i wróciwszy na swoje miejsce, poczęła się cieszyć i bawić koralami"65.
Co ciekawe, według autora niemieckiego przewodnika po Zakopanem z 1875 roku, Carla Alberta Schernera66, góralki przyjmujące turystów wręcz oczekiwały od nich prezentów, konkretnie "kolorowych wstążek lub czegoś w tym rodzaju"67. Ozdoby mogły zatem być nie tylko wyrazem miłości czy sympatii, ale także należnym i spodziewanym podarunkiem od przybyszów spoza Podhala.
Bywało jednak, że prezenty tego typu pełniły funkcję zapłaty. Zdaje się to sugerować podmiot liryczny Tańca zbójnickiego, utworu Jana Kasprowicza należącego do cyklu poetyckiego Z Tatr (1907). Warto przytoczyć tu fragment, w którym rzeczony podmiot zwraca się do góralskiej dziewczyny:
A ty, frajereczko, / Nie żoruj tak wiele! / Powrócim do domu, / Sprawim ci wesele. / Przy srebrnym miesiączku, / Przy złotej zorzycy / Pohulają z tobą / Junacy, zbójnicy. / Pohulają z tobą / Orłowie, sokoli, / Oddasz im wianeczek, / Główka cię zaboli. / Przy szumnym Porońcu, / Dunajowej fali, / Oddasz im warkoczyk / Serce się rozżali, / W malinowym gaju, / Hań! w limbowym lesie / Wietrzyk żałość twoją / Rozwieje, rozniesie! / Niech serceć nie płacze, / Niech nie boli głowa: / Dla ciebie w Koszycach / Żyd korale chowa; / Miszkołackie kupcy / Mają aksamity / I jedwab mięciutki, / Kożuszkiem podbity, / Zlecim do Budzina, / Spadniem do Orawy / Po białe talarki, / Po dukacik krwawy! / Sądeckiego piwa / I krakowskie wódki / Przyniesiem na żałość, / Na te twoje smutki. / Nie bywaj tak luta, / Nie bywaj tak rzewna: / Kolebkę urobim / Z zamorskiego drewna, / A na krańce świata / Powędrują nóżki, / By ci trusie piórka / Przynieść na poduszki - / Hej!68
Góralka, która jest adresatką tej wypowiedzi, zostaje wpisana w wyraźnie erotyczny kontekst. Erotyka ta jednak nie wynika z jej własnej woli - co jest charakterystycznym rysem literackich portretów góralek, o czym będzie jeszcze mowa - ale zostaje na niej wymuszona. Ma bowiem zostać przekupiona obiektem pożądania góralek, czyli koralami, które już czekają na nią w Koszycach. Są one jednym z argumentów mężczyzny, który się do niej w utworze zwraca - mają przemawiać za tym, by dziewczyna mu się oddała. Korale zresztą figurują tu obok aksamitów, jedwabiów i pieniędzy, co sugeruje, że podmiot liryczny przypisuje góralce cechy materialistki skupionej na finansowym aspekcie damsko-męskiej relacji.
Michał Bałucki w Obrazach i obrazkach z tatrzańskiej wycieczki wprowadza z kolei nowy typ bohaterki z góralskim rodowodem, jak sam pisze, "dewotki", której ubiór różni się od tradycyjnego pod względem stylu noszenia biżuterii - klasyczny sznur korali został tu dopełniony przez różnego typu dewocjonalia:
Spojrzałem na dziewczynę, która stała za tatusiem z oczami skromnie w dół spuszczonymi; przy sznurku dużych korali, które miała pod szyją, wisiały szkaplerze, medaliki, krzyżyki; koło niedużych i jak na góralkę dość białych, delikatnych rączek, miała okręconą koronkę69.
Pisarz zresztą również inne elementy ubioru góralek opisuje z dokumentacyjnym zacięciem, co sprawia, że jego utwory mają wartość quasi-reporterską. Autor Obrazów i obrazków... w Tatry zaczął jeździć już w 1856 roku. Wielokrotne pobyty zaowocowały licznymi publikacjami, które zarówno upowszechniały Podhale, jak i przybliżały czytelnikom specyfikę regionu. Jego twórczość tatrzańsko-podhalańską wyróżnia fakt, że skupiona została na rdzennych mieszkańcach tych ziem70. Wiele uwagi poświęca im przez opisywanie ich zachowań i relacji z innymi, a także fizyczności: urody oraz stroju.
W cytowanych Obrazach i obrazkach... mowa o napotkanej pod Tatrami góralce, że ma ona na sobie serdak podbity barankami. Dalej zaś następuje szczegółowe wyjaśnienie, czym serdak jest i jaka może być etymologia jego nazwy:
Jest to krótki kożuszek bez rękawów, z węgierska wyszywany; coś podobnego do modnych dawnych turkusików. Nie umiano mi wytłumaczyć, skąd ta nazwa, wolno więc domyślać się. Ja bym mniemał, że pochodzi od serduszka, które osłania, lubo jeden z moich towarzyszy utrzymywał, że od podobieństwa do serca, które także ogrzewa; czemu bym ja się sprzeciwiał, znając tyle serc zimnych71.
Etymologia zaproponowana przez Bałuckiego zdaje się zresztą właściwa, Aleksander Brückner bowiem również wywodzi to słowo od serca72.
Dokładnie opisany przez autora Obrazów i obrazków... zostaje także strój innej góralki, Tereski, który znacznie odbiega od tradycyjnie pojmowanego ubioru góralskiego, gdyż:
[...] wielkie elegantki i zamożniejsze gospodynie szczególniej kołodziejki, wójtowe, ubierają się z krakowska. Zamiast kerpców lub żółtych bucików, na wąskich, wysokich korkach, kładą trzewiki czarne, które jednak nie zakrywając kostki, wcale się do zgrabności nogi nie przyczyniają; - głowę upinają w białą, suto haftowaną chustkę, związaną podług krakowskiej mody, podczas gdy inne góralki używają chustek kolorowych, najczęściej czerwonych i żółtych, i wiążą je pod szyją w ten sam sposób, jak u nas pokojówki, podczas zamiatania pokojów. Przy krakowskim ubraniu, zwykle i gorset bywa pokaźny, z adamaszku lub manszestru, a przykrywają go nie rańtuchem, ale jedwabną lub lekką wełnianą chustką73.
Na tę mnogość kolorowych spódnic, włożyła jeszcze jedną, białą przejrzystą, muślinkową; na to przypasała fartuch z tej samej materii, tak szeroki, że prawie tworzył znowu jedną spódnicę; koszulę białą perkalową, z dużym haftowanym kołnierzem, która zakrywała spodnią, dłuższą i mniej delikatną, ścisnęła czarnym manszestrowym gorsetem, szyję obciążyła kilkoma sznurkami grubych korali, na ramiona narzuciła chustę, pół-jedwabną, w papuzie malowaną kolory - na palce mosiężne pierścionki, naśladujące szmaragdy i rubiny; koło jednej ręki owinęła koronkę, w drugą wzięła dużą książkę do nabożeństwa i tak ustrojona stanęła przede mną74.
Powyższe fragmenty korespondują z przekazami etnografów: góralki w okresie rozwoju turystyki pod Tatrami zaczynają inspirować się ubiorem pań z miasta, niektóre ich stroje adaptując na własne potrzeby. Z czasem stają się one tradycyjnym elementem ubioru góralskiego, niejako wrastając w nową przestrzeń. Krystyna Hermanowicz-Nowak pisze:
Druga połowa i koniec XIX wieku to okres, gdy mała wieś Zakopane zmieniła się w znaną Stację Klimatyczną, do której zaczęli coraz liczniej przyjeżdżać kuracjusze. Wzmożone kontakty z mieszkańcami miast, otarcie się o różnego rodzaju nowości nie pozostało bez wpływu na kulturę miejscowej ludności [...]. Góralki zaczęły w strojach naśladować modnisie i wzorując się na nich włożyły katanki - rodzaj żakietów spacerowych lansowanych w żurnalach już w latach 70. XIX wieku. Poczęły się też stroić w kostiumy - żakiety i spódnice szyte z jednolitego materiału, wzorowane na modzie lat 80. ubiegłego stulecia. Przyjeżdżające kuracjuszki obdarowywały gaździny przywożonymi z Krakowa chustkami tureckimi, które wyparły w krótkim czasie rańtuchy75.
Nie tylko strój inspirował góralki, było tak również z akcesoriami mającymi praktyczne zastosowanie. Agnieszka Lisak wspomina o fascynacji Podhalanek parasolkami, które chętnie przyjmowały w prezencie od turystów, ale także kradły gościom: "Gdy zobaczyły u gościa parasole, zrozumiały ich praktyczność, ale ich nie kupowały, bo były im za drogie, więc je kradły"76.
Michał Bałucki za sprawą postaci Tereski ukazuje moment, w którym proces swoistego przenikania się kultur miejskiej i góralskiej dopiero się rozpoczyna. Przy tym autor zaznacza, że przemiany stroju inspirowane miejską modą dotyczą wyłącznie góralskiej "arystokracji". Podobnie jak u Goszczyńskiego, także tutaj mody "wiejska" i "miejska" zostają ze sobą zderzone, a zdecydowanie lepiej jest oceniana ta pierwsza. Strój Tereski wydaje się zbyt strojny, obfity, ale przede wszystkim razi w nim to, że jej wizerunek kłóci się z tradycyjnym, kulturowo utrwalonym obrazem góralki w kierpcach na nogach i kolorowej chustce na głowie.
Z kolei w opowiadaniu Zaklęte pieniądze (1875) Bałucki ukazuje funkcje, jakie strój góralski pełni dla kobiet, które go noszą. Bohaterka utworu, Tereska, wybiera się wraz z mężem do Krakowa, by mogła "nadziwować się kościołom"77. Na tę okazję ubiera się świątecznie: w żółte buty oraz rańtuch, uważa bowiem, że w innym stroju do miasta jechać nie wypada. Jednak gdy tylko je opuszcza i udaje się w drogę powrotną do Zakopanego, "złote buty, rańtuch, czysta zapaska i książka do nabożeństwa poszły do kosza, i została w zwykłym stroju, składającym się z niebieskiej spódnicy i takiegoż fartucha, zarzuconego na ramiona w kształcie płaszczyka. Żółta chusteczka w kwiaty, zawiązana pod brodę, zakrywała głowę i twarz od słońca"78. Podobnie zresztą czyni jej mąż, czyli pozbywa się świątecznego ubioru "dla wygody" - co pokazuje, że odświętny strój ma dla górali znaczenie przede wszystkim symboliczne i świadczy o wpisaniu się w pewien kod kulturowy. Ciekawe, że w przytoczonym fragmencie jako element ubioru funkcjonuje również książeczka do nabożeństwa - góralka pozbywa się jej tak samo jak zapaski i butów - traci więc swoją pierwotną funkcję sakralną i staje się jedynie rekwizytem.
Jedyna góralka obecna w noweli Bałuckiego zatytułowanej Ojcowska wola (1885), Hanka, jest przedstawiana jako bardzo piękna - ale tylko w młodości. Nosi wówczas krótki kożuszek bez rękawów, ciemnoniebieską spódnicę, na głowie zaś ma żółtą chustkę w kropki. Włosy splata w warkocz i przewiązuje czerwoną wstążką79. Uosabia więc powszechne wyobrażenie góralki, a jej strój również koresponduje z tym, co zostało opisane w dziełach etnograficznych. Akcja utworu rozgrywa się jednak w dłuższym horyzoncie czasowym. Główny bohater, Paweł, wraca w rodzinne strony po wielu latach i zastaje Hankę bardzo zmienioną. Opis ten jest wyjątkowo sugestywny, a także zaskakująco szczery, i odchodzi od typowej w tym okresie narracji przedstawiającej góralki jako urodziwe, silne oraz młode:
Czas i praca nie oszczędziły jej wdzięków; górskie dziewczyny nie umieją się konserwować. Póki piękna to piękna, jak mak polny w zbożu; ale przyjdzie słota, palące słonko, choroba, ciężka praca, do tego jeszcze jakieś zmartwienie głębokie, i już po piękności; zostanie tylko gadka między ludźmi, że to była kiedyś piękna dziewczyna. Górskie kobiety nie potrzebują kryć się z metrykami, lata wyraziście wypisują się na ich twarzach i prędzej przyczynią niż ujmą80.
Negatywne oddziaływanie czasu na urodę góralek przedstawia Bałucki również we wspomnianych Obrazach i obrazkach z tatrzańskiej wycieczki. Narrator widzi Tereskę po kilkuletniej rozłące. Pisze, że wcześniej "była to śliczna blondynka, białej cery i ładnych ząbków, któremi chwaliła się przed ludźmi w uśmiechu"81. Przyczyny jej przemiany są podobne jak w wypadku Hanki: "górska, ostra woda, palące słońce i praca"82.
Michał Bałucki także w innym utworze, Dwie siostry, pokazuje negatywną zmianę w fizjonomii góralki. Hanka, wcześniej piękna, po długim czasie rozrywkowego życia traci swoją urodę: "[...] ciągłe zabawy, śmiechy, pustota i hulaszcze życie, zostawiły smutne ślady na twarzy dziewczyny, cera pociemniała, zbrzydła, a na szklącem się czole i w śmiałych spojrzeniach, było coś, co kazało brzydzić się nią"83. Znamienne jednak, że obie Hanki Bałuckiego są różne: jedna jest postacią pozytywną, druga - negatywną. Obie szpetnieją z innych przyczyn, autor jednak w żaden sposób tego nie wartościuje.
Tytułowa bohaterka noweli Bałuckiego Latawica, również o imieniu Hanka, nie jest typową góralską pięknością. Objawia się to jednak nie przez jej aparycję, ale przede wszystkim przez skromny ubiór: nosi podartą koszulę, połataną niebieską spódnicę, na głowie zaś żółtą chustkę, spod której wystaje czarny warkocz i luźne kosmyki włosów, nogi ma bose84. Tak Hankę opisuje narrator, a zarazem uczestnik wydarzeń, który w Zakopanem wypoczywa. Kobieta jest uosobieniem pierwotności i naturalności, zresztą nie tylko w zakresie wyglądu, lecz również zachowania i swoich motywacji, koncentrujących się wokół miłości, a zatem bazujących na instynktach. W tym wypadku do głosu dochodzą wpływy nowych kierunków literackich zyskujących popularność w drugiej połowie XIX wieku: realizmu i naturalizmu. Kreacja Hanki zdaje się warunkowana wpływem tych konwencji.
Jeszcze dalej niż Bałucki w bezpośredniości opisu przemiany góralskiej kobiety idzie Stanisław Witkiewicz. Tytułowa bohaterka jego opowiadania Zośka Galicka (1908) przeczuwa, co spotka jej wychowankę i jak będzie przebiegać jej przejście w dorosłość. Uważa za nieuniknione, że z pięknej młodej dziewczyny Margośka stanie się przeciętną dorosłą góralką:
Wiedziała ona, że z tej przecudnej Margośki musi się zrobić baba, zagnana w niewolę ciężkiego trudu, chorób, rodzenia dzieci, baba, z duszą wiecznie potarganą tryjontem i niepokojem życia - taka baba, jakich pełno było dookoła, a w których niemiłosierne życie tak prędko zabijało młodość, jasność, piękność, dobywając na twarze znamiona starości i złych uczuć, rodzących się w mrokach zgnębionej, sponiewieranej duszy85.
Fragment ten szczególnie wyraźnie pokazuje opozycję między młodością a starością (dorosłością). O ile młoda góralka może być wyjątkowa, zindywidualizowana, o tyle dorosła tę indywidualność traci. Wchodząc w role żony, matki i gospodyni, staje się częścią zunifikowanej grupy.
Sama Zośka Galicka nie odznacza się jednak ani nadzwyczajną urodą, ani szczególną brzydotą:
Stała przed nim wysoka, smukła, wątła, z głową pokornie schyloną. Jej wąskie plecy i biodra, jej pierś chudą otulały strzępy biednego przyodziewku. Chude, drobne ręce, nogi cienkie w kostce i małe, bose stopy zdawały się nie stworzone do tego trudu, który dźwiga dziewka w góralskim gazdostwie. Sobek patrzał też na nią z pewnym niedowierzaniem86.
Zaprezentowany opis nie jest jednak zupełnie neutralny, ponieważ współgra z charakterem góralki, jej postawą i rolą, jaką Zośka odgrywa w społeczeństwie: wątłość, chuda sylwetka czy bose stopy świadczą o biedzie i poddańczości, dziewczyna jest bowiem służącą swoich gospodarzy. Jednocześnie, mimo braku predyspozycji fizycznych, wykonuje ciężką pracę w gazdostwie, przerastającą jej siły i kondycję.
Kazimierz Gliński w poemacie Wspomnienie Tatrów. Z marzeń o szarej godzinie (1891), w którym przedstawia swoje doświadczenia z pobytu pod Tatrami, opisuje między innymi "Janową noc"87, czyli sobótkę. Pojawiają się w tym opisie także kobiety, prawdopodobnie młode góralki:
Kraśne dziewcząt koła / Wiły się pląsem, niby rój skrzydlaty, / Bielicznym wiankiem otoczywszy skronie, / A każdej lice takim blaskiem płonie, / Że, patrząc, rzekłbyś, iż to tańczą kwiaty. / Hej! górskich dolin to kwiaty!... A mnóstwo / Było tam wstążek i ziela u włosów, / A gwar, a klekot, że na pewno z niebiosów / Spojrzało na świat miłościwe bóstwo88.
Opis ten jest sztampowy, góralki bowiem - których ontologia89 może sugerować bliskość natury - zostają przyrównane do kwiatów, w dodatku rosnących w górskich dolinach. Zestawia się je zatem nie tylko z przyrodą, ale także z konkretnym miejscem - takim, do którego przynależą. Charakterystyczne są również przystrojone włosy, zapewne specjalnie na tę okazję.
Swoistym ideałem, postacią niemal bez skazy, jest młoda góralka, którą wyobraża sobie Tuśka, główna bohaterka Sezonowej miłości Gabrieli Zapolskiej (1904). Kobieta, obserwując swojego późniejszego kochanka, aktora Porzyckiego, jadącego rowerem w stronę miasta, zastanawia się, czy nie odwiedza on jakiejś miejscowej dziewczyny. Ta miejscowa, według Tuśki pozbawiona wad, najpiękniejsza kobieta w okolicy, jest jednocześnie syntezą góralszczyzny, ekwiwalentem zbiorowości, jednostką pozbawioną indywidualizmu. Świadczy o tym opis - w tym wypadku wyimaginowanego fantomu góralskiej dziewczyny:
Widmo jakiejś chałupy góralskiej, a na progu siedząca dziewczyna smagła, silna, z krótkim stanem, długimi nogami - odziana w spódnicę jaskrawą, w serdak wyszywany silnie różową skórą... To właśnie owa "najładniejsza", bo oczy ma czarne, zęby białe, włosy aż się lśnią, a cała jest jak młody smrek, co pachnie żywicą i halnemu wichrowi urąga, "bo je młody, bo je krzepki, bo je silny, bo je giętki" i wicher nad nim przeleci jak orzeł nad wirchem i nic mu nie zrobi, ino gałązeczki co nieco poruszy...90
W opisie autorstwa Zapolskiej charakterystyczna jest nieskazitelna fizjonomia góralki: wyeksponowane czarne oczy i białe zęby. Zewnętrzność jest dopełniona ludowym pochodzeniem, manifestowanym za pomocą stroju i emblematów góralszczyzny (spódnica i wyszywany serdak, a także elementy natury: świerki, wiatr halny i las). Wygląd dziewczyny jest powiązany z jej (a zarazem wszystkich góralek) dominującą cechą charakteru, czyli siłą, podkreślającą pierwotność i bliskość przyrody.
Tymczasem gaździna Wikta Obidowska, jedna z najbardziej charakterystycznych postaci występujących na kartach Sezonowej miłości, gospodyni głównych bohaterek - Tuśki i jej córki Pity - jest zupełnie inna od tej pięknej, nierealnej młodej góralki:
Od pieca senny i zdziwiony wzrok Pity pada na tę góralkę z rozchamraną na piersiach koszulą, w serdaku o wywróconym włosie, z chustką żółtą, spraną deszczem na kosmykach włosów czarnych jak hebany. A dla kontrastu z tą czernią i gęstwą włosów młodych i zdrowych - twarz dzika, na wpół zwiędła, bez wieku, podobna do zbłoconego jesiennego liścia wbitego w ziemię bezlitośnie, a potem wichurą wydartego z błota i rzuconego o mroźnym wieczorze w przestrzeń bezdrożną. Ta kobieta nie ma oznaczonych lat. Starcze bruzdy twarz ryją, oczy iskrzą się temperamentem młodości. Pod serdakiem pierś zwiędła, a nogi jak młodej kozicy, co po reglach skacze91.
Opis fizyczności Obidowskiej również jest ściśle powiązany z przestrzenią, do której ta bohaterka przynależy. Chustka jest, jak to określono, sprana deszczem, często przecież w górach występującym, twarz przypomina obrazy wzięte z natury (ubłocony liść, gwałtowna wichura), nogi zaś są zwinne niczym nogi kozicy, czyli jednego z symboli Tatr. Jednocześnie jednak, mimo braku "oznaczonych lat", jest to opis zdecydowanie odmienny od opisu góralek będących dopiero u progu dorosłości, kojarzonych z beztroską i pełnią życia.
Wprowadzone do Sezonowej miłości portrety góralek nie wyróżniają się szczególnie na tle innych bohaterek literatury o Tatrach, co oczywiście wynika z powierzchownego zainteresowania Zapolskiej tymi górami. Nie miała ona bowiem, jak się wydaje, potrzeby rzetelnego oddania realiów góralszczyzny, jej narracje służą raczej przedstawieniu, w pierwszym wypadku - stanu ducha głównej bohaterki, w drugim zaś - starości czy może raczej dojrzałości.
Nie zawsze wprawdzie dorosłość musi wiązać się z przemianami estetyki wyglądu z pięknej w brzydką góralkę. Bohaterowie powieści Z włóczęgi wakacyjnej Zofii Lepeckiej (1928) obserwują starego górala i jego żonę - jak można domniemywać, kobietę dojrzałą, która jest "zdrową góralką, z opaloną, roześmianą twarzą"92.
Uroda niemłodej góralki, w osobie Reginy Czerwcówny, zostaje podkreślona także przez Marię Czeską-Mączyńską w powieści Dymy (1927). Kobieta jest "wysoka [...], rosła, piękna jeszcze, pomimo że ku jesieni życia szła; miała na sobie ta góralka dostojność dziwną, co bezwiednie szacunek nakazuje"93.
Jeszcze wyraźniej uroda pięćdziesięcioletniej gaździny zostaje ukazana we fragmencie powieści Jadwigi Rzepeckiej Pierścień młodości (1928). Góralka opisana w utworze ma szare oczy, regularne rysy twarzy, zgrabną figurę, a porusza się lekko i zręcznie. Szczególnie wyróżniają się jej ciemne, długie aż do kolan włosy, które sprawiają, że "mogłaby dziś jeszcze podobać się niejednemu"94. Ten opis uzupełnia realistyczne przedstawienie "sieci zmarszczek cieńszych, aniżeli włókna pajęcze"95.
Główną bohaterką noweli Czy tęsknią?... Gabrieli Zapolskiej, opublikowanej w ramach cyklu Gdzie gencjany kwitną na łamach "Tygodnika Zakopiańskiego" (1903), jest Zośka Gąsienica, służąca pracująca w krakowskim domu. Narracja prowadzona jest z perspektywy jej pracodawczyni, która opisuje Gąsienicę w czasach, gdy mieszkała ona w Zakopanem.
[Zośka była] zgrabna dziewka i oczy miała czarne, a włosy ciemnawe, choć rzadkie nikiej ten mysi ogonek z tyłu głowy wiszący. Jak się ubrała w nowy serdak, wdziała czerwoną spódnicę - żółtą zapaskę i pomarańczową chustkę na głowę, to ją z daleka było widać - czy to pod smrekami, czy to koło kościoła gdzie się o ranku niedzielnym zabieli od guniek i zaczerwieni od czerwonych spódnic96.
Młoda Zośka została wyposażona w podobne cechy jak idealna góralka z Sezonowej miłości. Zapolska nie stosuje tu wprawdzie wyrafinowanych epitetów i nie porównuje atrybutów jej urody z elementami natury, które pełnią funkcję emblematów góralszczyzny, a jednak ukazuje ją w specyficznej przestrzeni i typowej dla tego regionu kolorystyce: ubrana w jaskrawy strój, zostaje ukazana na tle smreków czy na tle tłumu spieszącego do kościoła.
Może to oznaczać, że - przynajmniej dla Zapolskiej - o tożsamości góralki świadczy nie tylko jej ubiór (który jest narzędziem identyfikacji oraz autoidentyfikacji), ale także powiązanie z konkretną przestrzenią, poza którą bohaterka zatraca swoją ludową, górską indywidualność.
Władysława Panek w opowiadaniu Pan Bóg ozsondzi ze zbioru Kaj ten smrek siwy (1907) wprowadza postać Marysi, żony Maćka Bukowiona, podkreślając jej urodę:
Pieknom beła Marysia; czerwone jeji wargi rozchylone, widno jeszce od boskawań nie obeskły, ćmawe oczy lotały po izbie niespokojnie; choć nie siłowała na wesołość, ale ji to dziwnie nie szło97.
I choć w perspektywie fabularnej bohaterka nie jest istotna, to jej opis, mimo że lakoniczny, wskazuje jednoznacznie na jej atrakcyjność. Z kolei mało atrakcyjna bohaterka pojawia się w innym opowiadaniu Władysławy Panek - Płanetnica. Już nieżyjąca Weronka jest przez jej męża wspominana jako "nie piekna, cicha, jakomsi niemrawa, z temi ćmawemi włosami kole głowy oblepionemi, z wielgiemi oczami, wżdy kiej pochodnie rozpolonemi, co wbijała w niego, kiej ino go spozorowała"98.
W większości utworów Władysławy Panek wygląd bohaterek zdaje się nie odgrywać szczególnej roli. Są one daleko bardziej podmiotowo potraktowane niż w wielu utworach męskiego autorstwa - są w istocie bohaterkami, a nie obiektami opisów bądź refleksji męskich postaci czy narratorów. To one organizują akcję utworów - albo ją prowadząc, albo będąc katalizatorem wydarzeń. Ich fizyczność jest zatem drugorzędna. Wyjątek stanowią liczne opisy oczu, które odpowiadają przeżywanym przez bohaterów uczuciom. Zwraca na to uwagę Maciej Mączyński: "Stany emocjonalne bohaterów Władysławy Panek odbijają się w ich oczach. [...] Panek zdaje się przekonywać czytelnika, iż oczy jej bohaterów mówią niejednokrotnie więcej o nich samych niż ich mowa. Tak więc mamy w tekście ogromną ilość różnych określeń oczu i związanych z nimi emocji"99. Jacek Kolbuszewski wskazuje na wyraźne inspiracje autorki cyklem Na Skalnym Podhalu Kazimierza Tetmajera, jednocześnie ocenia bohaterki utworów składających się na Kaj ten smrek siwy... jako bardziej autentyczne i o pogłębionym wobec postaci Tetmajerowskich portrecie psychologicznym100.
Do poszczególnych bohaterek, pełniących w ramach społeczności góralskiej różne funkcje, jeszcze powrócimy, tu wspominając jedynie, że postacie wykreowane przez Panek łączy raczej niespotykana w literaturze tego okresu - zwłaszcza twórczości autorstwa mężczyzn - mobilność: opuszczają one swoje domy i gospodarstwa, udając się często w nieznane, powodowane zazwyczaj uczuciami. Warto także nadmienić, że Panek była jedyną kobietą na początku XX wieku, która pisała w gwarze góralskiej101.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer we wzmiankowanym cyklu nowelistycznym Na Skalnym Podhalu (1903-1910102) również nie poświęca wiele uwagi wyglądowi wprowadzanych przez siebie bohaterek. Przeważnie jednak narrator zaznacza, że są one ładne103, a za sprawą porównań z przyrodą ("wyrośnięta jak kwiat"104, "błękitnych, dużych oczu i różanych ust, jak kwiat"105) w dychotomii natura - kultura sytuuje je po stronie natury.
Wyłamują się z tego wzorca bohaterki noweli Orlice: Róża, Ulka i Wikta, potomkinie rodu Capkuli, z którego pochodziła matka sióstr. Przedstawicielki tego rodu były silne, pracowite i ładne, ale także potężne, co oczywiście rzutowało na ich charakter: "Baby jak wrota. Kiedy ci którego Capka dziewka stanęła we drzwiach, nie próbuj przejść: choćbyś głowę pod ramię schylił, koło biodra się nie przeciśniesz"106.
Na fizyczność góralek nierzadko wpływa również ich niski status materialny, który ujawniać się może w stroju czy budowie ciała. W początkowych partiach Orlic to bieda właśnie odróżnia siostry od ich antenatek: "Chude były, nędzne, nie odziane, smutne. Choć ładne. Róża miała włosy czarne i oczy czarne jak iskry; Ulka i Wikta włosy jasne i oczy siwe, także jak iskry. Kości miały smukłe, bujne, ale ciała na nich nie było, nie miało z czego rosnąć. Nie łakomił się na nie nikt"107.
W pierwszej części Legendy Tatr, zatytułowanej Maryna z Hrubego (1910), Tetmajer wprowadza jednak dość dokładny opis wyglądu bohaterki. Tytułowa Maryna
stała, z chustką żółtą na ramiona opadłą, w białej, wyszywanej czerwono na ramionach koszuli, w niskim do pół piersi, z błękitnej materii w srebrne naszywane kwiaty, gorsecie, rozchylonym na przodzie i zasznurowanym amarantową tasiemką, w ciemnogranatowej w niebiesko-biały deseń tłoczonej spódnicy. Włosy we dwa warkocze splecione po plecach aż poniżej tyłu spływały, stopy obute miała w białe onycki i w żółte kierpce, wełnianą czarną taśmą po płótnie kręto przypięte. [...] miała [...] cudną, jasną twarz nad białą szyją i wyniosłymi półkulami piersi, a biodra kryły niewypowiedziane ponęty. Spod gęstych, ciemnoblond brwi, nisko zbiegłych, ogromne szafirowe oczy patrzały śmiało i bystro108.
Bohaterka zostaje opisana tak szczegółowo prawdopodobnie dlatego, że jest widziana z perspektywy wojewodzica Sieniawskiego, przejeżdżającego przez Podhale i dziwiącego się "przepysznej górskiej piękności"109 dziewczyny. Fascynacja góralką ma zatem charakter egzogeniczny, a dokładne zrelacjonowanie poszczególnych elementów jej ubioru nadaje tekstowi - podobnie jak u Bałuckiego - ton reporterski. Jednocześnie strój dziewczyny jest przedstawiony dość wiernie, choć jest to raczej wersja świąteczna, ma ona bowiem na sobie wyszywaną koszulę, ozdobny gorset i takąż spódnicę. Fakt, że Sieniawski zastaje Marynę przy pracy, z kosą, może budzić wątpliwości co do poziomu realizmu, z jakim został przedstawiony jej strój, wzmaga jednak idealizację bohaterki.
Na fakt odrealnienia obrazu góralki przez Tetmajera zwraca zresztą uwagę właśnie przy okazji Legendy Tatr Jacek Kolbuszewski, pisząc, że "świadomość bohaterki jest już [...] literacką konstrukcją naddaną nad rzeczywistą świadomością człowieka z ludu"110. Taki zabieg, wypływający zatem raczej z autorskiej intencji, a nie percepcji bohatera - Sieniawskiego, poddawałby w wątpliwość nie tylko autentyczność góralskiej bohaterki Maryny z Hrubego, ale także jej podmiotowość, samodzielność, a przede wszystkim - realność.
Druga część dzieła Tetmajera, zatytułowana Janosik Nędza Litmanowski (1911), przynosi z kolei opis ślubnego stroju, który przechowuje na pamiątkę matka tytułowego bohatera. Składają się nań cienka koszula z szeroką kryzą haftowana w gałązki świerku i górskie lilie, szafirowy gorset haftowany w złote róże, biały, również haftowany rańtuch na ramiona, a także czerwone buty111.
Ubiór góralek ma określone znaczenie kulturowe, związane z przemianami, jakim ulegają. Bohaterka noweli Rosicka tłumaczy swojemu rozmówcy, że włożenie specjalnej koszulki, własnoręcznie uszytej i wypranej jest znakiem dojrzewania, przysługuje bowiem pannom piętnastoletnim, a zatem znajdującym się w przełomowym momencie: "A ta, wiés, ta kosulka, co ma takom korunecke koło syje, to na święt, na zielne... Takom kosulecke to jino ta ma przywilijom oblec, co je jest panna. [...] Kie piernaście lat dziéwcęciu minie, wte jej takom kosulke dajom syć i wyprać. Przódziej nié"112. Strój urasta tutaj do rangi elementu inicjacyjnego, używanego jako substytut obrzędu przejścia - przemiany z dziecka w kobietę.
Bohaterowie Robinsona tatrzańskiego, utworu dla młodzieży autorstwa Stanisława Gębarskiego (1910), Józek i Pietras, widzą młodą dziewczynę, która jest "w zwykłym stroju juhaski, wysmukła, hoża, z cicha śpiewając jakąś piosenkę"113. Ten opis zostaje powtórzony, gdy dziewczynę obserwuje inny bohater, Władek: "[...] przed nim siedziała w zwykłym stroju juhaski wysmukła, hoża dzieweczka"114. To, że cechy góralki zostają ponownie zaprezentowane, wskazuje, że właśnie strój właściwy środowisku, którego jest częścią, oraz smukłość i hożość są w niej najważniejsze.
W jednej ze scen dziewczyna zostaje przedstawiona w sposób wyidealizowany, przyrównuje się ją do opiekuńczego anioła, a zatem przenosi do sfery sacrum, co legitymizuje wcześniejszy sposób jej opisu, obfitujący w waloryzujące epitety: "- Zjawia się jak drobny anioł i znika szybko w tych kryjówkach..."115, "- Kto to śpiewa? - To ona, ta jasnowłosa góralka, nasz anioł opiekuńczy"116.
Cała koncepcja narracyjna, która, wydawałoby się, ma służyć nobilitacji społeczności autochtonicznej, zaakcentowaniu siły góralek, ich dobroci, piękna i kondycji, zostaje zakwestionowana przez rozwiązanie akcji i wyjaśnienie zagadki pochodzenia bohaterki: okazuje się, że góralka jest w rzeczywistości porwaną dziesięć lat wcześniej przez Cyganów Anielką, córką pana na Spiżu - nie prostą chłopką zatem, ale panną wysoko urodzoną. Z jednej strony może to zatem oznaczać, że pozytywne przymioty przynależne są ludziom plasującym się wyżej w hierarchii społecznej, z drugiej jednak - że przebywanie wśród górali pomogło Anielce, sprawiło, że nabrała ona tak podkreślanej "smukłości i hożości", byłaby to zatem pochwała kultury tradycyjnej i ludności podhalańskiej. Co ważne, Anielka jest dziewczynką, nie panną na wydaniu ani gospodynią. O ile w wypadku tych ostatnich opis wyglądu często zależy od funkcji, jaką pełnią w utworze, i najczęściej zostaje skorelowany z ich charakterem i usposobieniem, o tyle aparycja góralek niedorosłych, dziewczynek, jest w literaturze zazwyczaj opisywana pozytywnie.
Tereskę, bohaterkę noweli Tadeusza Bocheńskiego O Walku Borowcu, poecie, i Teresce Wawrzykównie, juhasce (1923), przedstawia się jako "juhaskę, której smukła, ciemnowłosa uroda niejednemu już - młody mógł być albo stary - na wieczność w serce zapadła"117. Tu zatem góralka staje się obiektem pożądania szerokiego grona mężczyzn, stanowi centrum uwagi niezależnie od wieku tego, kto na nią patrzy. Podobnie jak w wypadku góralki opisanej przez Gębarskiego, w charakterystyce Tereski na pierwszy plan wysuwa się jej smukłość, a więc świeżość, zwinność, przede wszystkim zaś żywotność.
Jerzy Mieczysław Rytard w noweli Nie będzie ciszy tej nocy ze zbioru Dalekie spojrzenie (1934) wprowadza postać Hanki Rojówny:
Twarz jej nabierała [...] drapieżnego wyrazu, wielkie ciemnoniebieskie oczy napełniały się wewnętrznym drżeniem. Mały, z lekka zaokrąglony nos o rozszerzonych, uwydatniających się chrapach i pełne, czerwone usta dodawały nieokreślonego egzotyzmu jej postaci. Miękki, przeciągły chwilami głos Hanki miał w sobie lekką nutę śpiewności, co przy spokojnym, trochę męskim w pewnym znaczeniu usposobieniu tworzyło razem ciekawą całość. Piękna była Hanka Rojówna118.
Wobec stosunkowo niewielkiego rozmiaru utworu opis góralki wydaje się ważnym elementem kompozycyjnym. Hanka jest bez wątpienia piękna: świadczą o tym ciemne oczy, zgrabny nos, pełne usta o intensywnym kolorze, wreszcie ostatnie, jednoznaczne zdanie przywołanego fragmentu. Jej wygląd dopełniają inne cechy: kojący głos i delikatne usposobienie. Nie sposób jednak pominąć aspektu "męskości", na który w postawie Hanki zwraca uwagę narrator. Jej męskość zostaje przeciwstawiona śpiewności głosu, jednak cechy te nie wykluczają się wzajemnie, a tworzą spójny obraz, "ciekawą całość", jak pisze Rytard.
W innym utworze Heleny Rytard i Jerzego Mieczysława Rytarda, zatytułowanym Koleba na Hliniku (1933), bohaterka - góralka Teresia - wybiera się na wesele, co tłumaczy jej odświętny strój: "[...] w barwnej spódnicy i haftowanym gorsecie wyglądała jak pęk polnych kwiatów. [...] Małe nóżki ubrane w kerpcoski zbiegły szybko z ganeczku, wspięła się zgrabnie na stopień i już siedziała na wozie, oparta wygodnie o skórze oparcie siedzenia"119. Powieść, napisana w latach trzydziestych XX wieku, dotyczy okresu, kiedy góralski strój był już zakorzeniony w kulturze, nie tylko podhalańskiej. W tym czasie oddziaływała na niego moda miejska, między innymi aplikacje na gorsetach stały się bogate120, co zresztą zaznaczone zostaje również w powyższym opisie ubioru Teresi. Jej barwna spódnica to także innowacja z początku XX wieku, wcześniej bowiem spódnice były szyte z jednokolorowej wełny121.
W twórczości literackiej interesującego nas okresu do 1939 roku można odnaleźć kreacje góralek w różnych stadiach rozwoju - od dziecka po kobietę dojrzałą i starą. Najczęściej wygląd (czyli strój oraz aparycja) bohaterek implikuje cechy charakteru. Młode góralki są utożsamiane z czystością i niewinnością, co można oczywiście interpretować jako odpowiadające stereotypowemu obrazowi dzieciństwa, literatura o Tatrach multiplikuje to jednak przez osadzenie ich w przestrzeni natury. Tak jest choćby u Stanisława Gębarskiego, którego bohaterka zostaje wprowadzona do utworu w stroju juhaski. Co również istotne, w opisach autochtonek podkreśla się ich "pierwotność", czyli elementy wyglądu bądź stroju, które wskazują na ich proweniencje ludowe.
W początkach literatury o Tatrach, które wiążą się z zaraniem kulturowej eksploracji Podhala, góralki (podobnie zresztą jak górale) są interesującym i egzotycznym zjawiskiem. W przewodnikach, ale i w twórczości Wincentego Reklewskiego, góralskie kobiety stanowią przeważnie dopełnienie krajobrazu - są obiektem, a nie podmiotem. Brakuje ich pogłębionego portretu psychologicznego, co często prowadzi do stereotypowego, nawet idealistycznego podejścia, sprowadzającego się do hasłowego ujęcia najbardziej charakterystycznych bądź oryginalnych (czyli różniących się od społeczeństwa miejskiego) cech ich wyglądu lub stroju. Co prawda opis ten nie zawsze jest formą waloryzacji: Bałucki na przykład, choć skupia się raczej na zewnętrzności bohaterek, rozpoczynając dopiero proces psychologizacji, jednocześnie pokazuje ich przemianę z pięknych w stare i szpetne - w Ojcowskiej woli czy Dwóch siostrach. Tym zabiegiem również zdaje się wpisywać w konwencje realistyczne.
Charakter i role społeczne góralek
Autorzy pierwszych dzieł etnograficznych przedstawiają góralki jako grupę wyróżniającą się na tle innych społeczności tradycyjnych. Szeroko opisują specyfikę ludności autochtonicznej w początkowym okresie rozwoju regionu, czyli w połowie XIX wieku. Można powiedzieć, że na Podhalu panuje wtedy swoisty matriarchat, ale - jak wskażemy dalej - ogranicza się on do zamkniętej przestrzeni i podlega pewnym zastrzeżeniom.
Ludwik Kamieński pisze o podhalańskich kobietach, że gdy ich mężowie opuszczają dom w celach zarobkowych - jak zaś zaznacza Maria Misińska, takie wędrówki "stanowiły konieczność, rolnictwo i zarobki pozarolnicze nie stwarzały tu bowiem [...] podstaw nawet dla najskromniejszej egzystencji"122 - wówczas to one opiekują się gospodarstwem, przędąc len czy wełnę, ale także odznaczają się samodzielnością i zaradnością, "dzierżąc mądrą głową i prawicą całe swe mienie, wiele się przyczyniają do zwiększenia dostatków i dobrego bycia"123.
Niektóre dominują nad swoimi mężami, dopuszczając się zachowań agresywnych i okrutnych. Władysław Anczyc przytacza historię góralki, która przetrzymywała męża w komorze, biła go i głodziła. Gdy góral udał się po pomoc do sąsiadów, ci "nie chcieli mieszać się w tę sprawę i wszystko pozostało po dawnemu"124. Takie relacje pokazują matriarchalny wymiar góralskich gospodarstw, w których panują określone zasady, a osoby z zewnątrz unikają ingerowania w nie.
Autochtonki nie tworzą jednolitej grupy pod względem charakterologicznym, różnią się od siebie w zależności od utworu - jego autorstwa, obiegu literackiego, do którego przynależy, czy okresu w rozwoju Podhala, w którym powstaje. Można wyróżnić kilka najważniejszych określających je kategorii. Są to role społeczne, funkcje, jakie pełnią, a które determinują ich zachowania, cechy charakteru czy relacje z innymi. Role te zazwyczaj pokrywają się z wiekiem kobiet, a przechodzenie z jednej do drugiej odpowiada dojrzewaniu i kolejnym stopniom inicjacji. Młode góralki - dziewczynki i nastolatki - to panny, które właściwie nie wchodzą jeszcze w relacje z mężczyznami, są więc córkami, siostrami, wnuczkami. W momencie nawiązania damsko-męskiego kontaktu panny stają się kochankami, a następnie gospodyniami (gaździnami), matkami, wreszcie starzeją się i wtedy ich funkcje społeczne ulegają znacznemu ograniczeniu.
Istnieją wprawdzie takie cechy, które właściwe są większości góralek, jednak nie w każdym stadium ich rozwoju są one akcentowane. Literatura piękna szczególny charakter góralek odkrywa stopniowo, co uwarunkowane jest przemianami historycznymi, zależy bowiem od stopnia utrwalenia i upowszechnienia się obrazu Podhala w świadomości kulturowej twórców i odbiorców. Jak podaje Jacek Kolbuszewski, dopiero w prozie młodopolskiej "skomplikowany świat góralszczyzny" zostaje odkryty przez jej głównych tatrzańskich twórców - Władysława Orkana, Kazimierza Przerwę-Tetmajera oraz Stanisława Witkiewicza125. Trudno więc mówić o monolitycznym wzorcu charakterologicznym góralek, tym bardziej że - o czym będzie jeszcze mowa - ich emancypacja jako jednostek wyróżniających się na tle traktowanej jak sztafaż grupy ludności autochtonicznej jest długotrwałym procesem, co do którego można mieć wątpliwości, czy w ogóle zostaje w pełni zrealizowany.
Dziewczęta i panny
Przez góralskie panny rozumiemy młode dziewczęta stanu wolnego przed nawiązaniem relacji z chłopcem lub mężczyzną - wówczas bowiem ich funkcja społeczna ulega zmianie i góralka taka wchodzi w rolę kochanki.
Ta grupa góralek - panien i dziewcząt - jest pozornie wąska. O przynależności do niej decyduje brak miłosnych relacji, własnej rodziny (męża, dzieci) oraz gospodarstwa. Dziewczęta i panny tworzą jednak zróżnicowany i niejednoznaczny krąg bohaterek, w ramach którego można wyróżnić kilka najważniejszych aspektów, na jakie zwraca się uwagę przy ich portretowaniu. Należy tu wziąć pod uwagę kwestię równouprawnienia, właściwego dla młodego, często dziecięcego jeszcze wieku, cechy charakteru - zwykle porywczość i despotyczność, czasem przeciwnie - brak wad, co prowadzi do idealizacji bohaterki, problem przywiązania góralek do ziemi podhalańskiej, wreszcie duchowość, która, choć oczywiście nie dotyczy wyłącznie góralek młodych, to najczęściej widoczna jest właśnie wśród nich.
Dziewczęta i panny są o tyle istotną grupą, że charakter góralek, podobnie jak ich wygląd, różni się także w zależności od wieku. Dziewczęta wyróżniają się na tle innych kobiet, są bowiem traktowane bardziej egalitarnie: są na przykład pełnoprawnymi uczestniczkami aktywności juhaskiej, biorą w niej udział na równi z chłopcami. Zdarza się wprawdzie, że wzorem dorosłych gospodyń ograniczają się do siedzenia w domu, podczas gdy chłopcy w ich wieku przeżywają przygody: Hanka, wnuczka Michała Topora, bohatera opowiadania Młody juhas Marii Bogusławskiej (1909), jest przedstawiana jako uprzejma i łagodna, potrafi ładnie śpiewać, lubi słuchać historii o zbójnikach. Wpisuje się zatem w przestrzeń, z której się wywodzi, tworząc wraz z nią spójny obraz, jednocześnie jednak w zestawieniu ze swoim bratem Wojtkiem Hanka jest lekkomyślna i niedojrzała, a co za tym idzie - ma również mniejszą samodzielność. U Marii Buyno-Arctowej w opowiadaniu Duch górski (1924) to Józek, a nie Hanusia, wybiera się na poszukiwanie widma Brockenu. Trzeba jednak zaznaczyć, że zarówno Bogusławska, jak i Buyno-Arctowa to autorki utworów kierowanych do dzieci. Ich bohaterki są zatem skonstruowane na zasadzie kontrastów i wpisane w stereotypowy model, w ramach którego nieśmiałe i bierne dziewczęta przeciwstawia się odważnym i aktywnym chłopcom.
W opisach przestrzeni wysokogórskiej, kulturowo przeznaczonej dla chłopców oraz mężczyzn, nieliczne kobiety, które się tam pojawiają, reprezentują właśnie grupę góralskich dziewcząt - jeszcze wolnych i niezależnych. Ilustruje to twórczość trzech pisarzy - Władysława Orkana, Kazimierza Przerwy-Tetmajera i Stanisława Witkiewicza - których należy uznać za fundatorów literackiego kanonu przedstawień górali i obrazu góralszczyzny w okresie Młodej Polski.
Stanisław Witkiewicz pisze:
Troje małych juhasiąt, dwaj chłopcy i dziewczyna, zostało samych na hali pod Ornakiem. W nocy przyszedł wilk i zabił cielę; na rano wyganiając statek, naszli koście na perci, a pod wykrotem pół cielęcia; krowy się zestrachały i poczęły ryczeć. [...] Fedro z małym dziewczęciem pognali owce do szałasu, dwie zabite zaciągnęli a trzy ostały tam. [...] Zamknęły się te dzieci w szałasie i tuliły się koło ognia126.
W przytoczonym fragmencie utworu "juhasięta" stanowią grupę dzieci, którym powierzano podobne zadania, nie różnicując ich ze względu na płeć.
Pełne równouprawnienie w zakresie wykonywanych prac typowo góralskich występuje także w niedookreślonej topograficznie noweli Władysława Orkana Schronisko. Autor wprowadza "dwoje pasterzy"127: chłopca oraz dziewczynę, którzy są "oboje rówieśni, niedawno z pasterzy owiec na pasterzy wołów wyrośnięci"128, a zatem znajdują się w pewnym momencie przemiany czy tuż po jej dokonaniu się.
Podobnie u Tetmajera, w noweli O Walku Sietniaku pochodzącej ze zbioru Na Skalnym Podhalu, bohater bez zdziwienia przyjmuje fakt, że dziewczęta, podobnie jak chłopcy, zajmują się wypasaniem zwierząt na hali: "Była tam dziewczyna także śliczna, siostra Jędrusiowa, Agnisia. Ona pasła krowy, on gęsi. Miała ze czternaście lat"129.
Już wcześniej Lucjan Lipiński w relacji z podróży Wycieczka w Tatry 1860 r.130 wspomina o tym, że w Dolinie Kościeliskiej poza juhasami spotkał także dziewczęta (nazywa je nawet juhaskami131), które są tam, bo "tu mają i krowy"132. Można zatem na podstawie powyższej uwagi wysnuć wniosek, że młode kobiety zajmowały się wypasem krów, podczas gdy mężczyźni doglądali owiec. W relacji Lipińskiego góralskie dziewczęta przebywające w gronie juhasów miały także umilać czas turystom, po długich namowach ("zaczęły chichotać, wstydzić się, chować jedna za drugą i ani przemoc górali nie pomogła. Na szczęście mieliśmy wino ze sobą, daliśmy im napić się i po długich korowodach zaczęły wreszcie pląsać"133) zgadzając się na zaprezentowanie góralskiego tańca.
Z kolei w powieści Anny Lewickiej Jędrek góralczyk134 (1911) na hali, na którą przychodzi wędrowny dziad, znajdują się wprawdzie juhaski, ale zajmują się one pracami "gospodarskimi", kulturowo przeznaczonymi kobietom: doją owce i podają mleko gościowi.
W nieco innym charakterze przebywa na hali wśród juhasów Jewka, bohaterka Bajdy o Niemrawcu autorstwa Jana Gwalberta Henryka Pawlikowskiego (1928). Dziewczyna wychodzi w góry po odrzuceniu zalotów młodego górala - o czym będzie jeszcze mowa - jest to więc swoista manifestacja jej niezależności. Przebywając tam, nie wpisuje się jednak w tradycyjnie pojmowane żeńskie role:
Bywało też, że posłuszna owemu nieprzepartemu ciągowi zachodziła precz od hali, aże popod same granitowe ściany, w puste kotliny, kędy się poczynały kliny piargów szeroko rozsypane, kierpiec stąpnął nagle na szczelinę pośród złomisk, odwiecznym, zczerniałym śniegiem twardo nabitą. Albo wynosiło ją na daleką, zieloną przełęcz, za którą otwierał się widok na inne światy. Zeszła też percią i poza przełęcz, i stojąc długo na stromej zboczy, wsłuchiwała się w nieustający, tajemniczy szum nieznanych dolin, pokrytych mglistem morzem lasów, cyfrowanych srebrnym gadzikiem rzek135.
Jewka jest bohaterką, która nie tylko przebywa w przestrzeni wysokogórskiej, ale także na wzór męski zostaje przedstawiona jako osoba w pełni wolna i niezależna. Spędza czas sama: podczas gdy pasterze pilnują stada owiec, ona rozmyśla i błąka się po górach. Nie jest jednak jasne, do jakiego stopnia zostaje przedstawiona werystycznie - może to wynikać ze specyfiki samego dzieła, wpisującego się w krąg utworów "mitologizujących Tatry"136, a tym samym łączącego świat rzeczywisty z fantastycznym. Podczas gdy przeważnie bohaterki przebywające w wysokogórskiej przestrzeni dojrzewają tam bądź nawiązują relacje o charakterze damsko-męskim, Jewka kontempluje przestrzeń i nie wchodzi w interakcje z chłopcami. Wydaje się bohaterką dojrzalszą, a jej podmiotowość jest bardziej rozbudowana. Nie oznacza to, że jest zupełnie pozbawiona usytuowania w stereotypowym kontekście, choć bowiem zna i potrafi wykonywać juhaskie obowiązki, to jej obecność na hali jest przez górali dobrze odbierana, bo "weselsa dolina, kie na niej dziewcyna"137 - być może dlatego, że stanowi urozmaicenie monotonnej codzienności.
W powieści Heleny Rytard i Jerzego Mieczysława Rytarda Na białej grani (1936) swoiste równouprawnienie panny góralki nie przynosi wcale poczucia wolności, ale zniewolenie - wynika bowiem ze złej sytuacji materialnej, w jakiej znajduje się rodzina, co zmusza dziewczynę do przejęcia męskich ról. Hanka, córka kowala, musi ciężko pracować, by pomóc ojcu utrzymać rodzinę. Trudno jej poradzić sobie z kowalskim miechem, dlatego Józek proponuje jej pomoc, na co ona jednak odpowiada: "- Dziękuję - szepnęła - ale ja juz przywykła do tej roboty, pracuję tu codzień. Nie mam braci, a ojca nie stać na to, zeby mógł wziąć pomocnika"138. Hanka wchodzi więc w męskie role, co świadczy właśnie o pewnym góralskim równouprawnieniu, które występuje przynajmniej w młodym wieku. Odpowiadają temu również przywołane przykłady juhasek. W powieści Rytardów równouprawnienie to nie jest jednak przywilejem, ale koniecznością.
Podobnie zresztą - czego się domyślamy, gdyż nie zostaje to powiedziane wprost - niski status materialny zmusza bohaterkę powieści Wincentego Ogórka W naszej letniej stolicy (1903), góralkę Milcię Czubkówną, "piękną góraleczkę rodem z Nowego Targu"139, do pracy w charakterze pokojówki w zakładzie wodoleczniczym doktora Andrzeja Chramca. Co prawda nie jest to praca ponad jej siły, trudno więc mówić tu o wchodzeniu bohaterki w męskie role.
Jeszcze w momencie, gdy proces "odkrywania Tatr" trwał, a literackie portrety góralszczyzny stanowiły jeśli nie monolit, to przynajmniej grupę bardzo podobnych obrazów, w których trudno było o wyróżniające się jednostki, góralki pojawiające się w prozie i utworach poetyckich często były przedstawiane jako aktywne, zdecydowane, a nawet porywcze.
Właśnie porywcza jest Hanka, góralka opisana przez Michała Bałuckiego w farsie Na łonie natury, o którym to dziele pisze Jacek Kolbuszewski, że była to "pierwsza "tatrzańska" komedia w literaturze polskiej"140. Hanka, zaczepiana przez turystów z miasta, nie tylko nie jest ich obecnością skrępowana, ale na pytanie jednego z nich, Pipczyńskiego, jak się ma, odpowiada obcesowo: "Jak się mom, to się mom, a wom co do tego? Jaki mi ciekawy!"141. Na próbę pocałowania jej reaguje ucieczką i groźbami: "Idźcież, pókim dobro!"142, a także kpiną: "[...] głowa wam posiwiała, a despetów wam się zachciewa!"143. Zna swoją wartość, zaloty innego turysty, Prztykiewicza, kwituje bowiem stanowczo: "Moja gęba nie karcma, zeby kuzden do ni zaizdzoł!"144.
Komedia Bałuckiego, wystawiona po raz pierwszy w 1871 roku145, powstała w okresie, kiedy literacki wizerunek górali podhalańskich zaczynał się dopiero rysować - w pełniejszym kształcie widoczny będzie w zbiorze Na Skalnym Podhalu Tetmajera, gdzie porywczość, zdecydowanie i aktywność kobiet spod Tatr będą czymś bardzo eksploatowanym i dominującym w ich opisach. Przede wszystkim jednak Bałucki nie czyni ani z Hanki, ani z żadnego innego górala pierwszoplanowego bohatera farsy. Kobieta stanowi jedynie dopełnienie tatrzańskiego sztafażu, najważniejsze w utworze są bowiem perypetie grupy turystów z miasta. To dlatego góralka pojawia się w zaledwie kilku scenach, za każdym razem zostaje przedstawiona w interakcji z turystami i to ich czyny oraz wypowiedzi legitymizują jej obecność w utworze: sprowadza konie na polecenie jednego z nich albo odrzuca męskie awanse. Hanka została wyposażona w wynikające z gatunkowości utworu cechy komediowe, a wręcz groteskowe. Jest przerysowana, a przy tym wydaje się uosabiać potoczne wyobrażenie ludowości - jest bowiem bardzo urodziwa (Pipczyński mówi o niej: "warta grzechu"146), jednocześnie jednak samodzielna i dumna - nie czuje się do niczego zobowiązana wobec zamożnych przyjezdnych.
U Tetmajera pojawia się obraz góralki, której dominującymi i pożądanymi cechami (szczególnie jeśli mają być one kandydatkami na żonę) są zdecydowanie, bezkompromisowość i silny charakter. Takie przesłanie niesie ironiczny obrazek autora Na Skalnym Podhalu zatytułowany Babski wybór. W celu znalezienia synowi żony matka poleca ojcu przebrać się za dziada i przejść się po gospodarstwach, by sprawdzić charakter dziewcząt. Chłop relacjonuje, że wybór jest trudny, bo każda go dobrze potraktowała, dały mu jeść, wyprały koszulę. Gdy żona pyta, czemu mąż ma spuchniętą twarz, ten odpowiada:
- E to nic, ani gwary nie warce. Zasełek ku scwortej, dała mi w pysk - powiada chłop.
A baba jak nie skoczy z ławy, jak nie krzyknie:
- E głuptaku jeden! Nie gados nic? I jesce medétujes?! Jedy to tak, jakby ci sam Pon Jezus Przenajświentsy z nieba palcem pokazał!147
Kazimierz Przerwa-Tetmajer ironicznie wyolbrzymia usposobienie górali, przekształcając negatywną cechę - czyli agresję, skłonność do przemocy fizycznej - w wielką zaletę ewentualnej żony.
Autor ten akcentuje ponadto spryt, przebiegłość i zapobiegliwość góralek. W noweli Sobek Jaworcarz jaki honor miał to kobieta zastawia pułapkę na tytułowego zbójnika, który ukrywa się w jej chacie, dzięki czemu grupie ścigających go chłopów (za schwytanie przestępcy wyznaczono nagrodę) udaje się go zatrzymać: "Obyczajem zbójeckim ciupagę on przy sobie położył, ale mu ją po cichu baba spod ręki zawczasu uprzątnęła. [...] Ale chytra baba groch po cichutku po podłodze rozsypała. Zaraz poślizgnął się i padł"148.
Utożsamianie góralek z siłą czasem prowadzi do swoistej maskulinizacji kobiet, których czyny czy działania wpisują się raczej w męskie paradygmaty aktywności. Przykładami takich postaci są bohaterki noweli Orlice Tetmajera: Róża, Ulka i Wikta, czyli trzy siostry, które z powodu biedy razem z ojcem wyruszają w świat i zaczynają rabować oraz mordować w celu zdobycia pieniędzy. Tutaj ich charakter zostaje zintensyfikowany przez wkroczenie w przestrzeń, do której jako kobiety nie przynależą.
Wejście w góry sprawia, że siostry dziczeją, zmieniają się także fizycznie, a to pociąga za sobą skorelowane z tym zachowania, czyli kradzieże i rozboje: "A dziewki żyły jak w ogniu. Nauczyły się biegać po turniach jak kozy, przez las jak wilki. Wicher im wypalił twarze, krew się im płomieniła pod czarną skórą, żar je palił"149.
Najbardziej aktywna jest najstarsza Róża. Nie poprzestaje na kradzieżach i zaczyna zabijać swoje ofiary: "Kupiec Niemiec musiał być, nie odpowiedział, tylko głową kiwnął, a w tej chwili stary się obrócił i buch go w głowę sękaczem. Kupiec padł. Stary mu poprawił raz, drugi, nożem dodźgał. Tego tylko Róża wycięła raz obuchem. Ale drugiego, karczmarza, już ona pierwsza nożem po gardle na spaniu przejechała"150. Z czasem "Różę opanował szał grabieży, a nawet mordu"151. Zaczyna w związku z tym dowodzić całą grupą, zastępując w tej roli mężczyznę - ojca. Jest to o tyle ciekawe, że ojciec nie opuszcza dziewcząt - jest częścią grupy, ale po przeszkoleniu córek, poinstruowaniu ich, jak zajmować się zbójectwem, traci funkcję przywódcy i trudno jednoznacznie wskazać przyczyny takiej zamiany ról.
W odróżnieniu od Róży jej młodsza siostra Ulka wykonuje zadania tradycyjnie przypisane kobiecie: "Ona była gospodynią w kolebie, ona gotowała, chowała w skrytce grabież, żeby nie zamokła, prała, ogień robiła"152.
Zajęcie sióstr zaskakuje, a nawet oburza strzelca, który śledzi grupę - gdy bowiem orientuje się, że wśród zbójników są aż trzy kobiety, wykrzykuje: "Chłop i trzy baby. Na świętego Marcina! Cóż to może być?! Baby za zbójników nastały?!"153.
Mimo maskulinizacji części bohaterek ostatecznie nadaje się im role, które najczęściej towarzyszą literackim portretom góralek: zostają powiązane z mężczyzną. Pojmują bowiem śledzącego je strzelca, przetrzymują w niewoli, aż wszystkie się w nim zakochują. Spór o obiekt uczuć brutalnie rozstrzyga Róża, mordując go: "- To se go biercie! - szarpnęła ciało z wysiłkiem ku sobie i z całym zamachem grzmotnęła głową strzelca o kant głazu. [...] Naokół prysły krew i mózg"154.
Kreacja bohaterek Orlic jest tyleż ciekawa i charakterystyczna, co wypływa z modernistycznych tendencji literackich. Trudno jednoznacznie stwierdzić, w jakiej mierze intencje Tetmajera skupione były na oryginalnym przedstawieniu kobiet w roli zbójniczek, a w jakiej - co sugeruje na przykład Jacek Kolbuszewski - pisarz dążył do ukazania postaci w duchu swojej epoki, współbrzmiących z tendencjami naturalistycznymi, kierujących się popędem155. Również Magdalena Sadlik zauważa, że wyjątkowość tych kilku Tetmajerowskich kreacji zbójniczek wynika nie ze swoistości kultury podhalańskiej, ale z młodopolskiej estetyki, która ukazywała kobiety bądź w sposób mizoginistyczny, bądź przez bohaterki silne i władcze156.
W dużo późniejszym, bezpośrednio poprzedzającym wybuch drugiej wojny światowej utworze Tadeusza Malickiego Zły rok ze zbioru Ludzie z gór (1939) pojawia się bohaterka pod wieloma względami podobna do Tetmajerowskich Orlic - "Józka od Wikty Grubarki". Dołącza ona do grupy Tomka Gadei, z którą nie tylko uprawia zbójnicki proceder, ale także przesiaduje w karczmie w Witowie, wpisując się tym samym w raczej męski wzorzec zachowań, tym bardziej że zajmuje również dominującą pozycję w relacjach damsko-męskich. To ona bowiem wybiera sobie spośród obecnych w karczmie mężczyzn "co piękniejszego i mocniejszego"157, a nawet broni ich, gdy znajdują się w niebezpieczeństwie: "kiedy raz obstąpiono jej ostatniego kochanka, Jędrka [...], zasłoniła go swym ciałem, a Sobka Fatlę zacięła ciupagą przez kark, tak iż na całe życie władzę w ręce i nodze postradał"158. Choć zatem bohaterka zostaje zmaskulinizowana, to - podobnie jak w wypadku Orlic - jednym z najważniejszych aspektów jej życia wydają się stosunki z mężczyznami.
Zupełnie inny obraz góralki pojawia się w opowiadaniu Stanisława Witkiewicza o Zośce Galickiej. W sposobie kreślenia portretu tej góralki powraca Witkiewicz do tradycji literackiej z lat wcześniejszych, w pewnym stopniu za sprawą tytułowej bohaterki idealizując lud góralski. Protagonistka utworu wydaje się bowiem modelową góralką, postacią łączącą w sobie wyłącznie pozytywne cechy. Jest dobra, pracowita, pokorna i łagodna. Narrator podkreśla, że zjednuje ona sobie ludzi oraz zwierzęta - ten drugi aspekt wskazuje zresztą na jej bliskie związki z naturą, co rozpatrywać można, po pierwsze, w kontekście przynależności góralek do ziemi, po drugie, w perspektywie opozycji między męskością a żeńskością, w ramach której żeńskość będzie identyfikowana z naturą, gospodarstwem i statycznością:
Krowy lizały jej ręce szorstkimi ozorami i skłaniały łby, żeby Zośka potarła im koło rogów; Siwy łapał łaciastymi wargami za rękaw, za zapaskę, przykładał na żart uszu i rżał radośnie [...]; owce z bekiem tłoczyły się koło niej, wyłapując okruchy moskala z garści, a wieprzki wystawiały czerwone ryje przez otwór chlewika i kwiczały uprzejmie159.
Maria Podraza-Kwiatkowska zauważa, że Zośka sytuuje się obok społeczeństwa, czym Witkiewicz wpisywać się może w narrację anarchizującą, swoją bohaterkę bowiem, niepodlegającą klasyfikacjom, apoteozuje160. Galicka wchodzi jednak w relacje z innymi podobnymi do siebie pod wieloma względami kobietami. Te, które spotyka na swojej drodze: gaździna, u której pracuje, współwięźniarki, przybrana córka Margośka czy pomagająca jej góralka, stara Maciugowa - to bohaterki bardzo pozytywne, mimo że niewątpliwie są częścią struktury góralskiego społeczeństwa. Negatywnymi postaciami są zaś mężczyźni: gazda Syrek, który zrzuca na Zośkę winę za kradzież, jakiej sam się dopuścił, żandarm służbista, a nawet Żyd właściciel rzeźni kierujący się własnym interesem. Sytuują się oni w dość wyraźnej opozycji wobec kobiet, które zmagają się z trudnymi doświadczeniami (na przykład pobytem w więzieniu, ciężką pracą) i muszą wykazać się ogromną siłą, zarówno fizyczną, jak i psychiczną.
Za pośrednictwem opisu fizyczności tytułowej bohaterki Witkiewicz niejako pokazuje, jakimi cechami odznacza się góralka:
Zośka była góralką i to jej wątłe ciało ujęte było w splot nerwów o potężnej energii czynu, nerwów czułych, pobudliwych, czujnych, wytrzymałych i nie nużących się. Spod naciągniętej na wysokie wypukłe czoło chusty patrzały oczy podobne do pięknych, wylękłych oczu owcy, wąska twarz z suchym, garbatym nosem i ustami płaczliwie ściągniętymi była blada i pokryta siatką drobnych, delikatnych zmarszczek, które rzucały na nią cień starości, wylęgłej przedwcześnie w mrokach nędzy i nadmiernego trudu161.
W charakterystyce Zośki szczególną uwagę zwracają siła, wytrzymałość i trudne doświadczenia, które odbiły się na jej wyglądzie. Nie bez znaczenia jest też zestawienie fizycznych cech bohaterki z lokalną domową przyrodą: w tym wypadku zwierzętami gospodarskimi, bo oczy Zośki zostają przyrównane do oczu owcy. Równie ważny w opisie Zośki Galickiej wydaje się także inny fragment:
Zośka sługowała już od dawna, od małości, od czasu, kiedy jej drobne ręce zdołały udźwignąć gieletę z mlekiem, rajtok z wodą, putnię z pomyjami, miotłę, motykę albo widły. Sługowała, ale nigdy jej nikt nie wyjaśnił ani jej stanowiska na świecie, ani stosunku do ludzi, którym służyła, dla których pracowała i którzy ją żywili162.
Duże znaczenie dla górali ma bowiem etos pracy - w wypadku kobiet wiąże się przede wszystkim z gospodarstwem, choć w młodszym wieku kobiety pełnią również funkcję juhasek na halach.
Zośka cechuje się ponadto wiernością i posłuszeństwem, co stanowi element jej osobowości - tym samym wpisuje się w tradycję franciszkańską, o czym będzie mowa dalej - ale wynika także z jej pozycji społecznej i podległości wobec gospodarzy, u których mieszka i pracuje. Wykonuje polecenie gazdy, czyli kradnie dla niego pieniądze, a gdy żandarm znajduje łup w jej rzeczach, dziewczyna bierze winę na siebie i idzie do więzienia. Udowadnia tym swoją wierność rodzinie, która jest jej pracodawcą, i gotowość do poświęceń.
Równie jednoznacznie pozytywną postacią jest Marysia, która pojawia się w dwóch utworach Józefa Czaskiego: Baśni fantastycznej o Janosiku Strzelcu i Rycerzach Śpiący [sic!] w Tatrach (1919) oraz Przygodach wojennych Janosika Legionisty (1920). Głównym bohaterem obu opowiadań jest oczywiście tytułowy Janosik, a przewodnim motywem - jego przygody. Marysia jest towarzyszką dziecięcych zabaw Janosika, jedyną osobą, którą ten lubi i ceni. Gdy dziewczynka oddaje mu część swojego obiadu, on "poprzysiągł sobie, gdy będzie starszym stokrotnie jej to nagrodzi"163. Nieco bardziej dziewczynka zaznacza się w jego życiu w drugiej części jego przygód, przedstawiającej zmagania wojenne chłopca. To Marysia bowiem obdarowuje go książeczką do nabożeństwa, która ratuje mu życie: "Janosik zapytał, jakie odniósł rany i czy się szybko wyleczy, gdyż nie chciałby w łóżku gnuśnieć. Marysia pokazała mu książeczkę do nabożeństwa, która go cudem ocaliła od śmierci i Janosik widział w okładce książeczki utkwioną kulę"164. Pielęgnuje go w chorobie, jest osobą, która czuwa u jego boku, gdy Janosik po tygodniu odzyskuje przytomność. Sama zaś przyjeżdża do Krakowa w roli sanitariuszki. Nie ulega więc wątpliwości, że jest wsparciem dla męskiego bohatera, jego opiekunką, a także aniołem stróżem - o jej idealizacji świadczą zarówno jej usposobienie (tu zwłaszcza skłonność do poświęcenia i wyrzeczenia się własnego egoizmu), jak i dar w postaci książeczki do nabożeństwa (powiązanej przecież widocznie ze sferą sacrum), która Janosikowi ocaliła życie.
Góralki, nawet młode, są przywiązane do swojej rodzinnej ziemi i opuszczenie jej pociąga za sobą określone konsekwencje, zazwyczaj negatywne dla bohaterki. Pokazuje to przykład Margośki, przybranej córki Zośki Galickiej. Jej ojciec po latach wraca z zagranicy zobaczyć córkę: "Tata miał gwarę pomirwiorną, mieszał wyrazy madziarskie, włoskie, niemieckie, których nabrał, pracując przy budowie kolei, stracił też góralski, grzeczny obyczaj - był szorstki i stanowczy"165. Po jakimś czasie przyjeżdża ponownie i zabiera swoją córkę na Orawę. Dla Margośki jednak wyjazd z Podhala ma o wiele poważniejsze skutki niż dla jej ojca: "[...] na trzeci rok Margośkę pochowali na cmentarzu - tam na Orawie"166. Przyczyny śmierci Margośki nie są podane w opowiadaniu, dlatego można tylko domniemywać, że jedną z nich mogła być tęsknota za rodzinną ziemią i nieumiejętność przystosowania się do nowych życiowych okoliczności.
Podobnie negatywne skutki przynosi opuszczenie domu rodzinnego i gospodarstwa w wypadku bohaterki opowiadania Gabrieli Zapolskiej - Zośki Gąsienicy. Wyjeżdża ona do Krakowa w celach zarobkowych, kierują nią więc pobudki finansowe. Można zatem wywnioskować, że górale ulegają niszczącej sile miasta i oderwanie ich od rodzinnej ziemi budzi w nich najgorsze instynkty. Po przeprowadzce do miasta (a właściwie: ucieczce przed niechcianym małżeństwem) Zośka z pięknej i beztroskiej góralki staje się bowiem dewotką nieczułą na cudzą krzywdę, dla której priorytetem są pieniądze. Nie może wrócić na Podhale, w jej rodzinnym domu mieszkają bowiem teraz obcy ludzie, decyduje się zatem umrzeć samotnie w Krakowie, wyraźnie tutaj w stosunku do Zakopanego deprecjonowanym - bohaterka stwierdza: "[...] czułam, że sztuczny miejski dobrobyt zgnębił i przewyższył odczucie świeżości zamiłowania do tego, co "swoje""167. W mieście dziewczyna staje się "ciężka, tłusta, jakby mazią oblana w swych miejskich spódnicach"168. Tymczasem zanim opuściła swoją rodzinną przestrzeń, była postrzegana stereotypowo: "[...] w tym kłębku ciała, w tej płaskiej masce twarzy nie było już nic z rozkosznego podtatrzańskiego dziecka gór, co ma w sobie coś z sosny albo i brzozy, której warkocze wicher halny dokoła rozrzuca"169.
Według Zapolskiej zatem oderwanie od ziemi rodzinnej, gospodarstwa, przestrzeni oswojonej jest nienaturalne - przepoczwarza kobietę, sprawia, że w zasadzie przestaje ona być góralką (zmieniają się bowiem jej wygląd, zachowanie oraz motywacje), a przede wszystkim ją unieszczęśliwia.
Podobną problematykę porusza Aleksander Arct, autor opowiadania Marysia i babusia (1913). Tytułowa góralka Marysia po śmierci matki znajduje pracę jako służąca u zamożnej pani Kalinowskiej z Warszawy, która przyjeżdża do Zakopanego na kurację. Dziewczyna udziela jej pomocy, gdy kobieta mdleje w Dolinie Kościeliskiej, za co w podzięce otrzymuje zatrudnienie. Jest na tyle oddana i sumienna, że rodzina zabiera ją ze sobą do Warszawy. Początkowo Marysia zachwyca się miastem, z czasem jednak zaczyna ono negatywnie na nią oddziaływać:
Marysia z początku była wesołą i szczęśliwą, że mieszka w Warszawie i może widzieć wiele ciekawych rzeczy; lecz po pewnym czasie zmizerniała, zbladła i stawała się coraz smutniejszą. Na zapytanie pani Kalinowskiej, czy nie jest chorą, odpowiedziała przecząco, w istocie zaś chorowała z tęsknoty za swoimi górami i nieraz nocami popłakiwała, że porzuciła swą chatę.
- O, gdyby jak najprędzej zarobić trochę grosza i wrócić tam, w nasze góry!170
Marysia wreszcie decyduje się wymówić służbę u Kalinowskich i powrócić na Podhale, gdzie ma prowadzić własne gospodarstwo - co stanowi pozytywne zakończenie jej historii. Dzięki temu udaje jej się uniknąć losu Margośki czy Zośki Gąsienicy, czyli śmierci bądź drastycznej zmiany usposobienia. Nie ulega bowiem wątpliwości, że - podobnie jak w wypadku tych bohaterek - również Marysię oderwanie od ojczystej ziemi i górskiego pejzażu osłabia i sprawia, że traci zdrowie.
Nieco inną sytuację, choć również związaną z oddziaływaniem przestrzeni Podhala na góralki, przedstawia Paweł Staśko w powieści Serce na śniegu. Główna bohaterka utworu, Wichna Obrochta, mieszka z ojcem w Meksyku. Gdy ten umiera, ona - zgodnie z przyrzeczeniem mu złożonym - wraca do podhalańskiej Cichej Polany, skąd ojciec pochodził. W powieści interesująco zostaje przedstawiony proces stawania się góralką - jest to o tyle ciekawe, że Wichna nie urodziła się pod Tatrami, a status góralki przysługuje jej tylko ze względu na pochodzenie ojca oraz matki - rodowitej chochołowianki.
Wichna zyskuje cechy góralki przez samo wejście w podhalańską przestrzeń: nabiera tężyzny, chodzi w góry, a jej lekturą staje się Janosik Nędza Litmanowski Tetmajera, którego ceni za gwarową narrację i temat utworu, jakim są dawne dzieje Tatr. Przede wszystkim jednak znaczący wydaje się ubiór, dzięki czemu dziewczyna może się w góralkę przeistoczyć. Jeszcze na statku powrotnym do Polski obiecuje sobie: "I na szczyty też wyjdzie, na Wołoszyn. Koszystą i Żółtą Turnię... Kupi sobie ciupagę, kierpce, bo jakże! - przecież musi zamienić się w góralkę..."171. Tak się rzeczywiście dzieje: "[...] pantofelki i miejskie szatki zastąpiły jej kierpce, spódniczki i zakopiański serdak, w czym czuła się tak świetnie, jakby od dziecka nosiła taki ubiór"172. Strój góralski stanowi tu zatem rodzaj przebrania, które umożliwia bohaterce zyskanie nowego statusu społecznego.
Przybycie w góry sprawia, że dziewczyna zmienia się, dojrzewa, spotyka także miłość - Wichna jest więc przykładem bohaterki, która na Podhalu odnajduje swoją tożsamość. Przyjazd tam w istocie jest powrotem, mimo że odwiedza te strony po raz pierwszy w życiu.
Ciekawym problemem, który, jak się wydaje, w dużej mierze dotyczy góralskich panien, jest ich życie duchowe. Góralki w tekstach literackich nie zdradzają specjalnego zainteresowania religijnością. Brak chrześcijańskiej duchowości wśród górali podhalańskich zauważa już Stanisław Staszic, który pisze:
Nasz góral pospolicie od mieszkańców równin ma zabobonów więcej, ale nabożeństwa mało. Niewiele ma wiadomości o tajemnicach wiary chrześcijańskiej, i nawet uważałem względem tej obojętność; ale znajduje się w naszych góralach wiele wiadomości o tajemnicach jakichś jestestw niewiadomych, o rozmaitych władzach jakichś duchów, czyli jestestw ukrytych w obłokach, w chmurach, w górach, w jaskiniach; o wielorakich i nagłych przemianach tychże jestestw w różne zwierzęta, w ptaki, czasem w starców z długimi brody173.
Tymczasem Seweryn Goszczyński w Dzienniku podróży do Tatrów twierdzi, że "lud góralski jest głęboko religijny, jak ogół plemienia, do którego należy; jest on skromny, cichy w swojej pobożności, ale prosty i szczery"174. Przywołuje też świętą Kunegundę jako postać szczególnie dla górali istotną, jednak jako miejsca jej upamiętnienia wymienia Wieliczkę, Pieniny oraz Sącz - a nie Podhale.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer przypomina z kolei, że "dawni Podhalanie mało mieli z kościołem do czynienia"175, a także podaje przykład górali niewiedzących, jak zachować się w kościele, dotyczyło to między innymi słynnego Sabały. Poproszony o bycie ojcem chrzestnym Witkacego - już pod koniec XIX wieku - Krzeptowski musiał konsultować się z księdzem, jak trzymać dziecko do chrztu176. I choć Józef Stolarczyk, pierwszy proboszcz Zakopanego, wiele zrobił dla upowszechnienia religijności wśród górali177, to wydaje się, że przez długi czas należała ona do sfery obrzędowości bądź tradycji i pozbawiona była autentyczności. Góralki w tekstach literackich, szczególnie te młode, pochłaniają zgoła inne zajęcia niż praktyki religijne. Zmienia się to nieco u kobiet starych, których funkcje społeczne są powiązane z magią, a zatem przynależą do sfery sacrum.
Jeden z nielicznych przykładów obrazujących ślady życia duchowego czy religijnego góralek w rozumieniu etnograficznym pojawia się w przyśpiewce miłosnej przytoczonej przez Ludwika Zejsznera: "Co komu do tego, / Do kochania mego, / Ja się wyspowiadam / Panu Bogu z tego"178. Nie wiadomo jednak, czy jest to przejaw duchowości, czy afektowany zwyczaj, obrzęd jedynie, mający na celu zmycie z siebie winy, jaką jest ("co komu do tego") swobodne życie seksualne.
Zupełnie odmienny typ religijności reprezentują wspomniana bohaterka utworu Michała Bałuckiego (dewotka obwieszona religijnymi symbolami) oraz Zośka Gąsienica sportretowana przez Gabrielę Zapolską. Pierwsza z nich pełni funkcję dopełnienia góralskiego pejzażu, tym bardziej że autor w jej opisie skupia się na stroju, a nie zachowaniu, trudno więc powiedzieć, na czym jej dewocja polega. Bohaterka Zapolskiej jest tymczasem postacią rozbudowaną - w jej wypadku zaangażowanie religijne wynika z opuszczenia rodzinnych stron i przeprowadzki do miasta. Zmiana otoczenia ma na nią wpływ destrukcyjny, można więc rozpatrywać jej duchowość w kategoriach cech negatywnych: po pierwsze, jest raczej afektowana, po drugie - stanowi dopełnienie jej złego charakteru.
Pobożność jest także jedną z kluczowych w kontekście tradycji literackiej cech charakteryzujących Zośkę Galicką, bohaterkę opowiadania Stanisława Witkiewicza. Duchowość ta idzie w parze ze wskazanymi wcześniej zaletami góralki: wiernością, prostolinijnością czy pracowitością. Jacek Kolbuszewski sytuuje Zośkę Galicką w kręgu utworów franciszkańskich, zaznaczając przy tym, że ujęcie Witkiewicza, w odróżnieniu od Tetmajerowskiego, było "przesadnie i naiwnie idealistyczne, sprzeczne zresztą z charakterystyczną dla jego pisarstwa orientacją naturalistyczną"179. Franciszkanizm Zośki jest według badacza nieświadomy, a przy tym autentyczny, opowiadanie zaś klasyfikuje Kolbuszewski jako najlepszy "franciszkański" utwór Witkiewicza180. Wydaje się, że Zośka reprezentuje naiwną pobożność ludową, sprowadza się ona bowiem do przedmiotu - obrazka przedstawiającego Jezusa:
Kiedy przyszedł czas, Zośka podeszła ku swemu Panu Jezusowi, westchnęła tak, że zdawało się, że jej biedna pierś pęknie, przeżegnała się i poszła. - Pan Bóg okazał - Pan Jezus zratuje - myślała181.
Gdy bohaterka po długim czasie znajduje nad potokiem fragmenty podobnego świętego obrazka, składa je w całość i niesie do izby:
Nigdy w życiu na żadnej procesji nie szła ona z takim zachwytem nabożnym, nigdy bardziej nie wzruszył ją widok cudownych relikwii lub Najświętszego Sakramentu. Izbeczka napełniła się teraz jakimś ciągle odczuwanym spokojem i blaskiem, a kwiaty, które zbierały z Margośką, błyszczały i więdły dokoła potłuczonego obrazka182.
Trudno ocenić, czy źródłem emocji, jakie towarzyszą jej po odnalezieniu obrazka, jest sfera sacrum, czy raczej wspomnienie własnej młodości. Dlatego nie sposób jednoznacznie stwierdzić, na ile religijność tej bohaterki była autentyczna, a na ile stanowiła rezultat tradycyjnego wychowania.
Innym przykładem góralskiej pobożności jest scena wspólnej modlitwy matki i córki, bohaterek dramatu Andrzeja Galicy Przysięga (1909). Podobnie jak Zośka Galicka, kobiety te również odznaczają się wyłącznie pozytywnymi cechami, co zostaje podkreślone przez skontrastowanie ich z mieszkającym w tym samym domu złym i chciwym Sobkiem, ich synem i bratem. Tym razem jednak trudno mówić o pobożności ludowej, choćby ze względu na brak charakterystycznych dla tego typu pobożności dewocjonaliów (na przykład świętych obrazków). Utwór Galicy pochodzi z okresu po misyjnej działalności księdza Stolarczyka. Być może jest to czas, w którym na gruncie duchowym wśród górali dochodziło już do pewnych zmian, na co z pewnością wpływ miała także rozwijająca się na Podhalu turystyka.
Symptomatyczna jest także postawa Maryny, bohaterki Janosika Nędzy Litmanowskiego Kazimierza Przerwy-Tetmajera, która wchodzi w dyskusję z księdzem. Na jego pytanie, czy chodzi do kościoła, odpowiada, że "beła pare razy w Saflarak"183, wspomina także o misyjnej działalności, jakiej doświadczyła na Hrubem - uczono ją wówczas pacierzy184. Z jej słów można jednak wywnioskować, że nie traktuje duchowości instytucjonalnie, ma własne spojrzenie na kwestię wiary. Propozycję księdza, by z nim poszła poznać Boga, zbywa słowami: "Ka? W doliny? Cy Go hań więcel jako haw? Więcel hań świeci gwiazd, hrubse lasy stojom, więcel wód?"185, wreszcie stwierdza, że skoro Bóg stworzył wszystko, to także i ją oraz to, co w niej jest - jej sposób myślenia. W scenie tej uderzają dojrzałość i zdecydowanie Maryny. Wyróżnia się ona pod tym względem na tle innych góralskich bohaterek, których podejście do religii albo jest afektowane, albo wynika z konwencji bądź tradycji.
Jeden z nielicznych przykładów nieafektowanej religijności góralek przynosi wzmiankowana już powieść Dymy Marii Czeskiej-Mączyńskiej. Pojawia się w niej góralka, Kasia Podgórna, o której wiadomo, że zamordowała swoje dziecko i w konsekwencji miała proces karny. Powraca w rodzinne strony i trafia do kościoła, gdzie pierwszy raz okazuje skruchę w związku ze swoim czynem - kładzie się krzyżem podczas mszy. Żal ten sprawia, że pozostałe góralki przyjmują ją z powrotem do swojej społeczności: "Fala ludzka, która odtrąciła grzeszną, zwarła się nad pokutującą. Po nabożeństwie kościół zwolna pustoszał, została wreszcie wciąż jeszcze krzyżem na kamiennej posadzce Kasia Podgórna"186. Warto jednak nadmienić, że twórczość Czeskiej-Mączyńskiej obfituje w motywy religijne i jest przesycona katolickim światopoglądem. Autorka reprezentuje międzywojenny nurt literatury katolickiej, w jej dorobku znajdują się utwory o świętych, wiele z nich ukazało się na łamach "Przewodnika Katolickiego"187. Być może zatem fakt, że wpisuje swoje bohaterki w religijny paradygmat, jest raczej wynikiem literackiego programu Czeskiej-Mączyńskiej niż jej przeświadczenia o rozwiniętej duchowości góralek.
Literackich świadectw odnoszących się do duchowego życia góralek jest więc niewiele. Motywy religijne pojawiające się w twórczości o Tatrach badanego okresu są marginalne wobec innych. Ukazywanie bohaterek przez pryzmat ich konfesji zdarza się rzadko i stanowi dopełnienie charakterystyki ich osobowości.
Wydaje się, że w wypadku dziewcząt i panien sposób ich przedstawiania w mniejszym stopniu zależy od okresu powstania danego dzieła i etapu kulturowego rozwoju Tatr i Podhala, w większym zaś od funkcji, jaką ma pełnić konkretny utwór - grupy docelowej czy obiegu literackiego. Stąd teksty dziecięco-młodzieżowe w nieco bardziej stereotypowy sposób opisują młode góralki, a tacy autorzy jak Tetmajer czy Witkiewicz, nawet w pewnym stopniu Zapolska, starają się budować swoisty portret psychologiczny swoich bohaterek, choć wychodzą od innych założeń (ilustrują to bohaterki: Witkiewiczowska góralka idealna versus Tetmajerowskie góralki owładnięte pierwotnymi instynktami), a zatem dochodzą do odmiennych rozwiązań fabularnych i ocen stworzonych przez siebie postaci.
Jeśli zaś spojrzeć na literaturę diachronicznie - na to, w jaki sposób obraz dziewczyny tudzież panny zmienia się przez lata - to chyba największe zmiany można dostrzec w podejściu do duchowości: dokonuje się być może nieautentyczna, ale jednak przemiana z frywolnej, wyzwolonej i obojętnej na kwestie religijne kobiety w modlącą się góralkę. Tymczasem nie ulega przemianie stosunek kobiet do ziemi, na której wyrosły: zarówno bowiem w Halce Wolskiego (o czym będzie jeszcze szerzej mowa), jak i w twórczości z przełomu XIX i XX wieku góralki, które opuszczają Podhale, ponoszą tego skutki - tracą życie lub stają się nieszczęśliwe.
Kochanki
Jako kochanki klasyfikujemy kobiety, które wchodzą w miłosne relacje z mężczyznami. Zakładamy jednak, że stanowią one grupę odrębną od gospodyń, czyli kobiet tworzących własną rodzinę i gospodarstwo. Będzie to zatem kategoria związana nie z wiekiem (jak w wypadku dziewcząt) czy przestrzenią (jak w wypadku gaździn), ale z emocjonalnością oraz - co ważniejsze - z wejściem w interakcję z drugim człowiekiem, co z kolei poniekąd pozbawia kochanki indywidualności, nie pojawiają się one bowiem w literaturze samodzielnie, przy zachowaniu pełnej podmiotowości, lecz przez pryzmat i za sprawą drugiej osoby - mężczyzny.
W sferze uczuć i seksualności góralki są aktywne i reprezentują swoisty matriarchat. Tym, co wyróżnia góralszczyznę z XIX stulecia i pierwszych dekad XX wieku na tle społeczeństwa, również tego z obszarów wiejskich, jest obyczajowość dotycząca relacji damsko-męskich, szczególnie życia seksualnego. Przyciąga to uwagę badaczy188, którzy powołują się na przekazy etnografów i podróżników: Ludwika Kamińskiego vel Kamieńskiego, Marii Steczkowskiej czy Ludwika Zejsznera. Wszyscy oni ukazują odmienność obserwowanej przez siebie dziewiętnastowiecznej podhalańskiej kultury wobec przyjętych wówczas obyczajów. Ludwik Kamiński vel Kamieński na przykład zaznacza, że przed ślubem górale są rozwiąźli, wręcz niemoralni189. Twierdzi również, że po zawarciu związku małżeńskiego obojgiem małżonków kierują zasady wierności, a wcześniejsza nieobyczajność zanika:
Ona wierna mężowi, któremu przysięgę wierności zrobiła. Pierwej, będąc samoistną sobą sama, swą własnością, nie czuła być to przekroczeniem, kiedy się wdawała z kochankiem i dzieci na świat wydawała. Jeśli winną była, w sobie samej miała sędziego łaskawego, przebaczającego - nie już kobieta, ona mężowi oddana, kocha go, jest mu wierną, bo i Góral postępuje nie inaczej. Sromotą byłoby dla niego zajść z jaką inną w znajomość. Wspólnie się kochając, są sobie wspólnie wierni190.
Autor z jednej strony podkreśla zatem, że to kobieta z chwilą zawarcia małżeństwa traci swoją indywidualność (szczególnie symptomatyczne są słowa "pierwej, będąc samoistną sobą", sugerujące, że zostało to bezpowrotnie utracone) i przyjmuje na siebie obowiązki, które ją ograniczają - choćby w stosunku do życia, które wiodła za czasów panieńskich. Z drugiej jednak zaznacza, że góralka czyni to dobrowolnie, a podobne ograniczenia spotykają mężczyznę. Wierność w góralskim małżeństwie powinna być obopólna, nie stanowi powinności wyłącznie kobiety. Mężczyzna nie powinien zdradzać żony nie tylko z powodu zasad, ale także dlatego, że byłoby to dla niego powodem do wstydu.
Według Kamińskiego vel Kamieńskiego górale nie są o siebie zazdrośni, trzymają się określonych norm, które jednak zdają się sprowadzać do cytowanych przez autora O mieszkańcach gór tatrzańskich słów: ""co wolno dziewce, to nie wolno kobiecie", zwykli mawiać: "kobieta nie jest swoją""191.
Z kolei Seweryn Goszczyński zwraca uwagę na zalotność góralek. Stwierdza również, że
górale [...] nie wymagają od kobiet ścisłej niepokalaności. Dziewka mająca kilkoro dzieci może być pewna, że dobrze za mąż wyjdzie; dla porządnego gospodarza nie jest rzeczą obojętną mieć w dzieciach naturalnych swojej żony gotowych robotników; nadto mniemają, że podobne kobiety są prawie w ogólności dobre gospodynie192.
Nie stoi to w sprzeczności z realiami opisanymi przez Kamińskiego vel Kamieńskiego. Wręcz przeciwnie - rozróżnienie na dziewki oraz kobiety jest u Goszczyńskiego równie wyraźne.
W dalszych partiach Dziennika podróży do Tatrów autor stwierdza, że obyczaje góralek "są dosyć łatwe"193, ale przy ich ocenie trzeba posłużyć się innymi, swoistymi dla góralszczyzny kryteriami. Według niego góralki jako proste, "wiejskie kobiety"194 nie mają silnie wykształconego systemu wartości, przez co nie uważają swoich poczynań za niewłaściwe. "Może to sprawia, że nierząd nie wydaje między ludem prostym tych skutków straszliwych, jakie nas przerażają w ukształceńszej warstwie społeczeństwa. Bądź co bądź, kobiety góralskie odznaczają się wdziękiem łagodnym, który umila nazbyt może twardy i surowy ogół oblicza tego ludu"195.
Ludwik Zejszner w artykule Rzut oka na Podhalan (1844) stwierdza, że górale:
W ogóle bardzo są rozwiąźli. Starając się o rękę dziewczyny, nie mają jej tego bynajmniej za złe, że istnieją niedwuznaczne zadatki jej poprzednich miłostek, i gazda chowa często jedno lub dwoje dzieci swojej żony. Pochodzi to zapewne ze szczególnego rodzaju zalecanek. Wieczorem w sobotę, zwykł wybrany przez okno włazić do swej frajerki czyli kochanki, a rano tąż samą drogą wychodzi. Te odwiedziny wiadome są rodzicom, i oni bynajmniej tego im nie wzbraniają, często nawet z izby ustępują196.
W dalszym fragmencie, odnoszącym się do autorskiego zbioru góralskich piosenek, odnaleźć można próbę oceny moralności Podhalan:
Jak wszędzie tak i u Podhalan jest najwięcej piosnek miłosnych; z tych wiele maluje ich stanowisko moralne. Często je cechuje rozpusta, i te jako nieprzystojne, opuściłem, albowiem nie ma potrzeby rozpowszechniać gminną rozwiązłość197.
Zgromadzony w zbiorze materiał folklorystyczny wart jest osobnej uwagi. Wiele prezentowanych w nim wierszowanych sekwencji funkcjonujących jako przyśpiewki ilustruje specyficzny stosunek górali do życia seksualnego. Dobrym tego przykładem są trzy dwuwersy:
Niebędziem, niebędziem szoroko pościelać, / Bo się nie będę Janiczka spodziewać.
Szeroko pościelem to mi zimno będzie, / A tobie Janiczku dziś wieczór niebędzie.
Ale se tez dziewcze szeroko pościelilj, / Choć nie zaraz wieczór, to se mnie spodziewaj198.
Ukazują one swobodę seksualną góralek i górali, którzy spotykali się także przed ślubem. Były to spotkania nieregularne, odbywające się w domu góralki, bo przecież to ona stwierdza, że "nie będzie pościelać", bądź jest nakłaniana, żeby jednak "pościeliła". Jest to ciekawe w kontekście dyferencji przestrzennej, według której seksualizacja często szła w parze z wysokogórskim anturażem - tutaj ogranicza się do zamkniętej przestrzeni domowej.
W innych przyśpiewkach wprawdzie pojawiają się góry: "Smreczyniański baca obiecał mi serek. / Cobym go póściła do siebie na wyrek"199, w kolejnym dwuwierszu zaś góralka "Poszła na maliny, powiła se syna / Co to za malina z czarnemi oczyma?"200, ironiczna przyśpiewka zatem znów wskazuje na swobodę seksualną góralek, tym razem jednak w porządku przestrzennym sam akt dokonuje się poza domem, w nieokreślonym miejscu. Nie bez znaczenia jest także sprzężenie z malinami, które posiadają określone kulturowe konotacje, przede wszystkim są elementem świata natury.
Przyśpiewki zebrane przez Zejsznera przynoszą obraz góralek, które nie wydają się przywiązane do mężczyzn - można odnieść wrażenie, że są niezależne i samowystarczalne, a zawody miłosne ich nie dotyczą:
Boli mię głowa boli, / Bo mój miły inną woli, / Woli inną a mnie niechce, / Kamienieje moje serce. / Mój się miły z inną śmieje / Moje serce kamienieje, / Niech się śmieje wola jego, / Ja pokocham też innego201.
Moja młodość taka płocha, / Ze się na raz we dwóch kocha; / A ja mówię nic w tem złego, / Lepiej dwóch mieć, jak żadnego202.
Podobnie w czterowierszu: "Zielony gaiczek wysoko krzesany, / Powiedzże mi dziewczę czy ja twój kochany. / Powiedzże mi powiedz powiedz mi dokładnie, / Czy mnie kochasz czy nie, bo zwodzić nie ładnie"203. Nieprzypadkowe jest tutaj zapewne powiązanie uczuć z naturą w postaci "zielonego gaiczka". Charakterystyczne, że o wyznanie miłości i jednoznaczne określenie swoich intencji dopomina się góral, a nie góralka. To kobieta jest stroną, która chłopca zwodzi i unika deklaracji.
Niektóre utwory przywołane przez Zejsznera kwestionują jednak przekonanie, jakoby swoboda seksualna dla górali była czymś naturalnym, a ich relacje damsko-męskie nie były obwarowane nakazami i zakazami moralnymi w takim stopniu, jak w społecznościach niegóralskich. Dobry tego przykład może stanowić przyśpiewka: "Cnoto moja cnoto, / Przebijałaś złoto; / Teraźeś upadła / Jak listeczek w błoto"204. W innej zaś: "Bodaj cię Janiczku ziemia nie nosiła, / Wziąłeś mi wianeczek co se w nim chodziła; / Wziąłeś mi wianeczek, weźże i mnie samą. / Bo ja bez wianeczka niebędę chodziła"205 - kobieta po nawiązaniu relacji seksualnej z mężczyzną ma nadzieję na ślub z nim, co przeczy mniemaniu, jakoby górale traktowali seksualność w kategoriach niezobowiązującej przyjemności właściwej młodym ludziom. Czasem swoboda ta budzi nawet wyrzuty sumienia: "Zabij mnie piorunie, / Przy tej cudzej żonie; / Zabij mnie zaraz / Kieś mnie przy niej nalaz(ł)"206. Dwuwiersz: "Biła mnie matusia opalonym kijem, / Cobym nie legała z tym wojtkowym synem"207 pokazuje, że nie każdy kochanek zyskuje akceptację osób z otoczenia góralki.
Choć więc Zejszner w Rzucie oka na Podhalan stwierdza, że nie powinno się upowszechniać góralskiej rozwiązłości, to przedstawione przez niego przyśpiewki dają szeroki obraz postaw góralskiego ludu związanych właśnie z seksualnością i damsko-męskimi relacjami. Widać wyraźnie, że nie są one jednorodne: z jednej strony góralki jawią się jako decydentki, aktywna strona relacji, są kochliwe i beztroskie, z drugiej jednak są gotowe walczyć o uczucie - dla nich zapewne seksualna relacja jest ważnym elementem życia. Wreszcie zdarzają się i takie, którym relacji seksualnych z konkretnymi osobami z jakichś powodów się zabrania.
Innym zbiorem góralskich przyśpiewek, których bohaterkami są kobiety, jest dużo późniejsze w stosunku do prac Zejsznera dzieło Jerzego Fischera Wrażenia z Tatr. Baśnie i dumki górskiego ludu (1900). Góralki pojawiają się w niektórych przywoływanych piosenkach - zatytułowanych jako Śpiewka juhasa czy Na Zawracie. Zostaje im przypisana rola ukochanych, do których zwracają się juhas schodzący z hali ("Góry, hale, żleby, / Upłazy, padoły! / Juz ja was opuscam, / Sam schodzem na doły. [...] / Psyjdzie wiosenecka, / Popendzem na hale. / Góry, moje góry, / Hale, płazowiny! / Do was dusa rwie się / I do mej Maryny"208) czy góral, który w czasie burzy utknął na szczycie ("Niechaj jesce raz uwidzem / Swoją Marynieckę"209). W tym ujęciu kobiety są dla mężczyzn punktem odniesienia oraz oparciem - nie w sensie dosłownym, nie spieszą im bowiem z pomocą, ale funkcjonują jako nagroda oczekująca na dzielnego górala zapewne we wsi, przy gospodarstwie.
Czasem kobiety same się wypowiadają, również w miłosnym tonie, zdarza się, że w dwugłosie - jak w utworze Z Kościelisk, w którym Stach i Kasia naprzemiennie wyznają sobie uczucia. Ich wypowiedzi nie są - podobnie jak w przyśpiewkach przywoływanych przez Zejsznera - pozbawione erotyzmu. Kasia obiecuje Stachowi: "Hej Stasieńku, mój sokole, / Chodź tu - do ogniska! / Dam ci gzybków, dam sperecki / I... troseckę pyska"210. Trudno jednak stwierdzić, w jakiej mierze zebrane przez Fischera utwory są autentycznym zapisem góralskich emocji i doświadczeń, a w jakiej twórczą fantazją autora.
Teodor Tripplin w Wycieczkach po stokach galicyjskich i węgierskich Tatrów również porusza problem seksualności górali. Choć zakopiańską ludność opisuje bez podziału na płeć, to można z jego opisów wysnuć wnioski dotyczące roli kobiet w góralskim społeczeństwie. Pisze bowiem:
Tu [w Zakopanem - A.P.] zupełnie inny typ ludzi: śniadzi, z pałającą twarzą, z wielkiemi czarnemi ukośnie wyłupanemi oczyma, z głowami obwiązanemi niby w rodzaj zawoju, wyglądają jak Tatarzy i są nimi w istocie; tak, to potomkowie Tatarów, którzy w trzynastym stuleciu od hordy Nogaja odcięci, w tem odludnem miejscu osadzeni zostali i rozmnożyli się, dzięki góralskim dziopom i religijnej tolerancji211.
A dalej: "Daleko mniej od innych górali do pijaństwa, kradzieży i lenistwa są zdolni. Ale za to znów okropnie zalotni, i przysłowie tutejsze, którego przytoczyć nie mogę, świadczy, że góral z Zakopanej [sic] bardzo jest niebezpiecznym i niezmordowanym in articulo amoris"212.
Według Tripplina zatem tym, co przede wszystkim charakteryzuje lud zakopiański i odróżnia go od górali zamieszkujących inne rejony (Szaflary czy okolice Nowego Targu), jest właśnie ich podejście do seksualności, które wydaje się wypływać z ich poczucia swobody, pewnej izolacji od świata (tak rozumieć można uwagę o tych, który zostali osadzeni na odludziu i rozmnożyli się), korzeni etnicznych, ale także wrodzonych cech charakteru. Choć to góral, a nie góralka, jest "niebezpieczny i niezmordowany", to jednak przetrwanie ludności zawdzięczać należy właśnie kobietom, a i one godzą się na taki model relacji i weń się wpisują.
Podobnie jak Zejszner, na temat uczuciowości górali wypowiada się Maria Steczkowska, ujmując sprawę nieco subtelniej - podkreśla, że "charakter góralek w ogóle jest łagodny; często znaleźć u nich można uczucia tak delikatne i tkliwe, że zawstydzić by mogły niejedną z naszym dam salonowych"213.
Władysław Anczyc pisze zaś, że młode zamężne góralki wcale nie przestają zwracać uwagi na innych mężczyzn - często szczególnymi względami darzą parobków, których chętnie karmią i wręczają im w prezencie bieliznę214.
Z kolei Stanisław Witkiewicz zaprzecza ustaleniom Kamińskiego vel Kamieńskiego dotyczącym wierności w góralskich małżeństwach, stojąc na stanowisku, że motywacje zawierania przez nich sakramentalnych związków są wyłącznie materialne, skutkiem czego "jednym z bardzo pospolitych zjawisk jest żona, która uciekła od męża i wróciła do swojej rodziny"215. Dodaje, że góralskie związki są często nieszczęśliwe - przytacza przykład trzynastolatki, którą ojciec, mimo sprzeciwu księdza, oddał starszemu mężczyźnie, konkludując: "Cóż się potem dziwić, że życie to nurtuje nieszczęście albo rozpusta?"216. Według Witkiewicza zatem pozamałżeńskie relacje istnieją, a wynikać mogą nie tylko z charakteru góralek (jak w tekście Anczyca), ale także ze społecznych uwarunkowań czy z okoliczności zawierania małżeństw.
Młode góralki przebywające na halach, czyli juhaski, są przez autora Na przełęczy opisane w sposób kojarzący się z pierwotnością, która zdaje się wpływać na ich atrakcyjność. Witkiewicz stwierdza, że:
Młodzi panowie są nadzwyczaj uprzejmi dla juhasek o spalonych twarzach, wesołych oczach patrzących spod pomarańczowej chustki; silnych i zręcznych, których pierś przeziera spod białej koszuli lub rozpina pętlice ciasnego serdaka...217
Autor podkreśla w opisie te elementy wyglądu juhasek, które wskazują na ich powiązanie z naturą (spalone słońcem twarze, zręczność) bądź wpływają na ich wymiar seksualny, co zresztą również wpisuje się w paradygmat pierwotności powiązanej z instynktami. W ślad za wyglądem góralek idą przypisane im funkcje, a zatem - według Witkiewicza - na przykład rola kochanki zbójnika spędzającego noc w pasterskim szałasie218.
W literaturze pięknej seksualność oraz relacje miłosne góralek należą do tematów często podejmowanych zarówno przez autorów, którzy autochtoniczną społeczność dobrze znają, jak i przez twórców operujących stereotypami. To kochanki właśnie, jak się zdaje, są najczęstszymi literackimi reprezentantkami góralszczyzny. Pozwala to bowiem na ukazanie szerszej panoramy społecznej, a nie jednostek - kochankę definiuje bowiem fakt, że wchodzi ona w relację z mężczyzną. Portretując ją, portretuje się zatem model interakcji. Co więcej, nawiązanie takiej relacji ma charakter inicjacyjny - i góralka, i góral dzięki temu dojrzewają i przygotowują się do podjęcia się kolejnych ról: rodziców i gospodarzy.
Model pozbawionej seksualności, wyidealizowanej i romantycznej kochanki nie pojawia się często w literaturze o Tatrach. Takie kobiety bowiem zazwyczaj sytuowane są w pozycji biernej wobec mężczyzn - ich aktywność w utworze ogranicza się do roli towarzyszek górali. Pierwsi twórcy jednak sięgali po taką zależność, a idealizacja damsko-męskiej relacji zazwyczaj skutkowała idealizacją samej bohaterki.
W wierszu Górale Wincentego Reklewskiego, poza wspomnianą uwagą o gorsecie jako prezencie dla góralki (który jest wyrazem miłości i świadectwem tego, że o względy kobiety należy się starać), pojawia się także wypowiedź samej bohaterki, skierowana do ukochanego: "Po górach zbieram od ranka / Te poziomki dla kochanka. [...] Będziesz mieć z mleka śniadanie / Z poziomkami, me kochanie"219. Słowa te, utrzymane w sentymentalnej konwencji, świadczą o troskliwości i opiekuńczości kobiety, a przy tym - oczywiście - sprzężeniu z naturą, co podkreśla czystość i pierwotność tej relacji.
Tego typu narracje pojawiają się również później, w literaturze młodopolskiej. W wyidealizowany sposób zostaje bowiem przedstawiona bohaterka powieści Wincentego Łosia Jędrzek (1890). Góralka Hanka figuruje w utworze jako obiekt uczuć tytułowego bohatera. Nie ma swojej podmiotowości, jest opisywana jako śliczna i postrzegana wyłącznie przez pryzmat elementów jej wyglądu: "[...] ubrana po góralsku, szła lekko, jak łania [...] i opaloną była skwarem dnia"220. Dla bohatera stanowi ideał kobiety - uczucie, jakie do niej żywi, jest silniejsze niż rozłąka. Nawet przebywając w Paryżu i poznając atrakcyjne kobiety, powraca myślami do Hanki - ona jednocześnie symbolizuje ukochane przez niego Tatry, które musiał opuścić.
Hanka w utworze pełni jeszcze jedną funkcję, która jednak także nie zakłada jej aktywnego udziału w fabule. Gdy bowiem bogata właścicielka ziemska zaczyna podejrzewać, że Jędrzek jest jej zaginionym synem, to właśnie uczucie, jakim darzy on prostą góralkę, sprawia, że te domniemania wydają jej się bezzasadne. Zamożna i pochodząca spoza Podhala kobieta stwierdza: "Czyż syn mój mógłby się kochać w?..."221 - a na myśli ma oczywiście góralkę. Słowa te odnoszą się do ewentualnego mezaliansu, jakim byłby związek syna ziemianki z prostą góralką, jednocześnie jednak sugerują postrzeganie regionu jako zamkniętego, w którym góralki mogą być obiektami uczuć jedynie innych górali. Według kobiety zatem - skoro Jędrzek kocha się w Hance, musi być góralem.
Ten motyw - związków góralek z niegóralami - pojawia się zresztą w kilku dziełach literackich. Stanowi punkt wyjścia wydarzeń opisanych w Halce Włodzimierza Wolskiego, ale także ważny element fabuły drugiej części Legendy Tatr Tetmajera: Janosika Nędzy Litmanowskiego. Powieść opowiada między innymi dalsze losy Maryny z Hrubego, która przez jakiś czas była związana z wojewodzicem Sieniawskim. Ten jednak wyjechał, a dziewczyna została na Podhalu sama, przepełniona żalem i tęsknotą za utraconą miłością. Nie zdecydowała się związać z nikim innym, czuła bowiem, że "Sieniawski droższy jej jest nad wszystko"222. Wreszcie, gdy dociera do niej wiadomość, że Sieniawski planuje ślub z kasztelanką Agnieszką Rzeszowską, decyduje się na opuszczenie rodzinnej ziemi i udaje się śladem ukochanego. Nieznane jej tereny nie robią na Marynie żadnego wrażenia, "albowiem serce jej pełne było tylko miłości, tęsknoty, żalu i wściekłości"223. Dziewczyna zatrudnia się w zamku Rzeszowskich i zjednuje sobie przychylność narzeczonej Sieniawskiego. Początkowo planuje nie dopuścić do ślubu, wreszcie decyduje się zabić małżonków podczas ich nocy poślubnej. Ostatecznie sama wbija sobie nóż w serce i umiera w objęciach dawnego ukochanego. Przed śmiercią wyznaje Rzeszowskiej, że łączył ją z Sieniawskim stosunek seksualny, zaznacza jednak, że mężczyzna jej nie uwiódł: "Ja mu sie dała, sama. Okfiarowałak sie mu - jus nie panna"224, czym zresztą wpisuje się w model rozerotyzowanej góralki, dla której ograniczenia moralne nie istnieją, szczególnie w obliczu żywiołowego uczucia.
Maryna jest bohaterką wyidealizowaną - mimo swoich morderczych zamiarów i pozornej bezkompromisowości, która ujawnia się w decyzji o opuszczeniu Podhala i wyruszeniu na poszukiwanie ukochanego Sieniawskiego. Podkreślone zostają bowiem jej motywacje: "Ja was fciała zabić, bok cie zanadto zakohała"225, ponadto zakończenie tego wątku - czyli samobójcza śmierć góralki i pojednanie się przed śmiercią z wojewodzicem - sprawia, że wcześniejsza determinacja traci znaczenie. Wreszcie kolejnym elementem, który wzmaga idealizację Maryny przez zbliżenie jej do przestrzeni natury, jest wspomnienie przez nią w momencie konania Tatr: łąk, lasów oraz Czarnego Stawu - do tego ostatniego zwraca się w agonii, co podkreśla góralski rodowód bohaterki.
Tematykę niezrealizowanego uczucia między góralką a mężczyzną spoza tej przestrzeni porusza Tetmajer również w twórczości lirycznej, do której wypada tu nawiązać na marginesie naszych rozważań. Jego krótki cykl poetycki Listy Hanusi, poświęcony właśnie związkowi góralki Hanki z Jerzym pochodzącym z miasta, jest o tyle ważny, że powstanie pierwszego z utworów w 1891 roku stanowiło, jak pisze Jolanta Ługowska, symboliczne otwarcie podhalańskiej twórczości poety226.
Cykl poprzedza ogłoszony w pierwszej serii jego poezji utwór Moja kochanka, który zapowiada temat różnic środowiskowych: "Nie z "mojej sfery", Bogu dzięki, / Była kochanka ma, / Nie miała wypieszczonej ręki, / Kocham, pisała przez ha" - przy jednoczesnej idealizacji wiejskiej dziewczyny: "A jednak wszystkie z "mojej sfery" / Oddałbym za nią wraz"227.
Właściwe utwory cyklu są jednak o tyle zaskakujące na poziomie poetyki, że zostaje w nich przyjęta perspektywa żeńska - tytułowej Hanusi. Zwraca się ona do ukochanego Jerzego: para została rozdzielona i taki stan rzeczy trwa przez lata, nie zmienia się bowiem w Liście drugim Hanusi oraz Ostatnim liście Hanusi, ogłoszonym w szóstej serii poezji Tetmajera w 1910 roku228. Utwory dzieli zatem blisko dwadzieścia lat, co znajduje odzwierciedlenie w ich treści: pierwszy jest wyrazem tęsknoty Hanusi i zostaje całkowicie poświęcony ukochanemu, któremu, jak możemy się domyślać, góralka jest raczej obojętna ("Aniś nie pisał do mnie dawno. Moze / jaka cię chorość nasła, mój jedyny, / abo co inse, od cego broń Boze! / Nie zabacujze tak swojej dziewcyny"229). Dziewczyna zostaje tutaj wyidealizowana, między innymi za sprawą ukazania jej w określonej scenerii. Ługowska pisze, że o ludowych inspiracjach świadczy umieszczenie jej na tle wiejskiego domu, przed którym stoi i tym samym daje wyraz swojej tęsknocie230.
Dwa ostatnie Listy należy zaś raczej rozpatrywać jako rozliczanie się z życiem: "Cas się spopielił, jak się wiór spopiela, / patrzem poza się i w smutku się tracę - / ni mnie, ni tobie nie było wesela / i jakomś próznom dał nam Pan Bóg pracę - / i dziś, kiedy się za się obejźremy, / poco my zyli haw: sami nie wiemy"231. Podmiot liryczny wyraźnie odchodzi tutaj od skonkretyzowanej sytuacji o charakterze miłosno-erotycznym. Choć pozornie zwraca się do Jerzego, na co wskazują inicjalne (i powtarzające się kilkukrotnie w utworze) formuły epistolarne, w rzeczywistości skupia się na sobie i własnych doświadczeniach. Zmaga się z upływającym czasem: "Ka się podziała moja młodość... krasa... / cy jom na smentarz już powieźli w trumnie?"232, utraconym bezpowrotnie. Pogodzenie się z tym przychodzi w Ostatnim liście Hanusi ("Kochany Jerzy mój! Pisę tu stela / ten list do tobie, ale jus nie płacę. / Co ma być, będzie"233), w którym Hanusia wspomina dawnych towarzyszy górskich wypraw i po raz ostatni wyznaje miłość Jerzemu: "Bydź zdrów! Jo jedna miełowała tobie! / Kaś był, coś robił: jo s tobom sła wsendzie!"234.
Jolanta Ługowska wskazuje na wyraźną różnicę między pierwszym a kolejnymi utworami cyklu w zakresie ich pokrewieństwa z ludowością. Według badaczki w Liście drugim Hanusi oraz w Ostatnim liście Hanusi splatają się konwencje ludowe z literackimi. Te pierwsze pozostają głównie w gwarze, wyjątkowej o tyle, że zdolnej ukazać bogactwo uczuć Hanusi, te drugie zaś widoczne są w sposobie postrzegania gór, ale i funkcjonowania w ich przestrzeni235. Oto bowiem w utworach z 1910 roku "zmienia się [...] punkt obserwacyjny bohaterki, która nie ogląda już Tatr "z daleka" lecz zdaje się towarzyszyć kochankowi w ich zwiedzaniu"236. Odpowiada to zresztą temu, w jaki sposób literackie kochanki sytuują się w przestrzeni górskiej. To właśnie tam dochodzi do miłosnych uniesień i wyznań, choć warto zaznaczyć, że najczęściej uczestniczą w nich górale. Tetmajer tymczasem ukazuje sytuację wyjątkową, w której góralka towarzyszy zwiedzającemu Tatry - w towarzystwie słynnego Sabały oraz przewodnika Macieja Sieczki ("Znowa ci ludzie przychodzom zaś zdała, / w izbie na lawę rzędem posiadali: / Sabała, Maciek Siecka, stary Wala"237) - podróżnikowi.
Wyjątkowy, bo szczęśliwy związek góralki z niegóralem opisuje Maria Czeska-Mączyńska w powieści Dymy, której realia nie są jednak szczególnie wierne podtatrzańskiej rzeczywistości - o czym wspominaliśmy przy okazji opisywania religijności jednej z bohaterek. Bohaterka utworu, Aniela, decyduje się na małżeństwo z rozsądku z mężczyzną pochodzącym z miasta - Janem Sulimirskim. Oboje spotykają się z negatywną reakcją matki mężczyzny, która chce zabrać syna z Podhala i nie uważa prostej góralki za zdolną do miłości: "Pani Sulimirska nie myśli nawet, że ta prosta dziewczyna ma serce takie samo, jak w jej piersi bije, że miłuje jej syna równie gorąco, jak ona męża swego kochała"238. Namawia Jana do rozstania z Anielką, a ten przypomina matce, że sama go uczyła, że małżeństwo jest świętością. Okazuje się jednak, że w tej kwestii pani Sulimirska kieruje się podwójnymi standardami: "- Ach, nie z taką Anielką przecież! Przeceniasz wrażliwość, wartość duchową swojej żony i swoje zobowiązania wobec niej"239. Postawa kobiety emanuje poczuciem wyższości wobec prostego ludu góralskiego. Wyraźnie rozgranicza ona autentyczne uczucie ludzi wykształconych i dobrze urodzonych oraz bazujące raczej na instynktach i emocjach - w jej mniemaniu - związki, w które wchodzą góralki. Przykład ten jest natomiast ciekawy o tyle, że negatywny stosunek do tego typu mezaliansów prezentuje matka bohatera, a nie on sam. Jan nie wpisuje się zatem w model dominującego nad chłopką mężczyzny.
Motyw męskiej dominacji nad góralkami jest kolejną ważną kwestią literacką. Uczucie, jakim góralskie bohaterki darzą mężczyzn, wpływa na ich zachowanie i sprawia, że poświęcają się one dla miłości. W tego typu przykładach to mężczyzna jest stroną dominującą - ma władzę nad kobietą. Z taką sytuacją mamy do czynienia choćby we wspomnianej Halce Wolskiego240 - utworze, w którym tytułowa bohaterka udaje się na poszukiwanie swojego kochanka Janusza w nieznane sobie tereny, a mianowicie do miasta, stanowiącego dla góralek swoiste locus horridus. W libretcie Wolskiego Halka oderwana od swojej ojczystej ziemi czuje się nieswojo, zresztą z Januszem umawia się poza granicami miasta, być może chcąc dzięki temu nieco złagodzić poczucie wyobcowania:
Jakoś tak dziwno w tem wielkim mieście,
Jakoś tak straszno wiejskiej niewieście!
Nie widać jak, nie widać skąd
Słoneczko wschodzi.
Nie widać jak, nie widać gdzie
Słonko zachodzi.
Tak ciemna noc! Te głuche mury
I straszą mnie - i męczą mnie,
O prędzej tam, gdzie nasze góry -
Śnieżyście lśnią. On czeka mnie
Za miastem już241.
Mają razem powrócić w góry, gdzie byli szczęśliwi, jednak Janusz odrzuca Halkę jako prostą dziewczynę. Halka na skutek miłosnego zawodu, ale również z powodu przekroczenia swojej oswojonej przestrzeni (czyli wystąpienia przeciwko ustalonemu podziałowi na dom i miasto), popada w obłęd, który skutkuje jej samobójczą śmiercią.
Inną bohaterką, której zachowania motywowane są przez silne uczucia, jest Hanka sportretowana przez Bałuckiego w Latawicy. Dla niej największą wartością są pieniądze, czym w początkowych partiach utworu wpisuje się - przynajmniej pod względem ekonomicznym - w stereotyp góralki242. Skrzętnie gromadzi datki uzyskane od turystów, oferuje im różne usługi, jednocześnie jest bardzo oszczędna. Stopniowo narrator odkrywa jej motywacje: Hanka zbiera pieniądze, by mieć kapitał finansowy, który pozwoli jej poślubić "najśwarniejszego parobka we wsi"243, Sobka. Sobkowi jest obojętny wygląd przyszłej żony, ale jako góral, który wrócił niedawno z Węgier, gdzie zarobił pieniądze, oczekuje, że ożeni się z kobietą, która będzie bogata. Żeby zgromadzić sumę, która - według Hanki - pozwoli jej zaręczyć się z Sobkiem, kobieta angażuje się w różne prace zarobkowe. Historia miłosna wzrusza bohatera prowadzącego narrację noweli, który urządza zbiórkę na rzecz Hanki. Sobek jednak wiąże się z inną góralką, a Hanka żałuje, że nie może być choćby drużką na jego weselu - czym pokazuje potęgę swojej miłości i brak urazy do konkurentki. Ostatecznie jednak nie dochodzi do żadnego ślubu: Sobek zostaje aresztowany za kradzieże, jakich miał się dopuścić na terenie Węgier, zaś Hanka rusza za nim, licząc na to, że będzie mogła go odwiedzać w więzieniu.
Fakt, że znajomość Hanki i Sobka pozbawiona jest wymiaru seksualnego, może bohaterkę idealizować, trzeba jednak pamiętać o tym, że jest to uczucie niespełnione. Wreszcie idealistyczne jest samo oparcie tej relacji na wyraźnym kontraście między Sobkiem, złodziejem i materialistą, a Hanką, dobrą i szlachetną góralką, której uczucia są czyste i szczere.
Pozbawione seksualności są także związki bohaterek Giewontowego hufca (1922) Cecylii Kropiwnickiej, powieści dla młodzieży, której akcja rozgrywa się w 1846 roku, w czasie powstania chochołowskiego. W historii Podhala jest to wydarzenie szczególne, o dużym potencjale mitotwórczym. Tematyka utworu i jego gatunkowość wpływają na sposób przedstawienia kobiecych bohaterek - zostają one ukazane jako pasywne i statyczne, co koresponduje z koncepcją kobiecości i rolą Polek, jakie przedstawiają chociażby twórcy romantyczni albo Artur Grottger w swoich rysunkowych cyklach.
Wydaje się, że Kropiwnicka - autorka w historii literatury zapomniana, o której próżno szukać informacji biograficznych, nie wiadomo także, czy napisała coś poza Giewontowym hufcem - opisując powstanie chochołowskie, sięga po poetykę znaną z mitologizujących opisów powstań, zarówno listopadowego, jak i styczniowego. Świadczyć o tym może chociażby scena, w której ksiądz Kmietowicz chwilę przed powstaniem widzi przez okno jednego z domów leżącą krzyżem na podłodze kobietę ubraną w czarną suknię244. "Z czołem u ziemi, w błaganiu kornem, cichem, bezmownem pogrążona, nie ocknęła się organiścina na drzwi stuknięcie, ani na kroki męża, który przez próg zajrzawszy, uśmiechnął się smętnym półuśmiechem - i bez słowa, na palcach stąpając, dom opuścił w tej chwili"245. Znamienne są słowa Kmietowicza, interpretującego scenę, której był świadkiem, w duchu Mickiewiczowskiego przesłania wpisanego w wiersz Do matki Polki: "- O Matko Polsko! Ileż cór twoich tak dzisiaj boleść ofiary krzyżuje!"246.
Obecność kobiet w powieści Kropiwnickiej warunkowana jest wyłącznie aktywnością powstańczą mężczyzn. Wszystkie pełnią funkcję kochanki (lub są żonami), która legitymizuje ich występowanie w utworze. W innym wypadku bohaterki byłyby zbędne, nie biorą bowiem udziału w powstaniu. Jedyny związek, jaki mają z tym wydarzeniem, to milczące trwanie, wyczekiwanie na powstańców, a przede wszystkim - figurowanie jako punkt odniesienia. To kobiety są świadectwem tego, jak mężczyźni powstańcy są potrzebni. Opłakują ich, martwią się o nich albo wspierają ich w walce o niepodległość:
Patrzała Hanusia za swym Jaśkiem rozpacznymi, wylękłymi oczyma, z których łzy lały się jedna za drugą po zbladłej nieruchomej twarzyczce, - patrzyła niejedna zaturbowana srodze matula za swym sokołem - jedynakiem; patrzały też i niewiasty, co serca na wzór mężczyznom odważne miały i rosły z dumy, że ich chłopcy na wojenkę se idą, wolę zdobywać i wyganiać tych Niemców psiaduszów247.
Zarówno matki, jak i ukochane powstańców pozostają pod wrażeniem ich czynów, które są przedstawiane jako jednoznacznie chwalebne i odważne. Jednak by je docenić i zastąpić uczucie niepokoju dumą, trzeba mieć serce "na wzór mężczyznom odważne".
Kluczowy w powieści jest wątek młodych narzeczonych, Hanki i Jaśka, planujących ślub. Łączy ich szlachetne, wyidealizowane i wyzbyte seksualności uczucie. Jego specyfikę pokazuje utrzymana w konwencji naiwno-sentymentalnej scena skradzionego ukradkiem pocałunku:
A tam się nareszcie Jaśko podnosi i żegnać poczyna. Zychowej w izbie na tę chwilę gdzieś nie ma, a dobrotliwy kowal, chcąc widać młodym pozwolić na uścisk, na całus niby ukradziony, a więc tym milszy, bierze ze stołu książkę przez Jaśka przedtem czytaną i do szafy ją między inne chowając, filuternie się do siebie uśmiecha248.
Charakter ich uczucia stoi w wyraźnej sprzeczności wobec modeli moralnych obowiązujących na Podhalu - również w okresie powstania chochołowskiego, czyli w połowie XIX wieku. Opozycja ta wynika przede wszystkim z przyjęcia określonej konwencji, gatunku, a także z wpływu tradycji sentymentalno-romantycznej.
Uczucie narzeczonych pozostaje czyste, Jasiek bowiem umiera podczas powstania, zostaje pochowany na cmentarzu chochołowskim, a Hanka załamuje się nerwowo: "Hanuś szalona... między grobkami chodzi, a kwiatki zbiera i ślubny wianek plecie, a mogiłkę twoją całuje i tuli w ramionach, a słodkie słowa szepce"249.
Historia zakochanych górali jest spoiwem całego utworu, zostaje bowiem zarysowana na początku, przed wybuchem powstania, gdy znajduje się ono dopiero w fazie przygotowawczej, a konsekwencją tego czynu zbrojnego jest śmierć bohatera, co idealizuje zarówno jego samego, jak i uczucie młodych.
Zupełnie odmienny obraz góralek kochanek ukazuje Kazimierz Przerwa-Tetmajer w zbiorze nowel Na Skalnym Podhalu. Bohaterki przez niego wykreowane cechuje aktywność seksualna - to one uwodzą i wybierają sobie partnerów, nierzadko uciekając się przy tym do zachowań agresywnych.
Tak czyni tytułowa bohaterka opowiadania O Wójtowej Marynie - odrzuca Jaśka, nie licząc się z jego uczuciami, a następnie wiąże się z innym góralem. Mimo pozornej aktywności, jaką przejawia, Maryna ma w sobie potrzebę bycia zdominowaną, swój wybór bowiem uzasadnia Jaśkowi słowami: "Miękiś był. Cemuześ mie nie hycił, cemuześ mie nie stusił pod gardło, tak jako on? Teraz ja jak zacarowana"250.
Również bohaterka Krystki jest osobą zdecydowaną i silną. Zakochana w Jaśku, walczy o niego: "- Nie puscem cie! Tyś mój! Tyś mój! Tyś mój!"251. Ponieważ Jasiek jest zakochany w innej góralce - Jadwidze, która wyróżnia się pięknymi oczami, Krystka "palnęła ją [Jadwigę - A.P.] płomieniem żagwi po oczach"252. Tytułowa bohaterka jest zatem postacią nie tylko aktywną, ale wręcz agresywną, dominującą i skorą do walki o mężczyznę. Otwarcie walczy z konkurentką, by ją wyeliminować. Choć przejawia zaangażowanie i samodzielność, to jej postępowanie wynika bezpośrednio ze słów Jaśka, który w rozmowie z nią odrzuca jej zaloty, zauroczony Jadwigą. Po okaleczeniu konkurentki to Krystka wygrywa - oznajmia ukochanemu, że podpaliła Jadwidze oczy.
Wówczas podeszła ku Jaśkowi, który stał nieruchomy od grozy, owinęła oba ramiona około jego karku, mocno, sprężyście, przesilająco, i przygięła mu głowę ku sobie.
- Teraz ty bedzies mój! - rzekła dzikim półszeptem. - Teraz ty bedzies mój!
A on się pochylił ku niej, zniewolony, ale nieoporny. Krystka ujęła go za rękę i powlekła w ciemny, lekko szumiący las253.
Warto tu zwrócić uwagę na opozycję "dzikiej" kobiety i "zniewolonego" mężczyzny. W rozstrzygnięciu noweli uwydatnia się zatem dominująca pozycja góralki.
Młoda góralka z noweli Rosicka swoją aktywność przejawia, uwodząc duchownego i łamiąc tym samym pewne kulturowe i społeczne tabu:
- Hybaj! Legniemé hań pod tym jawore...
Poszedł. Coś go urzekło. Legł na trawie. A dziewczyna zaczęła się bawić jego skaplerzem, potem różańcem, zdjęła z niego jedno i drugie, a on się nie bronił nic, nic... Potem zaczęła się bawić jego kędzierzawą, młodzieńczą brodą i miękkimi, ciemnymi włosami.
- Ładnyś - rzekła, a piersi jej się wzniosły.
- Ładnyś - powtórzyła.
I dwa silne, gibkie, sprężyste ramiona otoczyły szyję ojca Augustyna254.
Należy jednak pamiętać o słowach samego Tetmajera, który zaznaczał, że zarówno nowele składające się na zbiór Na Skalnym Podhalu, jak i dylogia Legenda Tatr nie mają nic wspólnego ze współczesną mu góralszczyzną, a ich źródłem jest jego wyobraźnia. Wyraźnie odcina się także od twórczości Stanisława Witkiewicza, który prezentuje postawę przybysza, i Władysława Orkana, "miłującego syna"255. Choć nie jest góralem, jego perspektywa jest autochtoniczna ("na Podhale nie przybyłem - urodziłem się na nim"256), niemniej jednak bohaterki, które kreuje Tetmajer w swoich nowelach, nie odpowiadają realiom obserwowanym przez autora. Pochodzą one z quasi-mitycznej, quasi-fikcyjnej i bliżej nieokreślonej przeszłości (o Legendzie Tatr pisze zaś, że czas akcji przypada na XVII wiek257), w związku z czym są siłą rzeczy wyobrażone, a także pod wieloma względami wyidealizowane. Na ich idealizację może wpływać również fakt, że - jak pisze Jacek Kolbuszewski - najsłynniejsze i najbardziej wartościowe utwory o Tatrach autorstwa Tetmajera powstały, gdy ten przestał chodzić po górach i zdystansował się od góralskiej społeczności258.
Model wyzwolonej góralki jest obecny także w innych utworach Tetmajera. Dobry przykład stanowi tu bohaterka jego popularnej powieści zatytułowanej Zatracenie (1905). Główny bohater utworu, Roman Rdzawicz, udaje się w góry, gdzie w drodze na halę spotyka osiemnastoletnią Marysię. Zostaje ona opisana, co nie zaskakuje, jako bardzo ładna, jest również odświętnie ubrana. Marysia wyróżnia się wysokim wzrostem, szerokimi biodrami oraz wypukłą piersią - w jej opisie podkreślone zostają te detale urody, które świadczą o seksualnym potencjale259. I rzeczywiście, między góralką a Rdzawiczem dochodzi do zbliżenia, choć jest on zaręczony z arystokratką Teresą Morską. Swoje zachowanie usprawiedliwia jednak instynktem, któremu musiał ulec:
Życie, póki jest, wykonywa swoje prawa bezwzględnie, podobnie bezwzględnie, jak swoje prawa wykonywa natura. Co obchodzą powódź kościoły i chaty, co obchodzi fizyczne pędy, siły i instynkty w człowieku myśl i uczucie duszy? One pragną swego wyładowania jak powódź swojej drogi260.
Słowa te wskazują na przynależność góralki do świata natury, którym rządzą instynkty i popędy czy nawet swoisty atawizm. Dla niej stosunek z obcym mężczyzną wydaje się czymś naturalnym, powszednim. Być może zresztą sprzyja temu otoczenie gór: czyni cały akt bardziej swobodnym, wyzbytym moralnych ograniczeń. Po wszystkim bowiem Marysia odchodzi w swoją stronę, nie roszcząc sobie żadnych pretensji do Rdzawicza - dobiega do niego jedynie z oddali "ostry, przenikający śpiew rozdrażnionej [...] kobiety"261. Przypominać to może nieco sytuację przestrzenną zarysowaną w omawianych wcześniej Listach Hanusi - tutaj ma jednak inny wymiar, bardziej nacechowany erotycznie, a przy tym scena ta funkcjonuje jako epizod, a nie główny temat powieści.
Dwa ciekawe przykłady wyzwolonych góralskich bohaterek, które są jednocześnie postaciami, jak się wydaje, negatywnymi - w każdym razie ich zachowanie jest negatywnie ocenione z perspektywy narratorskiej - przynosi zbiór opowiadań Władysławy Panek Kaj ten smrek siwy... Bohaterka pierwszego z nich, Pan Bóg ozsondzi, Marysia, jest niewierną żoną siedemdziesięcioletniego Maćka Bukowiona. Ma romans z jego synem, Staszkiem, co wzbudza wielką zazdrość męża i sprawia, że postanawia on zabrać swojego konkurenta w góry i tam zabić. To ciekawe o tyle, że wprowadza wątek synobójstwa, a zatem czegoś przeciw naturze, z powodu kobiety, która zdradziła męża z własnym pasierbem. Ostatecznie jednak "ociec i syn, spleceni w jedno, gruchneli w przepaść Krywania pomież mgły kotłujonce..."262. Kobieta zatem przeżywa, a giną zarówno jej mąż, jak i jej kochanek. Poniekąd czyni to z niej figurę femme fatale, choć bez jej bezpośredniego udziału.
W drugim opowiadaniu, Zło godzina, przedstawiona zostaje historia Jendrzyja Brzózki, który przed laty został zdradzony przez żonę Bronkę: "Tam, pod piecem... ich dwoje... Na ławce siedzioł młody prachtykant z Bielańska... [...] Piękny, jaż za piekny, - takij jak i Bronka urody... a una na jego kolanach... Szczeńście i ozradowanie od nij biło. Warkoczami opletła mu szyje i roz w roz wodziła ustami po całyj jego tworzy..."263. Ostatecznie niewierna góralka zostaje ukarana, wpada bowiem we wnyki zastawione przez zdradzonego męża i umiera: "Bronka tyj samyj nocy umarła, jagem odszed!... Żelazo jom chyciło, kiej szła, jako mi wtenczas rzekła, za swoim frajerem. Obie nogi jej ucieno!... Nim jom do leśniczówki donieśli, spłyneła krwiom..."264. Wcześniej jednak w ostrych słowach zwraca się do męża, upominając o swoją wolność - tu w kontekście wolności seksualnej: "Ty głupi psie, myślołeś, żeś me na wieki kupił, żem ci sie sprzedała z duszom i ciałem. Ginełam przy tobie, kciołeś mi zabić moje szczeńście. Na mondrzejszego trefiłeś! Ty pódziesz do kreminału a jo jeszce dziśka idem z tamtym; do niego, wisz! do niego!"265.
Oba te utwory wprowadzają podobne charakterologicznie postacie niewiernych, pozbawionych moralności góralek, dla których małżeństwo nie wydaje się istotną wartością, przynajmniej w rozumieniu tradycji chrześcijańskiej. Rozwiązania ich historii są jednak różne, a w obu wypadkach trudno mówić o sprawiedliwości: Bronka wprawdzie umiera, ale jej mąż trafia do więzienia za kłusownictwo. W obu opowiadaniach narratorami są zdradzeni mężczyźni, co stanowi ciekawy wyjątek na tle całego zbioru autorstwa Władysławy Panek, w którym dominuje perspektywa kobieca.
Bywa, że zarówno chłopcy, jak i dziewczęta postrzegają siebie przez pryzmat fizyczności. W jednym z krótkich opowiadań Feliksa Gwiżdża, zatytułowanym Pan Jezus przyszedł: "Parobcy zaś rają między sobą, którą dziewkę warto podsiać, dziewki znów wadzą się o parobków"266.
Choć często rozwiązłość góralek oznacza rezygnację z tradycyjnie pojmowanych ról społecznych kobiet, co znaczy, że ich seksualna aktywność nie idzie w parze z małżeństwem, to zdarza się, że bohaterki uwzględniają plany matrymonialne. Niektóre kobiety decydujące się na spędzenie nocy z góralem robią to, licząc na małżeństwo. Tak dzieje się w utworze Dobrzy ludzie Feliksa Gwiżdża, w którym rodzina próbuje wyswatać Lejzusia z atrakcyjną Magdą. Po spotkaniu młodych i nawiązaniu przez nich relacji seksualnej dziewczyna jest przekonana, że Lejzuś zechce ją poślubić. On jednak zaprzecza: "[...] nie gniewaj sie. Ale ja do wczoraj wieczora nic nie wiedział o tem, że przyjdzie mus żenić sie..."267. Ostatecznie obiecuje Magdzie, że "ja na twój honor nie nastąpię... Ja... ja przecie ożenię sie z tobą... Ożenię sie z tobą..."268.
Mimo powszechnego mniemania o rozwiązłości górali i góralek, a także przekonania, że warunkiem aktywności seksualnej nie jest dla nich małżeństwo, Gwiżdż przedstawia sytuację, w której kobieta godzi się spędzić noc z mężczyzną, bo liczy na zamążpójście. Co więcej, w rozmowie bohaterów utworu mowa jest o honorze kobiety, dla którego poważnym zagrożeniem miałyby być przedmałżeńskie kontakty seksualne.
W inny - odrealniony - sposób zostaje przedstawiona góralka w noweli Wiatr halny Tadeusza Nalepińskiego (ze zbioru Śpiewnik rozdarty, 1914). Gdy główna bohaterka utworu, Iza, przybywa do chaty nowo poznanego mężczyzny, Wieleckiego, zastaje tam góralkę Ludmiłę: "Z czarnej sieni na ganek wysunęła się biała postać kobieca. Izie wydało się, że to lunatyczka naga, powstała z łoża i wyszła na księżyc. Z kryjówki za węgłem dostrzegła wyraźnie ostry, drapieżny profil dziewczyny, która rozglądała się uważnie dokoła"269.
Konfrontacja tych dwóch postaci, pochodzących z różnych warstw społecznych, środowisk i kręgów kulturowych (Iza bowiem przybyła pod Tatry na kurację), podkreśla dzikość Ludmiły: "Cisza straszniejsza od krzyku zaległa wnętrze, gdzie oko w oko stanęły przed sobą: Ludmiła, najdrapieżniejsza z góralek, i Iza, najpiękniejszy kwiat pałaców, kwiat wonny, legendarny..."270. I choć Ludmiła wpada w szał zazdrości o Wieleckiego, to ostatecznie Iza, przyrównana do kwiatu, okazuje się morderczynią i samobójczynią. Spycha to niejako góralkę na dalszy plan, sprawiając, że jest ona jedynie postacią figurującą w tle (a jednocześnie przecież fakt jej stosunku z Wieleckim prowokuje tragiczne wydarzenia, których sprawczynią jest Iza).
Kobiety wchodzące w rolę kochanek - w wymiarze zarówno seksualnym, jak i emocjonalnym - są gotowe do poświęceń i wcale nie tracą swojej panieńskiej niezależności ani zdecydowanego charakteru. Tereska, bohaterka wspomnianej noweli Tadeusza Bocheńskiego O Walku Borowcu, poecie, i Teresce Wawrzykównie, juhasce, jest góralką jednoznacznie aktywną. Baca, z którym pracuje, mówi o niej: "[...] juhasić ta, juhasi, ale i bacuje, bo sie go [dziewczęcia - A.P.] juhasy samo tak bojom, jako mnie"271. Nie dziwi zatem, że Teresa postanawia przejąć inicjatywę i udać się na poszukiwania parobka Walka, w którym jest zakochana, a który zaginął w górach: "Abo zginem, abo najńdem, ale sukać póde"272. Starannie dobiera strój na daleką wyprawę: "Czuchę miała parobską od zimna, flintę, kajsi wypożyczoną, od zwierza i od mężczyzn, których się w pustce spotykać spodziewała, torbę juhaską, a w torbie jadła nieco, na plecach i ciupagę wyostrzoną w dłoni"273. Jej ostrożność świadczy o tym, że kobieta uważa, że mężczyzna, podobnie jak dzikie zwierzęta, jest dla niej zagrożeniem, przed którym trzeba się bronić. Ostatecznie powraca jednak ograny schemat kobiecej bezbronności wobec gór i męskiego wsparcia - choć znajduje ukochanego Walka, sama spada w przepaść, a ratunek mężczyzny okazuje się daremny, Teresa umiera na jego rękach: "- Tereś! Dołu cie zniesem, ku stawu. Hań woda. Boli cie? Ka? Zestąpił niżej, by ją na ręce wziąć. Wówczas Tereska oczy otworzyła i szeptem ledwie słyszalnym rzekła: - To juz śmierzć"274.
Ważny, bo charakterystyczny i swoisty dla Podhala, jest anturaż seksualnej aktywności góralek. Wydaje się, że szczególnie nacechowana w tym zakresie jest przestrzeń górska, nawet jeśli pozostaje umowna czy niedookreślona. Zdarza się, że ulega ona naturalnemu podziałowi: na szczyty oraz doliny, które odpowiadają dziewczętom i chłopcom. Ludwik Zejszner przytacza pieśń: "Idźe ty wierszyczkiem, ja pójdę doliną, / Jak se nie zejdziemy, weźże sobie inną"275. Każda z osób uczestniczących w tej sytuacji lirycznej przynależy do innej przestrzeni: mężczyzna do wysokich rejonów, kobieta do niskich. W powyższym utworze przestrzeń pełni ważną funkcję, choć nic nie wskazuje jednoznacznie na to, że to tam uczucie kochanków się intensyfikuje.
Inny z kolei dwuwiersz zapisany przez Zejsznera: "Nie pójdę ja dzisia na te kościeliska, / Nie masz tam parobków same hawiarzyska"276 jest o tyle ciekawy, że pokazuje, jak silnie naznaczone seksualnością jest wychodzenie góralek w góry - nawet tak umowne i symboliczne, jak Dolina Kościeliska. Dla góralek wejście w pozadomową przestrzeń niesie ze sobą sprecyzowany cel, jakim jest uwiedzenie parobka. Jednocześnie mają one określone wymagania, dotyczące, jak się okazuje, nie tylko bogactwa czy urody, ale także zajęcia, a zatem swoistej klasy społecznej, do której przynależy góral: o ile parobek jest dobrą partią, o tyle górnik (jak wyjaśnia Zejszner w przypisie, hawiarz od niemieckiego Hauer oznacza górnika - zbierali się oni po pracy w karczmie w Dolinie Kościeliskiej) już nie.
W innej przyśpiewce góralka zachodzi w ciążę z jednym z juhasów:
Johasy, johasy coście owce paśli, / Zgubiłam wianeczek wyście mi go naszli. / Johasy, johasy, dyć se Boga bójcie / Zgubiłam wianeczek dyć mi go powróćcie. / Zgubiłam wianeczek w zielonej uboczy / Ten mi go powróci co ma czarne oczy. / Dycem się taiła, taić się nie będę, / Gotuj kołyseczkę z drzewa limbowego, / A ja pieluseczki z rąbka bielonego277.
Stanowczo domaga się od górala zaangażowania - dlatego zleca mu zrobienie kołyski, na niej zaś spoczywa obowiązek przygotowania pieluszek. Pola odpowiedzialności obojga wpisują się w tradycyjny podział ról ze względu na płeć. Jednocześnie materiały, jakimi operować będzie każde z nich, są znaczące: jemu przypisane zostaje drewno, jej - tkanina, gdyż on jest drwalem (co związane jest z przestrzenią lasu), ona - tkaczką (przestrzeń domu). Warto zauważyć, że ten ostry podział dokonuje się już w momencie założenia rodziny - góralka jest bowiem w ciąży. Wcześniej oboje znajdują się w przestrzeni górskiej, gdzie dochodzi do poczęcia.
U Orkana zaś, w noweli Jak Józuś chciał, a jak mu wyszło, młoda góralka bezpośrednio proponuje tytułowemu Józusiowi, by przyszedł do niej w nocy: "- To przydź - kto ci broni?"278. Fakt, że czyni to nie we wsi, ale na Polanie Chochołowskiej, sugeruje semantyczne nacechowanie przestrzeni i wskazuje na przynależność do niej konkretnych typów góralek - te, które są kochankami, mogą pojawiać się w górach, nie jest to dla nich sprzeczne z naturą, tak jak będzie choćby w wypadku gospodyń.
Góralki często łączą z seksualnością i szeroko pojętą sferą uczuć także wymiar artystyczny, czyli śpiew oraz taniec. Artyzm staje się narzędziem do wyrażenia emocji, a także metodą uwodzenia ukochanego. Bywa również, że jest sposobem na zdobycie serca góralki, jak w przyśpiewkach zapisanych przez Zejsznera: "Ino mię Janiczku śpiewanie uwodzi. / Ta twoja fortuna na nic się nie godzi"279. W obliczu śpiewu majątek Janiczka nie ma znaczenia, co sugeruje, że nastawienie góralki wobec mężczyzny nie musi być materialistyczne.
Marka, dziewczyna wspomniana w opowiadaniu Halna pieśń Władysławy Panek, swoim śpiewem przywodzi mężczyznę, Józusia. Zostaje zresztą scharakteryzowana (z perspektywy swojej konkurentki, Hanki, będącej jednocześnie narratorką opowiadania) jako "czarownica liptacka"280, "djablica"281 i "powicher świata, co przy nikim nie zagrzeje miejsca"282. Niestałość w uczuciach, jaką sugeruje Hanka w odniesieniu do Marki, idzie w parze z dzikością, artyzmem oraz seksualnością. Nie bez znaczenia jest jej uroda, przez Hankę określona jako "cygańska", która w szczególny sposób działa na mężczyzn. Według dziewczyny bowiem "nima parobka, nima chłopa, coby go te ślepie cygańskie nie urzekły"283.
Podobnie zresztą góralka opisana przez Stanisława Witkiewicza w Na przełęczy charakteryzuje się dzikością, która znajduje ujście dzięki aspektowi artystycznemu:
Nagle, gdzieś w górze rozdarło się powietrze wrzaskiem dzikim, przeraźliwym i przeciągłym - a potem między szczerbatymi turniami rozległ się śpiew równie wrzaskliwy i dziki. Spod błękitnych obszarów dolatywały niewyraźne słowa:
Zebyk se miała klucyki odednia,
Zamykałak by se nocke od połednia,
i znowu ten wściekły wrzask, który rozpoczyna się niskim tonem i nagle wybucha jakimś szalonym piskiem, w którym czuć jakby niecierpliwość wabiącej się samicy.
...jesce noc,
Jesces mnie nie odchodź!
[...]
Dziewczyna śpiewająca nad przepaściami i juhas, który szedł prosto w te przepaście, rozchodzili się ze schadzki, ona na swoją halę, on śpieszył, by zdążyć z owcami "na śród wiecerz słonka" na szałas, do dojenia284.
U Stanisława Witkiewicza, podobnie jak u Władysławy Panek, góralka uwodzi mężczyznę śpiewem:
Nagle, dziki, przeciągły wrzask rozdarł ciszę i rozbił się tysiącem ech po skałach. Chłop zbiera kierdel, i wszystko: owce, pies i juhas lecą w dół, skacząc z upłazu na upłaz, z kamienia na kamień. To gdzieś z drugiego wirchu wabi go tak jaka Jantka czy Zośka, pasąca krowy. Siądzie na turniczce, sterczącej ponad lasem i śpiewa:
Zebyk wiedziała, ka mój miły kosi,
Zaniosłabyk jemu w podołecku cosi.
Potem zrywa się i rzuca w powietrze ów wściekły swój okrzyk, namiętny i niecierpliwy. Albo też juhaska, idąca z hali w doliny, i prowadząca na lejcu konia objuczonego obońkami, znudzona samotnym zstępowaniem po stromych i kanciastych brzeżkach, budzi swoim wrzaskiem echa śpiące w turniach i pragnienia w piersiach juhasów, którzy się odzywają gdzieś z dali na jej okrzyk285.
Stanisław Witkiewicz zaznacza zresztą, że korelacja sztuki (śpiewu i tańca) z miłością nie jest obecna jedynie w utworach literackich, ale stanowi część góralskiej tradycji. Szczegółowo opisuje taniec góralski, który w swojej istocie jest przedstawieniem "historii miłości"286 - przyrównuje go wręcz do godów ptaków:
Dziewczyna drobnymi krokami, obojętna, sztywna, biega z końca w koniec, umykając przed chłopakiem, który ze spuszczoną głową, zgięty, tupie, trzęsie się, kołuje, szamoce, jak wściekły, zataczając koło niej małe kręgi, klaszcząc w ręce lub wyciągając je do niej; w końcu dziewczyna oddaje się, wtedy chłopiec wylatuje, jak wystrzelony w powietrze i oboje w gwałtownym ruchu rzucają się sobie w objęcia. Nic nie może iść w porównanie z siłą, namiętnością i zaciekłością tego romansu, wypowiedzianego tańcem287.
Według tego modelu, wyrażonego w tańcu, to mężczyzna jest zdobywcą, aktywnym myśliwym, przejawia drapieżczość i władczość. W rzeczywistości jednak bywa różnie i układ ten jest czasem modyfikowany: to góralka uwodzi i poluje.
Nowela Tetmajera Jak Jasiek z Ustupu, Hanusia od Królów i Marta Uherczykówna z Liptowa śpiewali w jedno słoneczne rano ku sobie opowiada o miłosnym trójkącie, w którym o względy Jaśka z Ustupu288 rywalizują dwie młode góralki, Hanusia i Marta. Czynią to przede wszystkim przez śpiew, a Jasiek, do którego się zwracają, odpowiada im tym samym. Hanusia, by skierować ku ukochanemu pieśń289, wychodzi aż na Liliowe i zwraca się do Jaśka, patrząc na góry: "Nie było, nie było nad Jasia mojego, / kiek go uwidziała z wirsku zielonego"290. Jej stosunek do górala jest uległy: "[Hanusia] się w nim mocno zakochała i niczego mu nie odmawia, owszem, sama się tuli i choć się wstydzi, nie może westchnień miłosnego pragnienia zatłumić, kiedy są ze sobą na szopie przy Gąsienicowych Stawach"291.
Ma wprawdzie konkurentkę - "piękną i smutną Martę Uherczykównę", którą łączy z Jaśkiem relacja seksualna, realizująca się zresztą w "podkrywańskim lesie", a zatem oczywiście górskiej przestrzeni:
[...] serce swoje i młode i gibkie, i pachnące żywicą ciało ofiarowała Jaśkowi na miękkich mchach w podkrywańskim lesie, w południową spiekotę słońca, kiedy moc ludzi odchodzi, a członki same się wyrywają do uścisku292.
Jasiek jednak nie traktuje poważnie żadnej z nich: "Tak on śpiewał, bardzo śmiały i nie dbający o wiele, ani o dziewczyny, których Pan Bóg nasiał po świecie jak jodeł, ani o życie własne, które i tak zabierze, a dbający tylko o honorność i uciechę życia"293.
Nawiązywaniu damsko-męskich relacji służą tradycje i obrzędy, którym zazwyczaj towarzyszy wymiar artystyczny. Echa tego widoczne są w powieści Dolina wiatrów Jerzego Mieczysława Rytarda (1937) i chociaż wątek obchodzenia przez góralską młodzież Zielonych Świątek jest jedynie epizodem fabularnym, przynosi kilka interesujących przykładów przyśpiewek o wyraźnym zabarwieniu miłosno-erotycznym. Za ich autentycznością przemawia fakt, że Rytard, ożeniony z góralką Heleną Roj-Kozłowską - do której jeszcze powrócimy - podhalańskie tradycje miał okazję poznać bardzo dobrze.
Zielone Świątki wiążą się przede wszystkim z przywoływaniem wiosny, w tradycyjnej kulturze wiejskiej był więc rozpowszechniony zwyczaj majenia ścian domów brzozowymi gałęziami, a także ustawiania majowych słupów294. W tym kontekście czasowym i obrzędowym relacja między chłopcami a dziewczętami odgrywała istotną rolę, podobnie jak w wielu innych ludowych tradycjach. Rytard opisuje kilka zaskakujących praktyk, jakim oddają się młodzi górale. Śpiewane przez nich piosenki początkowo stanowią rodzaj dziewczęcej prowokacji: "Hej po wierchach, dolinach / Leci nuta siumnie, / Hej nie uśnies Janicku, / Jak nie przydzies ku mnie!"295. Prostą budową oraz miłosną tematyką przypominają one przyśpiewki cytowane przez Zejsznera. Kolejne czterowiersze, w miarę jak obrzęd nabiera tempa, zachęcają do gonitwy chłopców za dziewczętami: "A ty goły, wychodź ze stodoły, / Łapać swoje siwe woły!"296. Ta z panien, która zostaje złapana - w powieści jest to Jagniesia Borowa - zostaje poddana niełatwym próbom. Jest na przykład straszona:
Jedna z dziewcząt miała przy sobie lusterko i podsunęła je przed oczy Jagniesi, która ujrzała w niem zamiast swej różowej buzi, czarną, murzyńską twarz, błyskającą białkami oczu i lśniącemi zębami. Krzyknęła przeraźliwie i zaczęła się wydzierać, lecz nie puszczono jej, gdyż nie skończono jeszcze wszystkich obrzędów, jakie były w zwyczaju w noc Zielonych Świątek297.
Następnie młodzież prowadzi ją na "kępę z kamieni, gdzie w tę jedną jedyną w roku noc diabły mają prawo rezydować"298. Musi tam przez pewien czas zostać, a tymczasem inni jej się przyglądają. Zabawy te wyraźnie są zatem powiązane ze światem chtonicznym, sferą śmierci. Świadczy o tym zresztą obecność wśród zgromadzonych turonia, czyli, jak podają autorki leksykonu Czary góralskie: "zoomorficznej maszkary w grupie kolędniczej"299. Obecność turonia w spektaklu odbywającym się w ramach obrzędu symbolizowała umieranie, ale i odradzanie się. Jednocześnie w opisywanym przez Rytarda obrzędzie Zielonych Świątek każdy z uczestników ma swoje miejsce, a funkcja dziewcząt wydaje się szczególnie istotna i naznaczona seksualnymi konotacjami.
W uczuciowo-seksualnych relacjach, w których to kobieta jest stroną dominującą, zdarzają się dwuznaczne moralnie zachowania góralek. Przykładem tego jest Hanka, bohaterka Dwóch sióstr Michała Bałuckiego, która po tym, jak jej narzeczony Stach wychodzi na redyk, zbliża się do Kuby, narzeczonego swojej siostry Teresy, a jednocześnie brata bliźniaka Stacha. Jej postępowanie jako uwodzicielki pokazuje scena, w której Hanka udaje dziwożonę, by przestraszyć Kubę i swoją siostrę: "- A ty Kuba boisz się dziwożon? - pytała patrząc zalotnie w oczy chłopcu, tak zalotnie, że Kuba aż zmieszał się przed tym wzrokiem"300. Później tłumaczy swoje motywacje tym, że jej narzeczony znajdował się daleko, tymczasem Kuba był blisko. Postępowanie Hanki można zatem rozpatrywać zarówno w kategoriach potrzeby doświadczania uczucia, jak i egoizmu. Tym bardziej że gdy Kuba się od niej odsuwa, ona odczuwa zazdrość o Teresę. Obie te interpretacje pokazują jednak niewątpliwie aktywność, jaką Hanka przejawia - to ona decyduje o rozwoju relacji i nią kieruje, jest stroną dominującą.
Z podobnym przykładem mamy do czynienia w innym utworze Bałuckiego - Obrazach i obrazkach z tatrzańskiej wycieczki. Autor zbioru przytacza legendę o miłości - przedstawia historię górala, który udaje się na Czerwone Wierchy w poszukiwaniu ziela, które uleczy jego ukochaną. Ginie jednak, spadając w przepaść, tymczasem ukochana zgodnie z wolą rodziców wychodzi za innego mężczyznę. Narrator konstatuje, że opowieść ta świadczy o niestałości góralek. "Mój towarzysz utrzymywał, że ta niestałość tylko góralkom jest właściwą, a ja nie ośmielam się przeczyć przynajmniej głośno"301.
W literaturze obecne są także przykłady góralskich bohaterek, które cierpią z miłości. Wynika to z ich emocjonalności, a uczucia, jakie im towarzyszą, mogą wpływać nawet na ich wygląd. Wspomniana Tereska opisana przez Bałuckiego w Dwóch siostrach po tym, jak jej narzeczony okazuje zainteresowanie jej siostrze, mizernieje i chudnie. Narrator sugeruje, że taka uczuciowość jest niepodobna do góralek, zaznacza bowiem: "Nie uwierzycie, żeby góralka mogła schudnąć z miłości, więc wam lepiej powiem, że z pracy i z nędzy"302.
Swoboda seksualna góralek miewa również negatywne skutki, czego przykładem jest postać Hanki Faktorcyny z noweli Ku niebu Tetmajera, góralki, która postanawia opuścić rodzinną wieś z powodu miłosnego zawodu. Hanka miała romans z Wojtkiem Mrowcem i zakochała się w nim "tak, że świata bożego nie widziała poza nim, a na sam jego głos drżenie jej szło po ciele"303, ale gdy zaszła w ciążę, on ją zostawił. Odpowiedzialność za ciążę zostaje zrzucona na Hankę, Wojtek bowiem na jej sugestię, że powinni się pobrać, odmawia, mówiąc: "[...] toś sie mogła nie przespować"304. Relacja między nimi pokazuje, że także dla mężczyzny małżeństwo związane bywa przede wszystkim z korzyścią finansową i to aspekt materialny często wysuwa się na pierwszy plan. O ile seksualność jest istotna, o tyle do niczego nie zobowiązuje. Wojtek bowiem stwierdza:
Ze coześ ty, głupia, méślała, ze ja haw bedem takiego dziada, jakoś ty, brał? Ja jest parobek jak sie patrzy i gazdowski syn, mam pod trzydzieści korcy pola, konie, krowy, owce, a ty co? Telo jacy, co na sobie. Kogo zekcem, tego weznem. Pogardził nią, bo sierota, jak to sierota; mało co po rodzicach zostało, a i co zostało, świat zabrał305.
Brak stabilności finansowej może zatem albo uzależniać kobietę od mężczyzny i sprawiać, że związki są jej narzucane, albo odbierać jej możliwość związku w ogóle. Co ważne, to rozczarowanie miłosne sprawia, że Hanka opuszcza bezpieczną przestrzeń wsi. Początkowo motywowana rozpaczą udaje się "naprzód ku Liliowemu"306, ale czując, że opada z sił, chce powrócić "dołu! dołu! do ludzi"307, jest jednak za późno i dziewczyna umiera z zimna.
Bezpieczną przestrzeń opuszcza także Jagna, bohaterka wspomniana w opowiadaniu Przewodnik tatrzański ze zbioru Obrazki Melanii Parczewskiej (1893). Postać Jagny wprowadza Jontek, tytułowy przewodnik, który podczas sprowadzania turystów z gór zagaduje jednego z nich, Karola, czy pamięta Jagniasię poznaną przed dwunastoma laty podczas pierwszego pobytu w Tatrach. Jagniasia wydawała wówczas turystom żętycę na Hali Królowej. Karol istotnie przypomina sobie "ładną góralkę, do której wszyscy uśmiechali się wdzięcznie, a on za żętycę płacił w dodatku uściskami. W żartach nazywał ją "królową hali", ale gdy raz wyjechał z Zakopanego, zapomniał już i o istnieniu Jagny"308. Okazuje się, że Jagna była kiedyś ukochaną Jontka, ale zakochała się w atrakcyjnych panach z miasta, a po ich odjeździe nie chciała być już z góralem. Porzuciła swoją rodzinę i ojczystą ziemię, udając się na stronę węgierską. Jontek stwierdza, że "czarne oczy i gładkie słowa zabiły góralską dziewkę"309. W odwecie za utratę ukochanej planuje zabić turystów.
Jagna odgrywa w utworze rolę kochanki, i to na dwa sposoby. Po pierwsze, jest obiektem uczuć walecznego Jontka o wielkim sercu - postacią statyczną i bezwolną. Góral jest gotowy pomścić jej cierpienie, w rzeczywistości mszcząc się za własne niepowodzenia i nieszczęście (na początku utworu Jontek "siedział na uboczu i [...] nie podzielał ogólnej wrzawy i wesołości"310). Jednak w relacji między Jontkiem a Jagną to ona jest stroną aktywną, porzuca bowiem swojego kochanka na rzecz fantazji o atrakcyjnych turystach z miasta - decyduje zatem o swoim życiu uczuciowym. Opuszcza również swój dom i rodzinę, udając się za granicę - z żalu. Po drugie, Jagna wchodzi w relację miłosną z obcym (przybyszem), który w charakterze turysty przybywa na Podhale. W tym drugim aspekcie to ona jest stroną porzuconą, która daje się nabrać na "czarne oczy i gładkie słowa", co skutkuje opuszczeniem domu, a ostatecznie doprowadza Jagnę do śmierci. Jednocześnie historia ta stanowi kolejny przykład związku góralki z niegóralem - a te w większości kończą się tragicznie dla bohaterek.
Jagna to niewątpliwie postać tragiczna, choć tragicznym bohaterem jest również Jontek. Przy tym należy zwrócić uwagę na konwencjonalny sposób ujęcia tej postaci. Jagna jest niestała w uczuciach i naiwna, ale kieruje się emocjonalnością. Jeśli zaś chodzi o jej fizyczność, wyróżnia się swoją urodą, jest wręcz "co cud" - to wiąże się z narzuconą jej przez autora rolą kochanki. Tak zresztą identyfikuje ją Jontek: "Ona była moja frairka311, a oni mi ją zabrali"312.
W tym miejscu, na marginesie rozważań o kochankach, które kierując się uczuciem opuszczają bezpieczną przestrzeń domu, należy wspomnieć o bohaterkach zbioru nowel Władysławy Panek Kaj ten smrek siwy. Jednocześnie w większości utworów występuje motyw śmierci. Jak pisze Jacek Kolbuszewski, "jest coś bardzo charakterystycznego w fakcie, że tylko dwa opowiadania nie dotykają problemu śmierci"313. Warto przy tym zauważyć, że śmierć ta jest bezpośrednim następstwem opuszczenia locus amoenus, czy to zamierzonym (wyjście z domu w celu popełnienia samobójstwa), czy to przypadkowym (wypadek w górach). Kolbuszewski zauważa, że "postępowaniem bohaterów [zwłaszcza bohaterek - A.P.] tych opowiadań rządzą silne namiętności i gwałtowne impulsy przy jednoczesnej głębi życia uczuciowego, wszystkie bowiem zdarzenia i sytuacje związane są z różnymi aspektami miłości lub też podświadomego odczucia braku tej miłości"314.
Zbiór autorstwa Panek obfituje w tego typu bohaterki, co jest o tyle ciekawe, że może wynikać z płci autorki. Narracje męskie przedstawiają góralki przywiązane do swojej ziemi, kobieca zaś czyni bohaterki odważnymi i skorymi do zachowań buntowniczych. Poniekąd zatem autorka wpisuje swoje bohaterki w model feministyczny (sprzeniewierzają się obowiązującemu porządkowi i podejmują odważne decyzje), trudno jednak nie zauważyć ich głównej motywacji, jakim jest uczucie do mężczyzny, nie sposób więc mówić tutaj o zupełnym pominięciu optyki androcentrycznej.
Bohaterka opowiadania Kaj ten smrek siwy, owdowiała gospodyni, nie mogąc poradzić sobie - w sensie zarówno materialnym, jak i psychicznym - po śmierci ukochanego męża, opuszcza gospodarstwo, udaje się w góry i tam popełnia samobójstwo:
[...] a ona obchodziła smrek dokoła, pokiel nie namacała tengiego konara; oplontała go skrenconom szmatom, przeżegnała się trzy razy, i weszła na pniak, gdzie sobie pentle na szyje zarzuciła. Raptem skoczyła z mijsca i zawisła w powietrzu, pod rozkołysanemi gałenziami smreka, sypioncego na jeju stygnoncom twarz grube krople rosy, - swoje błogosławieństwo w godzine śmierci315.
Zakończenie utworu (dusza góralki leciała "kajsik za światy z opiekom lo Józusia"316) sugeruje przewodnią motywację góralki, jaką jest potrzeba opieki nad zmarłym mężem. To ukazuje gospodynię jako głowę rodziny, obowiązaną do opiekowania się najbliższymi nawet po ich śmierci. Tezę o matriarchalnym modelu potwierdza również fakt, że przed opuszczeniem gospodarstwa bohaterka przekazuje opiekę nad dziećmi i domem swojej najstarszej córce, Weronce.
Dom opuszczają także młode bohaterki opowiadań Halna pieśń, Nastka oraz Lotawiec. Góralki w nich opisane udają się w góry w poszukiwaniu utraconych miłości. Hanka z Halnej pieśni szuka tam ojca swojego nieślubnego dziecka, którego pół roku temu "wzieni węgierskie ziandary i trzymali w Hrodku bez raubszycostwo na kozice"317. Ostatecznie ukochany wiąże się z atrakcyjną Marką, co wstrząsa Hanką.
Nastka jest zaś żoną starszego wdowca Bednorza, którego nie kocha. Mężczyzna stosował przemoc wobec swojej poprzedniej żony: "[...] wiedzieli, co pirszom babe silnie tłuk"318. Jacek Kolbuszewski wskazuje zresztą na fakt, że to opowiadanie jest bodaj pierwszym w historii literatury o tematyce góralskiej, w którym pojawia się informacja o mężu bijącym żonę319. Tytułowa Nastka zaś na przemoc nie pozwala, zostaje opisana jako "najbardziej pyskata i honorna dziewczyna we wsi"320, której mąż nie pociąga i wyszła za niego tylko dla pieniędzy. Jej prawdziwą miłością jest Jędrek, opuszcza więc męża, by go odnaleźć. W opisie jej drogi pojawia się estetyczna dosłowność nieznanego: "[...] szła na zawsze z dziedziny, z chałupy menżowskij, w świat, do Jendrka, chocia ten jom nie wołoł, ani doł poznoć, że jeszce miłuje. Niek bedzie co kce! O nic już nie dboła, za sobom nic nie ostowioła, czego by mioła banowoć. - A przed sobom mo świat obcy, droge, i te noc ciemnom jako jeji myśli zmoncone i smutne"321. Próba kończy się jednak niepowodzeniem: kobieta umiera w górach. Ten fragment również jest dowodem pionierstwa autorki, według Kolbuszewskiego jest to bowiem "pierwszy w literaturze polskiej opis śmiertelnego wypadku tatrzańskiego"322.
Jewka Mikuliszanka z Lotawca to bohaterka, która ma wyjść za Jędrysa, którego nie kocha. Zgodziła się na ślub po tym, jak jej ukochany Józek poszedł do wojska. Jej motywacje miały także charakter materialny, co wśród literackich portretów góralek tego okresu - nie tylko zresztą literackich, bo wspominał o tym także cytowany wcześniej Stanisław Witkiewicz (do tego problemu powrócimy w dalszej części) - było zresztą powszechne: "[...] ogdowioł, a choć sie napić lubioł i breweryje stroił, ale zawdy nojwienkszy bogocz"323. Wychodzi w góry na jego spotkanie, jednak Jendrys zachodzi jej drogę, zaczyna szarpać w szale zazdrości, a wreszcie zabija: "Krzepkiemi rencami porwoł szamoconcom sie dzieuche, i z całyj siły ciepnoł niom o drzewa niżyj rosnonce"324.
Odejście z domu, które kończy się szczęśliwie i od początku wydaje się czymś dobrym dla góralki, zostaje opisane w opowiadaniu Zbójnicka krew, którego bohaterką jest Bronka, żona Karola Sieczki, nieszczęśliwa w małżeństwie, znudzona codziennością i zakochana w góralu Franku. Gdy mąż wysyła ją na Halę Gąsienicową, kobieta odżywa, wcześniej niezadowolona z faktu, że: "- Na halom mi iść nie dali, ino za monż pchali"325. Tradycyjnie pojmowana rola kobiety jej nie odpowiada, a swój status buntowniczki podkreśla tym, że nie chce zostać matką: "To dziecko, którego tak wszyscy wyglondali, stałoby sie lo nij wiekiem do trumny"326. Ostatecznie udaje jej się uciec i związać z Frankiem, co niewątpliwie stanowi szczęśliwe zakończenie.
Tym samym opowiadanie to wyłamuje się z kręgu pozostałych, naznaczonych niezwykle pesymistycznie. Góralki w nich przedstawione, decydujące się na opuszczenie domu w celu poszukiwania swojego szczęścia, ponoszą za to karę - ich śmierć można interpretować jako następstwo wystąpienia przeciwko ustalonemu porządkowi społeczno-przestrzennemu.
Zabieg seksualizacji góralskich bohaterek polega nie tylko na obdarzeniu ich funkcją kochanki, ale także na specyficznej technice ich opisu - akcent kładzie się na uwypuklenie określonych cech ich fizyczności, takich jak kobieca figura (obfity biust i szerokie biodra) czy zmysłowe rysy (pełne wargi).
W ten sposób ukazana zostaje Magda - bohaterka wspomnianego już opowiadania Feliksa Gwiżdża Dobrzy ludzie. Rodzina górala Lejzusia chce go wyswatać z kobietą. Jeden z bohaterów, Brzezina, mówi o Magdzie następująco: "Bieluśka na rękach, jak pani, tłuściutka, okrągła... a i serce miętkie... o, miętkie... [...] Ja ta nie mówię niby na to, cobyś sie zaraz żenił. Ale pośpasować z nią, hehej! Boże ty mój... Co to tam za gorąc - co tam - - - Co to tam za ręce okrągłe, szyja - i to wszystko... co to tam... co to tam..."327. Emocjonalny opis skupiający się na cielesności Magdy idzie w parze z radą, jakiej rodzina udziela Lejzusiowi, żeby - jeśli nie chce się żenić - przynajmniej spędził z nią noc. Kobieta zostaje zatem sprowadzona do roli obiektu seksualnego.
W podobny sposób opisana jest także Rejna, bohaterka Honoru Karola Pęksy Stanisława Obrzuda (1922). Jest ona obiektem pożądania mężczyzn: własnego męża i sąsiada, tytułowego Pęksy, a to z kolei wzbudza zazdrość jego żony, Kaśki Fydzianki. Wyraźne zaakcentowanie cielesności bohaterki zdradza jej opis, obfitujący w określenia podkreślające naturalność, wiejskość i seksualność.
[Rejna - A.P.] odpowiadała więcej typowi piękności w rozumieniu chłopskim. Wielka, rozrosła, rumiana, miała linie ciała jakby toporem cieśli, a nie dłutem snycerza rzeźbione. Ogromna grzywa złotych jak dojrzałe kłosy żytnie włosów pokrywała jej głowę, - głowę dużą, narzucającą się z daleka wzrokowi. Mięsiste, zmysłowe, nabrzmiałe zdrową krwią wargi wzywały do chutliwych, chamskich pocałunków. - Biodra krągłe osadzone silnie w dzielnych miednicach, wołały głośno o liczne, jędrne, krzykliwe potomstwo. Piersi wielkie, rozpierające koszulę, wabiły do objęć zapamiętałych, do rozkoszy rozhukanej, pierwotnej. Nade wszystko zaś kuszące miała oczy - oczy wielkie, zielone, w oprawie czarnych brwi i rzęsów, wabiące jak Pokusa, która w upajające wonią bzów noce majowe zaczaja się na cnotę ludzi328.
Rejna zostaje wprowadzona do utworu za pośrednictwem następującego opisu: "[...] zjawiła się w nich [drzwiach - A.P.] okazała, tęga blondyna. Z przedniego jakiegoś płótna tkana koszulina piętrzyła się pod piersiami tej kobiety, a jędrne biodra rozpierały spódnicę malowaną w jaskrawe kwiaty"329. W opisie najbardziej charakterystyczna i znacząca wydaje się jej tęgość, a zatem kobiecość, ukazana zwłaszcza przez obfite piersi i biodra. Kaśka z kolei, zazdrosna o sąsiadkę, animalizuje ją, widząc jedynie jej przymioty fizyczne: "Zamigotały jej oczy zazdrością i gniewem, syknęła: - Znowu ta krowa wywala wymiona!"330. Również zachowanie Rejny jest naznaczone seksualnością. Kobieta słysząc, że mąż Kaśki dopuszcza się przemocy wobec swojej żony, reaguje symptomatycznie:
Rejna rozdymała nozdrza, wchłaniając w siebie wszystkimi porami zmysłową rozkosz katowanego ciała. Jej klatka piersiowa wznosiła się i opadała gwałtownie, pęczniały twarde piersi rozsadzając cienką, płócienną koszulę, uda jej przebiegał rozkoszny, prawie bolesny dreszcz, co szedł od mózgu przez krzyże do stóp331.
Notabene fakt połączenia fizycznej przemocy wobec góralki i seksualności jest również tematem przyśpiewek góralskich zebranych przez Ludwika Zejsznera. Przytacza on między innymi czterowiersz: "Powiedz, powiedz nie taj se, / Komuś dała gębusie, / O niepowiem, niepowiem / Bobyś mię bił dobrze wiem"332. Uczestniczka tego dialogu przejawia seksualną aktywność, wiemy bowiem, że zdradza swojego męża bądź ukochanego. Jednocześnie funkcjonuje również jako ofiara, bo przeczuwa, że kochanek uderzyłby ją, gdyby do tej zdrady się przyznała, ma zatem jakieś doświadczenia z tym związane. Granica między biciem a miłosnym uściskiem jest wąska: "Nie bijże mię nie bij, bo mnie będzie boleć. / Raczej że mnie obłap (uściskaj) bo ja będę woleć"333. W powyższym dwuwierszu przemoc nie jest akceptowana przez góralkę. Inny przykład ukazany przez Zejsznera sugeruje jednak, że w społecznościach tradycyjnych - w tym konkretnym wypadku chodzi o Podhale - prawo do przemocy mają na przykład rodzice w stosunku do dzieci: "Niebędziesz mnie bijał, / Boś mnie nie powijał. / Matka powijała / A mnie nie bijała"334. Kobieta wypowiadająca te słowa broni się przed przemocą ze strony mężczyzny, do której on, nie będąc jej rodzicem, nie ma prawa.
Seksualizacja za sprawą dynamicznego opisu góralskiego stroju - obcisłego gorsetu i krótkiej spódniczki - widoczna jest w Bajdzie o Niemrawcu Jana Gwalberta Henryka Pawlikowskiego, w której pojawia się scena góralskiego tańca. Dziewczyna w nim uczestnicząca:
Uciekać jęła drobniusieńkimi kroczkami, to przodem, to tyłem, okręcała się zwinnie, patrząc mu wciąż bacznie i z podziwem na biegłe stopy; prężyła przed nim jędrne, małe piersi, którymi pęczniał purpurowy gorsecik. Latały wkoło niej bombiaste spódniczki, zawsze jedną ręką w stosownej chwili dyskretnie skarcone, zawijały się zwisające spod odrzuconej na kark chustki, ciasno plecione warkoczyki335.
Zdarzają się również literackie portrety góralek, które mimo wejścia w wiek odpowiedni do nawiązania relacji damsko-męskiej, a także mimo swojego potencjału - również seksualnego - miłości z różnych przyczyn unikają. Taką bohaterką jest chociażby Marysia Chochołowska z Kościeliska zwana "Daleką" (nazywana tak, bo - dosłownie i metaforycznie - żyje w oddaleniu od świata336) z noweli Tetmajera. Mimo że ma już dwadzieścia trzy lata, jest ładna, skromna i zamożna, a przy tym dobra z niej gospodyni, odrzuca awanse wszystkich mężczyzn. Charakteryzuje się nieobecnym spojrzeniem, ponadto żyje w swoim świecie i lubi samotność. Odmawia także starającemu się o nią Jaśkowi ("Ja juz tak ostanem. Wiekuiście. Nie wydam sie za nikogo... nigda..."337), aż w końcu opowiada mu swoją historię: góral, którego kochała, ożenił się z inną, a ona, w emocjonalnej reakcji na miłosny zawód, ślubowała nigdy nie wychodzić za mąż338. Jest więc przykładem kobiety nieszczęśliwie zakochanej, samotnej z wyboru, a jednocześnie bardzo uczuciowej. Muzyka grana przez Jaśka wzbudza w niej gwałtowne emocje i doprowadza do płaczu, przypomina bowiem o niespełnionej miłości.
Nieszczęśliwie zakochana, skazana na samotność góralka pojawia się także w opowiadaniu Władysławy Panek Naści i to Poniezusku... Mowa o Zośce, której po latach udaje się zdobyć serce zamożnego wdowca Jendrzeja, jednak trzy tygodnie przed zaplanowanym ślubem mężczyzna ginie w górach. Kobieta zostaje zatem samotna, przy tym boryka się z biedą, a wszystko to odciska piętno na jej wyglądzie. O jej frustracji świadczą słowa wypowiedziane w rozpaczy: "Ponjezusicku, to ci ta za to nimom co dzienkować. Macierzy tom nie zaznała, boś jom do swojej kwały zawołoł co rychło, ino znom pazyrne bratowe i braci, co mi wszyćko wzieni, - znom głód, krzywde, i służbe u swoik, krwawe harowanie, piastowanie dzieci i potyraczkę... Widzisz Poniezusku ześ mi nie doł nic..."339. Brak miłości nie jest jedynym złem, jakie ją spotkało, wydaje się jednak, że odebranie jej ukochanego stanowiło katalizator jej nieszczęścia i przyczynę, dla której odsunęła się od ludzi.
Inną samotną góralką jest Janielcia Wielgusówna, główna bohaterka Dymów Marii Czeskiej-Mączyńskiej. Reprezentuje ona typ kobiety nieszczęśliwej i tęskniącej za miłością - uczucie jest jej niedostępne ze względu na niedostatki urody. Po tym, gdy podczas wiejskiej zabawy zostaje wyśmiana przez rówieśnika ("Przed muzyką przystanął, w boki się wziął, na tancerkę swoją popatrzał i zaśpiewał: "Nogi jak stępory, piersi kieby wory, ręce kieby grabie, twarz podobna żabie""340), przestaje zwracać uwagę na innych chłopców i całą swoją energię wkłada w pracę.
Po śmierci rodziców odrzuca propozycję ojca chrzestnego: "- No, a może ci chłopa wyszukać?"341 i deklaruje, że za mąż nie wyjdzie. Wreszcie odmawia propozycji małżeństwa złożonej jej przez niegórala Jana Sulimirskiego, któremu uratowała życie i w którym jest zakochana. Mimo uczucia, jakim darzy mężczyznę, stwierdza bowiem: "- Wyście nie dla mnie, byłabym wam może w życiu jeno zawadą, w innym żeście świecie wyrośli, w dodatku brzydka jestem i miłować mnie trudno"342.
Ostatecznie jednak góralka zgadza się na małżeństwo z Sulimirskim. Związek ten jest ciekawy nie tylko ze względu na różnice społeczne, ale także dlatego, że zostaje zawarty z rozsądku: wdzięczności mężczyzny i samotności obojga. On przyznaje szczerze: "- Nie mogę ci powiedzieć, że cię kocham, jak mężczyzna zazwyczaj kocha kobietę, bo skłamałbym; ale kocham cię jak brat siostrę dobrą, a to może nawet więcej znaczy"343. Ostatecznie, nawet po tym, gdy Sulimirski odnajduje matkę, o której myślał, że ją stracił, a także dawną ukochaną - decyduje się zostać z Anielką. Ich związek tymczasem przestał być platoniczny, dziewczyna bowiem spodziewa się z nim dziecka. W tym wypadku samotność kobiety zostaje przełamana i jej status się zmienia.
Zośka Mocarna, bohaterka noweli Tetmajera, również jest osobą samotną, powód jest jednak zgoła inny niż w wypadku pozostałych kobiet. Zośka jest zbójniczką, przejmuje zatem rolę męską, a co za tym idzie - wzbudza strach: "[...] najtęższych chłopów waliła, drzewa w lesie ścinała, a mając około lat trzydziestu, stowarzyszyła się z bandą zbójecką Franka Topora Huciańskiego z Hrubego i stała się postrachem zatatrzańskich dziedzin murowanych. Nigdy ona nie zaznała uścisku miłości, bo się każdy bał z nią zespolić"344.
Tymczasem jeszcze inny rodzaj niezależności od mężczyzn prezentuje bohaterka Bajdy o Niemrawcu Pawlikowskiego. Młoda góralka Jewka odmawia bowiem zakochanemu w niej Wojtkowi, który oferuje dziewczynie małżeństwo - a czyni to zdecydowanie i w ostrych słowach:
- Idzze Wojtek, ty waryjoku! Dy ci sie broniła nie bede, kie mie juz telo rad widzis, jale bójze Boga, żałość jesce w nuku za tom, co mi matkom bela, a tobie w głowie figle, boś se jom zakrącił piwskem! Wstyd Wojtek [...]. Nie tykoj mie! - Weszła do izby wzburzona345.
Scena ta stanowi przykład góralskiej swobody, która dotyczy również kobiet. Jewka nie tylko odrzuca zaloty Wojtka, ale stanowczo przypomina o swoim prawie do samostanowienia, tu rozumianym jako prawo do swobodnego wyboru mężczyzny, z którym nawiąże stosunki. Gdy bowiem chłopak zarzuca jej tańczenie z innym góralem, ona odpowiada: "Wara od mie! A chojbyk i wołała, to i co? Nie ślebodno mi? Cyjek ci to przisięgała co?!"346. Jewka wskazuje tu zatem na małżeństwo jako cezurę, która wyznacza moment pewnej utraty niezależności. Odpowiada to ustaleniom Ludwika Kamińskiego vel Kamieńskiego, który sugerował utratę indywidualności kobiety po ślubie.
Wskazane typy góralek samotnych - zawiedzionych, zmaskulinizowanych, niezależnych - stanowią przykłady antykochanek. Charakterystyczne jednak jest to, że nie ukonstytuował się jeden wspólny model kobiet, które w związki nie wchodzą. Ich samodzielność może wynikać z różnych przyczyn: zarówno życiowych doświadczeń, jak i charakteru, na przykład strachu, jaki wzbudzają wśród męskich bohaterów.
Tematyka specyficznej góralskiej miłości jest żywa również w literaturze i kulturze XX wieku. Przykładem postaci, która nie tylko uwikłała się w swobodny związek, ale także była pierwowzorem bohaterki literackiej będącej jednym z symboli kobiecego Podhala, jest Maria Czarniakowa, z domu Paliderówna, którą w 1970 roku opisuje - opierając się na jej własnych wspomnieniach - Włodzimierz Wnuk.
Maria Paliderówna, urodzona w 1884 roku, na początku XX stulecia poznała Kazimierza Przerwę-Tetmajera, z którym wkrótce zaczęła się spotykać. Wnuk przytacza jej słowa: "Tetmajer był dla mnie zawsze dobry, ale i zazdrosny. Kiedy zauważył, że podobam się różnym panom, przeprowadził się z zakładu Chramca na Szymony, do Daniela, gdzie wynajął sobie dwa pokoje - i tam do niego chodziłam"347. Paliderówny i Tetmajera nigdy nie połączyło małżeństwo, ponieważ, jak twierdziła po latach Czarniakowa: "On nie był do żeniaczki, nie dałby przecie rady utrzymać żonę - majątek w Ludźmierzu miał spodlony, zarobki z pisania nietęgie, a tu trzeba było biedakowi utrzymać matkę, synka, siebie... Musiał przy tym dużo podróżować i bywać między ludźmi, żeby to potem wszystko w książkach opisać"348. Tadeusz Januszewski, autor biografii poety, przedstawia ich relację w nieco inny sposób: sugeruje, że Paliderówna zdecydowała się odejść od Tetmajera i ułożyć sobie życie z kimś innym, zorientowała się bowiem, że "Tetmajer do małżeństwa się nie nadaje, straciła nadzieję, że będą zawsze razem"349. Wiele jednak dzięki pisarzowi zyskała, zwiedziła wiele miast i odległych krajów, choć życie ułożyła sobie bez niego: po raz pierwszy wyszła za mąż w 1912 roku, a po śmierci męża ponownie w 1924 roku. Z Tetmajerem zaś utrzymywała kontakt bardzo długo - w 1937 roku, trzy lata przed śmiercią autora Na Skalnym Podhalu, wzięła udział w obchodach pięćdziesięciolecia jego twórczości350.
Potwierdzałoby to literackie wyobrażenie góralek jako z jednej strony emocjonalnych - stąd długi związek z pisarzem, z drugiej zaś - wolnych od oków tradycji. Co jednak wydaje się najistotniejsze w wypadku Paliderówny - przynajmniej w interesującym nas kontekście - to fakt, że była ona pierwowzorem słynnej Maryny z Hrubego, bohaterki pierwszej części Legendy Tatr. Bohaterki, która reprezentuje cechy kojarzone ze stereotypowo już wówczas pojmowaną góralszczyzną, stając się jej symbolem wyrastającym z pozaliterackiej rzeczywistości, o czym świadczy bliska znajomość pisarza z "Maryną". Nie oznacza to wcale, że jej postać nie została przez Tetmajera wyidealizowana.
Tym, co nierozerwalnie wiąże się z literackimi przedstawieniami seksualności oraz życia małżeńskiego górali, jest wyraźny związek i współwystępowanie w utworze kobiety i mężczyzny. Kobiece bohaterki są w tej konfiguracji ważne, odznaczają się swoistymi cechami charakteru, pełnią istotne funkcje. Często jest to jedyny kontekst, w jakim w interesującym nas okresie mogą zaistnieć w utworze.
Przykładem takiego uwarunkowania może być zbiór nowel Kazimierza Tetmajera Na Skalnym Podhalu. Utwory, w których pojawiają się kobiety, przedstawiają góralki najczęściej w jakiejś relacji z mężczyznami. Zazwyczaj są to właśnie relacje miłosne, polegające albo na odrzuceniu przez którąś ze stron, albo na nawiązaniu stosunku, bywa również, że przedstawiają życie małżeńskie. Kobiety nie są samodzielnymi bohaterkami, nie przeżywają nic bez mężczyzn, nawet jeśli ma to być ojciec, a nie kochanek - jak w wypadku noweli Orlice.
Co równie ważne, ukazanie góralki w relacji z mężczyzną pozwala na pogłębienie jej portretu psychologicznego - to z kolei udowadnia Michał Bałucki w swojej twórczości. Przedstawienie uczuć targających jego bohaterkami umożliwia wniknięcie w ich indywidualność, plastyczne oddanie przemian, jakim podlegają z czasem, czy wreszcie nakreślenie kontrastu między zachowaniami ich oraz społeczności niegóralskiej.
Literackie portrety góralek zdają się wyrastać z pochodzących już z początku XIX wieku etnograficznych opisów historycznych rdzennych mieszkanek Podhala. Autorzy wspomnień i prac charakteryzujących góralską społeczność podkreślają swobodę, w jakiej wyrastali Podhalanie i - co ważniejsze w kontekście naszych rozważań - Podhalanki. Wątpliwości budzi jednak fakt, czy nie była to swoboda ograniczona, poddana pewnym zastrzeżeniom. Do takich wniosków zdaje się dochodzić Maria Misińska, pisząca, że przed drugą wojną światową na Podhalu:
O małżeństwie dzieci decydowali przeważnie rodzice, toteż od starszych kobiet często można usłyszeć, że je "nagnano" do ślubu. Dziewczęta zwykle tylko płaczem protestowały przeciw małżeństwu wbrew ich woli, kawalerowie natomiast czasem się buntowali lub po kryjomu wyjeżdżali na emigrację [...]. Walory osobiste i uczucie przy zawieraniu małżeństwa nie odgrywały większej roli. Zwracano wprawdzie uwagę na zdrowie i pracowitość, ale największe znaczenie miało położenie materialne, ilość morgów i inwentarza. [...] Dziewczęta wydawano często za mąż za starszego o 20, 30 a nawet więcej lat, bo był bogaty. Rodzice mówili córce: "Jak wyjdzies za takiego, co nie ma pola bedzies ino koze chowała", a jeśli był stary, pocieszali: "idźze, idźze, bo je stary, to niedługo umrze". Zdarzało się również, że wydawano dziewczynę bardzo młodo, bo nie miał kto robić w gospodarstwie351.
Według autorki proces uniezależniania się młodych od rodziców rozpoczął się dopiero po 1939 roku. Zwraca na to zresztą uwagę również Stanisław Witkiewicz, wspominając o małżeństwach nieszczęśliwych, aranżowanych czy wręcz patologicznych. Literatura zatem zdaje się przekłamywać prawdę historyczną - w odróżnieniu bowiem od opinii historyków bohaterki literackie są przeważnie dość samodzielne i wydaje się, że w wielu wypadkach same wybierają sobie mężów. Podobnie zresztą jest w góralskich przyśpiewkach zebranych przez Zejsznera, które dają świadectwo tego, że nie tylko chłopcy, ale także dziewczęta decydowały o swoich związkach, a jedynie w nielicznych wypadkach ich życiem kierowali rodzice. Wydanie córki za kawalera wybranego przez rodziców obserwujemy zaś w pieśni o zbójniku, o której będzie mowa w dalszej części - w utworze tym córkę swata zresztą matka, a jej wybór ma katastrofalne skutki.
Być może o tej rozbieżności między literaturą a przekazami historycznymi decyduje oddziaływanie konwencji literackiej, w ramach której góralszczyzna jest mitologizowana, a Podhale ukazywane jako enklawa wolności. Może to stanowić rodzaj literackiej odpowiedzi na idealizujące tę przestrzeń przekazy pierwszych tatrzańskich turystów, podróżników i etnografów.
Gospodynie
Do grupy gospodyń zaliczamy te bohaterki literackie, które mają za sobą zamążpójście, a przede wszystkim założenie własnego domu i gospodarstwa - również w sensie metaforycznym, jako bezpiecznej przestrzeni umiejscowionej najczęściej w wiejskim otoczeniu. W wypadku gospodyń można mówić o swoistym domowym matriarchacie, co pokazuje także charakter relacji góralek z przestrzenią. Pisze o tym Ludwik Kamiński vel Kamieński, stwierdzając, że kobieta:
rej wodzi w chałupie, a gospodarz zatrudniony w kącie dłubie około sprzętów, przy warsztacie tkackim, przy ciesielce, albo za domem w drodze. Słychać po chałupie uwijającą się gospodynię, prawi i rozkazuje, uczy, napomina często i połaje, wykrzyczy i ukarze pięścią, mąż, widzący to, nie ujmuje rozkazy swymi władzy rozkazującej kobiecie, ona wie dobrze, co potrzeba robić, a to, czemu już sama nie podoła, to na dzieci, na czeladź swą zdaje352.
We fragmencie tym Kamiński vel Kamieński zwraca uwagę na wyraźne powiązanie płci górali z opozycyjnością przestrzeni - domowej, oswojonej oraz dzikiej, nieznanej, lokującej się poza granicami gospodarstwa, mikrokosmosu. O ile do momentu osiągnięcia dojrzałości, która umożliwi góralkom założenie rodziny i domu, znajdują się one między przestrzeniami i do żadnej z nich nie są przypisane na stałe - ponieważ są osobami wolnymi, o tyle w dorosłym wieku, a konkretnie z chwilą zawarcia małżeństwa, zostają związane z ziemią, poniekąd zniewolone - stają się rolniczkami i równocześnie gospodyniami domowymi.
Znamienne są w tym kontekście słowa z noweli Tetmajera O Bartku Gronikowskim Raubszycu, pochodzącej ze zbioru Na Skalnym Podhalu: "Znał Bartek Gronikowski zwierzynę leśną, jak jego baba pięć swoich gęsi przy domu"353. Fragment ten świadczy o przypisaniu żonie i mężowi odrębnych i symbolicznych przestrzeni - lasu i domu - które niejako determinują ich aktywności i wyznaczają role w małżeństwie, a szerzej: także w społeczeństwie.
Zrozumiałe jest zatem, że to góralki, a nie górali, obwinia o brak umiejętności kucharskich Eugeniusz Janota, autor przewodnika po Tatrach, pisze mianowicie, że nie potrafią one ugotować nic poza ziemniakami354. W 1879 roku na łamach "Wędrowca" powtarza to towarzysz jego wędrówek, przyrodnik i taternik Bronisław Gustawicz:
Dawniejszymi laty przybywający do Zakopanego, szczególnie pojedyncze osoby, niemały mieli kłopot z wyżywieniem się, bo z góralek tamecznych rzadko która umie coś ugotować prócz ziemniaków, a jakkolwiek na wiele rzeczy są nadzwyczaj ciekawe, przecież najmniejszej nie zadają sobie pracy, ażeby nauczyć się przynajmniej mięso uwarzyć lub upiec355.
Inaczej zaradność rdzennych mieszkanek ocenia Maria Steczkowska, której opis wędrówek po Tatrach i Pieninach wyprzedził przewodnik Janoty o dwa lata. Steczkowska twierdzi, że góralki są pracowitsze od górali, wykonując w gospodarstwie również prace uważane za męskie, a ponadto tkając płótna na własny użytek oraz na sprzedaż356. Co prawda Steczkowska nie wypowiada się na temat umiejętności kulinarnych, jednak są one niewątpliwie częścią prac gospodarskich, a sposób ich wykonywania autorka Obrazków z podróży do Tatrów i Pienin chwali.
Interesująca jest kwestia wieku, w jakim góralki wychodzą za mąż. Choć w społecznościach tradycyjnych - wiejskich - zwłaszcza w XIX i XX wieku przeważała tendencja do szybkiego wydawania córek za mąż i wczesnego zakładania rodziny, to góralszczyzna stanowi na tym tle wyjątek. Typowa wśród tej społeczności swoboda seksualna oraz przyzwolenie na posiadanie nieślubnych dzieci sprawiały, że zawieranie małżeństwa nie stanowiło dla górali priorytetu. Nieliczne świadectwa literackie zdają się udowadniać tę tezę.
Sobek, bohater dramatu Andrzeja Galicy, mówi o swojej siostrze, dwudziestopięcioletniej Tereśce, że ma ona jeszcze czas na zamążpójście357. Choć dziewczyna spotyka się z sąsiadem, Jaśkiem, jej brat wcale nie uważa, że powinni spieszyć się ze ślubem.
Staś Walczak, bohater powieści Jerzego Mieczysława Rytarda i Heleny Rytard, pozostający pod dużym wrażeniem młodej góralki, prosi jej ojca, "żebyście mi dali Teresię za żonę, tobyśmy razem tu gazdowali"358. Ten jednak odpowiada, że oboje są jeszcze młodzi, "ino sie chowajcie zdrowo, to uwidzimy jako to bedzie"359. Wiek Teresi nie zostaje określony, ale Staś jest jeszcze uczniem, być może więc istotnie są na zamążpójście za młodzi - co nie zmienia faktu, że podane przykłady pokazują, że górale nie podejmują decyzji o małżeństwie pochopnie.
Co ciekawe, na etapie zakładania rodzin również można dostrzec pewną formę matriarchatu. Jak twierdzi Władysław Anczyc, "Góral, żeniąc się, najczęściej zmienia je [nazwisko - A.P.], przybierając nazwisko żony"360.
Samo zamążpójście, czyli etap pośredni między rozwiązłą młodością a stateczną dorosłością, bardzo często jest motywowane względami finansowymi bądź, ogólniej, pragmatycznymi. Górale szukają dobrej gospodyni, góralki - stabilności i bezpieczeństwa. Taki obraz przynoszą nie tylko teksty etnograficzne, lecz również literatura.
Na finansową motywację zamążpójścia wskazuje Michał Bałucki w opowiadaniu Dwie siostry. Hanka i Tereska tracą matkę, ale ich sytuację materialną może uratować założenie rodziny: "- No! - przerwała mu babka kościelna - a czy to nie mają chłopców, pożenią się w zapusty, ta i co im będzie złego?"361. Jest to też niewątpliwie przełomowy moment w zachowaniu góralek, ich sposobie życia, podejściu do rzeczywistości i innych ludzi. Zauważa to Bałucki za pośrednictwem narratora, który kieruje swoje słowa do turystki odwiedzającej Podhale, wyjaśniając znaczenie ślubu dla górali podhalańskich: "[...] wiejska dziewczyna wychodząc za mąż, traci swobodę, wolność i zaprzęga się do twardej pracy, toteż wspomnienie panieństwa zawsze jej miłym. A u pani nie wiem, czy coś podobnego miałoby miejsce. Panie, idąc za mąż, zyskujecie wolność, przestajecie uczyć się, słuchać"362.
Obraz materialistycznie nastawionej do życia i małżeństwa bohaterki kreśli w rozmowie z narratorem Obrazów... Bałuckiego uboga góralka Franka. Obserwując wesele Jagi Skulimównej, zdradza dużą niechęć do panny młodej, ta bowiem miała w przeszłości zaręczyć się wyłącznie dla pieniędzy z mężczyzną, którego kochała Franka. Gdy je stracił na rzecz starszego brata, zapomniała o nim i postanowiła wyjść za tego majętnego. Franka orzeka w związku z tym, że Jaga "kochała jego zagrodę, jego statek (bydło) - a nie jego"363.
Pragmatyczny aspekt zamążpójścia porusza w nowelach także Tetmajer - za sprawą postaci wdowców szukających kobiety, która zajmie się dziećmi z poprzedniego małżeństwa. Johym Walczak, bohater noweli O Zosi Walcakównej, po owdowieniu szuka nowej żony, "będąc chłopem niestarym i gospodarstwo mając grube, które gaździny potrzebowało"364.
Powyższe przykłady pokazują, że w literaturze opisywano góralskie małżeństwa jako swoisty kontrakt zawierany w celach finansowych i prokreacyjnych, a nawet były one formą społecznego przymusu. Twórczość beletrystyczna przynosi także jeszcze bardziej jednoznaczne tego przykłady. W noweli Tetmajera Jak umarł Jakub Zych tytułowy bohater wspomina z żoną swoją młodość i okoliczności, w jakich doszło do ich ślubu. Podstawą zawarcia małżeństwa był w ich wypadku majątek, którym dysponował bohater: spadek po dziadku i pieniądze zarobione za granicą365. Siedemnastoletnia wówczas Katarzyna nie chciała wiązać się z trzydziestoletnim mężczyzną, do zamążpójścia zmusili ją jednak rodzice, bo Jakub zapowiedział: "Jak mi dacie Kasie, to wam spłacem cały dług u Janików, a jak nié, to was podpole. Bo ja miał dudki"366. W tym wypadku dziewczyna stała się pewnego rodzaju zakładniczką w rodzinnych interesach, sama zaś była zakochana w Józku Huciańskim, który potem z żalu się "dał w lesie drzewu prziwalić"367. Historia, w której kobieta jawi się jako bierna, poddana rodzicom i mężowi, jest jednak opowiadana z perspektywy czasu, a przez to zmienia swoją funkcję: nie pokazuje już trudnego losu zależnych od mężczyzn góralek, ale stanowi anegdotę, przypominaną po latach szczęśliwego - jak się wydaje - małżeństwa. Nie zmienia to faktu, że Kasia została mężowi sprzedana przez swoich rodziców, stając się tym samym towarem.
Inną przymuszoną do małżeństwa bohaterką, dla której miało to skutki tragiczne, jest góralka z Pieśni o zbójniku i jego żonie - tekstu o ludowej proweniencji, który był przekształcany i przypominany przez kolejnych twórców. Najszerzej opisany przez Jana Stanisława Bystronia w pracy Pieśń o zbójniku i jego żonie, wcześniej został zanotowany przez Goszczyńskiego i włączony do Dziennika podróży do Tatrów, a także wzbogacony przez opowieść, którą Goszczyński podczas swojej wyprawy usłyszał. Jest to historia góralki Hanki wydanej za zbójnika, o którym wszyscy myślą jak o porządnym gaździe. Żona nabiera wobec niego podejrzeń, podczas nieobecności męża postanawia więc zajrzeć do jego skrzyni - i rzeczywiście znajduje tam złodziejskie łupy i odciętą rękę swojego brata z pierścionkiem na palcu. Pozostając pod wrażeniem swojego odkrycia, śpiewa nowo narodzonemu synowi kołysankę napominającą, by nie był taki jak jego ojciec. Słysząc to, mąż jej domyśla się, że został zdemaskowany, wyprowadza więc żonę z domu i odcina jej ręce (jest to kara za otwarcie jego skrzyni) oraz wydłubuje oczy (za to, że widziała jego łupy).
Jan Stanisław Bystroń przedstawia historię renarracji tej pieśni. Przekształcali ją Ludwik Zejszner, Ludwik Siemieński, Żegota Pauli, a także Oskar Kolberg, często wskazując inne niż podhalańskie proweniencje (na przykład Kolberg podaje ten tekst jako myślenicki368). Wiele wersji jest anonimowych, niedrukowanych i funkcjonują one jedynie w pamięci mieszkańców Orawy czy Szczawnicy. Autor po szczegółowej analizie wersji morawskich, ruskich i słowackich konkluduje, że pieśń prawdopodobnie ma pochodzenie południowokarpackie, podkreśla jednak stanowczo, że nie jest ona "ani morawską, ani słowacką, ani polską, ani ruską, ale przede wszystkim górską"369. Bystroń wskazuje, że najdłuższą wersję podhalańską spisał Wojciech Brzega na podstawie opowieści Tomasza Gadei z Zakopanego370. Przytacza ją w całości, różni się ona jednak znacznie od wersji wcześniejszych.
Co ciekawe, według pieśni (bo już nie opowieści przytoczonej przez Goszczyńskiego), córkę wydaje za zbójnika matka, a nie ojciec. Ten motyw powraca w większości renarracji. Już na tym podstawowym poziomie ujawnia się zatem aktywność kobiety: staje się ona decydentką w kwestii przyszłości i losu swojego dziecka. Kolejnym przejawem aktywności kobiety góralki - dotyczącej już nie matki, a córki - jest złamanie niepisanych zasad panujących w jej małżeństwie. Narusza prywatność swojego męża, by odkryć jego tajemnicę, następnie buntuje się przeciwko temu, czym się zajmuje, przestrzegając syna, by nie stawał się taki jak jego ojciec. Ponosi za to surową karę, traci oczy i ręce, co antropologicznie można interpretować jako pozbawienie zmysłów, a co za tym idzie - części tożsamości371. Nie wszystkie wersje uwzględniają karę nałożoną na zbójnika, a ocena jego postępowania jest drugorzędna wobec tego, co spotyka kobietę.
Pieśń o zbójniku w wersji Zejsznera brzmi następująco:
Haniu moja pójdź do domu, / Wydam ja cię niewiem komu, / Wydam ja cię Janiczkowi / Hej walnemu zbójniczkowi. / Janku, Janku tęgiś zbójnik, / Wiesz po wirchach każdy chodnik, / We dnie idziesz w nocy wrócisz, / A mnie biedną tylko smucisz; / Masz koszulkę uznojoną, / A szabliczkę zakrwawioną / Janku, Janku kędyś ty był, / Cóś se sabliczku zakrwawił? / Przyniósł ci jej szaty prać, / A niedał ich rozwijać, / Ona prała rozwijała / Prawą rączkę nadybała. / W tej rączecce pięc paluszków, / A na małym złoty pierścień. / Na tym pierścieniu troje wrotka; / Dyć to mego brata rączka. / Nie długo się obawiała. / Do matusi odsyłała. / Matko moja przemilejsza, / Czy mam bratów wszystkich doma? / Coruś moja nic z jednego / Z tych to siedmiu najmłodszego, / Skoro wyszedł rok półtora, / Nagrodził jej Pan Bóg syna. / Lulaj buba, synu mój! / Nie bądź tak jak ojciec twój. / Na kąski bym cię siekała, / Orłom, krukom rozsypała. / Mąż to za smerekiem słyszy, / I od złości cały dyszy. / Śpiewaj Haniu jakieś śpiewała, / Kiedyś syna powijała. / Lulaj buba synu mój, / Byś tak był jak ojciec twój, / We winie bym cię kąpała / A w jedwabiu powijała. / Oblecz Haniu drugą szatkę / A pójdziemy na przechadzkę. / Dwa roceczki z tobą żyła / Na przechadzkę nie chodziła / I wziął ją za rąceczku / I zawiódł ją do gaiczku; / Oczka czarne jej wydłubał, / Rączki białe jej odrubał372.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer zaznacza, że zarówno Goszczyński, jak i Zejszner spisali pieśń "w fatalny sposób, sadząc błąd wymowy na błąd"373. W wersji, którą sam przytacza, podczas gdy syn rozpacza nad utratą matki (to ciekawe o tyle, że jest niemowlęciem), zbójnik morderca "som poseł w skały, lasy / i nima go po té casy..."374 - unika zatem kary.
W opowiadaniu Tetmajera O Wojtku Cudaku zostaje zaprezentowana inna niż finansowa - dla kobiety - motywacja góralskiego zamążpójścia. Narrator przekonuje, że ponieważ "Wojtek był dość fajnie urośniony, niesłaby i zdatny, byłby się mógł przyżenić do gruntu, bo go i wdowy majętne, i dziewki posażne chciały, ale on nie chciał"375. Atrakcyjność fizyczna zatem bywa - tak to przedstawiają utwory literackie - dostatecznym argumentem dla góralek, co nie oznacza, że aspekt finansowy przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, Wojtek jest bowiem dobrą partią dla majętnych, a nie ubogich kobiet.
Istotne jest także to, w jaki sposób góralki są postrzegane przez górali w poszczególnych tekstach literackich, czego się od nich oczekuje, w jakich rolach - małżeńskich bądź domowych - występują. Sobek z noweli Tetmajera Jakie jest serce matki albo kiedy anioł płakał nie szuka partnerki życiowej, "ino se chciał kucharkę wziąć, coby go oprała i jeść ugotowiła"376. Gdy znajduje odpowiednią kandydatkę, Kaśkę, dochodzi do wniosku, że nie potrzebuje już matki, bo "Kaśka zrobi wszystko, jesce nie telo lepiej, a i wygodę będę z nią miał"377. Obecność kobiety w domu dla niektórych jest więc związana jedynie z koniecznością utrzymania gospodarstwa, co oczywiście sprowadza kobietę do wymiaru czysto użytkowego, pozbawionego sfery emocjonalnej.
Podobnie twierdzi inny Sobek, bohater Zośki Galickiej Witkiewicza, według którego: "Baba była po to, żeby słuchała, rodziła dzieci, warzyła, knapiła, spełniała to wszystko, co samo przez się na wiejskiej babie cięży, a oprócz tego to, co każe chłop-gazda"378. W przykładach tych nie ma zatem mowy o matriarchacie, który wspominany jest przez niektórych pierwszych podhalańskich etnografów. Zarówno u Tetmajera, jak i u Witkiewicza to mężczyzna zawiaduje gospodarstwem, kobieta zaś jedynie wypełnia jego oczekiwania.
W okresie dorosłości i małżeństwa góralki są przedstawiane głównie przez pryzmat rodziny i domu, jaki tworzą. Relacje między małżonkami są jednak silnie naznaczone charakterem obojga. W utworach literackich powielany jest pewien model zachowań, oparty na swoistej próbie sił i walce o dominację. Wyraża się to między innymi w przedstawianiu przemocy między małżonkami. Kobieta może być albo bierną ofiarą, albo bronić się, przejawiając psychiczną aktywność.
Wyrazistą góralką jest gaździna Obidowska, która odpowiada za wynajem pokoi letnikom. Jest ona kobietą o zdecydowanym charakterze, która hołduje właściwym góralskiej społeczności zasadom. Główna bohaterka Sezonowej miłości, przyjezdna Tuśka, zasady te przyjmuje z zaskoczeniem, odbiegają one bowiem od mieszczańskiego kodeksu obyczajowego. Największe zgorszenie budzi w Tuśce "zasada pierwszeństwa", polegająca na prawie górala do kobiety, z którą był przed zawarciem związku małżeńskiego - o ile jest to kobieta "swoja", czyli również góralka. Tuśka przyłapuje męża gaździny, u której mieszka, z inną kobietą. Pyta o to gospodyni, na co otrzymuje zaskakującą odpowiedź:
Gaździna splasnęła w ręce.
- Dy to Hanusia. [...] Hanka Pazerna to je taka, co z nim przedtem siedziała...
I widząc szeroko rozwarte oczy Tuśki, które po raz pierwszy spotyka się z tym brutalnym określeniem żywiołowej miłości, dodaje:
- No, wicie... siedziała. Ino ksiądz ich wywoływał do ambony, a potem Józek se zmiarkował, że niby je pikny chłop i może mieć jense życie, a nie takie płone i rozszedł się z kupy, a za mnie się wydał.
[...]
- Wasz mąż całował się z tą dziewczyną w sieni... Przepraszam was, że wam tym robię przykrość, ale musiałam to wam powiedzieć...
[...]
- On jest w swoim prawie! - wyrzekła wreszcie z jakąś uroczystą powagą.
Tuśka aż drgnęła.
- Jak to? Przecież to wasz mąż!
- Ale ona beła u niego pirsa... On jest w prawie!...
Mąt ogarnia umysł Tuśki. Czuje, że jest wobec czegoś, co sprzeciwia się najzupełniej układom społecznym, lecz równocześnie jest czymś potężnym i wielkim w bezgranicznym pojmowaniu istoty życia.
- Bo wicie, co wam jesce powiem - mówi znów wolno gaździna - u nich jeszcze jest i mały chłopiec379.
Powyższy fragment ilustruje zderzenie świata mieszczańskiego (a zatem w domyśle - czytelniczego), pełnego, jak dowiadujemy się z dalszych losów bohaterki, fałszu, obłudy i hipokryzji, ze światem pierwotnym, a przez to, jak wynika z powieści, prawdziwym. Prawdziwość ta nie dotyczy realiów pozaliterackich, cała scena stworzona przez Zapolską jest bowiem rodzajem literackiej konfabulacji, mającej na celu wyraźne przeciwstawienie społeczeństw góralskiego i nizinnego. To właśnie góralszczyzna jest w powieści opisywana jako ta naturalna i autentyczna, waloryzowana pozytywnie w przeciwieństwie do miejskiej rzeczywistości Tuśki. Dla bohaterki zderzenie z góralskimi zasadami, które przytacza Obidowska, jest szokujące - sytuacja ta pokazuje jej zupełnie inny model kobiecości niż ten, do którego została przyzwyczajona. W świecie góralszczyzny kobiety o mężczyznę rywalizują, posiadają i eksponują swoją seksualność także poza relacją małżeńską, nie maskują się, nie zachowują pozorów.
Krystyna Heska-Kwaśniewicz w artykule poświęconym powieści Zapolskiej zauważa, że autochtoniczni bohaterowie utworu "wydają się inteligentniejsi od przyjezdnych, sprytni, umiejący znakomicie wykorzystać "popyt" na góralszczyznę, ale i bardziej ludzcy, autentyczni i namiętni"380. Jednocześnie według badaczki w głębszy i pełniejszy sposób percypują oni górski pejzaż - obcują z nim na co dzień, w związku z czym rezygnują z postaw estetyzujących bądź przypisywania mu kulturowych konotacji.
Charakterologiczny portret góralki żony odmalowuje również Tetmajer w groteskowej noweli Jak baba diabła wyonacyła, w której sam diabeł na trzy dni zamienia się miejscami z mężem kobiety, by sprawdzić, czy usposobienie i poczynania gaździny są w stanie doprowadzić męża do samobójstwa. Pierwsze wrażenie, jakie sprawia góralka: "Babie béło wysy śtyrdziestu, renka jak rajtok, a pysk jak u psa, telo sceklawy. Dzieci nié miała"381, koreluje z cechami jej charakteru. Jest agresywna, zdecydowana i dominująca: "Jesce nie dokońcéł, kie w pysk dostał, jaze mu zeźwieńcało w usak"382. Krytykuje diabła, który występuje w roli jej męża, że nie jest dostatecznie pracowity: "Jak baba nie weźnie terementetować! - Hej ty, wietrzny młynie, weredo! Psia kość zatracona! Toś ty jino telo oborać zatela zdolał?!"383, wreszcie domaga się współżycia, a jej seksualność jest bardzo rozbudzona, co wyczerpuje diabła. Tetmajer przedstawia zatem model matriarchalny, w którym mężczyzna jest całkowicie podporządkowany żonie - choć nowela ma oczywiście charakter humorystyczny, to w sposobie kreacji silnych charakterologicznie kobiet wydaje się nie różnić znacznie od pozostałych utworów ze zbioru.
Podobne cechy zostały przypisane Marynie, głównej bohaterce noweli Zygmunta Lubertowicza Jak Maryna swego chłopa pijatyki oduczyła?384, publikowanej w odcinkach na łamach "Gazety Podhalańskiej" w 1922 roku. Bohaterka, góralska żona i matka, jest opisana jako dzielna i gospodarna. Tymczasem jej mąż Wawrzek, choć pracowity, ulega jednak nałogowi i często się upija. Gdy żona zwraca mu na to uwagę, wstępuje w niego wściekłość. Zdaje się to ciekawym literackim wyjątkiem, zazwyczaj bowiem to góralka, a nie góral, bywa przedstawiana jako dominująca na terenie swojego gospodarstwa. Wawrzek tymczasem mówi, że "babsko gospodarka psiego ogona nie warta!"385 i "prec! - jo tu gazda!"386. "W tym też momencie zaczynało się wyładowanie czynnej energii Wawrzka na babie, na dzieciach, uciekało wtedy wszystko, co żywe, a rozlatywało się na proch to wszystko, co nóg nie miało, by uciec"387. Gospodyni ucieka w takich wypadkach z domu, biorąc ze sobą dzieci, i ukrywa się u sąsiadów oraz krewnych. Jednak gdy wraca rano, a mąż nie jest już pijany, bo śpi, to ona zaczyna awanturę. Sytuacja ta powtarza się wielokrotnie, aż w końcu Maryna wciela w życie swój plan. Gdy Wawrzek pijany zasypia, ona przebiera się za diabła, by przestraszyć męża i oduczyć go pijaństwa: "Teraz bierze nieco węgla, smaruje sobie twarz i ręce, kawałki czerwonych skrawków na brodę i na lica opłatkiem przylepia, z włosów zawiązuje sobie na głowie dwa rogi, bierze do jednej ręki przygotowane z kąta widły, a do drugiej jałowcowy kij"388. Kobieta bije go wielokrotnie jałowcem, a Wawrzek w pijackim widzie jest przekonany, że trafił do piekła. Następnego dnia budzi się cały obolały i pod wpływem nocnych przeżyć przysięga już nigdy nie pić, a jego zachowanie ulega zupełnej przemianie.
Krótka przypowieść pióra Lubertowicza, z wykształcenia pedagoga, w swoim czasie cieszącego się - jak podaje Andrzej Jazowski - dużą popularnością na Podhalu389, ma ważny wymiar społeczny. Szczególnie jej zakończenie, odnoszące się do górali jako społeczności: "Niejednemu naszemu Wawrzkowi taki "kumoter" i takie lekarstwo bardzo by się przydało!"390 - pokazuje, co autor uznaje za główny problem mieszkańców Podhala, zwłaszcza w obrębie rodzin i gospodarstw. Drugą jednak kwestią, dla naszych rozważań oczywiście daleko bardziej interesującą, jest koncepcja kobiecej bohaterki, tytułowej Maryny. Bez wątpienia wpisuje się ona w paradygmat silnej, zdecydowanej góralki. Początkowe sygnalizowane odwrócenie sytuacji - aktywność mężczyzny wobec bezbronności kobiety - jest stanem wyjściowym, ale jednocześnie patologicznym. Akcja utworu skupia się wokół tego, by powrócić do normalności. Jest to normalność w wymiarze nie tylko przyjętych zasad społecznych, ale także powszechnego wśród górali układu płciowego: to kobieta bowiem powinna być tą, która prowadzi gospodarstwo i podejmuje decyzje dotyczące jego lub rodziny. Sam pomysł Maryny na uporanie się z nałogiem męża jest tyleż oryginalny, co koresponduje choćby z Tetmajerowską spuścizną, w której obecny jest model bratania się góralskiej kobiety z diabłem (wspomniana nowela Jak baba diabła wyonacyła).
Podobny zabieg stosuje zresztą Aniela Gut-Stapińska (o której szerzej mowa będzie w części poświęconej góralskim twórczyniom), autorka krótkiego obrazka Piekielnice opublikowanego na łamach "Echa Zdrojowego" w 1934 roku. Bohater utworu, Józef Chuścincyn, chce ożenić się z dwiema kobietami, na co ksiądz nie chce się zgodzić - udziela jednego ślubu, a drugi obiecuje za rok. Gdy jednak po roku odwiedza Józka, aby spytać go, kiedy zgłosi się do niego w sprawie drugiego ożenku, "ledwo go po cuze poznoł, telo był zmizerowany"391. Okazało się, że żona Józka, tytułowa "piekielnica", była tak absorbująca i uciążliwa, że chłopak zrezygnował z pomysłu związania się z kolejną.
Tę przypowieść w nieco zmienionej formie przytaczają również Wojciech Jarzębowski i Andrzej Konieczny, autorzy Zakopiańskiego jarmarku romantycznego i tragicznego. Ma ona stanowić dowód słynnego temperamentu góralek. Bohater przypowieści nie tylko rezygnuje z zawarcia drugiego ślubu, ale o pierwszej żonie stwierdza wręcz, że "ta jedna wystarcy dlo mnie i dlo brata"392.
Aniela Gut-Stapińska zaś kończy swój krótki humorystyczny obrazek wymowną konstatacją: "Tak wyj moji mili pokochani temu Józkowi Chuścincynemu i jego bratom, dała rady jedna baba, ze teroz kozdyn hłop powiniyn miec przestrogę i nie zacynać z dwoma dziywkami naroz, ba se tak trza z jednom pomalućku pocynać i obycajnie"393.
Tym samym wpisuje się w narracje przedstawiające góralskie kobiety jako nie tylko dominujące i autorytarne, ale wręcz groźne i przynależne do przestrzeni piekielnej, bliskie diabłu. Sytuują się więc te gospodynie - opisane przez Tetmajera, Lubertowicza czy wreszcie kobietę (i to góralkę!) Gut-Stapińską - na biegunie przeciwnym niż wiele literackich portretów góralskich młodych dziewcząt, które często się idealizuje, a nawet sakralizuje, przyrównując do aniołów zarówno przez wygląd, jak i przez charakter. Żona Józka tymczasem jest piekielnicą nie tylko ze względu na swoje usposobienie, ale także ma twarde, szorstkie włosy, podobne do końskiej sierści - ten aspekt również zostaje przywołany w formie przestrogi, autorka napomina bowiem, że bezpieczniej pojąć za żonę kobietę "co mo mienkućkie włosecki koło uska"394.
Stanisław Barabasz w opowiadaniu Dezerterzy w Tatrach (1931) opisuje żonę, której nie towarzyszy mąż - zostaje on jedynie wspomniany w tekście. Na górskiej hali bacuje bowiem stara Dłapkula - robi to sama, w zastępstwie za swojego męża, który dostał się do niewoli:
[...] zostawiła kłopoty gospodarskie swym dziewkom, siedziała jeszcze na hali, choć już wszyscy prawie żegnali statki do wsi, i bacowała w miejsce swego chłopa, o którym często myślała wzdychając: "cy tyz zyjes hudziocku i kany sie obracos? cy nie cni ci sie bez gazdostwa, bez kuni, bydła i bezemnie bidnej sieroty? Hej Józuś bidoku ty mój nomilejsy! A moze ty se naloz jakom inom młodom, i chyciłeś sie jej? Pockej ty huncfocie, ino wrócis, to jo ci ten gładki pysk pazdurami jak grzebiniem rozorom, hej! Ty plugacu, ty sufraganie!"395.
Bohaterka odgrywa rolę humorystyczną, jest przedstawiona komicznie: cechują ją huśtawki nastrojów, porywczość, nieuzasadniona zazdrość i zaborczość. Przy tym charakterystyczna jest jej zaradność, siła woli, a także odwaga: siedzi sama w szałasie na hali, mimo że "najwięcej się bała "dyzenterów", którzy się w górach chowali, aby nie przyszli na halę zabrać owcę lub cielę na zabicie, jak to już nieraz o tym słyszała"396.
Gdy dezerterzy rzeczywiście do niej przychodzą, ona gotuje im strawę, potem wszyscy tańczą, piją i śpiewają sprośne piosenki: "Moja baba staro jest, kie ją dropiem rada jest", "Idem do cie, hopa hopa, bo kobiecie źle bez hłopa"397. Najmłodszy Jędrek ma z nią zostać na noc, ale podczas rozmowy zdradza jej, że jej mąż ma nową kobietę, na co Dłapkula wpada w szał, mówi, że to nie jego sprawa i ma on do tego prawo, a on, czyli Jędrek, jej nie posiądzie. Relacje seksualne z innymi partnerami nie ustają zatem mimo bycia w związku małżeńskim, jednak w tym wypadku dotyczą wyłącznie mężczyzny - kobiecie zdrada na mężu nie przystoi.
Niekiedy bycie nazywaną gaździną oznacza przynależność do swoistej klasy społecznej, co stanowi o wewnętrznym zróżnicowaniu góralek ze względu na stan majątkowy, ale przede wszystkim świadczy o tym, że dana góralka posiada własną, oswojoną ziemię, czyli gospodarstwo, nad którym może sprawować pieczę. Ilustruje to opowiadanie Stanisława Witkiewicza Zośka Galicka. W utworze widać wyraźną różnicę między statusem gaździny i tak zwanej dziaduli: "Szła do każdej roboty i każdą umiała wykonać tak, że o niej mówiono: gaździna tez to, gaździna, choć i dziadula!"398. Fragment ten dotyczy głównej bohaterki, która pod względem majątkowym kwalifikuje się jako "dziadula" - jest bardzo uboga, po wyjściu z więzienia nie ma domu, pracuje w rzeźni, gdzie zarabia niewiele, opiekując się przy tym córką byłej współwięźniarki, jednocześnie jednak charakteryzuje się pracowitością i rzetelnością.
Ujawnia to pewną hierarchię wewnątrz społeczności góralek. Gaździna stoi w niej wyżej niż "dziadula", jest bowiem gospodynią - ma dom, rodzinę, własne miejsce, za które jest odpowiedzialna. "Dziadula" nie posiada niczego, funkcjonuje niejako poza przestrzenią gospodarstwa, być może w mniemaniu gospodyń wyżej ulokowanych w hierarchii społecznej nie jest w pełni kobietą - nie można bowiem określić jej jako osiadłej, statycznej, przywiązanej do swojego locus amoenus. Jednocześnie wydaje się, że transfer (przynajmniej symboliczny) między tymi warstwami społecznymi jest możliwy choćby dzięki ciężkiej pracy - czego Zośka jest przykładem, ze względu na jej pracowitość inni nazywają ją bowiem gaździną.
W społeczeństwach tradycyjnych powszechnie przyjęte jest, że to kobiety dbają o obejście, gospodarstwo, wykonują prace porządkowe. W powieści Anny Lewickiej Jędrek góralczyk, w opisywanym przez nią okresie przygotowań do powstania chochołowskiego, "Jagnisia zaszywała pościel, porządkowała mieszkanie, panowie zabijali pozrywane z podłogi deski, wkładali obrazy w ramy, Marcinowa zamiatała, myła [...] podłogę"399. W tej samej powieści zresztą jeden z bohaterów, Jan Kanty Andrusikiewicz (postać historyczna, jeden z przywódców powstania chochołowskiego) stwierdza, że nie zaprasza do siebie gości, bo "gospodarstwo bez żony ciężkie, to i przyjmować obcych trudno"400. Góralki gospodynie są więc niewątpliwie pomocą dla mężczyzn, zawłaszczają przestrzeń domu - i w tym aspekcie możemy mówić o domowym, góralskim matriarchacie.
Ilustruje to opowiadanie Tadeusza Malickiego Zły rok. Bohaterka utworu, nosząca typowe dla góralki z Podhala imię Hanka, jest postacią dominującą i wzbudza strach wśród domowników. Jej mąż Wojtek, który bez wiedzy Hanki kupił za wspólne pieniądze flintę, chowa przed nią broń i tylko "kiedy Hanki nie było na obejściu, bawił się nią i pieścił"401.
Czasem matriarchat ten zostaje zakwestionowany - dzieje się tak w tych utworach, które przedstawiają relacje niezdrowe, nienaturalne, wręcz patologiczne. Przykłady stanowią wspomniane wcześniej opowiadanie Zygmunta Lubertowicza Jak Maryna swego chłopa pijatyki oduczyła?, a także dramat Andrzeja Galicy Przysięga. W tym ostatnim góralka sportretowana w roli matki zwraca uwagę córce Teresie, że "każdy wie, tu nie rządzisz ty, ani ja, jeno on - on gazda"402 - mając na myśli oczywiście swojego syna Sobka. Sobek zresztą podczas kłótni oznajmia siostrze, z którą ma konflikt: "I to se zapamiętaj, żem te dźwierze niedawno nowiutkie przyprawił - ale za swój pysk razem z niemi w pole wypadniesz. Bo tu, ja gazda! do trzysta pieronów!"403. O tym, że Galica przedstawia sytuację nietypową, świadczy zakończenie utworu, w którym matka umiera, a siostra opuszcza dom razem ze swoim narzeczonym - Sobek zostaje sam. Można to interpretować w kategoriach swoistej kary za wystąpienie przeciwko niepisanej zasadzie domowego matriarchatu. Tu bowiem nie zostaje on zachowany - choć matka z córką zajmują się czynnościami gospodarskimi (cały dramat otwiera scena, w której matka roznieca ogień, zaś Teresa obiera ziemniaki), pozornie więc stanowią centrum domu, to ich rola zostaje sprowadzona do usługiwania mężczyźnie, odbiera się im zatem funkcję decydentek, gospodyń mających wpływ na cokolwiek.
Szczególną aktywność góralek żon i gospodyń ukazuje Feliks Gwiżdż w noweli Bunt pod Grapą, utworze, który podejmuje znany od starożytności, od czasów Lizystraty Arystofanesa, temat buntu kobiet. U Gwiżdża jednak wątek ten zostaje w ciekawy sposób przekształcony, przyczyną niewieściego strajku nie jest bowiem walka zbrojna mężczyzn, a rozwiązłość bohaterek. Po powrocie mężczyzn z frontu (rzecz dzieje się w czasach pierwszej wojny światowej) do wsi okazuje się bowiem, że niektóre z żon nie dochowały im wierności, w domach dochodzi zatem do przemocy. Kobiety ("wszystkie od 16 roku życia"404) pod przewodnictwem samotnej Teresy rozpoczynają bunt, polegający na tym, by "w chałupach zostawić wszystko w nieporządku - głodne dziecka, statek niemyty, śmieci na środku izby. Niech gazdują sami, kiedy tacy mądrzy"405. Choć z jednej strony bohaterki noweli kreują niecodzienną sytuację, opuszczając swoje gospodarstwa i gromadząc się w wyznaczonym miejscu we własnym gronie, z drugiej - ich zachowanie nie spotyka się z potępieniem ani ze strony proboszcza (który nie dostrzega zagrożenia dla Kościoła), ani wójta (który boi się własnej żony, gdyż bierze ona udział w buncie), a zatem kluczowych osób w wiejskiej rzeczywistości. "Strajk kobiet" przynosi skutek - mężczyźni przebaczają swoim partnerkom.
Utwór, pozornie mający charakter anegdotyczny i dotyczący kobiecej zawziętości (o czym świadczą słowa narratora na początku: "[...] po prawdzie rzec, jak się naród babski uweźmie, jak postanowi co święte, to amen"406), można interpretować jako świadectwo dużej samodzielności góralek, ich niezależności i siły. Symptomatyczny wydaje się również fakt, że Teresa zwraca kobietom uwagę, że przez lata wojny prowadziły gospodarstwa samodzielnie, mimo biedy i braku wsparcia wychowując dzieci i zajmując się domem. Nowela zawiera wyraźne elementy feministyczne, jednak przede wszystkim pokazuje moc zjednoczenia, bo choć poszczególne góralskie żony przyzwalają na wypędzenie ich z domu, razem udaje im się osiągnąć cel.
Pojęcie domowego matriarchatu wśród góralskiej społeczności zakłada ograniczenie jego funkcjonowania do najbliższej rodziny, ewentualnie sąsiadów: tych, którzy są znani i oswojeni. Ważnym zagadnieniem, jeśli chodzi o charakter i zachowanie góralek, jest jednak także sposób interakcji miejscowych z turystami, szczególnie naiwnymi nowicjuszami. Wyjście poza społeczność autochtoniczną dokonuje się oczywiście stopniowo, w miarę rozwijania się Zakopanego jako miejscowości turystycznej. Spotkania górali z przybyszami stają się częstym tematem literackim pod koniec XIX wieku, a intensyfikacja tego zagadnienia zachodzi w prozie międzywojennej, kiedy turystyka staje się masowa - co za tym idzie, łatwo poddać ją stereotypizacji, między innymi właśnie w zakresie przedstawiania zachowań górali i góralek.
Jednym z najczęściej podkreślanych aspektów interakcji górali z turystami jest skąpstwo miejscowych, a także ich skłonność do oszukiwania. Warto zaznaczyć, że pojawienie się tego motywu w tekstach literackich jest w pewnym sensie konsekwencją kolejnych etapów rozwoju podhalańskich miejscowości, zwłaszcza Zakopanego. Roman Hennel wskazuje, że dopiero felietonistyka oraz twórczość pozytywistyczna, przede wszystkim ta o rysie satyrycznym, zaczęła wychwytywać "rozpryskiwanie się chłopomańskiego mitu wiary w stale bezinteresownego, napompowanego miłością do gór i letników górala"407. W tym okresie górale zaczynają być przedstawiani jako wyzyskiwacze. Hennel przywołuje również słowa Jana Stanisława Bystronia, który zestawia gorczańskich "górali-nędzarzy" z Podhalanami, wchodzącymi w relacje z odwiedzającą Tatry inteligencją, a co za tym idzie, uczącymi się samodzielności - w ujęciach satyrycznych podkreśla się takie ich cechy, jak "wybitną chytrość i lekceważenie ceprów"408.
Skąpstwo i chciwość nie są zatem cechami immanentnie przypisanymi góralom, ale wykształcają się w drugiej połowie XIX wieku, kiedy turystyka pod Tatrami staje się coraz bardziej komercyjna, a to umożliwia miejscowej społeczności łatwe bogacenie. Wszak w 1858 roku Maria Steczkowska pisze, że choć wielokrotnie słyszała o chciwości górali (co sugeruje, że już w tym okresie bywali tak postrzegani), to sama jej nie doświadczyła409. Przeciwnie, chwali mieszkańców obszarów górskich za ich bezinteresowność i uczciwość, wspominając młodego juhasa, który za pomoc udzieloną turystom nie tylko nie oczekiwał żadnej zapłaty, ale nawet uzyskawszy ją przez pośrednika, karczmarza, nie próbował nikogo oszukać, na przykład wyłudzając więcej pieniędzy410. Steczkowska zachęca do odwiedzania Podhala i zaznacza, że choć o wygody tam trudno, to wynagradzają to gospodarze, poczciwy lud, "który by wszystko spod serca wydobył, byle tylko nam dogodzić"411.
Jakże inna jest pod tym względem relacja Eugeniusza Janoty, późniejsza od dzieła Steczkowskiej o zaledwie dwa lata. Janota w swoim przewodniku między innymi po Tatrach wypowiada się o stosunku rdzennych mieszkańców do turystów bardzo negatywnie. Według niego górale nie lubią obcych, szczególnie tych, którzy przybywają pod Tatry z nizin. Cechą, na którą autor przewodnika zwraca uwagę, jest właśnie chciwość i postrzeganie gości przede wszystkim jako źródła zarobku. Według Janoty górale oszukują przybyszów, dodając wody do sprzedawanych przez siebie produktów mlecznych: żętycy, nabiału czy masła. Dużym problemem jest także chciwość przewodników, którzy "także nauczeni, pięć i dziesięć razy więcej żądają, aniżeliby przez ten czas byli w stanie zarobić"412.
W opisach literackich dotyczących kontaktów turystów z góralami przybyszów najczęściej podejmują gaździny, jako sprawujące pieczę nad gospodarstwem i gośćmi - z tego też powodu to one przede wszystkim narażone są na krytykę pisarzy oraz felietonistów. Satyryczna twórczość z tego okresu w dużej mierze przyczynia się do utrwalenia tego specyficznego stereotypu góralki.
Narrator Obrazów i obrazków z tatrzańskiej wycieczki pióra Bałuckiego jasno wskazuje na chciwość jako największą przywarę górali i góralek:
Pod tym względem górale są nienasyceni. Gdy biedny - to gościnny i poczciwy, ale niech no mu się uda zarobić co, lub dostać - to chciwość jego granic nie ma. W miarę możności zarobku, podnosi cenę niesłychanie. I tak, zdarzało nam się potem w szałasach niektórych spotykać góralki, które za szklankę mleka po 10 centów żądały. Hojność niektórych podróżnych tak rozbudza w nich chęć nieprawych zysków. Dzieci po drogach czepiają się szat i całują po rękach, byle coś wyłudzić. Jest to brzydki rys w charakterze tutejszego ludu413.
Wyraz temu, w jaki sposób góralki są postrzegane przez turystów, daje ironiczny opis gaździny - epizodycznej bohaterki powieści Kazimierza Bartoszewicza Trzy dni w Zakopanem (1899):
Zawołaliśmy więc "gaździnę" (tak tu zowią właścicielkę drewnianej nieruchomości) i przedłożyliśmy jej nasze skromne wymagania co do drugiego łóżka i jakiej takiej pościeli. Gaździna (powinna się właściwie nazywać gadziną) wytłumaczyła nam możebność otrzymania drugiego łóżka za osobną dopłatą oraz niemożebność dostarczenia kołder i poduszek. Łzy mi stanęły w oczach na myśl, na jakie udręczenie skazaną będzie moja powłoka ziemska414.
Gra słów zastosowana w tekście (gaździna - gadzina) wskazuje na jednoznacznie negatywny stosunek bohaterów do swojej gospodyni. Niecodzienne zachowanie (czyli odmówienie gościom pościeli) tylko podkreśla obcość, która definiuje kobietę w tej nieznanej przestrzeni (na swoisty egzotyzm wskazuje choćby dopowiedzenie "tak tu zowią...").
Podobnie gazdowie wynajmujący pokój bohaterom powieści Wincentego Ogórka W naszej letniej stolicy, czyli przygody rejenta Nowakowskiego w Zakopanem (1903) zostają opisani jako skąpi i chytrzy. Żona gazdy to "pyskata gaździna"415, jednak w tekście poza przywołanym epitetem nic nie świadczy o tym, że jej zadaniem jest rozmowa z gośćmi - wszystkim zajmuje się jej mąż.
Stosunek turystów do górali ilustruje również scena z powieści Aspiro W dolinie łez. Co prawda nie zostaje tutaj wyróżniona gospodyni, rzecz bowiem dotyczy przede wszystkim górala, a autorką rozważań jest turystka, pani Małecka. Zagadnięta przez góralskiego przewodnika podczas przygotowań do wyprawy nad Morskie Oko nie reaguje, gdyż "nie lubi poufałości górali i ich sposobu mówienia, a tylko milczeniem można utrzymać tych śmiałków w przyzwoitej odległości. Gdyby goście w ogóle postępowali taktownie, zrozumieliby może w końcu ci prostacy, że między ludźmi są pewne różnice, ale mieszczaństwo lubi oryginalność i bawi się w chłopomanów, zamiast oświecać lud prosty"416. To fragment ciekawy i oryginalny na tle literatury o Tatrach tego okresu - czyli przełomu XIX i XX wieku - dość jednoznacznie diagnozuje bowiem negatywne, w mniemaniu bohaterki, skutki zbliżania się przyjezdnych turystów do góralskiego ludu. O ile w innych przytoczonych przykładach uwagi na ten temat mają charakter żartobliwy, o tyle tu zdają się wyraźnie krytycznym głosem w dyskusji o społecznych podziałach.
Bardzo pozytywny model stosunków górali z turystami przedstawia Lucjan Lipiński w relacji z podróży Wycieczka w Tatry 1860 r. - czyli w roku, w którym ukazał się przewodnik Janoty, prezentującego zgoła odmienne od Lipińskiego stanowisko w kwestii usposobienia podhalańskiego ludu. Autor Wycieczki... bowiem wypowiada się o swoich gospodarzach w sposób ewidentnie waloryzujący, wskazując przy tym przede wszystkim na ich pracowitość: "[...] choć wiecznie przy pracy, zawsze weseli"417. Wobec jednoznacznego podziału przestrzeni przypisanych mężczyznom i kobietom nie dziwi uwaga, że "on cały dzień mozoli się przy hamrach, a ona zwija się przy gospodarstwie i chwilki czasu nie traci"418. Ukazana przez niego gospodyni nie tylko nie jest nastawiona wobec turystów materialistycznie, ale charakteryzuje się hojnością i życzliwością, po powrocie z wycieczki bowiem "przygotowała nam ugotowanego rosołu i mięsa na nasz powrót, a mnie aż łzy z oczu wycisnął ten dowód dobrego serca z jej strony... Bóg zapłać, dobra gaździno!"419.
Matki
Macierzyństwo w utworach o Tatrach najczęściej jest tylko elementem wielu równoważnych zachowań czy funkcji: matki są jednocześnie gospodyniami i żonami, a rola opiekunki dzieci - zwykle wielu, bo góralskie rodziny są liczne - sprowadza się do ich utrzymania, przyrządzania posiłków bądź wymierzania kar stanowiących część wychowania.
Góralki w roli matek bywają troskliwe i emocjonalne, a nawet egzaltowane, jak pokazuje jedno z opowiadań Feliksa Gwiżdża, którego bohater, Jędruś, obawia się, co będzie, gdy wyrzucą go ze szkoły: "Co powiedzą w domu? Co powie ojciec, co powie matka! O-jej-jej-jej... Matka będzie płakać i mówić: "na tom cie posłała do szkół, byś mi wstydu narobił?""420.
Przede wszystkim jednak matki odpowiadają za zapewnienie swoim dzieciom bytu, nawet jeśli sytuacja materialna rodziny jest zła. U Gwiżdża "matka ładowała tobołek babą, kołaczami, świeżutkiem masełkiem - wszystkiem, co ino Jędruś lubiał i co było w domu. [...] wyszedł wraz z matką. Staruszka ocierała potajemnie rzęsiste, gwałtem płynące łzy i przykazywała Jędrusiowi, żeby się dobrze dzierżał, o domu nie zapominał i nie rozrzucał pieniędzy"421. Powyższy fragment ukazuje troskę matki o swoje dziecko - troskę, która uwidacznia się także na poziomie emocjonalnym.
Szczególnym przykładem matki, która kieruje się emocjami w stosunku do swojego dziecka, jest bohaterka opowiadania Władysławy Panek Jak Jasiek Gąsienica do domu wrócił ze zbioru Kaj ten smrek siwy. Matka opisana w utworze - zresztą wraz z córkami - opuszcza bezpieczną przestrzeń własnego gospodarstwa, a nawet Podhala, i udaje się do krakowskiego szpitala, gdzie leży jej umierający syn, góral weteran. Jej reakcja na wieść o tym, że Jasiek trafił do szpitala, jest bardzo emocjonalna: "- Jezusie, słodki Jezusie! chory Jasicek! Pewnie mu tam jeść nie dajom, - ciągnęła Gąsienicowa jakby do siebie, z troską wielką w wyblakłych oczach"422. Gdy dociera do Krakowa: "[...] stara ani słowem się nie wtrącała, nie słyszała ani widziała, gnana jedynie żądzą ujrzenia synaczka. Rwała naprzód, chrzęszcząc ciężkim oddechem, a przed jej wzrokiem zamglonym jawiła się ciągle blada twarz schorowanego syna, i jego wyczekujące oczy, w nią wpatrzone"423. Gdy okazuje się, że Jasiek przed ich przybyciem umarł, do kobiety zdaje się to nie docierać, popada w swego rodzaju obłęd, przyzywając martwego syna i tracąc kontakt z rzeczywistością. Jej zachowanie świadczy o wielkiej czułości, jaką darzy swoje dziecko, choć pewnie nie bez znaczenia jest fakt, że dzieckiem tym jest syn - córki bowiem nader rzadko spotykają się z uwagą swoich rodziców, chyba że w sytuacji matrymonialnej, na przykład przy wydawaniu za mąż.
Przejmujący obraz matki, gotowej do wszelkich poświęceń - wobec syna właśnie, a nie córki - przynosi wspomniana już nowela Tetmajera Jakie jest serce matki... Fabuła skonstruowana jest na zasadzie kontrastu między biedną i dobrą wdową a jej synem Sobusiem, który jest "gorszy psa"424. Jego zły charakter jest tym bardziej naganny, że "najgorszy był dla matki"425. Matka zaś nie tylko godzi się spełniać jego życzenia (kilkukrotnie przynosi mu świeżą wodę, której on odmawia, twierdząc, że jest brudna), ale wypędzona z domu, umierając, myśli o synu z troską: "Wróciła, do obory cichutko weszła, putnię do potoku zaniosła, raz, drugi i trzeci wypłukała i czystej wody Sobkowi pod drzwi przyniosła, i wtedy padła przy niej martwa"426. Co szczególnie charakterystyczne w noweli, to ogromna, rozciągnięta wręcz do granic gotowość matki do poświęceń. Charakter kobiety stoi w wyraźnej sprzeczności wobec zdecydowanych i samodzielnych czynów innych góralek: kochanek czy gospodyń. Bohaterka Tetmajera jest całkowicie zależna od swojego dziecka, a jej literacka kreacja opiera się na stałej podległej relacji z synem.
Konflikt między matką a synem jest wyraźnie zaznaczony również we wspomnianym wcześniej dramacie Przysięga Andrzeja Galicy. Trudno co prawda mówić o konflikcie, gdy głównymi bohaterami dramatu są pokorna i uległa matka oraz agresywny, władczy i dominujący syn, podobnie jak u Tetmajera noszący imię Sobek. Matka nie buntuje się przeciwko jego zachowaniom, a wręcz zwraca córce uwagę, że jeśli nie będą ciężko pracować, to chłopak "zrobi piekło, że darmo w chałupie siedzimy"427. Gdy matka broni wrogów syna, którzy zajmują jego ziemię, ten odpowiada jej: "Ty mię będziesz rozumu uczyła - ty sekutnico - skupczyłaś się z Grzędami i temu pysk rozdziawiasz. Ale niedoczekanie twoje! wyrodku..."428. Jedyna reakcja, z jaką spotyka się Sobek, to delikatne napomnienie matki: "No - no - Sobek - no..."429.
Tymczasem relacje matki z córką - siostrą Sobka - Teresią są bardzo dobre i zażyłe, co może wynikać ze wspólnego zajęcia (obie prowadzą gospodarstwo), solidarności płci, a także właściwej obu bohaterkom wrażliwości: "Ho, moja mamo, moja mamo... (wpadają sobie w objęcia)"430.
Andrzej Galica w dramacie za główny temat obiera, jak zauważa Andrzej Jazowski, "zacofanie społeczne podhalańskiej wsi"431, co może wskazywać na pewien dydaktyzm wpisany w dzieło. W kontekście tej programowości założonej przez pisarza przypisanie bohaterom stereotypowych ról i oparcie ich konstrukcji na kontraście wydaje się zrozumiałe. Jazowski wskazuje na widoczne w Przysiędze inspiracje Weselem Stanisława Wyspiańskiego, zwłaszcza w zakresie językowej stylizacji, wydaje się jednak, że równie istotne są wpływy twórczości Tetmajera, w której wszak motyw okrutnego górala i podporządkowanej mu matki jest szczególnie wyraźny.
Ciekawe odwrócenie modelu, według którego to syn jest oprawcą starej matki, a ona biernie mu się poddaje, pojawia się w noweli Władysławy Panek Wigilia Wojtka Gofronia. Tytułowy góral jest starym owdowiałym bacą, który mieszka z najstarszą córką Maryną i młodszymi dziećmi. Dorosła Maryna ma męża, zatem własną rodzinę, jest także gospodynią, która sprawuje pieczę nad gospodarstwem. W chacie panuje układ matriarchalny, w ramach którego ojciec zupełnie poddaje się córce. Świadczą o tym następujące fragmenty: "Poznoł głos Maryny, ale ozeźlonyj czymsi. Zabojoł sie troche, że czas jakisi zmitrenżył, ale se przypomnioł, że wszyćkie roboty odbył, co ino jaka beła"432, "Przychlybioł sie córce, bo jom kcioł udobruchać, ale nie wiedzioł, czem?"433. Relacja między ojcem a córką jest zresztą inna, niż była w przeszłości między Wojtkiem a jego żoną: "Ale to se ino pamienta, że mu nieboszcka nigda płonego słowa nie rzekła. Miała lo niego szacunek jako lo chłopa i gospodorza, co z roku na rok bacuje"434.
W tytułowy wieczór wigilijny Maryna doprowadza do kłótni, w wyniku której Wojtek opuszcza chatę, a próbując do niej wrócić nocą - zamarza. Nowela przynosi diagnozę relacji między dominującą Maryną a poddanym jej ojcem. Choć zatem płcie odwróciły się w stosunku do sytuacji prezentowanych przez Galicę i Tetmajera, to została utrzymana dominacja dziecka nad rodzicem, analogiczna wręcz do noweli Jakie jest serce matki..., tam bowiem również bezwzględność dziecka doprowadziła do śmierci rodzica.
Interesujący obraz matczynej aktywności wykraczającej poza sfery rodzinne czy społeczne przedstawia Anna Lewicka we wspomnianej powieści Jędrek góralczyk, której tłem są przygotowania do powstania chochołowskiego. Jego przywódcy rozmawiają na temat miejsca spotkania:
- A gdzie u kogo zejść się mamy?
- U matki Woźnego.
- Dzielna to kobieta.
- Tak, oddaje nam wielkie przysługi; przenosi wiadomości, rozkazy, w jej domu odbywają się schadzki435.
Bohaterka jest zaangażowana w organizację i przebieg powstania. Choć w dalszej części powieści jest mowa o tym, że to jej syn "umiał tak wpłynąć na matkę, że całą duszę oddała sprawie narodowej i nie obawiała się narazić na prześladowanie"436, to za sprawą swojego postępowania - kryje mianowicie syna przed władzami, poddaje się aresztowaniu, a także kłamie podczas śledztwa nie w imię dobra syna, ale dla idei powstania - stanowi interesujący przykład góralki zaangażowanej politycznie, a przede wszystkim ideowo. Przykład ten wyłamuje się poniekąd z powszechnego sposobu opisywania Podhalanek jako ograniczonych do domowej przestrzeni, ukazanych ewentualnie w relacjach z mężczyznami bądź turystami. Co więcej, przykład bohaterki powieści Lewickiej pokazuje, że nawet góralki matki wychodziły poza swoją "domową" funkcję, co wcale nie musiało oznaczać rezygnacji z zażyłej relacji z dzieckiem. Matka Woźnego swoją postawą udowadnia głęboką miłość zarówno do syna, co manifestuje się w akcie jego obrony, jak i do ojczyzny czy raczej "małej ojczyzny" - poświęca się bowiem dla powstania.
Matka Woźnego jest postacią wyjątkową jako kobieta zaangażowana politycznie - jednocześnie wcale nie można sytuować jej na marginesie społeczeństwa, ponieważ wpisuje się w jedną z podstawowych wśród góralszczyzny kobiecych ról społecznych, jaką stanowi macierzyństwo. Trzeba jednak zaznaczyć, że również powstanie chochołowskie było wydarzeniem wyjątkowym w historii zwykle apolitycznego Podhala, którego specyfika wynika z jego położenia i funkcji w kulturze: jest to bowiem, jak już wspominaliśmy, miejsce utożsamiane z enklawą, przestrzenią swobody. Brak bohaterek literackich podobnych do matki Woźnego nie świadczy wcale, że kobiety były w życiu politycznym pomijane (choć faktem jest, że powstanie chochołowskie organizowali mężczyźni, nie wiadomo też nic o czynnym udziale w nim kobiet437), ale że problematyka ta nie była przedmiotem zainteresowania ani górali, ani góralek.
Matka górala Matei z opowiadania Heleny Zakrzewskiej Pojednanie (1938) reprezentuje z kolei osobowość despotyczną, jest decyzyjna i to od niej zależą losy jej syna: "Matka, gaździna dostojna i brzęcząca koralami na szyi a dukatami w skrzyni, żeni Wojtka z równie zasobną gazdowską córką z najbliższego osiedla"438. Stanowi to ciekawy przykład pozycji zajmowanej przez kobietę w rodzinie. Szczególnie pokazują to swaty, w które angażuje się matka Wojtka, a które w polskiej kulturze są zdominowane przez mężczyzn.
Anna Zadrożyńska w antropologicznym szkicu na temat ceremonii zamążpójścia pisze, że swatem mogła być również kobieta (choć stosuje wobec niej określenie "żeński odpowiednik" swata mężczyzny439, co świadczy o nadrzędności tego ostatniego). Autorka powołuje się na pochodzące z 1930 roku opracowanie Łukasza Gołębiowskiego Lud polski, jego zwyczaje i zabobony. Gołębiowski, charakteryzując rytuał swatów, wspomina wyłącznie o mężczyznach. To ojciec lub inny krewny potencjalnego narzeczonego udaje się z nim do domu panny, przynosi alkohol i zachwala dziewczynę przed jej rodzicami.
Zarówno Zadrożyńska, jak i Gołębiowski mają jednak na myśli stosunkowo późną, bo pochodzącą z przełomu XVIII i XIX wieku odpłatną funkcję "informatorów i stręczycieli małżeństw"440, która według Barbary Ogrodowskiej niewiele ma wspólnego z tradycyjną rolą swata - pełnomocnika pana młodego i jego rodziny, ale także przewodniczącego wesela441. Wydaje się, że tę pierwotną funkcję sprawował mężczyzna, a swatki pojawiły się dopiero w XIX wieku.
Rzadko zatem mają one szansę być jedynymi decydentkami w procesie kojarzenia małżeństw, a literatura zdaje się to potwierdzać. Na tle antropologicznym sytuacja ukazana w Pojednaniu Zakrzewskiej stanowi zatem interesujący wyjątek. Matka Matei "była to kobieta energiczna i despotyczna, która lubiła władzę, wdzięcznie przyjmowała należne sobie hołdy i dlatego nie miała synowi za złe, że się do jej gospodarki wcale nie wtrącał"442. Mateja poddaje się matce i stwierdza: "Nief ta sobie baby gazdujom, jako fcom! Jo se bedem gazdował orłom, ba niedźwiedziom"443, po czym opuszcza dom.
Z kolei inna matka, wdowa po przemytniku Matei, sportretowana przez Jerzego Mieczysława Rytarda i Helenę Rytard w Kolebie na Hliniku, jest bardzo uboga, o czym zresztą świadczy jej wygląd:
[...] twarz wychudzonej kobiety poorana była głębokimi bruzdami. Zapadnięte policzki i kości, sterczące pod bladą, przezroczystą skórą, nadawały jej chorobliwy wyraz. Oczy, podkrążone ciemnymi obwódkami, świeciły niezdrowym, gorączkowym blaskiem. Z piersi wydobywał się czasami suchy kaszel, który starała się tłumić z widocznym trudem444.
Mimo biedy stara się, by dzieci otrzymywały posiłki, choć są one bardzo skromne: to zwykle ugotowane ziemniaki z łyżką oleju lnianego. Bieda góruje też nad macierzyńskimi uczuciami, bohaterka nie ma bowiem obiekcji, by oddać jednego z synów na wychowanie zamożniejszemu góralowi - priorytetem dla matki staje się utrzymanie dzieci, a nie ewentualne przywiązanie emocjonalne.
Góralki matki w literaturze o Tatrach dzielą się zatem na co najmniej dwa typy. Reprezentantki pierwszego zostają wpisane w szerszy wachlarz ról - zazwyczaj ich dzieci są małe i jest ich wiele. Kobiety te tworzą więc niezindywidualizowaną zbiorowość, składającą się na obraz góralszczyzny, na tle której wyróżniają się takie cechy jak ubóstwo, ale także troska. Typ drugi to z kolei matki dzieci dorosłych - te są zindywidualizowane, ich portret psychologiczny zostaje pogłębiony. Relacja między matkami a dorosłymi dziećmi jest osobista, bywa też, że niełatwa. Najczęściej w wypadku złego traktowania matki przez dziecko winny jest syn, nie córka - tak dzieje się zarówno u Galicy, jak i u Tetmajera - krzywdzona strona tymczasem zostaje wyidealizowana, podniesiona czasem do rangi boskiej, stosunek ten zatem opiera się na wyraźnym kontraście, który czyni bohaterów jednowymiarowymi - zostają oni sprowadzeni do wymiaru emblematycznego i są wyposażeni w powierzchowne cechy, a także podlegają ocenie.
Stare góralki
Starość góralek nie jest przedmiotem uwagi wielu twórców. Podczas gdy młode mają szansę na indywidualizację, te, które wypełniły już swoje zadania związane z seksualnością czy macierzyństwem, tym bardziej stają się elementem tła, częścią bezimiennego tłumu. Nie oznacza to jednak, że nie można przypisać im żadnych charakterystycznych cech, takich jak umiejętności powszechnie kojarzone z kobiecymi, związane z ziołolecznictwem i szeroko pojętą ziemią, a także właściwości magiczne.
Stanisław Witkiewicz w Na przełęczy przytacza opowieść Sabały o tym, jak "flintę raz rozerwało Sabale w garści i kawał żelaza się wbił "pod pulsowom zyłe""445. Nikt nie mógł nic poradzić, dopiero kobieta: "Przysła jedna baba i kazała królika zabić, a te flaki i skórke, ciepłe przyłozyć. I, hnet, juz cujem, co me to zratowało, i popuściło to całkiem"446.
Również Kazimierz Tetmajer wspomina o uzdrowicielkach, które, zajmując się leczeniem, związane są tym samym z funkcją poniekąd magiczną - zamawianie chorób jest bowiem elementem ludowej magii słowa. W jednej z nowel "przyszła baba stara Katarzyna Magierka od Janików, okadziła go"447, w innej zaś do umierającego Jakuba Zycha przychodzi "stara Tylkula, zamawiaczka"448.
W dramacie Andrzeja Galicy także wprowadzony zostaje wątek czarów i uzdrawiania, a to za sprawą Kumoszki. Jej wiek nie zostaje określony, trudno więc powiedzieć, czy jest kobietą starą, choć z kontekstu może tak wynikać. Gdy matka Sobka i Teresi zaczyna chorować, kobieta radzi dziewczynie:
Weź ty jeszcze dziewcze, weź - kamionkowy dzbanek weź... I leć co tchu popod wierchy, popod zielone - a wymijaj brzeżki suche... I przynieś wody źródlanej, z dziewięciu zaczerpnij źródeł [...] W tył się nigdy nie obzieraj - a jak wody masz zaczerpnąć, trzy razy się wpierw przeżegnać, a wodę od siebie garnąć, to odzeniesz moce złe449.
Jej działanie sprowadza się tylko do porady, wskazówek, co można utożsamiać z magiczną formułą czy zaklęciem - niewątpliwie jednak jest to rodzaj czarów góralskich, a to ze względu na rolę natury: Kumoszka wspomina bowiem o wierchach i źródle.
Wygląd starej kobiety nazywanej Leśna opisany zostaje w Bajdzie o Niemrawcu Jana Gwalberta Henryka Pawlikowskiego następująco:
Przed domem stała stara baba złamana wpół, zatulona z głową w grubą, białą płachtę, obramioną gadzikiem, staroświecki, odświętny strój góralek. Spod tej płachty wyzierała twarz mała, pomarszczona niczem zleżałe jabłko, o oczach jak świdry, dzióbowatym nosie, i zapadłych, bezzębnych ustach450.
Choć przywołana charakterystyka wskazuje na typową góralkę, to warto zaznaczyć, że ontologia Leśnej, podobnie jak innych kobiet pojawiających się w Bajdzie o Niemrawcu, jest niejednoznaczna. Jacek Kolbuszewski pisze o dziele Pawlikowskiego, że realizowało ono młodopolskie - choć ukazało się już w okresie międzywojennym - marzenia o stworzeniu "mitologii Tatr". Badacz sytuuje utwór wśród takich tekstów, jak Bajeczny świat Tatr Kazimierza Przerwy-Tetmajera czy Nietota Tadeusza Micińskiego451. Niejednoznaczność Leśnej jako bohaterki opowiadania dobrze ilustruje epizod jej niezwykłego zachowania podczas wiatru halnego:
Oczy jej błyszczały w ciemności dziką radością a bezzębne usta mamlały coś niewyraźnie. Kiedy zahuczał gwałtowny powiew wichru, stara stanęła nagle, wzniosła kościste ręce i wpiła wzrok w czarne, bezmiesięczne niebo. Biała płachta zsunęła się z niej i padła na drogę, a rzadkie włosy rozwiał wiatr... [...] Oto teraz drapieżne palce dziwnej baby poczynają się dobierać do pętli i guzów nędznego serdaka, rozpinać a targać a drzeć; potem rozerwały zapięcie koszuli i wydobyły na wierzch wyschnięte dwa worki, co były ongiś piersiami. Wiatr huczy jeszcze daleko w górach, wzmaga się, zbliża, a przed nim leci zwiastun jego: podmuch szumiący wykłoszonym owsem... Leśna dzierży obiema rękami poły serdaka, rozwiera koszulę, pozwalając wiatrowi dąć w nagie ciało za pazuchę, przenikać ją całą do dreszczu452.
Zaprezentowany fragment poniekąd sytuuje bohaterkę po stronie postaci magicznych, fantastycznych - dzieje się tak za sprawą zarówno jej fizyczności, jak i jej postępowania.
W powieści Jerzego Mieczysława Rytarda i Heleny Rytard Na białej grani pojawia się starsza kobieta, Kordula, parająca się lecznictwem i ciesząca dużą estymą wśród górali. Jej sława sięga poza granice wsi - bywa, że przywożą do niej chorych z okolicznych miejscowości "leczyć na żołądek, świerzb i inne choroby"453, jednak najlepiej znana jest z nastawiania złamanych kości. Choć jeden z bohaterów powieści kwestionuje fakt, że stara góralka budzi większe zaufanie niż lekarze, jego towarzyszka, góralka Hanka, tłumaczy mu: "- Nasa Kordula umie dobrze składać, tak co nie trza doktora i jej się nie bojom"454. Sposób działania Korduli jest istotnie znachorski: kobieta masuje złamaną nogę, "wcierając masło w obrośniętą włosami łydkę"455.
Również we wspomnianym opowiadaniu Malickiego Zły rok głównego bohatera, gdy zostaje ranny, opatruje "stara Rojka", do której po pomoc udaje się żona górala. Rojka "opatrzyła chorego, obstawiła bańkami, uwarzyła ziółek"456, a także postawiła diagnozę, bazując na swojej wiedzy ziołoleczniczej.
Jak zauważył Piotr Kowalski, starcom przypisuje się status mediacyjności457 - sytuuje się ich na granicy, która może być szeroko rozumiana, na przykład jako granica między światami. Stare kobiety, tracąc swoją płodność, "wymykają się podziałom taksonomicznym rządzącym światem człowieka, wśród których podstawowe są opozycje płci"458. Ich seksualność zostaje zawieszona, poniekąd zrównują się z mężczyznami (Kowalski pisze, że starcy "w pewnym sensie przestają mieć znamiona męskości czy kobiecości"459), a tym samym - pod względem swoistości płciowej, ról im przypisanym, szczególnie seksualności - stają się tym, czym były dziewczęta i panny, czyli dziewice przed wejściem w relację z mężczyzną. Sprzyja to mediacyjności. Piotr Kowalski stwierdził, że do kontaktów z sacrum uprawniają kobiety dwa stany: dziewictwo i menopauza460. Stanowi to szczególną klamrę w procesie życiowym.
Nie oznacza to jednak, że stare kobiety pełnią te same funkcje, co mężczyźni w analogicznym wieku. Mają one co prawda cechy hybrydyczne, ale to im przypisuje się czarownictwo, to one są nieczyste, to one wreszcie są niekiedy identyfikowane jako zły omen461.
Autochtoniczne postacie magiczne
W tekstach literackich o Tatrach pojawiają się także trudne do sklasyfikowania bohaterki. Nie są one bowiem góralkami sensu stricto, reprezentują jednak przestrzeń tatrzańsko-podhalańską jako autochtonki bądź osoby na stałe zamieszkujące te tereny i do nich przynależne. Są to postacie magiczne, nadprzyrodzone lub po prostu nierealne: czarownice, boginki. Pojawiają się między innymi w literaturze dla dzieci i młodzieży, ale ich źródłem najczęściej są teksty o proweniencji ludowej, oparte na podaniach i wierzeniach. Zdarza się, że postaci te pełnią funkcję katalizatora wydarzeń, zwykle jednak tylko ubarwiają akcję danego utworu, figurując w tle.
Jedną z pierwszych magicznych postaci autochtonicznych występujących w literaturze o Tatrach jest Oda, bohaterka powieści Seweryna Goszczyńskiego (1842). Zostaje ona w utworze przedstawiona jako: "Oda, najpiękniejsza z góralek"462. Choć tak się ją nazywa, to wydaje się nie mieć w sobie nic z góralki. Z jednej strony wiąże się to z genezą tekstu, powstałego u progu literackiego zainteresowania Tatrami, z drugiej jednak - z charakterem samego dzieła: legendowym, ajtiologicznym. Tę ostatnią cechę ilustruje chociażby zakończenie utworu:
Natychmiast po skonaniu Gromowida, kaplica zapadła się w ziemię, a na jej miejsce wystąpiło jezioro zwane dzisiaj Smreczyn Staw. Stamtąd, w pewnych wieczorach każdego roku, wychodzi mgła biała, powiewna, wtacza się na szczyt Smytni, stacza się z niego, błądzi po dolinie, i znowu wraca do jeziora. Ma to być duch Ody, nie wiadomo czy jeszcze pokutujący, czy już anioł463.
Choć zatem nie pochodzi Oda z ludu (jest żoną możnego Gromowida), nie nosi tradycyjnego stroju góralskiego ani nie mówi gwarą, to niewątpliwie stanowi jedność z przyrodą i szczytami Tatr - i choćby z tego powodu można zaliczyć ją do góralek. Gdy Gromowid wyjeżdża, a ona czuje się samotna: "[...] błąkała się po dniach całych między górami"464. "W tym stanie największą jeszcze miało dla niej ponętę obcowanie z dziką przyrodą gór"465.
W Samuelu Zborowskim (1844) Juliusza Słowackiego pojawiają się zaś dwie walkirie. Jedna z nich wspomina o Morskim Oku, czym dookreśla miejsce akcji - didaskalia bowiem przynoszą jedynie informację o "jeziorze". Bohaterka za sprawą swojej wypowiedzi jawi się jako władcza, panująca nad światem przyrody, czym oczywiście wpisuje się w klasyczne postrzeganie walkirii, których atrybutami były włócznie i tarcze:
Tu w bieli, w śnieżycach,
Przy morskich straszydłach,
Ja duch - w błyskawicach,
W piorunach, na skrzydłach,
Na was, wichry moje,
Stanęłam i stoję466.
Obecność walkirii w dramacie jest marginalna - pojawiają się jedynie w drugim akcie, a ich wypowiedzi obejmują kilkadziesiąt wersów. Fakt, że poeta zdecydował się akurat na te postacie - o germańskiej, a nie słowiańskiej proweniencji - Jacek Kolbuszewski tłumaczy skromną wiedzą romantycznego wieszcza na temat ludowej spuścizny Podhala. Gdyby bowiem czerpał od Goszczyńskiego, który chętnie pisał choćby o dziwożonach, prawdopodobnie zdecydowałby się właśnie na nie w miejsce bogiń wojowniczek467.
Innym utworem, w którym Tatry zostają ukazane baśniowo, jest Wanda autorstwa Deotymy (1887). W prologu dramatu pojawiają się Xienie, opisane w didaskaliach jako postacie "ubrane podobnie do góralek, zupełnie biało, w wieńcach z różnych kwiatów na głowie, owiniętych w długie białe rąbki"468. Wszystkie zamieszkują Dolinę Kościeliską, gdzie toczy się akcja prologu, a ich imiona - Pomna, Żywna, Senna, Zielna, Śpiewna - podkreślają niejednoznaczną ontologię bohaterek.
W stosunku do tytułowej Wandy pełniły one do tej pory funkcje nauczycielek. Bohaterka nazywa je "matkami wiedzy, duchami-olbrzymami"469, które zapoznały ją z tajemnicami "ziemi, nieba oraz otchłani"470. Prowadziły ją po górach i halach, opowiadały o historii, bogach, uczyły piosenek. Zadania, które wypełniały wobec Wandy, tym silniej świadczą o ich magicznym statusie, mediacyjności, a także pokrewieństwie ze starymi góralkami, których rola w społeczności związana była z wiedzą i przekazywaniem niedostępnych dla innych umiejętności.
Xienie jako bohaterki dramatu są ciekawym przykładem akcentowania już w prologu kobiecej mocy i potencjału - cały utwór jest wszak skoncentrowany na postaci silnej bohaterki, jaką jest Wanda. Wydaje się jednak - na co zwraca uwagę Jacek Kolbuszewski - że ich obecność w dziele nie ma głębszego uzasadnienia, podobnie zresztą jak ulokowanie akcji Wandy w Dolinie Kościeliskiej. Tytułowa Wanda odczytuje proroctwa dotyczącego swojego losu ze skały Pisanej, co jest pozbawione jakiegokolwiek umotywowania471. Jednocześnie trudno wyobrazić sobie inną tatrzańską przestrzeń, zarówno ze względu na kontekst biograficzny - Deotyma opisywała Dolinę Kościeliską we Wrażeniach z Karpat - jak i kulturowy - dolina była jednym z najbardziej popularnych turystycznie miejsc w XIX wieku, a jej obecność w literaturze i sztuce jest, ze względu na bogactwo i różnorodność tekstów kultury, przedmiotem uwagi badaczy472.
Tajemnicze magiczne istoty pojawiają się także w jednej z nowel Tetmajera zatytułowanej Zimowe panny albo o Maćku który przepadł w górach. Bohater utworu, Maciek, spotyka je w Tatrach - w Dolinie Pięciu Stawów - a wcześniej funkcjonowały w jego świadomości, bo słyszał o nich w dzieciństwie. Są to przemienione dusze sześćdziesięciu zmarłych wskutek zarazy mniszek, które zostawił w górach anioł zmierzający do nieba. Funkcja, jaką pełnią, jest podobna do funkcji mitologicznych syren: "Kto je zobaczy, niech ucieka; kto by je podpatrywał, nijako mu dobrze nie wyjdzie. Urzekną go tak, że albo spadnie i zabije się, albo oślepnie, albo nogę złamie i więcej w góry nie pójdzie"473. W utworze zostają opisane następująco:
Zimowe panny przylatują z wiatrem, z chmurami śnieżnymi od tego morza, co gdzieś daleko jest, a nigdy nie odmarza. Białe są takie, jak śnieg, twarze białe, usta białe, tylko oczy im się świecą jak szron o świcie, a włosy mają jak srebrzone. Suknie na nich białe, długie, tak się koło ciała owijające, jak pajęczyna jesienna czasem koło smreka młodego na gałęziach474.
Zajmują się przede wszystkim tańcem w okręgu, czym kuszą przechodniów. Maćkowi przypomina to młodość, a w ślad za tym czasy, gdy dużo tańczył z dziewczętami. Wzbudza więc w nim nostalgię i "nimbyś słowo powiedział, znalazł sie on w kole zimowych panien, pod ręce im wpadłszy"475.
Okazuje się jednak, że zimowe panny niosą śmierć: "Wtem zaszumiało i zawyło. Zimowe panny stumaniły sie, zmieszały, skłębiły w chmurę i wzbiły się w powietrze ponad Pustą Dolinę ku Zawratowi, ku północy. [...] Został Maciek sam na Wielkim Stawie, na lodzie. [...] Chwyciło go osłabienie takie, że legł na lodzie"476.
Podobną funkcję pełnią opisane przez Tetmajera w Bajecznym świecie Tatr tańczące "Śmierci", które były "trzy na Podhale"477, zmuszające ludzi do tańczenia z nimi w kole przez całą noc do wtóru pieśni: "My siostry śmierciki, / Bez matki zrodzone, / Dusić naród ludzki / Przez Boga stworzone"478.
Postać, która sytuuje się na pograniczu grup autochtonicznych postaci magicznych oraz góralek, pojawia się w opowiadaniu Płanetnica Władysławy Panek. Tytułowa płanetnica, matka Weronki - zmarłej żony głównego bohatera, Jaśka Rohacza - jest tajemniczą góralką. Sugeruje się, że to ona i jej czary doprowadziły do ślubu Jaśka i mało atrakcyjnej Weronki, ona też po śmierci córki uniemożliwia zięciowi związanie się z ukochaną Pawlą. Jej zachowanie opisane jest następująco:
Na progu drzwi zamknionych kucała stara, mać nieboszczki, i pozirała z pod opuchłych czerwonych powiek na swojom córuchne. I zwiduje sie ji w tym migotaniu świc, że oczy otwiro i spoziro na niom proszonco.
- Czego kcesz córuchno? Dyciem ci kwiotów nasuła, jakoś bez całe życie telo ni miała... Tamtego obwiesia tyż ci dałam, bo ci go już Pawla nie odbierze, ani żodna we wsi... Umiłowałaś go na swoje zatracenie, tom ci go na wieki dała... Pockoj, pockoj... - mruczała do siebie, zwlekła sie z proga i stanela przy truhli479.
Jedynym rozwiązaniem okazuje się podpalenie przez Jaśka chałupy, by "w popiół zetlić czary płanetnicy"480. W opowiadaniu nie zostaje dookreślone, czy matka Weronki jest żeńskim odpowiednikiem znanego ze słowiańskich wierzeń płanetnika481, czy po prostu ma magiczne zdolności - Jasiek nazywa ją "wiedźmą"482.
Maria Kaczkowska bohaterką opowiadania Śpiący rycerz w Tatrach (1918) czyni panią Zimę. Ta tajemnicza postać, która w początkowych partiach utworu usiłuje zostać chrzestną małego chłopca Jontka i nadać mu imię Odzimek (tym samym czyniąc go częścią swojego magicznego świata), po latach rozkochuje go w sobie i sprawia, że porzuca on dla niej swoją rodzinę. Ostatecznie jednak nie udaje jej się zrealizować swojego planu, chłopak bowiem podczas lotu na obłoku nad Doliną Kościeliską słyszy rozmowę o zbliżającej się wojnie, a to skłania go do powrotu do domu - przeszkodą okazuje się zatem jego patriotyczna postawa: miłość do ojczyzny i potrzeba walki o nią. Jest więc pani Zima postacią raczej wrogą, zdeterminowaną, przy czym jej motywacje i cel nie są do końca jasne. W tym krótkim utworze szczególną uwagę przykuwa - wszakże dość konwencjonalne - przedstawienie Tatr jako ostoi i symbolu polskości, a także uczynienie antagonistki z kobiety, w dodatku wyposażonej w cechy nadprzyrodzone.
Innym typem autochtonicznych postaci magicznych charakterystycznych również dla Podhala są boginki. To rodzaj czarownic bądź czarodziejek spokrewnionych z rusałkami. Mieszkają, wzorem nimf i driad, w lasach i zbiornikach wodnych. Mogą ludziom szkodzić lub ich zwodzić483, ale mogą im też pomagać. Tak dzieje się w wypadku legendarnego zbójnika Janosika.
To właśnie boginki bowiem w dramacie Andrzeja Galicy Janosik (1922) uczyniły tytułowego bohatera zbójnikiem. Przywódczyni boginek opowiada mu, jak do tego doszło:
My zamiast matki-macierzy,
Uczyły ciebie pacierzy,
A w jasne noce,
W cichej roztoce,
Tajemne poznałeś moce...
Topór, pas zaczarowany
Wziąłeś od matki - Marzany,
Róg, co owłada
I ludzi budzi,
Dał ci potężny Bóg - Łada...484
Boginki przejęły zatem rolę matki, biorąc czynny udział w wychowaniu Janosika, a jednocześnie przekazały mu magiczną moc czy raczej jej atrybuty. Podobna scena pojawia się w jednej z wersji ludowego podania o Janosiku, przywołanej przez Tetmajera. Trzy siostry, do których Janosik przychodzi przenocować, dają mu kolejno: "wałaske485, co ośmioro drzwi sama przerąbie, a kie sie na nij zniesie, trzi mile przeskoczy", "kosule" i "opasek"486.
O boginkach leśnych - przebywających w potoku - wspomina również Jerzy Mieczysław Rytard w Dolinie wiatrów przy okazji opisywania obrzędów Zielonych Świątek. Jak wcześniej wspominaliśmy, okolicznościowym rytuałom była poddawana Jagniesia - prowadzono ją między innymi w miejsce, gdzie rezydują siły diabelskie. Następnie grupa młodzieży każe jej wejść do wody, a to dla dziewczynki stanowi ulgę, wie bowiem, że przebywające tam boginki są dobre i przychylne wobec człowieka, "więc też i woda owa, gdy się nią umyć, daje zdrowie i urodę"487. Boginki stanowią przeciwwagę dla sił diabelskich, a woda z potoku, którą dzieci obmywają twarz Jagniesi, ma ją oczyścić również w sensie duchowym.
Ważne i charakterystyczne postacie góralskiej demonologii to także dziwożony. Jako jeden z pierwszych dziwożony szeroko opisuje Seweryn Goszczyński w Dzienniku podróży do Tatrów, charakteryzując je jako istoty właściwe góralszczyźnie. Maria Steczkowska zaś stawia je obok strzyg, upiorów oraz boginek, wyjaśniając, że wszystkie one są ważnymi bohaterami opowieści snutych przez górali488. Rzeczywiście, te okrutne demony właściwe są podaniom zlokalizowanym na terenach górskich: na Podhalu, w Karpatach, ale także w przekazach górnośląskich489. Autorzy Bestiariusza słowiańskiego nazywają je "górskimi istotami", które zamieszkują jaskinie i skalne osypiska Podhala490.
Dziwożony to istoty o wyróżniającym się, pozaludzkim wyglądzie. Opisuje się je jako włochate bądź kosmate, co świadczyć ma o ich przynależności do innej rzeczywistości, a także swoistej mediacyjności491. Na tajemniczość i odmienność dziwożon wpływa ponadto ich karłowatość i brzydota - wielkie obwisłe piersi, długie ręce i języki492.
Funkcje, jakie przypisuje dziwożonom tradycja ludowa, odpowiadają archetypicznej roli kobiety. Najważniejszym ich zadaniem jest bowiem macierzyństwo (bądź dążenie do niego), a kluczowa relacja, w jaką wchodzą, to ta między nimi a dziećmi. Zagrażają one przede wszystkim kobietom ciężarnym i matkom: porywają ich potomstwo, w zamian zostawiając własne, "zazwyczaj krzykliwe, złe, bardzo brzydkie, jednym słowem rodzaj wyrodka"493. Swoje dziecko można odzyskać, bijąc dziecko dziwożony rózgą i wołając: "odbierz swoje, oddaj moje!". Dziwożony, poza dziećmi, porywają też młode kobiety. Można się przed tym ustrzec, wchodząc między kwiaty - dzwonki, których magiczne istoty się boją.
Seweryn Goszczyński wspomina o dziwożonach nie tylko w Dzienniku podróży do Tatrów, ale także w Sobótce, fragmencie nieukończonego poematu Kościelisko: "Strzeżcie się, o matki, / Tulcie wasze dziatki: / Pod okienkiem mara / O zdobycz się stara. / Czapeczka czerwona, / Kosa rozpuszczona - / Ach, to dziwożona!"494. Utwór jest skonstruowany w formie przestrogi, a w dalszej jego części, co ciekawe, zostaje zawarta informacja dotycząca pochodzenia dziwożon - schwytana kobieta sama się nią stanie: "Jako śmierć złośliwa, [...] / Pochwyci cię w lesie, / Pod ziemię zaniesie; / Bez Tatrów, bez słońca / Zostaniesz do końca, / Jako dziwożona. [...] / Jak Krywań wysoki, / Tak twój świat głęboki, / Skoroś dziwożoną"495. Jako przestrzeń właściwa tym demonom wskazane zostają podziemia, pozbawione światła słonecznego i górskiego pejzażu.
Mężczyźni - o czym pisze zresztą Goszczyński - są w kontekście dziwożon zupełnie pomijani. Istoty te boją się ich496, a porwań dokonują wtedy, gdy w chacie z dzieckiem zostaje tylko jego matka497. Ich wizja świata wydaje się zatem wizją patriarchalną, o czym zresztą pisze Beata Walęciuk-Dejneka:
Istotnym elementem, którego strzegły dziwożony był posłuch niewiast wobec mężczyzn. Posłuszeństwo i dyscyplina względem nich wypływały z założenia o patriarchalności kultury ludowej. To mężczyźni ustanawiali normy, zaprowadzali porządek, wymierzali kary, strzegli wykonywania obowiązków, przewodniczyli w rodzinie i lokalnej społeczności. Byli panami i władcami, walczyli i rządzili. Wynikało to z ogólnego przeświadczenia, obligatoryjnego dla kultury magicznej - dychotomicznego podziału, opartego na dualizmie Kosmosu (ten świat - tamten świat) i dialektyce sacrum - profanum498.
Jest to ciekawe o tyle, że swoim stosunkiem do męskiej społeczności wydają się odbiegać od postawy góralek podhalańskich, które sytuują się raczej w matriarchalnym modelu świata. Choć zatem dziwożony przynależą do swoistej dla tego terenu grupy postaci autochtonicznych (wprawdzie magicznych), to wyróżnia je podporządkowanie wobec mężczyzn.
O dziwożonach wspomina również Teodor Tripplin w Wycieczkach po stokach galicyjskich i węgierskich Tatrów. Córka gospodyni Tripplina w Harklowej, panna Augusta, opowiada o nich lekarzowi:
A jak pan będziesz w Łopuszny, to sobie każ pokazać pieczarę, w której przed niedawnemi jeszcze czasy przemieszkiwały dziwożony, to jest złe niewieście duchy, porywające matkom dzieci, lub zamieniające je na swoje499.
Dalej Tripplin kontynuuje charakterystykę dziwożon:
Nie raz się też zakradały dziwożony poczciwym ludziom do łoża małżeńskiego! Nie ma dla nich litości u ludu, bo ten grzechów tego rodzaju ani popełnia, ani wybacza, ani pojmuje500.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer w Bajecznym świecie Tatr dość obszernie pisze o tych postaciach, wiele informacji powtarzając za Goszczyńskim. Podobnie jak autor Ody twierdzi, że są dziwożony "oryginalnym wytworem góralskiej wyobraźni"501, a jako etymologię słowa "dziwożona" wskazuje zestawienie słów "dziwa żona", czyli - ze słowackiego - dzika kobieta502. Źródłosłów sięga jednak dalej, nazwa demona bowiem prawdopodobnie wywodzi się od prasłowiańskiego div, oznaczającego coś zarówno zachwycającego, jak i pierwotnego oraz dzikiego503.
Według autora Na Skalnym Podhalu dziwożony są demonicznymi postaciami podobnymi do kobiet, są jednak wyjątkowo brzydkie, a szczególnie wyróżniają się ich świecące oczy, rozpuszczone włosy (nieuczesane, długie włosy są wyróżnikiem istot z zaświatów504) oraz nienaturalnie obwisłe piersi (które są widoczne, gdyż dziwożony nie noszą ubrania).
Warto zwrócić uwagę na fakt, że autochtoniczne postaci magiczne ze świata podhalańskiej góralszczyzny wprowadzają do swojej twórczości również ci autorzy, którzy nie mają szerokich związków z Tatrami - mowa tu o Juliuszu Słowackim czy Deotymie, a także Marii Kaczkowskiej. Może to świadczyć o przypisaniu Podhalu określonego zespołu cech i funkcji, do których należą między innymi magia oraz mit. Przestrzeń górska stanowi bowiem grunt podatny na tego typu znaczenia, niedookreślenie czasowe i ontologiczne.
Góralskie twórczynie
Twórczość kobiet urodzonych bądź mieszkających od dzieciństwa na terenie Podhala przed 1939 rokiem jest zjawiskiem raczej rzadkim, ale można wskazać co najmniej cztery Podhalanki, które parały się literaturą - większość z nich czyniła to już w XX wieku. Trzy są rodowitymi góralkami: mowa o Katarzynie Kłosowskiej, z domu Sobczak, Anieli Gut-Stapińskiej oraz Helenie Roj-Kozłowskiej, ostatnia zaś to mieszkająca pod Tatrami od dzieciństwa Jarosława Janina Łukasiewiczówna.
Katarzyna Kłosowska (1856-1915) uważana jest za pierwszą podhalańską poetkę, której utwory jednak się nie zachowały, a jedynie zostały przytoczone w obszernych fragmentach przez Zofię Urbanowską w Róży bez kolców, w rozdziale zatytułowanym Kasia Sobczakówna. Rozdział zresztą jest opatrzony mottem z Piosnki w Karpatach Deotymy - autorka wybrała fragment o Podhalance idącej "steczką", czym nawiązuje zapewne do przynależności Sobczakówny do góralskiej ziemi. Urbanowska przytacza między innymi fragment Śpiewek o górach młodej poetki, w którym opisany zostaje pejzaż Doliny Kościeliskiej:
W Kościeliskach jest z początku jedna góra mała,
Jakby z kamiennych ziarnek ułożona cała.
Jest tam domek dla wygody pięknie sporządzony,
Przy nim źródło; z niego woda płynie na trzy strony.
Jedna góra w Kościeliskach zowie się Pisana, [...]
Na niej wyrysują swe imiona goście [...]505.
Choć pod względem poetyckim utwory Sobczakówny nie wyróżniają się szczególnym kunsztem, to w sposobie opisywania przestrzeni zwraca uwagę ich staranność topograficzna, a także interesujące - szczególnie w kontekście naszych rozważań - porównanie Giewontu z kobietą: "Oj, ślicznyś, Giewoncie, piękny wpośród lata, / W kwiaty ozdobiony, jakby panna jaka"506.
Katarzyna Sobczakówna jest ciekawą postacią również dlatego, że w 1907 roku wzięła ślub z malarzem i rzeźbiarzem Karolem Kłosowskim, który nie tylko pochodził spoza Podhala, stworzyli zatem tak skromnie reprezentowany choćby w literaturze "mieszany" związek, ale także był od niej dużo młodszy - dzieliło ich dwadzieścia sześć lat. Wzbudziło to zainteresowanie miejscowych, a fakt ten barwnie opisywał Włodzimierz Wnuk:
W tej dumnej, sławnej, a jednocześnie gospodarnej Katarzynie Gąsienicy Sobczak zakochał się z pełną wzajemnością niemal o pokolenie od niej młodszy student. Sprawa się nie dała ukryć, nie tylko w najbliższym sąsiedztwie, ale i szerzej po Zakopanem rozpuściły się babskie języki, tym bardziej że do gorszącej różnicy wieku dochodziła jeszcze okoliczność zupełnie szokująca: Kasia była przełożoną miejscowych "tercjarek", czyli, innymi słowy, III Zakonu Św. Franciszka, zrzeszającego, jak wiadomo, ludzi świeckich507.
Wyjście z tej sytuacji znalazł dopiero ksiądz Kaszelewski, który doradził parze: "Najlepiej się pobierzcie, plotki się skończą"508.
Aniela Gut-Stapińska (1898-1954) to z kolei góralka pochodząca z Poronina, z rodziny Orawców, poetka i prozaiczka szczególnie aktywna w okresie międzywojennym. W twórczości zwracała dużą uwagę na miejscową społeczność, jej wierzenia oraz kulturę ludową. Istotna wydaje się dla niej również przestrzeń górska, którą Gut-Stapińska traktuje raczej jako całość - ziemię ojczystą. Poemat Marynka z Poronina, zawierający wiele elementów autobiograficznych, traktuje między innymi o Tatrach - miejscu idyllicznym, co, również ze względu na czas, w którym poemat powstał, a który w dziejach rozwoju Zakopanego stanowił moment szczególnej intensyfikacji turystyki pod Tatrami, nadaje tekstowi wymiar eskapistyczny:
O góry, góry! W czar mocy zaklęte!
Szemrzą fale Dunajca o was pieśni święte,
Nie chcą was odpłynąć i z wami się rozstać,
Chciałyby znieruchomieć i na wieki ostać509.
Maria Jazowska-Gumulska wskazuje jednak na niesamodzielność dorobku Gut-Stapińskiej, przynajmniej w zakresie formalnym. W swojej twórczości zdradza bowiem ona wyraźne inspiracje dziełami Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego czy Stanisława Wyspiańskiego510. Mimo tej wtórności można przyjąć, że prezentowany przez nią eskapizm jest autentyczny, za czym mogą przemawiać między innymi jej podstawowe wykształcenie i zakorzenienie w tradycjach Podhala. Gut-Stapińska odnosiła się tylko do tego, co było jej dobrze znane, co stanowiło jej niematerialne dziedzictwo.
Eskapizm ten jest widoczny również w innych jej dziełach, na przykład krótkim utworze, który gatunkowo można sklasyfikować jako impresję, zatytułowanym Przepaść i opublikowanym na łamach "Gazety Podhalańskiej" w 1925 roku. Zapisany gwarą, kameralny, wręcz intymny obrazek jest relacją z pobytu kilkorga górali w karczmie - pobytu, który kończy się próbą powrotu do domu w zamieci śnieżnej, wskutek czego bohater, nie widząc drogi, zmierza ku przepaści. Bez wątpienia jest to utwór skupiający się raczej na "wiejskości" i góralszczyźnie niż na górskim pejzażu, ten bowiem pojawia się tylko w postaci stromego urwiska511, które - jak możemy przypuszczać - stanie się przyczyną zguby bohatera.
Najbardziej zasłużona dla literatury wydaje się Helena Roj (1899-1955), później Roj-Kozłowska, urodzona w Kościelisku w rodzinie Gąsieniców-Rojów, spokrewniona także ze słynnym skrzypkiem Bartusiem Obrochtą. Swoją góralską tożsamość poniekąd przełamała za sprawą małżeństwa z pisarzem Jerzym Mieczysławem Rytardem. Ślub literata i pięknej góralki był porównywany - na przykład przez Jarosława Iwaszkiewicza - z bronowickim weselem Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny, co pobudziło wyobraźnię zarówno miejscowych, jak i przyjezdnych gości512.
Para wspólnie napisała kilka utworów, między innymi omawianą tu powieść dla młodzieży Koleba na Hliniku. Co jednak warto podkreślić, sama Roj-Kozłowska również była autorką utworów dramatycznych (zadebiutowała w 1917 roku sztuką Jak carownice pasowały Janosika na zbójnika513, a w 1938 roku ukazał się jej obrazek sceniczny Podhale), zaangażowaną także w badania nad etnografią Podhala514.
Ostatnia z omawianych tu twórczyń, Jarosława Łukasiewiczówna (1912- -1992), która po długiej tułaczce wraz z matką osiedliła się docelowo w Białce Tatrzańskiej, publikowała swoje wiersze w prasie, podpisując je pseudonimem Hanka Nowobielska. Debiutowała w 1936 roku na łamach poznańskiego "Orędownika"515. Pozbawiona korzeni, domu, określała samą siebie mianem "dziaduli"516, a zatem wspomniany podział klasowy wśród górali znalazł odbicie także w jej życiu. Choć nie urodziła się na Podhalu, można ją zaliczyć do grona góralek między innymi ze względu na jej twórczość. Jak pisze Wnuk, są to "obrazki tak bardzo autentyczne i jednocześnie tak spod serca wyjęte, że doprawdy mógł je odmalować tylko ktoś, kto włączył się organicznie w góralskie bytowanie i zaangażował się w nie uczuciowo"517.
Hanka Nowobielska posługiwała się gwarą, a tematyka, jaką poruszała w utworach, koncentrowała się wokół idealistycznie przedstawianego życia na Podhalu, odmalowanego jako kraj lat dziecinnych, co tłumaczyć może jej przeszłość i potrzeba posiadania korzeni. Poniekąd więc sytuować ją można na pograniczu grup autochtonicznej i rezydenckiej, choć bowiem nie wybrała świadomie tego regionu, swoją twórczością udowadniała, że proces osiedlania się przez nią na Podhalu trwał czy nawet już się dokonał. W 1937 roku Nowobielska wyszła za mąż - nie za rodowitego górala, ale Józefa Fiutowskiego spod Krakowa, absolwenta słynnej Szkoły Przemysłu Drzewnego w Zakopanem, mieszkańca Białki Tatrzańskiej518. Wydaje się, że związek ten zacieśnił jej przynależność do podgórskiej przestrzeni, jej wiersze pojawiają się bowiem w antologii Poezja młodego Podhala, a ona sama - wraz z Anielą Gut-Stapińską - w 1939 roku wzięła udział w spotkaniu z nauczycielami w Nowym Targu, reprezentując autorów podhalańskich519.
O ile wskazane artystki parały się literaturą z - jak możemy przypuszczać - własnej woli i potrzeby, o tyle wielu góralkom z Zakopanego i okolic umożliwiono twórcze działanie dzięki ważnej - także dla rozwoju miejscowości - dziewiętnastowiecznej inwestycji, jaką była Szkoła Koronkarska. Jej spiritus movens była aktorka Helena Modrzejewska. Po raz pierwszy odwiedziła ona Zakopane w 1867 roku520, a miejscowość wywarła na niej na tyle duże wrażenie, że nie tylko postawiła tam dom - Modrzejów na zboczu Antałówki - dla siebie i swojej rodziny, ale także została fundatorką Szkoły Koronkarskiej, która rozpoczęła swoją działalność w 1883 roku521. Słynna aktorka tak pisała o swojej słabości do Podhala:
W latach mojego engagement w Warszawie na miesiące letnie często wyjeżdżaliśmy w Tatry. Tam mieszkaliśmy w schludnych chatach góralskich i robiliśmy wycieczki w okolicę. Szczególnie pociągała nas miejscowość Zakopane, która do dzisiaj cieszy się wyjątkowymi względami z naszej strony. Położona jest w kotlinie i otoczona majestatycznymi szczytami Tatr522.
Helena Modrzejewska zaznaczyła przy tym, że inicjatywa założenia Szkoły Koronkarskiej powstała z inspiracji Tytusa Chałubińskiego, który pierwszy, zauroczony miejscowością i jej mieszkańcami, "ufundował dla nich szkołę rzeźby w drewnie, gdzie do dzisiaj uczą się chłopcy tej sztuki, tak niezrównanej pośród ludności góralskiej"523.
Szkoła Koronkarska stanowi kulturowy fenomen końca XIX wieku i odgrywa szczególną rolę w procesie aktywizacji zakopiańskich góralek. Zjawisko to spotkało się z entuzjastycznym odbiorem nawet tych, których związki z Tatrami nie były zażyłe. Taką postacią była choćby Gabriela Zapolska. Jej odwiedziny - notabene podczas pierwszego pobytu w Zakopanem - w założonej dwa lata wcześniej Szkole Koronkarskiej zaowocowały artykułem Pajączki zakopiańskie, opublikowanym pierwotnie w dziesiątym numerze "Świtu" z ósmego września 1885 roku524.
Relacja Zapolskiej rozpoczyna się jej wyznaniem, sugerującym, że ona sama niewiele wyniosła z nauk na pensji, a prawdziwy szacunek wzbudza w niej czyjaś ciężka praca. "Pajączki" zakopiańskie, jak metaforycznie nazywa uczennice podtatrzańskiej placówki, są nowym, nieznanym jej gatunkiem kobiet, misternie wykonującym koronkę, która cieszy się dużym powodzeniem wśród "muszek" - czyli kupujących ją kobiet.
Gabriela Zapolska drobiazgowo opisuje nowy budynek szkoły na Krupówkach oraz rodzaje koronek tam wykonywanych, uwagę skupia zwłaszcza na koronkach "czeskich" i "weneckich", chwaląc je przy tym pod względem zarówno ceny, jak i wykonania. Podaje do wiadomości czytelników również techniczne szczegóły, takie jak rodzaj nici używanych przez kierowniczkę, Józefę Sztelzer, czy cenę wykonanego przez nią wachlarza.
Na pierwszy plan w jej wywodzie wysuwają się jednak uczennice - ich pracowitość, koleżeńskość, którą podkreśla, uprzejmość wobec siebie nawzajem oraz dumę z tych najlepszych: Ludwiki Roj oraz Hanki Ustupskiej.
Konkluduje zaś swój w istocie reklamowy tekst (przyznaje bowiem, że wyroby szkoły nie cieszą się dużym zainteresowaniem wśród kobiet z całego kraju, chce zatem zapewne przyciągnąć nowe klientki) konstatacją szerszą, będącą diagnozą społeczeństwa, zwłaszcza jego części: "[...] w ogóle kobiety nasze lubią przychodzić do gotowego i z całą usilnością unikają nabycia jakiejkolwiek umiejętności"525. Panny bawiące w Zakopanem nie kwapią się bowiem do nauki w szkole koronkarskiej, mimo że "pomiędzy wycieczką a reunionem pozostaje sporo czasu"526. Ten barwny element podtatrzańskiego krajobrazu kulturalnego posłużył zatem Zapolskiej do wyciągnięcia nauki skierowanej do czytelniczek: góralki są wzorem godnym naśladowania, a ich postępowanie celem, do którego należy dążyć.
Sama puenta tekstu jest moralizatorska: "[...] uczcie się od zakopiańskich pajączków, bo ze wstydem wyznać należy, że bose Góralki więcej przynoszą pomocy swej rodzinie niż niejedna najwykwintniejsza panna na wydaniu"527.
***
Swoisty "tatrzański antropocentryzm", czyli skoncentrowanie się na człowieku w literaturze o Tatrach, pojawia się dopiero w drugiej połowie, a nawet pod koniec XIX wieku, gdyż literatura romantyczna obiera za głównego bohatera przede wszystkim tatrzańską przyrodę528. Stąd zatem stosunkowo późne zwrócenie uwagi na mieszkańców Podhala: górali, a zwłaszcza góralki. Początkowo były one opisywane wyłącznie w tekstach etnograficznych, które stanowiły zapis doświadczeń autorów z eksploracji Podhala i Tatr - co więcej, opisywane raczej wtórnie wobec postaci męskich (o czym świadczyć może choćby to, że opis góralek stanowi jedynie dopełnienie w odniesieniu do męskiej części ludności - tak jest u Marii Steczkowskiej czy Ludwika Zejsznera).
Pojedyncze napomknienia o rdzennych mieszkankach tych terenów w literaturze pięknej początkowo pojawiają się wyłącznie kontekstowo, ich nadrzędną funkcją jest dopełnienie lokalnego kolorytu, co pokazuje poezja Deotymy czy Władysława Reklewskiego. Poza tym góralki przedstawiane są też całkowicie stereotypowo, choćby przez usytuowanie obrazu mieszkanek Podhala w wyidealizowanej przestrzeni górskiej, uczynienie z nich pięknych, pierwotnych chłopek, opisanych z dzbankiem do zbierania jagód, a nawet przeistoczenie w element tej tatrzańskiej przyrody, która fascynowała podróżników i literatów.
Na ich indywidualności, życiu wewnętrznym, a także zróżnicowaniu społecznym w ramach góralszczyzny, skupił się dopiero w latach siedemdziesiątych XIX wieku Michał Bałucki. Kolejni zaś twórcy, idąc za jego przykładem, ale również podążając tropem literackich tendencji nakazujących antropocentryczny zwrot i upodmiotowienie podhalańskich górali, zaczęli zgłębiać ich fenomen i poszerzać zakres wyobrażeń na ich temat.
Co jednak warto podkreślić, sposób prezentowania tej społeczności w utworach beletrystycznych bądź wspomnieniowych jest zdominowany przez optykę autorów przybyszów. Jak pisze Jacek Kolbuszewski, ówcześni literaci postrzegają górali przez pryzmat swoich wyobrażeń o Tatrach, gdyż "dziewiętnastowieczni podróżni i turyści lepiej znali Tatry niż Podhale, z Góralami zaś spotykali się właśnie w Tatrach, gdy wobec "panów" wypełniali oni role przewodników i tragarzy"529. Obraz górali zostaje przekształcony według wysokogórskich doświadczeń podróżników, wydaje się więc, że tym bardziej odległe od autentyczności będą literackie kreacje góralek, które nie mogły wejść nawet w krótkie interakcje z przyjezdnymi przy okazji wycieczek.
Stają się one jednak przedmiotem uwagi, zostają przekształcone z elementu tła w wyraziste bohaterki - zarówno u Michała Bałuckiego, jak i u Władysława Orkana czy Kazimierza Przerwy-Tetmajera, ale także zapomnianych twórców: Tadeusza Bocheńskiego czy Feliksa Gwiżdża. W miarę odkrywania i upowszechniania Tatr pozycja góralek wkracza w nowy wymiar. Kobiety zaczynają nabierać podmiotowości, udziela się im głosu, ale przede wszystkim różnicuje ze względu na funkcje pełnione w społeczeństwie. Niektóre z typów, które reprezentują, są bardzo szeroko opisane w literaturze i przy okazji ich prezentowania poruszonych zostaje wiele aspektów ich zachowania, relacji z innymi czy swoistych cech charakteru.
Góralskie dziewczęta i panny to grupa, którą wyróżnia bardziej niż w innych wypadkach rozbudowana egalitarność w przestrzeni wysokogórskiej. Młode góralki mogą pełnić funkcje juhasek i przebywać w Tatrach na podobnych zasadach co chłopcy. Z tą kwestią wiąże się także zagadnienie pracy, która również świadczy o ich równouprawnieniu. Odznaczają się zaś zdecydowanym charakterem, porywczością, która chwilami podąża w stronę maskulinizacji. Bardzo często są w literaturze idealizowane, charakterystyczne dla nich jest ponadto przywiązanie do podhalańskiej ziemi - opuszczenie rodzinnych stron może skutkować ich wynaturzeniem, a nawet śmiercią. Wreszcie ciekawym problemem, poruszanym najczęściej w kontekście właśnie góralskich panien, jest ich życie duchowe - przeważnie przedstawiane jako problem marginalny, religijność góralek jest zazwyczaj afektowana.
Najszerzej reprezentowaną w literaturze kategorią góralek są kochanki. Wiele uwagi poświęca się - w tekstach zarówno etnograficznych, jak i beletrystycznych - ich podejściu do sfery seksualności, które charakteryzuje swoboda obyczajowa i wyzbycie się ograniczeń moralnych. Kochanki opisywane jako obiekty męskich uczuć najczęściej są idealizowane bądź sakralizowane - wówczas takie związki pozbawione są wymiaru seksualnego. Bywa, że są zdominowane przez mężczyznę, często jednak charakteryzują się niezależnością i aktywnością. Ciekawy typ stanowią antykochanki, czyli góralki, które z różnych przyczyn pozostają samotne, lecz to usytuowanie wobec mężczyzny wyznacza ich pozycję w danym dziele. W licznych utworach z różnych okresów pojawia się motyw związków góralek z niegóralami - takie relacje zazwyczaj kończą się nieszczęśliwie dla kobiet. Wreszcie istotnym zagadnieniem w kontekście literackich portretów góralek kochanek jest wymiar artystyczny - związany z muzyką bądź tańcem - który umożliwia manifestację uczuć zarówno przez kobiety, jak i przez mężczyzn.
Grupę gospodyń cechuje ich usytuowanie w matriarchalnym porządku społecznym. Zazwyczaj wyróżnia je silny, zdecydowany charakter i powiązanie z przestrzenią domu, która jest przeciwstawiona górom - polu męskiej aktywności i obecności. W utworach literackich, w których pojawiają się postaci gospodyń, poruszane są kwestie przyczyn, dla których zawierają związki małżeńskie: należą do nich finanse bądź atrakcyjność fizyczna, czasem jednak małżeństwo jest wynikiem przymusu. Wreszcie ważnym aspektem, który pojawia się w literaturze końca XIX wieku, jest problem interakcji gospodyń z turystami - co stanowi odbicie rozwoju Zakopanego i Podhala jako regionu turystycznego.
Dość skromnie reprezentowane w literaturze są góralskie matki. Ich rola ogranicza się najczęściej do zapewnienia bytu swojemu potomstwu. Charakterystyczne są sylwetki matek będących ofiarami przemocy swoich dorosłych synów - podporządkowują się one oprawcom, poświęcając się dla nich. Bywa jednak także odwrotnie - niektóre bohaterki są matkami despotycznymi.
Wreszcie wąska grupa kobiet starych pojawia się w literaturze o Tatrach raczej epizodycznie. Ich funkcje wiążą się głównie z magicznością, są zatem stare kobiety uzdrowicielkami bądź znachorkami.
Pod względem roli odgrywanej w poszczególnych utworach góralskie bohaterki literatury o Tatrach można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej należeć będą pełnoprawne uczestniczki fabuły, te, którym "oddaje się głos": zarówno dosłownie - są uczestniczkami dialogów, jak i metaforycznie - mają wpływ na kształt akcji, są ważnymi bohaterkami. Ten typ jest szeroko reprezentowany zwłaszcza w utworach późniejszych, pochodzących z okresu, kiedy świadomość na temat ziemi podhalańskiej i zamieszkującej ją społeczności jest wykształcona, ugruntowana, a nawet zaczyna przeradzać się w pewien stereotyp. Postaci góralek wprowadzają do swoich utworów zarówno twórcy związani z Tatrami, jak i autorzy sięgający po tę tematykę na zasadzie próby wpisania się w pewną modę. Do drugiej grupy bohaterek zaliczymy te, które stanowią jedynie element tła - zostają wykreowane po to, by ubarwić świat przedstawiony przez autora. Przypomina to zatem kontynuację narracji obecnej w tekstach etnograficznych, w których autorzy opisują rzeczywistość nową zarówno dla siebie, jak i dla potencjalnych czytelników.
1 W. Kossak, Wspomnienia, Kraków 1913, s. 136.
2 M. Adamczyk, Zakopane - wieś, [w:] Zakopane: czterysta lat dziejów..., s. 96.
3 S. Trebunia-Staszel, A. i M. Etynkowscy, K. Fiedler, Strój podhalański, "Atlas polskich strojów ludowych", cz. V: Małopolska, z. 18, Wrocław 2015, s. 7.
4 S. Trebunia-Staszel, Strój górali podhalańskich, Kraków 2011, s. 7.
5 J. Skowroński, Dawno temu w Tatrach, Łódź 2002, s. 68.
6 M. Rak, Kulturemy podhalańskie, Kraków 2015, s. 48.
7 Gazda; góralka, [hasła w:] S. Linde, Słownik języka polskiego, Lwów 1855, t. 2.
8 Podhalanin, [hasło w:] M. Orgelbrand, Słownik języka polskiego, Wilno 1861.
9 Podhalanie, [hasło w:] S. Orgelbrand, Encyklopedia powszechna z ilustracjami i mapami, Warszawa 1900.
10 Gazdyni; gazdzina; góralka, [hasła w:] J. Karłowicz, A.A. Kryński, W. Niedźwiedzki, Słownik języka polskiego, Warszawa 1900-1927.
11 Góralka; góraleczka; gaździna, [hasła w:] W. Doroszewski, Słownik języka polskiego, Warszawa 1964.
12 J. Łuszczewska, Piosnka w Karpatach, [w:] Tatry i górale w literaturze polskiej. Antologia, wstęp i oprac. J. Kolbuszewski, Wrocław 1992, s. 185.
13 W. Reklewski, Górale, [w:] Tatry i górale w literaturze polskiej..., s. 53-55.
14 S. Trebunia-Staszel, Strój górali podhalańskich...
16 S. Trebunia-Staszel, A. i M. Etynkowscy, K. Fiedler, Strój podhalański..., s. 26.
17 S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów, oprac. S. Sierotwiński, Wrocław 1958, s. 120.
21 Por. J. Majda, Góralszczyzna w twórczości Stanisława Witkiewicza, Wrocław 1979, s. 44. Autor wskazuje jednak na specyficzne rozumienie pojęcia "rasa" przez autora Na przełęczy, częściowo przejęte od Hippolyte'a Taine'a, ale i służące - za sprawą eksponowania cech plemiennych - manifestowaniu polskości (por. ibidem, s. 46).
22 R. Malczewski, Tatry i Podhale, Poznań 1935, s. 19.
23 L. Zejszner, Rzut oka na Podhalan, "Biblioteka Warszawska" 1844, t. 3, s. 116.
24 M. Steczkowska, Obrazki z podróży do Tatrów i Pienin, Kraków 1858, s. 48.
25 W. Eljasz-Radzikowski, Ilustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic, Poznań 1870, s. 192.
26 R. Malczewski, Tatry i Podhale..., s. 33.
27 A. Roćko, Kontusz i frak. O symbolice stroju w XVIII-wiecznej literaturze polskiej, Warszawa 2015, s. 10, 113.
28 E. Piskorz-Branekova, Polskie stroje ludowe, Warszawa 2013, s. 199.
29 S. Trebunia-Staszel, A. i M. Etynkowscy, K. Fiedler, Strój podhalański..., s. 8.
30 E. Piskorz-Branekova, Polskie stroje ludowe..., s. 199-201.
31 S. Trebunia-Staszel, A. i M. Etynkowscy, K. Fiedler, Strój podhalański..., s. 143.
33 Zwracają na to uwagę autorzy Stroju podhalańskiego, w różnicy między świąteczną i codzienną wersją ubioru upatrując niezgodności ikonograficznych przedstawień pierwszych góralek z opisem sporządzonym przez Ludwika Kamińskiego vel Kamieńskiego. Piszą także o tym, że o ile strój męski codzienny nie różnił się znacznie od świątecznego, o tyle w wypadku kobiet było zupełnie inaczej - por. ibidem, s. 28, 113.
34 W ten sposób pisze o tożsamości kulturowej, za której składnik uważa strój góralski, Paulina Truszczyńska: "istotnym aspektem w rozważaniach nad tożsamością jest [...] pragnienie przynależności i wyodrębniania się zarazem" (P. Truszczyńska, Kobiecy strój góralski - ubiór jako manifestacja tożsamości współczesnych góralek, [w:] Co słychać na Podhalu. Tradycja we współczesności, red. M. Małanicz-Przybylska, Warszawa 2014, s. 22).
35 Ludwik Kamiński vel Kamieński (1809-około 1888), amatorsko zainteresowany geologią i etnografią, jest autorem obszernej monografii etnograficznej na temat Podhala (1830-1846), której zachowane fragmenty zostały wydane w 1992 roku. Por. Kamieński Ludwik, [hasło w:] Z. i W.H. Paryscy, Wielka encyklopedia tatrzańska, Poronin 2004.
36 L. Kamiński vel Kamieński, O mieszkańcach gór tatrzańskich. Najdawniejsza monografia etnograficzna Podhala, oprac. J. Kolbuszewski, Kraków 1992, s. 11.
43 L. Zieliński, Odwiedziny gór tatrzańskich, "Lwowianin" 1840, z. 6, s. 128.
45 J. Kolbuszewski, Tatry w literaturze polskiej 1805-1939, Kraków 1982, s. 84.
46 Ł. Rautenstrauchowa Miasta, góry, doliny, Poznań 1844, t. 2, s. 24-25.
48 S. Staszic, O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski, Warszawa 1955, s. 97.
50 W. Eljasz-Radzikowski, Ilustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic, Poznań 1870, s. 191.
51 R. Malczewski, Tatry i Podhale..., s. 33.
52 A. Jazowski, Złoty okres literatury podhalańskiej 1890-1918..., s. 297.
53 F. Gwiżdż, Inkluz, [w:] idem, Obrazy na szkle. Nowele, Poznań [b.r.], s. 43.
54 S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów..., s. 120-121.
55 L. Zejszner, Rzut oka na Podhalan..., s. 117-118.
56 T. Tripplin, Wycieczki po stokach galicyjskich i węgierskich Tatrów, Warszawa 1856, t. 1, s. 86-87.
58 S. Witkiewicz, Na przełęczy, Warszawa 1891, s. 55-56.
60 Aspiro [Cecylia Niewiadomska], W dolinie łez, Warszawa 1900, t. 1, s. 147.
61 S. Witkiewicz, Na przełęczy..., s. 56.
63 W. Reklewski, Górale..., s. 53.
64 Jak pisze Jacek Kolbuszewski, Reklewski "być może [...] odbył jakąś wycieczkę w podtatrzańskie okolice, skoro w kilku jego wierszach pojawiły się tatrzańskie i góralskie [...] realia" (ibidem). Równie dobrze więc związków Reklewskiego z górami mogło nie być wcale, skoro poza bardziej rozbudowanym obrazkiem uwiecznionym w Góralach, wspomniane zostają tylko "Karpackie góry" w Wiesławie i "Krępak" oraz "potoki Dunajca" w Czterech dobach Roku - por. W. Reklewski, Pienia wieyskie, Kraków 1811.
65 M. Bałucki, Obrazy i obrazki z tatrzańskiej wycieczki, [w:] idem, Nowelle i obrazki..., t. 4, s. 44.
66 Por. https://z-ne.pl/index.php?amp=t&k=tatry&m=lista_alfabet&kp=glowna&p=s&next=31 [dostęp: 12 grudnia 2021 roku].
67 Osobliwości i sensacje tatrzańskie, wstęp i oprac. J. Kolbuszewski, Kraków 1977, s. 55.
68 J. Kasprowicz, Taniec zbójnicki, [w:] idem, Wybór poezji, oprac. J.J. Lipski, Wrocław 1973, s. 135-136.
69 M. Bałucki, Obrazy i obrazki..., t. 4, s. 85.
70 Bałucki Michał, [hasło w:] Z. i W.H. Paryscy, Wielka encyklopedia tatrzańska...
71 M. Bałucki, Obrazy i obrazki..., t. 4, s. 47.
72 Serdak, [hasło w:] A. Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego, Kraków 1927.
73 M. Bałucki, Obrazy i obrazki..., t. 4, s. 106-107.
75 K. Hermanowicz-Nowak, Strój ludowy, [w:] Podhale. Tradycja we współczesnej kulturze wsi, red. D. Tylkowa, Kraków 2000, s. 267.
76 S. Barabasz, maszynopis wspomnień w zbiorach archiwum Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem, sygn. AR/NO/326 [za: A. Lisak, Sielankowanie pod Tatrami. Życie codzienne i niecodzienne Zakopanego w XIX wieku, Wołowiec 2019, s. 203].
77 M. Bałucki, Zaklęte pieniądze. Opowiadanie z życia ludu górskiego, Kraków 1875, s. 6.
79 Idem, Ojcowska wola. Wstęp powieściowy z życia górali tatrzańskich, [w:] idem, Nowelle i obrazki..., t. 2, s. 8-9.
81 Idem, Obrazy i obrazki..., t. 2, s. 38.
83 Idem, Dwie siostry. Obrazek spod Tatrów, [w:] idem, Nowelle i obrazki..., t. 2, s. 89.
84 Idem, Latawica. Nowela, Poznań [b.r.], s. 11.
85 S. Witkiewicz, Zośka Galicka, [w:] idem, Utwory tatrzańskie, Warszawa 1951, s. 215.
87 K. Gliński, Wspomnienie Tatrów. Z marzeń o szarej godzinie, Warszawa 1891, s. 34.
89 Tutaj i dalej ontologię rozumiemy jako sposób funkcjonowania.
90 G. Zapolska, Sezonowa miłość, Warszawa 2012, s. 108.
92 Z. Lepecka, Z włóczęgi wakacyjnej. Nad morzem, w górach, nad jeziorem, Warszawa 1928, s. 53-54.
93 M. Czeska-Mączyńska, Dymy, Poznań 1927, s. 97.
94 J. Rzepecka, Pierścień młodości. Powieść sensacyjna, Warszawa 1928, s. 95.
96 G. Zapolska, Gdzie gencjany kwitną. Czy tęsknią?..., "Tygodnik Zakopiański" 1903, nr 4, s. 30.
97 W. Panek, Pan Bóg ozsondzi, [w:] eadem, Kaj ten smrek siwy, Lwów 1907, s. 85-86.
98 Eadem, Płanetnica, [w:] ibidem, s. 119.
99 M. Mączyński, Gwara podhalańska w opowiadaniach Władysławy Panek, "Polonica" 2016, t. 36, s. 186.
100 J. Kolbuszewski, "Kaj ten smrek siwy"... W kręgu Młodej Polski tatrzańskiej i podhalańskiej, [w:] Folklor, literatura dziecięca i nie tylko. Księga jubileuszowa dedykowana Profesor Jolancie Ługowskiej, red. A. Gemra, R. Waksmund, Wrocław 2021 [w druku].
101 M. Mączyński, Gwara podhalańska..., s. 188.
102 Pięć części cyklu wydano kolejno w latach: 1903, 1904, 1906, 1908, 1910 - por. J. Kolbuszewski, Wstęp, [w:] K. Przerwa-Tetmajer, Na Skalnym Podhalu, Wrocław 1998, s. xxxvii.
103 K. Przerwa-Tetmajer, Jak Jasiek Mosiężny nie mógł znaleźć szczęścia, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu, Kraków 1955, s. 85.
105 Idem, O Zosi Walcakównej, [w:] ibidem, s. 316.
106 Idem, Orlice, [w:] ibidem, s. 227.
108 Idem, Legenda Tatr. Maryna z Hrubego, Kraków 1961, s. 24-25.
110 J. Kolbuszewski, Tatry w literaturze..., s. 309.
111 K. Przerwa-Tetmajer, Legenda Tatr. Janosik Nędza Litmanowski, Kraków 1961, s. 154.
112 Idem, Rosicka, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 305-306.
113 S. Gębarski, Robinson tatrzański, Warszawa 1910, s. 29.
117 T. Bocheński, O Walku Borowcu, poecie, i Teresce Wawrzykównie, juhasce, [w:] idem, Olga i inne nowele, Cieszyn 1923, s. 28.
118 J.M. Rytard, Dalekie spojrzenie, Warszawa 1934, s. 98-99.
119 H. i J.M. Rytardowie, Koleba na Hliniku (przygody w Tatrach), Warszawa 1933, s. 55.
120 S. Trebunia-Staszel, A. i M. Etynkowscy, K. Fiedler, Strój podhalański..., s. 129.
122 M. Misińska, Podhale dawne i współczesne (wybrane zagadnienia), "Prace i materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi", t. 15, Łódź 1971, s. 18.
123 L. Kamiński vel Kamieński, O mieszkańcach..., s. 16.
124 W. Anczyc, Zakopane i lud Podhalski, "Tygodnik Ilustrowany" 1874, t. 14, s. 41.
125 J. Kolbuszewski, Tatry w literaturze..., s. 426.
126 S. Witkiewicz, Na przełęczy..., s. 108-109.
127 W. Orkan, Schronisko, [w:] idem, Miłość pasterska, Lwów 1908, s. 33.
129 K. Przerwa-Tetmajer, O Walku Sietniaku, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 273-274.
130 Antoni Kroh (Od wydawcy, [w:] L. Lipiński, Wycieczka w Tatry 1860 r., oprac. A. Kroh, Nowy Sącz 1985, s. 40) wskazuje, że wspomnienie to zostało spisane, gdy autor był już "starym człowiekiem". Trudno podać tutaj konkretną datę, wydaje się jednak, że utwór powstał wcześniej niż dzieła Orkana, Tetmajera i Witkiewicza.
131 L. Lipiński, Wycieczka w Tatry..., s. 27.
134 A. Lewicka, Jędrek góralczyk. Opowieść z czasów chochołowskiego powstania, Lwów 1911.
135 J.G.H. Pawlikowski, Bajda o Niemrawcu, Warszawa 1928, s. 108.
136 J. Kolbuszewski, Tatry w literaturze..., s. 620.
137 J.G.H. Pawlikowski, Bajda o Niemrawcu..., s. 105.
138 J.M. Rytard, H. Rytardowa, Na białej grani, Warszawa 1936, s. 37.
139 W. Ogórek alias L. Szczepański, W naszej letniej stolicy, czyli przygody rejenta Nowakowskiego w Zakopanem, Kraków 1903, s. 85.
140 J. Kolbuszewski, Tatry w literaturze..., s. 244.
141 M. Bałucki, Na łonie natury, Lwów 1913, s. 30.
145 J. Kolbuszewski, Tatry w literaturze..., s. 244.
146 M. Bałucki, Na łonie..., s. 30.
147 K. Przerwa-Tetmajer, Babski wybór, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 452.
148 Idem, Sobek Jaworcarz jaki honor miał, [w:] ibidem, s. 255.
149 Idem, Orlice, [w:] ibidem, s. 237.
155 J. Kolbuszewski, Wstęp, [w:] K. Przerwa-Tetmajer, Na Skalnym Podhalu..., s. xlvi.
156 M. Sadlik, Baby za zbójników nastały?! - kobiece kreacje Tetmajerowskie, [w:] Mity i rzeczywistość zbójnictwa na pograniczu polsko-słowackim w historii, literaturze i kulturze, red. M. Madejowa, A. Mlekodaj, M. Rak. Materiały z Międzynarodowej Konferencji Naukowej Kraków-Bukowina Tatrzańska 18-22 października 2006 roku, Nowy Targ 2007, s. 281.
157 T. Malicki, Zły rok, [w:] idem, Ludzie z gór i inne opowiadania, Kraków 1960, s. 33.
159 S. Witkiewicz, Zośka..., s. 187.
160 M. Podraza-Kwiatkowska, Sytuacja uwięzienia i zdobywania wolności: o jednym z młodopolskich symboli-kluczy, "Pamiętnik Literacki" 1988, t. 79, nr 3, s. 66.
161 S. Witkiewicz, Zośka..., s. 182-183.
163 J. Czaski, Baśń fantastyczna o Janosiku Strzelcu i Rycerzach Śpiący w Tatrach, Kraków 1919, s. 9.
164 Idem, Przygody wojenne Janosika Legionisty, Kraków 1920, s. 38.
165 S. Witkiewicz, Zośka..., s. 212.
167 G. Zapolska, Gdzie gencjany kwitną. Czy tęsknią?..., s. 46.
170 Al. Ar. [Arct Aleksander], Marysia i babusia, [b.m.w.] 1913, s. 20.
171 P. Staśko, Serce na śniegu, Warszawa [b.r.], s. 91.
173 S. Staszic, O ziemiorództwie Karpatów..., s. 165.
174 S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów..., s. 90.
175 K. Przerwa-Tetmajer, Bajeczny świat Tatr, Warszawa 1905, s. 126.
177 Szerzej o tym piszą: F. Hoesick, Legendowe postacie zakopiańskie, Warszawa 2001, s. 67-124; M. Pinkwart, Pleban spod Giewontu, Nowy Targ 2017.
178 L. Zejszner, Pieśni ludu Podhalan czyli górali tatrowych polskich, Warszawa 1845, s. 63.
179 J. Kolbuszewski, M. Łoboz, Kocham was mali ludzie... Franciszkanizm - literatura - publicystyka, Wrocław 2010, s. 166.
181 S. Witkiewicz, Zośka..., s. 191.
183 K. Przerwa-Tetmajer, Legenda Tatr. Janosik..., s. 38.
186 M. Czeska-Mączyńska, Dymy..., s. 34.
187 J.Z. Białek, Maria Mączyńska, [hasło w:] www.ipsb.nina.gov.pl [dostęp: 16 marca 2021 roku].
188 Zob. między innymi: J. Drab-Pasierska, Podhalańskie lubieżnice w prozie Kazimierza Przerwy Tetmajera, [w:] "Gorsza" kobieta. Dyskursy inności, samotności, szaleństwa, red. D. Adamowicz, Y. Anisimovets, O. Taranek, Wrocław 2008; J. Kwak, Życie i obyczajowość kobiet na Podhalu w XIX wieku, [w:] Galicja i jej dziedzictwo, t. 24: Kobieta w Galicji. Nowoczesność i tradycja, red. J. Kamińska-Kwak, S. Kozak, D. Opaliński, Rzeszów 2016.
189 L. Kamiński vel Kamieński, O mieszkańcach gór tatrzańskich..., s. 26.
192 S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów..., s. 118-119.
196 L. Zejszner, Rzut oka..., s. 147.
198 Idem, Pieśni ludu Podhalan..., s. 54.
208 Jerzy [Fischer], Wrażenia z Tatr. Baśnie i dumki górskiego ludu, Kraków 1900, s. 76.
211 T. Tripplin, Wycieczki po stokach..., s. 142.
213 M. Steczkowska, Obrazki z podróży..., s. 50.
214 W. Anczyc, Zakopane..., s. 41.
215 S. Witkiewicz, Na przełęczy..., s. 200.
219 W. Reklewski, Górale, [w:] idem, Pienia wieyskie..., s. 173.
220 W. Łoś, Jędrzek, Warszawa 1890, s. 193.
222 K. Przerwa-Tetmajer, Legenda Tatr. Janosik..., s. 85.
226 J. Ługowska, Inspiracje ludowe w Listach Hanusi Kazimierza Przerwy-Tetmajera, "Literatura Ludowa" 1992, nr 1, s. 24.
227 K. Przerwa-Tetmajer, Moja kochanka, [w:] idem, Poezje t. 1, Warszawa 1905, s. 105.
228 J. Ługowska, Inspiracje ludowe..., s. 16.
229 K. Przerwa-Tetmajer, List Hanusi, [w:] idem, Poezje wybrane, oprac. i wstęp J. Krzyżanowski, Wrocław 1968, s. 142.
230 J. Ługowska, Inspiracje ludowe..., s. 20.
231 K. Przerwa-Tetmajer, List drugi Hanusi, [w:] idem, Poezje wybrane..., s. 143.
233 Idem, Ostatni list Hanusi..., s. 148.
235 J. Ługowska, Inspiracje ludowe..., s. 23.
237 K. Przerwa-Tetmajer, Ostatni list Hanusi..., s. 149.
238 M. Czeska-Mączyńska, Dymy..., s. 122.
240 Inspiracją dla Włodzimierza Wolskiego, który sam realiów góralskich i tatrzańskich nie znał, było opowiadanie Kazimierza Władysława Wójcickiego Góralka z 1839 roku - por. J. Kolbuszewski, Mit polskich Górali, [w:] Polskie mity polityczne XIX i XX wieku. Kontynuacja, red. W. Wrzesiński, Wrocław 1996, s. 144.
241 W. Wolski, Halka. Opera w czterech aktach, Warszawa 1910, s. 21.
242 Co prawda stereotyp ten wykształcił się nieco później, o czym szerzej mowa w części poświęconej literackim przedstawieniom gospodyń.
243 M. Bałucki, Latawica..., s. 32.
244 Podobna estetyka pojawia się na obrazie Wojciecha Gersona Cmentarz w górach z 1894 roku, inspirowanym powstaniem styczniowym.
245 C. Kropiwnicka, Giewontowy hufiec. Opowiadanie z roku 1846, Poznań [b.r.], s. 62.
250 K. Przerwa-Tetmajer, O Wójtowej Marynie, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 115.
251 Idem, Krystka, [w:] ibidem, s. 137.
254 Idem, Rosicka, [w:] ibidem, s. 306.
255 Idem, Na Skalnym Podhalu..., Wrocław 1998, s. 6.
257 Idem, Legenda Tatr. Janosik..., s. 250.
258 J. Kolbuszewski, "Na Skalnym Podhalu" Kazimierza Tetmajera. Próba nowego odczytania, [w:] Góry - literatura - kultura, red. J. Kolbuszewski, Wrocław 1996, s. 88.
259 K. Przerwa-Tetmajer, Zatracenie. Romans, t. 1, Warszawa [b.r.], s. 139-140.
262 W. Panek, Pan Bóg ozsondzi, [w:] eadem, Kaj ten smrek siwy..., s. 95.
263 W. Panek, Zło godzina, [w:] ibidem, s. 107.
266 F. Gwiżdż, Pan Jezus przyszedł, [w:] idem, Dobrzy ludzie. Nowele i szkice, Lwów 1912, s. 109.
267 F. Gwiżdż, Dobrzy ludzie, [w:] ibidem, s. 94.
269 T. Nalepiński, Wiatr halny, [w:] idem, Śpiewnik rozdarty, Lwów 1914, s. 94.
271 T. Bocheński, O Walku Borowcu..., s. 29.
275 L. Zejszner, Pieśni ludu Podhalan..., s. 81.
278 W. Orkan, Jak Józuś chciał, a jak mu wyszło, [w:] idem, Miłość pasterska, Lwów 1908, s. 24.
279 L. Zejszner, Pieśni ludu Podhalan..., s. 60.
280 W. Panek, Halna pieśń, [w:] eadem, Kaj ten smrek siwy..., s. 18.
284 S. Witkiewicz, Na przełęczy..., s. 78-80.
288 Obecnie jest to jedno z osiedli Zakopanego.
289 Jacek Kolbuszewski wskazuje, że śpiewki z tego opowiadania są autorstwa Tetmajera, choć początek jednej z nich - Hanusinej właśnie - stanowi parafrazę pieśni ludowej spisanej przez Ludwika Zejsznera. Por. J. Kolbuszewski, "Sto se jedna, sto se dwie, stoi baca u jedle...". Pieśni podhalańskie w twórczości Kazimierza Tetmajera, [w:] idem, Literatura i Tatry..., s. 526.
290 K. Przerwa-Tetmajer, Jak Jasiek z Ustupu, Hanusia od Królów i Marta Uherczykówna z Liptowa śpiewali w jedno słoneczne rano ku sobie, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 178.
294 B. Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2010, s. 180- -186.
295 J.M. Rytard, Dolina wiatrów, Kraków 1937, s. 58.
299 D. Janicka-Krzywda, K. Ceklarz, Czary góralskie. Magia Podtatrza i Beskidów Zachodnich, Zakopane 2014, s. 171.
300 M. Bałucki, Dwie siostry..., s. 66.
301 Idem, Obrazy i obrazki..., s. 48-49.
302 Idem, Dwie siostry..., s. 73.
303 K. Przerwa-Tetmajer, Ku niebu, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 337.
308 M. Parczewska, Przewodnik tatrzański, [w:] eadem, Obrazki, Warszawa 1893, s. 52.
312 M. Parczewska, Przewodnik tatrzański..., s. 53.
313 J. Kolbuszewski, "Kaj ten smrek siwy"... W kręgu Młodej Polski tatrzańskiej i podhalańskiej...
315 W. Panek, Kaj ten smrek siwy..., s. 12.
317 Eadem, Halna pieśń, [w:] eadem, Kaj ten smrek siwy..., s. 15.
318 Eadem, Nastka, [w:] ibidem, s. 23.
319 J. Kolbuszewski, "Kaj ten smrek siwy"... W kręgu Młodej Polski tatrzańskiej i podhalańskiej...
320 W. Panek, Nastka..., s. 23.
322 J. Kolbuszewski, "Kaj ten smrek siwy"... W kręgu Młodej Polski tatrzańskiej i podhalańskiej...
323 W. Panek, Lotawiec, [w:] eadem, Kaj ten smrek siwy..., s. 65.
325 Eadem, Zbójnicka krew, [w:] eadem, Kaj ten smrek siwy..., s. 141.
327 F. Gwiżdż, Dobrzy ludzie, [w:] idem, Dobrzy ludzie..., s. 63.
328 S. Obrzud, Honor Karola Pęksy [nowele], Lwów 1922, s. 14.
332 L. Zejszner, Pieśni ludu Podhalan..., s. 45.
335 J.G.H. Pawlikowski, Bajda o Niemrawcu..., s. 94-95.
336 K. Przerwa-Tetmajer, O Marysi Dalekiej, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 85.
339 W. Panek, Naści i to Poniezusku..., [w:] eadem, Kaj ten smrek siwy..., s. 177-178.
340 M. Czeska-Mączyńska, Dymy..., s. 30.
344 K. Przerwa-Tetmajer, O Zośce Mocarnej z Polan, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 67.
345 J.G.H. Pawlikowski, Bajda o Niemrawcu..., s. 101.
347 W. Wnuk, Obrazki zakopiańskie, Kraków [b.r.], s. 44-45.
349 T. Januszewski, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Warszawa 2015, s. 202.
350 W. Wnuk, Obrazki zakopiańskie..., s. 47.
351 M. Misińska, Podhale dawne i współczesne..., s. 120-121.
352 L. Kamiński vel Kamieński, O mieszkańcach gór tatrzańskich..., s. 24.
353 K. Przerwa-Tetmajer, O Bartku Gronikowskim Raubszycu, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 201.
354 E. Janota, Przewodnik w wycieczkach na Babią Górę, do Tatr i Pienin, Kraków 1860, s. 48-49.
355 B. Gustawicz, Kilka wspomnień z Tatr, "Wędrowiec" 1879, nr 143, s. 197.
356 M. Steczkowska, Obrazki z podróży..., s. 49.
357 A. Galica, Przysięga: urywek z życia współczesnego na Podhalu w trzech odsłonach, Kraków 1909, s. 33.
358 H. i J.M. Rytardowie, Koleba..., s. 71.
360 W. Anczyc, Zakopane..., s. 41.
361 M. Bałucki, Dwie siostry..., s. 59.
362 Idem, Obrazy i obrazki..., s. 143.
364 K. Przerwa-Tetmajer, O Zosi Walcakównej, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 315.
365 Idem, Jak umarł Jakub Zych, [w:] ibidem, s. 217.
368 J.S. Bystroń, Pieśń o zbójniku i jego żonie. Odbitka z Materiałów Etnograficznych, Kraków 1925, t. 4, cz. 3, s. 62.
371 Taki motyw, powszechny zresztą w tekstach ludowych, nasuwa skojarzenia ze sceną Kopciuszka w wersji spisanej przez Wilhelma i Jacoba Grimmów: jedna z przyrodnich sióstr Kopciuszka obcina sobie palce (względnie piętę), by dopasować stopę do wielkości pantofelka, to z kolei bywa rozumiane jako wystąpienie przeciwko naturze bądź element rytu przejścia, istotne jednak, że w wypadku Pieśni o zbójniku i jego żonie bohaterka jest poddawana obcięciu kończyn, nie robi tego sama.
372 L. Zejszner, Pieśni ludu Podhalan..., s. 171.
373 K. Przerwa-Tetmajer, Bajeczny..., s. 120.
375 Idem, O Wojtku Cudaku, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 374.
376 Idem, Jakie jest serce matki albo kiedy anioł płakał, [w:] ibidem, s. 346.
378 S. Witkiewicz, Zośka..., s. 184.
379 G. Zapolska, Sezonowa miłość..., s. 42-43.
380 K. Heska-Kwaśniewicz, Lepsze sto Giewontów, Liliowych i Mnichów, niż jedna blondynka o niebieskich oczach. Sezonowa miłość z Tatrami w tle, [w:] Pejzaże kultury. Prace ofiarowane Profesorowi Jackowi Kolbuszewskiemu w 65. rocznicę jego urodzin, red. W. Dynak, M. Ursel, Wrocław 2005, s. 364.
381 K. Przerwa-Tetmajer, Jak baba diabła wyonacyła, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 391.
384 Z. Lubertowicz, Jak Maryna swego chłopa pijatyki oduczyła?, "Gazeta Podhalańska" 1922, nr 19-22.
389 A. Jazowski, Złoty okres literatury podhalańskiej..., s. 284.
390 Z. Lubertowicz, Jak Maryna..., nr 22, s. 4.
391 A. Gut-Stapińska, Piekielnice, "Echo Zdrojowe" 1934, R. 9, nr 19, s. 5.
392 W. Jarzębowski, A. Konieczny, Zakopiański jarmark romantyczny i tragiczny, Warszawa 1978, s. 95.
393 A. Gut-Stapińska, Piekielnice..., s. 5.
395 S. Barabasz, Dezerterzy w Tatrach, maszynopis AR/NO/326, Archiwum Muzeum Tatrzańskiego.
398 S. Witkiewicz, Zośka..., s. 201.
399 A. Lewicka, Jędrek góralczyk..., s. 111.
401 T. Malicki, Zły rok..., s. 7.
402 A. Galica, Przysięga..., s. 18.
404 F. Gwiżdż, Bunt pod Grapą, [w:] idem, Obrazy na szkle..., s. 97.
407 R. Hennel, Śmieszne Zakopane i zabawne góry, [w:] Kpiarze pod Giewontem, oprac. R. Hennel, Warszawa 1987, s. 16.
408 J.S. Bystroń, Komizm, Wrocław 1960, cz. 4: Komizm charakterów, s. 334 [za: ibidem].
409 Wprawdzie Steczkowska odnosi się tutaj wyłącznie do górali z Zakopanego, Poronina, Kościeliska i Chochołowa, konstatuje bowiem, że mieszkańcy Bukowiny i Białki, wśród których szukała przewodnika wycieczki do Morskiego Oka, różnią się od sąsiadów zakopiańskich: lud ten "do złodziejstwa szczególniej wielką ma skłonność" - por. M. Steczkowska, Obrazki z podróży..., s. 62. Konstanty Maniewski poświęcił temu zjawisku utwór Podróż z Bukowiny do Morskiego Oka: "Choć otwarte schludne chaty / Wabią do się Bukowiny, / To lud duchem niebogaty, / W myśli, w czucia szumowiny. / Piękna niegdyś jego dusza, / Cała w zysku utopiona, / Kawał kruszcu go porusza, / Stara cnota zapylona". Por. J. Kolbuszewski, Tatry w literaturze..., s. 129-130.
410 M. Steczkowska, Obrazki z podróży..., s. 45-47.
412 E. Janota, Przewodnik..., s. 48.
413 M. Bałucki, Obrazy i obrazki..., s. 39.
414 K. Bartoszewicz, Trzy dni w Zakopanem. Z notat emeryta, Kraków 1899, s. 10-11.
415 W. Ogórek alias L. Szczepański, W naszej letniej stolicy..., s. 45.
416 Aspiro [Niewiadomska Cecylia], W dolinie łez..., s. 144.
417 L. Lipiński, Wycieczka..., s. 24.
420 F. Gwiżdż, Zawierucha, [w:] idem, Dobrzy ludzie..., s. 138.
422 W. Panek, Jak Jasiek Gąsienica do domu wrócił, [w:] eadem, Kaj ten smrek siwy..., s. 43-44.
424 K. Przerwa-Tetmajer, Jakie jest serce matki albo kiedy anioł płakał, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 345.
427 A. Galica, Przysięga..., s. 17.
431 A. Jazowski, Złoty okres literatury podhalańskiej..., s. 318.
432 W. Panek, Wigilia Wojtka Gofronia, [w:] eadem, Kaj ten smrek siwy..., s. 161.
435 A. Lewicka, Jędrek góralczyk..., s. 125.
437 Nie wspomina o kobietach choćby Stanisław Eljasz-Radzikowski w swoim opracowaniu dotyczącym genezy i przebiegu powstania chochołowskiego - por. S. Eljasz-Radzikowski, Powstanie chochołowskie, Kraków 1911.
438 H. Zakrzewska, Pojednanie. Powieść o niedźwiedziu tatrzańskim, Kraków 1946, s. 27-28.
439 A. Zadrożyńska, Światy, zaświaty. O tradycji świętowań w Polsce, Warszawa 2000, s. 214.
440 Swat, [hasło w:] B. Ogrodowska, Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce, Warszawa 2001.
442 H. Zakrzewska, Pojednanie..., s. 35.
444 H. i J.M. Rytardowie, Koleba..., s. 144.
445 S. Witkiewicz, Na przełęczy..., s. 192.
447 K. Przerwa-Tetmajer, Jak się Józek Smaś pojechał wysłuchać, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 190.
448 Idem, Jak umarł Jakub Zych, [w:] ibidem, s. 220.
449 A. Galica, Przysięga..., s. 56-57.
450 J.G.H. Pawlikowski, Bajda o Niemrawcu..., s. 20.
451 J. Kolbuszewski, Tatry w literaturze..., s. 620.
452 J.G.H. Pawlikowski, Bajda o Niemrawcu..., s. 30-32.
453 J.M. Rytard, H. Rytardowa, Na białej grani..., s. 117.
456 T. Malicki, Zły rok..., s. 21.
457 Starcy, [hasło w:] P. Kowalski, Leksykon znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie, Warszawa 1998.
462 S. Goszczyński, Oda. Powieść z czasów Bolesława Chrobrego, Wrocław 1852, s. 4.
466 J. Słowacki, Samuel Zborowski, [w:] idem, Dzieła, Wrocław 1963, t. XIII-1, s. 146-147.
467 J. Kolbuszewski, Tatry w literaturze..., s. 131-132.
468 Deotyma [Łuszczewska Jadwiga], Wanda, Warszawa 1887, s. 13.
471 J. Kolbuszewski, Tatry w literaturze..., s. 96-97.
472 Por. Dolina Kościeliska. Śladami badaczy, artystów i wędrowców, red. M. Baścik, Zakopane 2014, s. 11-24.
473 K. Przerwa-Tetmajer, Zimowe panny, [w:] idem, Na Skalnym Podhalu..., s. 357.
477 Idem, Bajeczny..., s. 14.
481 Płanetnica pojawia się również u Tadeusza Micińskiego w Nocy Rabinowej. Sławomir Sobieraj sugeruje, że nazwa ta wywodzi się właśnie od słowiańskich płanetników - por. S. Sobieraj, Słowianofilstwo Tadeusza Micińskiego, [w:] Panslawizm: wczoraj, dziś, jutro, red. Z. Chyra-Rolicz, T. Rokosz, Siedlce 2016, s. 123. U Panek jednak nie ma żadnej wzmianki o czynnościach tradycyjnie przypisywanych płanetnikom, czyli wpływaniu na pogodę.
482 W. Panek, Płanetnica, [w:] eadem, Kaj ten smrek siwy..., s. 116.
483 S. Goszczyński, Dziennik podróży..., s. 78-79.
484 A. Galica, Janosik. Pieśń dramatyczna w 4 aktach, Warszawa 1922, s. 15.
486 K. Przerwa-Tetmajer, Bajeczny..., s. 47.
487 J.M. Rytard, Dolina..., s. 64.
488 M. Steczkowska, Obrazki z podróży..., s. 41.
489 B. Walęciuk-Dejneka, Ludowy obraz kobiety - perspektywa inności. Folklor i literatura, Siedlce 2014, s. 226.
490 P. Zych, W. Vargas, Bestiariusz słowiański. Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach, Olszanica 2015, s. 82.
491 B. Walęciuk-Dejneka, Ludowy obraz kobiety..., s. 230.
493 S. Goszczyński, Dziennik podróży..., s. 80.
494 Idem, [Śpiewka dziewek], [w:] M. Jagiełło, Tatry w poezji i sztuce polskiej, Kraków 1975, s. 95.
496 Idem, Dziennik podróży..., s. 81.
498 B. Walęciuk-Dejneka, Ludowy obraz kobiety... s. 230.
499 T. Tripplin, Wycieczki po stokach..., s. 128-129.
501 K. Przerwa-Tetmajer, Bajeczny..., s. 9.
503 B. Walęciuk-Dejneka, Ludowy obraz kobiety..., s. 226.
505 Z. Urbanowska, Róża bez kolców, Warszawa 1958, s. 517.
507 W. Wnuk, Moje Podhale. Ku Tatrom, Warszawa 1976, s. 333.
509 M. Jazowska-Gumulska, Gęśle z Jawora. O regionalnych pisarzach Podhala w dwudziestoleciu międzywojennym, Zakopane 1990, s. 139.
511 A. Gut-Stapińska, Przepaść, "Gazeta Podhalańska" 1925, nr 31, s. 3.
512 D. Folga-Januszewska, Rafał Malczewski i mit Zakopanego, Olszanica 2006, s. 109.
514 Roj-Kozłowska Helena, [hasło w:] Z. Radwańska-Paryska, W.H. Paryski, Encyklopedia tatrzańska, Warszawa 1973.
515 W. Wnuk, Na góralską nutę, Warszawa 1975, s. 199.
520 M. Krupa, Kroniki zakopiańskie, Wołowiec 2015, s. 49.
522 H. Modrzejewska, Wspomnienia i wrażenia, tłum. M. Promiński, Kraków 1957, s. 229.
524 J. Czachowska, Gabriela Zapolska. Monografia bio-bibliograficzna, Kraków 1966, s. 44.
525 G. Zapolska, Pajączki zakopiańskie, [w:] eadem, Publicystyka cz. 1, Wrocław 1958, s. 13.
528 Por. J. Kolbuszewski, Tatry w literaturze..., s. 235.
529 Idem, Mit polskich Górali..., s. 146.