Gorące spojrzenia - Stacey Kennedy

Reflow text when sidebars are open.
Marcus Winters wszedł do Teksaskiego Klubu Hodowców, masywnego kamiennego budynku wzniesionego w 1910 roku jako siedziba klubu dżentelmenów. Zapiął marynarkę, mijając przedszkole po lewej stronie od wejścia. Długi korytarz zdobiły trofea myśliwskie i historyczne pamiątki świadczące o świetności klubu. Zapach cedrowej boazerii mieszał się z aromatem wyprawionej skóry. Pamiętał te wnętrza sprzed przebudowy, która dzięki podniesionym sufitom i wyższym oknom rozświetliła pomieszczenia i nadała im elegancki nowoczesny wygląd.
W sali balowej dostrzegł swoją przyszłą szwagierkę, Maggie Del Rio, właścicielkę MaggieInk. Omawiała z cateringiem szczegóły przyjęcia zaręczynowego. Przykuwała oczy dzięki wrodzonej elegancji i wdziękowi, których nie da się podrobić. Miała lśniące czarne włosy i duże ciemne oczy. Jego brat Jericho jest szczęściarzem.
Marcus wciąż nie mógł uwierzyć, jak szybko to poszło. Jeszcze miesiąc temu by nie uwierzył, że członkowie skłóconych rodzin Wintersów i Del Rio mogą się zdecydować na małżeństwo.
Waśń rozpoczęła się w 1920 roku, kiedy prababka Marcusa, Eliza Boudreaux, zostawiła przy ołtarzu Fernanda Del Rio dla Teddy'ego Wintersa. Wybuchł skandal, a jego skutki można było obserwować aż do dzisiaj, do chwili, gdy Jericho poznał przez serwis randkowy Maggie Del Rio i stracił dla niej głowę.
Początkowo Marcus uważał, że brat postradał zmysły. Rolę swatki odegrał popularny w Royal serwis randkowy k!smet - cóż za pomysł! Jednak Jericho oświadczył się Maggie już po dwóch tygodniach i od tego czasu niezachwianie trwał u jej boku, a ich szczera miłość sprawiła, że przygasły zadawnione spory między rodzinami.
Czasem należy zatrzasnąć za sobą drzwi do przeszłości, w imię szczęścia młodych pokoleń.
Jedynym celem Marcusa było wyprawienie bratu uroczystości zaręczynowej, która przerośnie najśmielsze oczekiwania narzeczonych. A czasu było mało, pozostały tylko trzy dni do imprezy.
Jericho - starszy o trzy lata i niższy o osiem centymetrów, co Marcus często mu wytykał - również stał pośrodku pomieszczenia. Oglądał zastawę na stole.
Jericho wyrobił sobie nazwisko w świecie architektury dzięki projektom jego proekologicznej firmy RoyalGreen Architects. Marcus natomiast był prezesem spółki dostarczającej luksusowe produkty do projektowania wnętrz Fresh by Winters.
- Nie krzywisz się. Biorę to za dobry znak - zagadnął brata.
- Po prostu mi się podoba - zaśmiał się Jericho i pogładził krótką brodę.
Marcus kiwnął głową w podziękowaniu, przyjrzał się, jak dobrze wyglądają kryształowe wazony z łososiowymi i białymi różami oraz inne szczegóły dekoracji. Przez ostatni tydzień rozważał różne pomysły przedstawione mu przez współpracowników. Przedyskutowali każdy drobiazg, aż w końcu byli pewni, jaki efekt chcą osiągnąć. Teraz zaprezentowali go na jednym stole w miejscu, w którym już wkrótce odbędzie się przyjęcie.
Ich celem było pogodzenie Jane Austen ze współczesnością, a przynajmniej tak zdefiniowała to jedna ze współpracownic. Literatura romantyczna nie była mocną stroną Marcusa.
- Dziękuję, że się wszystkim zająłeś - powiedział Jericho.
- Nie ma za co. To dla mnie przyjemność. - Marcus rozumiał, że włączenie obu rodzin do planowania uroczystości było też sposobem na załagodzenie istniejących animozji.
- Zapytam, czy Maggie chciałaby wprowadzić jakieś zmiany - dodał brat.
- Oczywiście. - Uroczystość powinna przebiegać bez zakłóceń. Niech nikomu z krewnych nie wpadnie do głowy zepsuć narzeczonym nastroju. Awanturników on, Marcus, osobiście wyrzuci za drzwi.
Jericho podszedł do Maggie, której oczy zaświeciły się na jego widok. Marcus poczuł ukłucie zazdrości. On także zarejestrował się w aplikacji randkowej, na razie bez powodzenia. W związku ze zbliżającą się trzydziestką zaczął wprowadzać zmiany w życiu. Jedną z nich było podjęcie współpracy z rodzinną firmą, Winters Industries.
Wcześniej wolał działać w pojedynkę.
Szedł własną ścieżką i dopiero ostatnio poczuł się na tyle stabilnie, że przedstawił rodzinie ofertę kooperacji. Przyjęto ją ochoczo, a on zyskał środki na dopracowanie katalogu dóbr luksusowych przeznaczonych dla większej liczby klientów. Jego firma zajmowała się stylowymi meblami, pościelą, lampami i innymi eleganckimi artykułami do urządzania wnętrz, a Winters Industries zapewniało finansowanie, aby działać na masową skalę.
Miał sprawdzić najnowszy raport marketingowy, gdy z drugiego końca usłyszał nieznany głos.
- Tak, mam poważne zastrzeżenia. To wszystko jest do kitu. Ten nastrój kłóci się z jadłospisem, który zaplanowałam.
Zdziwiło go, kto kwestionuje jakość jego pracy, w dodatku tak bezceremonialnie, ale kobieta, która rozmawiała z Maggie i jego bratem, stała za dużą rośliną.
Zamierzał bronić swego projektu, więc podszedł do nich i natychmiast zapomniał, co chciał powiedzieć. Zmysłowy głos należał do niezwykle atrakcyjnej kobiety. Miała chyba metr osiemdziesiąt wzrostu, długie i zgrabne nogi w seksownych czarnych szpilkach i kasztanowe włosy opadające na ramiona. Wydatne wargi budziły nieprzyzwoite myśli, a w brązowych oczach tlił się ogień. Była intrygująca i podniecająca.
- Mogę w czymś pomóc, czy podsłuchiwanie to pańska druga natura? - zwróciła się do niego.
Maggie zachichotała, a Jericho nawet nie próbował ukryć rozbawienia.
- Marcus Winters - przedstawił się. - Autor skrytykowanej koncepcji.
Każdy inny na jej miejscu zapadłby się pod ziemię, a przynajmniej zaczerwienił się ze wstydu. Ona jednak uścisnęła mu rękę, nie spuszczając z niego wzroku.
- Jessica Drummond, szefowa kuchni i kobieta, której nie podoba się ten projekt. Jest nieakceptowalny.
- Cóż, miło, że się poznaliście - wtrąciła Maggie. - Oboje macie świetne pomysły. Spróbujcie poszukać kompromisu. Ja nie zamierzam się wtrącać.
- Zgadzam się z Maggie i umywam ręce - oznajmił brat i oddalił się z narzeczoną.
Z oddali słychać było ich śmiech. Zdrajca.
Marcus nie spuszczał oczu z kobiety. Mógłby się założyć, że należy do Del Riów, choć nosi inne nazwisko. Napięcie między nimi było niemal namacalne.
- Co takiego nie podoba się pani w tym projekcie?
- Zacznijmy od tego, panie Winters, że całkowicie zignorował pan moje menu.
- Menu nie wydało mi się istotne przy planowaniu nakrycia stołu - stwierdził.
- No właśnie. I tu się pan myli.
- Elementy projektu są dobrze przemyślane. - Zmarszczył brwi. - Pomysł nie powstał w jeden dzień, proszę pani. Cały zespół ludzi pracował nad nim przez tydzień. Maggie jest zadowolona, Jericho jest zadowolony. Proszę się z tym pogodzić.
- Marcus Winters - powiedziała wolno, mrużąc oczy z zawziętą miną. - Szef Fresh by Winters, prawda?
- Zgadza się. I nie stworzyłem wartej teraz wiele milionów firmy, oferując rozwiązania do kitu.
- Gratuluję, ale to - wskazała palcem stół - jest nie do przyjęcia. Czuję się tak, jakbym weszła do Ikei i zobaczyła przypadkowo zastawioną jadalnię. Poszczególne elementy są ładne, ale całość wypada blado, bo nie tworzy odpowiedniego nastroju. A jeśli wystrój wnętrza wprowadza nas w inny nastrój niż jedzenie, to cały efekt diabli biorą.
- Porównuje pani moje meble do szwedzkich klocków?
- IKEA jest super producentem. Dobra jakość za niską cenę. Chodziło mi o to, że tworzymy przyjęcie zaręczynowe bez efektu WOW. Nikt nie będzie go wspominał z zachwytem czy zaskoczeniem.
- Więc uważa pani moje meble i zastawę za artykuły drogie i nieciekawe w porównaniu z ofertą sklepu, w którym trzeba samemu złożyć kupione meble?
Wzruszyła ramionami.
- Dobrze zaplanowana uczta to podróż. Zaplanowałam najmniejsze szczegóły: od przystawek przez wino po dania główne. Wszystko jest wyjątkowe. A pan nie zwrócił uwagi na żadną z tych rzeczy.
- Nie sądziłem, że muszę się zastanawiać nad zawartością talerzy.
- Jest pan przyzwyczajony do stawiania na swoim, ale moje menu i pańskie pomysły po prostu do siebie nie pasują. Ma pan znane nazwisko, nie musi się martwić o opinię publiczną, ale dla mnie jest to ważne. Podchodzę do pracy serio i nie zamierzam patrzeć, jak spadamy na dno, bo nie widzi pan dalej niż czubek własnego nosa.
Marcusa zatkało. Nie wiedział, czy się rozgniewać, czy podziwiać jej odwagę.
Przyjrzał jej się uważniej. Na palcach jednej ręki mógł policzyć osoby, które mu się sprzeciwiały, których nie potrafił oczarować, przekonać albo zastraszyć. Wszystkie należały do jego rodziny.
Kim jest Jessica Drummond?
Skrzyżował ramiona, myśląc nad kolejnym krokiem. Mógłby po prostu zignorować jej protest. Z drugiej strony, dawno nie czuł takiego iskrzenia między sobą a kobietą. Chciał kontynuować tę podniecającą konfrontację.
Przez lata unikał angażowania się w związki. Chodził na randki, ale nie traktował swoich dziewczyn serio. Ostatnio jednak pozazdrościł bratu. Chciałby spotkać kobietę, która wstrząśnie podstawami jego świata, jak zrobiła to Maggie w stosunku do Jericha. Nawet otworzył konto na k!smet, ale aplikacja jeszcze nie znalazła dla niego partnerki.
Może nie potrzebuje internetu. Ta kobieta, która patrzy mu prosto w oczy i poczyna sobie śmiało, przykuła jego uwagę. Ma usta stworzone do pocałunków. Jej uroda powala na kolana. Zdecydowanie jest w jego typie.
Nie interesowały go dziewczyny, które potulnie się z nim zgadzały. Szukał takich, które rzucały mu wyzwania.
- Skoro nie podoba się pani mój projekt, to proszę jutro rano przedstawić mi swoje pomysły. - To mu pozwoli lepiej poznać kobietę, która tak bezczelnie rzuca mu wyzwanie.
- Zmieni pan projekt?
- Nie. Ale chętnie wprowadzę ulepszenia.
- Dobrze - odparła z wyraźnym zaskoczeniem. - Jeśli będzie pan otwarty na moje propozycje, nie widzę problemu. - I z tym samym żarem co wcześniej oznajmiła: - Zostałam zatrudniona przez Del Riów i mam zamiar sprawić, że o przyjęciu zaręczynowym Maggie i Jericha będzie się mówiło przez wiele lat.
- W takim razie cel jest wspólny. - Marcus postąpił krok bliżej, ciekaw jej reakcji na skrócenie dystansu.
Zaczerwieniła się, lecz milczała. Nie tylko jemu zabrakło dziś słów.
- Proszę wpaść do salonu Fresh by Winters jutro o jedenastej piętnaście. Omówimy pani propozycje. Wie pani, gdzie to jest? - Posłał jej bezczelny uśmieszek.
- W centrum na rogu, prawda? - Nie cofnęła się.
- Tak. - Wyciągnął do niej rękę, uścisnęła ją. - Nie mogę się doczekać spotkania.
- Proszę się postarać mieć otwarty umysł, Marcusie - odparła, nie puszczając jego dłoni.
Powinno go to zirytować, ale poczuł falę gorąca, gdy wypowiedziała jego imię. O tak, w tej kobiecie płonie ogień. Uśmiechał się, gdy odchodziła, i śledził wzrokiem zgrabną pupę opiętą ciasną spódnicą. Najwyraźniej miała ochotę bawić się w tę samą grę co on. Znajdzie w niej godną przeciwniczkę? A może kogoś innego?